BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyprysowa Szyszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyprysowa Szyszka. Pokaż wszystkie posty

09 listopada 2020

Od Cyprysowej Szyszki

Jej ojciec umarł.
To była pierwsza śmierć, którą tak przeżyła Cyprysowa Szyszka. Ojciec był dla niej tak bliski, jak Żmijowy Płacz, zmarła siostra, ale śmierci te różniło kilka rzeczy. Po pierwsze ze Żmijowym Płaczem przynajmniej mogła się godnie pożegnać, a po drugie ojciec mimo wszystko był jej bliższy...
Lisia Gwiazda nie żył.
Dwa pierwsze wschody słońca calico prawie całe przepłakała i nawet nie skupiała się na słowach swojej córki. Właściwie to nawet do niej nie dotarły. Przez cały ten czas nic nie wypiła ani nie zjadła, a zdała sobie z tego sprawę dopiero, gdyż już się uspokoiła. Wszystko ją bolało od braku snu.
Jej mentor teraz leżał głęboko pod ziemią.
Calico bardzo żałowała, że nie mogła po prostu wtulić się w futro Tańczącej Pieśni. Może poczułaby się chociaż trochę lepiej. Przez głupią kwarantannę, jednak nie mogła opuszczać żłóbka. Nie mogła uwolnić się teraz z miejsca, w którym nigdy nie chciała być. Nie mogła zobaczyć się z bratem albo vanką. Bardzo za nimi tęskniła. Bardzo, bardzo. Czasami przyłapywała się na żałowaniu, że Wschód nie umarła przy porodzie, bo wtedy byłaby przy śmierci ojca i mogłaby teraz być przy Tańczącej.
Kocur, którego uważała za ideał przez większą część swojego życia odszedł na zawsze.
Cyprysowa Szyszka chciałaby myśleć, że odszedł do Klanu Gwiazdy i jest tam szczęśliwy. Wiedziała, że jeśli życie po śmierci istnieje to Lisia Gwiazda znajduje się w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Pewnie kisi się tam razem z jej zmarłym bratem i zmarłą matką. Czasami żałowała, że w ogóle wierzyła w te żałosne klany. Nie mogła ich zobaczyć, nie mogła porozmawiać z ojcem czy innym zmarłym członkiem rodziny.
Może po prostu przepadli na zawsze?

18 października 2020

Od Cyprysowej Szyszki

 przed epidemią w Klanie Klifu 

Cyprysowa Szyszka spojrzała na swój wielki brzuch, który z dnia na dzień przestawał sprawiać, że w jej oczach zaraz pojawiały się łzy. Zaczęła się przyzwyczajać do jego widoku. Wiedziała, że zbliża się poród, którego zawsze tak się bała. Ale musiała go przeżyć, wychować kociaki i wrócić do swojego spokojnego życia. Musiała. Nie mogła stracić życia przy porodzie kociaków, których nigdy nie chciało. Bardzo tęskniła już za polowaniami, patrolami, spokojnymi rozmowami z Tańcząca Pieśnią czy nocami, podczas których nie budziła się co chwilę z koszmarów spowodowanych tym jak bardzo bała się tego co w każdej chwili mogło nastąpić. Westchnęła, gdzieś tam z tyłu głowy zdając sobie sprawę z tego, że mogłaby teraz nie zamartwiać się tym wszystkim. Najwyraźniej, jednak życie miało dla niej inną ścieżkę, ale sama Cyprysowa Szyszka wierzyła, że w końcu powoli, malutkimi krokami zbliża się do szczęścia. Po prostu musiała iść na około, by się do niego dostać, ale przetrwa to. Była silna.

***

Z porodu pamiętała tylko olbrzymi ból i słowa Sokolego Skrzydła. Urodziła trójkę kociaków, z czego dwa odeszły zaraz po ciężkim porodzie. Cyprysowa Szyszka była, wtedy zbyt wymęczona, by płakać i wrzeszczeć, ale znalazła w sobie, jednak dość siły, by nazwać swoje zmarłe dzieci. Otrzymały imiona po tym co pierwsze przyszło jej do głowy, Krzak i Liść. Jej trzecie dziecko, któremu w porównaniu do jego rodzeństwa udało się przeżyć poród było bardzo podobne do niej, a jednak pierwszym skojarzeniem karmicielki, gdy spojrzała na swoją córkę była Wschodząca Fala. Tak więc jej ostatni kociak nazywał się Wschód. A po nadaniu imion calico zasnęła, czując, wtedy chyba największe zmęczenie w swoim życiu.

09 września 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Szczawiowego Liścia

— Wszystko okej, Cyprysowa Szyszko? — spytał syn Berberysowej Bryzy i Żywicznej Mordki.
Czarna szylkretka prawdopodobnie w normalnej sytuacji po prostu, by odeszła albo odpowiedziała, ale teraz była zbyt załamana i zmęczona, by wykonać coś tak wymagającego.
— Nic nie jest okej. — wymamrotała dusząc się własnymi łzami. — Nic, a nic.
Szczawiowy Liść spojrzał na nią, jakby ze współczuciem, ale pewnie to tylko Cyprysowej Szyszce się wydawało. Sama Cyprys wytarła sobie łzy lecące z jej brązowych oczu łapką po raz kolejny, nie chciała pokazywać jak płacze. Nie chciała pokazywać słabości. Tak jak mówił kiedyś jakiś kot, każdą słabość można wykorzystać przeciwko komuś.
— A co się stało? — zapytał się jej wojownik, jakby nie za bardzo wiedząc co zrobić.
Córka Lisiej Gwiazdy zaczęła tylko bardziej płakać, ale po chwili prawie całkowicie się uspokoiła. Popatrzyła się na liliowego i wskazała na swój większy niż zwykle brzuch ogonem.
— Nie widzisz tego? — zapytała się go. — Tych kociaków? Nigdy nie chciałam dzieci, a na pewno nie biologicznych. Nie chcę rodzić. Nie chce odpowiedzialności. Nie chcę bólu, cierpienia, krwi, może nawet ich śmierci z moim szczęściem. Chce po prostu spokoju i miłości. Miłości, której nie zaznam przez te kociaki!
Cyprysowa Szyszka nawet nie wiedziała czemu żaliła się obcemu jej kotu, z którym nie łączyła ją żadna znajomość. Po prostu miała taką potrzebę i tyle. 

<Szczawiowy Liściu?>

06 września 2020

Od Cyprysowej Szyszki

Ostatni czas spędziła w okropnym strachu obawiając się najgorszego. W jej głowie coraz częściej pojawiała się myśl pójścia do medyka w celu zbadanie czy na pewno jest w ciąży. Nie dopuszczała tego, jednak do siebie. Co prawda czasami słyszała od niektórych kotów, że chyba jej się przytyło i sama to widziała, ale to nic nie znaczyło! Prawda? Jadła dwa razy więcej niż zwykle, szybciej się męczyła, często było jej niedobrze i ogólnie czuła się gorzej, ale może to po prostu ze stresu. No, a przynajmniej tak próbowała to sobie tłumaczyć szylkretowa. Pewnego deszczowego dnia stwierdziła, że nie może żyć dłużej w niepewności i że wybierze się do medyka, Sokolego Skrzydła. Przekroczyła więc próg legowiska medyka.
— Witaj Sokole Skrzydło. — zaczęła szylkretka podchodząc do niebieskiego kocura.
— Co cię do mnie sprowadza? — zapytał się kocur wlepiając w nią swoje wiecznie radosne pomarańczowe oczy.
Cyprysowa Szyszka wbiła pazury w ziemię.
— Trochę przytyłam. — wymamrotała cicho. — Męczę się szybciej, jem dużo więcej, jest mi niedobrze. Boję się, że to- — urwała kotka nie wiedząc co teraz powiedzieć. — Jakaś choroba.
Pręgowany kocur pokiwał głową.
— Mam pewne podejrzenia, połóż się, zbadam twój brzuch i zobaczymy czy okażą się słuszne.
Córka Lisiej Gwiazdy zrobiła to czego zażądał od niej medyk. Po części dlatego, że nie wypadało się teraz odwrócić i odejść, a po części, dlatego, że nie wytrzymałaby kolejnych wschodów księżyca w niewiedzy czy aby na pewno nie zostanie w najbliższym czasie matką. Sokole Skrzydło przez chwilę badał jeszcze brzuch kocicy, a później przeniósł swoje spojrzenie na nią i otworzył pysk.
— Będziesz matką Cyprysowa Szyszko! — oznajmił dosyć głośno.
Trzykolorowa pokręciła głową. Nie. Nie. Nie. To nie mogła być prawda. Nie mogła być w ciąży. Nie mogła oczekiwać kociaków. N i e mogła być matką! Nie nadawała się do tego!
Je-je-jesteś te-te-tego pe-pe-pewiem?
Kocur ponownie kiwnął głową.
— Powinnaś przenieść się do żłóbka. — powiedział jeszcze, a Cyprysowa Szyszka tylko pokiwała głową opuszczając legowisko najszybciej jak potrafiła.
Potrzebowała przemyśleć to wszystko jeszcze raz, z dala od obozu. W taki oto sposób opuściła obóz, prawdopodobnie po raz ostatni tej pory opadających liści. Usiadła w pierwszym lepszym miejscu i zaczęła myśleć.
Nie chciała tych kociaków. Nie chciała rodzić. Nie chciała siedzieć w żłóbku kilka księżyców! To do niej nie pasowało!
A poza tym teraz szansę na bycie z Tańczącą Pieśnią zmalały do zera...
Pierwsze łzy opuściły jej brązowe oczy.
Zamyśliła się tak bardzo, że nie słyszała jak ktoś podchodzi i siada obok niej. 


<Jeśli ktoś chce to może odpisać>

28 sierpnia 2020

Od Cyprysowej Szyszki

Życie Cyprysowej Szyszki było raczej spokojne. Tylko niewystarczające dla samej Cyprysowej Szyszki, czuła na sobie swoją własną presję. Wciąż oczekiwała od samej siebie, że odkocha się w Tańczącej Pieśni i znajdzie sobie kocura swojego życia. Mimo, że pogodziła się ze swoją orientacją ostatnio zaczęła to coraz bardziej rozwlekać i denerwować się na siebie. I w sumie to potrzebowała bliskości. Przytulenia, ciepłego słówka i polizania za uchem. Tak bardzo tego potrzebowała, że miała już gdzieś czy to będzie kotka, czy kocur. Wiadomo kocura nie mogła pokochać, kotki właściwie też, bo wciąż kochała vankę i to uczucie ani trochę się nie wypalało mimo upływu czasu, ale po prostu spędzenie z kimś chwili kusiło ją tak bardzo, że pewnego wieczoru wyruszyła na granicę. Początkowo tylko się przejść. Przeszła się więc i spotkała pewnego kocura. Chyba samotnika albo pieszczocha, który najwyraźniej potrzebował tego samego co ona. Miał czarno-srebrne krótkie futro z białymi łatami, poszarpane uszy, zielone oczy i przedstawił się jej jako Wrzos. Tyle zapamiętała. Totalnie nic więcej, jakby była w jakimś transie. Wiedziała, że ona, ta Cyprysowa Szyszka nigdy by tego nie zrobiła, bo nie dawała emocjom rządzić nad sobą. No, ale najwyraźniej tym razem emocje wygrały. Spędzili jedną noc. Jedną, krótką noc, której calico wcale nie pamiętała. Noc, po której czuła wyrzuty sumienia. Nie chodziła nawet o to, że mogła być w ciąży, bo o tym nawet nie myślała tylko o to, że zawiodła Tańcząca Pieśń. W swoich własnych myślach oczywiście, bo vanka o niczym nie wiedziała. Trzykolorowa kotka nie mogła spać po tym zdarzeniu dwie noce myśląc tylko o tym jaką głupotę zrobiła. No cóż. Musiała żyć normalnie. Nikt nie mógł zobaczyć, że coś się stało. Tak więc starała się powrócić do normalnego życia. A dopiero pięć nocy po pierwszym i ostatnim spotkaniu z Wrzosem zdała sobie sprawę, że może być w ciąży. Od tamtego czasu kilka razy dziennie modliła się do Klanu Gwiazdy, żeby nie wylądowała w kociarni z niechcianymi kociakami.

18 sierpnia 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni

— Ee, wybacz — burknęła Tańcząca Pieśń w stronę szylkretki.
Cyprysowa Szyszka tylko kiwnęła głową lekko uśmiechnięta. Jak dobrze, że vanka nie mogła tego zobaczyć!
— Nic się nie stało, spokojnie — powiedziała lekko trzykolorowa kotka.
Szły dalej w spokojnym, równym tempie. W końcu doszły do miejsca, w którym miały rozpocząć polowanie. Córka Lisiej Gwiazdy mocno się zestresowała, że akurat tym razem jej nie wyjdzie. Serce biło jej wyjątkowo szybko, gdy próbowała wywąchać zwierzynę. Wyczuła mysz. W końcu coś! Za chwilę zlokalizowała ją wzrokiem. Przypadła do pozycji łowieckiej na chwilę zapominając o Tańczącej Pieśni i wszystkich problemach. Powoli skradała się do małego zwierzątka. Cyprysową Szyszkę aktualnie obchodziło tylko to czy nie wyjdzie na słabą wojowniczkę, gdyby na przykład potknęła się przed zwierzątkiem. Wybiła się i chwyciła mysz łapami.
Udało się! Uśmiechnęła się szeroko.
Calico szybko skręciła myszy kark, a później zakopała ją. Jeszcze po nią wróci, ale to za chwilę. W kilka uderzeń serca wróciła do Tańczącej.
— Upolowałaś coś? — zapytała czarno-białą Cyprysowa Szyszka, wstyd było jej przyznać, ale nie interesowała się tym co robiła zielonooka, gdy ona polowała.
Wojowniczka Klanu Klifu kiwnęła głową na pytanie swojej młodszej przyjaciółki. Kocice porozmawiały jeszcze chwile, a później ruszyły na kolejne miejsce, w którym miały polować.
— Lu-lu-lubisz ko-ko-kogoś? — zapytała Tańczącą Pieśń, zanim zdała sobie sprawę z tego co właśnie się stało. No cóż, teraz było już za późno by się wycofać, a czasu nie dało się cofnąć. — Wie-wie-wiesz ta-ta-tak ba-ba-bardziej.
Serce Cyprysowej Szyszki biło nienaturalnie mocno. Znowu to samo. Czemu ona musi być tak głupia? Czemu zawsze musi wszystko psuć?


< Tańcząca? >

28 lipca 2020

Od Cyprysowej Szyszki

Szylkretowa kocica otworzyła oczy po raz pierwszy tego dnia. Wyjątkowo nie śniły się jej koszmary tej nocy. Jedna spokojna noc. Ciekawe czy kolejna też będzie tak spokojna?
Znowu chciała iść spać, ale wtedy przypomniała sobie, że ma iść na patrol. Wstała na łapy, szybko ogarnęła swoje futro, by wyglądało nawet okej i wyszła z legowiska.
Rozejrzała się po obozie. Spokój. Żadnych płaczących kotów po utracie bliskich albo przyjaciół. Żadnych ciał. Odetchnęła z ulgą. Jej strach o bliskich w ciągu ostatnich dni tylko narastał. I nie potrafiła tego powstrzymać. Cyprysowa Szyszka już sobie z tym nie radziła, wstawała myśląc czy wszyscy żyją i zasypiała myśląc o tym samym. Jako człowiek pewnie szylkretowa udałaby się do terapeuty, ale w kocich klanach nie ma nikogo takiego. A w sumie szkoda, bo Cyprys bardzo by się przydał. Usiadła wygodnie przed legowiskiem czekając na innych członków patrolu. Wkrótce pojawiła się Paprotkowa Pieśń, z którą porozmawiała chwilę czekając na pojawienie się ostatniego członka patrolu. Po chwili pojawił się i Barwinkowy Podmuch.
— Zapomniałeś o patrolu? — zapytała czarno-rudo-biała kocura. — I ja i Paprotkowa Pieśń czekałyśmy na ciebie.
Barwinkowy Podmuch pokręcił głową.
— Zaspałem, zwyczajnie zaspałem. — mruknął.
Szylkretka kiwnęła głową.
— No to chodźmy. Mamy patrolować granicę z Klanem Wilka, prawda? — zapytała niebieska.
Cyprysowa Szyszka ponownie kiwnęła głową.
— Tak. — dodała jeszcze dla pewności, że Paprotkowa Pieśń usłyszała odpowiedź córki lidera.
Ruszyli idąc powoli.
— Rozmawiałyśmy z Cyprysową Szyszką o treningu. Jak wyglądał twój Barwinkowy Podmuchu? Ile trwał i kto był twoim mentorem? — zapytała się zielonooka jedynego kocura na patrolu.

< Barwinkowy Podmuchu? >

27 lipca 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni

Dalsza rozmowa z Tańczącą Pieśnią przebiegła Cyprysowej Szyszce już mniej stresująco i wręcz nudno.
***
Tragedia. Spokojne, no dobra, dość spokojne życie calico zostało brutalnie przerwane. Klan Nocy napadający na obóz Klanu Klifu. Seria tajemniczych zgonów, zakaz polowań na kawałku terenów. Śmierć Kalinkowej Łapy przez dwunogi. Szylkretka nigdy, by tego nie przewidziała. Nigdy, przenigdy. Ale w tym wszystkim najbardziej bała się o swoją rodzinę. Nie o siebie. O swoją rodzinę. Matkę, ojca, brata, siostrę. I o Tańczącą Pieśń. Bardzo bała się, że Tańcząca Pieśń umrze. Że to akurat na nią teraz wypadnie w tej dziwnej serii śmierci. Drżała za każdym razem, gdy myślała o śmierci, jeżyła sierść, gdy wyobrażała sobie pogrzeb kogokolwiek jej bliskiego.
Od zawsze śniły Cyprysowej Szyszce śnił się koszmary, zwykle związane z posiadaniem kociąt przez nią. Teraz koszmary o porodzie i opieką nad kociętami zamieniały się w koszmary o śmierci bliskich jej kotów. Zawsze budziła się, wtedy z drżącymi łapami, zjeżonym futrem, szybko bijącym sercem i strachem, że to wkrótce naprawdę może jej się przytrafić naprawdę.
Pewnego poranku jak zwykle opuściła swojego legowisko, a później skierowała się w stronę stosu zwierzyny. Widząc, jednak jak żałośnie mały jest Cyprysowa Szyszka stwierdziła, że wytrzyma bez jedzenia, aż do czasu kiedy pójdzie na polowanie. Calico stwierdziła, że w sumie mogłaby pójść na polowanie razem z Tańczącą Pieśnią. Rozglądnęła się po obozie chcąc odnaleźć czarno-białe futro, ale nigdzie go nie było. Cyprysowa Szyszka przypomniała sobie szybko, że przecież vanka ma jeszcze ucznia! Pewnie była teraz z Jarzębinową Łapą na treningu! Czarno-ruda-biała szybko podjęła decyzję o zaczekaniu na powrót byłej samotniczki i wróciła do bezpiecznego, ciepłego legowiska. Zwinęła się tam w kłębek i zasnęła niezwykle szybko wymęczona po koszmarach, które śniły się jej tej nocy.
***
Wojowniczka obudziła się wręcz w idealnym momencie, od razu po otworzeniu swoich brązowych ślepi, widząc Tańczącą Pieśń siedzącą w swoim posłaniu. Cyprys szybko wstała dochodząc do vanki w pięć uderzeń serca.
— Cześć Tańcząca. — przywitała się szylkretka uśmiechając się lekko. — Chcesz iść na polowanie?
< Tańcząca? >

26 maja 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Lisiej Gwiazdy

Cyprysowa Szyszka wracała ze spaceru. Powoli szła do przodu myśląc. O wszystkim. O wszystkim i niczym. Widząc wyjątkowo ładną stokrotkę przysiadła przy niej. Spojrzała na nią. Białe płatki. Takie piękne. Szybko zerwała kwiat i wplotła go w swoje futro co zajęło jej dość dużo czasu. W końcu podniosła się na łapy chcąc iść dalej w stronę obozu. Widząc, jednak jak pięknie było znów usiadła wygodnie. Wyciągnęła przed siebie łapy i uśmiechnęła się nieśmiało w stronę zachodzącego słońca, które barwiło niebo na wspaniałe odcienie. Tak idealnie... Zamruczała cicho z radości. Nie miała żadnych zmartwień. Żadnych. Matka i ojciec żywi. Rodzeństwo też, Nocna Puszcza wygnany. A wtedy pomyślała o Tańczącej Pieśni. Bardzo szybko tego pożałowała. Zadrżała lekko czując zimniejszy podmuch wiatru. Postanowiła wrócić do obozu. Wkrótce już szła. Tym razem szybko i energicznie. Poczuła głód. Jeszcze bardziej przyśpieszyła. Zwolniła dopiero w obozie wolnym krokiem podchodząc do stosu zwierzyny. Wszystko dla niej. Wszystko. Wszystko. Uśmiechnęła się delikatnie wyciągając łapę po gołębia. Jego piórka przykuły jej wzrok. W taki sposób ptak miał zostać obiadem Cyprysowej Szyszki. Przysiadła wraz z piszczką. Zaczęła jeść gołębia. Był taki pyszny czy to po prostu przez głód tak wydawało się calico? Zamyśliła się. Odpłynęła w jakiś drugi świat, do którego nikt inny nie miał dostępu. Tonęła w swoich myślach i planach. Z tego świata brutalnie wyrwał ją głos jej ojca. Podskoczyła lekko i przeniosła spojrzenie na rudego kocura.
— Jak minął ci dzień? — zagaił Lisia Gwiazda.
Cyprysowa Szyszka nie wiedziała co odpowiedzieć. Lekko się uśmiechnęła. Poczuła się dobrze z faktem, że nie wszyscy jeszcze o niej zapomnieli.
— Bardzo dobrze. — miauknęła lekko.
Rzuciła spojrzenie na stokrotkę. Ciekawe czy pręgowany to zauważy? Może tak, a może nie? Znów odpłynęła do swojego świata pełnego myśli. Właśnie widziała jak zostaje starszą po wielu księżycach dzielnej służby Klanowi Klifu, gdy usłyszała swoje imię. Czy to jej ojciec mówił coś przed tym, gdy zaczęła myśleć?
— O co chodziło? Nie słuchałam. — powiedziała Cyprysowa Szyszka.

<Lisia Gwiazdo?>

10 maja 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni

Cyprysowa Szyszka tej nocy nie mogła zasnąć. W jej głowie pojawiało się zbyt dużo myśli, które mimo wszystko nie były szczególnie ważne. Niestety w końcu myśli tych nagromadziło się tak dużo, że musiała wyjść i spędzić resztę nocy chodząc po obozie. Przez to teraz bolały ją łapy, a sama była niezwykle zmęczona. Wcześniej była na treningu ze swoim uczniem, buro-białym synem Żurawinowego Bagna i Borówkowego Nosa. Cieszyła się, że otrzymała swojego pierwszego ucznia w tak młodym wieku. Teraz mimo zmęczenia planowała, jednak iść na samotny spacer. Tylko ona. Nikt inny. Podeszła do stosu zwierzyny w celu wybrania sobie czegoś co nada się do jedzenie. Szybko pominęła wzrokiem małe gryzonie szukając charakterystycznych piór. Znalazła je wzrokiem i już miała sięgnąć po piszczkę, gdy usłyszała głos Tańczącej Pieśni. Serce calico przyśpieszyło teraz bijąc w niezwykle szybkim tempie.
— Och, cześć Cyprys — miauknęła vanka w stronę młodszej kotki bardziej miękko niż zwykle.
Cyprys wyczuła tą miękkość w głosie. Teraz miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Miała nadzieję, że nie wygląda źle. Mogła wcześniej ułożyć półdługie futro! Dopiero po chwili takich myśli zdała sobie sprawę, że przecież zielonooka i tak jej nie widzi. Ale ulga!
— Cze-cze-cześć Ta-ta-tańcząca Pie-pie-pieśnio. — wymamrotała cicho pod nosem starając się przezwyciężyć strach, który zawładnął jej drobnym ciałem. — Co-co-co ta-ta-tam?
Czekała na odpowiedź w milczeniu. Na zmianę chowała i wysuwała pazury próbując pozbyć się strachu, który ogarniał ją od środka. Mentorka Jarzębinowej Łapy na pewno słyszała jej serce. Było tak głośno... Czas dłużył się w jej nieskończoność, a gdy Tańcząca Pieśń otworzyła pysk, by coś powiedzieć miała ochotę krzyczeć ze szczęścia.
— Nic ciekawego. — odpowiedziała dalej dość miękko czarno-biała kotka.
Cyprysowa Szyszka miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Ze szczęścia czy z czego? Czarno-rudo-biała kotka tego nie wiedziała. Po prostu. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Chciała rozmawiać na tyle tematów, ale bała się reakcji córki Brzozy. "Jak tam trening Jarzębinowej Łapy?" albo "Znasz swoją rodzinę?"? A może jeszcze inaczej? Nie wiedziała. Nie wiedziała. Czemu nikt jej tego nie tłumaczył kiedyś? Czemu Lisia Gwiazda albo Zachodzący Promyk nigdy jej nie mówili jak rozmawiać z kimś, gdy jesteś w nim zakochany? Przez krótkie uderzenie serca była nawet na nich zła. Bardzo zła. Potem złość ta wyparowała z jej ciała.
— Jak tam trening Tańczącej Łapy? — zapytała się wojowniczki krótko i szybko po chwili zdając sobie sprawę z tego co powiedziała. — Prze-prze-przepraszam cho-cho-chodziło mi-mi-mi o-o-o Ja-Ja-Jarzębinową Ła-Ła-Łapę...
Cyprys czuła się okropnie. Miała ochotę zakopać się pod ziemią i nigdy stamtąd nie wychodzić albo jeszcze lepiej! Dać się pożreć lisowi. Albo dać porwać człowiekowi. Byleby klan nie musiał jej oglądać.

<Tańcząca Pieśnio?>

26 kwietnia 2020

Od Cyprysowej Szyszki

Berberysowa Bryza urodziła, aż piątkę kociaków. Cyprysowa Szyszka bardzo cieszyła się z tego powodu. W końcu w przyszłości klan będzie miał piątkę nowych wojowników! Oczywiście o ile kociaki przeżyją cały okres bycia uczniem... Zadrżała myśląc o śmierci. Głupia śmierć. Nie powinna zabierać normalnych kotów z Klanu Klifu. Szybko podeszła do stosu zwierzyny i zabrała z niego mysz. Polowanie było teraz trudne. Mrozy nie opuściły klanów, a śnieżyce zastąpiły ulewy. Jakby tego było mało na ich terenach zaczął pojawiać się człowiek. Szybko zniknęła w żłóbku. Mleczyk, Jarzębinka i Morwa bawili się razem. Ona, jednak nawet się przy nich nie zatrzymała idąc w kierunku calico. Przy jej brzuchu leżało tak jak się spodziewała, pięć malutkich kuleczek futra. Dwie kremowo-białe różniące się tylko rodzajem pręg, jedna liliowa, kolejna liliowo-kremowo i ostatnia bardzo podobna do zastępczyni liliowo-kremowo-biała. Położyła zwierzynę przed łapami karmicielki.
— Dziękuję Cyprysowa Szyszko. — miauknęła Berberysowa Bryza, a wojowniczka opuściła żłóbek nie chcąc zakłócać spokoju.
Usiadła w centrum obozu czując chłód. Było tak zimno... Czemu nie mogło być normalnej Pory Nowych Liści? Ciepłej z wszystkim budzącym się do życia po długiej przerwie? Widząc ciemne chmury zbliżające się do obozu czym prędzej uciekła do ciepłego legowiska wojowników. Położyła się na posłaniu. Czuła się tak okropnie... Miała dość życia podczas, którego nikt nie zwracał na nią uwagi. Co mogła zrobić? Nic. Nic, a nic. Czekać, aż wydarzy się okazja dzięki, której dostanie choć trochę uwagi. Dodatkowo od dłuższego czasu w jej umyśle pojawiała się jedna myśl, co myślał o niej Nocna Puszcza? Czarno-biały kocur był bratem Cyprysowej Szyszki, którego niedawno wygnano z klanu. Czy teraz nienawidził jej jeszcze bardziej? Odrzuciła tą myśl. Przecież i tak jej to obojętne, gdyż nigdy już go nie zobaczy. I dobrze. Nie będzie tęsknić za grożeniem śmiercią cały czas.

07 kwietnia 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Lisiej Gwiazdy

— Nic, lubisz kotki to lubisz kotki. Tyle w temacie, nie zamierzam się o to czepiać, bo po co? Mam tylko nadzieję, że znajdziesz jakąś kotkę, która cię pokocha — po słowach swojego ojca odetchnęła z ulgą.
Czyli Lisia Gwiazda nie przestanie uznawać Cyprysowej Szyszki jako swojej córki! Poczuła potrzebę powiedzenia o jeszcze jednej rzeczy. Otworzyła pysk i za chwilę go zamknęła nie wiedząc jak to powiedzieć. Bała się, że ojciec wygada to komuś. Wtedy musiałaby zakopać się pod ziemię ze wstydu, nie chciała, przecież by nikt o tym wiedział. Ale ojciec i jednocześnie mentor mógł? No pewnie! Polizała się po futrze i pozbyła się resztek łez z pyska. Teraz skupiła się na wcześniejszych słowach syna Konwaliowej Rzeki. Powinna być dumna z blizn. Z blizn, które otrzymała przez jakiś błąd w walce albo siłę przeciwnika nie dostosowaną do jej. Znowu zobaczyła przed oczami martwą kotkę, którą sama zabiła. Wcześniej by się bała. Czy była silna? Czy pokonała własną słabość? Czy w końcu mogła nazywać się wojownikiem, a nie uczniem mianowanym za szybko?
— W-w-wiesz ta-ta-tato... — zaczęła szylkretowa starannie dobierając każde słowo, by dobrze brzmiało.
Wzięła głęboki wdech próbując przekonać się do mówienia.
— Tylko nikomu nie mów. — szybko miauknęła. Wolała powiedzieć to na początku. —C-co ja-ja-jakbym... — tutaj przerwała robiąc przerwę na oddech i próbę uspokojenia drżących łap. — Powiedziała ci, że kogoś lubię, tak bardzo, bardzo lubię?
Lekko się skuliła bojąc się, że rudy kocur może się zdenerwować.
— Tańczącą Pieśń, to o nią mi chodzi,  — dodała jeszcze zamykając oczy i obawiając się tego co wydarzy się dalej.
< Lisia Gwiazdo? >

Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni

Calico idąc za innymi kotami nie myślała o niczym poza powrotem do legowiska, dobrze wiedziała, że został im jeszcze kawałek. Ziewnęła i na chwilę zamknęła oczy zdając sobie sprawę, że teraz sprawdzają nową granicę. Ten stary niebieski lider Klanu Nocy, Deszczowa Gwiazda oddał im te tereny. Teraz uważała go za zupełnie głupiego. Co on miał w swoim klanie partnerkę w żłóbku, że zdaniem Cyprys, aż tak bał się wojny? Co to za przywódca? Wyobraziła sobie siebie walczącą z nim. Krew, dużo krwi. Przed oczami zobaczyła martwe ciało kotki, którą sama zabiła. Nie myślała, że to jest takie łatwe... Zawsze wydawało jej się, że zabójstwo jest okropne, a teraz po tym jak odesłała do Klanu Gwiazdy liliową wydało jej się to łatwe. W końcu nie musiała stawać na jej drodze, prawda? Poza tym to, aż tak się liczyło, bo to była walka! Na dobre obudził ją dopiero głos byłej samotniczki.
— Słyszałaś? — zwróciła się wojowniczka do Cyprysowej Szyszki.
Szylkretka próbowała domyślić się o co jej chodzi, odpowiedź "tak" po chwili myślenia wydała się jej idealna.
— Tak. — odpowiedziała Tańczącej Pieśni tak jak pomyślała.
Zielonooka przystanęła nasłuchując. Czarna szylkretka przypatrywała się jej, jak dobrze, że Tańcząca Pieśń nie mogła tego zauważyć! Potem ruszyły do przodu.
— Jak myślisz co to mogło być? — zadała pytanie córce Lisiej Gwiazdy.
Cyprysowa Szyszka wzruszyła ramionami potem zdając sobie sprawę, że ona i tak tego nie zobaczy!
— Nie wiem. — odpowiedziała próbując się nie jąkać, wyszło jej, udało się!
Teraz usłyszała głośniejszy dźwięk. Może to jakaś zwierzyna? A może wojownik? Próbowała wywęszyć jakiś zapach, ale wszystko inne przykryła woń Klanu Nocy, po pierwsze byli przy nowej granicy, po drugie ten teren jeszcze niedawno należał do nich. Może to oto chodziło Tańczącej?
< Tańcząca Pieśnio? Przepraszam, że takie krótkie >

30 marca 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Gruszki (Gruszkowej Łapy)

 przed oddaniem kociąt Klanu Nocy, krótko po wojnie.
— Pasuje do ciebie. – mruknęła najbardziej łagodnym tonem na jaki było ją stać wojowniczka. – Ja jestem Cyprysowa Szyszka.
Czekoladowy kociak zamknął oczy i nie zareagował. Wyglądał, jakby zamienił się w kamienny posąg. Czarna szylkretka spojrzała na kociaka. Nazywał się Gruszka. Tyle póki co o nim wiedziała, no wiedziała jeszcze, że dawniej był kociakiem w Klanie Nocy. Może powinna się dowiedzieć jeszcze czegoś? A może przynieść mu zwierzynę? Nie wiedziała co powinna zrobić z kilku księżycowym kociakiem! Wpadła na dość dobry jej zdaniem pomysł! Najpierw opowie mu jakąś opowieść, a potem pocieszy go! Tak!
— Chcesz posłuchać opowieści? — zapytała się kociaka i nie czekając na odpowiedź zaczęła wymyślać co może się zdarzyć. — Dawno, dawno temu, jeszcze na starych terenach klanów bo jak pewnie wiesz wszystkie klany przeżyły nie tak dawno wędrówkę. Eee... — skończyła nagle calico zapominając co miała powiedzieć.
Polizała się po futerku i spojrzała jeszcze raz na swoją poranioną nogę, miała przynajmniej szczęście, bo po ranach nie zostanie jej blizna.
— Więc na tych terenach żyła dwójka... Nie. Trójka kotów. Nie byli oni rodziną tylko przyjaciółmi, którzy razem uciekli od dwunogów, tych przerażających istot chodzących na dwóch nogach. Nazywali się Róża, Stokrotka i Wrzos. Przeżywali razem niesamowite przygody! Raz na przykład Róża i Stokrotka oddaliły się od ich legowisk wpadając w środek bitwy między dwoma klanami. — powiedziała brązowooka wymyślając dalszy ciąg historii. — Bitwy między Klanem Klifu, a Klanem Nocy! Dwie kotki znalazły ranne koty i opatrzyły je. Niestety jeden z bardzo złych wojowników- — Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego co ona wyprawia! Mówiła właśnie kociakowi o bitwie między dwoma klanami! Kociakowi, który został zabrany właśnie podczas wojny.
Jeszcze raz polizała się po półdługim futrze.
— Zapomnij o tym. — mruknęła patrząc się na Gruszkę.

< Gruszko? >

28 marca 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni

— Cyprys? O co chodzi? Coś się stało? — zapytała się czarno-biała wojowniczki. Vanka przesunęła się bliżej Cyprysowej Szyszki i nawet posłała jej uśmiech.
Serce szylkretowej przyśpieszyło. Bała się, tak strasznie się bała, że teraz zepsuła wszystko. Czy przez płacz mogła wszystko zepsuć? W ciągu uderzenia serca spróbowała przypomnieć sobie wszystkie opowieści, które kiedykolwiek usłyszała. Czy w którejkolwiek było powiedziane, że jeśli jeden kot się popłacze to drugi nie będzie go lubić? Na szczęście nie mogła sobie przypomnieć, by ktokolwiek kiedyś jej coś takiego opowiadał.
— Wyglądam okropnie przez te rany. — wymamrotała kotka patrząc się na swoje łapy.
***
Czarna szylkretka opuściła legowisko medyka znowu śpiąc w swoim posłaniu, które wydawało jej się teraz obce. Jej klan i Klan Nocy wymienili się porwanymi kociakami przez co Szczurek, Bagno, Plusk i Paprotka wróciły do miejsca, w którym przyszły na świat. Na dodatek trójkę kociąt urodziła też Borówkowy Nos. Cyprys przychodziła do żłóbka zbyt często. Tego wieczoru była na polowaniu. Nie upolowała zbyt wiele przez co wciąż była na siebie zła. Zaraz po polowaniu udała się do legowiska wojowników. Zamknęła oczy próbując zasnąć. Minęło trochę czasu, a sen dalej nie nadszedł zmuszając brązowooką na słuchanie kroków coraz to nowych wojowników przychodzących do swojego legowiska. Wkrótce nastała cisza, podczas której słyszała tylko powolne oddechy. Nie minęło dużo czasu, a i Cyprysowa Szyszka zasnęła wcześniej rozmyślając o tym kto zostanie mentorem czwórki kociąt zmarłej podczas ostatniej wojny Płaczącej.
***
Ten poranek nie należał do udanych. Córka Lisiej Gwiazdy zamiast obudzić się sama i do tego wyspana została obudzona przez kogoś. Tym kimś był Niebiański Lot, wysoki, dobrze zbudowany, cynamonowo-biały kocur z niebieskimi oczami. Calico otworzyła oczy i zaraz zdała sobie sprawę z powodu tej pobudki. Poranny patrol, o którym zupełnie zapomniała! Szybko poderwała się na łapy i wybiegła z legowiska patrząc się tylko na trójkę kotów stojących przed wyjściem z obozu. Jednym z nich był kocur, który wcześniej ją obudził, kolejnym czekoladowy pręgowany klasycznie młody kocurek, który niedawno otrzymał imię wojownika, a ku radości Cyprys, ostatnim kotem była Tańcząca Pieśń. 

<Tańcząca?>

15 marca 2020

Od Cyprysowej Szyszki CD. Śpiewającej Łapy (Śpiewającego Wiesiołka)

akcja ponownie dzieje się przed wojną
Właśnie, czemu uciekłaś? — zapytała się jej niebiesko-biała wojowniczka lekko się uśmiechając. 
Cyprysowej Szyszce serce zabiło szybciej. Co miała odpowiedzieć? Z resztą czy ona sama wiedziała? Dobre pytanie. W sumie to szylkretka doszła do wniosku, że pierwsze to ona musi się dowiedzieć. To mogło być trudne. Postanowiła pójść najłatwiejszą drogą.
— N-n-nie w-wie-wiem. — odpowiedziała nie patrząc się kotom z Klanu Burzy w oczy. 
Nie ufała im. Wojownicy się tak nie zachowali. Prawdziwi wojownicy mieli bronić terenu, a nie uśmiechać się do kota, który był tak blisko ich granic. Najgorszy i tak był styl wypowiedzi tego rudego kocura, który przedstawił się jako Śpiewająca Łapa. 
— Niech będzie. — miauknął brat Sikorczej Łapy. — Niech panna się nie wstydzi przed nami. 
Cyprys spojrzała na niego zdziwiona. Nie wstydziła się!
— Nie wstydzę się. — mruknęła. — A teraz wracam do obozu, jeszcze ktoś się zmartwi, że tak długo nie wracam.
Pożegnała się z Chabrową Bryzą i Śpiewającą Łapą kierując się do obozu Klanu Klifu. Już wkrótce się w nim znalazła, a zaraz po wejściu zabrała ze stosu zwierzyny drobną myszkę, którą nie najadłby się nawet kociak. Odeszła na bok starając się ignorować okropne zimno i zaczęła jeść swój obiad. Zaraz po tym jak po zwierzątku zostały tylko kości wbiegła do legowiska wojowników kładąc się na swoim ciepłym posłaniu. Powinna jeszcze pójść na polowanie, ale nie miała siły. Najwyżej pójdzie później, a teraz się zdrzemnie.

09 marca 2020

Od Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki) CD. Tańczącej Pieśni

— Twoja kolej — wymruczała w stronę Cyprys posyłając jej uśmiech.
Teraz serce calico, jakby chciało wyskoczyć z jej piersi i wrócić do obozu Klanu Klifu. W sumie to i ona tego chciała. Na pewno, jakby koty mogły się rumienić to ona byłaby cała zarumieniona, ma szczęście, że nie może. Uśmiech Tańczącej Pieśni w jej stronę sprawił, że świat w oczach Cyprys na chwilę przybrał pozytywne tylko po to, by po chwili zaczęła słyszeć wyzwiska od samej siebie skierowane w jej stronę. Nienawidziła tego.
— T-ta-tak j-je-jest. — odpowiedziała jąkając w stronę vanki uśmiechając się szeroko.
Bolał ją tylko fakt, że nigdy zielonooka nie odwzajemni jej miłości. Ta myśl leżała, gdzieś z tyłu głowy, ale Cyprysowa Łapa starała się ją odgonić. Wkrótce wytropiła ptaka i spróbowała go upolować. Niestety skradając się do niego nadepnęła na cierń. Wrzasnęła z bólu czując się, jakby ktoś rozdrapał jej skórę. Bolało i piekło tak bardzo, że rozpłakała się z bólu. Super Cyprys. Rozpłacz się przed kotem, w którym się zakochałaś! Genialny pomysł. Potem była tylko wizyta u Porannej Łapy, nakładanie ziół na ranę.
***
Cyprys zdążyła zostać wojownikiem i przeżyć wojnę, minęło troszeczkę czasu od krwawego zdarzenia. Aktualnie wyglądała okropnie. Od czasu, kiedy zobaczyła swoje odbicie wiedziała, że będzie sama. Rozpłakała się w momencie, gdy Tańcząca się obudziła. Musiała słyszeć jej szloch. Teraz rozpłakała się jeszcze głośniej. Bolało. Po pierwsze, wyglądała jak koszmar, poraniona z głębokimi ranami i urwanym kawałkiem ucha, a po drugie, a no tak, nie ma drugiego powodu. Tu o wygląd się rozchodzi.
< Tańcząca Pieśnio? Krótkie to strasznie >

Od Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki) CD. Śpiewającej Łapy

 akcja dzieje się przed wojną
— Droga panno miła, uraczysz nas informacją kim ty jesteś? — Zapytał burmski, uśmiechając się. Cofnął się kilka kroków, aby stać na równi z Chabrową Bryzą. Teraz wbił wzrok w kotkę. 
Cyprysowa Łapa czuła się źle. Nie lubiła być obserwowana, a tym bardziej nie lubiła tego sposobu wypowiedzi. Coraz bardziej miała ochotę uciec do obozu swojego klanu. Jak ten kocur ją denerwował! 
— Nazywam się Cyprysowa Łapa. — miauknęła. — Należę do Klanu Klifu i jestem uczennicą Lisiej Gwiazdy. — dopiero potem zdała sobie sprawę co powiedziała. Było już za późno. Szybko uciekła do obozu. Miała nadzieję, że te koty jej nie zaatakują! Tym razem się udało.
***
Spacerowała po granicy już jako Cyprysowa Szyszka. Teraz miała nowy cel, wytrenowanie ucznia. Musiało się jej udać. Wybrała tę drogę, drogę wojowniczki. Osiągnie coś więcej. Zapisze się w kartach historii. Zrobi wszystko, by to osiągnąć. W s z y s t k o.  Nie mogła zostać zapomniana. O nie, nie. To byłoby okropne! Tak odejść zapomniana. Miała nadzieję, że nie spotka nikogo z Klanu Burzy. Naprawdę miała taką nadzieję. No coś nie wyszło, bo za chwilę poczuła woń kota. Kota z Klanu Burzy. Warknęła cicho. Wtedy zauważyła znajome futro. Modliła się, by to był jakiś brat bliźniak ucznia, ale nie. To był on. Upewniła się wtedy, gdy zobaczyła wojowniczkę.
— Nie zaatakujecie mnie, prawda? — zapytała się będąc gotowa do ucieczki. Po jej ostatnich słowach nie wiedziała czego się spodziewać.
< Śpiewająca Łapo? >

Od Cyprysowej Szyszki CD. Gruszki

Wojna. Jak miała się nie bać, gdy należało to do jej największych koszmarów? Koszmarów, które widziała przed oczami zasypiając każdego dnia? Wciąż pamiętała to okropne bicie serca, gdy Lisia Gwiazda wymówił jej imię, z jej rodziny na wojnę nie zostali wybrani tylko Żmijowa Łapa i Nocona Łapa. Na szczęście. Wystarczył jej strach o rodzinę, która na tę wojnę wyruszała. Teraz było już po wojnie. Zabiła kota i w sumie to była z tego nawet zadowolona. To wcale nie było tak straszne jak się jej wydawało. Tym bardziej, że kot ten dziwnie pachniał ziołami i zadawał słabe ciosy. Cyprysowa Szyszka nie pomyślała, że jest to medyczka albo jej asystentka. Udowodniła tym ojcu, że się nadaje. Udowodniła, że jest silna i potrafi zrobić komuś krzywdę. Teraz nie mogła polować ani patrolować z powodu ran, które odniosła w czasie ataku. Na początku bardzo piekło i bolało, teraz niespecjalnie, choć wciąż czasem budziła się w nocy z powodu bólu. Po niektórych mogły zostać jej blizny. Na pewno jej to nie cieszyło. Oszpecona na całe życie. Na prawdę wystarczył jej ten okropny ślad na uchu. Oni porwali kociaki Klanu Nocy, a Klan Nocy ich. Ofiarami zostały kociaki Płaczącej porwane do obozu, nie wiedziała kiedy wrócą, a miała taka nadzieję na zostanie mentorem jednego z nich... No cóż, pewnie i tak była jeszcze za młoda, może uda jej się zostać kiedyś czyimś mentorem, gdy już będzie w odpowiednim wieku. Matka uprowadzonych kociąt odniosła zbyt wielkie rany przez co odeszła. Zmarł jeszcze Kozia Nóżka, Orzechowa Łupina, Martwy Cień i Żurawinowe Bagno. Żaden z tych kotów nie był jej bliski. Na szczęście. Nie wytrzymałaby straty kogoś z rodziny lub przyjaciół. Tego dnia opuściła legowisko medyków w celu krótkiego spaceru do żłóbka. Mogła zobaczyć kociaki, które zostały porwane. Podczas drogi strasznie bolała ją prawa tylna łapa, na którą kulała. Po wejściu do kociarni w oczy rzuciła jej się smukła, niebieska kotka z ciemniejszym pasem na grzbiecie i pręgami na głowie, łapach i ogonie. Spokojnie spała. Obok drzemał też niebiesko-biały pręgowany kocurek i czarno-biały kocur. Tylko jedno z kociąt nie spało. Och jakie ono miało piękne umaszczenie! Czekoladowe z bielą, przejaśnieniami i tym samym co miała wspomniana wcześniej kotka. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w jakiś punkt widoczny tylko dla niego.
— Hej. — przywitała się z kociakiem. Próbowała nawiązać z nim jakiś kontakt i może je wesprzeć. Co jak co, ale tak malutki kociak nie wywołał tej wojny. — Jak się nazywasz mały wojowniku?
< Gruszko? >

07 marca 2020

Od Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki) CD. Śpiewającej Łapy

— Spokojnie droga moja, jeśli chcesz iść, twoja wola. — Mruknął ten dziwny rudy kocur przyjemnym tonem głosu. — Wolimy jednak aby szanowna dama została na krótką przyjemną konwersacje, co ty na to? — Miauknął, zachęcająco machając ogonem, Cyprys lekko się bała. 
— Cześććć! — Miauknęła po chwili głośno starsza wojowniczka z nutą radości w głosie.
Czyli Cyprysowa Łapa trafiła na nieostrożną wojowniczkę i młodego terminatora. Świetnie. Westchnęła. Czy nie mogła teraz uciec do obozu Klanu Klifu? Przecież wkrótce miała być wojowniczką! Nie mogła uciekać przed każdym napotkanym kotem! To było niemożliwe! Teraz mogła dokładniej przyjrzeć się kotom. Młodszy nie wyglądał dobrze, miał budowę nieprzystosowaną do walki ani polowania, tak jakby miał korzenie pieszczocha, długie futro miał podkręcane, żółte oczy wyglądały mądrze, jak u dorosłego wojownika, a nie jeszcze kociaka, co było widoczne po budowie ciała. Tamta druga była wysoka i chuda, a jej sierść przypominało szare niego z śnieżnobiałymi chmurkami. Koty sprawiały raczej pozytywne wrażenie. Nie wyglądały na wrogo nastawione, a jednak pod krótkim futrem kotki widoczne były mięśnie, z którymi Cyprys wolała się bliżej nie spotkać. Może ona też kiedyś będzie takie miała? Właściwie to kotka nie potrafiła pomyśleć, że mięśnie, które ona zdobyła podczas ciężkiego treningu ze swoim ojcem ukryte są pod długim futrem, och ta Cyprysowa Łapa...
— Kim jesteście? Wojownikami z Klanu Burzy? Samotnikami? Wygnańcami? A może uczniami? — zapytała się dwóch kotów próbując się upewnić. — O. Jak macie na imię?
< Śpiewająca Łapo? >