BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berberysowa Bryza x Żmijowy Płacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Berberysowa Bryza x Żmijowy Płacz. Pokaż wszystkie posty

29 marca 2020

Od Berberysowej Bryzy CD Żmijowego Płaczu

Kocica była zdziwiona nagle przyjaznym nastawieniem swojej uczennicy, jednak nie odezwała się na ten temat ani słowem, gdyż jej to odpowiadało. Widząc szeroko otwarte, brązowe ślipia spoglądające na nią jak kilka księżyców temu w kociarni, na jej pyszczek wstąpił niewielki uśmiech. Postanowiła nieco przybliżyć się do siedzącej kilka długości lisa dalej uczennicy, by kontynuować trening walki, lecz nagła prośba koteczki zatrzymała ją w miejscu.
— Opowiedz proszę! — wykrzyknęła błagalnym tonem, unosząc lekko końcówkę ogonka do góry. Zaskoczona zastępczyni spojrzała na córkę rudego lidera, zastanawiając się, czy aby na pewno nie znajduje się w jakimś śnie. Czyżby Klan Gwiazdy wysłuchał jej próśb i Żmijka faktycznie zaczęła się słuchać? Cóż, w takim razie mała chwila przeznaczona na historię nikomu nie zaszkodzi, prawda? 
— Kiedy byłam małym kociakiem — zaczęła tajemniczo, owijając kitą jasne łapy i kontynuując.— Patrol pewnego razu przyniósł do obozu dwójkę młodych z Klanu Nocy, kotkę o imieniu Dzik i kocurka Skałę — wyjaśniła swojej wychowance, która nieco zmarszczyła w konsternacji brewki.
— Porwali ich? — zapytała z niedowierzaniem, nieco jeżąc sierść na karku. Przez pyszczek Berberys przemknął grymas zmieszania, gdyż ona sama do końca nie była pewna odpowiedzi na pytanie koteczki. Podobno sprawcą nagłego pojawienia się wtedy kociąt był Lisia Gwiazda, lecz calico nie chciała uwierzyć, że wspaniałomyślny i rozważny lider byłby w stanie zrobić takie okropieństwo! Poza tym, jakby mogła chociażby zasugerować coś takiego jego córce?
— Szczerze mówiąc, to sama nigdy nie poznałam dokładnie całej tej historii — westchnęła, mając nadzieję, że młodsza nie będzie dalej drążyła dalej tego tematu. Chociaż widziała jej niezadowolone spojrzenie, Żmija się nie odezwała, więc zastępczyni dodała. — Za to mogę ci powiedzieć, że Dzik była bardzo miłą i mądrą kotką, którą naprawdę polubiłam. Niestety, tak samo niespodziewanie jak się pojawiła również zniknęła i straciłam z nią kontakt — zakończyła pobrzmiewającym smutkiem tonem, lecz szybko uniosła łeb i posłała szylkretce poważne spojrzenie. — Ale pamiętaj, że każdy kot z innego klanu jest naszym wrogiem, któremu nie można pod żadnym pozorem zaufać — skwitowała trochę za ostro, po czym wyprostowała łapy i leniwie przeciągnęła w promieniach popołudniowego słońca. Jesienny wiatr nasilał się z każdą minioną chwilą, coraz bardziej doskwierając dwójce szylkretek, co skłoniło partnerkę Żywicy do pacnięcia barku córki Zachód ogonem.
— Chodź, wracamy do obozu — oznajmiła wyjątkowo wesołym tonem, którego powodem był przyjemnie spędzony czas w towarzystwie koteczki. Gdyby tak wszystkie ich treningi przebiegały w ten sposób! Zauważając zdziwienie malujące się na pysku uczennicy, przewróciła żółtymi ślipiami i dodała z przekąsem. — Chyba, że znowu chcesz trenować walkę do zachodu słońca.
— N-nie — miauknęła prędko w odpowiedzi terminatorka i z wielkim zaskoczeniem podążyła za mentorką w stronę wysokich skalnych ścian.
 ***
Duma wypełniała ją po koniuszek ogona, gdy z miejsca pod skarpą obserwowała ceremonię mianowania córki Lisiej Gwiazdy. Pomimo nieco napiętych relacji między kotkami, była jej pierwszym (i miała nadzieję, że nie ostatnim) uczniem, przez co wytworzyła z nią specyficzną więź, którą nie tak łatwo rozerwać. Cicho westchnęła, gdy cały klan zaczął wykrzykiwać nowe imię calico, jakim było Żmijowy Płacz. Zastępczyni musiała przyznać, że było jak najbardziej trafione! Czując na sobie rozbawione spojrzenie Borówkowego Nosa, uśmiechnęła się pod nosem i uniosła brwi w geście zdziwienia.
— Myślałam, się nie lubicie — szepnęła cicho bicolorka, na co Berberys jedynie wzruszyła ramionami i nie odezwała się słowem. Czarno-biała miała połowicznie rację co do odczuć córki Rosomaka, gdyż z jednej strony żółtooka miała dość Żmijki, a jednak choć w małym stopniu darzyła ją sympatią. Stwierdzając, że nie czas na rozmyślania, wstała i kierując się w stronę świeżo mianowanej wojowniczki, by pogratulować jej nowego tytułu, na odchodne miauknęła.
— Teraz przynajmniej nie będę musiała użerać się z nią na treningach — zaśmiała się powodując u przyjaciółki cichy chichot, a następnie z westchnieniem wtopiła się w tłum otaczający Żmijowy Płacz.


<Żmijo? Myślę, że na razie możemy zakończyć sesyjkę, chyba, że masz jakiś pomysł>

23 lutego 2020

Od Berberysowej Bryzy CD Żmijowej Łapy

Żółtooka z niedowierzaniem obserwowała, jak malutka szylkretka na początku wyzywa ją od najgorszych, a następnie z płaczem gna przed siebie, nie zważając na nic ani na nikogo. Zastępczyni wydała z siebie prychnięcie pełne frustracji i wysunęła w nagłym przypływie gniewu pazury, chcąc jakoś się uspokoić, jednak nie było to takie proste zadanie. Miała świadomość, że strasznie ostro potraktowała córkę Zachodzącego Promyka, jednak nie czuła z tego powodu wyrzutów sumienia. Musiała znaleźć skuteczny sposób na postawienie koteczki do pionu, bo nie chciała wieczność męczyć się z treningiem tej beksy, a na chwilę obecną niewiele wskazywało na mianowanie calico. Biorąc głęboki wdech świeżego powietrza, schowała błyszczące pazury i udała się w stronę legowiska medyka, by poprosić Poranną Łapę o kilka ziaren maku na uspokojenie, gdyż w tamtej chwili byłaby w stanie rozszarpać swoją uczennicę.

***

Chociaż minęło kilka wschodów słońca od nagłej zmiany w relacjach Berberys i córki Lisiej Gwiazdy, napięta atmosfera między nimi wcale nie uległa złagodzeniu. Partnerka Żywicznej Mordki wyciskała z brązowookiej wszystko do ostatniej kropli, starając się ograniczyć jej wolny czas do minimum, byleby jak najszybciej nauczyć terminatorki czegokolwiek. Zdawało się, że jedyną rzeczą, jaka łączyła kotki poza w miarę podobnym umaszczeniem, była wspólna chęć jak najszybszego ukończenia treningu. Żadnej z nich nie uśmiechało się również widzenia pyszczka tej drugiej przez niemal cały dzień, więc gdy tylko do tego dochodziło, nikt nie śmiał się przerywać zdenerwowanym kocicom. Obecnie trenowały różne sposoby walki niedaleko nowego obozu, skacząc wokół siebie z uniesionymi futrami. Berberysowa Bryza specjalnie wybrała tę formę treningu, by chociaż trochę rozładować całą wzajemną złość, która spędzała za każdym razem uśmiech z jej mordki.
— Żmijowa Łapo, przyłóż się do tego! — krzyknęła starsza szylkretka, wymierzając cios w łaciaty bok uczennicy. Pomimo zirytowania, nigdy nie uderzyła jej za mocno czy z wysuniętymi pazurami, gdyż w głębi serca nadal widziała w niej uroczą Żmijkę z czasów kocięcych, która zdecydowanie była jej osobistym faworytem w miocie Zachodzącego Promyka. Zauważając, jak łapy mniejszej zaczynają drżeć z powodu zmęczenia, zarządziła krótką przerwę i  uwagą obserwowała ruchy terminatorki. Po chwili postanowiła sprawdzić jej wiedzę z rzeczy czysto teoretycznych i zapytała.
— Co wiesz o kotach z innych klanów? — mruknęła, lustrując koteczkę oczekującym wzrokiem.

<Żmijko? Przepraszam za tego gniota>

06 lutego 2020

Od Berberysowej Bryzy CD Żmijowej Łapy

Berberys naprawdę nie spodziewała się, że Żmijka z pociesznej kuleczki mogła momentalnie stać nieznośną marudą. Od momentu mianowania z jej pyszczka wypływało samo zrzędzenie i marudzenie, które przyprawiało starszą kocicę o ból głowy i choć starała się to ignorować, wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. Zaledwie parę wschodów słońca temu, na samą myśl o posiadaniu ucznia na jej mordkę wkraczał uśmiech, a trójkolorowy ogon wędrował wysoko do góry. Nawet podczas ceremonii ledwo mogła usiedzieć, kocięce podekscytowanie tak niebywale udzieliło się żółtookiej, że niektórzy ze starszych wojowników posyłali jej zdziwione spojrzenia. Cały urok szkolenia córy Lisiej Gwiazdy prysnął w momencie pierwszego treningu, podczas którego młodziutka calico zalała się płaczem i nawet pocieszające słowa Berberys nic nie zadziałały. Partnerka Żywicy była niemal pewna, że następnego dnia wszystko będzie już w porządku, a szopka odstawiona przez wnuczkę Zaskrońcowego Syku była spowodowana szokiem związanym z mianowaniem na ucznia. Na jej nieszczęście, szloch i lament Żmii powtarzał się każdego dnia, gdy tylko zastępczyni zwiastowała co będą robić na najbliższym treningu. Szkolenie koteczki stało się dla siostry Lamparciego Skoku istnym koszmarem, który każdego ranka spędzał jej sen z oczu i zmuszał do wymuszonego uśmiechu. Stając na progu legowiska uczniów prędko namierzyła posłanie brązowookiej terminatorki i modląc się w duchu do Klanu Gwiazdy, zawołała.
— Żmijowa Łapo! — miauknęła ze znikomą nadzieją, że być może ten dzień będzie stanowił ukojenie dla jej zszarganych nerwów. Jednak zamiast uśmiechniętej mordki calico, wyraz jej pyska wskazywał na jedno - koteczka była na granicy wybuchnięcia szlochem i rzucenia się na podłogę, byleby nie ruszyć się z obozu przez resztę dnia. — Dzisiaj też nie masz humoru? — zapytała zmartwiona, lecz tak naprawdę była wykończona wiecznym zrzędzeniem uczennicy. Nie czekając na odpowiedź, którą przecież i tak dobrze znała, skierowała się w stronę wyjścia z obozu, dając córce jej mentora chwilkę na ogarnięcie się. Zauważając, jak koteczka ociężałym krokiem oraz z zaszklonymi ślipiami dołącza do jej boku, odparła.
— Teraz udamy się na polowa — zanim zastępczyni zdążyła obwieścić plany na dzisiejszą sesję, podopieczna szylkretki wybuchnęła donośnym płaczem, nie zdając sobie nawet sprawy z konsekwencji swoich czynów.
Wszystkie koty obecne na polanie skierowały wzrok na zrezygnowaną Berberysową Bryzę oraz beczącą Żmiję, przez co futro tej pierwszej znacznie się uniosło. Doskonale zdawała sobie sprawę z ich kpiących spojrzeń posyłanych w jej stronę, dlatego zwróciła płonące gniewem oczy w stronę zszokowanej terminatorki.
— Żmijowa Łapo! — warknęła, szczerząc przy tym ostre kły. Puchata kitą miotała na obie strony, a wysunięte pazury zalśniły promieniami porannego słońca. — Myślisz, że będę dalej tolerowała takie zachowanie? Za kogo ty się niby uważasz, co? Na razie jesteś totalnym zerem i jeśli nie zaczniesz się mnie słuchać, pozostaniesz nim do końca swoich dni! — wybuchnęła czystą złością, co skutkowało lekkim skuleniem się córki Zachodzącego Promyka. Pomimo pozornej łagodności godnej prawdziwego baranka, Berberysowa Bryza potrafiła postawić na swoim jeśli tego chciała, a obecnie w środku gotowała się przez nieposłuszność uczennicy. — Mam w nosie to, że jesteś córką lidera; ja sama przeszłam wycieńczający trening pełen wyrzeczeń i choć chciałam ci tego oszczędzić, jasno pokazałaś mi czego ci potrzeba. Od tego momentu aż do mianowania na wojowniczkę nie będziesz miała ani chwili wytchnienia, zrozumiano? A teraz zmiataj do lasu, bo jeśli do szczytowania słońca nie będzie przede mną leżał stos zwierzyny, możesz pożegnać się z jedzeniem przez trzy najbliższe wschody słońca! — wyrzuciła z siebie, cały czas dysząc. Tym razem naprawdę nie żartowała; od teraz nie miała zamiaru umilać terminatorce szkolenia w najmniejszym stopniu. Musiała nauczyć się nieco pokory.


