Minął już jeden księżyc, a drugi miał już wkrótce wybić, odkąd odeszła wraz z grupą z Klanu Wilka. Czas płynął powoli, odmierzany nie tylko wschodami i zachodami słońca, lecz także bólem, zmęczeniem i cichą nadzieją, która mimo wszystko nie gasła. Nadal większość kotów była ranna, głównie były to złamania, tak naprawdę niemal wyłącznie one. Połamane łapy, obolałe kręgosłupy, trudności z poruszaniem się sprawiały, że każdy dzień był wyzwaniem. Było im ciężko, a jednak uśmiech nie znikał z jej pyska. Teraz, po raz pierwszy od dawna, czuła się naprawdę wolna i, co ważniejsze, bezpieczna. Teren, na którym się zatrzymali, rozciągał się szeroko i łagodnie falował. Las był gęsty, ale przyjazny: stare dęby i jarzębiny dawały cień, a miękka ściółka tłumiła kroki. W powietrzu unosił się zapach ziół, a gdzieś w oddali słychać było szmer strumienia. Jej towarzysze wyruszali w małych, wciąż tych samych grupkach, na poszukiwanie idealnego miejsca na obozowisko. Mimo iż Jarzębinowy Żar odradzała wielu z nich takie wyprawy, koty z ledwo zrośniętymi kośćmi kuśtykały w głąb lasu i uparcie szukały. Nie chciały być nieprzydatne, ona doskonale to rozumiała. Wiedziała jednak również, że nie uda im się w pełni wyleczyć, jeśli nadal będą się tak forsować. Z niecierpliwością czekała na dzień, w którym Czereśniowy Pocałunek nauczy kogoś z ich grupy łowienia ryb. Wtedy mieliby więcej jedzenia i mniej zmartwień. Może ryby nie były najsmaczniejszą zdobyczą na świecie, ale były pożywne i stosunkowo łatwe do złapania. Z ziołami, o dziwo, nie mieli żadnych problemów. Te tereny obfitowały w rośliny lecznicze; niemal w każdym zakątku lasu można było znaleźć coś przydatnego. Wyraźnie było widać, że poza samotnikami nikt inny tu nie przebywał; brakowało zapachów obcych klanów, a ścieżki zarastały mchem. Kotka miała mnóstwo pracy, naprawdę niewyobrażalnie dużo. Codziennie zmieniała opatrunki tym, którzy mieli złamane kończyny. Sprawdzała, jak zrastają się kości, a ci, którzy powoli zaczynali stawać na łapy, potrzebowali jej pomocy w rehabilitacji. Leczenie postępowało jednak wolno. Szczególnie martwiła się o Porywisty Dąb i Poziomkową Polanę. W przeciwieństwie do innych, którzy złamali tylko jedną kończynę, oni odnieśli znacznie poważniejsze obrażenia. Porywisty Dąb jeszcze długo nie stanie na tylne łapy, a Poziomkowa Polana będzie musiała nauczyć się żyć bez ogona. Jarzębinowy Żar obwiniała się za to wszystko. Może gdyby wybrała inną trasę, może gdyby mocniej nalegała… Może jej głos był wystarczająco ważny, by przeważyć szalę decyzji? Nie pamiętała już dokładnie samego głosowania; niewiele pamiętała też z ucieczki. Jej umysł uparcie próbował wymazać tamte obrazy, zostawiając jedynie uczucie ciężaru w piersi. Jedynym, co naprawdę poprawiało jej humor, był fakt, że miała teraz własnego ucznia. W końcu jej marzenie się spełniło. Stroczkowa Łapa był pilnym, chętnym do pracy uczniem, jednak w tej chwili siedział przed nią, skulony, i cichutko kaszlał. Co jakiś czas pociągał nosem, wyraźnie osłabiony. Złapał kaszel, lecz po samych objawach kotka od razu wiedziała, że to tylko biały kaszel.
— Spokojnie, na tych terenach rośnie kocimiętka, nie ma jej wprawdzie dużo — odparła cicho, jakby zdradzała mu mały sekret.
— Kocimiętka? A ona przypadkiem nie rośnie u dwunogów? — zapytał młodzik, pociągając nosem.
— Tak, ale występuje też na dziko. Często można ją znaleźć przy drogach, a na tych terenach odkryłam miejsce, gdzie rośnie kilka roślinek — wymruczała łagodnie, podając dwa listki zioła kocurkowi.
Ten szybko je zjadł, a Jarzębinowy Żar z ulgą obserwowała, jak napięcie powoli schodzi z jego barków. W takich chwilach, mimo zmęczenia i ciężaru odpowiedzialności, czuła, że dokładnie tam jest jej miejsce.
