BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burzowe Futro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burzowe Futro. Pokaż wszystkie posty

05 sierpnia 2018

Od Burzowego Futra

Było ciemno, nawet bardzo, ciepły wiatr rozwiewał moje długie potargane futerko. Łapy bezszelestnie poruszały się po leśnym poszyciu. Szukałam potrzebnego mi zioła, był to mały, żółty lub pomarańczowy kwiat o nazwie Jastrzębiec. Jego działanie było identyczne z działanie kocimiętki, lecz nie tak silne. Właściwie nie jest to takie łatwe, bo nie wiem gdzie rosną, te małe kwiaty. Jednak dziś jestem tak bardzo zdeterminowana, by je znaleźć, że musi, po prostu musi mi się udać. Rozejrzałam się po lesie, co prawda nie znalazłam Jastrzębca, ale coś innego przykuło moją uwagę. Otóż były to krzewy malin, rosły przy drzewie. Jednak to nie owoce były mi potrzebne, ale ich miękkie postrzępione liście. Podeszłam więc do krzewu i zerwałam kilkanaście liści. Tyle mi wystarczy, bo moje zapasy tych liści są, dość dłużę. Ja używam ich głównie do zatamowania krwawienia zwłaszcza podczas porodu, lecz mogły one też służyć do złagodzenia bólu. Wiatr nadal lekko wiał, a księżyc, lekko prześwitywał przez gęste korony drzew i padał nierównomiernie na poszycie lasu oraz na mnie. Szłam wolno, bardzo wolno, byłam już zmęczona, od wieczora szukałam tych ziół, jednak też czułam, że nie znajdę ich tej nocy. Właściwie od paru minut moje łapy mimowolnie niosły mnie w stronę obozy, z czego właśnie zdałam sobie sprawę. 

08 maja 2018

Od Burzowego Futra C.D Miodowej Łapy

Biedna Miodowa Łapa… Straciła ogon tylko przez to, że chciała pokazać, że jest czegoś warta… Przypomniała mi się historia zza czasów mojego treningu… Wyszłam wraz z Różaną Łapą nazbierać ziół. Niestety, ale Różana Łapa poślizgnęła się i spadła z jakiegoś pagórka… Lądując właśnie na terenie Klanu Klifu… Się wtedy narobiło, ale nie było tak źle, jak myślałam… Gdy miałyśmy już iść, zostałyśmy złapane, przez Słoneczny Blask. Potem on nas puścił, a dalej nie wydarzyło się, nic ciekawego lub wartego bardziej szczegółowej opowieści… Zdałam sobie sprawę, że o tej historii wiemy tylko ja i Różany Kwiat… No i być może Błotnisty Pysk, ale tego nie jestem pewna. A wracając do Miodowej Łapy… Starała się ukryć swój smutek. Widziałam to nieraz, więc wiedziałam, że tylko udaję. Chce by wszyscy, widzieli ją silną i dzielną.
- I jak Policzyłaś już piasek? – Zapytałam Miodka, ale ona nie była chętna do rozmowy. Brak odpowiedzi z jej strony mnie nie dziwił… Wręcz przeciwnie, byłabym zaskoczona, gdyby miała ochotę na rozmowę… - Wiesz… - Zaczęłam niepewnie, lecz nie do końca wiedziałam co mam powiedzieć. – Posłuchaj, utrata ogona, to nie jest, koniec świata. – Powiedziałam to drżącym głosem, a gdy ostatnie słowo wypłynęło z moich ust, poczułam, że nie powinnam, tego mówić, ale już było za późno by, to cofnąć…

<<Miodowa?>>

20 kwietnia 2018

Od Burzowego Futra C.D. Milczącej Gwiazdy

Szczerze mówiąc, nie wiem, co znaczy ten sen. – Oznajmiłam Milczącej Gwieździe. Potem jeszcze chwile porozmawiałyśmy…
***
Wychodząc z głębi mojego legowiska, podeszłam do Borsuczej Łapy… Niestety on też się zaraził, ale on i Motyle Skrzydło wyglądali nadzwyczaj dobrze.
- Witaj, Burzowe Futro. – Powiedział do mnie Borsucza Łapa. Dziś, chociaż nadal wyglądał na chorego, czuł się wyraźnie lepiej.
- Witaj, Borsucza Łapo. – Odparłam spokojnym głosem. – Widzę, że czujesz się lepiej. – Oznajmiłam i zaczęłam machać ogonem.
- Tak, Burzowe Futro. – Oznajmił mi szczęśliwy. Potem jeszcze zobaczyłam jak czuje się Motyle Skrzydło, tak jak przewidywałam, on również, czuł się lepiej. Nie mogłam w to uwierzyć, ale po tylu próbach moje lekarstwo zadziałało! Ale niestety… Zroszony Nos przegrała walkę z Łzawym Kaszlem. Szybkim krokiem skierowałam się w stronę legowiska liderki. Milcząca Gwiazd powiedziała, bym weszła.
- Witaj, Milcząca Gwiazdo! – Powiedziałam do wyraźnie zmartwionej liderki. Ona coś odpowiedziała, ale mówiła to tak cicho, że nie zdołałam usłyszeć. – Znalazłam odpowiednią mieszankę ziół. – Powiedziałam radośnie do liderki, ona niestety nie podzielała mojego entuzjazmu.
- Och… - Westchnęła smętnie. – Słyszałam to od ciebie tyle razy, że nie wiem, czy da się, to uleczy… - Nie pozwoliłam dokończyć liderce, bo po prostu nie wytrzymałam.
- Ale tym razem naprawdę!
<<< Milczka?>>>

Czasem zapominasz o wielkich literach pisząc imiona kotów, a czasem nagle dajesz wielkie litery tam, gdzie nie trzeba. Gdy postać zwraca się bezpośrednio do kogoś, stawiasz przecinek.

16 kwietnia 2018

Od Burzowego Futra

Powoli kończyła mi się cierpliwość, czego bym nie zrobiła, to nie działało! Moja bezsilność mnie przybijała. Martwił mnie też brak jakiegokolwiek kontaktu ze strony gwiezdnych. Czy oni zesłali na nas kataklizm? A jeśli tak to za co? Na razie nie miałam czasu się zastanawiać. Podałam Motylemu Skrzydłu i Zroszonemu Nosowi mieszankę zawierającą Jagody Jałowca, Miód i Gwiazdnice. Ten brak znaków ze strony Lawendowego Płatka, Czarnej Łapy i Bagnistego Kwiatu. By się nie zamartwiać, poszłam spać, a gdy się obudzę, sprawdzę, czy moim pacniętą się polepszyło. Gdy otworzyłam oczy, nie byłam już, w swoim legowisku. Stałam na polanie wśród gwiazd. Przed sobą widziałam kocura, ale nie był to ani Widmowy Wilk, nie była to też Lawendowy Płatek ani Bagnisty Kwiat. Stał Przede mną mój ukochany brat!
- Czarna Łapa! – Krzyknęłam i podbiegłam do Czarnego Kocurka. Wtuliłam pyszczek w jego Dymne futerko. – Czy to nasza wina? Czy to jakiś kataklizm? Czy to moja wina? – Popytałam, a przy moim ostatnim, pytaniu moje oczy się zaszkliły i zaczęłam płakać.
- Nie to nie ty jesteś winna. – Powiedział do mnie Czarna Łapa i spojrzał mi głęboko w moje zielone oczy.
- Więc dlaczego?! – Zapytałam, a Czarna Łapa, nic mi nie odpowiedział. Gdy zamrugałam, nie było Czarnej Łapy, potem wszystko stopniowo zaczęło znikać… A następnie się obudziłam.

Od Burzowego Futra

Obudziłam się w kiepskim nastroju, promienie słoneczne padały na moje długie niebieskie futerko, lecz nawet to mnie nie pocieszało. Warto dodać, że była Pora nagich drzew i, mimo iż było słonecznie, było bardzo, ale to bardzo zimno. Każda moja mieszanka nie działała! Miałam wrażenie, że nie dam rady znaleźć tych właściwych składników. Co jeszcze mi zostało? Liście ogórecznika? Uznałam, że dla świętego spokoju muszę je znaleźć. Wychodząc z obozu, przekazałam Borsuczemu Gońcowi, by nikt nie wchodził, do mojego legowiska. Wiedziałam, że nie potrzebuję chorych kotów. Byłam tym bardzo zmęczona, a po drodze, nie umiałam się skupić. To wszystko mnie przerosło. Potrzebowałam kogoś do pomocy… Wyszłam z obozu, wiatr był, bardzo silny. Po jakimś czasie doszłam do miejsca, gdzie rósł ogórecznik.
- Ogórecznik. (wiesz, możesz kojarzyć ogórek = ogórecznik) – Wyszeptałam uradowana tym, że być może znajdę lekarstwo. Zerwałam jego liście, potem wróciłam do obozu. Podałam Zroszonemu Nosowi i Motylemu Skrzydłu mieszankę zawierającą Miód liście ogureczika i te nieszczęsne jagody jałowca… Czemu nieszczęsne? Bo ostatnio dodawałam je, do wszystkiego, a nawet nie wiedziałam, czy to działa… Potem poszłam się zdrzemnąć. Gdy się obudziłam, byłam wypoczęta i na pewno mniej zdenerwowana i poirytowana niż wcześniej. Jedyne co mnie martwiło to brak znaku od klanu gwiazd… A może po prostu chciałam zobaczyć Czarną Łapę i innych?

15 kwietnia 2018

Od Burzowego Futra

Mieszanka ziół, którą podałam zroszonemu Nosowi, nie zadziałała. Martwiło mnie to ale też cieszyłam się, że Błotnisty Pysk nie zachorował na to samo, a jedynie się przeziębił. Miałam wrażenie, że Lawendowy Płatek by to wiedziała… Ale skąd?! Może po prostu mi jej brakowało… Czasami sama siebie nie rozumiałam… By nie zaprzątać sobie tym głowy, uznałam, że pójdę na spacer. Idąc ciągle rozmyślałam, na temat tego, czy nadaje się na medyka. Czy to normalne, że nie umiem wyleczyć Zroszonego Nosa? Czy ona może zginąć przeze mnie? Taka jest rola medyka… Mimo iż nie mam na wszystko wpływu, zawsze czułam się winna, gdy nie udało mi się, komuś pomóc. Czy tak ma wyglądać moje życie?! Pełne łez i strat? Od natłoku tych pytań rozbolała mnie głowa. Zawróciłam więc do obozu. Po drogę moją uwagę przykuło jaskółcze ziele. A może to jest to, co uratuje Zroszonego Nosa? Zebrałam odpowiednią ilość zioła, ale nadal nie wiedziałam z czym, je mieszać. Właściwe to właśnie jaskółcze ziele powinno pomóc na łzawiące oczy… Ale czy na pewno? To nie jest choroba jak inne, nie działają na nią leki, używane do leczenia kaszlu… Szłam przez obóz z jaskółczym zielem w pyszczku. Podeszłam do zroszonego nosa i podałam jej mieszankę ziół zawierającą jaskółcze ziele, miód i jagody jałowca. Teraz pozostało mi tylko czekać…

Od Burzowego Futra

Martwiłam się stanem Zroszonego Nosa, leczyłam ją objawowo, ale to nijak nie działało. Mój szósty zmysł podpowiadał mi, że jest to grubsza sprawa. Łzawy Kaszel, tak to się nazywało, nie wiedziałam jak to leczyć… Nikt nie wiedział, Byłam zdesperowana moją bezsilnością, chciałam zostać medykiem po to, by pomagać kotom, czułam w tym powołanie… Dlatego tak bardzo mi to przeszkadzało. Miałam wrażenie, że próbowałam już wszystkiego. Uznałam, że zanim wybiorę się po zioła, pójdę jeszcze zobaczyć czy Wróbelkowi i jej kociętom nic nie dolega. Gdy weszłam do żłobka Wróbelek, leżała a przy niej Miodek i Świerk. Zawsze miałam słabość do kociąt… Czasem żałuje, że nie zostałam wojowniczką, Wtedy mogłabym zaleźć miłość… Ale ja tego nie pragnę! Lubię kocięta, ale za nic na świecie ni zamieniłabym mojej roli na nic innego.
- Witaj Wróbelku! Jak się czujesz? - Zapytałam karmicielki klanu, z moich informacji wynikało, że pomiędzy nią i Motylim Skrzydłem coś zaiskrzyło.
- Witaj Burzowe Futro! – Odpowiedziała karmicielka. – Czuję się świetnie. – Oznajmiła mi pół-długowłosa Karmiciela. - Miodek i Świerk także mają się dobrze. – Dodała pośpiesznie. Gdy miałam wychodzić po zioła, zatrzymał mnie mój brat. Tym, co mnie zmartwiło, było to, że on kaszlał.
- Szybko, choć do mojego legowiska.- Powiedziałam stanowczo i poszłam do siebie wraz z nim. Podałam mu zioła na kaszel i miałam wielką, nadzieje, że mu przejdzie.
***
Gdy wróciłam, podałam Zroszonemu Nosowi, mieszankę ziół, zawierającą Miód i Jagody Jałowca. Okazało się, że Błotnisty Pysk czuje się lepiej, Tak się cieszyłam, że był to tylko zwykły kaszel. Potem poszłam do żłobka Klanu Wilka.
<<Miodku?>>

18 marca 2018

Od Burzowego Futra C.D Orlego Cienia

Patrzyłam z niedowierzaniem na Orlego Cienia. Czy naprawdę tak uważa, czy może chce mnie tylko pocieszyć ?
- N-n-naprawdę t-tak-k uważasz? – Zapytałam wojownika z łzami w oczach. On tylko pokiwał głową.
***
Minęło trochę czasu, lecz ból, po stracie Lawendowego Płatka, wciąż mi towarzyszył i to, na dosłanie każdym kroku. Wyszłam zaspana z mojego legowiska, nie było za ciepło, lecz to, była Pora Opadających Liści, więc nie mam się co dziwić, lecz mi nie było zimno, jak zawsze zresztą. Słońce dopiero wznosiło się ku górze, lecz właśnie wrócił poranny patrol, który Borsuczy Goniec wysłał dziś według mnie wyjątkowo wcześnie. Wśród kotów wracających z patrolu zobaczyłam Orlego Cienia, podeszłam do niego.
- Witaj, Orli Cieniu. – Powiedziałam dość cichym głosem do niebieskiego wojownika Klanu Wilka.
- Witaj Burzowe Futro. Czy coś się stało? – Zapytał nieco zmartwiony.
- Nie, nie… - Powiedziałam spokojnym głosem do niebieskookiego kocura.
- Więc o co chodzi? – Zapytał wyraźnie rozkojarzony.
- Chciałam zapytać, czy wybierzesz się, zemną na zbieranie ziół? – Zapytałam. – Bo widzisz… Znaczy ja… Och… Po prostu nie chce iść sama, a Złocista Łapa trenuje właśnie, z Milczącą Gwiazdą. – Powiedziałam, jąkając się, prawie co wyraz.
- Oczywiście Burzowe Futro. – Powiedział Młody wojownik, a zaraz potem wyszliśmy z Obozu.

<<Orli Cieniu ??? Sorry że taki wielki gniot>>

17 marca 2018

Od Burzowego Futra C.D. Orła

Z niecierpliwością czekałam na odpowiedź Orła.
- Moja Matka była, medyczka Klanu Piasku, a potem została wygnana… To on mnie wszystkiego nauczyła. – Odpowiedziała Samotniczka, a z tego, co powiedziała, doszłam do wniosku, iż Jest raczej Uzdrowicielem. Choć z drugiej strony… Czy istnieje lub istniało coś takiego jak Klan Piasku?
- Nigdy nie słyszałam o klanie piasku. – Powiedziałam, a odpowiedź bardzo mnie ciekawiła.
- Nic dziwnego, leży on bardzo daleko stąd… - Powiedziała, Orzeł patrząc na mnie. – Ale wiesz, ja mam jednak wrażenie, że coś się stało. – Powiedziała, patrząc mi, głęboko w moje, zapłakane oczy… Tak moje zielone zapłakane w oczy... – Czemu płaczesz? – Zapytała mnie poważnym głosem. Ja znów zaczęłam płakać na wspomnienie Lawendowego Płatka, dawnej medyczki mojego klanu.
- B-B-Bo J-ja- ja… Och! Chodzi o-o… No bo… - Zaczęłam mówić, ale jąkał się tak strasznie, że miałam wątpliwości czy Orzeł mnie zrozumie. – Bo to Lawendowy Płatek… - Powiedziałam szybko i przerwałam w środku zdania.
- Kim ona jest? – Zapytała, wyraźnie zmartwiona Uzdrowicielka.
- Była ona medyczką Klanu Wilka… - Powiedziałam nadal łamiącym się głosem.
- Była? – Zapytała mnie jeszcze bardziej zmartwiona samotniczka.
- B-B-bo K-Klan B-Burzy Za-zaatakował nasz obóz i-i o-ona… - Powiedziałam, a raczej wyjęczałam ze łzami w oczach.

<Orzeł? (samotnik)>

16 marca 2018

Pd Burzowego Futra C.D Orła

Orzeł wydała się, być bardzo nieufna, lecz po chwili chyba się namyśliła i postanowiła przyjść pomoc. Zebrałam z ziemi potrzebne mi zioła, rozsypane w okuł przez rudego samotnika. Zaczęłam przyglądać się ranie Orła.
- Miałaś z tą łapą coś od dawna? – Zapytałam, widząc łyse miejsce na jej lewej łapie. Ona tylko pokiwała głową.
- Od kiedy? – Zapytałam zaciekawiona, intrygowała jej historia i ten jej wyraźny sapach ziół na jej futrze.
- Praktycznie od urodzenia. – Powiedziała spokojnym głosem. Potem obie poszłyśmy w swoje strony. Wiem, że nie powinnam jej tak puszczać, by polowała na naszym terenie, ale w końcu jestem medyczką nie wojowniczką. Gdy weszłam do obozu, podbiegł do mnie Borsuczy Goniec.
- Co się stało Burzowe Futro? – Zapytał zmartwiony zastępca.
- Och… Mogę opowiedzieć ci to potem? Jestem bardzo zmęczona. – Powiedziałam, choć w rzeczywistości nie byłam wcale zmęczona, lecz nie miałam ochoty opowiadać, o tym, co się stało. Weszłam do legowiska. Zaraz potem Lawenda zajęła się moją raną.
*** ( Potem ona i opowiedziała, a jeszcze później była bitwa z KB)
Nadal nie mogłam się pogodzić z jej odejściem. Wyszłam z obozu, a gdy była już dość daleko zaczęłam płakać. Z łzami w oczach biegłam przed siebie, biegłam… Próbując się opanować, Nagle wpadłam, na te samą samotniczkę, która niegdyś uratowała mi życie.
<<Orzeł ? (Samotnik)>>

04 marca 2018

Od Burzowego Futra

-Przez chwile widziałam ciemność, zaraz potem znalazłam się na polanie, była noc na niebie było pełno gwiazd. Nagle jedna z nich zaczęła zmierzać w moją stronę i przybrała kształt kota. To Ona! To Lawendowy Płatek! Pomyślałam, widząc niebieskawą kocicę.
- Czy ja? Ja umarłam? – Zapytałam, ponieważ było to, pierwsze, o czym pomyślałam, zwłaszcza iż, nie pamiętałam jak… Jak się tu znalazłam, a właściwie, co się działo wcześniej.
- Jasne, że nie mysi móżdżku. – Powiedziała Lawendowy Płatek. to nie jest zbyt w stylu gwiezdnych??
- Klany muszą być cztery. – Powiedziała, bardzo tajemniczo.
- Powiedz coś, czego nie wiem. – Odparłam żartobliwie.
- Ta wojna was zniszczy. – Powiedziała poważniej niż wcześniej. – Musicie to zakończyć. – Powiedziała. Nagle wszystko zaczęło znikać, a ja się obudziłam. Gdy otworzyłam oczy, byłam w swoim legowisku, siedziała przy mnie liderka.
- Co… Się stało? – Zapytałam słabym głosem. Ostatnie co pamiętam, to ten sen.
- Zemdlałaś na zgromadzeniu. – Odpowiedziała, pomagając mi wstać. Och tak! Byłam na zgromadzeniu i rozmawiałam z Gradową Mordką.
-Miałam wizje. – Powiedziałam, lekko chwiejąc się, na słabych łapach. – Widziałam Lawendowy Płatek, Powiedziała, że ta wojna nas zniszczy. – Powiedziałam, poważnym tonem.
- Ach tak, dobrze, że mnie informujesz. jaki spokój, lol – Powiedziała, równie poważnie, jak ja.
– Milcząca Gwiazdo, podałabyś mi trochę maku? Głowa mnie boli. – Powiedziałam tonem równie słabym co wtedy gdy się obudziłam.
- Oczywiście. – Powiedziała i podała mi kilka ziarenek maku na liściu bluszczu. Zlizałam mak z liścia, a zaraz potem, poszłam spać.
***
Gdy się obudziłam, czułam się, o wiele lepiej. Wstałam tym razem bez pomocy. I tym razem, nie chwiejąc się, na moich łapach. Wyszłam z legowiska, uznałam, iż czas nazbierać ziół. Wychodząc, wpadłam na liderkę.
- Witaj Milcząca Gwiazdo. – Powiedziałam Teatralnie do Liderki.
- Witaj Burzowe Futro! – Odpowiedziała. – Wybierasz się nazbierać ziół? – Zapytała mnie spokojnym głosem. Ja tylko pokiwałam głową twierdząco. – Więc weź ze sobą Jakiegoś ucznia, może najlepiej Złocistą Łapę? Zobaczymy jak, jej pójdzie. – Powiedziała spokojnym głosem. Potem obie poszłyśmy w swoje strony. Gdy weszłam do legowiska uczniów była tam tylko Złocista Łapa.
- Witaj Złocista Łapo! – Powiedziałam z wielkim entuzjazmem, do nowej uczennicy Klanu Wilka.
- Witam. – Powiedziała spokojnym tonem. – Coś się stało? – Zapytała mnie nieco zmartwiona.
- Nie, Nie… Milcząca Gwiazda powiedziała mi, bym zabrała cię, na zbieranie ziół. – Powiedziałam spokojnie.
- Dobrze. – Powiedziała kremowa koteczka, a następnie wstała. Wyszłyśmy z legowiska uczniów, a wychodząc z obozu, wpadłyśmy na Borsuczego Gońca, Lecz żadnej dyskusji nie było. Byłyśmy na granicy z klanem Burzy. Przebywanie na tej granicy nie było rozsądne z mojej strony, ale miała cichą, nadzieje, iż uda mi się porozmawiać z Gradową Mordką, Gdyż miałam dziwne przeczucie, że go tu spotkam. Tym razem przeczucie mnie nie myliło. Odrobinę w głąb terenu Klanu Burzy Zobaczyłam Gradową Mordkę i jego ucznia Burzową Łapę Zbierających zioła.
- Gradowa Mordko! – Krzyknęłam do medyka wrogiego klanu. Gdy on mnie dostrzegł, od razu podszedł, by się przywitać. – Złocista Łapo, chce porozmawiać z Medykiem Klanu Burzy na osobności. – Złocista Łapa posłusznie odeszła na bok, bym mogła porozmawiać z Gradową Mordką i jego uczniem.
- Witaj, Burzowe Futro! – Powiedział Gad. – Czy coś się stało? – Zapytał mnie z niepokojem w głosie?
- Chciałam porozmawiać na temat ostatniego zgromadzenia.
<<Grad?>>

02 marca 2018

Od Burzowego Futra C.D. Orła

Wpatrywałam się w nieznajomą kotkę. Zastanawiałam się co zrobić, nie mogłam uciec… Ale też jako medyczka, nie mogłam atakować. Och… Czemu patrol będzie tu dopiero w porze szczytowania słońca… Ale zaraz!
- Borsuczy Gońcu! Różane Pole! Błotnisty Pysku! – Zaczęłam krzyczeć, choć wiedziałam, że ich tu niema. Gdy kocur to usłyszał, puścił kotkę i rozejrzał się nerwowo. Zaraz potem uciekł w krzaki.
- Nic ci nie jest?- Zapytałam kotki. Ona tylko się rozejrzała, wydawała się, być dziwne zaniepokojona.
- Gdzie oni są? – Zapytała podejrzliwie kotka i zaczęła się rozglądać.
-Jacy oni? – Zapytałam, nie do końca rozumiejąc pytanie nieznajomej.
- Koty, które wołałaś. – Odpowiedziała, w taki sposób, jakby było to oczywiste.
- Ach tak, nie ma ich tu, po prostu chciałam go spłoszyć. – Oznajmiłam kotce i usiadłam.
- Czemu nie atakowałaś? – Zapytała mnie i zaczęła wylizywać ranną łapę.
- Jestem medykiem, ja nie walczę, ja leczę. – Oznajmiłam, najspokojniej jak mogłam, choć byłam bardzo zdenerwowana. Nie byłam do końca pewna, co nieznajoma zamierza, bo na przykład ten rudy samotnik, chciał mnie zabić lub jeszcze coś innego…
- Jednego z klanów? – Zapytała mnie Biała kotka.
- Tak. – Odpowiedziałam krótko. – Nazywam się Burzowe Futro. – Przestawiłam się zielonookiej samotniczce.
- Jestem Orzeł. – Powiedziała równie krótko, jak ja.

<Orzeł???>

01 marca 2018

Od Burzowego Furta

Właśnie skończyłam zajmować się ranami liderki.
- Zaraz wracam, zobaczę czy nikt inny nie ucierpiał. – Powiedziałam spokojnie do liderki. – Jaszczurzy Ogonie, popilnuj Milczącej Gwiazdy, by nie wyszła. Musi odpocząć. – Powiedziałam do starszego klanu wilka. On tylko pokiwał głową.
- Przecież mogłabym już wyjść. – Powiedziała liderka. Ja tylko spojrzałam na nią i wyszłam.
Gdy wyszłam na polane, zobaczyłam Błotnistego Pyska, miał on zakrwawioną łapę, podeszła do niego i usiadłam obok.
- Mogę zobaczyć? – Zapytałam, patrząc na jego ranne. On najpierw nie wiedział, o co chodzi, ale zaraz potem się zorientował.
- Nie, najpierw zamierzam iść od Różanego Pola. – Powiedział stanowczo.
- Chcesz, by widzieli cię, w takim stanie? – Zapytałam. A on się zmieszał. – Tak myślałam. – Powiedziałam do niego. – Idź do mojego legowiska, zaraz wrócę. – Powiedziałam. On poszedł do mojego legowiska. Ja zobaczyłam jeszcze coś, jakiś kot leżał na uboczu polany. Nie?! To nie jest możliwe!!! Nie! Zaraz potem podbiegłam do kotki. Gdy do niej podeszłam, poczułam zapach Klanu Burzy. Lawendowy Płatek leżała nieżywa, miała ona kilka świeżych ran, atak najpewniej nastąpił z Nienacka, chyba nie miała szansy… Zaraz potem zabrałam ją do legowiska. Gdy weszłam, wpatrywały się w nas trzy pary oczów. Ja ułożyłam Lawendę na ziemi, wiedziałam, że nie żyje, ale nie mogłam się z tym pogodzić. Zaraz potem zaczęłam płakać.
- Zabili ją… - Powiedziałam. – Ja…jak tchórze… Nie to nie może być prawda! – Lamentowałam.
<Milczka?>

25 lutego 2018

Od Burzowego Futra

Dzień był bardzo spokojny, leżałam w legowisku medyka i odpoczywałam, miałam nadzieje, że dziś będę mogła tylko leżeć i nic więcej.
- Widzę, że skoro tak ci się nudzi, to możesz iść, pozbierać maku, bo nasz się skończył. – Powiedziała lawendowy płatek.
- No tak… - Powiedziałam. – Nie mam co liczyć na spokojny… leniwy… dzień. – Powiedziałam do siebie.
- Medycy zawsze mają sporo spraw na głowie. – Powiedziała Medyczka. – Myślałam, że o tym wiesz. – Dodała z lekkim uśmiechem.
- Tak, wiem. – Odparłam znudzona codzienną rutyną.
- Teraz? – Zapytała. – Jakbyś o tym wiedziała wcześniej, zignorowałabyś swoje powołanie? – Zapytała nieco poirytowania tą rozmową Lawenda.
- Jasne, że nie! – Powiedziałam, nieco głośniej, niż zamierzałam.
- Więc, co tu jeszcze robisz? Szoruj po zioła. – Powiedziała wyraźnie wkurzona i zirytowana. – Weź kogoś ze sobą. – Powiedziała nieco spokojniej.
- Nie… Pójdę sama. – Powiedziałam i wyszłam.
***
Cały czas czułam się obserwowana, ale postanowiłam to zignorować. Nagle zza krzaków wyłonił się rudy, pręgowany kocur który, zaraz potem skoczył na mnie i z łatwością powalił na ziemię. Czego chce? Kim jest? Co mi zrobi? Takie myśli kłębiły się w mojej głowie. Kocur przybliżył łapę do mojego pyszczka i drapnął obok lewego oka.
- Nie wyrywaj się a nic ci się nie stanie. – Syknął mi do ucha. Zaraz potem w krzakach coś zaczęło się ruszać, ale rudy kocur tego nie zauważył. Co to było? Jakiś drobny zwierz? Kolejny napastnik? A morze ratunek?
<Ktoś? Jeśli chodzi o odpis, to róbcie, co chcecie, ale nie zabijajcie Burzowego Futra. Jeśli można, odpis wiarę szybko >

14 lutego 2018

Od Burzowego Futra C.D Nocki

Szłam w kierunku żłobka, od porodu nie odwiedziłam Różanego Pola ani jej kociąt… A powinnam… Bo to kocięta mojego brata… I (by nie było, że się martwię i...) jestem medyczką, więc powinna sprawdzić, czy są zdrowe…
- Hi, Hi… (to miał być naturalny „śmieszek” [taki chichot] ). – Zachichotałam i znów ruszyłam stronę żłobka. Szłam tak zaledwie kilka uderzeń serca, gdy drogę zagrodziła mi Lawendowy Płatek.
- Dokąd idziesz? – Zapytała niebieskawa kocica.
- Tak do żłobka, by sprawdzić, czy kociaki Różanego Pola są zdrowe. – Powiedziałam łagodne.
- Byłam u nich. – Powiedziała. – I to jeszcze wczoraj. Są zdrowe. – Oznajmiła.
- Och, szlag trafił moją wymówkę… - Wymamrotałam pod nosem. – Ale po co mi wymówka?? – Powiedziałam.
- Co? O co chodzi Burzowe Futro? – Zapytała, a gdy usłyszałam, jej głos, zdałam sobie sprawę, że zapomniałam, że ona mnie słyszy… Ale i tak, bez słów wie, o co chodzi, więc…

- Nic, nic. – Powiedziałam. – Tylko czasem zapominam, że inni mnie słyszą… - Powiedziałam. Lawenda postanowiła nie drążyć tematu. Chwile potem znów ruszyłam w stronę żłobka. O co mi chodziło z tą wymówką? Zapytałam sama siebie.
- Och… - Westchnęłam cicho. – Czasem sama siebie nie rozumiem… - Powiedziałam szeptem do siebie. – Czy gadanie do siebie to pierwszy krok do wariactwa? A może po prostu nie mam z kom porozmawiać? Byłam obok żłobka, nagle wyszła z niego Nocka, czarna koteczka ze zdumieniem oglądała obóz, była pora Zielonych Liści, więc nie było powodu, by nie opuszczała żłobka. Gdy podeszłam bliżej, kotka spojrzała na mnie.
- Witaj Nocko. – Powiedziałam Łagodnie
< Noca? Gniot pisany na szybko >

10 lutego 2018

Od Burzowego Futra C.D Orlej Łapy

Rozejrzałam się po lesie, moje poszukiwania pajęczyny trwały już dość długo. „Pewnie się o mnie martwią”. Pomyślałam i poszłam w stronę obozu, co prawda nie mam pajęczyny… Ale mnie też długo niema…
- Och… - Westchnęłam i ruszyłam w stronę obozu. - Może bliżej obozu mi się poszczęści. – Powiedziałam do siebie bez przekonania.
***
- Pajęczyna… - Powiedziałam z niedowierzaniem. Zaraz potem zaczęłam ją zbierać. Gdy miałam jej wystarczająco dużo, znów ruszyłam w stronę obozu. Gdy weszłam na główną polane obozu podeszła do mnie Lawendowy Płatek.
- No gdzieś ty była? – Zapytała mnie z wyrzutem i obrzuciła lekko zdenerwowanym spojrzeniem (Wiem, że to zdanie niema za bardzo sensu…).
- Byłam nazbierać pajęczyny, bo nasza się skończyła. – Powiedziałam do Medyczki, ale mówiąc to takim tonem, jakby było to, oczywiste… Bo umówmy się, to było oczywiste.
- To, czemu cię nie było tak długo? – Zapytała mnie, ale ja tylko przewróciłam oczami i westchnęłam.
- Nieważne. – Rzuciła do mnie moja dawna mentorka. – Orla Łapa jest w naszym legowisku. – Powiedziała do mnie.
- Tak? – Zapytałam. – A co się stało? – Dodałam zaraz potem.
- Krew z Nosa. – Odpowiedziała mi krótko, ale nie dokładnie.
- Ale z nosa, bo ma rozcięty nos czy… - Zapytałam, ale nie zdążyłam dokończyć, bo Lawenda mi przerwała.
- Nie wiem, nie sprawdzałam, lecz poszłam po ciebie, bo jak zauważyłaś, nie mamy pajęczyny. – Powiedziała, a potem obie, poszłyśmy, do naszego legowiska.
- Ach i jeszcze jedno, sprawdzę dziś, ile pamiętasz, ze szkolenia. – Powiedziała do mnie.
- Czyli? – Zapytałam, nie do końca, rozumiejąc, o co chodzi, Czy ona mi nie ufa?
- Nie chodzi to, że ci nie ufam. – Powiedziała, bo oczywiście wiedziała, czym się martwię. – Po prostu, chcę sprawdzić, czy wszystko pamiętasz, więc Orlą Łapą, zajmiesz się sama. – Powiedziała. – A i jeszcze jedno. – Powiedziała, a jej słowa, wywołały we mnie, nieuzasadnione obawy. – Czy między tobą a Orlą Łapą relację są czysto przyjacielskie? – Zapytała. – Tak… ale my nawet nie jesteśmy przyjaciółmi… no a może jednak jesteśmy… ale nic więcej. – Odpowiedziałam. Z jednej strony rozumiałam jej obawy, ale z drugiej… On jest o wiele młodszy! A ja jestem medyczką, jak ona mogła tak pomyśleć! Gdy weszłyśmy, do legowiska, podeszłam do Orła.
- Witaj Orzełku, co się stało? – Zapytałam.

<Orł? Burza jest, nieco wkurzona, podejrzeniem (Mylnym podejrzeniem) Lawendy, więc najmilsza, nie będzie, ale chętnie wysłucha orła>

02 lutego 2018

Od Burzowego Futra

Szłam przez las, ciepły wiatr owiewał moje długie niebieskawe futerko. Cieszyłam się, że Orla Łapa wraca do treningów, ze swoim mentorem, Nadal martwiła mnie groźba nadchodzącej burzy. Nim się obejrzałam nadeszła pora szczytowania słońca, Gdy chciałam już wracać, zobaczyłam, że jestem blisko granicy z klanem klifu… Ale nie na byle jakim końcu granicy, co to, to nie, to było to miejsce, w którym kilka naście księżyców temu spadłam z Różaną łapą na tereny klanu klifu.
- Och... – Westchnęłam. – Jak wspaniałe były tamte dni… Ale to już nie wróci… Nic nie cofnie błędu Milczącej Gwiazdy… Nic nie ożywi Palącego Pioruna i Paprociowego Kwiatu… Nic… Nic… - W tym miejscu mój głos się załamał, ale po chwili kontynuowałam. – Nie ożywi mojego rodzeństwa. – Powiedziałam sama do siebie… - Wszystko się zmienia. – Powiedziałam stanowczo… i nadal do siebie.
***
Zebrałam wszystkie potrzebne mi zioła, miałam już wracać… Ostatni raz spojrzałam w stronę granicy, dostrzegłam w oddali ich patrol, nie miałam się, czego obawia, bo byłam, na naszym terenie. Opatrzyłam na granice, lecz oczami wyobraźni widziałam mnie jako ucznia i Różaną Łapę zbierające zioła. Nagle ni stąd, ni z owąd pojawiła się Lawenda.
- Dość już tych sentymentów. – Powiedziała stanowczo. – Nie da się cofnąć czasu i ty o tym dobrze wiesz. – Powiedziała, oczywiście jako medyczka doskonale wiedziała, o czym myślę…

30 stycznia 2018

Od Burzowego Futra C.D Orlej Łapy

Gdy się obróciłam zobaczyłam że do legowiska weszły Popielata Łapa wraz z Sójcza Łapa.
- Możemy porozmawiać z Orlą Łapą. – Zapytała mnie Popielata Łapa.
- Teraz tak. – Powiedziałam do młodszej kotki. – To ja was zostawię. – Powiedziałam.
- A co z moim treningiem? – Zapytał mnie orla łapa z nadzieją w oczach.
- Nie wiem… - Przyznałam ze smutkiem. -Ale postaram się dowiedzieć. – Powiedziałam na pocieszenie.
***
Weszłam do legowiska siostry Orlej Łapy właśnie wychodziły, Z tego co się dowiedziałam Orla Łapa powinien wrócić do treningu za około księżyc choć to nic pewnego. Poszłam w stronę Orzełka by mu to przekazać. Dręczyła mnie jeszcze jedna sprawa wtedy gdy spytałam go o co chodzi a on odpowiedział że ma słabe kontakty z siostrami ale… czy na pewno o to chodzi?
- Orla Łapo… - Zaczęłam niepewnie. – To jeszcze nic pewnego ale chyba za księżyc lub dwa powinieneś wrócić do treningów o ile z twoją łapą nie będzie gorzej oczywiście. – Powiedziałam do Orzełka ale jeszcze jedna sprawa nie dawała mi spokoju
- Powiedz Orzełku czy na pewno chodziło o twoje kontakty z siostrami? – Zapytałam. – Wiesz że możesz mi zaufać.- Dodałam pośpiesznie.

<Orł? Burza zdobyła umiejętności psychologa>

28 stycznia 2018

Od Burzowego Futra CD Borsuczego Gońca

Zastanowiłam się chwile nad odpowiedzią, lecz po krótkim namyśle, odpowiedziałam.
- Najgorszy ból już za tobą. – Powiedziałam nieco wymijająco… bo odpowiedź wyleciała mi z głowy.
- Ale… ile to będzie boleć? – Zapytał mnie Borsuczy Goniec. W głowie miałam kompletną pustkę, z nadzieją spojrzałam na Lawendowy Płatek. Ona od razu wiedziała, o co mi chodzi.
- Całkowicie powinno przejść do wieczora, ale już za niedługo ból nie będzie ci, przeszkadzał. – Powiedziała medyczka, patrząc na, Borsuczego Gońca. Jego oczy zdradzały, że nie na taką odpowiedź liczył. Gdy się pożegnaliśmy, Lawendowy Płatek, powiedziała.
- Co to miało znaczyć?! – Wypaliła do mnie moja dawna mentorka. Patrząc mi, głęboko w oczy.
- No ja... Znaczy… - Jąkałam się, nie mogąc ani wydusić słowa. – Zapomniałam. – Powiedziałam nieco zażenowana moją pomyłką.
- Och… - Westchnęła bezsilnie Lawendowy Płatek.
- Miałam szczęście, że tu byłaś. – Powiedziałam do medyczki z lekkim uśmiechem.
- Ale mnie tu zawsze nie będzie… - Zauważyła medyczka (No niestety słusznie…)
- Ale jesteś teraz i to się liczy. – Powiedziałam, chcąc uniknąć tematu, „Co będzie, jeśli jej zabraknie” Szczerze… nawet nie chce o tym myśleć, bo... Chyba bym tego nie wytrzymała.
- A swoją drogą… o co chodziło z tą dżdżownicą? – Zapytałam. Potem obie usiadłyśmy wygodnie w legowisku, a wtedy Lawenda zaczęła opowieść.
- Więc, zaczęło się tak…
*** (Po tej bardzo… Bardzo… fascynującej opowieści)
- Ten temat przypomniał mi, że muszę z nim porozmawiać o Różanym Polu… - Powiedziała medyczka klanu wilka. A potem dodała. -Bo jeszcze dostanie jakiegoś ataku. – Mówiąc to, lekko zachichotała, właściwie ja też się zaśmiałam.
- No to bardzo możliwe, wnioskując po jego reakcji, jak się dowiedział, że jego córka jest w ciąży. – Powiedziałam do Lawendy. – A może ja z nim o tym porozmawiam? – Zapytałam starszej kotki.
- To chyba dobry pomysł. - Powiedziała do mnie.
- Więc idę go poszukać… - Powiedziałam, a potem wyszłam.
<Borsuk?>

27 stycznia 2018

Od Burzowego Futra

Obudziłam się w kiepskim nastroju, promienie słoneczne padały na moje długie niebieskie futerko. Wychyliła głowę z legowiska, polana tętniła życiem, była pora nowych liści, ciepło i słońce było na porządku dziennym… Ale ta przepowiednia nie dawał mi spokoju „Nadchodzi Burza” te słowa chodziły za mną krok w krok, zastanawiałam się nad jej sensem a może to ostrzeżenie przed klanem Burzy? Nie to na pewno nie to… powietrze robi się coraz bardziej duszne jedynie odrobinkę... ale jednak, a to zawsze zwiastuje burze. Nadchodzi burza i to jest fakt. Pójdę jeszcze, do Różanego Pola zobaczyć co u niej, w końcu jest partnerką mojego brata…
***
- Witaj Różane Pole. – Rzuciłam do młodej kotki, choć jakby się zastanowić to było o księżyc starsza ode mnie… Moje rozmyślanie przerwał jej głos.
- Witaj Burzowe Futro. – Powiedziała niebieskooka koteczka. – Coś się stało? – Zapytała.
- Nie, nie. – po prostu chciałam porozmawiać.
***
Poszłam do siebie, była pora szczytowania słońca, Lawendowy Płatek układała zioła, a Orla Łapa się zdrzemnął.
- Witaj Burzowe Futro. – usłyszałam za sobą. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam…

<Ktoś z wilka?>