Jej ojciec umarł.
To była pierwsza śmierć, którą tak przeżyła Cyprysowa Szyszka. Ojciec był dla niej tak bliski, jak
Żmijowy Płacz, zmarła siostra, ale śmierci te różniło kilka rzeczy. Po
pierwsze ze Żmijowym Płaczem przynajmniej mogła się godnie pożegnać, a
po drugie ojciec mimo wszystko był jej bliższy...
Lisia Gwiazda nie żył.
Dwa pierwsze wschody słońca calico
prawie całe przepłakała i nawet nie skupiała się na słowach swojej
córki. Właściwie to nawet do niej nie dotarły. Przez cały ten czas nic
nie wypiła ani nie zjadła, a zdała sobie z tego sprawę dopiero, gdyż już
się uspokoiła. Wszystko ją bolało od braku snu.
Jej mentor teraz leżał głęboko pod ziemią.
Calico
bardzo żałowała, że nie mogła po prostu wtulić się w futro Tańczącej
Pieśni. Może poczułaby się chociaż trochę lepiej. Przez głupią
kwarantannę, jednak nie mogła opuszczać żłóbka. Nie mogła uwolnić się
teraz z miejsca, w którym nigdy nie chciała być. Nie mogła zobaczyć się z
bratem albo vanką.
Bardzo za nimi tęskniła. Bardzo, bardzo. Czasami przyłapywała się na
żałowaniu, że Wschód nie umarła przy porodzie, bo wtedy byłaby przy
śmierci ojca i mogłaby teraz być przy Tańczącej.
Kocur, którego uważała za ideał przez większą część swojego życia odszedł na zawsze.
Cyprysowa Szyszka chciałaby myśleć, że odszedł do Klanu Gwiazdy i jest tam szczęśliwy. Wiedziała, że jeśli życie po śmierci istnieje to Lisia Gwiazda znajduje się w Miejscu,
Gdzie Brak Gwiazd. Pewnie kisi się tam razem z jej zmarłym bratem i
zmarłą matką. Czasami żałowała, że w ogóle wierzyła w te żałosne klany.
Nie mogła ich zobaczyć, nie mogła porozmawiać z ojcem czy innym zmarłym
członkiem rodziny.
Może po prostu przepadli na zawsze?
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
09 listopada 2020
Od Cyprysowej Szyszki
18 października 2020
Od Cyprysowej Szyszki
przed epidemią w Klanie Klifu
Cyprysowa Szyszka spojrzała na swój wielki brzuch, który z dnia na dzień przestawał sprawiać, że w jej oczach zaraz pojawiały się łzy. Zaczęła się przyzwyczajać do jego widoku. Wiedziała, że zbliża się poród, którego zawsze tak się bała. Ale musiała go przeżyć, wychować kociaki i wrócić do swojego spokojnego życia. Musiała. Nie mogła stracić życia przy porodzie kociaków, których nigdy nie chciało. Bardzo tęskniła już za polowaniami, patrolami, spokojnymi rozmowami z Tańcząca Pieśnią czy nocami, podczas których nie budziła się co chwilę z koszmarów spowodowanych tym jak bardzo bała się tego co w każdej chwili mogło nastąpić. Westchnęła, gdzieś tam z tyłu głowy zdając sobie sprawę z tego, że mogłaby teraz nie zamartwiać się tym wszystkim. Najwyraźniej, jednak życie miało dla niej inną ścieżkę, ale sama Cyprysowa Szyszka wierzyła, że w końcu powoli, malutkimi krokami zbliża się do szczęścia. Po prostu musiała iść na około, by się do niego dostać, ale przetrwa to. Była silna.Z porodu pamiętała tylko olbrzymi ból i słowa Sokolego Skrzydła. Urodziła trójkę kociaków, z czego dwa odeszły zaraz po ciężkim porodzie. Cyprysowa Szyszka była, wtedy zbyt wymęczona, by płakać i wrzeszczeć, ale znalazła w sobie, jednak dość siły, by nazwać swoje zmarłe dzieci. Otrzymały imiona po tym co pierwsze przyszło jej do głowy, Krzak i Liść. Jej trzecie dziecko, któremu w porównaniu do jego rodzeństwa udało się przeżyć poród było bardzo podobne do niej, a jednak pierwszym skojarzeniem karmicielki, gdy spojrzała na swoją córkę była Wschodząca Fala. Tak więc jej ostatni kociak nazywał się Wschód. A po nadaniu imion calico zasnęła, czując, wtedy chyba największe zmęczenie w swoim życiu.
09 września 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Szczawiowego Liścia
— Wszystko okej, Cyprysowa Szyszko? — spytał syn Berberysowej Bryzy i Żywicznej Mordki.
Czarna szylkretka
prawdopodobnie w normalnej sytuacji po prostu, by odeszła albo
odpowiedziała, ale teraz była zbyt załamana i zmęczona, by wykonać coś
tak wymagającego.
— Nic nie jest okej. — wymamrotała dusząc się własnymi łzami. — Nic, a nic.
Szczawiowy
Liść spojrzał na nią, jakby ze współczuciem, ale pewnie to tylko
Cyprysowej Szyszce się wydawało. Sama Cyprys wytarła sobie łzy lecące z
jej brązowych oczu łapką po raz kolejny, nie chciała pokazywać jak
płacze. Nie chciała pokazywać słabości. Tak jak mówił kiedyś jakiś kot,
każdą słabość można wykorzystać przeciwko komuś.
— A co się stało? — zapytał się jej wojownik, jakby nie za bardzo wiedząc co zrobić.
Córka
Lisiej Gwiazdy zaczęła tylko bardziej płakać, ale po chwili prawie
całkowicie się uspokoiła. Popatrzyła się na liliowego i wskazała na swój
większy niż zwykle brzuch ogonem.
— Nie widzisz tego? — zapytała się go. — Tych kociaków? Nigdy nie chciałam dzieci, a na pewno nie biologicznych.
Nie chcę rodzić. Nie chce odpowiedzialności. Nie chcę bólu, cierpienia,
krwi, może nawet ich śmierci z moim szczęściem. Chce po prostu spokoju i
miłości. Miłości, której nie zaznam przez te kociaki!
Cyprysowa
Szyszka nawet nie wiedziała czemu żaliła się obcemu jej kotu, z którym
nie łączyła ją żadna znajomość. Po prostu miała taką potrzebę i tyle.
<Szczawiowy Liściu?>
06 września 2020
Od Cyprysowej Szyszki
Ostatni czas spędziła w okropnym strachu obawiając się najgorszego.
W jej głowie coraz częściej pojawiała się myśl pójścia do medyka w celu
zbadanie czy na pewno jest w ciąży. Nie dopuszczała tego, jednak do
siebie. Co prawda czasami słyszała od niektórych kotów, że chyba jej się
przytyło i sama to widziała, ale to nic nie znaczyło! Prawda? Jadła dwa
razy więcej niż zwykle, szybciej się męczyła, często było jej niedobrze
i ogólnie czuła się gorzej, ale może to po prostu ze stresu. No, a
przynajmniej tak próbowała to sobie tłumaczyć szylkretowa. Pewnego
deszczowego dnia stwierdziła, że nie może żyć dłużej w niepewności i że
wybierze się do medyka, Sokolego Skrzydła. Przekroczyła więc próg
legowiska medyka.
— Witaj Sokole Skrzydło. — zaczęła szylkretka podchodząc do niebieskiego kocura.
— Co cię do mnie sprowadza? — zapytał się kocur wlepiając w nią swoje wiecznie radosne pomarańczowe oczy.
Cyprysowa Szyszka wbiła pazury w ziemię.
— Trochę przytyłam. — wymamrotała cicho. — Męczę się szybciej, jem dużo więcej, jest mi niedobrze. Boję się, że to- — urwała kotka nie wiedząc co teraz powiedzieć. — Jakaś choroba.
Pręgowany kocur pokiwał głową.
— Mam pewne podejrzenia, połóż się, zbadam twój brzuch i zobaczymy czy okażą się słuszne.
Córka Lisiej Gwiazdy zrobiła to czego zażądał od niej medyk.
Po części dlatego, że nie wypadało się teraz odwrócić i odejść, a po
części, dlatego, że nie wytrzymałaby kolejnych wschodów księżyca w
niewiedzy czy aby na pewno nie zostanie w najbliższym czasie matką.
Sokole Skrzydło przez chwilę badał jeszcze brzuch kocicy, a później
przeniósł swoje spojrzenie na nią i otworzył pysk.
— Będziesz matką Cyprysowa Szyszko! — oznajmił dosyć głośno.
Trzykolorowa
pokręciła głową. Nie. Nie. Nie. To nie mogła być prawda. Nie mogła być w
ciąży. Nie mogła oczekiwać kociaków. N i e mogła być matką! Nie
nadawała się do tego!
— Je-je-jesteś te-te-tego pe-pe-pewiem?
Kocur ponownie kiwnął głową.
— Powinnaś przenieść się do żłóbka. — powiedział jeszcze, a Cyprysowa Szyszka tylko pokiwała głową opuszczając legowisko najszybciej jak potrafiła.
Potrzebowała
przemyśleć to wszystko jeszcze raz, z dala od obozu. W taki oto sposób
opuściła obóz, prawdopodobnie po raz ostatni tej pory opadających liści. Usiadła
w pierwszym lepszym miejscu i zaczęła myśleć.
Nie chciała tych kociaków. Nie chciała rodzić. Nie chciała siedzieć w żłóbku kilka księżyców! To do niej nie pasowało!
A poza tym teraz szansę na bycie z Tańczącą Pieśnią zmalały do zera...
Pierwsze łzy opuściły jej brązowe oczy.
Zamyśliła się tak bardzo, że nie słyszała jak ktoś podchodzi i siada obok niej.
<Jeśli ktoś chce to może odpisać>
28 sierpnia 2020
Od Cyprysowej Szyszki
Życie Cyprysowej Szyszki było raczej spokojne. Tylko niewystarczające dla samej Cyprysowej Szyszki, czuła na sobie swoją własną presję. Wciąż oczekiwała od samej siebie, że odkocha się w Tańczącej Pieśni i znajdzie sobie kocura swojego życia. Mimo, że pogodziła się ze swoją orientacją ostatnio zaczęła to coraz bardziej rozwlekać i denerwować się na siebie. I w sumie to potrzebowała bliskości. Przytulenia, ciepłego słówka i polizania za uchem. Tak bardzo tego potrzebowała, że miała już gdzieś czy to będzie kotka, czy kocur. Wiadomo kocura nie mogła pokochać, kotki właściwie też, bo wciąż kochała vankę i to uczucie ani trochę się nie wypalało mimo upływu czasu, ale po prostu spędzenie z kimś chwili kusiło ją tak bardzo, że pewnego wieczoru wyruszyła na granicę. Początkowo tylko się przejść. Przeszła się więc i spotkała pewnego kocura. Chyba samotnika albo pieszczocha, który najwyraźniej potrzebował tego samego co ona. Miał czarno-srebrne krótkie futro z białymi łatami, poszarpane uszy, zielone oczy i przedstawił się jej jako Wrzos. Tyle zapamiętała. Totalnie nic więcej, jakby była w jakimś transie. Wiedziała, że ona, ta Cyprysowa Szyszka nigdy by tego nie zrobiła, bo nie dawała emocjom rządzić nad sobą. No, ale najwyraźniej tym razem emocje wygrały. Spędzili jedną noc. Jedną, krótką noc, której calico wcale nie pamiętała. Noc, po której czuła wyrzuty sumienia. Nie chodziła nawet o to, że mogła być w ciąży, bo o tym nawet nie myślała tylko o to, że zawiodła Tańcząca Pieśń. W swoich własnych myślach oczywiście, bo vanka o niczym nie wiedziała. Trzykolorowa kotka nie mogła spać po tym zdarzeniu dwie noce myśląc tylko o tym jaką głupotę zrobiła. No cóż. Musiała żyć normalnie. Nikt nie mógł zobaczyć, że coś się stało. Tak więc starała się powrócić do normalnego życia. A dopiero pięć nocy po pierwszym i ostatnim spotkaniu z Wrzosem zdała sobie sprawę, że może być w ciąży. Od tamtego czasu kilka razy dziennie modliła się do Klanu Gwiazdy, żeby nie wylądowała w kociarni z niechcianymi kociakami.
18 sierpnia 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni
— Ee, wybacz — burknęła Tańcząca Pieśń w stronę szylkretki.
Cyprysowa Szyszka tylko kiwnęła głową lekko uśmiechnięta. Jak dobrze, że vanka nie mogła tego zobaczyć!
— Nic się nie stało, spokojnie — powiedziała lekko trzykolorowa kotka.
Szły dalej w spokojnym, równym tempie. W końcu doszły do miejsca, w którym miały rozpocząć polowanie. Córka Lisiej Gwiazdy mocno się zestresowała, że akurat tym razem jej nie wyjdzie. Serce biło jej wyjątkowo szybko, gdy próbowała wywąchać zwierzynę. Wyczuła mysz. W końcu coś! Za chwilę zlokalizowała ją wzrokiem. Przypadła do pozycji łowieckiej na chwilę zapominając o Tańczącej Pieśni i wszystkich problemach. Powoli skradała się do małego zwierzątka. Cyprysową Szyszkę aktualnie obchodziło tylko to czy nie wyjdzie na słabą wojowniczkę, gdyby na przykład potknęła się przed zwierzątkiem. Wybiła się i chwyciła mysz łapami.
Udało się! Uśmiechnęła się szeroko.
Calico szybko skręciła myszy kark, a później zakopała ją. Jeszcze po nią wróci, ale to za chwilę. W kilka uderzeń serca wróciła do Tańczącej.
— Upolowałaś coś? — zapytała czarno-białą Cyprysowa Szyszka, wstyd było jej przyznać, ale nie interesowała się tym co robiła zielonooka, gdy ona polowała.
Wojowniczka Klanu Klifu kiwnęła głową na pytanie swojej młodszej przyjaciółki. Kocice porozmawiały jeszcze chwile, a później ruszyły na kolejne miejsce, w którym miały polować.
— Lu-lu-lubisz ko-ko-kogoś? — zapytała Tańczącą Pieśń, zanim zdała sobie sprawę z tego co właśnie się stało. No cóż, teraz było już za późno by się wycofać, a czasu nie dało się cofnąć. — Wie-wie-wiesz ta-ta-tak ba-ba-bardziej.
Serce Cyprysowej Szyszki biło nienaturalnie mocno. Znowu to samo. Czemu ona musi być tak głupia? Czemu zawsze musi wszystko psuć?
< Tańcząca? >
28 lipca 2020
Od Cyprysowej Szyszki
27 lipca 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni
Od zawsze śniły Cyprysowej Szyszce śnił się koszmary, zwykle związane z posiadaniem kociąt przez nią. Teraz koszmary o porodzie i opieką nad kociętami zamieniały się w koszmary o śmierci bliskich jej kotów. Zawsze budziła się, wtedy z drżącymi łapami, zjeżonym futrem, szybko bijącym sercem i strachem, że to wkrótce naprawdę może jej się przytrafić naprawdę.
Pewnego poranku jak zwykle opuściła swojego legowisko, a później skierowała się w stronę stosu zwierzyny. Widząc, jednak jak żałośnie mały jest Cyprysowa Szyszka stwierdziła, że wytrzyma bez jedzenia, aż do czasu kiedy pójdzie na polowanie. Calico stwierdziła, że w sumie mogłaby pójść na polowanie razem z Tańczącą Pieśnią. Rozglądnęła się po obozie chcąc odnaleźć czarno-białe futro, ale nigdzie go nie było. Cyprysowa Szyszka przypomniała sobie szybko, że przecież vanka ma jeszcze ucznia! Pewnie była teraz z Jarzębinową Łapą na treningu! Czarno-ruda-biała szybko podjęła decyzję o zaczekaniu na powrót byłej samotniczki i wróciła do bezpiecznego, ciepłego legowiska. Zwinęła się tam w kłębek i zasnęła niezwykle szybko wymęczona po koszmarach, które śniły się jej tej nocy.
26 maja 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Lisiej Gwiazdy
10 maja 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni
— Och, cześć Cyprys — miauknęła vanka w stronę młodszej kotki bardziej miękko niż zwykle.
Cyprys wyczuła tą miękkość w głosie. Teraz miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Miała nadzieję, że nie wygląda źle. Mogła wcześniej ułożyć półdługie futro! Dopiero po chwili takich myśli zdała sobie sprawę, że przecież zielonooka i tak jej nie widzi. Ale ulga!
