BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieczór x Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieczór x Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty

04 sierpnia 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczornej Łapy (Wieczornej Mary)

Skinął łbem, po czym przymknął oczy. 
— Musze odpocząć. Tobie radzę również — ziewnął. — Skoro tak palisz się do nauki — to powiedziawszy zasnął. 

***

*dawno temu*

Leżał z partnerem w obozie, nie interesując się niczym innym poza sobą. Dawali sobie buziaki, a z ich gardeł wydobywało się mruczenie. Frezja gdyby ich teraz widziała, to na pewno paliłaby się z zazdrości. No nic nie zrobi z faktem, że był gejem, a point skradł jego serce. Nawet, gdy kątem oka dojrzał swoją córkę, przez co przybrał poważniejszą minę, jego partner dalej go cmokał, odwracając uwagę od spojrzeń klanowiczów. Przy dzieciach jednak wolał zgrywać tego silnego ojca, a widok jak kleił się do wojownika musiał być dla jego potomstwa szokiem. Chrząknął więc speszony, dając szeptem kocurowi znać, że idzie jego córka. Gęś rzucił na nią okiem, przylepiając się do niego bardziej. Uh... Zapomniał, że był bezwstydnikiem.
Wieczór dojrzawszy ich zaśmiała się cicho i wlepiła w nich wzrok. Musiało to być dla niej zabawne doświadczenie. Ale dla niego niezbyt, gdy dojrzał ten wzrok córki. Skrzywił się. Gęś widząc, że się spiął, zwrócił spojrzenie na jego dzieciaka. 
— Co się cykasz, niech patrzy. Może się czegoś nauczy. 
Przewrócił oczami, ale dał buziaka partnerowi, aby nie był zły za to co zamierzał zaraz zrobić. 
— Dokończymy później... Idź zobacz czy Mroczna Gwiazda czegoś nie potrzebuje. 
Point posłał mu zaskoczone spojrzenie, ale ku jego szczęściu wstał. Nie chciał się z nim kłócić, w końcu obiecał mu, że będzie ważniejszy od jakichś smarków, ale obiecał coś sobie i musiał się z tego dzisiaj wywiązać. 
— Nie wypłacisz mi się — mruknął w jego kierunku wojownik, odchodząc. 
— A ty — zwrócił się do córki, siadając. — Czemu nie jesteś na treningu? I co cię tak niby bawi?
Jego zmora uśmiechnęła się lekko. 
— Na dzisiaj skończyłam trening. I jak to co mnie bawi? Jak widzę ojca, który liże się z innym wojownikiem PUBLICZNIE i bez wstydu... To jest inne spojrzenie na ciebie niż do tej pory miałam. Wiedziałam, że jesteś gejem, ale... No, śmieszne to było.
Przejechał łapą po pysku. Gdyby widziała co się działo, gdy jej nie było jeszcze na świecie. To dopiero było bezwstydne całowanie się na środku obozu... I zajadanie się trupem kota. 
— Mój partner jest... specyficzny. Nie widzi w tym problemu, a ja... — zaciął się. Przecież nie powie córce, że nie potrafi mu odmówić. — Nieważne. Co dzisiaj się nauczyłaś na swoim treningu? — zmienił temat.
— Czemu zmieniasz temat? Zawstydziłeś się? Nie możesz powiedzieć temu swojemu partnerowi, żeby cię obściskiwał poza obozem? — mruknęła. — To tylko cię upokarza... Wyglądasz jakbyś był tym z dołu, a jesteś tym całym mistrzem...
Skąd ona znała takie słownictwo? Czyżby Sosnowa Igła jej powiedziała jak wygląda to całe partnerstwo? Jak tylko załatwi sprawę z Wieczór, to pójdzie do kocicy i ją wyjaśni. Naprawdę ostatnie to czego pragnął to, aby jego córka drążyła jego życie uczuciowe i próbowała dociec kim był w tym związku.
— Jesteś za młoda, aby zawracać sobie tym głowę — mruknął, czując jak uszy mu płoną. — Owszem... Jestem mistrzem. Dlatego mogę robić co chcę i nic ci do tego.
— Ale nie sądzisz, że to trochę cię poniża?... Nie wiem, ja do tej pory miałam cię za kogoś niesamowitego, a widząc jak dajesz się lizać... Eh, szkoda mówić.
— Zazdrościsz? — prychnął. — To nie jest żadne poniżanie się. To nazywa się miłość. Nie zwraca się wtedy uwagi na otoczenie. I nie martw się o swojego ojca. Jeżeli ktoś zacznie z tego drwić i się śmiać, gorzko tego pożałuje.
Kotka wzruszyła delikatnie ramionami, jakby nie wierząc w jego zapewnienia. Żyłka mu przez to zapulsowała na czole. Raczej nikt się z nich nie naśmiewał, prawda? Przecież by to dostrzegł... 
— Skoro tak twierdzisz... Jeżeli ci przeszkadzają takie pytania to dobrze, będę siedzieć cicho. I nie, nie zazdroszczę. Ble — miauknęła uczennica. 
Skinął łbem.
— Cieszy mnie to, że zmądrzałaś. Jeżeli będziesz chciała ze mną się kiedyś wybrać w teren, mogę znaleźć dla ciebie czas — zaproponował jej, pamiętając jak bardzo chciała, aby gdzieś poszli razem.
Uśmiechnęła się szeroko. On naprawdę chciał z nią spędzić czas?! Nie wiedziała co tak na niego wpłynęło, ale była szczęśliwa.
— Ale super! Pokażesz mi różne ciekawe rzeczy?
— Zależy co masz na myśli używając słów "ciekawe". Czyli już teraz chcesz iść na spacer?

<Wieczór?>

30 lipca 2023

Od Wieczornej Łapy (Wieczornej Mary) CD. Chłodnego Omena

 Dlaczego jej własny ojciec myślał, że nawet odważyłaby się zaprzyjaźnić z jakimś zdrajcą? Trochę czuła się przez to urażona, nie miała pojęcia o tym jak małe zaufanie miał do niej Chłodny Omen. Naprawdę była już dojrzała a czuła się, jakby miała mu to przypominać na każdym kroku. Poza tym po co on nawet wspominał o jakichś znajomościach? Trzymała się jedynie z Sosnową Igłą dla rozrywki i gnębienia Tchórzliwego Kruka. Maksimum swojego czasu spędzała na samodoskonaleniu się a nie rozmawianiem z jakimiś dzbanami. Nikogo do niej nie garnęło, ona nie garnęła do nikogo i na tym koniec. 
- I tak się z nikim nie przyjaźnię, więc o to się nie martw.
- Dlaczego? Powinnaś poznawać koty i spędzać z nimi czas - mruknął, przyciągając ją do siebie łapą. To było dziwne jak na jej tatę, który wydawał się być nią rozczarowany na każdym kroku - No i... może zdobywać pierwsze zauroczenia?
- Zauroczenia?- prychnęła.- No chyba nie. Nie mam czasu na spędzenie czasu z innymi kotami. Są wyjątki, ale... Nie. Są ważniejsze rzeczy do roboty.
Naprawdę miałaby się lizać w wolnym czasie z jakimś kotem? Ktoś taki jak ona miałby się zniżyć do takiego poziomu? Chyba nie. Gdyby miała w tym jakiś interes to może, ale tak z własnej woli? I to jeszcze w kimś z jej klanu gdzie wszyscy tutaj potracili mózgi już w macicy? 
- Niby jakie? Szkolisz się tylko na wojownika. Później masz przecież czas na spotkania ze znajomymi.
- Z takim mentorem będę musiała się uczyć do nocy by cokolwiek zrozumieć! No i jak już mówiłam, nie mam znajomych, więc nici z tych całych spotkań.
Tak naprawdę nie było aż tak źle, racja, ćwiczyła dużo sama, lecz miała też czas na to by się zatrzymać w biegu dnia codziennego. Gdyby bardzo chciała, to mogłaby się umawiać na jakieś wyjścia z kolegami… Których nie miała.
- To czas by sobie jakichś znaleźć. I nie przesadzaj... Nauka nie jest wcale taka skomplikowana.
- Czas by znaleźć... Ta, prosto powiedzieć... Może ciebie wszyscy wokół lubią, skoro myślisz, że to takie łatwe... Z moim charakterem jest to dość trudne.
- Nie lubią, nie lubią. Zwłaszcza jak każe im się lać. - Rozciągnął się, przewracając na bok. - Mam kilku dobrych znajomych... Tyle mi starczy. Mało w jakim klanie wszyscy kogoś lubią, córeczko.
Uśmiechnęła się lekko. Tata był jakiś... Mniej obrażony. Kiedy ostatni raz powiedział do niej “córeczko”? Chyba wtedy, kiedy jeszcze była mała i nie zdążyła go zawieść. Może w końcu jej wybaczył głupoty? Byłoby fajnie, ponieważ miała już dość obserwowania jak każdy ma kija w dupie w kontakcie z nią.
- Masz rację. Nikt nie jest idealny.

<Chłód?>

27 marca 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczornej Łapy

Naprawdę nie rozumiał czego tak się bała. On nie miał problemu z tym, aby podejść do ojca i powiedzieć mu, że coś mu nie grało. Ta jednak cykała się gorzej niż kocię. Dziadek nie urwałby przecież jej za to głowy. Nie zamierzał jednak załatwiać wszystkiego za nią. Powinna zachowywać się dojrzale skoro już była uczniem i brać odpowiedzialność we własne łapy. 
— Zależy jak to powiesz. Jeżeli tonem rozpuszczonego gówniarza, to owszem, uzna. Jeżeli wskażesz na winę mentora, to już inna sprawa. Nie siedzę mu w głowie, więc ciężko mi powiedzieć jakby zareagował — powiedział, lustrując czarną wzrokiem. 
— No w sumie tak... Nie no, może lepiej nie ryzykować a jak będę potrzebowała się doszkolić to albo zrobię to sama albo kogoś poproszę. Lizusa Mysikrólika jakoś przeboleje...
— Skoro tak... — Strzepnął uchem. — Życzę więc powodzenia.
Męczyła się i wolała to ciągnąć niż zmierzyć się z Mroczną Gwiazdą? To było doprawdy dla niego niezrozumiałe. Nie zamierzał jednak w żaden sposób jej pomagać. To była jej decyzja. On nie odczuwał na swoich barkach żadnego ciężaru, który sprawiałby mu dyskomfort.
— Ta, ta... Powodzenia. Potrzebuje sił do niego a nie powodzenia... Koszmar ma lepiej. Może się skupić na treningu a ja się wkurzam taką błahostką... — wymiauczała. 
Tak to prawda... Wkurzała się o byle co. Chociaż nieco już dojrzała i tak była jeszcze dzieckiem, które nie znało się wcale na świecie. Spór o lepszego mentora to było nic z dorosłym życiem, w które niedługo wkroczy. 
— Zawsze może cię podszkolić kto inny. Byleś nikogo nie nękała na siłę — doradził jej, zauważając że kotka miała naprawdę irytujący sposób bycia. Widział doskonale jak zadawała się z Sosnową Igłą. Nie pochwalał za bardzo tej znajomości, ponieważ wojowniczka... Była po prostu głupia. Ale skoro te dwie lubiły bawić się na tak niskim poziomie, to nie zamierzał im w tym przeszkadzać. Miał ważniejsze rzeczy na głowie niż dzieci. 
— Nikogo nie będę nękać na siłę. Taka Sosnowa Igła na przykład pewnie z chęcią mi pomoże. Lubi mnie — wypowiedział jego myśli na głos, co wcale go nie zdziwiło. Jedynie skrzywił się zniesmaczony na brzmienie imienia starszej już wojowniczki. 
— Mhm... To aż dziwne — szepnął pod nosem, bo nie spodziewał się, że ktoś taki jak bura był w stanie kogoś polubić. 
— Czemu cię to dziwi? — Przekrzywiła zaintrygowana łeb. 
— Nie za dobrze dogaduje się z kotami. Mało kto ją lubi. 
— Czemu niby? Jest agresywna i dziecinna, ale... Da się z nią gadać — wytłumaczyła. 
— No właśnie dlatego, bo jest agresywna i dziecinna. — Strzepnął uchem. — O ile nie przyjaźnisz się ze zdrajcami, to możesz mieć znajomych. Masz wolną łapę — podkreślił tu oczywiście słowo "znajomi" nie bez powodu. Nie zamierzał pozwalać Wieczór, sprowadzać sobie jakichś partnerów. Była na to jeszcze zdecydowanie za młoda, ale wolał dmuchać na zimne. Wizje dziadkowania chciał odłożyć jak najdalej w czasie. Był stanowczo za młody, by ktoś wołał na niego dziadku! 

<Wieczór?>

15 marca 2023

Od Wieczornej Łapy CD. Chłodnego Omenu

 Czemu on musiał wypominać jej głupotę… Nie lubiła myśleć o tym, że kiedyś zachowywała się jak idiota i udawała, że nie ma ilorazu inteligencji. To było tak żenujące… Aż jej się płakać chciało jak o tym słyszała po raz kolejny. Do tego jeszcze cierpiała przez jej głupotę! To było jakieś jedno wielkie nieporozumienie.
- Tato! Byłam dzieckiem! Nie chciałam tak mówić! A potrzebuję teraz pomocy, bo nie wytrzymam z nim!
Ojciec mruknął pod nosem, wracając do wylizywania swoich łap. Strasznie był obrażalski, jako dzieciak się mówi różne debilne rzeczy a on jej to wypominał… Była już całkowicie inna.
- To idź jęczeć dziadkowi. Skoro to od niego zależy decyzja, to jak ładnie poprosisz to ci zmieni.
- Niezbyt chcę z nim rozmawiać, bo jest... Przerażający. Cholernie mądry. Tak jakby miał mi za chwilę wbić pazury w gardło.
Chłodny Omen uśmiechnął się pod nosem. Co go tak bawiło? Nie czuł żadnego respektu w stosunku do lidera? Dziwne, ale i poniekąd chyba zrozumiałe. Ona też się nie bała swojego taty nawet jeżeli był mistrzem. 
- Tak... Mądrala... Ja się go za to nie boję.  Gdy byłem w twoim wieku, psioczyłem na niego gorzej niż ty na mnie. Może i to nie chwalebne się tak o tym chwalić, ale to ja zrobiłem mu tą bliznę co ma na oku.
Podniosła jedną brew. Nie wiedziała czy może uwierzyć na słowo kocurowi, bo jednak nie brzmiało to zbytnio realnie. Jeżeli to zrobił, to znaczy, że był jakiś głupi… Kto by chciał zadzierać z kimś takim jak Mroczna Gwiazda?
- Jakbym mogła ci uwierzyć... Po za tym zachowywałeś się w takim razie bezsensownie. Po co się narażać? Miałeś w tym jakiś cel?
- Wtedy nie był liderem i owszem... miałem. Porwał mnie z klanu, który był moim domem... Nie uważałem go wtedy za ojca. Stare dzieję. Wiem, że to było zachowanie godne mysiego móżdżka. Żałuje, że tyle sprowadziłem na niego bólu oraz nerwów. - wyjaśnił. - Dlatego też jestem dla ciebie wyrozumiały, Wieczór. Przypominasz mnie z młodości. Tą... moją destrukcyjną część.
Parsknęła śmiechem. Była jak on w młodości? Zabawne. Strasznie śmieszne. Nie była ani trochę do niego podobna, no może jeżeli to wszystko było prawdą… To odrobinę. Ale zachowywała się przecież całkowicie inaczej, nie była ani destrukcyjna ani tak głupia jak on. W sumie tą całą wzmiankę o porwaniu z klanu trochę olała, ale było to jednak ciekawe. Był w innym klanie, lecz to tutaj dostał taką ważną rangę i w ogóle był ważny… Jako syn lidera mógł mieć jakieś przywileje, ale nie sądziła by z tego jakoś korzystał i pewnie do tego wszystkiego doszedł sam. Chciałaby być kiedyś taka jak on… Poważana przez innych i uznawana za kogoś lepszego.
- Ale ja nie przeorałam pazurami po pysku ojca. Jak na razie nie sięgam do przemocy, chyba, że to Koszmar. Koszmara mogę bić. Jest gnojkiem, więc...
- Nie bij brata. To dobrze, że potrafisz się powstrzymać. Ja nie potrafiłem, więc dostawałem po grzbiecie. Mimo to... I tak się go nie boję. Tyle księżyców z nim przeżyte, że przywykłem do jego sposobu bycia. Ważne, aby go nie denerwować, a będzie miły.
- Tak? Ale skąd mam wiedzieć co go denerwuje niby? Wkurzę go błahostką i będzie ze mną źle. Chociaż nie wiem czy może mnie spotkać coś tak okrutnego jak danie mi tego leszcza za mentora...- zażartowała, chociaż zdawała sobie sprawę, że to był słaby żart. Albo i nie? Tata uśmiechnął się mimo marnej jakości tego jakże zabawnego przytyku.
- Możesz mu się kłaniać i całować łapy. Ciekawe jaką miałby minę... - rzucił. - Jeżeli chcesz mogę pójść z tobą. Ale ty będziesz mówić. Ja pomogę, gdy uznam to za stosowne.
Skrzywiła się lekko. No chyba sobie żartował… Treningi z Mysikrólikiem nie były jednak takie złe, wolała się nie poświęcać… Nigdy by nie pocałowała łap dziadka, bo pewnie śmierdziały.
- Kłanianie się to już przesada. Zapytałabym się go o to, ale czy nie uzna za niestosowne podważanie decyzji lidera?

<Chłód?>

[przyznano 5%]

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczornej Łapy

No i Wieczór została Wieczorną Łapą. Czy zmądrzała? Pewnie okaże się dopiero wraz z czasem. Widział mimo wszystko, że nieco się uspokoiła. Nie cieszył się jednak z tego tak szybko. Mogły to być wszak pozory. Miał jednak nadzieję, a wręcz błagał Mroczną Puszczę o to, by jednak to nie był tylko jakiś krótki epizod w jej życiu. Nie cierpiał tej jej... wrednej wersji, która szeptała mu na ucho jakim był złym ojcem i jak bardzo chciała go zabić. Kto w ogóle ją tak wychował? Odpowiedź nasuwała mu się sama, ale wątpił, by to była wina Frezjowego Płatku. Ona raczej wmawiałaby dzieciom, że ich kochał całym sercem czy coś...
Usiadł ciężko na ziemi, kładąc się zmęczony, gdy ujrzał zbliżającą się córkę. Pewnie była już po treningu. Zmusił się, by nie usnąć przed uczennicą, podwijając pod siebie łapy. Szkolenia wojowników dawały mu w kość i odbijały powoli na nim swoje piętno. Był w końcu jedynym mistrzem w klanie. Nie wyrabiał. Czasami marzyło mu się wolne. Pospanie nieco dłużej, a nie zrywanie się skoro świt. 
— I co? Usatysfakcjonowana z treningów? — zwrócił się do młodej, by sprawiać pozory, że się interesował. No w zasadzie tak było. Chciał wiedzieć jak się jego krew spisywała w terenie i czy coś po nim odziedziczyli. 
Nie odpowiedziała mu na to, tylko usiadła obok, a on spostrzegł, że nie zdawała się zadowolona. 
— Czemu Mysikrólik tak sra tęczą? — zapytała zamiast tego, a on zaśmiał się na to, ponieważ te słowa brzmiały tak zabawnie, zwłaszcza że padały z jej pyska. 
— Ponieważ nie jest taki jak my... Chociaż to dziwne, bo jego matką jest Sosnowa Igła — wymruczał do córki.
Mysikróliczy Ślad może i był jej synem, lecz całkowicie nie wdał się w kocicę. Możliwe, że odziedziczył charakter po swoim ojcu, co było dla Klanu Wilka dość radosną nowiną, bo wątpił, by udało im się przeżyć wściekłego klona burej. Mroczna Gwiazda pewnie by się cieszył, bo mógłby zrekrutować kolejnego kultystę, ale... Tak... Dzieci Sosnowej Igły całkowicie się nie udały. 
— Ale on jest tragiczny! Czemu nie mogłam dostać kogoś lepszego? Koszmar dostał Błękitny Ogień, a ja przesłodzonego imbecyla! — warknęła cicho córka, kładąc zrezygnowana łeb na łapy. — Dziadek aż tak mnie nienawidzi?
Strzepnął na to uchem. Lider był... specyficzny. Dalej pamiętał te jego okazywanie troski, a raczej irytacji względem niego. Musiał przyznać, że van nie zmienił się od tamtej pory ani trochę. Wciąż dało się zaobserwować w nim tą jego omenowość, jak od niedawna zaczął nazywać całokształt ojca, bo inaczej nie potrafił nazwać tego, jak ktoś mógł mieć tak wielkie ego i przy tym nie stracić głowy. 
— Dałaś mu podobno w kość, więc się nie dziw. Trzeba było być posłuszną, a nie grozić mu emeryturą — O tak, słyszał o tym, w końcu ojciec się z nim tym podzielił, tym swoim przesiąkniętym cynizmem głosem, dodając coś o tym, że pięknie wychowuje swoje dzieci. 
Wieczorna Łapa jęknęła cicho. 
— Wiem, że to było głupie, ale teraz jestem bardziej dojrzała! Poprawiłam się, a muszę teraz całe dnie spędzać z takim idiotą!
— Jeżeli chcesz być silnym wojownikiem, to wytrzymasz tą niedogodność. Ważne, że cię uczy. Nie zawsze dostajemy to co chcemy — ziewnął, wylizując swoje łapy.
Tak. Coś o tym wiedział. Go życie poprowadziło tak a nie inaczej, chociaż marzyło mu się inne życie. Gdyby ojciec go nie porwał, być może dalej byłby klifiakiem i miał całkiem innego partnera. A tak? Im jego córka nauczy się jak działa świat, tym lepiej. Niestety... nie było w nim sprawiedliwości i miał w nosie kocie pragnienia. 
— Uh... Nie możesz poprosić dziadka by mi go zmienił? On mnie niczego dobrze nie nauczy! — powiedziała, a on spojrzał na córkę, jak gdyby się przesłyszał. 
— Co ja słyszę. A z jakiej racji miałbym to zrobić? Myślisz, że tak łatwo przyjdzie wyrzucić mi z głowy twoje słowa o tym, że powinienem zdechnąć? Skoro dojrzałaś, udowodnij to. Inaczej nie licz na moją pomoc — odpowiedział, nie zamierzając tak łatwo dać się jej ugiąć. Nie zamierzał rozpieszczać swoich dzieci, a tym bardziej im pomagać w takich sprawach. Skoro chciała zmiany, mogła sama jak dorosła pójść do dziadka i go o to poprosić. 

<Wieczór?>

13 marca 2023

Od Wieczoru (Wieczornej Łapy) CD. Chłodnego Omenu

 Jego tłumaczenia były idiotyczne! Czemu nie chciał rozmawiać z nią na poziomie? Czuła się jak bardzo małe dziecko, któremu tata próbuje wytłumaczyć coś poważnego… Tragedia z nim była. Miał potencjał na dobrego ojca, w końcu taka wysoka pozycja, siła i w ogóle… Mógł być dla niej autorytetem…
- Nie rozumiesz? Phi. To jakim cudem ze mną rozmawiasz?
- Idzie mi to ciężko jak nie zauważyłaś. Jesteś... czymś dla mnie nowym. Nie mam doświadczenia z dziećmi.
- To cię nauczę jak się opiekować dziećmi, dobrze? Jestem ekspertem, bo jestem dzieckiem, prawda?
Kocur przekrzywił łeb. W końcu zaczął myśleć! Mógł wcześniej się jej zapytać o zdanie i to czego od niego oczekiwała. Oszczędziliby sobie nerwów i narzekania jeden na drugiego.
- No dobrze. Mogę na to przystać - zgodził się. - Tylko mam nadzieję, że to nie jest jakiś twój kolejny żart.
- Nie jest, chcę mieć w końcu normalnego ojca. Po pierwsze, musisz przychodzić z uśmiechem bo od razu wszystkim jest lepiej, zrozumiano?
Chciała czuć się chociaż trochę lepiej na jego widok, a nie oglądać marudnego ryja bez chęci do życia. Aż taki smutny był przychodząc do nich? To było… Przykre.
- Zobaczymy - mruknął tylko. Taki z niego był sztywniak, że masakra…
- No dobrze dobrze. Po drugie, musisz być nami zainteresowany nie tylko w kwestii czy nie umieramy! Nie wiem, Koszmar cię tak lubi to jak przychodzisz to się zapytaj jak tam u niego, bo z pewnością ma ci wiele do powiedzenia. To jest... Miły gest.
- To... Co tam u ciebie?
Parsknęła. No tego to się nie spodziewała.
- U mnie? Wiem, że ciebie to interesuje, ani ja nie chcę ci się zwierzać. Nie musisz się tak do mnie odzywać. Mi głównie chodzi o Koszmara. On jest takim lizusem, wiesz... Teraz przechodzimy do kolejnego punktu, na którym mi bardziej zależy. Dzieci chcą się dowiadywać o różnych ciekawych rzeczach. Możesz opowiadać jakieś historie, które słyszałeś, przygody... Albo opowiadać o systemie w Klanie, to też ważne. Wtedy też budujesz autorytet mądrego taty, który jest waleczny i w ogóle...
Musiał w końcu pokazać, że jest taki niesamowity na jakiego go kreują… Na razie widziała jedynie marudę, który boi się zwykłych dzieci. W ogóle nie wydawał się być kimś szczególnym, a niby był tym całym mistrzem…
- Coś jeszcze?
- Hmm... No zabawa, ale to tylko Koszmar chyba lubi. Ale gdybyś kiedyś chciał mieć więcej dzieci to wiedz, że niektóre dzieciaki lubią się bawić.
- Nie będzie więcej dzieci. Nie musisz się o to martwić - zapewnił. - A ty nie lubisz się bawić? Miło, że troszczysz się tak o brata, myślałem że go nie lubisz.
Ona i troska o brata? No chyba nie! To był skończony idiota, który był głupszy od kamienia! Gadanie do niego było jak przemawianie do robala a i nawet glizda by więcej zrozumiała niż on. Ciągle tylko powtarzał to samo i ją obrażał bez powodu. Głupek.
- Nie troszczę się o niego, tylko wolę, żeby był czymś zajęty, niż żeby mi przeszkadzał!
- W czym ci przeszkadza?
Aż się zapowietrzyła. W czym? W czym?! We wszystkim! Koszmar był najbardziej irytującą jednostką w całym klanie, nawet bardziej niż Upadły Kruk! Obrażał mamę bez powodu i zachowywał się jak żmija…
- W ŻYCIU!- parsknęła głośno, mając nadzieję, że Koszmar tego nie usłyszy.- Dokucza mi co chwilę i myśli, że jest znawcą więc mi wypomina, że mam dwie kulki pod ogonem! Ble i fuj!
- Też mam... To normalna rzecz... Wieczór. Mama z nim nie rozmawia, by ci nie dokuczał?
Chłód mógł się bardziej postarać udawać kogoś mądrego. Niestety jej tata po prostu był trochę przygłupawy. Może po nim Koszmar odziedziczył idiotyzm?
- On się mamy nie słucha. Wyzywa ją co chwilę. Dlatego to ja jestem tym lepszym dzieckiem.
- Mh... Rozumiem. Pogadam z nim...
- Oh, dziękuję tato- zamruczała i się do niego przytuliła. Tata chciał coś dla niej zrobić? To było fajne… Nie sądziła, że taki sztywniak chciałby w ogóle ingerować w życie dzieciaka. Matki jej brat nie słuchał, więc może ojciec mu dobrze nagada? Kocur popatał ją po łbie i otulił ogonem. Jakoś cieplej jej się zrobiło na sercu.
- Proszę...
Otarła się lekko o niego. Nauczył się tak szybko jak się dobrze zachowywać? Wystarczyło mu powiedzieć podstawowe zasady i już zmienił myślenie! 
- Chyba już wiesz jak być dobrym tatą!
- Mhm... - mruknął nieprzekonany. - To... Co teraz? Chcesz posłuchać historii jakiejś?
Pokiwała energicznie głową. Naprawdę to była jakaś przemiana! Plus widać było, że jej słuchał wcześniej. Mówiła mu przecież, że dzieci lubią się czegoś dowiadywać.
- Tak!!!
Tata położył się i dał ją sobie między łapy. Poczuła jego futro i cicho zamruczała. Była taka głupia, że wcześniej mu nie powiedziała jak powinno się zachowywać będąc ojcem…
- To... Kiedyś nie mieszkaliśmy na tych terenach, tylko gdzieś daleko w górach. Dochodziło czasem tam do lawin, jak i osunięć się kamieni. Z gór spływal strumień, który oddzielał granice od Klanu Klifu... Las był w większości iglasty. Klany spotykały się na ogromnej polanie, na której leżał głaz. Musieliśmy jednak opuścić te tereny przez głód i skażoną ziemię, wędrując wiele księżyców w nieznane, aż nie osiedliliśmy się tutaj.
- To musiało być ciekawe... Podróżować przez tak długi czas, nie być pewnym gdzie się będzie spać...
- Spaliśmy na ziemi lub w krzewach, ale tak... Było ciekawie i ciężko. Kocięta rodziły się w drodzę, przez co wojownicy musieli nosić takie bobasy w pysku.
- Kto się urodził w drodze?
- Szakala Łapa i Cienista Łapa. Przez to musieliśmy częściej stawać, by Stokrotkowa Polana mogła je nakarmić.
- To nie jest Cienista Łapa, tylko Ruina. I ona jest dziwna. To, że urodziła się w drodze miało na to wpływ?
Ta cała stresująca podróż może wpłynęła na jej mózg i teraz była taka odklejona i dziwna? Raz była miła raz nie, zachorowała na jakąś dwubiegunówkę i przy okazji straciła godność kota. Nie można było też zapomnieć o tym, że urodziła się niedorozwinięta i gderała a nie mówiła.
- Może…- kocur skrzywił pysk. - Bardzo z niej wyszczekany dzieciak. Oby zmądrzała, bo jak na razie przynosi wstyd swojej rodzinie.
- Mam nadzieję, że będzie normalna. Bo jest... Ble. Zjedzona kaczka.
Tata zaśmiał się gardłowo. Czyli jego też bawiła ta istota? Mieli ze sobą coś wspólnego.
- Prawda. Czas pokaże czy się zmieni.
- Jeżeli się nie zmieni, to będzie mieć przechlapane.
- Owszem. Będzie. No nic... - Polizał dziecko po łbie. - Wracaj już do mamy.
- No dobrze... Pa tato!
Po raz pierwszy poczuła się jakby miała dwójkę rodziców. Wcześniej kocur był nieobecny i niezwykle wkurzający. Może teraz naprawią relację i on zacznie ją lubić? Przełamie się i przestanie się bać własnych dzieci?

***

Tata się poprawił. I dobrze, bo byłaby zła. Mama kazała mu ich pilnować, ale sobie przysnął. Cóż, jego problem. Zaczęła go smarować błotem. Będzie lepiej wyglądać.
Zasnął zmęczony po całym dniu treningu. Miał pilnować kociąt i to robił, ale nagle zrobiło mu się ciemno i padł jak długi. Mruczał pod nosem coś niezrozumiałego, gdy dziecko go czymś smarowało.
Kiedy Chłód miał już cały pysk w błocie, wzięła się za łapy.
- Mrrrfff... - ojciec wydał z siebie odgłos, machając przez sen ogonem. Zaśmiała się cicho i dalej mu robiła spa. Strasznie był zmęczony po tych wszystkich treningach. Biedak. Trzeba było mu to wynagrodzić z prawdą? A takie zabiegi były na pewno bardzo miłe. Chłód już był cały w błocie. Była dumna ze swojej roboty. Świetnie jej wyszło. Był teraz innego koloru! Niestety po jakimś czasie zaczął się budzić. Ziewający tata był strasznie słodki. Był śpiący jak małe kocię.
- Hihi, jaki ładny jesteś tato. Czekoladowy.
- Hm? - spojrzał na nią chyba niezbyt kontaktując.- Co?
- No popatrz na siebie!
Jego mina była wspaniała! Był zaskoczony swoją nagłą zmianą. Ona też by nie potrafiła uwierzyć, gdyby po krótkiej drzemce obudziła się pełna błota nawet na grzbiecie.
- To twoja sprawka? - zmierzył ją wzrokiem jakby zrobiła coś złego. No co, nie podobało mu się?
- Tak. Mama mówiła, że kotka by być ładna, się lepi błotem. Stwierdziłam, że tobie by się przydało...
- Nie jestem... kotką. - prychnął.- Mogłaś mnie obudzić i zapytać czy chcę... być ładny.
- No ale tak słodko spałeś... Nie chciałam cię budzić.
To była prawda. Wydawał się być taki wycieńczony, co chwilę ziewał a jeszcze mama mu kazała tu siedzieć… Chwila relaksu była dobra dla każdego. 
- Mh... No nic... I tak się nie wyspałem...
- To możesz spać dalej, znajdę jakąś leczniczą trawę na zmarszczki!
- Uh... nie wiem czy chcę... - wymiauczał. - Czy chcę bawić się w... to coś...
- Ale to fajne. No no, idź spać!
Stary znowu usnął! Teraz to zaczęła się zastanawiać co takiego się robi na tych całych treningach skoro taki wymęczony wydawał się być. Przynajmniej nie będzie protestował. Urwała dużo trawy i zaczęła go nią okładać. Zaczynał wyglądać jak ściółka leśna. Brakowało tylko dżdżownic! Wygrzebała robaki i kładła je na nim. A tata dalej spał… Gdyby był trzeźwy na umyśle, byłby już na nią wściekły, że żyjątka po nim pełzają, ale skoro uciął sobie drzemkę, to był cicho.
Znalazła dużą dżdżownicę. Bardzo dużą. Otworzyła pysk taty i go tam wsadziła. Na pewno mu posmakuje. To mogło być śmieszne. Wciągnie ją przez sen!  Znalazła jeszcze więcej robaków i je mu dała do mordy. Myślała, że pęknie ze śmiechu! To był najzabawniejszy widok na świecie! Obserwała robaki pełzające w jego buzi. W którymś momencie prawie jedną połknął, ale przez to obudził się i wypluł wszystkie dżdżownice.
- Ugh... Co się dzieję? Wieczór?
- Podobno robaki są bardzo zdrowe. Am am.
- Skąd one się wzięły? - zamrugał zdegustowany. I właśnie dlatego wolała kiedy spał… Od razu narzekał na lecznicze robaki.
- Znalazłam je specjalnie dla ciebie!
- Nie dawaj mi robaków - zmierzył ją zły. No co on taki markotny był? Nie wyspał się? Przecież dużo już spał!
- Ale one są zdrowe. Musisz jeść zdrowe rzeczy.
- Ugh... Kto ci takich bzdur nagadał? Koty nie jedzą robaków. Gdyby tak było nie wywalalibyśmy zarobaczonych piszczek.
- Ale one są zdrowe. Mama mówiła. Zjedz je!
- Nie.  Sama jedz skoro tak ci smakują
- Ja już jestem zdrowa, a ty wyglądasz na chorego. Taki zmęczony...
- Dzisiaj dużo trenowałem. To przez to, a nie przez chorobę. I nie. Podziękuje. Już jadłem. Zabierz te robaki na zewnątrz - odtrącił zwierzaczki łapą. Uh, a myślała, że zje jednego… Silny pan mistrz jedzący robaki… Czemu musiało się nie udać!?
- No ale tato...- przysunęła je z powrotem.- Jeśli ty zjesz, to ja też! Musimy dbać o zdrowie.
- Nie zjem ich. Fuj - odsunął się. - Takie rzeczy jedzą więźniowie, a nie wojownicy. Matka ci takie bzdury wmawia? 
Pokręciła łbem. Nie mogła mamy wkopać, ale… Bardzo ją zaciekawiła wzmianka o więźniach. Mieli jakichś jeńców wojennych i ona o tym nie wiedziała?! Jak to?! Przecież chciała wiedzieć wszystko!
- Tak naprawdę sama to wymyśliłam. Ale jacy znowu więźniowie? Psy? Takie jak Upadły Kruk?
- On nie jest więźniem. Urodził się tu i jeszcze nic złego nie zrobił, by go za niego uznać. Więźniowie to osoby, które jakoś naraziły się liderowi i trzymane są w miejscach, z których nie uciekną.
- Jest u nas ktoś taki?
- Nie interesuj się. - mruknął.- Wracaj do zabawy.
- No powiedz, widać, że coś ukrywasz.
Strasznie było widać po nim, że nie chce jej czegoś powiedzieć! Mógłby się chociaż postarać… Całą swoją twarzą zdradzał to jakim kłamcą jest. Rozumiała jego obawy, bo pewnie tacy przetrzymywani są tajemnicą i w ogóle, ale ona tylko chciałaby zobaczyć takiego złego kota!
- Pytaj dziadka. Ja nic nie wiem - powiedział, wywalając robale ze żłobka. Eh, cała jej praca poszła na nic. Każdy wygrzebywany robak poszedł w pizdu. Przynajmniej inni mogli mieć zabawny widok, kiedy zobaczyli potwora z bagien przy wejściu do żłobka.
- Dziadek nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Ty na pewno wiesz, bo jesteś tym całym mistrzem.
- Jeżeli dziadek nie chcę ci zdradzać takich informacji, to nie mogę ci o tym powiedzieć.
- Bez sensu... A jest tu coś ciekawego w obozie o czym nie wiem?
Może to miejsce skrywało jeszcze więcej tajemnic? Bielicze pióro pokazała jej legowiska z zewnątrz, ale może były jakieś tajne przejścia, skrytki…
- Nie wiem. W obozie nic się nie dzieje ciekawego - zrzucił z siebie trawę. On w ogóle nie szanował jej pracy! Jak mógł pozbywać się leczniczych ziół narwanych byle gdzie?
- A poza obozem? Pokażesz mi coś?
- Jak zostaniesz uczennicą - powiedział twardo, pokazując, że nie powinna się sprzeciwiać. Ale no… Strasznie nudno było w żłobku. To było tragiczne miejsce, dziura gdzie wszelkie marzenia i nadzieje nikły.
- Uh... To ja chcę już teraz zostać uczniem! Zostanę na noc w lesie i będzie świetnie!
- Nie. Jeszcze nie. Jeżeli wyjdziesz i to zrobisz, nie zostaniesz uczennicą, a będziesz zmuszona ponownie wziąć a tym udział. Dlatego nie pośpieszaj. Korzystaj z życia kocięcia - złapał ją za kark i umieścił między swoimi łapami. Przytuliła się do niego. Życie kocięcia nie było ciekawe, lecz przynajmniej nie męczyła się jak stary. On to wyglądał jakby miał wyzionąć ducha.
- Eh... Ale to jest pełne nudy. Nie wiem już co robić.
Otarł się o nią pyskiem, brudząc błotem. Ble! To była jakaś zemsta czy jak?! Obrzydliwe. Powstrzymała się od parsknięcia, bo jeszcze będzie na nią zły, że tak się wkurza o byle co.
- Ucz się. Walki czy skradania. Albo baw się z bratem lub matką.
- Ale jak mam się uczyć, jak nie wiem jak?
- Jakoś sobie poradzisz - powiedział, po czym wstał, widząc wracającą mamę. - Powodzenia - mruknął tylko, po czym odszedł. No jak tak można było! Miała tyle pytań, a znowu została zamknięta tu z mamą i bratem. Spojrzała smutno na wejście do żłobka. Świat był taki wielki, a zabraniali go zwiedzać…

***

Myślała, że bycie uczniem będzie ciekawsze. Może i by tak było, ale w tym wszystkim przeszkodził jeden fakt- dostała najbardziej gównianego mentora na całym świecie. Mysikróliczy Ślad był wart szczurzego bobka. Jak on miał ją czegokolwiek nauczyć? Dziadek musiał się bardzo na nią wkurzyć. Musiała teraz przez te kilka księżyców męczyć się z takim idiotą! No i była ostatnio u medyków co niezbyt jej odpowiadało. Małego kaszlu dostała i od razu nie mogła iść się uczyć! Co to miało być?! Zmarnowała czas, który mogła przeznaczyć na ćwiczenia, ale nie chciała by mentor miał jej za złe, że o siebie nie dba i nie będzie w takim razie nauki polowania czy walki. To był tylko kaszelek... No może nie taki tylko kaszelek bo ciężej jej się oddychało... Ale wolała mówić, że po prostu charczało jej się. To nie było nic poważnego!
Zauważyła tatę, który wydawał się być tak zmęczony jak ona. Czy kiedykolwiek był wypoczęty? 
- I co? Usatysfakcjonowana z treningów?
Treningi... Masakra. Czemu musiał o tym przypominać? Nie odpowiedziała mu nawet tylko usiadła obok niego totalnie wkurwiona. Miała beznadziejnego mentora. Czym ona sobie na to zasłużyła…
- Czemu Mysikrólik tak sra tęczą?

<Chłód?>

Wyleczeni: Wieczorna Łapa
[przyznano 5%]

19 lutego 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczoru (Wieczornej Łapy)

Nie zamierzał pozwolić, aby dzieciak wyszedł z nim gdzieś w las. Po pierwsze - musiał go wtedy pilnować, po drugie - na pewno oberwałoby mu się za to, gdyby coś ją zjadło. Dlaczego to małe nie potrafiło zachować się jak zwykłe kocię i bawić z rodzeństwem kulką mchu? Znał jej opinię na temat Koszmaru, lecz jego zdaniem syn był znacznie bardziej... normalny. To Wieczór wyszła jakaś upośledzona. Nie dość, że uważała się za kotkę, to była niczym irytująca mucha, która chciała, aby wszystko było tak jak mówi. 
— Powiedziałem coś, Wieczór. Nie będę powtarzać. Nie wyjdziesz ze żłobka póki nie dosięgniesz mi dotąd — Wskazał łapą szacowaną wielkość kotki, którą osiągnie wraz z dojrzałością. 
Mała spojrzała na to przez moment, po czym podskoczyła do góry. 
— Dosięgam! — ogłosiła z dumą.
Miał ochotę walnąć się łapą w łeb. Gdyby to było takie proste... Niestety... Dla czarnej najwyraźniej było. Musiał zgasić ten jej entuzjazm. 
— To tak nie działa — stwierdził oschle. — Musisz urosnąć, a nie podskoczyć. Koniec tematu — Machnął ogonem, pokazując jej, że już nie chcę nic słyszeć o wychodzeniu z obozu. 
— No ej, czemu niby nie mogę pójść? Bez sensu! Daj mi poznać świat! — darła pyska. 
Co za irytujące dziecko. Naprawdę nie potrafiła odpuścić? 
— Miałaś się bawić. Świat nie ucieknie. Jeszcze będziesz miała go potąd. — Strzepnął uchem. — Jak masz zamiar mi tu dalej jęczeć, to wrócisz do matki.
Zamierzał być konsekwentny w tym co mówił. Jeżeli coś nie pasowało smrodowi, mogła szybko skończyć u Frezji i tam jęczeć królowej o tym jakim był złym ojcem. Spojrzał na tego chłystka, który obrzucał go swoim wściekłym i naburmuszonym wzrokiem. 
—  Ale to już nudne! Nie chce wracać do mamy, bo znowu mnie będzie obrażał Koszmar!
—  Nic na to nie poradzę, że za tobą nie przepada. Może gdybyś była milsza, zachowywałby się przyzwoicie — stwierdził. — Jak chcesz to możemy się w coś pobawić. Ale... —  Rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie. — W nic poza obozem. Rozumiemy się?
Ugh... Czemu ojcostwo było takie... męczące? Dlaczego został na nie skazany? Tak, dalej nie przywykł do tego, że musiał zajmować się tymi bachorami. Nie chciał ich, a one i tak go znajdywały. 
—  Tak, tak... — burknęła pod nosem. — A w coś w ogóle się umiesz bawić?
Zastanowił się nad tym pytaniem chwilę, nim odpowiedział. Dawno temu był kociakiem, więc takie sprawy zatarły mu się wraz z czasem. Czy się w coś bawił? Pewnie tak. Nie pamiętał jednak jakichś konkretnych sytuacji. Jedynie brat był obiektem jego harców, gdy go zaczepiał i od czasu do czasu bił. 
— Umiem rzucać ci mech. Tylko taką znam zabawę. Ja w twoim wieku to w większość zabaw, bawiłem się z bratem — podzielił się tym z kociczką. 
— No to mi rzucaj. Będę lepiej łapać niż ty!
Westchnął i poszedł po jakiś mech ze żłobka. Wrócił z nim i podał córce. 
— Masz.
Ta z kwaśną miną, rzuciła mu kulkę, jak gdyby kosztowało ją to naprawdę masę sił. Złapał zabawkę i jej odrzucił, uważnie ją obserwując, czy aby przypadkiem to nie było jakieś jej kolejne oszustwo. Ta jednak zdawała się pierwszy raz być prawdziwym kocięciem i nawet zaproponowała, aby rzucił jej wyżej, by mogła poskakać. Skinął łbem i zrobił tak jak chciała. Podrzucił ją wysoko, ale na tyle, by kocię mogło ją złapać, a nie by poleciało gdzieś hen za nią, jak to było w jego przypadku, gdy bawił się z córką. Ta wyskoczyła jak najwyżej, ale coś nie wyszło i zamiast złapać mech, spadła nieporadnie na ziemię z piskiem.
Przekrzywił łeb. 
— Przynieś mech, bo trochę poleciał za ciebie — powiedział do małej, chcąc aby teraz to ona sobie pobiegała.
Wieczór wstała wściekła i posłusznie poszła po mech, co go aż zdziwiło. Nie skomentował jednak tej całej sytuacji. 
— Może lepszym pomysłem będzie jak wrócę do mamy, bo jeszcze się tu zabiję. 
— Jak chcesz — Wzruszył ramionami. — Mówiłem, że to miejsce nie dla kociąt, ale się uparłaś.
Maluch nie odpowiedział, tylko wrócił do żłobka, gdzie czekała na nią matka. 

***

Minęło kilka dni. Leżał wtulony w partnera, który dawał mu całusy, nie przejmując się gapiami w obozie. O tak... To było takie przyjemne. Spędzanie czasu z Gęsim Wrzaskiem na czułostkach. Mogli w tym celu wyjść z obozu, ale jak mógł to przerywać? Wojownik wręcz czerpał jakąś satysfakcję z tego, że mógł pokazać każdemu, że wielki mistrz należał do niego. Ta chwila mogła trwać i całą wieczność, lecz czyjś piskliwy głos zaburzył tą utopię. 
— Tato chodź się z nami pobawić. Rozumiem, że wolisz się obśliniać, ale w końcu masz dzieci, którymi powinieneś się zająć...
Westchnął ciężko, zwracając wzrok na dziecko. Znów Frezja olała sprawę i wypuściła bachora na zewnątrz. Czuł, że robiła to specjalnie. Chciała go wkurzyć, by przyszedł tam do niej i dał jej po pysku. Jeszcze jednak posiadał samokontrole, a wręcz nie chciał sprawiać kotce przyjemności tym, że łaskawie się do niej ruszył. 
— Macie matkę — rzucił, ignorując córkę i chowając pysk z powrotem w sierści partnera.
Gęsi Wrzask posłał Wieczór wrogie spojrzenie i objął go bardziej, nie chcąc oddać. No jak mógłby? Było im przecież razem tak dobrze. 
— Słyszałeś. Leć do mamusi. — powiedział point.
Córka położyła po sobie uszy.
— A co z tego, że mamy matkę jak potrzebujemy ojca? Naprawdę zawaliłeś, robisz sobie kocięta, a później masz nas gdzieś. Nikt nie zasługuje na takiego idiotę.
Otworzył oko, kierując wzrok w stronę niezadowolonej czarnej. Tak mu się nie chciało wstawać... Był zmęczony tymi treningami. Naprawdę o tak wiele prosił? Chciał tylko wypocząć u boku partnera... Po chwili namysłu, wstał ciężko na łapy, rzucając pointowi uspokajające spojrzenie. 
— Wynagrodzę ci to później — obiecał partnerowi, dając mu buziaka. 
Ten wykrzywił się, ale pokiwał łbem. Też był niezadowolony z przerwania tej ich chwili. Nie dziwił się. 
Podszedł do córki, po czym podniósł ją za kark i zaniósł do żłobka. Frezjowy Płatek od razu się uśmiechnęła, a radość wręcz się z niej wylewała, widząc że mała spełniła powierzone przez nią zadanie. Położył kociaka na ziemi, mierząc ją spojrzeniem.
— To w co chcesz się bawić? — rzucił głucho znudzony. 
— Ale biedny musi być twój partner teraz... Nie będzie mógł dać tobie dupy. Przykre.
Skrzywił się słysząc słownictwo Wieczór. Skąd ona znała takie słowa? Była jeszcze bachorem. I to takim może starszym, ale jednak! Nie powinna znać się na dorosłych sprawach. 
— Kto cię nauczył takich słów? — zapytał, mając podejrzenia, że być może to przez Frezje. Nie zdziwiłby się, gdyby miauczała takie bzdury przy dzieciach z zazdrości. 
— Mam swoje sposoby — zaśmiała się mała. — No pochwal się, jak ci się podobają randki z Gęsią?
— Nie powinno cię to interesować. Jesteś za mała, a to sprawy dorosłych — odparł chłodno.
— Nie jestem za mała. Jakim cudem puściłeś się z mamą, jak każdy wie, że wolisz kocury?
Strzepnął uchem, wzdychając ciężko. Zerknął na Frezję, która dalej miała szeroki uśmiech na pyszczku, jakby sądząc, że przekona się do przebywania z nimi, a nie z partnerem. Niedoczekanie jej. Nigdy nie zmieni zdania o kocicy. Nigdy. 
— Twój dziadek chciał wnuki, więc mu je dałem — ściszył głos. — Twoja matka mnie nie interesuje, tak jak zauważyłaś.
— Powinna cię interesować. Ty nawet nie wiesz jak ciebie potrzebuje. Jesteś okropny. — stwierdziła Wieczór. 
Eh... Te dzieci. Nie rozumiała, że czasami miłość nie istniała pomiędzy rodzicami? Nic nie sprawi, że odrzuciłby Gęś dla Frezji. Samo przebywanie w obecności kotki go obrzydzało. Nie było w tym tego czaru, który był pomiędzy nim a kocurem. 
— To była umowa, a nie miłość. Chciała dzieci to jej je dałem. Nie było nic o stałym związku i miłości. Mam już partnera. Kocham go. Nie będę z twoją matką — Pokręcił łbem.
— Przynajmniej udawaj, że ci na nas zależy. Nie chcę żyć w rodzinie, gdzie nie ma ojca. Mama sama sobie nie da rady.
Nie miał pojęcia co próbowała tym zyskać. Jego zdanie się już nie zmieni. Podjął decyzję i była ona jedna. No i przesadzała, ponieważ starał się odwiedzać swoje dzieci, bo musiał sprawdzać czy dobrze były wychowywane. Patrząc na zachowanie Wieczór... Miał dużo pod tym względem uwag. 
— Przecież jestem. Przychodzę do was — przypomniał maluchowi. — Mama to nie wy. Dla was zawsze będę, a ona jest dorosła. Nie trzeba się nią zajmować jak kocięciem — prychnął. — Poradzi sobie. Nie rób jej nadziei.
Jeszcze tego mu brakowało, by kocica uznała, że miała jakiekolwiek u niego szanse. Wtedy musiałby odganiać się nie tylko od kociąt, ale i od niej. 
— Przychodzisz, ale zachowujesz się jakby cię zażynano. Nasza mama jest dorosła, ale potrzebuje kogoś u boku.
—To niech sobie kogoś znajdzie. Astrowy Migot ją wspiera, jak to za mało to ma drogę wolną - prychnął. — Wcale nikt mnie nie zażyna. Po prostu... Nie rozumiem dzieci.

<Wieczór?>

16 lutego 2023

Od Wieczoru (Wieczornej Łapy) CD. Chłodnego Omenu

 Popełniła straszny błąd. Mogła udawać dalej, że go lubi a tak to teraz nici z zabawy! Nie lubiła spędzać czasu z Koszmarem i dlatego opcja rozmów z tatą była lepsza, tylko… On był obrażony. Masakra.
- Ale brat jest wkurzający! Nie mogę z nim wytrzymać, bo co chwilę mi dokucza! No weź tato, będę grzeczniejsza.
- W co niby chcesz się bawić?
Wlepiła wzrok w jego ogon i na niego skoczyła. To była najlepsza zabawa! Mogła biegać za końcówką ogona i to na serio była fajna zabawa. Jedyna ciekawa, bo reszta to były głupoty… Bieganie za mchem… Dobre dla maluchów. A tak to polowała na ojca!
- Taka duża, a dalej bawi się ojcowskim ogonem - zadrwił. - Wyrwij mi sierść, a spotkają cię konsekwencję. - dodał zimno. Tak jakby miała plan to robić! Zmądrzała i wiedziała, że to nie działało.
- Nie będę ci nic wyrywać, skoro tak ci to przeszkadza- parsknęła i zaczęła memlać jego ogon. Chyba rzeczywiście ząbkowała.- Jestem duża, ale dalej jestem kociakiem, wiesz? I ząbki mi rosną...- zachichotała cicho. Musiała zgrywać głupa przy ojcu, by nie uciekał… Musiała kogoś męczyć w końcu!
- Mh - mruknął ponuro pod nosem. Strasznie drętwy z niego typ był. Nudny i sztywny. - Na zęby dobre są patyki - doradził jej. Po co jej były jakieś patyki jak miała ojca? Nie przekona jej, by zmienić obiekt do gryzienia.
- Patyki są nuuudne. Wszystko tutaj jest nudne. Wojownicy mają ciekawe zajęcia, a ja muszę siedzieć z bratem i mamą... Tragedia. Czemu nie mogę już być uczniem?
- Bo nie odrosłaś porządnie od ziemi. Masz tłuste i krótkie łapki, nie dasz rady w terenie, bo zapadniesz się w błocie po pysk - mruknął. Jak on śmiał ją tak obrażać?! Nie była tłusta! To był cios poniżej pasa. Był okropny! Nie powinien jej takich wad wytykać, to było niegrzeczne!
- Nie mam tłustych i krótkich łapek!- zaskrzeczała, po czym wlepiła w nie wzrok.- Nie są tłuste! To ty coś wymyślasz!
Ojciec przewrócił oczami. Nie ruszało go to?! Przecież zachował się jak skończony cham! Nie lubiła swojego wzrostu ani tego jak wyglądały jej łapy, ale tylko ona mogła o tym mówić!
- No to są szerokie i nieproporcjonalne do ciała - zmienił słowa. Jakby to miało pomóc…
- Już lepiej, ale dalej mnie obrażasz! Wszystko u mnie jest proporcjonalne, jeszcze wyrosnę z tego i będę wyższa!- mruknęła.- Za mało jem czy jak?!
- Nie. Jesteś po prostu kocięciem. Wyrośniesz na pewno, ale nie z dnia na dzień. Przez to musisz siedzieć w żłobku - wytłumaczył jej to. Jęknęła przeciągle. Ona już chciała być większa! Chciała rosnąć jak Koszmar a nie żyć z nieproporcjonalnymi łapami! Musiała sobie je wydłużyć jakoś do czasu kiedy będzie uczniem. 
- Nuudne... Możesz mnie zabrać poza obóz? Przynajmniej coś poznam...
Ku jej zaskoczeniu Chłodny Omen pokręcił głową. Jak to? To co ona miała robić przez całe dnie? Siedzieć na dupsku i oglądać wszystko wokół? Nudy. Za obozem na pewno czaiły się ciekawe stworzenia, miejsca do eksplorowania itp… On ją tu przetrzymywał na siłę!
- Nie - rzekł stanowczo.
- A czemu? Jesteś przecież taki duży i silny, obronisz mnie przed złymi istotami.

<Chłód?>

Od Chłodnego Omenu CD. Wieczór (Wieczornej Łapy)

Położył po sobie uszy. Ugh! Dlaczego się darła? Sądziła, że matka jej pomoże? Niedoczekanie. Frezjowy Płatek nie miała nad nim żadnej władzy. Jedyne co mogła zrobić, to błagać go jak głupia o to, by uszczęśliwić dzieciaka. I tak nie zamierzał spełnić woli Wieczór. Nie pozwoli, by córka wlazła mu na głowę i rozpanoszyła się niczym rozpuszczony gówniarz. 
Na krzyk kociaka, królowa podeszła i rzuciła im obojgu zaniepokojone spojrzenie. Bała się, że coś szło nie po jej myśli? A owszem... Tak było. Nie był głupi i widział jak kocica próbuje wziąć go na dzieci, by stworzyli jedną, szczęśliwą rodzinę. 
— Co się stało kochanie? — zapytała czarną. 
— Bo ja się bawiłam taty ogonkiem i on mi go zabrał! — rzuciła zła, udając jakieś głupie dziecko. — A ja nic nie robiłam złego! Tata jest niemiły!
Prychnął pod nosem. Mieli znacznie odmienne wizję bycia niemiłą osobą. Wieczór przecież przez ten cały czas mu nagadywała, specjalnie go irytując. 
Frezjowy Płatek spojrzała na jego ogon, któremu brakowało kilka kępek sierści. 
— Miał powód. Nie wolno wyrywać nikomu sierści skarbie. Wcale nie jest niemiły, bolało go pewnie. Pobaw się z tatą w coś mniej krwawego dobrze? — zaproponowała. — Tak ładnie się bawiliście mchem. 
Skrzywił się na te słowa, ale przytaknął szylkretce. Miała rację. Nie będzie dzieciak się rządził. Ta zamiast jak na dobrą córkę przystało przeprosić, położyła jedynie po sobie uszy i szybko skoczyła na jego ogon, by dalej się na nim wyżywać. Szybko zabrał jej go spod pyszczka, nie pozwalając na dalsze harce. 
— Pójdę już — mruknął do królowej, która słysząc te słowa, zatarasowała mu przejście. 
— Tak szybko? Zostań jeszcze chwilę. Wieczór to mały kociak. Wiesz jakie one bywają... — Posłał jej zimne spojrzenie, ale ona je odważnie zniosła. Miała czelność podważać jego decyzję? Jego wzrok skierował się w stronę Wieczór. Mały kociak... Westchnął. 
— Słuchaj, córeczko. Jak chcesz wyżywać się na ogonie, przyniosę ci piszczkę. Powyrywasz sobie z niej co zechcesz, ale mnie nie dotykaj, jasne? — zaproponował, chociaż mógł wyjść i zostawić te dwie same. Dawał jej jeszcze jakąś szansę, która szybko ulatywała, wraz z padającymi z pyska małej słowami:
— Nie chcę. Wolę ciebie obskubywać z futra. Wtedy wyglądasz lepiej. Tak jak powinieneś. Czyli po prostu brzydko. Jesteś obrzydliwy, więc taki wygląd by ci pasował. A nie jak przylizany laluś... No wiesz co tato. Wiem, że cię to nie bolało, bo od razu byś mnie zjadł. Daj mi się wyżyć. Ząbki mi rosną...
Zamurowało go, Frezje również. Gapił się na kocię, przybierając srogi wyraz pyska. Wiedział, że ten dzieciak był fałszywy. Ta jej kocia mordka to był zwykły blef. 
— Coś ty powiedziała? — Wysunął pazury, a królowa szybko stanęła pomiędzy nim a córką. 
— Spokojnie. Ona tak pewnie żartuje. Prawda kochanie? — Matka rzuciła kociakowi karcące spojrzenie.
— Tak, tak. Taki żarcik — zachichotała czarna. — Mamo, myślę, że powinnaś sprawdzić czy wszystko dobrze z Koszmarem... Tata się mną zajmie.
— No nie wiem... — Kocica spojrzała niepewnie na córkę i na niego, widząc że dalej miał tą swoją wrogą minę. Pewnie nie chciała by coś zrobił Wieczór i dobrze myślała, bo był zdolny jej wlać, jeżeli ta by dalej kąsała go językiem. — Może pójdziemy razem do Koszmaru? — zaproponowała małej, orientując się, że nie należało z nim przesadzać. 
Kotka pokręciła głową.
— Ja chcę z tatą zostać. Sam na sam. Przeproszę go i w ogóle... Wstydzę się tak przy kimś. — Wlepiała wzrok w jego obliczę, mając nadzieję, że matka jej odpuści. 
Zmrużył oczy. Coś czuł, że to odesłanie Frezjowego Płatku miało na celu, wbić tylko igłę głębiej w jego łapę. 
— No dobrze... — Królowa posłała im niepewne spojrzenie i odeszła. Został sam na sam z tym małym diabłem, mierząc ją zimnym spojrzeniem.
— Tato, ty wiesz, że nie żartowałam. Jesteś tragicznym ojcem, zająłeś się mną po tak długim czasie i do tego z ociąganiem... Więc niezbyt pałam do ciebie miłością, zresztą ty do mnie też. Teraz tylko muszę się cię jakoś wykończyć, prawda?
Dalej wpatrywał się w nią chłodno. Wiedział, że nie mogło być kolorowo. Przypuszczał, że zostanie ukarany kociakiem, który doprowadzi jego cierpliwość na skraj. Nie zamierzał jednak ulegać tej małej istocie. Przygotowywał się do tej roli długo i znał na to rozwiązanie.
— Nie wykończysz mnie — stwierdził krótko. — Jesteś tylko małym kocięciem, a ja dorosłym wojownikiem z tytułem mistrza. Rzucanie mi wyzwania to błąd.
Byłby w stanie tu i teraz odebrać jej życie. Nawet jeśli ojciec byłby na niego za to zły, nie zamierzał ugiąć się przed jakimś kociakiem. 
— Ale kiedyś dorosnę, prawda? — zaczęła wokół niego krążyć, tak jakby miało to zrobić na nim jakiekolwiek wrażenie. — Na razie jestem dzieckiem, to fakt. Jednak jak będę starsza, to wymyślę jakiś sposób. Teraz mogę cię tylko męczyć zabawami, nawet jeżeli sama nie lubię tego robić... Poświęcę się i z chęcią będę oglądać twój obrzydliwy pysk choćby codziennie, byle było widać po tobie ciutkę zmęczenia. Nienawidzę cię tatusiu, dlatego postaram się, by nie było kolorowo. Nie jestem dzieckiem, które z chęcią słucha się innych, więc twoje próżne prośby czy rozkazy, nie będą się kończyć tym, że pokornie się przed tobą będę kłaniać. Na mnie twoja pozycja nie robi wrażenia i nie boję się ciebie. Takiej wywłoki? Dobre sobie.
Parsknął śmiechem na te słowa. 
— Gdy dorośniesz zostaniesz wojowniczką, która mi podlega. — Uśmiechnął się do niej. — Będę ci rozkazywać, a ty będziesz zmuszona się mnie słuchać. Inaczej będziesz dyscyplinowana i miała znacznie ciężej od innych. Zastanów się już więc teraz, czy chcesz mnie mieć za wroga córeczko, bo mogę sprawić, że to nie ja będę zmęczony, lecz ty. I skąd taka pewność, że po tym co od ciebie usłyszałem, będę dalej tu przychodził? — Uniósł brew. — Mam wiele obowiązków. Nie jesteś najważniejsza, bym spełniał twoje zachcianki.
— Będziesz musiał tutaj przychodzić, moja mama o to z pewnością zadba. Poza tym, naprawdę chcesz robić za tak złego ojca, że inni będą cię wytykać w obozie i mówić jak zaniedbałeś swoje dzieci? Skoro tak... Poza tym, mnie nie da się przestraszyć dyscypliną. Tylko na tyle cię stać, żeby mi grozić czynami w przyszłości? To trochę bez sensu. Ale dobrze. I tak nie licz na zmianę mojego nastawienia.
Naprawdę w to wierzyła? Najwidoczniej ten dzieciak nie rozumiał jak się sprawa miała. Nie był uległy względem Frezji. Mógłby ją zabić, mógłby ją wykończyć. Mroczna Gwiazda pewnie by mu przyklasnął, ponieważ wiedział, że jego ojciec lubił Gęsi Wrzask znacznie bardziej od jakiejś córki Motylego Trzepotu. 
— Twoja matka nie ma nade mną władzy. Uwierz, że w żadnym wypadku nie zmusi mnie bym spędzał z tobą czas. To ona podlega mi, nie ja jej i o tym dobrze wie. Sądzę, że jeżeli będziesz miała takie nastawienie, to nie znajdziesz sobie tu żadnych przyjaciół, więc klan nie będzie na mnie krzywo patrzył. A nawet jeśli, to nie obchodzi mnie to, bo wybiję im z głowy plotki. Ja tu rządze, a twoja pewność siebie cię zgubi. Wydajesz się cwana, ale już popełniłaś poważny błąd. Zdradziłaś mi swój plan — Pstryknął ją w czoło.
Mała zawarczała cicho.
— A myślisz, że mi zależało na tym, byś się o tym nie dowiedział? Lepiej chyba żyć z tą świadomością, czyż nie? I może mnie zgubi, ale ciebie to nie powinno obchodzić. Bo masz władzę... Ble, ble ble... Bo jesteś psem lidera... Ble, ble, ble.... Śmierdzisz potem.... Ble, ble ble....
Uznał, że to koniec ich dyskusji. Nie będzie zniżał się do poziomu kocięcia i dalej tego ciągnął. Marnował tylko swój czas. 
— Dobrze. Skoro tak mnie nie cierpisz, to nie będę ci przeszkadzał. Może zobaczymy się, gdy zostaniesz już wojowniczką — Wstał i po prostu wyszedł ze żłobka.
Dotrzymał po części swojej obietnicy, ponieważ nie pojawił się już w tym miejscu w ogóle. 

***

Nie przyszedł do żłobka nawet pomimo usilnych prób Frezjowego Płatku, by to zmienić. Jasno dał jej do zrozumienia, że póki nie wychowa bachorów, to ma mu się nie pokazywać na oczy. Jego krew powinna mieć chociaż trochę szacunku do jego osoby. Jeżeli nie... Nie zamierzał strzępić sobie na nich nawet języka. Koszmar jako jedyny zdawał się dobrze ułożony, ale Wieczór? Ten bachor starał się dość nieumiejętnie podnieść mu ciśnienie. Słyszał też, że podpadła dziadkowi, więc ten mały pomiot miał przesrane już u obu z nich. Może dałoby się ją jakoś unieszkodliwić? 
Zmęczony wrócił do obozu, przysiadając niedaleko żłobka, nawet tego nie rejestrując. Chciał odpocząć po dość intensywnym treningu, a to było pierwsze lepsze miejsce, w którym usiadł z myszą, by ją ze smakiem zjeść.
— Cześć tatusiuuuu... — głos córki i jej uśmiechnięta głupio morda była niespodziewana. 
Skrzywił się słysząc ten jej kocięcy pisk. Przełknął kęs myszy, po czym rzucił jej chłodne spojrzenie. Tak to było pozostawić całe wychowywanie w łapach głupiej kotki. Nie radziła sobie nawet z pilnowaniem tego smroda.
— Wracaj do żłobka. Jeszcze nie czas na odkrywanie świata — ukrócił jej zapędy, skupiając uwagę na myszy.
— Jestem już duża, nie przesadzaj tato. Chcesz się ze mną pobawić? —zamruczała cicho i się do niego przytuliła.
Zesztywniał. Co ona robiła? Dalej pamiętał jej słowa. Ta cała bliskość, którą zainicjowała przeczyła im. 
— Odpoczywam. Wróciłem z pracy. Jeśli chcesz się pobawić, baw się z bratem — powiedział do córki, lecz nie odsunął jej od siebie. Bądź co bądź, był jej ojcem. Nie zamierzał odpychać jej, nawet jeśli za bardzo nie przepadał za tym smrodem.

<Wieczór?>

Od Wieczoru (Wieczornej Łapy) CD. Chłodnego Omenu

 Czemu trafiła na takiego tatę?! Powinien się starać od początku a nie przychodzić i na siłę się z nią bawić. Chciałaby mieć ojca, który na serio byłby nią zainteresowany. Mogłaby się dowiedzieć czegoś od niego, uczyłby ją ciekawych rzeczy… A ten tutaj był chłodny jak jego imię. Nic tylko jakieś sztywne słowa. W ogóle jej nie kochał. Jak miło.
- Dobrze tato, ale przecież to dla ciebie nic... To po prostu przynoszenie mchu!- znowu rzuciła za żłobek. Niech się chłop trochę porusza! Zobaczyła jednak, że rzuca jej tylko to samo zimne spojrzenie. Fajnie by było gdyby pokazał jakieś emocje…
- Powiedziałem coś. Jeżeli tak chcesz się bawić, to wymyśl coś innego. - próbował ostudzić jej zapał. I tak będzie go męczyć. To tylko zabawa, prawda?
- A jaką inną zabawę znasz tato?- uśmiechnęła się słodko.- Chętnie się z tobą w coś innego pobawię.
- Nie wiem... Turlanie kulki mchu? - zaproponował. - Z łap do łap.
- Ale to było lepsze... Mogłeś trochę pobiegać, zmęczyć się...- powiedziała, mając nadzieję, że kocur zda sobie sprawę z tego, dlaczego w ogóle marnowała na niego czas. Niech ma karę za swoje zachowanie! Poza tym to co proponował było nudne… Turlanie, dobre sobie.
- Męczę się wykonując obowiązki. Nie musisz dbać bardziej o moją kondycję - mruknął na to. Obowiązki, obowiązki… To przez nie nie odwiedził jej w ogóle jak była jeszcze mała? Tylko dopiero teraz jak już powoli się kształciła?
- Weź tatusiu, to też rodzaj treningu! Przynieś mi mech, proszę…
Mimo widocznej niechęci, Chłód tylko westchnął i w końcu przyniósł jej zabawkę. Chodzenie tu i tam musiało go rozzłościć, po prostu musiało!
- Proszę bardzo. Nie rzucaj nim jednak w stronę wyjścia, dobrze? - powtórzył, próbując jej to wbić do łba. Pokiwała grzecznie głową. Tak tak, będzie grzeczna…
- No dobrze, dobrze...- powiedziała, po czym rzuciła w niego z całych sił kulką.
Tata złapał ją i dał ją z powrotem. To było takie nudne… Nawet nie musiał ruszać się z miejsca! Tragedia jakaś.
- Niezły... rzut - mruknął, jakby w ogóle nie znał się na fachu rodzicielskim. Przechyliła łeb. Idiota. Naprawdę dalej to uważał za zabawę? Poza tym, co to była za pusta pochwała? To było dziwne.
- To teraz tato jeżeli powiem "mysz" a ty złapiesz, to mogę cię ugryźć. Mysz!- powiedziała i wcisnęła mu mech, po czym ugryzła w łapę. Tak, agresja… Lubiła to. Jak bardzo chciałaby tak użreć Koszmara! Na pewno by się popłakał! Niestety na wojowniku nie zrobiło to wrażenia i po prostu ją odczepił. Czemu nie mogła być większa? 
- Wolałbym bawić się bez gryzienia. - oznajmił, dając jej do łap mech. Mech był nudny!
- Ale tatooo, ja lubię cię gryźć- zachichotała i doczepiła się do niego znowu. Dziwne było dla niej to, że wcale nie reagował. Zadziwiające. Naprawdę był z niego chłodny typ.
- Zęby ci wyrastają? - zapytał. - Znajdę ci jakiś patyk, chcesz?
Wbiła się w niego mocniej. To było miłe tak gryźć tatę! Pokręciła delikatnie głową, uważając by go nie puścić. To nie przez ząbkowanie! Chociaż… Dalej jej rosły zęby i w sumie potrzebowała jakieś gryzaki bo czasem ją bolały kiełki. Teraz sobie znalazła idealną zabawkę na zęby.
- Długo jeszcze będziesz tak wisieć? - zapytał, patrząc się na nią.- To trochę marnowanie czasu - zauważył.
W końcu go puściła, po czym doczepiła się do jego ogona by go memlać w pysku. Marnowała czas, ale świetnie się bawiła męcząc go. Zauważyła, że nie lubił spędzania czasu z dziećmi a był do tego zmuszony. Dodatkowo jego części ciała zostały przez nią wymemlane. Nagle zaczął ruszać ogonem. Po raz pierwszy poczuła taką chęć do większego ruchu. Bawiła się jego ogonem, co było na serio fajne. To była jedyna zabawa która jej przypadła do gustu. W którymś momencie zaczęła ciągnąć go za ogon i wyrwała mu trochę futra. To był już czas by trochę podkręcić zabawę! I jeszcze ten jego skrzywiony pysk…. 
- Nie wyrywaj mi futra, bo skończy się zabawa - ostrzegł ją. Jakby to było dla niej ważne… Znowu mu wyrwała futro z głupim uśmieszkiem. Przecież była tylko kociakiem, prawda?Niestety tata podniósł się i zabrał kociakowi zabawkę spod łap, chowając za sobą.
- Nie wolno - skarcił ją.
- Wolno. No daj mi ten ogon! Bo się obrażę... MAMOOOOOOO!!!- wrzasnęła, próbując zwrócić uwagę Frezji. Musiała udawać głupią, ale w sumie nawet nie musiała udawać. Nie była jeszcze zbyt mądra bo była dzieckiem.

<Chłód?>

27 grudnia 2022

Od Chłodnego Omenu cd Wieczoru

Spojrzał na zmianę nastawienia dzieciaka, który został przekonany przez swoją matkę, by jednak się z nim pobawił. Ygh... I ten zwycięski wzrok Frezjowego Płatku nie pomagał mu się skupić. Spojrzał na dziecko, lekko patając je po głowie, by go puściło. Nie wierzył w to, że został ojcem. Dalej było to dla niego niepojęte. Jednak jego krew właśnie stała przed nim, a raczej... wisiała wczepiona w jego kończynę. Obiecał sobie, że będzie lepszym ojcem od swojego, nawet jeśli rozmowa z Wieczór stanowiła dla niego ogromne wyzwanie. Na dodatek dalej trudno mu było przywyknąć do informacji, że syn woli być kotką. Już gadał jak samica... Nie był jednak uprzedzony. Wiedział w końcu, że z jego krwi nic normalnego nie wyjdzie.  
— Nie znam się na zabawach. Ty coś zaproponuj — powiedział.
Ugh... Zabawa... To brzmiało okropnie. No bo on? Wielki mistrz miał hasać za kociakiem? Nie znał się na tym. Jedyne co mógł zaproponować, to bieganie w kółko lub walka, ale coś czuł, że podczas niej, młode by zostało zgniecione i zmarło ku rozpaczy królowej. 
— To hm... Tato ja będę ci rzucać kulkę mchu, a ty musisz ją złapać! — zamruczała.— Jeżeli jej nie złapiesz i spadnie na ziemię, to będziesz musiał podskoczyć!
Brzmiało jak coś w co bawią się osoby w jej wieku. No ale dobra... Niech jej będzie. 
— Mhm... — mruknął i odszedł z córką na bok. 
Frezja przyglądała im się z uśmiechem, ale nie zwracał na to uwagi. Czekał na to zadanie, które wytypowała mu mała, umierając wewnętrznie.
— To rzucaj. — zachęcił ją do tego dość... mało entuzjastycznie. 
Mała chwyciła mech i rzuciła najmocniej jak umiała, jak najdalej od niego. No i co to miało być? Dzieciak nie miał cela. Gdzie niby to rzuciła? Ślepa była jakaś czy jak? 
— Ja stoję tutaj, a  nie tam — Wskazał ogonem na kierunek, w który poleciała kulka mchu. — Nie zdołałbym jej nawet złapać. Musisz celować dokładniej — powiadomił ją. 
Ta uśmiechnęła się głupio. Naprawdę miał tępe dziecko.
— Tatusiu, kulka spadła na ziemię. Musisz podskoczyć i ją przynieść!
Przewrócił na to oczami. Podskoczył tyle ile nic, w zasadzie tak, by dać dzieciakowi radość, po czym przyniósł mech, turlając go z powrotem pod jej łapy. Ugh... Miał już dość. Powinien wyjść... Wieczór ponownie rzuciła zabawkę, tym razem daleko poza żłobek. 
— Co ty robisz? — rzucił do malucha, dziwiąc się jaką to miało siłę. Ale i tak zdawało mu się, że dzieciak robił to specjalnie. Ta zabawa mu się nie podobała, była... głupia. Jak jakieś przynoszenie patyków przez psa. Naprawdę to było takie dla niej ekscytujące? I teraz zgadywał, że miał ją przynieść... 
— Rzucam tato. Przecież jesteś takim dużym wojownikiem, dasz sobie radę przecież... Prawda?
— Rzucaj bardziej w moim kierunku, a nie gdzieś na boki — mruknął jeszcze, wstając i idąc po zabawkę na zewnątrz. Odszukał ją wzrokiem, po czym chwycił w pysk i wrócił do żłobka, upuszczając przedmiot przed łapami kociaka. 
— Jak kolejny raz wypadnie poza żłobek, to nie przyniosę jej, zrozumiano? — ostrzegł. 
Nie będzie mu tu bachor właził na głowę. 

<Wieczór?>

25 grudnia 2022

Od Wieczoru Do Chłodnego Omenu

 Mama od kiedy pamiętała opowiadała im o tacie. Mówiła, że jest ważnym wojownikiem, bo jest jakimś mistrzem, że jego ojcem jest sam lider… A wszystko to były tylko słowa. Samego ojczulka przez długi czas nie widzieli na oczy. Frezja czekała na niego, ale to było chyba niemożliwe. Wieczór już po prostu się poddała i stwierdziła, że ojca może zobaczy dopiero jak zostanie uczniem i tyle. Nie zależało jej na nim. Jednak w końcu się zjawił. To było… Takie nagłe. Pojawił się znikąd, a mama od razu się uśmiechnęła i zaczęła być jeszcze bardziej radosna niż wcześniej. 
- Dzieci, tata przyszedł - zaćwierkotała, a rudy się tylko skrzywił. Co z nim było nie tak? Aż tak bardzo nie chciał ich widzieć? Do tego usiadł tuż obok niej, co niezbyt jej się spodobało. Mógł iść do Koszmara, miałaby spokojne popołudnie. Nie chciała się zadawać ze starym. Wystawiła mu język jak tylko się zbliżył. Mama była przy nich zawsze a ten co, dopiero teraz się tu znalazł? Bezsens. Nawet się nie silił by udawać miłego ojca. Był strasznie chłodny, zresztą podobno miał na imię Chłodny Omen. Zachowywał się tak oschle. Ani słowa nie powiedział do nich, tylko się do mamy zwrócił! Tragedia jakaś.
- Są zdrowe? 
- Tak! Rosną dość szybko i są silne. Nasze kochane szkraby - wymiaczuała. - Pobaw się z Wieczór z tatą. Nie wstydź się - kocica popchnęła ją delikatnie w stronę tego głupiego starucha. Nie chciała się przedstawiać ani spędzać z nim czasu! Nie miała na to jakiejkolwiek ochoty ani humoru. Już dostatecznie jej zepsuł nastrój. Dlaczego w ogóle chciał być tym ojcem, skoro się zachowywał jakby ich nienawidził?
- Nie chce mi się. Niech się sam bawi. Wolałabym zrobić coś... Ciekawszego- mruknęła i odwróciła się do niego tyłem. Nie będzie się do niego odzywać tak jak on się nie chciał do niej zwracać w ogóle! Frezja posłała mistrzowi przepraszające spojrzenie. 
- Tacie będzie smutno. Już jest taki ponury. Na pewno się polubicie, zobaczysz.
- Mh... - mruknął kocur niezbyt chętny do zabawy. - Jak nie chcę, to nie zmuszaj go. - powiedział do mamy, a ona aż się zachłysnęła powietrzem. Nie ogarnął czy co? Jeżeli śmieć myśli sobie, że może ją nazywać kocurem, to... Nie wróżyła mu dobrej przyszłości! Był najgorszą istotą jaką spotkała w tym swoim krótkim życiu! Zachowywał się jak nudziarz, nie chciał spędzać z nimi czasu co było strasznie niemiłe, odzywał się niefajnie do mamy, a co najgorsze- nie zwracał uwagi na to co mówiła!
- Co ty powiedziałeś?! Nie jestem kocurem! 
Tatuś wydawał się być trochę zaskoczony i znowu zamiast zapytać się wprost, szukał informacji u mamy.
- A no tak... Zapomniałam ci powiedzieć. Wieczór jest... kotką. 
To musiał być dla niego szok. Co, spodziewał się mieć samych synów czy jak? Może się bał reakcji swojego tatusia? Kto wie, kto wie… Jej to było wszystko jedno czy mu się to podobało czy nie, ważne, by ją szanował i nie próbował się z nią droczyć!
- Mhm... Więc jesteś kotką? Szybko wykształca się... tożsamość... Ale dobrze. Niech ci będzie. 
Machnęła ogonem. Skoro nie zamierzał jej wmawiać oczywistego kłamstwa o jej płci, to dobrze. Nie miała ochoty na dalsze gadki szmatki z takim nudziarzem. Przybliżyła się do mamy, by być od niego jak najdalej. Był brzydki i niefajny, wolała spędzać czas z Frezją niż z takim brzydalem. Mógł sobie wziąć Koszmara! Najlepiej wziąć i nie oddać mamie. Mógł go wywalić do lasu, albo zakopać w śmietnisku tam gdzie jego miejsce!
- Idź już sobie- syknęła.
- Kochanie nie mów tak do taty - powiedziała zmartwiona Frezja. Co ona taka smutna była? Przecież się nawet nie czuła jakby to był jej ojciec! To był całkowicie obcy, niemiły kot.
- Nie chcę, to jej nie zmuszaj - powtórzył to co wcześniej, lecz najwyraźniej jej mamie się to nie podobało, bo nie wyglądała jakby miała odpuścić. Skoro tak bardzo tego nie chciał... To jej zadaniem w takim razie było przeszkodzić mu w odpoczynku. Pożałuje tego, jak ją nazywał nawet jeżeli o tym nie wiedział. Co z niego w ogóle był za ojciec? Widziała go po raz pierwszy na oczy, a żyła już od jakiegoś czasu! Prawdziwy tata powinien się bardziej przejmować dziećmi.
- No dobrze... To co tatusiu, w co się pobawimy?- uśmiechnęła się do niego paskudnie i przylepiła do jego łap.

<ble tata>