Dawno, dawno temu
— Czyli są dla ciebie jak dla mnie chwasty?
— A lubisz chwasty? Tak bardzo, bardzo?
— Noo, tak.
— A więc tak, a teraz chodź, jeśli jutro obydwoje chcemy wstać o normalnej godzinie, to musimy już się zbierać. Albo w innym przypadku nasi mentorzy nas zjedzą. Do zobaczenia! — mruknęłam, idąc w stronę legowiska uczniów.
— Do zobaczenia — odparł.
✩ ★ ✩ ★ ✩
Bardzo, bardzo dawno temu, jeszcze przed wyprawą na sępa
Byłam na polowaniu, dzień jak co dzień.
Wyczułam wiewiórkę, więc odłączyłam się od grupy łowieckiej. Kiedy ją już zobaczyłam, osłupiałam. Była rudo-biała, a jej oczy mieniły się na żółtawopomarańczowy kolor. Momentalnie uderzyła mnie myśl o Poranku, która była nagła i mocna jak grom pośrodku ulewy. Chwast był moim dawnym kolegą. Nie powiem, tęskniłam za nim. Może nie jakoś bardzo, bo nie zdążyliśmy się aż tak poznać, ale był praktycznie moim jedynym przyjacielem tamtego czasu, który nie był dla mnie najłatwiejszy. Był jedynym kotem, który chciał w ogóle ze mną rozmawiać… Wiewiórka w tym czasie zdążyła mnie zauważyć i uciec, a ja nawet tego w sumie nie zauważyłam. Całą resztę patrolu zastanawiałam się, jak to jest możliwe, żebym akurat ja spotkała taką wiewiórkę. Ta myśl gnębiła mnie niczym drażniący kawałek zwierzyny w gardle. Całą noc myślałam tylko i wyłącznie o tym, co teraz dzieje się z Murmur, Mgiełką, Porankiem, albo i Chwastem oraz Pszczółką. W końcu po całej nocy myślenia stwierdziłam, że szczerze tęsknię za każdym z nich… Chociaż? Pszczółka wydawała się nawet fajną kotką, ale bez przyczyny, nagle zaczęła robić się w stosunku do mnie wyjątkowo... chłodna. Jakbym coś jej zrobiła, a ja za żadne skarby nie mogłam sobie nawet przypomnieć, o co mogłaby być na mnie zła. Z Mgiełką nie zdążyłam się zbytnio poznać, ale na pierwszy rzut oka wydawała się milutka, więc szczerze mówiąc, to chętnie bym ją poznała. Moje stosunki z Murmur były... dosyć chłodne. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nieważne, czy próbowałam zagadać do niej o sprawach medycznych, czy o czymś luźniejszym, odpowiadała krótko i chłodno. Smuciło mnie to, ale szanuję jej decyzję. Chwast. On był... cóż, inny niż wszyscy. Cichy, niezbyt rozmowny, ale miałam mimo to nadzieję, że kiedyś się choć trochę otworzy. Jednak takiej okazji nie mieliśmy. Ponieważ zniknął. Był dobrym kolegą, umiał wysłuchać, ale to nie znaczy, że był obojętny czy chłodny... Wydawało mi się, że po prostu bał się otworzyć. Trochę za nim tęskniłam, jednak nie mogłam nic na to zaradzić.
"Mam nadzieję, że jakoś się trzymasz, jeśli jeszcze w ogóle gdzieś tam jesteś..." — pomyślałam, odpływając w sen.
✩ ★ ✩ ★ ✩
— Hej. Przepiórko, wstawaj. Idziemy na patrol graniczny, pamiętasz? Wszyscy już na nas czekają — szepnął kocur, trącając mnie nosem.
— Hm? A, tak. Już idę, przepraszam... — wybełkotałam.
Szybko się przeciągnęłam, aby potem ruszyć do wyjścia, gdzie Gruszka, wraz z Czereśnią oraz oczywiście wcześniej wspomnianym vanem już czekali, gotowi do wymarszu.
— No nareszcie, dłużej się nie dało? — stęknął jak zawsze naburmuszony Czereśnia.
Ostatnio był szczególnie marudny, ale to pewnie dlatego, że Jeżyna oczekiwała jego kociąt.
“Wcale mu się nie dziwię. W końcu to wielkie wydarzenie dla niego, jak i dla partnerki” — pomyślałam, przekraczając próg obozu.
Kiedy już wyruszyliśmy, stwierdziłam, że zagadam do wojownika, który przed chwilą mnie obudził. Im więcej mam przyjaciół, tym lepiej, prawda?
— Cześć... Jak ci mija dzień? — szepnęłam, patrząc na zdezorientowanego wojownika.
— Ee... Dobrze, raczej dobrze — miauknął, drapiąc się po łbie. — Moja siostra niedawno urodziła, więc dużo spędzam czasu ze siostrzeńcami. Są nawet uroczymi kociakami.
— Na pewno są. Jak się nazywają? N-nie miałam ostatnio okazji na odwiedziny w żłobku... Ale mam zamiar, może chciałbyś się tam wspólnie wybrać po patrolu? Chętnie ich poznam.
Topola przez chwilę wpatrywał się we mnie, jakby zamyślony.
— Głupio przyznać, ale nie pamiętam... — wybełkotał, wpatrując się w moje pomarańczowe oczka.
— Świetny pomysł. Ty ich poznasz, a ja poznam ich imiona — powiedział szczerze, szczęśliwie unosząc ogon.
— Na prawdę? No to niezły z ciebie wujek! — zachichotałam, trochę się rozluźniając.
Topola okazał się takim kotem, jakiego szukałam! Był miły i wydawał się niegroźny. Świetny kandydat na przyjaciela!
— Poczekaj, poczekaj... Twoją siostrą jest Jeżyna, prawda? Kiedyś z nią rozmawiałam, wspaniała kotka! Ostatnio coś słyszałam... Hm... Och, no tak! Przecież to Hiacynt i Czerwiec, czyż nie?
W odpowiedzi pomarańczowe ślepia kocura błysnęły.
— Miałem to dosłownie na końcu języka. Dzięki. Teraz już nie będzie wstydu. Ale iść i tak możemy razem, jak chcesz — mruknął. — Zdaje się, że jesteś nieco zręczniejsza, towarzysko.
— Nie ma za co i oczywiście, że nadal chcę. Bardzo chętnie odwiedzę Jeżynę i jej małe pociechy. A co do tego drugiego, dziękuję, staram się — mruknęłam, wysilając uśmiech, który jednak nie dał zbyt dużo.
— No bo wiesz... Trudne dzieciństwo i w ogóle... — szepnęłam po chwili, lekko zamyślona, wpatrując się w przestrzeń przed nami, przy okazji oznaczając granicę.
— Będzie niegrzecznie, jak zapytam, co się działo?
— No cóż, chyba nic się nie stanie, jeśli ci powiem. Mój tata, Przebiśnieg, był swego czasu w związku z Witką, czyli jeśli mnie pamięć nie myli medyczką, albo szamanką... Tak czy siak. Nagle pojawiła się moja mama. Nie pamiętam, jak znalazła się w Owocowym Lesie, ale mój ojciec szybko się w niej zakochał. Przestał rozmawiać z zakłopotaną kotką, coraz bardziej zbliżając się do mojej mamy, co skończyło się tym, że Kosodrzewina zaszła w ciążę ze mną, oraz Pumą, moim bratem. Nie wiedzieliśmy, kto jest naszym ojcem, do czasu... Ja byłam szkolona na medyczkę, a moją mentorką był nie kto inny jak Witka. Kosodrzewina powiedziała nam, kto jest naszym ojcem trochę po tym, jak zostaliśmy uczniami. Puma chyba dosyć szybko się z tym pogodził, ale mi było ciężko to pojąć. Najgorsze było to, że Witka była święcie przekonana, iż to ja i mój brat zrujnowaliśmy jej związek… A tak w zasadzie to skupiając większość uwagi na mnie, ponieważ odziedziczyłam sierść po ojcu… Zaczęła mnie nienawidzić, przez to, że byłam tworem tego "romansu". Ja, jeszcze młoda, tak bardzo się przestraszyłam, że uciekłam na dwa wschody słońca do lasu. Przyprowadzili mnie wojownicy, którzy znaleźli mnie, niewielką, nieprzytomną Chmurkę, która czymś się otruła. Kiedy już wyzdrowiałam, zmieniłam drogę szkolenia na wojowniczkę, a imię na Przepiórkę. Nie lubię tego imienia, ale nic na to nie poradzę… Tak w sumie to mogłabym nazywać się cały czas Chmurką, lubiłam to imię, tylko że wtedy za bardzo mnie ono przytłaczało… No i tak oto jestem. Z fobią społeczną i lękami, żyje w Owocowym Lesie ze świadomością, że nie zdążyłam poznać ojca, którego ktoś zabrał. A matka umarła tak nagle, że nie wiem jak sobie z tym poradzić... — opowiadając to, kilka łez spłynęło mi po policzkach, więc szybko je wytarłam. W końcu nie chciałam zrobić złego wrażenia na koledze.
