Obudził go raban, dobiegający z zewnątrz. Co prawda Igła przywykł do hałasu, jaki miał miejsce niemalże codziennie, głównie przez szykujące się patrole wojowników oraz mentorów, którzy zabierali swoich uczniów na treningi. Tym razem to wszystko brzmiało inaczej. Po obozie klanu wilka roznosiły się tylko dwa głosy, jedne z pewnością należący do Potrójnego Kroku, jego kochanego wnuczka, zaś drugi... możliwe, że do Strzyżykowej Pręgi. Liliowy wychylił łeb zza zarośli, przyglądając się uważnie całemu zajściu.
Była medyczka ponownie próbowała nakłonić cętkowanego, by ten pozwolił jej wejść do środka i wziąć kilka ziół dla swoich kociąt. Igła co prawda współczuł kociętom, bo to jednak nie ich wina. Ktoś jednak musiał je spłodzić. Dlatego też, gdy cała prawda wyszła na jaw, Strzyżyk miała zostać wygnana, gdy tylko jej dzieci osiągną wiek uczniowski. Tygrys i Zawilec zostali zdegradowani do rangi uczniów, by odpokutować swoje postępowanie. Nic nie usprawiedliwiało ich od łamania kodeksu.
— Strzyżykowa Pręgo, odpuść — warknął w stronę ciemnej kotki, marszcząc brwi. Ta widząc lidera, natychmiast zamilkła, po czym odwróciła się i ze spuszczonym łbem ruszyła w stronę kociarni. Liliowy uspokoił się, pozwalając nastroszonemu futru opaść. Nie zdążył jednak zapytać Potrójnego Kroku o Maluszka, który niedługo wraz z bratem miał zostać uczniem, bowiem point wolał, by ten poszedł ścieżką medyka, gdy rozległ się przeraźliwy wrzask oraz hałas. Z czystego nieba runął na ziemię piorun, rażąc Strzyżyk, która znalazła się w samym centrum obozu.
Cały obóz zamilkł. Wszystkie ślepia były zwrócone na zwęglone ciało. Jedynie królowe zakrywały kociętom oczy, nie pozwalając im wyjść na zewnątrz.
— Osz kurwa — mruknął do siebie, podchodząc bliżej. Uniósł łeb, wbijając morskie ślepia w niebo. Czyli klan gwiazdy ukarał ją sam.
Na pogrzebie kocicy nikt nie płakał. Nikt nie przyszedł, oprócz lidera i czterech pozostałych kotów, które niosły jej ciało, a później je zakopywały. Kocur miał wrażenie, że ku ironii słońce świeciło jeszcze bardziej, rażąc po oczach swoimi promieniami. Posiedział chwilę przy grobie, po czym odszedł w stronę obozu. Miał jeszcze mianowanie do zrobienia, a wolał się z tym szybko uwinąć. Chciał jeszcze spędzić czas z rodziną.
Słońce chyliło się ku zachodowi zdecydowanie wcześniej, niż Igła mógł przypuszczać. Strzepnął uchem, wskakując na kamień. W jego grzbiecie strzeliło coś boleśnie, że aż musiał przykucnąć, biorąc głębszy oddech. Przybrał na pysk maskę obojętności, chociaż w duchu cieszył się niezmiernie, że dzieci jego przyjaciela tak szybko dorastają. Wierzył, że Wilcze Serce spogląda na nich z góry, uśmiechając się tym swoim krzywym ryjem, jak miał to w zwyczaju.
— Niech wszystkie koty zdolne by samodzielnie polować, przybędą na zebranie klanu! — miauknął zachrypniętym głosem. Końcówka jego ogona drgała niespokojnie, w oczekiwaniu, aż niemalże cały klan wilka się pojawi — Maluszku, wystąp. Ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Małą Łapą. Chciałbym zaproponować ci ścieżkę med... — nim zdążył cokolwiek dokończyć, czarny kocurek bez przednich łap przerwał mu, bijąc gniewnie ogonem o ziemię.
— Nie chcę szkolić się na medyka, Iglasta Gwiazdo! Chcę iść ścieżką wojownika! — oburzył się.
— Cóż... dobrze. A zatem twoim mentorem będzie Modrzewiowa Kora, mam nadzieję, że nauczy cię wszystkiego, co powinieneś — mówiąc to, zwrócił się do burego wojownika — Modrzewiu, wierzę, że wyniosłeś z lekcji Zawilcowego Pnącza wszystko, co najlepsze. Wykazałeś się nie raz odwagą i mądrością, poprowadź tego młodego kota ścieżką wojownika — mimowolnie na jego pysk wskoczył łagodny uśmiech, gdy nowo mianowany uczeń stykał się nosem z mentorem.
— Kawko — zwrócił się do drugiego czarnego kocurka, który zerkał z ukosa na brata — I ty również ukończyłeś sześć księżyców. Od teraz będziesz znany jako Kawcza Łapa, aż do momentu, w którym otrzymasz imię wojownika. Co prawda nie jestem idealny i najlepszy we wszystkim, ale obiecuję, że wyszkolę cię najlepiej, jak tylko potrafię — miauknął, zeskakując z kamienia is tykając się ze swoim uczniem nosami.
Była medyczka ponownie próbowała nakłonić cętkowanego, by ten pozwolił jej wejść do środka i wziąć kilka ziół dla swoich kociąt. Igła co prawda współczuł kociętom, bo to jednak nie ich wina. Ktoś jednak musiał je spłodzić. Dlatego też, gdy cała prawda wyszła na jaw, Strzyżyk miała zostać wygnana, gdy tylko jej dzieci osiągną wiek uczniowski. Tygrys i Zawilec zostali zdegradowani do rangi uczniów, by odpokutować swoje postępowanie. Nic nie usprawiedliwiało ich od łamania kodeksu.
— Strzyżykowa Pręgo, odpuść — warknął w stronę ciemnej kotki, marszcząc brwi. Ta widząc lidera, natychmiast zamilkła, po czym odwróciła się i ze spuszczonym łbem ruszyła w stronę kociarni. Liliowy uspokoił się, pozwalając nastroszonemu futru opaść. Nie zdążył jednak zapytać Potrójnego Kroku o Maluszka, który niedługo wraz z bratem miał zostać uczniem, bowiem point wolał, by ten poszedł ścieżką medyka, gdy rozległ się przeraźliwy wrzask oraz hałas. Z czystego nieba runął na ziemię piorun, rażąc Strzyżyk, która znalazła się w samym centrum obozu.
Cały obóz zamilkł. Wszystkie ślepia były zwrócone na zwęglone ciało. Jedynie królowe zakrywały kociętom oczy, nie pozwalając im wyjść na zewnątrz.
— Osz kurwa — mruknął do siebie, podchodząc bliżej. Uniósł łeb, wbijając morskie ślepia w niebo. Czyli klan gwiazdy ukarał ją sam.
Na pogrzebie kocicy nikt nie płakał. Nikt nie przyszedł, oprócz lidera i czterech pozostałych kotów, które niosły jej ciało, a później je zakopywały. Kocur miał wrażenie, że ku ironii słońce świeciło jeszcze bardziej, rażąc po oczach swoimi promieniami. Posiedział chwilę przy grobie, po czym odszedł w stronę obozu. Miał jeszcze mianowanie do zrobienia, a wolał się z tym szybko uwinąć. Chciał jeszcze spędzić czas z rodziną.
Słońce chyliło się ku zachodowi zdecydowanie wcześniej, niż Igła mógł przypuszczać. Strzepnął uchem, wskakując na kamień. W jego grzbiecie strzeliło coś boleśnie, że aż musiał przykucnąć, biorąc głębszy oddech. Przybrał na pysk maskę obojętności, chociaż w duchu cieszył się niezmiernie, że dzieci jego przyjaciela tak szybko dorastają. Wierzył, że Wilcze Serce spogląda na nich z góry, uśmiechając się tym swoim krzywym ryjem, jak miał to w zwyczaju.
— Niech wszystkie koty zdolne by samodzielnie polować, przybędą na zebranie klanu! — miauknął zachrypniętym głosem. Końcówka jego ogona drgała niespokojnie, w oczekiwaniu, aż niemalże cały klan wilka się pojawi — Maluszku, wystąp. Ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Małą Łapą. Chciałbym zaproponować ci ścieżkę med... — nim zdążył cokolwiek dokończyć, czarny kocurek bez przednich łap przerwał mu, bijąc gniewnie ogonem o ziemię.
— Nie chcę szkolić się na medyka, Iglasta Gwiazdo! Chcę iść ścieżką wojownika! — oburzył się.
— Cóż... dobrze. A zatem twoim mentorem będzie Modrzewiowa Kora, mam nadzieję, że nauczy cię wszystkiego, co powinieneś — mówiąc to, zwrócił się do burego wojownika — Modrzewiu, wierzę, że wyniosłeś z lekcji Zawilcowego Pnącza wszystko, co najlepsze. Wykazałeś się nie raz odwagą i mądrością, poprowadź tego młodego kota ścieżką wojownika — mimowolnie na jego pysk wskoczył łagodny uśmiech, gdy nowo mianowany uczeń stykał się nosem z mentorem.
— Kawko — zwrócił się do drugiego czarnego kocurka, który zerkał z ukosa na brata — I ty również ukończyłeś sześć księżyców. Od teraz będziesz znany jako Kawcza Łapa, aż do momentu, w którym otrzymasz imię wojownika. Co prawda nie jestem idealny i najlepszy we wszystkim, ale obiecuję, że wyszkolę cię najlepiej, jak tylko potrafię — miauknął, zeskakując z kamienia is tykając się ze swoim uczniem nosami.
< Kawko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz