BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lodowy Omen x Kazarkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lodowy Omen x Kazarkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2024

Od Kazarkowej Łapy CD. Lodowego Omenu

Wodnik strasznie zrzędził. Oj tam pełne imię, oj tam króliki. Byli burzakami czy nocniakami, do diaska? Tytuły były za to zbędne, przecież nie mieli teraz ceremonii, tylko szli na zwykły patrol. Po co sobie plątać język? Bez sensu.
— Się robi! — odpowiedziała czarno-białej kotce, uśmiechając się szeroko. Pozwoliła, by Wodnikowe Wzgórze wyszedł na prowadzenie, i tak nie był im potrzebny. Tylko im marudził; chyba tak to wygląda, gdy zaczyna się starzeć, pomyślała Kazarka. Brrr. Obiecała sobie, że nawet jeśli będzie siwa, to nie zamieni się w gbura. — Zrujnowany most jest naprawdę blisko, więc o nic się nie martw. Ja to w ogóle nie wierzę, że możecie nie polować na ryby. W ogóle jadłaś jakąś kiedykolwiek?
— Tak, kiedy tu przybyłam. W Klanie Wilka jednak nie jemy takich zdobyczy — odpowiedziała, sprawiając, że Kazarkowej Łapie momentalnie opadła szczęka. 
— Że co?! — osłupiała, ale tylko na krótki moment. Jak to było możliwe. Och, Klanie Gwiazdy, pobłogosław tych biedaków! — Naprawdę? Nawet pstrągów? Okoni? Chociażby uklei? Są takie drobne, że nawet kociak by je złapał! — iskrzyła się w niej wątła nadzieja, że Lodowy Omen pokręci głową i powie, że ją wkręca i tak naprawdę to w Klanie Wilka ryby się je codziennie na śniadanie, lecz kotka tylko na wymienione nazwy gatunków ryb zmarszczyła nos, jakby słyszała je po raz pierwszy w życiu. 
— Niespecjalnie. Nie jestem nawet pewna, czy kiedykolwiek widziałam jakąkolwiek na stosie — mruknęła, pogrążając Kazarkę w szoku. 
— O jejuniu, to straszne! — zamachnęła brązowym ogonem. — Ryby to najprzepyszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek możesz dotknąć językiem! Słowo daję, nie ma lepszej zwierzyny, chyba że ta, którą przynosił mi mój tata, kiedy byłam kociakiem. Nigdy nie znosił mi ptaków, bo ich bardzo nie lubiłam, wiesz, według mnie smakowały jak powietrze, ale teraz już uważam, że nie są takie złe. Ale nigdy bym nie zjadła ani kazarki, ani kawki, ani cyranki, ani krakwy, ani... — prawdopodobnie czekoladowa wymieniałaby dalej i doprowadziła do ujawnienia całej jej życiowej historii od a do zet, jednak przerwał jej starszy kocur:
— Kazarkowa Łapo, mógłbym poprosić, abyś mówiła pół tonu ciszej? — obejrzał się za siebie i zapytał Wodnik, szybko odwracając głowę. Nieco przyspieszył przy tym kroku, widocznie niechętny do rozmowy. Niezbyt zwracając na otoczenie (na szczęście wojownik nie wsłuchiwał się w ich rozmowy), kotka przewróciła oczami i prychnęła.
— Oj tam, oj tam, przecież nie jestem taka głośna. W ogóle dzisiaj Wodnik zamienił się w jakąś niebywałą zrzędę. Przepraszam za niego, zwykle jest o wiele bardziej sympatyczny — obgadywała wojownika, zupełnie ignorując jego obecność lisią odległość dalej. — Chyba niektóre koty w Klanie Nocy już takie są. O, i on nawet nie jest taki zły! Poznałaś już Bratkowe Futro? — zapytała, ale nie dała Lodowi choćby uderzenia serca na zastanowienie się. Szczebiotała dalej: — To dopiero jest maruda! Pszczoły jej uwiły gniazdo na miejsce móżdżku, który już wtedy nie był okazałych rozmiarów i teraz sobie myśli, że może sobie pomiatać innymi jak lider. Niech cię nie zmyli jej ładne futerko, to żabie łajno — przeklinając, zciszyła głos. Musiała ją ostrzec! Kazarka już zdążyła się jej narazić i nie było to nic przyjemnego, więc wolała, aby jej najnowszy nabytek wśród przyjaciół (przynajmniej jej zdaniem) tego uniknął. 
Lodowy Omen zdawała się być nieco przytłoczona natłokiem informacji i zdań, które lały się z pyska uczennicy jak woda z potoku, ale wszystko procesowała.
— W Klanie Wilka też się zdarzają tacy wojownicy, którzy uważają się za o wiele wyższe byty, niż nimi są — przyznała wojowniczka. — Dziękuję za przestrogę. Postaram się na nią nie wpaść.
— Może to być trudne, tyle ci powiem! Czasami potrafi wyleźć z jakichś zarośli czy innych pnączy i zacząć bełkotać o tym, że narobiłaś syf albo ją obudziłaś. Nie zdziwiłabym się, gdyby zaraz wyskoczyła na nas z rzeki — wskazała na łagodną, lecz mętną wodę. Kto wiedział, co mogło się w niej ukrywać. — O patrz! — przeniosła łapę w stronę przybliżającej się z każdym krokiem struktury. Przy brzegu z toni wystawały cienkie pnie, złączone podłużnymi, połamanymi gałęziami. — Tam jest Zrujnowany Most. Kiedyś myślałam, że to bardzo dziwne drzewo, ale później moja mentorka powiedziała mi, że zbudowali to kiedyś dwunodzy. A ja byłam przekonana, że "most" to tylko taka nazwa...
— Myślałaś, że to drzewo? — Lodowy Omen zdawała się być tym nieco zaskoczona. 
— Nie no, nie. To by nie mogło być drzewo. Przecież tych pieńków jest kilka, to by było parę drzew — popukała się w głowę, śmiejąc się. — Aż tak głupia nie jestem. 
Czarna nic na to nie odpowiedziała. 
— Teraz naprawdę mówmy szeptem. Ryby szybko się płoszą — mruknął Wodnikowe Wzgórze, gdy kotki się do niego zbliżyły. — Ja poczekam na nie w tym miejscu, wy pójdźcie nieco dalej. Kazarkowa Łapo, asystuj naszemu gościowi, jeśli będzie potrzebowała pomocy.
— Oczywiście — odpowiedziała wojownikowi szeptem, po raz pierwszy faktycznie stosując się do jego próśb. Zwróciła pysk ponownie w stronę Lodu. — Być może sobie myślisz, że nie umiem za dużo, bo nie mam imienia wojownika, ale chcę ci tylko powiedzieć, że takie polowanie jest dla mnie proste jak połknięcie płotki. Może tak się powinnam nazywać, Kazarkowy Łowca Rybek?
— Możemy się przekonać — kocica przymrużyła oczy. Świetnie! Już zaraz jej udowodni! Wprawdzie Kazarka nie była najlepszą łowczynią ze wszystkich nocniaków, jednak na pewno uważała się za jedną z nich. A nawet jeśli nie, chyba mistrzyni Klanu Wilka nie była odpowiednim kotem, aby to oceniać. 
Podeszły do brzegu. Kazarka zauważyła przebijające się ciemne, poruszające kształty pod powierzchnią, zadowolona. Wodnikowe Wzgórze choć jeden raz dzisiaj zrobił coś dobrego, wybierając to miejsce. Przykucnęła, a czarna poszła w jej ślady. Kazarkowa Łapa już oblizywała sobie pysk na myśl o smacznym posiłku, który zaraz wyląduje jej w zębach. Zdawało jej się, że widzi sylwetkę brzany, która zbliżała się bliżej powierzchni. Szylkretka praktycznie wstrzymała oddech, nie poruszając się ani o wąs. Kiedy tylko podpłynęła wystarczająco blisko, nos Kazarki zanurkował, sięgając po całkiem sporą rybę, którą jednym prędkim ruchem wyciągnęła tak, by ta mogła zasmakować świeżego powietrza po raz pierwszy i zarazem ostatni w jej życiu. To było szybkie, pomyślała! Spojrzała się na nią Lodowy Omen, kiedy uczennica zaciskała na łuskach swojej zdobyczy mocniej szczęki. Brzana jeszcze przez dłuższą chwilę miotała się w jej pysku, zanim zesztywniała. Kiedy kotka odstawiała ją na ziemię, ryba jeszcze zadrgała parę razy przed całkowitym znieruchomieniem. Zadowolona z połowu uśmiechała się, obserwując bacznie Lodowy Omen i jej poczynania. Wojowniczka już wróciła do oczekiwania.
— Dobrze ci... a właściwie, zaczekaj — wyszeptała, zanim znalazła się jednym susem zaraz przy kotce. — Rzucasz cień na wodę, ryby cię widzą. Już to naprawię — nie czekając na odpowiedź czy ewentualny sprzeciw wojowniczki, Kazarkowa Łapa wzięła sprawę w swoje łapy i to dosłownie. Złapała kotkę za kark, nieco bardziej go zniżając i odsuwając od tafli wody tak, by cień rzucany przez jej sylwetkę stał się jak najmniejszy. Ta nic nie odpowiedziała, chociaż niepewne było to czy jej to nie przeszkadzało, czy zaniemówiła, a może czy po prostu nie chciała spłoszyć upatrzonej zwierzyny. Kazarka sama odsunęła się nieco, aby pozwolić kotce na swobodne polowanie. Oczy biało-czarnej skierowane były prosto na coraz bliższą lustru wody niedużą rybkę. W odpowiednim momencie wystrzeliła, rozpryskując wokół siebie wodę. Kiedy ją podniosła, trzymała w pysku szamoczącego się głowacza.
— Wooo, brawo! — miauknęła, klepiąc ją po plecach w ramach gratulacji. — Idziesz jak burza, Lód! 
Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że nie zachowywała się do końca odpowiednio w stosunku do kogoś, kto był w ich klanie całkiem ważnym gościem. A szczególnie biorąc pod uwagę to, że znała ją jakieś pół godziny. 
Zdecydowanie nie podobało się to także Wodnikowemu Wzgórzu, który wbijał w nią swój wzrok.

<moja nowa przyjaciółko, Lód?>

[1221 słów]
[przyznano 24%]

12 maja 2024

Od Lodowego Omenu do Kazarkowej Łapy

 Cieszyła się z chwili, gdy nie było jej w obozie Wilczaków. Niezbyt chciała tam wracać po tym wszystkim, co ostatnio się działo. Kult ją przytłaczał, a już tym bardziej, jeśli teraz dowiedzą się, że Mroczna Gwiazda się z nią kontaktuje. Nie chciała tego, choć wiedziała, że to było egoistyczne, że ktoś taki jak ona powinien wiedzieć, że robi to dla dobra ogółu, nie dla siebie.
Mimo wszystko pobyt w Klanie Nocy był czasem, gdy mogła poukładać myśli, pomyśleć nad tym, co zrobi, gdy już tam wróci - a wróci pewnie jutrzejszego świtu. Teraz, wśród Nocniaków, miała czas na to, żeby odpocząć od spraw, które pozostawiła w Klanie Wilka. Kochała swój rodzimy klan, jednak problemy czasem niemiłosiernie ją przytłaczały. 
Przymknęła oczy, wsłuchując się w szum trzcin poruszanych przez wiatr. Miała nadzieję, że matka jest teraz w lepszym miejscu, z dala od tego, co działo się w Klanie Wilka. Miała nadzieję, że po śmierci odnalazła spokój.
"Mroczna Puszczo, proszę, zajmij się jej duszą", pomyślała. "Oby trafiła tam, gdzie będzie jej najlepiej".
Była okropną córką, zdradziła własną matkę, zrobiła coś tak niehonorowego - wykorzystała jej zaufanie. Żadne wody nie zmyją jej poczucia winy. To będzie dręczyło ją do końca życia.
"Przecież nie miałam wyboru."
Usiłowała się usprawiedliwiać.
"Zrobiłam to, by klan był bezpieczny."
Wiedziała, że życie jednostki nigdy nie powinno być stawiane wyżej od klanu. Wiedziała, że Klan Wilka był jak tonący kot, którego należało uratować w odpowiednim czasie. Nie mogła po prostu zignorować błagań i próśb, które jej posyłał, prawda? Musiała to zrobić - w innym wypadku matka musiałaby patrzeć na jeszcze gorsze cierpienie, niż dotąd.
"Przepraszam, mamo. Tak bardzo mi przykro."
Westchnęła głęboko. Nie powinna nad tym myśleć. Nie była w stanie cofnąć czasu, a gdyby mogła, pewnie zrobiłaby to samo. Różany Step była tylko kolejną ofiarą, której śmierć pozwoli na przetrwanie setkom innych. Lodowy Omen chciałaby jej obiecać, że nie umarła na darmo, że jej śmierć miała cel, że jej ofiara zostanie zapamiętana i przyjęta z godnością. I chciała dopełnić tego, co już jej przyrzekła - nie pozwolić, by Szadź dotknęło to samo. Tylko tyle mogła dla niej zrobić. Z winy oczyści ją tylko spełnienie ostatniej woli zmarłej. Dopiero wtedy będzie mogła spać spokojnie.
— Hejka! — rozmyślania przerwała jej jakaś kotka. Wyglądała na starszą od niej, ale była wręcz napełniona całymi tonami energii. — To ty jesteś ta z Klanu Wilka, tak? Jak masz na imię? Ile masz księżyców? Czy to prawda, że w Klanie Wilka wyjecie do księżyca w pełnie?
Nie miała ani chwili, by odpowiedzieć, bo nim w ogóle zdążyła otworzyć pysk, Nocniaczka jej przerwała:
— Albo wiesz co, opowiesz mi po drodze! 
— Po drodze? — mistrzyni uniosła brew zbita z tropu.
— No... Chyba nie chcesz rozmawiać w obozie, co? 
Mistrzyni zamrugała dwukrotnie, patrząc na kotkę co najmniej tak, jakby wyrosły jej skrzydła. Dopiero po chwili otrząsnęła się z transu i spostrzegła, że wypadła ze swojej roli. Natychmiast odparła:
— Patrol. Jasne. Idziemy na patrol łowiecki?
— Tak! Wodnikowe Wzgórze miał pójść z nami. Moja mentorka ma ważniejsze sprawy na głowie... Wiesz, patrole graniczne i tak dalej —  gdy tylko kotka wypowiedziała ostatnie zdanie, natychmiast zbliżyła się do krańca wyspy, gdzie czekał już wymieniony przez nią wojownik. Lodowy Omen nikogo tu wprawdzie nie znała, więc polegała w tej kwestii na nieco zbyt rozmownej i energicznej towarzyszce. 
Dwójka towarzyszących jej kotów bez większych problemów wskoczyła do wody i przepłynęła kawałek dzielący wyspę od stałego lądu. Mistrzyni jednak zawahała się, gdy jej łapa dotknęła wilgotnego brzegu. To nie woda stanowiła problem - Lód wręcz kochała wilgoć. Problemem był jedynie fakt, że nie umiała pływać i bynajmniej nie ufała swoim instynktom przetrwania w tej sytuacji. 
Wyszukała wystające zza tafli wody kamienie i wybrała te najpłytsze, najbardziej bezpieczne. Dopiero wtedy skoczyła na jeden z nich, potem na drugi, potem na kolejny - a gdy zabrakło kamieni i innych wystających nawierzchni, po prostu skoczyła, mając nadzieję, że dobije do brzegu. Nie do końca jej się to udało - jej łapy wylądowały w wodzie, ale na tyle płytkiej, że nie groziło jej utonięcie. Jedyne, na co mogła narzekać, to na to, że była teraz cała mokra. Otrzepała się lekko, wychodząc na brzeg. 
— Całkiem dobrze jak na Wilczaka — pochwalił ją Wodnikowe Wzgórze. — Będziesz musiała się przyzwyczaić do wody.
— Najwyraźniej — burknęła kotka, wylizując dokładnie pierś w trakcie powolnego spaceru. 
Terytoria Nocniaków różniły się od tych, które były jej rodzime. Tutaj przeważały otwarte tereny, a tylko gdzieniegdzie obszary porośnięte były liściastymi drzewami. Wszystko zdawało się dużo lepiej widoczne. Z daleka widziała zarysowaną połać morza, choć słona woń glonów dobiegała do nich nawet z tak dużej odległości.
— No dobrze, to możesz teraz nam powiedzieć jak się nazywasz! — miauknęła złota.
— Lodowy Omen — odparła. — Mistrzyni Klanu Wilka. 
— O, brzmi fajnie — stwierdziła zaraz Nocniaczka. — To ja jestem Kazarkowa Łapa. Po prostu. Bez żadnych tytułów czy coś...
Lód rozwarła szerzej oczy. Kazarkowa Łapa? To była uczennica? Wyglądała, jakby mogła być od niej starsza prawie o całe pokolenie. To by wyjaśniało, dlaczego zabrała ze sobą również Wodnikowe Wzgórze. Wątpiła, by Klan Nocy zaufał jej na tyle, by pozwolić uczennicy wyruszyć z nią poza obóz sam na sam. Nawet, jeśli byli złączeni sojuszem i nikomu nie opłacało się go zrywać... Cóż, nie mogła winić nikogo za ostrożność.
— Coś nie tak? — uczennica przekrzywiła głowę.
— Nie — zaoponowała natychmiast mistrzyni. — Nie, po prostu się zdziwiłam. Nie wyglądasz na uczennicę.
Zaraz zrozumiała, że to mogłoby wybrzmieć niemiło. Kazarka nie wydawała się jednak zbytnio przejęta.
— Nie chcę przerywać rozmowy, ale wygląda na to, że mamy szczęście. Spójrzcie — Wodnikowe Wzgórze skinął głową w kierunku rozpościerającej się przed nimi równiny. W gęstych trawach pasło się całe stado królików. — Zwykle polujemy na ryby, ale myślę, że możemy zrobić wyjątek. Podejrzewam, że nie miałaś nigdy wcześniej okazji łowić stworzeń wodnych?
Spojrzał na Lód, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, wtrąciła się Kazarka:
— Więc możemy to zmienić! — zawołała, płosząc przy tym całe stadko królików, które rozpierzchło się po  rozległych równinach. — Nie jesteśmy przecież jakimiś królikojadami, co nie? Pokażmy Lód, jak się łowi ryby! 
— Kazarkowa Łapo — Wodnik upomniał ją jednym, ostrzegawczym spojrzeniem. — Lodowy Omen jest naszym gościem, zwracaj się do niej pełnym imieniem, proszę. I obawiam się, że teraz nie mamy innej możliwości, bo właśnie przepłoszyłaś lądową zwierzynę. Przy Zrujnowanym Moście jest dobre łowisko... Jeśli nie masz nic przeciwko, Lodowy Omenie.
Mistrzyni pokręciła krótko głową.
— Chyba będę w stanie przetrwać smród ryb. Prowadźcie.

<Kazarko?>