BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamyczek x Dąbek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamyczek x Dąbek. Pokaż wszystkie posty

08 stycznia 2026

Od Porywistego Dębu CD. Kamiennego Pióra

Porywisty Dąb nie zrezygnował ze swojego aroganckiego uśmieszku w stronę brata. Nie umiał na niego patrzeć z powagą, w szczególności, kiedy tamten zaczynał stroszyć futro o wszystko, nieważne nawet, co mógłby mu powiedzieć.
– Po prostu daj mi już spokój. Nie wiem, czemu się tak do mnie przyczepiłeś… – westchnął kocur. – Nie musisz być ciągle taki wredny.
Dobra, może powinien trochę spoważnieć, bo jeszcze jego brat się spłacze do granic możliwości.
– Dobrze, niech ci będzie, jednak pilnuj się. Wiecznie nie będę grzeczny – prychnął – Daję ci czas ulgowy do księżyca, nie mniej, nie więcej. Jesteś już wojownikiem, powinieneś być twardy.
Po czym rozeszli się w dość napiętej atmosferze. Kamienne Pióro wrócił od razu do obozu, a on szedł dogonić patrol łowiecki, gdyż na nim znajdowała się Tropiąca Łaska wraz z Tygrysią Nocą.

* * *
Teraźniejszość

Porywisty Dąb leżał zwinięty w kłębek na swoim posłaniu pośród innych Świetlików. Nie mógł usnąć, gdyż działanie maku ustało, a ból był na tyle silny, że spędzał sen z jego powiek. Poza tym, nawet jakby go nic nie bolało, to chrapanie Miodowej Kory było głośniejsze niż zwykle. Nie dziwił się, że ojciec cierpi na nawracające migreny. Też bolałaby go głowa, gdyby tak głośno chrapał.
"Ciekawe, jak inni jeszcze się nie pobudzili…"
Wzrokiem uważniej popatrzył się po śpiących kotach. Teraz nie miał z kogo żartować ani się nabijać. Musiał przed sobą przyznać, że nie tylko za Ognikową Słotą tęskni, ale i za jego braćmi, mimo tego, że za nimi nie przepadał.
"Ehh… Będę musiał się przestawić jakoś…" – pomyślał gorzko i łapą trzepnął Miodową Korę, by ten przynajmniej przewrócił się na drugi bok.
Niech stary pochrapie na kogoś innego i innemu kotu przeszkadza w spaniu. On chciał się choć trochę wyspać.

< Kamienne Pióro, jestem ciekaw, kiedy nasze drogi się znów przetną. >

07 grudnia 2025

Od Kamiennego Pióra CD. Porywistego Dębu

Z uśmiechem, nie wierząc, w to, co się właśnie wydarzyło, rozglądał się po kotach skandujących jego nowe imię.
— Gratuluję, synu! Jestem z ciebie taka dumna! — wymruczała Iskrząca Nadzieja, w mgnieniu oka znajdując się u boku Kamiennego Pióra.
— Gratuluje braciszku, w końcu zdałeś. Trochę późno, skoro wcześniej udało się Wilgowej Goryczy, jednak zawsze lepiej późno niż wcale — miauknął Porywisty Dąb, również podchodząc.
Bicolor nastroszył futro na karku i rzucił bratu krótkie, ostre spojrzenie. Czy ten lisi bobek musiał psuć każdy moment w życiu Kamiennego Pióra? Nawet tak szczęśliwą chwilę jak ceremonia? Trudno, skoro tak bardzo lubił bycie wrednym, to jego wybór.
— No tak, bo ty to jesteś idealny — syknął świeżo mianowany wojownik z wyrzutem. — Daj mi spokój, nie obchodzi mnie twoje zdanie — prychnął i spojrzał z powrotem na rodziców, którzy z szeroko otwartymi oczami patrzyli na swoich synów, nic nie rozumiejąc.
— Tak sądzisz? Ale powiem ci, tak szczerze to nie sądziłem, że w ogóle wygrasz jakąkolwiek bitwę. W ogóle to nie wiem, jak to się stało. Nie zasłużyłeś na imię wojownika — odgryzł się Porywisty Dąb.
Kamienne Pióro przez chwilę milczał, zagryzając wargę, aby się nie rozpłakać. Po chwili poczuł smak krwi na języku. Jego brat trafił w najsłabszy punkt bicolora. Kocur poczuł, jak coś w jego środku zaczyna dygotać, jak lodowate pazury znowu zaciskają się na jego wnętrznościach. Czy cętkowany miał rację?
Kiedy tylko koty zaczęły się rozchodzić, Kamienne Pióro wymknął się z obozu i pobiegł do lasu. Nie miał pojęcia, że jego brat to widzi, ale też nie obchodziło go to w tej chwili. Potrzebował po prostu być sam.

***

chwilę później

Wojownik wszedł do obozu i nastroszył futro, widząc Porywistego Dęba, który oczywiście od razu podszedł do bicolora ze złośliwym uśmieszkiem na pysku.
— Jak tam, braciszku? Czyżby coś cię zasmuciło? — spytał głosem ociekającym sarkazmem.
Kamienne Pióro przewrócił oczami. Długo jeszcze cętkowany zamierzał go tak dręczyć?
— Po prostu daj mi już spokój. Nie wiem, czemu się tak do mnie przyczepiłeś — westchnął kocur. — Nie musisz być ciągle taki wredny.

<Porywisty Dąbku?>

30 listopada 2025

Od Dębowej Łapy (Porywistego Dębu) CD. Kamiennej Łapy (Kamiennego Pióra)

Dawniej, kiedy byli uczniami

Dębowa Łapa zastrzygł uchem na zaczepki brata. Czyżby kogoś bolał fakt, że pokazał trochę pazurków? Chyba tak.
– Potrzebujesz sobie podbić ego? – spytał na głos, nie przejmując się tym, czy słyszy ich ojciec. Jest odważniejszy od brata i zamierzał to pokazać, jak najbardziej dobitnie tylko mógł 
– Jeśli ubodły cię tak strasznie moje pazury, to nie wiem, czy obrałeś słuszną drogę szkolenia. Wiesz, możesz jeszcze się przenieść do Roztargnionego Koperka lub do naszej babci. Chyba nie miałaby nic przeciwko, by pokazać ci jakieś tam kwiatuszki i inne czarodziejskie roślinki.
Posłał Kamiennej Łapie arogancki uśmieszek i uderzył go z barku, by zrobił mu miejsce.
– Jeśli chcesz mnie tylko podpuszczać, to spróbuj innym razem, a teraz idę zobaczyć się z Tropiącą Łapą i Tygrysią Łapą. Wiesz, trochę zgłodniałem po naszym sparingu i muszę pogadać z kimś ciekawszym. – pewnym siebie krokiem ominął również Wilgową Łapę, zostawiając oboje braci z tyłu.
Nie podobało mu się, jak Kamienna Łapa umie się mu postawić. Coś jego braciszkowi się podrosło i odzyskał język w pysku, jednak czy dorównywał mu z pewnością siebie? Zdecydowanie nie. Jeśli Kamienna Łapa zamierzał się na niego gniewać, to niech mu będzie. Jeśli będą się jeszcze bić, to się jeszcze pobiją, jak przyjdzie czas, że jego brat go przeprosi lub emocje opadną, to będzie spokój. To było aż tak proste.
Przez to, że ich końcowa rozmowa odbyła się dość głośno, przez Dębową Łapę – mógł usłyszeć pytania Miodowej Kory, który zaczął wypytywać się o powód zamieszania między braćmi.
“I co teraz Kamienna Łapo? Nadal taki pewny siebie?”

***

W obozie przy jedzeniu również dopadł go Miodowa Kora, by spytać go o powód niezgody między nim, a Kamienną Łapą. Na szczęście Dębowa Łapa był przygotowany na tą sytuację i jedynie zrzucił wszystko na swojego brata. Ojciec nie mógł przemówić mu do rozsądku, ani wyciągnąć od niego niczego więcej niż “Kamienna Łapa zachowuję się jakoś dziwnie”, czy “to on usiadł na mrowisku, coś nadal go szczypie”. Nie oszczędził ani jednego wąsa bratu, widząc, jak Tropiąca Łapa i Tygrysia Łapa siedzą w oddali i pokazują mu głupie miny – podśmiechiwał się z całej sytuacji z jego bratem oraz jego zachowaniem. Miodowa Kora nie wytrzymując w końcu zachowania Dębowej Łapy, po prostu strzepnął kikutem i odszedł do Iskrzącej Nadziei.
“Kamienna Łapo, chyba robisz sobie ze mnie nie brata, a wroga. Czy ładnie tak?”
Przeniósł swój zadowolony wzrok na owego kocura, który wpatrywał się niego morderczym spojrzeniem.
– Złość piękności szkodzi. Szkoda by mój brat nie był tak wyględny, jak reszta rodziny. Pomyślą jeszcze, że znaleźli cię na Drodze Grzmotu. – zaśmiał się, a wraz z nim Tropiąca Łapa oraz Tygrysia Łapa, którzy dosiedli się do niego, by porozmawiać, o co dokładnie Miodowa Kora wypytywał go.

***
Mianowanie Kamiennej Łapy na wojownika 

Rodzina i niektóre Wilczaki zebrali się wokół Kamiennego Pióra, który właśnie pokonał Cienistą Łapę. Porywisty Dąb nie był pewien, jakie nadal mieli ze sobą stosunki, tym bardziej że nie zdążyli się ze sobą wcale pogodzić. Jednak nie zamierzał okazać tak wielkiego braku szacunku, jakim obdarzyli go, jego bracia, kiedy to on został mianowany na wojownika. Podszedł do brata, dołączając tym samym do gratulacji, jakie składał mu Miodowa Kora, jak i Iskrząca Nadzieja.
– Gratuluje braciszku, w końcu zdałeś. Trochę późno, skoro wcześniej udało się Wilgowej Goryczy, jednak zawsze lepiej późno niż wcale.
Szczerze nie wiedział, jak na to zareaguje jego brat, jednak była jedna opcja, żeby się przekonać. Mógł odpowiedzieć żartem, co świadczyłoby, że nie są już ze sobą pokłóceni lub spłakać się, jak ostatni kociak. Wtedy Porywisty Dąb raczej nie widział sensu, by próbować przeprosić brata, jeśli ten połknął gałąź, że jest takim sztywniakiem. Tylko kotki są takimi histeryczkami, no i może jeszcze Wilgowa Gorycz.


< Kamienne Pióro? >

27 listopada 2025

Od Kamiennej Łapy (Kamiennego Pióra) CD. Dębowej Łapy (Porywistego Dębu)

Przeszłość, kiedy Dąbek i Kamyczek byli uczniami

Patrzył na brata ostrym wzrokiem, a w jego piersi coś buzowało. Gniew. Bicolor dużo myślał o tym… niezaplanowanym incydencie podczas sparingu, jednak nadal niczego nie rozumiał. W jego głowie nasuwało się tyle pytań. Dlaczego Dębowa Łapa go zaatakował? Czy chciał mu wyrządzić krzywdę? A przecież tak dobrze im się ćwiczyło, dopóki koledzy z legowiska nie zaczęli obserwować bitwy. Wtedy jego brat w mgnieniu oka zmienił się nie do poznania. W jego oczach błysnęła wściekłość. Wyglądał, jakby chciał Kamiennej Łapie wyrządzić jak najwięcej bólu. A przecież byli rodzeństwem! Bicolor sam już nie wiedział co myśleć o srebrnym. Przecież i tak wszyscy uczniowie kibicowali mu! No… poza jedną Słotną Łapą! Na samo wspomnienie o koleżance kocurek poczuł ciepło w brzuchu. Nie spodziewał się, że szylkretka stanie po jego stronie. Nagle do jego umysłu wpadła nowa myśl. Czy to właśnie o nią chodziło? O to, że kibicowała Kamiennej Łapie, a nie Dąbkowi?
Pręgowany klasycznie mimowolnie nastroszył sierść na karku. Jego brat był zazdrosny! Cętkowany nie mógł się pogodzić z myślą, że jeden kot wolał kogoś innego! Był takim egoistą! Zawsze musiał być najlepszy! Chciał być w centrum uwagi! Chciał być dla każdego tym „najlepszym”, „najfajniejszym”. A Kamiennej Łapie nie zamierzał zostawić ani jednego przyjaciela.
Od kiedy Dębowa Łapa się tak zmienił? Kiedyś był w porządku, a teraz…
Spojrzenia braci się spotkały. W obydwóch parach oczu błyszczał gniew.
— Jestem gotowy — miauknął spokojnie bicolor, przenosząc spojrzenie na Miodową Korę, następnie znów patrząc się na srebrnego wściekle.

***

Syknął zezłoszczony na samego siebie, kiedy Dębowa Łapa przyszpilił go do ziemi i bił po uszach. Wiedział, że nie może dać się pokonać. Musi pokazać, że jego brat wcale nie jest najlepszy! Kopnął przeciwnika tylnymi łapami z całej siły w brzuch i wyczołgał się spod niego. Uczniowie jednocześnie skoczyli na siebie i przeturlali się po polanie, bijąc, kopiąc, wymachując łapami oraz ogonem, prychając i sycząc.
— Dobrze, wystarczy — oznajmił Miodowa Kora, a bracia się cofnęli i otrzepali futra.
Kamienna Łapa, łapiąc oddech, pocieszał siebie samego w myślach. Co prawda cętkowany przez większość bitwy miał delikatną przewagę, jednak bicolor dawał mu radę. Walka była wyrównana. Nie dało się wyłonić prawdziwego zwycięzcy. W końcu Dębowa Łapa nie pokonał go. Po prostu więcej atakował. A Kamienna Łapa dobrze się bronił. Kocurek rzucił wściekłe spojrzenie srebrnemu.

***

W drodze powrotnej do obozu panowała między nimi cisza. Szli leśną ścieżką, a ich futrami delikatnie poruszał ciepły wiatr. Kamienna Łapa spojrzał na brata i strzepnął uchem. Musiał z nim porozmawiać. Wytknąć mu jego błędy. Podszedł bliżej do srebrnego i zrównał z nim swój krok.
— Wiesz, wygrałbym tę bitwę, gdyby nas nie rozdzielili. Tą w obozie podczas sparingu — mruknął cicho, nie chcąc, aby ojciec usłyszał jego słowa. Nie przejmując się reakcją Dębowej Łapy, kontynuował: — Ale i tak zastanawiam się, czemu wysunąłeś pazury. Czułeś, że zaczynasz przegrywać? I chciałeś się w ten sposób obronić? Powinieneś trochę bardziej panować nad emocjami.

<Dąbku?>

14 listopada 2025

Od Dębowej Łapy CD. Kamiennej Łapy

Dębowa Łapa przeniósł wzrok na swojego brata. Czy mu pomoże w walce? To chyba było oczywiste, że pomógłby swojemu ulubionemu bratu.
Uśmiechnął się szeroko i wstał.
– Jasne! Dla kochanego brata zawsze! – zaśmiał się, jednak nie miał nic złego na myśli. – Co dokładnie chciałbyś przećwiczyć?
Na pysku Kamiennej Łapy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy usłyszał słowa zgody padające z jego strony. Zastanowił się tamten przez chwilę, po czym miauknął:
– No... Na przykład atak na tylnych łapach? Albo... Albo jakieś takie ruchy z zaskoczenia?
– Ooo lubię takie! – zaśmiał się, czując, że podoba mu się, w jaką stronę idą z bratem.
Pewnie Kamienna Łapa też lubił kreatywne niespodzianki oraz ataki. Czyli jego rodzeństwo może nie miało aż tak okropnego gustu, jak pozostałe Wilczaki, no i koty z innych Klanów. Na jego pysku odruchowo pojawił się szerszy uśmiech, kiedy tylko przypomniał sobie, jak to zaatakował szpiegującego ucznia na granicy z Klanem Burzy. To było coś przepięknego. Głupi uczeń pewnie zapomniał, że przy granicy są drzewa i po prostu podłożył się na jego atak. Pewnie te królikojady nie umieją wspinać się na drzewa, gdyż nie mają żadnych na swoim terytorium.
"Ale z nich mysemóżdżki… Ciekawe, jakby sobie z takim Burzakiem poradził Kamienna Łapa?"
– Dobra to spróbujmy zawalczyć! Rzuć się na mnie, a ja postaram się cię jakoś ze mnie zedrzeć. Spróbuję techniki na tylnych łapach! – miauknął do brata, stając w odpowiedniej odległości od niego.
Kamienna Łapa przestąpił z łapy na łapę, a w jego oczach błysnęła lekka niepewność, po chwili jednak kocurek przypadł do ziemi, machając ogonem na boki.
— Dobra, to… Bądź gotowy! — miauknął i przez chwilę krążył wokół brata, aż w końcu wyskoczył w powietrze, celując na grzbiet cętkowanego. Oczywiście pazury miał schowane i pilnował się, aby na pewno przypadkiem nie zadać Dąbkowi nawet najmniejszego bólu.
Dębowa Łapa, czując, jak jego brat ląduje na jego plecach, wierzgnął zadem. Kiedy poczuł, jak Kamienna Łapa poluzował chwyt, stanął na tylnych łapach, a jego przeciwnik spadł z łoskotem na ziemię. Odwrócił się do niego.
– Żyjesz?
Partner do sparingu ociężale podniósł się z ziemi i powoli pokiwał głową.
– Nie było najgorzej… Spróbuję jeszcze raz…
– Dajesz! – krzyknął do niego Dębowa Łapa, chcąc rozpalić ten płomyczek rywalizacji w swoim bracie – Jestem ciekaw, czy dasz mi radę. Pokaż mi, czy jesteś lepszy od Wilgowej Łapy!
Mina Kamiennej Łapy się drastycznie zmieniła, jakby Dębowa Łapa trafił w jakiś dziwny i czuły punkt brata, jednak szczerze nie wiedział, co dokładnie nim było. Chodziło o to, kto jest najlepszy z rodzeństwa? Na pewno był to on, a najgorszym Wilgowa Łapa. Za to Kamienna Łapa był po prostu średni. Może brat chciał zawalczyć o jego pozycję w rodzinie? Na tę myśl źrenice Dębowej Łapy się zwęziły. Czy na pewno był to zwykły sparing, a może Kamienna Łapa chciał wybadać, jak bardzo Dębowa Łapa jest słaby?
"Co jeśli Kamienna Łapa jest lepszy?" – przekrzywił łepek, widząc, jak jego brat szykuje się do skoku – "Nie. Nie jest lepszy, to ja tutaj mam nad nimi władzę…"
Zmarszczył pysk i również się skupił. Teraz koty dookoła mogły poczuć napięcie, z jakim dwóch braci walczyło. Żadne się nie odzywało między szybkimi wymianami ciosów oraz unikami. Prychali na siebie i czasem pojawił się jakiś zduszony syk, jednak ani Kamienna Łapa, ani Dębowa Łapa nie robili sobie przerwy. Tym bardziej że robili niezłe widowisko dla Wilczaków, które właśnie w przerwie między patrolami i ćwiczeniami, przyglądali się ich sparingowi przy dobrym jedzeniu oraz dzieleniu się językami.
– Dębowa Łapo! Dębowa Łapo! Załatw go! – Było słychać głos kibicujących uczniów, w którym przebijały się głosy Tropiącej Łapy i Tygrysiej Łapy.
– Dajesz Kamienna Łapo! – Nagle zabrzmiało kilka kolejnych głosów, w których mógł usłyszeć ten jedyny.
Głos Słotnej Łapy.
"NIE MOŻLIWE, ŻE ONA KIBICUJE MU!"
Spiął się cały i szybko zerknął w małą gromadkę uczniów, którzy bacznie ich obserwowali. Rzeczywiście w tłumie futer znalazł to, którego miał nadzieję, że nie znajdzie. Słotna Łapa siedziała blisko przy Tygrysiej Łapie i wpatrywała się w Kamienną Łapę, z iskierkami podekscytowania w oczach.
Ta krótka chwila dezorientacji wystarczyła jego bratu, by wyprowadzić mocny cios tylną łapą w jego żuchwę. Oszołomiony cofnął się o krok i łapą ucisnął piekące z bólu miejsce.
"Jak śmiesz Kamienna Łapo!" – w jego żyłach zapłonęła złość.
Bez większego zastanowienia się, Dębowa Łapa zamachnął się z całej siły łapą i z wysuniętymi pazurami uderzył brata w klatkę piersiową, zostawiając krwawe ślady. Powalił go na ziemię i zadawał kolejne ciosy.
– Dębowa Łapo! Co ty wyrabiasz?! – warknął na niego Kamienna Łapa, zszokowany jego zachowaniem. Starał się bronić przed jego uderzeniami, więc również wysunął pazury.
– Zobaczysz, kto jest tutaj lepszy! – prychnął Dębowa Łapa, nie przestając drapać brata, gdy nagle ktoś złapał go od tyłu za kark i ściągnął go z brata.
Do Kamiennej Łapy podbiegł Pszczeli Rój, pomagając tamtemu wstać, a zza pleców Dębowej Łapy ukazał się jego własny ojciec, który zastawił mu drogę do jego brata.
– Nie tego się spodziewałem po tobie Dębowa Łapo! – prychnął Miodowa Kora, patrząc na niego z zawodem – Marsz oboje do lecznicy! Cisowe Tchnienie się wami zajmie!
Wytrzymał niezadowolony wzrok swojego ojca i posłał wściekłe spojrzenie swojemu bratu i tłumowi swoich kolegów i koleżanek, którzy właśnie po kryjomu śmiali się z głupiego sparingu dwóch braci, który rzeczywiście przerodziła się w bójkę.

Teraźniejszość

Pora Nagich Drzew nie była wcale taka piękna, jak mogło się wydawać, jemu, kiedy zasiadywał jeszcze w żłobku. Śnieg szybko topniał i zamieniał się lód, a piękna biel po niektórych śnieżycach od razu przemieniała się w brązową breję, która lepiła się do wszystkiego. Od sparingu z Kamienną Łapą, minęło trochę czasu, a w dodatku zadziało się tak wiele rzeczy, że nie umiał się do niektórych zmian przyzwyczaić. Jego starsza wojownicza przyjaciółka – Zaćmiony Horyzont uciekła z Klanu Wilka i z tego, co zdołał podsłuchać, to nawet jej rodzina nie wiedziała nic na temat jej ucieczki. To było naprawdę samolubne ze strony rudej! Przecież też go zostawiła, a tak świetnie ze sobą rozmawiali i sobie dokuczali! Śmierć jednej ze starszych uczennic, też wprawiła wiele kotów w konsternacje… Nikt nie chciał umierać, zanim zostałoby się wojownikiem, a tu proszę… Plamista Łapa pewnego dnia została tak po prostu przyniesiona martwa do obozu, jakby gdyby nigdy nic, a w dodatku Klan Wilka nie wydawał się jakoś bardzo przejęty jej stratą. Nie, żeby sam Dębowa Łapa, jakoś ubolewał nad jej losem, gdyż nie znał kotki i wcale nie wydawała się jakoś ciekawa na tyle, by zacząć z nią jakąś głębszą rozmowę. No i nie zapomnijmy o mianowaniu Słotnej Łapy na wojowniczkę. Jego przyjaciółeczka panieneczka zawalczyła z Wilgową Łapą, który niczym kocię na sam koniec popłakał się przy swoim mentorze. Szczerze miał bardzo mieszane uczucia do tamtego wydarzenia. Cieszył się z tego, jak udowodniono, w końcu przed wszystkimi Wilczakami, jak beznadziejny jest Wilgowa Łapa i to na jego własne życzenie, natomiast co do Ognistej Słoty, strasznie jej zazdrościł. On nadal był uczniem, a młodsza panieneczka tak po prostu teraz mogła biegać sobie sama po lesie i chodzić na patrole. Dębowa Łapa też chciałby już zostać wojownikiem i wyrywać koleżanki, by powspinać się z nimi na drzewa! Nie musiałby przestrzegać wszystkich obowiązków, które nakłada na niego Miodowa Kora.
"Przynajmniej nie spadnę już tak nisko, jak Wilgowa Łapa." – pocieszył się w myślach.
Nie dało się bardziej sknocić swojego wizerunku niż jego brat, który przed wszystkimi pokazał, jak to jest, kiedy uważa się za kota, który jest mądrzejszy od swojego mentora. Nie, żeby Mglisty Sen był, jakimś wyjątkowym i mądrym wojownikiem, gdyż był jednym z młodszych i niedoświadczonych – tak przynajmniej podsłuchał rozmowy od Bladego Lica z Sowim Zmierzchem.
– Dębowa Łapo, jesteśmy na miejscu. – powiedział w końcu Miodowa Kora, który zabrał go na miejsce Czarnych Gniazd, gdzie czekali na nich Wilczy Skowyt razem z Kamienną Łapą oraz Mglisty Sen z Wilgową Łapą.
"Wspaniale…" – westchnął i zmierzył uważnie wzrokiem swoich braci.
Nie chciał mieć z żadnym z nich sparingu. Nadal nie lubił Wilgowej Łapy, a po dawnym incydencie podczas walki z Kamienną Łapą – nie był pewien, jaką ma z nim relacje. Ciągle czuł gorycz ze wspomnieniem, jak to Słotna Łapa dopingowała jej brata.
– Dobrze więc, zróbcie rozgrzewkę i zaczynamy walkę! Musicie się postarać, jeśli chcecie zdać test na wojownika! – przemówił Miodowa Kora, patrząc surowo na każdego z jego synów.
Dębowa Łapa niewzruszony stał blisko dwójki swoich braci i z ukosa mierzył ich oceniającym wzrokiem. Nie możliwe, żeby chociaż jeden, z nich dał mu rady! Wiedział, że to on jest tym najlepszym z miotu i najbardziej lubianym przez swoich rodziców, jak i kumpli z legowiska uczniów.

[1386 słów + udział w pojedynkach uczniów]
< Kamienna Łapo, walczymy? >

[przyznano 28% + 5%]

25 października 2025

Od Kamyczka (Kamiennej Łapy) CD. Dąbka (Dębowej Łapy)

Przeszłość, kiedy byli jeszcze kociakami

Kamyczek zmarszczył brwi, gdy jego brat pchał go do wojowników. Oczywiście, mógł do nich podejść i zagadać, ale trochę bał się, że źle wypadnie, a zależało mu na dobrej opinii. W końcu już prawie był uczniem.
— Nie chcę być niegrzeczny, jeszcze o mnie źle pomyślą — zaprotestował kociak, kręcąc główką. — Musimy to inaczej załatwić, poza tym nie krzycz tak głośno, bo wszyscy cię słyszą.
Aż palił się ze wstydu, zdając sobie sprawę z tego, że do uszu kocurów mogły dojść dosyć nieprzyjemne określenia ze strony Dąbka.
— Daj spokój, chyba się nie boisz, co? — Cętkowany najwyraźniej miał niezły ubaw. Jakby w ogóle się nie przejmował tym, jakie robi na innych wrażenie. Znowu szturchnął brata, tym razem mocniej.
— Dobrze, już idę! — Kamyczek położył po sobie uszka. Nie podobało mu się takie zachowanie. Miał wrażenie, że Dąbek nim pomiata. Niby czemu to bicolor miał iść do wojowników? To strasznie niesprawiedliwe!
Czuł na sobie dwie pary żółtych oczu, kiedy podchodził do Bladego Lica. Poziomkowa Polana wyglądał, jakby miał się zaraz schować przed kociakami, więc padło na białego.
— Dzień dobry, mam nadzieję, że nie przeszkadzam za bardzo… — zaczął, kiwając głową w wyrazie szacunku.
— Przeszkadzasz — odparł krótko wojownik oschłym tonem, a następnie odwrócił się, jakby kompletnie nie miał ochoty ciągnąć tej rozmowy.
— Aha… — wydukał Kamyczek zdziwiony. — To ja już pójdę… Bardzo przepraszam.
Razem z bratem wyszli z legowiska wojowników i zatrzymali się niedaleko niego.
— No i widzisz, nie wyszło nam.
— W takim razie pójdź do Poziomkowej Polany! — prychnął Dąbek, jakby to było oczywiste.
— Żartujesz sobie? Nie widzisz, że nas tutaj nie chcą! Po co im wciskać dodatkowe obowiązki na siłę? — pokręcił głową i odszedł w kierunku żłobka, nie chcąc kontynuować tej bezsensownej rozmowy.

***

Teraźniejszość

Kamienna Łapa siedział przy wejściu do legowiska uczniów dopiero od paru uderzeń serca, jednak coś mu ciągle przeszkadzało. Ta świadomość, że jest jeszcze wcześnie, a skoro jego mentor, Wilczy Skowyt, był aktualnie zajęty, to musi trochę sam poćwiczyć. Może powtórzy te bitewne ruchy, których się uczył? Przecież nie może tak siedzieć bezczynnie i tracić czasu! Dzisiejszy trening nie poszedł mu tak źle. Prostsze ruchy, takie jak kopanie tylnymi łapami na wypadek przygwożdżenia do ziemi lub przytrzymywanie przeciwnika, zdołał opanować, a przynajmniej tak twierdził jego mentor. Ciekawe, czy naprawdę tak sądził, czy tylko mówił tak, bo było mu żal nic nieumiejącego ucznia, który mu się trafił? No cóż, tak czy siak, bicolor musiał wziąć się do roboty, bo ze swoimi umiejętnościami i tempem nauki, które były fatalne, miał przed sobą jeszcze mnóstwo pracy. Już się kierował ku wyjściu z obozu w poszukiwaniu jakiegoś ustronnego miejsca, w którym to mógłby na spokojnie poćwiczyć, kiedy kątem oka zauważył Dębową Łapę. O dziwo, jego brat siedział sam, a to się często nie zdarzało. Pewnie wszyscy jego przyjaciele byli na patrolach lub treningach. Po raz kolejny Kamienna Łapa poczuł ostre ukłucie zazdrości w brzuchu. Tak bardzo chciałby być, jak cętkowany! Mieć tylu przyjaciół, być lubianym, radzić sobie bez problemów ze szkoleniem… A był jego kompletnym przeciwieństwem. Beznadziejny, nic nie umiejący, słaby, bez przyjaciół… Dębowa Łapa był we wszystkim najlepszy, podczas gdy jego brat we wszystkim najgorszy. Co prawda, bicolor już się do tego przyzwyczaił, ale… to wciąż go czasem bolało. Musiał się z tym pogodzić. Wiedział, że już zawsze będzie beznadziejny.
Podszedł do cętkowanego z nadzieją, że ten się zgodzi na prośbę, którą zaraz miał wypowiedzieć.
— Cześć, Dębowa Łapo — przywitał się w mgnieniu oka, ukrywając cały ból, stres, niepokój i tę pustkę, która cały czas mu towarzyszyła. — Wiesz co… mam takie pytanko. Czy chciałbyś ze mną poćwiczyć walkę? Co ty na to? Może mi w czymś pomożesz?

<Dębowa Łapo? Proszęęęęęęę>

[trening woj. 592 słowa]

[przyznano 12%]

17 września 2025

Od Dąbka CD. Kamyczka

– A ja się nie boję! – Wypiął dumnie pierś. – Zobaczysz, wykombinuję coś.
Brat rozchmurzył się i kiwnął mu głową.
– Masz jakiś plan, z kim będziemy rozmawiać? – spytał.
– Nie – zaśmiał się i puścił mu oczko.
– Żartujesz. – Zmarszczył tamten brwi, nie dowierzając, że będą pchać się do legowiska wojowników na żywioł.
– Nie – odpowiedział szczerze i łapą pchnął Kamyczka w stronę legowiska wojowników. – Chodź!
Dąbek sam ruszył za czekoladowym pręgusem bicolor, pilnując, aby tamten nie zawrócił. Nie mógł przecież tamten go zostawić! On miał pewność siebie tylko w momentach, kiedy ktoś z nim przebywał, a samemu? No cóż, wtedy było mu o wiele ciężej, ale nie ma co się martwić teraz, jego brat nigdy przenigdy go nie zostawi, prawda?
Weszli do wnętrza legowiska, gdzie czuć było zapach wojowników. Większość kotów opuściła już dawno swoje leża, jednak w oko srebrzystego kociaka wpadł jeden nieszczęsny śmiertelnik, którego zamierzał z bratem właśnie oblec i zatruć życie, przynajmniej do momentu, kiedy ten kot nie wyjdzie na jakiś patrol.
– Widzisz tamtego chłystka? – zwrócił się do brata, wskazując ogonem niskiego płowego szylkreta, który właśnie zajmował się pielęgnacją swojego futerka.
Kamyczek pokiwał głową, widocznie zestresowany faktem, że mieli się zaraz spytać dorosłego, czy może ich poduczyć.
– Idziesz się spytać, Kamyczku? Nie jesteś chyba aż takim boimyszką? Co nie? – Zmierzył brata wzrokiem.
Dla Dąbka była to przednia zabawa.
– No, chyba że wybierasz tamtego gbura? – Wskazał łapką na leżącego białego kocura, który od początku mierzył ich nieprzyjemnym spojrzeniem. – Wydaje mi się, że jemu się bardziej przyda trochę ruchu. To jak Kamyczku? Ruszaj, póki jeszcze żadne z nich nie wyszło.
Pchnął do przodu brata, by wybrał pomiędzy Poziomkową Polaną a Bladym Licem.

<Kamyczku?>

14 września 2025

Od Kamyczka Do Dąbka

Pręgowana, futrzasta łapa mocno przycisnęła główkę Kamyczka do ziemi, na co kociak stęknął z bólu.— Ojejku, nic ci nie jest? — wymiauczał od razu Dąbek, cofając się i przepraszając. — Nie chciałem cię zranić, naprawdę! Chcesz pójść do Cisowego Tchnienia? Albo do mamy?
Maluch wstał i otrzepał się z brudu, który przylgnął do jego sierści. Ból powoli gasł i nie sprawiał mu wielkiego problemu. Nie było potrzeby zawracać nikomu głowy. Na myśl mu jednak przyszło, że jego brat z każdym księżycem staje się coraz silniejszy, większy i barczysty. To super, bo dzięki temu Kamyczek miał pewność, że srebrny zostanie wielkim wojownikiem. A bicolor chciał jak najlepiej dla swojej rodziny.
— Nie, spokojnie — odparł kociak, śmiejąc się cicho. — Co ze mnie za niezdara, że się przewróciłem. Bawmy się dalej! Teraz ty jesteś myszą, uciekaj! — zawołał i zaśmiał się. Piszcząc z podekscytowania, rzucił się w pogoń za Dąbkiem, biegnąc, najszybciej jak potrafił. Miał wrażenie w tym momencie, że wyprzedziłby błyskawicę, bo nikt nie był w stanie dorównać jego prędkości. Silne łapy odbijały się od ziemi, przelatywały nad trawą, następnie lądowały na ułamek uderzenia serca i znowu wyskakiwały w górę.
“Łał, skoro potrafię tak biegać, to żadna zdobycz mi nie ucieknie”, pomyślał zadowolony, skracając dystans, który dzielił go od brata.
— Mam cię! — pisnął, skacząc, najdalej jak potrafił i lądując na futrzastym grzbiecie srebrnego. Mocno objął łapami jego ciało i nie dał się zrzucić, kiedy w plątaninie sierści i łap przeturlali się po leśnej polanie tworzącej obóz Klanu Wilka.
Obydwoje mocno sapali, kiedy podnosili się i otrzepywali futra. Byli mocno zmęczeni tą gonitwą, a także walkami, które toczyli podczas zabawy. Kamyczek spojrzał na Dąbka i uśmiechnął się, pokazując rząd małych ząbków, które niedawno mu urosły.
— Fajnie było, prawda?
— Oczywiście! — miauknął srebrny, kiwając gorliwie głową. — Co teraz robimy?
Bicolor zaśmiał się cicho. Oczywiście, jego brat nie mógł usiedzieć ani chwili w bezczynności. Tak więc Kamyczek wytężył swój umysł w poszukiwaniu ciekawego zajęcia, na które mogliby poświęcić resztę czasu, który im został do wschodu księżyca.
— Może pójdziemy do uczniów? Żeby nas czegoś nauczyli? — zaproponował po chwili, mając nadzieję, że Dąbkowi ten pomysł się spodoba.
— Tak, chodźmy! Zostaniemy najlepszymi wojownikami! — przytaknął entuzjastycznie srebrny i ruszył energicznym krokiem w stronę legowiska uczniów.
— No jasne! — odparł bicolor, szybko doganiając brata.
Zajrzeli do krzewu i rozejrzeli się. Już po chwili wydali jednak smutne, zrezygnowane, wspólne “ooooch”, nie widząc tam żadnej żywej duszy. Nigdzie w obozie nie było ani jednego ucznia, więc uznali, że pewnie wszyscy poszli na treningi.
— Niedługo nas też nie będzie całymi dniami! — rzucił Kamyczek, przypominając sobie, że już zaraz będą mieli sześć księżyców.
— No tak, ale na razie jesteśmy kociakami. Więc jak możemy się czegoś nauczyć?
Bicolor przestąpił z łapy na łapę, ponieważ do głowy przyszedł mu jeden pomysł, a mianowicie poproszenie wojowników o trochę nauki. Jednak wstyd mu było się przyznać, że troszkę się boi podejść i spytać o coś takiego.
— Coś kombinujesz! — miauknął Dąbek, przyglądając się braciszkowi ze zmrużonymi oczami.
— No tak, no bo…
— Mów!
— Po prostu pomyślałem, że moglibyśmy pójść do wojowników, żeby oni nas czegoś nauczyli! Ale nie wiem jak ty, ja się boję — przyznał, kładąc po sobie uszka i czekając na reakcję srebrnego. Miał nadzieję, że brat go nie wyśmieje…

<Dąbku?>