— Gratuluję, synu! Jestem z ciebie taka dumna! — wymruczała Iskrząca Nadzieja, w mgnieniu oka znajdując się u boku Kamiennego Pióra.
— Gratuluje braciszku, w końcu zdałeś. Trochę późno, skoro wcześniej udało się Wilgowej Goryczy, jednak zawsze lepiej późno niż wcale — miauknął Porywisty Dąb, również podchodząc.
Bicolor nastroszył futro na karku i rzucił bratu krótkie, ostre spojrzenie. Czy ten lisi bobek musiał psuć każdy moment w życiu Kamiennego Pióra? Nawet tak szczęśliwą chwilę jak ceremonia? Trudno, skoro tak bardzo lubił bycie wrednym, to jego wybór.
— No tak, bo ty to jesteś idealny — syknął świeżo mianowany wojownik z wyrzutem. — Daj mi spokój, nie obchodzi mnie twoje zdanie — prychnął i spojrzał z powrotem na rodziców, którzy z szeroko otwartymi oczami patrzyli na swoich synów, nic nie rozumiejąc.
— Tak sądzisz? Ale powiem ci, tak szczerze to nie sądziłem, że w ogóle wygrasz jakąkolwiek bitwę. W ogóle to nie wiem, jak to się stało. Nie zasłużyłeś na imię wojownika — odgryzł się Porywisty Dąb.
Kamienne Pióro przez chwilę milczał, zagryzając wargę, aby się nie rozpłakać. Po chwili poczuł smak krwi na języku. Jego brat trafił w najsłabszy punkt bicolora. Kocur poczuł, jak coś w jego środku zaczyna dygotać, jak lodowate pazury znowu zaciskają się na jego wnętrznościach. Czy cętkowany miał rację?
Kiedy tylko koty zaczęły się rozchodzić, Kamienne Pióro wymknął się z obozu i pobiegł do lasu. Nie miał pojęcia, że jego brat to widzi, ale też nie obchodziło go to w tej chwili. Potrzebował po prostu być sam.
— Gratuluje braciszku, w końcu zdałeś. Trochę późno, skoro wcześniej udało się Wilgowej Goryczy, jednak zawsze lepiej późno niż wcale — miauknął Porywisty Dąb, również podchodząc.
Bicolor nastroszył futro na karku i rzucił bratu krótkie, ostre spojrzenie. Czy ten lisi bobek musiał psuć każdy moment w życiu Kamiennego Pióra? Nawet tak szczęśliwą chwilę jak ceremonia? Trudno, skoro tak bardzo lubił bycie wrednym, to jego wybór.
— No tak, bo ty to jesteś idealny — syknął świeżo mianowany wojownik z wyrzutem. — Daj mi spokój, nie obchodzi mnie twoje zdanie — prychnął i spojrzał z powrotem na rodziców, którzy z szeroko otwartymi oczami patrzyli na swoich synów, nic nie rozumiejąc.
— Tak sądzisz? Ale powiem ci, tak szczerze to nie sądziłem, że w ogóle wygrasz jakąkolwiek bitwę. W ogóle to nie wiem, jak to się stało. Nie zasłużyłeś na imię wojownika — odgryzł się Porywisty Dąb.
Kamienne Pióro przez chwilę milczał, zagryzając wargę, aby się nie rozpłakać. Po chwili poczuł smak krwi na języku. Jego brat trafił w najsłabszy punkt bicolora. Kocur poczuł, jak coś w jego środku zaczyna dygotać, jak lodowate pazury znowu zaciskają się na jego wnętrznościach. Czy cętkowany miał rację?
Kiedy tylko koty zaczęły się rozchodzić, Kamienne Pióro wymknął się z obozu i pobiegł do lasu. Nie miał pojęcia, że jego brat to widzi, ale też nie obchodziło go to w tej chwili. Potrzebował po prostu być sam.
***
chwilę później
Wojownik wszedł do obozu i nastroszył futro, widząc Porywistego Dęba, który oczywiście od razu podszedł do bicolora ze złośliwym uśmieszkiem na pysku.
— Jak tam, braciszku? Czyżby coś cię zasmuciło? — spytał głosem ociekającym sarkazmem.
Kamienne Pióro przewrócił oczami. Długo jeszcze cętkowany zamierzał go tak dręczyć?
— Po prostu daj mi już spokój. Nie wiem, czemu się tak do mnie przyczepiłeś — westchnął kocur. — Nie musisz być ciągle taki wredny.
<Porywisty Dąbku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz