Wyprostowani wybrali Riko. Wybrali. Riko. Malutka nie potrafiła ułożyć myśli, które miałyby więcej sensu. W jej głowie dudniły tylko dwa puste słowa.
Wybrali Riko…
Przynajmniej mama tak twierdziła. Szarzy dwunożni przywitali się ze wszystkimi kociętami i zaczęli się z nimi bawić. Po jakimś czasie zwrócili swoją uwagę na kocurka, a następnie podnieśli go i długo rozmawiali z wyprostowaną Elą, wciąż trzymając kocię w ramionach.
Wtedy Luna oznajmiła dzieciom, że Riko został wybrany. Choć od jej wypowiedzi minęło kilka uderzeń serca, Malutka czuła, jakby minęły całe księżyce. Nie mieli jeszcze nawet dwóch księżyców!
Podeszła do siwej dwunożnej i spojrzała w górę na brata.
— Riko! — miauknęła piskliwie.
— Nie mów do mnie, nie można nam miauczeć przy dwunożnych — zamruczał gardłowo Riko, co sprawiło, że wyprostowani zaczęli szczebiotać do niego z czułością.
Malutka pokiwała łebkiem. Zaschło jej w gardle. I tak by nie wiedziała, co powiedzieć.
— Malutka, do mnie — wezwała Luna córkę. — Zostaw Riko w spokoju. Jest teraz zajęty. Baw się dalej z Nalą i wyglądaj uroczo.
Biała koteczka zacisnęła zęby i pobiegła w stronę pudła. Słyszała, że mama krzyczy coś do niej, ale ją zignorowała. Miała już dość “wyglądania uroczo” i starania się, aby zostać wybrana. Choć perspektywa zostania w hodowli przerażała ją jeszcze bardziej, nie zamierzała wychodzić z miękkiego głazu, aż do momentu, w którym poszli sobie wyprostowani.
Nic jej nie pokona. Jeśli żaden dwunożny jej nie wybierze, poradzi sobie sama. Na pewno nie zostanie w tym pomieszczeniu, aby rodzić kolejne perfekcyjne kocięta, które muszą udawać kogoś, kim nie są.
Sama sobie znajdzie wyprostowanego, a co. To ona go wybierze, a nie na odwrót.
Położyła główkę na kocyku z rezygnacją i przytuliła się do swojego pluszowego stworka.
— Ty nie będziesz czekać, aż nazwie cię dwunożny — odezwała się do zabawki. — Możesz sobie sama wybrać imię.
Koteczka czekała, ale jej towarzyszka nie odpowiedziała.
— Ty też będziesz mnie ignorować? Jesteś teraz zajęta? — Zdenerwowała się i rzuciła stworka na drugi koniec pudła. Po chwili jednak podbiegła do niego.
— Przepraszam, nie chciałam! — zapiszczała przestraszona. Całe szczęście, nic mu nie zrobiła. Po chwili opowiedziała zabawce, jakie to wszystko było niesprawiedliwe, że wcale nie musi sama siebie nazywać, bo to musi być niebywale trudne i że to mamy powinny nazwać swoje dzieci.
— W takim razie ja cię nazwę. Hmm.
— Nazwij ją Małpka — odezwała się Nala, nagle wyrastając zza barku Malutkiej. Ta aż podskoczyła.
– Nala? Podsłuchiwałaś mnie? – warknęła zdenerwowana.
Jej siostra położyła uszka po sobie.
— Co? Nie, dopiero co przyszłam, wyprostowani sobie poszli, mama poprosiła mnie, żebym sprawdziła, co u ciebie. Znów mówisz sama do siebie? — zapytała z cichym westchnięciem. — O jej Malutka, znaczy siostra… ugh. Nie chciałam być niemiła! — Zapowietrzyła się. — Proszę, zapomnijmy o tamtym, dobrze?
Malutka pokiwała głową.
— Jasne. — Dopiero później dotarł do niej sens słów drugiej koteczki. — Wyszli?! Zabrali Riko?!
— Tutaj jestem. — Do pudła wszedł Riko. — Musimy porozmawiać.
— Najpierw wszyscy idziecie spać. Porozmawiacie jutro.
Malutka wiedziała, że nie uśnie. Mogła jedynie leżeć w legowisku. Próbowała wyszeptać coś do Nali, ale mama szybko ją uciszyła. Leżała w półmroku ze ściśniętym żołądkiem, starając się zapamiętać, co powinna jutro zrobić. Porozmawiać z mamą, Rikiem i Nalą. Zapytać się Nali, co to znaczy Małpka. Przeprosić Małpkę jeszcze raz. Przeprosić Riko za przeszkadzanie mu. Przeprosić mamę za zignorowanie jej. Przeprosić Nalę za to, że ciągle nie mogła jej wybaczyć.
Nie wiedziała, kiedy usnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz