BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepiórka x Poranek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepiórka x Poranek. Pokaż wszystkie posty

19 marca 2026

Od Poranku CD. Orchidei

— Halo, jest tu kto? — Nagle usłyszał znajomy głos, wyrywający go z zamyślenia i pracy. W jednej chwili cały się spiął i odwrócił głowę w stronę wejścia do legowiska, gdzie stała jego dawna znajoma — Orchidea, dawniej zwana Chmurką czy Przepiórką. Poranek nie widział jej wieki i choć nie poznał się z kotką za dobrze, miał wrażenie, że tylko ona nie oceniała go po powrocie do Owocowego Lasu. Wydawała się... Wyrozumiała. W przeciwieństwie do większości Owocowego Lasu, który chyba najchętniej już pozbył się rudego uzdrowiciela i jego sióstr za ich głupotę. Zwłaszcza ze względu na śmierć Mroza, która, według niektórych a w szczególności starszych członków społeczności, była jego winą. A on się z nimi zgadzał, nosząc ten ciężar sam i cicho, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wolał trzymać swoje myśli z dala od wspomnień o ukochanym członku rodziny, którego miał chronić, a poległ, płacąc za to jego życiem. Wiedział z resztą, że gdyby myślał o tym częściej, już dawno skończyłby dużo gorzej niż teraz, a to teraz też nie było dobre.
Pokręcił szybko głową, chcąc wrócić do rzeczywistości. Dopiero wtedy przypomniał sobie o obecności Przypływ oraz dopiero co przybyłej Orchidei. Powinien przecież coś powiedzieć... To była jego znajoma.
— Ja jestem… — odezwał się w końcu cicho, zaczynając przebierać łapami ze zdenerwowania. — O-och, hej Prze… To zna-aczy Orchideo — miauknął, gdy zauważył, że wzrok kotki zatrzymuje się na nim.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Widzę, że macie dużo na głowie jako uzdrowiciele… — szepnęła Orchidea, kiwając głową do znajomego.
— Akurat skończyłem… zajmować się Przypływ. Zostań tutaj na kilka dni, aby wydobrzeć — zwrócił się do Przypływ.
— Dobrze, bardzo dziękuję Poranku, od razu mi lepiej — odparła kocica, wygodniej układając się na swoim nowym tymczasowym posłaniu.
— Co u ciebie? Wiesz… Bardzo za wami wszystkimi tęskniłam i… chciałabym odnowić naszą relację… – nagle odezwała się Orchidea, delikatnie się uśmiechając. Chwast spuścił wzrok, nie wiedząc, co tak właściwie powiedzieć. No bo co miał? Nie potrafił w takie rzeczy. Nie umiał integrować się z innymi. Zwłaszcza po tym wszystkim, co ich spotkało. Niby nie było to dużo, ale sprawiło, że rudy uzdrowiciel nie potrafił funkcjonować w otoczeniu tylu kotów. Wzrok każdego z nich ciągnął się za nim, głupie szepty i głosy były obecne wszędzie, gdzie się pojawił, a wyrzuty sumienia i wspomnienia nawiedzały go w snach, często zakłócając jego spokój. Bał się innych kotów. Bał się własnego cienia.
Oddech nagle mu przyspieszył, co zwróciło uwagę obu kotek. Rudy otworzył nieco szerzej oczy, modląc się do Wszechmatki by to wszystko dobiegło końca. Dlaczego nie potrafił zrozumieć tego wszystkiego?
– Chwaście? – usłyszał głos Orchidei, na co szybko podniósł głowę.
– Ja... Tak, m-możemy odnowić naszą.... Relacje – wydukał szybko, mieszając się powoli we własnych słowach. – Tyle że... Nie teraz... Ja... Ja muszę iść – powiedział szybko i bez czekania na odpowiedź wybiegł z legowiska prosto na śnieg. Musiał uciec. Musiał biec do swojego drzewa by uciec od tego wszystkiego.
 
***
*TW: Coś na wzór myśli samobójczych*
 
Unikał sióstr, unikał Orchidei, unikał Derwisza, chociaż z tym ostatnim był mały problem, bo kocur zawsze pojawiał się w niekorzystnych dla Poranku sytuacjach. Starszy uzdrowiciel prawił Chwastowi jakieś lekcje, pomagał, chociaż rudy chciał od tego uciec. Jednak nie potrafił, ponieważ nie potrafił się odezwać. Za każdym razem było tylko gorzej. Chwast miał wrażenie, że powoli popada w obłęd.
Siedział przy swoim drzewie, chowając pysk między łapami. Chciał zniknąć. Droga Wszechmatko jak dobrze byłoby zniknąć! Bez żadnego słowa, bez pożegnania. Po prostu. Zniknąć. Lekko wzdrygął się na tę myśl. Niby pojawia się ona w jego głowie już nie pierwszy raz, ale sam do końca nie wiedział, co miał na myśli mówiąc "zniknąć". Chciał uciec? Z jednej strony tak. Dokładnie tak samo jak po powrocie do Owocowego Lasu, chciał po prostu wrócić do bycia samotnikiem. Jednak teraz? Pojęcie to mogło obrać różne kierunki. A on chyba po prostu miał już dosyć.
– Czyli to tu znikasz, gdy nie ma cię nigdzie w obozie – usłyszał nagle czyiś głos, na co od razu się podniósł. Starszy kocur powoli podszedł do Poranku, siadając obok. Jego zatroskany wzrok spoczął na towarzyszu, dokładnie się mu przyglądając, co tylko jeszcze bardziej zestresowało rudego. Co Derwisz tak właściwie od niego chciał? Czasem Chwast chciał by starszy uzdrowiciel patrzył na niego jak reszta starszyzny chwilę po powrocie do domu. Z odrazą. Przynajmniej nie musiałby się zastanawiać co siedzi w głowie przybysza z odległych krain. – Wszystko dobrze Poranku? Znów wyglądasz na zasmuconego – zauważył Derwisz, odwracając wzrok od młodszego. Ten podniósł się trochę i wbił wzrok w ziemię. Dlaczego Derwisz o wszystko dopytuje? Dokładnie jak jego siostry, których unikanie jednak wychodziło mu dużo lepiej.
– Żyje – odparł krótko Chwast. Derwisz westchnął cicho, jednak na twarzy dalej miał uśmiech.
– Jest to twoje stałe powiedzenie? Doprawdy zabawne Poranku! Czasem się zastanawiam czy ktokolwiek jest w stanie wyciągnąć z ciebie coś więcej niż informacja, że żyjesz – zaśmiał się starszy, jednak na widok dalej niewzruszonej twarzy rudego, szybko zamilkł. – Twoje siostry cię szukały – poinformował Derwisz. Chwast cały zesztywniał.
– Co im powiedziałeś?
– Że nie wiem. Widzę, że nie chcesz z nimi rozmawiać Poranku. Widzę też, że nie dzieje się z tobą za dobrze – mruknął starszy i odwrócił się w stronę kocura.
– Dlaczego się przejmujesz? – zapytał cicho rudy, spoglądając co jakiś czas na Derwisza.
– Ponieważ nikt nie zasługuje na cierpienie. W tym ty – powiedział Derwisz, uśmiechając się.
– Tyle że ja nie cierpię.
– Jednak nie ja chowam się tu praktycznie codziennie, z dala od pobratymców.
Poranek zamilkł. Wiedział, że Derwisz ma rację. Wiedział też, że kocur ma dobre serce i chciałby mu pomóc. Nawet jeśli on tego nie chce. Nawet jeśli młodszy on dałby oderwać sobie łapę zamiast poprosić o pomoc.
 
***
*Teraźniejszość*
 
Derwisz przychodził co jakiś czas z nim rozmawiać. Nie naciskał na wyjaśnienie czegokolwiek, co dręczyło rudego, za co ten był po cichu wdzięczny. Zamiast tego po prostu rozmawiali. Tak właściwie to Derwisz rozmawiał, a Poranek co jakiś czas wypowiedział kilka słów. Jednak póki starszy uzdrowiciel nie narzekał, Chwast był w stanie z nim siedzieć. Dawało mu to alibi gdyby uciekał od rozmowy z siostrami, ale też dawało mu to poczucie jakiejkolwiek przynależności.
Pora zielonych liści przynosiła ze sobą sporo upałów, które zdecydowanie nie sprzyjały rozwojowi ziół, potrzebnych uzdrowicielom. Nie licząc tego poza legowiskiem była masa słońca, za którym rudy nie przepadał, więc jego wypady poza legowisko były jeszcze rzadsze niż zazwyczaj. Jednak podczas nieobecności reszty uzdrowicieli ktoś musiał zająć się uzupełnieniem zapasów ziół, które skończyły się po wizycie Przypływ i Kolendry. I tym kimś niestety był Poranek.
Wziął głębszy oddech, spoglądając to na swoje łapy, to na polanę pełną słońca i pobratymców. Bał się. I choć trudno było mu to przyznać, czuł jak stres chwyta go za żołądek, wywołując nieprzyjemny ból. Najchętniej zapadłby się pod ziemię. Jednak musiał wykonywać swoje obowiązki. Nie mógł tak po prostu zaszyć się w legowisku na wieki. Powoli więc wyszedł z lecznicy i trzymając się każdej pobliskiej plamy cienia, przemieszczał się w stronę wyjścia z obozu. I cały jego plan poszedłby dobrze gdyby nie... Orchidea, która przyglądała mu się z daleka, nieświadomie wywołując u niego jeszcze większy stres.

Wyleczeni: Przypływ, Kolendra

<Dawna znajomo?>

06 lutego 2026

Od Przepiórki (Orchidei) CD. Poranku

Dawno, dawno temu

— Lubię gwiazdy, są bardzo piękne i mnie uspokajają... — mruknęłam, podnosząc się.
— Czyli są dla ciebie jak dla mnie chwasty?
— A lubisz chwasty? Tak bardzo, bardzo?
— Noo, tak.
— A więc tak, a teraz chodź, jeśli jutro obydwoje chcemy wstać o normalnej godzinie, to musimy już się zbierać. Albo w innym przypadku nasi mentorzy nas zjedzą. Do zobaczenia! — mruknęłam, idąc w stronę legowiska uczniów.
— Do zobaczenia — odparł.

✩ ★ ✩ ★ ✩

Bardzo, bardzo dawno temu, jeszcze przed wyprawą na sępa

Byłam na polowaniu, dzień jak co dzień.
Wyczułam wiewiórkę, więc odłączyłam się od grupy łowieckiej. Kiedy ją już zobaczyłam, osłupiałam. Była rudo-biała, a jej oczy mieniły się na żółtawopomarańczowy kolor. Momentalnie uderzyła mnie myśl o Poranku, która była nagła i mocna jak grom pośrodku ulewy. Chwast był moim dawnym kolegą. Nie powiem, tęskniłam za nim. Może nie jakoś bardzo, bo nie zdążyliśmy się aż tak poznać, ale był praktycznie moim jedynym przyjacielem tamtego czasu, który nie był dla mnie najłatwiejszy. Był jedynym kotem, który chciał w ogóle ze mną rozmawiać… Wiewiórka w tym czasie zdążyła mnie zauważyć i uciec, a ja nawet tego w sumie nie zauważyłam. Całą resztę patrolu zastanawiałam się, jak to jest możliwe, żebym akurat ja spotkała taką wiewiórkę. Ta myśl gnębiła mnie niczym drażniący kawałek zwierzyny w gardle. Całą noc myślałam tylko i wyłącznie o tym, co teraz dzieje się z Murmur, Mgiełką, Porankiem, albo i Chwastem oraz Pszczółką. W końcu po całej nocy myślenia stwierdziłam, że szczerze tęsknię za każdym z nich… Chociaż? Pszczółka wydawała się nawet fajną kotką, ale bez przyczyny, nagle zaczęła robić się w stosunku do mnie wyjątkowo... chłodna. Jakbym coś jej zrobiła, a ja za żadne skarby nie mogłam sobie nawet przypomnieć, o co mogłaby być na mnie zła. Z Mgiełką nie zdążyłam się zbytnio poznać, ale na pierwszy rzut oka wydawała się milutka, więc szczerze mówiąc, to chętnie bym ją poznała. Moje stosunki z Murmur były... dosyć chłodne. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nieważne, czy próbowałam zagadać do niej o sprawach medycznych, czy o czymś luźniejszym, odpowiadała krótko i chłodno. Smuciło mnie to, ale szanuję jej decyzję. Chwast. On był... cóż, inny niż wszyscy. Cichy, niezbyt rozmowny, ale miałam mimo to nadzieję, że kiedyś się choć trochę otworzy. Jednak takiej okazji nie mieliśmy. Ponieważ zniknął. Był dobrym kolegą, umiał wysłuchać, ale to nie znaczy, że był obojętny czy chłodny... Wydawało mi się, że po prostu bał się otworzyć. Trochę za nim tęskniłam, jednak nie mogłam nic na to zaradzić.
"Mam nadzieję, że jakoś się trzymasz, jeśli jeszcze w ogóle gdzieś tam jesteś..." — pomyślałam, odpływając w sen.

✩ ★ ✩ ★ ✩

Zasnęłam dopiero wtedy, gdy niebo powoli nabierało coraz to jaśniejszych odcieni. Zbudził mnie Topola.
— Hej. Przepiórko, wstawaj. Idziemy na patrol graniczny, pamiętasz? Wszyscy już na nas czekają — szepnął kocur, trącając mnie nosem.
— Hm? A, tak. Już idę, przepraszam... — wybełkotałam.
Szybko się przeciągnęłam, aby potem ruszyć do wyjścia, gdzie Gruszka, wraz z Czereśnią oraz oczywiście wcześniej wspomnianym vanem już czekali, gotowi do wymarszu.
— No nareszcie, dłużej się nie dało? — stęknął jak zawsze naburmuszony Czereśnia.
Ostatnio był szczególnie marudny, ale to pewnie dlatego, że Jeżyna oczekiwała jego kociąt.
“Wcale mu się nie dziwię. W końcu to wielkie wydarzenie dla niego, jak i dla partnerki” — pomyślałam, przekraczając próg obozu.
Kiedy już wyruszyliśmy, stwierdziłam, że zagadam do wojownika, który przed chwilą mnie obudził. Im więcej mam przyjaciół, tym lepiej, prawda?
— Cześć... Jak ci mija dzień? — szepnęłam, patrząc na zdezorientowanego wojownika.
— Ee... Dobrze, raczej dobrze — miauknął, drapiąc się po łbie. — Moja siostra niedawno urodziła, więc dużo spędzam czasu ze siostrzeńcami. Są nawet uroczymi kociakami.
— Na pewno są. Jak się nazywają? N-nie miałam ostatnio okazji na odwiedziny w żłobku... Ale mam zamiar, może chciałbyś się tam wspólnie wybrać po patrolu? Chętnie ich poznam.
Topola przez chwilę wpatrywał się we mnie, jakby zamyślony.
— Głupio przyznać, ale nie pamiętam... — wybełkotał, wpatrując się w moje pomarańczowe oczka.
— Świetny pomysł. Ty ich poznasz, a ja poznam ich imiona — powiedział szczerze, szczęśliwie unosząc ogon.
— Na prawdę? No to niezły z ciebie wujek! — zachichotałam, trochę się rozluźniając.
Topola okazał się takim kotem, jakiego szukałam! Był miły i wydawał się niegroźny. Świetny kandydat na przyjaciela!
— Poczekaj, poczekaj... Twoją siostrą jest Jeżyna, prawda? Kiedyś z nią rozmawiałam, wspaniała kotka! Ostatnio coś słyszałam... Hm... Och, no tak! Przecież to Hiacynt i Czerwiec, czyż nie?
W odpowiedzi pomarańczowe ślepia kocura błysnęły.
— Miałem to dosłownie na końcu języka. Dzięki. Teraz już nie będzie wstydu. Ale iść i tak możemy razem, jak chcesz — mruknął. — Zdaje się, że jesteś nieco zręczniejsza, towarzysko.
— Nie ma za co i oczywiście, że nadal chcę. Bardzo chętnie odwiedzę Jeżynę i jej małe pociechy. A co do tego drugiego, dziękuję, staram się — mruknęłam, wysilając uśmiech, który jednak nie dał zbyt dużo.
— No bo wiesz... Trudne dzieciństwo i w ogóle... — szepnęłam po chwili, lekko zamyślona, wpatrując się w przestrzeń przed nami, przy okazji oznaczając granicę.
— Będzie niegrzecznie, jak zapytam, co się działo?
— No cóż, chyba nic się nie stanie, jeśli ci powiem. Mój tata, Przebiśnieg, był swego czasu w związku z Witką, czyli jeśli mnie pamięć nie myli medyczką, albo szamanką... Tak czy siak. Nagle pojawiła się moja mama. Nie pamiętam, jak znalazła się w Owocowym Lesie, ale mój ojciec szybko się w niej zakochał. Przestał rozmawiać z zakłopotaną kotką, coraz bardziej zbliżając się do mojej mamy, co skończyło się tym, że Kosodrzewina zaszła w ciążę ze mną, oraz Pumą, moim bratem. Nie wiedzieliśmy, kto jest naszym ojcem, do czasu... Ja byłam szkolona na medyczkę, a moją mentorką był nie kto inny jak Witka. Kosodrzewina powiedziała nam, kto jest naszym ojcem trochę po tym, jak zostaliśmy uczniami. Puma chyba dosyć szybko się z tym pogodził, ale mi było ciężko to pojąć. Najgorsze było to, że Witka była święcie przekonana, iż to ja i mój brat zrujnowaliśmy jej związek… A tak w zasadzie to skupiając większość uwagi na mnie, ponieważ odziedziczyłam sierść po ojcu… Zaczęła mnie nienawidzić, przez to, że byłam tworem tego "romansu". Ja, jeszcze młoda, tak bardzo się przestraszyłam, że uciekłam na dwa wschody słońca do lasu. Przyprowadzili mnie wojownicy, którzy znaleźli mnie, niewielką, nieprzytomną Chmurkę, która czymś się otruła. Kiedy już wyzdrowiałam, zmieniłam drogę szkolenia na wojowniczkę, a imię na Przepiórkę. Nie lubię tego imienia, ale nic na to nie poradzę… Tak w sumie to mogłabym nazywać się cały czas Chmurką, lubiłam to imię, tylko że wtedy za bardzo mnie ono przytłaczało… No i tak oto jestem. Z fobią społeczną i lękami, żyje w Owocowym Lesie ze świadomością, że nie zdążyłam poznać ojca, którego ktoś zabrał. A matka umarła tak nagle, że nie wiem jak sobie z tym poradzić... — opowiadając to, kilka łez spłynęło mi po policzkach, więc szybko je wytarłam. W końcu nie chciałam zrobić złego wrażenia na koledze.
— P-przepraszam, nie chciałam...
Topola nie krył zaskoczenia, co mnie w sumie ucieszyło. To przynajmniej znaczy, że nie jest fałszywy i nie ukrywa emocji.
—Nic się nie stało. Jejku, musisz być bardzo dzielna.
— Ach, kochany... Może i tak wyglądam, ale tak nie jest... Każdy, kto był mi bliski, teraz się oddala. Mój ojciec umarł, a jego ciało ktoś... ukradł? Moja matka też umarła, nie mogąc nawet pożegnać się ze swoim ukochanym. Mój najlepszy i praktyczne jedyny przyjaciel zniknął bez śladu... A z bratem rozmawiam coraz rzadziej. Został wyznaczony do pomocy medycznej, więc ma jeszcze więcej obowiązków. To oczywiste, że nie ma dla mnie czasu... Nawet nie wiesz, ile radości sprawia mi ta rozmowa.
— Cieszę się, że mogłem pomóc. Wiesz, zawsze możemy rozmawiać częściej. Odkąd moja siostra urodziła kocięta, zwykle samotnie gdzieś przesiaduje — zaproponował.
— Byłoby mi naprawdę miło, jesteś przesympatyczny! Czyli co, przyjaciele? — mruknęłam z szerokim uśmiechem.
“Jejku, jak ja dawno się tak nie uśmiechnęłam, brakowało mi takich chwil, nawet bardzo!” — przyznałam w myślach, delektując się tą chwilą.
— No a jakżeby inaczej! — odparł kocur, strzepując ogonem.
— Czyli co, właśnie zyskałam przyjaciela?
— Na to wygląda! — zaśmiał się, a chwilę później razem skierowaliśmy się w stronę następnego znacznika.

✩ ★ ✩ ★ ✩

Aktualnie

— Halo, jest tu kto? — spytałam, wchodząc do legowiska uzdrowicieli.
W środku panowało przyjemne ciepło, mimo trwającej Pory Nagich Drzew.
— Ja jestem… — odezwał się cichy głos, który od razu przypisałam Chwastowi.
Po chwili zauważyłam rudzielca, który opiekował się moją byłą mentorką, Przypływ.
— O-och, hej Prze… To zna-aczy Orchideo — miauknął, strzepując końcówką ucha.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Widzę, że macie dużo na głowie jako uzdrowiciele… — szepnęłam, kiwając głową do znajomego.
— Akurat skończyłem… zajmować się Przypływ. Zostań tutaj na kilka dni, aby wydobrzeć — zwrócił się do Przypływ.
— Dobrze, bardzo dziękuję Poranku, od razu mi lepiej — odparła kocica, wygodniej układając się na swoim nowym tymczasowym posłaniu.
— Co u ciebie? Wiesz… Bardzo za wami wszystkimi tęskniłam i… chciałabym odnowić naszą relację…
Delikatnie uśmiechnęłam się w panującym półmroku, mając nadzieję, że kocur chce tego samego.

<Chwast? Stara przyjaciółka przyszła na ploteczki!>

Wyleczeni: Przypływ

24 sierpnia 2024

Od Poranku CD. Przepiórki

Pożegnał się i pobiegł do legowiska medyka. To było dość... Ciekawe spotkanie. Nagle zyskał przyjaciółkę? No... Teoretycznie tak. Ale jednak znali się za krótko, by móc tak powiedzieć. A Poranek był prawie pewny, że niedługo kotka sama przestanie z nim rozmawiać. W końcu nie potrafił tworzyć przyjaźni, jak na przykład jego rodzeństwo. Przynajmniej Przepiórka nie wyglądała na niebezpieczną, więc nie powinna nic zrobić żadnemu członkowi jego rodziny.
- Poranku? – usłyszał nagle głos swojej mentorki. Podniósł gwałtownie głowę i spojrzał na Murmur – Coś się stało?
- Zamyśliłem się – mruknął kocurek i wyrzucił z głowy spotkanie z nowo poznaną kotką.
 
***
*Przed śmiercią Witki*
 
- Poranku wstawaj – usłyszała nagle głos Witki, który przebił się przez jego sen. Powoli otworzył oczy i zamrugał kilka razy, by dostosować wzrok. Był już ranek. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że medyczka dalej przy nim stoi. Od razu się podniósł i spojrzał na nią. Po rozmowie z Przepiórką obawiał się nieco Witki. Głównie ze względu, że mogłaby zrobić coś jego bratu lub siostrom, ale jednak. Nie był do niej do końca przekonany.
- Sówka przyszła po zioła? – zapytała medyczka, a kocurek pokiwał głową. Wtedy przypomniało mu się o wydarzeniu ze żłobka. Od razu chciał wstać i zacząć chodzić w kółko, ale starał się to opanować. Jeszcze nigdy nie widział, jak ktoś umiera. Czyli na tym też polegała praca medyka. Potrząsnął lekko głową, chcąc to wszystko wyrzucić z głowy. Po chwili zauważył, że szylkretki już nie ma i stoi przy jakimś pacjencie, a była to sama liderka, Daglezjowa Igła. Kocurek spojrzał na przywódczynię i lekko schylił głowę, niepewny tego, co zrobić. Po chwili zdał sobie sprawę, że legowisku nie było Murmur. Rozejrzał się, a jego wzrok przykuła dość pusta półka na zioła. Medyczka musiała pójść je pozbierać. W związku z tym Chwast miał chwilę wolnego, postanowił więc wyjść i porozmawiać z jedną ze swoich mam, Gruszką. Kotka była zwiadowczynią, która najpewniej nie spała o tej wczesnej porze, przez poranny patrol. Gdy tylko wyszedł z legowiska, rozejrzał się w poszukiwaniu szylkretki. Zamiast niej znalazł coraz większą plamę słońca na polanie, przed którą postanowił się schować i szukać dalej. Po chwili zauważył znajomą sylwetkę swojej matki. Powoli do niej podszedł i wbił w nią spojrzenie swych oczu.
- Cześć – powiedział w końcu, zdając sobie sprawę, że spojrzeniem nic nie zdziała.
- O, witaj Poranku – przywitała się Gruszka – Jak ci idzie trening? Jesteś zadowolony?
Kocurek pokiwał głową i opowiedział o swoim treningu. Rozmawiał tak chwilę ze swoją matką, jednak po jakimś czasie ktoś ją zawołał i zwiadowczyni musiała iść. Chwast pożegnał się z nią i sam spojrzał na legowisko medyka, do którego właśnie wychodziła Kaczka ze swoim synem, Listkiem. Poranek już miał tam pójść, gdy nagle zatrzymał go jakiś kot. A była to Przepiórka. Kotka powoli i nieco niepewnie do niego podeszła i się przywitała.
- Em... Witaj – odparł niepewnie uczeń medyka, nie odrywając wzroku z lęgowiska medyka.
- Jak tam u ciebie? – zapytała Przepiórka, chyba by przetrwać ciszę.
- Dobrze – odparł rudy – Ale teraz muszę iść... – zaczął i powoli oddalił się od kotki. Odetchnął, gdy tylko wrócił do legowiska. Czuł się nieswojo, zdobywając przyjaciół i najchętniej zostałby sam, choć po jego pysku nie było tego widać. Dobrze było mu tak, jak było. Nie rozumiał więc zachowania starszej kotki. Jasne, chciała tylko zdobyć przyjaciół, ale dla niego już sam ten fakt był dość... Dziwny. I trudny dla niego. Wiedział, że kotka najpewniej gdy tylko pozna kogoś innego, przestanie z nim rozmawiać, zostawiając go w spokoju. Pozostało mu tylko na to czekać, ale to była tylko kwestia czasu. Przypuszczał, że zaprzyjaźni się z kimś innym w najbliższym czasie.
- Poranku, chodź, będziesz podawał mi zioła – poprosiła Murmur, która właśnie zajmowała się Kaczką.
 
***
 
- Niedługo wrócę, pójdę do rodzeństwa – oznajmił wieczorem Chwast, wychodząc z legowiska medyka. Chciał chwilę odpocząć, ponieważ miał pracowity dzień. Skierował się do stosu zwierzyny, chcąc coś zjeść. Znalazł sobie małą myszkę. Złapał ją i udał się gdzieś na bok, by zjeść swój posiłek. Wtedy zobaczył Przepiórkę.
- Cześć Chwaście – przywitała się starsza kotka i usiadła obok ucznia medyka. Ten kiwnął jej głową na powitanie i zajął się jedzeniem. Wtedy coś wpadło mi do głowy. Przypomniał sobie te wszystkie lekcje Świergot dotyczące dobra i zła i zdał sobie sprawę, że chyba powinien jakoś podziękować starszej, za ostrzeżenie przed Witką i pokazanie bazy. Nie chciał po raz kolejny słuchać długiego wywodu mamy na ten temat, dlatego gdy tylko przełknął ostatni kęs zdobyczy, spojrzał na Przepiórkę i wbił w nią swój wzrok, jak to miał w zwyczaju, gdy chciał się do kogoś odezwać.
- Muszę ci podziękować za ostrzeżenie przed Witką i pokazanie bazy – powiedział.
- Nie ma sprawy – odparła kotka – Ale teraz mogę ci pokazać najlepszą funkcję bazy. Jest idealna pora. Chodź! Będzie super – przekonywała. Kocur pokręcił głową. Wolał wrócić do legowiska i odpocząć przed kolejnym dniem, albo znaleźć rodzeństwo. Ona jednak nie dawała za wygraną. W końcu niechętnie, ale się zgodził i poszedł za uczennicą. Weszli do bazy i usiedli w środku.
- Spójrz przez zasłonę z liści i poczekaj. Może to chwilę potrwać – wyjaśniła i zrobiła dokładnie to samo. Rudy wbił wzrok w niebo za zasłoną. Wyglądało jak zwykle. Nie rozumiał więc, o co chodzi Przepiórce.
- Wygląda normalnie – mruknął.
- Musisz poczekać!
Po jakimś czasie za zasłoną pojawiły się małe, świecące punkty. Powoli było ich coraz więcej, a były to gwiazdy.
- Spójrz! Są – oznajmiła kotka i spojrzała zadowolona w niebo, za liśćmi. Poranek zrobił to samo, ale mimo to, nie rozumiał tego zachwytu uczennicy.
- No... Są jak gwiazdy – powiedział.
- No ale tu się je świetnie obserwuje! Nie widzisz? Najlepsze miejsce – mówiła za to Przepiórka. Poranek jej nie rozumiał, dlatego tylko pokiwał głową. Może lubiła gwiazdy jak on chwasty? Nie miał pojęcia, ale obserwował już te świecące punkty, nie chcąc za bardzo wdawać się w kolejną rozmowę.

Wyleczeni: Daglezjowa Igła, Kaczka, Listek
<Przepiórko?>
[938 słów]
[przyznano 19%]

19 sierpnia 2024

Od Przepiórki do Poranku

Przepiórkę strasznie męczyła myśl, że przez nagłą zmianę kierunku, nigdy nie zostanie tą wojowniczką, więc stwierdziła, że teraz będzie dawać z siebie 110%. 
Po wejściu do legowiska, szturchnęła delikatnie Przypływ, jednak kiedy mentorka się nie ocknęła, liliowa nie chcąc budzić najwyraźniej zmęczonej kocicy, wyszła cichutko z legowiska. Pomyślała, że w zasadzie może sama coś poćwiczyć i dać liliowosrebrnej się wyspać i... I w tym momencie zauważyła małego biało-rudego kocurka. On też odwrócił główkę w jej stronę, a wtedy ukazały jej się śliczne, żółte, wręcz złote oczka, od których odbiło się wschodzące słońce. Jednak kiedy tylko wspomniane słońce wyszło, to młody schował się w cień. 
Pomarańczowooka nie mogła oderwać od niego wzroku, ale kiedy w końcu to zrobiła, odwróciła głowę i ewidentnie się speszyła, tylko nie wiedziała, czy od strachu, żenady. Tylko nie wiedziała, czemu czuła takie uczucia. Nie wiedząc co zrobić z tą myślą, po prostu skupiła się z powrotem na rzeczywistości. Stwierdziła, że spróbuje swoich sił i zacznie rozmowę z uczniem Murmur.
- C-cześć. Jestem Przepiórka, a ty? - wyjąkała starsza koteczka.
- Chwast. - Po tych słowach z ust bicolora przypomniała sobie, że jest to Poranek, jednak uszanowała, że najwyraźniej jemu upodobało się imię Chwast.
Nie wiedząc, jak zacząć konwersację, stwierdziła, że zaufa samej sobie, i spyta o coś, co ich łączy, a można raczej powiedzieć, łączyło.
- Wiesz... Kiedyś też szkoliłam się na medyczkę i nawet trochę umiem. Ja wybrałam drogę medyka, ponieważ bałam się spróbować czegoś nowego, ale na szczęście mój brat mnie opamiętał. A powiedz, czemu ty wybrałeś tą drogę?
- No... Lubię chwasty I zioła - burknął rudy.
- Aha. Fajnie, a powiedz, masz może jakiś przyjaciół?
- Emm... no, nie... - Po słowach, złotooki zaczął przebierać łapami, jakby coś go niepokoiło lub był zestresowany.
- Chcesz się zaprzyjaźnić? - zaproponowała poparańczowooka. 
- O-okej.
- A czemu tak przebierasz łapkami? Bolą cię?
- Nie wiem... - jąknął i przestał ugniatać ziemię.
- Nieważne. Może zagramy w grę, żeby lepiej się poznać? - Zamiast odpowiedzi dostała kiwnięcie głową. 
- Za mną. Pójdziemy w moje ulubione miejsce w obozie, często tam przebywam, chcąc poobserwować gwiazdy lub po prostu trochę pobyć samej. Możesz tam przychodzić kiedy tylko chcesz - mruknęła Przepiórka, karcąc się pod nosem. 
„Możesz tam przychodzić, kiedy tylko chcesz?! Co ja wygaduję? Chociaż może to i dobrze, jakbym mu nie pozwoliła, to by mi miał za złe, jak ja bym się relaksowała, oglądając gwiazdy. Może... Mogłabym go zaprosić na taki seans? Na pewno świetnie byśmy się bawili!” - pomyślała. 
 - Jesteśmy na miejscu - powiedziała, wchodząc do swojej bazy.
- Nawet... ładnie - powiedział młodszy. 
- Dobra. Gra polega na tym, że mamy po dziesięć pytań na temat siebie nawzajem lub czegoś, czy kogoś nam bliskiego. W ten sposób powoli się poznamy. Może ty zacznij.
- Okej. Jakie jest twoje ulubione zwierze?
- Hm... Sójka błękitna, ale lubię też jaszczurki, ogólnie ptaszki, motylki, a mój brat zaraził mnie zaciekawieniem do ślimaków. A twoje?
- Lubię ślimaki i ptaki - odpowiedział. 
- U... fajnie. Mój brat naprawdę lubi ślimaki, ma całą kolekcję.
- Czemu nie jesteś już medyczką? Chcę wiedzieć dokładnie. 
- No... w sumie to przez Witkę. - Liliowa przełknęła ślinę, wypowiadając imię tej kotki.- Ona... Nie może pogodzić się z faktem, że jestem tworem można powiedzieć, zdrady. Kiedyś była z moim tatą, Przebiśniegiem, ale jak moja mamusia dołączyła do Owocowego Lasu, to zaraz później pomarańczowooki zakochał się w niej i to ze wzajemnością. Owocem tego romastu, jesteśmy ja i Puma, ale na początku nikt nie wiedział, że liliowy to nasz tata, nawet ja i mój brat. Kiedy Witka się dowiedziała, to momentalnie mnie znienawidziła, a ja przez nią uciekłam. Po powrocie odkryłam swoje prawdziwe powołanie, jakim jest obrona Owocowego Lasu w roli wojowniczki.
- Nie znałem Witki od takiej strony. Muszę trzymać ją na dystans od Pszczółki, Mgiełki i Mrozu... - burknął pod nosem, jakby notował to sobie w głowie.
„Ale z niego opiekuńczy brat! Przypomina mi Pumę, tylko mniejszego, rudo-białego i o jakieś 13 księżyców młodszego od niego, no i ode mnie.” 
- A... czy mogę poznać twoje rodzeństwo? Jakoś nigdy nie miałam okazji - zapytała uczennica.
Przyjrzał się uważnie uczennicy. Chyba nie wyglądała mu na groźną, a po rozmowie zdawała się być w porządku.
- Dobrze – powiedział po chwili namysłu – Tylko nie zrób im nic... – mruknął cicho kocurek.
- Nie zrobię, obiecuję.
- Chodź - mruknął rudy, wychodząc z bazy. - Pewnie Pszczółka i Mgiełka śpią, to ich pora drzemki. Jeszcze często potrafią przyciąć sobie drzemkę, z resztą, ja też, to nie jest nic dziwnego. Nie wiem, czy Mróz nie pałęta się gdzieś po obozie.
- Rozumiem, najwyżej Mroza poznam kiedy indziej - mówiąc to, kotka zatrzymała się obok prowadzącego, ponieważ byli przed miejscem docelowym. Przepiórka już chciała wchodzić, ale zawołała ją Przypływ. Był już późny poranek, a zazwyczaj wtedy najwięcej liliowa ćwiczyła z mentorką, póki nie było słońca.
- Do zobaczenia! Idę na trening! - wymawiając te słowa, z legowiska medyka zaczęła wołać Murmur.
- Też już idę. Pa - powiedział, odwrócił się, i podbiegł do czekającej mentorki.
- Pa! - mruknęła pod nosem pomarańczowooka, kierując się w stronę kocicy.
                                                                              <Poranek?> 
[802 słów]
[przyznano 16%]