— P-przepraszam, nie chciałam...
Topola nie krył zaskoczenia, co mnie w sumie ucieszyło. To przynajmniej znaczy, że nie jest fałszywy i nie ukrywa emocji.
—Nic się nie stało. Jejku, musisz być bardzo dzielna.
— Ach, kochany... Może i tak wyglądam, ale tak nie jest... Każdy, kto był mi bliski, teraz się oddala. Mój ojciec umarł, a jego ciało ktoś... ukradł? Moja matka też umarła, nie mogąc nawet pożegnać się ze swoim ukochanym. Mój najlepszy i praktyczne jedyny przyjaciel zniknął bez śladu... A z bratem rozmawiam coraz rzadziej. Został wyznaczony do pomocy medycznej, więc ma jeszcze więcej obowiązków. To oczywiste, że nie ma dla mnie czasu... Nawet nie wiesz, ile radości sprawia mi ta rozmowa.
— Cieszę się, że mogłem pomóc. Wiesz, zawsze możemy rozmawiać częściej. Odkąd moja siostra urodziła kocięta, zwykle samotnie gdzieś przesiaduje — zaproponował.
— Byłoby mi naprawdę miło, jesteś przesympatyczny! Czyli co, przyjaciele? — mruknęłam z szerokim uśmiechem.
“Jejku, jak ja dawno się tak nie uśmiechnęłam, brakowało mi takich chwil, nawet bardzo!” — przyznałam w myślach, delektując się tą chwilą.
— No a jakżeby inaczej! — odparł kocur, strzepując ogonem.
— Czyli co, właśnie zyskałam przyjaciela?
— Na to wygląda! — zaśmiał się, a chwilę później razem skierowaliśmy się w stronę następnego znacznika.
✩ ★ ✩ ★ ✩
Aktualnie
— Halo, jest tu kto? — spytałam, wchodząc do legowiska uzdrowicieli.
W środku panowało przyjemne ciepło, mimo trwającej Pory Nagich Drzew.
— Ja jestem… — odezwał się cichy głos, który od razu przypisałam Chwastowi.
Po chwili zauważyłam rudzielca, który opiekował się moją byłą mentorką, Przypływ.
— O-och, hej Prze… To zna-aczy Orchideo — miauknął, strzepując końcówką ucha.
— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Widzę, że macie dużo na głowie jako uzdrowiciele… — szepnęłam, kiwając głową do znajomego.
— Akurat skończyłem… zajmować się Przypływ. Zostań tutaj na kilka dni, aby wydobrzeć — zwrócił się do Przypływ.
— Dobrze, bardzo dziękuję Poranku, od razu mi lepiej — odparła kocica, wygodniej układając się na swoim nowym tymczasowym posłaniu.
— Co u ciebie? Wiesz… Bardzo za wami wszystkimi tęskniłam i… chciałabym odnowić naszą relację…
Delikatnie uśmiechnęłam się w panującym półmroku, mając nadzieję, że kocur chce tego samego.
<Chwast? Stara przyjaciółka przyszła na ploteczki!>
Wyleczeni: Przypływ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz