BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzcinowa Łapa x Gąbczasta Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trzcinowa Łapa x Gąbczasta Łapa. Pokaż wszystkie posty

05 lipca 2026

Od Gąbczastej Perły CD. Trzcinowego Szmeru

— Za to powiedz mi, co tam u ciebie? Czy przyszłaś powiedzieć mi, jak strasznie idzie Klekoczącemu Bocianowi? A może masz coś innego ciekawego do powiedzenia? — zapytała Trzcinowy Szmer.
Gąbczasta Perła zachichotała pod nosem. Prawda była taka, że nic ciekawego ostatnio się u niej nie działo. Przynajmniej nie aż tak ciekawego, jak u Trzcinki! Medycy nie mogli się wiązać, posiadać kociąt ani, broń Klanie Gwiazdy, uczestniczyć w ceremonii połączenia jako jeden z dwojga partnerów!
— Co u mnie, pytasz? Cóż, nic, co mogłoby cię zainteresować — westchnęła, po czym pokręciła głową. — Ale tak, Klekoczący Bocian ostatnio zachowuje się inaczej. Jest jeszcze mniej zaangażowany w medyczne obowiązki niż wcześniej! Ten kot jest niereformowalny — burknęła, przewracając oczami. — Mam nadzieję, że niedługo ktoś z rodu doczeka się kociąt. Klekoczący Bocian sprawia, że czuję się starsza o co najmniej czterdzieści księżyców! Najchętniej odeszłabym do starszyzny już teraz, gdybym tylko miała godnego następcę — zaśmiała się, spoglądając na Trzcinkę.
Cieszyła się, że przynajmniej ona się nie nudzi i że w życiu wszystko dobrze jej się układało. Nie każdy był w stanie znaleźć sobie porządnego partnera i doczekać się wspaniałych kociąt. Taki los zarezerwowany był tylko dla najlepszych — czyli właśnie dla burej szylkretki. Była naprawdę szanowaną członkinią Klanu Nocy, więc to oczywiste, że musiały spotykać ją same dobre rzeczy!
— Na razie nie zapowiada się na żaden miot w waszym rodzie… Rogaty Flaming jest jeszcze młody — mruknęła Trzcinowy Szmer, na co dymna nerwowo poruszyła końcówką ogona. Jeśli pointowi coś się stanie, to co będzie z rodem? Czy wtedy Błękitna Laguna i Szałwiowe Serce zostaną zmuszeni do posiadania kociąt?
— To prawda, ale wiesz, miłość jest nieprzewidywalna. Czy spodziewałaś się, że Wężynowy Kieł zajdzie w ciążę z księciem? Jeszcze się okaże, że Szałwik z kimś potajemnie kręci! Miejmy tylko nadzieję, że tym razem z kimś z klanu — zachichotała.

* * *

Martwiło ją to, co ostatnio działo się w Klanie Nocy. O co chodziło Różanej Woni, gdy mówiła o tym, że droga Klanu Nocy opleciona jest mrokiem? Co mogły oznaczać jej słowa? Czy życie Nocniaków było obecnie zagrożone? Dymna nie rozumiała, co mogło to zwiastować. Może miało to jakiś związek z tymi borsukami? Nie, nie mogło. To musiało być coś związanego z Miejscem, Gdzie Brak Gwiazd! Czyżby wśród nich znajdował się jakiś zdrajca, który potajemnie nie wyznawał wiary w Gwiezdnych Przodków? Jeśli tylko Gąbka go wyniucha, to ukręci mu głowę! Klan Nocy nie mógł upaść. Klan Nocy nie mógł zostać pochłonięty przez zło!
Gąbczasta Perła została wyrwana ze swoich przemyśleń, gdy do lecznicy wszedł kot. Cała zadrżała, jakby bała się, że mógłby usłyszeć jej myśli. Na szczęście nie był to nikt ważny, a jedynie Lśniąca Ikra. Za nim stał też Siwa Czapla — obaj wyraźnie chorzy. Ikra wyglądał, jakby czuł się wyjątkowo niekomfortowo, zaś Czapla zdawał się niemal dusić.
Medyczka szybko do nich podeszła, chcąc mieć ich już z głowy, by móc wrócić do rozmyślań nad słowami Różanej Woni. Najchętniej zrobiłaby sobie wolne od obowiązków, by cały swój czas poświęcić na rozwiązanie zagadki, którą zesłał im Klan Gwiazdy.
— Co ci dolega? — spytała wprost starszego kocura.
Nim odpowiedział, obejrzała jego ciało, dostrzegając, że skóra jest zaczerwieniona.
— Niech zgadnę. Twoja skóra jest podrażniona? — mruknęła.
Lśniąca Ikra skinął głową.
Gąbka szybko zanurkowała do składziku, wyciągając z niego trybulę. Już miała podejść do niebieskiego wojownika, gdy nagle rozległ się głos Siwej Czapli:
— Gąbczasta Perło, ja naprawdę źle się czuję...
Kotka zmierzyła go morderczym wzrokiem, po czym przeniosła spojrzenie na swojego czarno-białego asystenta.
— Klekoczący Bocianie, widzisz, że mamy pacjentów, a zamiast tego się lenisz! Mógłbyś zająć się Siwą Czaplą. Widzisz przecież, że biedak zaraz nam tu padnie — warknęła.
Młodszy poderwał się ze swojego posłania, wyraźnie zaskoczony.
Gdy Klekotek wreszcie zajął się łaciatym, Gąbka wróciła do wmasowywania soku z trybuli w podrażnioną skórę wojownika.
Po skończeniu Lśniąca Ikra podziękował jej i wyszedł z lecznicy, mijając w progu Ćmię Mżenie.
Na litość Klanu Gwiazdy! Czemu wszyscy nagle postanowili zlecieć się do legowiska medyków? Czy mówiąc o mroku, Różana Woń miała na myśli jakieś nieszczęścia? Może pierwszym z nich była plaga? Epidemia?

* * *

Słowa Różanej Woni wciąż nie dawały jej spokoju. Im dłużej nad nimi rozmyślała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że sama nie zdoła rozszyfrować znaczenia tej przepowiedni. Może powinna z kimś o tym porozmawiać? Tylko z kim? Na Klekoczącego Bociana nie miała co liczyć. Mandarynkowa Gwiazda z pewnością miała teraz na głowie znacznie ważniejsze sprawy niż wizje emerytowanej medyczki. Poza tym dymna nie wiedziała nawet, jaki stosunek liderka miała do tej całej perły. Gąbczasta Perła natomiast była przekonana, że naprawdę stanowiła ona most między Klanem Nocy a Klanem Gwiazdy. W końcu otrzymała imię właśnie na jej cześć! Szkoda tylko, że wraz z mianowaniem nie odziedziczyła również daru swobodnego kontaktowania się z Gwiezdnymi Przodkami.
W końcu postanowiła odwiedzić Trzcinowy Szmer. Buraska była rozsądna i bystra, więc może pomoże jej spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Poza tym, odkąd została namiestniczką, Gąbka nie miała jeszcze okazji pogratulować jej osobiście. Była zbyt zajęta obowiązkami medyczki, by choć na chwilę zajrzeć do kociarni i wspólnie z Trzcinką nacieszyć się jej sukcesem. Dobrze chociaż, że mogła uczestniczyć w ceremonii łączącej jej i Żmijowcowej Wici. Naprawdę tworzyli piękną parę i dymna z całego serca życzyła im szczęścia.
Kiedy jednak zmierzała w stronę żłobka, przypadkiem natknęła się na bardzo znajomego kota — Stroczkową Nadzieję. Kocur od wielu księżyców pozostawał więźniem i Gąbczasta Perła wciąż nie potrafiła pojąć, dlaczego nie próbował zawalczyć o awans, godząc się na najniższą pozycję w klanowej hierarchii.
Przez krótką chwilę patrzyli sobie w oczy. Nim jednak medyczka zdążyła go wyminąć, Stroczek odezwał się pierwszy:
— Właśnie szedłem do lecznicy. Od rana okropnie boli mnie głowa.
Dymna poruszyła wibrysami.
— W takim razie nie trać czasu i idź dalej. Niech zajmie się tobą Klekoczący Bocian — odparła krótko, po czym ruszyła dalej w stronę żłobka.
Gdy weszła do środka, od razu odnalazła wzrokiem Trzcinowy Szmer.
— Trzcinko! Tak się cieszę, że ty i Żmijowcowa Wić oficjalnie przeszliście ceremonię łączącą — zamruczała na powitanie, podchodząc bliżej karmicielki. — I gratuluję ci zostania namiestniczką! Możesz być z siebie naprawdę dumna. Mandarynkowa Gwiazda stworzyła tę rangę specjalnie po to, by uhonorować właśnie ciebie. Czy to nie wspaniałe?
Usiadła przed szylkretką, uśmiechając się ciepło.
— A tak przy okazji, wyobraź sobie, że ostatnio do lecznicy przyszedł Rezedowa Łapa. Pogryzł go szczur! Co za wstyd. Marny z niego uczeń, skoro nawet taki niewielki gryzoń zdołał go pokonać.
Na moment odwróciła wzrok w stronę Nura i Łabądki. Miała ochotę zapytać o maluchy, lecz ostatecznie ugryzła się w język. Przyszła tu przecież w zupełnie innym celu.
Po chwili jej uśmiech zgasł.
— Wiesz... słyszałaś może o tym, co mówiła Różana Woń? O tym, że Klan Nocy czekają mroczne czasy? — spytała znacznie cichszym głosem. — Nie potrafię przestać o tym myśleć. Strasznie mnie to zaniepokoiło. Chciałabym poznać twoją opinię... bo sama już nie wiem, co o tym wszystkim sądzić.

