BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Splątane Futro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Splątane Futro. Pokaż wszystkie posty

30 czerwca 2022

Od Splątanego Futra CD. Kamiennej Agonii

*po wybraniu na zastępczynię*

Powinna czuć palącą satysfakcję. Wreszcie po tylu księżycach udręki i słuchania się tej wywłoki Pyskatki otrzymała swoją długo upragnioną pozycję. Zdobyła władzę, o którą tak długo walczyła. Nie była właściwie pewna, dlaczego ją otrzymała – teoria o tym, że Zajęcza Gwiazda chce traktować rude i nierude koty równo, nie wydawała się szczególnie wiarygodna. Nie zamierzała oczywiście narzekać, jednak sama nie powierzyłaby władzy w łapy wroga tak szybko po tej przeklętej rewolucji.
Była jeszcze jedna sprawa, której zupełnie nie rozumiała – tym czymś była ona sama. Powinna czuć szczęście, powinna świętować, gdy jej przeciwnicy tonęli we własnej goryczy. Zamiast tego wypełniało ją uczucie niedosytu. Nie wiedziała, czego dokładnie jej brakowało. Być może to fakt, że wreszcie otrzymała swoją zemstę, sprawił, że straciła cel w życiu. Być może… pragnęła czegoś więcej niż bycie zastępcą. Pragnęła siedzieć na miejscu tego durnego Zająca, pragnęła wreszcie móc otrzymać to, co jej się należało. Tak, to na pewno sprawiłoby, że byłaby szczęśliwa.
Jednak nie mogła uciszyć swojego wewnętrznego niepokoju. Potrzebowała odwrócenia uwagi, potrzebowała czegoś, co mogło nakarmić drzemiącą w niej krwiożerczą bestię.
W tamtym momencie jej wzrok padł na Kamienną Agonię.
– I kto jest teraz górą, Pyskatko? Gdzie jest twoja ukochana rebelia? Gdzie jest twój kochany Kałowa Łapa? – rzuciła z szerokim uśmiechem, doskakując do niej. Chciała kłótni, chciała, by ta pokraka wyżyła się na niej za te wszystkie upokorzenia. Obserwowanie tonącej we własnej żałości i goryczy ofiary, która wciąż próbowała uwolnić się ze szponów rozpaczy, powinno ją pocieszyć. Powinna poczuć cokolwiek, ten zew rywalizacji powinien powrócić i wypełnić ją wspaniałym płomieniem. W końcu lepiej było czuć gniew niż całkowitą pustkę.
Jednak Kamienna Agonia, zamiast odpowiedzieć, zawiesiła wzrok. Splotka wydała z siebie gniewny pomruk.
– Co z tobą?! – parsknęła, potrącając kotkę. Czarna wydawała się wręcz skurczyć. – Oczywiście, zrobiłaś się nudna. – Zastępczyni przewróciła oczami. – Nie jakby mnie to jakkolwiek obchodziło – rzuciła jakby od niechcenia.
Nikt nie musiał wiedzieć, jak bardzo potrzebowała, by Kamienna Agonia zareagowała na jej głupie doczepki.

***

Nie poczuła się lepiej. Nic nie potrafiło załatać tej dziwnej dziury w jej sercu, która rosła od śmierci Trzciny i Jałowca, pożerając wszystko na swojej drodze. Ta idiotyczna pustka całkowicie ją wypełniła. Dni powoli scalały się w jedność. Splątane Futro nie chciała tego przyznawać, jednak tęskniła zarówno za Jałowym Pyłem, jak i za tą durną Pyskatką. Ich śledztwo być może czasami sprawiało, że chciała rozbić ich durne łby o skały, jednak dawało jej ono tyle emocji, zabawy – czegoś, czego jej brakowało.
– No i co, jesteś zadowolona? – parsknęła cicho. Kończąca posiłek Kamienna Agonia niemal natychmiast podniosła na nią spojrzenie. Splotka nawet nie zadawała sobie trudu, by zgadywać, co kotka czuje. – Nie jestem szczęśliwa i nie rozumiem dlaczego. Czy to daje ci satysfakcję?

< Kamień? >

23 marca 2022

Od Splątanego Futra CD. Jałowej Łapy (Jałowego Pyłu) i Pyskatki (Kamiennej Agonii)

- Wszystkiego co wskazywało na twoją matkę, kociaku. To na pewno ona zabiła Miodowy Obłok - warknęła Splątane Futro, kipiąc w środku ze złości. Czemu ta durna kupa futra nie widziała czegoś tak oczywistego?!
- A reszta? - syknęła Pyskatka. Szylkretowa parsknęła w duchu. Na to nie miała wytłumaczenia. Ten jeden znaczący szczegół psuł jej teorię, co niebywale ją irytowało. Gdyby nie on, już dawno poleciałaby na skargę do Piaskowej Gwiazdy.
- Skąd mam wiedzieć? Już i tak wiem więcej niż ty - stwierdziła, prostując się dumnie.
- Widać tutaj twoją mądrość. - Czarna przewróciła oczami.
- Czemu jesteście takie dziwne?! - zawołał nagle Jałowa Łapa, a obie kotki popatrzyły na niego z zaskoczeniem. Szczerze mówiąc, Splotka nie wiedziała, czy powinna zacząć się śmiać, czy bardzo głośno przeklinać.
- Prędzej ty zbyt idiotyczny, by zrozumieć nasze zachowanie. I to nie tak, że cię chwalę, Pokręcony Łeb, ty też jesteś idiotyczna. - Pyskatka najeżyła futro. Splotka popatrzyła na nią z ukosa.
- I kto to mówi? - syknęła.
Nie mogła wiecznie wykorzystywać tej dwójki do śledztwa. Nie było szans, że dojdą do wspólnych wniosków. Musiała zakończyć to raz na zawsze.
Jednak zanim to miało się stać, chciała porozmawiać z jeszcze jedną osobą.

***

Splątane Futro nie lubiła przychodzić do Żłobka. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała się tu przenieść, jednak bardzo tego nie chciała. To miejsce uświadamiało jej, co poświęciła, by utrzymać swoją pozycję w Klanie. Czy naprawdę to było warto? Rzuciła spojrzenie na swój nabrzmiały od kociąt brzuch i skrzywiła się.
- Obyście umarły zaraz po urodzeniu - parsknęła cicho. Miałaby problem z głowy i mogłaby wrócić do wcześniejszego życia. Co prawda Jałowy Świt i Ziemniaczana Bulwa byli smutni, ale czy naprawdę tak mocno jej na nich zależało?
Szylkretowa westchnęła cicho. Czemu te wszystkie uczucia musiały być takie skomplikowane?
- Cześć, Borówko. - Schyliła głowę, rozglądając się po Żłobku. Leżąca w kącie szylkretowa kotka podniosła niemal natychmiast głowę, a jej pyszczek wykrzywił się w radosnym uśmiechu. - Kto wychodził ze żłobka rankiem zanim umarła Miodowy Obłok? Mówię również o odwiedzających, nie tylko karmicielkach - zapytała bez ogródek. Odpowiedź siostry mogła zarówno obalić, jak i potwierdzić jej teorię.
- Splotko! Tak dawno cię nie widziałam! Albo tylko tak mi się wydaje... zajmowanie się Wisienką i Pyskatką w jednym momencie jest naprawdę trudne, uwierz mi! Ale wracając do twojego pytania... ty nawet nie wiesz, co tu się działo! Bycza Szarża przyszedł razem ze swoim chłopakiem Koperkowym Powiewem kraść kociaki do swojego związku! Słyszałam, jak mówili, że chcieliby jednego na wychowanie! Szybko ukryłam Wisienkę, a że Królik akurat wyszła, to mogli sobie wybrać. O tamtego, najmniejszego! - ściszyła głos delikatnie, wskazując ogonem Orliczka. - Co jeszcze, co jeszcze... a tak! Wiedziałaś, że Dziki Gon zawsze uważał, że Miodowej waliło z pyska zdechłą rybą? Jestem pewna, że podejrzewał ją o spiskowanie z Klanem Nocy! A to nie koniec! Wiesz, czego ja się dowiedziałam? Trzcinowa Sadzawka, nasza matka kręci z Piaskową Gwiazda! Na własne oczy widziałam, jak zapraszała liderkę na sfermentowane jagody! To będzie ostry związek, jeśli coś z tego wyjdzie! Wyobrażasz to sobie?!
Splątane Futro zamrugała, nieco zbita z tropu ilością szczegółów i wątków zawartej w tej wypowiedzi.
- Mama ma romans z Piaskową Gwiazdą? - Pytanie wypłynęło z jej pyska, zanim zdążyła się nad nim zastanowić. Oczy Borówkowej Mordki zabłysły z radością, a Splątane Futro zdała sobie sprawę, że wkopała się w słuchanie długiego monologu.
Oby informacje zdobyte od Borówki były warte takiego poświęcenia.

***

Z każdą mijającą sekundą jej pewność siebie wydawała się znikać. Nerwowo wsuwała i wysuwała pazury. Czy rzeczywiście to, co zamierzała zrobić, było opłacalne? Może powinna odpuścić?
Nie. Ona jedyna znała prawdę. Jeśli miała rację, udowodniłaby tym swoją wyższość nad Pyskatką. W końcu była lepsza od wyrośniętego kociaka, prawda?!
Wzięła głęboki oddech i wsunęła się do legowiska przywódcy. Siedzącą w środku kotka podniosła na nią wzrok. Splątane Futro spięła mięśnie, próbując wyglądać na pewną siebie. Nie mogła pokazać wątpliwości.
- Piaskowa Gwiazdo? - Jej głos był zaskakująco opanowany. Czuła, jak nerwowość powoli zamienia się w podekscytowanie. To była ta chwila. Wreszcie mogła pokazać, ile jest warta. - Mam dla ciebie pewną informację.

***

- Zbierzecie się, Klanie Burzy!
Koty powoli zaczęły zbierać się na polanie. Szeptali do siebie, nie wiedząc, co się działo. Splotka parsknęła cicho. Nie rozumieli, nie wiedzieli, nie potrafili dostrzec. Otaczała ją banda idiotów.
- Klanie Burzy, znaleźliśmy mordercę! - Szylkretowa skrzywiła się delikatnie. Jej wkład w sprawę został całkowicie pominięty. Chociaż może to i dobrze? Pyskatka powinna domyślić się, kto pomógł w śledztwie, a to była jedyna rzecz, na której jej zależało. - Króliczy Sus zamordowała Miodowy Obłok, Sierpówkową Łapę i Szeleszczący Zagajnik…
- Nie zrobiłam tego! Nie zabiłam Sierpówki ani Szelesta! - przerwała jej nagle oskarżona. Po jej policzkach spływały łzy.
- Nie mogła tego zrobić! - poparł partnerkę Świerszczowy Skok. Splątane Futro zaklęła w myślach. Wiedziała, że śmierć tej dwójki była jedynym faktem, który mógł podważyć prawdziwość jej teorii. Jednak skoro to nie Króliczy Sus ich zamordowała, to kto? - Gdy zginął Szeleszczący Zagajnik cały czas była w żłobku, pod moją opieką. Tak samo Sierpówkowa Łapa!
- Więc się przyznaje, że zabiła Miodowy Obłok - chłodny syk Piaskowej Gwiazdy rozległ się w obozie. Córka Trzciny wlepiła wzrok w Króliczy Sus. Czy kotka zamierzała się bronić? Oczekiwała, że karmicielka zaprzeczy, że będzie próbowała udowodnić swoją niewinność. W końcu, jaka była zabawa z oglądania kogoś, kto całkowicie się poddał?
Króliczy Sus milczała.
- Za swój czyn Króliczy Sus zapłaci najwyższą cenę. Za morderstwo skazuję ją na śmierć.
Klan Burzy mógł tylko obserwować, jak liderka rzuca się na morderczynię. Złączone w krwawym tańcu, skąpane w ostrych promieniach wschodzącego słońca walczyły o życie. Nowy dzień budził się nad pobojowiskiem.
Splątane Futro siedziała na uboczu. Jej wzrok wbity był w stojącą w tłumie Pyskatkę. Ich spór zaczął się księżyce temu, podczas feralnego zgromadzenia. Upokorzyła ją. Zadarła z nią. Ich kruchy sojusz był niczym więcej jak próbą wykorzystania siebie nawzajem. Czarna kotka myślała, że jest od niej lepsza, tak?!
Jednak to szylkretowa wygrała tę bitwę.
Na pysku Splotki pojawił się szeroki uśmiech, gdy Piaskowa Gwiazda zacisnęła zęby na szyi Króliczego Susa.

***

To nie było sprawiedliwe.
Powinna była wygrać z Pyskatką księżyce temu. Powinna żyć z satysfakcją, że była w czymś lepsza, że udowodniła swoją wyższość.
Zamiast tego była zmuszona do wykonywania rozkazów nierudych.
Ze złością zaryła pazurami w ziemi. To wszystko było takie głupie. Poświęciła wszystko w imię idei głoszonej przez Piaskową Gwiazdę. I po co? Na początku musiała być zdana na łaskę syna przeklętej Pszczółki, a później durna Kamienna Agonia oraz jej grupa krótkowzrocznych mysich móżdżków wszystko zepsuła. Nienawistnym spojrzeniem śledziła wychodzącą z legowiska przywódcy zastępczynię.
Oby zając wydrapał jej oczy.
- Idziesz? - delikatne mruknięcie Ziemniaczanej Bulwy rozległo się gdzieś za jej plecami. Splątane Futro kiwnęła głową, nie spuszczając czarnej kotki ze wzroku.
- Zaraz - obiecała.
- Będę czekać. - Rudzielec otarł się o nią na pożegnanie. Szylkretowa zastrzygła uszami. Posiadanie kogoś, kto rzeczywiście by się o ciebie troszczył, było… dziwne. Nie przywykła do bycia lubianą. Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę Kamiennej Agonii i odwróciła się, by podążyć za wojownikiem.
Będzie miała swoją zemstę.
Ale jeszcze nie tego dnia.

***

Splątane Futro spełniła swój cel.
Pozycja zastępczyni, na którą pracowała przez całe życie, wreszcie należała do niej. Wydarto ją z łap Kamiennej Agonii, która pomimo swojego intelektu zatraciła się w dumie i nienawiści. Wreszcie miała władzę i zemstę. Pyskatka oraz Jałowy Pył, którzy mieli wszystko, nagle stracili to - zupełnie tak jak ona księżyce temu.
Powinna być szczęśliwa.
Więc czemu czuła, jakby czegoś jej brakowało?

03 lutego 2022

Od Splątanego Futra CD. Rozżarzonego Płomienia

Silny wiatr mierzwił futro kotki. Splotka leżała w cieniu, obserwując krzątające się po obozie koty spod przymrużonych powiek. Wiedziała, że powinna wrócić do ciepłego legowiska, ogrzać się przed pójściem na patrol. Nie zamierzała jednak tego zrobić. Nie obchodziło jej to.
- Idziesz? - zirytowana uderzyła ogonem w ziemię, słysząc wesoły głos Ziemniaczanej Bulwy. Czasami zastanawiała się, czy istniało cokolwiek, co mogło wyprowadzić rudzielca z równowagi. Po księżycach prób nie miała siły dłużej próbować.
- Niestety tak - burknęła, podnosząc się i otrzepując z kurzu. Wojownik pochylił się, a szylkretowa parsknęła cicho, gdy delikatnym ruchem wyjął jej gałązkę z futra. Czasami zastanawiała się, czy Ziemniaczek rzeczywiście wierzył, że mogli być kimkolwiek więcej niż przyjaciółmi.
Rudzielec pognał w stronę zbierającego się patrolu, a Splątane Futro powolnym krokiem za nim podążyła. Ta monotonia nudziła ją. Wszyscy udawali, że potrafią osiągnąć wielkie rzeczy, że ich istnienie rzeczywiście ma jakieś znaczenie, ale w rzeczywistości byli zbyt przestraszeni, by cokolwiek zmienić w otaczającym ich świecie. To było takie przewidywalne. Szylkretowa chciała czegoś nowego.
Chciała chaosu.
Dlatego zgodziła się na plan Rozżarzonego Płomienia niemal natychmiast.

***

Bez słowa wpatrywała się w idące przed nią koty. Falująca Tafla i Ziemniaczana Bulwa rozmawiali cicho, a Splotka nawet nie próbowała włączyć się do dyskusji. Niby po co?
Czasami zazdrościła innym kotom błogosławieństwa, jakim była głupota. Żyli w swoich małych światach, nie pragnęli niczego więcej, niż mieli na wyciągnięcie łapy. Czymże byłoby ich spełnione marzenie o zostaniu najwspanialszymi wojownikami wobec wielkości świata? Mogli żyć swoim szczęśliwym i zwyczajnym życiem, dokładnie tak jak połowa kotów stąpających po tych ziemiach - szkoda tylko, że nie znaczyli zupełnie nic.
Szylkretowa nie chciała być taka. Zamierzała zostawić po sobie ślad.
Czasami zastanawiała się, czy jej rodzina, której nigdy nie chciała zakładać, również pragnęła być kimś więcej.
Falująca Tafla od zawsze przypominał jej Ziemniaczka. Za każdym razem, gdy patrzyła na niego, nie potrafiła powstrzymać się od porównywania go do wiecznie uśmiechniętego, naiwnego ojca. Jednak… czasami miała wrażenie, że było w nim coś więcej niż tylko durnota i naiwność. Być może ten mysi móżdżek Żar rzeczywiście miał na niego dobry wpływ?
Cisowy Gąszcz była prawie perfekcyjna. Nieczuła, wyrachowana, ambitna. Splątane Futro miała wrażenie, jakby widziała w córce cząstkę samej siebie. Powinna być z niej dumna. Wiedziała przecież, że szylkretowa była zdolna do wielkich rzeczy. Więc czemu nie czuła zupełnie, kiedy na nią patrzyła?
Za to Zachodząca Łapa była bezkonkurencyjnie jej najbardziej irytującym dzieckiem. Uważała się za taką mądrą, buntując się i broniąc swoich cennych nierudych kotów. Splotka nie potrafiła uwierzyć, że wychowała kogoś tak naiwnego i niepotrafiącego przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Mimo wszystko… Zachód wywoływała u niej najwięcej emocji. W swojej niedoskonałości była lepsza od rodzeństwa, a szylkretową to intrygowało.
Ogarnęła ją nagła złość. Kiedyś było inaczej. Kiedyś wypełniały ją emocje, a to wszystko naprawdę ją obchodziło.
Kiedyś był z nią Jałowiec.
Ten durny staruch postanowił sobie, że umrze, kiedy najbardziej go potrzebowała. Odszedł bez słowa, zostawił ją samą w tym głupim świecie. Myślała, że był silniejszy. Tylko słabeusze umierali w taki sposób. Naprawdę nie sądziła, że jej ojciec był taką ofiarą losu. Pamiętała, jak razem z innymi wojownikami wykopała jego ciało z na wpół zawalonego tunelu. Nigdy wcześniej nie czuła takiego smutku. Jedyna osoba, którą kochała, porzuciła ją. To nie było sprawiedliwe. Po czasie jednak powróciła do niej ta sama pustka, którą czuła, gdy umarła Trzcinowa Sadzawka.
Nie mogła pozwolić śmierci Jałowcowego Świtu pójść na marne. Miała nadzieję, że ten depresyjny staruch obserwował ją z Klanu Gwiazdy, bo zamierzała zmienić świat.
Jego głupi wypadek dał jej pomysł, jak to zrobić.

***

Przemknęła przez zatłoczony obóz, nawet się nie rozglądając. Jej wzrok utkwiony był w rudym wojowniku, samotnie posilającym się niewielką myszą.
- Pamiętasz tunel, w którym zginął Jałowcowy Świt? - oznajmiła, podchodząc do niego. Rozżarzony Płomień spojrzał na nią pytająco. - To będzie odpowiednie miejsce.

< Żar? >

31 grudnia 2021

Od Splątanego Futra CD. Zachód (Zachodzącej Łapy)

Nie było tak, że Splątane Futro nienawidziła tych kociąt. Po prostu… były pod pewnym względami niewystarczające. Borówka zapewniała ją, że pokocha te małe kulki futra od pierwszego wejrzenia. Podobno narodziny Wiśni sprawiły, że szylkretowa stała się zupełnie nową osobą - co prawda sama Splotka nie zauważyła większej zmiany (Borówka wciąż była tą samą hałaśliwą plotkarą co zawsze), jednak nie chciała podważać słów siostry. Nie była na tyle głupia, by narazić się na wielogodzinny monolog brązowookiej.
Również Ziemniaczana Bulwa wydawał się żywym dowodem na to, że bycie rodzicem przynosiło szczęście. Szylkretowa pamiętała uczucie lśniące w jego oczach, gdy wreszcie mógł zobaczyć swoje maleństwa. Widziała, jak płakał ze szczęścia, wtulając nos w jej futro. Wręcz emanował miłością do tych „uroczych bulwiątek”.
Problem w tym, że Splotka nigdy nie poczuła do nich tego samego.
Szczerze mówiąc, nie była nawet pewna, czy potrafiła kochać. Wszyscy wokół – Borówkowa Mordka, Trzcinowa Sadzawka, nawet ta cholerna Piaskowa Gwiazda – mieli kogoś, kogo obdarzali uczuciem. Tymczasem ona… była sama. Nigdy nie potrzebowała nikogo do życia i nigdy nie chciała się z nikim wiązać. Nie chciała adorować, to ona miała być adorowana. Inni się dla niej nie liczyli.
No, może oprócz Jałowcowego Świtu.
Nie żeby miała się do tego komuś przyznać. Czuła zawstydzenie samym myśleniem, że Jałowiec mógł być kimś więcej niż głupim, nierudym, wkurzającym i nad wyraz płaczliwym depresyjnym dziadkiem. Jednak jakkolwiek mocno chciałaby temu zaprzeczyć, faktem było, iż Jałowiec sprawiał, że przestawała czuć się jak jedyna ważna osoba na calutkim świecie, co jednocześnie okropnie ją irytowało i sprawiało, że czuła się szczęśliwa.
Być może uznawała kocięta za niewystarczające właśnie dlatego, że nie potrafiły sprawić, by je pokochała. Nie kochając ich, czuła się wybrakowana, co czasami sprawiało, że zaczynała zastanawiać się, czy problem rzeczywiście leży w tych trzech kupach futra, czy raczej w niej samej.
Splątane Futro nie nienawidziła kociąt – nienawidziła świadomość, że rzeczywiście mogła nie być idealna.

***

- Mamo debilu pobaw się ze mną! - wysepleniło kocię, patrząc się na nią wielkimi oczami. Splątane Futro parsknęła cicho, kładąc uszy. Gdzie polazł Ziemniaczek, gdy był potrzebny?
- Nie możesz, nie wiem, pójść się pobawić sama? Może zaplanuj sobie przejęcie władzy w Klanie czy coś? - burknęła, odwracając głowę. Nie miała humoru na użeranie się z bachorem (nie żeby kiedykolwiek miała).
- Debil! - wrzasnęła kotka, tupiąc gniewnie. Szylkretowa zmierzyła ją znudzonym spojrzeniem. - Padalec! - pisnęła, trącając matkę łapką. Stojąca niedaleko Borówkowa Mordka odchrząknęła głośno, spoglądając na siostrę pytająco. Karmicielka wydała z siebie długie, pełne zirytowania westchnienie. Ziemniaczek zastanawiał się, po kim Zachód miała w sobie tyle agresji, ale kotka znała odpowiedź.
Córka odziedziczyła to po niej.
- W co chcesz się bawić? - zapytała znudzonym głosem, a oczy Zachód zabłysły.
Splotka uśmiechnęła się w duszy. Ten dzieciak poradzi sobie w życiu.

***

Zajęczy Nos leżał w kałuży własnej krwi, a Splątane Futro była wręcz pewna, że coś się kończy. Rebelianci nie mieli nic do stracenia - mogli zaatakować albo zginąć z łap Piaskowej Gwiazdy. Szylkretowa mimowolnie zaczęła szukać wzrokiem Jałowcowego Świtu. Czy czekoladowy też przyłączył się do zdrajców? Czy w razie bitwy będzie musiała stanąć z nim do walki? Nie. Jałowiec nigdy by jej tego nie zrobił. Parsknęła cicho, jakby sama chcąc się do tego przekonać. Jeśli doszłoby do walki, musiała chronić ojca za wszelką cenę. Mogła poświęcić kilka żyć rudzielców, którzy i tak zdziesiątkowaliby powstańców - Jałowiec był od nich ważniejszy.
Nagle Zajęczy Nos otworzył oczy. Wszystko potoczyło się zbyt szybko, by Splątane Futro mogła zareagować. Stała, nie mogąc się ruszyć. Po raz pierwszy w życiu wypełniło ją tak silne przerażenie - miała wrażenie, jakby utknęła w lodowatej klatce. Jej myśli pędziły szybciej niż wiatr szalejący na wrzosowiskach. Wszystko, co poświęciła, poszło na marne. Jej wielka przyszłość w jednej chwili przestała istnieć. Kamienna Agonia dostała swoją zemstę. Dusiła się, ale miała ochotę śmiać się tak głośno, by przepędzić okoliczne ptaki. To wszystko było jakimś durnym żartem.
Wszystko urwało się, gdy Piaskowa Gwiazda padła martwa pod łapami Zajęczego Nosa.
- Śmierć Piaskowej Gwiazdy była wolą Klanu Gwiazdy. Wielcy przodkowie zwrócili mi życie, bym skrócił jej rządy i przejął władzę, by ocalić Klan Burzy - oznajmił rebeliant, a szylkretową wypełniła pustka. Słuchała radosnych krzyków nierudych, obserwowała złość na pyskach rudzielców. Nie potrafiła nadążyć nad pędzącym światem.
W pewnym momencie jej wzrok skupił się na czymś innym.
Splątane Futro bez ruchu wpatrywała się w odchodzącą Trzcinę. Słyszała, jak Borówkowa Mordka zrywa się z miejsca, jakby chciała biec za kotką, ale ona sama nie ruszyła się nawet o milimetr. Nie czuła zupełnie nic, gdy jej matka uciekała. Nie czuła zupełnie nic, gdy niedługo później znaleziono jej martwe ciało na terytorium Klanu Burzy.
Nie czuła zupełnie nic.

***

Klan Burzy po śmierci Jałowcowego Świtu był tylko bandą mysich móżdżków, próbujących trzymać się razem. Beznadziejność sytuacji bawiła Splątane Futro - próbowali udawać, że prześladowania się skończyły, że rządy Piaskowej Gwiazdy odeszły w niepamięć. Lubiła ten chaos, który nastał po śmierci kremowej. Tylko ślepiec nie widziałby ani, że Kamienna Agonia zawsze posyła rudych z eskortą, ani tych wrogich spojrzeń rzucanych sobie przez koty, które różnił kolor futra.
Splątane Futro przeszła bez słowa niedaleko kłócących się Kamiennej Agonii i Szczypiorkowej Łodygi. To wszystko było takie głupie. Jej myśli krzyczały wściekle, domagając się ujścia rosnącej w niej od śmierci Piaskowej Gwiazdy wściekłości. Chciała rzucić się na Kamienną Agonię, chciała rozedrzeć gardło Zajęczemu Uchu. Zamiast tego skierowała kroki w kierunku siedzącej przed legowiskiem uczniów córki.
- Więc to jest ta równość, o którą walczyłaś? - syknęła, podchodząc Zachodzącą Łapę od tyłu. Jej wściekłość mieszała się z rozbawieniem. Była niczym skazaniec, który śmiał się szaleńczo, prowadzony na śmierć.
- To lepsze niż większe prawa dla jednej grupy. - uczennica obróciła się na pięcie. Splątane Futro widziała wolę walki, która lśniła w jej oczach. Czasami zastanawiała się, czy szylkretowa popierała nierudych dla głoszonej przez nich idei, czy dla samej potrzeby walki z niedoścignioną matką.
- Naprawdę myślisz, że cokolwiek się zmieni? - parsknęła krótkim śmiechem. Chciała kłótni z córką, chciała wyładować złość, chciała, by ktoś poczuł się tak samo, jak ona, gdy odbierali jej wszystko. – Że wszyscy będziemy się kochać i żyć w zgodzie? Że te nierude gnojki zapomną nam, jak ich upokarzaliśmy? - syknęła z wyrzutem. – Życie to nie bajka – warknęła, wbijając pazury w ziemię. – Ten świat ma jedną zasadę – traktujesz innych tak, jak oni traktują cię. Musisz być bardzo naiwna, jeśli tego nie rozumiesz – stwierdziła, a Zachód wydała z siebie urażone parsknięcie. – Zrobią nam dokładnie to samo, co my zrobiliśmy im. - Splątane Futro omiotła obóz rozwścieczonym spojrzeniem. Nienawidziła tego durnego Klanu, nienawidziła Piaskowej Gwiazdy, nienawidziła Kamiennej Agonii i tego durnego Zająca.
- Więc według ciebie powinniśmy prześladować innych za ich kolor futra? To idiotyczne! - parsknęła Zachodząca Łapa, jeżąc ogon ze zdenerwowania.
- Słuchaj, nie wiem jak innym, ale mnie nigdy nie obchodziło, czy ktoś jest rudy. Te śmiecie mogłyby być nawet zielone w niebieskie kropki, nadal miałabym to gdzieś - wcięła jej się w słowo Splotka z pogardliwym pomrukiem. - Od zawsze chodziło o władzę, czy to nie jest oczywiste? Sprawiając, że bycie nierudym stawało się czymś gorszym, zapewniliśmy sobie dobrobyt. Teraz - wydała z siebie krótki, wręcz paniczny chichot. - Wszystko przepadło, bo pozwoliliśmy dojść do władzy durnej Pyskatemu Kamieniowi i jej wspólnikom.
- Przynajmniej jest mądrzejsza od ciebie i innych rudych - wrzasnęła Zachód, a kilka znajdujących się w obozie kotów zwróciło wzrok na kłócące się matkę i córkę. Splątane Futro parsknęła cicho. Niech się patrzą, niech oceniają, niech ją nawet wyrzucą z tego durnego Klanu.
- Nie zapominaj, że jesteś jedną z nas, czy tego chcesz czy nie - zniżyła głos niemal do szeptu, obchodząc uczennicę. - Poświęciłam wszystko dla Piaskowej Gwiazdy. Zgodziłam się na posiadanie kociąt, których nigdy nie chciałam. Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? - zachichotała panicznie. - Że jakiś gówniak woli oddać to wszystko niewdzięcznym obcym, którym nawet nie będzie zależeć na jego dobru.
- Skąd to niby wiesz?! - warknęła Zachodząca Łapa, również zniżając ton głosu.
- Kamienna Agonia jest bardziej do mnie podobna niż ci się wydaje - stwierdziła Splątane Futro z goryczą.
Pierwszy raz od dawna poczuła ulgę.

< Zachód? >

26 listopada 2021

Od Pokręconego Łba (Splątanego Futra) CD. Żaru (Rozżarzonego Płomienia)

Dzień Splotki byłby o wiele lepszy, gdyby nie wpadł na nią pewien drący się wniebogłosy dzieciak.
- Dla dobra ogółu lepiej byłoby, gdyby Pszczeli Móżdżek pozostała nieodnaleziona lub utopiła się w kałuży gdzieś w drodze powrotnej - oznajmiła sucho, spoglądając na siostrzeńca z nieukrywaną pogardą. - Nie zamierzam zmuszać cię do powrotu do żłobka. Jeśli chcesz, to leć za matką, nie obchodzi mnie to - burknęła, omijając dzieciaka, zanim tamten zdołał się odezwać. Wiedziała, że jej siostra była głupia, ale nie sądziła, że na tyle, by zdecydować się na posiadanie kociąt! Parsknęła cicho, jeżąc ogon.
Oby Klan Gwiazdy bronił ją od podejmowania takich durnych decyzji!

***

Została matką trójki kociąt i wcale nie był to powód do dumy. Kiedy inni - głównie Jałowiec i Ziemniaczek - zachwycali się nad „słodkimi kuleczkami futerka”, ona czuła tylko pustkę. Nie, żeby narzekała. I tak nigdy nie chciała zakładać rodziny.
To wszystko była wina tego durnego Rozżarzonego Płomienia.
Nastawienie Splotki do tej rudej kupy futra nie różniło się zbytnio od jej nastawienia do Pyskatego Kamienia. Mogła go nienawidzić, mogła pragnąć zemsty na nim, mogła marzyć o zatopieniu kłów w jego karku, ale nie mogła zaprzeczyć, że Żar należał do grupy kotów, które szanowała. Wiedział, czego chciał i potrafił osiągnąć coś, co Splątanemu Futru się nie udało. Szylkretowa chcąc nie chcąc potrafiła docenić zalety siostrzeńca.
Szczególnie teraz, gdy cały świat przewrócił się do góry nogami, bo Zajęczy Nos (Splotka odmawiała nazywania go Zajęczą Gwiazdą, nierudy mysi móżdżek nie zasługiwał na to miano) dorwał się do władzy.
- Pomyśleć, że niektórzy naprawdę myśleli, że zmiana przywódcy wyjdzie Klanowi Burzy na lepsze - syknęła, obrzucając niechętnym spojrzeniem idących przed nią Gliniane Ucho i Blady Zmierzch. Siostra Żaru nigdy nie była niczym więcej niż kolejnym mysim móżdżkiem walczącym o sprawiedliwość, która nigdy nie miała nastać. Była tak żałosna, że Splątanemu Futru prawie robiło się jej żal. Prawie. Nie łatwo było zapomnieć o tym, że również Zmierzch przyłożyła łapę do skazania Splotki na macierzyństwo.
- Głupota kocia nie zna granic - stwierdził Ziemniaczana Bulwa, pokonując kolejną zaspę. Szylkretowa parsknęła, w ostatniej chwili powstrzymując się przed rzuceniem zgryźliwego „kto to mówi?”. Wyjątkowo nie miała ochoty na kłótnię z rudzielcem, nieważne jak bardzo był irytujący. Po śmierci Jałowca stał się w pewnym sensie jedyną osobą, którą wciąż spędzała z nią czas. Nie, żeby Splotka tego potrzebowała. Nie przeszkadzało jej bycie całkowicie samą, obecność Ziemniaczka była tylko ciekawym dodatkiem.
- Miejmy nadzieję, że wszystko niedługo wróci do normy - westchnęła, a rudzielec otarł się o nią z pomrukiem zgody. Splotka zastrzygła uszami. Nie potrafiła przywyknąć do takich gestów, zazwyczaj to ona aranżowała kontakt.
- Uważasz gnębienie kogoś przez kolor futra za normę? - warknęła z nieukrywaną złością Zmierzch, odwracając się w stronę rudzielców. Szylkretowa zmierzyła ją pogardliwym spojrzeniem. Córka Pszczółki w niczym nie przypominała swojego brata. Była naiwna, głupia i zdecydowanie zbyt wesoła. Splątane Futro nie żywiła względem niej ani krzty sympatii.
Reszta patrolu minęła w całkowitej ciszy, przerywanej tylko przez skrzypienie śniegu, przez który się przedzierali. Silny wiatr mierzwił ich futra. Splotka słyszała, jak Ziemniaczek szczęka zębami z zimna. „Żeby sobie odgryzł język” pomyślała, przysuwając się do niego. Marzyła tylko o powrocie do obozu i zaszyciu się w ciepłym legowisku - chociaż znając życie, ta chwila spokoju nie potrwałaby zbyt długo, bo kochana, sprawiedliwa zastępczyni Pyskatka wysłałaby ją na kolejny patrol.
Oby Kamień wpadła w zaspę i zdechła.
Gdyby nie to, że większość kotów wolała siedzieć w legowiskach, prawdopodobnie zostaliby przywitani w obozie nieufnymi spojrzeniami. Szylkretowa była przyzwyczajona do wywoływania niezręcznej atmosfery - na początku z powodu posiadanej przez jej podobnych władzy, a później przez uraz do rudych. Szczerze mówiąc, nie obchodziło ją, co mówili inni. Najważniejszy był sam fakt, że mówili.
- Postaram się zdobyć coś do jedzenia - zaproponował Ziemniaczana Bulwa. Splotka skinęła głową, sama kierując kroki w kierunku legowiska wojowników.
Miała starą sprawę do domknięcia.
Nie pamiętała, by kiedykolwiek kogoś przeprosiła. Nienawidziła się płaszczyć, mimo że robiła to dosyć często, próbując coś zdobyć. Nienawidziła poczucia bezsilności. Nienawidziła Rozżarzonego Płomienia, Kamiennej Agonii, Piaskowej Gwiazdy i reszty kotów, które miały nad nią władzę.
Jednak wiedziała, że wróg jej wroga mógł stać się sojusznikiem.
- Rozżarzony Płomieniu, czy możemy porozmawiać?
Splątane Futro zamierzała pojednać się z synem Pszczelego Pyłu.

< Żar? Zakopiemy topór wojenny? >

07 sierpnia 2021

Od Splątanego Futra CD. Pyskatki i Jałowej Łapy

Splątane Futro parsknęła, przewracając oczami.
– Tylko stwierdzam fakty – syknęła. – Naucz się słuchać, ty głupia kupo lisiego łajna.
Pyskatka najeżyła futro i wydała z siebie wściekły warkot. Szylkretowa zmrużyła powieki, próbując wyglądać na pewną siebie. W rzeczywistości… cóż, nie miała ochoty na fizyczną konfrontacje.
Właśnie dlatego po raz pierwszy w życiu ucieszyła się, widząc wracającego do obozu Ziemniaczaną Bulwę.
– Twoja ukochana mamusia na pytanie o podejrzanych odpowiedziała „co ci do tego” – warknęła, odwracając się. – Na twoim miejscu chociaż raz użyłabym tego, co powinnaś mieć pod czaszką – zawołała, odchodząc.
Rudy kocur zauważył ją niemal natychmiast. Jego pysk rozświetlił durnowaty uśmiech (na którego widok Splotce chciało się rzygać), gdy podbiegał do niej i z pomrukiem szczęścia ocierał się o nią na powitanie. Szylkretowa była prawie pewna, że prosząc go o pomoc zaznaczyła, że nie ma żadnych romantycznych uczuć względem niego, jednak Ziemniaczek (ku bezbrzeżnej irytacji córki Trzciny) wyraźnie zinterpretował to zupełnie inaczej.
Zresztą, co się dziwiła? Od zawsze wiedziała, że jest naiwnym palantem, niczym więcej.
Pomimo że droga do legowiska wojowników zajęła im zaledwie kilka sekund, Splotka naprawdę miała wrażenie, że zaraz wybuchnie i w końcu wyrwie Ziemniaczkowi ten głupi język. Czasami zastanawiało ją, jakim cudem ciągłe paplanie do niej go nie męczy. Udało jej się uwolnić od kocura dopiero wtedy, gdy bezceremonialnie walnęła się na posłanie w środku przydługawej wypowiedzi.
Jednak ani śniło jej się spać.
Tego dnia musiała zadać pytanie jeszcze jednej osobie – taką możliwość otrzymała dopiero późnym wieczorem, gdy Ziemniaczek przestał chrapać, przytulony do jej boku i wyszedł z legowiska. Podniosła się natychmiastowo i skierowała kroki w kierunku odpoczywającej szylkretowej wojowniczki.
– Szczypiorkowa Łodygo! – syknęła jej do ucha, trącając jej bok. Kotka podniosła głowę, spoglądając na Splątane Futro pytająco.
– Nie spałam – stwierdziła. – Czego chcesz?
– Jak wyglądała relacja Miodowego Obłoku i Króliczego Susa – zapytała bez ogródek, siadając i owijając ogon wokół łap. Szczypiorek zastrzygła uszami.
– Tak, jak powinna wyglądać relacja z plebsem! Nie wiem, co ci więcej powiedzieć. Króliczemu Susowi oczywiście nie należy się szacunek, więc czemu miałybyśmy jej go okazywać? Powinnaś to rozumieć, w końcu sama jesteś szylkretką – odpowiedziała, a Splotka zmarszczyła nos z niezadowoleniem. Nie dowiedziała się właściwie niczego nowego. – Swoją drogą, też uważasz, że Króliczy Sus źle wychowuje kociaki? Spójrzmy chociaż na naszą wspaniałą Pyskatkę – ma 19 księżyców, a nadal siedzi w kociarni. Pszczoła powinna się zająć jej nowym miotem. Albo Borówka. Przynajmniej młode wiedziałyby, gdzie ich miejsce, a nie próbowałyby podskakiwać. Też to widzisz, prawda?
– Co do Pyskatki, trudno się nie zgodzić – przyznała jej rację Splotka. – Naprawdę irytująca z niej kupa futra.
W jaki sposób miała niby połączyć wskazówki?

***

– Wstawaj, ty durna kupo futra – syknęła do ucha śpiącej Pyskatki. Kotka podskoczyła, uderzając Splotkę głową w brodę. – Ty mały pchlarzu – krzyknęła z bólem szylkretowa, a czarna uśmiechnęła się z satysfakcją. Stojący przed żłobkiem Jałowek (czy też Kałowek, jak córka Trzciny i ten głupi nie–kociak o pszczołach zamiast mózgu zaczęły mówić) rzucił im pytające spojrzenie.
Detektywi zebrali się w odseparowanym od reszty obozu miejscu, które już właściwie stało się ich głównym punktem schadzek.
– Postawię sprawę jasno i nie obchodzi mnie, co sądzisz – zaczęła Splotka, spoglądając na drugą kotkę z irytacją. – Uważam, że rodzina Pyskatki wie coś o mordercy. Chciałabym dowiedzieć się jak najwięcej o nich i o ich przyjaciołach. Gadaj, nierudy kociaku.

< Pyskatko? >

01 sierpnia 2021

Od Splątanego Futra

Splątane Futro pierwszy raz od kilku dni obudziła się bez mdłości i chęci pozostania w legowisku przez cały ranek. Podniosła głowę, ziewając głośno. Zapowiadał się kolejny, nudny dzień, który najchętniej spędziłaby chroniąc się przed upałem w cieniu króliczej nory.
– Przyniosłem ci jedzenie! – zaświegotał wesoło Ziemniaczek, a szylkretowa podskoczyła.
– Wielki Klanie Gwiazdy, przestraszyłeś mnie – parsknęła, przewracając oczami. Ślepia rudzielca rozszerzyły się ze strachu.
– Czy wszystko dobrze? Mam zawołać Jeżową Ścieżkę? Czy…
– Przestań – fuknęła kotka, przerywając mu. – Nic mi nie jest. Nie skacz nade mną – burknęła. Ziemniaczana Bulwa, zamrugawszy, przez chwilę wpatrywał się w nią z nieufnością. – Ciąża to nie choroba – dodała z przekąsem, a kocur zastrzygł uszami.
– Wczoraj mówiłaś inaczej – stwierdził i wyglądało na to, że chce dodać coś jeszcze, jednak widząc pełne wściekłości spojrzenie Splotki, odpuścił. – W każdym razie, to dla ciebie – mruknął, podsuwając jej kawałek królika. – Prowadzę dzisiaj patrol łowiecki, więc gdyby coś się działo…
– Wiem, co robić – syknęła Splotka, przewracając oczami. – Uwierz, nie jestem nieporadnym kocięciem.
– Po prostu… martwię się, że morderca Miodowego Obłoku wciąż może nam zagrażać – stwierdził, zwieszając głowę.
– To jest akurat bardzo prawdopodobne – przyznała mu rację, podejrzliwym spojrzeniem omiatając krzątających się po obozie członków Klanu Burzy. Kto z nich mógł zabić? Czy było to – część podejrzewała – morderstwo na tle politycznym? – Obiecuję, będę uważać. Możesz już iść. – wbiła w niego sugestywne spojrzenie. Rudzielec skinął głową i, rzucając jej szybki uśmiech na pożegnanie, wyszedł z legowiska. Splątane Futro westchnęła ciężko.
Nie ma jak dzień rozpoczęty przez matkowanie Ziemniaczka.
Oblizała się, zjadłszy przyniesiony posiłek. Obóz częściowo opustoszał – większość nierudych kotów wypełniała swoje obowiązki, a reszta spędzała czas na odpoczywaniu od skwaru. Zaletą posiadania szylkretowego futra niewątpliwie była możliwość opuszczania patroli podczas takich dni jak ten. Splotka tęskniła za tym podczas swojej kary i cieszył ją fakt przywrócenia możliwości patrzenia, jak durne koty gorszego pochodzenia (i tacy naiwniacy jak Ziemniaczek) męczą się podczas upałów.
Jednak czy ten przywilej był wart posiadania niechcianych kociąt?
Podniosła się, ruszając w stronę żłobka. Myśl, że już niedługo będzie musiała spędzić tam kilka księżyców, napełniała ją obrzydzeniem. Zamknięcie jej gdziekolwiek było niczym podcięcie skrzydeł. Jednak w tamtym momencie szła tam z innym zamiarem – chciała porozmawiać z Borówkową Mordką. W pewnym sensie lubiła towarzystwo siostry. Weszła do nory, rozglądając się.
– Oczywiście, że śpi – prychnęła cicho, przewracając oczami. Już chciała podejść i obudzić szylkretową, gdy leżąca niedaleko Króliczy Sus podniosła głowę. – Ta cała sytuacja w Klanie jest dosyć dziwna – mruknęła, stwierdzając, że nie ma nic lepszego do roboty niż rozmowa z karmicielką. – Czy znasz kogoś, komu mogła podpaść Miodowy Obłok?
– Czemu mnie pytasz?! Co ci do tego?! – fuknęła szybko Króliczy Sus, jeżąc się. Splątane Futro zamrugała zaskoczona. – Przepraszam, ostatnio jestem trochę zestresowana… ta ciąża i kociaki… to po prostu za dużo – mruknęła z żalem kotka, zanim szylkretowa zdążyła zareagować. – Ale nie, nie wiem, komu mogła podpaść. Chociaż… – zawahała się, jakby coś sobie przypomniała. – chociaż słysz–słyszałam, że Kozi Skok coś na nią marudziła. I Mniszkowy Kwiat. Tak, na pewno Mniszkowy Kwiat coś do niej miała! T–to wszystko, co wiem. A teraz mogłabyś wyjść? Nie chcę stresować dzieci. I możesz zawołać dla mnie Świerszczowy Skok?
Splątane Futro zamrugała ze zdziwieniem. To… było dziwne. Borówka mówiła jej, że Króliczy Sus była kłębkiem nerwów, jednak szylkretowej trudno było pozbyć się wrażenia, że tekst „co ci do tego?!” wydawał się nie na miejscu. Przecież wiadomo, czemu ją to obchodziło! Cały Klan Burzy żył morderstwem (co to za ironia losu!), szczególnie jego rudzi członkowie. I nawet koty gorszego sortu powinny to rozumieć! Warknęła coś w odpowiedzo i wyszła ze żłobka, z irytacją jeżąc ogon.
Życie w obozie wydawało się zwolnić. Większość rudych kotów odpoczywała w swoich legowiskach – tylko kilka kotów kręciło się niedaleko stosu zwierzyny. Wzrok Splotki padł na idącą w tamtym kierunku Pyskatkę i nagle w jej umyśle zaczął kreować się pomysł. Szybko doskoczyła do kotki.
– Cześć, kociaku – mruknęła z szyderczym uśmiechem. Czarna odwróciła się i wydała z siebie gardłowy pomruk złości, a Splotka zauważyła, że jej pysk wypełnia grymas irytacji. – Spokojnie, nie przyszłam się dzisiaj bić – zachichotała, cofając się o kilka kroków. Córka Świerszczowego Skoku już dawno przestała być kocięciem i szylkretowa (ku swojemu niezadowoleniu) musiała przyznać, że nie miała ochoty się z nią siłować. – Chciałam zapytać o Króliczy Sus.
– Nie zbliżaj się do mojej rodziny – syknęła dawna wojowniczka, jeżąc futro.
– Uspokój się, tylko zapytałam ją o podejrzenia związane z Miodowym Obłokiem – parsknęła Splotka, zauważając, że na wspomnienie zmarłej w oczach czarnej kotki pojawił się błysk ciekawości. – Nie chciałabyś się dowiedzieć, kto ją zabił? – szybko zmieniła temat, a zielonooka zastrzygła uszami ze zdziwieniem.
– Co sugerujesz? – mruknęła nieufnie, a córka Trzcinowej Sadzawki uśmiechnęła się szeroko.
– Mówią, że jesteś inteligentna, w co szczerze mówiąc wątpię – rzuciła i kontynuowała, zanim Pyskatka zdążyła odpowiedzieć. – Chciałabyś poprowadzić ze mną małe śledztwo? –
zaproponowała.
Najlepiej było mieć wroga jak najbliżej, aby móc go pilnować.

< Pyskatko? Wybacz za gniota >

31 lipca 2021

Od Splątanego Futra CD. Jałowcowego Świtu

– Ooo, ale świetnie! Chcesz go przygarnąć? – zapytał Jałowcowy Świt z radością w głosie. Splotka parsknęła cicho, przewracając oczami. Nadal uważała opiekę nad robakiem za najgłupszy możliwy pomysł, jednak wizja wrzucenia go do legowiska Pszczółki była bardzo kusząca.
– Chyba tak – westchnęła, a pysk czekoladowego rozświetlił uśmiech zadowolenia. Szylkretowa rzuciła mu rozbawione spojrzenie.
Jałowiec bywał mysim móżdżkiem, ale jego towarzystwo było całkiem znośne.

***

Ogon Splątanego Futra drżał w irytacji. Smagana delikatnym wiatrem trawa uginała się rytmicznie, kołysząc się i uderzając ją po pysku. Szum zarastał, kłując uszy kotki. Parsknęła cicho, przewracając oczami.
Czym ona właściwie się denerwowała? Przecież ten mały gnojek nie mógł jej zaszkodzić swoim głupim skarżeniem. Piaskowa Gwiazda była inteligentna, nie posłuchałaby się kogoś, kto jeszcze kilka księżyców temu grzał cztery litery w żłobku.
Mimo wszystko i tak była niespokojna.
– Splątane Futro. – drgnęła, przywołana do rzeczywistości przez głos Piaskowej Gwiazdy. Natychmiast podniosła się i z szacunkiem skinęła głową.
– Cokolwiek powiedział, to nie prawda. Pierwszy się na mnie rzucił – rzuciła szybko, nerwowo strzygąc uszami. Liderka rzuciła jej zirytowane spojrzenie, a wojowniczka zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie nie powinna nic mówić. W środku zawrzała ze złości. Nie lubiła się płaszczyć, jednak sytuacja wymagała od niej kultury. Wzięła głęboki oddech i pokornie zwiesiła ogon.
– Więc jesteś skłonna urodzić rude kocięta w imię naszego wielkiego celu? – zapytała przywódczyni, a Splotka zdębiała.
– Zaraz… co? – wydukała, pierwszy raz od dawna nie wiedząc, co powiedzieć. Więc o to chodziło? O jej niechęć do posiadania kociąt? Poczuła palącą niechęć i jednocześnie – o dziwo – podziw do siostrzeńca.
– Postawię sprawę jasno – zaczęła kremowa kotka, podchodząc krok bliżej. Wyglądała na bardzo pewną siebie, co bardzo rozzłościło Splotkę. Nie miała tutaj żadnej władzy, musiała podporządkowywać się głupim rozkazom, na które wpływał jakiś rudy gówniak, będący synem jej gorszej siostry. – Już wystarczająco razy skompromitowałaś Klan. Powinnaś zostać zdegradowana do najniższej rangi i być traktowana niczym gorsza rasa.
– Powinnam? – szylkretowa przełknęła ślinę. Czuła, jak całej jej ciało się spina.
– Ponieważ jesteś częściowo ruda, zamierzam postawić ci ultimatum. Albo upokorzenie, albo chwała. Przyczyń się do spełnienia naszego szczytnego celu, a nie zostaniesz ukarana – stwierdziła,
a jej oczy zalśniły, jakby już wyobrażała sobie kocięta, gotowe, by spełniać jej rozkazy i głosić wyższość ich rasy.
Tymczasem Splątane Futro miała ochotę zwymiotować. Przez jej głowę w jednej chwili przemknęło tysiące myśli. Nie mogła ponownie stać się pośmiewiskiem, nie mogła pozwolić sobie jeszcze większą utratę w oczach przywódczyni. Jednak… Wielki Klanie Gwiazdy, tak bardzo tego nie chciała. Pochyliła głowę, czując, jak przez jej ciało przechodzi dreszcz.
Nie mogła zaprzepaścić swoich marzeń i dobrego życia przez wzgląd na swoją głupią niechęć.
– Poproszę Ziemniaczaną Bulwę o pomoc – westchnęła po chwili.
Pysk Piaskowej Gwiazdy rozświetlił szeroki uśmiech tryumfu.

***

Miała mieć kocięta.
Siedziała przed legowiskiem wojowników ze wzrokiem wbitym w ziemię. Czuła rozpierającą ją złość – na siebie, na Piaskową Gwiazdę, na Rozżarzonego Płomienia i nawet na tę głupią radość w głosie Ziemniaczka, gdy poprosiła go o pomoc w poczęciu kociąt.
Nie mogła już cofnąć tego, co zrobiła.
Została potraktowana niczym rzecz. Nigdy nie chciała mieć kociąt, nie chciała zakładać rodziny, ani tym bardziej płodzić dzieci w imię tworzenia lepszej rasy. Podjęła decyzję, która wcale nie wydawała się jej już być taka właściwa. Pochyliła głowę, z irytacją wyciągając i chowając pazury. Nie było odwrotu, Jeżowa Ścieżka potwierdził ciążę.
– Czy coś się stało? – kotka drgnęła, słysząc cichy głos dobiegający gdzieś zza jej pleców. Odwróciła się szybko. Przed pogrążonym we śnie legowiskiem wojowników stał Jałowcowy Świt, przyglądając się jej z ciekawością.
– Nie powinieneś spać? – warknęła, obnażając zęby.
Następnie, prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu, wybuchnęła płaczem.

< Jałowcu? >

18 lipca 2021

Od Splątanej Łapy (Splątanego Futra) CD. Sierpówkowej Łapy

Naprawdę chciała wziąć zioła od Sierpówkowej Łapy i wyzdrowieć. Spokojnie leżała w legowisku medyka, czekając na polecenia niepełnosprawnego ucznia i wymyślając kolejne sposoby na zirytowanie go.
Jednak w momencie, gdy zobaczyła całą umorusaną błotem Pszczółkę, która weszła do obozu ze złością wypisaną na pysku, wiedziała, że musi ustalić priorytety.
Przecież ktoś musiał zająć się gnębieniem tego mysiego móżdżka!

***

Uchylenie powiek było męczące. Miała wrażenie, jakby cały świat się kołysał. Całe jej ciało wołało o powrót do snu, a ze zmęczenia kręciło jej się w głowie. Uniosła łeb, który wydawał się ciężki niczym głaz. Nie potrafiła zidentyfikować otoczenia, wszystko było rozmazane i kiwało się w nieznanym rytmie. W jej uszach piszczało.
- ...zjedz to - rozkazał cichy głos. Splotce chwilę zajęło zidentyfikowanie go. Zmrużyła oczy, nie rozumiejąc, czego chce od niej stojący naprzeciwko kot.
- Odwal się - burknęła niewyraźnie, pragnąc zasnąć. Sierpówkowa Łapa (dopiero teraz wojowniczka zdała sobie sprawę, że to on) spojrzał na nią ze spokojem (pomimo zmęczenia, poczuła zirytowanie cierpliwością ucznia medyka) i podsunął kupkę ziół bliżej.
- Zemdlałasz - wymamrotał. Szylkretowa skrzywiła pysk, próbując przypomnieć sobie sytuacje. Ostatnią rzeczą, którą pamiętała, było wyjście na patrol z Trzcinową Sadzawką i Storczykową Łodygą. Była pewna, że czuła się wtedy bardzo słabo. Próba przywołania wspomnienia utraty przytomności przyprawiła ją o ból głowy. - Zjedz - rozkazał ponownie, wskazując na przygotowaną mieszankę. Splątane Futro westchnęła cicho i niechętnie wykonała polecenie.
- Czym ty mnie tak właściwie faszerujesz? - zapytała.

< Sierpówko? >

Wyleczona: Splątane Futro

09 lipca 2021

Od Splątanego Futra (Pokręconego Łba)

*jakoś po otrzymaniu kary*

Oszroniona trawa skrzypiała pod łapami wchodzących do obozu kotów. Córka Trzciny wzdrygnęła się, czując, jak chłodny wiatr mierzwi jej futro. Siedziała przy wejściu do legowiska uczniów z ogonem owiniętym wokół łap, próbując ignorować rozbawione spojrzenia rzucane w jej stronę przez innych członków Klanu Burzy.
– Pokręcony Łbie! – kotka strzepnęła uszami z irytacją, słysząc rozweselony głosik Ziemniaczanej Łapy.
– Nazwij mnie tak jeszcze raz, a oberwę ci wąsy – syknęła. Niewzruszony rudzielec (czy jego futro nie miało wcześniej innej barwy? Splotka, szczerze mówiąc, nie była pewna) okrążył szylkretową, uśmiechając się głupkowato.
– Tak się cieszę, że spędzimy jeszcze więcej czasu razem! – pisnął, podskakując. Kotka parsknęła cicho, zastanawiając się, czy Piaskowa Gwiazda przedłużyłaby jej karę za oberwanie wąsów wkurzającemu terminatorowi. Właściwie gdzie on się podziewał przez te wszystkie księżyce? Mogła przysiąc, że widziała go co najwyżej kilka razy. – Będziemy się świetnie bawić!
– Tak sądzisz? – burknęła sarkastycznie, przeklinając w duchu. Nie minął nawet księżyc, a ona już z całego serca pragnęła wrócić do obowiązków wojowniczki. Obecność Ziemniaczanej Łapy i Jeleniego Kopytka, znanych również jako największe mysie móżdżki, które Splotka miała wątpliwą przyjemność spotkać, doprowadzała ją do szału nawet bardziej niż docinki Borówki oraz Pszczółki (chociaż po namyśle stwierdziła, że w sumie ma gdzieś docinki Pszczółki. Pszczółka była głupim króliczym pierdem niczym więcej. Patyk jej w cztery litery). Chciała, aby ta durna kara wreszcie się skończyła.
I w tamtym momencie wpadła na iście diaboliczny pomysł.
– Może… Może rzeczywiście masz rację – mruknęła potulnie, a Ziemniaczana Łapa przystanął, zaskoczony zmianą tonu głosu. – Powinnam się z bardziej socjalizować z innymi, nie sądzisz? – zapytała. Żółte oczy ucznia zabłysnęły, gdy ochoczo pokiwał głową na znak zgody. – Chciałabym się o nich więcej dowiedzieć… Jestem pewna, że znasz jakieś plotki… kto z kim się spotyka, kto ostatnio zrobił coś głupiego lub… no nie wiem, na przykład ma coś przeciwko aktualnej władzy?
– Oczywiście! – potwierdził uczeń, wyglądając na bardzo zadowolonego. Był taki niewinny, taki naiwny, że Splotce prawie zrobiło się go żal. Jednak nie na długo, bo jej serce szybko wypełniła duma.
– Jeśli masz ochotę, mógłbyś mi o tym opowiadać codziennie! No wiesz, zdawać takie małe… raporty – zaproponowała słodko, ocierając się o kocura. – Chcę wiedzieć wszystko – szepnęła, a jej pysk wypełnił złowieszczy uśmiech.
Właśnie znalazła sposób na powrót do łask Piaskowej Gwiazdy.

27 maja 2021

Od Splątanej Łapy (Splątanego Futra) CD. Jałowcowego Świtu

– Gratulacje. Teraz spokojnie możesz wymieniać mech w legowisku wojowników – zaśmiał się Jałowcowy Świt, a koteczka uśmiechnęła się z zadowoleniem. Czekoladowy wydawał się inny od przeciętnej reszty klanu i Splotka była gotowa go zaakceptować. Szczerze mówiąc, żałowała, że kocur nie został jej mentorem (kolejny powód do wsadzenia patyka w dupę Pszczółki!).
Doszła do wniosku, że Jałowcowy Świt nie znajduje się na jej liście kotów, którym chciałaby wsadzić kolec do posłania.
Przynajmniej na razie.

***

– Ja, Piaskowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejną wojowniczkę. Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Splątana Łapa zadrżała z podekscytowaniem, wpatrując się w liderkę. Ten dzień miał nadejść już dawno temu, lecz nawet teraz stanie przed Klanem, który wreszcie potrafił docenić jej umiejętności, było największym zaszczytem, jakiego doświadczyła szylkretowa.
– Przysięgam! – zawołała z pewnością, próbując wyglądać jak najdostojniej.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Splątana Łapo, od tej pory będziesz znana jako Splątane Futro. Klan Gwiazdy cieni twoje oddanie i wierność oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Burzy – zakończyła Piaskowa Gwiazda, dotykając nosem głowy wojowniczki. Szylkretowa zamruczała głośno.
Zdawała sobie sprawę, co liderka rozumiała przez „wierność”. Wierność nowym zasadom, wierność wprowadzanemu przez nią porządkowi, wierność w walce o rozprzestrzenianie się wyższej rasy rudych kotów. Splątane Futro zamierzała zostać jej najlepszą wojowniczką, której zawsze mogła zaufać w powierzonej misji.
Piaskowa Gwiazda była najwspanialszą przywódczynią, o jaką Klan Burzy mógł prosić.
– Jałowcowy Świcie! – zawołała uradowana, podbiegając do wojownika, gdy tylko skończyła rozmawiać z rodziną i mentorem. – Wreszcie zrozumieli, jak jestem utalentowana – stwierdziła, prężąc się z dumą. – Po moim czuwaniu idziemy szukać tych dżdżownic? – szybko zaproponowała, mrugając w jego stronę porozumiewawczo.

< Jałowiec? >

Od Splątanej Łapy CD. Sierpówkowej Łapy

Splątana Łapa uważała Sierpówkową Łapę za całkiem zabawnego. I nie chodziło bynajmniej o jego poczucie humoru (chociaż kto wie? Właściwie nie rozmawiali zbyt wiele), a o sposób bycia. To jego nieśmiałe, przestraszone spojrzenie, delikatne skrzywienie pyska, gdy zaczęła go zaczepiać… Szylkretowa czuła, że spokojny uczeń medyka może dostarczyć jej wiele rozrywki związanej z testowaniem jego granic.
– No proszę, „Szanująca–Starszych–Od–Siebie Łapa"! – miauknęła z wypisanym na pysku typowym dla niej cynicznym uśmiechem. Przez chwilę ciekawskim spojrzeniem wpatrywała się w Sierpówkową Łapę, próbując wyczytać z jego mowy ciała oznaki zdenerwowania. Być może była to wina nadinterpretacji, ale Splotka miała wrażenie, że ogon ucznia zadrżał delikatnie.
Szykowała się naprawdę dobra zabawa!
– Coś ci dolega? – zapytał kremowy, a brązowooka w duchu westchnęła, zirytowana stoickim spokojem kocura. Wydobycie z niego jakiś gwałtownych emocji nagle stało się dla niej celem, który pragnęła osiągnąć za wszelką cenę. Zdenerwowanie byłego samotnika było dużo trudniejsze niż w przypadku Borówkowej Mordki. Sierpówkowa Łapa pod tym względem intrygował Splotkę, rosnąc w jej oczach do pewnego rodzaju zagadki, którą pragnęła rozwiązać.
Wprawienie kremowego w złość nagle stało się najwyższym priorytetem uczennicy.
– Jak ty właściwie radziłeś sobie bez Klanu pomagającego ci polować? – zapytała bez ogródek, wpierw wlepiając wzrok w łapy kocura, później w jego krzywą szczękę. Kremowy spojrzał na nią z zaskoczeniem. Zanim zdążył otworzyć pysk i odpowiedzieć, Splotka z bezczelnym uśmiechem doskoczyła do niego. – Wiesz… Ostatnio jestem bardzo zmęczona – ziewnęła, siadając na ziemi obok kocura. – Nie mam siły nawet na trening z tym mysim móżdżkiem, Jelenim Kopytkiem! – parsknęła, ogonem przecinając powietrze. – Chciałam udać się do Jeżowej Ścieżki, ale… – przez chwilę mierzyła rozmówcę wzrokiem, jakby zastanawiając się nad jego kompetencjami. – Po namyśle ty też możesz być – zakończyła, chichocząc. – Przecież twoja… inność nie powinna sprawiać, że jesteś półgłówkiem, nieprawda? – zapytała, zawadiacko mrugając w jego stronę.

< Sierpówkowa Łapo? >

27 kwietnia 2021

Od Splątanej Łapy

Tak więc Pszczółka została wojowniczką, a Splątanej Łapie bynajmniej się to nie podobało. Delikatnie mówiąc, mianowanie siostry mocno uderzyło w jej dumę. Nigdy nie brała pod uwagę (ba, była pewna, że tak nie jest!), że ruda może być od niej w czymkolwiek lepsza.
A tu takie zaskoczenie.
- Pszczeli Pyłek - warknęła, dreptając w kółko przed legowiskiem uczniów. - Bardziej Pszczela Dupa.
Mózg Chabrowej Gwiazdy musiał być jeszcze bardziej zgrzybiały od tego należącego do świętej pamięci wapniaka Mokrej Gwiazdy (oby Klan Gwiazdy torturował go przez wieczność za wybranie takiej następczyni!), skoro postanowiła mianować Pszczółkę na wojowniczkę przed Splotką.
- Splątana Łapo! - wesoły okrzyk Jeleniego Kopytka wyrwał ją z zamyślenia. Kotka prychnęła cicho, przewracając oczami.
Mentor był kolejnym powodem, dla którego chciała być już mianowana.
Jelenie Kopytko zawsze był irytująco głupi, jednak ostatnimi czasy jego zachowanie stało się wprost nieznośne - był szczęśliwszy, głośniejszy i bardziej rozmarzony niż zazwyczaj. Splotka podejrzewała, że powodem zmiany (bynajmniej nie na lepsze!) była nie kto inny jak Szemrzące Szuwary. Ta dwójka spędzała ze sobą zwyczajnie za dużo czasu, przypominając przy tym dwie durne pszczółki (co to za ironiczna gra słów), wesoło krążące wokół kwiatka.
Jeśli miłość potrafiła ogłupić nawet idiotę, to Splątana Łapa nie chciała się zakochiwać.
Uczennica przydreptała do zebranych wojowników, burcząc coś cicho pod nosem. Patrol łowiecki - oczywiście - nie posiadał w składzie żadnej osoby, którą darzyła minimalną sympatią. Orlikowy Szept, Jelenie Kopytko i (o zgrozo!) Pszczeli Pyłek czekali przy wyjściu z obozu, plotkując głośno.
- Pójdziemy w kierunku granicy z Klanem Nocy - oznajmił mentor, a szylkretowa kotka powoli pokiwała głową, z niechęcią wpatrując się w siostrę. Nie ma szans, że ten mysi móżdżek złapie więcej niż ona!
Po dotarciu na miejsce, patrol łowiecki w większości rozpierzchł się - nawet Jelenie Kopytko, który zazwyczaj nadzorował postępy uczennicy, ruszył w pole w poszukiwaniu zwierzyny. Sytuacja Klanu Burzy, wcale nie polepszona aktualnie trwającą suszą, była na tyle zła, że każdy zdolny do polowania starał się przynosić cokolwiek do obozu. Splątana Łapa, szczerze mówiąc, wcale nie miała ochoty dzielić się zdobytym pokarmem z marnotrawnymi, niepracującymi idiotami lub mysimi móżdżkami typu Pszczelego Pyłku, jednak czujny wzrok mentora i chęć zostania wojownikiem zobowiązały jej do przestrzegania Kodeksu.
Co wcale nie oznaczało, że popierała wszystkie jego założenia.
Nagle spojrzenie uczennicy padło na tłustą mysz, która wyszła z nory i przykucnęła niedaleko rzeki, wyraźnie konsumując znalezione wcześniej pożywienie. Oczy Splątanej Łapy zabłysły. Opadła do przysiadu i zaczęła się skradać. Było tak blisko, zostało tylko kilka kroków i… Wybiła się w powietrze, rzucając się na zwierzaka.
Niestety skok był wyjątkowo źle wymierzony. Kotka wylądowała za daleko, a zaalarmowana hałasem mysz uciekła, piszcząc głośno. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Ziemia pod łapami Splotki zaczęła się osuwać w kierunku koryta rzeki.
- POMOCY! - wrzasnęła kotka, wierzgają łapami.
Czy naprawdę tak miał wyglądać jej koniec?

< Orlikowy Szepcie? >

14 marca 2021

Od Splotki (Splątanej Łapy) CD Borówki (Borówkowej Łapy)

Nawet Splotka zdawała sobie sprawę, że to nie jest czas na kłótnię.
– Chodźmy – wymamrotała szybko, wycofując się w stronę żłobka. Borówka zrobiła zaskoczoną minę (czyżby naprawdę myślała, że siostra nawet w takiej chwili będzie podważać jej zdanie?) i pobiegła za Splotką.
Wpadłszy do korytarza, natychmiast przyległy do ziemi. Czy Jeżowa Ścieżka je zauważył? Splotka wstrzymała oddech. Czekoladowy kocur jakby nigdy nic przemaszerował przez obóz – kotki nie mogły dostrzec jego wyrazu pyska, bo trzymał w nim kępę nieznanych córkom Trzciny ziół.
– Chyba niczego nie widział – szepnęła Borówka, ostrożnie wyglądając na zewnątrz. Druga szylkretka westchnęła z ulgą, podchodząc do siostry. Jej geniusz po raz kolejny uratował im cztery litery!
I w tamtej chwili zdała sobie sprawę z jednej bardzo istotnej luki w ich planie.
– Może nas wyczuć – jęknęła, z przestrachem spoglądając na mniejszą. Borówka parsknęła cicho, kręcąc głową.
– Smród ziół nas zamaskuje – stwierdziła, wykonując koci odpowiednik wzruszenia ramionami. Splotka obdarzyła ją badawczym spojrzeniem – mimo pozornej pewności siebie, Borówka była równie zaniepokojona co siostra.
– W takim razie musimy szybko „to” załatwić – wymamrotała, a jej pysk rozświetlił diabelski uśmiech. Już niedługo wapniak skończy z kolcem w swojej prastarej dupie!
– Spróbuj znowu się mną wyręczyć, a przysięgam, powiem wszystko mamie – zagroziła Borówka, buntowniczo zamiatając ogonem ziemię. – Nie jestem twoją służącą!
Splotka parsknęła śmiechem i przewróciła oczami. Nie sądziła, że głupiutka szylkretka była aż taka naiwna!
– Siostrzyczko kochana, nie odpuściłabym sobie takiej zabawy! – zachichotała cynicznie, podchodząc do wyjścia ze żłobka. Odgłos cichego prychnięcia Borówki upewnił ją w fakcie, że szylkretowa podąża za nią.
– Zróbmy to szybko – zgodziła się kotka, stając obok siostry. Splotka ponownie uśmiechnęła się zjadliwie, wyobrażając sobie wrzask Mokrej Gwiazdy, gdy usiądzie na kolcu. – Chyba że się cykasz!
– Ja? Nigdy! – parsknęła Borówka, wyprzedzając szylkretową. Kotki podeszły pod legowisko przywódcy, w międzyczasie wymieniając się kilkoma złośliwymi uwagami. Borówka… Cóż, okazała się świetną partnerką w zbrodni. Splotka nie wiedziała, co nią kierowało – być może chęć udowodnienia czegoś siostrze, być może zamiłowanie do łamania zasad – jednak przypadło jej to do gustu. Mniejsza okazała się nie być takim kochanym, delikatnym aniołkiem, na jakiego się kreowała.
– Wchodzimy? – zaproponowała Splotka, odwracając się w stronę siostry. Borówka skinęła głową i przekroczyła próg legowiska. Druga szylkretowa uśmiechnęła się szeroko. – Poczekaj! – zawołała, rzucając się w pogoń za siostrą.
Nagle coś pociągnęło ją do tyłu, przez co straciła równowagę i uderzyła głową o ziemię.
– A wy dokąd się wybieracie? – wycedził przez zaciśnięte zęby Dziki Gon, strosząc półdługie futerko. Splotka kątem oka zauważyła, jak Borówka robi maślane oczy i uśmiecha się słodko. „A to manipulantka!” zaśmiała się w myślach, czując, jak jej szacunek do tej dziecinnej łajzy rośnie.
– Um… – mruknęła szybko Splotka, zbliżając się do wojownika. – Po prostu… Wpadła nam tam zabawka – wytłumaczyła, mając nadzieję, że rudzielec uwierzy w jej kłamstwo. Dziki Gon parsknął, przewracając oczami.
– A jeże latają – stwierdził i wskazał na Borówkę. – Tym kolcem zamierzałyście ściany ozdabiać? – warknął sarkastycznie, a Splotka przeklęła w myślach.
– My… – zaczęła, mając kompletną pustkę w głowie. – Chciałyśmy sprawdzić, co mysz ma w brzuchu…? – miauknęła niepewnie, rzucając błagalne spojrzenie w stronę siostry.
Niech ta głupia kupa futra raz się do czegoś przyda i pomoże!

< Borówko? >
5 pkt

13 marca 2021

Od Splątanej Łapy

Balansowała na zgiętych łapach, sunąc między trawami. Wzrok miała skupiony na krótkim, brązowym ogonku, wystającym znad źdźbeł. Z radością zastrzygła uszami, a bolący z głodu brzuch zaburczał głośno. Zadygotała z podekscytowaniem i wysunęła pazury. Jeszcze chwila i zwierzak będzie jej! Machnęła ogonem, przygotowując się do skoku. Już niedługo coś zje… wreszcie przestanie być taka głodna…
– Splątana Łapo! – rozległ się pełen przerażenia krzyk, który przywrócił kotkę do rzeczywistości. Jelenie Kopytko w kilku susach znalazł się obok, a brązowy królik leniwie podniósł głowę, ukazując pełen piany pysk. Szylkretowa z przestrachem spojrzała na zwierzaka, zdając sobie sprawę, co zamierzała zrobić. – Czy ty oszalałaś?! – pisnął, a uczennica nerwowo zastrzygła uszami.
– Jestem głodna – warknęła, odwracając głowę ze wstydem. Mentor wydał z siebie bezradny jęk i odwrócił się na pięcie.
– Myślę… Myślę, że powinniśmy już na dzisiaj skończyć – stwierdził, wykopując z ziemi pozostawionego tam wcześniej wróbla. Splątana Łapa z żalem spojrzała na horyzont. Ostatnimi czasy nie tylko polowania Jeleniego Kopytka były tak nieowocne – patrole przynosiły do obozu bardzo niewielkie ilości jedzenia.
W kilku susach dopadła do mentora, nawet nie przejmując się niechęcią względem jego osoby. Nigdy wcześniej nie czuła takiego głodu – jej wnętrzności zdawały się ściskać, błagając o pokarm. Była słaba, a pod krótkim futrem powoli zarysowywały się żebra. Jelenie Kopytko próbował nie zwalniać tempa treningu, ale nawet on zaczynał tracić siły. Skupili się głównie na polowaniu, przez co Splątana Łapa miała wrażenie, że jej umiejętności bojowe są co najmniej niezadowalające.
Szylkretowa zwiesiła głowę ze zmęczeniem, wchodząc do obozu. Miała dość treningów, miała dość głodowania i przede wszystkim miała dość Jeleniego Kopytka. Kocur uśmiechnął się i przyjacielsko pacnął kotkę ogonem.
– To taki piękny dzień! – zaświergotał, jednak Splątana Łapa widziała, jak jego pozornie wyrażające radość ślepia lśniły smutkiem.
– Będzie jeszcze lepszy, jeśli coś zjem – prychnęła kotka, z rozmarzeniem spoglądając na trzymanego przez Jelonka wróbla. Kocur uśmiechnął się szeroko, kładąc ptaka na ziemi.
– W takim razie zaniesiesz to kociętom – rozkazał, wydając się bardzo zadowolony z siebie. Szylkretowa zawrzała. Gdyby tylko mogła przeorać pazurami ten jego głupi pysk… – No leć już – machnął ogonem, a Splotka parsknęła głośno. Oczywiście, że nie zdawał sobie sprawy, że miała ochotę na tego ptaka!
Ze złością chwyciła wróbla i potruchtała w stronę żłobka. Była taka głodna… Ślina zaczęła jej ściekać po pysku. Przecież… Przecież nikt nie musiał wiedzieć, że zje ptaka! Poza tym tylko mysi móżdżek bałby się Jeleniego Kopytka, a Splątana Łapa w żadnym wypadku nie była mysim móżdżkiem! Zadrżała z podekscytowaniem, kładąc zwierzę na ziemi i powoli zaczynając oskubywać je z piórek. Przecież… Przecież nie była dzika… Nawet jeśli tak bardzo chciała jeść… Wielki Klanie Gwiazd, jaka ona była głodna!
– CO TY ROBISZ?! – wrzasnęła Króliczy Sus, wypadając ze żłobka. Splątana Łapa zamarła w pół ruchu, patrząc na kotkę z zaskoczeniem. Karmicielka zjeżyła się, sycząc głośno. – To. Nasz. Wróbel – warknęła, wbijając łakomy wzrok w ptaka.
– W takim razie weź go sobie – parsknęła uczennica. Nie obchodziła jej ciąża Króliczego Susa. Nie obchodziły ją te kocięta. Była taka głodna, tak bardzo głodna… Nagle poczuła uderzenie, które niemal zwaliło ją z nóg.
– Najpierw jedzą karmicielki i starsi – syknął Świerszczowy Skok, patrząc na nią z nieukrywaną złością. Splątana Łapa wydała z siebie pomruk złości, ale posłusznie położyła uszy. Pomimo ogarniającego ją otumanienia głodem, wiedziała, że nie ma sensu rzucać się na dwójkę wojowników. – Twój mentor się o tym dowie – zagroził biały kocur, jednocześnie przysuwając ptaka w stronę karmicielki. Uczennica rzuciła ostatnie wygłodniałe spojrzenie w stronę wróbla i z rezygnacją skierowała się w stronę legowiska uczniów.
Była tak okropnie zmęczona…
Zwaliła się na posłanie i owinęła ogon wokół łap. Zamknęła oczy, czekając na sen. Jednak ten nie nadszedł – zamiast tego Splotka została rozbudzona przez odgłos kroków. Ze zirytowaniem zastrzygła uszami. Jeśli ten idiota przyszedł prawić jej kazania, to wyrwie mu jęzor!
– Słuchaj, ty durne lisie łajno… – wrzasnęła, nie zwracając uwagi na maniery. Jednak widok co najmniej ją zaskoczył – to ta ruda łajza, Pszczela Łapa wróciła z treningu i trzymała w pysku pulchną mysz. Na ten widok źrenice Splotki rozszerzyły się, a sama kotka wbiła w drugą uczennicę błagalne spojrzenie. – Pszczółeczko, siostrzyczko kochana… Podzielisz się ze mną tą myszką?

< Pszczela Łapo? >
13 pkt

11 marca 2021

Od Splotki (Splątanej Łapy)

– ...twoim mentorem będzie Jelenie Kopytko – oznajmił Mokra Gwiazda, a Splątana Łapa zmrużyła oczy, rzucając wojownikowi pełne niechęci spojrzenie. Na Klan Gwiazdy, czemu nie mogła dostać kogoś normalnego?!
Jelenie Kopytko stanął obok uczennicy, uśmiechając się szeroko (czy też jak uważała Splotka – wyjątkowo głupkowato).
– Jelenie Kopytko, jesteś gotowy do szkolenia swojej pierwszej uczennicy – zwrócił się do kocura lider, a Splątana Łapa miała wrażenie, że słyszy chrzęst jego pradawnych kości, gdy wykonuje ten niewielki ruch. – Otrzymałeś od swojej mentorki, Niebiańskiego Kwiatu doskonałe szkolenie i wielokrotnie pokazałeś swoją lojalność oraz chęć zdobywania wiedzy.
„Akurat” pomyślała szylkretowa, przewracając oczami. Z opowieści Trzciny (teraz już Trzcinowej Sadzawki) wywnioskowała, że niebieski kocur jest wrzodem na dupie, nic więcej. Dużo gada, dużo je i po chwili rozmowy z nim masz ochotę odgryźć mu ten durny jęzor.
– Będziesz mentorem Splątanej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę. – „czy też raczej jej brak” dodała w myślach szylkretowa, czując przy tym dziwną satysfakcję. Niebieski kocur zbliżył się, a kotka z cichym westchnięciem dotknęła jego nosa swoim.
– Będziemy się świetnie bawić – zamruczał wojownik, a uczennica jęknęła w duchu.
Jelenie Kopytko definitywnie nie miał racji.

***

Splątanej Łapie udzielił się niepokój Klanu Burzy.
Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie. Splotka jak przez mgłę pamiętała patrol, podczas którego Sikorkowy Śpiew poskarżyła się, że ma skurcze. Kotka za radą Rzecznego Nurtu udała się do Jeżowej Ścieżki – to był ostatni raz, kiedy uczennica miała szansę rozmawiać z wojowniczką. Wyraźnie w umyśle Splątanej Łapy obrazowała się chwila dziwnego szału starszej szylkretowej. Pamiętała, że właśnie wróciła z treningu i bardzo chciała odpocząć. Pierwszym, co usłyszała po wejściu do obozu, były krzyki. Następnie zobaczyła obezwładniających agresywną kotkę wojowników.
Jakiś czas później Sikorkowy Śpiew już nie żyła.
Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Pogrzeb, straszliwa śmierć Mokrej Gwiazdy, jego zmartwychwstanie i zakaz polowania na króliki, który dosłownie przed chwilą ogłosiła Chabrowa Bryza.
– Mamo? – szepnęła Borówkowa Łapa, zwracając się w stronę Trzcinowej Sadzawki, niezwykle skupionej i czujnej, jakby w każdym momencie coś złego mogło się wydarzyć. – Czy jesteśmy w niebezpieczeństwie?
Kotka przez chwilę zachowywała ciszę, przez co Splotka miała wrażenie, że intensywnie nad czymś myśli. Po chwili wstała i odwróciła się w stronę córek.
– Nawet nie próbujcie łamać zakazu – rozkazała, ze wstrętem spoglądając na stos zwierzyny.
I w tamtym momencie Splątana Łapa zdała sobie sprawę, że skoro nawet Trzcina nie kwestionuje rozkazów klanowych kotów, musi być naprawdę źle.

08 marca 2021

Od Splotki

 Nie było tak, że Splotka wątpiła w istnienie Klanu Gwiazdy.
Zdawała sobie sprawę, że jako córka byłej samotniczki będzie różniła się od typowych „klanowych” kotów – nie tylko pod względem pochodzenia, ale i wychowania. Kochała swoją matkę, jednak miała wrażenie, że kotka nie potrafi (bądź nie chce) przekazać jej wszystkiego, w co wierzyli ich pobratymcy. Trzcina była dosyć… cóż, charakterna. Nie respektowała zasad Klanu Burzy i nierzadko zdarzało jej się rzucić niepochlebny komentarz w obecności córek.
Splotka chciała czegoś więcej.
Skrycie pragnęła należeć do tej dziwnej społeczności. Chciała rozumieć kodeks, chciała walczyć i polować dla Klanu. Nie znaczyło to oczywiście, że zamierzała zwracać się do innych z szacunkiem – Trzcina wpoiła jej pewną pogardę do innych kotów, za co Splotka była jej wdzięczna, bo rozumiała, że nie musi się przed nikim płaszczyć.
Najdziwniejszą rzeczą w klanowej kulturze była ich wiara.
Splotka rozumiała, dlaczego niektórzy wątpią w istnienie Klanu Gwiazd. Był on tak mistyczny i niezrozumiały, że nietrudno było uznać go za głupi wymysł. Jednak szylkretka nigdy nie wątpiła – gdyby nie istnienie Klanu Gwiazdy, czy liderzy potrafiliby powstawać z martwych? Była pewna, że tylko magiczna moc trupów chroniła wiekowego Mokrą Gwiazdę przed kopnięciem w kalendarz.
Mimo to nie rozumiała wszystkiego i była tym bardzo zirytowana.
Właśnie dlatego tego dnia postanowiła odwiedzić Jeżową Ścieżkę. Nie była to łatwa decyzja – proszenie o wytłumaczenie czegoś innego kota po prostu było dla Splotki czymś upokarzającym. Jednak tym razem dręczące ją pytania wydawały się ważniejsze niż duma.
– Jeżowa Ścieżko? – zawołała, wchodząc do legowiska. Kocur przerwał sortowanie ziół i spojrzał na nią z zaskoczeniem. – Opowiedz mi o Klanie Gwiazdy – zażądała.

< Jeżowa Ścieżko? >

Od Splotki CD Borówki

Kotki stanęły przed legowiskiem Jeżowej Ścieżki. Splotka zmrużyła oczy, przecinając ogonem powietrze.
– Ty idź – rozkazała, a Borówka syknęła ze zirytowaniem. – Jesteś mniejsza – wyjaśniła apatycznie, wykonując koci odpowiednik wzruszenia ramionami. – Będę stać na czatach – obiecała i usiadła, chcąc pokazać, że rzeczywiście nie zamierza się nigdzie ruszać.
– Co, jeśli jest w środku? – zapytała Borówka, obserwując wejście do legowiska. – Najwyżej powiem, że bawiłam się i przypadkowo tam wpadłam – odpowiedziała sobie, zanim Splotka zdążyła otworzyć pysk. Większa zmarszczyła pysk z zaskoczeniem – nie sądziła, że ten mysi móżdżek potrafił coś tak szybko wymyślić. Po chwili skinęła głową, a Borówka ruszyła w stronę legowiska.
– Nawet nie waż się uciekać – zagroziła na odchodne. Splotka zaśmiała się sucho, nie spuszczając wzroku z horyzontu. Naprawdę nie sądziła, że siostra zgodzi się brać udział w akcji. Szczerze mówiąc, nawet nie spodziewała się, że dojdą tak daleko! Gdyby nie chęć Borówki do pomocy, nie zdecydowałaby się na to. To nie tak, że była strachliwa – po prostu nie miała ochoty ponosić konsekwencji, skoro mogła zrzucić całą brudną robotę na kogoś innego.
Niespokojnie zaorała ziemię pazurami. Borówka zdawała się siedzieć w legowisku przez wieczność! Zmrużyła oczy, obserwując chodzące po obozie koty. Zmarszczyła nos – czy miała zwidy, czy w mignęło jej czekoladowe futro Jeżowej Ścieżki? Przez chwilę wpatrywała się w wejście do obozu, po czym podskoczyła przerażona.
Teraz była pewna.
– Borówko! – syknęła, odwracając się w stronę legowiska. – Borówko, wracaj! Jeżowa Ścieżka idzie!

< Borówko?>

Od Splotki CD Szeptu (Szepczącej Łapy)

Wystarczyło otworzyć oczy, by zdać sobie sprawę, jak beznadziejny będzie ten dzień.
– Pada – stwierdziła głośno Borówka, siadając pod wejściem ze żłobka. Splotka jęknęła z żalem i wbijając pazurki w ziemię – perspektywa bycia zamkniętą przez cały dzień z siostrami bynajmniej jej się nie uśmiechała. – Będzie tak nudno! – zawyła kotka, wznosząc oczy ku niebiosom. Większa prychnęła ostentacyjnie, odwracając głowę.
Już wiedziała, jak koszmarny będzie ten dzień.
Ze zirytowaniem przegramoliła się w kąt żłobka, chcąc oddalić się od reszty kociąt (głównie od Pszczółki i Borówki, które irytowały ją najbardziej). Schowała głowę w łapach, zamykając oczy. Gdyby tylko była już uczennicą… Mogłaby spędzać dnie z dala od sióstr, polując i trenując walkę. Oczami wyobraźni zobaczyła siebie, ganiającą za królikami i powalającą przeciwników. Będzie najlepszą wojowniczką, jaką widział Klan Burzy!
Nagle wrzasnęła, czując jak małe ząbki wbijają się w jej ogon. Odwróciła się natychmiast i zdzieliła napastnika łapą po łbie, odskakując z sykiem. Ziemniaczek (kto inny mógłby to być?!) z chichotem skoczył na jej ogon, wbijając w niego pazurki. Splotka prychnęła ze złością, na próżno próbując zrzucić z siebie irytującego kociaka. Nagle cynamon usiadł, a szylkretowa wrzasnęła, czując jak jej ogon zostaje przygnieciony przez tłustego gnojka. Szarpnęła się – nie pomogło. Wkurzający skurczybyk zaśmiał się, a jego oczy zalśniły radośnie.
Nagle mały czart krzyknął z zaskoczeniem, a Splotka poczuła, jak jej ogon zostaje uwolniony. Natychmiast podskoczyła, sycząc głośno. Wybawicielka, Szept, wpatrywała się w nią swoimi wielkimi, zielonymi oczami.
– Nie musiałaś mi pomagać – stwierdziła Splotka, mrużąc oczy. Czuła się źle z tym, że ten mysi móżdżek widział ją niepotrafiącą poradzić sobie z głupim gałganem. – Nie potrzebuję pomocy od kogoś w twoim wieku, kto nie jest nawet uczniem – syknęła. – Byłaś tak słaba, że Mokra Gwiazda postanowił cię zdegradować?

< Szept? >

07 marca 2021

Od Splotki

Na zgiętych nogach posuwała się do przodu. Trącane przez nią źdźbła trawy kiwały się miarowo. Wokół czuć było mocny zapach królika – niczego nieświadomy szarak odpoczywał na brzegu kałuży. Splotka uśmiechnęła się przebiegle. Już niedługo zwierzak będzie spoczywał u jej stóp…
– Czemu śpisz na ziemi? – głos Pszczółki wyrwał ją ze snu. Szylkretka sennie zamrugała oczami, nie do końca zdając sobie sprawę, gdzie się znajduje. – Wierzgałaś w nocy, jakby cały Klan Wilka cię gonił – powiedziała kotka, uśmiechając się z satysfakcją. Splotka prychnęła cicho i ziewnęła.
– Po prostu miałam dość przebywania z tobą w jednym pomieszczeniu – stwierdziła apatycznie brązowooka, patrząc na siostrę z góry. Przez chwilę mierzyły się spojrzeniami, po czym Pszczółka parsknęła i odwróciła się na pięcie.
Podniósłszy się, Splotka krytycznym wzrokiem oceniła stan legowiska. Rzeczywiście – z jej posłania został co najwyżej walający się naokoło mech. Parsknęła cicho, zirytowana. Czy powinna poprosić kogoś o pomoc? Potrząsnęła głową, odganiając tę myśl. Nie będzie przecież zniżać się do poziomu przeciętnego kocięcia, które nic nie potrafi załatwić samodzielnie!
Wyszła ze żłobka i rozejrzała się. Gdzie mógł być składowany mech? Nagle jej wzrok padł na legowisko wojowników, a pyszczek wypełnił diabelski uśmiech. Czemu miała szukać materiału na posłanie, skoro miała go przed nosem? Bynajmniej nie zamierzała skorzystać z „uprzejmości” matki lub innych kociąt – po pierwsze nie chciała co noc wtykać nos w mech i czuć ich smród, po drugie nie zamierzała narażać się na gniew Trzciny.
Wślizgnęła się do legowiska wojowników – na szczęście większość z nich była w tamtym momencie na patrolach lub wygrzewała się na zewnątrz. Podeszła do pierwszego posłania i bez skrupułów zaczęła wyskubywać z niego mech. Jej plan był wprost idealny! Weźmie, co potrzebuje i…
– Co ty tu robisz? – nagle za jej plecami rozległ się głos. Splotka podskoczyła, wypuszczając zebrany mech z pyska. Musi coś szybko wymyślić!
– Um… Słonecznikowa Łapa poprosił mnie o pomoc w uzupełnianiu mchu w waszych legowiskach – stwierdziła szybko i uśmiechnęła się niewinnie.
Oby Jałowcowy Świt jej uwierzył.

< Jałowcowy Świcie? >