— Masz biały kaszel. To naprawdę najłagodniejsza odmiana — dodała po chwili, odwracając się od niego. — Szybko wyzdrowiejesz.
— Słyszałem tylko o zielonym kaszlu… przynajmniej tak mi się wydaje — oznajmił cicho, kładąc głowę na łapach.
— Tak, bo jest najczęstszy i najwięcej się o nim mówi — wyjaśniła. — Jest też najgroźniejszy: zabójczy dla kociąt i starszych kotów. Mam nadzieję, że nie dotknie nas podczas zbliżającej się Pory Nagich Drzew — westchnęła ciężko, wciąż pamiętając epidemię kaszlu w Klanie Wilka. Zginęło wtedy tak wiele kotów.
W ciszy, która zapadła, przez chwilę słychać było jedynie szelest liści poruszanych wiatrem i daleki krzyk ptaka. Stroczkowa Łapa uniósł głowę.
— Ale skąd ty to wszystko rozpoznajesz? — dopytywał z wyraźnym zaciekawieniem w głosie.
Właśnie to w nim medyczka uwielbiała najbardziej. Te pytania, ta potrzeba zrozumienia. Mogłaby słuchać jego dociekań bez końca.
— Wyjaśnię ci to innym razem, kiedy będziesz czuł się lepiej – odparła łagodnie, odwracając się w jego stronę. — Może jutro?
— Jasne — odpowiedział szybko, po czym nagle nastawił uszy.
Jarzębinowy Żar również spojrzała w stronę źródła dźwięku. Przez krzewy, które służyły za prowizoryczne legowisko medyka, weszła Amorphina. Utykała na tylną łapę, lecz jej pysk, jak zwykle, nie zdradzał żadnych emocji.
— Amorphino, witaj — przywitała ją entuzjastycznie Jarzębinowy Żar, natychmiast podchodząc bliżej i zerkając na jej łapę. — Widzę, że coś jest nie tak — mruknęła przejęta.
— Błyszczący kamień dwunożnych — odparła spokojnie biała kotka. — Jest ich dużo przy Drodze Grzmotów. Gdy tylko znów będę mogła normalnie stąpać, usunę je, żeby nikt inny nie zrobił sobie krzywdy.
Usiadła tak, że tylna łapa śmiesznie wysunęła się do przodu, odsłaniając poduszkę. Jarzębinowy Żar pochyliła się bliżej, a zaraz obok niej pojawił się Stroczkowa Łapa, również przyglądając się ranie.
— Och, to nic poważnego — mruknęła medyczka. — Stroczku, dasz radę przynieść pajęczynę i liście dębu?
Nie odrywając wzroku od odłamka szkła, obserwowała, jak ledwie wystaje z poduszki łapy. Był niewielki, ale nie mogła ryzykować. Śmieci dwunożnych przenosiły wiele chorób, pozostawionych przez te cuchnące istoty. Uczeń szybko wrócił z potrzebnymi składnikami. Jarzębinowy Żar delikatnie chwyciła odłamek i jednym, sprawnym ruchem go wyciągnęła. Kilka razy polizała ranę samotniczki… a może powinna już nazywać ją wojowniczką? Nie była pewna. Nie miało to jednak teraz znaczenia. Nałożyła niewielką ilość liści dębu, a następnie owinęła wszystko pajęczyną.
— Wieczorem możesz zdjąć opatrunek — oznajmiła spokojnie. — A może teraz chcesz z nami posiedzieć?
Biała kotka skinęła głową, jednocześnie dziękując i zgadzając się na spędzenie z nimi czasu. Jarzębinowy Żar poczuła zaskakującą wdzięczność, a nawet radość z samej jej obecności. Usiadła nieco z boku, wpatrując się w swoje łapy i wsłuchując w podekscytowany głos Stroczkowej Łapy, który opowiadał Amorphinie o tym, czego się nauczył. W jej wnętrzu zaczęło rodzić się dziwne, niepokojące uczucie. Czy ta radość na widok białej kotki nie była zbyt silna? Potrząsnęła szybko głową. Nie. Nigdy się nie zakochała. Nigdy nawet nie wiedziała, jak to uczucie wygląda. Nie zaznała go od rodziny, a tym bardziej od kogokolwiek innego. To było coś innego. Podziw. Wdzięczność. Amorphina była jej ostoją w mroku Klanu Wilka, cichą siłą, która pozwoliła jej przetrwać. A nawet jeśli to głupie serce pozwoliło sobie na chwilowe zauroczenie, medyczka nie dopuści, by wynikło z tego cokolwiek więcej. Nie złamie kodeksu. Nigdy.
Wyleczeni: Stroczkowa Łapa i Amorphina
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)
Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz