BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Iglasty Krzew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblowa Gwiazda x Iglasty Krzew. Pokaż wszystkie posty

28 grudnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

 Stał w tłumie, jednym uchem słuchając tego, co mówił Modrzewik. Kocur szybko dał sobie spokój, chyba nie tylko przez fakt, że odpowiadał mu tylko monosylabami. Panująca w obozie atmosfera była tak grobowa, że skutecznie zamknęła burasowi pysk. Nic dziwnego - chodziło o kary.
Widząc Płomienną Łapę wracającą ze spuszczonym łbem na swoje miejsce, poczuł odrobinę satysfakcji. Zastanawiał się, czy w klanie był choć jeden kot, który ją lubił. No, może poza Górskim Szczytem, choć i on miewał swojej córki serdecznie dość. Poszukał kocura wzrokiem. Stał sztywno, z nieodgadnionym wyrazem pyska. Było mu głupio? Popierał decyzję lidera? Sam miał ochotę ukarać kocicę? Nie wiedział. I wolał nie pytać.
Coś wytrąciło go z zamyślenia i minęła chwila, zanim zrozumiał co. W obozie zapanowała absolutna cisza. Głos Iglastej Gwiazdy wybijał się pośród niej, brzmiąc jak nieunikniony gniew.
- Dlatego od tej chwili nie jesteś już członkinią klanu wilka. Opuść naszą ziemię, a jeśli powrócisz, każdy z wojowników ma prawo do zaatakowania ciebie.
Zapadła cisza, którą przeszył tylko jeden dźwięk. Krzyk. Świtająca Maska wrzeszczał, obserwowany przez kilkadziesiąt par oczu, próbując odwrócić wyrok lidera. Bezskutecznie. Iglasta Gwiazda skinął na jego siostrę. Dostrzegł w jej postawie cień satysfakcji i mógł przysiąc, że kocica była zamieszana w to, co się stało. Bura bezceremonialnie popchnęła byłą uczennicę w stronę wyjścia z obozu. Nikt nie zareagował. Nikt nie odwrócił wzroku. Dopiero gdy obie zniknęły za drzewami, w obozie zawrzało. 
Nie słuchał tego, co mówili. Myślami był przy Borsuk. Bardzo nie spodobał mu się uśmiech, który zauważył na jej pysku…
     Nie zauważył, kiedy podszedł do niego Iglasta Gwiazda. 
- Wróblowe Serce, możemy porozmawiać? - z głosu kocura biła troska.
Rzucił liderowi przepraszające spojrzenie, dając do zrozumienia, że jest zajęty rozmową z Modrzewikiem. Już miał go wyminąć, kiedy najlepszy przyjaciel postanowił go zdradzić - miauknął coś w rodzaju “to pogadamy później” i po prostu się ulotnił, zostawiając go na pastwę lidera, który zastąpił zastępcy drogę.
- Proszę cię, widzę, że coś się dzieje. Chcę ci tylko pomóc, martwię się.
Przyjrzał się siwemu pyskowi i dostrzegł wymalowane na nim poczucie winy. To przeważyło.
- Po prostu nie codziennie przybrany brat morduje mi siostrę i jej rodzinę - miauknął gorzko. - I nie co dzień traci się matkę. Powinienem lepiej go pilnować. Ich wszystkich. - Westchnął. - Może i nie mieliśmy ze Skowronek świetnej relacji, ale jest mi trochę ciężko. I tęsknię za Cętką. - wyobraził sobie, że wciąż żyje i musi zajmować się tym, czym się stała. Przeszedł go dreszcz. - Na szczęście mam jeszcze Borsuk. Bardzo wspieramy się nawzajem - miauknął i była to chyba najbardziej szczera rzecz, którą ostatnio powiedział. Co kryło się za jego słowami nie było już takie ważne. - Poradzimy sobie - dodał, starając się, żeby jego uśmiech wyglądał pokrzepiająco a nie sztucznie. - To chyba wszystko. Trochę źle ostatnio sypiam - to było gigantyczne niedopowiedzenie, ale nie miał zamiaru mówić, że co noc widzi śmierć wszystkich bliskich, pokazywaną mu przez zmarłą, psychopatyczną matkę Szczura, Wawrzynka i Kolca. - Po prostu potrzebuję czasu, żeby dojść po tym wszystkim do siebie. To było za wiele nawet jak na mnie - spróbował zażartować. 


<Igło? :P>

28 listopada 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

 Nie było go w tłumie wiwatujących kotów. Nie cieszył się razem ze wszystkimi, pogrążony we własnych myślach. Jasne, że i z jego serca spadł ciężki kamień, zalegający tam od księżyców, a powietrzem pozbawionym charakterystycznego aromatu Burzaków oddychało się dużo lżej, ale kraczące w jego głowie stado czarnych myśli nie chciało opuszczać wygodnego mieszkania. Wciąż miał przed oczami lśniące oczy kruków bezlitośnie szarpiących mięso kogoś, kto jeszcze przed chwilą niemal rządził jego klanem.
Nie potrafił przejść obok tego obojętnie. Nawet jeśli w głębi duszy sam życzył niebieskiemu śmierci.
     Z zamyślenia wyrwał go nagły szum.
- Wróbel!
Bura sylwetka toczyła się przez las, taranując wszystko, co stanęło jej na drodze.
- Tu jesteś - burknęła Borsuczy Krok, strzepując z łapy zaplątaną w futrze gałązkę. - Zostałeś zastępcą.
Spojrzał na nią jak na mysz, która właśnie przemówiła do niego kocim głosem. Po prostu stał, gapiąc się na nią szeroko rozwartymi ślepiami, z głupio rozchyloną mordką.
- No chodźże. Iglasta Gwiazda czeka.
- C… Co? - wydukał inteligentnie.
- Jajco - burknęła, mrużąc ślepia. - Zostałeś zastępcą. Ruszaj się.

Droga do obozu. Mrowie łap i futer, morze zapachów i ciepłych słów. 
Uśmiechnięta mama, spokojniejsza niż zwykle. Zadowolenie na pysku Borsuk. Miękkie futro cioci Miedzi i kłująca szczecina wujka Igły. Jasne oczy Żabki, jasne futro Fasolki, czarne futro, jasne futro, ciemne futro, jasne futro, uśmiechy, słowa, uśmiechy, słowa.
Dopiero kiedy położył się na mchowym posłaniu w legowisku wojowników, zaczęło do niego docierać, co właśnie się stało.
Został zastępcą.
Został zastępcą wujka Igły.
Został zastępcą Klanu Wilka.
Jak tata.
Gdy w końcu zasnął, śnił mu się Wilcze Serce. Uśmiechał się.


<Ktoś chce pogratulować świeżo upieczonemu zastępcy? :3 Wujku Igło, zrobisz mu szkolenie z zastępcowania? xD>

26 października 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

 *dawno, dawno temu*

- Wszystko dobrze, Wróbelku?
Wujek Igła spojrzał na niego z troską, kładąc ogon na jego grzbiecie. 
- Chcesz porozmawiać?
Tak, chciał. Chciał wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje i myśli, które zalęgły się w jego głowie od ataku Stwórcy, ba, od śmierci ojca. Potrzebował tego. Przytulenia, polizania po głowie i zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Że nie musi się martwić, o siebie ani nikogo innego, bo ktoś zawsze o niego zadba. Chciał rozmawiać, śmiać się jak dawniej, nie bacząc na wszystkie złe rzeczy, które wydarzyły się między nim i najbliższymi. Tak bardzo tego potrzebował.
Pokręcił głową i uśmiechnął się.
- Nie, wszystko w porządku. Dzięki, wujku Igło.
Oczy szczypały go od powstrzymywanych łez, ale uśmiech nie opuścił jego pyska, aż bury nie znalazł się poza granicami obozu. Wtedy zapłakał gorzko.

*niedługo po odejściu Chabrowej Bryzy*

I stało się to, czego najbardziej się obawiał. Dokładnie tak jak wtedy, zaczęło się od krzywych spojrzeń i pełnych wściekłości szeptów, by stopniowo zamieniały się w coraz głośniejsze pomruki niezadowolenia, kolejne awantury i odmowy współpracy, aż w końcu… Tak. Nad obozem unosił się złowrogi zapach śmierci.
Trup byłego, samozwańczego zastępcy leżał smętnie na zakrwawionej ziemi, czujnie obserwowany przez podchodzące coraz bliżej ptaki. Nikt nie spieszył się, żeby go pogrzebać, nie był pewien, czy ktokolwiek w ogóle wziął taką możliwość pod uwagę. Zresztą, ciało jeszcze nie zdążyło dobrze ostygnąć.
Naprawdę nie wiedział, co o tym sądzić.
Jeszcze chwilę temu i on był częścią wściekłego tłumu, gotowego rozszarpać Hiacyntową Cętkę na strzępy. Teraz, kiedy emocje opadły, w jego piersi coraz mocniej odzywało się palące uczucie, każące mu zwinąć się w kłębek w kącie legowiska i ukryć łeb w łapach. 
Przecież na własnej skórze doświadczył, co to znaczy być znienawidzonym przez cały klan. Czyżby tak szybko o tym zapomniał? Tak łatwo dał się ponieść wściekłości, krzywdząc w dokładnie taki sposób, za jaki nienawidził innych? Tak szybko zapomniał… o swoim ojcu?
Zacisnął powieki. W przeciwieństwie do Wilczego Serca, Hiacynt zasłużył na to, co go spotkało. Sierść na jego karku zjeżyła się na wspomnienie chwili, w której odkrył prawdę na temat śmierci swojego ucznia. Tamten bezczelny uśmiech niebieskiego… Jego bezsilna wściekłość w obliczu jawnie drwiącego z niego kocura. A to, co działo się po opuszczeniu obozu przez resztę Burzaków… Z jego gardła wydobyło się głuche warknięcie.
Mimo wszystko… Jak bardzo nie próbowałby wytłumaczyć sobie, że nie stało się nic złego, a były zastępca sam zgotował sobie ten los, coś w nim buntowało się i kłuło ostrym wyrzutem sumienia. W głębi serca wiedział, że nic nie może uzasadnić morderstwa. Nieważne, kim byłaby ofiara.


<Igło? Przepraszam za gniota, chciałam już uśmiercić Hiacynta :’) Opiszesz jak to się stało?>

06 września 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

*po poprzednim zgromadzeniu, przed całą akcją ze Stwórcą :')*

Potknął się, na moment tracąc równowagę. To wytrąciło go z zamyślenia, przynajmniej na chwilę. Rozejrzał się dookoła nieprzytomnym wzrokiem, z zaskoczeniem stwierdzając, że dotarli już niemal pod obóz. Musiał się porządnie zamyślić.
Ale w końcu miał prawo, prawda? Nie codziennie dowiadywał się, że ma rodzinę w innym klanie. I to tym klanie.
Nieświadomie poszukał wzrokiem Kolca. Kocurek szedł na przedzie grupy jak gdyby nigdy nic i bury był mu za to poniekąd wdzięczny. Miał więcej czasu, żeby spróbować przyjąć to, czego dowiedział się na zgromadzeniu.
Jego tata kochał wojowniczkę z Klanu Klifu. To ona była tą jasną Gwiazdą, świecącą obok niego. Nawet kiedyś im o niej opowiadał, patrzyli w niebo a Skowronek zapytała akurat o nią…
"Pokazała komuś co jest w życiu najważniejsze", tak? Westchnął. Myśl, że tata był wcześniej z kimś innym niż mama była… nieprawdopodobna. Tak samo jak ta, że w takim razie złamał Kodeks.
Wilcze Serce nie mógł tego zrobić. Był najlepszym, najbardziej honorowym kotem, jakiego znał! Nie, to wszystko musiało być nieprawdą, głupim kłamstwem wymyślonym przez buntowników! Nie potrafił w to uwierzyć.
Nie chciał w to uwierzyć.
"Zrobiłem to, co podpowiadało mi serce."
Czuł, jak jego obraz ojca się chwieje. Rozpaczliwie szukał wymówek, wytłumaczeń, które skleiły by go na nowo. Żeby nie musiał się wahać.
Żeby jego ojciec nie był zdrajcą.
"To na pewno jego, no patrz! Nawet jeden jest łysy!"
Pójdźkowy Sen. Dzierzba. Jego… siostra.
Niewielka Gwiazda zamrugała do niego delikatnie, jakby nieśmiało.
Matka Kolca, Wawrzynka i Szczurka.
Prychnął. Nawet nie wiedział, jak nazwać dzieci swojej przyrodniej siostry. Bracia? Kuzyni?
"Opiekuj się nimi jak braćmi."
Im dłużej nad tym myślał, tym większy miał w głowie mętlik. Na całe szczęście dla niego, właśnie weszli do obozu. Wujek Igła odwrócił się żeby sprawdzić, czy wszyscy dotarli. Ich spojrzenia na moment się spotkały.
Wujek Igła. Przez całą noc Wróbelek nie mógł zmrużyć oka. Z samego rana pobiegł do legowiska lidera i nie zastanawiając się, czy przeszkadza, czy nie, po prostu wbiegł do środka.
-Wujku Igło? - miauknął od progu. - Mój ojciec… - przerwał, widząc emocje malujące się w ślepiach lidera. - Ty… wiedziałeś!


<Wujku Igło? Lepiej napisać późno niż wcale, co nie? :')>

21 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastej Gwiazdy

Biegł. Wiatr igrał w jego futrze, głaszcząc je delikatnie chłodnymi łapami. Owiewał jego nos, kusząc delikatną wonią rosy, ziół i życia. Trawa uginała się miękko pod jego łapami, zapraszając, żeby się w niej położył, odpoczął.
Łąkę zalał cień. Spojrzał w górę, w czyste i niepojęcie niebieskie niebo. Jeden z leniwie sunących po niebie obłoków przesłonił słońce, zatrzymując część jego złocistych promieni tylko dla siebie.
Tuż obok zaśpiewał ptak.
Jak to możliwe, że było tak pogodnie, gdy tuż obok umierał jego klan? Czy świat nie powinien się zapaść pod jego cierpieniem? Płakać, aż wszystko nie odejdzie?
Przyspieszył. Granica z Klanem Burzy była już blisko.

Gdyby ktoś zapytał, jak udało mu się uciec, odpowiedziałby, że nie wie.
Naprawdę nie wiedział. Nie pamiętał. Gdy próbował sięgnąć pamięcią wstecz, widział tylko szare pasmo identycznych chwil. Zlewały się w jedno, stając ciągiem kolejnych przebudzeń, posiłków i rozpaczy. Momentami wyłaniały się z niego pojedyncze sceny, ale nie potrafił powiedzieć, kiedy miały miejsce. Wschód słońca temu? Trzy? Księżyc?
Życie?
W jednej chwili tarzał się w ziołach, żeby w kolejnej biec na oślep, nie oglądając się za siebie. Pamiętał rozmowę… Głos…
Jak mógł o niej zapomnieć.
Jego siostra. Mówiła, że wszystko jest już załatwione. Że ma tylko biec, nie dając się nikomu zauważyć. Chciał jej podziękować, ale… Ale uciszyła go machnięciem łapy. Nie lubiła okazywania czułości, krępowała ją wdzięczność. Dlatego od innych żądała przysługi. Gestu, który zaprzeczy jej bezinteresowności.
Kiedy to się zaczęło? Wytężył pamięć, aż trafił na ślad tamtego uczucia. Szok. Absolutny i paraliżujący, przenikający nawet ogarniającą go obojętność. Tamto spojrzenie niebieskich ślepiów, bardziej podobnych do oczu węża niż kota.
Lisia Gwiazda. To po tym co zrobił, Stwórca pierwszy raz wpadł w szał. I nie miało dla niego znaczenia, kto znajdzie się pod jego pazurami.
Zaskoczenie. Niedowierzanie. Ból. Panika. Krzyki.
Biedne koty. Nie spodziewały się, że gniew ich pana obróci się przeciwko nim. Zapamiętał szczególnie jedną z nich. Szok w jej oczach…
To wtedy Borsuk zniknęła na dłużej pierwszy raz. Później zdarzało jej się to coraz częściej. I nigdy nie wracała z pustymi łapami.
Próbował ją kiedyś o to spytać. Nałożył maskę uśmiechu i zagadał. Kazała mu nigdy więcej nie poruszać tego tematu.
Widział je kiedyś razem. Później omijał tamto miejsce szerokim łukiem.
Jedzenie, woda, zioła… Tak, potrafiła załatwić je każdemu, kto prosił. Za przysługę.
Parę razy przyłapał ją na tajnych naradach z wujkiem Igłą. Nie pytał. Był zajęty czymś innym, własnym… zadaniem. Uciec. Dostać się do Klanu Burzy i sprowadzić pomoc.
Tak, teraz pamiętał. To Borsuk przyniosła zioła. Kazała mu się w nich wytarzać i biec.
Jeśli by go złapali… Jeśli by zauważyli jego nieobecność…
Przyspieszył.

Czuł się nieswojo przekraczając granicę. Jego nerwy napięły się jeszcze mocniej, każąc mu reagować na każdy, najdrobniejszy szmer. Jednak kiedy tylko uświadomił sobie, jak zabawnie wygląda taka ostrożność po tym, co przeszedł, rozluźnił się całkowicie. Pozwolił swoim łapom szurać po trawie, a z jego gardła wydobył się śmiech. Szedł przez obce tereny ze śmiało podniesioną głową, śmiechem na pysku i spojrzeniem kogoś, kto widział zbyt wiele. Właśnie tak znalazł go patrol.

- Przysyła mnie Iglasta Gwiazda. Proszę o pomoc dla mojego klanu - miauknął, a jego własne słowa wydały mu się absurdalne. - Chciałbym rozmawiać z Mokrą Gwiazdą.
Ostrożne spojrzenia, które były niczym w porównaniu do tych, które ostatnio znosił. - To ważne - dodał, brzmiąc zupełnie pewnie. Dziwił się, skąd brał się spokój w jego głosie.


<Mokry? Trójko? Już pora>

13 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca cd. Iglastego Krzewu (Iglastej Gwiazdy)

Jego przyjaciel, jego najlepszy przyjaciel…
Miłosierna noc spuściła zasłonę mroku na jego wymizerowane, pokryte ranami ciało, ale kocur i tak doskonale wiedział. Każdy ślad, od zakrytego poszarpaną pajęczyną kikuta po wystające spod skóry kości był dla niego jasnym znakiem. Znakiem jego własnej porażki.
Nigdy nie sądził, że bycie martwym będzie takie trudne.
Liliowe ucho drgnęło, a powieki rozwarły się szeroko, w niemym geście przerażenia.
- Ciii - zamruczał miękko, podchodząc bliżej tego, co zostało z Iglastej Gwiazdy. Jego przyjaciela, lidera, brata. - Ciii. - Ostrożnie przytulił kocura, kładąc szeroki łeb na wychudzonej szyi.
- W-Wilcze Serce?
- Gdybym mógł, nienawidziłbym ich wszystkich - zamruczał nisko, zamiast odpowiedzi. - Niektórzy z nich nie żyją tak długo, że zapomnieli już, jak to jest czuć wiatr igrający w futrze.
- Dlaczego… - wychrypiał liliowy, a jego zmęczony głos rozdzierał mu serce. - Dlaczego my?
W jego skrzących się jak nocne niebo ślepiach zapłonął niemal niedostrzegalny płomień. Kocur zdawał się być nieporuszony, ale jego głos stał się jeszcze niższy i bardziej chrapliwy.
- Boją się. Coraz więcej kotów łamie kodeks, wiara słabnie, ich siła słabnie. Nadchodzą… - Zapatrzył się w dal, jakby przed jego oczami pojawił się właśnie obraz tego, co ma nadejść. - Mroczne czasy. I po raz pierwszy Przodkowie nie wiedzą, czy dadzą radę je przetrwać.
- P-po to cię przysłali? Chcą się teraz - załamał mu się głos, przez chwilę kaszlał, próbując oczyścić gardło. Wilcze Serce czekał w milczeniu na jego dalsze słowa. - Chcą się wytłumaczyć? Pier-dolone gnoje bez o-odrobiny honoru…
- Nie wiedzą, że tu jestem - miauknął cicho kocur.
- Czujesz się winny.
Były zastępca spuścił łeb.
- Tak. Bo jestem. Każdego straconego życia, każdej rany, każdego bólu. Tych teraz i… i później. - Pokręcił głową. - Wystarczyłby jeden piorun, jedno słowo, jeden trzask gałęzi…
Liliowy uśmiechnął się krzywo.
- Czyli przyszedłeś usprawiedliwiać siebie.
W ciszy, która zapadła, słychać było odległe odgłosy leśnego życia. Wilcze Serce przymknął ślepia i przez chwilę poczuł się, jakby wciąż mieszkał w obozie. Nagle poczuł się jak ziarno piasku zagubione wśród bezkresnej zimnej pustki Drogi. Żal ścisnął jego pierś poczuciem najgłębszej samotności. Wpatrzył się w ziemię pod swoimi łapami.
- Chciałem… Chciałem żebyś wiedział, że to nie twoja wina. Że… że to nie koniec. Nasze dziedzictwo… Powstanie silniejsze niż kiedykolwiek. - Zamknął ślepia. - Gdybyś mógł zobaczyć… Gdybyś mógł zrozumieć… Pójść ze mną… Nie. - Nagle jego wzrok stwardniał. Uniósł łeb i spojrzał prosto w niebieskie ślepia przyjaciela. Przez moment Igła miał wrażenie, że bezkresny kosmos spojrzał mu prosto w duszę. - Wiedza… to najgorsze przekleństwo.
Nagle kocur drgnął, jakby przeszedł go zimny dreszcz.
- Możesz mnie nienawidzić, jeśli tylko dzięki temu masz żyć dalej.
Kocur zamigotał, jak odbicie w zmąconej wodzie.
- W-Wilku - głos lidera drapał jego wysuszone gardło. - Wilku…
- Wujku!
Wróblowe Serce z szybko bijącym sercem obserwował, jak lider otwiera ślepia. Drgnął, słysząc szelest, ale upewniwszy się, że to tylko liść, znów zajrzał do dołu.
- W-Wróbelek? Co ty tu robisz?! - Liliowy chyba oprzytomniał. Wojownik uśmiechnął się do niego słabo.
- Masz, pij. - Podał kocurowi mokry mech.
- Zwariowałeś?! A jeśli ktoś cię zauważy?!
- Nie zauważy. - Jego oczy na moment przygasły, podobnie jak uśmiech. - Pij. I zjedz to. Nie dziękuj, to od Fasolki.
Podał liderowi żałosną garstkę zeschniętych ziół. Tak niewiele, a zdobycie ich i tak graniczyło z cudem. Poczuł, jak jego futro na karku się jeży.
- Koniec odwiedzin! - rozległo się gdzieś z boku. - No już, zjeżdżaj!
Bury posłał liderowi ostatnie spojrzenie i zniknął w mroku nocy.


<Igło?>

10 sierpnia 2020

Od Wróblowego Serca

*Nacieszyliście się już pięknym latem? To dobrze :>*

Obóz Klanu Wilka spał. Pogrążony w miękkim mroku, kołysany delikatnym szelestem liści, śnił o utraconej beztrosce. W jego kolorowych marzeniach Ostrokrzewiowy Cierń polował u boku swojego taty, Wawrzynek szalał razem ze Szczurkiem, pod czujnym okiem Wilczego Serca, otoczonego przez rodzinę, tuż obok szczęśliwego Świtającej Maski, wtulonego w futro ukochanej, liżącej po łebkach ich dzieci. Gdzieś obok Leszczynowa Bryza gawędził z Nagietkową Pręgą, śmiejąc się co chwilę beztrosko, a Strzyżykowa Pręga i Potrójny Krok żegnali się z Fasolkową Łapą i Sosnowym Zagajnikiem obiecując, że wrócą niedługo, jak tylko uda im się znaleźć odpowiednio dużo ogórecznika. Kocięta śniły o zabawach, uczniowie o przygodach potężnych wojowników, wojownicy o tych, którzy byli dla nich najbliżsi. Nikt nie śnił o tym, co miało zaraz nadejść. Bo który czyje myśli mogłyby pobiec w takim kierunku o tak spokojnej i bezpiecznej porze?
Mieli szczęście, że wiał wiatr, niosąc do obozu nieprzyjemne zapachy, drażniąc nosy i marszcząc brwi przez sen. Mieli też szczęście, że leśne podłoże było bardzo zdradliwe, trzaskając pod łapą intruza. Gdyby nie to… Klanie Gwiazdy, miej Wilczaki w swojej opiece.
     Gdy się obudził, pierwszym co go uderzyło, była absolutna cisza. W mroku dostrzegł parę czujnych ślepiów. Borsuk. Już chciał zapytać, co się dzieje, ale coś w jej oczach go zmroziło, kazało zamilknąć. Nie tylko jego siostra nie spała. Przy wejściu, napięty i gotowy do ataku stał Grzmiący Potok. Słaby odblask księżycowego światła rozświetlał jego ciemną sylwetkę. Zamarł. Oprócz bijącego zbyt głośno serca, do jego uszu dobiegł trzask, w nocnej ciszy odbijający się echem wśród drzew. Bez jego woli, sierść na jego karku stanęła dęba.
Leżący obok niego Modrzewik westchnął przez sen, prostując łapy. Budził się, zaskoczony dźwiękiem wydobywającym się gdzieś spoza legowiska. Oczy Wróbelka otworzyły się szerzej. Ktoś się śmiał. Rechotał niskim głosem, stojąc na środku ich obozu.
Wszystko stało się równocześnie. Grzmiący Potok i Borsuk wyskakujący z legowiska. Krzyk, okropny krzyk któregoś z uczniów. Kolejne urwane oddechy budzących się wojowników. Wściekły ryk Iglastej Gwiazdy i wrzask jego matki.
Wybiegł na zewnątrz, gnany instynktem. W jego nozdrza od razu uderzył zapach, który znał tak dobrze, a którego nie chciał czuć już nigdy więcej. Krew. Śmierć.
Zareagował instynktownie i tylko to go ocaliło. Zęby burej kotki o włos minęły jego gardło. Nie dała mu czasu na wyjście z szoku. Warknęła rzuciła się do przodu. Uchylił się, ale za wolno, za wolno! Ból bezlitośnie wbił się w jego ucho, niemal rozszarpując je na strzępy. To przywróciło go do rzeczywistości. Z jego piersi wydobył się głuchy warkot.
- Nie chcę z tobą walczyć - ten zimny głos, tak bardzo podobny do głosu jego ojca.
- Giń, wilcze ścierwo! - syknęła jego przeciwniczka, próbując dosięgnąć jego szyi. Odskoczył i sam chwycił ją za kark, przygniatając do ziemi. Szamotała się jak złapany za ogon ptak, raz po raz dosięgając jego boków. Brakowało mu jej doświadczenia i sprytu, więc gdy widząc, że bura przestaje się ruszać, poluzował chwyt, natychmiast wyskoczyła spod niego, tnąc go pazurami po pysku. Z jego gardła wyrwało się zaskoczone miauknięcie,cofnął się o parę kroków, mrugając zawzięcie. Miał szczęście, że nie spróbowała z nim skończyć, zamiast tego znikając w kłębiącym się tłumie walczących.
Przetarł pysk łapą, starając się pozbyć krwi, która zalała jedno z jego oczu. Gdy mu się to udało, burej nie było już przy nim. Jej ogon znikał właśnie w legowisku uczniów. Nie miał jednak czasu za nią biec, bo ledwie stanął na drżące łapy, ktoś na niego od tyłu wpadł. Odskoczył, gotowy do walki, ale tuż przy nim leżała Migocząca Tafla, oddychając ciężko. Jej tylne łapy przypominały strzęp mięsa, a mimo wszystko podniosła się i rzucając mu dziwne spojrzenie, odbiegła w drugą stronę.
- Cz-czekaj! - miauknął za nią, ale nie słuchała.
Zamarł, gdy tuż obok niego trzasnęła gałązka. Wpatrzył się w mrok, ale nie widział nic. Tylko przerażające odgłosy, pojawiające się z różnych stron upewniały go, że cała ta sytuacja to nie sen i ktoś faktycznie próbuje ich wymordować.
Musiał znaleźć resztę.
Pognał na oślep przed siebie, wśród setki zapachów starając się wyłowić te należące do najbliższych. W pewnym momencie potknął się o coś miękkiego, ale nie miał odwagi spojrzeć w dół, nie chciał wiedzieć. Z coraz szybciej bijącym sercem biegał po obozie, nawołując. Nie tylko on na to wpadł. Do krzyków atakowanych znienacka kotów dołączyły głosy wołające ukochanych, głosy nie raz zmieniające się we wrzask bólu. Ktoś się na niego rzucił, ale odepchnął go bez litości.
- Skowronek?!
- Tutaj! - Niespodziewanie ktoś wepchnął go w krzaki. Wiśnia, którego futro przybrało bardziej adekwatny do nazwy kolor, leżał zwinięty w krzakach, zasłaniając dygoczącą z przerażenia Skowronek.
- Ona…?
Kocur pokręcił głową.
- Nic jej nie jest. Poradzimy sobie.
Tuż obok rozległ się wściekły wrzask. Rozpoznał go. Mama.
- Idź - miauknął biały. Przez uderzenie serca Wróbelek się wahał, później wyskoczył  ukrycia i pobiegł w stronę głosu.
- Mamo?!
Natychmiast ktoś przygwoździł go do ziemi. Wyrywał się, ale nie miał szans. Został brutalnie uderzony w pysk, aż go przymroczyło. Głosy zaczęły się rozlewać, zapachy falować. Skupił się mocniej i do jego uszu dobiegł ten sam rechot, który słyszał już wcześniej.
- WASZ LIDER NIE ŻYJE! PRZEGRALIŚCIE!
Jego ogon drgnął. Nie, to nie możliwe!
- PRZYSIĘGNIJCIE MI WIERNOŚĆ, A MOŻE DARUJĘ WAM ŻYCIE!
Musiał biec, musiał! Chciał wstać, ale czyjaś łapa bez trudu posłała go na glebę. Uniósł łeb, starając się przeniknąć wzrokiem ciemność i szybko tego pożałował. Czarny, pokryty bliznami kocur stał na miejscu lidera, pod łapami trzymając ciało Iglastej Gwiazdy. Tuż obok stała bura kocica, która prawie go zabiła, przygniatająca do ziemi przerażoną Owocową Pogoń. Jego serce przyspieszyło, gdy niedaleko dostrzegł grupkę wojowników, pilnowanych przez kolejne parę kotów. Mama, Borsuk, Grzmiący Potok, Leszczynowa Bryza, Modrzewik, Góra, zakrwawieni i poranieni, wyglądający jak jedną łapą wśród Gwiazd.
Słońce powoli wznosiło się nad obozem Klanu Wilka, wschodząc krwawo. Jego promienie oświetlały to, co miłosierna noc próbowała ukryć, światło odbijało się w martwych oczach leżących na sobie trupów. W świetle poranka, Wróblowe Serce dostrzegł Ostrokrzewiowego Ciernia, stojącego obok napastników. Na sekundę ich spojrzenia się skrzyżowały i kremowy odwrócił wzrok, kurcząc się w sobie jeszcze bardziej.
- Klan Wilka przestał istnieć - warknął czarny kocur. - Od dzisiaj jesteście moi.

<Igło?>


Przebieg wydarzeń:
Klan Wilka pogrążony we śnie -> Nocna Puszcza, znany jako Stwórca oraz Zachodzący Promyk, Bagienny Kwiat, Węgorzowy Grzbiet, Zachwaszczona Ścieżka, Mglista Ścieżka, Drzemlikowy Dzwonek, Mleczowy Kwiat zakradają się do obozu i atakują z zaskoczenia -> nieliczni wojownicy stawiają opór, wybucha panika, część kotów ucieka -> bez większych trudności Stwórca przejmuje obóz Klanu Wilka

Ofiary:
Ciężki Krok, Sowi Szpon, Łasiczy Skowyt, Trzcinowy Brzeg, Iglasta Gwiazda (jedno życie)

Ranni:
Migocząca Tafla (głębokie rany na "udach", wyrwane tam futro), Wiśniowa Pestka (naderwana górna warga z boku pyska, widać mu zęby), Zawilcowe Pnącze (stracił ucho), Borsuczy Krok (rany), Grzmiący Potok (rany), Górski Szczyt (rany), Wężowy Wrzask (rany), Modrzewiowa Kora (rany), Cętkowany Liść (rany, rozcięcie łuku brwiowego), Wróblowe Serce (poszarpane ucho), Kolczasta Skóra (stracił ucho), Nagietkowa Pręga (rozcięcie na pysku), Fasolkowa Łapa (rana tylnej łapy)

15 lipca 2020

Od Wróbelka (Wróblowej Łapy) cd. Iglastej Gwiazdy

Wróblowa Łapa.
Tak nazywał się po zachodzie słońca, gdy w duszne, nieprzystosowanej do takiej ilości kotów żyjących tu na co dzień, odbywał swoje pierwsze, potajemne treningi z Iglastą Gwiazdą. Przed oczami wciąż miał wizję Ostrokrzewiowego Ciernia, rozszarpującego jego siostry. To sprawiało, że za każdym razem, gdy lider powalił go na ziemię, z jeszcze większą determinacją podnosił się i znów przybierał pozycję. Mięśnie często paliły go żywym ogniem, a płuca kurczyły się gwałtownie, niezdolne dostarczać ciału tyle tlenu, ale to zawsze jego mentor ogłaszał zakończenie walki, nigdy on.
Tata prosił, żeby opiekował się rodziną. To właśnie robił. Trenował, żeby potrafić ją obronić.
Tak było przedtem. Zanim… odszedł tata.
Teraz… Teraz był Wróblową Łapą już ciągle.
Gdy otworzył ślepia i wróciły do niego wszystkie zdarzenia z tego dnia… Był szczęśliwy, ale równocześnie miał wrażenie, że ktoś położył mu na piersi ciężki kamień, przygniatający go podczas każdego oddechu.
Wróblowa Łapa.
Westchnął. Napotykając pytający wzrok Skowronkowej Łapy, uśmiechnął się do niej, próbując wyglądać na szczęśliwego. W końcu taki był, prawda?

- Wujku Igło? - Niepewnie wszedł do legowiska lidera, nie wiedząc, czy kocur akurat nie jest zajęty. Niedługo miał zacząć swój pierwszy trening z wujkiem Leszczynkiem, ale zanim…
- Wróbelek? - Lider wyglądał na zaskoczonego, lecz miło. - Czy raczej Wróblowa Łapo. - Uśmiechnął się. - Wejdź. Co cię tu sprowadza?
Już trochę pewniej, burasek stanął przed pointem.
- Chciałem ci podziękować - miauknął, wpatrując się w mech pod swoimi łapami. - Że zgodziłeś się ze mną trenować, zanim zostałem uczniem i że moim mentorem został wujek Leszczynek.


<Wujku Igło? Przepraszam, że tak długo xd Jak chcesz, możesz zrobić time skip o te cztery księżyce :’)>

05 czerwca 2020

Od Wróbelka

Ciągle czuł na sobie ten powiew wiatru, gdy pazury Ostrokrzewiowego Ciernia minęły jego głowę o pazur. Gdy emocje opadły, zaczęło docierać do niego, jak bardzo bezmyślnie się zachował.
Wszyscy troje mogli zginąć. Przez niego.
Przecież był tylko małym kociakiem, któremu zachciało się zgrywać wojownika. Sięgał kremowemu może do piersi, a pazurów używał głównie do wydrapywania mchu, żeby wygodniej mu się spało.
Naraził swoje siostrzyczki. A przecież obiecał tacie, że będzie się nimi opiekował.
Poczuł, że pieką go oczy.
On tylko chciał być jak ci wszyscy wojownicy z opowieści taty, chciał znaleźć swoją drogę i nią iść, kierując się zawsze głosem serca. A później zasłużyć sobie na miejsce wśród Gwiazd, jako jedna z nich, jasna i wskazujące drogę innym kotom.
On tylko chciał być jak tata.
Tęsknił za nim. Byli tak blisko siebie, a równocześnie kocurek nie mógł z nim porozmawiać, ani nawet posiedzieć obok niego.
Chociaż… kto mógł mu zabronić?
Korzystając z tego, że wszyscy już śpią, podkradł się cichutko do drugiego końca żłobka.
Tata spał, obok przytulonej do niego mamy. Ich boki podnosiły się i opadały we wspólnym, spokojnym rytmie.
Kocurek położył się między nimi, kładąc łebek na podrapanym boku kocura. Czarny mruknął coś przez sen, nie budząc się jednak. Wujek Leszczynek mówił, że ciągle jest osłabiony po gorączce i będzie dużo spał.
Do uszu burego dotarło miarowe bicie serca. Stuk-stuk. Stuk-stuk. Stuk-stuk.
Przymknął ślepia. Jego tata żył, wbrew temu, czego chcieliby ci na zewnątrz. I będzie żył jeszcze długo. W to wierzył Wróbelek. Wtulił się mocniej w szorstkie futro.
Wsłuchany w miarowy rytm, zasnął.

Już wiedział, co powinien zrobić.
Podreptał w stronę wujka Igły i usiadł przed liliowym. Niewiele ostatnio rozmawiali. Kocur ciągle wydawał się pogrążony w swoich myślach, humor odzyskując tylko wtedy, gdy rozmawiał z ciocią.
- Wujku? - Niebieskie ślepia spojrzały na niego smutno. - Chciałbym, żebyś nauczył mnie walczyć.


<Wujku Igło? :3>