<Trzcinowy Szmerze?>

Wyleczeni: Lśniąca Ikra, Siwa Czapla, Ćmie Mżenie, Stroczkowa Nadzieja, Rezedowa Łapa

25 czerwca 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Gąbczastej Perły

— Jak tam u ciebie, Trzcinko? — spytała, poruszając radośnie wibrysami. — Mam nadzieję, że maluchy nie wymęczają cię zbyt bardzo. Nur i Łabądek, mam rację? — księżniczka popatrzyła na jej kociaki, które grzecznie bawiły się pod czujnym okiem Złocistego Widlika. — No, a poza tym chciałam jeszcze spytać, jak Żmijowcowa Wić spisuje się jako ojciec! Odwiedza cię czasem, opiekuje się kociętami? Jeśli się leni, to ja chętnie mu przypomnę, gdzie leży jego partnerka i kocięta! — zaśmiała się Gąbczasta Perła.
Trzcinowy Szmer zamruczała zadowolona odwiedzinami samej medyczki. Wychodziło na to, że miała chody u kotów z rodu. Czy to coś złego? Oczywiście, że nie! Tym bardziej że mogła powiedzieć o całkiem dobrze kiełkującej przyjaźni u medyczki. Wzięła jednego kęsa okonia, którego ta jej przyniosła. Był świeży, a mięso rozpływało się jej w pysku. Idealne jedzenie na długie pogawędki.
— Nur i Łabądek są grzeczni, przynajmniej pod moim sokolim wzrokiem. Widzę, że Nur jest cichszy i lubi obserwować koty w obozie, a Łabądka bardziej wydaje się towarzyska, jednak ona jest czystym Żmijowcową Wicią. Nie da się tego ukryć, jak lubi się stroić w najróżniejsze kwiaty oraz piórka, które jej ojciec przynosi — powiedziała szczerze zadowolona, co rzadko można było od niej usłyszeć. Będąc królową, czuła się naprawdę szczęśliwa. — Żmijowcowa Wić nie zostawił mnie samej z kociętami. Jest nad wyraz aktywnym ojcem i ciągle przychodzi do żłobka, jeśli nie ma go na patrolu. Bardzo mi pomaga.
Gąbczasta Perła na jej odpowiedź zamruczała rozczulona.
— Miło jest mi to słyszeć. Może nie zastanawialiście się, żeby wziąć ceremonii łączącej? Dawno w Klanie Nocy ich nie było. Koty zapomniały, jak to powinno się zaczynać rodziny.
— Owszem, zastanawialiśmy się i nawet byliśmy u Mandarynkowej Gwiazdy.
— Serio? I co powiedziała? Zgodziła się? Jak nie mogła się zgodzić! Pewnie sama tęskni za takimi wydarzeniami w klanie!
— Dowiesz się, jak dostaniesz zaproszenie na ceremonię — zaśmiała się z dymnej.
— Trzcinko, kochana, przecież jako medyczka, nawet jeśli nie mam zaproszenia, to muszę się tam zjawić, tak samo, jak Błękitna Laguna oraz Mandarynkowa Gwiazda — medyczka polizała się nonszalancko po futerku na piersi.
— To jest pewne, jednak myślę, że byłoby ci miło, gdybyś dostała specjalne zaproszenie od nas. Czułabyś się chciana, jako gość, a nie z obowiązku. Wiesz, że bardzo cię lubię. Przyjaźnimy się, więc wolałabym, żebyś dostała ładny upominek w postaci pierza lub kolorowej muszelki oraz oficjalne zaproszenie. Może nawet bym zrobiła z Łabądka małego posłańca? Nie byłoby to urocze?
— Byłoby, chociaż teraz nie będę mieć uroczej niespodzianki, bo się wysypałaś z wszystkich pomysłów — zamruczała rozbawiona Gąbczasta Perła.
— No cóż, mówi się trudno! — wzięła kęsa i znów zamruczała z eksplozji smaków w jej pyszczku. — Za to powiedz mi, co tam u ciebie? Czy przyszłaś powiedzieć mi, jak strasznie idzie Klekoczącemu Bocianowi? A może masz coś innego ciekawego do powiedzenia?

< Gąbczasta Perło? >
🎍

24 czerwca 2026

Od Gąbczastej Perły CD. Trzcinowego Szmeru

— Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o kociętach, Zmierzchającej Fali oraz partnerstwie?
— Owszem. Mówiłaś, że jednak nie jesteście razem. Czy coś się zmieniło? Odbiłaś go Kropiatkowej Skórce, skoro o tym mówisz? Nie mów, że to zrobiłaś!
— Oczywiście, że nie! Kropiatkowa Skórka to moja przyjaciółka, nie mogłabym tego zrobić! Tym bardziej że są ze sobą szczęśliwi oraz mają swoje małe urwisy.
— Okej… To do czego bijesz w takim razie?
— Do tego, że znalazłam kandydata na ojca dla moich przyszłych kociąt!
— Na Klan Gwiazdy! — Gąbczasta Perła wytrzeszczyła oczy. — Kto to?
— Żmijowcowa Wić.
Po pysku medyczki przeszło wiele różnych emocji. Od zdziwienia po ekscytację. Kotka poprawiła się na posłaniu, zapominając, że miała co jakiś czas jeść jej okonia.
— I jak? Już się staraliście o kocięta? Były jakieś komplikacje, czy potrzebujesz w tym medycznej pomocy? — zalała ją morzem pytań. — No, chyba że chcesz mi wszystko opowiedzieć dokładnie, ale to już na uszko — spojrzała na nią sugestywnie.
— A tego to już nie musisz wiedzieć! — prychnęła speszona, odwracając wzrok. — Możesz być pewna, że plan wejdzie w życie, a ja potrzebuję coś wykombinować z Rezedową Łapą, który nadal nie jest choćby o wąs od mianowania! Musisz go trochę postraszyć. Może członkini rodu królewskiego się posłucha w końcu!
Gąbczasta Perła przewróciła oczami na wzmiankę o rudym uczniu.
— To nie do mnie takie prośby! Powinnaś już dawno pójść do Mandarynkowej Gwiazdy i powiedzieć jej, żeby wyrzuciła z klanu tego darmozjada. Nie zapowiada się, żeby wyrosło z niego coś porządnego — mruknęła, machając zbywająco łapą. — Powinien się cieszyć, że dostał tak świetną mentorkę, a zamiast tego woli się lenić. To już naprawdę ciężki przypadek!
Dymna tak bardzo się rozgadała, że aż zapomniała o tym, co wcześniej powiedziała jej Trzcinka. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że rozmawiały o partnerstwie, zakładaniu rodziny i o Żmijowcowej Wici.
— No dobra, ale co nam tam będzie humor psuł jakiś niesforny młodziak. Lepiej mi opowiadaj... czemu akurat Żmijowiec? Nie mówię, że nie jest niczego sobie, ale wiesz. Nie spodziewałabym się, że skończysz właśnie z nim! — przyznała, uśmiechając się zadziornie do towarzyszki. — W sumie jest z niego całkiem dobry wojownik. Jestem pewna, że wasze dzieci będą silne i piękne, tak jak ich mamusia! — dodała.
Trzcinowy Szmer odwróciła wzrok, lekko zawstydzona.
— Och, daruj sobie te komplementy! — miauknęła, śmiejąc się pod nosem.
— Daj spokój, w tych czasach nie zawsze jest kogo chwalić! Spójrz na przykład na Klekoczącego Bociana. Jeśli mam być szczera, to medyk z niego dosyć marny! — przyznała szeptem, jakby bała się, że młodszy ją usłyszy. — Ale oczywiście bez urazy. I nie mów mu nawet o tym, że tak go tutaj obgaduję! Bo znienawidzi mnie jeszcze bardziej... o ile to w ogóle możliwe.

* * *

Klekoczący Bocian przez ostatnie dni wydawał się wyjątkowo bezużyteczny. Nawet bardziej niż zwykle! Dymna zastanawiała się, co jest powodem tej zmiany, lecz nie na tyle ją to ciekawiło, by chciało jej się spytać o to osobiście. Może to przez te upały, które utrzymywały się nawet dłużej, niż powinny? Nieważne. W każdym razie liczyła na to, że szybko się ocknie i wróci do aktywnego wykonywania swoich obowiązków, bo jak nie, to będzie musiała go przywrócić do zmysłów siłą! Poza tym ostatnio zaczęła się trochę obawiać o następstwo czarno-białego kocura. Jak na razie ona sama nie wybierała się na emeryturę, a Klekotek także był młody, lecz co potem? Nie było zbyt wiele kotów z młodego pokolenia, które należałyby do rodu. Jedynym z nich był Rogaty Flaming, w którym tkwiła cała nadzieja na sprowadzenie na ten świat przyszłego medyka.
Całe te gdybania na temat potomstwa sprawiły, że pomyślała o Trzcinowym Szmerze. Dawno jej nie odwiedziła! Była u niej tylko wtedy, gdy kocięta rodziły się i gdy były bardzo małe. Potem jej wizyty w żłobku ograniczyły się, choć teraz zapragnęła odwiedzić swoją znajomą i spytać, czy wszystko dalej jest w porządku. Choć prawda była taka, że od narodzin kociąt minęło już całkiem sporo księżyców, toteż Trzcinka powinna już w większości dojść do siebie. Zresztą, kto jak nie ona! Była porządną wojowniczką w Klanie Nocy, jedną z najlepszych. Szkoliła ją w końcu sama Mandarynkowa Gwiazda! To zaszczyt być szkolonym przez członkinię rodu, gdy samemu się do niego nie przynależy. Ostatnio dostąpiła go też Rzekotka, która za nauczyciela dostała wspomnianego wcześniej Rogatego Flaminga. Ciekawe tylko, dlaczego ona? Czy wyróżniała się czymś spośród kociąt? Ciężko było stwierdzić, gdyż Gąbczasta Perła nie interesowała się tak bardzo losami potomstwa Kropiatkowej Skórki i Zmierzającej Fali — choć może powinna? W końcu Kropiatka była dawniej głównym tematem jej plotek, oskarżona o bycie szpiegiem. Teraz miała już trochę spokoju, lecz Gąbka wciąż posiadała wobec niej pewne uprzedzenia. Niej, jak i Szepczącej Hipnozy.
Finalnie dymna zdecydowała się wyjść z lecznicy. Wpierw ruszyła w stronę stosu ze zwierzyną, by wybrać z niego dwa soczyste kąski. Dla niej i dla Trzcinowego Szmeru, którą zamierzała odwiedzić. Jej kocięta zapewne przyjmowały już stały pokarm, lecz tym razem będą musiały jedynie patrzeć na to, jak ich matka zajada się piszczką, ponieważ dymna nie miała tyle miejsca w pysku, by zabrać ze sobą więcej zwierzyny.
W końcu ruszyła do kociarni. Weszła do niej, jak prawdziwa księżniczka, i od razu zwróciła na siebie wzrok szylkretowej wojowniczki, która ogonem otulała dwójkę swoich pociech. Na szczęście właśnie drzemały, więc przynajmniej nie będą wiedziały, co ich omija.
Gąbka podeszła do swojej znajomej z szerokim uśmiechem wymalowanym na pysku i położyła przed nią jedną z ryb, które zabrała uprzednio ze stosu.
— Jak tam u ciebie, Trzcinko? — spytała, poruszając radośnie wibrysami. — Mam nadzieję, że maluchy nie wymęczają cię zbyt bardzo. Nur i Łabądek, mam rację? — dodała, przenosząc wzrok na puchate kuleczki futra. Gdy nie piszczały ani biegały po żłobku, były naprawdę urocze. Przypominały jej trochę Łezkę i Stroczka, gdy byli młodsi. I choć wciąż kochała znalezione wtedy kocięta, tak myśl o Szczawiowym Sercu, nieznacznie ją obrzydziła. Jak ona mogła zakochać się w kocie o brzydkim, czekoladowym futrze? Wstyd jej się było do tego przyznawać. Nawet przed kimś takim jak Trzcinowy Szmer.
— No, a poza tym chciałam jeszcze spytać, jak Żmijowcowa Wić spisuje się jako ojciec! Odwiedza cię czasem, opiekuje się kociętami? Jeśli się leni, to ja chętnie mu przypomnę, gdzie leży jego partnerka i kocięta! — zaśmiała się, lecz pod płaszczem tego rozbawienia kryła się też śmiertelna powaga.

<Trzcinowy Szmerze?>

21 maja 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Gąbczastej Perły

Trzcinowy Szmer zamruczała na widok wesołej Gąbczastej Perły.
— Porozmawiać? Przyszłam poplotkować! — zamruczała rozkładając się na ciepłych kamieniach przy źródełku. Pora Zielonych Liści była jej ulubioną, szczególnie przez takie chwile! Zamoczyła ogon w oczku wodnym i chlapnęła na siebie wodą, by troszkę się schłodzić. — Widziałam, że w lecznicy obsłużyłaś Korzenną Łapę, coś ciężko się przyzwyczaić, że ma się w rodzinie, takie czarne owce... Na dodatek jej futro... Widać, że było naprawdę w opłakanym stanie!
Gąbka pokręciła głową.
— Weź! Nawet mi nie przypominaj — burknęła na wzmiankę o futrze Korzennej Łapy. — Głupie czekoladowe koty. Mogłyby chociaż postarać się nie utrudniać innym życia. I pomyśleć, że koty musiały patrzeć na jej łyse plamy! Ohydztwo — wygłosiła, wykrzywiając pysk.
Na moment zamilkła, po czym kontynuowała:
— Czy to w ogóle nie masz szczęścia co do rodziny. Twoi rodzice to przecież zdrajcy, nie?
— Nie mam — przyznała, czując, że jej humor spadł, kiedy medyczka poruszyła temat jej rodziny. — Jednak ja nie wybrałam, kogo krew będę dziedziczyć. Sama wolałabym założyć rodzinę i naprawić błędy wszystkich moich krewnych. Przywrócić lojalność w Klanie Nocy…
Medyczka uśmiechnęła się na słowa Trzciny.
— Cieszę się, że nie powielasz błędów swoich przodków — mruknęła, po czym wyszczerzyła się szerzej, zadziorniej. — Kiedy przyprowadzisz do mnie jakiegoś sympatycznego partnera? Lub, no wiesz… partnerkę — spytała. — I jak sytuacja z tym, no... Zmierzchającą Falą? Mówiłaś mi kiedyś o nim, jeśli dobrze pamiętam.
— Zmierzchająca Fala znalazł dla siebie kogoś innego — powiedziała ze smutnym uśmiechem, mając na myśli Kropiatkową Skórę. Oboje byli nierozłączni i coraz rzadziej mieli okazję spędzać czasu sam na sam, czy to z Zmierzchającą Fałą, czy to z Kropiatkową Skórą. Jednak szczerze życzyła im szczęścia. — Sama czekam na ten dzień aż będę mogła mieć kocięta... Szczerze sama nie wiem, czy czasem bardziej mi nie zależy na potomstwie, niż na znalezieniu partnera, ale wiadomo najpierw muszę mieć kogoś... Same kociaki nie spadają z nieba… A szkoda... — westchnęła podpierając się łapą.
Gąbka wzruszyła ramionami.
— Jak to się mówi? Jest pełno ryb w morzu, a Zmierzchająca Fala nie wie, co traci — stwierdziła, próbując jakoś (nieudolnie) pocieszyć koleżankę. — Ale co się będziemy rozwodzić nad jakimiś kocurami. Może masz jakieś radosne wieści, którymi mogłabyś się podzielić?
— Oprócz narzekania, chyba nic mi nie zostało niestety — zaśmiała się, doceniając trud Gąbczastej Perły w pocieszaniu jej. — Rezedowa Łapa się leni i nic nie robi! Nie wiem, ileż można go uczyć. Im dłużej mam go pod swoimi skrzydłami, tym koty myślą, że nie umiem go nauczać. Masakra!
Dymna zachichotała.
— Może Fląderka rzuciła na niego klątwę? — zastanowiła się na głos. — Nieszczęsne te dziecię. Nie zdziwiłabym się, gdyby jej wpływ zaburzał trening Rezedowej Łapy. Myślę, że już dawno powinniśmy coś z nią zrobić, nim zacznie pożerać Nocniaków! — mówiła trochę w żartach, a trochę na serio. — Dziwne, że Rezeda nie podzielił jeszcze losu Centurii…
— Nie pozwolę, by ten pod moimi skrzydłami skończył tak marnie, jak jego siostra, jednak też nie wyobrażam sobie, żeby wszyscy na niego chuchali tylko dlatego, że stracił siostrę i znalazł się w pechowym miocie! — prychnęła poirytowana. Nikt nie ubolewał nad nią, kiedy straciła siostrę z miotu podczas powodzi, to czemu Rezedowa Łapa miałby być traktowany ulgowo? — Klan Nocy potrzebuje silnych wojowników, a nie kotów, które nie wiedzą, jak polować na kaczki. Samymi rybami Nocniaki się nie żywią... — burknęła.
— Tak, tak. Mi też zmarła siostra, a jednak ukończyłam trening — mruknęła, prostując się nieznacznie. — Upłynęło wystarczająco księżyców, by wziął się w garść. Ale cóż, nie masz jak go zmusić. Zwierzę możesz zaprowadzić do wodopoju, ale wody do pyska mu nie wciśniesz — stwierdziła, potakując głową. — Jestem pewna, że dobrze go szkolisz. Niektórzy po prostu nie doceniają tego, co mają w zasięgu swoich łap.
— Dzięki, że tak myślisz. Może jest jeszcze szansa, że Rezedowa Łapa przejrzy na oczy, jak pokażę mu w najbliższym czasie, jak się poluje na łyski. Rzadko się pojawiają na stosie, a jednak jesteśmy w stanie je upolować… Może zrobiłabym mu sparing z młodszymi uczniami, by zobaczył, jak sobie inni radzą? Co ty na to? Albooo ty byś zabrała się z nami? W Klanie Wilka musieli ciebie nauczyć co nieco.
Gąbczasta Perła zachichotała, udając speszenie.
— Owszem, coś umiem. Mogę wam pomóc w treningu, ale to musiałby być jakiś bardzo spokojny dzień, ponieważ w lecznicy zawsze coś się dzieje.
Trzcinowy Szmer zamruczała zadowolona. Może nie zabierze kotki poza obóz, żeby skontrolowała trening Rezedowej Łapy w najbliższych dniach, ale zawsze jest szansa, żeby taki dzień się nadarzył.
Obie kotki jeszcze siedziały razem przez jakiś czas, plotkując w najlepsze. Może nie żadna nie powiedziała tego na głos, jednak zbyt dobrze im się gawędziło. Czy mogły powiedzieć, że są przyjaciółkami?

* * *
Noc zgromadzenia po ataku borsuków


Borsuki zdążyły już wyjść z obozu. Wiele kotów było rannych, w tym Trzcinowy Szmer, której jedna z przednich łap nie była w najlepszym stanie. Usiadła na trawie, chcąc wziąć w końcu głęboki oddech. Nie mogła uwierzyć, że w Klanie Nocy mieli tak głupiego ucznia, jaką była Korzenna Łapa. Na dodatek, pożal się Klanie Gwiazdy, dzieliły więzy krwi.
Gąbczasta Perła wraz z niespodziewaną pomocą jednego z więźniów, zajęła się intensywnym opatrywaniem rany Sennej Łzy, aktualnie znajdującej się w stanie krytycznym przez dużą utratę krwi. W tym samym czasie Pierzasta Kołysanka zaczęła rozglądać się za innymi rannymi, wśród nich, oprócz niej i Wężynowego Splotu, znalazli się także Rysi Bór i Czosnkowa Krewetka, z których to ta druga wydaje się być w znacznie gorszym stanie, w dodatku wciąż nie odzyskała przytomności.
Z legowiska starszyzny wyszedł zmartwiony Rezedowa Łapa i oznajmił śmierć Nenufranowego Kielicha, a przy wyjściu z obozu wyciągnięto ciało jednego z krewnych Trzcinowego Szmeru, Rozpromienionego Skowronka. Może nie mieli ze sobą zbyt wiele interakcji, jednak byli rodziną. Mimo niechęci do Borówkowej Słodyczy, ze względu na nałożone piętno przez Mandarynkową Gwiazdę, współczuła kotce straty własnego rodzonego brata. Wiedziała doskonale, jak straszne kot czuje się po śmierci kogoś tak bardzo bliskiego.

* * *

W końcu weszła do legowiska medyka, gdzie Gąbczasta Perła pracowała w pocie czoła, kończąc opatrywać rany Wężynowego Splotu. Kiedy tylko starsza szylkretka wyszła na polanę, ta zasiadła na miejscu, gdzie przed chwilą siedziała owa wojowniczka, i wyciągnęła posłusznie łapę w kierunku dymnej medyczki.
Widziała zmęczenie i złość malującą się na pyszczku Gąbczastej Perły. Jednak sama nie wiedziała, co ma kotce powiedzieć. Miała obgadywać głupotę Korzennej Łapy? Nie miała już nic do gadania na temat czekoladowej kotki. Nie chciało jej się szczerze otwierać nawet pyska. Nie zamierzała wyręczać Żmijowcową Wić, który był mistrzem w narzekaniu.
— Nie jestem w stanie uwierzyć, że coś takiego się właśnie wydarzyło… Mandarynkowa Gwiazda powinna tych wszystkich kotów o czekoladowym futrze wyrzucić z Klanu Nocy. Znów się przez nie źle dzieje.
Po chwili milczenia przytaknęła jej głową. Nie chciała powiedzieć tego na głos, jednak wyrzucanie z Klanu Nocy kotów tylko z powodu ich koloru futra było całkiem niesprawiedliwe. Jednak dla Korzennej Łapy należało się karne imię oraz kategoryczny zakaz wychodzenia z obozu.
Gąbczasta Perła zauważyła jej ciszę i przekrzywiła łebek.
— A ty jak uważasz? Coś jesteś za cicho.
— Nie wiem, co mogłabym więcej powiedzieć oprócz tego, że Korzennej Łapie powinno się brutalnie uświadomić, jak wielką krzywdę zrobiła pobratymcom. Taka głupota nie może zostać przeoczona przez Mandarynkową Gwiazdę i wątpię, by ta patrzyła na to pobłażliwie. Straciliśmy dwóch pobratymców.
Medyczka, zadowolona z odpowiedzi, przytaknęła głową i sprawnie opatrzyła jej łapę. Podała jej nasionko maku i wskazała głową na wyjście z lecznicy.
— Odpoczywaj, powinno szybko się zagoić. Twoja łapa nie jest złamana, skręcona czy zwichnięta. Ślad ugryzienia przez borsuka raczej zostanie. Będziesz miała kolejną ciekawą bliznę do kolekcji. — Podeszła do składziku, szykując kolejne zioła dla następnego poszkodowanego Nocniaka.
— Nie będę narzekać, ktoś musi mieć ciekawe pamiątki po służeniu temu klanu — powiedziała zmęczona. — Dzięki za opatrzenie. Teraz Złocisty Widlik nie będzie mi truł życia i straszył zakażeniem.
Gąbczasta Perła nie odezwała się już do niej, a do środka wszedł smutny Rysi Bór. Trzcinowy Szmer skinęła mu głową i wyszła na polanę. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy i złożyć kondolencje.

* * *
Po przejściu Różanej Woni do starszyzny

Najstarsza medyczka Klanu Nocy właśnie ogłosiła, że odchodzi na emeryturę i będzie odpoczywać w legowisku starszyzny, które jakoś długo nie czekało na nowe koty, które by je zamieszkały. Zebranie klanu szybko się skończyło, a Mandarynkowa Gwiazda zeskoczyła z gałęzi sumaka, po czym zniknęła w swoim legowisku.
Trzcinowy Szmer przeniosła natomiast swoje spojrzenie na Gąbczastą Perłę, która właśnie stała się jednym z najważniejszych kotów w Klanie Nocy. Była ich łącznikiem między Klanem Gwiazdy oraz kotem, do którego powinno się od razu podchodzić w razie problemów ze zdrowiem.
Podeszła do dymnej kotki i pacnęła ją ogonem w bok.
— Zaczepka! — zamruczała, kiedy tamta odwracała się w jej kierunku. Kiedy tylko ją ujrzała, na jej pysku pojawił się szeroki uśmiech. — Gratuluję ci. Jesteś oficjalnie naszym medykiem. Teraz mam chody u naszej głównej medyczki, czy mogę cię poprosić o otrucie Rezedowej Łapy albo czy znasz zioła żeby się w końcu skupił na nauce? — zażartowała.
— Oczywiście, mogłabym zrobić mu małego psikusa, by lepiej się słuchał — zaśmiała się.

* * *
Aktualne

Wróciła z patrolu wraz z Rezedową Łapą i odesłała kocura, żeby ten poszedł do legowiska starszyzny, by zaniósł upolowaną przez nią kaczkę. Tymczasem ona ruszyła do lecznicy, ciągnąc za sobą smaczny kąsek, jakim był okoń. Położyła na ziemi rybę i spojrzała na medyczkę, która gimnastykowała się przy uporządkowywaniu ziół.
— Ekhem! — odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę Gąbczastej Perły. — Gdzie jest twój Bociani Klekot żeby zajął się takimi sprawami, jak uporządkowywanie ziół w magazynku?
— Właśnie wyszedł na zbieranie ziół wraz z ogrodnikami.
— Powinnaś zrobić sobie przerwę, nie po to masz asystenta medyka, żeby samej tak strasznie harować! — Podeszła bliżej swojej przyjaciółki i położyła na jej posłaniu okonia. — Chciałam z tobą porozmawiać. Chyba wyłysiejesz na te informacje!
Brązowe oczy kotki zabłyszczały z zaciekawienia i podeszła do niej, kładąc się na swoim legowisku obok okonia, którego jej przyniosła.
— Mów, z chęcią zrobię sobie przerwę na pogawędki, skoro i tak przyniosłaś jedzenie. — Wzięła pierwszego soczystego kęsa ryby i przeniosła wzrok z powrotem na nią. — A więc słucham. Co takiego ciekawego masz mi do powiedzenia?
Trzcinowy Szmer zamruczała zadowolona, że udało się zaciekawić dymną. Położyła się obok niej, przy okazji pozwalając sobie na wzięcie gryza okonia.
— Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o kociętach, Zmierzchającej Fali oraz partnerstwie?
— Owszem. Mówiłaś, że jednak nie jesteście razem. Czy coś się zmieniło? Odbiłaś go Kropiatkowej Skórze, skoro o tym mówisz? Nie mów, że to zrobiłaś!
— Oczywiście, że nie! Kropiatkowa Skóra to moja przyjaciółka, nie mogłabym tego zrobić! Tym bardziej, że są ze sobą szczęśliwi oraz mają swoje małe urwisy.
— Okej… To do czego bijesz w takim razie?
— Do tego, że znalazłam kandydata na ojca dla moich przyszłych kociąt!
— Na Klan Gwiazdy — Gąbczasta Perła wytrzeszczyła oczy — kto to?
— Żmijowcowa Wić.
Po pysku medyczki przeszło wiele różnych emocji, których Trzcinowy Szmer nie mogła nawet zliczyć. Od zdziwienia po ekscytację. Kotka poprawiła się na posłaniu, zapominając, że miała co jakiś czas jeść jej okonia.
— I jak? Już się staraliście o kocięta? Były jakieś komplikacje czy potrzebujesz w tym medycznej pomocy? — zalała ją morzem pytań. — No, chyba że chcesz mi wszystko opowiedzieć dokładnie, ale to już na uszko — spojrzała na nią sugestywnie.
— A tego to już nie musisz wiedzieć! — prychnęła speszona, odwracając wzrok. — Możesz być pewna, że plan wejdzie w życie, a ja potrzebuję coś wykombinować z Rezedową Łapą, który nadal nie jest choćby o wąs od mianowania! Musisz go trochę postraszyć. Może członkini rodu królewskiego się posłucha w końcu!

<Gąbczasta Perło? Przyjaciółce może pomożesz w nastraszeniu Rezedowej Łapy? 🧽🫧>

23 marca 2026

Od Gąbczastej Perły CD. Trzcinowego Szmeru

— Wiem, co chcesz powiedzieć, jednakże musisz się mnie posłuchać. Poczekaj, Trzcinowy Szmerze. Nie każdy kot jest w stanie wypluć z siebie te słowa, które chcesz usłyszeć. Dla niektórych mają o wiele większą wagę. Natomiast Niezapominajkowa Nadzieja ma jeszcze czas, żeby ci powiedzieć o swoich uczuciach. Tak samo może być to dla niej bardzo stresujące. Nie każdy jest tak odważny.
— Rozumiem… — Z lekkiego poddenerwowania Trzcina oblizała wąsy.
— Jednak nie rozmyślaj dużo nad tym — westchnęła Gąbczasta Perła, ucinając tym samym temat. — W czymś jeszcze ci pomóc?
— Tak, chcesz jeszcze gdzieś wyjść na spacer? Oczywiście, po moim patrolu. Inni jeszcze się zbierają… — Pokręciła głową z dezaprobatą. — Może do tej pory zmieni się pogoda i chociaż na chwilę znajdzie się luka pogodowa. Co ty na to?
Dymna kotka w pierwszym odruchu rozejrzała się po lecznicy. Jej wzrok zatrzymał się na kilka uderzeń serca przy składziku, po czym wrócił do burej szylkretki.
— Tak się składa, że wszystko jest względnie poukładane — odparła brązowooka, uśmiechając się do kotki.
— A to znaczy? — zapytała Trzcinowy Szmer, przechylając nieznacznie głowę.
— To znaczy mniej więcej tyle, że mam czas dla siebie — mruknęła rozbawiona. — Więc odpowiadając na twoje pytanie: tak, z chęcią pójdę z tobą na spacer. Po patrolu, oczywiście.
Wojowniczka skinęła głową. Przez moment siedziały w milczeniu, jednak już po chwili Gąbczasta Perła spostrzegła, że przy wyjściu z obozu zaczynają zbierać się Nocniacy. Wyglądali na zniecierpliwionych, jakby kogoś szukali.
— Wydaje mi się, że to już czas na ciebie — miauknęła medyczka, unosząc jedną brew.
Trzcina spojrzała za siebie, a widząc grupę kotów przy wyjściu, wyprostowała się i zadarła brodę.
— Masz rację. Będę już szła — oznajmiła bura, wycofując się z lecznicy.
— Powodzenia na patrolu! Będę czekać, aż wrócicie — krzyknęła za nią Gąbka, poruszając wibrysami z ekscytacji. Wreszcie będzie miała okazję rozprostować łapy! W Porze Nagich Drzew nie było sensu wychodzić na zbieranie ziół, a dymna wolała nie ryzykować samotnych spacerów bez celu w takiej pogodzie. Nie wiadomo, co mogłoby ją spotkać poza obozem. Gdyby zasłabła, mogłaby umrzeć z wychłodzenia! Tego bardzo nie chciała – zresztą tak samo, jak jej pobratymcy, którzy mimo wszystko potrzebowali kotów dbających o ich zdrowie.

* * *

Teraźniejszośc

Doszły ją słuchy, że na terenach Klanu Nocy odnalezione zostało ciało medyczki z Klanu Klifu. Gąbczasta Perła domyślała się, że chodziło o Ćmi Księżyc. Myśl o tym, że kotka, z którą jeszcze jakiś czas temu spotkała się na zgromadzeniu medyków, wydała już swój ostatni dech, nie dawała jej spokoju. Wydawała się taka niepokojąca, niekomfortowa – przywodziła na myśl fakt, że Gąbka także kiedyś zamknie swoje ślepia już na wieki. Na szczęście głęboko wierzyła w to, że po swoim odejściu z tego świata trafi do Klanu Gwiazdy, więc wizja śmierci nie była dla niej aż tak bardzo przerażająca. Na Srebrnej Skórce życie będzie jeszcze lepsze niż tu. Bez bólu, bez obowiązków. Mimo wszystko wolała jeszcze nie wybierać się na drugą stronę. Powiedzmy, że miała tu kilka spraw do załatwienia i kotów do wyleczenia. Na przykład, no właśnie, Przypaloną Łapę.
Kocur wszedł powoli do lecznicy. Wszystkie znaki jasno wskazywały na to, że odczuwał dyskomfort – miał lekko położone uszy, jego wibrysy smętnie chyliły się ku dołowi, a oczy były nieznacznie zmrużone. Gąbczasta Perła po latach praktyki była już wyczulona na takie zachowania, dlatego też od razu zmartwiła się stanem ucznia i podeszła do niego.
— Dzień dobry. Co takiego cię tu sprowadza? — zapytała spokojnie.
Przypalona Łapa przeniósł spojrzenie na swoją łapę. Pod jego futrem kryła się rana, która na pierwszy rzut oka mogła być trudna do dostrzeżenia. Wyglądała jak ugryzienie szczura – tak by powiedziała Gąbka, gdyby miała zgadywać.
— Byłem na patrolu… Chciałem zapolować na szczura, ale ten ugryzł mnie, a potem uciekł — oznajmił oschle, jakby trochę ze wstydem. Cóż, to nic dziwnego, że niektóre koty czują się źle z powodu tego, że przytrafiło im się coś, co wpłynęło na ich zdrowie. Niektórzy Nocniacy zachowują się tak, jakby pójście do medyka było najgorszą karą, co bardzo irytowało Gąbkę! Spędziła kilka księżyców, szkoląc się na tę posadę nie po to, by potem służyć za ozdobę!
Swoich myśli nie wypowiedziała jednak na głos. Zamiast tego uśmiechnęła się pokrzepiająco do młodego ucznia i zanurzyła pysk w składziku. Wyciągnąwszy z niego korzeń łopianu, wyminęła Przypaloną Łapę i skierowała się w stronę Źródełka, by go obmyć. Potem wróciła już z opłukanym korzeniem do swojego pacjenta. Zaczęła przeżuwać zioło, by następnie nałożyć je na ranę i starannie zawinąć w pajęczynę. Musiała zadbać o to, by papka nie odpadła, bo inaczej łopian poszedłby na marne!
— Dziękuję — mruknął krótko uczeń, po czym czmychnął do wyjścia z legowiska medyka. Nim jednak jego koniuszek ogona zdążył opuścić lecznicę, w jej wejściu pojawił się ktoś nowy. Tym razem była to Korzenna Łapa, co… było dosyć niezręczne, zważywszy na fakt, że niedawno brązowooka zaczęła rozpowiadać o niej plotki. Czekoladowa chyba była tego świadoma, bo gdy tylko nawiązała kontakt wzrokowy z medyczką, spięła nieco mięśnie.
Dymna nie musiała nawet pytać, o co chodzi. Z uczennicy futro wypadało wręcz garściami! Jej ciało przyozdobione było nieeleganckimi łysymi plamami, na których widok Gąbka aż się skrzywiła. Jak ta kotka mogła doprowadzić się do takiego stanu? Te czekoty. Przeklęte, niebezpieczne. Nie potrafiły nawet dobrze zadbać o własną skórę! Co za wstyd!
Brązowooka wymamrotała coś pod nosem i wyciągnęła ze składziku aksamitkę. Bez słowa przeżuła jej płatki na papkę i nałożyła ją na łyse plamy, nawet nie rozczulając się nad losem Korzennej Łapy. Ich interakcja była bardzo chłodna, jakby sztuczna. Gdy medyczka skończyła wmasowywanie papki w skórę czekoladowej szylkretki, odsunęła się od niej. Nie zamierzała się z nią żegnać. Zamiast tego odprowadziła kotkę wzrokiem, a gdy ta w końcu zniknęła już z jej pola widzenia, odetchnęła z ulgą.
Nie wiedziała nawet, kiedy dokładnie zaczęła intuicyjnie spinać się w towarzystwie czekoladowych kotów. W jej myślach od czasu do czasu pojawiał się Szczawiowe Serce – kocur o brudnym futrze, któremu mimo wszystko udało się skraść serce księżniczki. Gąbka nie zastanawiała się nawet, jak zareagowałaby, gdyby miała spotkać go ponownie. Nie sądziła jednak, że kiedykolwiek się to wydarzy, skoro Szczaw zwiał z Klanu Wilka, więc się tym nie martwiła. Wiedziała jedynie, że chyba sprałaby mu pysk za to, że trzyma się z mordercami i zdrajcami!
Myśl o czekotach zirytowała ją na tyle bardzo, że postanowiła wyjść poza lecznicę, by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Pora Zielonych Liści dobiegała już końca, a to znaczy, że z każdym kolejnym dniem powinno robić się coraz zimniej.
Postanowiła przysiąść przy Źródełku. Było to całkiem sympatyczne miejsce, a poza tym księżniczka lubiła wpatrywać się w swoje odbicie i podziwiać swoje piękne, kręcone futerko. I gdy poświęcała się tej czynności, nagle dostrzegła w tafli wody drugiego kota – Trzcinowy Szmer postanowiła się do niej dosiąść.
— Och, cześć, Trzcino! — przywitała się Gąbka. — Czyżbyś chciała o czymś porozmawiać?

<Towarzyszko?>

Wyleczeni: Przypalona Łapa, Korzenna Łapa

29 stycznia 2026

Od Trzcinowego Szmeru CD. Gąbczastej Perły

Trzcinowy Szmer niedawno wróciła do obozu z udanego polowania, więc dobry humorek jej dopisywał. Odłożyła do dziupli dwa soczyste okonie, które powinny nasycić do końca brzuszki starszyzny albo medyczek.
Nagle zza jej pleców wydobyło się cichy i przerażający dźwięk:
— Uuu, to ja, duch Zimorodkowego Życzenia… Swoim najściem przeszkodziłaś mi w procesie podróży na Srebrną Skórkę… Czy ty wiesz, co to znaczy?
Po tym zdaniu szylkretka odwróciła głowę wyraźnie zaskoczona, a jej oczom ukazała się Gąbczasta Perła. Na widok medyczki zmienił jej się wyraz pyska i odetchnęła z ulgą.
— Ach, to tylko ty! Kiepsko bym się czuła, gdybym była przyczyną, przez którą Zimorodkowe Życzenie nie zaznałaby spokoju — zaśmiała się, przypominając sobie, jak to obie poszły nad opuszczony most, żeby sprawdzić, czy jest nawiedzony. Były to przepiękne czasy. — Nie spodziewałam się, że weźmie cię na wspominki! To było trochę temu… aż dziwne, że nikt nas nie nakrył na opuszczeniu obozu.
Dymna wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
— Pf! Oczywiście, że nas nikt nie nakrył! Nie doceniasz naszych umiejętności — stwierdziła, kręcąc powoli głową.
Przez chwilę panowała cisza, dopóki Gąbka nie mruknęła:
— Hm… Chcesz się gdzieś przejść? Trzeba wykorzystać czas, póki jest ciepło!
— Masz rację, powinniśmy skorzystać z pogody. Dobry spacer nam nie zaszkodzi — posłała jej uśmieszek. — Jak tam Senna Łapa? — zarzuciła temat rozmowy.
Obie wyszły z obozu i skierowały się w stronę Kolorowej Łąki.
— Nie wiem, ostatnio… rzadziej ze mną rozmawia. Pewnie to nic wielkiego, w końcu jest teraz uczennicą. Na pewno ma głowę zajętą treningami i nowymi obowiązkami — stwierdziła spokojnie, po czym spojrzała na Trzcinę z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na pysku. — No a ty? Kiedy planujesz założyć rodzinę? — zachichotała.
Na pytanie Gąbczastej Perły na temat zakładania rodziny, zamrugała, czując, jak końcówki uszu zaczynają ją szczypać.
— Um... Nie wiem? — powiedziała niemrawo. — Na tę chwilę nawet nie mam partnera, a co dopiero być królową w żłobku... Samej mogło ci się ostatnio obić o uszy, jak to Krabowe Paluszki obgadywała relacje moje ze Zmierzchającą Falą oraz Kropiatkową Skórą. Nie mam nic do Kropiatkowej Skóry, ale czuje, że mi ukradła szansę na zdobycie jego serca — przyznała ciężko.
Obie kotki przepłynęły rzekę i znalazły się na Kolorowej Łące. Trzcinowy Szmer położyła się wśród kwiatów i rozciągnęła się, jak najbardziej mogła, by jej futro szybko wyschło.
— Wydaje mi się, że Zmierzchająca Fala nic do mnie nie czuł, co było czymś więcej niż przyjaźń... Powiedziałam mu o swoich problemach oraz wątpliwościach po egzekucji Pluskającego Potoku, a on mnie wysłuchał. Troszczył się o mnie, kiedy nie mogłam jeść, kiedy po prostu siebie zaniedbywałam, jego empatia i pomocność, jednak nie były podszyte zauroczeniem, tylko zwyczajnym klanowym zobowiązaniem. Tak jak każdy pobratymiec powinien dbać o drugiego pobratymca... Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mieć kocięta i kochającego partnera, Gąbczasta Perło, możliwe, że ja po prostu na nie nie zasługuje... — Posłała jej smutny uśmiech.
Nie chciała, żeby ta rozmowa, która na początku była wesoła, się tak zmieniła przez jej wątpliwości i żale. Jednakże czuła, że te rzeczy ją mimo wszystko przerastają, a Gąbczasta Perła nie była jakimś tam zwykłym kotem, tylko zadatkiem na przyjaciółkę oraz medyczką klanu. Jej specjalnością było zajmowaniem się chorymi kotami, jak i tymi które miały złe samopoczucie.
Uśmieszek z pyska medyczki zniknął. Podeszła bliżej i ogonem pogłaskała Trzcinowy Szmer po boku.
— Pewnie Klan Gwiazdy ma dla ciebie inną ścieżkę.
— Nie wiem, czy jestem w stanie zaakceptować ich plan… Chciałabym mieć własną rodzinę, patrzeć jak moje kocięta stają się wojownikami. Chcę dać Klanie Nocy koty, na które zasługują… Chcę być z kotem, który mnie kocha.
Podparła swój pysk o łapy, wdychając zapach polnych kwiatów.
— Klan Gwiazdy cię kocha. Przodkowie dadzą ci kota, który naprawdę cię kocha, jak i kocięta... Nie jest nim Zmierzchająca Fala, nie został on przypisany tobie. Jednak nie możesz wątpić w miłość przodków dla Klanu Nocy.
Trzcinowy Szmer podniosła na nią wzrok. Czuła chwilowe ukojenie, na myśl, że przodkowie nie odmawiają jej posiadania potomstwa ani kochającego partnera.
— Chcę wierzyć, że masz rację.
Gąbczasta Perła posłała jej serdeczny uśmiech, doceniając jej wiarę.

***

Aktualnie

Pora Nagich Drzew dokuczała Klanu Nocy jak nigdy dotąd. Koty uciekały do legowisk, kiedy miały na to okazje. Trzcinowy Szmer nie dziwiła się wcale, sama chętnie położyłaby się w cieple i ucięłaby sobie długą drzemkę. Wiatr, który z wielką siłą napierał na obóz, gwizdał i zarzucał siarczystym mrozem.
“Nie ma mowy, że czekam tutaj, aż zbiorą się wszyscy na patrol graniczny! Muszę się gdzieś schować, zanim mnie przewieje!”.
Nie zastanawiając się zbytnio, wskoczyła do lecznicy i otrzepała się ze śniegu.
— Cześć, Trzcinowy Szmerze! Co tutaj porabiasz? Mogę ci w czymś pomóc?
Spojrzała się na medyczkę i głupio się uśmiechnęła. Nie planowała przeszkadzać nikomu w pracy, a w szczególności kotom z rodu.
— Szczerze, nie planowałam cię odwiedzić… No i nie potrzebuje opieki medycznej. Czy masz chwilę na przyjacielskie pogaduszki, Gąbczasta Perło?
Klekocząca Łapa, który krzątał się po lecznicy, posłał jej dziwne spojrzenie. Pewnie młody nie miał większego dystansu do reszty klanu. Może uważał, że ona im przeszkadza?
— Nie przeszkadzasz nam. Klekocząca Łapa jedynie dostał zadanie ode mnie. Musi posprzątać składzik, a przy okazji lepiej zapoznać się z ziołami. Jednak ja mam wolny czas. O czym chcesz pogadać? Masz jakąś plotkę? — Na jej pysku pojawił się chytry uśmieszek.
Gąbczasta Perła podeszła do niej i swoim ogonem utuliła swoje łapki. Trzcinowy Szmer czuła lekką zazdrość. Też chciałaby mieć tak długie futro, nie byłoby jej wtedy zimno!
— Niestety nie mam żadnych plotek… Jest nudno i zimno.
— Doprawdy? Aż tak ci nudno? Ostatnio narzekałaś na plany przodków względem ciebie, jednak chyba nie widzisz znaków, jakie ci wysyłają.
Medyczka była niezwykle czymś ucieszona, co lekko zdezorientowało Trzcinowy Szmer.
— Co masz na myśli?
— O pewną kotkę, która coraz częściej przebywa w twoim towarzystwie. — Szturchnęła ją w bark — Nie mów, że jesteś tak ślepa?
Trzcinowy Szmer od razu połączyła kropki. Gąbczastej Perle chodziło o Niezapominajkową Nadzieję.
— Skąd jesteś w stanie powiedzieć, czy jest to coś więcej? Może jestem dla niej tylko przyjaciółką? Może potraktuje mnie tak samo, jak zrobił to Zmierzchająca Fala? Nie wiesz tego… Już robiłam sobie nadzieję do jednego kota, nie zamierzam popełnić tego samego błędu.
— Poczekaj.
Przekrzywiła głowę. Nie rozumiała, czemu miała czekać. Przecież Niezapominajkowa Nadzieja mogła powiedzieć jej o swoich uczuciach w każdej chwili, jednak tego nie robiła. Pewnie nie czuła do niej nic więcej niż platoniczną miłość. Kotka miała już otworzyć pysk i sprzeciwić się Gąbczastej Perle, jednak ta nie pozwoliła dojść jej do głosu.
— Wiem, co chcesz powiedzieć, jednakże musisz się mnie posłuchać. Poczekaj, Trzcinowy Szmerze. Nie każdy kot jest w stanie wypluć z siebie te słowa, które chcesz usłyszeć. Dla niektórych mają o wiele większą wagę. Natomiast Niezapominajkowa Nadzieja ma jeszcze czas, żeby ci powiedzieć o swoich uczuciach. Tak samo może być to dla niej bardzo stresujące. Nie każdy jest tak odważny.
— Rozumiem… — Z lekkiego poddenerwowania, oblizała wąsy.
— Jednak nie rozmyślaj dużo nad tym — westchnęła Gąbczasta Perła, ucinając tym samym temat. — W czymś jeszcze ci pomóc?
“Nie przyszłam tutaj po pomoc!” — zacisnęły na chwilę zęby.
— Tak, chcesz jeszcze gdzieś wyjść na spacer? Oczywiście, po moim patrolu. Inni jeszcze się zbierają… — pokręciła głową z dezaprobatą. — Może do tej pory zmieni się pogoda i chociaż na chwilę znajdzie się luka pogodowa. Co ty na to?

<Gąbczasta Perło?>

28 grudnia 2025

Od Gąbczastej Łapy (Gąbczastej Perły) CD. Trzcinowej Łapy (Trzcinowego Szmeru)

Przeszłość

— Oj, przepraszam cię bardzo, Gąbczasta Łapo — odpowiedziała, trochę zawstydzona. — Pomogę ci zebrać twoje zioła… To wszystko przez tę plotkę, którą roznosi po obozie zdesperowany Siwa Czapla. Nawiedzony most… Pfff, jeszcze czego. Sama bym tam chętnie poszła, pewnie nie ma tam nic złowieszczego.
Dymna podniosła uszy do góry, zaciekawiona wzmianką o plotce. Ach, tak – słyszała coś o niej. Podobno, według jednookiego kocura, most na ich terenach był nawiedzany przez ducha Zimorodkowego Życzenia. Gąbka zastanawiała się, czy kocur rzeczywiście mówił prawdę… W dodatku sama chętnie porozmawiałaby z duszą Zimorodki! Kotka wydawała się interesująca; gdyby nie ten “wypadek”, pewnie pracowałaby teraz u boku dymnej – jako medyczka. Z tego, co jednak słyszała, duch liliowej kocicy zdawał się przemawiać wyłącznie do Siwej Czapli, milknąc przy każdym innym kocie. Nawet gdyby Czapla mówił prawdę o tym, że Zimorodkowe Życzenie nie zaznała po śmierci spokoju, i tak nie doświadczyłyby tego na własne uszy. No, chyba że liliowa, oprócz Siwej Czapli, chciałaby też porozmawiać z którąś z nich.
Gdy brązowooka wraz z Trzcinową Łapą zebrała już swoje uprzednio rozsypane zioła, na chwilę umilkła. Szylkretka pożegnała się z nią i zaczęła odchodzić, lecz wtedy uczennica szybko ją dogoniła.
— Chwila, Trzcinowa Łapo! — zawołała, na co młodsza przystanęła gwałtownie, z zaciekawieniem w oczach spoglądając na Gąbkę.
Uczennica odłożyła ostrożnie zioła na ziemię i kontynuowała:
— Wspomniałaś o tym nawiedzonym moście, nie? — zapytała, poruszając wibrysami.
Trzcina skinęła głową. Na pysku czarnofutrej pojawił się chytry, szeroki uśmieszek.
— Tak sobie pomyślałam, że ja też chętnie bym tam poszła… no wiesz, żeby sprawdzić, czy ten cały “duch Zimorodkowego Życzenia” ma mi coś do przekazania… — wyjaśniła niemal szeptem, ze wzrokiem odwróconym od Trzcinowej Łapy, jakby mówiła o czymś niecnym.
Szylkretka wydała z siebie rozbawione parsknięcie, po czym mruknęła:
— Stoi! Możemy wymknąć się razem!
Gąbka podniosła na nią wzrok; w jej oczach zalśniły iskierki ekscytacji.
— To… widzimy się, gdy zacznie zmierzchać, nie? Co to za wyjście do nawiedzonego mostu, jeśli nie w nocy! — stwierdziła pewnie.
Trzcina zgodnie przytaknęła łebkiem, po czym odwróciła się na pięcie i zaczęła iść przed siebie, na odchodne rzucając tylko:
— Do zobaczenia!

* * *

Nim się obejrzała, już maszerowała w stronę Zrujnowanego Mostu, z Trzcinową Łapą u boku. Zimny, nocny wiatr głaskał jej pyszczek, a wilgotna trawa oplatała łapy, niemal jakby próbowała ją zatrzymać w miejscu, szepcząc: zawróć, póki jeszcze możesz.
Mimo to dymna nie zamierzała wyjść na tchórza. Była starsza od szylkretki, a co za tym idzie – powinna być też odważniejsza. Trzcinka, która dotychczas szła lekko wysunięta do przodu, została szybko wyminięta przez czarnofutrą, której nagle zachciało się zgrywać lidera. Młodsza zdziwiła się nieco, gdy Gąbczasta Łapa przyspieszyła, ale nie skomentowała jej zachowania.
Kotki milczały, zupełnie tak, jakby każdy dźwięk mógł nagle powiadomić o całym zajściu liderkę i wszystkie koty w obozie. Prawda jednak była taka, że znajdowały się daleko od obozu; nie było szans, by ktoś je usłyszał, nawet gdyby zaczęły się ze sobą przekomarzać. Z drugiej strony – gdyby teraz napadł na nie jakiś samotnik, pewnie też nikt nie dosłyszałby ich krzyków.
Dymna potrząsnęła głową, na co Trzcinowa Łapa spojrzała na nią ze zdumieniem. Gdy Gąbka wyłapała jej zmieszany wzrok, wymamrotała tylko pod nosem:
— To z zimna…
Potem było już cicho, jak makiem zasiał. Kotki dotarły razem do Zrujnowanego Mostu, gdzie przystanęły, niemal stykając się futrami. Gąbka spojrzała prosto w niebo – piękne, granatowe niebo, na którym iskrzyły się jasne punkciki. Ciekawe, czy którymś z nich była Zimorodkowe Życzenie, czy może faktycznie jej duch właśnie je teraz obserwował.
Gąbka obejrzała się wokół, lecz niczego nie dostrzegła. Widziała tylko słabe zarysy roślin, rzeki i mostu. Nic specjalnego; nic, co mogłoby wzbudzić w niej niepokój. Choć właściwie on wciąż tam był, ale to chyba naturalne. Nieczęsto wymykała się z obozu – właściwie to nie robiła tego wcale.
— Siwa Czapla to wszystko zmyślił, więc… chyba możemy już wraca-
Nie dane jej było dokończyć, gdyż Trzcinowa Łapa nagle uciszyła ją uderzeniem w bark. Dymna zamilkła, a jej serce ścisnęło się ze strachu. Dostrzegła, że jej młodsza towarzyszka gorączkowo rozgląda się wokół; jej oczy wyglądały jak dwa jabłka, a źrenice były cienkie niczym sosnowe igły.
— Też to słyszysz? — wydukała w końcu, kierując obłąkane spojrzenie ku brązowookiej.
Ta poruszyła się niespokojnie i zastrzygła uszami, lecz nie dotarło do nich nic niepokojącego. Po chwili zmarszczyła brwi i przewróciła oczami.
— Przestań się wygłupiać — fuknęła. — Przecież tu nic nie ma. Nie jestem mysim móżdżkiem.
Mimo to stała w zupełnym bezruchu, bo jej mięśnie były spięte.
Nagle jednak coś usłyszała.
Może tylko jej się przesłyszało, a może… ten dźwięk był prawdziwy. Wydawało jej się, że w jej głowie echem rozbrzmiał przeraźliwy skrzek. Skrzek, który brzmiał, jakby kogoś obdzierano ze skóry, a jednocześnie jak krzyk drapieżnego ptaka czającego się gdzieś w pobliżu.
— M-może… lepiej… chodźmy stąd, weź! Jeśli coś tu jest, to ryzyko rośnie z każdym uderzeniem serca! Uciekajmy! — wyrzuciła z siebie Gąbczasta Łapa, cofając się o krok.
Trzcinowa Łapa zmarszczyła nos.
— A przed chwilą byłaś taka przekonana, że nic tu nie ma! Skoro nic tu nie ma, to czemu nagle chcesz uciekać? — prychnęła.
— Bo nie ma tu żadnego ducha! — strzepnęła gniewnie ogonem dymna. — Ale może jest jakieś dziwne ptaszysko, które w każdej chwili może nas porwać!
— Dobra, spadajmy stąd… — mruknęła szylkretka, odwracając się od rzeki i ruszając żwawym krokiem w stronę obozu.
Nim brązowooka poszła za nią, odetchnęła z ulgą. Miała tylko nadzieję, że nic nie zacznie ich śledzić w drodze powrotnej i że nie przyprowadzą żadnego intruza do samego serca azylu.

* * *

Teraźniejszość

Tego dnia do lecznicy zawitała akurat Świteziankowe Jezioro. Ciemnofutra, jak zwykle, trzymała pysk zwrócony w stronę ziemi. Jej smutne, żółte oczy śledziły podłoże legowiska medyczek, jakby był w nim zapisany jakiś tajny kod. Gąbka domyślała się, że Świtezianka robiła to tylko dlatego, że zawsze unikała innych kotów, a nie dlatego, że podłoga miała jej jakąś wiadomość do przekazania – choć… właściwie, kto ją tam wie? Podczas powodzi zachowywała się całkiem dziwnie; może wiedziała więcej niż koty wokół niej.
Gąbka, widząc, że wojowniczka siedzi cicho, postanowiła do niej podejść. Świteziankowe Jezioro raczej nie pojawiała się w lecznicy bez powodu; pewnie bolał ją brzuch, a może cierń wbił jej się w łapę. W każdym razie na pewno coś było nie tak, choć mogła nie znaleźć odpowiednich słów, by przekazać to Gąbce.
— Hej, co się stało? — zapytała dymna, stając obok Świteziankowego Jeziora.
Bura przez moment milczała, po czym odparła:
— Robak mnie użądlił.
Krótko, zwięźle i na temat. Asystentka medyczki skinęła głową i sięgnęła do składziku po mniszka. Ten wciąż miał łodygę, co było bardzo ważne, zważywszy na to, że Gąbce zależało na białym soku, który z niej wypływał.
Brązowooka podeszła do wojowniczki i odgarnęła futro na jej grzbiecie łapą. Nie musiała długo szukać – szybko zlokalizowała użądlenie i wycisnęła na nie sok z łodygi. Następnie delikatnie go rozsmarowała i zrobiła kilka kroków w tył.
— Gotowe! — oznajmiła.
— Dziękuję.
Świteziankowe Jezioro nie zamierzała spędzić w lecznicy ani chwili dłużej. Szybko podniosła się z miejsca i zniknęła w wyjściu, nawet nie odwracając się za siebie.
Gąbka nie doczekała się jednak odpoczynku, bo w tej samej chwili miejsce Świtezianki zajął białofutry kocur – Rysi Bór. Gdy oddychał, wydawał z siebie dźwięk przypominający świst. Dymna szybko zrozumiała, co mu dolega, i od razu ruszyła do składziku, by przeszukać go w poszukiwaniu odpowiedniego zioła.

* * *

Przemierzając obozową polanę, Gąbczasta Perła zauważyła, że przed nią stoi Trzcinowy Szmer. Kotka była odwrócona do niej tyłem, zupełnie nieświadoma tego, że dymna przyczaiła się za nią.
Właściwie to prawie ze sobą nie rozmawiały, odkąd poszły nocą nad Zrujnowany Most. Może był to błąd? Może wtedy mogły zostać koleżankami? A może wciąż mogłyby nimi zostać – nawet po tylu księżycach milczenia?
Brązowooka podeszła bliżej wojowniczki i, bez większego zawahania, zaczęła szeptać:
— Uuu, to ja, duch Zimorodkowego Życzenia… — zaczęła dramatycznie. — Swoim najściem przeszkodziłaś mi w procesie podróży na Srebrną Skórkę… Czy ty wiesz, co to znaczy? — kontynuowała, lecz po tym zdaniu szylkretka odwróciła głowę w jej stronę, wyraźnie zaskoczona.

<Trzcinowy Szmerze?>

Wyleczeni: Rysi Bór, Świteziankowe Jezioro

08 sierpnia 2025

Od Trzcinowej Łapy do Gąbczastej Łapy

Minęły dokładnie dwa dni od momentu, w którym do obozu Pluskający Potok, jej starszy brat, przyniósł martwą Zimorodkowe Życzenie. Wtedy Klan Nocy zaniósł się plotkami, że to nie był zwykły wypadek. Koty zaczęły krzywo patrzeć w jego stronę, a czasami nawet przenosiło się to na inny członków jego rodziny. Była zła na wszystkich. Czemu ostatnimi czasy to jej rodzinie się najbardziej obrywało ze wszystkich stron? To pomówienie nawiązujące do Dryfującej Bulwy, to insynuowanie przez Rozpędzoną Łapę oraz Wężynowy Splot, że Perlista Łza zdradza klan z tajemniczym wojownikiem z Klanu Burzy. Potem niszczenie jej pamięci przez Różaną Woń, która starała się utwierdzać innych w swojej racji, że zmarła kotka zesłała na nich potop, który zabił wiele istnień, jakoż to by była kara od gwiezdnych, a teraz to. Smętnie siedziała na polanie, pusząc swoje krótkie futerko, właśnie wróciła z patrolu, na którym gonili wiewiórki w lesie. Jako jedyna nie wspięła się na drzewo, przez co zirytowała Mandarynkowe Pióro. Mentorka aktualnie zajmowała się w wyznaczaniu patroli. Nagle do uszu kotki trafiły ubolewania Siwej Czapli. Szylkretka nadstawiła uszu, przysłuchując się rozmowie, którą przestraszony kocur nawiązał z Szałwiowy Sercem.
— Mówię ci przecież! Słyszałem głosy i śmiechy, przy Zrujnowanym Moście! Nie żartuje, Szałwiowe Serce, oddam moje jedyne oko, na to, że to miejsce jest zamieszkałe przez ducha!
— Nawiedzony most? Siwa Czaplo, daj spokój. Byłeś z całym patrolem w tamtym miejscu i nikt nie słyszał śmiechów — odpowiedział książę, ewidentnie nie wierząc w zwierzenia kocura.
— Bo wtedy milkną! Trzeba, być tam samemu!
Kotka wstała z zamiarem podsłuchania dalszej części rozmowy kocurów, jednak tamci zniknęli w legowisku wojowników.
“Na zdechłą żabę! Chciałam ich podsłuchać! Taka soczysta i ciekawa plotka!”
Była tak bardzo pogrążona w swoich myślach, że nagle wpadła na kogoś. Upadła na ziemię i złapała się za głowę.
— Ała… Moja głowa… — syknęła pod nosem.
Z wyrzutem spojrzała się na również leżącą na ziemi Gąbczastą Łapę. Uczennica medyczki niosła zioła, jednak ona przeszkodziła jej w tym przez swoją ciekawość. Chociaż, czy dziwiło to kogoś? Takie fajne historie na temat nawiedzonych miejsc, ekscytowały kotkę. Jej wyobraźnia intensywnie pracowała, by przedstawić jej odgłosy złego ducha Zimorodkowego Życzenia, która nawiedza miejsce, w którym zginęła. Tak bardzo chciałaby tam pójść, jednak wiedziała, że Mandarynkowe Pióro nie puściłaby ich tam za żadne skarby Klanu Gwiazdy.
— Oj przepraszam cię bardzo Gąbczasta Łapo — odpowiedziała, czując, jak jej uszy palą się ze wstydu. – Pomogę ci zebrać twoje zioła… To wszystko przez tę plotkę, którą roznosi po obozie zdesperowany Siwa Czapla. Nawiedzony most… Pfff, jeszcze czego. Sama bym tam chętnie poszła, pewnie nie ma tam nic złowieszczego.

< Gąbczasta Łapo? >
[418 słów]

[przyznano 8%]