BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daglezjowa Igła x Miodunka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daglezjowa Igła x Miodunka. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2024

Od Daglezjowej Igły CD. Miodunki

Ruda przymrużyła tylko oczy, uśmiechając się w stronę przyjaciółki.
— W takim razie wiem, co postawi cię na nogi.

***

krótko po śmierci Miodunki
Była świadkiem wielu śmierci i wielu pogrzebów. Koty ginęły, nic na to nie mogli poradzić. Ona sama przestała w końcu lękać się widoków bezwładnie leżących ciał, choć były nieprzyjemne. Nie wiązała z nimi jednak uczuć, starała się przynajmniej tego nie robić. Na uroczystych czuwaniach, szczególnie wśród klifiaków, nie raz patrzyła, jak żałobnicy płaczą, wyją, głośno lamentują zaraz nad ciałem zmarłego. Zwykle wtedy odwracała głowę, nie czując za wiele, być może oprócz drżenia ziemi od jej uderzania przez zrozpaczone matki, partnerów, dzieci.
Miodunka. Chciałaby coś powiedzieć o swojej przyjaciółce, ale chyba po raz pierwszy w życiu jej gardło było tak boleśnie ściśnięte, że nie mogła z niego nic wydobyć. Położona na środku obozu wojowniczka wyglądała, jak gdyby była pogrążona w głębokim śnie. Widziała już ją w takim stanie wiele razy – często dobudzała zaspaną kocicę, kiedy była to jej pora na patrol. To nie było to samo. Źrenice Daglezjowej Igły, zwężone w ledwo zauważalne szparki, utkwione były na jednym punkcie, jako jedyny zdradzającym, że cokolwiek było nie tak. Rozdarta skóra wokół nadal czerwieniącej się złowrogo rany, ślady kłów, niedbale starta z sierści krew nie pozwalały jej odwrócić wzroku. Miodunka nie odeszła tak po prostu. Ktoś dobrze zadbał, żeby kocica już nigdy nie miała szansy się obudzić.
Daglezjowa Igła jednak nie płakała. Słuchała przemowy Agresta, myśląc o tym, jak to ona mogła być w tej chwili na jego miejscu. Czuła, że mogła uhonorować przyjaciółkę, streszczając szybko jej życie, oddając jej należyte honory. Zrobić cokolwiek, skoro ta już nie żyła. Dla zastępczyni Miodunka zrobiła naprawdę wiele, zaprzyjaźniając się z nią, nie zważając na byłą przynależność. Wprowadziła ją w świat, jakim był Owocowy Las, sprawiając, że część kotów przestała patrzeć na Daglezję spod łba, jak na zapchloną skórę i zdrajcę, a jak na kompankę. Czy bez wojowniczki udałoby się jej zdobyć takie poparcie ich społeczności, że wdrapałaby się na stołek, na którym siedzi teraz? Nie lubiła myśleć o tym, że faktycznie komuś cokolwiek zasługiwała, ale w przypadku Miodunki przynajmniej w pewnej części tak było. Przy okazji, Owocowy Las przez nie nie znał nudy, kiedy razem obdarowywały klan plotkami, o których mogła porozmawiać w towarzystwie innych kotek. A teraz bez Miodunki... Daglezjowa Igła przewidywała, że nikt nie zapełni pustki po szylkretce. Nikt tak dobrze nie wciskał nosa w nieswoje sprawy, jak ona.
— To czas na ostatnie pożegnanie — wsłuchała się na powrót w słowa Agresta. Jej wzrok powiódł za Śliwką, która pierwsza podeszła do swojej matki. Przylizywała czule sierść na jej ciele, szeptając. Uszy rudej nadstawiły się, kiedy ta podeszła bliżej, czekając na swoją kolej przy ciele Miodunki – nawet w tej sytuacji ruda nie mogła się powstrzymać przed podsłuchiwaniem.
— Dlaczego mi to robisz, mamo? — głos Śliwki łamał się, wyczuwalnie zraniony. Zastępczyni nieznacznie przysunęła się bliżej. — Kto ci to zrobił? Dlaczego? Nie mówiłaś, że masz wrogów — mruczała. Z tyłu Daglezjowa Igła zauważyła, jak na ziemię pod pyskiem szylkretowej kotki spada parę kropel. Pociągnęła ona także głośno nosem. — Gruszka cię nienawidzi, mnie też. Nikt.. — urwała. —  Borówek... podzieliłaś teraz jego los... Proszę, pozdrów go ode mnie, gdy go spotkasz. Ale z kim mam przystać? Nie mam tu nikogo. Nie miałaś umierać — przez chwilę brzmiała, jakby robiła martwej matce wyrzuty, zanim znowu cicho westchnęła, pogrążając się w łzach. — Och, niech Wszechmatka się tobą dobrze opiekuje — dodała już tak cicho, że Daglezja zrozumiała jedynie trzecie słowo. Śliwka pozbierała się, trzęsąc głową, odchodząc na bok i robiąc miejsce dla czekającej kocicy.
Miodunka wyglądała tak łagodnie. Nim zastępczyni cokolwiek powiedziała, poprawiła sierść na piersi towarzyszki, próbując choćby odrobinę zakryć jej obrażenia. Zniżyła się nad jej pyskiem. 
— Och, Miodunko, Miodunko... druga strona cię wzywała, tak? Nie sądzisz, że za szybko? — Patrzyła na jej twarz, analizując każdy jej element. W głowie słyszała jej głos, jej chichot. Daglezjowa Igła zacisnęła zęby. — Gdybym tylko znalazła tego, który ośmielił się ci to zrobić... Cóż. Owocowy Las będzie za tobą tęsknić. — Odetchnęła głęboko, podniosła głowę i przekręciła ją w bok przed odejściem od ciała. Nie rozpaczała, musiała powrócić szybko do normalności. Nieraz widziała, jak liderzy wariowali, tonąc w swych emocjach. Nie mogła stać się jednym z nich.

***

Twarda ziemia sprawiała wrażenie bryły twardego lodu. Kiedy Daglezja patrzyła w górę, mogła zobaczyć drzewa, które prawie łamały się pod masą zgromadzonego na gałęziach śniegu. Wypuszczała z siebie zziębnięte obłoki pary. W takich chwilach zazdrościła każdemu kotu i stworzeniu, które zostało obdarzone długim, gęstym futrem, chroniącym choć trochę przed mrozami. Ignorowała jednak dreszcze i inne znaki, które wysyłał jej organizm, mówiący, by zawracała. Ruda była uparta i dobrze to o sobie wiedziała, a musiała złożyć komuś wizytę.
Najpierw lokacja, w której się znalazła, zdawała się być całkiem zwykłą polaną, pokrytą jedynie grubą, śnieżną kołdrą. Daglezjowa Igła wiedziała jednak, czego i gdzie szukać. Ubijając śnieg, znalazła nareszcie grób przyjaciółki, z którego delikatnie starła resztki puchu. Zauważyła, że okrywa na nim nie była tak ciężka jak na innych nagrobkach, zupełnie jakby nie tak dawno ktoś inny go odwiedzał. Nie myślała o tym za wiele. Sama po raz pierwszy od pogrzebu Miodunki przyszła w to nieco dołujące miejsce.
Nie była do końca pewna, co ją tu przyprowadzało. Czy Daglezjowa Igła odczuwała tęsknotę za wojowniczką? W jakimś stopniu, oczywiście. Czasami przypominała sobie o wspólnym patrolowaniu granic, kiedy oznaczała terytorium. Albo zdawała sobie sprawę, że kiedy jadła przy stercie ze zwierzyną, miejsce obok niej było nienaturalnie puste. Ale to bardziej na początku, miała w końcu dużo towarzystwa, które pozwoliło jej o tym zapomnieć. Życie toczyło się po prostu dalej, bez większych zmian.
— Och, żałuj, że cię teraz tu nie ma — zaczęła mówić, układając się wygodnie na ziemi. — Znasz Grację, prawda? Tak, TĄ Grację. Tą córkę Agresta, o której myślisz. Tak. No to... na Klan Gwia... osty i ciernie — klanowe przysłowia nigdy na zawsze nie wyniosły się z jej słownika, nawet pomimo braku wiary w ten ewenement. Nadal musiała nieraz gryźć się w język — to już było tak dawno, dwa księżyce temu. Co się stało? Rozpłynęła się w powietrzu. Albo ją coś porwało, albo zjadło, albo sama uciekła... jak gdyby jej wygodne życie z ojcem liderem nie było wystarczające. Musiała zasmakować smaku wolności — fuknęła, nie rozumiejąc takiej postawy. Wprawdzie tak, sama opuściła ojczysty klan, ale rządził wtedy nim Lamparcia Gwiazda. Nie były to najspokojniejsze dla nich czasy. Poza tym to wszystko z Niedźwiedzią Siłą i Urdzikiem... A ta miała wszystko podane jej na srebrnej tacy! I chciała powiedzieć jej jeszcze więcej – może coś o zgromadzeniu, o Fretce, o tej nowej typiarce, co ledwo się przypałętała i już grzała tyłek w kociarni. Tak naprawdę nie wierzyła, że Miodunka ją rzeczywiście słyszy i patrzy z zaświatów. Daglezjowej Igle nigdy nikt nie wpoił w Klanie Klifu wiary w gwiezdnych, choć bez wątpienia były próby. Podobnie nie interesował jej temat Wszechmatki. Trudno jej było uwierzyć w faktyczne istnienie wyższego bytu, który w jakiś sposób by nad nimi czuwał. A jeżeli naprawdę tak było, ruda uważała, że musiał im wszystkim śmiać się prosto w pysk.
Przerwała jednak dzielenie się plotkami z klanu, jakich liliowa już nie miała szansy osobiście usłyszeć, kiedy zaczęła słyszeć zbliżające się odgłosy chrupoczącego śniegu, jak gdyby ktoś szedł w jej stronę. Stawiane były bez wątpliwości przez drugiego kota. Nadstawiła uszu i obejrzała za siebie, gdzie parę lisich odległości od niej zauważyła powoli zwalniającą zwiadowczyni. Jej oczy były również utkwione na pointce.
— Daglezjowa Igło? — zapytała nieśmiale, jak gdyby sama nie była pewna, że na pewno ją tu widzi. — Nie spodziewałam się tutaj ciebie zobaczyć — przyznała, mówiąc cicho i niepewnie. Zastępczyni na własne oczy widziała, jak zmieniała się Śliwka. Zdecydowanie jej temperament nieco się ostudził od czasów, kiedy gryzła kociętom w żłobku ogony. Teraz była zupełnie inna. Wzrok uśmiechającej się z grzeczności rdzawej przeniósł się z brązowych oczu na trzymany w zębach przez kotkę mały podarek, widocznie dla któregoś z zakopanych wojowników. Wyglądał dla niej jak osobliwa wiązanka kruszących się liści i piór.
— Witaj — skinęła jej głową, mając nadzieję, że nie była przez nią słyszana. Właściwie, byłoby to naprawdę żenujące. — Jak widać, nie jestem jedyną, która zdecydowała się odwiedzić starych przyjaciół — mówiła łagodnie, czując od szylkretki speszenie. — Przychodzisz tu często?
— Nie tylko tu — Śliwka odezwała się po chwili ciszy. — Często przychodzę także nad groby Borówka, Bza, czy Dalii. Gdyby była pora nowych liści, przyniosłabym im kwiaty, ale teraz kwiaty nie przebiłyby się przez tą zmarzlinę, nawet gdyby bardzo tego chciały.
— Fakt — zgodziła się z nią. — Ta pora nagich drzew całkiem mocno daje w kość... No, to ja będę się zbierać. Nie chcę ci przeszkadzać. — Daglezjowa Igła niezręcznie czułaby się, gdyby to jej ktoś mącił w... czymkolwiek się robi na grobach. Podejrzewała, że mało który kot przyszedłby i zaczął opowiadać bliskiemu wąchającemu od spodu kwiatki najnowsze klanowe nowinki.
— Nie — mruknęła Śliwka, zaraz po tym nerwowo mrugając. — Nie musisz iść, jeśli nie chcesz, to znaczy — poprawiła się. — Twoja obecność mi nie przeszkadza.
Ruda postawiła ciekawsko jedno ucho.
— Przyszłaś tu do Miodunki? — spytała, jakby zignorowała wypowiedź córki wspomnianej kotki.
— Tak — w jej głosie można było usłyszeć pewien ból. Nie dziwiło to Daglezji. Odkąd szylkretowa zmarła, Śliwka właściwie z mało kim rozmawiała. Tak to nieraz rzuciło się zastępczyni w oczy, jak czekoladowa dzieli się piszczką z mamą bądź wychodzi z nią na spacer. Teraz w ogóle podpatrzenie jej w towarzystwie kogokolwiek było ciężkie. Ewentualnie zdarzało się, że obóz rozbrzmiewał odgłosami jej nieprzerywanych kłótni z siostrą, Gruszką. Trudno było ich nie słyszeć. — Do niej przychodzę najczęściej. Z resztą, mało kto zagląda w to miejsce, zwłaszcza teraz, kiedy bez powodu większość kotów nie rusza się  z obozu.
Była to prawda. Czy można im się było dziwić? Temperatury i głód skutecznie zniechęcały do właściwie wszystkiego. Cieszyła się Daglezja wtedy, że nie miała w tej chwili ucznia, którego musiałaby zabierać na codzienne treningi, jak tylko wstawał świt.
— Brakuje ci matki? — Być może to pytanie nie było odpowiednie. Daglezja widziała, jak mordka szylkretki nagle się chmurzy, pogrąża w myślach. Nie wycofała się jednak, nie przeprosiła. Chciała dobrze znać każdego członka Owocowego Lasu. 
— Trochę. Myślę że każdemu dziecku brakuje rodzica po jego śmierci — wyznała. — Ale jest okej. 
— Jesteś pewna? — dopytywała. Nie, żeby specjalnie interesowało Daglezjową Igłę to, w jaki sposób szylkretka przeżywa żałobę. Tja, było to smutne, ale nigdy nie była typem osoby, który miałby ochotę na zamienianie się w kociego terapeutę. Od tego byli stróże, jeśli już ktoś czegoś takiego potrzebował. — Zawsze możesz się do mnie odezwać. Zauważyłam, że ostatnio trzymasz się trochę na uboczu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, wiesz, że łatwo mnie znaleźć.
Śliwka nie potrafiła ukryć swojego zaskoczenia. Oblizała wargi nerwowo. 
— Dziękuję — powiedziała, brzmiąc niezwykle szczerze. I chyba chciała powiedzieć jeszcze coś więcej, ale Daglezja, spoglądając w dół i wycierając łapy nie zauważyła jej otwartego pyszczka.
— Zostawię cię już samą. W obozie również czekają mnie łapy pełne roboty — wymruczała, po raz ostatni spoglądając na zwiadowczynię. — I tak przyszłam tu tylko na chwilę. Do zobaczenia ponownie, Śliwko — pożegnała się z kotką, która bąknęła jej coś w odpowiedzi, zanim ruda nie zniknęła w oddalonych zaroślach. 

30 listopada 2023

Od Miodunki CD Daglezjowej Igły

*akcja dzieje się niedługo po powrocie Daglezji z KK, pora nowych liści, zrobiłam skip bo po tak długim czasie nie jestem w stanie nic sensownego wymyślić XD*

Ziewnęła szeroko, następnie kilka razy otwierając i zamykając oczy, by wybudzić się ze snu. Rozejrzała się wokoło. Większość legowisk była już pusta. Cóż… najwyraźniej spała trochę dłużej niż zazwyczaj się powinno. No cóż, i tak niewiele miała do roboty. Żadnego patrolu, żadnego ucznia do wytrenowania, Śliwka pewnie chodziła gdzieś po terenach albo polowała. Co miała więc robić Miodunka?
Cóż, pozostała jej chyba tylko jedna opcja, która przynosiła jej jakąkolwiek większą dozę radości.
Siedzenie z Daglezją i ploteczki w ich małym kółeczku.
Tak więc Po ostrożnym, aby nie spaść z gałęzi, przeciągnięciu się, ruszyła w stronę pnia. Już po chwili znalazła się tuż obok niego, ale postanowiła jeszcze rzucić okiem na obóz z góry. Dzięki temu szybciej zorientuje się, gdzie może być Daglezja i reszta, jeśli były obecnie w obozie, a stawiała na to, że były.
Noi trafiła w dziesiątkę, bo Daglezja wraz z Sadzawką właśnie szły w stronę stosu zwierzyny, który teraz nie był już marnymi resztkami, a prawdziwym, porządnym stosem ciał piszczek. Nic dziwnego, skoro po nadejściu Pony Nowych Liści wszystko zaczęło odżywać.
Miodunka zeszła z klonu, na którym znajdowały się legowiska, a gdy tylko znalazła się na stabilnym gruncie ruszyła w stronę Daglezji.
— Có, trzeba przyznać, zaspało mi się. Coś ciekawego się wydarzyło nim w końcu zwlekłam się z legowiska? — spytała, patrząc na Daglezję ciut sennym wzrokiem — naprawdę, nie wiem dlaczego nie mogę się dobudzić do końca… może porządna porcja plotek mi pomoże — mówiąc to zaczęła przecierać jedno ze swych ciemnozielonych ślipi łapą.

<Królowo?>

03 lutego 2023

Od Daglezjowej Igły Do Miodunki

kilka księżyców temu, podczas treningu
Wraz z upływem czasu coraz bardziej w Daglezji rosła niechęć do bycia uczniem. Wstawanie świtem, gdy mogła się cieszyć końcem pory zielonych liści, odbębnianie brudnej roboty jak chłopiec do posyłek i bycie traktowanym jak dzieciak jej się bardzo nie podobało. Tak naprawdę to wcale. Była przecież Daglezjową Igłą, wielką wojowniczką niegdyś Klanu Klifu, córką przywódcy! A była traktowana jak piecuch, którym można pomiatać i gardzić.
— To co niby mam teraz do zrobienia, mądralo? — mruknęła warcząco, nie zaszczycając nawet wzrokiem mentora, który do niej podszedł ze skwaszoną miną. Przecież już razem byli na tym durnym pseudo treningu, który miał ją czegoś pseudo uczyć. Lśniąca Tęcza nie zareagował na nieprzyjemny ton uczennicy, co było jeszcze bardziej irytujące. Czemu musiał być taki obojętny? Chciała mieć chociaż delikatne poczucie dumy i satysfakcji, że tego tego gbura przynajmniej doprowadzi do białej gorączki.
— To, że jedno polowanie masz już za sobą nie oznacza, że masz wolne na resztę dnia. Myślę, że żłobek chętnie przyjąłby nieco nowego, świeżego mchu do legowisk. 
— To sobie myśl. Ja się nigdzie nie ruszam — pufnęła, twardo stawiając na swoim.
— Sądzisz, że twój sprzeciw cokolwiek zmieni? Zaakceptuj to, że masz obowiązki.
— Nie powinnam być uczennicą, a zwłaszcza twoją.
Lśniąca Tęcza westchnął.
— Taka była decyzja Komara, więc jej nie zmienisz. Walczysz z wilkami. Bezsensownie.
— Wiesz, mógłbyś być całkiem całkiem, ale jedyny w czym jesteś niezły to bycie sztywniakiem — przewróciła oczami Daglezja, ignorując słowa Lśniącej Tęczy. I tak były niewarte uwagi.
— Jeżeli zaraz się nie zwleczesz z tego miejsca to ten sam Komar, co kazał mi wziąć pod skrzydło ciebie, dowie się o wszystkim i nie będzie już aż tak kolorowo — mruknął stanowczo Tęcza, podrygując ogonem. Daglezjowa Igła wstała i fuknięciem odeszła. Jeśli ten oschlak przestanie gadać do niej tym nieprzyjemnym, obojętnym głosem za przeniesienie roślinki z jednego miejsca na drugie, może już być. Schowa dumę na ten jeden, jedyny raz.

Obśliniony mech rzuciła na bok przy wejściu do kociarni, widząc jedną śpiącą karmicielkę. No to odbębnione. Nikt przecież nie mówił nic o jakimkolwiek używaniu mchu. Wprawdzie leżał rozmemłany i rozwarstwiony w brudnym kącie, ale gdyby ktoś ją spytał to nie jej wina. To jedno z tych rozbrykanych kociąt. Kocięta przecież tak mają, że wsadzają sobie wszystko do gardła jak leci, prawda? 
Odwracając się w stronę wyjścia z zamiarem opuszczenia żłobka najszybciej jak się da, poczuła jak coś jej ciąży na ogonie. Coś mokrego i ostrego. Kociak?! Mała szylkretka mlaskała, śliniąc i zlepiając jej futro na ogonie. Jej małe ząbki jak igiełki zatapiały się niemal bezboleśnie w skórę zaskoczonej Daglezjowej Igły.
— Mogłabyś... nie zjadać mi może ogona? — mruknęła, jednak nie miało to na kociaku żadnego wrażenia. Koteczka jakby wręcz przeciwnie, wbiła się jeszcze bardziej. — Halo?
— Dziwnie smakujesz — miauknęła, w końcu puszczając zdobycz. Daglezja przyglądała się małej z zawistnym spojrzeniem.
— Wiesz, że nie gryzie się nieznajomych?
— Ale ty nie jesteś nieznajoma — zaprzeczyła, — jesteś tą... Bratek? Bodziszek?
— Co? 
— Chryzantema?
— Jestem Daglezjowa Igła — mruknęła, przybierając kamienny wyraz twarzy. Skąd w ogóle takie pomysły? Czy ona wygląda jej na jakiegoś bodziszka? Z resztą, kim ten dziecior był? — Ale i tak wolałabym, byś jadła coś innego niż moją sierść.
— To tylko taka zabawa –
Z objęć nadal śpiącej karmicielki wyskoczył niewielki, czarny kocurek. Jego oczy były rozszerzone, jakby w strachu.
— Nie wierz Śliwce — ostrzegł rudą. — Ona wariuje!
— To ty wariujesz — fuknęła Śliwka. — Mamo! Borówek mnie wyzywa! — wraz z wrzaskiem małej ziścił się najgorszy scenariusz, jaki teraz miała Daglezja w głowie. Szylkretowa królowa otworzyła wpierw jedno, później drugie oko, a za nią w identycznej sekwencji zrobiła to zaspana i zdezorientowana trzecia kotka. Przypatrywała się wszystkiemu ze zdegustowaną miną. Daglezja wcale jej się nie dziwiła.
— Przestańcie się kłócić. Borówek, przeproś siostrę.
— Ale ja tylko mówię prawdę! — wzrokiem szukał poparcia u drugiej siostry, która jednak wróciła do spania.
— Obrażasz ją.
— Nieprawda — zaprzeczył malec, — ja nic nie zrobiłem. Tylko ostrzegałem Daglezjową...
Słysząc pierwszą literę swojego imienia uciekła gdzie pieprz rośnie. Tak, jak powinna tak od razu.

***

Te miniatury duchów z Mrocznej Puszczy miały już niedługo stać się uczniami, co wydawało się być wybawieniem od mlasków, wrzasków i innych dźwięków wydawanych przez kocięta, których musiała słuchać w obozie. Miała tylko nadzieję, że żadne z nich nie trafi pod jej opiekę, ale patrząc na ciągle w części negatywne nastawienie Owocowego Lasu do niej to było nieprawdopodobne. Sama matka tych kociąt, zwanych słodko Gruszką, Śliwką i Borówkiem (cóż za urocze imiona dla wcieleń diabła), Miodunka, zdawała się być jednak o wiele lepszą osobą. Lubiła sobie czasem z nią poplotkować, gdy jej latorośle spędzały czas z ojcem albo spały. 
Przypominała jej dawnych znajomych z Klanu Klifu, jak Krewetka, Morskie Oko lub Aksamitka... Daglezjowa Igła nie chciała tego przyznać, ale tęskniła za siostrą. Czy u niej i w Klanie Klifu było wszystko dobrze? Czy nareszcie rzuciła swojego chłopaka, a może ten się poprawił? Nie, żeby żałowała opuszczenia klifiaków. Po prostu jej siostry zasługiwały nadal na coś z życia, a zwłaszcza Aksamitna Chmurka.
— Cześć, co tam? — mruknęła Miodunka, podchodząc niespodziewanie do rudej, zamyślonej kocicy. Daglezja natychmiast poklepała miejsce obok niej ogonem, by się tu położyła bądź usiadła. Wprawdzie było zimno, a ziemia skuta lodem, ale śmierdzące, parne, przepełnione legowisko wojowników też nie wyglądało przyjemne.
— Mokro, ciemno, chłodno. Pora nagich drzew daje w kość — uśmiechnęła się. — A tak to znakomicie. Jak tam Nikt, został z małymi?

<Miodunka?>

POSTACIE NPC: Lśniąca Tęcza, Gruszka, Śliwka, Borówek