BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Topikowa Łapa x Spieniona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Topikowa Łapa x Spieniona Łapa. Pokaż wszystkie posty

14 stycznia 2024

Od Topikowej Głębiny CD. Spienionej Łapy (Spienionego Nurtu)

 *jakiś czas temu*

Cieszył się bardzo, że dostąpił zaszczytu zostania asystentem medyka. Chociaż tak naprawdę to, że został asystentem nie zmieniło podejścia kotów do niego, czego tak właściwie nie rozumiał. Gdyby faktycznie był taki zły i głupi za jakiego go co poniektórzy mieli, to Klan Gwiazdy na pewno nie pozwoliłby mu ukończyć treningu. Na pewno nie pozwoliliby mu również wejść do groty i nie zesłali by mu snu. Strasznego snu, który do tej pory spędzał mu sen z powiek. Tak naprawdę wolałby, aby Gwiezdni byli bardziej precyzyjni w trakcie przestrzegania kocich klanów, ale cóż mógł poradzić na ich sposób komunikacji.
W tej chwili zajmował się porządkami w legowisku pod nieobecność pozostałych kotów, gdy w wejściu dostrzegł liliowe futro starszej od niego kotki.
— Topikowa Głębino. Gratuluję nowego imienia i stanowiska, niech Gwiezdny Klan rozświetla ci drogę — pozdrowiła go z uśmiechem, na co młody asystent się rozpromienił — Nie przeszkadzam, prawda?
Mimo uśmiechu na pysku, w sercu poczuł ukłucie przez fakt, że mało kotów pogratulowało mu zdobycia nowego imienia. Częściej niż to słyszał szepty starszych zastanawiających się jakim cudem ktoś taki jak on był nadal medykiem, kiedyś uczniem, a teraz asystentem. Również nie omieszkali nabijać się z jego drugiego członu, od jednej z kotek nawet usłyszał, że ta "Głębina" to będzie miejsce, w którym w końcu sczeźnie. A Spieniona Łapa była inna niż większość kotek w Klanie Nocy, była przede wszystkim miła. Jej siostry powinny brać z niej przykład.
— N...nie, skąd ten pomysł — odezwał się spokojnym głosem przyglądając się córce Sroczego Lotu po tym jak się z nią przywitał, chcąc ocenić czy jej coś dolega — Tylko zajmuję się wymianą mchu. Właściwie już skończyłem, więc będę mógł się tobą zająć. — zerknął na stary mech u swych łapek, po czym go lekko odepchnął w stronę wyjścia. Nie mógł pozwolić, aby córka Sroki czekała na badanie, no chyba że chciałaby podpaść czarno-białej bardziej niż teraz. Mech mógł poczekać, liliowa nie powinna — Bo coś ci dolega, prawda? — spytał podchodząc bliżej do kocicy i wtedy dostrzegł też małe otarcia na jej pysku — Och.
— To nic takiego. Rany nie są głębokie, nie było krwi. Tylko trochę piecze. Popiecze i przestanie — mówiąc to uśmiechnęła się szerzej do czekoladowego, jakby chcąc go przekonać, że to nic takiego i nie powinien sobie tym zawracać głowy 
W przeciwieństwie do uczennicy, Topik był zmartwiony. Poprosił o dokładne streszczenie wydarzeń, dodatkowo starał się dowiedzieć na jaki krzew Pianka upadła, jednak kotka nie była w stanie go nazwać. Był to swego rodzaju problem. Bo co jeśli była to jakaś trująca roślina, która przez sam kontakt liści ze skórą mogła przekazać toksyny do ciała kota? 
— Twoja mama dobrze zrobiła, każąc ci zajrzeć do legowiska medyków. Nie wolno lekceważyć najmniejszego zadraśnięcia, w szczególności łap i pyska. — pouczył Spienioną Łapę — Tylko ja się tobą zajmę dobrze? Bo nie wiem kiedy wróci Strzyżykowy Promyk i Rozbita Łapa, a lepiej działać od razu. — mówiąc to nakazał już po chwili pacjentce zająć jedno z wolnych legowisk, a sam udał się po świeży mech, aby przeczyścić skaleczenia — A, i jakby twoja mama pytała, to powiedz, że Strzyżykowy Promyk się tobą zajęła... — wymiauczał spoglądając na liliowa przez ramię. Bo może i Pianka nie miała obiekcji do tego, aby wyleczył ją sam asystent medyka, to jej matka już mogła mieć. Nawet jeśli dzięki szybkiemu działaniu mógł ograniczyć rozwój możliwej infekcji.

***

Topikowa Głębina stawiał powoli krok za krokiem na lodzie, który był naturalnym mostem łączącym obóz, na której znajdowała się wysepka, z lądem. Dzięki temu mógł w teorii na spokojnie przemieszczać się, nie musząc skakać po kamieniach, bądź prosić jakiegoś innego wojownika o pomoc w przedostaniu się na drugą stronę. Jednak z tyłu głowy obawiał się, że lód mógłby nie wytrzymać jego ciężaru. Ilekroć poruszyła się po nim, nim wszedł na taflę lodu, modlił się do Klanu Gwiazdy prosząc, aby ci pozwolili mu bezpiecznie wypełniać jego obowiązki. 
Tak też było i dzisiaj, kiedy to wracał z samej granicy z Klanem Klifu i Klanem Burzy z potrzebnymi asortymentami. Niektóre z nich trzymał ogonkiem, owijając go wokół nich, inne w pyszczku. Miał właśnie ruszać w drogę powrotną, gdy na przewróconym drzewie dostrzegła siedzącą wojowniczkę, która przypatrywała mu się, zapewne zaciekawiona co tam dźwiga z powrotem do klanu. 
— Dzień dobry, Spieniony Nurcie! — miauknął odkładając na bok patyk owinięty miękkim materiałem, który według medyka mógł się do czegoś w przyszłości przydać. 
— Dzień dobry. — odmiauknęła, a jej zielone oczęta przeskakiwały to na patyk u łap kocura, to na ogon, którym trzymał pozostałe przedmioty — Co takiego dźwigasz? Potrzebujesz pomocy? 
Skoro kotka tu była, to znaczyło, że została wyznaczona do patrolowania granicy. A skoro tak, to pewnie ktoś musiał jej jeszcze towarzyszyć. I nie mylił się, bo już po chwili dostrzegł swój największy koszmar w postaci Tuptającej Gęsi, która znalazła się u boku swojej siostry. Nie miał zielonego pojęcia jak te dwie kotki, mogły być ze sobą spokrewnione. Wniosek był jeden, tak jak Gąska wdała się w swoją matkę, Pianka musiała na całe szczęście dla siebie odziedziczyć charakter i wygląd po ojcu. Ojcu, o którym żaden klanowy kot nie słyszał, a Topika coraz bardziej interesował temat samotnych królowych bez partnerów w Klanie Nocy, bo już kilka księżyców temu Strzyżykowy Promyk mu zdążyła wyjaśnić, że nie ważne jak dwie kotki będą się kochały, nigdy im dane nie będzie mieć własnego biologicznego potomstwa, kręcąc zawiedziona przy tym głową, że jej uczeń wpadł na taką głupotę. Więc jego teoria na temat drugiego rodzica czterech kocic została obalona. Co za tym szło, Makowe Pole nie mogła być prawdziwym rodzicem kociąt Pszczelej Dumy, nawet jeśli jedno z nich było do niej bardzo podobne, co było kolejną zagwozdką dla syna Źródlanego Dzwonka. Bo do czasu poważnej rozmowy ze swoją mentorką nawet tego nie kwestionował.
— Tak... Czy mogłabyś mi pomóc w dostarczaniu tych rzeczy do klanu? — odezwał się miło, mając nadzieję, że Spieniony Nurt nie zmieni względem niego swojego zachowania, tylko dlatego, że znajduję się w towarzystwie swojej zepsutej siostry, z którą asystent nie chciał nawiązywać kontaktu wzrokowego. Wystarczyło, że czuł jak ta wywierca mu w boku dziurę spojrzeniem. Jeszcze tylko brakowało, aby czarno-biała zaczęła na niego krzyczeć bezpodstawnie, jak to zrobiła jakiś czas temu w legowisku — Proszę... 

<Pianko?>

31 października 2023

Od Spienionej Łapy CD. Topikowej Łapy (Topikowej Głębiny)

 Spieniona Łapa przyglądała się z zainteresowaniem legowisku medyków. Tak naprawdę nigdy nie miała okazji dobrze przyjrzeć się temu miejscu, choć może to i dobrze. Z reguły jej jedyne wizyty tutaj polegały tylko na przekazaniu jakichś informacji Strzyżykowymi Promykowi lub przyprowadzeniu młodszych uczniów po niefortunnym wypadku. Dwa wielkie głazy opierały się o sobie, dając niewielką jamę, wypełnioną zapachem przeróżnych ziół. Smugi światła wpadające przez dziury między gałęziami oświetlały to miejsce w bajeczny sposób. Jednak wzrok Pianki mimo ciekawości ciągle wędrował w kierunku jej prawej łapy. Westchnęła, kolejny raz w przeciągu paru bić serca, na widok ugryzienia. Czas niestety nie sprawiał, że była bardziej przyzwyczajona do widoku. Była nawet pewna, że odczuwała jedynie coraz większe obrzydzenie. A łapa puchła coraz bardziej, coraz gorzej też wyglądały ślady tych małych ząbków. Uh, szczury. Nigdy nie lubiła tych parszywych mordek, ale teraz miała do tego podstawy. Ugryzienie swędziało ją i piekło jednocześnie. Miała ochotę mieć już to za sobą, ale nie chciała też wyjść na słabą. Dlatego znowu poderwała wzrok do góry i utkwiła go w tunelu do składzika. Gdzie zgubił się ten kocurek? Była bardzo bliska pozbycia się problemu wraz z całą łapą, a to skończyłoby się bardzo źle, zważywszy na jej umiejętności amputacyjne. 
— Topikowa Łapo! — krzyknęła nagle medyczka, jak gdyby czytając jej w myślach. Pianka ze zmarszczonymi brwiami patrzyła na kroki czekoladowego kocurka, który wreszcie wyłonił się zza gałęzi. Wyraz jej pyszczka złagodniał dopiero po spotkaniu jego spojrzenia. Wyglądał, jakby co najmniej to on został ugryziony przez szczura na porannym patrolu, a nie ona. 
— Wróciłem Spieniona Łapo, przepraszam, że musiałaś czekać… — wybąkał kocur. Spieniona podążała wzrokiem za każdym jego ruchem. Wyglądał, jakby szedł na stracenie. Być może czynność nakładania tej dziwnej papki była dla niego równie okropną wizją. Kotka nie potrafiła tego pojąć. W końcu był uczniem medyka, pewnie robił to codziennie, prawda? Chciała go o to zapytać, ale ten cały czas coś mówił, dlatego zdecydowała się mu nie przerywać. — …nie będzie ci przeszkadzać, że cię dotknę?
— Oczywiście, że nie — zaśmiała się Pianka cichutko, pochylając się bardziej ku kocurowi — tak naprawdę, to bardzo by mi to ulżyło. Bo widzisz, ta łapa naprawdę, naprawdę piecze i wolę mieć to już za sobą. Dla ciebie może wydawać się to łatwe, ale ja żadnego doświadczenia nie mam. Jeszcze bym sobie zaszkodziła nakładając to… coś, sama. 
Uśmiechnęła się ciepło do Topikowej Łapy. Jego oczy rozszerzyły się nieznacznie, zanim kiwnął pospiesznie głową i zaczął nakładać papkę. Wokół nich panował gwar, ale Pianka nie zwracała na to uwagi. Coś ciekawiło ją w jego mowie ciała. 
— Właściwie to zawsze mnie to zastanawiało… dlaczego chcesz zostać medykiem? 
Kocur przerwał to, co aktualnie robił i spojrzał się na nią ze zmarszczonymi brwiami i uszami lekko położonymi po sobie. Pianka momentalnie nieco się skuliła, a gdyby tylko mogła to pewnie byłaby też czerwona jak burak. Nie wpadła nawet na to, jak mogło zabrzmieć to pytanie! Pewnie wyszła teraz na strasznie niegrzeczną i jeszcze zniesmaczy do siebie biednego ucznia, który wykonuje tylko swoją pracę. Cisza dłużyła się niemiłosiernie, choć w rzeczywistości trwała zaledwie parę bić serca. Kotka w końcu zdobyła na nowo język w gębie i wypaliła:
— Przepraszam! To pewnie coś osobistego! Nie powinnam się tak dopytywać… 
Jej słowa zamiast uspokoić Topikową Łapę to jeszcze bardziej wykrzywiły jego pysk. No nie. Teraz to na pewno już nigdy go do siebie nie przekonam — zmartwiła się. Ze swojego zdenerwowania nie zauważyła nawet, że to wcale nie ona była najbardziej zestresowana tą sytuacją z ich dwójki.
— Ach, nie, nie… to nic takiego… nie musisz przepraszać — zaczął bełkotać, jednocześnie wznawiając nakładanie tej ohydnie wyglądającej papki. — Po prostu nie spodziewałem się, że zadasz mi nagle takie pytanie… właściwie to mógłbym spytać o to samo. Dla mnie zostanie medykiem było… oczywiste. 
— Oczywiste? Zazwyczaj jest raczej na odwrót.
Ach, nigdy nie potrafiła ugryźć się w język! Jednak konwersacja zmierzała w naprawdę interesującym kierunku i bynajmniej nie tak niezręcznym, jak pierwsze chwile ich spotkania. Trudno było oprzeć się pokusie porozmawiania trochę więcej z kimś, z kim rzadko miało okazję to zrobić. Właściwie było to dla niej co najmniej dziwne. Nawet w żłobku nigdy nie miała okazji bliżej go poznać. Nie zdawała sobie z tego sprawy, aż do tego momentu.
— Nie odnalazłbym się jako wojownik… dlatego najlepszym wyjściem dla mnie było zostać medykiem. Czyli było to w pewien sposób oczywiste. I mogę też pomagać innym, tak jak teraz… — odparł. Spienionej zdawało się nawet, że ujrzała cień uśmiechu na jego pyszczku, choć pod tym kątem nie mogła być pewna. 
— Bardzo podziwiam medyków — przyznała, uśmiechając się delikatnie do kocura. — Chociaż tak jak mówiłeś, dla mnie zostanie wojowniczką była tak oczywista, jak dla ciebie zostanie medykiem. Nie zamieniłabym mojej przyszłości na nic w świecie. 
Kocurek spojrzał na nią w taki sposób, że nie była w stanie go odczytać. W każdym razie nie wyglądał już na tak wypłoszonego, jak przedtem, co podniosło ją na duchu. 
— Gotowe — powiedział, odsuwając się wreszcie od jej łapy. O dziwo przestała piec już tak bardzo jak jeszcze chwilę temu. Odetchnęła, od razu czując się lepiej. Nadal nie miała tyle energii co zawsze, ale przynajmniej nie czuła już chęci odrąbania sobie łapy przy najbliżej okazji. 
— Dziękuję.
— Widzę, że już opatrzyłeś ranę Spienionej Łapy, Topikowa Łapo — usłyszała za sobą melodyjny głos Strzyżykowego Promyka. Kocur kiwnął głową. Za to Pianka obróciła się, by spojrzeć na medyczkę. W tym całym hałasie nie usłyszała nawet, jak się do nich zbliża. — Teraz wszystko zależy już od twojego ciała. Z twojej strony najważniejsze będzie dużo odpoczywać.
— Odpoczywać? Co w takim razie z treningiem? — zapytała, mimowolnie uderzając ogonem o ziemię. 
— Najpierw rana musi się zagoić. Nie chcemy, żeby wdało się zakażenie. Odpuszczenie treningów do tego czasu będzie opłacało się o wiele bardziej, niż nieustanne otwieranie rany lub większe komplikacje przez nieuwagę.
Spieniona nie dała po sobie poznać jak bardzo dotknęła ją ta wiadomość. Znajdowała się tak właściwie na półmetku, a mianowanie nie było już tak odległą przyszłością. To było tak jak zrezygnować z piszczki, mając ją już pod łapą. Przygryzła policzek od wewnątrz, powstrzymując się od okazania jakichkolwiek emocji. Kiwnęła powoli głową. 
— Rozumiem. Jeszcze raz dziękuję za opatrzenie rany. Do widzenia, Strzyżykowy Promyku. Na razie, Topikowa Łapo. 
Jeszcze raz kiwnęła obydwóm na pożegnanie, po czym obróciła się i wyszła.

