BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malinowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malinowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

09 sierpnia 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Szkarłatnego Wichru

Pokiwałam głową przypominając sobie już nie takie maluszki Czarnego Piórka. Musi do niej pójść i natychmiastowo wypytać czy żaden jej kociak nie chce iść na profesję medyka. Ale co to za różnica? Przecież doskonale wiedziałam, że Czarne Piórko zawsze była po stronie Srebrnego Pyska i nie wiadomo tak do końca co wmawia swoim dzieciom. Ale przecież kociaki to kociaki, nie można ich wysyłać na pewną zgubę, tym bardziej, że to sam Gwiezdny Klan ostrzegał mnie przed klątwą. Zmrużyłam oczy wpatrując się w swoje łapy z zamyśleniem. Ale co oznaczało to wszystko? Przecież usłyszała naprawdę dużo rzeczy w swoim śnie, a tylko kilka z nich zdołała zrozumieć.
- Malinowa Gwiazdo? - Podniosłam wzrok na Szkarłatnego Wichra zdając sobie sprawę, że on tutaj nadal jest. - Dlaczego rozmawiasz akurat ze mną?
Zawahałam się. Mam mu powiedzieć, że liderzy czasem oprócz swoich proroczych snów słyszą też porady od Gwiezdnych? Od swojej rodziny, matki, brata czy siostry?! Spuściłam niżej głowę, czując jakby do mojego nosa doleciał zapach mleka i przez chwilę przed moimi oczami zabłysła piątka rodzeństwa. Wszyscy umarli i tylko ona przeżyła. Tylko po to, żeby zostać marną liderką, nie zasługującą na miano Gwiazdy? Potrząsnęłam głową czując na sobie wzrok wojownika.
- Czułam, że to właśnie ty pierwszy powinieneś się o tym dowiedzieć. Przekażę Płomiennej Prędze co sądzisz o tej wizji... Możesz iść.

< Szkarłatny Wichrze?>

08 sierpnia 2017

Od Malinowej Gwiazdy

Po zakończeniu zgromadzenia klan powoli udał się w stronę obozu. Niosłam na grzbiecie Kryształową Łapę, czując się winna za wszystko co się stało. Dlaczego nie zdołałam powstrzymać krwawienia i dlaczego kolejny kot umarł na moich oczach, a ja nie mogłam zdziałać nic? Wszyscy medycy jakby nie zdawali mieć pojęcia co się dzieje tuż za ich plecami. Nie rozumiałam dlaczego Gwiezdny Klan odjął im mowę i ruch, żeby podejść, spróbować zrobić coś. Cokolwiek by uratować życie, takie młode, a już martwe. Gdy weszliśmy do obozu moje łapy zamierzały już opaść, ale Płomienna Pręga widział to i szybko odebrał ode mnie Kryształową Łapę. Szkarłatny Wicher spojrzał na niego ze złowieszczym błyskiem, jednak po chwili odetchnął i ocierając się o mnie ruszył ku ciału martwej uczennicy. Biedny, zawsze był wspaniałym wojownikiem, a teraz stracił przyjaciółkę, której najwyraźniej poświęcał dużo uwagi... czy nadałby się na lidera? Kiedy odejdę do Gwiezdnego Klanu miałabym szczerą nadzieję, że to właśnie Płomienna Gwiazda podaruje mu tak ważne stanowisko, w końcu bardzo dobrze sprawuje się jako wojownik. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że mógłby być zdrajcą podobnym do Srebrnego Pyska, w końcu, chyba w klanie nie ma już jej popleczników? Ale oni nie wiedzą... nie wiedzą o tym, że już dawno gnije w Miejscu Gdzie Brak Gwiazd.
Ruszyłam szybkim krokiem ku Kryształowej Łapie by usiąść obok niej i uspokajająco polizać po uchu. Mogła być dobrą uczennicą, a później asystentką. A na końcu może nawet medykiem leczącym nawet zielony kaszel?
- Szkarłatny Wicher obiecał, że cię pomści, Kryształowa Łapo. Wiem, że dotrzyma słowa i dla ciebie będzie lojalny dla Klanu i kodeksu. - Liznęłam ją jeszcze raz i wtedy poczułam mocny, przeszywający ból głowy. Usłyszałam różne szepty, jedne były delikatne, a inne ostre. Wstałam powoli i udałam się do swojego legowiska, nawet moja własna podświadomość nie mogła wytrzymać po tym co się stało. Położyłam się na swoim mchowym legowisku i zamknęłam oczy, prawie natychmiast zasnęłam.
~*~
Stałam na polanie iskrzącej się od malutkich odłamków gwiazd. Wokoło rosły drzewa i unosiły się zapachy różnych zwierząt. Prawie od razu rozpoznałam to miejsce. Klan Gwiazdy. Przede mną stanął wielki kocur, jego pręgowane futerko iskrzyło się, a w oczach błyszczało współczucie. Pochyliłam głowę z szacunkiem najniżej jak potrafiłam. Spadały na nas strugi światła, które nie do końca wiadomo skądś się wzięły. Nagle przeleciała nad nami sowa, która zasłoniła strugę światła i przez kilka bić serca panował cień.
- Nie lękaj się jej. Lękaj się jednak wroga, który wyglądał jakby spał, a gdy się obudzi zapanuje ciemność, którą ponownie zastąpi światło... - Sowa powoli zaczynała się zniżać ku ziemi, aż porwała w swe szpony malutką mysz. - ...ale klan zapłaci wtedy straszliwą cenę.
- Oślinione Futro, co to zna-znaczy? Jaką straszliwą cenę?
Kocur jednak zaczął się oddalać. Nie, to ja się od niego oddalałam i spadałam w dół. Znowu słyszałam szepty, ale tym razem wyraźniejsze. "Nad widmem okrywającym wilka czai się klątwa", "Rzeka to grupa, ryby to życie, krzewy to zguba", "Strzeż się kolca maliny, a nie owocu"... Wszystko zmieniało się w szum, a ja czułam zmieszanie. Nic nie rozumiałam.
~*~
Otworzyłam oczy dysząc głośno. Starałam to wszystko ułożyć sobie w całość.
- Lękaj się wroga, który wyglądał jakby spał? - Wyszeptałam i spojrzałam na swoje łapy. To brzmiało jak coś oczywistego, ale jednocześnie tak dobrze skrytego, że nie wiedziałam o co chodzi. Czy to ma coś wspólnego ze Srebrnym Pyskiem i jej przepowiednią? - Przepowiednia o zgubie Klanu Nocy to rzeka, na której pływają ryby, wpadające w krzak malin... Nic nie rozumiem!
Pokręciłam głową i przypomniał mi się pierwszy szept. Widmowy Wilk też ma klątwę. Czy Gwiezdny Klan starał mi się wytłumaczyć to, że śmierć Kryształowej Łapy nie była spowodowana przeze mnie, tylko przez medyka Klanu Wilka? Wychyliłam się z legowiska i odetchnęłam głęboko, wyszukując wzrokiem Płomiennej Pręgi.
- Mamo, coś się stało? - Odwróciłam szybko głowę w bok, gdzie stała Świetlikowa Ścieżka. Pokręciłam głową.
- Wiesz może gdzie jest Pło-Płomienna Pręga?
- Wyszedł z patrolem.
Nagryzłam wargę, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że po moim pyszczku ściekła struga krwi. Akurat gdy go najbardziej potrzebowałam on był na patrolu, świetnie! Komu jeszcze mogę zaufać równie bardzo jak Płomiennej Prędze? Zastanowiłam się patrząc na swoje łapy. Pszczeli Miód? Mimo, że jest moją córką nie była gotowa. Może Poranna Łania? Nie, nie. Kto jeszcze? "Szkarłatny Wicher" Usłyszałam cichy szept w mojej głowie. Zamrugałam kilka razy. Naprawdę, nie wpadłam na to! Podeszłam szybko do białego kocura, który razem z Fiołkowym Podmuchem wchodził do obozu. Podeszłam do nich.
- Szkarłatny Wichrze, chciałabym porozmawiać z tobą w moim legowisku.

< Szkarłatny Wichrze? Malinowa będzie chciała się podzielić z tobą swoim snem, bo jesteś według niej jednym z lojalniejszych kotów. Huh, ciężko prowadzi się postać, gdy wie się co druga kombinuje za jej plecami. Pomysł na przepowiednię wzięty z oryginalnej książki Wojownicy: Las Tajemnic >

06 sierpnia 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D. Milczącej Gwiazdy

Z zamyśleniem spoglądałam na niebieskawą liderkę, która spokojnie lizała się po piersi, po chwili skierowałam jednak wzrok na swojego zastępcę, a dokładniej też partnera, Płomienną Pręgę.
- Mimo wszystko nie sądzę, byśmy potrzebowali sojuszu z Klanem Klifu, w dodatku nie zamierzamy wygnać Klanu Burzy, więc nasi wojownicy z pewnością wystarczą, by odebrać tereny. Ale co do ataku... - Tym razem posłałam niepewne spojrzenie na Milczącą Gwiazdę. - Dzisiaj niech wasi wojownicy postawią ślady zapachowe na waszej nowej granicy, tak samo zrobimy my, za to jutro o szczytowaniu słońca zaatakujemy. Takie ostrzeżenie wystarczy.
Obserwowałam w ciszy reakcję dwóch kotów z Klanu Wilka, którzy wymienili znaczące spojrzenie i szepnęli coś do siebie. W końcu Pustułkowy Dziób pokiwał głową i powrócił do poprzedniej pozycji. Odchrząknął i otworzył pysk, by zacząć mówić:
- To mądre zagranie Malinowa Gwiazdo, tak też zrobimy.
- A więc, dla waszej wiadomości oznaczymy tereny przy Grzmiącej Ścieżce, jednak niedaleko od Wielkiego Drzewa.
Kiwnęłam głową na pożegnanie, a moje futerko zakołysało się, gdy szybko wstałam i ruszyłam ku wyjściu z legowiska. Zaraz za mną ruszyła Milcząca Gwiazda, a za nią Pusutłkowy Dziób i Płomienna Pręga. Wszyscy członkowie klanu mieli w nas utkwione oczy, a nastroszone futerko Kryształowej Łapy, która siedziała obok Widmowego Wilka świadczyło najpewniej o tym, że jest poddenerwowana i podekscytowana.
- Właśnie, Milcząca Gwiazdo - Tym razem skierowałam się bezpośrednio do liderki, która zrównała się ze mną w kroku - Prosiłabym cię o zabranie Kryształowej Łapy na zgromadzenie, w końcu to uczennica medyka.
~*~
Kiedy nastawał zmierzch, a słońce zabarwiało niebo na pomarańczowe, czerwone i różowawe kolory, ja postanowiłam dzisiaj samodzielnie poprowadzić wieczorny patrol. Na koty, które miały brać udział w tym ważnym patrolu wybrałam Poranną Łanię, Szkarłatny Wiatr, Fiołkowy Podmuch i Płomienną Pręgę. Pierw ruszyliśmy jak zawsze, tradycyjnie naszą granicą, ale gdy zbliżaliśmy się w kierunku terenów Klanu Burzy nie szliśmy już granią, tylko zagłębiliśmy się dalej. Moja sierść zjeżyła się, a ogon upadł ku ziemi. Tutaj unosił się wyraźny zapach zajęcy i królików, więc Fiołkowy Podmuch oznaczył drzewo nieopodal nor. Podobnie robiliśmy, później skręcając ku Drodze Grzmotu, przy której też zostawiliśmy ślady zapachowe. Gdy znaleźliśmy się na swoich terenach poczułam natychmiastową ulgę. To mieliśmy już z głowy, teraz trzeba było wrócić do obozu i szczegółowo przedstawić klanowiczom plan ataku na Klan Burzy.
Gdy weszliśmy zadowoleni z uszami postawionymi na sztorc i ogonami ku górze, wojownicy jak i uczniowie spojrzeli na nas zaciekawieni. Czarne Piórko też wyszła ze swoimi kociakami, słysząc nagłe poruszenie. Wskoczyłam szybko na przewalony pień i zwołałam koty, które prawie natychmiastowe stanęły przede mną.
- Jak zapewne już wiecie, odbieramy tereny Klanowi Burzy, jednak teraz dowiecie się o tym oficjalnie. Potrzebujemy więcej terenów, zwierzyny nie starczy dla nas wszystkich, a nie chcemy strat w tym ciężkim dla nas okresie. Postanowiłam zabrać sojusz z Klanem Wilka i zabrać razem z nim tereny z norami królików.
- Co będzie jeść Klan Burzy?! - Usłyszałam czyiś głos, jednak nie mogłam za bardzo rozpoznać kto to powiedział.
- Oczywiście, to też przemyśleliśmy. Zostawimy im wrzosowiska i polany, tam też będą nieliczne nory z królikami i z pewnością też dosyć dużo myszy i innych zdobyczy. - Rozglądnęłam się po zebranych. Jedni pokiwali głową, a inni wymieniali spojrzenia ze swoimi rówieśnikami. Słychać były szepty, jedne brzmiały "Potrzebujemy więcej terenów, to dobra okazja", a inne wypełnione niezadowoleniem mieszały się z innymi, ale niektóre dało się zrozumieć "Dlaczego nas o to nie zapytałaś, Malinowa Gwiazdo?". W końcu szepty zmieniły się w głośny szmer. - CISZA! Obojętnie jakie macie zdanie, to ja o tym decyduje. Jestem liderką, rozmyślałam nad tym długo i naradzałam się z najstarszymi wojownikami i moim zastępcą, Płomienną Pręgą, czasem jednak trzeba podjąć decyzje samemu. W walce będą brali udział Płomienna Pręga, Poranna Łania, Pszczeli Miód, Mroczne Serce i Wrzosowa Łapa. To wszystko. Jutro o szczytowaniu słońca Gwiezdny Klan zdecyduje co się wydarzy.
~*~
O świcie patrol znowu poszedł naznaczyć naszą nową granicę w tym czasie gdy ja stałam na straży obozu, w razie gdyby Klan Burzy zaatakował. Nic takiego się jednak nie stało, ale nasz patrol nie wracał, mimo, że szczytowanie słońca było coraz bliżej. Postanowiłam więc razem z Poranną Łanią, Pszczelim Miodem i Wrzosową Łapą udać się w to miejsce. Gdy zbliżaliśmy się do naszej nowej granicy już z daleka było słychać syczenie i prychanie. Przyśpieszyliśmy i naszym oczom ukazała się zacięta walka o terytoria. Bez namysłu skoczyłam na Lamparci Krok, który atakował Płomienną Pręgę. Szybko puścił rudego kocura, gdy zadałam mu głęboką ranę przy pyszczku.
- Agh, co to ma znaczyć Malinowa Gwiazdo?! - Wrzasnął, gryząc mnie w łapę. Syknęłam i kopnęłam go w brzuch, a ten został odrzucony na lisią długość. - To NASZE tereny!
- Od dzisiaj nie!
Skoczyłam w jego stronę i ugryzłam go w ucho. Moje rany zaczynały mnie piec, jednak nie przestawałam szarżować na czarnego kocura. Wokół nas szalała walka, na którą nie zwracałam uwagi. Nie chciałam stracić zastępcy z oczu. Musiał się poddać, jednak on wytrwale drapał mnie po grzbiecie, kiedy ja gryzłam go w ucho. W końcu jednak puścił mnie, a ja rozglądnęłam się by zobaczyć, dlaczego to zrobił. Milcząca Gwiazda weszła w środek pola bitwy razem ze swoimi wojownikami, dlatego splunęłam w pysk zastępcy Białej Gwiazdy. Nie mieli szans.

<Lamparci Kroku? Milcząca Gwiazdo? Klan Burzy, Nocy, może Wilka?>

21 lipca 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D. Milczącej Gwiazdy

Pokiwałam głową wreszcie kończąc jeść małą mysz. Musiałam wszystko dobrać w jak najlepsze słowa, by wszystko wyszło dla mnie jak najlepiej się da. Nie znałam tak dokładnie Milczącej Gwiazdy, ale po jej poprzednich słowach zrozumiałam, że z pewnością nie zgodzi się na wygnanie Klanu Burzy. Z resztą, po krótkim zastanowieniu też wolałam tego nie robić. W końcu nie wiadomo jaką karę ześlą wtedy na klany Gwiezdni.
- A więc jeżeli nie zamierzasz wygnać Klanu Burzy, to nie musimy tego robić - Stwierdziłam spokojnie, powoli kierując wzrok na swojego zastępce. On pokiwał delikatnie głową, więc ponownie skierowałam wzrok na niebieską liderkę. Na jej pyszczku widniał wyraz zamyślenia - Możemy zabrać trochę terenów, gdzie są nory królików i zostawić im wrzosowiska. Przecież tam też jest dosyć dużo zwierzyny.
Milcząca Gwiazda ze zmieszaniem wpatrywała się we mnie. Rozumiałam, dlaczego tak długo nad tym rozmyśla, ale zwlekanie nic nie da. Trzeba działaś. Natychmiast.
- Ja nie wiem...
- Milcząca Gwiazdo! - Powoli podniosłam się i ukradkiem zobaczyłam jak Pustułkowy Dziób wysuwa pazury, ale już po chwili siedziałam na miejscu. - Doceniam twoją troskę, ale potrzebujemy więcej terenów. My się rozrastamy, jesteśmy coraz więksi. Klan Burzy przetrwa z mniejszymi terenami, ale my nie.
Nastała chwila ciszy. Wszyscy zapewne rozmyślali o nadchodzącej wojnie i napięciu pomiędzy klanami. Sama już oceniłam wszystkie za i przeciw. Gdybyśmy tak zrobili, Klan Gwiazdy by się na nas nie gniewał, a my byśmy mieli nowe tereny łowickie. Przeciw... no cóż, gniew od strony Klanu Burzy. Ale i tak nie będą mogli zbyt wiele zrobić dwóm silnym klanom.
- A co ty na to, Widmowy Wilku?
Szarawa skierowała wzrok w stronę medyka, a ten westchnął.
- Sam nie do końca cenię wojny, ale chętnie będę uczył jakąś młodą duszyczkę. I, jeżeli Klan Gwiazdy się do mnie odezwie oczywiście cię o tym poinformuję, Milcząca Gwiazdo.
Skierowałam wzrok z delikatnym uśmiechem na Widmowego Wilka. Jak na razie wszystko układało się dobrze, ale nadal czekałam na ostateczną decyzję.

<Milczka? Wybacz za gniot>

19 lipca 2017

Od Malinowej Gwiazdy do Milczącej Gwiazdy

 Mijały szczytowania słońca, a patrol z Klanu Burzy nadal nie przychodził. Kryształka znudzona włóczyła się po obozie, często zaglądając do mojego legowiska tylko po to, by spytać kiedy będzie miała mentora. Dni dłużyły się nie ubłagalnie, aż w końcu zdałam sobie sprawę, że niedługo wybije księżyc od zgromadzenia. Trzeba działać.
Już z samego rana, gdy uczniowie szykowali się do treningu szybkim krokiem udałam się w stronę Płomiennej Pręgi. Zerknął na mnie zainteresowany, gdy zbliżałam się do niego. Delikatnie liznęłam go po pyszczku i usiadłam.
- Nie słychać żadnej odpowiedzi na temat tego, by Kwiecisty Wiatr uczyła Kryształkę. Jak nic nie zrobimy, to biedna nigdy nie dostanie imienia ucznia.
- A więc... idziemy do Klanu Wilka? - Dziwna iskierka mignęła w oku Płomienia, jednak nie zważając na to pokiwałam prędko głową. Musieliśmy się pośpieszyć, pewnie za chwilę będzie szedł poranny patrol. Wstałam biorąc do pyszczka jakąś chudziutką mysz i chrupiąc ją. Gdy skończyłam to robić polizałam się po klatce piersiowej i natychmiast wstałam. Mój zastępca uczynił to samo i ruszył za mną, gdy kierowałam się w stronę wyjścia z obozu. Po drodze kiwnęłam jeszcze Porannej Łani na znak, by poszła za nami.
- Tak, Malinowa Gwiazdo?
Wojowniczka nie do końca wiedziała, dlaczego liderka miałaby przerywać przynoszenie zdobyczy na stos.
- Idziemy do Milczącej Gwiazdy, wojownik u boku raczej nie zaszkodzi, w razie gdyby patrol, był negatywnie nastawiony.
Okazyjne płatki śniegu spadały pod nasze łapy, gdy przemierzaliśmy drogę w stronę terenów niczyich. Pora nagich drzew szalała w najlepsze, rzadko kiedy była tak sroga. Prawie wszędzie były zaspy i bardzo łatwo młodzi uczniowie mogli stracić orientację. W końcu naszym oczom ukazał się przewalony pień, więc byliśmy już w punkcie pomiędzy wszystkimi klanami. Powoli owinęłam ogon wokół łap i usiadłam na pniu, wyczekując na nadejście patrolu Klanu Wilka. Nie musieliśmy czekać, bo grupka kotów prawie od razu pojawiła się przy swojej granicy.
Zeskoczyłam ze swojego miejsca i ruszyłam w ich stronę. Koty mierzyły mnie wzrokiem. Była dwójka starszych oraz jeden mały uczeń.
- Co tu robisz, Malinowa Gwiazdo? - Spytał prawie, że od razu szarawy kocur. Oh, to pewnie ten Pustułkowy Dziób i albo mi się wydawało, albo był zastępcą.
- Przyszliśmy do Milczącej Gwiazdy, dobrze by było gdybyście ją tu przyprowadzili, ale jeśli wam śpieszno z patrolem to chętnie poczekam.
Kocur pokiwał głową i mruknął coś cicho do terminatora, który popędził wgłąb terytorium. Czekaliśmy w ciszy, która zdawała się trwać niezwykle długo. Minęło kilkadziesiąt i więcej bić serca, a wtedy dopiero przywódczyni Klanu Wilka wyłoniła się spomiędzy drzew.
- A więc, co cię tu sprowadza?
- Po pierwsze, poszukujemy mentora dla naszego kociątka, ale nie posiadamy obecnie medyka... - Powiedziałam na początek, a szarawa zmrużyła oczy, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z innymi wojownikami. Nie miałam pojęcia, co chciała im przekazać. - I w dodatku mam propozycję.
- Jaką?
- Ty udostępniasz nam Widmowego Wilka, a my w zamian zgadzamy się na sojusz. Z pewnością Klan Wilka tak samo cierpi w zdobyczach. Pora nagich drzew jest sroga, zwierzęta wymierają. My akurat mamy ryby, ale rzeka też mocno zamarzła. A na terenach Klanu Burzy jest pełno nor królików. Kicają tam ich całe kolonie, wyczuwa je każdy patrol, który wysyłam na śledzenie tej części granicy. - Miałam nadzieję, że Milcząca zrozumie co miałam zamiar przekazać jej w moich słowach.

< Milcząca Gwiazdo?>

16 lipca 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Gradowa Łapa

Zerknęłam niepewnie na moich wojowników, ale już po kilku biciach serca mój wzrok znowu spoczywał na wystraszonym uczniu medyka. Przeanalizowałam wszystko z dokładnością i szybko zdałam sobie sprawę, że to co teraz zrobię wyjdzie nam na dobre.
- Nie mam zamiaru was karać. - Stwierdziłam po chwili, a Zamglona Ścieżka spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Kiwnęłam głową na znak, żeby upuściła terminatora na zmrożoną glebę - Możecie zebrać 10 jagód i udać się z nimi do obozu. Mam nadzieję, że nie okłamiecie żadnego kota z Klanu Burzy i przyznacie się do tego, że weszliście na nasze tereny.
Szkarłatny Wicher szybko podszedł do mnie bliżej, a ja obrzuciłam go ostrzegawczym spojrzeniem. Nie miałam zamiaru wysłuchiwać narzekania, jednak zdawało się, że wojownik nie miał zamiaru dyskutować na temat tego jak postąpiłam, a raczej chciał powiedzieć coś innego. Palący Piorun jednak odepchnął go na bok, gdy zobaczył, że nie wie do końca jak to ująć:
- Ale ten szybki terminator pobiegł wgłąb terenów Klanu Nocy!
Otworzyłam szerzej oczy i oglądnęłam się za siebie. Nie wiadomo co może zrobić wystraszony uczeń, a nie będzie najlepiej jak odkryje obóz.
- Palący Piorunie, idź szybko poszukać tego drugiego ucznia. Może spłoszyć zwierzynę! - Nerwowo parsknęłam i machnęłam nagląco ogonem. Wojownik nie czekał długo i rzucił się przed siebie, za gołe drzewa i krzaki. - Gradowa Łapo, śmiało, zerwij te jagody, których ci potrzeba. Nie mamy medyka, a w dodatku na naszych terenach rośnie dużo jałowcu. Te kilka jagód nie zrobi różnicy.
Uczeń niepewnie podszedł do krzaczka i stanął przed nim. Moim obowiązkiem było poczekać aż zerwie te jagódki, a później odprowadzić go i jego kolegę do granicy, a później dopilnować, by nie wchodzili już więcej na te tereny. Raczej nie było w tym nic trudnego.

<Gradowa Łapo? Nie mam pojęcia jaką zmianę przechodzi Mali, no cusz>

Od Malinowej Gwiazdy C.D Szkarłatnego Wichru, Gradowej Łapy

- Malinowa Gwiazdo?
Wojownik powoli zbliżył się do mnie. Na jego pysku widniał delikatny uśmiech, więc odwzajemniłam go, ale jednak szybko znikł z mojego pyszczka. W jego uśmiechu było coś dziwnego, czego nie umiałam przepuścić tak łatwo... jakoś nie zwracałam uwagi na to, że nie przylazł do obozu, ale teraz miałam już pewne podejrzenia. Tym bardziej po walce z tym całym samotnikiem.
- Oh, Szkarłatny Wichrze. - Mój ogon powoli uniósł się ku górze z widocznym zainteresowaniem. W końcu nie na co dzień wojownicy nie przychodzą na noc do obozu. Tym bardziej w tak ważnej dla klanu sytuacji. Powoli przeczesałam wzrokiem kocura od góry do dołu i na odwrót. Te wszystkie blizny nie wyglądały zbyt za ciekawie na kocurze, który szybko zdobyłby serce jednej z klanowiczek. Na przykład Pszczelego Miodu, oh! Jaka bym była dumna. - Najwyraźniej nie miałeś zamiaru pokazywać się w klanie z tymi... szramami, albo ten samotnik znowu cię zaatakował.
Pręgowany szybko pomachał przecząco głową i przeciągnął się. Na to zmrużyłam tylko oczy i wyczekująco zaczęłam wpatrywać się w wojownika. Nie miałam czasu tutaj sterczeć, a wolałam coś z nim przegadać i wypytać o ewentualne szczegóły.
- Nie, żadnego samotnika nie było. Za to z tym pierwszym, Malinowa Gwiazdo trafiłaś w sedno. Ja sobie wszedłem na pierwsze lepsze drzewo i zasnęłam. Za dobrze mi to nie zrobiło.
- No dobrze, teraz może jednak łaskawie idź do obozu i wybierz się na patrol z Zamgloną Ścieżką i Palącym Piorunem.
Odprowadziłam kocura wzrokiem i dopiero ruszyłam w swoją stronę gdy zniknął z mojego pola widzenia. Nie powiedział mi za dużo, ale miałam nadzieję, że jak wyślę go na patrol z kotami, do których na razie nie miałam podejrzeń, to może jakoś ochłonie. Przyśpieszyłam i zniżyłam nos ku ziemi chcąc na coś zapolować. Nic jednak nie wyczułam, więc zaczęłam iść dalej przed siebie, aż przed nosem mignął mi jakiś szary kształt i dokładnie w tym momencie poczułam wręcz rażący mój nos zapach. Mysz! Przyśpieszyłam i gdy byłam wystarczająco blisko skoczyłam na nią z pazurami, a ta zdążyła tylko pisnąć i już było po niej. Powoli zaczęłam kierować się z myszką trochę bardziej ku granicy z Klanem Burzy. Upolowałam jeszcze kilka myszy i jednego królika i akurat wtedy gdy go zakopywałam usłyszałam dziwne zamieszanie. Szybko do moich nozdrzy dotarł świeży zapach Klanu Nocy, wymieszany z Klanem Burzy. To nie wróży nic dobrego. Przyśpieszyłam i to co mnie zastało sprawiło, że mój ogon się nastroszył. Zamglona Ścieżka trzymała terminatora, najpewniej z Klanu Burzy za kark.
- Co to ma znaczyć?! - Z niezadowoleniem wtargnęłam między patrol, a wszystkie koty zaczęły się na mnie gapić.
- Ja wszystko wytłumaczę! On wtargnął na nasz teren i chciał nam wykradać zwierzynę i kraść ważne medykamenty!
To całe gadanie Zamglonej Ścieżki brzmiało jakby była kociakiem, który zaczyna skarżyć na swoje rodzeństwo.
- Czy to prawda? - Skierowałam wzrok na delikatnie trzęsącego się terminatora. Jego oczy wypełniał strach, a wąsy drgały nerwowo. Gdy mnie usłyszał przecząco machnął głową - A więc, jeżeli mówisz prawdę to nie, ale dlaczego w takim razie wtargnąłeś na nasze tereny?
Starałam się nadal mówić spokojnie.

<Grad? Reszta? Jeszcze niech go nie wypuszcza, dopóki Mali się nie upewni>

Od Malinowej Gwiazdy

W tę noc nie mogłam spać i gdy tylko upewniłam się, że wszystkie koty poszły już spać powoli wychyliłam głowę ze swojego legowiska i usiadłam przed nim. Srebrna Skórka jak zawsze jaśniała na niebie, jednak gdy zaczęłam się na nią patrzeć zobaczyłam jak śnieżna chmura powoli zasłania gwiazdy. Już po kilku biciach serca kilka mysich długości przede mną spadł świeży płatek śniegu. Puch powoli zasłaniał obóz, a co za tym idzie też moje krople łzy, które spadły gdy zdałam sobie sprawę co tak naprawdę dzieje się z Klanem Nocy. Upada, przez jednego kota, który zamierza to zrobić. Zaledwie księżyc zaczął szczytować, a smutek przeminął, a jego miejsca zajęła wściekłość. Szczera, wielka wściekłość wypełniająca mnie od środka. Nic już nie trzymało mnie przy normalności. Czułam się, jak balonik, który był przyczepiony do ziemi kilkoma linkami. Te zaczęły powoli się odczepiać, aż... odleciałam. W stronę depresji, oczywiście. Wszystko było proste - to przez Srebrny Pysk to się dzieje, to ona, z pewnością. Ta zdrajczyni! Nie mogła zwyczajnie ze mną porozmawiać na temat swoich oczekiwań związanych z rodziną. A doprowadzona do beznadziejnej tęsknoty zabiła mnie. I ja zrobię teraz to samo, co ona mi. Zabiję ją, jako równe sobie. Będziemy walczyć, jako honorowe wojowniczki, bo wiem, że na to zasługuje. Mimo tego, co zrobiła. Cicho udałam się do wyjścia z obozu i zwinnie wyskoczyłam z niego coraz bardziej przyśpieszając. Trop Srebrnego Pyska prowadził mnie w stronę granicy z Klanem Burzy, aż w końcu skończył się, zatarty przez śnieg. Nie wiedziałam czy nawróciła się, czy może nawet skręciła i weszła na tereny niczyje, jednak stwierdziłam, że udała się na tereny Klanu Burzy. Gdy stanęłam na granicy z obcym klanem zawahałam się. Przecież nie wiadomo jak zareagują na to Burzowicze, może się to nawet skończyć nieprzyjemnie, a w żadnym wypadku nie chciałam mocniej narażać Klanu Nocy. Zmrużyłam oczy w zastanowieniu.
- Malinowa Gwiazda - Szary kształt szybko śmignął mi przed oczami, a ja cofnęłam się z sykiem. Doskonale znałam ten zapach. Ryby, duma i... zające. Dziwne, że akurat ta kotka przebywała w tych okolicach. - Nie wierzę, że jeszcze bardziej chcesz narazić klan. Wojny, głód i choroby. To wszystko twoja wina. Inni liderzy tacy nie byli!
- Nie jestem idealna, ale jestem lepsza. Wszystko co robię ma swoje powody. Nie robię wojny tylko dla swoich interesów. Nie głodzę klanu, to Pora Nagich Drzew. Koty nie chorują przeze mnie.
- Nie macie medyka!
- Ależ mamy. Dwa kociaki uczą się na tą posadę, a ja zajmuję się szukaniem mentora w innym klanie.
- Phi - Tym razem niezadowolona postać stanęła centralnie przede mną. Syknęłam i warknęłam, skacząc na nią.
- W pewnym sensie, jesteśmy podobne. Ty chcesz też uratować Klan Nocy, ale ja mam lepszy plan!
Nie zdążyła zrobić uniku, więc razem poturlałyśmy się wgłąb terenów Klanu Nocy. Drapnęłam ją w oko, na co ona zawyła z bólu. Nie poddawała się. Zepchnęła mnie z siebie, a ja poleciałam prosto w grudę śniegu. Wszystko zaczęło kręcić się w mojej głowie, co Srebrny Pysk wykorzystała, skacząc na mnie i robiąc ranę na łapie. Rzuciłam w nią śniegiem i skoczyłam na brzuch, gdy się przewróciła rozdzierając go. Śnieg powoli zaczął zabarwiać się na szkarłatny kolor. Nie czułam dumy, a raczej zamyślenie. Nie wiedziałam co teraz. Co teraz, gdy moja złość wyparowała ze mnie jak woda w ciepły dzień. Jedyne o czym myślałam to, by zadowolić chorych, a nie swoją chorą chęć zabicia zdrajcy.

C.D.N, Srebrny Pysk umiera za zgodą 3 adminów. Nie ma jej w obozie, bo akcja dzieje się kilka dni po wydarzeniach z ostatnich opowiadań Maliny. W dodatku jest dopisana do samotników.

12 lipca 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Płomiennej Pręgi

- A, może... może mój sen nam podpowie kogo wybrać. - Trafnie zauważył rudy kocur, na co ja pokiwałam powoli głową.
- Powiedz wszystko, każdy najmniejszy szczegół, który zapamiętałeś. Przecież to nie może, być takie trudne. Klan Gwiazdy zawsze ukrywa tą najważniejszą część pod jakąś przykrywką.
Płomienna Pręga zwiesił głowę i przez następne kilkanaście bić serca trwaliśmy w ciszy. Zastanawiałam się nad tymi wszystkim, a on przypominał sobie sen.
- Ten kot był szary i miał tylko jedno oko. Wszędzie posiadał blizny - Powiedział nagle, a ja skierowałam na niego wzrok - Walczyliśmy w lesie, wszędzie unosił się smród lisów. Tylko na mnie i na niego padało światło, więc ta kotka... nie widziałem jej wyraźnie. Również w ciemności widziałem tylko jedno jej oko, było żółte. Była prawie cała brązowa, miała tylko trochę białych plam.
- Ja... ja chyba wiem, kto to jest, ale... nie mogę jej obwiniać, była naprawdę miła i była pieszczoszką.
- Phi, pieszczoch jako wróg...?
- Wiem, to głupie, ale nigdy nic nie wiadomo. Na razie nikomu nie mówmy, musimy się upewnić - Pokiwałam głową i westchnęłam - Jak dobrze, że mam ciebie. Ty zawsze dasz jakąś podpowiedź i podniesiesz na duchu! - Uśmiechnęłam się promiennie i rozejrzałam wokoło. Przecież wolała, by nikt jak na razie nie wiedział o czym tak naprawdę rozmawiają, dopóki tego nie przegadają. - Musimy udać się albo do Klanu Burzy, albo do Klanu Wilka, by zaproponować im, aby ich medyk uleczył nasze koty, a w zamian dostaną coś czego będą potrzebować. Przecież to będzie wprost idealny krok na przód.
Płomienna Pręga prawie od razu pokiwał głową z taką energią, jakby poczuł się jak skowronek. Najwyraźniej pasowała mu ten plan, chociaż nadal zastanawiałam się dlaczego od niedawna czuje się tak... eh, nie, przecież on po prostu stracił matkę. To dobrze, że chociaż zachował w sobie jakąś energię do życia. Ja szczerze mówiąc jej już prawie nie miałam, a ubywała z każdym dniem.
- Proponuję udać się do Klanu Wilka - Stwierdził mój partner i przysunął się bliżej mnie. Objęłam go delikatnie ogonem.
- Zastanowię się nad tym, po zgromadzeniu to wszystko jeszcze raz przedyskutujemy. To chyba na tyle.
Wstałam i strzepałam z siebie śnieg, powolnym krokiem idąc w stronę obozu. Czujnie oglądnęłam się za siebie, by upewnić się czy Płomień nadąża. Wydawał się być zamyślony.
~*~
Gdy wróciliśmy do obozu, pierwsze co zrobiłam to udałam się do żłobka. Jak na razie odpowiedź Białej Gwiazdy to jedyne co wydawało się, być ważne, bo na zgromadzeniu za dużo się nie działo.
- Kryształko!
- T-tak, Malinowa Gwiazdo? - Kotka powoli podeszła do mnie, cichutko niuchając. Miała naprawdę dobry węch.
- Pytałam się Białej Gwiazdy, czy udostępni Klanu Nocy Kwiecisty Wiatr jako twoją mentorkę i powiedziała, że przyjdzie do nas jej patrol, jak tylko podejmie decyzję.
- Oh! Dziękuję, dziękuję!
~*~
Przy pierwszej lepszej okazji zaraz po tym jak słońce powoli wyszło znad ostrokrzewów odszukałam wzrokiem Płomienną Pręgę. Akurat siedział obok stosu zdobyczy i jadł szybko śledzia. Pędem podeszłam do niego i przybliżyłam, się do niego, by usłyszał wyraźnie wszystko co powiem szeptem:
- Najlepszym rozwiązaniem, będzie udać się do Klanu Burzy. W końcu jak i tak prawdopodobnie Kwiecista będzie uczyć Kryształkę, to może też zrobić coś więcej.
- Nie zgodzą się po tych sprzeczkach.
- Ależ zgodą - Powiedziałam z uśmiechem - Klan Gwiazdy popiera dobro, a umieranie i choroba, nigdy nie wiązały się z dobrem. W dodatku damy im wynagrodzenie, takie jakie będą chcieli.
- Wyruszamy razem o szczytowaniu słońca.
- Wybiorę wojo...
- Nie! Mamy iść sami. Jeszcze pomyślą, że to jakaś zasadzka.

<Płomienna Pręęęęgo?>

04 lipca 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Płomiennej Pręgi

- Ja... Mówisz to tak jakbyś nie wiedział przez co przeszłam - W moich oczach zabłysły krystaliczne łzy, spływające po moich kremowych policzkach. Razem z kocurem powoli wstaliśmy i zaczęliśmy kierować się coraz głębiej w las. Tu, wśród drzew i krzewów mogliśmy spokojnie porozmawiać bez cienia strachu, że ktoś nas usłyszy. Szum lasu nikomu nie zdradzi o czym będziemy rozprawiać. - Też nie miałam bliskich, wszyscy umarli jak pęknięcie bańki. Zostałam tylko ja.
- ...Mali...
- Płomienna Pręgo, ty... przecież wszystko straciłam. Ale nie poddawałam się, myślałam, że będzie lepiej. I zawiodłam się. Klan Gwiazdy ponownie odbiera mi szczęście.
- Masz mnie i swoje córki - Zauważył mój były uczeń, przez co między nami zapadła cisza. Tylko szelest ostatnich liści opadających z drzew pod ciężarem śniegu sprawiał, że nie panowała tu całkowita, głęboka cisza. Zwiesiłam nisko głowę, tak, że spokojnie mogłam przejechać językiem po karku kocura. Najwyraźniej, by to wszystko wyjaśnić wystarczyła chwila zastanowienia. Jednak nie dla mnie. Kojący dźwięk fal pobliskiego strumyka czy nawet zapach myszy w oddali nie sprawiał, że czułam się lepiej. W moim stanie nic już nie będzie lepiej. Przez ostatnie kilka dni wszystko działo się zaskakująco szybko, a teraz czas jakby zwolnił tępa i nawet ta cisza zdawała się trwać już od wieków.
- To moja wina.
- Hmy?
Płomyk najwyraźniej był zbytnio rozkojarzony po moim delikatnym liźnięciu, bo gdy usłyszał moje słowa szybko spojrzał prosto w moje oczy, jakby pogubiony w tym co właśnie nastało. 
- Oni woleli Czarną Gwiazdę - Mój delikatny uśmiech, zaczął się robić coraz większy, aż w końcu na moim pyszczku pojawił się krzywy wyraz. - Mogę być jak on.
- Nie, Malinko!
- Obiecałam sobie, robić to co chce mój klan. Dokonam obietnicy.
- Ale ja tego nie chcę - Odparł błagalnie rudy z zestresowanym wyrazem pyszczka. Prychnęłam na jego słowa, aż nagle ponownie w moich oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziałam co robić. Wszystko było jak porozrzucane puzzle. Nie pasowało do siebie. Już nie wiedziałam, czego oczekuje ode mnie Klan Nocy.
- Tylko... TYLKO TY! Tyl-tylko ty nadal trwasz przy mnie. Nigdy byś mnie nie zdradził. Ale to wszystko i tak nie ma znaczenie na tle tego wszystkiego... Jednak to ty mnie podtrzymujesz na duchu. Gdybyś mnie zdradził, ja nie... Nie możesz...

<Płomień? Nwm co tu się odwala>

03 lipca 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Szkarłatnego Wichru

Znowu leżałam tam wysoko, na niebie, wśród gwiazd. Z mojej rany na karku już nie sączyła się krew, a ból powoli zaczął ustawać. Nie było nikogo w zasięgu mojego wzroku, a jedyne co widziałam to drzewa i łąki pode mną. Nagle zaczęłam słyszeć szepty wymawiane przez różne głosy i nie do końca wiedziałam czy to Gwiezdni czy tylko moja głowa. Ostrzegałam Cię.
I wtedy ponownie znalazłam się w obozie, a moim oczom ukazał się rudy pyszczek. Powoli poruszyłam głową, by sprawdzić czy jest w pełnej gotowości. Co zadziwiające poczułam na karku jedynie delikatne ciągnięcie, bo prawie całkowicie zagojonej bliźnie. Podniosłam się i zamrugałam kilka razy, by odnowić swój zamazany obraz. Rozejrzałam się na około i zobaczyłam koty. Przerażonych i napędzonych wściekłością wojowników, którzy jeszcze nie zdążyli ochłonąć po wydarzeniach sprzed kilku minut.
- CISZA! - Krzyknęłam jak najgłośniej potrafiłam, mimo wszystko jednak delikatnie zachrypniętym głosem. To dzieje się za szybko. - Najwyraźniej Srebrny Pysk sama stara się dopełnić przepowiedni, a nie jej zapobiec. Zastanawia mnie tylko
Dokańczając moje stwierdzenie podchodziłam coraz bliżej szarej kotki, razem z Płomienną Pręgą przy moim boku. Buntowniczka nic na to nie odpowiedziała, a jedynie rozejrzała się wokoło ze zwycięskim spojrzeniem. Wygrała walkę, ale nie wygrała wojny. Czarne Piórko powoli do niej podeszła, jednak jej wzrok nie mówił tego co jej poprzednia mentorka. On błagał nas byśmy nie zrobili nic... jej. Miałam mętlik w głowie. Chciałam ją zabić. Rozszarpać na oczach wszystkich, ale dobro tlące się w moim środku mi na to nie pozwoliło. Nie zniżałam się do jej poziomu. Zbliżyłam się do niej bliżej, a moje pazury zostawiły jej delikatne draśnięcie na poliku. Kotka syknęła i już chciała się rzucić gdy zobaczyła naszą przewagę.
- Odejdź i nigdy nie wracaj, Srebrny Pysku.
Dawna wojowniczka już zamierzała odejść kierując się do wyjścia z obozu, jednak gdy była już w połowie za nim, odwróciła się ze łzami w oczach.
- Pochowajcie ją.
I wtedy już na dobre wybiegła z obozu, w którym zapanowała cisza. Nie należałam to tych kotów, bo już po kilku uderzeniach serca ponownie odwróciłam się do legowiska starszyzny wbiegając do niego, by moim oczom ukazało się nakrapiane ciałko. Powoli chwyciłam skórę na karku kotki i zaczęłam ją nieść pod przewalony pień ze łzami w oczach. W jednym byłam taka jak Srebrny Pysk. Kochałam Nakrapiany Kwiat. Głośno wymawiając rytualną formułkę po chwili zmęczona ułożyłam się obok mojej mentorki, zastępczej matki... 
~*~
Gdy powoli zaczęło świtać podniosłam się i rozglądnęłam się po obozie. Przez całą noc wszystko ucichło, wszyscy klanowicze - od tych przerażonych, aż do tych napełnionych wściekłością - zostali ukojeni przez sen, a teraz ponownie budzili się, by wykonywać swoje obowiązki. Teraz jednak większość kotów patrzyła na siebie spode łba. I cały mój entuzjazm z kolejnego poranka właśnie prysł jak jeden z wielu bąbelków spienionej rzeki. Westchnęłam, wołając klan do siebie. Przyszło kilka kotów, bo reszta już pewnie wyszła na polowanie lub trening z uczniem.
- Musimy należycie pochować Nakrapiany Kwiat, by mogła już na dobre polować razem z naszymi przodkami na Srebrnej Skórce. Zrobię to ja... i Płomienna Pręga - Powiedziałem z załamaniem w oczach spoglądając na stojącego nieopodal Płomienia.

<Płomień, pociesz ją jakoś, cooo :(>

29 czerwca 2017

Od Malinowej Gwiazdy CD Pszczelego Miodu, Srebrnego Pyska

Ostatni raz obrzuciłam spojrzeniem dwoje młodych kotów. Wojowników, którzy nie byli zbyt długo na tej ważnej randze, a mimo wszystko to ich wybrałam na towarzyszących mi do Księżycowej Zatoczki, a nie kogoś starszego, doświadczonego. Powoli traciłam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze jest mi lojalny, ale wiedziałam, że jej rodzina z pewnością nic nie będzie do niej miała. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
Powoli wkroczyłam do ciemnej jamy czyjnie patrząc na łapy by nie przewrócić się na tej kamienistej drodze wiodące mnie w dół, w dół i dół. Nagle oślepił mnie błękitny blask, który tak bardzo był mi znany. Mimo wszystko się bałam. Bałam się tego co przekaże mi Gwiezdny Klan. Bałam się... najgorszego. Powoli podeszłam bliżej do blasku i usiadłam przy nim, zamykając oczy. Nie wiedziałam, że jeszcze kiedykolwiek będzie mi dane poczuć uczucie towarzyszące snu z Gwiezdnymi...
Wokół mnie rościągał się las, a wśród niego wysokie sosny i mniejsze świerki. Między nimi rosła wysoka trawa i krokusy, więc nie byłam w teraźniejszości. Po co Klan Gwiazdy przywlókł mnie w dobrze znane miejsce?
Przedemną pojawiła się jednak szara postać, której nie widziałam dokładnie przez panującą tu mgłę. Łkała cicho, jednak kiedy ktoś przybiegł nad rzekę ona szybko uciekła. Zanim zdążyłam nad tym pomyśleć przed moimi oczami pojawiło się kolejne znane mi miejsce, czyli... obóz. Tyle, że tym razem prosto do moich nozdrzy szedł od niego zapach strachu i śmierci, a przed obozem krew. Nagle mignęły mi przed oczami żółte oczy i obudziłam się. Znowu byłam w tym samym miejscu co najgorsze było to, że nic z tego nie zrozumiałam. Płacz, śmierć, oczy? To razem zupełnie nie miało sensu. Potrząsnęłam głową i szybko wstałam z zawiedzeniem ruszając w górę. Gdy zobaczyli moje zażenowanie dwójka wojowników od razu spojrzeli po sobie.
- Czy to coś złego? - Spytał niepewnie Palący Piorun, a ja nieodpowiadając na jego pytanie kazałam iść na przód ponownie podnosząc głowę do góry. Nie powinnam mówićo moim niezwykłym śnie... Im.
Kiedy szliśmy przypomniało mi się, jak kilkadziesiąt księżyców temu szłam do tego miejsca z Lodowym Sercem. Wtedy wszystko było w jak najlepszym porządku. Czarna Gwiazda, Wodna Gwiazda wszyscy rządzili lepiej, oni... Nagle przystanęłam i zerknęłam delikatnie w górę. Czy po to Gwiezdny Klan mnie tu ściągnął? Po to bym stała sobie sprawę co tak naprawdę robiłam źle?
Wierzyłam szczerze w swój klan. Lojalnych wojowników, którzy zmierzali do potęgi, a tak naprawdę... Nielojalnych? Tylko złość i aroganckość trzymała ich na wodzy, a teraz poczuli, że nie mam co im zrobić.
Spojrzałam na moich towarzyszy podróży, ale szybko spojrzałam znowu na Srebrną Skórkę. Bzdura!
Powoli weszliśmy do obozu, gdzie powitał nas tłum, chcący się dowiedzieć wszystkiego co tam się działo. Kiedy zobaczyłam jednak szare futro Srebrnego Pyska szybko wyszłam z tłocznego miejsca zostawiając wojowników przy wyjściu z obozu. I wtedy usłyszałam krzyk, więc przyśpieszyłam i wbiegłam do legowiska starszyzny, a nakrapiane ciało upadło do moich łap. Gdy ze strachem zerknęłam na szarą kotkę zupełnie nie pasowała mi do moich wcześniejszych myśli. Wtedy moje całe przeczucia wyparowały i moim ciałem zaczął władać smutek i strach.
- Oj, nie! - pisnęłam nagle i odskoczyłam do tyłu - Nakrapiany Kwiecie... Czy ona?...
- Nie żyje - wydusiła w końcu Srebrny Pysk. Odwróciła zapłakane oczy w kierunku liderki. - ONA NIE ŻYJE!
I wtedy wszystko zaczęlo toczyć się samo. Wypełniała się przepowiednia. Przed obozem była plama krwi, a wokół niej unosił się zapach śmierci. I wtedy Srebrny Pysk skoczyła na mnie, a ja poczułam okropny ból na szyi.
- TO ONA! TO PRZED NIĄ OSTRZEGAŁ MNIE GWIEZDNY KLA...
To jedyne co zdążyłam powiedzieć przed nastaniem ciemności.

<Klan Nocy?>

26 czerwca 2017

Od Malinowej Gwiazdy

Sytuacja w klanie była napięta po ostatnich wydarzeniach. Obóz stał teraz prawie, że na bagnach, bo na każdym kroku pojawiały się kałuże, coraz to głębsze, bo deszcz w prawdzie nigdy nie przestawał padać co bardzo sprzyjało przeziębieniu. Każdego wieczoru rozmyślałam nad tym co powiedziała Srebrny Pysk na zgromadzeniu. Wiedziałam, że w tym może kryć się ziarenko prawdy, ale nawet gdyby była to klątwa, Klan Gwiazdy nie zesłałby jej na nas bez powodu. Te wszystkie myśli coraz bardziej mąciły mi w głowie, musiałam to wszystko rozwikłać, odgadnąć rozwiązanie zagadki. Powinnam... Oh, dlaczego na to nie wpadłam!
Szybko podniosłam głowę, przerywając poranną toaletę i spoglądając na niebo. Srebrna Skórka już zdążyła zniknąć i pojawi się dopiero wieczorem, ale wiedziałam, że moja rodzina i przyjaciele na mnie patrzą. Oni, by nie zgodzili się na to, żeby moje panowanie tak szybko dobiegło końca. Wskoczyłam na przewalony pień i zawołałam:
- Yghym... Nie-niech wszystkie koty umiejące polować zbiorą się pod przewalonym pniem! - Koty zaczęły przychodzić szepcząc coś do siebie, inne za to spoglądały na mnie ze zdziwieniem, a jeszcze inne niepewnie zaczynały siadać. Poczekałam aż zbiorą się możliwie wszystkie koty będące w obozie i dopiero po chwili zabrałam głos - Jak wszyscy mogli sobie zdać sprawę nastały ciężkie czasy dla Klanu Nocy. Nie posiadamy medyka, a pogoda nie sprzyja polowaniom.
Przez tłum przebiegł szmer szeptów, które sprawiły, że koty zaczęły z niepokojem poruszać ogonami. W końcu ponad wszystkie wyciągnęła głowę Srebrny Pysk. Jej oczy zabłyszczały z satysfakcją, jednakże jak reszta jej puchate futro było postawione na sztorc.
- Właśnie, każdy o tym już wie, Malinowa Gwiazdo! Nie wierzę, że zebrałaś nas tutaj, by ponownie się użalać.
- Cisza! - Uciszyłam tłum, a wszystkie oczy ponownie wlepiły się we mnie - Srebrny Pysku, oczywiście, że nie. Doskonale przemyślałam wszystko przez ten księżyc. Zwiększymy patrole i od dzisiaj nie będą chodzić w grupach po cztery koty, a po pięć. Ty za to Srebrny Pysku przestań buntować klan, a staraj się zapobiec śmierci i zaraz po zakończeniu zebrania poszukaj razem z kimś, jeszcze więcej medykamentów. - Spojrzałam w dół by zobaczyć jak na moje postanowienia zareagowali wojownicy. Większość kiwnęła głową, jedni z aprobatą, a inni z niechęcią. Nie czekając aż ktoś znowu przerwie ciszę, szybko dokończyłam moją wypowiedź - Gdy tylko przestanie padać wybiorę się do Księżycowej Zatoczki, razem z...Palącym Piorunem i Pszczelim Miodem. Może wtedy wszystko się wyjaśni... A przechodząc do trochę weselszej części...
Odchrząknęłam głośno i znacząco.
- Fiołkowa Łapo, wystąp! Ja, Malinowa Gwiazda, Przywódca Klanu Nocy wołam do naszych Przodków, by spojrzeli w dół na tego Terminatora. Ciężko trenował, by pojąć prawa Waszego szlachetnego kodu, a teraz nagrodzę go imieniem Wojownika. Fiołkowa Łapo, czy obiecujesz postępować zgodnie z Kodeksem Wojownika?
- Tak.
- A więc od dzisiaj, aż do zmienienia twojego imienia będziesz nosi miano Fiołkowy Podmuch.
 
<Palący Piorun? Pszczeli Miód? Psst, możecie opisać już drogę do Księżycowej Zatoczki i dajcie mi do dokończenia>

17 czerwca 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Wrzosowej Łapy

Spojrzałam z kamienną miną na Wrzosową Łapę i przez kilka bić serca trwałam w takim milczeniu, w końcu jednak walnęłam ogonem o ziemią, przypadkiem odpychając mech w różne strony.
- Czyli nie zdajesz sobie sprawy z TEGO co zrobiłeś - Powiedziałam z przekąsem, gdy mi przerwał. Kocur podniósł na mnie wzrok z grymasem na pyszczku, ale zanim zdążył znowu wtrącić się do mojego zdania, ja już zaczęłam mówić dalszą część - Moja matka zawsze powtarzała, że nasz klan jest silny, ale w każdym momencie może upaść.
- Nie z takimi wojowni...
- I oni mogą umrzeć - Stwierdziłam, przerywając kolejnej uwadze terminatora. Westchnęłam ponownie i odwróciłam delikatnie łeb w stronę wyjścia z legowiska. Długo zastanawiałam się nad odpowiednią karą, ale nadal nie byłam pewna czy to będzie odpowiednia decyzja. Pewne jest to, że wszystko co powie teraz synu Czarnego Piórka, będzie miało już za kilka szczytowań słońca, konsekwencje i zalety. Odchrząknęłam, by poukładać sobie wszystkie moje nowe przemyślenia.
- Do czasu gdy zauważę u ciebie poprawę, będziesz musiał wychodzić z obozu tylko pod opieką wojownika. Nie licz, że w tym czasie zostaniesz wojownikiem... Oh! Jeśli wyciągniesz jakieś wnioski ze swojego zachowania, to możesz zawsze do mnie przyjść - dodałam, w tym samym momencie odwracając się i wychodząc z delikatnym uśmiechem.

<Wrzos?>

05 czerwca 2017

Od Malinowej Gwiazdy

Po wydarzeniach z wątku Milczącej i Wrzosa
Zaraz po patrolu  przyszedł do mnie Płomienna Pręga z raportem, jednak jego mina była skrzywiona z niezadowolenia i gniewu.
- Coś się stało.
- Oczywiście, że tak! TEN uczeń znowu nawalił nam błota na relację z Klanem Wilka!
- Wrzosowa Łapa...
- Tak. Nie do wiary, że to syn Czarnego Piórka, jest taki... - Przerwał mi syn Nakrapianego Kwiatu i uderzył gniewnie o ziemię, przez co pył powstały po gorącym południu uniósł się w powietrze. Malutka pszczoła, która przelatywała obok nas szybko się wycofała. Sama byłam zła, ale tego otwarcie nie pokazywałam, jednakże wiedziałam, że to nie koniec przykrych niespodzianek, którym trzeba zapobiec.
~*~
- Przejrzysty Potok, Pszczeli Miód! Przejrzysty Potok! Pszczeli Miód! - Wykrzykiwał klan, a ja obserwowałam to wszystko z delikatnym uśmiechem. Kolejny wojownicy, którzy godnie będą mogli chronić klan. Przeczesałam wzrokiem po zebranych i zobaczyłam wśród tłumu między innymi rude futro Płomiennego, długi, sterczący ogon Świetlikowej oraz z zadowoleniem wpatrującą się w Przejrzystego, Czarne Piórko. Tylko jeden kot stał z boku i przyglądał się z daleka, a jego ogon drgał z zazdrością. Moje błękitne jak lód oczy wpatrywały się w niego i obserwowałam każdy jego ruch. Ten jednak odwrócił się tylko i odszedł do legowiska. Ruszyłam jego śladem, a kiedy weszłam prosto do miejsca, gdzie sypiają uczniowie, ten leżał z rezygnacją, z głową między łapami. Ten widok, bezcenne.
- Rozumiem twoje zachowanie, Wrzosowa Łapo.
Drgnął i podniósł jedną łapę, jednak gdy zobaczył, że to ja stoję przed nim, wyciągnął łapy i prychnął:
- Nie wiesz. Nakrapiany Kwiat opowiadała, że to ty jako pierwsza z rodzeństwa zostałaś mianowana na wojowniczkę.
- ...Jako pierwsza z martwego rodzeństwa, które od dawien dawna poluje na Srebrnej Skórce. Nie miałam nikogo - Poprawiłam go z cichym westchnięciem. Terminator zaniemówił, co ja postanowiłam zręcznie wykorzystać - Byłbyś już dzisiaj wojownikiem, gdybyś nie włóczył się po terenach Klanu Wilka, a łowił ryby.
Chciałam pierw omówić z uczniem jego zachowanie, a dopiero na końcu dać mu jakąś przyzwoitą karę. Chcę chociaż wiedzieć czy rozumie, dlaczego ją dostanie.

<Wrzos>

18 maja 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Srebrnego Pyska

Gdy Srebrny Pysk zaczęła sprowadzać na ziemię terminatora, ja przyglądałam się temu z delikatnym skrzywieniem. Nie wątpiłam, że szara z pewnością da sobie radę, jednak terminator miał coś w sobie czego nie widziałam u .żadnego z Nocnych. Był w pewien sposób ambitny, co doceniałam, jednak i to ma swoje złe, a strony, a połączenie z zarozumiałym usposobieniem wprowadzało reakcję łańcuchową. Kiedy jednak usłyszałam wzmiankę o mnie - o dziwo nie wiedziałam czy to pochwała, czy raczej argument wymyślany na szybko - spojrzałam na Wrzosową Łapę marszcząc nos.
- Nigdy nie można w taki sposób oceniać wojny. Zwycięstwo to tylko nikła szansa, a nawet gdybyśmy  wygrali, co byśmy z tego mieli? I tak mamy już pod górkę u klanu Klifu po zgromadzeniu. -Stwierdziłam na co syn Czarnego Piórka spojrzał na mnie spode łba i machną lekceważąco ogonem udając, że mnie nie usłyszał, ja na to tylko położyłam uszy, powstrzymując się od nazwania go rozpieszczonym gówniarzem. Srebrny Pysk potwierdziła szybkim skinięciem moje słowa, wpatrując się w swojego... mmm. przyszywanego kuzyna.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji i przestaniesz strzelać takie numery.
Podsumowała Srebrny Pysk, patrząc z ukosa na koty, które zebrały się by obserwować sytuację.
- Phi - Mruknął Wrzosowa Łapa, odwracając się i unosząc z dumą ogon. Patrzyłam w niego z prośbą do Klanu Gwiazdy wymalowaną w oczach. Byleby się zmienił na lepsze.

<Wrzos, Srebrny Pysk?>

Od Malinowej Gwiazdy C.D Sowa

- Mhym - mruknęłam cicho, zerkając z zastanowieniem na pieszczoszkę. Nie miałam pojęcia co dwunodzy robią z głowami tych biednych kotów i dlaczego te nie chcą uciekać, a zamiast tego jedzą te mysie bobki, które codziennie pojawiają się w ich... no, misce. Mimo wszystko wydawało mi się, że posiadają chociaż trochę honoru prawdziwych kotów, co być może jest prawdą. Nie wiedziałam, więc do końca czy mogę ufać komuś... mimo wszystko wolałam nie wykorzystywać dziwnego zachowania kotki i prośby o naganę. A jeżeli już muszę dowiedzieć się czegoś więcej o tej jednookiej. - Nie widzę takiej potrzeby.
Wlepiłam w kotkę swoje mroźne, błękitne oczy i odsunęłam się na dobrą odległość od niej. Gdyby była to pułapka mogłabym się prze nią zapewne obronić, ale gdyby służyła komuś o wiele bardziej silnemu to mogłoby być gorzej. Na Gwiezdny Klan, od kiedy to ja jestem taka ostrożna!
- Oczywiście, oczywiście.
- A co do twojego pytania, nie widzę potrzeby oceniania samej siebie. Możesz mnie sama... ocenić, ale... - Zmarszczyłam swój różowy nos i oglądnęłam się za siebie, wgłąb terenów Klanu Nocy .
- Ale co
- Nie znasz mnie - dokończyłam głaszcząc mojego królika delikatnie strosząc ogon - poza tym, radziłabym ci raczej się tu nie pojawiać.
- Dlacze...
- Bez pytań - przerwałam delikatnie i polizałam swoją łapę, by po chwili przejechać nią po pyszczku. Oh, idealnie.
- Rozumiem, rozumiem - uspokoiła mnie pieszczoszka, uśmiechając się w pewien dziwny sposób. Nie do końca rozszyfrowałam co on oznacza. - Chcę tylko dowiedzieć się czegoś więcej o klanach.
Zaśmiała się cichutko, a ja zbliżyłam się do niej ponownie, na co ona wyszczerzyła gały i cofnęła się niepewnie. Raczej nie widziałam sensu w rozmawianiu z nią, ale jest tajemniczy, dziwny styl bycia sprawiał, że musiałam wiedzieć o niej więcej. - Nie wiem po co ci ta wiedza. - Powiedziałam przerywając głęboką ciszę, która trwała zupełnie kilka sekund.

<Soweł 8u8>

30 kwietnia 2017

Od Malinowej Gwiazdy C.D Sowa

Nie do końca wiedziałam dlaczego tak wydarłam się na tę kotkę, skoro i tak dałam jej już nauczkę raną na pysku. Krew spływała po jej pyszczku, przez co wokół nas dało się wyczuć metaliczny zapach. Zbliżyłam się do kotki tak blisko, że prawie dotykałyśmy się nosami i zaczęłam świdrować ją wzrokiem. Po chwili jednak westchnęłam i obojętnym gestem machnęłam ogonem.
- Jak się zamkniesz - Zaczęłam zimno nadal wpatrując się w nieznajomą - i będziesz stała o T.U.T.A.J
Ostatnie słowo przeliterowałam, żeby ta pieszczoszka, której dwunodzy najwyraźniej wyjęli mózg (jak przy mumifikacji). Oh, dobrze, że urodziłam się w klanie.
- Oczy... oczywiście!
Jednooka klapnęła na trawie i spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem. Powoli zaczynam żałować, że to akurat ja o tej porze wybrałam się na spacer, a nie na przykład Przejrzysta Łapa. Chociaż wtedy by na złe wyszło kotce, bo nie wiadomo co by po niej zostało. Wzięłam głęboki wdech sortując sobie wszystko w głowie. Trzeba powiedzieć wszystko, a jednocześnie nie wszystko. Myhy.
- Nazywam się Malinowa Gwiazda i jestem liderką Klanu Nocy - ciekawe tylko czy wie, że takie coś istnieje. Ale jak pytała się o takie rzeczy to raczej... raczej tak. Jak nie zrozumie to już jej problem, nie jestem jej przewodniczką. - Mam nadzieję, że taka wiedza wystarczy, a teraz wybacz, ale ja pójdę i tobie radzę zrobić to samo, zanim przyjdzie patrol.
Mlasnęłam kilka razy i już miałam się odwrócić, gdy ta pieszczoszka dotknęła mnie łapą w grzbiet. Syknęłam i odwróciłam się, a kotka ponownie skuliła się. Prawdopodobnie miała mi coś do powiedzenia albo oczekiwała kolejnego wykładu. Jak tym się jej pozbędę to może to jakoś przetrwam. Ale jeżeli jeszcze trochę tu postoję cierpliwość może dojść do niższego stadium.

<Sowa? Gnioooot>

29 kwietnia 2017

Od Malinowej Gwiazdy

Wszystko było normalnie. Tak jak zawsze o wieczornej porze terminatorzy wracali już ze swoich polowań, a kocięta przestawały figlować. Oczywiście, nadal było słychać ciche parskanie młodszego pokolenia, ale przecież nie da się ich wszystkich uspokoić. Powędrowałam wzrokiem ku wejściu do obozu, gdy dostrzegłam w nim Płomienną Pręgę idącego z patrolem. Zeskoczyłam z przewalonego pnia na którym siedziałam i podeszłam do niego. Otarłam się o jego bok i westchnęłam cicho.
- Wszystko jest jak należy - Powiedziałam z delikatną ironią w głosie, niepewnie podnosząc łeb ku Srebrnej Skórce. Co przede mną ukrywacie? W mroku lasu czaiło się coś strasznego, co zdawało się oczekiwać na odpowiedni moment. A może to tylko dziwne przeczucie, które nie posiada w sobie nawet jednego ziarnka prawdy?
Kocur spojrzał na mnie pytająco z niejakim wyrzutem. Ah, zapewne nie zrozumiał tego co tak naprawdę miałam mu do przekazania. W pewnym stopniu go rozumiałam. Spokojny klan, to klan szczęśliwy, ale nie było to aż takie pewne.
- Właśnie tak jest, więc dlaczego słyszę niepewność w twoim głosie?
Zamknęłam oczy i uderzyłam swoim puszystym ogonem w miękką ziemię, zmoczoną mżawką lecącą dzisiejszego dnia z nieba.
- Zawsze gdy nadciąga burza nastaje cisza. Kiedy jednak uderzy grzmot, wszystko jest głośne.
- Bzdura!
Spojrzałam z wyrzutem na Płomienną Pręgę i powoli zaczęłam kroczyć ku swojemu legowisku. Rozmówca chciał mnie dogonić, jednak odpuścił sobie. Musiałam pomyśleć.
~*~
Kolejny dzień. Niby taki sam jak inne, ale teraz będę musiała przydzielić odpowiednim wojownikom terminatorów. Wrzos i Fiołek. Ostatnio u nich byłam i zdawało się, że są jeszcze mali, chociaż co prawda z charakteru byli jak prawdziwi terminatorzy. Słońce jeszcze nie wychyliło się zza drzew, co oznaczało idealny moment na ceremonię. Uczniowie i wojownicy już się obudzili, ale nie zdążyli wyjść na trening.
- Niech wszyscy członkowie Klanu Nocy zbiorą się przed przewalonym drzewem!
Koty szybko zaczęły się schodzić. Jedne patrzyły na mnie niechętnym wzrokiem, w tym Przejrzysta Łapa, a inny zaciekawieni siadali, wpatrując się we mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie ku Wrzosowi i Fiołkowi, którzy wyszli z kociarni, jednak odpowiedziało mi tylko zerknięcie, pełne obojętności. A przynajmniej kociaki chciały by tak myślano, bo łatwo było dostrzec wesołą iskierkę w oczach młodzików. Po chwili powędrowałam oczami też na swoją córkę. Nie wiedziałam co szara kotka mogła jej mówić, gdyż wiadome było, że posiada dużo niechęci do mnie jak i do jej własnego ojca, ale nie przeczyłam wierności srebrzystej córce Błękitnej Burzy. A to, że wytrenowała Świetliczka tylko to utwierdzało.
-Świetlikowa Łapo, wystąp. Srebrny Pysk oświadczyła mi, że skończyłaś trening. Pytam więc, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i służyć Gwiezdnemu Klanowi nawet za cenę własnego życia?
- Przy-przysięgam.
- Z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję ci imię wojowniczki! Świetlikowa Łapo, od dzisiaj nazywać się będziesz Świetlikowe (cośtam).
Zamilkłam biorąc głęboki wdech. Pierwsza część za mną. Wszyscy lub prawie wszyscy zaczęli wykrzykiwać jej imię, a ja przyłączyłam się do nich po dłuższej chwili. W końcu odchrząknęłam głośno, uciszając gwar.
- Pamiętajmy, że każde mianowanie uczniów, sprawi, że nasz klan pozostanie silny. - Wypięłam pierś i rozglądnęłam się po zebranych wyłapując wzrokiem dzieci Czarnego Piórka. - Dzisiaj w gronie terminatorów powitamy Wrzosa i Fiołka, wystąpcie.
Odczekałam kolejne kilka bić serca, nadal obserwując czekoladowe kocurki.
- Wrzosie, od dzisiaj, aż do momentu zostania terminatorem będziesz nazywał się Wrzosowa Łapa, a twoją mentorką zostanie Srebrny Pysk. Mam nadzieję, że wytrenuje cię tak dobrze, jak resztę swoich terminatorów, a również twoją matkę. Fiołku, za to ty nazywać się będziesz Fiołkowa Łapa, a twoim mentorem zostanie... Płomienna Pręga.\Ceremonie uważam za zakończoną.
Zeskoczyłam na ziemię i udałam się szybkim krokiem do Świetlikowej (...), która akurat rozmawiała ze Srebrnym Pyskiem. Kiwnęłam łbem ku szarej, następnie przenosząc wzrok na córkę. Ta również kiwnęła mi na powitanie, a jej pysk wykrzywił się w moim mniemaniu, w uśmiech.
- Gratulacje. Z pewnością już następnym razem zostaniesz czyjąś mentorką.
Otarłam się o szylkretowe futerko mojej córki i podeszłam do Przejrzystej Łapy dotykając go łbem. Kocur odwrócił się do mnie i parsknął. Nie wiedziałam czy z wyrzutem czy raczej zawodem, ale nie była to większa różnica.
- Zostało nam mało do przerobienia.
- Może
- Świetlikowa jest od ciebie starsza.
- Nie widzę różnicy wieku... - Odparł uczeń i ruszył do wyjścia z obozu, a ja zaczęłam dreptać obok niego. Mmm, ciężki przypadek.
~*~
Kolejny członek Klanu Nocy umarł z łapy Klifiaka. Pierw uczennica, a teraz ktoś o wiele więcej warty, a była nim medyczka, która miała już trochę księżyców. Zaraz po dowiedzeniu się o tym wyszłam na spacer po terenach, by wszystko sobie przemyśleć i przy okazji zapolować sobie na coś. Jak za dobrych czasów, gdy często chodziłam to robić i rozmyślać o moich ambicjach. Teraz jednak nie posiadałam już żadnych marzeń, wszystko pękło niczym bańka. Zdawało mi się, że wszystko już osiągnęłam albo zostałam zgnieciona obowiązkami, których nie wykonywałam za dobrze. Nie rozumiem dlaczego Wodna Gwiazda mnie wybrał. Mogłam być dobrą wojowniczką i dbałam o to, by klan się dobrze rozwijał, ale 9 żyć i rządzenie klanem to o wiele za dużo. Nagle przed moimi oczami pojawiła się postać idąca skrajem terenów. Parsknęłam i zaczęłam skradać się w jej stronę obserwując jak postawia łapę za łapą, coraz bardziej zbliżając się do granicy.
- Jesteś o wiele za blisko - Powiedziałam sucho, a kotka spojrzała się na mnie. Pachniała dwunożnymi. Pewnie typowy pieszczoch, który się zgubił.

<Sowa? B)>

17 kwietnia 2017

Od Malinowej Gwiazdy

Księżyc powoli wschodził na rozgwieżdżone niebo, a wybrani klanowicze zbierali się przed wyjściem z obozu. Ja stałam na przedzie razem z Płomienną Pręgą i Lodowym Sercem. Przejechałam uważnie wzrokiem po wszystkich zebranych, by wyłapać jakiego pyszczka nie ma. W końcu zobaczyłam, że wśród tłumu nie widać Szczawiowego Pąka. Spojrzałam ze zdziwieniem na czarną medyczkę, która jedynie nastawiła uszy.
- Poczekamy jeszcze chwilę, może kogoś leczy. - Zdecydowałam, na co mój rudy partner skinął potwierdzająco głową. Wybrani do tego zgromadzenia powoli zaczęli się rozkojarzać, gdy z legowiska wybiegł szary asystent medyka. Stanął gdzieś z tyłu, na co ja zadowolona zamruczałam. Wszyscy są.
-Klanie Nocy, jak co księżyc wybieramy się na zgromadzenie, ci którzy jeszcze na żadnym nie byli - tu znaczące zerknięcie na młodych terminatorów - niech wiedzą, że żadnemu kotu z innego klanu nie można mówić o żadnych sprawach klanu, gdyż mogą to wykorzystać. Zatem ru...
Przerwałam w połowie zdania, gdyż coś szarpnęło mną od tyłu, przez co upadłam. Kurz wymieszany z piachem latał mi przed oczami, przez co nie wiedziałam co się dzieje. Szybko jednak mój nos wyłapał śmierdzący odór unoszący się w powietrzu. Wstałam i otrzepałam się czując metaliczny smak krwi spływający mi z policzka. Najwyraźniej intruz (a dokładniej lis) nie zdawał sobie sprawy z naszego uzbrojenia. Skoczyłam na ślepo w jego stronę i poczułam, że zahaczam pazurami za jego rude futro. On zawarczał głośno, na co klan natychmiastowo zareagował atakiem. Większość skoczyła na napastnika, na co ja uśmiechnęłam się pod nosem. Jednak uśmiech szybko zszedł mi z pyszczka, gdy za lisem pojawił się kolejny. Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na zastępcę.
- Idźcie na zgromadzenie, zaraz się zacznie. My go zabijemy.
Dokładnie nie widziałam co się dzieje wokoło, bo wszędzie wzlatywał w powietrze kurz, a w dodatku wyraźny smród lisów mieszał się z metalicznym zapachem krwi. Wycofałam się i pobiegłam szybko do żłobka, gdzie zastałam Czarne Piórko siedzącą z kociakami, a jednocześnie wyglądającą na zewnątrz. Gdy mnie zobaczyła zmrużyła oczy.
- A co ze zgromadzeniem?
Spojrzała na mnie chłodnym, a jednocześnie zdziwionym spojrzeniem. Przełknęłam ślinę i spojrzałam za siebie. W obozie nadal panował hałas i odgłosy walki.
- Poszli, ale ja zostałam w obozie - Zerknęłam na kociaki - Uważaj na nie...
- Uważam.
~*~
Stałam na przewalonym pniu i ze łzami w oczach patrzyłam na swoje łapy. Nie potrafiłam otworzyć pyszczka i gdy Klan Nocy zbierał się przede mną ja bezwładnie stałam. Nie chciałam. Nie umiałam. Nie słyszałam. Wszystko wokół było niczym, gdy trwałam w bezruchu, nie mając odwagi spojrzeć w oczy prawdzie. Moja rodzina, rodzice, rodzeństwo. Wszyscy umarli. Teraz zmarła też moja córka. Biedronia Łapa. Otworzyłam swój pyszczek, do którego wpadły słone łzy, gdy podniosłam wysoko pysk na Srebrną Skórkę.
- Kilka dni temu zmarła jedna z naszych terminatorek, Biedronia Łapa. Została prawdopodobnie rozszarpana przez psa, gdyż znaleźliśmy jej ciało śmierdzące tymi marionetkami dwunożnych. Teraz leży przed wami, ale jej dusza poluje razem z wszystkimi Gwiezdnymi. Razem z Leśną Maską, Wodną Gwiazdą i wszystkimi innymi. - Połknęłam ślinę i zamknęłam oczy - Dlatego też zostanie jak oni wszyscy pochowana w naszym obozie, jednakże teraz całą noc wszyscy, którzy cierpią jak ja z powodu jej śmierci, będą mogli ostatni raz podzielić się z językami.
~*~
Po tych wszystkich tajemniczych zdarzeniach postanowiłam odwiedzić młodsze pokolenie naszego klanu, żeby poznać je i zadbać o to, by dostali mentorów, którzy nauczą ich wszystkiego... aby nie zginęli tak tragicznie jak moja córka. Zamyślona weszłam do żłobka i od razu zauważyłam dwójkę czekoladowych kociaków bawiących się w jakąś walkę.
-... jestem przywódcą Klanu Nocy, roar! - Wykrzyknął ten z dwukolorowymi oczami, a drugi zaraz na niego skoczył i przeturlali się w mchu:
- Ja za to jestem groźnym samotnikiem, który cię pokona!
Uśmiechnęłam się widząc te beztroskie, roześmiane kocięta. Szybko dotarłam spojrzeniem do czarno-białej wojowniczki (a raczej matki) wpatrującej się we mnie. Nie wyczytałam nic w jej wzroku, jednakże zdawało mi się, że nie jest zadowolona z moich odwiedzin. Nic dziwnego. 
- Przyszłam zobaczyć jak ci się powodzi.
- Po co?
- Bez żadnego konkretnego powodu. Chociaż... Po prostu, chcę jako lider lepiej poznać te kociaki. - Usiadłam i spojrzałam zagadkowym wzrokiem prosto w pomarańczowe oczy królowej.  Ta zamilkła, więc uznałam, że to pozwolenie na przesiedzenie tutaj chwilki lub dłużej.

<Wrzos? Fiołek?>