BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łuska. Pokaż wszystkie posty

04 grudnia 2023

Od Łuski CD. Kruchej

 Odetchnęła z ulgą.
 — Byłabym wdzięczna.
Koteczka rozpromieniła się — Okej! Przyniosę pajęczyny i nagietek, poczekaj chwilę! — Kremowa kotka odbiegła w stronę medyka i już po minucie miała w pysku cienkie nici i liście, które zaczęła przykładać do ran Łuski.
Od ostatniego spotkania kotek minęło sporo czasu, a teraz Łuska miała do długowłosej kolejną wstydliwą sprawę, o której wolałaby nie mówić innym kotom. Z jakiegoś powodu miała do niej zaufanie.
 — Krucho, mogłabyś mi z czymś pomóc? — Miauknęła niepewnie.
 — Jasne, w czym problem?
Niebieska odkaszlnęła nerwowo.
 — Od jakiegoś czasu zaczęła wypadać mi sierść
Na twarzy kremowej wymalowało się zdziwienie.
 — Wybacz, nie znam się na tyle na ziołach… ale Świergot nikomu nie powie, prawda?
Łuska westchnęła cicho. — Może i tak.
Leżała na legowisku u medyka. Liliowa kotka wcierała jej w skórę jakieś cuchnące zielska. 
 — Przychodź co kilka dni, to odzyskasz sierść. Wierz mi lub nie, ale to pomoże na jej porost i urośnie zdrowa! — Zamiauczała radośnie. Nastawienie szarej nie było tak optymistyczne, ale z grzeczności odwzajemniła uśmiech. Kiedy papka delikatnie zaschła, Świergot zmyła masę wodą.
 — Możesz już pójść. Posiedź trochę na słońcu, sierść ci wyschnie!
Łuska wyszła z legowiska medyka. Przed wejściem siedziała już Krucha.
 — I jak?
 — Dobrze. 
Kremowa uśmiechnęła się na tą wiadomość. — Dziękuje, że mogłam pomóc! — I odeszła skocznym krokiem.

<Krucha?>

08 listopada 2023

Od Łuski do Cierń

 Dwójka koteczek zagwarantowała jej piski nad uchem i wiercenie się przy jej brzuchu na przynajmniej cztery księżyce. Wybornie. Westchnęła cicho. Gdyby chociaż były Gęgawy. Nadal na wspomnienie spotkania Larwy jakby kurczyła się w sobie i z niepokojem spinała mięśnie. Nie wiem co się tak uparłaś, że są głupie, ale powinnaś nauczyć się je kochać! — Wymruczała Mrówka, kiedy Łuska zwierzyła się jej, że kociaki ją irytują. Chyba musiała kiedyś to zrobić, ale obecnie oba pełzacze ją odpychały przez swojego biologicznego ojca. Cóż… nieco bardziej przekonywała ją Murmur swoją powściągliwością i wyglądem. Dymna nigdy nie lubiła przyznawać się do tej cechy którą wykształcił w niej ojciec, ale odruchowo patrzyła na wygląd. Puchata kuleczka z subtelnym, jasnym umaszczeniem oraz zamkniętymi, lecz i tak wyglądającymi na okrągłe oczkami, wilgotnym, błyszczącym noskiem i cieniutkimi pazurkami wyglądała lepiej niż ta pomarszczona, umazana dziwną żółtawo-brązową wydzieliną sterta skóry z czekoladowym meszkiem obok nosa, którą na polecenie Witki musiała dodatkowo osłaniać ciałem żeby się nie przeziębiła ani za bardzo nie spaliła na słońcu. Łuska usłyszała nieznaczny szelest. Do żłobka wszedł Kamyczek. Cierń szybko przestała wtulać się w futro brzucha karmicielki i skupiła się na obecności nowego kota. Jej siostra natomiast speszona zapachem stróża tylko wbiła łebek w pierś matki.
 — Dzień dobry proszę pani, Pan Gęgawa poszedł na patrol zwiadowczy, pomyślałem więc, że przyniosę pani jedzenie, proszę. — Podsunął jej pod nos młodego zająca. Uśmiechnęła się łagodnie.
 — Dziękuje, Kamyk. — Wymruczała rozbawiona tym, jak bardzo czarny nadużywał zwrotów grzecznościowych. No ale cóż, nic tylko docenić. 
 — Nie ma za co, do widzenia! — Miauknął i wyszedł z kociarni.
Posłała mu jeszcze jedno pożegnalne spojrzenie i przeciągnęła lekko. Leżenie przez prawie cały czas nie robiło jej najlepiej. Co się stanie jeśli po powrocie do zwiadowców już nie będzie w takiej kondycji jak wcześniej? Co jeśli stanie się chodzącą kluchą? Prychnęła zniesmaczona. Ale przecież wiele kotek wróciło do formy po ciąży… oby ona też. Rozdrażniona obrzuciła wzrokiem płaty skóry które podobno były jej kociakiem.

<Cierń?>

15 października 2023

Od Łuski CD. Larwy (Krogulca)

 Pokręciła powoli głową.
 — Nie chciałabym się buntować. — Mruknęła — wybacz, muszę iść. 
Odwróciła się i szybkim krokiem odeszła w kąt obozu ze zdezorientowanym wyrazem na pysku.

***

Stąpała skulona z zimna po śniegu załamującym się pod jej łapami. Chciała wyjść aby zapolować dla klanu, ale jak na razie nie wyczuwała żadnej zwierzyny. Mróz szczypał ją w ranki i właził pod gęste futro. Wiatr tylko od czasu do czasu szumiał mocniej, świstając między gałązkami i resztkami suchych liści. Napuszona Łuska wyglądała jak puchata, poruszająca się kupa futra. Kucnęła przy marnym drzewku aby dać sobie chwilę na wzięcie oddechu - wbrew pozorom brodzenie w śniegu po kolana nie było tak łatwe. Większość energii kotka przeznaczała na unoszenie łap nad śnieżną pokrywą. Niespodziewanie usłyszała za sobą lekki szelest niskiego krzewu. Z nadzieją na zdobycie pożywienia spojrzała w stronę z której wydobywał się dźwięk, nie myśląc o niczym innym, całą swoją uwagę skupiając na stworzeniu zza krzewu. Chyba było całkiem spore, może zając? Na tą myśl zalśniły jej oczy. Jej marzenia o wyżywieniu Owocowego Lasu szybko się rozwiały, kiedy brązowo- biała istota wystrzeliła na nią zza rośliny. To zdecydowanie nie był zając. Przed nosem mignęły jej tylko zielone ślepia i zmarszczony w wyrazie największego gniewu pysk Larwy. Poczuła zaciskające się na jej karku szczęki kocura.

***

Pozostawiona w śniegu leżała przez długi czas, próbując opanować serce z przerażenia kołatające o jej klatkę piersiową. Podniosła się na trzęsące się łapy. Czuła się źle. Bardzo źle. Jeśli wróciłaby do obozu, pewnie będzie musiała w końcu komuś wytłumaczyć co się stało, a jeżeli by tego nie zrobiła, zachorowałaby. Tak czy inaczej musiałaby wrócić. Powolnym, rozdygotanym krokiem doczołgała się do obozu.

<Larwo? Chyba, że kończymy już sesje>

14 października 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

Wgapiła się w niego zdezorientowana.
— Przepraszam. — Wydukała, nerwowo podrygując ogonem.
— Nie masz za co. — Mruknął, speszony kładąc uszy po sobie.
Nastąpiła niezręczna cisza. Gęgawa odkaszlnął cicho, chcąc przełamać milczenie.
— Chciałabyś pójść coś zjeść? — Spytał, wbijając pazury w gałąź.
Łuska szybko kiwnęła głową, widząc okazję do zakończenia tej niezręcznej atmosfery. Pośpiesznie zeskoczyła z konaru i zaczekała, aż Gęgawa do niej dołączy. Chwilę potem zwiadowca z cichym szelestem wylądował metr od niej. Dwójka udała się do stosu zwierzyny.
Gęgawa kucnął przy stertce, omijając wzrokiem kilka ptaków. Zdecydowanym ruchem wyciągnął łapę po małą nornice. Zerknął na Łuskę pytająco.
— Nie jesz?
— Nie jestem głodna.
Zmarszczył brwi, ale najwidoczniej odpuścił sobie dyskusje.
— Co zamierzasz dzisiaj robić? — Spytał kocur po przeżuciu kęsa gryzonia.
— Jeszcze nie wiem. Zobaczę czy nie trzeba nikomu pomóc. Może znajdzie się gdzieś robota.
Zwiadowca pokiwał powoli głową.
— Chcesz pójść wieczorem na polowanie?
Uśmiechnęła się zadowolona.
— Jeszcze pytasz?
Gęgawa wywrócił oczami, jednak Łuska zdawała sobie sprawę z tego, że nie gniewa się na nią.
Podeszła do wyjścia z obozu, czekając na czarnego towarzysza. Słońce już zachodziło, rzucając pomarańczową poświatę na drzewa Owocowego Lasu. Dymna kotka przyszła wcześniej niż powinna. W zasadzie mogłaby jeszcze trochę pospacerować, ale wolała być wcześniej niż później.
— Cześć
Odwróciła się, słysząc znajomy głos zwiadowcy.
<Gęgawo?>

06 lipca 2023

Od Łuski do Larwy

Łuska leżała w legowisku Witki, z przepraszającym uśmiechem na pyszczku. Ta posłała jej wymowne spojrzenie.
— Łusko, chciałam zauważyć, że dosyć często tutaj przychodzisz.
Dymna kotka nerwowo zacisnęła pazury na wyciągniętej tylnej nodze.
— Oh, tak, niektóre pieszczochy mają pazurki.
— Nie uważam, żeby były aż tak ostre. — Mówiąc to wskazała głową na rozdrapaną powiekę i policzek pacjentki, po czym zamilkła, oddając swoją uwagę ranom zwiadowczyni.
Rozciapała marne już zapasy jakiegoś nieznanego Łusce ziela i nałożyła na policzek.
— Zamknij oko. — Poleciła.
Niebieska wykonała polecenie i poczuła na powiece ciepłą, rzadką maź.
— Żeby nie było. Będą blizny. — Miauknęła cicho i zaczęła sortować zioła — Poczekaj aż się wchłonie.
Ciecz zaczęła szczypać ją w rany i wpadła jej do oczu. Łuska syknęła i odruchowo zaczęła szybko mrugać, rozchlapując wszędzie sok. Witka westchnęła.
— Czekaj.
Przez zamglone ślepia dymna widziała tylko białe futro sięgające po roślinę i zanurzające je w czymś. Po chwili poczuła na oczach płyn. Szybko je zamknęła, czując jeszcze większe szczypanie.
— Nie ruszaj się. Musze przepłukać ci oczy.
Posłuchała się i zmusiła do uchylenia powiek.

                                                                                                            

Łuska wyszła ostrożnie z legowiska medyka, chcąc udać się do stosu zwierzyny. Zaczynało burczeć jej w brzuchu, a chciała jeszcze zrobić pare rzeczy przed pójściem spać.
Usłyszała prychnięcie za swoimi plecami. Skuliła się, niemal błyskawicznie obracając się w kierunku z którego dobiegał odgłos. Jej oczom ukazał się Larwa, który z zniesmaczeniem przyglądał się jej uchu.
— Coś się stało, Larwo? — Spytała cicho, nerwowo podrygując ogonem.

                                                                                                      <Larwo?>

25 czerwca 2023

Od Łuski

— Hej! Łuska! — Czarny point podbiegł do swojej uczennicy. — Już obgadałem twoje mianowanie z Fretką! Mianuje cie wieczorem… Oh! Miałem nie mówić… nieważne! Mamy jeszcze czas żeby przerobić maskowanie się i korzystanie z wiedzy o drzewach, idziesz?
Pokiwała ostrożnie głową.
— Jasne — mruknęła. 
 Chciała pójść do stosu aby przekąsić coś z rana, ale najwidoczniej i tego dnia zje później. 

***

Ślimak kazał jej się zakamuflować i śledzić go w drodze do chorego dębu, aby potem pomóc mu w pielęgnacji jego liści. Łuska szła więc powolnym krokiem, oblepiona błotem i gałązkami. W oddali widziała cel do którego miała dojść. Zwiadowca szedł rozluźniony, najwidoczniej próbując udawać niczego niespodziewającego się wroga. Dąb był coraz bliżej i bliżej. W końcu Łuska postanowiła zeskoczyć z dużego kasztanowca i przebyć ten kawałek pieszo, miedzy drzewami. 
 — Och, tutaj jesteś! — miauknął z uśmiechem czarny point, kiedy ta niefortunnie upadła na ziemię. Mruknęła coś niezadowolona i otrzepała futro.
 — Przepraszam… — westchnęła cicho.
 — Nic takiego! Zdarza się! No, to teraz pomóż mi z tymi liśćmi! 
Łuska urwała chory liść, słuchając paplaniny wydobywającej się z pyska Ślimaka, przerwanej odgłosem urywanych pojedynczo liści.
 — … i wtedy zdałem sobie sprawę, że to była wiewiórka! Powinienem był to stwierdzić wcześniej, ale jakoś się rozkojarzyłem, wiesz, skaleczyłem się ostatnio i dostałem od Plusk takie czarne ziarenka! Byłem po nich bardzo senny, ale chciałem wyjść na spacer! — zakończył tą historie po raz… chyba już dziesiąty.
 — Rozumiem — mruknęła Łuska, która zdążyła już wykonać swoją część pracy.
— Wracamy już? 
Dymna kotka pokiwała głową.

***

— Ja, Agrest, przyzywam naszych przodków aby spojrzeli na tą uczennice. Ciężko pracowała jako uczeń wojownika jak i zwiadowcy. Pod okiem Ślimaka doskonaliła umiejętności których z początku uczyła ją Mrówka, ale pod innym kątem — ciągnął jednostajnym tonem lider.
Czuła na skórze przytłaczający wzrok Owocowego Lasu, oraz pary zielonych ślepi gniewnie wgapiających się w swoją córkę. 
 — Łusko. Czy przysięgasz chronić klan jako zwiadowca?
Szpak wzdrygnął się.
 — Ja… — Niebieska zamilkła. Uporczywe spojrzenia kotów przygniatały ją. Chciała zostać zwiadowcą, owszem. Jednocześnie obawiała się ojca, a z kolejnej strony narobiłaby mu wstydu gdyby odrzuciła propozycje Agresta. — Przysięgam.
Rozległy się wiwaty i miauknięcia z pogratulowaniem dla nowo upieczonej zwiadowczyni. Szare futro przeszło obok niej.
 — Musimy porozmawiać — zawarczał z gniewem w głosie.
Łuska podkuliła ogon i szybkim krokiem wyszła za Szpakiem.

***

— Co ty sobie myślisz?! — Zawarczał wojownik — Miałaś zostać wojowniczką, rozumiesz? Liczyłem na to, że pójdziesz w moje ślady! Zwiadowcy są głupkami! — Uderzył ją w pysk. Dymna zaskomliła.
Kolejne uderzenie. — Jesteś słaba. — Zmrużył oczy. — Dobrze wiesz, że tego nienawidzę. Dlaczego ukrywałaś przede mną ten głupi trening?! Teraz już za późno! — Przybliżył pysk do jej ucha. Zawiodłem się, Łusko — syknął, ponownie przymierzając się do wymierzenia ciosu. Łuska w porę zamknęła oczy. Pazur kocura zahaczył o jej powiekę. 
Kotka z przerażeniem w oczach zerknęła na ojca.
 — Przepraszam… — miauknęła cicho i uciekła do obozu z łzami spływającymi po policzku.
 
[przyznano 5%]

Od Łuski

– Moglibyśmy zrobić tą ostatnią lekcję? – spytała Łuska, podchodząc do Ślimaka.
– Oczywiście! – Uśmiechnął się i błyskawicznie wstał. – Zostały nam… choroby drzew! To łatwe, nie przejmuj się! – Zachichotał i prędko wyszedł z obozu.

***

– Najłatwiej jest znaleźć jemiołę, drzewne grzyby i niebieski mech, biały pył będzie trudniejszy, ale to nic, niestety na drzewach aż roi się od chorób – miauknął głośno, rozglądając się uważnie po dębach. – Oh! Tutaj mamy Drzewnego Grzyba razem z Niebieskim Mchem! – Wskazał ogonem na płaskiego grzyba, a potem na suchy szarawy mech.
Łuska szybko zapamiętała ich wygląd, przyglądając się im. Dotknęła mchu. Był pylisty i szybko się kruszył.
– Drzewne Grzyby – jeśli są jeszcze małe, można urywać. – Zademonstrował to na wyschniętym grzybku. – Jeśli są większe, to nie ma sensu. Najlepiej po prostu na takie drzewo nie wchodzić, bo może się złamać. Co do mchu, z nim nie da się nic zrobić, po prostu nie wchodź na gałęzie z nim.
Pokiwała głową.
Ślimak przeszedł kawałek dalej.
 – Tutaj mamy jemiołę. Działa podobnie jak grzyb – wysysa z drzewa wszystkie siły. Jeśli jest jej mało to działa na naszą korzyść, bo przyciąga zwierzynę. Jeśli jest jej więcej, po prostu uważaj na gałęzie.
 Znowu zaczął czegoś szukać wśród dębów, oddalił się o dosyć sporą odległość, bo kiedy zawołał Łuskę, jego głos był ledwo słyszalny. Uczennica jednak popędziła w jego kierunku, zatrzymując się przed średniej wielkości dębem.
– Tego miałem ostatnio pielęgnować, ale o nim zapomniałem. – Wskazał pyskiem na biały osad na liściach. – To Biały Pył, paskudna sprawa, drzewo traci owoce, liście i pąki, przez co w okolicy w ogóle nie ma zwierzyny. Chore liście powinno się urywać, aby choroba nie przeszła na inne drzewa.
– Rozumiem.. to wszystko, Ślimaku?
– Tak! Pogadam potem z Agrestem co do twojego mianowania! Odpocznij!
Dymna kotka w jednym momencie zniknęła za krzewami, zostawiając zwiadowcę przy chorym drzewie.

[przyznano 5%]

23 czerwca 2023

Od Łuski

Tak samo jak wczoraj, Ślimak wybudził ją bardzo wcześnie.
 - To jak? Gotowa na kamuflaż? – Uśmiechnął się.
Kiwnęła głową.
 - W takim razie chodź! – Zamiauczał radośnie.
Podróż w głąb sadu minęła w ciągłym towarzystwie paplania czarnego pointa o nieistotnych rzeczach, którego nawet Łuska nie próbowała już słuchać. Co jakiś czas kiwała tylko głową i z przesłodzonym uśmiechem powtarzała „rozumiem”.
 - Po pierwsze! – Krzyknął zwiadowca kiedy dotarli na miejsce, na co kotka od razu się wyprostowała – Musisz uważać, aby nie wydawać żadnych odgłosów. Musisz również uważać na to przy normalnych czynnościach, zawsze ktoś może cię śledzić! – W jego oczach jarzyły się iskierki podekscytowania – To dla ciebie będzie bardzo łatwe, nie przejmuj się! - Zachichotał. Widząc jednak, że uczennica nie zaśmiała się z jego „żartu”, uśmiechnął się zdezorientowany – Uhh… no tak… Następną umiejętnością ważną dla zwiadowcy jest ruch. Nawet najmniejszy rzuca się w oczy i budzi podejrzenia. Dlatego poćwiczymy teraz bezszelestne i gładkie poruszanie się z drzewa na drzewo. Pamiętaj żeby nie dotykać nawet opuszkami łapy liści, szczególnie tych uschłych! – Wykrzyknął z entuzjazmem.
Łuska niepewnie wskoczyła na jabłoń, powoli wspinając się na coraz wyższe gałęzie. Jak zapamiętała z poprzedniej lekcji, jej gałęzie były idealne do chodzenia po nich, więc nie musiała obawiać się o upadek. Delikatnie przeskoczyła na drugą jabłonkę, przez nieuwagę uderzając stopą o gałąź z owocem. Jabłko z głuchym hukiem spadło na ziemię. Uczennica przygryzła wargę.
 - To nic takiego! Bardzo dobrze, że się nie odezwałaś, wróg może pomyśleć, że owoc po prostu spadł.. nie mniej i tak będzie wtedy bardziej ostrożny. Schodź już, dobrze się spisałaś. – Poklepał ją po głowie, zanim zdążyła się odsunąć. Łuska nienawidziła dotyku. Skrzywiła się nieznacznie i wyprostowała.
 - Kolejny i ostatni jest kamuflaż! Maskowanie się jest bardzo ważne. Nie masz jaskrawego futra, ale gdybyś miała, pamiętaj że błoto wszystko załatwi. Nie musisz się wtedy też martwić po zapach, ono go zakryje! Teraz odejdź na jakiś czas i podejdź mnie. Najlepiej, żebym się nie zorientował.
Kiwnęła głową i zniknęła w krzewach.

***

Łuska westchnęła cicho, szukając dogodnego miejsca do wytarzanie się w błocie. Część sadu  w której obecnie byli, raczej nie była rzadka ani gęsta od drzew owocowych. Nie musiała się mniej lub bardziej wysilać, po prostu musiała zgrać się z otoczeniem. W końcu znalazła błotnistą kałużę. Szybko się w niej wytarzała i nie zwracając uwagi na swędzenie spowodowane gęstym, szybko zasychającym błociskiem, zerwała uschłą trawę i liście, chcąc przykleić je do błotnej warstwy.  Kiedy w końcu jej się udało, w ciszy przeszła niewielki odcinek. Kiedy jej oczom ukazał się Ślimak, powoli, bez pośpiechu wdrapała się na drzewo. Zmarszczyła brwi w skupieniu, oceniając odległość do drugiej gałęzi, z której mogła z zaskoczenia skoczyć na czarnego pointa, oglądającego w spokoju owada, który zaplątał się w trawie. Wiał lekki wiatr, dzięki czemu łatwiej było jej stąpać po jabłoni. Wystarczyło wczuć się w jego rytm. Kiedy wyczuła na skórze większy podmuch, gładko przeskoczyła na gałąź obok, a zaraz potem na Ślimaka, który w chwili kiedy ta kończyła skok na drugą gałąź, zorientował się o jej obecności. Szybko przeturlał się na bok, unikając złapania przez kotkę.
 - Masz do tego talent! – Zachichotał. – Bardzo dobrze, jeszcze jedna lekcja i będziesz gotowa na mianowanie. – Uśmiechnął się, jednak chwilę potem na nowo przybrał minę mentora – Pilnuj się przy lądowaniu, okej?

[przyznano 5%]

Od Łuski

- Już nie śpisz? – W uszach Łuski zabrzmiał wesoły głos jej przyjaciela i mentora. Ślimak wręcz tętnił energią, co chwile podrygując ogonem.
 Dymna pokręciła głową, szybko wstając z posłania. To był jej pierwszy zwiadowczy trening, musiała wyjść dobrze przed znajomym.
 - Dobrze! Dzisiaj zajmiemy się gatunkami drzew. Ta wiedza jest bardzo przydatna do ukrywania się, wiesz? – Uśmiechnął się promiennie do towarzyszki.
 Łuska odwzajemniła słaby uśmiech i zeskoczyła z legowiska, uprzednio dając pointowi zejść z konaru.
Ślimak wyszedł szybkim krokiem z obozu a niebieska kotka popędziła za nim.
 - Wiesz co, Łuska? To trochę dziwne, że teraz jestem twoim mentorem, ale nadal się kolegujemy, prawda? – Szturchnął ją barkiem, przez co chuda kotka ledwo uniknęła bolesnego spotkania z ziemią. Mimo tego, kiwnęła głową.
- Od czego zacząć… - Mruknął point, prawie nie wpadając na stojącą tuż przed nim kolczastą roślinę. – Oh! Sama się nasunęła! – Zachichotał. Łuskę ten żart ani trochę nie rozśmieszył, jednak z grzeczności uśmiechnęła się z przymusem.
 - A więc, Łusko, to jest akacja, ma straszne kolce i ogólnie jest okropna do ukrywania się, więc nawet nie próbuj! Ciągle się przewracają, jak jest większy wiatr to najlepiej po prostu przebiegać obok nich, lepsze to niż skończyć pod gałęziami! Nadaje się tylko do ucieczki przed wrogami… po co one właściwie rosną? To bezsensu, do niczego się nie nadają. – Wydukał głośno. Ślimak zamyślił się na chwilę, po czym otworzył pyszczek, jakby chciał coś powiedzieć. – Niedaleko stąd powinna być taka duuuża jabłoń – Wymruczał pod nosem, rozglądając się zdezorientowany. Po chwili jednak najwidoczniej chwycił trop, ponieważ popędził w stronę niskiego drzewka, które wcale nie było żadnych imponujących rozmiarów – od to, najzwyklejsze drzewo z czerwonymi owocami. Co chwilę słychać było huk jabłka uderzającego o ziemię, przerywający Ślimakowi wywód o tym, jak wspaniałe i niezawodne są jabłonie.
 - Mają bardzo elastyczne gałęzie! Świetnie się po nich chodzi, a przez to, że są niskie, bardzo łatwo jest na nie wleźć! – Zademonstrował to, nieostrożnie wskakując na drzewo i strącając owoce prosto na Łuskę, która ponownie była blisko skończenia na trawie. Czarny kocur nie zwracając uwagi na  niebezpieczeństwo które spowodował, poklepał drzewko łapą i zeskoczył z niego.
 - Niestety, są bardzo podatne na róóóóżne choroby. Ale o tym potem! Musimy skończyć z drzewami. – Miauknął. – Teraz będziemy dłużej iść, bo reszta drzew jest gdzie indziej!

***

Kiedy dotarli na miejsce, Ślimak od razu doskoczył do chudego drzewa. Obok niego rosło drugie takie same, tylko, że białe.
 - To białe to brzoza, a normalne to topola! Są takie same, więc omówimy je razem. Mają rzadką koronę więc nie nadają się do ukrywania, ale są wysokie, więc na obserwację w sam raz! Po za tym to to samo co z akacjami, przy mocnych wiatrach się wywalają! – Powiedział, szybko odchodząc do kolejnego drzewa. – To jest klon, jest charakterystyczny, ponieważ jego liście są baaardzo kolorowe! Są świetne do wszystkiego! I do obserwacji, i do krycia się… I nawet się nie łamią! To – wskazał ogonem na rozłożysty dąb – jest bardzo silnym drzewem! Dokładniej jest to dąb. Świetne na kryjówkę oraz na polowanie! Na gałęziach jest bardzo dużo drobnej zwierzyny. Kolejny jest kasztanowiec, jest tam, za dębem – skinął głową w tamtą stronę. – Taka podróba dębu. – Zaśmiał się. – To tyle na dzisiaj! Wracajmy do obozu. 

[przyznano 5%]

23 maja 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

 Dymna kotka rozpoznała, że jednak Gęgawa nie mówił tego na poważnie. Uśmiechnęła się słabo.
 - Nie. Wybrałam się na spacer aby odpocząć od Owocowego Lasu. Mam wrażenie, że Gwiazdnica rozgadała swoje teorie wszystkim członkom klanu. – Mruknęła – Po za tym… Już nawet bez tego sytuacja w klanie jest przygnębiająca. Przynajmniej dla mnie. – Skrzywiła się – Odkąd mama została zabita i odkąd w ogóle to wszystko się stało, atmosfera jest strasznie spięta. – Drgnęła nerwowo ogonem, obawiając się, że powiedziała zbyt dużo na temat tej sprawy.
 Czarny jednak tylko pokiwał powoli głową. 
– Rozumiem. – Mruknął. Teraz w jego tonie nie można było wyczuć nawet nikłej nuty radości. Zdecydowanie te wydarzenia wpłynęły na wszystkie koty z Owocowego Lasu w mniejszym lub większym stopniu, ale wpłynęły i nie dało się tego ukryć.
Na pysk niebieskiej wpełzł o wiele cieplejszy uśmiech, niż na początku spotkania z Gęgawą.
 - Chciałbyś się przespacerować? – Spytała.
 - Właśnie po to tutaj jestem – Zauważył. Łuska nieco się speszyła, nagle zdając sobie sprawę, że kocur mógł przecież wyjść z obozu w tak chłodny dzień tylko w jednym celu. Zamilkła.

***

Leżeli razem przy młodej gruszy, nawzajem ocieplając się swoimi ciałami. W tle słychać było cicho poćwierkujące sikory i wróble. Dymna kotka ziewnęła cicho, kryjąc pyszczek w napuszonym z chłodu ogonie. Słońce już zaszło za horyzont. Zza krzaków dobył się szelest. Łuska szybko odskoczyła od Gęgawy, jeżąc futro na karku. Po odgłosach dobiegających z jej lewej strony, brązowooki również poderwał się ze swojego miejsca. Cynamonowy pyszczek wyjrzał zza zarośli.
 - Tutaj jesteście? – Dymna od razu uspokoiła się, rozpoznając głos Mrówki. – Jest już późno, myślałam, że znaleźliście się w tarapatach! – Mruknęła z widoczną naganą wojowniczka.
 - Przepraszamy, Mrówko. Nie chcieliśmy ciebie niepokoić. – Miauknął Gęgawa – Już wracamy.

***

W obozie zastała nikogo innego jak Gwiazdnicę, która wpatrywała się w dwójkę kotów ze znaczącym uśmieszkiem na pyszczku.
- Hmmm? Więc co robiliście sami po za obozem w tak późną porę?
- Spacerowaliśmy. – Odparła szybko Łuska, nerwowo drgając ogonem. Kiedy w końcu się od nich odczepi? Westchnęła podirytowana i wskoczyła na niskie gałęzie kasztanowca, kładąc się na zwykłym gołym konarze. Odkąd została uczennicą, spała tylko tutaj, nie potrafiąc umościć sobie wygodnego posłania i bojąc zapytać się innych o przysługę jaką byłoby zrobienie legowiska na tym nietypowym miejscu. Od jakiegoś czasu widziała, że Mrówka nie jest z tego zadowolona, ale na razie nie odzywała się z tego powodu. Teraz jednak podeszła do zmęczonej już dniem uczennicy.
 - Nie masz posłania? – Spytała, jakby sama wcześniej tego nie zauważyła.
Łuska pokręciła głową na zaprzeczenie. Cynamonowa westchnęła tylko.
  - Wstawaj, musisz się kiedyś nauczyć. – Mruknęła, wskakując na gałąź.
Niebieska kiwnęła głową i pomimo zmęczenia, przysiadła obok Mrówki, czekając na jej wskazówki. Po nauce pełnej niepowodzeń i trudów, w końcu, już całkowicie wykończona dniem, niepewnie umościła się na legowisku, które wydawało jej się za chwile obsunąć z grubego konara.
  - Dobranoc, Mrówko. – Wymamrotała zaspana, z szacunkiem kłaniając przed mentorką łebek. Zamknęła oczy i zasnęła.

<Gęgawo?>

[Przyznano 10%]

31 marca 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

Łuska, wyczuwszy w tonie Gęgawy ową pogardę, drgnęła nerwowo końcówką ogona. Co prawda wiedziała, że kocur nie zrobi nic mentorowi, jednak nadal nieco przejmowała się, czy nie wywiąże się między nimi kłótnia. Chociaż... nie, nie musiała się wcale martwić o tę sprawę. To nie było w stylu Gęgawy, tak nagle uciec się do przemocy. Wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się krzywo.
 - Chodźmy. Lepiej nie zabierać tej kuny, prawda? Może być chora na jakieś paskudztwo – mruknęła, wzdrygając się kiedy zauważyła, że zwierzę nadal wije się w konwulsjach. Podeszła do ofiary.
 - Biedactwo – miauknęła, przybliżając pyszczek do jej karku i niepewnie zaciskając zęby na szyi stworzenia, chcąc zakończyć jego cierpienie. Kuna drgnęła ostatni raz i zamarła w bezruchu. Po kilku uderzeniach serca jej kończyny opadły bezwładnie na ziemię.

***

- Na pewno wszystko dobrze? – Upewniła się po raz setny, przestępując niespokojnie z nogi na nogę.
 - Na pewno. Nie zamartwiaj się.
Kiwnęła głową na zgodę i usiadła nieco uspokojona na posłaniu obok kupek ziół, wydzielających nieprzyjemny swąd. Spokój jej skończył się wraz z przybyciem pewnej liliowej pointki.
 - A więc byliście obok Upadłej Gwiazdy, taaak? – Uśmiechnęła się rozbawiona, przeciągając samogłoski przy ostatnim słowie.
 - Tak, coś się stało? – spytała Łuska zdziwiona faktem, iż Gwiazdnica zwróciła na to uwagę.
 - Przecież każdy wie, że to miejsce na randki!
 - Byliśmy tam na polowaniu. – Gęgawa zmierzył ją stanowczym spojrzeniem brązowych ślepi. To chyba jednak przyniosło odwrotny skutek niż ten, który czarny kocur chciał osiągnąć, gdyż liliowa nakręciła się jeszcze bardziej niż wcześniej i zaczęła aż skakać z podekscytowania.
 - O co ci chodzi, Gwiazdnico? – mruknęła zmieszana Łuska, drgając nerwowo ogonem.
 - No wiesz co? Jeszcze to ukrywacie? – zaśmiała się – Każdy wie, że jesteście razem! Nie musicie udawać!
Plusk, nakładająca opatrunki na ranki Gęgawy strzepnęła uchem, jednak nie odezwała się.
 - Nie jesteśmy. Przyjaźnimy się – odparła Łuska zdezorientowanym głosem. Jednak w jej głowie zaczął rodzić się mały plan. Co gdyby przekonać Gęgawę do bycia w związku? W końcu normą w klanie było posiadanie partnera, ona również musiała go mieć. Ale może nie teraz, w końcu tak wczesne zawarcie partnerstwa byłoby źle przyjęte... Dlaczego ona w ogóle zastanawiała się nad czymś takim? Potrząsnęła łebkiem, chcąc odpędzić takie myśli. To był przyjaciel i tyle, nie mogła się nim wysługiwać. Zdobędzie partnera inaczej (ta jasne).

<Gęgawo? Zaczyna się >:)>

[przyznano 5%]

24 marca 2023

Od Łuski do Kruchej

– Na dzisiejszy patrol graniczny pójdą Szpak i Łuska – wyrok został wydany.
Źrenice dymnej uczennicy zwęziły się, a sierść jakby na zawołanie podniosła się. Wiele rzeczy nie wiedziała, ale teraz zdawała sobie sprawę z tego, że nie chce przybywać sam na sam z ojcem. Serce kołatało o jej małą pierś, a sama kotka czuła się tak, jakby zaraz miała zwymiotować całą marną zawartość swojego żołądka. Mimo tego, powtarzała sobie w myślach, że wszystko będzie dobrze. Tylko co mogło tak pójść, skoro ojciec niebieskiej był znany z tego, że nadmiernie przeżywał gniew i inne negatywne uczucia? Może to było głupie, że się go bała, przecież był dla niej jednocześnie wzorem do naśladowania… Łuska sama nie wiedziała, jak określić ich specyficzną relację, choć tkwiła w przekonaniu, że tak powinna wyglądać. O dziwo nikt nie zwrócił uwagi na jej zachowanie, oprócz Szpaka, który wpatrywał się w nią z nikłym obrzydzeniem wymalowanym na pysku. Dobrze wiedziała, że ojciec nie przepada za strachliwymi kotami, czyli inaczej mówiąc – w gruncie rzeczy za nią.
 - Chodź, Łusko – mruknął zielonooki, wychodząc z obozu.
Jego córka spuściła tylko ledwie zauważalnie głowę i ruszyła za nim.
Szli przez sad w ciszy. Nie była to jednak ta przyjemna cisza, której doświadczała przebywając z Gęgawą czy swoją matką. Atmosfera była gęsta jak błoto, albo jeszcze gęstsza. Słowa utkwiły jej w gardle, choć zazwyczaj była z niej całkiem wygadana kocica.
– Mam nadzieję, że ruszyłaś zad z miejsca i trenujesz. – Posłał jej jedno ze swoich poważnych spojrzeń.
Łuska kiwnęła powoli głową.
Szpak wziął głęboki oddech.
– Dlaczego się tak mażesz? Nie wiedziałem, że wychowałem tchórza – warknął ostrzej niż wcześniej, najwidoczniej przechodząc do sedna.

***

Łuska siedziała w kącie obozu, wylizując krwawiący bok. Bolało. Ale nie miała zamiaru iść z tym do Plusk, gdyż ta i tak by jej nie uwierzyła, że to tylko krzaki. Poczuła na skórze chłód. Podniosła łebek do góry i zobaczywszy kremową kotkę, uśmiechnęła się grzecznie.
– Witaj, coś się stało?

<Krucha?>

[przyznano 5%]

21 marca 2023

Od Łuski CD. Gęgawy

Podeszła do rozmawiającej dwójki kotów.
 – Cześć! – miauknęła, uśmiechając się promiennie. – Jak mija wam wieczór?
Łuska spięła się, wyczuwając na sobie podejrzliwy wzrok liliowej.
– Wszystko dobrze, Gwiazdnico? – spytała z troską w głosie. Co prawda nie widywała kotki często, a jeszcze rzadziej z nią rozmawiała, jednak czułaby się winna gdyby uczennica miała do niej jakieś pytania, a ona zostawiłaby ją bez odpowiedzi na nie.
Długowłosa zachichotała. 
– Tak bardzo się tego wstydzicie? Przecież to nic złego!
– Huh? – mruknęła zdziwiona. – O co ci chodzi?
– Nie ważne. Gwiazdnica jak zwykle myśli o samych głupotach. – Machnął ogonem, kończąc temat. Pointka rzuciła na koniec dwójce rozbawione spojrzenie i odeszła.
– Do zobaczenia, gołąbeczki! – krzyknęła przez ramię, na co od razu odpowiedział Gęgawa, piorunując ją wzrokiem.
Dymna drgnęła nerwowo ogonem. 
– Co miała na myśli? – zwróciła się zdezorientowana Łuska do czarnego kocura. 
Ten jednak tylko westchnął podirytowany, szybko zmieniając temat. 
– Mrówka przesiaduje teraz w żłobku, prawda? Jeśli chcesz, możesz dołączyć do mojego treningu z Komarnicą – mruknął na odchodne i udał się do legowiska.

***

Łuska wstała, kiedy tylko księżyc ustąpił delikatnym słonecznym promieniom, a pierwsze ptaki zaczęły nucić swoją całodzienną melodię, która od jakiegoś czasu prawie codziennie towarzyszyła kotom Owocowego Lasu. Ziewnęła cicho, czując ciężkość na powiekach. Zignorowała jednak uczucie niewyspania i usiadła czekając aż Komarnica zawoła Gęgawa na trening. Właściwie nie musiała czekać zbyt długo, czarny van zawitał do legowiska uczniów wczesnym rankiem, wybudzając brązowookiego z głębokiego snu.
Dymna kotka zeskoczyła z kasztanowca. To samo uczynił Komarnica i Gęgawa.
– Co teraz trenujecie? – spytała kolegę mając szczerą nadzieje, że nie będzie to nic zaawansowanego. Jej umiejętności nie były może najsłabsze, jednak zdawała sobie sprawę z tego, iż kocur jest od niej dwa razy lepszy we właściwie wszystkim.
– Polowanie – odparł krótko czarny.
Łuska kiwnęła głową. Chyba sobie poradzi, prawda?
Resztę drogi spędzili w komfortowej ciszy, do czasu kiedy zatrzymali się przy Upadłej Gwieździe. Niebieska uśmiechnęła się pod nosem. To miejsce zawsze było dla niej zadziwiające i pełne tajemniczości.
– Dawno nikogo tutaj nie było – stwierdził Komarnica, marszcząc nos.
– Może kota nie, ale zdecydowanie przebywała tutaj większa zwierzyna – mruknął Gęgawa ze skupionym wyrazem pyszczka. Te parę słów wystarczyło aby wytrącić Łuskę ze złudnego poczucia bezpieczeństwa.
– Tak sądzisz? – spytała uczennica, nieco przytłoczona faktem, że nie była w stanie rozpoznać woni.
– Owszem.
Wtem do uszu Owocniaków doszedł chrobotliwy pisk jakiegoś stworzenia, a zza krzewów wyłoniła się sporych rozmiarów kuna. Jej oczka zalśniły złośliwie.

<Gęgawo?>

[przyznano 5%]

17 marca 2023

Od Łuski CD. Ślimaka

 Jeżeli chodzi o trening, Łuska była raczej pojętna. W dosyć krótkim czasie zrozumiała podstawy polowania i walki, choć obydwie obecnie, razem ze Ślimakiem szlifowała pod okiem Mrówki. Point był… chyba również rozumny. Różnica między tą dwójką była jednak wyraźna i Łuska zauważyła ją od razu kiedy czarny wypowiedział swoje pierwsze słowo. Otóż różnili się podejściem do mentorów. Dymna kotka odnosiła się do nich z należnym szacunkiem, uważała za wszystkowiedzących i o dziwo w ich problemy nie wpychała nosa. Ślimak natomiast owszem, był chętny do nauki, jednak podchodził do nauczycieli jako do… uczennica sama nie wiedziała, jak to nazwać. Łuska przygryzła wargę, chcąc utrzymać równowagę w pozycji. Otworzyła pysk, aby odpowiedzieć na pytanie czarnego. Właściwie… nie miała pojęcia, kim chciała być. Ojciec był wojownikiem, więc ona pewnie też nim zostanie, ale czy chciałaby dołączyć do grona zwiadowców? Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie. Szybko więc zamknęła mordkę, jednocześnie przewracając się prosto na łeb. Syknęła cicho, niemal natychmiastowo podnosząc się z ziemi.
- Nie wiem. A kociaki... – Zastanowiła się – Oczywiście, że tak, przecież to bardzo ważne – Mruknęła w odpowiedzi na pytanie ucznia, ponownie przybierając poprzednią pozę.
- Taaak? – Przekrzywił łebek, wpatrując się w nią z wyczekiwaniem na kontynuację rozmowy.
- Tak – Miauknęła Łuska, ponownie poprawiając pozycję.

<Ślimaku? Wybacz, że odpis ledwie mieści się w granicach, jednak nie mam ani chęci ani czasu>

[przyznano 5%]

11 marca 2023

Od Łuski do Ślimaka

Odkąd zaczęła trening na wojownika, starała się jak tylko mogła, aby podołać wyzwaniom, które stawiała przed nią mentorka. Łuska miała do niej ogromny szacunek, ale wydawało jej się, że nawet gdyby była problematyczną uczennicą, ta i tak byłaby dla niej jak druga matka. Obecnie jednak Mrówka miała na głowie kocięce wybryki swoich pociech, więc dymnej kotki nie miał kto szkolić. Mimo to, Łuska starała się jak najbardziej udzielać w treningach innych uczniów, dzięki czemu coś tam potrafiła zrobić. Pomagali jej w tym mentorzy, którym często brakowało drugiego kota do nauki walki, czy po prostu chcieli jej w jakiś sposób pomóc, gdyż ta nie dostała nikogo na zastępstwo. Tego dnia jednak kotka nie otrzymała żadnej propozycji wyjścia na trening, toteż postanowiła zapytać się Mrówki, czy ta nie zechce pomóc jej w podstawach. Łuska weszła przez wąskie wejście do kociarni z delikatnym uśmiechu na pyszczku. W żłobku zastała młode mentorki, bawiące się z matką i ojcem.
– Witaj, Łusko – zamruczała cynamonowa, natychmiastowo kierując uwagę na podopieczną.
– Witaj, przepraszam za zamieszanie, ale… byłabyś w stanie pomóc mi nieco z treningiem? – spytała z błagalnym wyrazem mordki – Oczywiście tylko pozycja łowiecka i tak dalej! Poćwiczę potem w lesie, nie chcę cię przemęczać! – wyjaśniła szybko.
Mrówka kiwnęła głową, podnosząc się żwawo.
– Mamoo gdzie idziesz? – jęknął czarny kocurek, czepiając się jej ogona.
– Za chwilę wrócę, tatuś was przypilnuje. – Zerknęła na pierworodnego z czułością i opuściła legowisko.
Uczennica drgnęła ogonem. Usiadła na trawie pod drzewem wraz ze swoją mentorką.
– Z czym masz więc problem? – spytała karmicielka, przyglądając się niebieskiej z uwagą.
– Uhm… czuję, że nie jestem wystarczająco pewna w poruszaniu się po drzewach, polowaniu, walce… prawie wszystkim. Chciałabym poćwiczyć pozycje, chyba coś źle robię, ale inni mentorzy nie zwracają na to uwagi. – Posłała jej słaby uśmiech.
 Mrówka zamyśliła się przez chwilę.
– Idźmy bardziej w głąb sadu, tam będzie więcej miejsca na ćwiczenia – zdecydowała po chwili.
Kotki nie zwróciły jednak uwagi na czarnego pointa, który od dłuższej chwili bacznie im się przyglądał. Dopiero teraz Łuska spostrzegła Ślimaka, który natychmiast do nich podszedł.
– Też mogę pójść? – Ogon kocura machał z zaangażowania.
Cynamonowa zerknęła ukradkiem na swoją uczennicę, która kiwnęła głową.
– Oczywiście – zamruczała Mrówka.
Łuska spodziewała się, że ta będzie zadowolona z ruszenia się ze żłobka, ale że tak bardzo? No cóż, sama nie lubiła siedzieć bezczynnie i wylegiwać się na konarach drzew, więc zachowanie to nie powinno być dla niej dziwaczne.

***

Dymna nie wiedziała, który raz podczas tej drogi wysłuchuje historii Ślimaka, które swoją drogą opowiadała o tym samym a kocurek jedynie zmieniał słowa. Jakkolwiek starała się każdego wysłuchiwać, teraz była kompletnie zbita z tropu gadatliwością ucznia, cały czas więc na jej pysku widniał sztuczny uśmiech, który miał przekazać innym, że rozumie wszystko co uczeń wygadywał. Łuska przyśpieszyła tempa. Wkrótce zatrzymali się na gęsto zadrzewionym terenie, gdzie co chwile słychać było popiskiwania ptaków wyjadających miąższ smakowitych owoców.
– Dobrze, Łusko. Pokaż mi swoją pozycje łowiecką. Ty też, Ślimaku – miauknęła Mrówka, z uwagą obserwując postępowania młodszych.
Łuska słysząc polecenie, ugięła nieco łapy i uniosła zad, w tym również kitkę.
– Ogon niżej – zwróciła się do dymnej, która natychmiast poprawiła błąd.
– A ja?! – krzyknął czarny, tracąc równowagę i upadając.
Cynamonowa westchnęła.
– Jeszcze raz.

<Ślimaku?>

[przyznano 5%]

Od Łuski do Gęgawy

Łuska zamrugała powiekami, strzepując z oczu resztki snu. Wstała, przeciągając się tak, aby nie budzić reszty uczniów drzemiących smacznie w swoich legowiskach. W końcu było dosyć wcześnie, właściwie to na niebie widać było tylko skrawek słońca wychodzącego zza horyzontu. Mimo tego, że powietrze było jeszcze wilgotne wiedziała, że za chwilę to orzeźwienie minie. Czuła suchość w gardle. No tak, nie piła już od dłuższego czasu, za to nadmiernie się przemęczała, jak to miała w zwyczaju. Nadal wydawało jej się, że jest w stanie zrobić więcej, lepiej, jednak kiedy raz po raz lądowała u Plusk, medyczka jakby zwracała większą uwagę, cóż koteczka wyczynia, że wraca co chwilę z obdrapaniami, większymi lub mniejszymi, zakażonymi, lub nie, ale zawsze z obdartą skórą. Łuska zawsze odmawiała wyjaśnień, ewentualnie zganiała winę na kamienie lub kolczaste krzewy i chociaż starała się, nie zawsze uchodziło jej to płazem. W rzeczywistości rany pozostawiał jej ojciec, którego kotka podświadomie się bała… jednak przecież taki ojciec powinien być – powinien wzbudzać respekt, szacunek i odrobinkę strachu. Inaczej nikt, by się go nie słuchał i wychowanie jego potomstwa byłoby o wiele trudniejsze. Uczennica sapnęła, a raczej wydała z siebie niezidentyfikowany gardłowy odgłos, czując ból w zakwaszonych mięśniach i łapie, która pomimo dosyć szybkiego regenerowania się, nadal dawała uczennicy w kość. Racja. Przecież wczorajszego dnia latała po lesie w poszukiwaniu ziół dla Plusk, czym uszkodziła sobie nieco ową łapę i na dodatek dostała takiej zadyszki, że nie mogła złapać oddechu. Zawsze czuła, że rola medyka byłaby dla niej czymś idealnym, jednak pod wpływem lat i coraz częstszych kar od Szpaka, zdecydowała na zawsze – zostanie wojowniczką, choćby nie wie co. Przecież jest dużo kandydatów na ucznia medyka, a stanowisko, to i tak jest już zajęte przez Witkę. Nie żeby miała coś do tej vanki, wręcz przeciwnie, podziwiała ją za wytrwałość. Tak czy inaczej, dymna była pewna, że w tej przynajmniej sytuacji nic nie zmieni. Wyprostowała się, unosząc głowę do góry, aby wyglądać, jak należy przed klanem i wyszła z legowiska, wydając przy tym delikatny szelest, który natychmiast zarejestrował Gęgawa. Uczeń Komarnicy zerknął na nią, przymrużając brązowe ślepia. Drgnęła niezauważalnie ogonem, czując się nieco niepewnie pod jego, jakby oskarżycielskim spojrzeniem. Nie skomentował jej wczesnego wyjścia z legowiska, jedynie wstał i usiadł obok niej. Łuska, uspokajając się, że ten nic do niej nie ma, rozluźniła się, siedząc z przyjacielem w komfortowej ciszy.
— Planowałam pójść na polowanie. Teraz można złapać więcej zwierzyny, póki jeszcze jest chłodno. — Miauknęła. Niby nie musiała, jednak czuła potrzebę wytłumaczenia się ze swojego postępowania.
— Rozumiem — Burknął tylko uczeń, podnosząc się z siadu. — W takim razie idę z tobą, jedzenie zawsze się przyda, szczególnie kiedy kotów jest tak dużo w klanie.
Łuska nie miała nic przeciwko. Polubiła towarzystwo tego ucznia, nawet jeśli ten nie wyrażał w ich relacji wzajemności, którą można by zauważyć gołym okiem. Uśmiechnęła się, pocieszona jego obecnością i ruszyła w stronę wyjścia z obozu.

***

Łapy Łuski zadudniły o ziemię, dając znać całemu lasowi, że kotka właśnie gania za swoją ofiarą. Zacisnęła zęby, powstrzymując chęć gwałtownego zatrzymania się, aby ulżyć nieco łapie. Potem pójdzie z tym do medyczki. Kotka wybiła się do skoku, po chwili lądując przy brązowym szaraku. Chwyciła zająca za kark, podduszając zwierzę. Nie przepadała za brudzeniem się krwią, toteż właśnie tak zabijała swoje ofiary. W końcu tak było skuteczniej i estetyczniej.
— Strasznie hałasujesz.
Dymna podskoczyła zjeżona, usłyszawszy za sobą szorstki głos Gęgawy. Szybko jednak wygładziła sierść i spojrzała na niego.
— Znowu zachodzisz mnie od tyłu, nie nudzi ci się straszenie znajomych? — Uśmiechnęła się krzywo, chcąc zakryć tym pulsujący ból w całym ciele.
— Nie robię tego celowo. — Odpowiedział tylko i zerknął na szaraka leżącego u łap Łuski. Nic jednak nie powiedział. Wskazał łapą na dołek, w którym leżała mysz.
— Nieźle, polowanie uznaję za skończone, zresztą i tak zwierzyna chowa się już w norach. — Wymruczała, zabierając swojego zająca z uschłej ziemi.
Gęgawa również wziął mysz. Dwójka uczniaków powędrowała z powrotem do obozu.

<Gęgawo?>

[przyznano 5%]