– To prawda... – podjęła, zgadzając się z uwagą namiestniczki na temat pogody. Sama, mimo częściowo długiej sierści, dygotała z zimna, a co dopiero miała powiedzieć starsza kocica. – P-pani Trzcinowy Szmerze, proszę wejść do legowiska i się ogrzać przed powrotem do obozu. W-wczoraj wieczorem w nim posprzątałam, jest czysto i cieplej niż na zewnątrz. Ja zaraz dołączę do Pani i odpowiem na Pani pytania...
Namiestniczka skorzystała z zaproszenia. Otrzepując się z nadmiaru białego puchu oraz wody, wygramoliła się do legowiska, które było zamieszkane, jak na razie przez trzy koty – Fląderkę, Błoto i Komarzą Łapę. Nim Fląderka ponownie zniknęła we wnętrzu solidnie wyglądającego legowiska zbudowanego przez starszego mieszkańca wyspy i jego syna, odczekała kilka uderzeń serca, aby mieć pewność, że Komarza Łapa, w towarzystwie Szumiącej Wyspy udał się w stronę obozu. Gdy obie postacie zniknęły jej z oczu na brzegu głównej wyspy, szylkretka wgramoliła się do wnętrza schronienia.
– J-już jestem... Przepraszam, że to tyle trwało... Chciałam się upewnić, że mój syn trafił pod opiekę swojego mentora i razem z nim bezpiecznie dotarł do obozu... – miauknęła, siadając lisią długość od burej kocicy, która rozglądała się po wnętrzu pomieszczenia.
– Nic się nie stało. Po ostatnich wydarzeniach w klanie to tym bardziej zrozumiałe... Macie tutaj całkiem przytulnie. Błoto i Skroplona Łapa wykonali naprawdę solidne schronienie. Doprawdy solidne – zamruczała z uznaniem, zerkając w stronę czekoladowego, który odsypiał po wczorajszej pomocy przy odśnieżeniu ścieżek oraz umocnienia boków żłobka. – Nic dziwnego, że Mandarynkowa Gwiazda mianowała go na budowniczego... Jak się odnajdujesz w nowej rzeczywistości?
– Teraz jest dobrze, Trzcinowy Szmerze, chociaż na początku było mi ciężko. Najbardziej chyba zabolała mnie rozłąka z trójką moich dzieci... w-wiem, że gdybym wciąż mieszkała w obozie, nie spędzalibyśmy ciągle ze sobą czasu, jak w kociarni, jednak nie raz złapałam się na tym, że martwiłam się o stan zdrowia moich córek oraz o Umykającą Łapę, jak i to czy nikt im nie dokucza z rówieśników przez to, że to ja jestem ich mamą... K-Komarza Łapa wydaje się bezproblemowy, ale o niego również już nie raz się martwiłam. Większość czasu spędza ze mną i z Błotem oraz z Szumiącą Wyspą na treningach. N-nie wiem, czy miał okazję trenować ze swoim rodzeństwem... nie opowiada mi o przebiegu swoich treningów. M-martwię się, że może tak naprawdę ma mi za złe, że to z mojego powodu został rozdzielony z bratem i siostrami. Ale nie miałam przecież wpływu na to, z jakim futerkiem się urodzi... Chociaż kolor futra Centuriowej Łapy był dla mnie największym zaskoczeniem. – Uśmiechnęła się, po czym zdecydowała się nieco zmienić temat. – S-słyszałam od syna Błota, podczas jego ostatnich odwiedzin, że zarówno Łabędź, jak i Nur zostali mianowani na wojowników. Łabędzi Tan i Nurowa Gracja to wspaniałe imiona. Gratuluję Pani Trzcinowy Szmerze.
<Trzcino? Doglądaj małych fląderek i dbaj o nie, jak o własne 🙂↕️ adoptuje z obowiązkiem opieki i wpojenia im zasad nocniaków>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz