*Nacieszyliście się już pięknym latem? To dobrze :>*
Obóz Klanu Wilka spał. Pogrążony w miękkim mroku, kołysany delikatnym szelestem liści, śnił o utraconej beztrosce. W jego kolorowych marzeniach Ostrokrzewiowy Cierń polował u boku swojego taty, Wawrzynek szalał razem ze Szczurkiem, pod czujnym okiem Wilczego Serca, otoczonego przez rodzinę, tuż obok szczęśliwego Świtającej Maski, wtulonego w futro ukochanej, liżącej po łebkach ich dzieci. Gdzieś obok Leszczynowa Bryza gawędził z Nagietkową Pręgą, śmiejąc się co chwilę beztrosko, a Strzyżykowa Pręga i Potrójny Krok żegnali się z Fasolkową Łapą i Sosnowym Zagajnikiem obiecując, że wrócą niedługo, jak tylko uda im się znaleźć odpowiednio dużo ogórecznika. Kocięta śniły o zabawach, uczniowie o przygodach potężnych wojowników, wojownicy o tych, którzy byli dla nich najbliżsi. Nikt nie śnił o tym, co miało zaraz nadejść. Bo który czyje myśli mogłyby pobiec w takim kierunku o tak spokojnej i bezpiecznej porze?
Mieli szczęście, że wiał wiatr, niosąc do obozu nieprzyjemne zapachy, drażniąc nosy i marszcząc brwi przez sen. Mieli też szczęście, że leśne podłoże było bardzo zdradliwe, trzaskając pod łapą intruza. Gdyby nie to… Klanie Gwiazdy, miej Wilczaki w swojej opiece.
Gdy się obudził, pierwszym co go uderzyło, była absolutna cisza. W mroku dostrzegł parę czujnych ślepiów. Borsuk. Już chciał zapytać, co się dzieje, ale coś w jej oczach go zmroziło, kazało zamilknąć. Nie tylko jego siostra nie spała. Przy wejściu, napięty i gotowy do ataku stał Grzmiący Potok. Słaby odblask księżycowego światła rozświetlał jego ciemną sylwetkę. Zamarł. Oprócz bijącego zbyt głośno serca, do jego uszu dobiegł trzask, w nocnej ciszy odbijający się echem wśród drzew. Bez jego woli, sierść na jego karku stanęła dęba.
Leżący obok niego Modrzewik westchnął przez sen, prostując łapy. Budził się, zaskoczony dźwiękiem wydobywającym się gdzieś spoza legowiska. Oczy Wróbelka otworzyły się szerzej. Ktoś się śmiał. Rechotał niskim głosem, stojąc na środku ich obozu.
Wszystko stało się równocześnie. Grzmiący Potok i Borsuk wyskakujący z legowiska. Krzyk, okropny krzyk któregoś z uczniów. Kolejne urwane oddechy budzących się wojowników. Wściekły ryk Iglastej Gwiazdy i wrzask jego matki.
Wybiegł na zewnątrz, gnany instynktem. W jego nozdrza od razu uderzył zapach, który znał tak dobrze, a którego nie chciał czuć już nigdy więcej. Krew. Śmierć.
Zareagował instynktownie i tylko to go ocaliło. Zęby burej kotki o włos minęły jego gardło. Nie dała mu czasu na wyjście z szoku. Warknęła rzuciła się do przodu. Uchylił się, ale za wolno, za wolno! Ból bezlitośnie wbił się w jego ucho, niemal rozszarpując je na strzępy. To przywróciło go do rzeczywistości. Z jego piersi wydobył się głuchy warkot.
- Nie chcę z tobą walczyć - ten zimny głos, tak bardzo podobny do głosu jego ojca.
- Giń, wilcze ścierwo! - syknęła jego przeciwniczka, próbując dosięgnąć jego szyi. Odskoczył i sam chwycił ją za kark, przygniatając do ziemi. Szamotała się jak złapany za ogon ptak, raz po raz dosięgając jego boków. Brakowało mu jej doświadczenia i sprytu, więc gdy widząc, że bura przestaje się ruszać, poluzował chwyt, natychmiast wyskoczyła spod niego, tnąc go pazurami po pysku. Z jego gardła wyrwało się zaskoczone miauknięcie,cofnął się o parę kroków, mrugając zawzięcie. Miał szczęście, że nie spróbowała z nim skończyć, zamiast tego znikając w kłębiącym się tłumie walczących.
Przetarł pysk łapą, starając się pozbyć krwi, która zalała jedno z jego oczu. Gdy mu się to udało, burej nie było już przy nim. Jej ogon znikał właśnie w legowisku uczniów. Nie miał jednak czasu za nią biec, bo ledwie stanął na drżące łapy, ktoś na niego od tyłu wpadł. Odskoczył, gotowy do walki, ale tuż przy nim leżała Migocząca Tafla, oddychając ciężko. Jej tylne łapy przypominały strzęp mięsa, a mimo wszystko podniosła się i rzucając mu dziwne spojrzenie, odbiegła w drugą stronę.
- Cz-czekaj! - miauknął za nią, ale nie słuchała.
Zamarł, gdy tuż obok niego trzasnęła gałązka. Wpatrzył się w mrok, ale nie widział nic. Tylko przerażające odgłosy, pojawiające się z różnych stron upewniały go, że cała ta sytuacja to nie sen i ktoś faktycznie próbuje ich wymordować.
Musiał znaleźć resztę.
Pognał na oślep przed siebie, wśród setki zapachów starając się wyłowić te należące do najbliższych. W pewnym momencie potknął się o coś miękkiego, ale nie miał odwagi spojrzeć w dół, nie chciał wiedzieć. Z coraz szybciej bijącym sercem biegał po obozie, nawołując. Nie tylko on na to wpadł. Do krzyków atakowanych znienacka kotów dołączyły głosy wołające ukochanych, głosy nie raz zmieniające się we wrzask bólu. Ktoś się na niego rzucił, ale odepchnął go bez litości.
- Skowronek?!
- Tutaj! - Niespodziewanie ktoś wepchnął go w krzaki. Wiśnia, którego futro przybrało bardziej adekwatny do nazwy kolor, leżał zwinięty w krzakach, zasłaniając dygoczącą z przerażenia Skowronek.
- Ona…?
Kocur pokręcił głową.
- Nic jej nie jest. Poradzimy sobie.
Tuż obok rozległ się wściekły wrzask. Rozpoznał go. Mama.
- Idź - miauknął biały. Przez uderzenie serca Wróbelek się wahał, później wyskoczył ukrycia i pobiegł w stronę głosu.
- Mamo?!
Natychmiast ktoś przygwoździł go do ziemi. Wyrywał się, ale nie miał szans. Został brutalnie uderzony w pysk, aż go przymroczyło. Głosy zaczęły się rozlewać, zapachy falować. Skupił się mocniej i do jego uszu dobiegł ten sam rechot, który słyszał już wcześniej.
- WASZ LIDER NIE ŻYJE! PRZEGRALIŚCIE!
Jego ogon drgnął. Nie, to nie możliwe!
- PRZYSIĘGNIJCIE MI WIERNOŚĆ, A MOŻE DARUJĘ WAM ŻYCIE!
Musiał biec, musiał! Chciał wstać, ale czyjaś łapa bez trudu posłała go na glebę. Uniósł łeb, starając się przeniknąć wzrokiem ciemność i szybko tego pożałował. Czarny, pokryty bliznami kocur stał na miejscu lidera, pod łapami trzymając ciało Iglastej Gwiazdy. Tuż obok stała bura kocica, która prawie go zabiła, przygniatająca do ziemi przerażoną Owocową Pogoń. Jego serce przyspieszyło, gdy niedaleko dostrzegł grupkę wojowników, pilnowanych przez kolejne parę kotów. Mama, Borsuk, Grzmiący Potok, Leszczynowa Bryza, Modrzewik, Góra, zakrwawieni i poranieni, wyglądający jak jedną łapą wśród Gwiazd.
Słońce powoli wznosiło się nad obozem Klanu Wilka, wschodząc krwawo. Jego promienie oświetlały to, co miłosierna noc próbowała ukryć, światło odbijało się w martwych oczach leżących na sobie trupów. W świetle poranka, Wróblowe Serce dostrzegł Ostrokrzewiowego Ciernia, stojącego obok napastników. Na sekundę ich spojrzenia się skrzyżowały i kremowy odwrócił wzrok, kurcząc się w sobie jeszcze bardziej.
- Klan Wilka przestał istnieć - warknął czarny kocur. - Od dzisiaj jesteście moi.
<Igło?>
Przebieg wydarzeń:
Klan Wilka pogrążony we śnie -> Nocna Puszcza, znany jako Stwórca oraz Zachodzący Promyk, Bagienny Kwiat, Węgorzowy Grzbiet, Zachwaszczona Ścieżka, Mglista Ścieżka, Drzemlikowy Dzwonek, Mleczowy Kwiat zakradają się do obozu i atakują z zaskoczenia -> nieliczni wojownicy stawiają opór, wybucha panika, część kotów ucieka -> bez większych trudności Stwórca przejmuje obóz Klanu Wilka
Ofiary:
Ciężki Krok, Sowi Szpon, Łasiczy Skowyt, Trzcinowy Brzeg, Iglasta Gwiazda (jedno życie)
Ranni:
Migocząca Tafla (głębokie rany na "udach", wyrwane tam futro), Wiśniowa Pestka (naderwana górna warga z boku pyska, widać mu zęby), Zawilcowe Pnącze (stracił ucho), Borsuczy Krok (rany), Grzmiący Potok (rany), Górski Szczyt (rany), Wężowy Wrzask (rany), Modrzewiowa Kora (rany), Cętkowany Liść (rany, rozcięcie łuku brwiowego), Wróblowe Serce (poszarpane ucho), Kolczasta Skóra (stracił ucho), Nagietkowa Pręga (rozcięcie na pysku), Fasolkowa Łapa (rana tylnej łapy)
Wow, to było emocjonujące! Czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuń