BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mniszek(kk). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mniszek(kk). Pokaż wszystkie posty

14 czerwca 2024

Od Mniszka do Misty

Słychać było skrzeki wron nad tym szarym, smutnym miastem. Biegałem cały czas po domu Lwa! Tu było świetnie, znajdowała się tu mała, płaczącą wierzba i poidełko dla ptaków, gdzie znajdowała się woda! I Misty też była super! A no tak, zapomniałbym o tym, ale Pochmurny Płomień nas odnalazł, bo został wypędzony z klanu! Ciekawe, co nie? Myślałem zadowolony, jednak z tych przemyśleń wybudziła mnie Misty.
- Hej Mniszku! Chcesz się pobawić? - mruknęła łagodnie kotka.
Zadowolony przytaknąłem i wstałem na równe łapy, po czym poszedłem za rdzawą kotką aż do krzewów jeżyn. Mm! Zjadłbym jedną, ale to nie nie jest teraz ważne!
- To, co Misty? W co będziemy się bawić? - odparłem ciekawski. Kotka zabawnie zachichotała, po czym powaliła mnie. - Walka! - Powiedziała zadziornie kotka, schodząc ze mnie.
Szybko pacnąłem ją w głowę i tak atak za atakiem. Starałem się uderzać lekko, by jej nie zranić, lecz i tak wiedziałem, że jest starsza ode mnie i ma więcej siły. Zapomniałem wspomnieć, że Lew nauczył mnie wielu technik bojowych i myśliwskich! Po wycieńczonym po południu poszliśmy z Misty napić się wody do poidełka dla ptaków.
Schyliłem mój mały łebek i popijałem, dysząc ze zmęczenia. Razem z Misty poszliśmy na skrzynie, by odpocząć. Ułożyłem się na jednej ze skrzyń i szybko zasnąłem. Po dość długiej drzemce usłyszałem rozmowę Pochmurnego Płomienia i Lwa. Rudy kocur mówił szybką wymianę zdań.
- Ciekawe, o co chodzi - mruknąłem zdziwiony. Jednak postanowiłem się tym nie przejmować i wrócić do rdzawej kotki. Pacnąłem Misty, a ona mi oddała. Fajnie było tu mieszkać!

< Co nie Misty? >


06 czerwca 2024

Od Mniszka do Jastrząb

Świetliki rozświetlały ciemne nocne niebo, a ja wstałem z legowiska. Nigdy nie rozumiałem świetlików. To tylko małe owady, lecz dziwi mnie to, że świecą. Może to one są tak naprawdę gwiazdami? Nigdy nie wiadomo. Próbowałem złapać jednego małego świetlika, jednak każda próba zakończyła się niepowodzeniem.
- Wy małe latające, błyszczące! - krzyknąłem na nie. Ups! Zapomniałem, że jest noc i wszyscy inni dookoła śpią. Muszę być cicho, ale jak? Nie umiem się uciszyć, nawet na chwilkę! I tak przez dłuższą chwilę biegałem po obozie beztrosko. Mhm, może zakradnę się znów po zioła do medyka? Nikt nie zauważy! Zakradłem się do legowiska medyka i zauważyłem cel, po który tu przybyłem. Piękne zioła, cudne chwasty!
Od razu wziąłem zapasy, tak między nami zjadam połowę ziół od medyka, są przepyszne! Gdy usłyszałem szelest krzaków, wziąłem łapy za pas i pognałem na pobliski kamień.
- Mm! Jakie to było dobre - powiedziałem zadowolony z napchanym pyszczkiem.
Wróciłem do legowiska i przeciskałem się przez siostry tak, żeby żadną z nich nie obudzić.
Zadowolony ułożyłem się na posłaniu i szybko zasnąłem, lecz nie na długo.
Obudziłem się gotowy do wysłuchania zebrania i błagania patrolu bym poszedł z nimi, zawsze bez skutku. Jednak nie widać było słońca a ciemny księżyc.
- Serio? Trzeba było spać dłużej! - pisnąłem niezadowolony. Ponownie przecisnąłem się przez siostry. Mam nadzieje, że świetliki jeszcze tam są, mam ochotę się pobawić. Nagle usłyszałem znajome mruknięcie.

<Jastrząb?>



Od Mniszka

 *Dawno przed tym jak jastrząb porwał Mniszka*

Słońce lśniło na niebie, a ja obserwowałem małego ślimaka pełzającego po skalnej półce. Ciekawe jakby to było nim być, takim małym i wolnym stworzeniem. Jednak moją uwagę zwróciło coś innego, nie umiałem tego opisać: taki całkiem ładny kwiat. Zgrabnie wstałem i poszedłem zbadać ten piękny cud natury.
Kwiat był fioletowy, chociaż mogłoby się zdawać, że lśni. Błyszczy na tle zachodzącego słońca, ale to były tylko moje wyobrażenia. Postanowiłem wyrwać kwiat z korzeniami i poszło to powodzeniem.
 Jednak z dnia na dzień roślina stanowczo się kurczyła i traciła swoje fioletowe płatki. I od tej pamiętnej chwili zrozumiałem, że o rośliny trzeba dbać, dawałem kwiatka do wody, ale wcale nie rozumiem, czemu przy każdej kąpieli gubił jeden płatek! I zostawiałem go pod kamieniem, aby był wilgotny, tylko jak go wyjmowałem był zawsze spłaszczony. Moja mama Miedź powtarzała mi, że kwiaty to tylko podarek od Klanu Gwiazdy i dodała, że nie mam się nimi przejmować, jednak ja miałem swoje własne zdanie na ten temat i szanowałem kwiaty dlatego, że kwitną przez jeden okres i wkładają w to całą swoją siłę. To zupełnie tak jak my, staramy się przetrwać i wspieramy się nawzajem. Zawsze, kiedy noc witała nas ciemnym niebem, potajemnie wychodziłem ze żłobka i kradłem zioła medyka. Na szczęście nikt mnie nie nakrył, kryłem mój magazyn pod moim legowiskiem. Niestety zawsze musiałem je przenosić, bo wojownicy i uczniowie robili nam nowe posłania. W moim futrze ciągle pozostawało kilka ziaren, liści i czasami jagód. Ale lubiłem to i czasami wyobrażałem sobie, że jestem medykiem. Jedynym niepowtarzalnym medykiem Klanu Klifu! I czasami nadal się w to bawiłem, co za ubaw!

Od Mniszka do Lwa

 Czułem się sparaliżowany w ogromnych szponach jastrzębia. Już czułem się przestraszony, odlatując ze skalnej półki, słysząc lamenty Pochmurnego płomienia, mojej mamy Miedź i sióstr.
Niezdarnie trzymałem kulkę mchu, płacząc.
— Co ja zrobię? Bez mamy, bez nikogo — jęczałem cicho.
Nagle poczułem jakiś ogromny powiew wiatru. W jego oczach widać było podekscytowanie moim lękiem. Po chwili przeleciał nad nami rozłożysty cień, a ja poczułem, jak pazury ptaka boleśnie się na mnie zaciskają, by po chwili w popłochu odepchnąć się z gałęzi. Ku mojemu zdziwieniu, mój oprawca w ostatniej chwili, zużywając siłę na wzbicie się w powietrze, rozluźnił chwyt, upuszczając mnie w dół. — O Klanie Gwiazdy! Ja żyję, ale jakiś rozdarty — zamruczałem zdziwiony. 
Z trudem wstałem i pokuśtykałem przed siebie, nie zwracając uwagi gdzie dom, gdzie rodzina, gdzie… A w sumie! Wszystko jedno, by nie wpaść zboczeńca! Nagle wyczułem małe drobne zwierzątko w krzakach.
"Mysz? Może drozd, który nie umie latać?"
Na samą myśl posiłku zaczęła lecieć mi ślina z pyszczka. Niezdarnie przybrałem pozycję łowiecką i wylądowałem na kupie liści. Polowanie poszło z niepowodzeniem… Głodny i zmęczony ruszyłem przed siebie, gdy nastała noc wskoczyłem do wilgotnej kłody i zapadłem w głęboki sen. Słońce wschodziło na bezkresne niebo, a ja słyszałem szum rzeki, wyobraziłem sobie ryby, które właśnie poczułem i glony! Takie zielone. Chwila! To tylko sen, już miałem ochotę sięgnąć po rybkę… Zaciekawiony ujrzałem żółto-złote pola, o których opowiadała mi matka. Wskoczyłem w bujne pola owsa i po długiej wędrówce brakowało mi siły, jadłem tylko małe owady, które ledwo udawało mi się złapać. Postanowiłem powęszyć i zadowolony udało mi się wykryć jakiś ruch około mnie. 
— Szczur! — Pisnąłem cicho. 
Skradałem się za nim powoli, aż dotarłem do jakiejś starej budowli. Wahałem się wejść do niej, lecz los postanowił za mnie, deszcz zaczął spadać z szaro-burych chmur. Niepewny wszedłem do rudery i schroniłem się w koncie. 
— Co tu robisz, maluchu? — usłyszałem tajemniczy głos. 
Zauważyłem koło mnie kremowego kota. Wyglądał niegroźnie.
— Jak masz na imię? — powiedział żółtooki nieznajomy. Byłem pewny, że albo mi pomoże, albo zostawi w spokoju… Szczerze wolałem coś odpowiedzieć, niż być cały czas cicho… 
— Mam na imię Mniszek!— wydukałem niepewnie. 
Od tej pamiętnej chwili Kot (kocur nigdy nie powiedział swojego imienia) stał się dla mnie bardzo bliski! Pomógł mi nabrać siły i polował dla mnie, razem spaliśmy i się bawiliśmy! 
Chociaż jednak to, co pięknie nie mogło trwać wiecznie. Rozstałem się z Kocurem, by szukać rodziny i wiedziałem, że kiedyś tego dokonam. Ja jak głupi pobiegłem sprawdzić co to. Jednak to nie było nic interesującego, jak zwykle. Musiałem ugasić pragnienie i tak zrobiłem, zbliżyłem się powoli do wody i no wiecie co dalej. 
Jak zaszła noc zauważyłem kolejnego szczura, od tej pory, kiedy spotkałem tajemniczego kota trochę bardziej im zaufałem. Śledziłem małego szkodnika, aż nie dotarłem do małej dziury. Była dla mnie za mała, ale czego by nie zrobić dla jedzenia? Szczur jest pewnie taki tłusty. Przecisnąłem się przez rurę i tak przez kilka minut. Rozpaczliwie nie mogłem się wydostać, lecz nadszedł promyk nadziei, zauważyłem malutkie światełko w rurze i ledwo co przecisnąłem się przez otwór. Znalazłem się w sumie, nie wiem gdzie, ale nie było, widać było słońca, nieba. Wokół były śmieci i kraty oraz dużo szczurów! Ich małe ryjki śledziły mnie wzrokiem, zagubiony potykałem się o każdy kamyk, kości i inne dziwactwa! Poczułem obecność kota, takiego śmierdzącego! Lecz wciąż kota.
— Przepraszam? Gdzie ja jestem, nie rozpoznaję tego miejsca — mruknąłem odważnie.
Kot odwrócił się do mnie ze skośnym wzrokiem. Zjeżyłem futro ze strachu, będąc w nadziei, że kot nie zamierza zrobić mi krzywdy. Jego ogon był dość długi. Widać jak jego skrzywiona mina patrzyła na mnie, po czym kot odpowiedział zdumiony. 
— Kociak? W sumie. Jesteś w Betonowym Świecie, tutaj panują bardziej Wyprostowani. I Entelodon! - Powiedział promiennie kocur. Kot wyszedł z cienia i nie wyglądał na jakiegoś groźnego, miał gęste białe futro i brązowe oczy. - A nie widziałeś może mojego domu? Klanu Klifu tak tam jest wodospad i moje siostry i Pochmurny płomień!- Jęknął Zrozpaczony. Uszy opadły mi na dół, a ja zwinąłem się w kulkę futra. 
— Niestety nie. Nie widziałem żadnego Klanu Klifu i tu na pewno ich nie spotkasz, a przepraszam! Nie przedstawiłem się. Mam na imię Bluszcz i należę do gangu Białowron — powiedział spokojnie. 
— A ja Mniszek.— powiedziałem krótko, kontynuując: — A wiesz jak stąd wyjść? — powiedziałem ciekawski. Od razu wstałem, myśląc o wyjściu.
Kocur owinął ogon wokół łap i mruknął:
— Jasne! Schodami na lewo! — Powiedział promiennie.
Mhm… Mniszku ,myśl! Co to są schody. Pobiegłem w lewo i spojrzałem przed siebie. To pewnie to są schody! Ale jakoś są ogromnie wielkie. Zacząłem wspinać się z trudem, co jeden schodek robiłem sobie przerwę. Gdy już wspiąłem się na ostatni schodek, pobiegłem szukać jedzenia lub jakiejś wody. Ciągle wywracałem się o różne ludzkie przedmioty leżące na asfalcie. Nagle coś przejechało nade mną 
— Aaa!!! — pisnąłem przeraźliwie.
Pamiętam! Mama mówiła, że Potwory są okropne i wielkie. Na szczęście nic mi się nie stało. Przestraszony nową okolicą podreptałem w jakąś ciasną uliczkę. W końcu! Woda! To znaczy kałuża… Nachyliłem się i pomimo gorzkiego smaku nie żałowałem. Nagle zauważyłem rudego kota pochylającego się w tę samą kałużę.

<Lwie?>

10 maja 2024

Od Mniszka do Pochmurnego Płomienia

Księżyc błyszczał na tle ciemnej nocy, mała mżawka opatuliła wszystkie wzniesienia i pagórki wokół. Małe lśniące świetliki oświetlały obóz, wyglądało to, jakby było wysokie słońce. Świetlik wleciał do żłobka, irytując przy tym mnie, jednak mało mnie to interesowało. Ciągle bujałem w obłokach, śniłem o niebieskich migdałach, lecz coś cichego wybudziło mnie z tego magicznego świata. Zmrużyłem oczy i postanowiłem znowu wrócić na moje posłanie z mchu i odpoczywać aż do dnia.

***

- Już dzień? - powiedziałem na głos z zażenowaniem. Prędko wstałem na równe łapy i ominąłem moje siostry, by ich nie budzić. Usiadłem na dość sporym wilgotnym kamieniu, moje łapy przy tej skale wyglądały jak galareta! Ciągle się ślizgały, a to było irytujące…
Z nudów zwinąłem się w kłębek, na zewnątrz też nie jest tak fajnie, jakby się wydawało!
Nagle obok kamienia poruszyła się kolorowa plama, która zwinnie usiadła na kwiatku. Widząc motyla, jak jakiś bezmózgi kociak ruszyłem w jego kierunku, miałem już wysunięte pazury i plan działania. Zwinnie podkradłem się do owada i skoczyłem w jego kierunku, jednak ten odleciał.
- Uh! Wracaj tu owadzie! - powiedziałem wściekły. Biegnąc nie widziałem rzeczy wokół i nagle zatrzymałem się na puszystym ogonie. Pochmurny Płomień! Niewiele o nim wiedziałem no oprócz tego, że Jastrząb ciągle o nim gada w żłobku, że jest taki wspaniały! Sam nie wiem, czy to prawda…
- Mniszku? - Usłyszałem energiczne miauknięcie kocura
- Przepraszam! - Powiedziałem, otrzepując się z futra wojownika. Byłem zawstydzony, bo zwykle to ja muszę się za kogoś wstydzić, a teraz wstydzę się za samego siebie!
- Nic się nie stało! Każdemu mogło się to zdarzyć - powiedział przyjacielsko.
Skrępowany już miałem odejść jednak wojownik odparł:
- Wiesz, szybko biegłeś w moją stronę! Co cię tak rozproszyło? - powiedział ciekawsko.
Nie chciałem mu mówić o mojej wpadce z motylem! Wyszłoby na to, że jestem jeszcze bardziej dziecinny, niż sądzi!
- Nudziło mi się! No wiesz, bycie kociakiem jest takie męczące!
Pochmurny Płomień zachichotał na chwilę. No cóż, chyba jednak domyślił się, o co chodzi. Mniejsza o to, może on będzie czymś zainteresowany!
- No wiesz! Jak ci się nudzi mógłbyś niewiem… Pójść ze mną do lasu? Bo widać, że siedzisz na tym kamieniu jak kot w smole! - powiedział ruchliwie.
Zaintrygowany otworzyłem oczy i skoczyłem kocurowi na barki.
- Jasne! Prowadź, sokole oko! - Zaśmiałem się.
Wojownik ruszył w stronę wyjścia a ja z zaciekawieniem słuchałem, co mówił: co się dzieje na zewnątrz i jakie panują tam zasady.

***

Okazało się, że Pochmurny płomień wiedział sporo o zasadach w dziczy. Będę musiał się od niego uczyć! Widać było leśną powłokę otaczająca nas, byłem ciekawy, co będziemy robić. Może bawić się w chowanego? Lub polować na myszy! Wtuliłem się bardziej w futro wojownika ze znudzenia wiecznej wędrówki.
- Daleko jeszcze? - mruknąłem ze znudzeniem.
Kocur z zadowoleniem potrząsnął całym ciałem, aż w końcu zleciałem na miękki mech.
- Już jesteśmy! - powiedział radośnie- Nagle coś poruszyło się w krzakach, a ja przestraszony wskoczyłem za kocura.

<Pochmurny Płomieniu?>

16 kwietnia 2024

Od Mniszka

Promienie słońca odbijały się od kamiennych ścian żłobka. Słychać było, jak ptaszki śpiewają i odgłosy płynącego strumyka, gdzieś poza obozem. Moje oczy z zainteresowaniem przyglądały się większości roślinności. Miałem ochotę z kimś się pobawić, jednak pomyślałem, że nie warto przeszkadzać komuś, marnując czas na jakieś pogaduszki czy zabawy. Już miałem zamiar wyjść ze żłobka, gdy coś oderwało mnie od ziemi. 
- Mniszku! Nie wychodź sam ze żłobka! - Usłyszałem za sobą. To przecież Miedź! Moja matka, nigdy nie pozwalała robić mi co chcę! A w żłobku jest nudno. Mało kto nas odwiedza, a poza jedzeniem i spaniem nie ma tu nic, co można byłoby brać za zabawę! No może poza gonieniem suchego liścia! Ciekawe co jest poza tym kamiennym więzieniem !
-Ma… Mamo! - Ledwo zdążyłem wydukać jedno słowo. - Opowiesz cjo się kryje pozja obozjem? - powiedziałem w końcu.
- No dobrze… - Słuchałem jej uważnie. Kotka ciągle mówiła o zielonych, gęstych wrzosowiskach, bujnych w roślinność lasach i krystalicznych rzeczkach i jeziorach. - To jeszcze nie wszystko! - powiedziała dumnie kocica.
Po tym jak mama skończyła opowiadać byłem dość zaintrygowany, tym wszystkim
tylko szkoda, że nie wolno nam wychodzić ze żłobka.
Nagle zacząłem bujać w obłokach. Myślałem co znajduje się poza tym gniazdem.
Mhm.. Tak barwne kolorowe miejsce pełne zabawek i towarzyszy! Szybko odleciałem i przewróciłem się na plecy. 
- Ajć!- pisnąłem zaskoczony wracając do rzeczywistości. - Mhm.. Może przestać marzyć i skupić się na tym co mamy? I cieszyć się z tego co pozostało….
Moje liliowe futerko zaczęło się podnosić na tę myśl. Życie nie było jednak tak kolorowe na jakie się wydawało…
Miedź i moje siostry zasnęły więc miałem dobrą okazję, by się wymknąć. Pędziłem w stronę wyjścia podekscytowany tym, co tam będzie! Wyczłapałem się ze skalnego wyjścia. Oczy rozbłysły mi gdy zobaczyłem dużą ilość kotów, jednak nie znalazłem w nich Jerzyka, mojego ojca, ale mało mnie to interesowało. 
- Wszystkie koty które zdolne są łowić zwierzynę zbiorą się na zebranie klanu! - Usłyszałem. 
W oczach mi zaiskrzyło i przypomniałem sobie słowa Miedzi: ,,Lider to największy stopień we wszystkich klanach! Dowodzi nami, byśmy nie wpadli w tarapaty!". Chciałbym być kiedyś przywódcą! Stać tak na skale i radzić innym kotom w sprawie… Nie wiem! Może jedzenia? - Zaśmiałem się cicho. Zmęczony pokuśtykałem do żłobka kładąc się obok moich sióstr. Wtuliłem się w miękki i wilgotny mech. Kocham takie życie! Nigdy nie wiem co może się wydarzyć i to w tym lubię!