BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obserwująca Żmija x Ostowy Pęd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obserwująca Żmija x Ostowy Pęd. Pokaż wszystkie posty

22 marca 2024

Od Ostowego Pędu CD. Obserwującej Żmii

Udało się. Żmija odwzajemniła jego uczucie. Nie mógł w to uwierzyć. To musiał być jakiś żart, ktoś go oszukał... Ale ona tu była. Leżała obok, z własnej woli, zgodziła się... Nie mogła kłamać. Jej wzrok nie mógł kłamać, jej ton głosu i ten przepiękny śmiech. To musiało być prawdą.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę – mruknął tylko cicho i znów zamkną oczy, mając nadzieję, że ta chwila się nigdy nie skończy.
 
***
 
Minęło trochę czasu i Ostowy Pęd dowiedział się, o ciąży swojej partnerki. Nie mógł w to uwierzyć! Będzie tatą! Jak on chciał wtedy skakać z radości. To było wspaniałe!
- Ojejku Żmijo, to cudownie! – powiedział i zaczął skakać wokół swojej ukochanej. Energia go rozpierała, był taki szczęśliwy. Jednak po chwili to szczęście zamieniło się w lekką obawę. Nigdy nie miał kociąt. Co może się stać? Może powinien jakoś się przygotować do roli ojca? Sam nie wiedział i nieco się bał, lecz miał pewności, że Obserwująca Żmija będzie wiedzieć, co robić, w końcu miała już jednego syna. Na pewno sobie poradzą.
- Tylko nie mów na razie nikomu Ostowy Pędzie – poprosiła czarna kotka. Kremowy spojrzał na nią ze zdziwieniem. To przecież była wielka nowina, dlaczego chciała to ukryć? Pysk kotki jednak nie zdradzał żądnych uczuć, więc Ost nie mógł domyślić się, o co chodzi.
- Skoro tego chcesz... Ale wiedz, że ledwo będę trzymać język za zębami – powiedział – A, nie mogę, w końcu mi je wybili! – zaczął żartować, lecz po chwili spoważniał, zdając sobie sprawę z jakiejś powagi tej sytuacji – Nie przejmuj się, będę cicho, choć będzie ciężko – mruknął i przybliżył się do Obserwującej Żmii.
 
***
 
Denerwował się faktem, że zostanie ojcem, lecz jednocześnie był strasznie podekscytowany. Starał się nie pokazywać tego w obozie, czy w towarzystwie innych kotów, ale przy Żmii, mógł wreszcie o tym rozmawiać. Jednak nie mogli już wychodzić na swoje spacery. Byli zamknięci w obozie, przez ten śnieg. Było strasznie zimno i zaczęło brakować jedzenia, przez co Ost denerwował się o Obserwującą Żmije. W końcu spodziewała się kociąt, powinna odpowiednio dobrze się odżywiać. Bo jeśli nie... To może ich później nie wykarmić! Albo stanie się jeszcze coś gorszego! Nie był pewien, przecież nie znał się na medycynie, jednak znał kota, który się zna, a był to asystent medyka - Topik! Dawno się z nim nie widział, a w końcu prawie był jego członkiem rodziny. On szkolił się specjalnie na funkcję medyka, więc powinien wiedzieć coś na ten temat. Żałował, że nie było go tu, w Klanie Burzy. W swoim klanie nie miał za dobrze, ale tu byłoby co innego. Zwłaszcza jeśli Różana Przełęcz dowiedziałaby się o jego pochodzeniu!
- Hej, wszystko w porządku? – zapytał po jakimś czasie Ostowy Pęd. Czarna kotka spojrzała na niego i pokiwała głową, mimo to dalej się o nią martwił. Przysunął się nieco bliżej niej i położył głowę na jej barku.
- Może powinnaś komuś powiedzieć, przy tym mrozie może się coś stać i nikt nie będzie wiedzieć dlaczego... – mruknął cicho, tak, by tylko Żmija słyszała – Nie jestem pewien, co się może stać, ale coś na pewno. Znam kota, który może wiedzieć i nie jest z naszego klanu, więc nic nikomu nie powie! Nazywa się Topikowa Głębina i jest asystentem medyka w Klanie Nocy. W swoim klanie nie ma za łatwo... – miauknął z nutką smutku w głosie – Szkoda, że go tu nie ma, byłoby mu może lepiej. Wiesz, że jest prawie moim kuzynem! Moja ciotka była jego drugą matką... On na pewno wiedziałby, czy coś może się stać – wyjaśnił – Niedługo jest zgromadzenie, możemy do niego pójść, oczywiście nie musimy, tylko... Martwię się o ciebie – powiedział ciszej i znów cały na pasku poczerwieniał. Bał się o nią i nie chciał, by stało się cokolwiek złego. Zwłaszcza to, co z jego rodzicami. Może Topik by coś doradził?

<Żmija? Bierzemy Topika?>

20 marca 2024

Od Obserwującej Żmii CD. Ostowego Pędu

*Pora Opadających Liści*

Poczuła na swym barku jego łapę, a już po chwili wojownik odbiegł, miaucząc, by go goniła.
Po początkowym zaskoczeniu na pysk tortie wstąpił radosny uśmiech, a kotka ruszyła za kremowym. Nie miała dużych szans na złapanie go. Był burzakiem, a ona nie była najszybsza w porównaniu z członkami tego klanu. Ale to szczęście wypełniające jej klatkę piersiową, ten śmiech Osta i jego słowa sprawiły, iż jej łapy jakby dostały skrzydeł, a jej futro rozwiane przez pęd tańczyło, gdy biegła wprost na wojownika. Pędząc przez wrzosowiska wzbijali w powietrze przekwitłe resztki kwiatów, pachnące wilgocią opadów, a zapach później pory roznosił się w powietrzu. Pasikoniki wygrywały swą melodię, a te, które znalazły się na ich drodze, błyskawicznie odskakiwały, gdy tylko kremowe lub czarne łapy poruszyły pobliskimi roślinami. Niebo zabarwiło się na nie jeden kolor, w tym róże, pomarańcze a nawet czerwienie i fiolety. Żmija nie czuła zmęczenia, nie czuła wysiłku, który jej łapy wkładały w nieustanny bieg i nagłe zwroty, bo jedyne co siedziało jej w głowie to rozbrzmiewający niczym echo śmiech towarzysza oraz jej własny głos. Została w tyle, Ostowy Pęd przebiegł po jednej stronie wzniesienia. Postanowiła więc obrać drugą. Rozpędziła się, a gdy wybiegła zza pagórka przed sobą miała dziko pręgowanego, który rozglądał się w około. Przyspieszyła, a kocur dopiero po chwili dostrzegł ją, tuż zanim ta ze śmiechem wpadła na niego z rozpędu.
Dwa koty poturlały się razem, wzbijając w powietrze fragmenty wrzosów, traw i ich pyłki, oraz pojedyncze liście.
— Mam cię! — miauknęła, czując, jak jej serce nieomal wyskakuje z piersi po wyczerpującym biegu. Ale i tak czuła się dobrze, mimo rodzaju wysiłku, którego nie raz unikała. Bo był z nią Ost. Czarna zaczęła śmiać się, śmiać leżąc tuż obok kocura. Czuła się szczęśliwa. Zmęczona, ale szczęśliwa. W pewnym momencie dostrzegła, iż syn Czajkowego Zaćmienia przygląda się jej, by odwrócić wzrok, gdy tylko wyłapał jej spojrzenie. Na chwilę nastała cisza, ale wtem starszy pacnął Żmiję łapą w głowę, na co ta zmrużyła oczy rozbawiona.
— Nie, bo ja ciebie — powiedział, znów zaczynając się nieco śmiać. Ona również roześmiała się, a następnie pacnęła kocura w nos.
— A teraz ja ciebie! — jej oczy lśniły, a wojownik znów się roześmiał. Przybliżył się nieco do dawnej samotniczki. Przytulił się do niej i zamknął na chwilę oczy. Młodsza wsłuchiwała się w grę koników polnych i oddech kocura, chcąc, by ta chwila trwała jak najdłużej. W brzuchu czuła to mrowienie szczęścia, gdy byli tak blisko siebie. Po chwili Ostowy Pęd otworzył swe zielone oczy.
— Żmijo... Mogę cię o coś spytać? — zaczął nieśmiało, unikając wzroku towarzyszki. Ta zdziwiła się tym pytaniem. Czyżby zrobiła coś źle?
— Coś... coś nie tak? — spytała niepewnie.
Burzak wziął głęboki oddech.
— Nie, nie o to chodzi! Ja... Wiesz... Znamy się już trochę i naprawdę nie wyobrażam już sobie dnia... Bez ciebie — mruknął cicho, a jej serce jakby podskoczyło — I ja, chciałem się zapytać... Czy... Zostałabyś moją partnerką! — powiedział w końcu, a jej oczy rozszerzyły się na te słowa. — Ja naprawdę cię kocham... — dodał po chwili, przerywając ciszę, jaka nastała.
Czy ona śniła?
Przypatrywała się mu dobrą chwilę, a potem przysunęła się jeszcze bliżej, tak, że ich pyski się nieomal stykały.
— Ja czuję to samo — miauknęła cicho. — Tak, chcę, Ostowy Pędzie — dała odpowiedź na pytanie o to, o czym myślała, marzyła tak wiele księżycy, po czym wtuliła się w jego sierść. Czuła się jak w niebie. Nie spodziewała się, że kocur czyje to samo, co ona, tym bardziej, że sam wyjdzie z taką propozycją. Jeśli śniła, to miała nadzieję, iż sen ten zleje się w jedno z jawą.

<Oście? :heart:>

16 marca 2024

Od Ostowego Pędu CD. Obserwującej Żmiji

- Ostowy Pędzie, chciałbyś może dzisiaj przejść się na spacer? Jest… ciut mniej pochmurnie niż zazwyczaj – zapytała Obserwująca Żmija, a Ostowy Pęd już nie mógł usiedzieć na miejscu. Tak! Jasne, że chciał z nią wyjść! Takie chwile właśnie najbardziej lubił w ciągu dnia, a zwłaszcza, jak były spędzone ze Żmiją. Dopiero po chwili kocur zauważył, że kotka obserwuje go swoimi żółtymi oczami i cierpliwie czeka na odpowiedź.
- Jasne! – powiedział, od razu wstając – Gdzie chcesz iść? Masz jakiś pomysł, co będziemy robić? – zaczął zadawać pytania. Pysk już mu się nie zamykał, był za bardzo rozemocjonowany, by przestać. Jak on się cieszył! Obserwująca Żmija sama zaproponowała mu spacer! Jasne, to nie było nic wielkiego, lecz dla tego kremowego kocurka była to rzecz wręcz nadzwyczajna, a, zwłaszcza że jego serce biło właśnie dla szylkretki.
- Możemy się po prostu przejść – powiedziała w pewnej chwili Żmija i skierowali się do wyjścia z obozu. Gdy tylko znaleźli się na wrzosowisku, zimny wiatr zawiał mocniej, co na chwilę podważało poprzednie słowa kotki, dotyczące zaproszenia na spacer, jednak tylko przez chwilę. W końcu wiatr przestał wiać i zrobiło się nawet przyjemnie. Oczywiście zimno, lecz nie tak, jak ostatnio. Ost uśmiechnął się i spojrzał na to wrzosowisko z jakąś ilością kolorowych liści. Po chwili ruszyli gdzieś dalej, przed siebie.
- W Porę Spadających Liści jest tu naprawdę ładnie, jeszcze z tymi wszystkimi liśćmi! – powiedział Ostowy Pęd, a czarna kotka pokiwała głową. Przeszli jeszcze trochę, lecz w końcu się zatrzymali. Obserwująca Żmija usiadła na ziemi, ale jej towarzysz dalej stał. Minęło trochę czasu i kremowy rzucił kolorowe liście nad ich głowy. Z zadowoleniem obserwował, jak te niesione przez wiatr wirują w powietrzu. Usiadł obok kotki, dalej śledząc wzrokiem liście, powoli ich otaczające.
- Z liśćmi jest super zabawa – oznajmił i przeniósł wzrok na towarzyszkę. Idealnie w tamtej chwili na jej głowie wylądował brązowy liść – Twoje futro nabiera nowych kolorów – miauknął kremowy i się uśmiechnął. Żmija też pozwoliła sobie na uśmiech i zrzuciła z głowy roślinę. Siedzieli tak jakoś czas i rozmawiali na różne tematy. Czasem Ost już miał wrażenie, że rozumieją się bez słów! Jednak w końcu zaczęło się robić późno. Czerwone niczym ogień słońce na chwilę wyszło zza szarych chmur, by zaraz zniknąć. Ostowy Pęd obserwował z zachwytem ten widok, tak samo jak Obserwująca Żmija. Gdy słońce już prawie zniknęło, wojownik wstał i zachęcił do tego samego młodszą kotkę. Gdy już oboje stali, podszedł do niej i łapą dotknął jej barku.
- Gonisz – oznajmił, zadowolony niczym kociak i zaczął uciekać – No dalej Żmijo! Goń mnie! Bawmy się w berka!

<Żmijo?>

12 marca 2024

Od Obserwującej Żmii Do Ostowego Pędu

Jej życie ostatnimi czasy się mocno zmieniło.
Przebywanie w Klanie Burzy było… inne, niż jej dawna egzystencja.
Na początku ich zwyczaje, sposób zachowania były dla niej niezrozumiałe. Nie okazywali tak szacunku swojej liderce, hierarchia nie była tak zarysowana, koty były inne… kryły się z używaniem przemocy, kłótniami, z polityką znacznie bardziej… ich codzienność była inna, nieprzepełniona krwią, krzykami, karami. Nie widziała jeszcze, by liderka zastosowała karę cielesną, tak samo inne wysoko postawione koty. Ci, którzy to robili kryli się z tym. Tak samo ona.
To miejsce sprawiało, iż reagowała inaczej – na sytuacje, na słowa, i to nie tylko przez utrzymywanie maski. Po prostu ich zachowanie wpłynęło na nią, choć dalej mentalność Betonowego Świata była w niej głęboko zakorzeniona i raczej nie do wyplenienia.
Powoli przyzwyczaiła się do nich. Zaczęła przewidywać ich zachowania, dostrzegać prawidłowości i to, co było ich zdaniem nieakceptowalne. Mimo tego, co zrobił Smark, został mianowany. Ona jakiś czas później również.
Jej syn zakochał się i był wierny rudej kotce z rodziny owianej złą sprawą, z kotką, przed której rodzajem ostrzegała ją sama liderka, Różana Przełęcz, przed dołączeniem do klanu. Ruda wmówiła mu, iż jej kocięta, które urodziła w pierwszym miocie były jego. Żmija szybko po wywiadzie z czarnym wykluczyła tę możliwość, ale mimo jej słów syn nie słuchał. Opiekował się młodymi, więc zaczęła i ona. Przywiązała się do jednego z nich – Margaretki. Mała szylkretka, o wielkich, niebieskich oczach, wpatrzona w nią jak w obrazek, szukająca jej miłości i wsparcia, bo matka jej go nie dawała tak, jak jej całkowicie rudemu bratu, Nagietkowi. Szybko stało się jasne, iż Żmija nie mogła odwrócić się od kocięcia i wkrótce ich relacja stała się zażyła, tak jakby naprawdę młoda była jej biologiczną wnuczką, a Żmija – jej babcią.
Obserwująca Żmija została kronikarzem – przedstawicielką całkiem nowej roli stworzonej przez Różaną Przełęcz. Miała pamiętać historię i być skarbnicą wiedzy, nauczać podstaw kierowania się przy pomocy Gwiazd i sprawować pieczę nad grotą, w której przyszło jej spełniać tę nietypową część jej nowych obowiązków.
Poza tym oraz obserwowaniem kotów, odnajdywaniem się w ich relacjach i polityce, a także samej wplątywaniu się w ich konflikty, przyjaźnie, poznała kogoś, kto był w stanie odciągnąć jej myśli od wszystkiego, co działo się w klanie – od tego, że Czarna Łapa był najpewniej ojcem Margaretki, od sprawy z Tropiącym Szlakiem, od słów Piaszczystej Zamieci… Kogoś kto naprawdę namieszał jej w głowie.
Ostowy Pęd.
Kremowy kocur, starszy od niej, siostrzeniec przywódczyni o kremowej barwie futra i tych pięknych, lśniących radością i optymizmem zielonych oczach.
Zaczęło się od wspólnych okazjonalnych wypadów. Razem chodzili po terenie Klanu Burzy, rozmawiali, oczywiście Żmija ze swoją maską miłej, kulturalnej i pokornej. Ale z czasem coś się zmieniło. Coraz bardziej i bardziej się do niego przywiązywała i choć nie zdradzała mu wielu aspektów prawdziwej siebie, próbowała się dystansować, to i tak pojawiło się to uczucie.
To samo, które odczuwała względem Gluta.
Żmija się zakochała.
Zauważyła to dość szybko. Wypatrywała wojownika pośród kotów, nie mogła się powstrzymać, by nawet samej zaproponować mu wspólny spacer, jej serce biło szybciej na jego widok a na policzkach czuła żar.
I jej się to podobało.
Tego dnia obudziła się rano z myślą o tym, by zaproponować mu wyjście razem. Stęskniła się za nim, mimo, iż ostatnio wychodzili ledwie dwa, może trzy dni temu. Ale dla niej to było niczym wieczność, gdy tylko przypominała sobie o jego towarzystwie, istnieniu.
Dość szybko znalazła kocura pożywającego się królikiem. Ten od razu widząc zaprosił ją, co wywołało na jej pysku szczery, szeroki uśmiech. Usiadła obok, delektując się smakiem puszystego stworzenia.
W końcu, po krótkiej wymianie zdań zapytała nieśmiało:
— Ostowy Pędzie, chciałbyś może dzisiaj przejść się na spacer? Jest… ciut mniej pochmurnie niż zazwyczaj — musiała znaleźć jakąś wymówkę, by nie brzmiało to dziwnie. Patrzyła na niego swymi żółtymi, skośnymi ślipiami, a tańczyła w nich nadzieja na spędzenie czasu z kocurem, który zajął jej serce po tragedii, jaka ją niegdyś spotkała.
Tak, była w nim zakochana po uszy, i mimo, iż czuła się trochę dziwnie z myślą, że to nie Glut był przy niej, to nie mogła inaczej. Potrzebowała go, od momentu, w którym się zakochała to wiedziała. Że od tego momentu nie będzie mogła żyć bez niego u boku, póki ten oddychał.

<Oset? She loves you 💘>