Przeszłość
Teraźniejszość
Gałązka szła przyklejona do ziemi. Nad jej głową przelatywały ptaki, trzepocząc skrzydłami wśród koron drzew, a gdzieś przed nią poruszyła się trawa. Cała się spięła. Podchodziła do zdobyczy tak sztywno, że wyglądała jak kukiełka poruszana niewidzialnymi sznurkami. Czuła bicie serca rozchodzące się po całym ciele, dudniące w uszach. Zacisnęła szczękę i wyskoczyła do przodu, szorując pyskiem po ziemi. Chwilę później uniosła głowę, widząc, jak mysz — jakby rozbawiona — ucieka w dal, znikając wśród korzeni i liści. Kotka podniosła się z ziemi skołowana i z naburmuszoną miną ruszyła z powrotem w stronę legowiska. Chciała wesprzeć Czereśnię, złapać chociaż jedną mysz, cokolwiek. Nie była jednak w stanie tego zrobić. Sama nie wiedziała dlaczego — instynkt podpowiadał jej właściwe ruchy, a mimo to czuła się jak słoń w składzie porcelany. Może i nie widziała zmęczenia u swojej towarzyszki. Czereśnia i tak nie musiała zbyt wiele polować dla nich obu i często po prostu przesiadywała na gałęziach drzew lub nad wodą, wsłuchując się w szum rzeki. Mimo to Gałązka czuła, że poza zbieraniem ziół powinna jej jakoś pomóc. Jakkolwiek. Usiadła nad wodą, wpatrując się w rozciągające się przed nią tereny. Nagle usłyszała szelest za plecami. W jednej chwili przykleiła się do ziemi niczym spłoszona sarna. Dopiero gdy dostrzegła długie, czarne futro, uniosła głowę.
— Musisz nauczyć się rozpoznawać zapachy — mruknęła Czereśniowy Pocałunek, stając obok niej.
Gałązka szybko zauważyła, że ogon kocicy dziwnie drży.
— Staram się — westchnęła, po czym uniosła brew. — Coś ci się stało w ogon? — zapytała, zaraz potem nerwowo rozglądając się dookoła. Może to drżenie było oznaką strachu albo niepewności?
— Ach, tak. W tych lasach jest dużo walecznych łasic i kun. Jedna mnie ugryzła. Teraz jednak leży gotowa, by ją zjeść — odparła lekko Czereśnia, po czym kilka razy liznęła gęstą grzywę.
— Pomogę ci z tym — oznajmiła Gałązka.
Podniosła się na cztery łapy i ruszyła w stronę drzewa, w którym mieściło się ich schronienie. Weszła do środka i faktycznie dostrzegła świeżo zabitą kunę. Była dość mocno poraniona; najwyraźniej nie dała się zabić bez walki. Kotka zebrała trochę szczawiu i pajęczyny. Już miała wracać, gdy niemal wpadła na Czereśnię, która również weszła do środka. Czereśnia usiadła na posłaniu z mchu, nie odzywając się ani słowem. Gałązka natychmiast zajęła się jej ranami. Poza tą na ogonie kocica miała też niewielkie ugryzienie na łapie. W inne miejsca kuna zapewne nie była w stanie jej dosięgnąć — kotka zdawała się składać głównie z futra. Jedynie Gałązka znała jej prawdziwą sylwetkę, widywaną wtedy, gdy wychodziła z wody.
— Już — oznajmiła z dumą Gałązka, spoglądając na pysk towarzyszki i licząc, że ta choć odrobinę się uśmiechnie.
— Dziękuję. A teraz jedz — odparła jedynie Czereśnia.
Usiadła na mchu i przysunęła zdobycz do Gałązki. Mrugnęła do niej porozumiewawczo i owinęła wokół niej puchaty ogon. Druga kotka odwróciła zawstydzony wzrok, lecz szybko pochyliła się nad jedzeniem.
Wyleczeni: Czereśniowy Pocałunek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz