Przeszłość; dzień, w którym do Klanu Burzy dołączyły nowe kocięta
— Nie śpisz już? — spytała cicho.
— Nie — odparła krótko i na temat nawet nie spoglądając w stronę wiecznej królowej. Po co miała się wysilać. Pff.
Rozciągnęła swoje długie ciało, zaczepiając się niechcący pazurkami o długie futro z ogona Malinki, budząc ją. Próbowała wydostać je z kłaków siostry, lecz oprócz tylko wyciągnięcia ich, ciągnęła boleśnie tym samym za jej kłosy. Aż kwiknęła.
— Ała! Co ty robisz! — miauknęła oburzona.
— Nic! Tylko przypadkowo to się stało — odparła, martwiąc się bardziej o to, czy jej pazury były w całości, niż to, czy siostrę to bolało.
Bura od razu wygięła się, by wylizać futro na ogonie, podczas gdy Porzeczka zaczęła myć swoje pazury i wyciągać spośród nich włosy kotki.
Po niedługim myciu koteczka ziewnęła ponownie i oparła się o Poziomkę, przez co zaspana podniosła łebek.
— Coś się stało? — spytała, ocierając oczka łapkami.
— Nie, tylko się obudziłam — odparła. — A oprócz mnie od razu cały żłobek — dodała jakby dumna z siebie. Siostrzyczka przeciągnęła łapy leniwie i ziewnęła.
— Jest rano, czy dzień?
— Skąd mam wiedzieć? Nie widzę nieba — parsknęła i machnęła ogonem, a szylkretka zamilkła.
Koszyczkowe siostry przez większość dnia się nudziły. Siedząc w tej norze przez cztery ostatnie księżyce, dziwne było, że jeszcze nie zgniły. Grzybki by sobie urosły na nich i nieco żywiej by było.
Porzeczka, nie mając pomysłu co robić, po prostu zaczęła się tarzać w kurzu na zimnej posadzce. Gdy wstała, wyglądała jak upiór; jej umaszczenie stało się nagle szarawe, zasłaniając wszystkie białe i rude akcenty, zostawiając tylko świecące oczy nietknięte. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu i patrzyła w niepokojący sposób na siostry, które swoją drogą były trochę zmartwione jej zachowaniem.
— Uh… — zająknęła się Malinka. — Porzeczko, wszystko w porządku? — zapytała niepewnie.
— Jak najbardziej! — odparła, po czym wręcz prześlizgnęła się do Poziomki. — Zakurzony potwór cię złapie! Rarrh! — zaczęła udawać jakąś dziwną istotę i popchnęła niebieskooką w przód, po czym wskoczyła jej na grzbiet. Obie w śmiechu przeturlały się o koci ogon w bok, podszczypując i podgryzając siebie nawzajem. Wtedy do akcji wkroczyła bura.
— Nie martw się, Poziomko, uratuję cię! — zachichotała i odepchnęła delikatnie napastniczkę z chytrym uśmiechem, na co tą łapą ze schowanymi pazurami świsnęła przed jej pyszczkiem. Wykorzystując jej nieuwagę, Poziomka wstała i łapą pacnęła głowę półdługowłosej.
— A masz! Ty… zjawo! — miauknęła ze śmiechem, po czym spotkała się z kontratakiem; Porzeczka przekręciła się i rzuciła na ogon siostry, jednak za jej własny już Malinka zdążyła ją pociągnąć.
Przez jeszcze niedługą chwilę kotki się bawiły, lecz nagle do żłobka weszło parę kotów. Koszyczkowe siostry zatrzymały się w swojej bitewce, by spojrzeć na przybyszy. Jakaś trójka kociąt… a za nimi jakieś kotki. Porzeczka zmarszczyła brwi.
Te nowe kocięta zostały przedstawione Dryfującemu Fluorytowi jako Horoskop, Chiromancja i Zwiastunek. Jakieś głupie te imiona. Niebieskooka spojrzała na Poziomkę, która wyglądała na zainteresowaną przybyszami. To tylko bardziej zniechęciło ją do tych nowych kociąt. Z niesmakiem jeszcze na nie spojrzała, po czym po prostu odeszła sobie do swojego posłania i zaczęła zmywać z siebie kurz.
Wtedy kątem oka dostrzegła, jak Poziomka, JEJ najcudowniejsza siostra, podeszła do nich. Coś tam do nich mówiła, ale Porzeczka z wściekłości nawet się nie przysłuchała. Jej siostra powinna być cały czas u jej boku, nie gdzieś sobie podbijać do obcych kociąt! To jest okropne, aż ją zemdliło. Wróciła do mycia swojej sierści, by przestać o tym myśleć, a i tak myślała.
Nim się obejrzała, Poziomka do niej wróciła i usiadła obok niej. Kamień spadł Porzeczce z serca i udało jej się uspokoić.
— Ale oni ciekawi są! — przyznała. — Może się z nimi nawet zakoleguję! — Sierść szylkretki natychmiast się zjeżyła po usłyszeniu tego zdania, a serce zamarło. Po paru sekundach zastygnięcia w miejscu zaśmiała się niezręcznie.
— Hehe, Poziomko — zaczęła, odwracając się w jej stronę z wielkimi oczami. — Jak to zakolegować się?
— No tak… normalnie… — zająknęła się niepewnie, patrząc siostrze w oczy.
— Ojejku, ja i Malinka ci nie starczymy? — spytała, udając zranioną. — Jeśli wolisz się zadawać z byle kociakami, to na co tobie my? — westchnęła tak, jakby właśnie zwykła rozmowa miała świadczyć o braku siostrzanej miłości. Poziomka spanikowała, widząc pokrzywdzoną siostrzyczkę.
— Nie, to nie tak! — próbowała się wytłumaczyć. — Kocham was obie bardzo, bardzo i nie chcę was zastępować! Czy wybaczysz mi… za takie myślenie? — zapytała zmartwiona, a w jej oczach zabłysły łzy.
— No nie wiem… — odparła Porzeczka, udając zranioną. Nawet udało jej się wymusić łezkę, co przestraszyło siostrę.
— Nie… Porzeczko, nie płacz… — próbowała ją pocieszyć, lecz jej samej zaczęły płynąć łzy po policzkach. — P-proszę, wybacz mi… ni-nie chciałam… cię zranić… — Pociągnęła nosem, przytulając się do siostry. Szylkretka uśmiechnęła się pod nosem.
— No już… już nie płacz, nic się nie dzieje. Wybaczam ci. — Pogłaskała siostrzyczkę po głowie z troską. Poziomka spojrzała jej w oczy zapłakana.
— Na-naprawdę…?
— Naprawdę. No już, jesteś dzielna, przestań się tak mazać.
Puchata szylkretka otarła łzy i zasmarkany nosek, po czym jeszcze łkając, dodała:
— Je-jeszcze raz… prz-przepraszam! Już n-nigdy tak… nie pomyślę, tak… — przyznała, a Porzeczka z dumą ukrytą za troskliwym uśmiechem dwa razy poklepała ją po główce.
Teraźniejszość
— Porzeczko, idziesz? — Z wypoczynku obudził ją głos najmłodszej siostry. Uczennica stęknęła rozdrażniona i podniosła się z mchowego posłania.
— Idę — burknęła niechętnie, przeciągając łapy, po czym przetarła oczy. Już wcześniej siostra ją obudziła na trening, ale tego ranka akurat jakoś niespecjalnie jej się chciało ćwiczyć. Gdyby mogła, to by spała cały sezon bez przerwy niczym stary niedźwiedź.
Zdążyła minąć dłuższa chwila, zanim Porzeczka wreszcie stanęła na łapach, po czym wyszła z legowiska i przeszła do Groty Pamięci, a za nią szła jej siostra z szerokim uśmiechem.
— Jak myślisz, co dziś wymyśliła Mała Bazia? Polowanie na zające, patrolowanie, tropienie? O, o a może konkurs kto-zje-więcej? Co myślisz? — zagadała ją z charakterystyczną dla niej ekscytacją. — Malinka teraz śpi, ale jej pewnie by się spodobało patrzenie w niebo, może to będziemy robić? — Porzeczka miała tak naprawdę głęboko gdzieś co sobie paplała Poziomka. Irytowało ją to trochę, ale wolałaby już słuchać jej miauczenia niż filozofii burej siostry. Uczennica zatrzymała się przy Małej Bazi, która przebywała niby w grocie, ale jednak w średnio gotowym centrum obozu.
— No wreszcie jesteś, co ci tak długo zajęło? — miauknęła.
— No wiesz… pogoda jakaś taka dziwna, nie mogłam wstać z legowiska! Stawy mi skrzypią — odparła, teatralnie kładąc łapę na czole. Bazia westchnęła.
— No pewnie tak — mruknęła, zwracając uwagę na sztuczność wypowiadanych przez kotkę słów. — No to skoro jesteście obie, to się dzisiaj pobijecie — zaczęła z chytrym uśmiechem, trzymając uczennice w napięciu, które otworzyły pyski w zdziwieniu. Zanim się odezwały, jeszcze dodała: — No, chodźcie za mną.
Trójka kotek ruszyła ciemnym tunelem. Mentorka prowadziła je i następnie skręciła w nieco ciaśniejsze odgałęzienie tunelu, które potem stało się nieco bardziej przestrzenne. Na tyle, by koty mogły bezpiecznie się tu bić bez ryzyka zawalenia. Burzaczka się zatrzymała i odchrząknęła.
— Widzicie cokolwiek?
— Nie, jest jaśniutko, słońce nam nad głową świeci i grzeje barki — odparła sarkastycznie Porzeczka. — Oczywiście, że nie widzimy! Co to w ogóle za pytanie — prychnęła z frustracją, a Bazia się tylko roześmiała.
— No już, nie musisz wysilać swojej gęby — miauknęła. — Weźcie się trochę pobijcie, w tej absolutnej ciemności. Zobaczymy, kto jest sprytniejszy — rzekła i schowała się w miejscu, gdzie tunel się zwężał. — Jak coś, to ja tu stoję. Zaczynajcie.
Porzeczka równie dobrze mogła zamknąć oczy, a różnicy by nie było. Tutaj musiała polegać na wszystkich innych zmysłach.
Gdy usłyszała szuranie łapami o ziemię w miejscu, w którym podejrzewała, że była Poziomka, natychmiast rzuciła się na nią z odsłoniętymi zębami. Wylądowała na jej grzbiecie, pyskiem ocierając o puchaty ogon siostry. Nim ta jakkolwiek zareagowała, Porzeczka przekręciła ciało i prześlizgnęła się w pod brzuch rywalki, przy okazji tylnymi łapami podcinając te Poziomki. Przyszła przewodniczka runęła na posadzkę, a Chyża Łapa ją przyszpiliła, uniemożliwiając wyślizgnięcie się. Kotka próbowała kopać siostrę po brzuchu, lecz jej delikatna osobowość nie pozwalała na to; jej uderzenia były po prostu za słabe i bardziej przypominały głaskanie niż bicie. “Jesteś żałosna” — zaśmiała się w myślach, po czym ją puściła wolno. Onieśmielona Poziomka wstała i się skuliła.
— Już skończyłyście? — zabrzmiał zdziwiony głos wojowniczki. — Kto wygrał?
— Pf, a jak myślisz? — odparła zwyciężczyni. — To chyba jasne, że ja.
Gdyby teraz kotki nie były w zupełnej ciemności, to zobaczyłyby, jak Bazia wzrusza ramionami.
— Spróbujcie jeszcze raz, przecież nie może tak być, że jedna bitewka starczy — miauknęła, a kotki zaraz wróciły na swoje miejsca.
Uczennice zrobiły jeszcze parę podejść do walki, lecz za każdym razem, bez wyjątku, wygrywała Porzeczka. Po paru takich niedługich sesjach walk Poziomka została mocno poobijana; czy to o ścianę, o ziemię, o siostrę. Po siódmej walce Mała Bazia po prostu westchnęła zrezygnowana.
— No dobra, już starczy. Chodźmy stąd już — miauknęła, a gdy uczennice ustawiły się za nią, wyszły z tego tunelu i wyruszyły z powrotem do obozu. Gdy wreszcie dotarły do Groty Pamięci, Porzeczka dojrzała, jak bardzo poobijana była jej siostra. Aż coś ją w sercu ukłuło.
— Jak się czujesz? — spytała się z dziwnie, jak na nią, troskliwym głosem.
— Nie wiem… — mruknęła smutno. — Nie umiem się bić! A w tunelach okropnie się to robi… — przyznała, ocierając łzawiące oczy.
W ślepiach Porzeczki widniała bardzo niepodobna do niej troska.
<Poziomko? Jestem pewna, że będziesz tylko coraz lepsza.>
[1519 słów + walka w tunelach]
[30% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz