*skip*
Wszystko było teraz zdecydowanie lepsze. Gdy tylko Wiatr zniknął, życie kotki znowu nabrało sensu. Czuła się o niebo lepiej. Czynności, które były wtedy dla niej okropną męczarnią, obecnie nie sprawiały jej już trudu. Kiedy tylko bury zniknął, poczuła się silna i ważna. Mniej się jąkała a komunikacja z innymi kotami przychodziła jej łatwiej. Niezwykle cieszyła się z tego powodu. Nawet mniej się jąkała. Na pysku rudej coraz częściej pojawiał się uśmiech.
— Plusk — miauknęła nachodząca szylkretka. — Przyszłam do ciebie, bo boli mnie jeden punkt na szyi, jesteś w stanie sprawdzić co to?
Płaskopyska wręcz od razu uśmiechnęła się na jej widok. Ważka była świetnym kotem. Bardzo ją lubiła. Była chyba jedynym kotem, który jeszcze przejmował się jej losem.
— Pewnie — skinęła głową, wstając i ruszając w jej kierunku.
Niebieskooka usiadła i pacnęła łapą miejsce na swojej puchatej szyi. Pręgowana klasycznie zbliżyła się do niej i zamachała niepewnie ogonem. Czuła się dziwnie, będąc przy niej na tyle blisko. Gdy ich spojrzenia się spotkały, żołtooka szybko uciekła wzrokiem na bok. Przeglądnęła się miejscu na szyi i za moment spostrzegła kleszcza. Niestety, nie miała przy sobie mysiej żółci. Coś mówiło jej, żeby nie zostawiać Ważki samej. Rozglądnęła się więc i postanowiła zawołać jednego ze swoich uczniów, Poranka.
— Poranku — zawołała głośno. — Byłbyś w stanie przynieść mi mysią żółć?
< Poranku? >
[przyznano 5%]