BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaszczysta Zamieć x Lwia Paszcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piaszczysta Zamieć x Lwia Paszcza. Pokaż wszystkie posty

19 maja 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Lwiej Paszczy

 Zamarł, kiedy do jego uszu dotarły niepokojące słowa. Siostra obgadywała go przy matce? To było... niezbyt przyjemne uczucie. Miał ochotę odwrócić się i wyjść, nim jeszcze miał szansę z godnością się wycofać i udawać, że wcale go tu nie było, lecz niestety... został zauważony. No wspaniale... 
— Och Piasku, dobrze, że jesteś. Chodź tu szybko do nas, pewnie nie możesz znieść wzroku kotów mówiącego, że kolejny raz zawiodłeś. I tym razem nie tylko nas, ale i cały klan.
To sprawiło, że ukłucie w sercu wzrosło. Jego uszy od razu powędrowały do tyłu i nawet się nie zawahawszy, uciekł. Tak. Uciekł stamtąd jak ostatni tchórz, nie chcąc, aby kotki dojrzały jego łzy. Czy naprawdę teraz będą mu to wszystko wypominać? Przecież... pozbył się problemu. Zrobił tak jak chciała Lew. Chociaż... nie, nie tak jak ona chciała. W końcu ta marzyła o tym, by stał się mordercą... Nie chciał zniżać się do bycia takim łajdakiem. Czemu nawet teraz, gdy był dorosły, czuł się taki mały w obliczu swojej rodziny? Nie powinien tak się przejmować ich opinią, a jednak... Nie wrócił do obozu już przez resztę dnia. Nie chciał ich widzieć. 

***

Jak można było zmazać swą ujmę na honorze? Poprzez śmierć. Dalej nie potrafił uwierzyć w to, że zabił. Wmawiał sobie, że musiał. Przecież gdyby się wycofał, sam tam by zginął. Wątpił, aby Lwia Paszcza pomogła mu, gdyby po raz kolejny ją zawiódł. Liczył, że teraz, kiedy to miał już za sobą, ta okaże więcej zrozumienia i nie będzie już wypominać jego poprzednich potknięć. No może po tym wszystkim uciekł z obozu na granicę, by nieco odpocząć od wszelkich rudych kotów, ale już mu było lepiej. Wystarczyło, że miał u boku kogoś kto go kochał szczerze, a troski odchodziły. 
Jego związek ze Srebrzystym Nowiem kwitł i rozrastał się niczym najpiękniejszy kwiat. To nie było już zwykłe zauroczenie. Serce nie biłoby mu wtedy przy nim tak szybko, a radość w końcu by się wypaliła. To była prawdziwa miłość. Zakazana, ale przez to jaka kusząca. Ona sprawiła, że stał się silniejszy, że odżył i był w stanie spojrzeć w oczy swojej rodzinie bez strachu, że znów go zbiją z łap, pokazując jakim był bezwartościowym członkiem ich rodziny. 
A ile to się działo, gdy go całymi dniami nie było! Nagietkowy Wschód trafił do medyka, więc jako dobry wujek i jego dawny mentor, postanowił go odwiedzić. Okazało się, że to nic groźnego, ot, popękane poduszki łap, które zaczęły krwawić. Margaretkowa Łapa szybko się tym zajęła pod okiem swojego mentora. Nie spodziewał się jednak, że Lwia Paszcza także przebywała w tym legowisku. Widząc siostrę, zamarł. Czy była zła, że jej unikał przez tak długi okres czasu? W zasadzie miał wymówkę. Po prostu pilnował granic, dbał o bezpieczeństwo Klanu Burzy, aby udaremnić kolejny atak samotników na ich koty. 
— Cześć... Jak tam? — czuł jak nieprzyjemne napięcie unosi się w powietrzu. Czemu tak się stresował, gdy widział siostrę? W końcu... mogła mu przylać, w młodości czasem to się zdarzało, ale bez przesady. Teraz byli dorośli. — Nagietku? — Przeniósł szybko wzrok na kocurka, aby nie widzieć palącego spojrzenia Lew. 
— Dobrze. To nic takiego. Zagoi się — powiedział rudzielec, oceniająco zerkając to na niego, to na matkę. 
Ah, tak... Pewnie też czuł tą atmosferę. 
— To dobrze. — Uśmiechnął się do niego, po czym znów jego spojrzenie spoczęło na Lew. Okrzyczy go? Weźmie go na stronę? Na spacer? A potem okrzyczy? Może nie powinien tak dużo o tym myśleć, bo czuł, że zaraz sam tu padnie obok siostrzeńca. — A jak tam u ciebie Lew? Trzymasz się? — palnął, bo nie wypadało tak nagle wychodzić. Był na Klan Gwiazdy w końcu kocurem! Nie powinien bać się kotki! Na dodatek... może potrzebowała wsparcia? Jej dziecko zdegradowali, pewnie źle to znosiła. 

<Lew?>
Wyleczony: Nagietkowy Wschód

08 marca 2024

Od Lwiej Paszczy CD. Piaszczystej Zamieci

 Zaskoczyło ją zwołanie wieczornej przemowy liderki, mimo to ze względu na brata, który nalegał, aby uczestniczyła, postanowiła na własne uszy dowiedzieć się co tak ważnego Różana Przełęcz ma do powiedzenia, pozostawiając trójkę swoich skarbów pod opieką Ziębiego Trelu. Czy tak właściwie w ogóle coś miała? Była stara, coraz bardziej zniedołężniała w swych ruchach i coraz mniej kompetentna na pełnienie tego stanowiska, a raz z nią jej zastępczyni. Zawodziła klan raz po raz, traktując go niczym innym jako zabawkę; wpuściła do klanu bandę przybłęd bez wcześniejszej rozmowy z nimi, a jeszcze wcześniej zignorowała wybryki wojownika i go nie ukarała. Poza tym marnie jej szło znalezienie mordercy ciotki i jego ukaranie, mimo że lista podejrzanych kotów doprawdy była mała. Pewnie gdyby sprawa dotyczyła jej bękarskich kociąt wysłałaby każdego wojownika na patrole, a ze względu na swoje uprzedzenia względem rodziny Piaskowej Gwiazdy celowo przeciąga sprawę.
Może miała w końcu zamiar ogłosić swoje odejście? Byłoby dobrze. 
W ciszy i skupieniu obserwowała jak szylkretka skazuje na wygnanie Czarną Łapę, mimo że liczyła na inny koniec historii przybłędy. Nie zasługiwał na tak łagodną karę, jaką było wygnanie, bo zdawała sobie sprawę, że kogoś takiego jak Czarna Łapa nie obejdzie to. Miała ochotę wystąpić naprzód, aby pogratulować Różanej umiejętności dedukcji oraz zapytać się czy przypadkiem reszta przybłęd, w szczególności kocury takie jak Niknące Widmo, Bobrza Łapa czy Kukułcze Skrzydło też przypadkiem czegoś być może nie zataili. Może ich też powinna wygnać? Chyba oczy miała i potrafiła dostrzec, jak jej syn, a tak właściwie córka diametralnie się zmienił pod względem zachowania po dołączeniu tego parszywego truciciela. Nie martwiła się o nią?
I wtedy zrozumiała, że Różana Przełęcz znała prawdę, a otarcie się pyskiem o jej bok i słowa kremowego uświadomiły ją o tym, czego kocur się dopuścił. W końcu nie urodziła się wczoraj, żeby uwierzyć, że bez pomocy kogoś, kto znał prawdę, znał powiązanie Lew z niebieskookim, liderka jakimś cudem dowiedziała się o zatajonych informacjach przez samotnika.
Gdyby nie znajdowali się w środku obozu, Piaszczysta Zamieć najpewniej leżałby teraz martwy z raną na szyi, za to czego się dopuścił. Zdradził ją po raz kolejny, stając się największą zakałą, jaka narodziła się w ich rodzinie. Zrobiło się jej nie dobrze, że z takim czymś, z takim żałosnym stworzeniem, który darował życie przybłędzie i w dodatku trzymał z nierudymi była spokrewniona.
— Miałeś jedno zadanie Piasku — rzuciła cicho odsuwając się od kremowego kocura nieznacznie, czując względem niego obrzydzenie. Nie chciała, aby ocierał się o jej sierść. Kto wie do kogo wcześniej się kleiła ta głupia kupa futra. — Najwidoczniej zapomniałeś o tym, co się stanie jak mnie kolejny raz zawiedziesz, zdrajco. — Strzepnęła ogonem.
Zbliżyła się do stojącego tuż obok Nagietkowej Łapy, który wyglądał na bardzo zadowolonego z faktu, że nierudy zostaje wygnany. Wciąż nie wybaczyła mu tego “żartu” wobec jej młodszego syna, jednak kocur po spacerze zarzekał się, że już nigdy więcej tak nie postąpi. A nawet obiecał pozbyć się każdego nierudego kota, który chociaż na milimetr zbliży się do jego młodszego rodzeństwa. W końcu cała czwórka jej kociąt była ruda i powinna trzymać się razem, a nie walczyć między sobą. Mieli wspólnego wroga, którego należało się pozbyć.

***

Niezbyt się przejęła tym spotkało Rumiankowe Zaćmienie. Sama została zaatakowana na granicy i jakoś nikt nad nią poza bliskimi nie uronił łez, więc czemu miała współczuć medykowi. Gdyby jej nie odtrącił i nie spędzał czasu z tym paskudnym Widmem, może by jeszcze mu mogła współczuć. Poza tym starała się zrozumieć co on robił na granicy z Klanem Wilka. Czy za atak mógł odpowiadać jakiś Wilczak? Miała nadzieję, że nie, nie chciała, aby jej dzieci musiały żyć w czasach wojny pomiędzy klanami.
Wręcz znudzona głupotą kotów w Klanie Burzy ziewnęła tylko i wróciła do wylizywania futerek swoich pociech, starając się ignorować swoją matkę, która komentowała, że wśród nich najpewniej jest kolejny niebezpieczny kot. Na pysk rudej królowej cisnęło się, aby zapytać matkę sarkastycznym tonem “Och, naprawdę?”, ale za to zaczęła nucić kołysankę. Miała jednak zamiar wrócić do tego tematu, po tym jak uda jej się uśpić przyszłych władców. Z całej trójki to Płomyczka najtrudniej było uśpić, jednak słodki książę w końcu zasnął wtulony w bok królowej.
— A co jeśli to ten sam kot, który i mnie skrzywdził? — spytała od niechcenia, jasno sugerując matce kogo ma na myśli. — Nie minęło dużo czasu od jego wygnania, więc bardzo możliwe, że się zaszył gdzieś na granicy czekając na dogodną okazję, aby się zemścić za to co go spotkało. No i trafił na biednego medyka. Różana pewnie jest wściekła. Kolejne z jej dzieci zostało skrzywdzone, z czego Rumianek po raz kolejny — parsknęła z trudem powstrzymując się przed większym nabijaniem się z liderki i jej ostatnich decyzji i tego, że mogła tym wszystkim sytuacją zapobiec, gdyby tylko zechciała — Może i dobrze się stało. Teraz nim zdecyduję się pozwolić dołączyć do nas nie ważne jakiej nierudej przybłędzie, pewnie się zastanowi nie sto, a tysiąc razy. A jeśli tak czy siak przyjmie kogoś po tych ostatnich wydarzeniach to tylko będzie pokazywać, ile tak naprawdę znaczy dla niej bezpieczeństwo kotów Klanu Burzy. Wiesz mamo, gdyby Piaszczysta Zamieć mnie posłuchał i wykonał jak należy jedno proste zadanie, może by zapobiegł krzywdzie jeszcze jednego kota. Gdyby tylko zachował się jak na lidera przystało… — urwała dostrzegając, że do kociarni zajrzał kocur, o którym wcześniej rozmawiała z matką. — Och Piasku, dobrze, że jesteś. Chodź tu szybko do nas, pewnie nie możesz znieść wzroku kotów mówiącego, że kolejny raz zawiodłeś. I tym razem nie tylko nas, ale i cały klan.

<Piasek? Masakra>

06 marca 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Lwiej Paszczy

 Sprawa z Czarną Łapą przeciągała się. Nie dlatego, że nie chciał wyjaśnić drania i zemścić się za to co uczynił jego siostrze. Problemem była... matka. Zaczęła się mieszać w jego życie. Najpierw zaczęło się niewinnie. Chodziła za nim niczym cień sądząc, że tego nie widział. Akurat był doskonale wyczulony na obecność swoich bliskich, ponieważ morderca jego ciotki, wciąż był na wolności. No i trzeba było zachować ostrożność, aby nikt nie dowiedział się o jego tajemnym romansie. 
Jednak, kiedy w końcu po wnikliwej obserwacji zabrała go na spacer... Oj, wtedy to dopiero poczuł czym była matczyna wściekłość. Oczywiście, że domyślał się kto był sprawcą jego niedoli. Lwia Paszcza, jego ukochana siostra, nie raz stawiała go w takiej sytuacji. Nie spodziewał się jednak, że wmiesza w to wszystko kocicę. A Zięba jak to ona, rzewnie zaczęła miauczeć mu nad uchem jak to go urodziła, wychowała i chroniła, a on odwdzięczał się jej swym krnąbrnym zachowaniem. Tak naprawdę po chwili dotarło do niego, że nie chodziło o to, że nie zabił Czarnej Łapy czy nie znalazł mordercy ciotki. Wojowniczka karała go za to, że zbyt często widziano go w towarzystwie nierudych kotów. To zafundowało mu najprawdziwszy strach, który go zmroził po koniuszek ogona. Czy dowiedziała się o nim i o Srebrzystym Nowiu? Nie wiedział. Nie chciał jednak się wydać, dlatego też znosił jej oschły głos, pogardliwe spojrzenie i ból na pysku, gdy postanowiła mu przyłożyć. 
Nie bronił się. No bo dlaczego miałby? To była jego matka. Nie mógł podnieść na nią łapy, bo udowodniłby jakim był wyrodnym synem. 
— Koniec zadawania się z bachorem Różanej Przełęczy. Siedzisz w obozie i wychodzisz na polowania z kotami, które ci wskaże — zagrzmiała nad nim. 
— Rudymi? — palnął mimo wszystko, czując jak gorycz dostaje się mu do gardła. 
— Oczywiście. 
To sprawiło, że poczuł jak coś w nim pęka. Drobne ziarenko niesprawiedliwości i nienawiści zaczęło kiełkować w jego wnętrzu. Nie potrafił ukryć bólu w oczach i tego co za nim się kryło. Dlaczego jego rodzina musiała być tak toksyczna? Srebrny miał rację. Nie powinien przekładać ponad nich swego zdrowia psychicznego. 
— Nie patrz na mnie takim wzrokiem — zażądała ruda, policzkując go po raz kolejny. — Nie chcę słyszeć na ciebie żadnych skarg. Miałeś być idealny! A co sobą prezentujesz? Nie wierzę, że z mojej krwi mógłby wyjść zdrajca. Gdy się urodziłeś ojciec nawet był z ciebie dumny. Teraz nawet na was nie patrzy. To wszystko twoja wina! Jakbyś był pokorny i się mnie słuchał, nie byłoby tej rozmowy! Wiesz ile najadłam się przez ciebie wstydu?! Twoje siostry mają w sobie więcej ogłady niż ty! 
To wszystko zaczęło go tylko coraz bardziej przerastać. Kocica mówiła dalej, a napięcie tylko rosło i rosło. 
Nie wiedział ile to trwało, ale po chwili się skończyło. Poczuł szarpnięcie za kark, co wyrwało z jego gardła niezadowolone syknięcie. W końcu jego ciało zareagowało prawidłowo. Oparło się sile, która próbowała go zniewolić. 
Wyszarpnął się z uścisku szczęk i wyrwał przed siebie, po paru susach wracając do spokojnego spaceru. Za sobą czuł palące spojrzenie matki, która za nim podążała aż do obozu. Pęknięcia w jego sercu zaczęły rosnąć. 

***

Miał ochotę rwać sobie z uszu sierść. Był inwigilowany jak nigdy przedtem. Matka tak jak obiecała, tak ziściła swe groźby. Powodowało to w nim złość. Odebrała mu wolność, odebrała mu przyszłość, odebrała miłość i marzenia, o których nawet nie wiedziała. 
Czuł się tak, jakby nie był do końca sobą. Szalała w nim złość, uraza oraz niechęć. Nie potrafił ukryć na pysku cierpienia, które wypływało na światło dzienne. Ktokolwiek go dotknął lub choćby przeszedł obok za blisko, dostawał część jego negatywnej energii w postaci wrogich syknięć. 
Nie potrafił ukryć tego, że gdy Ziębi Trel znajdowała się w pobliżu, jego pysk chciał ją odgonić przez solidne ugryzienie. Jednakże co matka podchodziła i wygładzała mu sierść na głowie, nie działo się nic. Zupełnie nic. Tak jakby chęć na dokonanie tego czynu była wymysłem jego wyobraźni, a nie prawdziwą potrzebą. 
Znów się krył w skorupie, która była jego ciałem. Znów pozostawał bierny na cierpienie, które go dotykało. Nie wiedział jak reagował na to Srebrzysty Nów. Bał się, że partner zrobi coś głupiego. Musiał więc pozbyć się matki sam, nim ten wkroczy do akcji. Ale co miał zrobić? Jedyna odpowiedź na to jawiła mu się w postaci rudej kocicy, która niedawno urodziła swoje drugie, tym razem idealne młode. Ale żeby siostra mu pomogła, musiał wywiązać się z obietnicy. Musiał pozbyć się Czarnej Łapy. 

***

Wyszedł z Czarną Łapą poza obóz. Wcześniej powiadomił o tym matkę, aby nie robiła mu scen, że idzie gdzieś z nierudym. Tym razem miał plan, który powinien się sprawdzić. Jeśli nie... Cóż... Będzie musiał zaakceptować konsekwencje. 
Rozmawiali... długo. O czym? O tym co zrobił Lew. Dawny samotnik nie przyznał się do popełnionej zbrodni. Wręcz czuł jak ten starał się zmanipulować nim tak, aby sądził, że musiał to być ktoś inny, w końcu wielu było takich kotów, które opisem pasowałyby do niego. Był jednak nieugięty i Czarna Łapa musiał to wyczuć. W końcu... kto normalny zaraz po takim elokwentnym wytłumaczeniu rzucałby się uczniowi do gardła? 
Korzystał z tego, że był silniejszy od byłego samotnika. Szarpał się z nim, wymierzając mu tak długo oczekiwaną sprawiedliwość. Jednakże Czarna Łapa zrobił coś niespodziewanego. Sypnął mu piachem po oczach i uciekł. 

***

— Różana Przełęczo... — Wszedł do legowiska liderki, która nie spodziewała się dzisiaj gości. Zważywszy na fakt, że przed pojawieniem się Piaszczystej Zamieci, Czarna Łapa wpadł i zaczął ogłaszać, że został przez niego zaatakowany. — Nie słuchaj tego łgarza! On nas wszystkich oszukał! Nie powinnaś go wpuszczać do klanu. To zdrajca! Skrzywdził moją siostrę, zaatakował mnie i kto wie kto jeszcze padł jego ofiarą! 
— Ja łgarz? Proszę... Komu innemu rośnie tu nos — rzekł uczeń, mierząc go spojrzeniem. Jego powiedzenie go zdziwiło, bowiem nie rozumiał co dokładnie miał na myśli. Nie znał takich dziwnych zwrotów. 
— Różana Przełęczo! On jest niebezpieczny! Mógł współpracować z mordercą mojej ciotki! On...
— Hola, hola, nie wrabiaj mnie w coś takiego. Jestem niewinny — tłumaczył się kocur, widząc dokąd to wszystko zmierzało. 
— Nie wierzę ci! Jesteś winny i dobrze o tym wiesz! Różana Przełęczo... Błagam. Od tego zależy życie wielu osób — miauknął wręcz błagalnie. Bo owszem... od tego zależało życie. Jego własne. 
Kotka westchnęła, przeciągle, patrząc na kłócące się koty ze zmęczeniem i jakąś dozą niezadowolenia. 
— Płonąca Pożoga zginęła na długo przed pojawieniem się w klanie Czarnej Łapy. W dodatku niezbyt blisko granic, bez zapachu samotnika. Wykluczyłabym więc to oskarżenie, przynajmniej na razie, Piaszczysta Zamiecio — odezwała się w końcu, gdy dano jej dojść do głosu — Niemniej, jakoś łatwiej uwierzyć mi w słowa klanowicza, którego znam od kociaka, mam nadzieję, że to rozumiesz — rzuciła krótkie spojrzenie w stronę ucznia — Więc, jeśli łaska, byłabym wdzięczna za przedstawienie mi obu wersji. Na spokojnie, dokładnie, bez przerywania i najlepiej każdy na osobności.
Kiwnął łbem po czym wyszedł dając Czarnej Łapie pierwszeństwo. Wiedział, że kocur będzie próbował manipulacji, aby pokazać go w czarnym świetle. Prawda była jednak po jego stronie. Liczył tylko, że siostra mu wybaczy, że poszedł na łatwiznę i zamiast zabić kocura, poszedł prosić o pomoc w tym samą liderkę, której de fakto... nie lubili. Jednakże tylko ona miała jakieś legalne prawo w tej sprawie. W końcu rozmawiała z samym Klanem Gwiazdy. 
Kiedy nadeszła jego pora, wypalił prosto z mostu. 
— Jako jeszcze samotnik ten kocur zgwałcił i pobił moją siostrę. Lwia Paszcza kazała mi milczeć w tej sprawie, kiedy pojawił się w klanie. Nie chciała, aby o tym rozmawiano głośno... Obawiała się, że i tak nic z tym nie zrobisz Różana Przełęczo z uwagi na to, że się nie lubicie. Nie dziwie się, że tak postąpiła. To w końcu ogromna trauma i ból, a jeszcze przyznać się do tego przed kimś kto jej nie lubi... Rozumiesz jak to wygląda. Jednakże ja mam dość tego, że musimy patrzeć całą rodziną na to bydle, które bezkarnie sobie chodzi po naszym terenie. Obserwowałem go... zalecał się do wielu kotek w klanie. Może kogoś już skrzywdził albo zaatakował jakąś kotkę z innego klanu. Podtrzymuje także to, że walczyliśmy. Jednakże on się na mnie rzucił, gdy zacząłem go obwiniać za to co zrobił. Chciałem po prostu sprawiedliwości, a ten próbował mnie uciszyć, abyś się o tym nie dowiedziała, bo pewnie przez to nie spełni swojego niecnego planu na reszcie naszego klanu. Błagam, Różana Przełęczo. On musi zniknąć. Dla dobra Klanu Burzy. 
— To by wyjaśniało kilka rzeczy — mruknęła, jakby nagle jakaś zagadka została rozwiązana — Nie dziwi mnie, że do mnie z tym nie przyszła. Ale ciągle zapominacie, że jestem liderem, który takich rzeczy nie powinien bagatelizować. — Zatrzymała się na moment, po czym na niego spojrzała — Może czas zmienić swoje podejście i przeświadczenie, że odgryzę wam pyski — dodała, po czym zamilkła na moment — Więc? Co chcesz z tym faktem zrobić?
— Ja? Liczę na to, że go wygnasz, a on już nigdy nie wróci. Tylko tyle. Chce tak obronić resztę honoru mojej rodziny.
— Tylko tyle — powtórzyła, unosząc czoło. — I wierzysz w to, że nawet pod groźbą śmierci nigdy nie wróci, nigdy nie dotknie innego samotnego burzaka, ani nie dołączy do wrogiego klanu...
— Nie mogę być tego pewny... Nie zabije go jednak... Nie chcę iść do Mrocznej Puszczy. — Spuścił po sobie uszy. Nie był w końcu takim kotem. Nie chciał iść w ślady praprababci i tam skończyć. 
— Do Mrocznej Puszczy trafiają koty nie tylko za uśmiercenie innego kota. Klan Gwiazdy lubi liczyć sobie czyny. Niekiedy, podczas bitwy dla przykładu, takie zabójstwa nie mają znaczenia — znów zamilkła. — A więc dobrze. Zobaczymy, co będzie potem~ — mruknęła starsza, uśmiechając się lekko pod nosem, wstając. — Wyczekuj wieczoru.

***

Czekał na wieczór, czując jak serce szaleńczo tłucze mu o pierś. Co się stanie? Czy się uda? Czy nareszcie zrobił coś prawidłowo i siostra będzie z niego dumna? Może uzyska jej wdzięczność i będzie mógł prosić, aby wstawiła się za nim u matki, by ta zostawiła go w spokoju?
W końcu liderka wystąpiła i zaczęła przemawiać. Postanowiła wygnać Czarną Łapę za zatajenie pewnych informacji i stwarzanie niebezpieczeństwa dla klanu. Wspomniała też, że każde bardziej podejrzane zachowanie będzie teraz bardziej obserwowane, a każdy kto zobaczy Czarną Łapę na ich terenach zobligowany jest do jego zaatakowania i przepędzenia. Kocica nie wspomniała o jego udziale w tej sprawie i Klanu Gwiazdy dzięki! 
Uśmiechnął się z satysfakcją, widząc wyraz pyska samotnika, który został ukarany za swe czyny już podwójnie. W końcu widać było na nim dalej rany od zadrapań, które mu uczynił, a teraz jeszcze pożegna się z klanem. Udało mu się. Różana Przełęcz go nie zawiodła. 
 Kiedy było już po wszystkim, otarł się pyskiem o bok siostry. 
— Widzisz. Załatwione. Zniknął. 

<Lew?>

02 marca 2024

Od Lwiej Paszczy CD. Piaszczystej Zamieci

 — Oczywiście. — odmiauknęła odprowadzając brata spojrzeniem do wyjścia z kociarni
Wierzyła, że jej brat szybko się upora ze znalezieniem kota, który stał za morderstwem ich krewniaczki. W końcu lista podejrzanych była bardzo krótka. Nic się nie powinno stać, jakby każdy podejrzany zniknął, prawda? Miała nadzieję, że również uda mu się wpaść na trop ojca Margaretki i Nagietka, bo kocur nie mógł sobie od tak dalej żyć patrząc na to czego się dopuścił. 
Mała ruda kulka niezauważalnie podczołgała się do przednich łap królowej, by już po chwili wgramolić się na nie i zwinąć w kłębek, wtykając pysk w dłuższą sierść matki. 
— Nie pozwolę cię już nigdy skrzywdzić — szepnęła do ucha kociaka i lekko zmierzwiła sierść na czubku głowy syna, po tym jak przejechała po niej językiem 

***
przedostatnie zgromadzenie

Zachowanie kotów w Klanie Burzy pozostawiało wiele do życzenia. Była bardzo zaskoczona tym, że informacja o potencjalnym mordercy wśród nich nie wzbudziła większego strachu pośród kotów. Ten plebs na pewno czuł się bezpieczny i cieszył się, że ktoś postanowił wziąć sprawy we własne łapy oraz wymierzyć karę potomkom prawowitej liderki. Dziwiła się, że aktualna liderka nie zrobiła nic, aby samej znaleźć i ukarać zdrajcę. Wszystko wyglądało tak, jakby panowała zmowa milczenia i nierudzi doskonale zdawali sobie sprawę z tego, kto stał za morderstwem ich ciotki. Nikt, dosłownie nikt poza rodziną zmarłej nie starał się rozwiązać tej tajemniczej sprawy. Tak też coraz częściej Lwia Paszcza łapała się na myśli, że Różana Przełęcz doskonale wie kto stał za tym, a może i nawet sama zleciła pozbycie się Płonącej Pożogi przez jej poglądy, z którymi cioteczka jak nikt inny się nie krył, przez co jeszcze bardziej nieufnie spoglądała na każdego kota o odmiennej sierści niż ruda.
Dlatego też była niezmiernie uradowana, kiedy jej kocięta zyskały na uczniów koty mniej lub bardziej godne zaufania. Miała nadzieję, że Margaretka faktycznie zostanie medykiem w przyszłości, przynajmniej miałaby jeden problem z głowy związany z tą skazą na ich rodzinie. A nawarstwiło ich się przez te księżyce bardzo dużo. Za dużo, jak na tak młodą kotkę jaką była Lew. Mimo wsparcia rodziny, z pozoru, na dobrą sprawę musiała sobie radzić z problemami sama. Brakowało jej wsparcia dziadka, który jako jedyny z jej rodziny rozumiał ją jak nikt inny i na pewno by jej pomógł.
 Bo na pewno by sprał porządnie jej brata, za zachowanie i bezmyślnością jaką się wykazywał na zgromadzeniach. W szczególności na tych ostatnich. Coraz bardziej przestawała swojego brata rozumieć, zamiast przestać popełniać błędy, ten jakby zaczął się cofać w rozwoju, starając się wypierać nauki, jakie w niego zarówno matka jak i dziadek wpajali. Okazywał im zero szacunku, nie mówiąc już o szacunku do przodkini, po której nosił imię. Był jeszcze większą skazą niż Margaretka, którą z łatwością udawało się kocicy przywołać do porządku, kiedy wyczuwała w jej zachowaniu próbę buntu i głoszenie innych idei. 
— Nie możesz spać spokojnie z myślą, że ktoś może nas skrzywdzić... Tak jakoś to szło, co Piasku? — zagadnęła brata po tym jak zetknęła się głową ze swoim synem, który właśnie zakończył dzisiejszy trening. Miała nadzieję, że ten młody umysł oddany sprawie ich rodzinie jakoś wpłynie na jej brata, nierudoluba, w których ostatnim czasie zbyt często spędzał towarzystwo. — Czcze obietnice. Kolejne. Ile ich jeszcze złożysz, Piasku? Trzeba ci będzie chyba zmienić imię na Piaszczysta Pustka, bo się zniżasz do poziomu robactwa. Myślę, że to imię bardziej by do ciebie pasowało i do twoich pustych słów. 
Spojrzał na kotke zdumiony, a jego uśmiech, który towarzyszył mu od zgromadzenia szybko zniknął.
— Na zgromadzeniu było bezpiecznie. Martwiłbym się gdybyś poszła gdzieś sama w teren. Wtedy może coś ci się stać siostro. A zresztą... — Strzepnął uchem. — Naprawdę chcesz, abym zachowywał się jak matka? Łaził za tobą non stop? To niezdrowe... Nie wiem czemu robisz o to wielkie halo.
— Och tak. Było bardzo bezpiecznie. W szczególności jak postanowiłeś się oddalić na sam kraniec wysepki, nie racząc nikogo wcześniej o tym uprzedzić... Uwielbiam, jak na niebie nie widać żadnej chmurki, a słońce swoimi promieniami dogrzewa nas. Zawsze w takie dni czuję, jakbym dostawała przypływu siły. Gwiezdni i nasi przodkowie są po naszej stronie. — Uśmiechnęła się. — Przejdźmy się. — miauknęła nie chcąc kontynuować rozmowy w obozie, potrzebowała ustronnego miejsca, aby wyjaśnić bratu kilka spraw. Po raz już nie setny, a tysięczny, czy nawet milionowy. — Gdybym to ja była mordercą, wykorzystałabym dokładnie właśnie taki moment, w którym w okolicy znajduję się jak najmniej kotów. W końcu nie trudno o wypadek, nieprawdaż. Zdarzały się śmierci kotów na zgromadzeniu. Musiałeś o tym słyszeć. Rozumiem, że ten przewspaniały pomysł, aby się oddalić zrodził umysł twojego sługi?
— To nie był jego pomysł — w jego głosie wyczuwalna była nerwowość. — A zresztą on nie jest mordercą. Nic by mi nie zrobił. A ty byłaś bezpieczna wśród tłumu. Nikt o zdrowych zwysłach nie zaatakowałby ciebie, gdy może zostać łatwo rozpoznany i pojmany przez świadków.
— Skąd możesz mieć aż taką pewność, że nie jest mordercą. Byłeś z nim wtedy kiedy zabili naszą ciotkę? — spytała zatrzymując się i spoglądając podejrzliwe na brata. — Ja byłam bezpieczna, ale ty nie. Bo może i jak twierdzisz nic by ci nie zrobił, z czym się zgodzę, bo umiejętnościami wojownika zatrzymał się na poziomie kociaka, ale mógł być wabikiem. Pomyśl trochę Piasku. Chyba mądry jesteś, w końcu jesteś potomkiem Piaskowej Gwiazdy, a nie synem dwóch przybłęd, tak jak on. Gdyby aż tak bardzo mu na twoim bezpieczeństwie zależało, to by zabronił ci się oddalać od skały liderów wiedząc, że możesz być następny, który zostanie zabity. — Pokręciła głową rozczarowana. Co on się tak upierał i wierzył w niewinność nierudego. — Wprawdzie tak jak obiecał, nie spadł z twojej głowy najmniejszy włos, ale nie oszukujmy się, Srebrny by cię raczej nie obronił przed zagrożeniem. Jak już to ty pewnie dodatkowo starałbyś się go bronić, gdyby morderca postanowił się właśnie wtedy pokazać. A jeśli bierze w tym udział, w tym całym spisku i zmowie milczenia, to by na pewno odstawił piękna szopkę, abyś umarł wierząc, że jest niewinny. Twoje życie wisi na włosku, a ty jak kocię dajesz się ciągnąć za swoje wąsy. I ty miałeś być dumą naszej rodziny, tsk. — rzuciła zniesmaczona — Naprawdę cię nie dziwi to, że wszyscy żyją sobie tak jakby nic się nie stało? Tak samo sprawa zostanie zamieciona ogonem, jak znęcanie się nad tobą przez Tropa
— Srebrny naprawdę nie jest w nic zamieszany. Ufam mu. Znam go bardzo dobrze. Twoje oskarżenia w jego kierunku są bezpodstawne. W klanie jest więcej bardziej podejrzanych kotów od niego — uparcie bronił wojownika, krzywiąc się na samą myśl, że kotka opowiadała o nim takie niestworzone rzeczy. — I wierzę w to, że by mnie obronił. To dobry kot — zakończył ten temat, nie mając nic do dodania. — A co do innych... To wciąż nad tym pracuje. Szukam sprawcy cały czas.
— Znasz go bardzo dobrze... lepiej niż własną rodzinę? — Ton głosu kotku drastycznie się zmienił, był niczym syk wściekłości. Nie mogła znieść tego bełkotu. — Dobrym kotem jest nasza matka, która nas od pierwszych chwil naszego życia broniła. Mnie, ciebie i Iskierkę! I broni do tej pory. Gdyby nie ona i dziadek, już dawno byśmy byli martwi! Nie mów, że stawiasz go na równi z Ziębim Trelem! Przy niej jest nikim. Nie dorasta jej do łap. Bratasz się z kimś kim powinieneś wzgardzać na każdym kroku... Jest nikim innym jak kotem, który nas powinien uwielbiać. A ty powinieneś tylko przytakiwać na adorację swej osoby. I tyle! — Miała wielką ochotę zatopić zęby w uchu brata, które były swego rodzaju znakiem przynależności do ich rodziny, wraz z rudą sierścią. Nie zasługiwał, aby posiadać ich wywinięty kształt. — Jest takim dobrym kotem, że udało mu się cię omamić i sprawić, że zmysł węchu chyba ci się popsuł i wzroku! Co mi obiecałeś?! 
Położył po sobie uszy i skierował wzrok gdzieś w bok, aby nie patrzeć na rudą. Zacisnął pysk, a przez ciało przeszedł mu dreszcz, jak gdyby toczył w umyśle wewnętrzną walkę o swoje przekonania, z przekonaniami rodziny. 
— Wiem co obiecałem. Nadal mam w sobie pragnienie ochrony rodziny, ale... Ale czasami trzeba dorosnąć i spróbować żyć po swojemu — im bardziej mówił tym kulił się pod spojrzeniem siostry. — Kocham was, kocham mocno i oddałbym za was życie, gdyby coś wam groziło. Ale nie jesteście jedynymi osobami, na których mi zależy... Chciałbym, abyście się dogadałyli, abym nie musiał wybierać. Lewku... Proszę cię. To dla mnie naprawdę trudne. Nie radze sobie z tą presją, którą na mnie nakładacie.
— Sam nakładasz na siebie te presję. Jako kocię byłeś mądrzejszy, a teraz coś sobie ubzdurałeś w tej małej główce i starasz się nam zaszkodzić. Swoim bliskim. Mamroczesz jakieś głupoty, których już nie mam siły słuchać, bo są zbiorem nic nie znaczących pustych słów. "Kochasz nas?" Ty nas kochasz krzywdzić i ośmieszać braciszku... A może ty od początku wiesz kto stoi za zabójstwem ciotki i dlatego opóźniasz poszukiwania i milczysz. Wolisz spędzać czas na zabawie i brataniu się z wrogiem niż na pożytecznych rzeczach. — Zrobiła krok naprzód — Może chcesz się wkupić w łaski Różanej i tych innych przybłęd ty parszywy zdrajco. To by wyjaśniało twoje zachowanie na zgromadzeniu i w ostatnim czasie. Was wszystkich. Jesteś niczym trawa na wietrze, która się pochyla to w jedną, to w drugą stronę. — Zniżyła pysk, aby znalazł się na równi z pyskiem jej skulonego brata, na wysokości jego ucha — A w zamian za twoje oddanie, twoja wspaniała liderka daje schronienie kotu, który zranił twoją siostrę. Wspaniała nagroda, czyż nie? — wyszeptała, po czym się cofnęła
— Wcale nie... — Pokręcił szybko głową. — To nie tak... Niczego nie opóźniam, ani nie wkupuje się w niczyje łaski. Ja... Ja po prostu... — Poczuł jak po policzkach spływają mu łzy, a oddech staje się szybszy i urwany — Ja po prostu się zakochałem! — gdy tylko te słowa padły z jego pyska, zrobił w tył zwrot i pobiegł przed siebie, aby ukryć przed siostrą swój wstyd.
Z jej bratem było naprawdę źle. Gorzej niż mogła się spodziewać. Zachowywał się jak jakiś dzikus. Zaskoczona starała się przetworzyć słowa, które padły z pyska kremowego kocura. W takiej chwili wyleciał jej z tekstem, że się zakochał. Czy on w ogóle jej słuchał? Zrozumiał to co ona mu właśnie mówiła? Że kot, którego poza mordercą miał szukać był na wyciągnięcie jego łap, ale przez jego spędzanie czasu z gorszymi kotami jego zmysły przygasły? I to miał być wojownik? Po co on więc trenował. Jak mógł nie być w stanie wyczuć tego smrodu, który się unosił za czarnym kocurem. Lew już sama myślała, że popada w paranoję, kiedy jeszcze przebywała w żłobku, starając się tłumaczyć wyczuwalny znajomy zapach swego rodzaju omamem, jednak księżyc przed mianowaniem jej dzieci o mało co nie zdębiała, gdy Margaretka sama z siebie wpadła prosto pod łapy własnego ojca. Nie sądziła, że liderka tak nisko upadnie, aby przyjmować do klanu koty o niewiadomym pochodzeniu. A jednak. Zbyt zła była, jak i czuła się poniżona, aby komuś o tym mówić, dlatego milczała licząc na to, że może jej brat coś zauważy w końcu i sam się rozprawi z problematycznym kotem. A on? Nic nie zrobił przez ten czas. Zranił ją, mimo że składał jej obietnicę za obietnicą będącymi nic nie znaczącymi słowami. Tak się zarzekał, że kocha swoich bliskich, a jak miał sprostać prostemu zadaniu zamieniał się w żałosną istotę. Fakt, że była z tymś czymś spokrewniona działał jej na nerwy.
Gdy pierwszy szok minął, ruszyła naprzód dość wolnym krokiem starając się jakoś dogonić Piaszczystą Zamieć. Nie mógł przecież uciekać przez całe życie. Daleko nie musiała jednak się zapuszczać, bo już po przejściu paru metrów dotarła do króliczej nory, z której wystawał kremowy ogon, na który zdecydowała się nadepnąć.
— Lepszego momentu nie mogłeś sobie wybrać na takie wyznania bracie. Mogłeś poczekać z tym. W szczególności, gdy pomagam ci rozwiązać zagadkę, z którą oj biedny nie potrafisz sobie poradzić. Wyjdź z tej nory i zachowuj się jak na potomka Piaskowej Gwiazdy przystało! Słyszysz?
Z nory dobiegł ją tylko oddech brata, który brzmiał tak, jak gdyby był tonącym, próbującym zaczerpnąć powietrza. Słychać było tylko świsty i sapnięcia, a całe jego ciało dygotało. Nie był zdolny do wypowiedzenia choćby słowa czy do poruszenia łapą. Zasmarkany nos nie ułatwiał tej sprawy, tak samo jak obecność rudej, która zestresowała go tylko bardziej.
Kocica obrzydzona zachowaniem brata westchnęła głośno, tak jakby chcąc prosić swych przodków o pomoc. 
— Czy mam zawołać Tropiący Szlak? Go jakoś potrafiłeś słuchać i się nie buntowałeś. Może jak on ci nakaże wyjść z tej nory, to wyjdziesz. A później może zabierze cię nad rzekę, abyś mógł w czystej wodzie obmyć swój brudny pyszczek. Na pewno zadba, abyś się jak najlepiej prezentował.
Nie odpowiedział. Dopiero po dłuższej chwili, gdy w miarę opanował swoje emocje, powoli wyczołgał się na światło dnia, chociaż dostrzegła, że kusiło go zostać w norze zdecydowanie dłużej. Wciąż jeszcze dygotał i wyglądał tak jakby tłumaczenie się przed siostrą była ostatnim czego potrzebował. Mokre od łez policzki pozostawiły po sobie ślady, które starł łapą. Nie patrzył na Lew, wbijając wzrok w ziemię i swoje łapy.
— Doprowadź się do porządku. Nie będę z tobą kontynuować rozmowy póki nie wyczyścisz swojego futra z grudek ziemi. — Strzepnęła ogonem. — I zachowuj się jak przystało na wojownika, a nie jak kocię. Już mój syn lepiej się zachowuję niż ty, a jeszcze księżyc temu spędzał noce w żłobku.
Piaszczytsa Zamieć położył po sobie uszy, ponieważ ton Lew tak bardzo przypominał mu Ziębę. Niechętnie uczynił to co kazała, chociaż nerwowość i obawa w jego oczach pozostawała. Wciąż nie odezwał się ani słowem, bojąc się, że to wywoła gorszą lawinę niż to co było w tym momencie, zwłaszcza, że siostra wciąż dociskała jego ogon do ziemi, uniemożliwiając mu kolejną ucieczkę.
— Od razu lepiej. — miauknęła, jeszcze przez chwilę trzymała łapę na jego ogonie, aż w końcu zdecydowała się ją unieść. — Wracając... Nie będę ukrywać tego, że mam gdzieś to, że się niby zakochałeś. A wiesz czemu? Bo ja też przez to przechodziłam, nie jesteś jedyny. I to wcale nie była miłość. Na szczęście sama to zrozumiałam nim było za późno — westchnęła starając się wyprzeć dziwne uczucie, które nie tak dawno jej towarzyszyło na zgromadzeniu. — W twoim przypadku też tak jest. Dlatego lepiej zejdź na ziemię prędzej niż później. To dla twojego dobra. Dobra rada od siostry, która się martwi twoim stanem. Dziwne to doprawdy, że to ty miałeś nas bronić, a zawsze kończy się na tym, że to ja przejmuję tę rolę. — prychnęła kpiąco 
Spojrzał na nią niepewnie, gdy usłyszał, że też przez to przechodziła.
— Zawsze... mówiłem, że byłabyś ode mnie znacznie lepszą liderką... Oddziedziczyłaś po praprababci charakter... — mruknął smętnie.
— Ale to ty odziedziczyłeś po niej wygląd, a tym samym imię. Dlatego chociażby z szacunku do zmarłej, jak i nas nie ośmieszaj go.
— Nie decydowałem jaki się urodzę! Jesteś niesprawiedliwa! — wytknął jej to, spuszczając łeb.
— Życie jest niesprawiedliwe Piasku. Lepiej żebyś w końcu to pojął. Padło na ciebie, więc zacznij chociażby większe pozory sprawiać, że nie masz w nosie swoich bliskich. Swoim zachowaniem tylko wywołujesz uśmiech na pyskach nierudych, którzy się cieszą, że taki ktoś jak ty trafił się nam w rodzinie. Zapewniasz im rozrywkę. Ech. Myślisz, że... cztery sezony wystarczą, abyś wywiązał się z obietnic? — spytała. Patrząc na stan jaki zaprezentował jej brat, wahała się czy nie dać mu więcej czasu. Jednak pewne sprawy wypadało już zamknąć, nie można było ich ciągnąć w nieskończoność, bo skończy się tak samo jak z Tropiącym Szlakiem, którego ominęła kara. — W trakcie treningów z Nagietkiem możesz zdobywać potrzebne informacje, na pewno przyda się ponowna rozmowa z Owczą Piersią i zbadanie miejsca, w którym została Płomień znaleziona. Nagietek na pewno z radością ci pomoże wymierzyć sprawiedliwość. A co do Czarnej Łapy, chce abyś z nim rozprawił się osobiście. Sam. Rozumiesz co mam na myśli? Chociaż tyle jesteś mi winien. Udowodnij, że twoje słowa nie są puste.
Powoli pokiwał głową.
— Dobrze... Pozbędę się go — to było tyle co powiedział, zerkając w kierunku obozu. Widać było po nim, że chcę już wracać, ale mimo to siedział i czekał od niej na pozwolenie, że może się oddalić.
— Lepiej, abyś nie zawiódł mnie i tym razem. W innym wypadku myślę, że będę musiała się pozbyć pewnego rozpraszacza — miauknęła z wyższością, po czym jakby nic się nie stało przekrzywiła lekko głowę, w celu jej rozciągnięcia, posyłając przy tym przemiły uśmiech bratu. — Idź odpocznij przed jutrzejszym treningiem i przemyśl sobie dokładnie to co ci powiedziałam. Liczę na ciebie. — Dała znać, że to koniec rozmowy i kocur mógł udać się na spoczynek

<Piasek?>

17 stycznia 2024

Od Piaszczystej Zamieci CD. Lwiej Paszczy

 Był wujkiem. Wciąż trudno było mu w to uwierzyć. Chociaż całe dnie spędzał na poszukiwaniach drania, który uczynił krzywdę jego siostrę, to nie mógł nienawidzić tych małych pociech. Należały do ich rodziny. Uśmiechnął się do maleństw, rzucając okiem na matkę, która zachowywała kamienną twarz przy swoich wnukach. Przekonanie jej do tego, aby nie krzywdziła swej córki za to, że została przedwcześnie matką było trudne. Pamiętał jej wzrok, jej gniewny głos, gdy tylko się o tym dowiedziała, ale zrobił to dla Lew i jej się postawił. Wykazał prawdziwą odwagę w starciu z tak onieśmielającą personą, tłumacząc co dokładnie się wydarzyło. I się udało. Jego słowa pierwszy raz dotarły do Ziębiego Trelu, która nieco spuściła ze swojego tonu. W końcu w życiu nie zawsze układało się tak jak ktoś sobie wymarzył.
— Gratuluje. Chociaż wciąż ciężko mi uwierzyć, że zostałaś mamą — miauknął.
— A ty kiedy zamierzasz założyć rodzinę? — Zięba zmierzyła syna wzrokiem na co się zmieszał. 
Kocica nie wiedziała o tym, że wykazywał... inne podejście do tych spraw. Nie widział się w roli ojca, a tym bardziej nie z jakąś kotką. Jego serce od dawna już należało do kogoś innego. Relacje tą trzymał w tajemnicy przed wszystkimi swoimi bliskimi, ponieważ wiedział jakby to się skończyło. Prawda miałaby katastrofalne skutki. 
— Jak znajdzie się... ta jedyna — szybko odparł zmieszany, starając się zmienić temat i zwracając się tym razem do siostry, nim matka nie postanowiła na niego naciskać. — Ale cieszę się, że dobrze już się czujesz. Postaram się tobą opiekować siostrzyczko i zapewnię ci wszystko czego potrzebujesz — obiecał.

***

Przyszedł do siostry z piszczką. Tak jak obiecał dbał o nią, chociaż czasy okazały się teraz coraz bardziej smutne. Ich ciotka - Płonąca Pożoga została znaleziona martwa. Gdy o tym usłyszał, przebiegł mu po grzbiecie zimny dreszcz. Podobno była zakopana... Tak jakby ktoś chciał ukryć swoją zbrodnie. Na dodatek sprawca się wciąż nie znalazł co powodowało, że każdy zerkał na siebie podejrzliwie. On jednak martwił się o co innego. Co jeśli... co jeśli będą następni? Co jeśli morderca był tym, który próbował wybić ich ród? To, że ciotka padła ofiarą było wygodne, bowiem miała sparaliżowane łapy. Była łatwym celem. Możliwe, że napastnik na to czekał. Wybierał słabe i bezbronne osoby. Dlatego też pierwsze o czym pomyślał to to, że następne będą kocięta Lwiej Paszczy. 
— Siostro... — Położył przed pyskiem jej posiłek, sprawdzając jak się miewa. — Nikt podejrzany nie kręcił się w okolicy? Nikt nie zaczepiał ciebie i twoich dzieci? — zapytał troskliwie chcąc upewnić się, że ruda była bezpieczna. 
— Nie licząc tych podrośniętych znajd to nie Piasku. Ale je idzie łatwo przegonić. — Spojrzała w stronę czarnej szylkretki, którą chyba na dobre udało się przepędzić od jej dzieci — Na całe szczęście nikt z dorosłych i uczniów nie stara się narazić na mój gniew, jednak jeśli to się zmieni to cię poinformuje. — Uśmiechnęła się do brata, doceniając jego troskę, po czym się na moment zamyśliła — Hmm... jeśli miałabym wskazać kogoś kto ostatnio podejrzanie się zachowuje, to byłby to Zwiędły Hiacynt. Ale on taki zawsze był, sam to przecież wiesz, chociaż ostatnio przeważył szalę. W szczególności tym, że przyniósł swojego kociaka do klanu i wmawia każdemu, że go znalazł... Ja rozumiem, że Malwowy Rozkwit mógł nie zauważyć podobieństwa między swoim bratem i jego kociakiem, bo jest szczególnym przypadkiem, ale pozostali? — parsknęła.
Zmarszczył czoło. Rzeczywiście coś słyszał o nowym kociaku. Jednak czy Zwiędły Hiacynt byłby zdolny zabić ich ciotkę? Przecież był rudy... No i jaki miałby w tym cel? Nie wydawał mu się aż takim zdrajcą.
— Będę miał to na uwadze. Cieszę się jednak, że nikt cię nie zaczepia. Nie pozwolę, aby drugi raz cię skrzywdzono.
— Doceniam to naprawdę. Jednak nie skupiaj się tylko na mnie, Piasku. Musisz pilnować, aby już nikt z naszej rodziny nie został skrzywdzony, a przede wszystkim mama czy Iskierka. Zbyt dużo bliskich straciliśmy w tak krótkim czasie. Zbyt dużo krzywdy nas spotkało, a i tak pewnie co niektórzy uważają to za powód do radości... Tsy. Właściwie, jest jeszcze kilka kotów, które podejrzanie się zachowują, ale odkąd przeniosłam się do żłobka na całe szczęście nie widzę ich parszywych pysków. Pewnie wiedzą, że nie mają czego tu szukać i są na straconej pozycji. Są to Cicha Łapa i Tropiący Szlak. Jedna otwarcie życzyła mi śmierci już jako kocię, a ten ohydny bury prymityw... Pamiętasz przez jakie piekło musiałeś przez niego przechodzić? Żadnego z nich pożytku, tylko zabierają cenną zwierzynę ze stosu, która się należy pozostałym, tym którzy na nią ciężko zapracowali. Co w nich Różana widzi to ja nie wiem...
Oczywiście, że zamierzał pilnować całej swojej rodziny. Będzie to kosztowało go wiele sił, ale nie mógł pozwolić, aby morderca po raz kolejny zaatakował. Znajdzie drania i go ubije jak psa! Dlatego też zmrużył oczy słysząc kogo podejrzewała jego siostra. Tak... Tropiący Szlak rzeczywiście był jak najbardziej podejrzany. Postara się mu przyjrzeć w następnych dniach. 
— Pamiętam. Zbadam tą sprawę. Nie mogę spać spokojnie z myślą, że morderca jest wśród nas i może chcieć po raz kolejny kogoś skrzywdzić. Informuj mnie o podejrzanych sprawach, dobrze? Zajmę się tym i ustalę kto jest winny — obiecał to siostrze. 
Widać było, że po tych wielu księżycach zmężniał i wydawało się, że podchodzi do spraw poważniej. Sam fakt, że w oczach brata był nieznany dotąd jej ogień, mógł sugerować, że powoli próbowała zawładnąć nim droga zemsty. Teraz każdy był podejrzany, nie mogli nikomu ufać. 

<Lew?>

16 grudnia 2023

Od Lwiej Paszczy CD. Piaszczystej Zamieci

 Bardzo chciała, aby w tamtym momencie medyk żartował, ale jego wyraz pyska, jak i zmieszanie, które również się pojawiło na jego pysku jasno wskazywało na trafną diagnozę. Żałowała tak bardzo, że nie zdecydowała się na zażycie ziół, które mogłyby zapobiec problemowi rosnącemu w jej brzuchu. Jednak zdążyła się nasłuchać już nie raz od Rumiankowego Zaćmienia w trakcie swoich wizyt w legowisku uzdrowicieli na temat zastosowania ziół i tego co po nich mogło się dziać, że zrezygnowała z prośbą o pomoc. W końcu nie chciała sama przypłacić zdrowiem, tylko po to, aby się pozbyć niechcianych kociąt, nie mówiąc już o przyszłych problemach. Z góry założyła, że skoro nie ma objawów przez pierwsze kwadry to udało jej się oszukać przeznaczenie i nie potrzebuje nikomu mówić o tym, co tak naprawdę się wydarzyło. 
— Tak. Nie pozwolą — odezwała się wciąż będąc w szoku, po tym jak to czego się obawiała przez księżyc stało się rzeczywistością. Spojrzała na swój brzuch, nie wiedziała czy to przez uzmysłowienie sobie, że zostanie matką czy uroki ciąży znów jej było niedoborze — Dobrze, skoro więc wiemy co mi dolega i skąd te wymioty, to poproszę jakieś zioło na nudności. — zwróciła się do szylkreta, po czym dostrzegając wpełzające czarno-białe robactwo do legowiska oznajmiła głośno — Trzeba będzie dowiedzieć się co to za zgrywus przyniósł nieświeże piszczki do obozu... To jak nic sprawka tego prymitywa Tropa. Ktoś powinien w końcu zrobić z nim porządek, bo mógłby otruć kocięta albo starszyznę... 
Liliowy szylkret powrócił z ziołami mającymi zapobiec urokom ciąży, czy też chociaż trochę je złagodzić, tak aby ruda mogła przez pewien czas jeszcze wykonywać obowiązki wojownika. Nie miała zamiaru dać się znowu zamknąć, nie po tym jak nie tak dawno temu skończyła karę i mogła wrócić do bycia wojownikiem. Królowa też chciała być, ale nie teraz i nie w taki sposób! Jeśli nią miała zostać, to tylko na własnych warunkach.
— Rumianku, mogę liczyć na dyskrecję? Nikt poza wami nie może wiedzieć co tak naprawdę mi dolega. Przynajmniej na razie. Muszę się oswoić z tymi radosnymi wieściami i porozmawiać z ojcem kociąt. — rzuciła z ironią w głosie, chociaż miała nadzieję, że Rumianek zrozumie ją w tej sytuacji. Bo może i się uważał za kocura, co Lew szanowała, to był kotką — Daj mi parę dni, sama ogłoszę swój błogosławiony stan. — prychnęła cicho, nie miała zamiaru od razu teraz zostać przeniesiona do kociarni; tam gdzie na dobrą sprawę było jej miejsce w tym momencie 
Nie miała pewności czy Rumianek zachowa tę informację dla siebie, jednak to był dobry test lojalności. Mogła sprawdzić, czy mogła liczyć na swojego przyjaciela, czy też nie. Miała nadzieję, że ten jej nie zdradzi, jednak przez krew Konwaliowego Powiewu, która płynęła w jego żyłach wszystko było możliwe. W końcu już raz ją zawiódł, pozwalając umrzeć jej bliskim w czasie epidemii. Pomimo pokładanych w nim nadziei zawiódł, a mimo to piastował nadal tak wysokie stanowisko. Lew by nie pozwoliła na taki błąd, nie ważne czy medykiem byłby ktoś z jej rodziny, czy nie. Medyk powinien stanąć na głowie i nie dopuścić, aby chory pacjent zmarł. 
Zsunęła się z posłania rzucając przed wyjściem jeszcze wymowne spojrzenie w stronę Rumiankowego Zaćmienia. Kiedy opuściła legowisko skinęła na Piaska, aby przeszli się kawałek dalej, z dala od wścibskich kotów, które mogły usłyszeć coś czego nie powinni.
— I co ja teraz zrobię Piasku... — Jeszcze nie tak dawno w legowisku medyków starała się wyglądać na niewzruszona, a teraz znów czuła się jak małe kocię, tracąc kolejny raz grunt pod łapami — Mama mnie zabije, jak się dowie, że jestem w ciąży. To chyba cud, że nic nie zauważyła, tak jak i ja, chociaż to kwestia dni nim się domyśli... Najchętniej bym wzięła zioła i pozbyła się problemu, ale mogą mi zaszkodzić... Teraz tak czy siak na to już za późno jest. — pociągnęła nosem — Przepraszam, że nie powiedziałam wszystkiego od razu, jednak sam rozumiesz jakie to upokorzenie... Proszę, obiecaj mi, że nie ważne co to dopadniesz tego samotnika. Możemy wtajemniczyć Iskierkę, na pewno pomoże w wymierzeniu sprawiedliwości temu barbarzyńcy. Nie może tak spokojnie sobie żyć, po tym jak skazał mnie na cierpienie i hańbę.
— Dopadnę. Obiecałem ci to. Szukam go codziennie, ale... ale obawiam się, że mógł uciec już daleko. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek tu wróci. Ale zapewniam cię, że jeżeli jednak to zrobi, to spotka go los gorszy niż to co cię spotkało. A mama... — Położył po sobie uszy, ponieważ już wyobrażał sobie jej reakcje. — Ja się nią zajmę. Teraz najważniejsze jest twoje dobro. Jestem pewien, że Iskierka pomoże. W końcu to nasza siostra.
— To prawda. Jednak będąc na jej miejscu nie chciałabym mieć ze mną nic wspólnego. — wyznała czując ukłucie w sercu, że gdyby to ktoś inny byłby na jej miejscu raczej by nie okazała wsparcia, a potępienie za głupotę. — Gwiezdni sobie zakpili ze mnie poraz ostatni. Nie będę pozwalała im na gierki i humorki. Raz są po naszej stronie, innym razem wręcz przeciwnie. Nie zdziwiłabym się jakby aktualnie wyznaczaniem mojej przyszłości zajmował się jakiś plebs pragnący mego upadku. Ugh... I jak ja mam brać udział w jutrzejszym patrolu, jak mnie co chwilę mdli, nawet pomimo przeżucia ziół. 
— Na pewno tak nie pomyśli. Ja nie myśle. Dalej będę cię wspierał, nieważne co stanie ci na drodzę. Jeżeli źle się czujesz odpocznij. Wezmę twój patrol — zaoferował. — I nie zadręczaj się. To nie była twoja wina. Na pewno jeszcze los się odwróci. Trzeba być dobrej myśli.
— Dziękuję Piasku. — uśmiechnęła się słabo — Pójdę odpocząć i pomyślę o ... przyszłości. — mruknęła spoglądając na swój brzuch
Lepszego brata nie mogła sobie doprawdy wymarzyć, pozostawała teraz kwestia rozmowy z resztą bliskich. Z nich wszystkich to właśnie Ziębiego Trelu się obawiała najbardziej, ale skoro Piasek obiecał zająć się kocicą, ufała mu. Bo w końcu nie miała się czym martwić, Klan Gwiazdy nie pozwoli jej urodzić nie rudych kociąt. Prawda?

***

Żałowała podjęcia decyzji o urodzeniu kociąt. Gdyby mogła, cofnęłaby czas. Poród trwał długo i nie należał do tych lekkich. Przy pierwszym kociaku, który został powitany na świecie miała nadzieję, że to już koniec. W końcu jej pierworodny syn okazał się ku jej uldze cały być rudy, dla pewności obejrzała go z każdej możliwej strony. Łzy szczęścia napłynęły jej do oczu, że jednak Gwiezdni i przodkowie mieli ją jeszcze w opiece, nie pozwalając wydać jej na świat kociaka o innym kolorze niż rudy. 
Szczęście nie trwało jednak długo, bo na widok drugiego kociaka wstrzymała oddech. Nie wspominając już o jej reakcji na widok trzeciego, małej burej szylkretki, której rude plamki posiadała rozsiane na ogonku były ledwo widoczne.
— Ostatnie kocię jest słabe... Bardzo słabe. Nie wiem czy przeżyje noc. Przykro mi Lwia Paszczo.

***

Pierwsza odeszła Piwonia. Czy było jej z tego powodu smutno? Absolutnie nie. Teraz pozostawało czekać, aż Margaretka podzieli los swojej paskudnej nie rudej siostry, bo nie było mowy, że to bure coś z małą domieszką rudego zasługiwało na miano bycia rudym kotem. Może i w przypadku Margaretki większości jej ciałko było pokryte przez rudą sierść, to jednak w niektórych miejscach widniały te okropne ciemne bure łaty szpecące  jej córkę; córkę, która mogła być idealna, gdyby nie ta czerń. Czuła obrzydzenie kiedy to małe, równie słabe kocię co wcześniejsze zostało przysunięte do jej boku, by mogło zacząć ssać mleko. I jak na razie dobrze się wciąż trzymało. Gdyby nie Ziębi Trel, która asystowała przy porodzie, czy tak właściwie pilnowała córki, aby ta nic głupiego nie zrobiła po narodzinach niechcianych dzieci, Lew mogłaby się chociaż trochę zrelaksować.
Największą zagadką dla Lwiej Paszczy było jednak to, że jakim cudem jej syn w całej okazałości okazał się być rudy, była pewna, że urodzi same paskudne kocięta w innym kolorze niż ognisty, nawet jeśli chciała wierzyć w to, że tam nie będzie. Dlaczego jego siostry również nie mogły takie być jak on skoro musiała się męczyć z urokami ciąży, jak i porodem? Idealne jak Nagietek, o pięknym rudym umaszczeniu. A żeby tego było mało, wspomniany kocur wyglądał niemalże tak jak ona, gdyby nie te paskudne błękitne oczy jasno wskazujące na pokrewieństwo z samotnikiem. Cała trójka kociąt została naznaczona oczami o kolorze nieba, żadne z nich nie dostąpiło zaszczytu odziedziczenia złotych oczu po matce. I z tego co zdążył powiedzieć jej Rumianek, istniała bardzo mała szansa, że się wybarwią, ze względu na intensywność koloru. 
— W końcu miła odmiana po długich księżycach..., narodziły się prawdziwe Burzaki, które mogą zostać dumą naszego klanu, nie to co niechciane znajdy, podrzutki nieznanego pochodzenia, które pewnie wyrosną na tak samo zepsute koty jak ich rodzice... Jakie to uczucie zostać wujostwem? — uniosła wzrok na swoje rodzeństwo, które było jednymi z pierwszych gości w legowisku medyka i na dobrą sprawę jedynymi nie licząc matki; szczerzy miała nadzieję, że trochę w nim jeszcze tu posiedzi nim zostanie przeniesiona do kociarni pełnej hałastry. A poza tym była ciekawa czy jak wmówi Obsmarkanemu Kamieniowi, że Margarteka to jego córka to czy jej uwierzy i zechce zająć się tym obrzydliwym kociakiem wraz ze swoją matką, kiedy ona będzie mogła próbować pokochać to rude kocię będące nadzieją na lepszą przyszłość jej rodziny. Malec jakby znając jej myśli zaczął ją szturchać pyskiem i przysunął się ku jej łapą, łaknąc jej uwagi. — A, zapomniałabym o najważniejszym. — zacmokała, nie przedstawiła jeszcze oficjalnie kociąt swoim bliskim, a tak nie mogło być! — Poznajcie Nagietka i Margaretkę. — zamruczała spoglądając czule na rudego kocurka, którego tuliła w łapach. Nie mogła pojąć tego, jak kocię, którego pragnęła nienawidzić, skradło jej serce, tylko dlatego, że urodziło się całe rude, wyglądając tak jak i ona

<Piasek? Jak to jest być skrybą tzn. wujkiem?>

12 grudnia 2023

Od Piaszczystej Zamieci CD. Lwiej Paszczy

 Nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie świadkiem sytuacji, gdzie jego siostra będzie wyglądała tak tragicznie. Jak dobrze, że zdecydował się jej poszukać! To było w końcu dziwne, że kotka nie wracała od dłuższego czasu. Martwił się o nią i jak widać jego obawy były słuszne. Dobrze, że udało mu się przekonać Ostowy Pęd, aby mu w tym towarzyszył. Jeszcze mu brakowało sapania Różanej Przełęczy nad uchem, że dokąd to się wybiera. Wierzył w to, że kocica była zdolna olać sprawę z zagubioną Lew, gdyby powiadomił ją, że ta od dawna nie powróciła do obozu. Już udowodniła mu jak bardzo nie szanowała jego rodziny.
— Lewku! — zawołał do rudej, w kilku susach znajdując się tuż przy niej. 
Nie potrafił stwierdzić co dokładnie jej było. Jego wzrok skakał po całym jej ciele, a serce powoli przestawało tak szaleńczo łomotać mu w piersi. Cieszył się, że udało mu się ją odnaleźć, ale... Coś nie dawało mu spokoju. Co się stało? Przewróciła się? Ktoś ją zaatakował? Zawęszył, bowiem od momentu zbliżenia się do wojowniczki czuł dziwny, obcy zapach. 
Nagle pewna myśl uderzyła mu do głowy, a sierść natychmiastowo się uniosła. 
— Lewku... — zmartwił się i to nie na żarty. Ruda wciąż płakała. Najwyraźniej była w zbyt wielkim szoku, aby mówić. — Powiedz co się stało — mimo wszystko poprosił ją o to. Musiał wiedzieć co takiego skrzywdziło jego kochaną siostrzyczkę... A raczej... Kto. 
— Samotnik... To się stało. — wydukała przez łzy czując ogromny wstyd. Odwróciła spojrzenie od brata, nie będąc w stanie patrzeć mu w oczy. — Mówiłam ci, że dojdzie do tragedii...
Prawda. Mówiła, a on... A on miał wiarę, że jednak unikną kolejnych rozczarowań. Syknął pod nosem, czując jak powoli wypełnia go gniew pełen bezsilności. Miał ochotę tuż obok zacząć wyć i rwać z siebie futro. Nie ochronił jej. Nie ochronił swojej siostrzyczki. Przez niego cierpiała, przez niego doszło do tego ataku. Gdyby przy niej był od zawsze, wtedy udałoby mu się powstrzymać tego drania. 
— Znajdę go — powiedział, wpatrując się w horyzont. — Znajdę i zabiję — nie dowierzał, że te słowa wyszły z jego pyska, ale stało się. Odrzucił na bok kodeks. To co spotkało Lew było niesprawiedliwe. Nie zdołałby drania puścić wolno, ba! Pozwolić mu żyć! Tylko tak mógł ukoić ból wojowniczki. Zemścić się za nią, pokazać, że jej brat był w stanie coś z tym zrobić, a nie tylko umywać łapy. 
— Chodź Lewku... Medyk musi cię obejrzeć. — Pomógł jej oprzeć się o jego bok, po czym udali się w kierunku obozu.

***

Od tej sytuacji minął księżyc, a on nie spoczął szukać drania. Gdy Lwia Paszcza wydobrzała, wypytał ją o wszystko co pamiętała. Musiał wiedzieć na kogo polował. Z każdym bezowocnym patrolem, wściekłość w nim rosła. Myśl, że samotnik zwiał i najpewniej był już daleko stąd, nie poprawiała jego samopoczucia. Oznaczało to bowiem tyle, że nie uda mu się spełnić swojej powinności. A przecież obiecał to Lew. Że da temu draniowi to na co zasłużył. 
— Siostro! — Podbiegł szybko do kotki, widząc jak ta zwraca pokarm na legowisko obok. Właśnie powrócił do obozu, a zastał takie niecodzienne powitanie. — Źle się czujesz? Czemu nie mówiłaś? Może się czymś zatrułaś? — dopytywał troskliwie, pomagając jej odejść od zwróconego pokarmu. 
— Nie wiem... Już wszystkiego można się spodziewać. Może Różana Przełęcz kazała mnie otruć...
Na te słowa aż sierść mu stanęła. 
— Nie myśl tak nawet. Chodź do Rumiankowego Zaćmienia. Może to nic strasznego.
I jak powiedział tak też zaprowadził rudą do syna Różanej Przełęczy. Nie powinien mierzyć dzieci miarą ich matki, ale samo to, że kocur sprawował tak wysokie stanowisko w klanie, krzywił mu mordkę. Wskazywało to w końcu na to, że rzeczywiście liderka była niesprawiedliwa i osadzała swoją krew bliżej przodków. A co jeśli namówiła medyka do nie pomagania im? To byłoby sprzeczne z wolą Klanu Gwiazdy, w końcu ta profesja musiała być obiektywna w wielu sprawach, ale zawsze istniała taka szansa. 
Jego obawy na szczęście się nie sprawdziły. Nie zostali wygonieni, a Rumiankowe Zaćmienie zbadał brzuch rudej, który zdawał mu się nabrzmiały. Może wzdęcia? Nie znał się na objawach zatrucia, ale kojarzył, że bolał wtedy brzuch, a skoro bolał, musiało być z nim coś nie tak. 
— Lwia Paszczo... jesteś w ciąży... — zdumione słowa medyka sprawiły, że oboje spojrzeli na kocura tak, jakby właśnie sam Klan Gwiazdy zszedł na ziemię. 
Co. Jego siostra... była w ciąży? Zachłysnął się powietrzem, ponieważ teraz do niego dotarło co to nierude ścierwo, które ścigał zrobiło jego siostrze. Teraz tym bardziej jego desperacja by rozbebeszyć ciało kocura wzrosła. 
— Ubije drania... — syknął pod nosem, rzucając spojrzenie w kierunku zszokowanej siostry. — Lewku... Nie martw się tym. — Dotknął jej łapy swoją łapą. — Klan Gwiazdy nie pozwoli, abyś wydała na świat nierude... — rzekł z pewnym zawahaniem. Bo co jeśli... Co jeśli te młode okażą się tym, czego kotka obawiała się przez całe swoje życie?

<Lew?>

01 grudnia 2023

Od Lwiej Paszczy CD. Piaszczystej Zamieci

 Nie sądziła, że przyjdzie jej usłyszeć takie wyznanie prosto z kremowego pyska jej ukochanego naiwnego braciszka. Nie tak dawno jeszcze starał się usprawiedliwiać zachowanie szylkretki, ale w końcu cętkowany zaczął dostrzegać jak Różana Przełęcz była zepsuta. 
Uniosła ku górze kącik pyszczka w geście aprobaty, musieli unikać liderki, bo kto wie jakie krzywdy mogła im jeszcze wyrządzić. Nie ważne było co zrobią, nawet jak działali w słusznej sprawie, czekała ich kara – to było pewne. 
— Klan Gwiazdy? Modlić się możemy żeby ją zabrali, ale wątpię, że będą ją chcieli u siebie, między innymi przez jej uprzedzenie do nas i każdego rudego kota. Poza tym na pewno są obrażeni, że ta nie chciała dostąpić zaszczytu jakim było otrzymanie imienia lidera. Wzięła sobie życia i doprowadza Klan Burzy do upadku. Na ich miejscu bym jej nie chciała u siebie. Chyba, że są tak samo zepsuci, jak ona i są obłudą. — parsknęła, nie zdziwiłaby się, gdyby tak faktycznie było — Duchy Mrocznej Puszczy najpewniej do niej też czują odrazę, więc jej nie wezmą do siebie. Mam nadzieję, że będzie się tułać po śmierci, aż nie zniknie i zostanie całkowicie zapomniana. 
Kiwnął łbem na znak zgody. 
— Dobrze, Lewku — zamilkł na moment, wzdychając ciężko. — I co teraz? — Spojrzał na nią zbolałym wzrokiem. — Nic nie zmienimy jeśli będziemy tylko jej złorzeczyć...
— Niestety... — rzuciła cierpiętniczo czując złość, że samym złorzeczeniem nie może się pozbyć kotki i na jej miejscu posadzić prawowitego lidera, który rządzenie innymi miał we krwi — Gdybyśmy mieli tylko więcej sojuszników, którzy chcieliby się wyrwać z tej niewoli i niesprawiedliwych rządów... Jesteśmy wspaniałymi wojownikami, a nie jakąś marną zwierzyną, która powinna zajmować się kopaniem tuneli i chowaniu się pod ziemią. — mruknęła z odrazą na wprowadzone zmiany, źle wspominała dzień, w którym razem z synem liderki zajmowała się kopaniem dołu — Na całe szczęście to nie my musimy w ramach kary babrać się w ziemi. Tylko szkoda, że twój sprawiedliwy kolega nie mógł z nami zajmować się wymianą mchu, niestety musiał zostać skazany na kopanie tuneli w towarzystwie Pustego Błazna. Współczuję mu z całego serca, to gorsze od samego przebywania w tych paskudnych tunelach.
— Niestety... Chociaż ten mech to nic... Gorzej z naszą dumą... i relacjami z mamą... I straconej szansy na zostanie liderem... — gdy tak to wymieniał, poczuł jak zaczyna drżeć. — Nie jestem idealny... Czuje... czuje... że mama się mnie wyrzeknie Lewku. To tak boli. Boli bardziej od jej kar. Chciałbym, aby mi wybaczyła.
— Nie wyrzeknie, na pewno... — W jej głosie dało się usłyszeć niepewność. Faktycznie, mogła się ich wyrzec, a to było ostatnie co Lew chciała. Wystarczyło, że Leśny Pożar nie interesował się nimi, a gdyby jeszcze doszła do tego matka... — Wybaczy Piasku. Na pewno wybaczy. Jak skończy nam się ta niesprawiedliwa kara, zrobimy wszystko, aby wybaczyła nam nasze zachowanie. Będziemy się starać jeszcze bardziej niż za czasów uczniowskich, by zobaczyła, że mimo upadku byliśmy w stanie się podnieść. A poza tym, gdyby liderem był ktoś inny, za nasze zgłoszenie złego zachowania na zgromadzeniu na pewno zostalibyśmy nagrodzeni. Gdybym to ja była liderką, takiego kota dbającego o dobre imię klanu od razu mianowała bym na zastępcę. — przytaknęła sama sobie — To nie koniec Piasku. Masz okazję zostać liderem. Milion okazji, w których będziesz mógł zabłysnąć i twój blask dostrzegą inne koty, które cię poprą.
Przytulił się do niej, chowając swój nos w jej futerku.
— Mam taką nadzieję. Kocham cię siostrzyczko. Nawet jak będzie się świat walił... mamy siebie. Prawda?
— Prawda. Na mnie zawsze możesz liczyć Piasku, nie ważne co. 

***

Żałowała, że nie mogła brać udziału na zgromadzeniu. Kto wie, może by miała szansę poznać więcej kotów, które potrafiły się zachować. Najlepiej jakby udało jej się poznać jakiegoś rudego kota, który by pochwycił wyłożone przez Lwią Paszczę idee i dołączył do nich. Przy Tajemniczej Łapie to nie wyszło, kotka pewnego dnia opuściła ich klan i ślad po niej zaginął. Cóż, nie dziwiła się rudej. Lew sama by opuściła klan, patrząc ile przybłęd, niechcianych znajd było do klanów sprowadzanych. Na ich widok odczuwa mdłości, bo żadne z nich nie było rude tylko miało ten gorszy kolor futra... czarne bądź czekoladowe, czyli brudne. 
Czy Różana Przełęcz zapomniała o tym, że doszło do tragedii z łap dwóch samotników? Już ich kocięta pasożytowały na klanie, a później jedno z nich zaginęło. Przyjmowanie kolejnych samotników było jawną kpiną! 
Po powrocie wytypowanej grupy kotów z Bursztynowej Wysypy, kara nadana po poprzednim zgromadzeniu została ściągnięta, tym samym Lew i jej brat mogli ponownie pełnić funkcję wojowników. Cieszyła się, że ten dzień w końcu nadszedł, wymiana mchu po kwadrze była doprawdy uciążliwa i najzwyczajniej w świecie nudna. Czasami udawało jej się wymknąć poza obóz w towarzystwie jakiegoś wojownika, jednak mało znajdowało się chętnych, którzy chcieli mieć na nią oko podczas takich wypadów.
A teraz mogła znowu sama go opuszczać, wtedy kiedy miała na to ochotę. Nie wiele się zastanawiając, zdecydowała się udać na polowanie, tym razem w towarzystwie brata, aby wspólnie mogli przynieść matce podarek w postaci wspaniałej zwierzyny. Trzeba było naprawić relację z kotką, bo to mocno ucierpiały przez te cztery księżyce, podczas których była wraz z bratem zdegradowana do roli ucznia.
— Wreszcie wolność — miauknęła do kocura biorąc głęboki wdech rześkiego powietrza, z radością spoglądając na rozciągające się przed nimi połacie zieleni — Naprawdę brakowało mi wojowniczych przywilejów. To była doprawdy udręka prosić jakiegoś wojownika, aby towarzyszył mi w przechadzce poza obozem, bo miałam ochotę rozprostować łapy... — mruknęła pod nosem. — A właśnie, Piasku! Widziałeś jakie dziwadło urodziła Kurza Pogoń? 
— Mnie też to męczyło — wyznał. — Nie... Nie zaglądałem do żłobka — powiedział krocząc przez okolice, ciesząc się z nowo nabytej wolności. — A co takiego jest z jej kociakiem?
— Z tego co słyszałam ma coś nie tak z pyskiem. Chyba jest zdeformowany. — Skrzywiła swą rudo-białą mordkę czując odrazę na samą myśl o potomstwie Kurzej Pogoni — Ugh. Jak nie przybłędy, to jakieś niepełnosprawne koty rodzą się w naszym klanie... 
— Zdeformowany? — Zamrugał zaskoczony. — Jak to zdeformowany? Przecież... to okropne... Może nie przeżyć...
— Tak się dzieję jak komuś zachce się na starość dzieci. — stwierdziła niewzruszona. Gdyby kocię nie przeżyło to by przysługę rodzinie Lew wyświadczyło. — W tym wieku to już powinni wnuki bawić, a nie dzieci. Biedaka skazali na cierpienie przez ich własny egoizm. Ja widziałam, że nie grzeszą mądrością, ale żeby było z nimi aż tak bardzo źle...
— Nawet nie wiedziałem, że starość i dzieci to coś złego... A może... Może to jakaś kara ze strony Klanu Gwiazdy? — Spojrzał na siostrę zaniepokojony. — Może nie podoba im się ten cały podział w Klanie Burzy i tak to oznajmiają?
— Możliwe. — Uniosła spojrzenie na bezchmurne niebo. Z przyjemnością by porozmawiała z Klanem Gwiazdy i przemówiła im do rozsądku, aby tak hojnie nie obdarowywali byle kotów dodatkowymi życiami. — Chociaż myślę, że bardziej prawdopodobne jest to, że nie podobają im się po prostu rządy Różanej Przełęczy. Zaufali jej i co? Zamiast dbać o nas, prawdziwych Burzaków to skupia się na wychowywaniu przybłęd, niechcianych kociąt, pasożytujących na naszym klanie. — prychnęła, w pierwszej chwili pomyślała o Północnej Łapie, jak i o jej siostrze. Dla rudej te dwie przybłędy i każda kolejna znajda nie będzie nigdy pełnoprawnym Burzakiem — A tak to dzięki tej karze od Klanu Gwiazd, może zainteresuje się w końcu tymi, którymi powinna. W końcu jako lider, na pierwszym miejscu powinna stawiać nasze dobro, kotów które już żyją od wielu księżyców w klanie, a nie dobro samotników. Chyba, że tak naprawdę jest liderką samotników, ale nie przypominam sobie żeby to ogłaszała na żadnym zebraniu — Przekrzywiła głowę starając sobie przypomnieć treści przemówień szylkretki. Po paru uderzeniach serca skinęła na brata, aby ten udał się za nią w stronę granicy z terenami niczyimi — Powiedz mi Piasku, co czujesz? 
Zaniuchał rozglądając się po otoczeniu.
— Hm... smród potworów. Niedaleko — miauknął, krzywiąc pysk. — Nie powinniśmy tu przychodzić... Pamiętasz jak to się ostatnio skończyło...
— Niestety tak. — rzekła z żalem w głosie, czasami naprawdę tęskniła za Stokrotkową Łapą — A poza smrodem potworów? Hm? Smród samotników. — Rozwiała wszelkie wątpliwości do czego tak właściwie chciała pić. — Nie zdziwiłabym się gdyby ci bezkarnie w nocy wchodzili na nasze tereny i polowali na nasze króliki. Pewnie mają nas za słaby klan, a wieści o miejscu do podrzucaniu niechcianych kociąt na pewno się rozniosły wśród nich. Tylko czekać, aż znowu dojdzie do tragedii! Śmierć mojej mentorki powinna być nauczką, aby nie popełniać tych samych błędów! — Tupnęła łapa, zgniatając przy okazji mały kwiat wśród zielonych źdźbeł trawy
— Granice są teraz lepiej pilnowane. Jeżeli jakiś się zbliży, pożałuje. — Otarł się o bok siostry. — Teraz jestem starszy i pojmuje więcej niż wtedy... — przypomniał jej o tamtej sprawie. — Nie pozwolę, aby ktoś was skrzywdził. Jeżeli samotnicy są tak szaleni, aby przekraczać Drogę Grzmotu, to popełniają błąd. Jak nie zginą od potworów to zostaną przegonieni. Nie damy im wykraść naszej zwierzyny.
Gniew tak jak szybko się pojawił, tak szybko opuścił ciało Lwiej Paszczy. Wątpiła w to jednak, czy gdyby faktycznie doszło do najgorszego, jej brat faktycznie byłby w stanie zawalczyć. Od ostatniego razu się zmienił, to prawda, ale jednak dla niej wciąż był tym małym Piaskiem, którego trzeba było nakierowywać na jedyną właściwą drogę, tak aby z niej nie zbłądził. 
Wzdychając pokręciła łebkiem, starając się zmienić temat na coś milszego.
— Zdradziłam Ostowemu Pędu nasze miejsce, w którym razem z Iskierką polowaliśmy na króliki. To, z którego zawsze wracaliśmy z najlepszymi sztukami i każdy nam zazdrościł zdobyczy. — Odwróciła wzrok od granicy. — Nie jesteś na mnie zły o to, prawda? Na dobrą sprawę pewnie je znał, a może i nie... Mniejsza. Mieliśmy polować, lepiej się pośpieszmy, nie potrzebujemy kolejnej okazji do rozczarowania matki…

***

Skulona leżała w dole, starając się ukryć przed całym światem. Wyglądała okropnie, tak samo się czuła. W innym wypadku uporczywie by starała się pozbyć zaschniętej krwi na sierści, nie chcąc aby ktoś ją zobaczył, teraz jedynie była w stanie wysilić się na płacz. Każdy najmniejszy ruch przednią łapą sprawiał jej ból. Nie była w stanie się sama, o własnych siłach dotrzeć do obozu. Na każdy najmniejszy dźwięk nerwowo obracała głowę w obawie, że samotnik mógłby znowu powrócić. 
Tak się kończyły rządy Różanej Przełęczy. O to co jej się przytrafiło obarczyła winą liderkę. Gdyby nie przyjmowała tych przybłęd, niechcianych dzieci samotników, na pewno wieść o ich klanie nie rozeszła by się wśród nieprzyjacieli. Była pewna, że i tym razem nieznajomy osobnik zechce podrzucić kocięta, a ona nie miała zamiaru pozwolić, aby ich klan, nie, jej klan był kolejny raz skażony przez brudną krew. A to, że się do niego odezwała w tamtej chwili uważała za najgorszą decyzję w swoim życiu.
— Zapłaci za to... — wycedziła przez zęby, czując wściekłość na każdego kota, którego futro nie było ogniste
Słysząc odgłos łap, który z każdym uderzeniem serca stawał się głośniejszy zamarła. Do jej uszu dochodziło nawoływanie z daleka, lecz przez stan w jakim była ciężko było jej zrozumieć sens wypowiedzianych słów. Wsparła się na zdrowej łapie, po kilku próbach udało jej się podnieść i stanąć. W tej chwili nie wyglądała ani trochę jak wspaniała wojowniczka, jednak jeśli po raz kolejny miała zobaczyć pysk niebieskookiego kocura, miała zamiar zakończyć jego żywot tu i teraz. Nawet jeśli sama pożegna się z życiem.
Zamiast błękitnych oczu i czarnego futra na wzgórzu dostrzegła kremowego kocura o żółtych oczach. W sposób w jaki wpatrywał się w nią sprawił, że zachwiała się. Zrozumiała jak żałośnie wygląda. 
Schowała pazury. Tracąc równowagę ponownie wylądowała na ziemię i jak małe kocię skuliła się, a z jej pyska wydobył się krzyk pełen bólu, jaki w tamtej chwili odczuwała. Płakała głośno i żałośnie, tak jak nigdy nie dane jej było w obecności matki czy kogokolwiek. Nic sobie nie robiła z tego, że tuż obok Piaszczystej Zamieci po chwili wyłoniła się druga postać — Ostowy Pęd. Gdyby zamiast niego był tu ktoś inny, nierudy, najpewniej rozszarpałaby plebs, z jakże błahego powodu jakim było by to, że widział ją w takim żałosnym wydaniu.

<Piasek? Siostra ma kuku na muniu, złe nierude>

02 listopada 2023

Od Piaszczystej Zamieci (Piasku) CD. Lwiej Paszczy (Lew)

 Wpatrywał się w płynące po rzece kwiaty. Specjalnie wybrał te, które niosły szczęście. Mama w końcu opowiadała dużo o ich znaczeniu. Kochała je, często przynosząc je do swojego legowiska. Teraz ta wiedza mu się przydała. Nie tylko do tego, aby dobrze wyglądać.
— Ja też się cieszę Lewku — Uśmiechnął się, ponieważ taki sielski czas jaki mógł spędzić z rodziną, nie trafiał się zawsze. Często dochodziło pomiędzy nimi do spięć, dlatego też doceniał spokój, który dzisiejszego dnia się utrzymywał. 
Po tej uroczystości udali się do Ziębiego Trelu, gdzie spędzili czas na rozmowie, piłowaniu pazurków i plotkach. Nasłuchał się dużo o tym kto co nie zrobił, a obgadywania nierudych i samej liderki nie było końca. Nie brał w tym udziału, jedynie grzecznie potakiwał, a mama widząc jego wzorowe zachowanie nawet go pochwaliła. 
— Powinieneś częściej tak się stroić Piasku — rzekła matka, wplatając mu w futerko nowe i świeże kwiecie. — Lepiej w nich wyglądasz niż to całe potargane futro, które widywałam jak wracałeś z treningów. — Skrzywiła się na samo wspomnienie. 
— Teraz jestem wojownikiem, postaram się nie brudzić — obiecał, na co kocica zamruczała z aprobatą. 
I tak minęła im ta sielska chwila... Nikt nie spodziewał się tego, co stanie się później...

***

Zostali ukarani za to, że przyszli na skargę do Różanej Przełęczy podczas zgromadzenia. Chcieli tylko zwrócić uwagę, że Szepcząca Pustka źle się zachował. Obraził w końcu jego siostrę. Srebrzysty Nów im pomógł i to on odzywał się za ich dwójkę, wstawiając za Lew, co było dla niego nie dość, że szokujące, to poprawiło go w oczach rudej. A na tym mu zależało. Aby kotka go polubiła i nie była zła, że być może czuł coś do syna liderki, co wykraczało już poza pojęcie przyjaźni. Wciąż pamiętał to muśnięcie języka po jego nosku. To była tak magiczna chwila, którą chciałby powtórzyć. Niestety... nie było mu to dane, ponieważ Różana Przełęcz zdegradowała ich do uczniów, a imiona przywróciła do tych kocięcych. 
Teraz, gdy każdy o tym wiedział, czuł przeolbrzymi wstyd. To była za ostra kara. Nie powinna w ogóle mieć miejsca! Tak, sprzeciwiał się tej decyzji kocicy, ale co mógł zrobić? O tyle dobrze, że nie sam doznał tej krzywdy, ponieważ Srebrny jak i Szept, także dostali po nosie. 
Widział jednak, że kara nie skończy się to tylko na wymienianiu mchu, bowiem matka z racji tego, że była wojownikiem, zabrała go jak i siostrę poza obóz. Nikt jej nie zatrzymywał, w końcu miała takie prawo. Jej ograniczenie liderki nie dotyczyło, ponieważ nic złego nie zrobiła, w przeciwieństwie do dzieci, które przyniosły jej hańbę. 
Szedł przy niej niczym struty, ponieważ spodziewał się, że nie skończy się to dla nich dobrze. Wystarczyło jedno spojrzenie w oczy matki, by dojrzeć jej płonące gniewem ślepia. Nic dziwnego, że była zła. Co zgromadzenie słyszała jak ją zawodził.
Zatrzymali się przy Przybrzeżnym Oku, miejscu, które kojarzyło mu się z śnieżnymi zabawami ze Srebrnym. Teraz jednak miało to dobre wspomnienie zostać przygniecione przez inne, straszniejsze, które będzie prześladować go co noc.
— Jak mogliście... — rozległ się głos rudej wojowniczki, która zmierzyła swoje dzieci surowym spojrzeniem. — Przynieśliście mi wstyd! 
— Mamo, ale... — nie dokończył, bo od razu dostał w pysk. Ból rozlał się po policzku, a w oczach zalśniły łzy. Zdławił je w sobie, aby nie pokazać tej słabości przed rodzicielką. 
— Jak chcesz zostać liderem, gdy teraz będzie ciągła się za tobą taka przeszłość?! Zdegradowany do kocięcia, ha! I ty Lew... Miałaś go pilnować! Zawiodłam się na tobie, sądziłam że masz więcej rozumu w głowie. Teraz twój brat ma zrujnowane życie! Sądzicie, że Różana Przełęcz wam wybaczy? Że Sójczy Szczyt zapomni o twoich przewinieniach?! — Zmierzyła syna wzrokiem. — Co to za lider, który zamiast być ideałem ciągle pokazuje światu swoje niedoskonałości?! Nie tak cię wychowałam! Ranicie moje serce! To nie ja powinnam się wstydzić za swoje dzieci! A teraz będą szeptać w klanie kogo ja wychowałam! Rozbójników! Macie oboje szlaban! Skoro macie gdzieś swoją dumę, od dzisiaj będziecie siedzieć w kącie i liczyć do trzystu uderzeń serca, aż nie przemyślicie swojego dziecinnego zachowania! Jesteście już dorośli! Dorośli! Co za hańba... — Pokręciła łbem. — Właźcie do wody. Już! — rozkazała, a on posłusznie wraz z siostrą, która pierwszy raz w życiu nie chciała nawet się odezwać, zanurzył łapy w zimnej cieczy. 
Tego co potem się stało nie chciał pamiętać. Brak oddechu wystarczył, aby z pokorą po powrocie do obozu, odstać swoje w kącie. 

***

Właśnie kończył wymieniać posłania w ostatnim na dzisiaj legowisku. Nie patrzył na siostrę, ani na Smarka, który im w tym pomagał. Nie był w stanie podźwignąć łba, który zginał mu się ku ziemi, tym bardziej, gdy widział pełne wściekłości spojrzenie matki. Wiedział co o nich myślała i to go bolało. Zawiódł jej oczekiwania, zranił, więc przyjmował karę, która na niego spadła ze spokojem. 
Kiedy zakończyli pracę, udał się do legowiska uczniów, zajmując miejsce w najdalszej jego części, w kącie. Siedzenie w taki sposób było upokarzające, zwłaszcza gdy słyszał szepty wojowników, którzy nie omieszkali się wyrazić swojej opinii na ten temat. Był jednak słowny, więc liczył do trzystu, obwiniając się za to, że skrzywdził swoimi czynami matkę. 
Ziębi Trel cały czas nie spuszczała z nich wzroku. Nadzorowała z oddali, czy jej dzieci przykładają się do zadanej przez nią kary. Czuł się z powrotem jak małe kocię. Kiedyś też musiał w taki sposób odpokutować swoje zachowanie. Najgorsze było to, że chociaż wojowniczka stosowała te same metody, pomimo tego, że był już dorosły, to one działały. 
Przez to, że zostali zdegradowani, już nie mógł spać u boku matki. Każdą noc spędzał wtulony w jej futerko, a teraz? Teraz musiał wciskać się w bok Lew, licząc na jej wsparcie. 
Poczuł, że płacze dopiero wtedy, gdy obok zjawiła się siostra. Wtulił się w jej pierś i niewyraźnie wymruczał. 
 — Dlaczego nam to zrobiła? Dlaczego zniszczyła nam życie? Nie będę już liderem, nie spełnię pragnień mamy. Nie przywrócimy chwały praprababci. To koniec... 
— Mówiłam ci Piasku, Różana Przełęcz nienawidzi nas. Od momentu naszych narodzin pragnęła naszego upadku. Tylko czekała na dogodny moment... — westchnęła ciężko. — Nie miała prawa nas ukarać. To sprzeczne z kodeksem. Nie zrobiliśmy nic złego, zachowaliśmy się jak na Burzaków przystało, a zostaliśmy ośmieszeni. Zapłaci za to.
Chwile trwał w ciszy, starając się opanować oddech. Podziwiał to, że Lew nie rozpaczała po tym wszystkim. Była silna i gotowa do zemsty. Nie ruszało jej to upokorzenie. Chciała zmian, była wciąż pełna pasji. 
— Przepraszam, że ci nie wierzyłem i traktowałem z góry. Miałaś rację. Od zawsze. Ale co możemy zrobić? Póki stoi na czele klanu, nic. A mama... mama już nas nie kocha — rozbeczał się bardziej, ponieważ ta myśl raniła jego serce. Bardzo chciał do niej podejść, przytulić się i dostać od niej zapewnienie, że wszystko będzie dobrze, że go ochroni. Ale, gdy tylko do niej podchodził ona znikała. — Nie wybaczy nam... Tak za nią tęsknie Lewku. Chcę do mamy... 
— Ci, Piasku. — podjęła miłym głosem, chcąc pocieszyć brata. — Mama musi zrozumieć, że nic nie zawiniliśmy. Zrozumie to kiedyś, na pewno... Wybaczy nam. — Starała się również pocieszyć siebie. Kara co ich spotkała nie powinna mieć miejsca nigdy, przenigdy — Ty zachowałeś się jak na lidera przystało, nie to co Róża. Zachowałeś zimną krew, nie dałeś się ponieść emocjom. Bo bycie liderem masz we krwi, a ona nie. A ta kara to... to był test. Test, który nas wzmocni. Dzięki, któremu nie popełnimy już takich błędów.
Chciał w to wierzyć, naprawdę. Ale jak? Wtulił się bardziej w rude futro, zamykając oczy. Co z niego za lider skoro się tak szybko załamywał? Czemu Lew pomimo tego co czynił, dalej w niego wierzyła? Dlaczego nie chciała przejąć jego obowiązku, widząc że zawodził? I w jaki sposób miał zdobyć tą siłę, która miała go wzmocnić? 
— Nie możemy... — zaczął powoli, biorąc głębszy oddech. — Nie możemy już kontaktować się z liderką. Musimy jej unikać i modlić się, aby Klan Gwiazdy nas wspomógł i zabrał ją do siebie... — dziwił się, że takie słowa padły z jego pyska, ale naprawdę tego pragnął. Gdyby Różana Przełęcz odeszła, ta cała nagonka na ich rodzinę by się skończyła. A jeśli nie? Zawsze istniała szansa, że Sójczy Szczyt będzie taka sama jak ona. I co wtedy się stanie? Jedną tyrankę zamienią na drugą? To było bezsensu! Ten cały klan, w którym przyszło im żyć. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby praprababcia tu z nimi była. Gdyby to ona przewodziła, nie musieliby tak cierpieć. 

<Lew?>

28 października 2023

Od Lwiej Paszczy CD. Piaszczystej Zamieci

 Zastrzygła uchem, a na jej pysku pojawił się kpiący uśmiech. On tak na poważnie? Miała pomagać medykom? Jeszcze czego. Było ich troje z czego jeden w pełni sprawny, bo cioteczka Wiśniowa Iskra miała już jednak swoje lata, ale sam fakt, że było było aż tylu medyków powinien pomóc w szybkim wyzdrowieniu chorych. Słoneczna Łapa powinna dzień i noc im towarzyszyć i być na każde skinienie, może sama by zachorowała i taki plus by był tej paskudnej choroby. Niestety jak na złość to właśnie rudzi tylko zachorowali, jej rodzina, a nie koty nic nie wnoszące swoim istnieniem dla klanu.
— Bardzo mądra uwaga braciszku. Z przyjemnością odwiedzę Rumiankową Łapę i dowiem się czemu tak długo zajmuje im wyleczenie chorych. Na pewno nie zapomnę wypomnieć im również potraktowanie naszego dziadka. — westchnęła starając się brzmieć spokojnie, pomimo gniew na wszystkie koty dookoła nich. — Właściwie to... pójdę do nich w tej chwili — oznajmiła podnosząc się z miejsca. — Zaraz wrócę, nie rób żadnych głupot — wyszeptała wpatrywać się w brata oceniająco, wciąż miała do niego ogromny żal za jego wybryki na zgromadzeniu. Miała nadzieję, że na kolejnym do czegoś takiego nie dojdzie. Najlepiej jakby sama ich matka mogła brać w nim udział i pilnować Piaska. Niczym małego kociaka. Bo niekiedy jego zachowanie nie różniło się, ani trochę od zachowania kociaka, którego słowa nic nie znaczyły. Przynajmniej wartość jaką była rodzina umiała jeszcze jako tako wpłynąć na zachowanie kocura. 
— Gdyby był bardziej podobny do mnie czy Iskierki — mruknęła pod nosem, zbliżając się do wyjścia z legowiska wojowników
Na zewnątrz szalała zamieć, tak też nieśpiesznie wyściubiła nos że schronu w postaci nory. Nim wyszła na zewnątrz, jeszcze raz spojrzała na kremowego. Leżał skulony, czekając, aż ta wróci z informacjami. 

***

Wróciła z powrotem do legowiska. Pozbyła się z sierści białej warstwy puchu, która zakryła jej piękną rudą sierść. Naprawdę, kto wymyślił coś takiego jak śnieg i tą całą porę nagich drzew. Jak dobrze, że pierwszą spędzili w żłobku, nie musząc trenować w zaspach. Taki plus narodzin w porze, w której to wszędzie, gdzie się nie spojrzy leżał biały puch.
— Rumiankowa Łapa nakazał mi czekać cierpliwie, nie gwarantując poprawy u chorych. "Nie jesteśmy wszechmocni" — mruknęła starając się naśladować głos szylkreta, kiedy to powróciła na swoje miejsce obok Piaszczystej Zamieci — Tak mi powiedział. — Położyła się ponownie obok brata, opierając głowę o jego bark. — Ugh. Po co nam medycy, którzy nie mogą zagwarantować wyleczenia chorych. Też mi coś. — prychnęła mrużąc oczy. — Jedno z moich dzieci zostanie medykiem. Postanowione. Przynajmniej wtedy poziom wiedzy medycznej będzie na wysokim poziomie, już ja tego dopilnuję. — oznajmiła bratu bez żadnego skrępowania tym tematem. Bo może jeszcze młoda była, ale zdawała sobie sprawę ze swojej roli w klanie. Prędzej czy później będzie posiadać kocięta, o pięknej rdzawej sierści, takiej jak ona ma. Innej opcji nie było.
Nie było mowy, aby w przyszłości Klan Burzy pozwolił sobie na podobne sytuację, gdy to jej brat będzie liderem. Ona z przyjemnością będzie mu pomagać zarządzać klanem tak, aby księżyce podczas, których to jej brat rządził, był najlepszymi księżycami w całym jej życiu.
— Już myślisz o dzieciach? — zdziwił się, wpatrując się w siostrę zaskoczony.
— Tak. — odparła nieco zmieszana, widząc zaskoczony wyraz pyska brata — A ty co, nie? — tym razem to ona się zdziwiła
— Nie... Bo... Bo jesteśmy jeszcze młodzi. To dziwne mieć młode. Takie... nierealne. No bo z kim?
— Oh, Piasku, Piasku. Na rozmyślanie o przyszłości nigdy nie jest za wcześnie. Trzeba sobie zdawać sprawę z kolei rzeczy. — Pokręciła głową. — Ty na przykład mógłbyś się związać w przyszłości z Tajemnicą, o ile do pięćdziesięciu księżyców nie będzie uczennicą — Wywróciła oczami na samo wspomnienie kotki. Naprawdę, nie wiedziała co o niej myśleć, pomimo upływu księżyców, ta wciąż była uczennicą. — Wasze dzieci na pewno byłyby urocze. No i przede wszystkim rude. A ja z Iskierką rozpieszczała bym je i pilnowała, aby nic złego im się nie stało.
Rozejrzał się na boki, kładąc po sobie uszy, gdy to usłyszał.
— Ja? I Tajemnica? Wiesz... Um... To tylko moja znajoma. Nic nas nie łączy i eee... Raczej nie widzę w tym sensu. Znaczy... Nie podoba mi się... To znaczy... — zaczął się motać. — Jest ruda, to się ceni, ale związek? — Pokręcił łbem. — Nie pasujemy do siebie.
— No to wcale nie musicie być w związku. Wystarczy, że będziecie mieli kocięta. Tak jak to miało miejsce z naszymi rodzicami. I nie tylko z nimi. — zauważyła marszcząc mordkę, widząc, że jej brat znowu coś kręci — Naprawdę ci się nie podoba? Ja uważam, że jest śliczna. Ma piękną rudą sierść w tygrysie pręgi. Nie ma lepszej kandydatki dla ciebie na tę chwilę.
— Tak... A-ale wiesz Lewku... Jakoś jak tak na nią patrzę... Nie twierdze, że jest brzydka, ale... Wyglądowo przypomina mi ciebie i Iskierkę. I czułbym się źle ze świadomością, że miałbym kocięta z kimś kto przypomina mi siostry... — wyznał z trudem. — I być może um... być może lubię już kogoś innego... — Zaszurał łapą w ziemi.
— Chyba nie masz na myśli Rumianka? — spytała zaskoczona słysząc wyznanie brata, o Gradowym Sztormie nawet nie miała zamiaru wspomnieć. — Bo wiesz, teraz uważa się za kocura... No i jest medykiem. — westchnęła, jeśli faktycznie tak było, że Piaskowi spodobał się Rumianek to żałowała dnia, w którym wspomniała kociakowi o pójściu drogą medyka — Chyba, że to ktoś z innego klanu. — zagadnęła, bo nie widziała żadnej innej potencjalnej partnerki dla jej brata w Klanie Burzy — No już Piasku, wykrztuś kim jest ta szczęściara. Nie widziałam, żadnych innych rudych kotek w naszym wieku na zgromadzeniu, ale było kilka ładnych szylkretek. Lepsze to niż nic. To któraś z nich?
— Nie! Nie, Klanie Gwiazdy uchroń! — zaprzeczył gorliwie. — To nie Rumianek. Stosuje się do kodeksu, nie mógłbym czuć coś do medyka, ani być z obcym z innego klanu — zamilkł, czując jak czerwieni się po koniuszki uszu. — Znaczy... Ja jeszcze nie jestem pewien. Bo to... to skomplikowane — westchnął ciężko. — Musisz mi obiecać, że nie będziesz krzyczeć i nie powiesz mamie... — głos mu zadrżał.
— Nie podoba mi się to Piasku. — wyznała niemal natychmiast, jak jej brat poprosił, aby nie krzyczała, jak i również nie mówiła nic mamie. Starała sobie przypomnieć wszystkie koty, z którymi jej brat spędzał stety lub niestety czas, będąc narażony na przejmowanie ich zachowań i sposobu myślenia, czy też jego brak. Najwięcej czasu przyszło im spędzić jak na złość z dziećmi Róży, a ostatnio jej brat również wyznał jej coś podobnego, co o mały włos nie spowodowało tego, że Lew do uderzyła za te bluzgi — To chyba nie jest... — imię kota nie było w stanie przejść jej przez gardło. Mimo to poderwała się na łapy, spoglądając na brata z wyrzutem. — Nie Piasku. Nie! — uniosła nieco głos. Czuła jak ją siły opuszczają, ponownie padła na legowisku tuż obok brata — Proszę, powiedz mi, że tylko żartujesz i tak naprawdę ci się nikt nie podoba — uniosła na brata błagalne spojrzenie, mając nadzieję, że on tylko sobie z niej żartuje w tej chwili, przez to że zaczęła ten temat, który niekoniecznie mu przypadł do gustu 
— J-ja... nie wiem... — Skulił się słysząc jej reakcje. — Rozmawiałem o tym z dziadkiem, bo w końcu zna się na tym lepiej i... I powiedział, że to możliwe, że mogę być jak on i tata. Dlatego nie ciągnie mnie do partnerstwa z kotkami, bo... bo chyba wole kocury... Przepraszam. Po prostu... tak wyszło...
Nie widziała co ma o tym myśleć. A tłumaczenie się dziadkiem w tej chwili nie było na miejscu, oj nie. Biedak, powinien dać starszemu spokój i nie denerwować go niczym na stare lata. Wątpiła czy starszemu zasugerował kto mógłby mu się podobać, czy tylko wspomniał bez zagłębiania się w szczegóły. Wtedy jak nic padłby na zawał już wcześniej. A tak żył w nieświadomości, że Piaszczysta Zamieć to było chodzące rozczarowanie.
— Klanie Gwiazdy miej w opiece naszą rodzinę. — westchnęła ciężko, nie chcąc zwracać na siebie większej uwagi. Już i tak przez to, że się poderwała z legowiska sprawiło, że ciekawskie spojrzenia spoczęły na potomkach Piaskowej Gwiazdy. Nie mogła dopuścić do myśli, że jej brat chciałby się związać z jakimś kocurem. No dobrze, gdyby był rudy to może i by inaczej na to zareagowała, ale nie było żadnego rudego kocura w ich wieku. No pięknie. — Tak wyszło? Co za katastrofa. — biadoliła, że też jej się nie udało uchronić jej brata przed zepsuciem — Może jeszcze to ci się odwidzi, bo jak mówiłeś młodzi jesteśmy. A ty młody i głupi, wciąż dużo rzeczy jak widać nie rozumiesz. I nie wiem czy kiedykolwiek zrozumiesz... — dodała ciszej, sama do siebie, obawiając się czy jej brat to tak naprawdę jej brat, a nie jakiś podrzutek, podmieniec, bo co rusz zaskakiwał ją coraz to nowymi rzeczami. Naprawdę, skąd on to brał? Nie mógł być idealny jak ona? To naprawdę było takie trudne, aby nie zawieść rodziny? W końcu to ona powinna być na pierwszym miejscu i nic poza nią. — Mama na pewno coś na to zaradzi. Tak Piasku, powinna o tym wiedzieć. — podjęła widząc jego reakcje, gdy wspomniała o Ziębim Trelu — Może i będzie zła, ale to dlatego, że nas kocha i zależy nam na nas. Nie chce, aby nam coś złego się stało. Takie są w końcu matki. — W matce widziała tylko ratunek na tę katastrofę, która miała miejsce. — Iskierka o tym wiedziała wcześniej? — Jeśli tak było, to musiała porozmawiać z siostrą, dlaczego jako ostatnia się dowiedziała o tym. Nie powinno się mieć przed rodziną tajemnic.
— Nie! — powiedział to z mocą i rozkazem, a w oczach mu pociemniało, gdy zawiesił wzrok na siostrze. — To nie jest coś złego. Dziadkowi, naszemu ojcu, a nawet Piaskowej Gwieździe podobała się ta sama płeć! To rodzinne i matka nic na to nie zaradzi! Siłą we mnie nie wtłucze, bym nagle związał się z Tajemnicą czy inną kotką. Nic dziwnego, że nasz tata wolał dzikusa z dołu od niej. Teraz go rozumiem. Lepiej być z osobą, którą się kocha prawdziwie, a nie żyć w fałszywej relacji. — Podniósł się z bólem. — Nie. Iskierka nie wiedziała. Jedynie dziadek. I on mnie rozumie! Nie to co ty! On umie dochować sekretu! Nie zależy mu na mojej krzywdzie, a tobie najwyraźniej tak! Wiesz dobrze, że matka ma wizję naszej przyszłości i nie cierpi, gdy coś nie idzie po jej myśli. Jeżeli jej o tym powiesz, moje życie zamieni się w koszmar! Sądziłem, że mnie zrozumiesz, bo w końcu też dużo czasu spędzasz z dziadkiem. — W jego oczach zalśniły łzy. — Ale najwyraźniej nie mogę na ciebie liczyć.
Zabolały ją słowa brata. 
— Możesz Piasku liczyć. Jak na nikogo innego. Zawsze jestem po twojej stronie. — podjęła wstając, kładąc ogon w geście pocieszenia na plecach brata — Tylko to co teraz czujesz to na pewno nie jest miłość. Na pewno nie. Jak już sam mówiłeś jesteś młody. Oboje jesteśmy. Co my możemy wiedzieć o miłości. — podjęła starając się obrać tę całą ich rozmowę w jakiś żart, a żeby jej brat tu się zaraz nie rozryczał przy wszystkich. 
— Ale... Jak wytłumaczyć, że nie interesuje się kotkami? Traktuje je tylko jak znajome, a myśl o partnerstwie z nimi mnie odrzuca. A koledzy... z nimi czuje się lepiej. Taki szczęśliwy. — Nie wspomniał z kim dokładnie, by nie kusić losu bardziej. — To coś innego, nowego. Z żadną kotką nie czułem takiej relacji. Nigdy mnie żadna nie uszczęśliwiła...
— Może po prostu nie trafiłeś jeszcze na tę właściwą. I stąd takie przekonanie, że jesteś jak nasz tata i dziadek. — Przekrzywiła głowę w zamyśleniu. — Tak, to na pewno dlatego. Wróćmy do tej rozmowy za parę księżyców, dobrze Piasku? Jeśli nic się nie zmieni, to nie będę miała do ciebie pretensji o to. A na razie zamiast na budowaniu relacji z kotami skup się zdobywaniu wpływów i zaprzyjaźnieniu z Sójczym Szczytem. To priorytet. Może... zgłoś się na ochotnika do poszukiwania ziół? Parę kotów tak wyruszyło na poszukiwania, więc czemu i ty nie miałbyś zrobić czegoś podobnego. Na pewno to zostanie docenione przez zastępczynię, a nawet może i przez samą Różaną Przełęcz.
Nieco się uspokoił, ale napięcie go nie opuściło.
— Dobrze. Pójdę — rzekł cierpiętniczo, szukając wzrokiem zastępczyni. Gdy ją dostrzegł, skierował się w jej stronę. 

***

Nastała pora nowych liści. Lwia Paszcza z przyjemnością przyglądała się temu topniejącemu paskudztwu, którym był śnieg. Jak dobrze, że przez kolejne księżyce do czasu kolejnej pory nagich drzew nie będzie go. Niestety wraz z końcem pory nastała tragedia w klanie. Poraz kolejny ród Piaskowej Gwiazdy się uszczuplił, co powodowało smutek u Lew. Może i niektórzy z jej bliskich pobłądzili, jak siostra dziadka, Blady Zmierzch, ale nie zasługiwała na tak okropną śmierć spowodowaną przez męczący kaszel. Wyrwana Dusza również. I Falująca Tafla też.
Stojąc na wzgórzu, spoglądała na polanę, która to powoli zaczęła się zielenić, na nowo wracając do życia. Porą nagich drzew ani trochę nie wyglądała ładnie, była niczym biała pustka. 
Niektóre kwiaty zaczęły kwitnąć pomiędzy zalegającymi resztkami śniegu. Przebiśnieg, krokus, zawilec, a nawet hiacynt. To były niektóre z nich, które troje prawnucząt byłej liderki znalazło na polanie. Czekało ich nie lada wyzwanie, aby zebrać te najładniejsze kwiaty. Nie mogli przecież zebrać jakiś ochłapów, bo te kwiaty były dla ich przodków. Poza tym rodzeństwo nawzajem sobie wplotło również kwiaty w sierść, a żeby celebrować to wydarzenie jak najbardziej ze wszystkich kotów. Musieli się dobrze prezentować, skoro poza nimi również inne koty postanowiły puścić kwiaty na rzece.
Trzymając w pyskach po kilka sztuk darów dla przodków w podzięce, skierowali się powoli w stronę rzeki, przy której znalazło się również kilka innych kotów, wśród nich dostrzegła bure futro należące najprawdopodobniej albo do Kurzej Pogoni, albo klanowego błazna – Tropiącego Szlaku. Jedno do drugiego tak było podobne, że aż dziwne, że oni rodziną nie byli. Córka Leśnego Pożaru przelotnie obrzuciła spojrzeniem otaczające ich koty, powoli zbliżając się do tafli wody. Poza plebsem, dostrzegła Malwowy Rozkwit, który zebrał z wszystkich kotów chyba najwięcej kwiatów, każdy ostrożnie układał na tafli wody. Za kremowym kocurem dostrzegła jego osobistego ochroniarza w postaci brata, który najwidoczniej nie miał zamiaru brać udział w tej dziecinadzie. Stał z tyłu, przyglądając się temu co wyprawia Malwinek, najpewniej pilnując, aby właśnie ktoś taki jak Lwia Paszcza się do kremowego nie zbliżył. Kiedy to udało jej się przywołać starszego spojrzeniem, uniosła pysk ku górze, aby rudy miał możliwość przyjrzenia się kwiatu, który trzymała, mając nadzieję, że wyłapie aluzję. Dla zdrajców krwi takich jak on znajdowało się specjalne miejsce na dnie rzeki. A jednak jak na złość, ten dalej chodził po lądzie.
Wypuściła kwiat hiacyntu z pyska, mając nadzieję, że ten dotrze do samej Piaskowej Gwiazdy, a prababka przyjmie ten skromny dar i wysłucha próśb prawnuczki. Następnie jeszcze złożyła w podzięce kwiat pierwiosnku oraz narcyzu, które mogły również trafić do babki, jak i reszty jej zmarłych przodków.
Iskrząca Burza oraz Piaszczysta Zamieć również puścili kwiaty na wodzie, które zostały porwane przez nurt wody. Jej brat postawił na puszczenie małego bukietu z kwiatów przebiśniegu, krokusa i szafirka.
— Jak zostaniesz liderem musisz wprowadzić więcej takich zwyczajów. To piękne. — oznajmiła cicho przyglądając się kwiatom, które z każdym uderzeniem serca powoli kierowały się ku terenom Klanu Nocy. — Cieszę się, że jesteśmy tu razem. — posłała uśmiech bratu i siostrze, dawno nigdzie tak w trójkę się nie wybrali, a tu proszę nadążyła się do tego idealna okazja. Gdyby nie reszta członków Klanu Burzy wokół nich, byłoby idealnie.

<Piasku?>