<Żmijko?>

14 stycznia 2020

Od Berberysowej Bryzy CD Żmii

Trójkolorowa kocica z trudem utrzymywała się własnych łapach, powoli krocząc za tłumem członków Klanu Klifu. Okropny upał, który sprawiał, że wszystkim kręciło się w głowie, dotkliwie szczypał ją w oczy i powodował zawroty we łbie. Ciężko dysząc, na dygoczących łapach przyspieszyła i zrównała się z córką Wschodzącej Fali oraz jej kociakiem Miętkiem. Przywitała się przyjaźnie z królową oraz rudzielcem, aby następnie upewnić się, czy wszystko jest w porządku.
— Niczego ci nie brakuje, Liliowa Sadzawko? Nie jesteś spragniona albo głodna? — zapytała troskliwie siostra Lamparta, mierząc szczupłą sylwetkę Lilii zmartwionym wzrokiem. Obecna podróż była uciążliwa dla każdego członka klanu, jednak kocica nawet nie wyobrażała sobie dodatkowo opiekowania się w tym czasie dzieciakiem! Nie wspominając już o tym, że najmłodsze pokolenie cały czas marudziło i narzekało, bo zwyczajnie byli przemęczeni i od tego całego maszerowania potwornie bolały ich łapki. Złocistymi ślipiami przebiegła po sylwetkach kotów, mając na celu odszukanie kolejnej z królowych, a dokładniej mówiąc Zachodzącego Promyka. Dostrzegając, jak buraska znika i odłącza się na chwilę od grupy zastrzygła uszami, jednak po chwili się uspokoiła. Siostra Węgorza zapewne postanowiła pochłeptać nieco wody z pobliskiego strumyka, co wcale nie było głupim pomysłem, zważając na panujący zewsząd skwar oraz żar. Berberys spokojnym krokiem skierowała się w stronę potomków Zachód, by nacieszyć oczy ich roześmianymi pyszczkami. Gdy tylko znalazła się kilka długości lisich ogonów od rozbrykanej gromadki kociaków, usłyszała wesołe wołanie jej ulubienicy.
— Berberysowa Bryza! — krzyknęła malutka Żmijka, podbiegając na króciutkich łapkach do zastępczyni. — Dawno cię nie widziałam — dodała, mierząc żółtooką uważnym wzrokiem orzechowych ślipi.
— Przepraszam, byłam dosyć... zajęta — mruknęła nieco zmieszana calico, przypominając sobie, jak wylądowała u medyka z powodu wycieńczenia. Na samo wspomnienie tej całej sytuacji zalewała ją ogromna fala wstydu i nie zamierzać o tym koteczce. — A u ciebie wszystko w porządku? 
— Tak, tylko straaasznie pieką mnie łapki — poskarżyła się młodsza, wyciągając przednią kończynę do przodu na znak potwierdzenia swoich słów. — Chciałabym już być w jakimś porządnym obozie, a nie łazić nie wiadomo gdzie.
— Na pewno za niedługo dotrzemy, dasz radę — miauknęła zachęcająco partnerka Żywicznej Mordki, posyłając córce Lisa pokrzepiający uśmiech. — Klan Gwiazdy wskaże nam nowe miejsce, w którym będzie pełno zwierzyny i przepiękny, bezpieczny obóz.
— Tylko niech się pospieszą — burknęła Żmijka, na co na pysk wnuczki Błękitnej Łapy wkradł się tajemniczy wyraz pyska. Zdawała sobie sprawę z tego, że ich klan z każdym dniem słabnie i naprawdę nie pogardziłaby jakąś wskazówką od ich przodków. Potrząsnęło szybko łbem, chcąc odgonić od siebie wszystkie te myśli i postanowiła zmienić temat.
— A ty chciałabyś zostać medyczką czy wojowniczką? Bo jeśli wybrałabyś tą drugą opcję, to ciekawi mnie, czy masz już jakiegoś mentora na oku? — zapytała z lekką nutą nadziei w głosie. Nie ukrywała, że miała ogromną ochotę dostać do wyszkolenia któreś z kociaków rudego lidera, a w szczególności Żmiję.

<Żmijko?>  

30 grudnia 2019

Od Berberysowej Bryzy CD. Żmii

Dawna uczennica Lisiej gwiazdy musiała przyznać, że nowe nabytki Klanu Klifu były po prostu przeurocze. Każdy z nich posiadał w sobie coś wyjątkowego i niepowtarzalnego, przyciągającego uwagę przechodnia. Dlatego, gdy malutka Żmija wtuliła się w jej łapy, kotka nie była w stanie powstrzymać uśmiechu pchającego się na pyszczek. Jednak czując, jak mniejsza zaczyna się lekko trząść, schyliła łebek w jej stronę.
— W takim razie nie stójmy tak w progu i chodźmy głębiej, bo tam jest cieplej — miauknęła zachęcająco i lekko popchnęła kociaka w stronę Zachodzącego Promyka, która chrapała w kącie. Nie chcąc budzić zmęczonej królowej, calico przysiadła w bezpiecznej odległości i posłała Żmijce szczery uśmiech. — Cieplej?
— Hm, tak — odparła, przyglądając się z uwagą wojowniczce. Po chwili namysłu z jej gardełka wydobyło się pytanie skierowane do szylkretki. — A ty znasz Lisią Gwiazdę?
— Oh, oczywiście, że tak — odpowiedziała Berberys. — Jest naszym liderem, a w dodatku był moim mentorem, gdy byłam mniej więcej w twoim wieku — dodała, a oczy kociaka zalśniły na jej słowa.
— Tata był twoim mentorem?! — miauknęła zaskoczona, lekko otwierając pyszczek ze zdziwienia.— Wow, ale fajnie! Też chciałabym zostać uczennicą — powiedziała nieco smutniej, spuszczając wzrok czekoladowych ślipi na łapy.
Berberys zrobiło się trochę szkoda kociaka; sama pamiętała całe to podniecenie spowodowane oczekiwaniem na mianowanie. Pomimo tego, gdy już została terminatorką, po całodniowym treningu wracała do obozu półżywa, a czasu na odpoczynek nie miała wcale tak wiele. Nie chcąc, żeby malutka kotka się smuciła, machnęła tuż przed jej noskiem swoją kitą. Orzechowe oczęta skupiły się na ogonie wojowniczki, jednak gdy ich właścicielka miała już wykonać skok, Berberys prędko uniosła cel tej całej zabawy.
— Zanim zostanie ci przydzielony mentor, ja mogę cię trochę potrenować — żóltooka uśmiechnęła się tajemniczo i rzuciła koteczce zachęcające spojrzenie.



< Żmijo? Przepraszam, że tak długo :( >

23 grudnia 2019

Od Berberysowej Bryzy CD Żmii

Odkąd zimne, brudne zaspy skutecznie utrudniały klanowym kotom codzienne życie, każdy chodził przybity, pokazując to mniej lub bardziej. Berberys starała się brnąć dalej, chociaż brak zwierzyny i głodujący pobratymcy wcale nie poprawiali samopoczucia kotki; robiła wszystko, co mogła, sama odmawiała sobie posiłków, byleby reszta miała co włożyć do pyska. Szczególnie szylkretka obawiała się o Zachodzący Promyk, królową, która opiekowała się kociakami samego lidera. Wizja roześmianych, młodziutkich twarzyczek sprawiała, że calico od razu promieniała, gdyż oznaczało to zadatki na nowych i silnych wojowników jej klanu! Dodatkowo, były to dzieci mentora kocicy, więc była pewna, że w ich żyłach będzie płynęła dobra krew. Być może nawet dostanie któregoś z tych szkrabów jako ucznia? Byłoby cudownie! Na pewno dałaby z siebie wszystko, byleby wytrenować tego pociesznego szkraba na wspaniałego wojownika lub wojowniczkę. Z uśmiechem wymalowanym na pysku zwróciła wzrok w stronę kociarni i chwytając w zęby chudą mysz, podreptała w tamtą stronę wesołym krokiem. Gdy tylko znalazła się u wejścia do żłobka, zalała ją fala wspomnień z dzieciństwa. Nagle przypomniała sobie te wszystkie księżyce spędzone na zabawie z Orzechem i Miodkiem, pełne kocięcej niecierpliwości wschody słońca spędzone na marzeniu o zostaniu uczennicą. Gdy złotawe ślipia kocicy wyłapały siedzącą w kącie Zachodzący Promyk i już miała do niej podejść, coś uderzyło w chude łapy calico. Zdziwiona kotka spojrzała w dół i zaparło jej dech w piersiach. To było chyba najbardziej urocze kocię na całym świecie! Swoim umaszczeniem lekko przypominała córkę Gronostajowego Kroku, jednak wyjątkowości bez cienia wątpliwości nadawały jej sterczące kiełki i różowiasty języczek, który swobodnie opadał na bródkę koteczki. Rozczulona Berberys schyliła głowę, a następnie spokojnie miauknęła.
— Hej, malutka — powiedziała, posyłając zdezorientowanemu kociakowi ciepły uśmiech. — Nic ci nie jest?
— Nie — odparła pewnie młodsza, spoglądając prosto w ślipia kotki. — A ty kim jesteś?
— Nazywam się Berberysowa Bryza i jestem wojowniczką — odpowiedziała delikatnie, po czym się podniosła. Zauważając, że córka Zachodzącego Promyka w dalszym ciągu uważnie jej się przygląda, zapytała. — A ty jak masz na imię?

< Żmijko? Wybacz, że tak długo i taki gniot>