— Cze-cze-cześć Ta-ta-tańcząca Pie-pie-pieśnio. — wymamrotała cicho pod nosem starając się przezwyciężyć strach, który zawładnął jej drobnym ciałem. — Co-co-co ta-ta-tam?
Czekała na odpowiedź w milczeniu. Na zmianę chowała i wysuwała pazury próbując pozbyć się strachu, który ogarniał ją od środka. Mentorka Jarzębinowej Łapy na pewno słyszała jej serce. Było tak głośno... Czas dłużył się w jej nieskończoność, a gdy Tańcząca Pieśń otworzyła pysk, by coś powiedzieć miała ochotę krzyczeć ze szczęścia.
— Nic ciekawego. — odpowiedziała dalej dość miękko czarno-biała kotka.
Cyprysowa Szyszka miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Ze szczęścia czy z czego? Czarno-rudo-biała kotka tego nie wiedziała. Po prostu. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Chciała rozmawiać na tyle tematów, ale bała się reakcji córki Brzozy. "Jak tam trening Jarzębinowej Łapy?" albo "Znasz swoją rodzinę?"? A może jeszcze inaczej? Nie wiedziała. Nie wiedziała. Czemu nikt jej tego nie tłumaczył kiedyś? Czemu Lisia Gwiazda albo Zachodzący Promyk nigdy jej nie mówili jak rozmawiać z kimś, gdy jesteś w nim zakochany? Przez krótkie uderzenie serca była nawet na nich zła. Bardzo zła. Potem złość ta wyparowała z jej ciała.
— Jak tam trening Tańczącej Łapy? — zapytała się wojowniczki krótko i szybko po chwili zdając sobie sprawę z tego co powiedziała. — Prze-prze-przepraszam cho-cho-chodziło mi-mi-mi o-o-o Ja-Ja-Jarzębinową Ła-Ła-Łapę...
Cyprys czuła się okropnie. Miała ochotę zakopać się pod ziemią i nigdy stamtąd nie wychodzić albo jeszcze lepiej! Dać się pożreć lisowi. Albo dać porwać człowiekowi. Byleby klan nie musiał jej oglądać.
26 kwietnia 2020
Od Cyprysowej Szyszki
— Dziękuję Cyprysowa Szyszko. — miauknęła Berberysowa Bryza, a wojowniczka opuściła żłóbek nie chcąc zakłócać spokoju.
Usiadła w centrum obozu czując chłód. Było tak zimno... Czemu nie mogło być normalnej Pory Nowych Liści? Ciepłej z wszystkim budzącym się do życia po długiej przerwie? Widząc ciemne chmury zbliżające się do obozu czym prędzej uciekła do ciepłego legowiska wojowników. Położyła się na posłaniu. Czuła się tak okropnie... Miała dość życia podczas, którego nikt nie zwracał na nią uwagi. Co mogła zrobić? Nic. Nic, a nic. Czekać, aż wydarzy się okazja dzięki, której dostanie choć trochę uwagi. Dodatkowo od dłuższego czasu w jej umyśle pojawiała się jedna myśl, co myślał o niej Nocna Puszcza? Czarno-biały kocur był bratem Cyprysowej Szyszki, którego niedawno wygnano z klanu. Czy teraz nienawidził jej jeszcze bardziej? Odrzuciła tą myśl. Przecież i tak jej to obojętne, gdyż nigdy już go nie zobaczy. I dobrze. Nie będzie tęsknić za grożeniem śmiercią cały czas.
07 kwietnia 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Lisiej Gwiazdy
Czyli Lisia Gwiazda nie przestanie uznawać Cyprysowej Szyszki jako swojej córki! Poczuła potrzebę powiedzenia o jeszcze jednej rzeczy. Otworzyła pysk i za chwilę go zamknęła nie wiedząc jak to powiedzieć. Bała się, że ojciec wygada to komuś. Wtedy musiałaby zakopać się pod ziemię ze wstydu, nie chciała, przecież by nikt o tym wiedział. Ale ojciec i jednocześnie mentor mógł? No pewnie! Polizała się po futrze i pozbyła się resztek łez z pyska. Teraz skupiła się na wcześniejszych słowach syna Konwaliowej Rzeki. Powinna być dumna z blizn. Z blizn, które otrzymała przez jakiś błąd w walce albo siłę przeciwnika nie dostosowaną do jej. Znowu zobaczyła przed oczami martwą kotkę, którą sama zabiła. Wcześniej by się bała. Czy była silna? Czy pokonała własną słabość? Czy w końcu mogła nazywać się wojownikiem, a nie uczniem mianowanym za szybko?
— W-w-wiesz ta-ta-tato... — zaczęła szylkretowa starannie dobierając każde słowo, by dobrze brzmiało.
Wzięła głęboki wdech próbując przekonać się do mówienia.
— Tylko nikomu nie mów. — szybko miauknęła. Wolała powiedzieć to na początku. —C-co ja-ja-jakbym... — tutaj przerwała robiąc przerwę na oddech i próbę uspokojenia drżących łap. — Powiedziała ci, że kogoś lubię, tak bardzo, bardzo lubię?
Lekko się skuliła bojąc się, że rudy kocur może się zdenerwować.
— Tańczącą Pieśń, to o nią mi chodzi, — dodała jeszcze zamykając oczy i obawiając się tego co wydarzy się dalej.
Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni
— Słyszałaś? — zwróciła się wojowniczka do Cyprysowej Szyszki.
Szylkretka próbowała domyślić się o co jej chodzi, odpowiedź "tak" po chwili myślenia wydała się jej idealna.
— Tak. — odpowiedziała Tańczącej Pieśni tak jak pomyślała.
Zielonooka przystanęła nasłuchując. Czarna szylkretka przypatrywała się jej, jak dobrze, że Tańcząca Pieśń nie mogła tego zauważyć! Potem ruszyły do przodu.
— Jak myślisz co to mogło być? — zadała pytanie córce Lisiej Gwiazdy.
Cyprysowa Szyszka wzruszyła ramionami potem zdając sobie sprawę, że ona i tak tego nie zobaczy!
— Nie wiem. — odpowiedziała próbując się nie jąkać, wyszło jej, udało się!
Teraz usłyszała głośniejszy dźwięk. Może to jakaś zwierzyna? A może wojownik? Próbowała wywęszyć jakiś zapach, ale wszystko inne przykryła woń Klanu Nocy, po pierwsze byli przy nowej granicy, po drugie ten teren jeszcze niedawno należał do nich. Może to oto chodziło Tańczącej?
30 marca 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Gruszki (Gruszkowej Łapy)
Czekoladowy kociak zamknął oczy i nie zareagował. Wyglądał, jakby zamienił się w kamienny posąg. Czarna szylkretka spojrzała na kociaka. Nazywał się Gruszka. Tyle póki co o nim wiedziała, no wiedziała jeszcze, że dawniej był kociakiem w Klanie Nocy. Może powinna się dowiedzieć jeszcze czegoś? A może przynieść mu zwierzynę? Nie wiedziała co powinna zrobić z kilku księżycowym kociakiem! Wpadła na dość dobry jej zdaniem pomysł! Najpierw opowie mu jakąś opowieść, a potem pocieszy go! Tak!
— Chcesz posłuchać opowieści? — zapytała się kociaka i nie czekając na odpowiedź zaczęła wymyślać co może się zdarzyć. — Dawno, dawno temu, jeszcze na starych terenach klanów bo jak pewnie wiesz wszystkie klany przeżyły nie tak dawno wędrówkę. Eee... — skończyła nagle calico zapominając co miała powiedzieć.
Polizała się po futerku i spojrzała jeszcze raz na swoją poranioną nogę, miała przynajmniej szczęście, bo po ranach nie zostanie jej blizna.
— Więc na tych terenach żyła dwójka... Nie. Trójka kotów. Nie byli oni rodziną tylko przyjaciółmi, którzy razem uciekli od dwunogów, tych przerażających istot chodzących na dwóch nogach. Nazywali się Róża, Stokrotka i Wrzos. Przeżywali razem niesamowite przygody! Raz na przykład Róża i Stokrotka oddaliły się od ich legowisk wpadając w środek bitwy między dwoma klanami. — powiedziała brązowooka wymyślając dalszy ciąg historii. — Bitwy między Klanem Klifu, a Klanem Nocy! Dwie kotki znalazły ranne koty i opatrzyły je. Niestety jeden z bardzo złych wojowników- — Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego co ona wyprawia! Mówiła właśnie kociakowi o bitwie między dwoma klanami! Kociakowi, który został zabrany właśnie podczas wojny.
Jeszcze raz polizała się po półdługim futrze.
— Zapomnij o tym. — mruknęła patrząc się na Gruszkę.
28 marca 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Tańczącej Pieśni
Serce szylkretowej przyśpieszyło. Bała się, tak strasznie się bała, że teraz zepsuła wszystko. Czy przez płacz mogła wszystko zepsuć? W ciągu uderzenia serca spróbowała przypomnieć sobie wszystkie opowieści, które kiedykolwiek usłyszała. Czy w którejkolwiek było powiedziane, że jeśli jeden kot się popłacze to drugi nie będzie go lubić? Na szczęście nie mogła sobie przypomnieć, by ktokolwiek kiedyś jej coś takiego opowiadał.
— Wyglądam okropnie przez te rany. — wymamrotała kotka patrząc się na swoje łapy.
15 marca 2020
Od Cyprysowej Szyszki CD. Śpiewającej Łapy (Śpiewającego Wiesiołka)
Nie ufała im. Wojownicy się tak nie zachowali. Prawdziwi wojownicy mieli bronić terenu, a nie uśmiechać się do kota, który był tak blisko ich granic. Najgorszy i tak był styl wypowiedzi tego rudego kocura, który przedstawił się jako Śpiewająca Łapa.
— Niech będzie. — miauknął brat Sikorczej Łapy. — Niech panna się nie wstydzi przed nami.
Cyprys spojrzała na niego zdziwiona. Nie wstydziła się!
— Nie wstydzę się. — mruknęła. — A teraz wracam do obozu, jeszcze ktoś się zmartwi, że tak długo nie wracam.
Pożegnała się z Chabrową Bryzą i Śpiewającą Łapą kierując się do obozu Klanu Klifu. Już wkrótce się w nim znalazła, a zaraz po wejściu zabrała ze stosu zwierzyny drobną myszkę, którą nie najadłby się nawet kociak. Odeszła na bok starając się ignorować okropne zimno i zaczęła jeść swój obiad. Zaraz po tym jak po zwierzątku zostały tylko kości wbiegła do legowiska wojowników kładąc się na swoim ciepłym posłaniu. Powinna jeszcze pójść na polowanie, ale nie miała siły. Najwyżej pójdzie później, a teraz się zdrzemnie.
09 marca 2020
Od Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki) CD. Tańczącej Pieśni
Teraz serce calico, jakby chciało wyskoczyć z jej piersi i wrócić do obozu Klanu Klifu. W sumie to i ona tego chciała. Na pewno, jakby koty mogły się rumienić to ona byłaby cała zarumieniona, ma szczęście, że nie może. Uśmiech Tańczącej Pieśni w jej stronę sprawił, że świat w oczach Cyprys na chwilę przybrał pozytywne tylko po to, by po chwili zaczęła słyszeć wyzwiska od samej siebie skierowane w jej stronę. Nienawidziła tego.
— T-ta-tak j-je-jest. — odpowiedziała jąkając w stronę vanki uśmiechając się szeroko.
Bolał ją tylko fakt, że nigdy zielonooka nie odwzajemni jej miłości. Ta myśl leżała, gdzieś z tyłu głowy, ale Cyprysowa Łapa starała się ją odgonić. Wkrótce wytropiła ptaka i spróbowała go upolować. Niestety skradając się do niego nadepnęła na cierń. Wrzasnęła z bólu czując się, jakby ktoś rozdrapał jej skórę. Bolało i piekło tak bardzo, że rozpłakała się z bólu. Super Cyprys. Rozpłacz się przed kotem, w którym się zakochałaś! Genialny pomysł. Potem była tylko wizyta u Porannej Łapy, nakładanie ziół na ranę.
***
Cyprys zdążyła zostać wojownikiem i przeżyć wojnę, minęło troszeczkę czasu od krwawego zdarzenia. Aktualnie wyglądała okropnie. Od czasu, kiedy zobaczyła swoje odbicie wiedziała, że będzie sama. Rozpłakała się w momencie, gdy Tańcząca się obudziła. Musiała słyszeć jej szloch. Teraz rozpłakała się jeszcze głośniej. Bolało. Po pierwsze, wyglądała jak koszmar, poraniona z głębokimi ranami i urwanym kawałkiem ucha, a po drugie, a no tak, nie ma drugiego powodu. Tu o wygląd się rozchodzi.
Od Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki) CD. Śpiewającej Łapy
— Droga panno miła, uraczysz nas informacją kim ty jesteś? — Zapytał burmski, uśmiechając się. Cofnął się kilka kroków, aby stać na równi z Chabrową Bryzą. Teraz wbił wzrok w kotkę.
Cyprysowa Łapa czuła się źle. Nie lubiła być obserwowana, a tym bardziej nie lubiła tego sposobu wypowiedzi. Coraz bardziej miała ochotę uciec do obozu swojego klanu. Jak ten kocur ją denerwował!
— Nazywam się Cyprysowa Łapa. — miauknęła. — Należę do Klanu Klifu i jestem uczennicą Lisiej Gwiazdy. — dopiero potem zdała sobie sprawę co powiedziała. Było już za późno. Szybko uciekła do obozu. Miała nadzieję, że te koty jej nie zaatakują! Tym razem się udało.
***
Spacerowała po granicy już jako Cyprysowa Szyszka. Teraz miała nowy cel, wytrenowanie ucznia. Musiało się jej udać. Wybrała tę drogę, drogę wojowniczki. Osiągnie coś więcej. Zapisze się w kartach historii. Zrobi wszystko, by to osiągnąć. W s z y s t k o. Nie mogła zostać zapomniana. O nie, nie. To byłoby okropne! Tak odejść zapomniana. Miała nadzieję, że nie spotka nikogo z Klanu Burzy. Naprawdę miała taką nadzieję. No coś nie wyszło, bo za chwilę poczuła woń kota. Kota z Klanu Burzy. Warknęła cicho. Wtedy zauważyła znajome futro. Modliła się, by to był jakiś brat bliźniak ucznia, ale nie. To był on. Upewniła się wtedy, gdy zobaczyła wojowniczkę.
— Nie zaatakujecie mnie, prawda? — zapytała się będąc gotowa do ucieczki. Po jej ostatnich słowach nie wiedziała czego się spodziewać.
Od Cyprysowej Szyszki CD. Gruszki
— Hej. — przywitała się z kociakiem. Próbowała nawiązać z nim jakiś kontakt i może je wesprzeć. Co jak co, ale tak malutki kociak nie wywołał tej wojny. — Jak się nazywasz mały wojowniku?
07 marca 2020
Od Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki) CD. Śpiewającej Łapy
— Cześććć! — Miauknęła po chwili głośno starsza wojowniczka z nutą radości w głosie.
Czyli Cyprysowa Łapa trafiła na nieostrożną wojowniczkę i młodego terminatora. Świetnie. Westchnęła. Czy nie mogła teraz uciec do obozu Klanu Klifu? Przecież wkrótce miała być wojowniczką! Nie mogła uciekać przed każdym napotkanym kotem! To było niemożliwe! Teraz mogła dokładniej przyjrzeć się kotom. Młodszy nie wyglądał dobrze, miał budowę nieprzystosowaną do walki ani polowania, tak jakby miał korzenie pieszczocha, długie futro miał podkręcane, żółte oczy wyglądały mądrze, jak u dorosłego wojownika, a nie jeszcze kociaka, co było widoczne po budowie ciała. Tamta druga była wysoka i chuda, a jej sierść przypominało szare niego z śnieżnobiałymi chmurkami. Koty sprawiały raczej pozytywne wrażenie. Nie wyglądały na wrogo nastawione, a jednak pod krótkim futrem kotki widoczne były mięśnie, z którymi Cyprys wolała się bliżej nie spotkać. Może ona też kiedyś będzie takie miała? Właściwie to kotka nie potrafiła pomyśleć, że mięśnie, które ona zdobyła podczas ciężkiego treningu ze swoim ojcem ukryte są pod długim futrem, och ta Cyprysowa Łapa...
— Kim jesteście? Wojownikami z Klanu Burzy? Samotnikami? Wygnańcami? A może uczniami? — zapytała się dwóch kotów próbując się upewnić. — O. Jak macie na imię?