BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśniowa Stokrotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśniowa Stokrotka. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2026

Od Baśniowej Stokrotki do Niedźwiedziówkowego Pyłu

Zielonkawy liść musnął konar drzewa, lądując na grzbiecie kremowej samotniczki. Stokrotka pośpiesznie strzepnęła go z siebie, dekoncentrując się przy tym na polowaniu. Wiatr mierzwił raz po raz jej futro czy wibrysy. Cisza w dennym lesie była tak głośna, że nawet kotka mogła usłyszeć ciche krążenie krwi w jej uchu. Jej klatka piersiowa opadała mozolnie, a nabranie jednego wdechu było trudne. Całe ciało kocicy było w opatrunkach, oblepione pajęczynami i wszystkim, czym tylko się dało, byle by zakryć głębokie otwory, których nie zagoiliby nawet najlepsi medycy. Odruchowo samotniczka trzepnęła ogonem o ziemię, próbując odwrócić uwagę zwierzyny od ucieczki. Maleńki drozd pazurkami zaczął skrobać o orzecha, próbując go rozłupać. Kot bezgłośnie zasyczał, bezszelestnie skradając się do ofiary, naprężając mięśnie i starając się nie nadepnąć na pojedynczą gałązkę. Z trudem kocica zgięła się w łuk, chcąc doskoczyć do ptaszka. Kiedy jej łapy oderwały się od ziemi, malutkie ślepka drozda powoli zaczęły się zmniejszać, jego dzióbek otworzył się, a z niego wydobył się głośny pisk. Kremowo-różowe szpony uniosły się w górę, a brązowe skrzydła zatrzepotały w powietrzu. Cielsko włóczęgi z hukiem uderzyło o kamienie, a Baśniowa Stokrotka otworzyła pysk, mając ochotę spłoszyć całą zwierzynę w lesie, żeby być jeszcze sprawną. Kolejna zwierzyna uciekła jej w popłochu, a ta zawiedziona spuściła uszy w dół. Nakrapiane piórko drozda poszybowało w dół, delikatnie opadając na różowym nosie pręgowanej. Stokrotka z zażenowaniem podniosła łeb, łapiąc się o korę drzewa, żeby złapać równowagę. Z gardła kotki zaczął wydobywać się chropowaty dźwięk, jakby ta miała zwrócić kłaczek, ale z jej pyska wyleciała czerwona, lepka, szkarłatna ciecz, która wylewała się po kamieniach jak woda z wodospadu. Kiedy ostatnia kropla zleciała z jej podbródka, ta otarła pysk łapą i w napięciu odwróciła się, kierując się w stronę wąwozu. Bicolorka nie była w pełni sprawna. Dryfująca Bulwa z obawy o jej zdrowie zakazał jej polować, a nawet samodzielnie wychodzić z ich schronu, ale co mogło się jej stać. Pręgowana nie miała większego zamiaru dłużej zostawać w tej jaskini, bo czuła się tam nieswojo. Przez kilkanaście księżyców wychowywała, uczyła i żyła w Klanie Nocy. A teraz pozostało jej picie z brudnych kałuż i jedzenie tego, co wpadnie w jej łapy.
Kiedy zza drzew wyłoniła się werwa i ujście do jaskiń, Stokrotka westchnęła i oparła się ramieniem o drzewo. Przymrużyła oczy, próbując znaleźć wzrokiem zmartwionego Bulwę, ale nawet tego nie potrafiła zrobić. Zrezygnowana wyprostowała się i spojrzała na sam dół dziury. Pomachała zdeterminowana ogonem i pewnym krokiem zaczęła iść po wąskiej ścieżce na sam dół. Gdzieś w jej gardle miała uczucie, jakby miała gulę, którą próbowała przełknąć, ale z jakiegoś powodu ona dalej tam zostawała. Jej łapy w końcu dotknęły maleńkich drobinek ziemi i szorstkiej gleby, która spowijała większość terenu, który był dalszym ujściem do jaskini. Stokrotka rozejrzała się po ujściu, ale nikogo tam nie zastała. Pręgowana zamruczała pod nosem, dalej stawiając kroki w kierunku legowiska Chrząszcza. Dymny medyk coraz to rzadziej przychodził do swojego legowiska, jedynie po jedzenie i dalsze opatrywanie ran Stokrotki. Z ostrych i wilgotnych stalaktytów zaczęły spływać przejrzyste kropelki wody, które tworzyły kałuże. Baśniowa Stokrotka stanęła u progu groty, przymrużając oczy i próbując przyzwyczaić się do mroku i ciemności, które tam były. Kocica miała wrażenie, że w ciemności czają się nietoperze, albo bezwzględne lisy, których rude futro mogło mienić się w świetle słońca jak ogień. Kremowa przełknęła ślinę i oparła się o ściany jaskini, brnąc dalej. Jej kremowe futro stawało się cięższe z wilgocią, która unosiła się w powietrzu. Gdzieś dalej rozległ się szmer i stukot łap, które mogły należeć do dymnego włóczęgi.
— Ach, to ty — wymruczał Chrząszcz. Jego krótkie futro owiło się w ciemnościach, przez co kocica mogła zauważyć tylko jego żółte oczy. Kocurek prześlizgnął się za Stokrotkę i rozejrzał się po korytarzu. — Ktoś za tobą szedł? — wysyczał dymny kocurek. Baśniowa Stokrotka zdumiona pokręciła łbem, zmniejszając źrenice.
Krótkowłosy poprowadził kocicę do bladego światła, pokazując jej ciało królika z urwanymi uszami i wydłubanymi oczami.
— To drapieżnik! Jestem pewien — wysyczał wściekle. Kremowa zdezorientowana powąchała martwą ofiarę, czując zwietrzały zapach kota. Zmarszczyła niepewnie nos, mając w głowie tlące się złe przeczucia.
— Jesteś pewien? Może był na tyle stary, że skisł na miejscu, a ptaki zrobiły resztę — rzuciła. Pręgowany pokręcił głową, przyglądając się zwierzątku.
— Odchodzę — wymruczał w końcu. — Wszystkie zioła przeniosłem już do innego legowiska, daleko stąd. Niebieskie oczy Stokrotki rozszerzyły się, próbując zrozumieć, co ten przed chwilą powiedział.
— Nie możesz! Moje rany się w pełni nie zagoiły, zamierzasz nas tak zostawić? — warknęła przez zęby. Chrząszcz podejrzliwie spojrzał się w jej kierunku, zagarniając królika do siebie.
— Trzeba było o tym myśleć wcześniej — fuknął kocurek, wzruszając ramionami. Minął samotniczkę, wychodząc z jaskini.
Bicolorka westchnęła, zaciskając mocniej paluchy przy ziemi. Kocica dalej odczuwała bolesne rany po walce, a teraz nikt nie mógł jej leczyć. Baśniowa Stokrotka zebrała się z miejsca, zostawiając jaskinię pustą, z tajemniczym królikiem na półce skalnej. Wyjście z wąwozu samemu było bardzo trudne, zwłaszcza że nie było przy niej Dryfującej Bulwy. No właśnie, a gdzież on się podziewał? Zirytowana wojowniczka wspięła się po kamieniach, próbując wywęszyć odór, który niósł się od burego kocura. Światło sączyło się między gałęziami w długich, chłodnych smugach, które przecinały leśne runo i zatrzymywały się na kremowej sierści Stokrotki, kiedy ta z trudem wynurzyła się z wąwozu. Każdy jej krok pozostawiał za sobą lekko rozgarniętą ziemię i ślad, który zbyt łatwo mógł zostać odnaleziony przez kogoś, kto wiedział, czego szuka. Jej łapy drżały ledwie zauważalnie, lecz nie zatrzymała się ani razu, bo napięcie, które narastało w jej wnętrzu, było silniejsze niż ból rozlewający się pod opatrunkami, a zapach wilgoci i kamienia powoli ustępował miejsca znajomemu zapachowi lasu, który kiedyś znała tak dobrze, że potrafiła poruszać się w nim z zamkniętymi oczami. Stokrotka uniosła łeb wyżej, przymykając oczy, kiedy wiatr poruszył jej wibrysami, a wtedy poczuła coś, co natychmiast ściągnęło ją z powrotem do rzeczywistości: ciężki, ziemisty zapach, który znała aż za dobrze, nawet jeśli próbował ukryć się pod warstwą świeżego powietrza. Nie zastanawiała się długo, bo jej ciało samo podjęło decyzję, zanim zdążyła ją w pełni uformować w myślach. Ruszyła w głąb lasu, pozwalając, by trop prowadził ją między drzewami, które zdawały się zbliżać do siebie z każdym kolejnym krokiem. Bury stał pośród niskich krzewów, jego sylwetka była napięta, a ogon poruszał się powoli, zdradzając skupienie, które przerwał dopiero dźwięk jej kroków. Kocur uniósł głowę i spojrzał wprost na nią, jakby od dawna wiedział, że się pojawi.
— Baśniowa Stokrotko! — miauknął, a w jego głosie pojawiło się coś pomiędzy ulgą a irytacją, której nie próbował nawet ukryć. — Coś się stało? Dobrze wiesz, że Chrząszcz kazał ci nie wychodzić — dodał gniewnym tonem. Kremowa zwolniła dopiero tuż przed nim, a jej klatka piersiowa unosiła się nierówno, jakby każdy oddech był walką, której nie chciała przegrać przy nim.
— Chrząszcz… On znalazł inny dom, nie dokończy leczenia — odpowiedziała bez zbędnych słów. Bulwa zmarszczył lekko nos, a jego spojrzenie natychmiast się wyostrzyło.
— Jak to odszedł? — prychnął. Stokrotka odwróciła na moment wzrok, jakby obraz pustej jaskini wciąż stał jej przed oczami.
— Zabrał zioła, przeniósł wszystko, nawet te prochy z kurzu — powiedziała wolniej. Bulwa przez chwilę milczał, jakby próbował to poukładać, a jego ogon znieruchomiał całkowicie.
— Twoje rany nawet się nie zamknęły — mruknął w końcu, przyglądając się jej uważnie, zbyt uważnie, jakby dopiero teraz widział, w jakim jest stanie. Stokrotka uniosła lekko podbródek, mimo że ból natychmiast przeszył jej ciało.
— Uch! Nie rozumiesz, musimy tam wrócić! — rzuciła kremowa. Jego spojrzenie natychmiast się zmieniło, a oczy powędrowały w kierunku jej oczu.
— Do Klanu Nocy? — zapytał, a w jego głosie pojawiło się niedowierzanie.
— Nie rozumiesz? Zbyt pochopnie oceniliśmy sytuację! Musimy wrócić po Porywisty Sztorm i Trzcinowy Szmer — wymruczała z nutą desperacji w głosie. Bulwa prychnął cicho, robiąc krok bliżej, a jego cień padł na nią, jakby próbował ją zatrzymać samą swoją obecnością.
—Chcesz tam wejść i wyjść. Ba! Nawet dla mnie nie ma to sensu — powiedział, przewracając oczami. Stokrotka przez chwilę nic nie mówiła, lecz jej ogon poruszył się nisko przy ziemi, zdradzając napięcie, którego nie chciała pokazać.
— Muszę spróbować, idziesz ze mną, lub beze mnie — fuknęła, odwracając się od partnera.
“Zbyt ostro wystartowałam? Nie! Powinien wiedzieć, na czym stoimy” — oburzyła się. Ujście do jaśniejszej strony lasu, gdzie krzyżowały się tereny pomiędzy terenami niczyimi a Klanem Nocy, było widoczne, wciąż oznaczone stojącymi stokrotkami, ze wbitymi łuskami kotów. Stokrotka myślała, że byli dalej od wrogiego klanu, ale nawet to było złudne. Baśniowa Stokrotka dała nura w paprocie, czując odległe zapachy i inne widzimisię, jakie Mandarynkowa Gwiazda pozostawiła na swoich granicach. Bury ruszył tuż za nią, wpychając się w jej ogon.
Kiedy starsi przepychali się w krzakach, gdzieś zza drzew rozległ się cichy szmer, który przyprawił ich o szybsze bicie serca. Stokrotka nie poznawała tego miejsca, bo trochę czasu upłynęło, nim znowu wróciła na tereny Klanu Nocy. Najwidoczniej była gdzieś niedaleko wodospadu, który niegdyś zwiedzała. W jej uszy uderzał odgłos wody, która uderzała o kamienie. Wtedy się rozpoczęło. Bażant wybiegł z paproci, głośno gulgocząc, a za ptaszyskiem pomknęła kotka, nieco młodsza niż oni. Pręgowana dogoniła bażanta, łapiąc go za jego szyję i rozcinając mu brzuch. Dryfująca Bulwa z obrzydzeniem i zażenowaniem zakrył łapą głowę, a Baśniowa Stokrotka westchnęła.
— Popisy… — szepnęła. Prędko przeskoczyła w inne krzewy, co wywołało niestety głośniejszy dźwięk, niż to sobie wyobrażała. Kocica zaintrygowana zostawiła ptaszysko, odpychając je na bok. Jej wibrysy drgnęły, a ta postawiła pierwsze, nieco niepewnie kroki w kierunku kryjówki Stokrotki. Z pola widzenia kremowej zniknął Bulwa, czyżby stchórzył? Kiedy czarna nieznajoma była jeden ogon lisa dalej, samotniczka miała ochotę zapaść się pod ziemię. Wtedy nad jej głową rozległ się wrzask, który spłoszył najbliższą zwierzynę w lesie. Zdezorientowana pręgowana wyjrzała zza paproci i tam ujrzała Dryfującą Bulwę, stojącego nad ciałem kota.
— Mdleje! Czekaj, nie żyje! Weź coś… Co robimy?! — pisnął Bulwa. Bury schował pysk w łapach, próbując uniknąć wzroku Stokrotki na sobie.
— Jak co? No łap ją! — syknęła.
— Za co? — Kocur zdezorientowany pokręcił łbem, łapiąc kotkę za ogon.
— Nie za to! Za łapy! — Kremowa puknęła łapą głowę partnera, czując irytację. Bulwa pociągnął za pierwszą łapę, rozglądając się po bokach, myśląc, gdzie mógłby ją zostawić.
Zrezygnowana bicolorka wskazała buremu drzewo, a dokładnie gałąź. Ten westchnął, próbując ciało wygięte w łuk powiesić na gałęzi. Kremowa niepewnie zmarszczyła czoło, próbując ułożyć w głowie plan, który ocali jej dzieci.

***

Na czarnym jak smoła niebie, wyłonił się księżyc, który swym blaskiem oświetlił kawałek lasu, w którym znajdowali się porywacze pręgowanej kocicy. Samotnicy sami nie wiedzieli jak ją nazywać, jednak byli pewni, że pochodzi z Klanu Nocy, bo z jej futra unosił się odór ryb i niektórych jego członków. Czarna kocica powoli zamrugała powiekami, otwierając oczy, próbując pojąć, co się dzieje dookoła niej.
— Halo, halo, ktoś tu jest? Wielki straszny morderca zawitał! — krzyknęła kremowa samotniczka. Stanęła za drzewem, na którym znajdowała się kotka, by w razie niedogodzeń i humorzastych zachowań kotki temu zaradzić. Zdanie rozniosło się echem po lesie, co miało dodać mroczniejszego klimatu.
— Gdzie ja jestem? Wahh, puszczaj mnie, miernoto, ćwoku! — wysyczała bura przez zęby, próbując dosięgnąć swoich tylnych łap. Bulwa z przemęczenia sam puścił, próbując złapać oddech. Zażenowana Stokrotka złapała się łapą za głowę, próbując przybrać poważny wyraz pyska. Kiedy czarna kocica upadła na cztery łapy i doszła do siebie, podejrzliwie spojrzała w stronę miejsca, gdzie rzekomo można było dojrzeć Baśniową Stokrotkę.
— Morrrdercy, czego tu szukacie? — rzuciła wojowniczka, mrucząc pod nosem.
— Czego tu szukamy? — odparła Stokrotka z oburzeniem. — To mój dom, och, skarbie… Taka młoda, silna a wyrachowania wciąż brak, niczego was w tej kupie sterty i rozpaczy nie uczą? — miauknęła, liżąc się po piersi.
— Nie odpowiedziałaś mi na pytanie — warknęła.
— My tu? Wybacz, zapomniałam, o czym gadamy, ale wiem, o czym możemy pogadać — powiedziała Stokrotka. Kiedy pręgowana wojowniczka była już w pozycji do skoku na kotkę, ta rzuciła się na nią od tyłu, przygniatając ją do ziemi. Zniżyła swój ton głosu oraz opuściła pysk do jej ucha, by ta nie miała wątpliwości, co bicolorka do niej mówi.
— Wrócisz do obozu, zapłakana, wystraszona, biedna. Powiesz swojej przywódczyni, że dopóki nie odda Baśniowej Stokrotce swojej rodziny w jej łapy, ty wyjawisz na światło dzienne mały sekrecik. O tym, jak Mandarynkowa Gwiazda wysłała swego zastępcę, by ten zabił MNIE. Wszystko dotarło? — kremowa szepnęła jej do ucha.
Niedźwiedziówka zastrzygła uszami, nieco odpuszczając dotychczasowe targanie się po ziemi. Pokiwała nieznacznie głową, wciąż próbując wydostać się z uścisku włóczęgi. Kiedy ta wreszcie ją puściła, bura zrobiła fikołka do przodu, próbując nie stracić równowagi.
— Dotrzymaj słowa, a będę twoją dłużniczką — dodała Stokrotka, skinąwszy głową. — Ale jak odmówisz, osobiście cię znajdę i uduszę, a flaki będą służyć jako pokarm dla wron.
Pręgowana cofnęła się niepewnie. Odwróciwszy się w stronę kremowej, spojrzała się na nią po raz ostatni, a później zniknęła w krzakach.
— Nim miną trzy wschody słońca, mam was widzieć w Brzozowym Zagajniku! — krzyknęła na odchodne kremowa.

<Niedźwiedziówko?>

08 marca 2026

Od Baśniowej Stokrotki

[Po ucieczce Baśniowej Stokrotki i Dryfującej Bulwy]

Lepka, szkarłatna ciecz zaczęła zostawiać ślady dwójki uciekinierów, którzy z Kolorowej Łąki pomknęli do Brzozowego Zagajnika. Wojownicy wiedzieli, że nie mieli za dużo czasu, bo w obozie można było usłyszeć szmery, czy odgłosy łap, które uderzały o kamienie. Zapach wokół nich był cierpki i gorzki, co ledwo przechodziło ledwo żywej samotniczce przez nozdrza. Baśniowa Stokrotka oparta na barkach jej partnera próbowała złapać oddech, nie potykając się o własne łapy. Kocica przez chwilę nie czuła własnych kończyn. Miała wrażenie, że nie dotykają ziemi, że unoszą się gdzieś pomiędzy bólem a wolą, która nie pozwalała jej się zatrzymać. Bury wojownik stał nad nią, próbując zmusić się do noszenia jej wiotkiego ciała. Musiał jednak zacisnąć zęby, bo oboje wiedzieli, że nie mają innego wyboru. Polizał partnerkę po czole, muskając ją ogonem. Spłaszczył uszy i rozejrzał się wokół siebie. Baśniowa Stokrotka z przymrużonymi oczami spoglądała na jego ruchy warg, ale nic nie słyszała, jedynie krew pulsującą w jej uszach. Bulwa zamknął pysk i skinął do niej łbem. Szybko wycofał się i ruszył w las, zostawiając partnerkę bez opieki. Ta niepostrzeżenie zastrzygła uszami i poruszyła wibrysami, próbując obrócić się na drugi bok. Z każdą chwilą jej oddech stawał się płytszy i słabszy, bo walka z Błękitną Laguną dawała o sobie owe znaki. Po krótkiej chwili Dryfująca Bulwa wrócił z… pajęczyną na patyku. Najwyraźniej ten miał w planach opatrzyć rany wojowniczki, ale nie wiedział jak się do tego zabrać. Stokrotka przełknęła ślinę i ledwo co wstała z ziemi. Skinęła do partnera, biorąc od niego pajęczynę. Kremowa będąc jeszcze maleńkim kociakiem, uczyła się od matki medycyny. Co prawda nie było dane jej wykorzystywać jej na przestrzeni tych wielu księżyców, ale co nieco pamiętała. Rozwinęła pęd wilgotnej od rosy pajęczyn, owijając ją wokół głębokich ran kocicy. Żeby oszczędzić Dryfującej Bulwie hałasów jej piszczenia, ugryzła patyk, z którego znikała pajęczyna. Krew przenikała przez opatrunek, ale zbyt słaba, żeby samodzielnie stuknąć w ziemię i zostawić po sobie ślad. Pręgowana ponownie oparła się o barki burego kocura, po czym oboje mozolnie ruszyli dalej w las. Barwy liści zmieniały się naprzemiennie, tylko o tym chciała myśleć teraz wojowniczka, a nie uciekać przed klanem, który skazał ją niesłusznie na wygnanie. Przed nimi ziemia nagle opadła wyraźniej, tworząc wąskie zagłębienie między stromymi ścianami porośniętymi paprociami i zwisającymi korzeniami. Wąwóz ukazał im się prędko, był niewielki, niemal ukryty, jakby powstał przez przypadek albo przez długie lata cichego działania wody. Powietrze było tu chłodniejsze, wilgotniejsze, a zapach wody stał się wyraźny i niepodważalny. Baśniowa Stokrotka zatrzymała się na krawędzi, jej bok unosił się pod przypływem adrenaliny. Spojrzała w dół, próbując ocenić, czy da radę zejść, nie tracąc równowagi. Dno wąwozu znajdowało się zaledwie kilka długości ogonów lisa poniżej, a jego środek przecinał wąski strumień, którego powierzchnia migotała słabo w świetle przesączającym się przez liście.
— Musimy tam zejść — szepnęła, wskazując łapą mały strumyk. Bury wystąpił przed nią, skacząc na najbliższy kamień, który prowadził stromą ścieżką w dół. Szarmancko podał partnerce łapę, co pozwoliło jej zejść obok niego. Kamyczki czy drobne kawałki ziemi zaczęły osuwać się w dół pod ich ciężarem, dlatego wojownicy prędko zeskoczyli na niższy stopień. Kiedy w końcu dotarli na dno, jej łapy niemal ugięły się pod nią. Strumień płynął tuż obok nich, niepozorny dla tych, którzy mieli słaby wzrok. Woda była przejrzysta, przesuwała się wokół małych, gładkich kamieni, które przez lata zostały wygładzone jej dotykiem. Baśniowa Stokrotka weszła do środka bez wahania.
Zimno przeszło przez jej skórę natychmiastowo, co wywołało u niej gęsią skórkę czy dreszcze. Przeniknęło przez jej łapy i wspięło się wyżej, jakby próbowało zatrzymać jej krzepnięcie krwi. Kocica próbowała czuć się bezpiecznie, mając nadzieję, że Klan Nocy nie pofatyguję się ich tropem. Za ostrymi jak brzytwa kamieniami, ukazała się im sporej wielkości grota. Tam musieli przeczekać do świtu, ale czy mieli pewność, czy nikt owej jaskini nie jest właścicielem? Spojrzała wzdłuż biegu strumienia. Płynął w jednym kierunku, skręcając łagodnie między ścianami wąwozu. Gdzieś dalej, poza jej wzrokiem, musiał łączyć się z rzeką. Z kamieni na suficie spływała woda, która tworzyła osłonę. Mówili, że ciekawość to pierwszy stopień do Mrocznej Puszczy, ale co miała poradzić? Pręgowana ogonem przywołała do siebie męża, wskazując łapą przejście. Tam rozległ się szmer i ciche mruczenie. “Czyżby lis?” — pomyślała samotniczka. Cofnęła się o krok, wciąż nie będąc pewna, czy pójście za strumykiem było dobrym pomysłem. Dryfująca Bulwa natychmiast stanął przed nią, zasłaniając ją własnym ciałem, choć sam ledwo utrzymywał się na łapach. Jego ogon zesztywniał, a barki napięły się pod cieniem niepewności, która wypełniła grotę równie gęsto, jak chłodne, wilgotne powietrze. Baśniowa Stokrotka poczuła, jak jego futro drży przy jej boku, i wiedziała, że nie był gotów na kolejne spotkanie z kimkolwiek. Z mroku wyłoniła się sylwetka kocura. Nagle serce kremowej zaczęło bić szybciej, a jej oddech znowu stał się płytszy. Co chwilę rozmazywał jej się obraz, ale nie mogła w tej chwili odpuścić. Wojowniczka wysunęła się zza ciała partnera, westchnęła, zmierzając wzrokiem zasłonę z wody. Pod kątem można było zauważyć szczelinę, dzięki której przejdą na drugą stronę, a pajęczyna nie zerwie się z ran kocicy. W jamie panowała ciemność, jedynie kilka promieni słońca przedostawały się za szczelinę. Gdzieś w głębi rozległ się kolejny szmer, czego już nie dało się ominąć szerokim łukiem.
— Kto to? — zapytał pierwszy Bulwa, rozglądając się gorączkowo w ciemnościach. Pręgowana chrząknęła, łapiąc się za ramię partnera.
— Wszystko dobrze? Stokrotko, Stokro~...

***

Powieki Baśniowej Stokrotki drgnęły, a ona niespodziewanie się podniosła. Leżała w innym miejscu, niż w tym, w którym upadła. Nigdzie nie czuła Dryfującej Bulwy, czyżby ją zostawił? Na ranach kotki znajdowały się dziwne glony, które ześlizgnęły się od razu, kiedy ta próbowała wstać. Jej ucho drgnęło, kiedy usłyszała kroki za mini wodospadem. Po chwili wyszedł z nich Bulwa, trzymając rudą wiewiórkę za kitę. Za nim znajdował się inny kot, nieco niższy i z drobniejszą budową. Wojownik, widząc, jak Stokrotka raczyła dać oznaki życia, upuścił zdobycz i podbiegł do niej.
— Hej, hej! Już dobrze, spokojnie… Oddychaj. Wszystko Ci wytłumaczę, to jest Chrząszcz, pomoże Ci wrócić do zdrowia — wychrypiał Dryfująca Bulwa. Włóczęga z wiązanką ziół przysiadł koło Stokrotki, skinął do niej głową i położył przed nią mech zamoczony w wodzie.
Dymny kocur położył po sobie uszy, po czym wysyczał coś pod nosem.
— Nie zdejmuj tego! Wdało Ci się zakażenie — skarcił ją. Bicolorce kamień spadł z serca, kiedy okazało się, że lokator w jaskiniach nie był groźny. Chrząszcz poprawił jej “glony” w postaci opatrunku, po czym rozkazał samotniczce się położyć. Baśniowa Stokrotka zapomniała, jak okropne są wizyty u medyka, zwłaszcza u Różanej Woni. Dobrze, że jej tutaj nie było, zawsze odczuwała niechęć do Stokrotki…

[Teraźniejszość]

Baśniowa Stokrotka opuściła wąwóz powoli, lecz tym razem jej łapy nie uginały się pod nią, a każdy krok był pewny i świadomy, jakby ziemia znowu zaczęła ją rozpoznawać i przyjmować z powrotem do świata żywych. Wilgoć groty i chłód strumienia pozostały za nią, zastąpione przez zapach lasu, który w świetle dnia wydawał się zupełnie inny niż wtedy, gdy uciekała przez niego półżywa, znacząc swoją drogę krwią i strachem. Teraz powietrze było łagodniejsze, niosło ze sobą aromat nagrzanej kory, suchych liści i odległych śladów drobnej zwierzyny, która nieświadoma jej obecności poruszała się gdzieś pomiędzy krzewami. Szła wzdłuż granicy terenów niczyich, trzymając się cienia drzew, których korony poruszały się leniwie pod wpływem ciepłego wiatru, a jej ciało reagowało na każdy dźwięk z dawną czujnością, która nigdy nie zniknęła, a jedynie przycichła na czas leczenia. Wiedziała, że nie powinna zapuszczać się zbyt daleko, że wciąż nie należała do żadnego miejsca, a mimo to coś w niej ciągnęło ją naprzód, jakby las próbował jej coś pokazać. Coś jednak zaintrygowało ją, żeby pójść dalej. Stokrotki, które pięły się łodygami wysoko w górę, w świetle słońca wyglądały bosko. Wyrastały w niewielkiej luce między korzeniami starego dębu, ich białe płatki były czyste i nieskazitelne, a żółte środki zwrócone ku słońcu, jakby nie znały cierpienia ani wygnania, które naznaczyło jej własne imię. Zatrzymała się bezwiednie, a jej oddech zwolnił, kiedy patrzyła na nie z uczuciem, którego nie potrafiła nazwać, bo przez krótką chwilę wyglądały jak wspomnienie czegoś, co należało do innego życia. Na jednej z cienkich, zielonych łodyg wisiała mała, zakrzywiona łuska, której powierzchnia połyskiwała matowo w świetle dnia, jakby została tam umieszczona celowo, a nie przez przypadek. Była jasna, niemal biała, z ostrą krawędzią i kształtem, który znała aż za dobrze. Kocica chwyciła przedmiot do łapy, żeby lepiej mu się przyjrzeć, a po tym była pewna, że to łuska kocich pazurów. Wojowniczka wiedziała, kogo to robota, co wywoływało w niej agresję.
— Mam Ci ulec Wasza Wysokość? — syknęła kremowa. Wyrwała łuskę z łodygi, biorąc stokrotkę do pyska. Kolejny płatek razem z szumem wiatru odpadł, lądując głucho na ziemi.
— Myślisz, że jestem zła, krwi pragnę, chcę odebrać wam duszy los. Pomknęłam tą drogą, ratując, co się da, gdy wciąż nadzieję jeszcze tu mam. Czuję strach, że w powietrzu unosi się trwoga i moich bliskich czeka śmierć. — Kolejny płatek runął na mech, przy czym Stokrotce udało się jej go zdeptać.
— O to czas na decyzje czy wrócić, czy nie, czy swój na szali położyć mam los…
Łodyżka mocniej zacisnęła się w pysku kotki, a ostatni płatek poszybował przed siebie.

Wyleczeni: Baśniowa Stokrotka

31 stycznia 2026

Od Baśniowej Stokrotki

Słońce odsłaniało się zza chmur, budząc koty swoimi ciepłymi promieniami. Dla Baśniowej Stokrotki było to uciążliwe, z powodu jej grubego i długiego futra. Kotce nie odpowiadał taki scenariusz, ze względów na swoją sierść, łatwo się przegrzewała, miała dość upałów. Czasami nawet letnia wodna nie była w stanie jej ulżyć. Jedynie deszcz, którego krople odbijały się echem w jaskiniach, mogły oswobodzić wojowniczkę. Tak właśnie działo się ubiegłego zachodu słońca, gdzie rosa dalej spoczywała na źdźbłach trawy. Białokremowy ogon kocicy muskał ziemię, puch prószył i zamiatał kurz na wszelkie strony, przez co koło kocicy wytworzyła się spora chmura dymu. Wojowniczka odgoniła go łapą, szukając oczami Dryfującej Bulwy, Trzcinowego Szmeru czy Porywistego Sztormu. Stokrotka chciała porozmawiać z kimś bliskim, z kimś, na kim bardzo jej zależało. Do tego w Klanie Nocy dużo się działo, odkąd Szałwiowe Serce zdradził swój dom. Baśniowa Stokrotka go rozumiała, bo sama poświęciłaby dom dla miłości, dla Dryfującej Bulwy, dla jej dzieci. Każdy z nas, z klanu był kociakiem. Każdy miał swoje szalone bądź głupie pomysły. Pomiędzy plotkującymi klanowiczami, kremowa znalazła Trzcinowy Szmer z Niezapominajkowym Życzeniem.
— W zadkach im się poprzewracało — wyszeptała kocica. Szylkretka zdjęła z dymnej listek, a ta cicho zachichotała. Trzcina nieco się zarumieniła, a Niezapominajkowe Życzenie polizała ją w policzek. Starszej kotce zmarszczył się pysk z obrzydzenia. Była tolerancyjna, ale w takiej sytuacji? Baśniowa Stokrotka nie lubiła Niezapominajki. Zawsze śmierdziało od niej bagnami, ale nie za to czuła do niej wstręt. Pręgowana nadęła policzki, zbierając w nich powietrze. Zaraz po tym westchnęła i wydaliła je niewidzialnym dymkiem. "A więc to tak..." — pomyślała. Nie spodziewała się, że jej córka będzie z... Kotką. To słowo ledwo przechodziło jej przez gardło. Dla kremowej było to niezrozumiałe i dziwne... Bo jak one się miały rozmnożyć? Wydać potomstwo na świat, poszerzyć rodzinę! Horyzonty! A nie... To coś. W napięciu Baśniowa Stokrotka odwróciła się od córki, żeby poszukać pozostałej dwójki wspomnianych kotów. Przynajmniej o nich nie musiała się martwić, bo Bulwa nigdy nie porabiał nic dziwacznego, a Porywisty Sztorm nie była wadliwym egzemplarzem. Jednak zanim kotka zdążyła przejść połowę obozu, zobaczyła "upadłego" dla niej księcia. Szałwiowe Serce w przeszłości wydawał się Stokrotce normalnym wojownikiem, jednakże nie mogła powiedzieć tego samego o nim obecnie. Nie po tym, co zrobił. Zabił jej syna z zimną krwią, a później zdradził klan. A kara? Za czasów Baśniowej Stokrotki trzeba było opiekować się starszyzną, czy wykonywać inne żenujące obowiązki ucznia. A to? To nie było dobre dla reszty Klanu Nocy! Co mogły pomyśleć koty, które otrzymały karę w przeszłości? Mandarynkowa Gwiazda traktowała swe dzieci zbyt pobłażliwie, tak jakby jeszcze były kociętami. Kremowa sama musiała to naprostować, bo nikt inny najwidoczniej nie potrafił. Jednak to mogłoby być dla niej ciężkie, bo wojowniczka dobrze wiedziała, że z Mandarynką nie da się dyskutować. Baśniowa Stokrotka ruszyła w stronę legowiska przywódczyni, czując jak, w jej piersi narasta ciężar, podobny do mokrego futra po burzy. Kurz przyklejał się do jej łap, a zapach wilgotnej ziemi mieszał się z goryczą, której nie potrafiła już dłużej przełykać. Mandarynkowa Gwiazda siedziała centralnie przy wejściu, skąpana w resztkach światła, które przeciskało się przez chmury. Wyglądała spokojnie. Zbyt spokojnie, jak na klan, który pękał w szwach.
— Mandarynkowa Gwiazdo — odezwała się Baśniowa Stokrotka, unosząc pysk. Jej głos był szorstki, jakby drapał o kamień. — Musimy porozmawiać.
Przywódczyni otworzyła oczy i spojrzała na nią uważnie. Nie było w tym spojrzeniu ciepła, ale też nie było zaskoczenia. Skinęła głową, a na jej czole pojawiła się drobna zmarszczka.
— Słucham — mruknęła. Srebrzysta, pręgowana kocica z gracją usiadła na legowisku, prostując się i dumnie wypinając pierś. Stokrotka zawahała się tylko przez ułamek sekundy.
— To, co robisz z Szałwiowym Sercem… to nie jest sprawiedliwość. To kpina i coś, co nie zachwyciłoby samego Klanu Gwiazdy. Zdradził klan, a ty pozwalasz mu chodzić po obozie, jakby nic się nie stało.
Mandarynkowa Gwiazda westchnęła cicho.
— Kara została ustalona — skwitowała, gładząc delikatnie futro.
— Kara? — prychnęła Stokrotka. — Za naszych czasów koty płaciły za takie czyny księżycami. Służbą i poczuciem odpowiedzialności za własne czyny i występki. A teraz? Jaką wiadomość wysyłasz reszcie klanu? Że zdrada popłaca? — wysyczała. Przez chwilę zapadła błoga cisza. Słychać było tylko szelest trawy i cichy szmer rozmów w oddali. Mandarynkowa Gwiazda wstała, jej sylwetka odcięła się wyraźnie na tle nieba.
— Wysyłam wiadomość, że nie chcę więcej krwi — odpowiedziała zirytowana. — Klan Nocy już wystarczająco jej stracił. — Przywódczyni podniosła ton. Baśniowej Stokrotce zadrżały wąsy.
— Mówisz, że nie chcesz więcej krwi, a mój syn? Szałwiowe Serce ma na swoich łapach krew mego syna. Zdradził klan, którego przysięgał zawzięcie bronić, przestrzegać kodeksu wojownika — miauknęła Stokrotka. Przywódczyni patrzyła na nią przez dłuższą chwilę, po czym jej źrenice zwęziły się.
— Pomyślałaś, ile kotów zginęło przez Pluskający Potok, a ile przez Szałwiowe Serce? — rzuciła srebrzysta, zimnym wzrokiem spoglądając na wojowniczkę. — Wydzielanie kar i sprawiedliwości to mój obowiązek, koty Klanu Nocy zaufały mi i powierzyły w moich łapach dowodzenie. Szałwiowe Serce nauczył się, że zdrada klanu do niczego nie prowadzi. Z wiekiem przybywa nam więcej odpowiedzialności — rzuciła.
— Odpowiedzialność to też stawianie granic — odparła kremowa.
Ciemna końcówka ogona Mandarynki poruszyła się niespokojnie, ta poruszyła wibrysami, które wskazywały na wojowniczkę.
— Zaczęłyśmy biegać, zanim nauczyłyśmy się chodzić. Wiesz, o co mi chodzi. Mandarynkowa Gwiazdo, traktujesz swoje dzieci zbyt pobłażliwie. Przyjmujesz obce koty do klanu, co może doprowadzić do zdrady i tragedii! — syknęła Baśniowa Stokrotka, irytując się na przywódczynię. — Nawet nie zdecydowałaś się podwoić patroli, wciąż nie mamy pewności czy sprawa z Pluskającym Potokiem się nie powtórzy. Dobrze wiesz, co oznaczało zniknięcie Czereśniowego Pocałunku, a Klan Gwiazdy nie mściłby się na nas bez powodu. — wytłumaczyła jej. Jednak srebrzysta kotka patrzyła się w ziemię, mając pazury na wierzchu. — Rozumiem, my też byłyśmy uczennicami, z dennymi i bezsensownymi pomysłami, ale to? Szałwiowe Serce jest już dorosłym wojownikiem, a za zdradę klanu trzeba odpokutować. Siedzenie w obozie nie odkupi jego win, kiedy kara się skończy, znowu nie mamy pewności, czy zrobi to ponownie — wymruczała, stawiając uszy do góry. — Nie wiem, co koty z Klanu Nocy w tobie widziały, skoro potrafisz tylko ignorować własne problemy. Zachowujesz się jak napuszone kocię, które dopiero co skończyło ssać mleko! Prędzej czy później stanie się coś złego, a ty zdążysz za to zapłacić najcenniejszą ofiarą — powiedziała.
— Wyjdź… — warknęła pod nosem Mandarynkowa Gwiazda. Baśniowa Stokrotka obróciła tylko łeb, spoglądając na nią z dezaprobatą. — Powiedziałam, wyjdź! — krzyknęła, a jej ogon jak bicz uderzył w ziemię.
Pręgowana wycofała się ze strefy wroga, uciekając do legowiska wojowników. Wojowniczka sama nie wiedziała, że przywódczyni była tak wrażliwa, chociaż nawet nie powinna jej tak nazywać. Ona nie zasługiwała na miano liderki, póki grzech Klanu Gwiazdy spoczywał na jej sumieniu. Stokrotka nie miała pojęcia, że ktoś podsłuchał ich rozmowy. Ciemnoniebieskie ślepia zniknęły w ciemnościach, pozostawiając po sobie tylko ciszę.
***
Zaproszenie od samego zastępcy Klanu Nocy na patrol wydawało się zaszczytem. Baśniowa Stokrotka mogła to poczuć, bo to właśnie ją arlekin zaprosił na przechadzkę. Kremowa wojowniczka usiadła przed wejściem do obozu, czyszcząc sobie futro. Z krzaków wyłonił się Błękitna Laguna. Opuścili obóz, zanurzając się paprociach, w znane ścieżki prowadzące ku rzece. Gdy dotarli do rzeki, chłodnej i szerokiej, o nurcie niosącym drobne gałęzie i opadłe liście, Błękitna Laguna zwolnił, zsunął się do wysokości, gdzie czuć mógł wodę tylko na łapach. Czarny arlekin nie patrząc się w tył, wskoczył do wody, brnąc dalej i zwinnie machając łapami. Stokrotka przekręciła łeb, westchnęła, po czym popłynęła w ślady księcia. Z trudem poruszała się w wodzie, czując jak ciąży na niej ciężar mokrego futra. Letnia nieco zimna woda, zaczęła szczypać Baśniową Stokrotkę w skórę, a zwłaszcza w okolicy ran po bitwie. Kocica czuła, jak lodowata ciecz oplata jej łapy i brzuch, odbierając na chwilę oddech i zmuszając mięśnie do równej, miarowej pracy. Płynęli równolegle, bez rozchlapywania, pozwalając nurtowi prowadzić się tylko odrobinę, zanim odbili w stronę przeciwległego brzegu, gdzie ziemia była twardsza, a trawy rosły wyżej i gęściej. Po wyjściu z wody nie zatrzymali się, choć futra ciążyły od wilgoci, a chłód wciskał się pod skórę. Krótka przebieżka pozwoliła rozgrzać ciało i strząsnąć większość kropel, które wpadły w trawę, pozostawiając za nimi ledwie widoczną ścieżkę. Zastępca raz jeszcze spojrzał się w stronę obozu, jakby na coś wyczekiwał, albo na kogoś? Poruszył delikatnie wibrysami, wskazując las, kiwając do pręgowanej, ruszył na przód, znikając za krzewami. Widocznie czarno biały kocur nie był zbyt rozmowny, jednak czegoś od niej chciał. Kocica przełknęła ślinę, zanurzając się w pobliskie paprocie, gdzie z oczu zniknął jej wcześniej Laguna.
Zapach rzeki szybko ustąpił miejsca woni suchej ziemi i starych liści, a po kilku długościach lasu między drzewami wyłoniła się konstrukcja, której nie sposób było pomylić z czymkolwiek innym. Zrujnowany Most rozciągał się przez całą szerokość rzeki, a wystające z wody belki rzeczywiście przypominały ucięte w niecodzienny sposób pieńki cienkich drzew, nierówne i śliskie, z niektórymi połączonymi deskami, które wyglądały na nadgryzione przez czas i wodę. Błękitna Laguna zatrzymał się tylko na moment, oceniając odległości między wystającymi fragmentami, po czym ruszył pierwszy, skacząc z precyzją i spokojem, które zdradzały wielokrotne wcześniejsze przejścia. Baśniowa Stokrotka ruszyła za nim, czując napięcie w łapach przy każdym odbiciu, mierząc wzrokiem kolejne lądowania i skupiając się na równowadze, bo nie wszystkie odległości były równe, a jeden źle obliczony skok mógł skończyć się nieplanowaną kąpielą. Drewno było śliskie, ale stabilne tam, gdzie należało, a woda pod spodem płynęła nieprzerwanie, obojętna na ich obecność. Kiedy dotarli na drugi brzeg, Baśniowa Stokrotka poczuła krótką ulgę, która szybko ustąpiła skupieniu, bo teren po tej stronie rzeki był mniej uczęszczany, a zapachy nie układały się w znane wzory. Wysokie trawy falowały lekko, skrywając ziemię i wszystko, co mogło się pod nimi kryć, a Błękitna Laguna prowadził prosto w ich głąb, nie zostawiając wyraźnej ścieżki, jakby chciał, by droga nie była łatwa do odnalezienia. Im dalej szli, tym wyraźniej rysowały się przed nimi smukłe pnie młodych i starszych brzóz, jasne i gładkie, z cienkimi gałęziami, które szeleściły cicho przy każdym podmuchu wiatru. Brzozowy Zagajnik sprawiał wrażenie miejsca spokojnego, niemal lekkiego, z jasnym światłem przesączającym się przez liście i miękką ziemią pod łapami. Baśniowa Stokrotka wciąż słyszała opowieści, które chodziły po żłobku, jak i w plotkach uczniowskich, że dawno temu rozgrywały się tam bitwy i krwawe walki. Ona sama słyszała te pogłoski wiele razy. Gdy minęli ostatnie brzozy, krajobraz zaczął się zmieniać, a ziemia stawała się twardsza, porośnięta inną roślinnością, z której unosiły się zapachy nieobecne po stronie klanu. Były to tereny, które nie zostały jeszcze do końca odkryte, bez wydeptanych ścieżek czy wyraźniejszych oznaczeń zapachowych. Nagle kremowa poczuła ukłucie gdzieś za plecami, gdzie Błękitna Laguna wbił jej pazury.
— Co robisz! — jęknęła Stokrotka. Instynktownie zrzuciła księcia z pleców, z których wylewały się już cienkie strużki krwi.
— Moja matka opowiadała mi pewną historię. Szanowany kot poświęcił się dla innych. Smętna bajeczka dla kociąt, jednak prawdą jest to, że nie pomogła mu wojowniczka, będąca najbliżej. Zdradziła klan, nie sądzisz? Rachunki muszą zostać wyrównane — powiedział Błękitna Laguna niskim, chropowatym głosem, gdy zatrzymali się na skraju nierównego terenu, gdzie ziemia zapadała się wśród korzeni i kęp traw. — Oko za oko, życie za życie — kontynuował, wysuwając pazury. — Nie zasługujesz na życie w Klanie Nocy, dlatego tu jesteśmy. Ukrócę twoje cierpienie i sam się ciebie pozbędę — dokończył. W mgnieniu oka ponownie podbiegł do wojowniczki, próbując zamachnąć się na nią łapą. Jednak ta cudem odskoczyła, unikając większego rozlewu krwi.
— Stój! — pisnęła, jednak biały nie zamierzał ustąpić. Baśniowa Stokrotka cofnęła się o krok, łapy ślizgały jej się na twardej ziemi. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe, a w gardle utworzył się supeł, którego nie mogła tak łatwo rozwiązać. W brzuchu urosło nieprzyjemne uczucie. Kocur rzucił się na nią, fukając i warcząc. Jego łapy uderzyły w jej bok z taką siłą, że powietrze uciekło z jej płuc. Stokrotka zatoczyła się, ale instynkt wojowniczki kazał jej odpowiedzieć. Zamachnęła się pazurami, rozcinając mu bark. Ciemna krew bryznęła na trawy, zwierzyna nieopodal nich uciekła w popłochu, a wszystko, co żyło w lesie, nagle ucichło, pozostawiając tylko odgłosy walki. Biało czarny zastępca syknął, lecz nie cofnął się nawet na krok. Odrzucony na bok, napiął mięśnie, rzucając się na wojowniczkę. Otworzył pysk, wbijając zęby w jej przedramię, z których powoli tryskała szkarłatna krew. Ból eksplodował w jej ciele, okrutny i bolesny, jednak ta nie mogła ukazać skruchy. Stokrotka zawyła, szarpnęła się, czując, jak skóra pęka pod jego szczękami. Uderzyła go łapą w pierś, a potem pazurami przejechała po jego pysku. Na jego białym futrze pojawiły się czerwone smugi. Oboje odskoczyli, dysząc ciężko. Księżyc odbijał się w ich oczach, a ziemia wokół była już splamiona krwią.
— Nie zmuszaj mnie — warknął Błękitna Laguna, krążąc wokół niej. Baśniowa Stokrotka odpowiedziała głuchym warczeniem i rzuciła się pierwsza. Ich ciała zderzyły się z głuchym łoskotem. Przetoczyli się po ziemi, łapy plątały się ze sobą, a pazury szukały miękkich miejsc pod futrem. Laguna wbił pazury w jej brzuch, gdzie ta próbowała szybko odskoczyć. Stokrotka poczuła, jak coś w niej pęka. Ciepło rozlało się po jej podbrzuszu. Krzyknęła, kopnęła go tylnymi łapami i zdołała się wyswobodzić, zostawiając w jego uścisku kępę kremowego futra. Zatoczyła się, krew kapała z niej na ziemię, gdzie piękna polana zamieniła się w krwawe pogorzelisko.
— Myślisz, że to sprawiedliwość?! — wypluła, chwytając równowagę. Zastępca wypluł ślinę z pyska, patrząc się na pręgowaną. Zadarł nos, po czym zaczął biec w jej stronę, wybijąjąc się z kamienia skoczył wprost na nią. Tym razem trafił, a jego bark uderzył w jej pierś, przewracając ją na plecy. Zanim Stokrotka zdążyła się podnieść, był już nad nią. Szczęście dopisało kotce, że jej futro było zbyt grube i splątane, żeby ten znalazł szyję pazurami. Niestety ten nie odpuścił, z furią w oczach wgryzając się w łapę ofiary. Stokrotka poczuła palący ból, a potem lepkość krwi spływającej po futrze. Wbiła mu zęby w ucho, po czym rozdarła je. Laguna tylko ryknął i uderzył jej głową o ziemię. Świat wokół niej wirował, a obraz rozmazywał się. Baśniowa Stokrotka była za stara, słaba na taką bezlitosną i brutalną walkę. Zdołała się odturlać, chwiejąc się na trzech łapach. Każdy oddech i sapanie przypominało jej, że nigdy nie była stworzona do czegoś takiego. Cofnęła się, nieświadoma, że za jej plecami ziemia opadała gwałtownie. Wojowniczce udało złapać przednimi łapami skały, gdzie ta kruszyła się z każdą chwilą. Woń krwi wisiała w powietrzu, tak samo, jak unoszący się zapach zdrajcy. Błękitna Laguna wbił pazury w łapy kotki, a ta jęknęła z bólu.
— Czy gdzieś już tego nie widziałem? — zapytał Laguna. — Ach… No tak, skończysz tak, jak twój syn. Odrzucona przez wszystkich, zabita przez pobratymca, zadziwiająco podobne, czyż nie? — Musnął kocicę ogonem.
— Z takim grzechem… K-Klan Gwiazdy nigdy cię nie przyjmie — ledwo co wydusiła z siebie kremowa.
— Kto powiedział, że chce tam iść — wysyczał, puszczając łapy Baśniowej Stokrotki. Zanim ta zdążyła czegokolwiek się chwycić, zaczęła spadać. Najpierw uderzyła o wystające korzenie, potem o kamienie. Każde zderzenie wyrywało z niej powietrze, posoka wydobywała się z niej niczym żywica z uszkodzonego drzewa. W końcu runęła na dno głębokiej dziury z głuchym trzaskiem. Oczy miała przymknięte, z jej niebieskich ślepi wylewała się wola życia. Nim zabrzmiało jej ostatnie tchnienie, kremowa zamknęła oczy, chcąc poczuć spokój.
***
Księżyc znowu wyłonił się zza chmur, rozświetlając swoim blaskiem cały las. Baśniowa Stokrotka leżała wśród splątanych korzeni i kamieni, z futrem posklejanym krwią i błotem. Poruszanie się było dla niej ciężkie, bo zdawało jej się, że do rany wdało się zakażenie. Ta z trudem uniosła głowę, rozglądając się po dziurze. Kremowa musiała udać się do obozu, ale to zdawało się zbyt ryzykowne. W takim stanie nie oszczędziliby jej, bo Błękitna Laguna mógł wcisnąć im tanią bajeczkę. Stokrotka była pewna, że długo tak nie pociągnie, a znalezienie medyka będzie trudne. Jednakże na początku, wojowniczka musiała zabrać z klanu swój najcenniejszy skarb — Dryfująca Bulwa dalej tam siedział, zakłopotany nie wiedząc, że jego partnerka nic nie zrobiła. Pręgowane ciało kotki powoli się podniosło, odkrywając przy tym kolejne guzy czy siniaki. Co jak co, ale zastępca był w tej walce brutalny. Baśniowa Stokrotka otrzepała się z grudek ziemi, próbując lepiej wyglądać, ale teraz wyglądała jak czerwony pomidor. Jej niebieskie ślepia próbowały znaleźć drogę ucieczki, przez korzenie czy pnącza. Równie dobrze, kremowa mogła wspiąć się na drzewo, jednak w obecnym stanie każdy krok był dla niej wyzwaniem, będzie to ciężkie do osiągnięcia. Wojowniczka splunęła krwią z pyska, próbując odetchnąć. Wibrysy podniosły się kotce do góry, a do nozdrzy wpełzł coraz to bardziej znajomy zapach. Bicolorka podciągnęła się, szybko wysuwając pazury, które wbiły się w korę drzewa. Tak raz za razem Stokrotka podnosiła się, człapiąc po drzewie jak gąsienica. Zwalony pień umożliwił jej przedostanie się na górę, co poprawiło jej humor. Kolejnym zadaniem było odnalezienie jej partnera, jednak ten mógł szwędać się po lesie, sam albo z patrolem. Do tego drugiego, Stokrotka miała wielkie wątpliwości, bo musiała uważać na wszystko, co chodzi i się rusza. Kremowa obniżyła się do pozycji tropiącej, zużywając jak najmniej miejsca i kroków. Kocica wolała minąć Brzozowy Zagajnik, bo tam patrole przechodziły cały czas. Gdzieś w powietrzu Baśniowa Stokrotka wyczuła zapach Kijankowych Moczarów, Porywistego Sztormu i Świteziankowego Jeziora. Pręgowana minęła to miejsce, a zza paproci ukazał jej się kolejny punkt, czyli Zrujnowany Most. Tego jednak nie mogła pokonać sama, bo gdyby się zawahała, spadając, nurt ukończyłby jej cierpienie. Dlatego wojowniczka wskoczyła do krzaków, czekając na swojego zbawcę.
— Stokrotko! Baśniowa Stokrotko! — Usłyszała. Kotka podniosła uszy, nieco wychylając się z krzaków. Dryfująca Bulwa nawoływał ją, ale chodził po lesie jak niezdarne kocię. Stokrotka westchnęła, bo kocur był jej ostatnią deską ratunku. Bicolorka wygrzebała się z paproci, ukazując się wojownikowi.
— Stokrotko! — zawołał. — Nic Ci nie jest? — wymruczał, kładąc łapę na jej ramieniu.
— A J-jak ci się wydaje? — rzuciła. Napinając mięśnie, kotce udało się rozprostować kończyny i wstać, mimo że co chwilę chwiała się jak pałąk na wietrze.
Baśniowa Stokrotka pozwoliła sobie oprzeć ciężar ciała o bok Dryfującej Bulwy, czując, jak jego ciepło powoli przenika przez jej przemoczone i posklejane futro. Przez chwilę tylko oddychała, zbierając myśli, a potem uniosła pysk i spojrzała na niego spod zmęczonych powiek.
— To nie był wypadek — powiedziała cicho, a jej głos brzmiał chropowato.— Błękitna Laguna wyprowadził mnie poza granice, złamał kodeks, atakując mnie — dokończyła, gładząc sobie futro. Na pysku czarnego pojawiła się skwaszona mina, jakby nie mógł tego pojąć. Kremowa widziała, jak napinają mu się barki, jak pazury mimowolnie wysuwają się z poduszek łap. Bulwa milczał tak przez dłuższą chwilę, a jego oczy powędrowały w stronę obozu.
— C-co robimy, nie zostawimy tego tak, prawda? — miauknął.
— Oczywiście, że nie. To miejsce dawno już zeszło na psy, przez takie koty jak Mandarynkowa Gwiazda czy jej dzieci. Zastępca klanu zamienił piękną sielankę w pogorzelisko jak na wojnie. Musimy uciec, jak najdalej i jak najszybciej. — jęknęła.
— Jednak mam dla nich prezent, ale musisz coś dla mnie zrobić — oznajmiła. Kocur przekręcił nieco łeb z zakłopotania, ale wystarczyło się tylko wsłuchać, żeby to pojąć. Po wytłumaczeniu całego planu Dryfująca Bulwa pomógł partnerce przedostać się na drugą stronę Zrujnowanego Mostu. Zadaniem burego było upolowanie zwierzyny i bezszelestne przedostanie się do obozu. Pręgowana przedostała się na pagórek Kolorowej Łąki. Wojownik wydobył spod ziemi blade, kruche stokrotki i rozsypał je pomiędzy legowiskami, pozwalając, by ich delikatny zapach zmieszał się z nocnym powietrzem. Potem rozciął skórę królika i szerokimi smugami rozlał krew po ziemi, kamieniach i suchych liściach, miała to być wiadomość dla zdrajcy, żeby wiedział, że Baśniowa Stokrotka dalej żyje. Biało czarny zastępca miał na łapach przelaną krew i dopuszczenie się zbrodni, kiedyś nadejdzie jego sąd, ale nie teraz czy za kilka księżyców.
Stokrotka i Bulwa opuścili tereny Klanu Nocy, uciekając od zmartwień, czy wyrzutów. Musieli tylko dopiąć swego, znajdując miejsce, gdzie spędzą resztę życia. Razem i na zawsze, aż po kres kociej ziemi.

07 grudnia 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Baśniowa Stokrotka długo czekała, aż obóz Klanu Nocy całkowicie ucichnie. Gdy ostatnie szepty wśród legowisk uciekły w ciemność, a księżyc przesunął się wyżej między gałęziami sosen, kotka uniosła się powoli na łapach. Jej miękkie, długie futro zaszeleściło cicho, gdy wysuwała się z legowiska, starając się nie obudzić nikogo śpiącego obok. Wysunęła się przez wejście obozu. Paprocie przy ścieżce musnęły jej policzki, zostawiając wilgoć na futrze. Znała tę trasę na pamięć. Kiedyś chodziła nią codziennie jako uczennica, żeby samotnie połowić ryby. Teraz wracała tu nie z obowiązku, lecz z przyzwyczajenia. Po prostu lubiła to miejsce; przestrzeń, w której wreszcie mogła być sama. W lesie panowała lekka mgła, typowa dla wilgotnych nocy. Jej łapy zanurzały się w miękkim, zimnym mchu, a oddech unosił się w powietrzu kratką drobnych chmur. Stokrotka rzadko chodziła szybko. Zawsze stawiała kroki ostrożnie i uważnie, jakby każdy ruch miał jakieś znaczenie. Kotka w końcu dotarła do Zrujnowanego Mostu, gdzie szczeble już ledwo utrzymywały koty. Drewno tak kruche, że sam drozd byłby dla niego wyzwaniem do udźwignięcia. Kremowa przechyliła łeb i napięła mięśnie, odrywając się od ziemi, skoczyła na pierwszy szczebel. Wojowniczka pod łapami czuła niesmak wystających drzazg, ale musiała to znieść. Przełknęła ślinę i skoczyła na ostatni szczebel, będąc przy tym lisi sus od drugiego brzegu. Na krótką chwilę wbiła pazury w drewno, żeby to przestało się kiwać, po czym pręgowana skoczyła na ziemię. Czując mech pod łapami, Baśniowa Stokrotka rozprężyła się i podreptała na polanę przy Brzozowym Zagajniku. Polana przy Brzozowym Zagajniku była pusta. Mgła spływała po ziemi leniwymi pasami, jakby ktoś rozlał na niej mleko. Smukłe pnie brzóz wyglądały w półmroku jak jasne cienie, nierzeczywiste i kruche. Baśniowa Stokrotka przystanęła na granicy światła i cienia. Przez chwilę tylko stała, słuchając, jak noc układa się wokół niej na nowo. Zrobiła kilka kroków naprzód. Mech był tu chłodniejszy niż przy ścieżce, bardziej wilgotny. Pachniał jak stare liście, jak woda stojąca w zapomnianych dołkach, jak coś, co trwa długo po tym, gdy wszystko inne odchodzi. Kotka usiadła pod jedną z brzóz dokładnie tam, gdzie zawsze i owinęła ogon wokół łap. Jej oddech na moment stał się widoczny, potem znów rozpłynął się w powietrzu. Nie przyszła tu, żeby o czymś zdecydować. Przyszła, żeby nic nie musieć. Zamknęła oczy. Cisza była tak głęboka, że aż dźwięczna. Słyszała odległy szelest liści, krople wody spadające gdzieś z wysokości, cichy trzepot skrzydeł nocnego owada. Każdy z tych dźwięków był osobny, a jednak razem tworzyły coś, co przypominało oddech lasu. Stokrotka przechyliła lekko łeb i dotknęła nosa chłodnej kory. Drewno było szorstkie, pełne drobnych pęknięć, jak stare blizny. Lubiła to drzewo. Lubiła je za to, że nie obiecywało niczego poza tym, że nadal jutro będzie stało. Czasem to wystarczało. Przysiadła niżej, niemal kładąc się na mchu. Jej długa sierść powoli nasiąkała wilgocią, ale nie cofnęła się. Chłód przypominał jej, że nadal ma ciało, które czuje. Myśli płynęły powoli, leniwie, bez ostrego początku i końca. O świcie. O zapachach obozu. O śladach łap, które codziennie nakładały się na siebie, aż traciły kształt. O tym, jak niewiele rzeczy naprawdę zostaje. Czasem miała wrażenie, że całe jej życie jest właśnie takim śladem w mchu, wyraźnym tylko przez krótką chwilę, potem powoli rozmywanym przez deszcz, wiatr i cudze kroki. Uniósł się lekki podmuch wiatru. Liście brzóz zaszeleściły wyżej, a mgła na chwilę się poruszyła, jakby ktoś przeciągnął dłonią po ziemi. Stokrotka otworzyła oczy. Nad jej głową przesuwała się powoli jasna plama księżyca. Światło spłynęło po pniach, po mchu, po jej grzbiecie. Siedziała tak długo, aż chłód zaczął przenikać głębiej, pod skórę. Wtedy powoli podniosła się na łapy. Otrzepała sierść z kropli rosy. Spojrzała raz jeszcze na Brzozowy Zagajnik, jak na coś, co nie należy ani do niej, ani do nikogo. Potem odwróciła się i ruszyła w stronę ścieżki. Jej kroki były ciche. Mgła szybko zamknęła się za nią, jakby nigdy jej tu nie było.

17 września 2025

Od Baśniowej Stokrotki CD. Trzcinowej Łapy

Słońce zachodziło, a wiatr muskał futra kotów, co przypominało dotyk niewidzialnej łapy.
Baśniowa Stokrotka obserwowała, jak Trzcinowa Łapa siedziała sama nad wodą, ciesząc się chwilą spokoju. Czuła na niej zapach Mandarynkowego Pióra, pewnie znów ją przeciągnęła przez prawie wszystkie patrole, jakie tylko mogły wyruszyć z obozu tego dnia. Łapy kotki były ciężkie, a oczy przymykały się ze zmęczenia. Teraz jedyne co ją zatrzymywało przed pójściem spać, była kolacja. Stokrotka obserwowała córkę, próbując szybciej machać łapami. Widać, że Trzcinka nie zamierzała się przepychać przez futra, tylko po to, by dostać jakąś uklejkę. Złapała kamień, który był niedaleko niej. Rzuciła otoczak pod odpowiednim kątem, ten odbił się od wody może z dwa razy i zatonął. Niezadowolona mruknęła i opadła na ziemię, przyjmując pozycję na chlebek. Nagle woda zaczęła się wzmagać. Z wody najpierw wyłonił się czerwono różowy nosek, a potem reszta pyszczka. Baśniowa Stokrotka odwróciła się, żeby zobaczyć, kogo tym razem spotkała. Chciała udawać zakłopotaną, by szylkretka nie myślała, że ta ją obserwowała. Widząc, że córką jej nie zauważyła, podpłynęła do niej i ochlapała ją wodą. Za jej młodocianych czasów, robiła takie żarty Bulwie. Teraz szylkretka mogła poczuć się jak jej ojciec. Stokrotka o mało nie wybuchnęła śmiechem, próbując zostać niezauważona, ponownie zanurzyła się w wodzie. Szylkretowa uczennica odskoczyła wystraszona. Jej cała sierść stanęła dęba, a ona wygięła się w łuk.Była tak skupiona na rzucie kamieniem, że na początku nie zauważyła co, na Klan Gwiazdy, ją ochlapało. Kiedy przeniosła wzrok na wodę, od razu zobaczyła jasną kocią sylwetkę. Po jednym wnikliwym spojrzeniu, można było się domyśleć, że to Baśniowa Stokrotka. Widziała jak kotka, omal nie wybuchnęła śmiechem pod wodą.
– Ha, ha, ha, ale śmieszne – przewróciła oczyma, jednocześnie czując, jak jej wąsy drżą z rozbawienia.
Wskoczyła do wody w miejsce, gdzie przycupnęła jej matka i pokazała jej psotnie język. Kocica nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Na krótką chwilę zanurzyła się pod wodą, pozostawiając Trzcinową Łapę w zakłopotaniu. Obraz kremowej był jasny, jakby widziała przez szkiełka. Łapami odgarniając piasek, znalazła dość płaski kamień. Wyłaniając się z wody, rzuciła go do córki.
– O mało co, a miałabym guza! – Stokrotka zaśmiała się. Szylkretowa uczennica zaśmiała się i potrząsnęła głową.
– Trenuje, by rzucać kamieniami w Burzaków i Klifiaków po drugiej stronie rzeki. Żeby tylko im do głowy nie przeszło, by przekraczać granicę – odpowiedziała, szczerząc kiełki.
– Klan Klifu ma podkulony ogon, zwłaszcza po tym, jak Liściasta Gwiazda odeszła. A Klan Burzy? Kamienie zamiast mózgu. Nie mieliby szans – fuknęła z dumą – Gdybyś widziała, jak Klan Nocy walczy z boju... – zachichotała.
– Pfff, dlatego jeszcze mogę dorzucić swój kamień. Wtedy Klan Burzy miałby ich stosy w łepetynie. – wzięła od matki otoczak i cisnęła nim, tak, że odbił się parę ładnych razy, zanim zatonął gdzieś w odmętach rzeki.
– Co tam robiłaś w rzece? Łowiłaś ryby? – zagadała.
– Łowieniem bym tego nie nazwała. Lubię... Nurkować i zaglądać w każdy kąt. Kto wie, może znajdę rybę, albo jakąś muszelkę przykrytą piaskiem. – mruknęła. Kremowa otrzepała swoje futro, a z niego zaczęły wypadać drobne kamyki i muszelki. Trzcinowa Łapa zaintrygowana popatrzyła na matkę.
– Nurkujesz? Dobrze ci idzie? – usiadła w wodzie. Nie przeszkadzał jej chłód. – Też chciałabym dobrze nurkować. Nauczysz mnie? – zapytała.
Stokrotka, chwytając muszelkę, przytaknęła. Włożyła ją ponownie do kołtuna, żeby ten się trzymał.
– Robię to, odkąd dołączyłam do tego klanu, choć pokaże ci – miauknęła. Rozciągnęła się i znowu wskoczyła do wody.
– Śnieżne Wspomnienie mnie tego nauczył! Wystarczy przyzwyczaić oczy do wody. Co prawda będziesz widzieć trochę gorzej, ale to nadal coś – powiedziała. Ponownie zanurkowała, tym razem popłynęła w stronę córki. Trzcinowa Łapa zamruczała i również się zanurzyła w wodzie. Kremowa rozejrzała się, szukając ciekawej jamy. Może w niej te małe łuskowate stworki chowają błyskotki. Zmrużyła delikatnie oczy i przekręciła łebek. Ciekawe czy znajdzie dzisiaj coś ciekawego. Cóż na początku musiała rozruszać córkę. Podniosła głowę i nabrała powietrze. Bokiem popchnęła szylkretkę, strącając ją w bardziej na płyciznę. Trzcinowa Łapa mimo wszystko przepchała się do głębszej wody, chciała znaleźć coś wyjątkowego i nie zamierzała dać się zepchnąć na mieliznę matce, nie była już kociakiem. Na oślep sunęła po dnie niczym wydra i łapami wykopała jakieś kamienie. Szybko się wynurzyła i dryfując chwilowo na plecach, przyjrzała się ciekawemu otoczakowi. Wojowniczka dostrzegła jakąś małą święcącą rzecz. Czyżby świecący kamień? A może to po prostu promienie słoneczne przebijające wodę. Niebieskie oczy wojowniczki powędrowały w dół. Odgarnęła piasek i wzięła podejrzany przedmiot w pyszczek. Kamyk ten był bardzo mały, jego rogi drażniły pyszczek kremowej. Coś jej to przypominało... Ale sama nie wiedziała co. Pojawiając się przy Trzcince, rzuciła dziwny kamyk na piasek. Jego złota barwa odbijała się od światła, rażąc przy tym oczy kotki. Mimo smaku wody, w pyszczku, czuła... Dwunożnych?
– Ach, wiem, co to! To jest tajemniczy kamyk, ludzie zabezpieczają tym swoją wodę! Nie wiem, czemu trzymają ją w tym szklanym pudełku. Co nieco od nich się nauczyłam! – oznajmiła z dumą.
– Wygląda dziwnie... – zmarszczyła nos i obwąchała dziwny kamień, który wyłowiła matka – Rzeczywiście pachnie trochę dwunożnymi. Trochę śmierdzą, skoro czuć ich woń na tym śmieciu, który trochę poleżał na dnie rzeki.
– Śmierdzą okropnie! Gdybyś była w Betonowym Świecie, musiałabyś żyć tym zapachem – mruknęła. Kremowa raz jeszcze spojrzała na przedmiot, obracając go na drugą stronę, spojrzała na córkę.
– W Betonowym Świecie? Co to za miejsce? – spytała, strzygąc uchem.
Zaintrygowana podeszła bliżej matki, by znów złapać zapach dwunożnych.
– Nigdy bym tam nie poszła. Musi być tam okropnie. – wystawiła z obrzydzeniem język.
– Betonowy Świat jest... Bardzo, bardzo daleko. Wiesz? Przypłynęłam tu rzeką, byłam od ciebie młodsza. Uwięziona w drewnianym opakowaniu zaklinowałam się o szczeble dwunożnych — mruknęła. Trzepnęłam ogonem i potrząsnęłam błyszczącym przedmiotem. I tak znaleźli mnie Ryjówkowy Urok, Spieniony Nurt i Krzycząca Makrela. Tej pierwszej pewnie nie znasz... – wymruczała.
– Znam tylko Krzycząca Makrelę… – rzuciła szylkretka z zakłopotaniem.
– A Spieniony Nurt? Przepraszam! Teraz Spieniona Gwiazda – zaśmiała się cicho.
– Aaaaa... czyli to była Spieniona Gwiazda... Nie wiedziałam… – burknęła Trzicnka.
Baśniowa Stokrotka pogładziła swoje futerko, patrząc na brązowe oczy córki.

<Trzcinka?>

30 sierpnia 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Poranek w obozie był chłodny i wilgotny, a mgła pełzła nisko nad ziemią, jakby nie chciała opuścić obozu. Baśniowa Stokrotka wysunęła się z legowiska i przez chwilę po prostu patrzyła na rozległe niebo, na bladoniebieskie pasma chmur przesuwające się powoli na wschód, na ślady słońca przeciskającego się nieśmiało przez mleczne powietrze. Jej spojrzenie powędrowało na legowisko medyka, którego ściany wyglądały żałośnie: powyginane gałązki sterczały w nieładzie, mech oderwał się od narożników, a w miejscach, gdzie niegdyś była gęsta okrywa, teraz ziała pustka. Kotka poczuła lekkie ukłucie w sercu, tak nie mogło zostać.— Czas do pracy — mruknęła do siebie, przeciągając się i wyprostowując łapy. Chociaż nie była z natury pracowita, lubiła działać dla dobra klanu. Zanim ktokolwiek zdążyłby zaproponować pomoc, wysunęła się z obozu w stronę lasu, gdzie drzewa szumiały cicho na wietrze, a pod łapami chrzęściły wilgotne liście zeszłorocznego runa. Kiedy przedarła się przez wodę, otrzepała się z wilgoci. Las pachniał świeżością i mokrą korą. Stokrotka poruszała się wąską ścieżką, którą znała na pamięć, zatrzymując się co chwila przy krzewach leszczyny i jałowca. Starannie wybierała giętkie, młode gałązki takie, które można łatwo splatać, a które nie złamią się pod ciężarem śniegu ani przy uderzeniu wiatru. Nie brała byle czego: każdy patyk testowała zębami i łapą, sprawdzając, czy jest sprężysty i mocny. Po chwili zebrała ich na tyle dużo, że musiała układać je w pęki i przerzucać przez grzbiet, a do tego dorzuciła długie źdźbła trawy i kępy świeżego mchu, by wypełnić szczeliny. Gdy wróciła do obozu, Kijankowe Moczary już na nią czekał, obserwując lecznicę z zaciętym wyrazem pyszczka.
— Och, a czy mech i gałązki nie czekają w środku? — zapytał rozbawiony wojownik.
— Te będą na zapas — zaprotestowała cicho kremowa. Kijankowe Moczary uśmiechnął się kątem pyska, ale nic nie odpowiedział, tylko pomógł jej zrzucić pęk gałęzi na ziemię obok lecznicy. Przez chwilę oboje patrzyli na ściany, które wyglądały, jakby lada dzień miały się rozpaść. Wiatr z łatwością przedzierał się przez dziury, a poranny chłód wypełniał wnętrze.
— Zaczynajmy — powiedziała Stokrotka, mrużąc oczy, jakby już w myślach planowała, od której strony najlepiej się zabrać. Kremowa kotka stanęła przy najbardziej zniszczonym narożniku i powoli zaczęła wyciągać stare, spróchniałe patyki. Niektóre rozpadały się w jej łapach, inne musiała wyszarpywać zębami, bo tak głęboko wrosły w poprzednią konstrukcję. Odkładała je starannie na bok, nie chcąc zostawiać bałaganu. Kijankowe Moczary obserwował ją przez chwilę, ale widząc, jak dokładnie pracuje, usiadł z boku i pozwolił jej działać w swoim tempie. Stokrotka wybrała kilka najsilniejszych gałązek z przyniesionego pęku i zaczęła wplatać je w ścianę. Robiła to powoli, raz po raz cofając się o krok, by upewnić się, że układają się prosto i tworzą mocny szkielet. Czasem obracała patyk w łapach kilka razy, zanim zdecydowała, w którą stronę najlepiej go wpasować. Za każdym razem, gdy gałąź wsuwała się na swoje miejsce, odczuwała satysfakcję. Po chwili kawałek ściany był już wstępnie wzmocniony. Wiatr nie przedzierał się przez niego tak łatwo, choć dziury wciąż były widoczne. Stokrotka wzięła mech i gałązki, które zebrała i zaczęła wciskać je w szczeliny. Delikatnie układała warstwę za warstwą, próbując nie łamać przy tym patyków. Nie próbowała na razie naprawiać wszystkiego, chciała tylko sprawić, by lecznica choć trochę lepiej chroniła przed chłodem. Podczas pracy, czasami miała wrażenie, co by się stało, gdyby tam zasnęła. Pewnie zamieniłaby się w sopel lodu…
— Nie spieszysz się, co? — mruknął Kijankowe Moczary, zerkając na nią z rozbawieniem.
— A ty co, cichy pomagier?— prychnęła Stokrotka, nawet nie podnosząc głowy. Nawet jeśli naprawiła dopiero mały fragment ściany, każdy patyk i każda kępa mchu były idealnie dopasowane. Po dłuższym czasie narożnik lecznicy wyglądał znacznie lepiej. Stokrotka cofnęła się, obejrzała swoją pracę i westchnęła.
— To dopiero początek — mruknęła. — Ale przynajmniej wiatr nie będzie tu tak hulał. — Kijankowe Moczary podszedł bliżej i przyjrzał się ścianie.
— Tylko jeden kąt, a wygląda jak nowy — pochwalił ją, stukając ogonem o ziemię.
Przeciągnęła się, otrzepując łapy z kawałków mchu i opadłych liści. Słońce wspięło się już wyżej, ogrzewając kremowe futro wojowniczki. Kotka spojrzała jeszcze raz na swój fragment pracy. Był mały, nawet nie wiedziała, czy solidny. Jednak to nadal praca. Ziewnęła, pochylając delikatnie łeb. Miała wrażenie, że zaraz położy się przy Dryfującej Bulwie. Chciała poczuć na opuszkach łap to miękkie, bure futerko. Może zaraz je poczuje, za moment…

Event Klanu Nocy (Część 2)
Odbudowa ścian lecznicy 

23 sierpnia 2025

Od Stokrotkowej Łapy (Baśniowej Stokrotki) CD. Mandarynkowej Łapy (Mandarynkowego Pióra)

Czasy uczniowskie

Stokrotkowa Łapa wślizgnęła się przez tunel do obozu, niosąc w pysku zapach wilgotnego mchu i liści. Poranny trening skończył się później, niż się spodziewała. Śnieżne Wspomnienie uparł się, by ćwiczyli skradanie aż do pełnej ciszy, a łapy bolały ją od ciągłego napinania mięśni. Gdy odkładała wiewiórkę na stos zdobyczy, zauważyła znajomy srebrny ogon. Mandarynkowa Łapa siedziała przy wejściu do legowiska uczniów, liżąc starannie futro na piersi. Słońce odbijało się w jej oczach, przez co wyglądały jak dwa bursztyny w rosie. Mimo zmęczenia, kotka trzymała się prosto jak na ważnej uroczystości.
– Też dopiero wróciłaś? – zapytała Stokrotkowa Łapa, otrzepując z łap pył.
– Wreszcie – westchnęła Mandarynkowa Łapa teatralnie. – Ten trening był koszmarny. Jak mam wyglądać jak wojowniczka, kiedy każą mi czołgać się przez błoto? – Przesunęła językiem po łapie, a potem przeczesała nią wąsy.
– A ty? Wyglądasz, jakby ktoś wytarzał cię w paprociach. – prychnęła. Stokrotkowa Łapa parsknęła cicho, choć bez złości.
– Lepiej wyglądać jak paproć, niż spłoszyć każdą zdobycz w lesie.
Położyła się na brzuchu obok i zaczęła czyścić futro, skrupulatnie rozplątując mech między palcami.
– Ćwiczyliśmy skradanie aż do samego strumienia. Mentor mówi, że wreszcie zaczynam się ruszać cicho.
– Och, proszę cię – Mandarynkowa Łapa wywróciła oczami. – Moje czołganie było równie dobre. Gdyby tylko ta wstrętna mucha nie ugryzła mnie w nos w najgorszym momencie!
Stokrotkowa Łapa uśmiechnęła się pod nosem. Z Mandarynkową Łapą każdy trening zamieniał się w przedstawienie.
– A jak poszło ci polowanie? – spytała ostrożnie, wiedząc, że przyjaciółka nie znosiła pytań, które mogłyby zabrzmieć jak ocena.
– Złapałam mysz – oznajmiła Mandarynkowa Łapa, unosząc brodę. – No, prawie złapałam. – Jej głos złagodniał na moment, ale zaraz znów nabrał pewności siebie. – I tak wszyscy mówili, że świetnie się spisałam. – mruknęła. Na środku obozu rozległo się wołanie starszej wojowniczki. Mandarynkowa Łapa natychmiast poderwała się na łapy, wyprostowała ogon i rozpromieniła, jakby zaraz miała wejść na scenę.
– Chodź, pokażmy się – szepnęła, a jej pomarańczowe oczy błyszczały z podniecenia. – Niech widzą, że wróciłyśmy z treningu jak prawdziwe wojowniczki.
Stokrotkowa Łapa zawahała się. Wolała po prostu zjeść i odpocząć, ale zanim zdążyła zaprotestować, Mandarynkowa Łapa już maszerowała przez środek obozu, machając ogonem z przesadną gracją. Starsze koty wymieniły kilka słów z uczennicami, chwaląc ich za wytrwałość. Mandarynkowa Łapa odpowiadała głośno i pewnie, opowiadając o treningu tak, jakby to ona prowadziła patrol. Stokrotkowa Łapa stała obok, cicha, przytakując co jakiś czas. Była przyzwyczajona, że przyjaciółka zawsze musi błyszczeć w centrum uwagi. Kiedy wreszcie usiadły przy świeżym stosie zdobyczy, Mandarynkowa Łapa nachyliła się konspiracyjnie.
– Widzisz, jak wszyscy na mnie patrzą? – szepnęła z triumfem. – Już wiedzą, że będę najlepszą wojowniczką w całym klanie. A może nawet zastępczynią. – powiedziała z podekscytowaniem.
Stokrotkowa Łapa uniosła brwi.
– Wojowniczka powinna przede wszystkim chronić klan, nie tylko zbierać spojrzenia. – Kremowa przewróciła oczami.
– A nie można robić obu rzeczy naraz? – Mandarynkowa Łapa puściła jej oczko, po czym z zadowoleniem ugryzła kawałek świeżego wróbla.
– Pamiętaj, Stokrotko, trzeba mieć plan.
Stokrotkowa Łapa uśmiechnęła się blado. Lubiła energię Mandarynkowej Łapy, ale czasem miała wrażenie, że przyjaciółka widzi świat jak wielkie widowisko, a nie jak prawdziwe życie. A Stokrotka… ona chciała czegoś prostszego. Pomagać, uczyć się, być użyteczna.

***

Słońce przesunęło się wyżej, rozgrzewając grzbiety starszyzny wylegującej się przed ich legowiskiem. W obozie unosił się zapach świeżej zdobyczy i żywicznego lasu. Obie kotki jadły w milczeniu przez chwilę, a Stokrotkowa Łapa poczuła znajome ciepło, mimo wszystkich różnic między nimi, cieszyła się, że wróciły do obozu razem. Jeszcze wtedy nie wiedziała, jak kruche okażą się te wspólne chwile.
– Wiesz… – zaczęła ostrożnie, przeżuwając ostatni kęs – …Śnieżne Wspomnienie powiedział, że jeśli tak dalej pójdzie, mogę wkrótce pójść na prawdziwy patrol, nie tylko na trening. – pisnęła pręgowana.
Mandarynkowa Łapa uniosła uszy i uśmiechnęła się szeroko, jakby to była jej własna pochwała.
– Widzisz? Mówiłam, że będziemy najlepsze w całym klanie. A ja… – pochyliła się bliżej, jakby wyjawiała wielką tajemnicę – …słyszałam, że Sumowa Płetwa szuka uczniów, którzy potrafią nie tylko walczyć, ale i mówić. Wyobrażasz sobie? Może kiedyś poprowadzę patrol sama! – krzyknęła. Stokrotkowa Łapa mrugnęła.
– A myślałam, że wolisz polować, niż rozkazywać innym.
– Och, polowanie jest dobre na trening – prychnęła srebrna.– Ale nie po to uczymy się całymi dniami, żeby ktoś nami rządził na zawsze. Musisz myśleć o przyszłości. – Wzdrygnęła się. Nie zdążyła odpowiedzieć, bo z legowiska starszyzny wychyliła się Pszczela Duma, wołając:
– Hej, wy dwie! Macie jeszcze siły? Nasze posłania są całe w błocie. Wymienicie nam je? – zapytała. Kremowa uczennica natychmiast poderwała się na łapy.
– Jasne, zaraz to zrobimy! – miauknęła z uśmiechem na pyszczku. Mandarynkowa Łapa zawahała się, ale gdy przyjaciółka wstała, również podniosła się z udawaną ochotą.
– No dobrze, ale niech to nie trwa wieczność – mruknęła półgłosem do Stokrotki. – Właśnie wypolerowałam sobie futro. – syknęła. Przyniosły świeży mech i suche liście, cierpliwie usuwając kłujące gałązki z posłania starszyzny. Stokrotkowa Łapa pracowała w skupieniu, ciesząc się, że może pomóc. Mandarynkowa Łapa co chwilę przerywała, by otrzepać łapy albo poprawić sobie sierść, ale starsze koty i tak były zadowolone.
– Dobra robota – mruknęła Pszczela Duma, zerkając na Stokrotkę dłużej niż na Mandarynkę. – Zawsze można na ciebie liczyć.
Stokrotkowa Łapa poczuła, jak duma rozlewa się po jej piersi. Mandarynkowa Łapa wzruszyła ramionami, jakby nie zależało jej na pochwałach, ale jej ogon poruszył się szybciej niż zwykle. Gdy wracały na polanę, Mandarynkowa Łapa odezwała się chłodniejszym tonem:
– Nie rozumiem, czemu ty zawsze tak się cieszysz z takich rzeczy. To tylko sprzątanie. – Przewróciła oczami
– Bo starszyzna też jest częścią klanu – odparła spokojnie Stokrotkowa Łapa. – Kiedyś my też będziemy potrzebować pomocy. – odpowiedziała.
– Och, proszę cię, ja nigdy nie będę potrzebować pomocy – prychnęła Mandarynkowa Łapa, ale w jej głosie zabrzmiało coś jak cień niepewności. Nim zdążyły powiedzieć coś więcej, na polanę wbiegł Poranny Ferwor – młody wojownik, wciąż jeszcze pełen uczniowskiej energii.
– Hej, wy dwie! Zbierają się koty na patrol graniczny. Może pójdziecie z nami? Mentorzy muszą się zgodzić, ale… to tylko sprawdzenie znaków zapachowych. – mruknął. Mandarynkowa Łapa natychmiast się wyprostowała, a jej oczy rozbłysły.
– Słyszysz, Stokrotko? Prawdziwy patrol!
Stokrotkowa Łapa poczuła, jak serce zaczyna bić szybciej. Wiedziała, że Śnieżne Wspomnienie mówił o patrolu w najbliższych dniach, ale nie sądziła, że tak szybko. Spojrzała na przyjaciółkę, podekscytowaną, prawie drżącą z niecierpliwości.
– Idziemy – zdecydowała, choć trochę ścisnęło ją w brzuchu na myśl o tym, że to już coś poważniejszego niż zwykły trening.
 
***

Baśniowa Stokrotka wróciła z patrolu, czując, jak zapach lasu przykleja się do futra niczym mgła. W obozie panował spokój, koty jadły, starszyzna drzemała, a kocięta bawiły się przy kępie paproci. Wszystko wyglądało tak zwyczajnie, a jednak powietrze było ciężkie. Ciężkie od milczenia. Mandarynkowe Pióro siedziała po drugiej stronie polany, odwrócona plecami. Jej srebrzyste futro lśniło w słońcu, ale Stokrotka wiedziała, że to światło nie ociepla jej spojrzenia. Od tygodni nie rozmawiały. Ani słowa. Tylko wymijające spojrzenia, tylko krótki ruch ogona, kiedy los zmuszał je do wspólnej warty. Stokrotka zacisnęła szczęki, próbując odgonić wspomnienie tamtej nocy: burzy, krzyku, zapachu śmierci. Śmierci jej córek… Niebieskie oczy wojowniczki znowu powędrowały w kierunku zastępczyni. Niespodziewanie ta też się na nią patrzyła, a jej pomarańczowe oczy nieco się zmrużyły.

<Mandi?>

03 czerwca 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Kolejna śmierć, kolejne trudności. Bratkowe Futro i Ryjówkowy Urok umarły. Dryfująca Bulwa i Bursztynowy Brzask bardzo to przeżywali. A zwłaszcza bury kocur… Bulwa zaczął tracić bliskich, na początku Syreni Lament, a później Bratkowe Futro. Para codziennie odwiedzała nagrobki i zostawiała po sobie kwiaty. Kremowa skierowała się w stronę partnera. Bury leżał na trawie ze skulonym ogonem.
– Wszystko dobrze, kochanie? – zapytała Stokrotka. Bulwa pokiwał głową, wstał i spojrzał na pręgowaną.
– Tak, przynajmniej tak myślę… – wymruczał cicho. Dryfująca Bulwa wstał z miejsca i usiadł przy partnerce. Nagle kocur popchnął Stokrotkę na trawę i przygwoździł ją do ziemi. Kremowa zaśmiała się i polizała partnera w czoło. Już po chwili, zza krzaków wyłoniła się Mżący Przelot i Nimfie Zwierciadło. Kiedy wojowniczki zauważyły parę, zrobiły wielkie oczy i szybko się wycofały.
– Chcesz znaleźć… Bardziej ustronne miejsce? – zapytał bury. Pręgowana pokiwała głową i tak koty udały się na nowe tereny Klanu Nocy. Wilgotna, miękka trawa towarzyszyła wojownikom w podróży. Kotom udało się wejść do lasu, a tam powitała ich ruda wiewiórka. Nie minęła chwila, a kremowa pobiegła za nią, wyglądało to jak wyścig. Szybka, mała istota pędziła w stronę drzewa, a Baśniowa Stokrotka w dużych susach ją wyprzedzała. W końcu zwierzyna została złapana, wojowniczka jedną łapą spłaszczyła, a później ugryzła ją w brzuch.
– Chyba… Już ją wykończyłaś – powiedział kotce.
– Chodźmy dalej! – rzuciła. Kremowa chwyciła wiewiórkę w pysk i w podskokach dotarła do Zrujnowanego Mostu, a Bulwa biegł za nią. Kiedy kotom udało się przejść na drugą stronę, od razu skierowały się do nowych terenów. Tup, tup, tup. Ich kroki były tak głośne, że mogłyby budzić największą zwierzynę w tym lesie.
– Gdzie nas prowadzisz? – zapytał kocur.
– Zaraz się przekonasz – odpowiedziała. Bulwa zapewne miał swoje podejrzenia, ale Stokrotka nie chciała nic zdradzać. Las zaczął się zmieniać. Gęste drzewa ustępowały miejsca smukłym, jasnym pniom. Brzozy, młode i wiotkie, porastały to miejsce gęsto, tworząc iluzję lekkości i bezpieczeństwa. Słońce przesączało się przez liście, a wiatr grał wśród gałęzi cicho, jakby nie chciał nikogo obudzić.
– Tu… dziwnie pachnie – mruknął Bulwa, zatrzymując się na chwilę. Ziemia była wilgotna, a zarośla zbyt spokojne. Nawet ptaki milczały.
– Wiem – powiedziała kotka, podchodząc bliżej. – Ale to właśnie tu chcę z tobą pobyć. Chociaż przez chwilę. Jest tak cicho… jakby wszystko trzymało oddech.
Zatrzymali się pod jedną z brzóz, młodą i giętką jak źdźbło trawy. Biała kora łuszczyła się w cienkich płatkach, a mech oplatał podstawę drzewa, tworząc coś na kształt gniazda. Bulwa usiadł ostrożnie, a Stokrotka złożyła się obok, kładąc łapę na jego.
– Myślisz, że to miejsce nas zna? – zapytała cicho.
– Myślę, że słucha – odpowiedział bury. – Ale nie jestem pewien, czy chce odpowiedzieć.
– Właśnie dlatego to dobre miejsce – westchnęła – Bo czasem trzeba mówić coś do milczenia. Żeby wreszcie poczuć, że to nasze milczenie.
I wtedy, w tej miękkiej ciszy, kiedy brzozy drżały delikatnie na wietrze, a granica znanego świata czaiła się gdzieś za ich plecami, Baśniowa Stokrotka postanowiła powiedzieć to, co rosło w niej od wielu księżyców… Sucha trawa załaskotała ich łapy, kiedy odbili od ścieżki i zaczęli iść w stronę Brzozowego Zagajnika. Baśniowa Stokrotka poprowadziła ich pewnie, choć powietrze zaczęło się tam zmieniać — z otwartego i pachnącego latem stało się cichsze, jakby zduszone przez tajemnicę. Wysokie, młode brzozy rosły tu gęsto, białe pnie lśniły w słońcu, a delikatne liście szeptały coś między sobą.
– Tutaj – mruknęła Stokrotka, zatrzymując się i rozglądając. – Nie wiesz, jak długo o tym myślałam – rzuciła.
Dryfująca Bulwa spojrzał na nią z niepokojem. Czuł coś w powietrzu. Niebezpieczeństwo… raczej ciężar. Taki, który nosi się długo, aż zaczyna wbijać się w skórę jak cierń.
– Nie rozumiem. Dlaczego akurat tu? – mruknął.
– Bo tu… – Kotka urwała i spojrzała w górę, na jasne niebo przebijające się między listowiem – …tu wszystko wydaje się jeszcze niepewne. Jakby dopiero miało się zacząć. I ja też taka jestem. Jeszcze nie wiem, jaką będę matką, od tamtego czasu minęło tak wiele… Nie wiem, czy ponownie sobie poradzę. Bulwa zamarł. Stokrotka patrzyła na niego z dołu, z tą swoją spokojną, miękką twarzą, ale w oczach miała coś, czego nigdy u niej nie widział – drżenie. Nie strach, tylko… delikatność. Jakby to, co mu właśnie powiedziała, mogło się rozpaść, jeśli tylko będzie milczał zbyt długo.
– Będziemy mieć dzieci – wymruczała cicho. Te słowa rozlały się po nim jak woda. Na początku ich nie poczuł. Dopiero potem przyszło gorąco, fala myśli, błysk wspomnień – o ojcu, o Syrenim Lamencie, o przyjaciołach, których już nie było. I o niej. O Stokrotce.
– Dzieci? – powtórzył, jakby samo wypowiedzenie tego miało sprawić, że wszystko stanie się realne. – Nasze dzieci? – Stokrotka kiwnęła głową, a jej uszy lekko opadły. Cisza w Brzozowym Zagajniku nagle się pogłębiła. Jakby nawet liście wstrzymały oddech.
Bulwa nie od razu wiedział, co czuje. Ale wiedział jedno – że chce ją przytulić. Przyciągnąć do siebie, zasłonić własnym ciałem przed wszystkim, co mogłoby ją zranić. I tych, którzy mają przyjść na świat, również. Bo skoro miały być dzieci, to nie mógł już myśleć tylko o tym, co stracił. Musiał zacząć myśleć o tym, co teraz zyskał. Podszedł i owinął ogonem jej bok. Nie powiedział nic, tylko zanurzył pysk w jej karku i został tak przez chwilę. Czuł, jak jej oddech drży, jak ledwo powstrzymuje łzy. A potem wyszeptał:
– Dziękuję, że mi to powiedziałaś. Dziękuję, że mi ufasz. I… przepraszam, jeśli przez moment wyglądałem, jakby to mnie przeraziło. Bo może mnie przeraziło. Ale jeszcze bardziej mnie to cieszy. Naprawdę.
Z jego pyszczka wydobyło się ciche westchnienie, jakby wypuścił powietrze, które zatrzymał tygodnie temu. Jakby coś się w nim odblokowało. Stokrotka przywarła do niego mocniej.
– Myślałam, że się wystraszysz – mruknęła. – Że odejdziesz.
– Nie jestem głupcem – odparł cicho. – Gdyby Klan Gwiazdy dał mi coś takiego jak ty…nie miałbym prawa tego odrzucić. Nawet jeśli to trudne. Wiatr poruszył listkami. Gdzieś w oddali załamał się gałąź. Koty zamarły, nasłuchując, ale nic się nie wydarzyło. Może to tylko wiewiórka. Może nie. Bo Brzozowy Zagajnik miał swoje sekrety. Każdy o tym wiedział. Ale teraz nie miało to znaczenia. Teraz liczyło się tylko to, że byli razem. Że mieli szansę. I że nikt nie mógł im tej chwili odebrać. Baśniowa Stokrotka usiadła, a Dryfująca Bulwa usiadł tuż obok. Razem patrzyli w głąb zagajnika, gdzie światło układało się we wzory na pniach, a zarośla zdawały się poruszać oddechem czegoś większego.
– Myślisz, że będą miały twoje futro? – zapytała w końcu, z półuśmiechem. – Takie bure jak noc po burzy?
– Albo twoje. Ciepłe i jasne. Jak świt – odparł i dotknął jej łapy swoją.
– Albo pstrokatą mieszankę naszej dwójki, z zupełnie nowymi oczami i charakterem – mruknęła. – Jakieś nieprzewidywalne stworzenia.
– To chyba nawet pasuje do naszych dzieci.
Znowu zapadła cisza. Ale tym razem była inna. Lżejsza. Ciepła. Wypełniona oczekiwaniem. Bulwa nachylił się i spojrzał partnerce w oczy. W tych oczach było wszystko – zmęczenie po walce, smutek po utraconych, ale też siła i odwaga. I coś jeszcze. Coś, co było tylko dla niego.
– Zbudujemy dla nich świat. Taki, w którym będą mogły biegać po łąkach i wspinać się na drzewa. Taki, w którym nikt nie nazwie ich zbyt delikatnymi albo zbyt dzikimi. Gdzie będą mogły być sobą.
– Tak – wyszeptała. – Tego właśnie chcę.
Niebo między koronami zaczęło się zmieniać. Słońce zbliżało się do horyzontu, a ich cienie wydłużyły się pośród traw. Nie wiadomo było, co kryje się za granicą Brzozowego Zagajnika – może pustka, może nowe początki. Ale jedno było pewne: ten moment należał do nich. Byli razem. I nikt nie mógł im tego odebrać.

31 maja 2025

Od Baśniowej Stokrotki

[Po śmierci Syreniego Lamentu]

Kremowa siedziała przy wejściu do obozu, czekając na partnera, który powolnym krokiem wyszedł z legowiska.
– Gotowy? – mruknęła. Bury spuścił łeb i pokiwał głową, chwycił bukiet kwiatów i wyszedł z obozu. Wojownik przez całą drogę był cicho, jakby nie słyszał słów partnerki. Niedaleko Zmierzchającej Zatoki znajdowała się Syreni Lament. Srebrna, point kotka o śmiesznym ogonie. Siostra Dryfującej Bulwy odeszła niedawno, a para nadal przynosi jej kwiaty. Kiedy koty dotarły do grobu, Bulwa posmutniał. Kocur położył przy nagrobku kwiaty i usiadł. Wyglądał jakby wpatrywał się w pustkę, jakby nic nie mogło go już wybudzić.
– Myślisz… Myślisz, że ona patrzy na nas z góry? – zapytał. Kremowa usiadła obok niego i wtuliła się w jego bok.
– Nie jestem pewna, ale kto wie… Może nawet siedzieć obok ciebie – wyszeptała. Pręgowana nie mogła sobie wyobrazić, co mógł czuć w tej chwili bury. Czuł smutek? Żal, gorycz? Czy coś gorszego, czy w ogóle było coś gorszego…
– Wracamy? – rzuciła nagle kremowa.
– Zostańmy jeszcze chwilę… – odpowiedział. Stokrotka pokiwała głową i spojrzała się na partnera. Musnęła go ogonem, jednak on nie zwrócił na nią uwagi. Bury nadal był wpatrzony w grób siostry. A co jeżeli mu nie przejdzie…?

***

Nazajutrz sprawa się uspokoiła, bo za legowiskiem słyszała rozbudzonego partnera, ale czy na pewno? Baśniowa Stokrotka przewracała się z boku na bok, myśląc co dziś zrobi. Polowanie? Zwiedzanie nowych terenów? Patrol graniczny? Było tyle rzeczy do wyboru, a mogła wybrać tylko jedną. Nagle do legowiska wojowników wkroczył bury.
– Super! Wstałaś, idziemy na polowanie? – zapytał.
– Jasne! – odpowiedziała Stokrotka. Zadowolona wstała z miejsca i ruszyła za kocurem. Zapowiadało się im długie polowanie…

26 maja 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Księżyce Temu

Klan Nocy wygrał wielką bitwę z włóczęgami z terenów niezdobytych. Jednak dzisiaj, może temu zaprzeczyć, ponieważ oficjalnie to są ich tereny. Kremowa rozciągnęła się i rozejrzała się po wyspie. Nic, pustka a jedynie wielka wykopana dziura. Dymne futro więźniarki opadało, a Zorza położyła się na ziemi. Po chwili Stokrotka usłyszała plusk, na tyle głośny, że do czarnej również od dotarł. Baśniowa Stokrotka i Dryfująca Bulwa spojrzeli raz na siebie, a raz na chwiejącą się wodę. Nagle zza ich pleców rozległ się cichy, acz potulny dźwięk:
— Możecie iść, nadeszła zmiana. — Usłyszała wojowniczka. Odwróciła się i zobaczyła Czyhająca Murenę i Błękitną Lagunę. Rodzeństwo usiadło przy dole, patrząc na Zorzę. Bury kiwnął głową, i marszem pokierował się w stronę wody. Baśniowa Stokrotka zawahała się i szepnęła coś do ucha Murenie. Ta pokiwała głową i zaczęła myć się językiem po piersi. Kremowa podbiegła do partnera i razem popłynęli w stronę obozu. Machanie łapami i śmieszne poruszanie ogonem, jak kijanka! To cała Stokrotka, sama dostawała dziwne komentarze na ten temat, czy niby nie urodziła się rybą. Ale jej to nie przeszkadzało, bo dla niej wydawało się to komplementem. Kiedy koty dotarły na wyspę, kremowa otrzepała się z wody tak jak i Bulwa. Razem udali się w stronę legowiska medyczki, bo Dryfująca Bulwa wbił sobie kolec w łapę. Jednak nalegał, że to nic takiego i zaraz po zmianie pójdzie do medyczki. A tam? Było prawie że pusto. Kotka nie słyszała już tego śmiechu Zimorodkowego Życzenia ani figlarnych jej zachowań. Została tam jedynie Różana Woń; czarna pracowała sama. Bez niczyjej pomocy, na własną łapę. Jak wojowniczka tak o tym pomyślała, poczuła żal i gorycz w swoim sercu. Róża siedziała koło Syreniego Lamentu, mrucząc coś do jej ucha. Siostra Dryfującej Bulwy odczuwała tę bitwę najmocniej. Stokrotka przełknęła ślinę i postąpiła krok do przodu.
— Przepraszam? Dryfująca Bulwa ma kolec w łapie, możesz go wyciągnąć? — zapytała. Medyczka odwróciła gwałtownie głowę i pokiwała łbem. Mozolnie wstała i zniknęła za składzikiem pełnym ziół. Kotka powąchała powietrze, nawet z jej miejsca mogła wyczuć ten przyjemny aromat. Rumianek czy stokrotki, nagietek czy nawłoć, każdy była dla niej ładnym zapachem. Świeży, słodki i ziołowy zapach rumianka. Słodki, pudrowy i intensywny zapach stokrotki. Przyjemny zapach, pachnący lecznicą nagietka. Kojący zapach, który relaksował, należał do nawłoci. Wojowniczka mogła myśleć o tym bez przerwy, niestety życie nadal się toczyło, no i nic się nie zatrzymywało.
— Już jestem — powiedziała Różana Woń. Bury kocur kiwnął głową i podszedł do kocicy. A ta starannie wyciągnęła kolec z łapy wojownika.
— Auu!! — pisnął bury.
— Daj spokój skarbie! To wcale nie boli… — powiedziała Stokrotka.
— Ale mnie bolało… — wykrztusił. Medyczka pokiwała głową i po skończonej wizycie, para udała się na Kolorową Łąkę.
— Mam coś dla ciebie! — Usłyszała kremowa. W mgnieniu oka odwróciła się i zobaczyła Bulwę, który miał w pyszczku kwiatek. Wojownik włożył swój podarek za ucho partnerki.
— Dziękuję! — Ucieszyła się. Przytuliła kocura, a zaraz potem przewróciła go na ziemię.
— Zapowiada się fajne popołudnie… — wymruczał Dryfująca Bulwa.

09 kwietnia 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Baśniowa Stokrotka skierowała się do legowiska przywódczyni. Bała się jej wzroku, zielonych szparek świdrujących w jej kierunku. Jednak musiała spróbować, czegoś czego nie robiła od dawien dawna. Zrobiła krok do przodu, ale się zawahała.
— Wejdź — Usłyszała. Kotka przełknęła ślinę i weszła do środka dziupli. Rozejrzała się, a obok zobaczyła liliową kotkę. Spieniona gwiazda zmrużyła oczy i pokręciła głową w jej kierunku.
— Chciałam zapytać… Czy mogę poprowadzić patrol, do nieznanych granic — wymruczała. Westchnęła i czekała na odpowiedź liderki.
— Dobrze. Jednak musisz być ostrożna, nie chcę słyszeć o kolejnym martwym kocie — skrzywiła się. Kremowa pokiwała głową i prędko wybiegła z legowiska. Szybko przeleciała koty wzrokiem, szukając kogoś kto się nadaje. Zmrużyła oczy i zmierzwiła futro, po chwili dostrzegając Nartnikowy Czułek. Czekoladowy trzepnął ogonem o ziemię, a zaraz po tym zaczął się czyścić. Dawno nie widziała wojownika na patrolu, więc dobrze mu to zrobi. Stokrotka podbiegła do kocura obwąchując go.
— Musisz iść na patrol, poczekaj przed wyjściem, dobrze? — mruknęła. Srebrny pokiwał głową, wstał i odszedł. “Świetnie! Jeden już jest. Muszę znaleźć kogoś jeszcze” — pomyślała. Ponownie rozejrzała się po obozie, machając zabawnie ogonem. Wtedy dostrzegła Krabowe Paluszki. Szylkretowa spojrzała się na nią w tym samym momencie, kiedy jej oczy na nią natrafiły.
— Cześć! Jesteś wybrana do patrolu, poczekaj z Narnikowym Czułkiem koło wejścia do obozu — powiedziała. Kotka pokiwała głową i zniknęła za krzewami. Niestety Stokrotce nie udało się już znaleźć nikogo, kto był by jeszcze w stanie pójść.

***

I tak patrol dotarł do nieznanych granic. Baśniowa Stokrotka stała na czele, przyglądając się krzewom i drzewom. Czy aby na pewno chciała tam iść? Teraz już nie miała wyboru, więc skierowała się z kotami do lasu. Stokrotka obwąchała krzewy i starannie dotknęła gruntu, bo bała się kolejnej pułapki. Pomachała ogonem, by zasygnalizować swoim pobratymcom, że droga jest czysta. Krabowe Paluszki przyłączyła się do wąchania terenu, a Narnikowy Czułek sprawdzał krzewy wokół drzew. Gdy nic nie zwęszyli, udali się w głąb lasu.
— A co jeżeli spotkamy jakieś koty? — powiedziała Krabik. Szylkretka nieco schowała się za kremową, ale ta odparła:
— Wtedy postaramy się wrócić cało do obozu
Po jakimś czasie wędrówki, tym razem odbywającej się wśród koron drzew, do uszu Baśniowej Stokrotki dotarły podejrzane szmery. Wraz z resztą patrolu zatrzymała się, skrywając się pośród gąszczu gałęzi, by z góry móc obserwować co się dzieje. Gdzieś przed nimi, w oddali, jej bystre oczy wyłapały ruch - jakiś ciemny, nakrapiany ogon zniknął w mrokach nory, nim Klan Nocy zdążył ujrzeć całą jej sylwetkę. Po lesie rozeszło się skrzeczenie sójki.
Nie mogli udać się za samotnikiem. We wspomnieniach Stokrotki wciąż rozgrywała się akcja potyczki w tunelu z obcym kocurem, stąd też nastąpiła decyzja o powrocie do obozu.

Od Baśniowej Stokrotki

Baśniowa Stokrotka guzdrała się z ziołami w pyszczku. Pomagała Zimorodkowemu Życzeniu pozbierać trochę ziół do składziku. Liliowa schyliła się i wyrwała kolejne zioło z korzeniami. Wojowniczka odłożyła zioła na trawę i musnęła ją ogonem.
— Tyle na pewno wystarczy — wymruczała. Pręgowana westchnęła i pokiwała głową. Najwyraźniej chciała zebrać więcej, ale ani jeden listek nie dałby rady wejść do jej pyszczka.
Kiedy kotki wróciły do obozu, pomaszerowały do legowiska medyka. Stokrotka położyła zioła na ziemi i poczekała na swoją przyjaciółkę.
— Dużo zebrałyśmy! — powiedziała kremowa. Zimorodek jedynie przytaknęła i położyła się na swoim legowisku.
— Możesz już iść, zioła przeniosę później… — wymamrotała. Jednak Stokrotkę intrygował składzik. Chciała chociaż iść zobaczyć, jak teraz wygląda. Bo dawno w nim nie była, a teraz miała okazję! A w nim taki smród, jak odór skunksa! Nie dało się tam wytrzymać, jakby dwunożny dał wszystkie śmieci w jedno miejsce. Kotka zasłoniła nos i szybko wybiegła z legowiska medyka. “Może rzeczywiście był tam skunks?... Już raz takiego widziałam! I smrodu nie mogłam się pozbyć przez księżyc” — pomyślała. Nagle podbiegł do niej Lśniąca Ikra, w kilku susach wylądował na ziemi i westchnął.
— Spieniona Gwiazda czeka na ciebie — powiedział. Ta kiwnęła głową, chociaż się trochę zawiodła. Bo akurat zachodziło słońce i robił się wieczór. Baśniowa Stokrotka miała nadzieję odpocząć, ale nic z tego. Szybko udała się do przywódczyni, która wraz z Rysim Borem i Biedronkowym Polem czekali na wojowniczkę. Ta przyspieszyła i szybko dotarła do patrolu. Wtedy Spieniona Gwiazda zasygnalizowała ogonem wyjście z obozu.

***

Patrol szybko dotarł do tej już znanej dla Baśniowej Stokrotki granicy. Kremowa obwąchała ją i wzdrygnęła się. Zmierzwiła futro i wycofała się w tył. Starsza, szylkretowa wojowniczka spojrzała na nią ukradkiem. Jakby miała zamiar zrobić to samo, ale powstrzymała się.
— Zgłaszajcie mi wszystko — mruknęła przywódczyni. 
Po jej słowach liliowy ogon kotki zniknął za krzakami. Stokrotka zawahała się, ale później prędko ruszyła za nią. Oczom wojowniczki po chwili poszukiwań ukazały się ślady szram w korze drzewa, sądząc po wypływającej z nich żywicy — były dość świeże.
— Dobra robota, Baśniowa Stokrotko — miauknęła przywódczyni po usłyszeniu wieści od kremowej — Widać, że chcą nam się pokazać. 
Stokrotka już miała zrobić krok do przodu, ale liliowa ją powstrzymała. Najwidoczniej nie chciała iść za śladami, ale mieć świadomość, że nadal gdzieś tam są. I się czają, by wrócić i namieszać. Kiedy patrol wychodził z lasu, Baśniowa Stokrotka raz jeszcze się odwróciła. A co, jeżeli oni tam są? Mogą ich obserwować, ale kotka zawsze będzie czujna.

06 kwietnia 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Stokrotka udała się do swoich wnucząt. Promyczek i Borówka strasznie przypominali jej Pluska i Sztorm. Uwielbiała do nich przychodzić, bo kociaki witały ją radosnymi mruknięciami. Kremowa wzięła w pyszczek kępkę mchu i udała się do żłobka. A tam niezły rozgardiasz. Gąbka i Mątwa ganiały za sobą, depcząc Algowej Strudze po ogonie. Karmicielka trzepnęła ogonem o ziemię i posłała kociakom ostrzegawcze spojrzenie. Wtedy koteczki jak na jakiś sygnał zatrzymały się. Kremowa ominęła psoty dwóch księżniczek, idąc wprost do swojej córki - Porywistego Sztormu. Szylkretka myła jedno ze swoich pociech. Białe futerko Borówki kręciło się, za każdym liźnięciem karmicielki.
— Mamo! — powiedziała. Na jej pyszczku pojawił się znaczący uśmiech. Baśniowa Stokrotka musnęła córkę ogonem. Położyła kulkę mchu na jej legowisku, nawet chwila nie minęła, a przejął ją Promyczek. Jego kremowe futerko mieszało się z futrem Stokrotki.
— Jesteście bardzo podobni — zauważyła Sztorm. Karmicielka puściła białą kotkę, a ta podbiegła do Stokrotki. Wtuliła się w jej ogon i wymruczała.
— Babciu, kiedy przyjdzie do nas dziadek? — zapytała. Była jeszcze mała, a mówiła bardzo płynnie.
— Dziadek jest bardzo zajęty! Ale nie przejmuj się, na pewno kiedyś go tu zaciągnę — odpowiedziała koteczce. Ta od razu się uśmiechnęła i zatrzepotała ogonkiem.
— Baśniowa Stokrotko! Szukają cię, musisz iść na patrol — Usłyszała. Do żłobka weszła Mandarynkowe Pióro. Z obrzydzeniem ominęła Algową Strugę i jej kocięta. Zachowując grację, skinęła głową do Kotewkowego Powiewu i Porywistego Sztormu. Obie kotki odwzajemniły powitanie, patrząc na nią z zaciekawieniem.
— Dobrze, zaraz przyjdę — mruknęła.
— Babciu! Musisz już iść?... — pisnęła Borówka.
— Nie martw się! Jeszcze do was przyjdę, kto wie, może to będzie dzisiaj — rzuciła. Biała koteczka kiwnęła głową i podbiegła do mamy. Stokrotka wstała z miejsca i udała się za zastępczynią. Przed obozem stało kilka kotów, czyli Lśniąca Ikra, Nimfie Zwierciadło i Pluskający Potok.
— Możemy wyruszać? — powiedział podekscytowany Plusk. Ikra kiwnął głową i cały patrol wyszedł z obozu. Kiedy dotarli do Zrujnowanego Mostu, Nimfie Zwierciadło poszła pierwsza. Zaraz po niej Baśniowa Stokrotka, Pluskający Potok a ostatni Lśniąca Ikra.

* * *

Kiedy patrol doszedł do lasu, wojownicy spojrzeli po sobie.
— To co… Idziemy? — rzuciła Stokrotka. Reszta pokiwała głowami i tak wkroczyli do lasu. Jednak kiedy patrol poszwendał się po lesie, nic nie znalazł. Baśniowa Stokrotka powąchała powietrze, ale nic. Żadnego zapachu, śladów czy innych poszlak. Wydawałoby się, że nic się tam nie dzieje. Ale zawsze trzeba być czujnym, bo w niespodziewanym momencie, ktoś może zaatakować.
— Chyba nic tu nie znajdziemy — wymruczał Lśniąca Ikra.
— Wracamy do obozu — oznajmiła Nimfie Zwierciadło.

03 kwietnia 2025

Od Baśniowej Stokrotki

Kremowe futro otarło się o ściany legowiska medyka.
— Nie ruszaj się! — wymruczała Zimorodkowe Życzenie.
— Ale to szczypie… — mruknęła Stokrotka. Zagryzła wargę, by w większym stopniu nie czuć bólu. Jednak nadal było czuć ogromne szczypanie przy głowie. Kiedy liliowe futro księżniczki ustąpiło, Baśniowa Stokrotka oblizała pyszczek. Pokiwała głową do medyczki, wychodząc z legowiska medyka, zobaczyła wymowne spojrzenie Spienionej Gwiazdy. Jej zielone oczy śledziły ją wzrokiem.
"Czy to przez tę bliznę? Od kiedy się wygoiła, wyglądam strasznie… " — pomyślała. Po chwili liderka pokręciła głową w jej kierunku, pomachała w jej stronę ogonem, zachęcając ją do podejścia. Pręgowana kotka uchyliła się nad wejściem do drzewa, a tam ujrzała Spienioną Gwiazdę. Legowisko pręgowanej zdobyły piękne kwiaty, aż Stokrotka miała ochotę je ukraść.
— O co chodzi? — zapytała. Kocica potrząsnęła łbem i westchnęła.
— Możesz brać udział w patrolach, jednak nadal nie zwalnia cię to z dawno przydzielonej kary — oznajmiła. Baśniowa Stokrotka położyła uszy i kiwnęła głową.
— A teraz idź, patrol czeka na ciebie — powiedziała. Kremowa z niechęcią opuściła jej legowisko, cały czas patrząc się w ziemię. Nie miała ochotę iść na patrol, zwłaszcza od tego ostatniego wypadku.
— Baśniowa Stokrotko! Czekamy na ciebie — Usłyszała. Z mozołem podniosła łeb i ujrzała Kijankowe Moczary i Nenufarowy Kielich. Czarny ogon wojownika musnął bok Stokrotki, a ta odwzajemniła to mruczeniem.
— Ruszamy? — zapytała Nenufarowy Kielich, a reszta patrolu przytaknęła.

* * *

Cętkowane futro zaczepiło się o krzak, dlatego kotka mruknęła.
— Poczekajcie! — wyrmuczała. Baśniowa Stokrotka szarpnęła futro i dogoniła resztę patrolu.
— Gdzie idziemy? — rzuciła. Kijankowe Moczary wskazał punkt obok Brzozowego Zagajnika. Członkini patrolu kiwnęły głową i wraz z Kijankowymi Moczarami do granicy.
— Teraz uważajcie! — ostrzegł je. Czarne, krótkie futerko kocura musnęło krzaki, szukając jakichkolwiek poszlak. Tak samo Nenufara i Stokrotka, razem poszły do jednego z wysokich drzew. Kremowe jutro wojowniczki zmieszało się z czarnym futrem Kijankowych Moczar. Po jego spojrzeniu Baśniowa Stokrotka wywnioskowała, że nic się nie dzieje. Aby to stwierdzić, pręgowana wezwała koty głębiej w las. Mogli jej nie ufać, ale ta w tych patrolach zdobyła największe doświadczenie... Stokrotka raz jeszcze powąchała powietrze. Ciekawa woń zwabiła wojowniczkę głębiej, dalej w nieznane tereny. Prowadziła ją w ciemność głębokiej, opuszczonej, niegdyś należącej do lisa woń. Kremowa nieco obwąchała norę i spojrzała się krzywo na swoich towarzyszy. Po chwili namysłu zdecydowała się wejść. A co jeżeli to ich obóz? Czy powinna sama decydować, przecież coś mogło jej się stać!
Kotka postawiła kroków do przodu, zagłębiając się w korytarzu. Wtem coś chrupnęło, a ziemia za nią się obsunęła, zasypując wyjście z nory.
— Baśniowa Stokrotko? — rozległy się zaniepokojone głosy jej towarzyszy.
Baśniowa Stokrotka odskoczyła, nie wiedząc, co się dzieje.
— Nic mi nie jest! Może uda mi się przekopać, ale najlepiej jak znajdę wyjście — wydukała.
— Uważaj na siebie! Spróbujemy znaleźć drugie wejście. W lisich norach praktycznie zawsze są, więc się nie martw! — zawołała Nenufarowy Kielich, próbując uspokoić Baśniową Stokrotkę. Kotka uwielbiała ciasne miejsca, ale tylko wtedy gdy miała przed sobą wyjście.
— Ja też spróbuje coś znaleźć! — powiedziała. Ale na jej słowa, już nie dostała odpowiedzi. Trzepnęła ogonem o wilgotną ziemię i ruszyła w stronę ciemnych korytarzy. Z naprzeciwległej strony wojowniczki dobiegł dźwięki powolnie stawianych kroków, a po chwili z mroków nory i uniesionego pyłu, wyłonił się smoliście czarny kocur, obserwujący beznamiętnym spojrzeniem Baśniową Stokrotkę.
— Szwendanie po cudzych terenach z tego, co widzę, wam się nie nudzi... — skomentował z wyraźną dozą sarkazmu.
— Ależ nie! Ja, gdybym mogła, wylegiwałabym się na skale! — wymruczała. Spojrzała na czarne futro kocura. Przypominał jej Cis - jej ojca. Chociaż ten miał czekoladowe futro, a nieznajomy czarne. Jednak znała to spojrzenie, pełne znudzenia. Czy mu naprawdę się wydawało, że ona tego chciała? Tak... Bo na pewno chciałaby być uwięziona w dziurze.
— Kim jesteś? — zapytała — Masz jakieś imię? Panie Smoliste futro — rzuciła.
— To nie jest istotne — rzucił, skracając dzielący ich dystans — I tak ta wiedza do niczego ci się już nie przyda — dodał, po czym skoczył przed siebie, lądując na wojowniczce.
— Jesteś bardzo niemiły! Mam nadzieję, że nikt tego nie widzi! Bo nie lubię stosować złego języka — syknęła. Wiła się łapami, żeby znaleźć ziemię i z niej się odbić. Syknęła wściekle na kota, łapiąc go za łapę.
— Jesteśmy! — zawołały praktycznie jednocześnie dwa znajome głosy, jednak widząc sytuację, w jakiej znajdowała się ich towarzyszka, rzucili się na pomoc.
Nenufarowy Kielich złapała kocura za ogon, ściągając go ze Stokrotki. Choć kotka nie widziała, co się dzieje, głównie przez panującą ciemność i wznoszony przy każdym sykliwym uderzeniu piach i drobiny pyłu, po odgłosach domyślała się, że Kijankowe Moczary zajął się obcym.
— Jesteś cała? — spytała bura, przywierając do boku kremowej i pomagając jej wstać — Przybiegliśmy najszybciej, jak mogliśmy. Trochę to zajęło, bo górne wyjście było zasłonięte, ale po głosach was odnaleźliśmy!
— Tak! Dziękuję... Musimy stąd uciekać — wymruczała.
— Mm — wymruczała młodsza, obserwując z bezpiecznej odległości walczące kocury — Ty zajdź go z jednej, ja z drugiej — poinstruowała, przykucając na ziemi.
Gdy już kotki zaczęły podkradać się bliżej wroga, ten niespodziewanie uderzył całym ciałem w jedną ze ścian, podpieranych iglastymi pędami. Te pękły pod naporem siły, tworząc mu dodatkową drogę ucieczki, z której natychmiast skorzystał.
— Uważajcie! Chce nam uciec! — krzyknęła. Nie za wahała się, od razu podbiegła za kocurem. Nie mógł jej uciec, nie tym razem! Kremowe futro już całkiem brudne zmieszało się z ziemią. Małe wibracje, uderzającej pod jej łapami ziemi, dawały Stokrotce nadzieję. Niestety, mimo próby Baśniowej Stokrotki, jej starania poszły na marne, gdy pyskiem uderzyła w ścianę ślepego zaułku.
— Baśniowa Stokrotko, wracajmy! Kijanek podobno się czegoś dowiedział, ale krwawi. Musimy go zabrać do obozu nim wda się infekcja! — miauknęła ze zmartwieniem. Ta niepewnie spojrzała się na ciemny kąt. Jak udało mu się uciec...? Zadała sobie pytanie.
— Masz rację, wracamy — powiedziała. Pomogła Kijankowym Moczarom wstać, podpierając się na jej braku.
— Dziękuję… — wyszeptał wojownik. Stokrotka kiwnęła łbem i powędrowała za Nenufarą do obozu.

* * *

— Różana Woń, Zimorodkowe Życzenie! Jesteście? — krzyknęła. Po chwili zza rogu wybiegły obie kotki, szybko przejęły pacjenta i położyły go na legowisku.
— Odniósł obrażenia w walce — wyjaśniła.
— Zajmiemy się nim, możesz już iść — powiedziała Różana Woń. Baśniowa Stokrotka kiwnęła i poszła do legowiska, by odpocząć.