BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodny Omen x Łasiczy Skowyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłodny Omen x Łasiczy Skowyt. Pokaż wszystkie posty

14 września 2022

Od Słodkiego Kwiatuszka cd Szpetnego Pyska

- Miej go na oku - poradził siostrze. - Chyba jest tam - Wskazał na ucznia, który z kimś rozmawiał. Wydawał się rozluźniony i nawet w dobrym humorze. Aż dziwne... Jego matka była torturowana, jego rodzeństwo było z nimi spokrewnione, a na dodatek Szpetny Pysk nim pomiatała. Czyżby to ich kara tak go uradowała?
Niebieskooka szybko pognała w stronę ucznia, gdy tylko wojownik od niego odszedł.
- A ty co się tak śmiejesz młody? - zapytała. 
Ten jedynie roześmiał się bardziej. Mogli domyślić się o co mu chodziło. Karne imiona. Bruh! Okropieństwo! Podszedł do Łasiczej Łapy, krzywiąc się, gdy ten dalej się z nich nabijał. No naprawdę zabawne, boki zrywać.
- Szpetny Pysk, nie mogę. O i Słodki Kwiatuszek, jakie urocze - zasmarkał się aż. 
Machnął zirytowany ogonem, czując się potwornie w tym momencie bezsilny. Nie mógł mu wlać, był wręcz na jego usługach. Czuł okropne upokorzenie. 
- Weź z nim coś zrób - szepnął do siostry, chcąc by kocur się zamknął.
- Wiem, wiem. - prychnęła do ucznia. - Głupie co. A wiesz, że takie dostaniesz gdy coś przeskrobiesz na treningu? - Uśmiechnęła się do niego cynicznie. 
Mina Łasiczej Łapy trochę bardziej spoważniała.
- Na razie widzę, że to ty przeskrobałaś u starego. Już nie chroni ci tyłka - prychnął. - To co mentorko? Zrobisz coś dla swojego ucznia? Zawsze chciałem zobaczyć jak z własnej woli, brudzisz swoje futerko - Wskazał na kałuże. 
Oho... Młody zaczynał kozaczyć. Strzepnął ogonem, zerkając na szylkretkę, by ponownie skupić się na tym czekoladowym durniu. Co jak co, ale nie pozwoli, by ten dzieciak upokarzał Łasicę.
- Nie przesadzasz? - warknął do niego. 
Kotka zwęziła źrenice i stanęła nad swoim imiennikiem, przez co wydawała się kilkukrotnie od niego większa, co w sumie nie było prawdą, bo dużo mu już nie brakowało.
- Uwierz, że gdyby Mroczna Gwiazda chciał... Rozpruł by ci brzuch i rzucił twoje zwłoki wroną na pożarcie. - syknęła ostrzegawczo. - Może i mam teraz karę, ale nie zapominaj że jest to tylko chwilowe. 
- Ale nie robię nic złego. Chce tylko byś spełniła mój rozkaz. - powtórzył. - A ty przecież musisz teraz spełniać polecenia innych. 
- To że ma spełniać, nie oznacza, że musi wykonywać takie głupie zadania. - prychnął Chłód do niego. - Lepiej się zbieraj, bo niedługo wyruszamy.
- Myślisz, że taka wronia strawa jak ty, miała by możliwość władzy nade MNĄ? Dalej jesteś moim uczniem i licz się z tym, że trening w podróży będzie wyjątkowo ciężki. - fuknęła szylkretka, obracając się do Łasicy tyłem, który tylko prychnął na mentorkę, kierując się do zbierających się na środku obozu kotów. Obserwował tego małego drania, zastanawiając się czy odpuścił ze strachu, czy może uznał, że nie warto się z nimi kłócić? Kątem oka zauważył Słodką Myszkę, prowadzoną przez Trójoką Wronę i Szczurzy Cień. Nie wyglądała najlepiej. Raczej tak, jakby miała zaraz paść po kilku przebytych krokach. Zamrugał zdumiony.
- Ty patrz. Ojciec ją ze sobą bierze - niedowierzał.
- Nie gadaj, że znowu chce jej załatwić kociaki. - miauknęła zirytowanie.
- Mam nadzieję, że nie... - Skrzywił się. - Kto wie co mu siedzi w głowie. Ja już go o nic nie pytam. Mam dość jego gierek - westchnął. - Chodźmy lepiej pomóc z tymi kociętami. Ktoś musi je nosić... - rzucił cierpiętniczo, kierując kroki do maluchów.
Kotka jako pierwsza znalazła się w żłobku i wzięła jedną z małych puchatych kulek w pysk.
- Komu w drogę temu czas.
Wszedł za siostrą, podnosząc Wronę, po czym po jakiejś tam pompatycznej przemowie lidera, opuścili swój dom... na zawsze.

***

Czy był zdziwiony, gdy Słodka Myszka padła na ziemię, gdy tylko opuścili obóz? Skąd. Było to do przewidzenia. Ojciec ku zdziwieniu wszystkich, kazał ją zostawić wierząc, że ta tak czy siak zdechnie. W sumie miał racje. Długo głodowała, miała masę ran, więc czekała ją bolesna i długa śmierć z wycieńczenia. Idealna dla takiej wroniej strawy. Tachanie ją ze sobą byłoby błędem. I tak pisana jej była śmierć. Po co mieli dalej ją utrzymywać i ciągnąć nie wiadomo ile czasu? Po prostu zostawili ją w tyle, aż nie zniknęła im całkiem z oczu. 
Czy popełnili błąd? Trudno było stwierdzić. Po głowie chodziła mu jednak ta myśl, co jeśli... Co jeśli jakoś przeżyje? Absurd. Była sama, a tereny były ogołocone ze zwierzyny. Na dodatek jej rany szybko ją zagonią do grobu. 
Nie myśląc o tym dłużej, przyspieszył kroku. Czekała ich długa podróż.

<Siostro?>

13 września 2022

Od Szpetnego Pyska CD. Słodkiego Kwiatuszka

- Och, nie martw się... Obrzydliwie dopiero będzie, gdy będziemy musieli zmieniać obsrane posłania kotów - miauknął Chłód, siadając ciężko na ziemi.
Poczuła jak życie jej przebłysnęło przed oczami. 
- Nieeee! Tylko nie to! - jęknęła żałośnie wyobrażając sobie najgorsze scenariusze.
- Mam pomysł. Zajmijmy się czymś innym i jak będą nam kazać, to powiemy, że jesteśmy zajęci, przez co nam się upiecze - zasugerował. - Chodź jeszcze do Spasionej Świni - Wskazał gdzieś w obozie kierunek, gdzie siedziała zrozpaczona kotka, którą okradali z mięsa. 
Łasica skinęła łbem bratu i ruszyła razem z nim w stronę kotki. Miała ochotę myśleć, że wygląda mizernie z tą swoją miną, aczkolwiek była dalej tłusta więc arlekinka niechętnie jej współczuła.
- Czego ryczysz? - miauknęła ochryple.
- Nie ryczę! - załkała, pociągając nosem. - Jestem głodna, a oni nie chcą dać mi jedzenia. Jak mam iść gdzieś, gdy brzuch mnie boli? - biadoliła. 
Rudy van skrzywił się na to. Odrażająca istota. Powinni ją dawno ubić i zjeść. Nie odezwał się, bo nie chciał jej pomagać zaspokoić głód, tak samo z resztą Łasica.
- Jak myślisz? Ojciec nas zje gdy jej odpuścimy czy musimy jej napchać to dupsko znowu? - zapytała o radę, starając mówić się tak cicho by tamta nie usłyszała.
- Mamy tym dwóm pomagać, a nie spełniać ich zachcianki - prychnął, również ściszając głos. - Jak jest głodna, to niech inny wojownik jej pomoże. Jak ojciec się dowie, że spoufalamy się z nią, to na pewno przedłuży nam karę. Nie bez powodu ją głodzi...
- To chodź, olejmy ją. Mam już gdzieś co nam zaraz wymyślą. Skoro staruszek chce nas udupić zrobi to i tak w ten czy inny sposób.
- Dobra tylko jej powiem co i jak - miauknął, kierując wzrok na dalej beczącą kotkę. - Idź do Bezzębnego Robala i pomóż jej z kociętami. Nie weźmie przecież w pysk wszystkich, a zaraz będziemy wyruszać - powiadomił ją, odchodząc z siostrą, by nie czekać na jej odpowiedź, która mało co ich interesowała.
- To co robimy? - zapytała po czym po chwili zorientowała się, że zapomniała o swoim uczniu. - O nie... Łasica.
- A no tak. Ty go jeszcze szkolisz... Zazdroszczę. Możesz na chwilę dzięki temu urwać się z obozu - westchnął. - Jak ci z nim idzie? Możemy go poszukać jeśli chcesz. - zaproponował. 
- Zawsze możemy ojcu powiedzieć, że Łasicza Łapa chciał zobaczyć się z naszą dwójką - wymamrotała, choć słowa te brzmiały mało przekonująco, zwłaszcza biorąc pod uwagę charakter jej ucznia. - To chodźmy go poszukać.
- Myślisz, że się gdzieś schował?
- Pewnie siedzi gdzieś w kącie i wymyśla jakieś swoje głupie plany. Nie zdziwiła bym się. Ta paskuda tylko uprzykrza mi życie, ale przynajmniej mogę się nad nim poznęcać. - wyjaśniła bez większych emocji.
- Mówisz, że coś knuje? - zapytał zainteresowany.
- A ty myślisz, że co takie ścierwo robi po nocach zamiast spać? Śmierdzi od niego na długość lisiego ogona. Ba! Nawet kilka!
Szylkretowa nie zamierzała ukrywać swoich szczerych opinii na temat swojego ucznia przed bratem, jawnie i na każdym kroku pokazywała mu jak puste jest to stworzenie. Poza tym, co mogło wyrosnąć dobrego z bachorów Słodkiej Myszki. Rzygać jej się chciało na samą myśl o tym, że te lisie wywłoki miały czelność nazwać swojego potomnego jej imieniem.

<Słodki Kwiatuszku?>

12 września 2022

Od Chłodnego Omenu (Słodkiego Kwiatuszka) cd Łasiczego Skowytu (Szpetnego Pyska)

Właśnie to okrutne życie zaczęło się rozkręcać. Mieli niedługo wyruszać, pozostawiając wszystkie tereny, które znali, z nadzieją na lepsze życie. Może i jakiś czas temu, by się z tego cieszył, ale przypadła mu rola niewolnika, o bardzo upokarzającym imieniu. Miał ochotę walić łbem w drzewo, by obudzić się z tego okropnego snu. Ojciec oszalał. Jak nic. Dostał kociokwiku i dostało im się rykoszetem. Nie miał pojęcia ile czasu ta kara z nimi zostanie, ale miał nadzieję, że lider się ogarnie i im wybaczy ten nietakt. Odkąd zdobył władzę, jego ego potwornie wzrosło, przez co zaczął obawiać się o przyszłość Klanu Wilka. Teraz jednak nie miał czasu rozmyślać o tym co będzie, bo trzeba było wziąć się do roboty. 
Kierował kroki za siostrą, która ruszyła w stronę żłobka. Zatrzymała się przed kociarnią obracając łeb w kierunku brata. 
- I jak tam Słodki Kwiatuszku? - mruknęła zgryźliwie. - Zasłużyliśmy sobie, co?
- Weź... - Zwiesił uszy, czując to okropne, palące upokorzenie. - Nie chcę o tym mówić... Wolałbym już dostać od niego lanie, po którym nie wstanę przez tydzień niż nosić to upokarzające imię. Jak ono brzmi?! Wolałbym być Szpetnym Pyskiem! Zamieńmy się. 
- Spoko, czemu nie. Szpetny Pysku. - mruknęła ozięble, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. 
Niesamowite jak po tych stoczonych między sobą bataliach, ich relacja była na całkiem dobrym poziomie. Również chciał posłać jej zadowoloną minę, lecz te plany szybko przerwał mu jakiś wojownik, który  krzyknął w ich stronę.
- Ej szpetne kwiatuszki! Co się tak guzdracie? Niedługo przeprowadzka, a wy zajmijcie się Spasioną Świnią i tą drugą idiotką!
Widział jak siostra zagryzła pysk, powstrzymując się od odpowiedzi. Nie mogła podczas kary pozwolić sobie na uszczypliwości w stronę podwładnych ojca. Na szczęście on miał tym razem więcej pokładów cierpliwości, przez co tylko przewrócił oczami. 
Szpetne kwiatuszki? No naprawdę ciekawa mieszanka z ich imion. O wiele lepsza niż to co teraz nosił. Wcale nie był słodziutki! Aż uszy my krwawiły, gdy ktoś mówił do niego tym idiotycznym mianem. Jednak dzięki obecności siostry, która cierpiała wraz z nim, było mu to lepiej znieść. 
- Czemu mamy zajmować się tymi dwiema? Są dorosłe, poradzą sobie same - burknął pod nosem, kierując kroki do żłobka. - Ej, Bezzębny Robalu. Pakuj manatki i dzieciaki. Będziemy się zbierać - rzucił tylko do niej.
Oczywiście dawna liderka nie ucieszyła się z jego słów. Wiedział jednak w tych jej oczach błysk satysfakcji, że upadli na samo dno, tak jak ona. 
- A co fo sa maniely! Telas ja fu rządzfę i macie się mne słuchaś. - prychnęła czekoladowa, rzucając ostrzejsze spojrzenie swojej byłej terminatorce.
- Przepraszam za mojego brata... Nie chciał być aż tak nie miły. Chcieliśmy tylko powiedzieć, że trzeba się pospieszyć, bo niedługo ruszamy. Potrzebujesz czegoś? - zapytała z udawanym entuzjazmem, tak jak robił to Mroczna Gwiazda.
Wcale nie mieli się jej słuchać, tylko pomagać. Najwidoczniej była głucha i głupia. Machnął ogonem, życząc jej skończenia w dole na miejscu Słodkiej Myszki. Ją i jej siostrę to z miłą chęcią, tknąłby dość poważnie. Te ich pyski budziły w nim odrazę. 
- Dajcie mi wfode. Przed podróżfą należy się nafodnić - zażądała. 
- Dobra, pójdę po tą wodę, a ty ogarnij jej kocięta - miauknął, odchodząc. 
Czuł ciężar tego upokorzenia, jak ciągnie go na samo dno. Już wolał być Kapryśną Łapą... To nie brzmiało aż tak źle, jak jego nowe imię! Wziął w pysk mech, po czym poszedł zamoczyć go w jakiejś kałuży. Bezzębny Robal nie zasługiwała na lepszej jakości wodę. Niech pije to błoto. On starać się dla niej nie zamierzał. Kiedy roślina nasiąknęła, wrócił z mchem, obserwując jak jego siostra myje dzieci tej pokraki. Położył namoknięty przedmiot przed królową, a ta z radością zaczęła zlizywać mokrą ciecz, krzywiąc przy tym pysk.
- Fuj! Smakujfe jakbyś tam naszczaf. To na pefno wfoda? - rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie.
- Tak. Woda. Mam świadków, którzy to potwierdzą. Tereny są już tak skażone, że strumień ma dziwny smak - skłamał, mając nadzieję, że się nabierze. Nie wyglądała mu na mądrą. 
Arlekinka posłała mu tylko nienawistne spojrzenie i zlizała resztkę wody z mchu. W tym czasie Łasica zdążyła oprzątać ostatnie z kociąt. Gdy tylko skończyła, natychmiast wypluła kłaki zebrane na jej języku.
- Obrzydlistwo! - zasyczała do brata z kwaśną miną.
- Och, nie martw się... Obrzydliwie dopiero będzie, gdy będziemy musieli zmieniać obsrane posłania kotów - miauknął, siadając ciężko na ziemi.
Tak, humor to on miał istnie parszywy. Publiczne upokrzenie się przed dziesiątkami oczu, było najokropniejszą rzeczą, do której zmusił go ojciec. Powoli tracił nadzieję na miłą podróż. 

<Siostro?>

28 sierpnia 2022

Od Łasiczego Skowytu CD. Chłodnego Omenu

- Ej, ojciec był kiedyś samotnikiem. A nasza matka była klifiaczką. Nie zgrywaj czystej krwi, bo nawet nie pochodzimy z tego klanu. - wymruczał rudy van. Arlekinka nie zamierzała znowu wykłócać się z nim na ten temat, bo miała w nim swoje z góry już ustalone stanowisko, którego nie zmieni nigdy.
- To tylko niuanse. My to my. - prychnęła niezadowolenie na co brat przewrócił oczyma.
- To znaczy? Krew mamy brudną tak czy siak.
Rzuciła mu ostre spojrzenie. Nie chciała słuchać bredni brata. 
- Nieważne.
- No tak. Zapomniałem, że córka lidera, to jaśnie pani. Już kogoś namówiłaś do oddawania pokłonów? - uśmiechnął się najprawdopodobniej próbując ją rozjuszyć.
- Tak. Ciebie. - rzuciła się nagle na rudego vana przewracając go na ziemię. Kocur widać, że się tego nie spodziewał.
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne - prychnął, wstając.
- Ale się ukłoniłeś. - zachichotała.
- Przewróciłem, a nie ukłoniłem. Tak to nie wygląda - Otrzepał się ze śniegu, mordując ją wzrokiem. Kotka prychnęła na te słowa nie zwracając uwagi na zdanie brata. 
- Zmieniłeś się wiesz?
- Pod jakim względem? - Usiadł, przekrzywiając w bok głowę. 
- Twoje zachowanie. Stonowałeś trochę, nie dużo, ale jednak. - stwierdziła mrużąc ślepia.
- Postanowiłem nie walczyć z wami, to nie walczę. Ostatnio ojciec mi coś... pokazał, a ja zrozumiałem co miał przez to na myśli. - miauknął, nie rozwodząc się za bardzo nad tą kwestią.
- Rozumiem. - mruknęła. Trochę jej brakowało starego braciszka, jednak przyzwyczajenie się było pewnie tylko kwestią czasu.
- Nie wydajesz się zadowolona. - zauważył. - Wolałaś moje krzyki i robienie afery na cały obóz? - Uśmiechnął się do niej cwaniacko.
- To zależy. - przewróciła oczami na myśl o nie znośnym zachowaniu brata. - Jakoś tak dziwnie, i tyle.
- Wiesz... Nigdy nie bawiliśmy się razem w dzieciństwie śniegiem. Może czas to nadrobić? - stwierdził, po czym powalił ją na ziemie. - O proszę, teraz ty się kłaniasz przede mną. Rzuciła mu krótki uśmiech. 
- Zapomniałeś, że się bawiliśmy i to w sumie niedawno. - mruknęła przypominając sobie kłótnie.
- To nie była zabawa. Chciałem cię zamordować, to różnica. Chodź siostrzyczko. - trącił ją łapą. - Bo później nie będziesz mieć żadnych miłych wspomnień.
- Właściwie czemu nie, nie wiem jak będzie wyglądała nasza przyszłość, więc chyba trzeba korzystać z chwil. - wzruszyła ramionami i podreptała na śnieg.
Kocur od razu odskoczył w bok, biorąc w łapę śnieg i rzucając nim w kotkę, jak niegdyś błotem. Tym razem miała takie szczęście, że biały puch nie brudził aż tak sierści, jak tamta maź. Nie zdążyła zrobić uniku, nie przeszkadzało jej to. Również nabrała śniegu i rzuciła nim z całej siły w brata śmiejąc się przy tym. Może jednak potrafiła okazać trochę uczuć rodzinie. Chłód zaśmiał się tylko gdy dostał śnieżką, już szykował kolejną porcję.
- No, no... Ty też widzę, że się zmieniłaś siostrzyczko. Orientuj się - ostrzegł ją, rzucając w nią śnieżką. Tym razem udało jej się zrobić unik, zamiast zrobić kolejną śniegową kulkę pognała do brata i obsypała go śniegiem przy ostrym hamowaniu. - Może ty się orientuj. Śnieg zasypał kocura tak, że wyglądał jak bałwan, mimo to otrzepał się tak, by wszystko poleciało na siostrę.
- Ha! A masz! - miauknął, odskakując na bezpieczną odległość.
- Osz ty. - zasyczała znów otrzepując się po "ataku" vana. - Doigrałeś się! - rzuciła się na niego wachlując ogonem śnieg na kocura.
- O nie! - zaczął uciekać, próbując uniknąć śniegu siostry. Skrył się za jakimś cienkim drzewem, a gdy ta się zbliżyła, uderzył w nie, powodując że śnieg na gałęziach spadł na nich oboje. Kotka cała w śniegu usiadła krzywiąc swój pysk. 
- Remis?
- Może być - otrzepał się. - Przydałoby się wrócić do obozu i się rozgrzać. Łap już nie czuje.
- Prawda. - po zwróceniu uwagi poczuła jak zimno przeszywa jej ciało.
- To chodźmy - skierował kroki z powrotem do obozu. Arlekinka truchtem ruszyła za nim rozmyślając o różnych sprawach, w tym tych rodzinnych. 

<braciak?>

26 sierpnia 2022

Od Chłodnego Omenu cd Łasiczego Skowytu

Położył po sobie uszy, nagle wybity z rytmu rozmowy. U niego i Gęsi? Czy przypadkiem nie mówiła, że to nie jej interes i nawet nie chcę wiedzieć? 
- A co tak nagle zmieniłaś zdanie? Zazdrościsz? - mruknął, mrużąc oczy.
- Oczywiście że nie, nie mam nawet czego! Pytam z ciekawości, poza tym jestem twoją siostrą i chyba mogę wiedzieć takie rzeczy? - fuknęła oburzona.
Jak to nie ma czego zazdrościć? Przecież Gęsia Łapa był cudownym kocurem! Skrzywił się na tą jawną obrazę swojego chłopaka, ale jego siostra już taka była. Niestety. Musiała pozazdrościć, że mu życie się zaczęło układać. 
- Prawda. Może i warto byś to wiedziała. To mój... chłopak. Jesteśmy razem. Ojciec wie i nie ma nic przeciwko temu - miauknął, tyle ile uważał za stosowne. Przecież nie powie jej więcej! Nie było nawet takiej opcji!
- No to się cieszę. - wzruszyła ramionami, w tych słowach nie był słychać żadnej radości. - Nie żeby coś, ale jestem tolerancyjna, a ty o tym nawet nie wiesz.
Nie wiedział? No to go zaskoczyła, bo akurat doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dała niezły pokaz na zgromadzeniu, podchodząc do ich dwójki, gdy spędzali miłe chwile i nie robiąc sobie nic a nic z faktu, że Gęsia Łapa go całował. 
- Wiem. Gdyby było inaczej, to byś mnie okrzyczała już podczas zgromadzenia, ale tego nie zrobiłaś. - Uśmiechnął się do niej cwaniacko, mając nadzieję, że zaskoczył siostrę. 
Nie doceniała go, a szkoda. Akurat nie był takim mysim móżdżkiem jak uważała. 
Mimo niechęci odwzajemniła uśmiech. 
- Cieszę się, że się rozumiemy.
- Przydałby ci się partner - stwierdził, patrząc na nią. - Może roztopiłby lub roztopiła twoje lodowate serce. - zagrał taktycznie, bo nie miał pojęcia jakie preferencje miała kotka. 
Wojowniczka spojrzała na niego jak na totalnego debila.
- Może znajdzie się kot, co podoła moim wdziękom. - stwierdziła dumnie.
Słysząc to wybuchnął śmiechem. Pochylił aż głowę, próbując się uspokoić. Co to za określenie? Nigdy nie patrzył na siostrę w taki sposób, więc nie miał pojęcia, gdzie ona widziała te swoje wdzięki. To, że myła swoje futro kilka razy dziennie, nic nie znaczyło. 
- Wybacz - Wziął głęboki oddech. - Mogłem się po tobie tego spodziewać.
Wydała z siebie żałosne westchnięcie.
- Goń się Chłód. - prychnęła.
- Sama się goń, Łasico - Trącił ją barkiem. - Słyszałem, że masz ucznia. - zmienił temat, by ją już nie irytować. - Swojego imiennika. Już byłaś z nim na treningu?
Ujrzał jak się wzdrygnęła. Och, nie przepadała za nim? Kiedyś czułby ogromną zazdrość za fakt, że siostra jako pierwsza dostała pod swoją opiekę kocię. Teraz jednak nie miał tego ojcu za złe. Nie był jeszcze gotowy, by móc wziąć na barki taką odpowiedzialność. No i dzieci Słodkiej Myszki były... dziwne. Bardzo dziwne, jak nie podejrzane. Nie lubił ich, wręcz czuł niechęć. Nic więc dziwnego, że śmierć Grada spłynęła po nim jak woda po kaczce. Właściwie to nie zastanawiał się jak zginął, słyszał tylko plotki, że dokonał żywota. 
- Ten mysi bobek? Błagam cię... Tego się uczniem nazwać nie da. Liczę tylko na to, że nie skończy treningu.
- Nie zależy ci na wyszkoleniu dobrego wojownika? Wolisz się z nim męczyć przez wiele księżyców? Wtedy wyjdzie, że jesteś beznadziejną mentorką. 
Te słowa bardzo go zdziwiły. Akurat po Łasiczym Skowycie spodziewał się, że zrobi wszystko, by pokazać jaką dobrą jest mentorką, a przy tym i wojowniczką. Bądź co bądź, zostanie mentorem to zaszczyt. 
- Mam to gdzieś! Ten bachor to wronia strawa. - splunęła. - Nie zasługuje na nic.
W sumie to się zgadzał z tym stwierdzeniem. Nic po takiej matce, nie mogło wyjść normalne. 
- To teraz pomyśl o naszym rodzeństwie, które urodziła Słodka Myszka - Przewrócił oczami. - Są też z nimi spokrewnieni. To ich przyrodni bracia.
- I co z tego? Żaden z tych bękartów nie zasługuje na to by żyć. Stary narobił kociąt i ma je gdzieś, ja nie zamierzam tego niańczyć.
- Niańczy z tego co wiem Wiśniowy Świt. Ale racja. Zgadzam się z tobą. Przesadził. Teraz pół klanu to nasza rodzina. - westchnął. 
Musieli nałożyć jakieś ograniczenia na starego. Rozhulał się na starość. I to bardzo... Wątpił jednak czy dałoby się w jakiś sposób go kontrolować, skoro Łasica bała się go tak bardzo, że spełniała jego prośby wręcz machinalnie. Już nawet słyszał ten jego głos mówiący: "To nie wasz interes". 
- Nawet nie wiem kiedy to się stało. - przyznała.
- No cóż... Lubi sobie pofiglować. Raz spotkałem go z jakąś starszą samotniczką o imieniu Bylica. Zalecali się do siebie - zdradził siostrze. 
Niech lepiej wie, że z Mrocznej Gwiazdy taki casanova, który lubi starsze kotki. Nadal na wspomnienie spotkania z samotniczką, czuł odruch wymiotny. 
- Nie wiedziałam, że upadł już tak nisko, żeby ze staruchą flirtować. Jakby tak się zastanowić jest to obrzydliwe. - powiedziała wojowniczka. 
- Co nie? Jeszcze kazał mi na to patrzeć, gdy chciałem sobie pójść. A ta stara wiewióra, zrobiła coś takiego - Musnął ją ogonem pod brodą. - Gdybyś widziała jaki był zadowolony. Jak nic miał na nią chrapkę. Ble...
- Dobra, bez szczegółów, bo zaraz zwrócę tego samotnika co go jadłam na obiad. - roześmiała się.
Również się zaśmiał.
- Weź, ja nawet nie znam szczegółów. Odgoniłem ją skutecznie. Nie był z tego zadowolony, ale przynajmniej się nie puścił ponownie. Mielibyśmy tylko kolejne rodzeństwo.
- Aż mnie ściska na samą myśl. Brudna krew samotników w naszym klanie... - miauknęła. 
- Ej, ojciec był kiedyś samotnikiem. A nasza matka była klifiaczką. Nie zgrywaj czystej krwi, bo nawet nie podchodzimy z tego klanu - wytknął jej to, bo zauważył, że siostrze włącza się tryb wyższości. 

<Łasica?>

25 sierpnia 2022

Od Łasiczego Skowytu CD. Chłodnego Omenu

Wracała właśnie z lasu, nie była na polowaniu czy na patrolu. Po prostu miała ochotę rozprostować łapy. Rozmyślała również o tym, jak zająć się Łasiczą Łapą. Nie miała pojęcia dlaczego ojciec dał jej to ścierwo na ucznia, ale musiała z tym jakoś żyć.
Gdy znalazła się w obozie natychmiast udała się do legowiska wojowników by oddać się kąpieli. Dostrzegła brata również wracającego z lasu. 
- Co tam? - mruknęła do niego obojętnie.
Widząc siostrę podszedł do niej raźno. 
- Dobrze. Wręcz wyśmienicie - miauknął. - A u ciebie?
- Dzień jak co dzień. - fuknęła. - Byłam się przejść, a ty?
- A ja... ja byłem... z kimś - Uciekł gdzieś wzrokiem, arlekinka od razu wiedziała o kogo chodzi.
- Chłód, każdy wie z kim po krzakach się panoszysz. - odparła. - a sytuacja na zgromadzeniu tylko to potwierdziła. 
Kocur jak zwykle z zawstydzoną miną próbował jakoś spławić kotkę.
- Nie panoszę się po krzakach - napuszył się. - Byliśmy tylko na spacerze.
- Nie obchodzi mnie co robisz i z kim robisz, spokojnie. Nigdy ci nie zabroniłam być z Gęsią. Poza tym i tak nie mam w tej kwestii nic do gadania.
- Prawda. Nie masz nic do gadania. - zgodził się z nią. - Ale i tak nie panoszę się po krzakach, nawet jeśli cię to nie obchodzi - powtórzył. - A ty jak widzę nadal samotna. Myślałem, że masz wzięcie, po tym jak awansowałaś na córkę lidera.
A ten jak zwykle musiał wtrącać nos w nie swoje sprawy, nie lubiła, gdy zwracał jej na to uwagę. Jeszcze nie spotkała kogoś, kto zmiękczył by jej lodowate serduszko.
- Już rozmawialiśmy o tym. - przewróciła oczami nie chcąc widocznie kontynuować tego tematu. - Swoją drogą... Powiedzieć ci coś ciekawego?
- Co takiego? - zapytał z zainteresowaniem.
- Widziałam się z kimś na granicy. - mrugnęła sugestywnie.
Wbił w nią zaskoczony wzrok. Najwidoczniej za dużo sobie wyobraził.
- Och... Rozumiem. Nie mów tylko ojcu... Może nie być... zadowolony. Jednak życzę wam szczęścia.
- Czekaj co? - skrzywiła pysk w zniesmaczony grymas. - Nie! To nie o to chodzi! Widziałam się z Krukiem durniu...
- Ugh... To on jednak żyje? A no tak... zapomniałem, Zimorodkowy Sen mówiła, że nic im nie zrobili... A szkoda. Jego mogliby kropnąć...
A więc on również rozmawiał z kimś na granicy, w dodatku była to jego była mentorka i siostra Lśniącego.
- Zimorodkowy Sen? - zdziwiła się. - Czyli nie tylko ja ucięłam sobie pogawędkę na granicy?
- Spotkałem ją przypadkiem... Tak jakoś wyszło. Dowiedziałem się jednak dzięki temu, jak radzi sobie Klan Klifu podczas tego głodu. - pochwalił się jej. - A co takiego mówił ci Kruk? Nadal jest uczniem?
- Powiedział że nie i ponoć nazywa się Krucze Pióro. Zaproponowałam mu, że skoro nie jest już uczniem mógłby dołączyć. Ojciec by mu pewnie znalazł jakieś miejsce. Chociaż wątpię, że do nas wróci. On prawie nic nie pamięta...
- Nic dziwnego, że nic nie pamięta. Od zawsze miał coś nie tak z tą głową - prychnął. - Cieszę się, że nie muszę widywać jego gęby codziennie. Niech już tam zostanie. Nie przekonuj go. I nie mów ojcu, bo jeszcze go porwie jak nas. Już mu starczy dzieci w klanie.
Miał trochę racji, ojciec sprawił sobie pełno dzieci w klanie, właściwie tworzyła się z niego jedna wielka rodzina. 
- To już zależy od ojca, i tak mam mu ważne informacje do przekazania. - machnęła kitą ignorując prośbę brata.
- Nie musisz mu przekazywać, że wiesz to od niego. Powiedz, że spotkałaś Zimorodkowy Sen - próbował ją przekonać. - Już zapomniał o nich, myśli że nie żyją. Nie dawaj mu nadziei.
- To nie twoja sprawa! Powiem mu co będę chciała.
Van zmierzył ją chłodnym wzrokiem. 
- Powiesz i zmusisz kolejnego brata do porzucenia swojego domu? Skażesz go na cierpienie? Lepiej niech żyje po swojemu. Skoro dostał taką szansę od losu i go nie zabito w Klanie Klifu.
Uniosła brew a po chwili kiwnęła łbem. Może i miał trochę racji, ale to na marne, Łasica i tak miała zamiar powiedzieć o wszystkim Mrocznej Gwieździe.
- Dobra, niech ci będzie... Nie powiem. - skłamała. - A powiedz co tam u ciebie i Gęsi? Nie lubisz się tym chwalić. - powróciła do poprzedniego tematu szczerząc kły w cwaniackim uśmiechu. Co prawda dopiero co zmieniła kierunek rozmowy, jednak nie miała ochoty dalej ciągnąc pogadanki o młodszym braciszku.

<Chłód?>

22 sierpnia 2022

Od Chłodnego Omenu cd Łasiczego Skowytu

Daleko? Było mu do niej nadal daleko? Przecież sama twierdziła, że to nic szczególnego. Wystarczyło spełniać kilka wymagań, które jak dla niego, były wręcz śmieszne i bardzo łatwe do wykonania. 
- Przecież mówiłaś, że wystarczy mycie się i słuchanie ojca. Czyli powinienem być już taki jak ty - wytknął jej to.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi! A z resztą, nieważne! - prychnęła zadzierając brodę do góry.
Co takiego? Już kompletnie jej nie rozumiał. Nie zamierzał jednak odpuszczać. 
- No ej! Jak nieważne? - Przekrzywił łeb. - Właśnie ważne siostrzyczko. Czego mi jeszcze brakuje, co? - starał się z niej to wydusić. 
Ta jednak mu nie odpowiedziała, siedząc tak dalej z zadartym nosem, zerkając co chwilę w jego stronę. Zmarszczył pysk. O co chodziło? Znów się obraziła? Przecież nawet nic złego na jej temat nie powiedział! Przysunął się do niej bliżej, obejmując ją ogonem.
- O co znowu chodzi? Jak chcesz możesz mi się wypłakać na ramieniu - zaproponował. 
Uniosła brew i wykrzywiła się w grymasie. 
- Jesteś po prostu irytujący... - odpowiedziała zamieniając wyraz pyska w lekki uśmiech.
Naprawdę tylko o to chodziło? Nie mogła tak od razu? 
- A co mam zrobić, by nie być irytujący? Jakoś nie widzę, kiedy niby jestem nie do zniesienia, wiesz siostrzyczko? Możesz mi wskazać błędy, a ja postaram się je poprawić, co ty na to?
W sumie był ciekaw co odpowie. Mógłby wtedy rzeczywiście coś z tym zrobić. Powiedział przecież ojcu, że tym razem postara się być lepszym synem. To, że kotka musiała w tym mu pomóc, bo sam z trudem dostrzegał swoje błędy, było dla niego korzystne. No bo kto szczerze powie, co z tobą nie tak, jak nie "kochana" siostra?
- Na pewno za dużo gadasz. 
Przewrócił oczami. 
- Czyli irytuje cię moje gadanie? Czy może głos? Czekaj spróbuję tak - chrząknął, zniżając swój ton - Teraz lepiej?
- Brzmisz jak stary. - stwierdziła lekko chichocząc pod nosem. - Nadal nie o to mi chodzi, mówisz często za dużo i nie obraź się, to moje zdanie i tyle.
Zamrugał zaskoczony jej słowami. Jak to brzmiał jak ojciec?! To już koniec świata nadchodził? Nie dość, że odziedziczył po nim rysy pyska, imię to i głos? Może to czas na załamanie? A nie... już przecież przez jedno przechodził. Westchnął więc tylko, wywalając z pamięci co ta przed chwilą powiedziała o jego głosie.
- Okej. Więc pewnie nie chcesz usłyszeć cudownej historii, jak Spasiona Świnia przymarzła tyłkiem do ziemi i urwała sobie z niego futro? - rzucił tak od niechcenia. 
Dojrzał jak na pysku siostry pojawia się zdumienie. 
- Czekaj co? Opowiadaj!
Uśmiechnął się do niej zadziornie. Ha! Czyli takie kłapanie językiem to już lubiła. Pff... Będzie jednak litościwy i podzieli się z nią tą cudowną historią. Warto, by więcej kotów o niej usłyszało. 
- Wcześnie rano wstałem i zobaczyłem jak Spasiona Świnia próbuje odkleić się od ziemi. Bezzębny Robal jej pomagała. Jak nic tam przymarzła. W końcu jednak lód ją puścił, ale wyrwał jej sporo kłaków na tyłku, przez co teraz ma tam łyse placki - miauknął. 
- Pora nagich drzew jest ciężka, ale ta to sobie zasłużyła. - stwierdziła wojowniczka. 
- Prawda. Pewnie by się zdziwiła, gdybyśmy jej zdradzili, że to mięso co zjada ze smakiem jest z kota. Schudłaby wtedy bardzo szybko - mruknął.
Musiał przyznać, że żartowanie sobie z tego tłustego wieprza było fajne. Tyle ile przeżył wyzwisk z jej stron wystarczyło, by żywił do niej głęboką urazę. 
Kotka słysząc te słowa roześmiała się. 
- To lepiej niech nie chudnie, bo będzie ostatnią deską ratunku na wyżywienie klanu.
- A wiesz, że o tym samym pomyślał ojciec? Jednak nie chciałbym jej zjeść. Jej mięso musi być obrzydliwe, ble - Skrzywił się z odrazy.
Nie tknąłby chyba jej nigdy, nawet jeśli by głodował.
Siostra przechyliła łeb. 
- A tam zaraz obrzydliwe, pewnie takie jak każde tylko z większą ilością tłuszczu.
- Sądzę, że byłoby niedobre w smaku. No bo spójrz na nią! Ktoś taki co ma problemy ze zdrowiem, przecież może nie być smaczny. Jeszcze zarazisz się od niej jakimś pasożytem. 
W sumie co on gadał... Kiedyś by takie myśli nie przeszłyby mu w ogóle przez myśl, a teraz zdawało mu się, jakby było to coś normalnego. Dyskutowanie o czyimś mięsie... Brzmiało... potwornie. 
- W sumie może... 
Podrapała się za uchem po czym spojrzała w niebo. Również skierował tam wzrok. Czy to właśnie to przyzwyczajenie się, o którym mówił ojciec? Niedługo te tematy nie będą sprawiały mu żadnych problemów ani dyskomfortu? W sumie do krwi, jej smaku i zapachu przywykł... Irgowy Nektar wciąż zabierała go do tej jaskini, poddając go kolejnym testom. Było to więc bardzo prawdopodobne. 
W końcu jednak ktoś wyrwał ich z zadumy, każąc wziąć się do roboty. Pożegnali się więc ze sobą, odchodząc do swoich obowiązków. 

<Łasica?>

17 sierpnia 2022

Od Łasiczego Skowytu CD. Chłodnego Omenu

Polowanie nie szło najlepiej... Wszystko co tylko mogło być zamarznięto zamarzło. Zwierzyna się pochowała, a z kocich brzuchów było słychać nieustające dźwięki burczenia. Jedynym źródłem pożywienia klanu był kanibalizm, w którym nieświadomi członkowie klanu zapełniali swoje brzuchy mięsem innych kotów. Łasiczy Skowyt pomimo posiadania świadomości co spożywa klan i tak nikomu tego nie wyjawiła. Wracała do obozu jak zwykle z pustymi łapami, na miejscu ku jej zaskoczeniu dopadł do niej brat.
- Hej... możemy porozmawiać? - zapytał, kładąc po sobie uszy
Chciał rozmawiać? Ciekawe o czym... Przez ostatnie kilka dni nie zamienili z sobą słowa, przez to co odwalił rudy van.
- Co chcesz?! - rzuciła. - Nie widzisz, że nie mam humoru? - Splunęła na ziemię dalej obrażona, a brak zwierzyny tylko podwoił negatywne emocje. 
- Właśnie widzę... Chciałem cię przeprosić. Za swoje zachowanie i słowa. Miałaś rację, że nie potrafię myśleć... - miauknął ze skruchą.
Arlekinka stanęła w miejscu słysząc te słowa a jej pysk przyozdobił tryumfalny uśmiech. 
- Cieszę się, że zrozumiałeś. - miauknęła ze stoickim spokojem, choć w duszy jej wręcz śpiewało.
- Tak... zrozumiałem. Głupio mi teraz z tego powodu. Postanowiłem, że wezmę się za siebie. - wyjaśnił jej, po czym zaraz dodał. - To wybaczysz mi?
Miała ochotę przetrzymać go w stanie zwątpienia, jednak zrezygnowała z tego, gdy tylko wyobraziła sobie jak ten znowu się oburza i podskakuje.
- Wybaczam. - mruknęła obojętnie.
Kocur odetchnął z ulgą i niepewnie się uśmiechnął. 
- Cieszę się. Wiesz... tak sobie myślałem... - motał się. - Może... pomogłabyś mi, być takim jak ty?
Kocica uśmiechnęła się złowieszczo, w jej myślach już malowały się różne scenariusza jak tu nabić się z brata. Miała ochotę się zemścić, jednakże skoro przyszedł do niej pełen skruchy może w końcu zmądrzał.
- Aaaa co konkretnie chciałbyś umieć? - przysunęła się bliżej brata trącając go puszystym ogonem.
- No... być taki jak ty. Nie wiem... By nie przynosić zawodu czy coś.
- To bardzo proste! - Mruknęła radośnie - słuchaj się ojca, koniec. - dodała pustym głosem. - A i dokładnie dbaj o swoje futro!
Ten tylko prychnął i przewrócił oczami. 
- Przecież zawsze się go słuchałem. No może nieco się buntowałem, ale mimo wszystko słuchałem - wyjaśnił. - O futro? A co mi da dbanie o futro? Jakoś trudno mi uwierzyć, że to takie proste...
- Ja się nie stawiałam i nigdy mi nie wlał. No może ten jeden raz... - miauknęła nerwowo. Ciągle pamiętała jaką szopkę odstawiła na inicjacji w kulcie.
- Też to mnie zdziwiło. Ale odkąd został liderem, to ego wystrzeliło mu w kosmos i stał się bardziej drażliwy. - mruknął.
- No może trochę. - przyznała bratu rację. Na te słowa wojownik otarł się o nią głową. 
- Czy się przesłyszałem, czy przyznałaś mi rację? - Uśmiechnął się do niej cwaniacko.
- No tak, raz nie można się z tobą zgodzić bo już się pysznisz Chłód. - przewróciła oczami.
- Wcale się nie pysznie. - miauknął. - Chociaż czy to źle? Ty też się pysznisz, więc naśladuje ciebie.
- E tam - machnęła kitą. - Tobie to jeszcze do mnie daleko.
 Jednak nadal był irytujący.

<Chłodny braciszku?>

15 sierpnia 2022

Od Chłodnego Omenu cd Łasiczego Skowytu

Pojawienie się ojca było bardzo niespodziewane. Co on tutaj robił?! Gniew jednak nadal go palił, nie pozwalając racjonalnie myśleć. Chciał tylko dorwać swoją siostrę i ją skrzywdzić. To teraz było najważniejsze niż czarny van, który mordował ich wzrokiem. 
— Co takiego?! — zachłysnął się powietrzem. — Zwalasz na mnie całą winę?! To ty zaczęłaś zdechła wrono! — zawarczał, nadal próbując ją dopaść w swoje łapska. — Nie udawaj teraz poszkodowanej!
— OBOJE SIĘ MACIE USPOKOIĆ W TEJ CHWILI LISIE WYWŁOKI — rozkazał. — ZEJDŹCIE Z TEGO LODU I OBOJE DO MNIE. JUŻ.
Widział jak Łasica stanęła w miejscu jak na rozkaz, kuląc żałośnie ogon. No nie mógł w to uwierzyć! Wręcz drgała mu żyłka, widząc tą pokorną postawę siostry. Nie odzywała się, a jedynie zerknęła na brata, którego wręcz mordowała wzrokiem. Zatrzymał się przed nią.
— Czyli jednak! Sunia! No idź do swojego pana. Podłóż mu się pod łapy i zaskowycz, bo tylko to potrafisz! — syknął do niej, ignorując obecność ojca, czerpiąc satysfakcję z upokorzenia siostry. 
Mroczna Gwiazda w tym czasie zbliżył się bliżej.
— CIEBIE TEŻ TEN ROZKAZ DOTYCZY WRONIA STRAWO. — warknął. — Czy wy zdajecie sobie sprawę co robicie?! Wiecie co by się stało gdyby widział was patrol Klifiaków? Jeśli ich władza się wygadała to wiedzą, że jesteście dziećmi Rysiego Puchu, durnie! Zabiliby was! — syknął z błyskiem szaleństwa w oczach. — ZAMIAST SOBIE POMAGAĆ TO WRONIE STRAWY PRÓBUJECIE SIĘ POZAGRYZAĆ.
Kotka dalej się nie odzywała. Jej źrenice przypominały kształtem wykałaczki. Mimo to, posłuchała wcześniejszego rozkazu ojca i podeszła do niego. 
— Chłód to zazdrosny dureń. — Splunęła  na śnieg zaraz obok łapy czarnego vana. 
Zawarczał na ojca, cofając się o krok od Łasicy. Położył po sobie uszy, ale jego ogon bił na boki ze zdenerwowania i wściekłości. Nie docierało do niego, co mówił kocur. Klifiacy? Miał ich gdzieś! Liczyła się teraz siostra i rozoranie jej tego parszywego pyska znacznie bardziej. 
— Coś ty powiedziała? — syknął do niej, widząc jak zmyka do staruszka. — O tak, kul ogon bardziej i chowaj się za tatusiem lisie łajno! Taka z ciebie "dorosła". Zdechła wrona! — Wbił pazury w śnieg.
Mroczna Gwiazda nie czekał dłużej. Rzucił się do skoku na syna, wysuwając pazury.
— ZA-MI-LCZ. — wysyczał, trzymając pazury tuż nad jego okiem, gotowy by rozorać mu ryj.
Upadł na ziemie, przygnieciony przez cielsko vana. Wydał z siebie gardłowy warkot, piorunując pysk ojca nienawistnym wzrokiem. Z jego nosa i ust wylatywały strugi pary, które rozpływały się w zimnym powietrzu, gdy łapał oddech. Ogon nadal bił gniewnie, a na słowa siostry, zasyczał na nią ostrzegawczo. Jak ona go irytowała. Miał ochotę zwalić kocura z siebie i ją dorwać w swoje łapska, nawet kosztem oka, ale starał się zapanować nad tym uczuciem, zaciskając pysk, by nie odgryźć ojcu łapy. A Łasica? Patrzyła na tą scenę w niemałym szoku.
— Nie ośmieszaj swojej osoby jeszcze bardziej. — mruknęła do rudego vana.
Ojciec nie spuszczał z niego wzroku, czekając w tej pozycji, aż opanuje nerwy.
— Przyrzekam, że jak tkniesz swoją siostrę, to rozłupię ci czaszkę. I nawet nie żartuję — prychnął, mordując go wzrokiem. — I to samo w drugą stronę. Nie ma nic gorszego niż zdrada krwi w MOJEJ rodzinie. Co wy sobie myśleliście do cholery? Masz zabijać tych, których żywot jest niepotrzebny, a nie własną siostrę! — Wbił pazur w jego policzek, unosząc jego głowę wyżej.
— Słuchaj się ojca. — wtrąciła kotka, choć wiedziała, że komentowanie nie było najlepszym pomysłem.
— Nienawidzę jej! — wysyczał. — To wszystko jej wina! Ale cię to gówno obchodzi, bo przed tobą gra cudowną córeczkę, co zje ciotkę, sam ideał, z którego możesz być dumny! No patrz jak się przed tobą kuli ze strachu. Miły widok, co? Żałośni jesteście. Oboje — syknął. 
Na te słowa lider odsunął się od niego, z mrożącym spojrzeniem. 
— Ta wronia strawa zasługiwała na zjedzenie — miauknął lodowatym i zaskakująco spokojnym tonem głosu. — Jestem dla ciebie żałosny, synu? Dobrze. W takim razie radź sobie beze mnie. Może wtedy docenisz to ile dla ciebie poświęciłem — Odwrócił się i zwrócił wzrok na córkę. — Ty też mogłaś się zachować rozsądniej, Łasicy Skowycie. Zawiodłaś mnie. Ale w przeciwieństwie do niego, umiesz się poprawić i uczyć na swoich błędach. Wiesz, co ci dałem i nie jesteś niewdzięczna jak on. Masz miejsce u mojego boku — dodał jedynie. 
Szylkretka wywróciła oczami i usiadła przy ojcu grzebiąc łapami w śniegu. 
— Ale w sumie i tak nie smakowała źle. — stwierdziła po chwili namysłu.
Spojrzał na nich z szokiem. Całe siły jakby go opuściły. Sapnął, odprowadzając ich wzrokiem, wstając na łapy. Doskonale słyszał co JEJ powiedział. Czyli tak jak myślał... Ona była lepsza. Cudowniejsza. Te wszystkie zapewnienia, które od niego słyszał, gdy byli sami, były kłamliwe. Spuścił łeb, czując ból przeszywający mu pierś. To było takie niesprawiedliwe! Nienawidził ich oboje. Bawili się nim i jego uczuciami niczym zabawką. Pociągnął nosem, czując jak łzy spływają mu po pysku. Odwrócił się do nich tyłem, czując rosnącą gule w gardle. Znów to Łasica zbierała laury, mimo tego że ten ją złajał. Wbił pazury w śnieg, a następnie przejechał nimi po swojej łapie, sycząc z bólu i obserwując wypływającą z rany krew. 
— Idziemy, Łasico. — mruknął jedynie lider, pozbawionym uczuć głosem, ignorując co właśnie zrobił jego syn. 
— Dobrze. — odpowiedziała mu.
Odeszli. Zostawili go w tym śniegu z duszą, która wołała o pomstę do niebios. 
Kolejny raz emocje nad nim zwyciężyły. Nie myślał. To stało się samo. 
Nie wrócił na noc do obozu.

<Łasico?>

Od Łasiczego Skowytu CD. Chłodnego Omenu

- Nic dziwnego, że tak zadzierasz nosa, skoro zostałaś córeczką lidera. Pewnie teraz wielu adoratorów pcha ci się do posłania.
- Teraz tak po mnie jedziesz, a Gęsiej Łapie to z ręki jesz! Go sobie możesz traktować ulgowo ta? - Krzyknęła ile sił w płucach. 
- Gęsia Łapa nie jest moją siostrą! Nie należy do rodziny, tylko... - Wziął oddech. - Nie zmieniaj tematu! On ma dobre serce, tylko zbłądził na niewłaściwą ścieżkę. A ty od początku wykazywałaś morderczy instynkt! Chciałaś by ojciec mi wydrapał oko, wtedy gdy mnie porywał ze zgromadzenia! 
- Na prawdę? Nie pamiętam, Ciepły Omenie. 
- Coś ty powiedziała?! - zawarczał na nią, robiąc krok. - Jak mnie nazwałaś?! 
- Cieeeeepły! Zero w tobie chłodu, współczuję imienia, które tak bardzo nie pasuje! 
- To twoje imię nie pasuje! Zero z ciebie łasicy! Chociaż skowytać potrafisz jak ona, więc może i trafne. No dalej. Zaskowycz no - Rzucił w nią śniegiem. 
- Sam się zaskowycz. - Uniknęła śniegowej kulki. - Jesteś tak głupi, że znaczeń imion nawet nie znasz. 
- A ty jesteś tak głupia, by bezmyślnie podążać za rozkazami starego! - Znów rzucił w nią śniegiem. 
- Skowytaj siostrzyczko. Pokaż mi moc swojego imienia! 
Buzowała w niej złość, wręcz czuła się jakby miała zaraz wybuchnąć. Arlekinka gniewnie krzyknęła na cały głos rozładowując tym samym towarzyszące jej napięcie.
- Twierdzisz, że to co ON robi jest złe, ale twoje zaczepianie mnie bez powodu niby się broni?! Zrozum to, że na świecie nie ma podziału na dobro i zło, wierzysz w te kocięce bajki i tylko mózg ci piorą! 
- Nie wierzę w żadne bajki! Doskonale wiem jak działa świat! Sama masz wyprany mózg skoro tego nie dostrzegasz! Chcę tylko by ON mnie docenił, a ty wszystko psujesz swoją idealnością! Cudowna Łasica, bierz z niej przykład. Udane dziecko. Jest od ciebie lepsza, mądrzejsza i pozbawiona wad! Nie zawodzi mnie! Morduje na zawołanie, zjada ciotkę, no po prostu dzieciak marzenie! - wydarł się na nią buzując ze złości. 
- A więc to o to chodzi - Zaczęła stopniowo przekształcając grymas w szeroki psychodeliczny uśmiech. - Ty jesteś zazdrosny, że ci ojca zabieram! - Zaśmiała się padając plecami na śnieg. - Nie mam pojęcia po co to ukrywałeś, ale ojca mamy jednego więc chcąc czy nie musisz nauczyć się dzielić. 
Wojownik zawarczał, rozgarniając łapą śnieg. 
- Nie o to chodzi! - Zjeżył sierść, widząc jak ta się turla ze śmiechu. - Dzielenie się to jedno, a ty...- Zacisnął pysk. - Ty wszystko komplikujesz! Przez ciebie mam pod górkę, bo nigdy nie stanę się taki jak ty! Nie zamierzam kryć się w twoim cieniu. - Podszedł do niej. 
- No i co zamierzasz zrobić? - Zapytała dalej się uśmiechając. 
- Oszpecę cię jeżeli nie przestaniesz być idealna. Rozryje ci pysk, że na ciebie nawet nie spojrzy. - Syczał, robiąc kolejny krok. - Chcesz zobaczyć jaki potrafię być zimny? Mogę ci pokazać siostrzyczko, tylko jeszcze raz mnie zdenerwuj. Jeszcze raz, a nie ręczę za siebie - zagroził.
- Oho. - Mruknęła momentalnie wstając z ziemi. - Wiesz... Nie kwestionuję tego że potrafisz być zimny. Na przykład tak jak teraz! - Odwróciła się do niego tyłem i kopnęła tylnymi łapami śnieg obsypując nim brata. Po tym geście oddaliła się od niego na długość lisiego ogona. Ten się skrzywił, gdy dostał śniegiem w pysk. Od razu za nią pognał, chcąc ją dorwać w swoje łapy. 
- Nie żyjesz! 
- Do grobu mi się jeszcze nie śpieszy jak cioci! - Zawołała uciekając przed Chłodnym. 
Docierali coraz bliżej granicy z Klanem Klifu. 
- Och, zaraz tam do niej trafisz! - warknął, biegnąc za nią. - Wywieszę twoje flaki na drzewach! - Zobaczysz! Tylko cię dorwę! - krzyczał.
- O ile masz na to jaja! - Pognała dalej przed siebie, na froncie znajdowała się rzeka, na którą kotka postanowiła skoczyć gdyż była całkiem zamarznięta i obecność nawet kilku kotów nie była w stanie przełamać lodu. Brat zaś nie patrząc pod łapy prześlizgnął się przez kawałek rzeki nie potrafiąc wstać. Patrzyła na niego z wielkim uśmiechem widząc jak mizernie prześlizguje się obok niej. 
- Brawo ciamajdo. 
Zawarczał na nią, próbując wstać, ale nieskutecznie, bo zaraz padał na brzuch. 
- Łasica! Ty cholero jedna! - klął na nią.
- Może jeśli ładnie poprosisz to ci pomogę wstać. - Zaproponowała gdy z gracją robiła kółka na lodzie. 
- Nie poproszę o nic wronia strawo! - Znów próbował się podnieść, ale bezskutecznie. Prześlizgnął się przez to dalej po lodzie, nie mogąc dorwać kotki. 
Hacząc pazurami o lód zatrzymała się w miejscu. 
- Mam rozumieć, że tak się bawisz? Lisie łajno. - Splunęła i uciekła dalej wzdłuż rzeki. 
- Stój lisia wywłoko! Jeszcze z tobą nie skończyłem! - zaczął sunąć brzuchem po lodzie, aż nie udało mu się dostać na brzeg. Od razu ruszył za nią w pogoń. 
- Stój! Nie uciekniesz przed laniem! Nikt cię już nie ocali! NIKT! 
Nagle głośnym echem rozbrzmiało syknięcie dobrze znane rodzeństwu.
- Co tu się dzieje do cholery? - warknął nagle Mroczna Gwiazda - Co wy na najlepszą Mroczną Puszczę wyrabiacie? - syknął już głośniej.
Łasica położyła po sobie uszy jak tylko usłyszała głos ojca. 
- Tate! Chłód odwala! 

<Chłód?>

Od Chłodnego Omenu cd Łasiczego Skowytu

Siostra powariowała. Zabiła i zjadła kota?! Jeszcze dołączyła do kultu ich starego?! Już sam fakt, że się tak tulili przy wszystkich, był nie do zniesienia! Od razu do niej podszedł z zaciętą miną, gdy tylko wynurzyła się z legowiska wojowników.
- Łasico, musimy porozmawiać. Na osobności.
- O co ci znowu chodzi? - ziewnęła leniwie prostując kończyny - Nie widzisz, że trochę zmęczona jestem?
- Mam to gdzieś. - prychnął, po czym złapał ją za ogon i zaczął ciągnąć w ustronne miejsce, z dala od ciekawskich spojrzeń.
Kotka jednak nie miała zamiaru dać za wygraną. Przyszpiliła pazury do ziemi, choć było to utrudnione przez śnieg, jednak szła w zaparte. 
- A powiesz chociaż o co ci chodzi?
Wypluł jej kłaki z pyska.
- O to co zrobiłaś w nocy. Jak chcesz mogę zacząć opowiadać o tym w obozie, skoro nie chcesz iść na ubocze - Machnął niezadowolony ogonem, czekając aż ta się ogarnie i z łaski swojej z nim pójdzie. 
- Dobra, niech ci będzie tylko rusz dupę. - prychnęła poganiając brata z dala od wścibskich spojrzeń.
Oddalali się od obozu, a emocje w nim szalały. Był zazdrosny o to co ujrzał podczas jej mianowania na kultystkę. Nawet rzucił w nią mięsem, mając nadzieję, że ta się ogarnie. Ale nie... Wielka, cudowna Łasica musiała jak zawsze być IDEALNA. Zatrzymali się przy jakimś drzewie, które oprószone było w całości przez śnieg. Odwrócił się do siostry, po czym dał jej łapą po tym pustym i głupim łbie.
- Na serio?! Zamordowałaś i zjadłaś kota?! Po co?! Tak zależy ci na zaimponowaniu staremu, że teraz z lizania dupy Wielkiej, przeszłaś na lizanie jego?!
- A ty co niby robiłeś głupku? Widzę po tobie, że coś ukrywasz. Sam pewnie musiałeś to zrobić, bo ojciec mi mówił, że cykora miałeś. - dogryzła bratu. - Więc nie rób z siebie aniołka.
Zrobił niezadowoloną minę.
- Dobra. Może i to zrobiłem, ale nie w taki sposób jak ty. Ty na pewno zrobiłaś to na jego skinięcie pazura, by się polansować w blasku chwały, bez moralności i wyrzutów sumienia. Widziałem, że był z ciebie zadowolony. Może skoro tak bardzo jesteście ze sobą blisko, a ty lubisz mu lizać pod ogonem, to ciekawe czy jakby kazał ci pójść w krzaki z jakimś starym dziadem, to czy też byś tak chętnie to zrobiła, jak posłuszny piesek! 
- Błagam cię, nie jestem aż TAK pusta jak ci się wydaję. A na pewno nie zrobiłabym już czegoś takiego. - wymruczała krzywiąc pysk. - Już prędzej ciebie zmanipuluje do takiego czynu niż mnie. 
- Mnie? Nie ma mowy, a wiesz czemu? Bo ja umiem się mu postawić! Widziałem jak zareagowałaś na inicjacji. Cofnęłaś się, przerwałaś ten chory obrządek, ale wróciłaś na miejsce jak posłuszna sunia. Nawet się nie sprzeciwiłaś okaleczeniu i co? Teraz masz jakieś szramy na pysku i oderwane ucho, czyli blizny, z których tak szydzisz!
Spuściła łeb, jakby chcąc przejrzeć się w tafli wody, jednak wszędzie był tylko śnieg i lód. Westchnęła więc jedynie marszcząc brwi. 
- J-ja nawet nie wiedziałam, że tak to wszystko wygląda. Aczkolwiek nie było tak źle, nauczę się kontrolować przynajmniej emocje, nie to co ty. 
- Nie było źle? - zaśmiał się. - No proszę, proszę. Masochistka z ciebie widzę. Trzeba było się wypytać, a nie brać udział w tej jego chorej zabawie. Skoro taka mądra jesteś i wiesz, że manipuluje, trzeba było nie tańczyć jak on każe. A emocje? Pfff... Ty już przecież ich nie masz. Jak masz kontrolować coś co nie istnieje?
Siostra znów wzięła głęboki wdech, jednak na śniegu zaciskały się jej pazury. Podobało mu się to jak traciła powoli nerwy. Może w końcu pozna tą jej drugą twarz? 
- Naprawdę nic nie rozumiesz z życia co? - uśmiechnęła się do niego złowieszczo a jej oczy zmatowiały. - Czy ty uważasz, że siedząc z dupą i płacząc za swoimi ideami coś zdziałasz? Dorośnij Chłód, bo ten kociak dalej w tobie tkwi.
Również wbił pazury w śnieg, a z gardła uciekł mu warkot. 
- Doprawdy? Wielka dorosła się znalazła. Ta co nigdy nie poczuła smaku dzieciństwa, bo miała wszystkich w dupie - splunął. - No co, Łasiczy Skowycie? Może pokażesz mi jak to jest być dorosłym, co? Skoro jeszcze we mnie siedzi kocię. A może zamienimy się rolami? W końcu te twoje nowe imię to żart - zaśmiał się. - Skowyt? Będziesz skowytać siostrzyczko? Z bólu, a może radości jak słodka, posłuszna kicia, gdy twój pan każe ci zamordować kota, co? Och, Mroczna Gwiazdo, taaak - zaczął naśladować głos siostry. - Przeleje dla ciebie krew, popiszcze gdy mnie ochlapie, ale pokaże ci, że jestem silna. Och jaka ja cudowna jestem, piękna, pomimo szkaradnej mordy.
- Ja się nie boję śmierci tak jak ty, poza tym nie szydź sobie z mojego imienia, OMENIE. Nienawidzisz ojca? W takim razie współczuję ci tego, że otrzymałeś drugi człon imienia po nim, a nie chwila. Wcale mi nie jest ciebie żal. Mroczny Omen jeszcze jakoś brzmiało, ale Chłodny? Błagam. Bezsensownie. - kłóciła się dalej.
Zawarczał na nią szczerząc kły.
- Nie boje się śmierci! To po prostu jest chore zabijać dla rozrywki niewinne koty. Nie przypominaj mi - Machnął ogonem. - To imię tylko pokazuje czym dla niego jestem. Ale skoro już mi je nadał sprawię, że zmieni swoje znaczenie. A bezsensowne jest twoje imię skowytająca łasiczko. Z jednym mi się to kojarzy i nie wiem czy chcesz to wiedzieć, bo na pewno byś zaczęła się go wstydzić!
- Nawet nie próbuj mówić coś więcej o moim imieniu. - Stanęła przed bratem piorunując go wzrokiem, dzieliły ich może ze trzy długości mysiego ogona jak nie dwie. - I nie zabijam dla rozrywki, klany głodują. Jeśli tak bardzo chcesz to sobie zdychaj gdzieś w kącie, ja nie zamierzam. - wysyczała.
- Wcześniej mordowali samotników, gdy w lesie było mnóstwo zwierzyny. Zabijali dla zabawy, pozostawiając ich ciała na żer ptactwu. To rozrywka, a nie pogoń za przeżyciem. Zauważ to, że kręcisz się wśród sadystów siostrzyczko. Ale proszę bardzo. Ty dalej tkwij w tej bańce, że to robisz dla klanu. Brzydzę się tobą - Skrzywił nos. - Nic dziwnego, że tak zadzierasz nosa, skoro zostałaś córeczką lidera. Pewnie teraz wielu adoratorów pcha ci się do posłania.

<Łasico?>

12 sierpnia 2022

Od Łasiczej Łapy CD. Chłodnej Łapy (Chłodnego Omenu)

- Bo mam rację. Może mam nazywać cię lizus Wielkiej Gwiazdy, co? Myślisz, że coś ci da, jak będziesz tak przy niej skakać i robić te swoje maślane oczka? Wątpię - prychnął. - Tracisz tylko swoją godność. 
Tak uważał? Jego sprawa, ona przynajmniej potrafiła obracać się w takim towarzystwie, a nie jak on.
- Kto traci ten traci. Przynajmniej nie mam obitej mordy. - Stwierdziła znów powołując się na blizny brata, uwielbiała mu zwracać na nie uwagę.
- Ja nie mam obitej mordy! - oburzył się. - Gdybym miał to byłoby to widać! Wmawiasz sobie coś - prychnął. - Lizus. 
- Brzydal. - Odpowiedziała mu pięknym za nadobne. - Te blizny cię oszpecają. 
Chłód wystawił jej język. 
- Nie czuje się oszpecony. Gorzej już ty wyglądasz z tym swoim krzywym pyskiem. Zresztą nasz ojciec też ma taką bliznę. Przekaże mu, że uważasz go za brzydala.
Prawie zachłysnęła się śliną. 
- N-nie mów mu! Zabije mnie chyba! - Położyła po sobie uszy dławiąc się własną wydzieliną z gardła, wyglądała mizernie, a rudy van najwyraźniej miał zamiar to wykorzystać bo wibrysy aż mu zadrżały z rozbawienia. 
- Dostaniesz tylko fajną bliznę. Nie zabiję cię, jest za cienki na to - mruknął zadowolony, obserwując jak kotka się dławi. Ta zaś posłała mu zimne spojrzenie, to było zdecydowanie coś w czym była dobra. 
- No nie wiem.
- A ja wiem! Znam go dobrze. Codziennie przecież z nim trenuje i mogę ci powiedzieć, że... cóż... łatwo go zdenerwować, ale cię nie zabiję. Chociaż jest trochę nienormalny... Ale ty też jesteś, więc dogadalibyście się... W sumie... lubi cię bardziej, bo jesteś tą grzeczną córeczką.
Bardzo dobrze, że lubił ją bardziej. Nie miała i tak powodów by sprzeciwiać się ojcu. Jednak momentalnie przypomniała jej się dwójka pozostałych braci.
- Wszyscy chyba mamy w sobie coś z taty. Ciekawe jak tam Kruk i Mróz. - Zmieniła temat.
- O ile jeszcze żyją - Skrzywił się. - Jeśli tak, to pewnie nagadali im, że jesteśmy zdrajcami i nas nienawidzą. - Spuścił po sobie uszy.
- Tylko, że oni nic nie zrobili, a skoro klifiacy są tacy wierzący na pewno nie zabili by niewinnych uczniów.
- Wiem to... Ale... nie słyszałaś, co mówił Lamparci Ryk. Nienawidzi nas... Lśniący Księżyc też. Oni oboje... pragnęliby ich śmierci. Uważają ich winnych, bo są dziećmi Rysiego Puchu.
- Rozumiem. - Spoważniała nagle. - Lamparci Ryk to inna bajka jednak Lśniący Księżyc to honorowy wojownik i uważam, że on nie idzie za większością. - Stwierdziła spokojnie próbując ostudzić emocje brata. Jej słowa tym razem brzmiały bardzo szczerze, bo były prawdziwe. Pomimo to na twarzy Chłodu zagościła zgorzkniała mina.
- Właśnie, że idzie. Rozmawiałem z nim. Nienawidzi nas. Nie widziałaś jego miny. Sądzę, że byłby do tego zdolny. 
A więc tak? Rozmawiał z nim, choć nie powinien?
- Może tak, może nie. Tego już chyba nigdy się nie dowiemy. - Otuliła brata miękkim ogonem. Kocur wydawał się zdziwiony tym gestem. 
- A co tak cię nagle wzięło na czułości? - mruknął, wcale jednak się nie odsuwając.
- Od czasu do czasu potrafię okazać jakieś uczucia, a poza tym jesteś moją rodziną. - W kółko mu to powtarzała by wbić to kocurowi do łba, choć empatii było w niej prawie zero.
- No dobrze - Również objął ją swoim ogonem. - Tak lepiej siostrzyczko? Mogłaś powiedzieć, że brak ci mojej bliskości.
Skrzywiła się lekko, ale pozwoliła sobie dzisiaj na takie czułości. 
- Wybacz, że jestem czasami dla ciebie taka okropna. - To wcale nie brzmiało jak przeprosiny.
Van się jednak uśmiechnął, biorąc to oczywiście za przeprosiny. Jakiż on był łatwy do zmanipulowania.
- Wybaczam ci, siostrzyczko. Ja też przepraszam, że cię ciągle brudzę, ale hej! Musisz się przyzwyczaić. Wojownik zawsze wraca brudny z patroli czy polowań.
Przewróciła oczami, przecież wiedziała o tym. To, że miała niedługo być wojowniczką nie oznaczało, że nie zna sposobów jak wyjść z walki mniej przybrudzoną!
- Wiem, wiem. Jednak dbanie o higienę to podstawa, chyba że chce się śmierdzieć jak wronia strawa. Kot po tych słowach zaczął ją wąchać, zaciągając sie jej zapachem, po czym jakby oceniająco stwierdził. 
- Śmierdzisz mokrym kotem
- Co proszę? - Zdziwiła się. Co to niby miało znaczyć? Jej język przecież nie potrafił ślinić tak bardzo futra by było mokre a już na pewno nie śmierdzące!
- No tak. - Jeszcze raz poniuchał ją. - Nie mylę się. Tak pachniesz. Powinnaś ukraść trochę kwiatów Wielkiej Gwieździe, bo się w nich tarza, by pachnieć.
- Ty to musisz zawsze nawymyślać. - Odgryzła się nie wiedząc jak tu pocisnąć bratu.
- Nie wymyślam! Mówię prawdę! Masz, poniuchaj się pod pachami, to poczujesz jak nie wierzysz.
- No chyba nie będę się wąchać pod pachami, sam się powąchaj. - Parsknęła oburzona.
- A jak się powącham, to ty też się powąchasz? - Trącił ją ramieniem w bok. - No dalej siostra. Dawaj!
Łasica popatrzyła na niego zgorzkniale, miała dosyć tego nonsensu. 
- Daj se siana.
- Sama daj se siana - burknął, ocierając się o nią głową. - Ooo widzisz? Teraz będziesz pachnieć mną.
- Aż poczułam. - Mruknęła zasłaniając nos. - Może lepiej ty się teraz umyj co?
- Przecież jestem czysty. Mam białą sierść, a zapach... to zapach prawdziwego kocura! Czego niby mam się wstydzić? Nie jestem kotką, co myje się pięć razy dziennie - mruknął.
- Zapomniałam, te wasze męskie feromony. - Chlapnęła.
Po uczniu było widać, że nie ma pojęcia o czym ona mówi, a jednak zdecydował się dalej z nią dyskutować.
- Jasne. Więc widzisz. My jesteśmy prawdziwymi wojownikami!
- Pewnie.
Brat trącił ją ponownie nie dając tym samym spokoju. 
- No co to za odpowiedź? Jak już się tulimy tak blisko, to powinnaś się cieszyć.
- Niedawno miałeś problem co do wymiany języków, ale teraz chcesz bliskości tak? A idź do Gęsiej Łapy. 
- A ty idź do... do no właśnie... nikogo nie masz. Żal mi ciebie. - No cóż, jak zwykle pewnie nie wiedział co mówi, ale siostra zamierzała mu się odpłacić.
- I dobrze. Tak między nami, Lśniący Księżyc byłby lepszym partnerem. - Dogryzała dalej bratu. Ten spiorunował ją wzrokiem. 
- Przestań! Nie lubię go już! To temat skończony! Nie denerwuj mnie, bo ci wleje - prychnął zły.
- Dobrze, już cię nie będę denerwować. - Przypomniała sobie, że dalej siedzą prawie, że na środku obozu i kłócą się między sobą. - Chodźmy może do legowiska bo odstawiamy sceny. 
- Ty odstawiasz sceny nie ja - mruknął, po czym udał się do legowiska, tak jak chciała. No może rzeczywiście zbytnio rzucali się w oczy... Kocica pokręciła tylko rozczarowanie łbem i poszła za bratem sprawdzając w międzyczasie ile kotów patrzyło na całe zajście, na szczęście nie było ich zbyt wiele.
Brat usiadł na swoim mchu po chwili na niego padając.
- Ah... jak dobrze. Odpocząć można. - wymruczał zadowolony. Szylkretka zaś ułożyła się niedaleko brata i z zapałem wzięła się za wieczorną kąpiel. Również zaczęła się zastanawiać nad tym, jakim cudem to Chłód był jej bratem, był strasznie dziecinny i denerwujący. 

<Braciszku?>

[przyznano 5%]

11 sierpnia 2022

Od Chłodnej Łapy (Chłodnego Omenu) cd Łasiczej Łapy

Siedział tu jak taki cielak, na samym końcu kolejki do stosu ze zwierzyną, czekając na nie wiadomo na co. Ojciec kazał mu udawać, że szedł coś zjeść, chociaż moment temu dał mu piszczkę, którą zjadł ze smakiem. Nie pogardził nią, bo w końcu doczekać się na zjedzenie czegoś, przed spasionymi tyłkami kotek, było wręcz niemożliwym. 
Czyjeś futro rzuciło mu się w oczy. To była Łasica Łapa. Prędko do niego potuptała i rzuciła nornicę pod jego łapy. 
- Masz, zanim ta kolejka się skończy zdechniesz z głodu. - powiedziała przez zęby. 
Zaskoczony spojrzał na posiłek, który mu podała. Dzieliła się z nim? To było... do niej bardzo niepodobne. Nie chciała pierwsza zaspokoić głodu?
- Dzięki. Jadłem jednak... wcześniej ojciec mi coś dał, więc możesz zjeść na luzie. Stoję tutaj dla niepoznaki, by nie zorientowały się te puste lalunie, że mamy inne źródło jedzenia - zdradził jej. 
Ta przekrzywiła łeb pytająco. Najwidoczniej staruszek o niczym jej nie poinformował. Przypał. Czuł się jednak z tego zadowolony, bo on wiedział coś pierwszy! 
- Serio? - wydukała zdziwiona.
- Tak, ale nie mów nikomu - burknął, mrużąc oczy. - Słyszałaś o tym, co ostatnio mówiła Wielka Gwiazda? Chyba oszalała już totalnie. - zmienił temat na ostatnie nowiny, jakimi podzieliła się z nimi liderka. 
- Taaa... Sama przecież to ogłosiła. Ona i kocięta, kto to widział. - fuknęła mieląc pokarm w pysku.
- Ale to niemożliwe! Wiesz dobrze, że ona nie jest prawdziwą kotką, nie może mieć kociąt. Coś tu śmierdzi. Podobno Klan Gwiazdy się nie odzywa do liderów, a do niej tak? - Brzmiało naprawdę absurdalnie. Wielka już totalnie zwariowała od tego siedzenia w legowisku lidera, napychając pysk piszczkami.
- To prawda, coś śmierdzi i to nie jesteś ty. - zachichotała. - A co do tego, że sam Klan Gwiazdy do niej przemawia, nie wierzę w to.
Zawsze musiała wepchać w to wszystko jakąś obrazę. Postarał się jednak nie dać unieść się swojemu ciśnieniu. 
- Ej ja nie śmierdzę! - oburzył się. - No ja też. No, bo ona matką? Współczułbym jej dzieciom. Pewnie zamieniłaby kocury na kotki, gdyby przyszły na świat. 
- Pewnie by tak zrobiła, mnie tylko ciekawi, czy faktycznie jakieś kocięta mają przyjść na świat.
- Przekonamy się za dwa księżyce. Może jakieś ukradnie? Ale byłaby wtedy afera - zachichotał.
Zaśmiała się cicho razem z bratem. Tak taki widok krzyczącej matki na liderkę, która ukradła jej kocięta, byłby ciekawy. 
- Może znalazła surogatkę, nigdy nie wiesz co jej przyjdzie do głowy. - powiedziała siostra. 
- To musimy obserwować komu rośnie brzuch. Wtedy odkryjemy, czy jakaś kotka nie jest w ciąży - podzielił się z nią swoim genialnym pomysłem. - Chociaż jak tak patrzeć, to Wielka Gwiazda przytyła. Wyżera pewnie piszczki Borówkowemu Krzewowi - Skrzywił się, bo w takim tempie, to cały klan wymrze z głodu. 
- Na pewno. Zanim się udałam do stosu zobaczyłam jak szybko zabiera kilka piszczek do swojego legowiska. Jak ona chyba śpi na tym stosie. - plotkowała dalej Łasica. 
- Niedługo będzie jak zastępczyni. Ona podobno źle się czuje. Tyle się obżarła, że boli ją teraz brzuch. No i nie wychodzi z legowiska, bo inaczej musiałaby się toczyć - podzielił się z nią, tym czego ostatnio się dowiedział o Borówce. Akurat ta sprawa go zaciekawiła, bo kotka zachowywała się tak, jakby nie chciała, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. No cóż... miała pecha, że Ośnieżona Łąka mu się wygadała. 
- Jakoś mnie to nie dziwi. Te dwa grubasy są siebie warte. - odchrząknęła przegryzając posiłek.
- A ty ile jesz? Może też niedługo przytyjesz - Uśmiechnął się, patrząc jak wcina piszczkę. 
Taka gruba Łasica byłaby idealna do tego, by wrzucić ją w błoto. Wtedy nie mogłaby wstać i syczałaby na niego, jak niegroźny robaczek. A on mógł czerpać satysfakcję z tego, jak brudzi się bardziej i nie może nic z tym zrobić. 
Uczennica westchnęła krótko. 
- Zapewniam cię mój ukochany bracie, że jem tyle ile powinnam. Nie za mało i nie za dużo. Muszę dbać o figurę bo inaczej nikt by się za mną nie oglądał.
Oho... No tego to się nie spodziewał. Miała jakichś adoratorów? 
- A to ktoś się za tobą ogląda? - zapytał zaskoczony, rozglądając się dookoła. - Nikogo nie widzę. Mało co widzę cię w towarzystwie kocurów. Wręcz... poza naszym ojcem, w ogóle.
Kocica rzuciła mu chłodne mordujące spojrzenie. 
- Bo nikt z tych czubków nie zasługuje na moją sympatię. - wymruczała zadumana.
- I właśnie dlatego nikt się za tobą nie ogląda. Chodzisz jak struta i plujesz na wszystkich jadem - mruknął.
Coś przeczuwał, że czekało ją życie pełne samotności. Ale w sumie może to i dobrze? Bałby się co mogłoby wyjść z siostry, gdyby puściła się z jakimś kocurem. Małe łasicowate demony pozbawione emocji, które mordują koty? W sumie... Mroczna Gwiazda na pewno by się z tego ucieszył. 
- A co, mam się przymilać do plebsu? Nie ma takiej opcji, ty zyskałeś ten przywilej, bo jesteś moim bratem. - miauknęła. 
Nosz... znów go obrażała?! No dobra, może zasłużył, bo sam najpierw ją podpuścił, ale i tak... nie był żadnym plebsem! Za kogo ona się uważała?! Mogłaby tak się unosić, gdyby była córką lidera, ale nie była! 
- Nie jestem plebsem! - warknął do niej. - Takie masz wygórowane oczekiwania względem kotów? To cię zaskoczę, ale tu każdy jest z plebsu, nawet ty.
- Ja nie i nigdy nie będę! Dlatego właśnie potrafię obracać się w towarzystwie liderów i medyków. - warknęła wściekle.
- Właśnie, że tak, będziesz. Nawet jak obracasz się w takim towarzystwie, to nie awansujesz. Nadal jesteś plebsem, no i trochę to wstyd siostra, by zniżać się aż tak, liżąc tyłek Wielkiej Gwieździe.
Widział jak starała się trzymać nerwy na wodzy. Z gniewem zaczęła mocno przegryzać resztkę swojego posiłku, przez co jej pyszczek wyglądał jak nadmuchany. 
- A się już nie odzywaj, próbujesz mieć rację.
- Bo mam rację. Może mam nazywać cię lizus Wielkiej Gwiazdy, co? Myślisz, że coś ci da, jak będziesz tak przy niej skakać i robić te swoje maślane oczka? Wątpię - prychnął. - Tracisz tylko swoją godność. 
No po prostu wstyd. Jego siostra upadła już totalnie na samo dno. 

<Łasica?>

10 sierpnia 2022

Od Łasiczej Łapy CD. Chłodnej Łapy (Chłodnego Omenu)

- Orientuj się! 
Nim zdążyła zrobić unik na jej pysku pojawiła się śmierdząca plama z błota, sierści i trawy. Chciała tak bardzo panikować, jednak zdecydowała rzucić się na brata próbując powalić go na ziemię.
- Wyliżesz to! - Syknęła do niego wściekle. Nie obchodziło ją jak dziwnie to brzmiało, była wręcz w furii, gdy brat zupełnie bez powodu zaczął brudzić jej idealne futro. Ten upadł ze śmiechem, wcale nie przejęty groźną miną kotki.
- No chyba nie. O! Chyba robak tam ci łazi - Machnął łapą, wskazując jej domniemane miejsce przebywania owada. - Już się na to nie nabiorę! - Burknęła wkurzona dalej próbując przyszpilić brata do ziemi. 
- Już! Liżesz ten pysk.
- Uh! Nie! To będzie wyglądać jakbym cię całował, fuj! - Skrzywił się, odturlając się na bok, przed jej próbą.
- Mam to w dupie! Liż to!
- Nie ma mowy! Sama sobie liż! - prychnął, nabierając znów błota, po czym odepchnął siostrę ubłoconą łapą, pozostawiając szlam na jej szyi. Łasica jeszcze bardziej panikując odskoczyła na kilka długości mysiego ogona. 
- Ty mysi bobku! - Rzuciła. - Dobra sama to zrobię bo z ciebie jest tylko jeden wielki brudas. 
Zaśmiał się na to, skradając się do siostry jak do zwierzyny. Następnie rzucił się na nią, ponownie wywracając.
- Nie umiesz się bawić?
- No normalnie z tobą nie wytrzymam! Chcesz się tak bawić? Dobra! - Zamachnęła się łapą, gdy w ostatnim momencie zatrzymała swoje pazury tuż przed okiem brata. 
- Nie. Rób. Tak. Już.
Trzymała tak łapę przy jego oku, jakby faktycznie chciała mu zrobić krzywdę, jednak tak wcale nie było.
- Nie. Rób. Tak. Już. - powtórzył za nią, jednak zszedł z niej i zaczął patrzeć zaciekawiony na jej wygląd. No cóż... była... brązowa. I to w większości. Wyglądał na dumnego z siebie, że jego jakże szatański plan się powiódł.
- Jesteś zadowolony z siebie? Udało ci się mnie wybrudzić. Masz szczęście, że nie jestem jak ojciec, bo skończył byś już bez oka, a i tak masz tam bliznę. - Oznajmiła siadając na ziemi stopniowo wylizując swoje zmierzwione futro.
- Tak jestem bardzo zadowolony - miauknął zadowolony. - Pff... on? Miałby mi coś zrobić? Proszę cię. Jest mocny w gębie i tyle. Przeceniasz go - Machnął lekceważąco ogonem. Siostra dostrzegła ten gest.
- To dlatego masz prawie wydrapane oko i połowę ucha? No jasne, że przeceniam. - Mruknęła z dezaprobatą próbując wyprowadzić vana z równowagi.
Otworzył pysk z oburzenia.
- To... To nie tak jak myślisz! Ja też go oszpeciłem! Ma taką samą bliznę jak ja! I widzisz? Nadal żyje, a z moimi oczami wszystko w porządku.
- Gadaj. Do czego cię zmuszał? - Zmieniła ton na bardziej poważny, czuła, że brat coś ukrywa.
- Zmuszał? - zdziwił się. - Do niczego mnie nie zmuszał. Tą bliznę dostałem podczas naszego treningu walki. A co? Tobie kazał zrobić coś, czego nie chciałaś?
- Nie. - Odpowiedziała wprost. - Jak widzisz nie mam żadnych blizn, dlatego cię pytam.
- Czy blizny muszą sugerować, że do czegoś mnie zmuszał? - prychnął. - Nie martw się siostrzyczko. Jedyne co chciał ode mnie, to bym go nie wyzywał i w sumie tyle. 
Młoda burknęła jedynie znów pozostawiając brata bez odpowiedzi. Czuła, że nie mówi jej prawdy.
- Co to za burczenie na brata? Burk. Burk - zaburczał na nią, nieumiejętnie ją tym samym przedrzeźniając.
- Bardzo śmieszne. - Wymiauczała wywracając oczami.
- Burk, burk - nadal burczał. - No dobra... dam ci już spokój. Jeszcze kiedyś cię zmiękcze, zobaczysz - obiecał jej.
- Jasne, myśl sobie co chcesz. A nie, czekaj, przecież nie potrafisz. - Uśmiechnęła się cynicznie niczym córeczka tatusia. Zacisnął pysk, jakby miało mu skoczyć ciśnienie.
- Właśnie, że potrafię! Ugh! Nie denerwuj mnie Łasica!
- Przecież ja nie próbuję cię denerwować, stwierdzam fakty. - Wzruszyła ramionami.
- Denerwujesz mnie - wytknął jej to wojowniczo. - Chyba marzy ci się kolejna błotna kąpiel, co?
- Podziękuję. - Skrzywiła się i wycofała o krok do tyłu w razie potrzeby. Widząc to kocur dumnie się naprężył. 
- Tak, bój się siostrzyczko, bój. Wybaczę ci ten jeden raz, ale następnym razem to nie będę taki miły. Uśmiechnął się do niej miło. Ponownie przewróciła oczyma. Chłód z głupiego kochającego wszystko co żyje na tym świecie stał się irytującym bratem brudasem.
- Zapamiętam. - Uśmiechnęła się nieszczerze.
- To powodzenia z kąpielą - Machnął na do widzenia ogonem, zostawiając siostrę samą.
- Dzięki. - Prychnęła z niechęcią zanim jeszcze zdążył odejść i wzięła się za wylizywanie całego tego błota, które skumulowało się na jej sierści przez kochanego jakże braciszka. Ich relacja powoli nabierała barw, choć arlekince wcale nie zależało na przychylności brata, ważne, by ojciec był dumny, że w końcu zaczęli się dogadywać.

<Chłód?>

[przyznano 5%]

Od Chłodnej Łapy (Chłodnego Omenu) cd Łasiczej Łapy

 Sprawa ze znakami nie dawała mu spokoju. Chodził po kotach wypytując, czy nie widzieli ponownie czegoś ciekawego. I ku jego szczęściu owszem, dzisiaj jego ojciec odkrył dziurę z martwym kocięciem. Ten sprawca naprawdę miał coś nie tak z łbem. Dobrze, że nie atakował jednak Klanu Wilka, chociaż wizja, że jakiś psychol był w stanie zamordować niewinne młode, była koszmarna. 
Widząc powracającą z treningu siostrę, dopadł szybko do niej, by podzielić się z nią tymi niecodziennymi informacjami. 
- Łasicza Łapo, nie uwierzysz! Pojawił się kolejny znak! Sądzisz, że to Klan Gwiazdy je zostawia? Słyszałem jak Dzicza Siła o tym mówiła, chociaż to takie nieco dziwne. Raczej stawiałbym na kogoś żywego - miauczał podekscytowany. 
- Jaki znak? Co się dzieję? - dopytywała, a zmęczenie było widoczne na jej pysku. Nie zwrócił na to zbytniej uwagi. Czasami też padał na pysk, gdy wracał z treningu. 
- No znak! Podobno znaleźli dół, a w tym dole było martwe kocię. Ale nie pochodziło ono z klanu - wyjaśnił jej. - Naprawdę się tym nie interesujesz?
Przekręciła niechętnie oczami i w ciszy przysiadła na kamieniu. 
- No i co to ma być niby za znak? Wierzysz w takie zabobony? W Klanie Klifu też ciągle znajdywali trupy.
Machnął na to ogonem. Klan Klifu to był już zamknięty temat. Po co do niego ciągle powracała? Teraz liczyło się to co tu i teraz. Sprawca nadal nie był uchwycony i nie wiadomo co knuł dalej. 
- A nie ciekawi cię, kto to robi? Nie boisz się, że nagle ktoś na ciebie wyskoczy w lesie i zabiję? - Przekrzywił głowę, patrząc na nią oczekująco. 
- To się obronię. - fuknęła machając ogonem. 
Obroni? Chyba za bardzo się przeceniała. Takie chucherko jak ona, nie dałoby sobie rady z wojownikiem. 
- Aż taka jesteś pewna swoich umiejętności? A co jeśli ten sprawca nie działa sam? Mogą na ciebie napaść w kilka osób i co wtedy zrobisz? - drążył dalej temat.
- Uhm... - zawahała się z odpowiedzeniem na to pytanie. - Nie potrafię wyobrazić sobie takiej sytuacji.
- No widzisz! A ja potrafię! Trzeba myśleć szerzej, bo co jeśli... No dobra, to może przyjemniejszy temat - mruknął, zerkając na nią. - Jak tam twój trening? Teraz masz Sosnową Igłę za mentorkę, nie?
Widział, że to było bezsensu drążyć sprawę ze znakami, skoro miała takie wąskie myślenie. Coś czuł, że kiedyś wpadnie w gorsze kłopoty od niego, przez tą zbyt wygórowaną pewność siebie. 
- Tak, z Sosnową Igłą idzie mi całkiem nieźle. - stwierdziła. - Ta przynajmniej mnie czegoś uczy, nie to co ta spasiona liderka.
- Ja się dziwię, że z nią wytrzymałaś. Jednak wyglądałaś na zadowoloną ostatnio, gdy z nią rozmawiałaś przy mnie. Czyli jednak robiła ci pod górkę?
- Nie robiła mi pod górkę, po prostu nie otrzymywałam żadnych rad nie wspominając nic o jakiejkolwiek pomocy. Gdy kończyłam polowanie ona tylko siedziała z dupą i mnie chwaliła. - mruknęła niezadowolona.
Zaśmiał się, słysząc to. 
- No nieźle. A Sosna jaka jest? Leje cię, gdy ci się nie uda złapać myszy? - próbował dowiedzieć się więcej o kotce. Co jak co, chodziła ciągle z Irgą i jego ojcem, rzucając te dzikie, złowrogie miny. Nie zdziwiłby się, gdyby miała podobne zamiłowania do krzywdzenia uczniów, co ich stary. 
Miała ochotę się zaśmiać, mimo to szybko się wstrzymała. 
- Powiem tyle, z Sosną się dogadujemy. - mruknęła zadowolona. 
- No właśnie widzę, że jakaś taka zadowolona - Przyjrzał się jej uważnie, lecz nie dostrzegł nic ciekawego. - Umiesz już walczyć?
Trochę w to wątpił no, bo jak miała się nauczyć, skoro tylko pachniała, wylegując się do południa, gdy  jej mentorka strasznie się rozleniwiła? Na pewno była daleko do tyłu, co go pod pewnym względem cieszyło. Mógł przerosnąć siostrę i pokazać jej, że jest znacznie od niej lepszy. 
Spojrzała na niego jak na półgłówka. 
- Oczywiście, że umiem. Już dawno, zanim mnie Wielka Gwiazda uczyła! - chlapnęła próbując nie pozostawać w tyle.
- Twój mentor z Klanu Klifu cię nauczył? - miauknął, nie chcąc wypowiedzieć imienia swojej dawnej miłości na głos. - Nie chwaliłaś się tym nigdy. 
- A od kiedy ja niby z tobą tyle rozmawiałam? Ostatnio nasze stosunki się poprawiły. Tak chodzi mi o Lśniący Księżyc. - Podkreśliła imię kocura. - Poza tym, że go nie lubiłam był całkiem dobrym mentorem.
Machnął niezadowolony ogonem, gdy siostra podkreśliła to imię. Nie lubił jego brzmienia. Kojarzyło mu się z dobrymi chwilami, ale też tą złą, gdzie cały jego świat rozpadł się na małe kawałeczki. Miał nadzieję, że już nigdy nie spotka albinosa. Skrzywił się nieznacznie. 
- No dobra... Załóżmy, że ci wierzę...
- No widzisz. Myślenie nie jest takie trudne drogi bracie. - mruknęła uśmiechając się szelmowsko.
- Ej! Akurat ja dość często myślę! - prychnął na to, krzywiąc się bardziej. - Nie miałaś jeszcze okazji najwidoczniej się o tym przekonać
- Bo mi takiej nawet nie dałeś! - odpowiedziała uśmiechając się szyderczo. 
Zmrużył oczy. Machnął niezadowolony ogonem. Nie znosił jak to robiła. Podnosiła mu tylko niepotrzebne ciśnienie! A on tak się starał być dla niej bardzo miłym! 
- Nie szydź ze mnie, bo ci wleje - zagroził. - Jestem od ciebie lepszy. 
- Zapomniałeś że kotki są nietykalne? - prychnęła.
AHA. Wylatywała teraz z tą śmieszną zasadą, którą ubzdurała sobie Wielka Gwiazda? To było takie niesprawiedliwe! Wiedział, że była teraz górą, lecz nie zamierzał jej się dać. Miał w nosie te zasady. 
- Nie boję się kary od Posranej Gwiazdy. Widzę, że tchórzysz, bo powołujesz się na te swoje wymyślone prawa. Cy-cy-cykor - zadrwił, uśmiechając się do niej zwycięsko
- Wiesz co, niech ci będzie. Nie zamierzam się z tobą kłócić, bo mnie sprowadzasz do swojego poziomu i pokonujesz doświadczeniem.
Przyznawała mu rację? No nareszcie! 
- Ha! Widzisz! Mówiłem, że jestem od ciebie lepszy! - miauknął, pusząc się zadowolony. - Dobrze, że to zrozumiałaś siostrzyczko.
- Ach, to nie znasz powiedzenia, że z głupkiem się nie kłóci, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem? - wymruczała naśmiewając się z brata.
Zapowietrzył się. A więc o to chodziło?! No co za jędza! 
- A weź idź utop się w bagnie! - burknął do niej niezadowolony. - Zobaczysz jeszcze wyłysiejesz od tych drwin!
Popatrzyła szybko na swoje futro dokładnie je sprawdzając, co od razu zapaliło mu światełko nad głową. 
- Jeszcze nie łysieje. - wymruczała spanikowana.
Niczym prawdziwy geniusz zbrodni, zbliżył się do niej. 
- No nie wiem. Ja tu coś widzę - Dotknął jej na grzbiecie. - O tu... spójrz. Wylatuje. Ah... współczuję. Pewnie siwizny dostałaś już od tego wszystkiego
Podskoczyła w przerażeniu, pewnie czując jak serce podchodzi jej do gardła. Jak zawsze śmieszyła go ta jej obsesja na punkcie swojego wyglądu. Ale gdyby nie ona, nie mógł odpłacić się siostrze za te drwiny.  
- Co?! Jak?! - wykrzyczała. - Hej, nieprawda! Jest całe!
Zaśmiał się tylko, widząc jej reakcję i tą śmieszną minę. 
- Nie mogę, dalej masz taką obsesję na punkcie swojej sierści?
Burknęła nie odzywając się do niego i zadarła do góry nos. Obraziła się? Że tak teraz? Gdy dopiero się rozkręcał z zabawą? 
- Ej no. Nie obrażaj się. - Trącił ją łapą w bark zaczepnie. - Łasicaaaa, noooo. Zdejmij tą ponurą maskę z pyska, bo wyglądasz jakby coś ci zgniło na nim.
Obróciła łeb ponownie w jego stronę i korzystając z jego nieuwagi, pacnęła go ogonem po twarzy.
Prychnął na to, kręcąc nosem. O nie... tak chciała się bawić? Znów ją trącił łapą, od razu od niej odskakując z figlarnym uśmieszkiem.
- Ale zła jesteś. Uuuu...
- A ty taki dziecinnie nuuuudny. - wymruczała ziewając udawanie. 
- Wcale nieeeee - Podszedł do niej ponownie i znów ją szturchnął. - O tu masz błoto jakieś - Wskazał ogonem, szybko ją przewalając na ziemie. - Ha! Nie żyjesz! 
- Znowu to samo! - wysyczała jawnie pokazując swoje zdegustowanie zachowaniem brata. - Okropieństwo!
- Ja tam uważam, że jest zabawnie, siostrzyczko - miauknął, stając nad nią, nie pozwalając jej wstać. - Trochę błota ci nie zaszkodzi. Dzięki niemu, twoje futerko będzie ładniej błyszczeć.
Spojrzała na niego. Ta jednak nie zamierzała znowu się tak łatwo dać, kopnęła go w brzuch dzięki czemu miała jak odskoczyć. 
- Potrzeba więcej by obalić Łasiczą Łapę! - wypruła.
Ugh! Skrzywił się odepchnięty. Nie spodziewał się takiego zagrania. Na pysku pojawił mu się ponownie uśmieszek. Tak sądziła? Nabrał na łapę garść błota i rzucił nim w siostrę.
- Orientuj się! - zwołał. 
Właśnie rozpoczynało się błotne piekło! 

<Łasica?>

09 sierpnia 2022

Od Łasiczej Łapy CD. Chłodnej Łapy (Chłodnego Omenu)

- "To brzmi jak coś, co pewnie skończy się katastrofą" - przedrzeźniła brata powtarzając jego zdanie. Naprawdę miał zbyt mało wiary w jej działania, dokładnie tak samo na zgromadzeniu, gdy musiała mu wepchnąć do pyska zioła. - Sam się skończysz katastrofą jeśli dalej nie będziesz potrafił mi zaufać. Obróciła oczami, tak naprawdę nie obchodziło ją to czy jej ufał czy nie, ważne by robił to co mówi.
- Zaufać? A dałaś mi kiedyś taką szansę? - prychnął, dalej leżąc na mchu. Kocur zaczął wylizywać sierść, prawdopodobnie by kotka nie zwróciła mu znowu uwagi.
- Zastanówmy się. - Zaczęła - A tak, na przykład wtedy, gdy na zgromadzeniu wróciliśmy do domu z ojcem. Próbowałam na początku zrobić to wszystko dyskretnie, ale to TY wtedy nie dałeś sobie zaufać. Wytknęła mu mając nadzieję, że był to dobry przykład.
- To było porwanie! - prychnął. - I to było szalone co zrobiłaś. Gdyby nie twoja głupota, nie siedzielibyśmy tutaj, a Klan Klifu by nadal nas lubił. Dlatego to nie jest dobry przykład. 
Szylkretka prześwidrowała wzrokiem brata po czym zawiesiła łeb do dołu próbując grać mu na emocjach.
- Kogo lubił tego lubił. - Rzuciła szorstko. Może i Chłodna Łapa miał tam przyjaciół, jednak ona czuła się tam zupełnie obca.
- Dziwisz się skoro każdego odpychałaś? - spojrzał na nią. - A tu masz niby przyjaciół? Nie widziałem byś z kimkolwiek rozmawiała
- Myślisz, że tego chciałam? Nie obchodziły mnie te koty tylko dlatego, że czułam się wśród nich źle. Właściwie to, wszystko o czym myślałam sprowadzało się do klanu, w którym się urodziłam. - Odparła unosząc łeb do góry i jednocześnie zadzierając wysoko brodę. - Tu przynajmniej wiem, że jestem u siebie. Chłód na te słowa tylko westchnął.
- I tak już musimy tu żyć. Stało się. Skoro teraz jesteś u siebie, to pewnie jesteś szczęśliwa, mam rację? Zapytał, spoglądając na nią z ciekawością. Nie umiała odpowiedzieć jednoznacznie. Miała mieszane uczucia co do tego wszystkiego, niby czuła się dobrze, niby nie. 
- Cóż... Ja. - Wydukała próbując coś powiedzieć. - To skomplikowane. - W głębi duszy wiedziała, że ma minimalne wątpliwości co do swoich decyzji, jednak nie zamierzała się przed nikim płaszczyć ani rozklejać. 
- No dalej siostra. Powiedz co ci na duszy leży. Z chęcią posłucham. Nigdy się nikomu nie zwierzałaś, może to już ten czas? 
Już zamierzała parsknąć śmiechem, mimo to szybko się otrząsnęła. Przełknęła ślinę i lekko uśmiechnęła. 
- Ja nie mam duszy. - Wymruczała starając się brzmieć tajemniczo i złowrogo. - Może i się nie zwierzałam, ale to nie znaczy, że muszę. Na tą chwilę nie czuję takiej potrzeby. - Fuknęła machając puchatą kitą i szybko zabrała się za mycie łapki. 
- Jak to nie masz duszy? Każdy ma. Nie mów, że jesteś tą nawiedzoną wariatką, co czci chaos. Już mi starczy, że ojciec jest psychopatycznym mordercą. - wstał, zbliżając się do siostry i wisząc nad nią jak sęp. 
- Co proszę? Ja po prostu wierzę w siebie. - Parsknęła spoglądając na stojącego nad nią brata. 
- W siebie? - mruknął nieprzekonany. - To po co tak lgnęłaś do starego? Skoro jesteś indywidualistką, co? Po co ci było szukanie tej części rodziny? 
- Bo ci już to tłumaczyłam. Rodzina jest dla mnie ważna. - westchnęła, nie wymagała zrozumienia ze strony brata, i tak szło mu to opornie. 
- No ale jakoś więzi wcześniej nie chciałaś zacieśniać. Dopiero teraz - drążył temat dalej. - No ale dobrze. Skoro taka ważna to co ty na to, by spędzić razem dzień? Jak rodzeństwo? Miała ochotę się skrzywić, ale wiedziała, że musi grać w tą jego grę. 
- Spoko, tylko plan dnia zakłada też trening, a jak chcesz niby to zrobić skoro kotki są trenowane tylko przez kotki i tak samo z kocurami? 
- No to po treningu. Opowiesz mi jak sobie radzisz, ale tym razem szczegółowo. Chcę wiedzieć czy jestem już od ciebie lepszy. 
- Pff, chciałbyś. - Rzuciła uśmiechając się fałszywie. - Twierdzisz, że jesteś lepszy od kotki? Chyba sobie kpisz. 
- Twierdze - rzucił jej kpiący uśmieszek. - Bo mnie nie szkoli jakaś szalona kotka, która gada o kwiatkach. Więc widzisz siostrzyczko, że mam przewagę. 
- Chyba przewagę w posiadaniu skopanej dupy. - Nie mogła się powstrzymać, musiała to powiedzieć ze śmiechem i prawie łzami w oczach. - Czego się uczysz? Samoobrony? 
Van położył po sobie uszy zły.
- Pff... uczę się walczyć! Coś co każdy wojownik powinien znać najlepiej. A treningi nie są łatwe. Są ciężkie i czasem trudno się z nich wraca. Ale! Ale udało mi się go raz pokonać! - dodał z dumą.
- No proszę, proszę. W takim razie zwracam honor. - kocica wykonała sztuczny lecz elegancki ukłon. 
- Jestem z ciebie całkiem... Dumna. 
- Naprawdę? - zdumiał się. - Żartujesz teraz ze mnie? - skrzywił nos widząc jak ta mu się kłania.
- Najprawdziwszą prawdę. - Oznajmiła mrucząc delikatnie, nie dawała po sobie poznać, że obchodziło ją to tyle co mysi bobek znaleziony w lesie. 
- Hm... To... miło to słyszeć. Chociaż wolałbym ci pokazać co umiem na żywo - dodał uśmiechając się szeroko. - No i sprawdzić co ty umiesz. 
- Dzisiaj już mi nic nie pokażesz, bo się ściemnia. Poza tym mam całe futro do wyczesania, więc zrobimy jak powiedziałeś. Po treningu. 
- No dobra - mruknął, wracając na mech i obserwując pielęgnację Łasiczej Łapy. Ta na chwilę posłała mu chłodne spojrzenie i kontynuowała kąpiel.

<Chłodzie?>

[przyznano 5%]

21 lipca 2022

Od Chłodnej Łapy cd Łasiczej Łapy

 Co za głupia, pusta lalunia. Jak on nie znosił Wielkiej Gwiazdy. Dziwił się, że siostra z nią wytrzymywała. Zepsuła ich zabawę, a go na dodatek zaczęła pouczać, by szedł spać! A co on kociak jakiś? Zresztą był jeszcze dzień, słońce prześwitywało przez liście drzew, które powoli zamieniały się na złocisty kolor. Przysłuchiwał się ich wymianie zdań, niezbyt zadowolony. Widząc jednak mrugnięcie siostry, domyślił się, że ta najwidoczniej podlizuje się kolejnemu kotowi. Normalnie w to nie wierzył, ale działo się to na jego oczach. Nie miała za grosz wstydu? I tak publicznie, pokazując jej swoje poparcie? 
Wielka Gwiazda zaprowadziła swoją uczennicę do legowiska, a on tam został sam. A było już tak fajnie. Zresztą reakcja siostry na ubrudzenie piachem i propozycję kąpieli bardzo go zdziwiła. Spojrzał na swoje futerko, które rzeczywiście nie miało się najlepiej. No nic... Mu tam to nie przeszkadzało.
Poczekał chwilę, aż liderka opuści jego siostrę, a gdy upewnił się, że ta zniknęła w swojej jamie, wszedł do środka, siadając tuż przy kotce. 
- No wiesz ty co... - zaczął, kręcąc głową. - Co ty knujesz? 
- No wiesz ty co? Chyba jednak Wielka Gwiazda ma rację co do kocurów, nawet nie zauważyłeś mojego sugestywnego mrugnięcia okiem! - odpowiedziała. 
Jak nie zauważył! Właśnie, że dostrzegł to! Tylko nadal nie mógł zrozumieć, co niby siostra knuła z liderką, że tak właziła jej w tyłek. Liczyła na jakieś przywileje? Była już i tak kotką, więc je miała. Może chciała posadę zastępcy? Borówkowy Krzew była coraz bardziej otyła, więc szansa, że pewnego dnia umrze była sporawa. Ale to też było bezsensu, bo Łasicza Łapa nawet nie ukończyła szkolenia, o wyszkoleniu własnego ucznia nie wspominając. 
- Widziałem! I to obrzydliwe, że tak się podlizujesz! Co to niby ci da? - prychnął. 
No dobra. Dawało dużo. Ale to trzeba nie mieć ani grama godności, by tak się jej podkładać. 
- Wszystko mam pod kontrolą, więc się tym nie przejmuj - rzuciła tylko. 
Aha! Nie chciała mu powiedzieć? Westchnął. 
- To brzmi jak coś, co pewnie skończy się katastrofą. - zauważył, kładąc się na mchu. 

<Łasica?>

[przyznano 5%]

Od Łasiczej Łapy CD. Chłodnej Łapy

- Oooo... Łasica, ile teraz piachu masz na sierści. Nie dziękuj. Wiem jak bardzo lubisz się obśliniać. - Zadrwił po tym jak przewrócił arlekinkę na ziemię. Jak on śmiał?! Teraz czyszczenie tego zajmie jej wieki! - Czy ty wiesz co w ogóle narobiłeś?! - Zawołała w panice wypluwając przez zęby resztki ziaren piasku. - Jesteś martwy!
Łasica rzuciła się na brata nie myśląc za wiele, wkurzona jednak starała się nie zrobić mu krzywdy, a jakby jej się pazur wysmyknął to najwyżej trudno. Ten jednak zaczął się śmiać w niebogłosy jakby coś go właśnie opętało. Momentalnie Łasicza Łapa, która tryumfowała nad bratem znalazła się pod jego łapami.
- Ugh! Znowu ten piach! - Poderwała się do góry wyślizgując się spod vana. Jak zwykle na jego pysku zagościł cyniczny uśmiech, podobny do tego ojcowskiego. Szylkretka usiadła i zaczęła dokładnie sprawdzać futro liżąc je w każdym kierunku.
- Tobie też by się przydała mała kąpiel. - Stwierdziła wskazując pazurem okropnie ubrudzone i pozlepiane futro na piersi brata. Jej brwi zmarszczyły się komponując przy tym sugestywną minę. - Chodź tu, wykąpiemy cię brudasie! - Już miała złapać łapami końcówkę ogona brata gdy ten szykował się do ucieczki, gdy stanęła przed nimi Wielka Gwiazda.
- A co my tu mamy? Moja ulubiona uczennica i jej rodzeństwo urodzone nie w tym ciele co powinno? - Wzdrygnęła się liderka chcąc odgonić od siebie rodzeństwo. - Jeśli dzisiaj będziesz się bawił kocurze zamiast spać, pójdziesz na trening niewyspany i mnie to nie obchodzi, zaś Łasica gdy będzie gotowa może sama się do mnie zgłosić na trening. - Wymruczała. Łasica kiwnęła tylko łbem i udała się do legowiska uczniów, jednocześnie zerknęła na Chłodną Łapę i powiedziała do Wielkiej.
- Masz całkowitą rację o Wielka Gwiazdo, te kocury są takie nieznośne, tylko by zaczepiały biedne kotki.- Uśmiechnęła się szyderczo do brata puszczając mu oczko. Chciała tylko zabajerować mentorkę.
- Oj Łasicza Łapo, ty wiesz jak sobie w życiu radzić, będzie z ciebie dobra wojowniczka. - Oznajmiła dumnie się pusząc. Tiaa, dobra wojowniczka, na pewno lepsza od niej, w każdym razie dzień dobiegał powoli końca, a rodzeństwo choć trochę poprawiło swoje kontakty. Zgodnie z planem Łasicy.

<Chłód?>

[przyznano 5%]

Od Chłodnej Łapy cd Łasiczej Łapy

 Zmrużył oczy, patrząc na siostrę, która plotła dalej te same gadki, które mu wciskała na zgromadzeniu. Musiał jednak przyznać jej rację. Po tym jak Klan Klifu się na nich wypiął i uznał za potwory pokroju ich matki, musieli tu zostać. On musiał. Czy tego chciał czy nie. 
- To ja teraz... Czuję się tu obco, a nie jak w domu - miauknął, kręcąc nosem. - Jednak... ja nie wrócę do swojego domu. Nie wiem czy słyszałaś o tym co się stało kilka dni temu. Cętkowana Gwiazda wraz z Lamparcim Rykiem przyszli nas ocalić, ale gdy tylko dowiedzieli się kto nas wydał na świat, porzucili. - syknął, wysuwając pazury. - Ja... To bolało. Bardzo. Czułem się zdradzony. Już nigdy nie postawie łapy na ich terenie, bo mnie zabiją. Wspaniałe wieści, nie? Ty pewnie masz to gdzieś, bo ci się tu podoba. Ja jednak... zostawiłem tam coś... bardzo dla mnie ważnego. - mruknął.
- Mówisz o tym swoim chłopaku, do którego się podlizywałeś? - rzuciła.
Zjeżył sierść, czując jak płoną mu policzki. 
- Nie! To nie mój chłopak! - sapnął, kręcąc głową. - Tylko... przyjaciel... i... i nie tylko on, bo... bo Mroźna Łapa tam został! - starał się obrócić temat na rodzeństwo. 
- Ich też odbijemy, zobaczysz. 
- No nie wiem. Twój kochany tata mówi, że mogli ich zabić, po tym jak wypaplają wszystkim w klanie czyimi są dziećmi. - Wbił wzrok w łapy. 
- Nasz kochany tata - poprawiła go. 
Naburmuszył się bardziej, mordując ją chłodnym wzrokiem. 
- Nie. Twój. - miauknął.
Nadal nie wiedział co myśleć o kocurze. Nie potrafił tak z marszu zmienić o nim zdania, widząc co mu robił. Łasica jednak nie miała z tym problemu, bo oczywiście zgrywała kochaną córeczkę, podlizując mu się na każdym kroku. On... tak nie potrafił. Budził w nim wstręt i odrazę. Tak. Wcale nie zależało mu na jego uwadze. Zachowywał się tak jak powinien każdy porwany, który chciał tylko odzyskać wolność. 
- A raczej... Mama - zaśmiał się pod nosem. 
Siostra spojrzała na niego zdumionym wzrokiem, dlatego też opowiedział jej jaką propozycję złożyła ich ojcu Wielka Gwiazda. 
- Pomyśl. Wtedy to byłyby jaja. Zostałby kotką i byłby naszą mamą, czyli kimś kim gardzi - zaśmiał się. - Tak, lepiej nie wspominaj o niej, bo skończysz jak ja - ostrzegł ją, uśmiechając się jednak, bo mimo wszystko wizja czarnego vana w roli kotki, była przezabawna. 
Łasicza Łapa pokręciła tylko zdumiona głową. 
- Ale z ciebie kociak - rzuciła tylko. - Naprawdę to cię bawi? 
- Tak - Uśmiechnął się szerzej, trącając ją łapą w bok. - No nie bądź taka sztywna, bo zaraz ci cała sierść wypadnie. O mam pomysł - Wstał na łapy, po czym bezceremonialnie, przewrócił ją na bok. - Oooo... Łasica, ile teraz piachu masz na sierści. Nie dziękuj. Wiem jak bardzo lubisz się obśliniać. 

<Łasica? XD>

[przyznano 5%]

Od Łasiczej Łapy CD. Chłodnej Łapy

- Przyniosłabyś mi coś do zjedzenia? Jesteś kotką, więc możesz pierwsza brać ze stosu. Będę wdzięczny. - Zaproponował Chłodna Łapa. Kocica zbadała go wzrokiem od stóp do głów jakby przeszukując po czym obróciła oczyma i wydała z siebie głębokie westchnięcie.
- Masz szczęście, że twoja najukochańsza, jedyna i najszczodrzejsza siostrzyczka miała taki zamiar. - Fuknęła machając grubą kitą na wszystkie strony. Wypięła się dumnie i obróciła by zebrać nagrodę za jej polowanie. Ze stosu wyciągnęła dwie świeże piszczki, które idealnie mieściły się jej w pysku, tak by przetransportować je do brata bez podejrzeń innych kotek. Błyskawicznie ruszyła od stosu w kierunku Chłodu zatrzymując się tuż przed jego nosem. Rzuciła mu jedzenie praktycznie pod łapy.
- Wcinaj, nie musisz mi dziękować. Co ty byś beze mnie począł. - Mruknęła kręcąc teatralnie łbem po czym zabrała się za przegryzanie, jedyne co dało się słyszeć to ciche chrupnięcia kości. Kilka uderzeń serca zdążyło minąć zanim oboje uczniów zjadło swój posiłek, Łasica przełknęła swój ostatni kęs i zmarszczyła brwi próbując ukazać jakiekolwiek emocje.
- Słuuuchaj Chłód. - Zaczęła niepewnie, jednak jej słowa szybko zostały przerwane.
- Nie chcę słuchać bredni jakich pleciesz. - Wypluł. Kotka zadarła głowę do góry mrużąc oczy.
- Wypraszam sobie, żadne brednie więc mnie chociaż raz posłuchaj. - Próbowała wyjaśnić, zaś brat wygiął pysk malując tym samym na swojej twarzy pytającą minę. - Rozumiem jak się czujesz. - Gówno prawda, starała się mu nawciskać jak największy kit by go udobruchać. - Jednakże mówię ci, rób to co do ciebie należy, a kiedyś życie ci się sowicie odpłaci, w tym też nasz ojczulek.
Te słowa nie wyglądały na zbytnio przekonujące dla kocura.
- Ta no. To jakiś wariat. - Rzucił bez zastanowienia. - Jakby nie on, to nie był bym teraz cały obolały i z blizną na pysku. - Wskazał łapą miejsce zadrapania. Arlekinka skrzywiła się widząc jego oszpeconą mordę, była bardzo szczęśliwa, że jej się tak nie oberwało, nie wiedziała co by zrobiła, gdyby ktoś zakłócił harmonię na jej cudownie nieskazitelnej cerze.
- Ale widzisz! - Zaczęła - Gdybyś był bardziej posłuszny, jadłby tobie z łapy. To się nazywa umiejętność kontaktowania się. Spróbuj czasem.
Jednak kocur nie wyglądał jakby chłonął chętnie wiedzę od siostry, zamiast tego, jego mina pozostawała kamienna a spojrzenie podobne do ojcowskiego sprowadzało na szylkretkę lekki niepokój.
- Znowu zaczynasz ten temat? - Miauknął zrezygnowany van.
- Ja ci tylko dobrze radzę... Może i nie jestem siostrą jakiej byś chciał, ale dla rodziny zrobię WSZYSTKO. Ja w Klanie Klifu nie czułam się dobrze, byłam tam obca, tak samo jak ty. Może nie pamiętasz, ale ja miałam jeszcze trochę wspomnień z dzieciństwa, gdzie przychodził do nas ojciec. Co prawda nie pamiętałam gdzie to było, ani jak wyglądał, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że na pewno nie należeliśmy do Klanu Klifu. - Wyjaśniła jeszcze raz a spokojnie kocica. Jej wzrok powędrował ku niebu i chmurom, z których o tej porze roku często padał deszcz. - Chciałam tylko wrócić do domu. - mruknęła cicho jeszcze raz, był to jeden z niewielu momentów, gdy cyniczna i samolubna uczennica ukazywała swoje uczucia.
- Jeśli nie masz za krzty zrozumienia, to trudno! Ja się stąd nigdzie nie wybieram. - Kontynuowała tym razem marudzenie.

<Chłód?>

[przyznane 5%]