BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wronia Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wronia Łapa. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2023

Od Wroniej Łapy (Wroniego Transu)

 Krew spływająca po policzkach. Wrzask. Szczękanie zębów. Błysk pazurów. Oboje walczyli o tą samą, lecz tak ważną dla obojga stawkę. Szpony czarnego kocura przecieły grzbiet puchatej kotki, która za jedno uderzenie serca odpowiedziała mu tak samo bolesnym ciosem. Z pewnością nie była to zwyczajna walka o pozycję wojownika. Wrona miał wrażenie, jakby walczył o swoje życie. W pewnym sensie, rzeczywiście tak było. Jeśli przegra, nie będzie mieć życia. Lider go wygna, a jego zwolennicy z pewnością uprzykrzą mu życie również poza klanem. Robił więc co mógł. Dawał z siebie wszystko, mimo iż w głębi serca nie chciał krzywdzić Płonącej Łapy. Jeśli on wygra, a ona przegra, napewno będzie miała mu za to za złe i będzie się nad nim znęcać. Przypominała mu Różę. Skoro przy jednej nie szło wytrzymać, nie chciał już nawet myśleć, co by było, gdyby były dwie. Chociaż, wolał już to, niż zostać wygnanym i być skazanym sam na siebie. Nie pozbierałby się. Wstyd byłby wręcz jego cieniem. Nie dałby rady.
Gwałtownie odepchnięty przez szylkretkę, poturlał się po ziemi. Syknął wściekle i natychmiast się podniósł. Splunął krwią i skoczył w kierunku przeciwniczki. Przygnieciona przez kocura zawyła głośno, próbując się uwolnić. W jej oczach zapłonął gniew. Złapała kłami szyję czarnego, wyrywając z niej spory kłębek sierści. Bicolor odskoczył do tyłu, strącając zęby Płonącej Łapy ze swojej skóry. Za zaledwie moment, koty skoczyły na siebie w takim samym czasie, by w wzajemnym uścisku potoczyć się kawałek dalej. Drapaniu i gryzieniu się nie było końca — walka tej dwójki trwała długo. Oboje tracili już siłę. Ciosy ze strony szylkretki nie były przez Wronę odczuwane aż tak boleśnie, jak wcześniej. Było ich też zdecydowanie mniej. Szylkretka dyszała bardzo ciężko, wielokrotnie drżąc. On sam również czuł, że nie walczy już tak, jak na samym początku. W pewnym momencie, wykorzystując nieuwagę kotki, skoczył na nią, mocno popychając ją do tyłu. Pisnęła, upadając wręcz z trzaskiem. Kocur poślizgnął się na błocie i zupełnie tracąc równowagę, upadł na nią. Nie zareagowała. Nie odparła ataku. 
Zmarszczył nos i się podniósł. Wyprostował łapy i strzepnął ogonem. Leżała na ziemi, dysząc, jak ścigane przez dłuższy czas zwierzę. Z otwartym pyskiem, brudnym od bordowego płynu. Drżała. Jej kark był zupełnie czerwony. Zjeżył się. Serce zabiło mu tak mocno, jak nigdy wcześniej. Wszystko przed jego oczami zadrżało. W uszach zaczęło mu piszczeć. Cofnął się do tyłu, trzęsąc głową. Czy on ją... Zabił?
Tłum zaczął coś głośno wykrzykiwać. W jego oczach błysnęły łzy. To nie może być prawda. Nie jest potworem. Nie zrobiłby czegoś takiego. Jest na to za słaby. A jednak? Nie, to niemożliwe. Jej stan mówił sam za siebie! Nie sądził, że będzie do czegoś takiego zdolny. Dlaczego aż tak zależało mu na tej cholernej wygranej? Nie był już głupim kociakiem, ktory wyżywał się na każdym wokół. Postanowił, że będzie krzywdził tylko samego siebie. Nie udało mu się.
— Koniec! — wykrzyknął przywódca. — Wronia Łapa wygrywa walkę!
Podskoczył, gdy tylko usłyszał swoje imię. Mroczna Gwiazda zawołał go do siebie. W ogóle nie przejał się Płonącą Łapą! Odwracając się co chwilę w stronę szylkretki, podszedł do lidera. Przełknął ślinę, próbując utrzymać równowagę. Łapy się pod nim uginały. Kocur miał w swoim spojrzeniu coś przerażającego. Nie mógł mu patrzeć prosto w oczy.
— Ja, Mroczna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Wronia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia? — zapytał. 
Z polików kocura spłynęły łzy. Dlaczego był aż tak słaby? Lider z pewnością ma go dosyć. Był okropny! Popłakał się na samej ceremonii. Co będzie z niego za wojownik?
— P-przysięgam — odpowiedział mu, wycierając łzy łapą brudną od krwi
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Wronia Łapo, od tej pory będziesz znany jako Wroni Trans. Klan ceni twoją cierpliwość i siłę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka — zakończył.
Wśród zgromadzonych kotów znowu zrobiło się głośno. Wszyscy zaczęli rozmawiać o walce, jego nowym imieniu i o samej jego osobie. Mało kto w ogóle przejął się Płonącą Łapą. Jedyne koty, jakie się nią przejęły to Kunia Norka i jej rodzice. Nikt inny. Tak bardzo żałował tego, co zrobił. Nie potrafił nawet cieszyć się z wygranej. Westchnął głośno, kątem oka zauważając swojego mentora.
— No w końcu! — miauknął głośno. — Gratulacje. Nieźle się wykazałeś — stwierdził. — Twoja poprzednia walka o pozycję wojownika z Chryzantemową Krwią była strasznie żałosna. Aż mi się wstyd zrobiło. A teraz? Pozostaje mi tylko być dumnym. Dobrze, że jej pokazałeś kto tu rządzi! — mrugnął okiem.
Machnął ogonem i skinął głową. Był szczęśliwy, że jego uczeń zrobił taką krzywdę współklanowiczce, jego córce? Uciekł wzrokiem w bok, nie mając pojęcia, co odpowiedzieć.
— Nic mi nie odpowiesz? — rzucił kremowy. — Rozumiem, jeszcze cię emocje trzymają, trudno. No, ale ten płacz na koniec to mogłeś sobie odpuścić — mruknął niezadowolony. — Tyle księżyców się uczyłeś, tyle pracowałeś, a dalej za każdym razem mażesz się jak kotka. 
— Krzaczasty Szczycie? — pisnął cicho, przełykając ślinę.
— Słucham? O co chodzi? — spytał i strzepnął uchem.
— Nie martwisz się o Płonącą Łapę? To twoja córka... — wyszlochał, drapiąc pazurami w ziemi. — Źle ją potraktowałem. Jesteś na mnie zły? Myślisz, że ona z tego wyjdzie? — podzielił się obawami i podniósł łeb, patrząc kocurowi prosto w oczy.
— Oczywiście, że wyjdzie — zapewnił. — Co ty się tak wszystkim przejmujesz? Dostałeś taki rozkaz od lidera, musiałeś z nią walczyć. Bardziej martwisz się o innych, a o nie samego siebie. Powiedziałbym, że o sobie to zupełnie zapominasz — oznajmił wojownik. — Medycy się nią zajęli, Gawroni Lot przy niej jest. Ja też zaraz dalej będę, ale przyszedłem do ciebie, by ci pogratulować — odparł. — Martwienie się o nią zostaw mnie.
— Dziękuję — odpowiedział mu, ponownie się rozpłakując. — Dziękuję.

Postacie NPC: Krzaczasty Szczyt

15 lutego 2023

Od Wroniej Łapy

Zgromadzenie. Tłum. Masa nieznanych mu kotów, o nieznanych zamiarach. Bestie, ukrywające się pod maską kociego pyska. Prawdę można było wyczytać w ich oczach. Każdy z nich krzywo na niego patrzył. Te potwory ledwo powstrzymywały się od naostrzenia sobie pazurów na szyi żałosnego i nieporadnego istnienia, jakim był Wrona. Szedł za swoim klanem, na samym końcu, drżąc ze strachu. Nie mógł zrozumieć, jak innym mogło podobać się to zebranie. Niemal schodził tu na zawał. Bał się na kogokolwiek spojrzeć. Łapy miał wręcz mokre od potu. Mroczna Gwiazda wskoczył na miejsce, na którym czekali już inni liderzy. Byli otoczeni innymi. Dlaczego lider musiał wybrać akurat tak zatłoczone miejsce? Kocur westchnął ciężko, po czym usiadł za swoim klanem najciszej jak mógł, byle nikomu nie przeszkodzić. Nie chciał ryzykować. Próbował skupić się na przemowie przywódcy, byle tylko nie myśleć o tym, jak bardzo nie chce tu być. To jednak nic mu nie dało. Denerwował się coraz mocniej. Wyzywał siebie w myślach, zastanawiając się, dlaczego jest tak cholernie dziwny. Nikt inny taki nie był. Nie płakał bez powodu. Nie drapał innych. Nie drapał siebie. Nie wpadał w szał, krzycząc na wszystko wokół. Nikt nie był tak zepsuty, jak on. Wbił pazury w ziemie, próbując się uspokoić. Nie trwało to jednak długo. Za moment poczuł uderzenie w grzbiet. Odwrócił się i ujrzał obcego kota. Odskoczył kawałek, piszcząc. Zjeżył się i cofnął gwałtownie do tyłu. Z pewnością chciał zrobić mu krzywdę!
—W-wybacz — wyjąkał, chowając się za nim. — N-nie ruszaj się — miauknął nieznajomy kocur.
Zaczął panikować. Potrząsnął łbem, zastanawiając się co zrobić. Uciekać? Zostać? Ani jedno, ani drugie nie było dobrym pomysłem. Trząsł się, strosząc mocniej. Kot także zapiszczał, co mocno zdziwiło Wronę. Nie mógł mu jednak ufać. Może tylko grał przerażonego i zdezorientowanego?
— S-spokojnie. Ja nie gryzę... — zapewnił obcy.
Wcale się jednak nie uspokoił. Wręcz przeciwnie, zaczął bardziej panikować. To brzmiało jak wabienie ofiary. Nie nabierze się na to! Zatrząsł się bardziej, a po grzbiecie przeszedł mu dreszcz. Ten kocur był taki wściekły, czy już miał zwidy?
— N-n-nie chciałem ciebie r-rozzłościć! — zawył, wysuwając pazury. Co jeśli to ostatnie chwile jego życia? — J-jestem tylko głupim szkodnikiem z Klanu Wilka, p-przepraszam — szlochał, rysując szponami w ziemi.
— Ja... — zająknął się. — A-ale... ja nie jestem zły... Spokojnie.
Nie wierzył mu. Każdego wiecznie tylko denerwował. Wszystkich, bez żadnego wyjątku. Dlaczego on miałby właśnie nim być? Nie, to niemożliwe.
— N-naprawdę n-nie chciałem — wciąż piszczał, bojąc się, że kocur chce go skrzywdzić. W końcu, kto by nie chciał? Był jednym wielkim problemem i wstydem dla Klanu Wilka. Zbędnym śmieciem, bez którego byłoby lepiej. Pasożytem, który zatruwa powietrze. Był kimś, kto nigdy nie powinien się urodzić.
— Um... Nie uciekaj, proszę. Potrzebuje kogoś zaufanego, kto nie okaże się opętanym, świrniętym liderem z Klanu Burzy. A ty... Ty chyba nie wydajesz się opętany. Prawda? — nieznajomy zamachał mu nagle łapą przed oczami.
Zdziwił się i odsunął. O czym on mówił? Kto był opętany? Lider Klanu Burzy? Przeniósł wzrok na liderów. Żaden z nich nie zachowywał się na tyle podejrzanie. Pokiwał przecząco głowo, nie rozumiejąc, o co chodzi. Oddychał ciężko, wciąż czując strach. Obcy natomiast odetchnął z ulgą i lekko się do niego uśmiechnął.
— No spokojnie. Zdałeś test — oznajmił mu, lekko machając ogonem.
Zaczął się mu przypatrywać. Dziwak. Jaki znowu test? Nie rozumiał go. Zupełnie. Bał się jednak o to zapytać. Co jeśli nagle mu się odwidzi i go zaatakuje? Wciąż mu nie ufał. Zapewne tylko takiego udawał, a w głębi serca marzył o zrobieniu sobie z niego futra.
— Uch... Jestem Zwęglony Kamień — przedstawił się mu po chwili.
A może jednak nie? Zdradził mu swoje imię. Z grzeczności chyba również powinien zdradzić mu swoje. Otworzył pysk, ale ze stresu zapomniał nawet, jak się nazywa! Był głupkiem. Skończonym idiotą!
— J-ja jestem Wronia Łapa — pisnął cicho, nie wiedząc, czy powinien był mu powierzać tę informację. A co jeśli kocur podał mu fałszywe imię? Ach, to wszystko było takie skomplikowane! Nie potrafił się w tym odnaleźć. Ciągle się mylił, plątał we własnych wypowiedziach i robił głupie rzeczy. Nie mógł być normalny jak inni!
— Czemu jesteś taki zdenerwowany? Czy coś się dzieje w twoim klanie? — rzucił nagle Zwęglony Kamień.
Położył uszy do tyłu. Skąd on tyle wiedział? Znał dokładnie jego emocje i odczytywał je z łatwością. To również było czymś, o czym marzył Wrona. Nie umiał rozpoznawać emocji innych. Bardzo się starał, ale nie zawsze wychodziło. To było trudne. Czy ten kocur był jego szpiegiem? Wiedział nawet, że sytuacja w jego klanie jest zła! Na tym jednak nie koniec. Miał ojca, który go nienawidził, a pewna kotka nie dawała mu żyć i ciągle go dręczyła. Nie dawał sobie rady z prostymi czynnościami i czuł się paskudnie. Ale przecież mu tego nie powie.
— N-n-nic — skłamał, uciekając wzrokiem w bok. Nie umiał kłamać.
— Och... Jak nie chcesz to nie musisz mówić. Ja też... Też miałem takie problemy ze strachem... Ale jest już nieco lepiej — powiedział.
Czyli... Nie był w tym sam? Nie tylko on był takim dziwadłem? Od zawsze sądził, że jest jedyny. Pierwszy raz słyszy o podobnym przypadku. Spojrzał mu w oczy i machnął ogonem. Nie mógł w to uwierzyć!
— N-naprawdę? — Wrona miauknął w szoku, otwierając swoje zmęczone oczy szerzej.
Kot skinął łbem.
— Śmiano się ze mnie... Kiedyś... To było okropne, ale udało mi się znaleźć oparcie w kimś i jest już nieco lepiej — odpowiedział mu, oplatając ogon wokół swoich łap.
— K-kim jest twoje oparcie? D-dlaczego się z ciebie śmiali? — zapytał, czując się rozumiany, ale za chwilę zatkał łapą pysk. Nie powinien tak wypytywać! Może ten kocur tylko udaje takiego? Najpewniej tak było. To było zbyt piękne, by było prawdą. Zacisnął zęby i trzepnął ogonem w ziemię. Był strasznie naiwny!
— Um... — zwiesił łeb, wbijając wzrok w łapy. — To... To ciężkie o tym mówić... Ale oparcie mam w swoim partnerze oraz... oraz mojej mentorce. Dużo dla mnie zrobili.
Znowu spochmurniał. Tak samotna osoba jak on nie zazna szczęścia. Matka go nie chciała, ojciec najchętniej by go wygnał, brat się do niego nie odzywa... Cały klan go nienawidził. Sapnął głośno, szorując pazurem w podłożu.
— Mój m-mentor mnie nie lubi, a partnera n-nie mam, n-nikt nie chciałby takiego beztalencia — wyszlochał, czując, że nie jest w stanie powstrzymać emocji. Łzy zebrały mu się w oczach.
— Och... Nie mów tak. Na pewno nie jest tak źle... Ile masz księżyców? — zapytał brązowooki.
Syn Mrocznej Gwiazdy przetarł łapą oczy.
— J-jedenaście, t-tak mi się wydaje — odpowiedział cicho, kładąc po sobie uszy. Czego on oczekiwał? Problem był w nim, a nie w innych. Dlaczego nie mógł urodzić się normalny i taki, jak inni? Nie chciał się wyróżniać. Z pewnością nie w taki sposób. Jak ktoś mógłby chcieć pokochać taką pomyłkę?
— To nie jest tak dużo. Masz jeszcze dużo księżyców przed sobą — próbował dodać mu otuchy.
— I tak w-wiem, jak będzie — mruknął zrezygnowany. Nie umiał się zmienić. — Z jakiego klanu dokładnie jesteś? — spytał, chcąc odejść od tego tematu.
— Klan Burzy. Kiedyś nie był przyjemnym miejscem do życia, ale odkąd Kamienna Gwiazda nami przewodzi to... To raj — opisywał mu Zwęglony Kamień.
— Klan Burzy, Klan Burzy... — mruczał pod nosem. — Gdzieś już o tym słyszałem. S-sądzisz, że wasz lider przyjąłby do klanu włóczęgę? — rzucił, czując, że to jedyny na całym świecie osobnik, który go toleruje. Jedyny, który nie chce zrobić mu krzywdy, lub przynajmniej się z tym nie obnosi.
— Tak... Kamienna Gwiazda jest dobra. Przyjęła ostatnio skrzywdzoną przez los kotkę. Była ranna, a teraz jest jedną z nas — uśmiechnął się.
Może to właśnie było wyjściem? Ucieczka z tego paskudnego miejsca brzmiała wspaniale. A skoro przyjęła już jakiegoś samotnika, czemu miałaby nie przyjąć również i go?
— Chciałbym być członkiem twojego klanu — miauknął bardzo cicho.
— D-dlaczego? W twoim ci dokuczają? — miauknął Burzak.
I to jak! Nie mógł spokojnie żyć. Jak nie Róża, to Mroczna Gwiazda. Jak nie Mroczna Gwiazda to Krzaczasty Szczyt... A tak można byłoby wymieniać w nieskończoność. Żył w ciągłym stresie, bez przerwy. Gdyby tylko nie był tak nieufny... Nie wiedział już, co robić. Zwęglony Kamień nie wydawał się być złym kotem. W kilku aspektach nawet go rozumiał. Był jedynym kotem, z którym rozmawiał normalnie, bez syczenia i warkotów. Szkoda, że był aż tak daleko i mogą nie zobaczyć się po raz drugi.
— Po prostu nasz lider jest bardzo specyficzny — syknął zdenerwowany, nie chcąc zdradzać mu szczegółów. — Nie mam tam nikogo — wyjaśnił Wrona.
— Rozumiem... Skoro tak... Sądzę, że... że jeśli twój lider nie będzie zły na nasz klan to... To mógłbyś do nas dołączyć. Ja nie widze problemu — oznajmił kocur.
Szansa na ucieczkę z piekła, jakim był Klan Wilka, brzmiała jak marzenie. Ale co jeśli wpadnie w jeszcze gorsze bagno, a Klan Burzy nie będzie wcale taki cudowny? Wziął głęboki oddech, oplatając ogon wokół łap. Nie wiedział, co robić.

[przyznano 20%]

08 grudnia 2022

Od Wroniej Łapy

   To wszystko cholernie go przytłaczało. Ostatnio miał poczucie, że jest trochę lepiej, ale w ogóle tak nie było. Różana Łapa i jego mentor wszystko zniszczyli. A może sam to zniszczył? Tak. To jego wina. On był powodem wszystkich nieszczęść. Gdyby go nie było, wszystko byłoby lepsze. Od jakiegoś czasu zaczął nawet nie jeść. W końcu to niesprawiedliwe, że wyjadał ze sterty, a rzadko przynosił na nią cokolwiek wartościowego. Srebrna już zauważyła i zaczęła mu to wypominać. Wcześniej był grubą świnią, teraz był patykiem. Nie wiedział, co może zrobić, by w końcu dała mu spokój. Ciągle się nad nim znęcała. W każdym momencie. Wyżywała się na nim w każdy możliwy sposób. Ale do kogo mógłby się zwrócić o pomoc? Nikogo nie obchodziło jego istnienie. To miejsce było chore. Aczkolwiek, zasłużył sobie na to. Usiadł przed wejściem do uczniowskiego legowiska i otulił łapy ogonem. Pociągnął nosem, a następnie zaczął wpatrywać się w gwiazdy na ciemnym niebie. Gdyby Klan Gwiazdy istniał, pozwoliłby na coś takiego? Widocznie, mieli swoich ulubieńców. Chociażby Różaną Łapę. Chcąc nie chcąc, musiał przyznać, że obdarowali ją niezwykłą pewnością siebie. W pewien sposób zazdrościł jej tego. Pragnął być kimś. Marzył o byciu zauważonym. Chciał słyszeć miłe komentarze. Nie chciał już czuć się jak śmieć. Wbił pazury w ziemię, czując, jak łzy napływają mu do oczu. Znowu ryczał. Jaki był z niego kocur? Był tylko bezużyteczną, głupią beksą. Podniósł łeb, chcąc się upewnić, że nikt na niego nie patrzy. Gdy tylko zauważył puchatą postać wychodzącą z jednego z legowisk, nastroszył się. Cholera. To nie mogła być ona. Odskoczył do tyłu, wpadając na jakiś krzew. W ciemności zaświeciły się pomarańczowe oczyska.
— Wszystko w porządku? — odezwał się kot.
To jednak nie Różana Łapa? Sapnął, czując coś w rodzaju ulgi. To najwidoczniej jedno z jej rodzeństwa. Bardzo podobny do niej kocur. Wręcz taki sam, tyle że liliowy i zdecydowanie niższy.
— Nie chciałam cię przestraszyć — odparł pomarańczowooki.
Uciekł wzrokiem na bok, nie bardzo wiedząc, co może mu odpowiedzieć. Nie wiedział nawet, czy to kotka, czy kocur. Kot pachniał jak kocur, ale mówił jak kotka. Nie chciał jeszcze bardziej niszczyć swojej marnej pozycji, dlatego zależało mu na uniknięciu kłótni. Tym bardziej że to rodzeństwo Różanej Łapy.
— N-nic się nie stało, j-już sobie idę — wyjąkał jedynie, odwracając się i wskakując do uczniowskiego legowiska.
Nie umiał rozmawiać z innymi kotami. Ciągle bał się, że powie coś nie tak i jeszcze bardziej go znienawidzą. Westchnął zmęczony, kierując się na swoje posłanie.

[przyznano 5%]

24 października 2022

Od Wroniej Łapy

Wronia Łapa zmierzał na trening. Był przerażony. Po tym, co powiedział mu ostatnio Krzaczasty Szczyt, zaczął się go bać jeszcze mocniej. Z resztą, kogo on się nie bał? Każdy kot, nawet kocię, wywoływało w nim lęk. I jak tu normalnie funkcjonować, kiedy każdy go nie cierpi? Nie radził sobie. Rzeczywistość cholernie go przerażała. 
— Wronia Łapo — warknął kremowy. — Słuchasz mnie, czy nie?
Potrząsnął łbem, wyrywając się z przemyśleń. Był głupi! Rozmyślał o bzdurach, kiedy ten coś do niego mówił. Wstyd mu było za siebie.
— W-wybacz, Krzaczasty Szczycie — pisnął, uciekając wzrokiem. — J-już tak nie będę, to ostatni raz!
— Nie skoml tak, nie musisz mnie błagać o wybaczenie, po prostu popraw swoje zachowanie i tyle — mruknął, odwracając się od niego. — Dzisiaj będziemy ćwiczyć wspinaczkę. Chodź za mną.
Pokiwał głową i ruszył za nim. Zrobili parę kroków i zatrzymali się pod całkiem sporym, ładnym drzewem. Liści nie miało już prawie wcale. Wszystkie spadły na ziemię wraz z powiewami wiatru.
— Patrz na mnie — miauknął żółtooki. — Nie rozmyślaj teraz o niczym, tylko skup się.
Cętkowany wysunął pazury i wbił je w korę drzewa. Szybkim ruchem podciągnął się do góry. Zrobił tak jeszcze dwa razy aż w końcu wlazł na jedną z wystających gałęzi. On też miał tak robić? To wyglądało na niemożliwe. Jego mentor Był dużym i silnym kotem, a on? Był jakimś paskudnym, wychudzonym czymś, co nawet tropić nie potrafiło.
— Teraz ty — rzucił poleceniem wojownik.
Przełknął ślinę, strosząc się. To było niewykonalne! Zapewne zleci i zrobi z siebie pośmiewisko. Każdy będzie na niego patrzeć. Wszyscy będą się śmiać. A on, spali się ze wstydu. Niepewnie wysunął pazury, posuwając je w stronę drzewa. Podskoczył lekko, tak jak jego mentor. Nie miał tyle siły, by się na nim utrzymać! Zapiszczał, rysując pazurami w korze. Zjechał na dół, a w oczach zebrały mu się łzy.
— A ten znowu ryczy — syknął Krzaczasty Szczyt. — Przestań się mazgaić! Do roboty!
Na jego krzyk łzy spłynęły mu po polikach. Zacisnął zęby i trzepnął ogonem. Ponownie wbił szpony w drzewo, podciągajac się do góry. 
— Jest dobrze — pochwalił go kremowy. — Teraz podciągnij się do góry znowu, tak jak przed chwilą. 
Skinął łbem i z całej siły, próbując nie spaść, szarpnął do góry. Nie chciał, by ten na niego krzyczał. Tak bardzo chciałbyć normalnym, pożytecznym kotem. Pragnął tego.
— Brawo, bekso — zaśmiał się głośno żółtooki kocur. — Aż takie to straszne było?
Sapnął, wpełzając na miejsce obok kocura. Zrobił to! Udało się! Może coś jeszcze z niego będzie!

[przyznano 10%]

Od Wroniej Łapy do Astrowej Łapy

 — Wronia Łapo — zwrócił się do niego kremowy. — Tak być nie może. Wałkujemy polowanie od tak długiego czasu, a ty dalej tego nie potrafisz. Inni uczniowe w twoim wieku to już walczą jak wojownicy, a ty? Ty myszy złapać nie umiesz nawet. Już brak mi cierpliwości. 
— P-p-przepraszam! — zawył żałośnie, wybuchając płaczem. — N-następnym razem b-bardziej się postaram, K-Krzaczasty Szczycie. W-wybacz mi!
Cętkowany pokręcił głową.
— Jesteś płaczliwą kotką, czy prawdziwym, silnym kocurem? Przestań beczeć. To słabość. Kocury tak nie robią. Jeśli chcesz być moim uczniem i się przydać, to rób to co ci mówię. Zero płaczu i nie jąkaj się tak. Weź się w garść, Wrona — rzucił, machając puchatym ogonem na lewo i prawo.
— Z-zrobię — wyszlochał żałośnie, po czym ugryzł się w język. — Zrobię to, c-co w mojej mocy — obiecał mu, próbując się nie jąkać, co mu nie wyszło.
— Mam nadzieję, że tak będzie — mruknął żółtooki. — Nowego, silnego Wronę widzę na treningu, jak słońce zacznie zachodzić — powiadomił go, ponownie kierując się w terenów Klanu Wilka.
Skinął mu łbem, jak najszybciej chcąc zakończyć tą rozmowę. Co on narobił? Zawiódł mentora! Był okropny. Był jak kotka. Bardzo słaba i żałosna kotka. Gorszy był nawet od Różanej Łapy. Gdy tylko przekroczył próg obozu, ponownie zalał się łzami. Zawył głośno, przyciągając uwagę innych kotów. Łzy pokapały mu po polikach. To wszystko było już bez znaczenia. Nie cierpiał tego miejsca. Był paskudny. 

< Astrowa Łapo? >

[przyznano 5%]

Od Wroniej Łapy do Chryzantemowej Łapy

 Wracał z treningu. To było jakieś nieporozumienie. Dlaczego musiałbyć w Klanie Wilka? Nie umiał się tutaj odnaleźć. Nie pasował. Wolałby już być pieszczochem. Dzisiaj Krzaczasty Szczyt postanowił, że poćwiczą polowanie. Oczywiście, jedyne co zrobił, to spłoszył mysz, którą miał upolować. Z każdym dniem tutaj czuł się coraz bardziej okropnie. Nie mógł już tak wytrzymać. Miał wrażenie, że każdy go nienawidzi. Różana Łapa, Trująca Łapa, Szczurzy Cień, Mroczna Gwiazda... Każdy. Bez wyjątku. Nie było tutaj nikogo, z kim mógłby normalnie porozmawiać. Czuł się jak element układanki na siłę dopasowywany do innej. Niepasujący. Nieodpowiedni. Zbędny. Obrzydliwy. Każdy wyglądal tutaj na swój sposób dobrze i wyjątkowo. A on, urodził się z dwoma różnymi kolorami oczu. Jedno było zielone, drugie niebieskie. To było okropne. Do tego był wiecznie zgarbiony. Nie cierpiał siebie. Był pomyłką.
Usiadł zrezygnowany obok stosu na zwierzynę. Czy w ogóle powinien jeść, jak nie umiał polować? Pasożytował. Korzystał, a nie dawał nic w zamian. Kolejny powód, do czucia się jak śmieć. Taka już była jego rola. Nie zmieni tego. Wronia Łapa. Wronia strawa. Nie zdziwiłby się, gdyby tak właśnie go nazwali gdyby cudem ukończył trening. Sapnął i cofnął się do tyłu, widząc nadchodzącą, niebieską kotkę. Co jeśli kolejna zamierza go wyzywać? Tylko nie to.
Gdy kotka rzuciła na stertę sporą, szarą mysz, zmarszczył się i zawarczał, czując zazdrość. Dlaczego on tak nie potrafił? Poczuł na sobie jej wzrok. Cofnął się tylko, żałując tego, co zrobił. Cholera. 

< Chryzantemowa Łapo? >

[przyznano 5%]


23 października 2022

od Wroniej Łapy do Mrocznej Gwiazdy

  Im dłużej żył w tym miejscu, tym gorzej się czuł. Powinien urodzić się jako pieszczoch, albo w ogóle się nie urodzić. Nic mu nie wychodziło. Skradanie? Nie umiał. Polowanie? Nie umiał. O walce nie chciał już nawet wspominać. Miał dreszcze na myśl, ile pod górą kremowego futra jego mentora chowa się mięśni, gdy ten tylko uświadomił go, że za jakiś czas rozpoczną trening walki. Takie chuderlawe, słabe coś jak Wronia Łapa miało walczyć z takim kotem? Nie da rady. Obecnie czuł się jak jakiś kociak. Zbierał mech z lasu i przynosił go do obozu. No tak, bo co innego może robić taki kot jak on? Na nic innego się nie przyda, bo nic nie umie. Do obozu wszedł właśnie lider. Czuł się okropnie. Jeszcze przed nim wypadł tak głupio. Zażenowanie ukuło go w łapy. Uciekł wzrokiem w bok, upuszczając mech na stertę. Położył po sobie uszy, cofając się z nerwów do tyłu. Za moment jednak odskoczył do przodu, gdy zderzył się z czymś miękkim. Odwrócił się w panice i spostrzegł przechodzącego burego kocura.
— Patrz jak łazisz — rzucił odchodzący Szczurzy Cień z widocznym gniewem na pysku.
Strzepnął ogonem, strosząc się mocno. Nie był w stanie odpowiedzieć. Takie sytuacje były najgorsze. Zacisnął zęby. Nie mógł odnaleźć się w tym miejscu. To był koszmar! I na domiar złego, lider na niego patrzył! Przełknął ślinę, nie wiedząc jak wyjść z tej głupiej sytuacji.

zrobione: przynoszenie mchu

< Mroczna Gwiazdo? >

[przyznano 10%]

06 października 2022

Od Wroniej Łapy

 Miał tego dosyć. Nie rozumiał tego klanu, nie rozumiał innych kotów. Nie pasował. Był inny. Wiecznie tylko na kogoś wpadał i każdemu przeszkadzał. Nie potrafił odnaleźć się w tym bagnie. Gdy tylko wydawało mu się, że wychodzi na brzeg, wpadał tylko głębiej. Nikt go nie lubił. Jego brat wiecznie się na niego wydzierał. Nigdy nie rozmawiali normalnie. Czuł się paskudnie. Zazdrościł innym kotom normalnego życia. Nie mógł patrzeć na te uśmiechy i radość. Od razu zaczynała piec go w łapy zazdrość i gniew wymieszany ze smutkiem. Natychmiast do jego oczu napływały łzy, a do głowy przychodziły mu okropne myśli. Pragnął pasować i być normalnym kotem. Tak bardzo.
Postój. 
Usiadł na suchej trawie, pociągając nosem. Każdy widział, jak ryczał. I tak było mu to obojętne. Kiedyś chowałby się w kącie, a teraz już nie. Wszystkie koty wiedziały, jaki jest. Nie miał czego ukrywać. Wciąż nie mógł otrząsnąć się po wczorajszej nocy. Siedział w nocy w środku lasu, bo tak zdecydował lider. Cudem przeżył. Rozpłakał się cicho z tysiąc razy. Nienawidził swojej słabości. Kocury nie powinny beczeć, racja? A jednak to robił. To tylko utwierdzało go w swoich przekonaniach. Był pasożytem. Nikomu niepotrzebnym. Zbędnym. Głupią pomyłką.
— Co tam, bekso?
Położył po sobie uszy. Nie chciał tego słyszeć w tym momencie. Czuł się cholernie żałośnie i źle.
Podniósł wzrok na stojąca przy nim Różaną Łapę. Dokuczała mu od zawsze. Nie odpowiedział nic, jedynie machnął ogonem gniewnie.
— Nie poszło ci nocne czuwanie, prawda? Ojejciu, jak mi przykro — miauknęła, szczerząc się głupio.
— Udało mi się — burknął, wstając.
Sapnął, gdy po jego polikach ściekły kolejne łzy. Odszedł na bok płakać w spokoju. Był okropny. Nie powinien należeć do Klanu Wilka. Nie zasługiwał na to.

[przyznane 5%]