*jakiś czas później*

Czas dłużył się nieubłaganie, kiedy jedynym co się robiło to siedziało w swoim legowisku dniami i nocami, a w najlepszym wypadku wymieniało się mech starszyźnie. Czuła się, jak uczeń, który coś nabroił i dostał przez to szlaban na wychodzenie z obozu. Nigdy jeszcze nie przeżyła czegoś takiego. Z reguły była zdrowa jak ryba. Rzadko łapała przeziębienia i inne dolegliwości. A ten szczur… najgorsze co jej się przytrafiło! Przeklinała nieustannie wszystkie szczury! 
Na szczęście rana zagoiła się bez żadnych większych komplikacji, a Pianka po pozwoleniu medyczki powróciła do zwykłej rutyny. Znaczy, tak można by było powiedzieć. Gdyby nie fakt, że zarówno Gąska, jak i Wir zostały już mianowane, przez co w legowisku uczniów została tylko ona z Kotewką. Po przegranym zakładzie nastrój był bardzo posępny, choć żadna z nich nie chciała otwarcie przyznać z jakiego powodu. 
Sroczy Lot musiała być bardzo dumna z córek, które tak szybko zostały wojowniczkami. Ta myśl sprawiała, że miała trudność spojrzeć starszej kotce w oczy. 
Nie oznaczało to jednak, że wpadła w dołek. Ba, raczej wydarzyło się coś zupełnie odwrotnego. Jeszcze bardziej się spięła i brała na siebie jeszcze więcej niż przedtem. W przeciwieństwie do sióstr nie miała uprzywilejowanej pozycji na starcie, jako jedyna nie czarno-biała kotka w miocie. Musiała wziąć się w garść, by je dogonić. Chyba tak również myślała jej mentorka, która przyspieszyła tempa na treningach.
— Idzie ci coraz lepiej! — wykrzyknęła Sroka, kiedy Pianka wspinała się coraz wyżej po nieco kołyszącym się drzewie. Przyszła odwilż, a kora nie była już tak śliska jak przedtem, dlatego wznowiły naukę wspominania się po drzewach. 
Porywisty wiatr szarpał jej futro. Zmarszczyła nos. Mimo nadchodzącej Pory Nowych Liści, poranne powietrze nadal szczypało ją w pysk. Szczególnie na takiej wysokości. Mogła prawie wyjrzeć ponad korony drzew i wypatrzeć najbardziej rozpoznawalne miejsca.
— Dobrze, teraz spróbuj zejść na dół. To będzie trochę trudniejsze niż wchodzenie — instruowała ją mentorka. Pianka spojrzała na nią kątem oka i mimowolnie tego pożałowała. Znajdowała się naprawdę wysoko. Wzięła głęboki wdech i zaczęła schodzić. Krok po kroku. — Uważaj, Spieniona Łapo! Zerwał się mocniejszy wiatr, spróbuj od razu skoczyć!
Zawahała się i w tym samym momencie poczuła, jak osuwa się z gałęzi. Serce zabiło jej szybciej. Na szczęście znajdowała się już blisko ziemi, dlatego udało jej się spaść na cztery łapy. Szkoda tylko, że wprost na jakiś krzew, który trochę poprzecinał jej pyszczek. 
— Aj… — wymamrotała, przejeżdżając łapą po pyszczku. Przyjrzała się dokładnie opuszkom, ale nie dostrzegła śladów krwi. Uf, najwyraźniej nie było to nic poważnego. Popiecze, popiecze i przestanie.
— Wszystko w porządku, Spieniona Łapo? Zraniłaś się? — spytała Sroka, która momentalnie znalazła się przy jej boku. 
— Nic poważnego — odparła, przygryzając pyszczek. Sroczy Lot zmarszczyła brwi, przyglądając się swojej córce. Pianka nieco speszyła się pod jej spojrzeniem, ale nie odwróciła wzroku. Zamiast tego uśmiechnęła się delikatnie. — Daję słowo.
— No dobrze, ale i tak powinnaś pójść do Strzyżykowego Promyka, żeby się tobie przyjrzała. Lepiej dmuchać na zimne. A na dzisiaj zakończymy trening, słońce już chyli się ku zachodowi.
Pianka na jej słowa skierowała wzrok na niebo. Faktycznie, błękit przeplatał się już z fioletami i różami. Odwilż sprowadzała ciepło, ale wypełniony mrokiem las zawsze przyprawiał o dreszcze. Szybko udały się w kierunku obozu.
Po przybyciu do obozu i pożegnaniu się ze Sroczym Lotem, jej kroki od razu poprowadziły ją w kierunku legowiska medyków. Nie chciała ignorować słów swojej mamy. Tym bardziej, że czuła na sobie jej spojrzenie.
W legowisku zastała jedynie Topika, który krzątał się to tu, to tam, robiąc nie wiadomo co. Najpewniej coś ważnego. Reszty medyków nie widziała, ale właściwie jej to nie zdziwiło. Rzadko kiedy mieli czas odpocząć. Nowo zebrane zioła były zawsze potrzebne, nawet ona o tym wiedziała. Najpewniej wyruszyli w poszukiwaniu czegoś, czego nazwy nigdy nie słyszała.
— Topikowa Głębino. Gratuluję nowego imienia i stanowiska, niech Gwiezdny Klan rozświetla ci drogę — pozdrowiła go z uśmiechem, mimo ukłucia w sercu. Nawet on nosił już prawdziwie dorosłe imię, kiedy ona nadal musiała zadowolić się członem Łapy. Szybko odgoniła od siebie te myśli. Powinna cieszyć się z sukcesu jednego z członków Klanu. Zazdrość zwyczajnie do niej nie pasowała. — Nie przeszkadzam, prawda?

<Topiku?>

[1688 słów + nauka wspinania się na drzewa]
[Przyznano 39%]

06 października 2023

Od Topikowej Łapy do Spienionej Łapy

 Topikowa Łapa przyglądał się smutnym wzrokiem prawie, że opustoszałemu składzikowi. Pora nagich drzew uniemożliwiła im uzupełnienie zapasów ziół, które każdego kolejnego dnia coraz bardziej się wykruszały. Czuł się winny, że odrobinę przyczynił się do uszczuplenia zapasów medyczki. Lecz to nie było jedno z zmartwień, które zaprzątały mu głowę. Odkąd Rozbita Łapa został mianowany na ucznia, i to w dodatku medyka, Topik przestał się czuć pewnie i bezpiecznie w azylu medyków. Gdy sytuacja od tego nie wymagała, chciał trzymać się jak najdalej od czarno-białego. Jednak nie mógł. Sroczy Lot dała mu proste zadanie, jakim było wyleczenie syna Zajęczej Troski. Tylko jak miał on wyleczyć kogoś, kto był opętany? On się szkolił na medyka, a nie na... sam nie wiedział kim powinien być, by wypędzać złe duchy, które zatruły umysł i duszę kocura. To zadanie nie było wykonalne na tę chwilę, i nie miał pewności czy kiedykolwiek uda mu się sprawić, aby młodszy Nocniak wyzdrowiał. Mimo, że bardzo by tego chciał. Bo te jego napady sprawiały, że czekoladowy źle sypiał - przed oczami miał to rozbiegane spojrzenie towarzysza, a w uszach dźwięczył jego głos. Starał się z nim jakoś koegzystować, ale wymagało to od syna Gawroniego Obłędu sporego poświęcenia. Nie był w końcu odważny, a nawet najmniejszy gwałtowny ruch sprawiał, że jego sierść się jeżyła na karku. 
— Topikowa Łapo! 
Wzdrygnął się, gdy usłyszał głos medyczki. No tak, mieli spory ruch w legowisku, więc nie powinien zwlekać z zajęciem się pacjentami.
— J-już idę! — zawołał, przypominając sobie po co tak naprawdę tu przyszedł
Pośpiesznie odszukał wzrokiem korzeń łopianu, jak i również dziki czosnek. Potrzebował jednej z tych rzeczy. Jak tego drugiego nie mógł wcale zlokalizować, tak na całe szczęście udało mu się znaleźć korzeń znajdujący się w kupce pozostałych ziół, był przykrytymi nimi. 
Po umyciu go i przeżyciu go na papkę, zbliżył się do Spienionej Łapy. Rzadko z nią rozmawiał, w końcu była siostrą Kotewkowej Łapy i reszty czarno-białych kotek, więc pewnie tak jak i one krzywo patrzyła na takich jak on. A nawet jeśli nie, to pewnie jakby się próbował z nią zaprzyjaźnić czy najzwyczajniej w świecie porozmawiać o czymś, czymś innym niż rozmowa medyk-pacjent, to zaraz by spotkał się z nieprzychylnym spojrzeniem zastępczyni i innych kotek. Może nawet mogłaby go zdegradować ze stanowiska ucznia medyka? Nie chciał tego.
— Wróciłem Spieniona Łapo, przepraszam, że musiałaś czekać... — Nie śmiał wyznać, że ich składzik świecił pustkami, i na całe szczęście dla liliowej udało mu się znaleźć jeden jedyny korzeń w legowisku medyka — Będę musiał położyć tę papkę na twoją ranę... Nie będzie ci przeszkadzać, że cię dotknę? — zapytał, woląc uzyskać zgodę uczennicy przed tym — Chyba, że wolisz sama ją nałożyć... — szepnął nieśmiało — Albo może wolisz, żeby Rozbita Łapa się tobą zajął, bo wiesz... może i jest trochę dziwny, ale uczy się pilnie, jest czarno-biały, no i przede wszystkim nie pochodzi z błota....
Sam nie wiedział co plecie, ale ilekroć przyszło mu leczyć córki bicolor, to czuł się jakby szedł na ścięcie. A jak na złość, te w ostatnim czasie jedna po drugiej coś chorowały, albo doświadczyły skaleczenia. Oczywiście jak przystało na ucznia medyka, pomagał im, ale nie chciał się narzucać i zrobić czegoś czego by nie chciały, aby zrobił. Znał swoje miejsce w klanie.

WYLECZENI: Spieniona Łapa 

<Pianko?>
[trening med 532 słów]
[Przyznano 11%]