BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loki. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2022

Od Lokiego cd Hagrid

 - Bla bla bla bla, mówiłam, że wracamy! - odezwała się ostro - Złaź nam z drogi, Loki. Idź do swoich pokręconych braci.
Musiał przyznać, że poczuł się bardzo urażony. Felix to już w ogóle był jakimś mysim móżdżkiem skoro sądził, że podrywał jego partnerkę. Przywitał się tylko, a ta dwójka na niego naskoczyła, jakby właśnie miał rozbić ich związek. W sumie byłoby to zabawne, zobaczyć jak ta dwójka kłóci się przez niego, ale kto chciałby być z kotką, która już ma kocięta? Dla niego ojcowanie nie było tym co sobie wymarzył. Wręcz stronił od wszelkich kontaktów z młodymi. 
- Czemu jesteś taka niemiła? - zapytał pieszczoszkę. 
Może Felix ją już wkurzył? Wątpił, że to on był tego przyczyną. Kotki nie reagowały na niego zwykle agresją. Przecież był czarującym przedstawicielem kociej społeczności. A to, że miał pokręconą rodzinę, nie oznaczało, że sam był rąbnięty. Kotka jednak chyba to miała na myśli, wypowiadając te słowa. 
- Spadaj - warknęła. 
- Przyszedłem tylko w odwiedziny. Nie mam zamiaru siedzieć cały dzień z pokręconymi braćmi, jak to ujęłaś, więc do nich nie wrócę - szybko i zwięźle przedstawił im swoje zdanie. 
Hagrid przewróciła tylko oczami, wymijając go bezceremonialnie, kierując kroki ku swojemu skwerowi. Obserwował tą dwójkę, próbując zrozumieć, co właściwie miało teraz miejsce. 

***

- Nornica? - upewnił się co do imienia kotki, która podobno szerzyła swoje ideologie w mieście. Mało co go obchodziło życie samotników, ale musiał przyznać, że ta samotniczka robiła niezły szum. 
- Jesteś czarno-biały - zauważył jego rozmówca, który dzisiejszego ranka przerwał mu spacer. - Ona chce was poznać. Jak masz podobnych kumpli to przyjdźcie - powiedział tylko, informując go o miejscu i czasie spotkania. 
Stał tak jeszcze na drodzę, zastanwaiając się nad tym wszystkim. Braci na pewno nie weźmie, bo nie spełniają tego dziwnego obowiązku bycia czarno-białymi. Może... Belzebub? On wyglądał na takiego mięśniaka, w razie czego zrobi za jego tarcze. 
Postanowił więc, że uda się do sąsiada i zaprosi go na to spotkanie. No bo co mogło pójść nie tak? 
- A ty dokąd? - usłyszał znajomy głos i uniósł głowę na Hagrid, która obserwowała go z płotu. 
- Nie odpowiem, bo byłaś ostatnio bardzo niemiła. Ale jak już chcesz wiedzieć, to Nornica organizuje zlot czarno-białych kotów. Nie wiem czy się liczysz... przez brak bieli, ale jak nie będziesz takim mysim bobkiem i mnie przeprosisz za tamto, to wezmę cię jako osobę towarzyszącą.

<Hagrid?>


04 lutego 2022

Od Lokiego cd Anubisa

 Od rana źle się czuł. Bolał go brzuch i wymiotował dalej niż widział. Z tego też powodu jego brat Heimdall przeniósł się w inne miejsce, bojąc się, że zarazi się tym świństwem. Ach, tak... Kochany brat pamięta jak za młodu cała ich trójka chorowała na podobną odmianę schorzenia. Nie miał pojęcia jak to się nazywało, lecz przyniosło im wiele trudnych dni. 
Może i jego brat powinien się martwić tym, że zachoruje, jednak Mimir miał to gdzieś. Jak zawsze leżał, wpatrzony tym razem w sufit. Ciekawiło go co on w nim widział. Nawet gwiazd nie było... Dziwak. 
- Ej... Ty... przynieś mi wody - nakazał kocurowi, który tylko mrugnął na znak, że słyszał. 
No i tyle było z jego pomocy. Podniósł się ociężale na łapy i skierował w stronę miski. Pech chciał, że wtedy dostał kolejnych skurczów i woda zamieniła się w śmierdzące bagno. 
Wyprostowany słysząc jego charkanie wyjrzał z kuchni i złapał się za głowę. Od razu zapakował go do pojemnika i zaczął nakładać na swoje łapy inne łapy. Wcale nie protestował. Naprawdę czuł się fatalnie. 

***

Wizyta u Obcinacza nie była za ciekawa. Znów go ukuł! I to kilka razy! Chciał zapomnieć o reszcie rzeczy, jakie mu robił, zwłaszcza o ściskaniu brzucha. Wtedy też kolejny raz zwymiotował żółtą pianą, ku zniesmaczeniu Wyprostowanych. Ale sam się o to prosił! Musiał przyznać, że wizyta była dość krótka i za chwilę znów leżał na kanapie, czując się znacznie lepiej. O zgrozo jego brat nie ruszył się nawet w tym czasie o mysi skok i zaczął wręcz martwić się, czy to to jeszcze żyje. 
Pacnął go łapą w nos, a niebieski tylko kichnął. Żył. Niestety. 
Widząc, że Heimdall nadal kryję się w pokoju Wyprostowanego, udał się na spacer. Ten łysy głupek nie zamknął klapy wyjściowej, przez co z łatwością znalazł się na zewnątrz, od razu kierując łapy w stronę Drogi Grzmotu. 

***

Spacer mu pomógł, nawet lepiej niż ten Obcinacz! Czuł się na powrót żywy i wolny! Szedł drogą kiedy to ktoś pojawił się tuż przed jego nosem. Rozpoznał Anubisa, który dziwnie kuśtykał. 
- Loki, mój ukochany przyszły wierny! - zawołał z ulgą, poznając przybysza. - Pomóż swojemu czcigodnemu prorokowi!
- A co ci jest? - zapytał, kierując wzrok na poranioną łapę pieszczoszka. Och... wdał się w bójkę? No, no, no... nie spodziewał się, że był do tego zdolny. - Z kim się biłeś? 
- To nie jest teraz ważne! Pomóż mi się tego pozbyć! - Uniósł kończynę, by przyjrzał się jej stanowi. 
A co on medyk jakiś? Skąd miał wiedzieć co zrobić? 
- Może odgryźć? - zaproponował. 
Anubis wręcz zrobił taką minę, jakby zaraz miał zemdleć. Chyba nie trafił z diagnozą, a kocur wyglądał jakby miał zaraz paść na zawał. 
- Dobra chodź. Znam kogoś kto ci pomoże... 
- Dziękuję ci! Dziękuję! Ześle na ciebie swą łaskę! 
Trochę w to wątpił, ale doprowadził go w jakiś ciemny zaułek, gdzie jakaś dzika kotka o obłąkanym spojrzeniu, zmierzyła ich wzrokiem. 
- Szukamy jakiegoś uzdrowiciela - miauknął do samotniczki, która nieufnie wbijała w nich wzrok. 
- Pleśniak, las, tam - Wskazała kierunek. 
- No dobra, to powodzenia - Odwrócił się do Anubisa, który najwidoczniej nic nie zrozumiał z tej wymiany zdań. - Nasz uzdrowiciel jest w lesie. Ostatnio pojawił się taki jeden, podrywał tutejsze samotniczki i chwalił się, że potrafi leczyć - wyjaśnił mu skąd kojarzy tego kocura. - To nie powinno długo nam zająć. Musisz tylko kuśtykać szybciej. 

<Anubis?>
Wyleczony: Loki

27 grudnia 2021

Od Lokiego cd Felixa [...]

- To jest najlepsze co mnie spotkało, jak można mieć takie kamienne serce! Dzieci są wspaniałe!- spojrzał na Lokiego. 
Dzieci wspaniałe? Za kogo on go uważał? Nie rozumiał tych małych istot i nawet nie chciał ich poznawać! Były takie... dzikie, nieokrzesane i nie dało się przewidzieć ich ruchów! Jak mógł mówić, że to dar, gdy było to przekleństwem? Najwidoczniej jego kolega miał nie pokolei w głowie, skoro twierdził tak a nie inaczej. Zresztą przekonał się już o tym, gdy mu się przedstawił tyloma imionami. 
- Moje serce na pewno nie jest kamienne. Po prostu te larwy są dziwne. Wiją się tak i oczekują od ciebie byś się na nie patrzył! Co w tym takiego fajnego? - zapytał. Chociaż teraz zaczął żałować, że podjął ten temat. Kocur jak nic walnie mu gadkę o cudowności tacierzyństwa. Może powinien się wycofać, póki miał na to szansę? 
- Pewnie tak mówisz, bo nie byłeś jeszcze ojcem. Tak trudno poderwać ci jakąś kotkę? - O nie! Trafił w jego czuły punkt. Wcale, ale to wcale nie martwił się o swój urok i blask! Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tam był. Mógł mieć każdą! Wystarczyło by tylko mu się zechciało. 
- Wcale nie jest mi trudno! Otóż miałem dużo partnerek, gdy jeszcze mieszkałem w domu. Każda na mnie leciała. - Widząc jego spojrzenie, zbulwersował się. - Właśnie, że tak! Jestem dobry w te sprawy! Nie zmyślam! 
- To dlaczego nadal szwendasz się samotnie po okolicy? - dopytywał. 
No jak to dlaczego? On nie wiedział czy zgrywał głupiego? Chronił swój teren przed tymi Wyprostowanymi, którzy od jakiegoś czasu knują coś iście niedobrego. Gdyby tylko on nie był tak zaślepiony w te swoje normalne życie dostrzegłby, że świat wcale nie jest taki jak się wydaje na pierwszy rzut oka. 
- Bo badam coś. A raczej ty mi się nie przydasz z tymi dzieciakami - stwierdził. 
Już widział siebie w akcji z Felixem, a za ich łapami podążający tabun małych larw. Ta myśl była zbyt straszna, by dłużej się nad nią rozwodzić, dlatego też skupił uwagę na metalowym pojemniku, gdzie Wyprostowani wyrzucali różne swoje graty, który właśnie się przewrócił. 

<Felix?>

27 listopada 2021

Od Lokiego cd Belzebuba

 Kiedy dziwny kocur odszedł, spojrzał na swojego sąsiada. 
- Naprawdę dziwak. - Pokręcił głową. Mimo to zastanowił się nad jego odpowiedzią. Brzmiała jak coś, co zawsze mówią wieszcze. Dobrze, że miał dobrą pamięć, bo się z nim skonsultuje. Ciekawe co on by na to odpowiedział? 
Widząc, że ten milczy i nadal był w szoku, trzepnął go ogonem w bark. 
- Co ty taki spięty? Nieważne. Zasięgnę jeszcze języka u innego wariata i dowiemy się o co mu chodzi. - Wskazał na miejsce, gdzie zniknął Ozzy. 
- No dobrze... To do zobaczenia. 
- Nie daj się porwać! - Jeszcze miauknął udając się do swojego domu. 

***

Czemu miał takiego pecha, to nie wiedział. Może dręczyło go to, że minął już kolejny księżyc, gdy widział tą kotkę z klatki? Pamiętał nadal co tam się stało. Ten cały chaos, gdy Wyprostowany wszedł, a on skitrał się we wnęce. Smutne miauknięcia... Przewrócił się na drugi bok. Nadal nie mógł spać. 
Mieli ich przenieść za dwa księżyce. Wtedy wszystkie koty zaginą. Obiecał, że sprowadzi pomoc, a on nie łamał danego słowa. Potrzebował jednak pomocy. Heimdall... cóż zgodził się pomóc, ale obawiał się, że jego ego wystrzeli tak wysoko, że zamiast ratunku sprowadzi na nich kłopoty. Mimira nie pytał, bo wiadomo... on był tylko by dawać rady, a nie aby walczyć ze złymi potworami. Ale ich dwójka, pozbawiona mocy nie da rady sobie z taką potęgą. Pozostało zrzeszyć Ozzyego i Belzebuba. 
Wstał i westchnął, budząc przy tym kolejny raz swojego olbrzyma. Właśnie. Czemu on nie pomoże? W walce ze swoim gatunkiem lepiej by sobie poradził od niego! 
- Ej ty! - miauknął mu w pysk. - Walcz za nas. Zaprowadzę cię do... - nie dokończył, bo został zwalony z miękkiego posłania na ziemię. 
A to drań! Otrzepał się i spróbował ponownie, ale z takim samym skutkiem. Co to za mysi móżdżek! Powinien dawno nauczyć się co chcę mu przekazać! 
No nic... trzeba było zająć się pierwotnym planem. 

***

Gdy tylko się obudził ten ćwok zabrał go do Obcinacza. Dojrzał tam Jeżynka, Kizie, Anubisa i Mel - sąsiadów, którzy również zachorowali. Tyle, że on nie! Był zdrowy! To, że budził Wyprostowanego było spowodowane chęcią porozumienia się w sprawie porwanych kotów! A to, że chciał spać, nie obchodziło go! 
Drapnął łapą powietrze, gdy Obcinacz zbliżył do niego igłę. Nie zamierzał dostawać po raz kolejny podejrzanych rzeczy! Syknął na niego, ale jego asystentka owinęła go w jakiś koc i tyle było z jego walki. Poczuł ukłucie, a zaraz potem odpłynął w sen.

***

Obudził się nagle, zrzucając z siebie Mimira, który... właśnie! Co on na nim robił?! Pokręcił głową, nadal skołowany. A zresztą... nieważne. Który dzisiaj był? To już? Rozejrzał się po domu, ale nie dojrzał nigdzie brata. Czy ten idiota sam tam poszedł? On chyba naprawdę oszalał! Zerwał się szybko na nogi i wyskoczył na zewnątrz. Śnieg zasypał go już od progu, a dreszcze przebiegły przez jego grzbiet. Niech to! Podskoczył, próbując przeć naprzód przez zaspę. 
- Hej! - zawołał do Buby, widząc go w oknie, gdy tylko dotarł na ulicę. - Hej! Który dzisiaj?! - Chyba go nie usłyszał. Znów podskoczył, przybliżając się do drzwi wejściowych. Wskoczył na parapet i spojrzał na Ozzyego. To był jednak on?! 
- Zawołaj brata, twa ciemność nadchodzi i krew się leje! Musimy temu zapobiec! - wrzasnął, mając nadzieję, że przezroczysta ściana przepuściła jego głos. 

<Buba?>

Wyleczeni: Jeżynek, Kizia, Anubis, Mel, Loki

07 listopada 2021

Od Lokiego cd Felixa [...]

 - Hej! Jak tam ta plama? Jak ci się w życiu wiedzie? Wiesz, że będę miał dzieci z najprzystojniejszą kotką jaką spotkałem w życiu? Jest ładniejsza niż moja stara! Naprawdę!- darł się pełen energii, robiąc kółka wokół zdezorientowanego kota.- Nawet nie wiesz jak się cieszę!
Tak naprawdę nie wiedział, kiedy ten kocur zjawił się tuż obok niego. Wyszedł na spacer, ponieważ było mu gorąco. Miał nadzieję, że chłód pomoże, ale niestety... nadal odczuwał pierwszy symptom chorobowy. Teraz to naprawdę nie miał sił, aby rozmawiać z rudzielcem, więc westchnął, siadając; jak nie on i wziął oddech. 
- Słuchaj no, nie wierzę, że ktoś taki jak ty mógłby zaliczyć jakąś ładną kotkę. Na dodatek nie mówi się najprzystojniejszą, bo sugerujesz, że ona jest kocurem. - Uśmiechnął się do niego drwiąco. A może tak jest? Różne świry chodziły po tym świecie, nawet takie, co są kotkami, ale okazują się po bliższym poznaniu kocurami. 
- Co? Nie! To kotka, najprawdziwsza! Zazdrościsz mi po prostu! 
- Czego? Gromadki jakichś przylep, które będziesz niańczyć? Kocięta są... obrzydliwe - Skrzywił się. - Ale powodzenia jak się cieszysz. Może nie skończą na ulicy jako samotnicy.
Widać było, że Felix nie był zadowolony z jego słów. Tak naprawdę nie miał na niego sił, dlatego był oschły i wredny. Zawsze wtedy mało co go bawiło, a teraz marzył tylko o powrocie do domu. 
Rudy uniósł wyżej ogon i głowę, po czym odszedł nie chcąc pewnie tracić na takiego przygłupa czasu. Sam również wstał i skierował swe łapy z powrotem do Gniazda. 

***

Nagle zemdlał, tak niespodziewanie. Zamknął oczy i zalała go czerń, nie czuł, gdy padł jak długi tuż pod stopami Wyprostowanego. Myślał, że tylko Heimdall miał ten problem. Ostatnio brat bardzo źle się czuł. Odprawiał jakieś modły, które miały połączyć go z ojcem no i... skończył tak, że przez brak nawodnienia, zemdlał. Ich opiekun musiał być zdziwiony, że ta choroba dopadła i Lokiego, bo zabrał go do Obcinacza. Nie kontaktował przy tej wizycie, lecz udało mu się wypatrzeć jakąś rodzinę, która płakała za swoim kotem. W klatce dojrzał Sigmę, który wyglądał na naprawdę zaskoczonego tym co się stało. 
Tuż obok niego postawiono inną Pieszczoszkę, która wyglądała na wpół żywą. Obcinacz był zaskoczony, że tyle kotów ma takie same symptomy, ale nie wnikał w to bardziej. Pierwszy raz nie chciał się kłócić z tym draniem, który wbił mu kilka razy coś kłującego w zadek. Ależ on go nie cierpiał! Kiedy wydobrzeje wróci tu i da mu popalić! Tak! Możliwe, że to przez niego jego moc zaniknęła... 

***

Wziął oddech i rozejrzał się po Siedlisku. Spacerował sobie jak zawsze, poznając mieszkających tu samotników. Musiał przyznać, że po akcji na wysypisku, widział wśród nich znajome pyski. Nadal tamten dzień był dla niego naprawdę ekscytujący. Czuł się tak, jakby wrócił do swojego świata i był bohaterem.... A nie słabym pieszczochem, który oszalał. 
- O! Kogo moje oczy widzą! - podszedł do Felixa, który tachał coś w pysku. - I co? Ta twoja kotka urodziła? Masz dzieciaki?

<Felix?>

Wyleczeni: Loki, Heimdall, Mizia

15 października 2021

Od Lokiego cd Belzebuba

 - Gdzie? - rozległo się tuż obok pieszczoszka.
Kocur uniósł wzrok i jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem dwukolorowych oczu. Ozzy uśmiechał się niewinnie, patrząc raz na swojego brata, raz na orientala (albo na obu naraz, ciężko powiedzieć).
Lokiemu przybycie nowego wcale nie zaskoczyło. W takim wielkim Siedlisku, nie miało szans nie spotkać osobnika swojego gatunku. Ten był jednak dziwni. Najbardziej rzucił mu się w oczy jego sposób patrzenia no i oczy. Takie... nienaturalne... Czyżby był skrzyżowaniem kota z istotą wyższą? Słyszał opowieści na ich temat, ale nigdy nie zdarzyło mu się osobiście takiego kogoś spotkać. Nawet sądził, że to wymysł rodziców i dwukolorowe koty nie istnieją; pomijając fakt, że jeden z jego sąsiadów to dosłownie dwukolorowy kot. 
- Kim jesteś? - zapytał, zwracając się do czarnego arlekina. 
- To właśnie jest mój brat - Buba przedstawił ich sobie. 
A więc... to ten świr? Zaskoczony aż zamrugał. 
- Gdzie? - powtórzył w ich kierunku. 
- Gdzie co? - zapytał bicolor, patrząc w kierunku cętkowanego. To w końcu był jego brat, powinien wiedzieć o co mu chodzi. Już po tym jednym zdaniu mógł przyznać kocurowi rację... jego brat był naprawdę dziwny. Gdyby nie to, że nie miał nawyku tchórzyć, poczułby się nieswojo. 
- Chodzi mu o to co powiedziałem. O apokalipsie i śmierci... - szepnął mu na ucho towarzysz tak, aby gumowe ucho arlekina nie dosłyszało. 
- Lubisz śmierć? - zapytał go głośno, nie zważając na spojrzenie Belzebuba. Pewnie wolał uniknąć rozmowy z bratem albo w ogóle nie poruszać takich tematów, bo... bo właśnie co? Nie za bardzo wiedział co może się stać, więc zaryzykował, jak to miał w zwyczaju. 
- Apokalipsa nadchodzi! Tak! Właśnie tak... niestety. Wyprostowani porywają koty z dróg... znikają nie wiadomo gdzie... czas się przygotować na ostateczność... - Nie za bardzo wiedział w co wierzył kocur i jak zobrazować mu ten koniec. Wpadł jednak na pomysł, że ogień z nieba mógłby doskonale do niego przemówić. 
- A ta ostateczność spadnie z nieba! 
Gdyby wiedział co później się stanie... pewnie nie wypowiedziałby tych słów głośno... Na razie jednak świetnie się bawił, czekając zaciekawiony, czy kocur łyknie to i zacznie panikować. 

<Buba?>

08 października 2021

Od Lokiego

 Skwar lał się z nieba ponownie. Czasami nie rozumiał jak działa pogoda. Raz pada, jest mokro i ślisko, a raz to wszystko znika, aby nękać upałami. Miał... dość.
Ruszył przed siebie, rozglądając się na boki. Wyszedł na spacer i teraz tego żałował. Ziemia paliła go w łapki, a na ulicy nie było nikogo. No... prócz łysego Wyprostowanego, który pakował do klatki dzikiego samotnika. Co tu się działo? Znów powrócił? Powoli się przekradł do potwora. Niestety ten zawarczał i już miał zamiar ruszać, więc szybko wskoczył do małej przyczepy, chowając się pod gratami. Nareszcie coś się działo! Przygoda wzywała. Czuł, że teraz na pewno jego moc się objawi! W końcu jechał ku nieznanemu.
Podróż nie trwała długo. Wyprostowany wyszedł z potwora i wyciągnął klatkę z samotnikiem, który klnął wściekle. Powoli wyjrzał na zewnątrz i dostrzegł... że był na jakimś strzeżonym terenie. Gdzieś tam dojrzał potwora z długą szyją, który przenosił zmarłe szczątki potworów. Powoli zaskoczył na ziemię i zaczął się skradać. Smród bił po nosie, ale nie zraził się. Nie, gdy usłyszał wiele miauknięć. Przedarł się do małego gniazda i zajrzał przez przezroczystą ścianę. Masa klatek... głosy wołające o pomoc. Dwunożny wszedł, więc schylił nieco głowę, uważnie obserwując. Zostawił samotnika na innej klatce, po czym udał się z powrotem na zewnątrz. Wykorzystał to. Szybko przemknął do środka, nim zamknęły się wrota. Rozejrzał się po spowitym w półmroku miejscu. Było dość... strasznie. On jednak nie miał czego się bać! Nie był zwykłym kotem.
- Hej ty! Jak tu się znalazłeś? Wypuść mnie! - czyjś głos zwrócił jego uwagę.
Skierował wzrok na jedną z klatek, która leżała na ziemi. Dostrzegł błysk niespokojnych, niebieskich oczu i kremowe futerko.
- Co tak się gapisz? Wypuść mnie zanim wróci!
- A z jakiej racji? - zapytał.
Kotke zamurowało. Wzięła głęboki oddech.
- Ty chyba nie wiesz co tu się dzieję, nie? Ci Wyprostowani porywają koty i zmuszają do rodzrnia kociąt. Młode są później zabierane matką i znikają. Nie chcę skończyć jak one, jasne?
Nie tego się spodziewał. Liczył na potworne sceny zbrodni a dostał... mase smutnych kotek.
- Przykro mi, ale to chyba nie mój problem
- Będzie jak cię dorwą. Kocury też tu są - Wskazała głową na inne klatki. No dobrze... przekonało go to do podjęcia decyzji. A było nią to, aby pomóc tym biednym istotą. Ale oczywiście nie za darmo.
Odchrząknął i zwrócił się do całego grona.
- Wypuszcze was, ale pod warunkiem, że bedziecie mieć u mnie dług. Kiedyś będę chciał, aby został zwrócony, a wy wykonacie moją wole. Jasne?
Czekał na słowa sprzeciwu, ale każdy był za. No prócz tej kremowej, która zaczęła go pośpieszać.
- Szybciej! Może wrócić w każdej chwili!
Westchnął. Nie mógł się nacieszyć tą chwilą nawet jednego uderzenia serca...
- No już, już - podszedł do klatki kremowej i walnął w nią łapą. Liczył na to, że się otworzy, lecz to się nie stało.
Ał! Jego łapa zabolała, a kotka spojrzała na niego jak na mysiego móżdżka.
- Moja przyszłość w rękach idioty... - westchnęła.
- Żaden idiota! Zazwyczaj to działało! - wybronił się, po czym przyjrzał się mechanizmowi otwierania. Widział już gdzieś taki... ale jak to się robiło?
Nagle drzwi otworzyły się. Szybko schował się w jakiejś wnęce, pod jakimś meblem i przysłuchiwał się rozmowie Wyprostowanego, który mówił do czegoś w uchu. Rozumiał trzy po trzy, więc nie rozumiał, dlaczego kremowa kotka zaczęła panikować.
- Chcą nas przenieść - szepnęła.
Wyprostowany słysząc miauczenie, kopnął w klatkę, uciszając samotniczkę. Nie był chyba zadowolony. Wyrzał przez przezroczystą ścianę i pomachał do kogoś na zewnątrz. I wtedy usłyszał dźwięk potężnego potwora. Chyba jednak nie da rady sam, przeciwko tylu wrogom.

C.d.n. 

15 września 2021

Od Lokiego

Śnieg. To białe paskudztwo zakryło ich ogród. Nie miał nic do niego, wyglądał całkiem ładnie. Okolica przynajmniej wyglądała na czystą. Był inny problem. Gdy ten biały puch zakrywał ziemię, zawsze coś mu się przydarzało. Tak jakby przyciągał do siebie cały pech. 
Kiedyś się poślizgnął na lodzie i prawie przywalił w skałę. Innym razem nabawił się kataru i został odeskortowany do Obcinacza, co nie było cudownym doświadczeniem. A dzisiaj? 
Właśnie... dzisiaj. 
Wyszedł na spacer, bo doszły go wieści, że łysy i brzydki Wyprostowany znów kręci się po okolicy. Tym razem miał sieć, którą wywijał na różne strony. Musiał go znaleźć i znów zrobić z nim porządek. Sigma pewnie grzał się w swoim Gnieździe, tak samo jak większość pieszczoszków, lecz nie on. Teraz to był jego teren, więc musiał go ochronić przed "złem". Dzięki temu czuł, że udowodni sobie i innym, jakim cudownym jest kocurem! 
Ale byłby przeszczęśliwy, gdyby zorganizowano dla niego jakąś niespodziankę dziękczynną za uratowanie okolicy! 
Tak więc ciesząc się tym dniem, udał się na rekonesans. Kluczył tak od jakiegoś czasu i nie dostrzegł śladu po podejrzanym. Och... naprawdę? Teraz zniknął, kiedy miał się wykazać?
Zirytowany postanowił zawrócić, widząc jak słońce zachodzi. Mróz dał mu w kość, drżał już jak po wyjęciu z kąpieli. Przyspieszył kroku, uważając jednak na zdradziecki lód. 
Przeszedł przez płot i dotarł do drzwi od strony ogródka. Chciał przejść przez małe okienko, ale okazało się zamknięte. 
- Co jest?! - warknął rozglądając się za tym przygłupem, który się nimi zajmował. Nie widział, że go nie było? 
W oknie dostrzegł kamienny wyraz pyska Heimdalla. A no jasne... brat... 
- Otwórz dziurę! - Wskazał na obiekt swojej frustracji. 
Czekoladowy pokręcił łbem. 
Co... Co to miało znaczyć?! Czyżby się mścił za to, że niedawno zrobił mu dokładnie to samo... No jasne! Co za dziecinne zachowanie! Mógłby wymyślić coś innego! A tak udaje dorosłego! Phi! 
- Zapłacisz za to! Zobaczysz! - krzyknął. 
Odpowiedziała mu głucha cisza. Odwrócił się i skierował swoje kroki w inną stronę. Heimdall myślał, że go przechytrzył! Jasne! Niedoczekanie jego! Znalazł się od drugiej strony domu i zaczął drapać o drzwi. To zwróciło uwagę Wyprostowanego, który je otworzył. 
- No nareszcie! Nie widzisz, że zmarzłem?! - syknął. 
Jego opiekun zaniepokoił się jego stanem. Chwycił go w swoje łyse łapy i wsadził pod tonę kocy. Mógłby to znieść, gdyby nie fakt, że bracia zaczęli się śmiać z tego jak wyglądał. Nic więc dziwnego, że z nich wyszedł i zaczął szukać innej formy ogrzewania. Tak się złożyło, że odnalazł ją w dziwnym przedmiocie. Wyprostowany klikał w niego, wpatrzony w ekran jak w magicznym pudełku. Wszedł na te dziwne przyciski i się położył. 
Opiekun wydał z siebie jęk i chciał go zrzucić, ale się nie dał. Wtedy też obejrzał jego łapki i gdzieś poszedł. No i dobrze. Niech nie wraca. Mu tu było przyjemnie. 
Zamknął oczy i miał zapaść w słodki sen, kiedy został uniesiony i wsadzony do klatki. No nie! Gdzie ten dziad z nim wychodził?! Znów owiał go ziąb, a później znalazł się w paszczy potwora. 
Jego chrzęst i zgrzyt obwieścił mu, że się ocknął. Nie podobało mu się to. Obijał się o ściany klatki, aż znów nie zasnął. 
Zapach jaki chwilę później do niego dotarł sprawił, że jego sierść się uniosła. O nie... wiedział co to oznaczało... Obcinacz. 
Czy ten Wyprostowany oszalał? Po co go tu przyprowadził? Kiedy klatka się otworzyła, już miał zamiar nawiać, jednak łapy Obcinacza mu to uniemożliwiły. Zaczęli ze sobą gadać, a ten przyglądał mu się z zainteresowaniem. Nie, żeby nie lubił tego. Uwielbiał, gdy na nim wszyscy się koncentrowali, ale zazwyczaj, w takiej sytuacji oznaczało nadchodzący ból. A tym razem nie da mu się ukąsić! Sycząc i machając łapami, kazał mu się cofnąć. 
Znów został unieruchomiony, a jego łapki ponownie skupiły całą uwagę Płaskopyskiego. Następnie Obcinacz go zapakował z powrotem do klatki, co przyjął z ulgą. Czyli dziś nie zamierzał go atakować...I dobrze! 

***

Chwilę później znów był wolny. Zmierzył swojego opiekuna nienawistnym spojrzeniem, gdy ten zdejmował z siebie skórę, po czym podszedł do Mimira, który już otwierał pysk. 
- Nie. Chcę. O. Tym. Rozmawiać - syknął. 
- Ale nie ma co się wstydzić. Też byłem z łapą u niego. Bardzo miły ten Obcinacz - miauknął.
Ta... miły... Widać było, że jego brat to imbecyl. 
- O nie! Zostaw mnie w końcu! - syknął do Wyprostowanego, kiedy go znów podniósł. W łapie miał jakieś ustrojstwo, które odkręcił. Zaczął nakładać mu coś białego na łapy, co było dość trudne, bo się mocno wyrywał. Ah! W takich chwilach przeklinał tego, że jego moc nie działała! Gdyby ją tylko znów obudził, ten osobnik wylądowałby na drugim końcu świata! 
Po siłowaniu się i ostrych słowach, znów odzyskał wolność. Tym razem umknął pod maszynę co wytwarza ciepło, gdzie nie zostanie ponownie złapany. Takiego wstydu chyba nie przeżył od dawna! Trzeba było nie wychodzić z gniazda...

Wyleczony: Loki 

02 września 2021

Od Lokiego cd Belzebuba

- Mój brat. Taki czubek. - Zaśmiał się cicho.
Och! Czyli też miał nieznośnego brata! No! To pewnie go rozumiał idealnie.
- Mam też kilku czubków w rodzinie - westchnął. 
W sumie... kocur był nawet spoko. Dawno nie miał komu ponarzekać na rodzinę. Zawsze robił to tylko w swoim towarzystwie, okazjonalnie przy Wyprostowanym, jednak to nie było to samo. Nikt przecież nie mógł rzucić słów pocieszenia i mu przytaknąć. 
Pieszczoch najwyraźniej zaciekawił się jego słowami, bo zachęcił do kontynuowania.
- Dopiero co tu się wprowadziliśmy. Mój szalony ojczulek, upadł na głowę i zesłał mnie na wygnanie. O dziwo nie samego, bo moi bracia są tu ze mną. Heimdall to taki mysi móżdżek. Myśli tylko mięśniami; no wiesz... Ja jestem najsilniejszy, bla, bla, bla, nikt mi nie podskoczy. A tak naprawdę to maminsynek, ojcosynek też. Gdybyś widział jak się podlizywał... Pewnie dlatego skończył tu ze mną - zaśmiał się. 
To nawet prawdopodobne. On sam czasami ma go dość. A co dopiero ktoś taki jak Odyn i Frigga. 
- No i jest jeszcze Mimir. To dopiero dziwak, mówię ci. Pewnie dogadałby się z twoim bratem, skoro twierdzisz, że jest czubkiem. Wierzy w to, że nasz ojciec jest wszechmogący i nas obserwuję. Modli się do niego! To już dopiero przesada! Masz pojęcie jakie to uciążliwe? Jeszcze ma dziwne urojenia i przepowiada przyszłość. Serio... gapi się w deski, widzi jakieś wzory, nawet krew do niego przemawia. 
- No to nieźle... - zgodził się z nim kocur, czym zdobył jego aprobatę. Nareszcie ktoś uważał to samo co on! Gdyby się z nimi spotkał wierzył, że nadal stałby przy jego opinii. Nikt normalny nie rozmawiałby z takimi świrami z własnej woli. 
- A jak! A twój brat? Co takiego robi, że jest czubkiem? Nie mów tylko, że czci jakiś obrazek. Już spotkałem takiego pieszczoszka... dziwny był... - No i miał do niego problem o gapienie się i dotykanie kwiatków "jego pani". Cokolwiek to znaczyło... 

<Belzebub?>

13 sierpnia 2021

Od Lokiego cd Felixa [...]

Zbliżała się Pora Opadających Liści. Czuł to w kościach... A naprawdę, to widział na niebie, jak sunące obłoki gęstnieją, zapowiadając nadciągające burze i deszcze. Chcąc nacieszyć się jeszcze odrobiną ciepła, które ulatywało w zastraszającym tempie, usiadł w ogródku. Basen Mimira został zdemontowany i upakowany do małego pudła. Przynajmniej nie musiał już udawać, że wcale go nie ruszał widok bawiących się braci. Nadal nie zamierzał przyznawać się do błędu jaki popełnił. Ocalił tym sposobem swój honor. 
Inna sprawa się miała z niebieskim, który pewnego razu postanowił go śledzić, ale źle wymierzył skok, przez co zranił się w łapę. Ich Wyprostowany nie był zadowolony, kiedy ujrzał mnóstwo krwi i stojącego jak słup Mimira. Zabrał go do Obcinacza i słuch po nich zaginął. Heimdall z niepokojem krążył po wszystkich dostępnych pomieszczeniach, wyglądając przez przezroczyste ściany. A on? Dalej siedział w ogrodzie, wbijając wzrok w krwawe smugi na drewnie, które pozostały po jego bracie. 
- Kim jesteś i co robisz na moim płocie? - zwrócił się do obcego, który właśnie przekroczył granicę jego oazy spokoju. 
- Uciekam przed psem! Ciebie by rozerwał na strzępy, bo tyłka byś nawet ze strachu nie ruszył!
A to ci dopiero... Nie znał go, a już osądzał. Nie należał do tchórzy. Osobnik jednak przed nim owszem, skoro skrył się przed tym psem na płocie. 
- A kto to niby mówi! Przedstaw się, a nie stój tam bezimienny kocie! 
- Mówi…- zniżył głos do konspiracyjnego szeptu.- Felix Varian Bazooka Łopata Psiżujek Jabłkowski Lapierog Kaczyński aka Felek Wafelek Eklerek Kartofelek Koperek przydomek Simba Traktorek Aslan Pacypiś Kastrax! A ty niby kim jesteś? Nie znam cię z widzenia coś! Siedzisz w tym ogródku całymi dniami? Nigdzie nie chodzisz?
- Jesteś bezczelny - skwitował. - Masz tak długie imię, więc pewnie i nie po kolei w głowie. - W sumie nie zdziwiłby się, gdyby tak było. Nie zwracał uwagi na to, że mógł tym stwierdzeniem urazić Felixa. Słynął z mówienia najbrutalniejszej prawdy. - Zwę się Loki i nie. Nie siedzę tu cały czas. Ostatnio byłem na wyprawie z Sigmą, takim jednym kocurem z sąsiedztwa i zaoraliśmy twarz Wyprostowanemu - miauknął z dumą. - Później poszliśmy do małego lasu w sercu Siedliska betonowych kloców, ale na tym nie kończą się miejsca w jakich byłem. - A mógł się pochwalić wieloma krainami, takimi nawet, gdzie nie było drzew, a sam piasek. W swoim życiu dużo podróżował z rodziną... Yh... no właśnie... Chyba zbyt dużo jak dla niego. 
- To skoro tak, to czemu teraz tu siedzisz? - zadał kolejne głupie pytanie. 
- Patrzę co zrobił mój brat. - Wskazał ogonem na płot, po którym chodził pieszczoszek. 
Ten chyba nie zrozumiał. Zerknął w dół i dostrzegł w końcu stóżkę krwi, która zaschła na ogrodzeniu. 
- Czy to... - zaczął.
- Tak. Krew. On uważa, że zawsze, gdy się skaleczy, widzi w plamie jakiś przekaz. Ale ja widzę tylko krzywą linię. Jak chcesz możesz tu zejść i sam stwierdzić, czy coś w tym widzisz - zaproponował. Może, gdy oboje powiedzą Mimirowi, że jego krew jest zwykła i nie jest żadnym boskim czynnikiem, który wpływa na jego postrzeganie przyszłości, ten w końcu się ogarnie. 

<Felix [...]?>
Wyleczony: Mimir

09 sierpnia 2021

Od Lokiego cd Sigmy

 Wyprostowany ich zauważył. To był odpowiedni moment na atak. Jednak zanim z jego pyska wyrwało się ostanie słowo, Sigma już wyrwał do przodu, zaskakując go. Jeszcze przed chwilą nie wyglądał na chętnego do bójki, a teraz? 
Niebiesko-czarny wybił się z tylnych łap i z wysuniętymi pazurami wylądował na łysym łbie Wyprostowanego. Zasyczał głośno, klepiąc Płaskopyskiego po głowie łapą, na co ten wydusił z siebie smutny, żałosny jęk. Wyprostowany machał łapami jak oczadziały, próbując zrzucić z siebie Sigmę, podczas gdy Loki z nieco opóźnioną ze zdziwienia reakcją dołączył się do walki. 
- A masz brzydki człowiecze! - furczał Sigma.
Dziwna nazwa, ale nie komentował. Zatopił pazury w kończynie tego osobnika, czując na powrót jak przez jego ciało przepływa moc. Dawno jej już nie używał. Oby tym razem spełniła swoje zastosowanie jak zawsze. Już chciał posłać Bezwłosego na kraniec ziemi, kiedy to nic się nie stało. Co to miało znaczyć? Jeszcze raz uderzył go łapą, ale ten bardziej cierpiał przez poczynania Sigmy, niż przez jego pacanie. Ale wkładał w to bardzo dużo sił! Może musiał użyć tego z pazurami? Jeszcze raz zebrał w sobie energię i uderzył. Wyprostowany wydał krzyk, dalej próbując zrzucić z siebie niebiesko-czarnego. Ten jednak się wczepił jak pijawka, przez co Dwunożny stracił oparcie i runął na ziemię. A to wcale nie była jego zasługa! Pierwszy raz poczuł się bezużyteczny. Moc go zawiodła. Aż dziw! Musiał to zbadać, gdy tylko wróci do domu. Teraz jednak trzeba było zająć się tym podejrzanym osobnikiem. 
- Dobra Sigma! Teraz go przepytamy czego tu szuka - miauknął i wskoczył na leżącego, który dalej próbował zrzucić z siebie kocura. - Słuchaj no. To nasz rewir. Masz się tu nie pokazywać, jasne? 
Nie wiedział czy zrozumiał, ale jak zawsze ta wyższa istota, wykazała się jakimś intelektem i przeturlała się, zgniatając ich na placek. To najwyraźniej poskutkowało, bo ten dziwny kocur o dwóch twarzach, sapnął i wypuścił Wyprostowanego z uścisku, a ten skorzystał z okazji i uciekł do potwora, zatrzaskując się w jego brzuchu. 
To brzmiało źle. 
Wielkie monstrum ożyło, wydając z siebie zduszony warkot i z piskiem łap, skierowało się wprost na nich. Och! Gdyby nie zniknęła jego moc! Wtedy mógłby ich ocalić! Teraz jednak nie czas było na bohaterstwo. Złapał obolałego pieszczoszka za kark i popchnął w kierunku najbliższej uliczki.
- W nogi, jeśli ci życie miłe! - zakrzyknął i puścił się biegiem. 
W samą porę, bo potwór zionął chęcią zemsty za swojego pana i postanowił ich pożreć. Czarno-biały nie znał jednak zbyt dobrze tych terenów, więc biegł i biegł, za sobą słysząc posapywanie kolegi. W końcu dotarli na dziwną okolicę. Było tu parę drzew, jakieś jeziorko i mnóstwo siedzisk, teraz pustych. 
Warkot nadal nie cichł, więc jeszcze nie zgubili pościgu. Szybko wepchnął Sigmę w gąszcz trzcin, przypłacając to przemokniętą sierścią i niezadowolonym kwakaniem kaczek, ale się udało. Potwór przeszedł bokiem i znikł w jakiejś innej alejce.
- Uf... Dobrze ci poszło! - pochwalił pieszczocha. - Ocaliliśmy nasz teren przed tym podejrzanym Wyprostowanym. To co my tu... A tak. Oprowadzałeś mnie - przypomniał sobie po co w ogóle chodzili po okolicy. - Nie wiedziałem, że w Siedlisku jest las. Czemu nie mówiłeś?

<Sigma?>

06 sierpnia 2021

Od Lokiego cd Sigmy

 Nie miał nic do roboty; jak codziennie, więc siedział sobie w ogrodzie. Musiał przyznać, że to wygnanie było niczym wakację. Żadnych obowiązków, rozkazów, nic. Tylko obijanie się i leżenie brzuchem do góry. W sumie... takie życie mu odpowiadało. Ta cisza i spokój, była inna niż dotychczasowe jego doświadczenia. 
Jego wzrok zabłądził w stronę basenu, lecz nie odważył się postawić tam łap. Nie mógł złamać danego sobie słowa. Nie tknie tej wody. Wystarczy mu zimna powierzchnia, gdzie Wyprostowany składował swoją żywność. Przynajmniej wystrzegał się przemoknięcia i wielu uderzeń serca wylizywania sierści. Postanowił więc zająć się czymś innym. A co mogłoby być lepsze od zrobienia na złość braciom i przyszykowaniu dla nich niespodzianki? Skoro go wykiwali, on odwdzięczy się swoją pułapką. Zaczął od wykopania dołu. Było to ciężkie zajęcie, nie był w końcu psem, który w kilka chwil był w stanie wykopać głęboką dziurę, ale wysiłek był wart tego, jeśli zobaczy zaskoczoną minę Heimdala, gdy już znajdzie się w dziurze. 
- Witaj sąsiedzie! - zagaił wesoło czyjś głos. 
Odwrócił głowę, akurat obserwując, jak obcy prostuje się i prezentuję pod najlepszym kątem. 
- Me imię Sigma, miło mi cię poznać! 
- Me imię Loki i co cię do mnie sprowadza? 
W sumie... ten plan mógł zaczekać. To pierwszy raz, gdy to ktoś go odwiedza i to na jego terenie. Może już słyszał jakich ma sąsiadów? Mimir za bardzo się darł z bratem? O nie... On skarg na nich nie zamierzał słuchać. Dlatego, gdy obcy zaczął otwierać pysk, szybko przybliżył się do niego, nie pozwalając mu dojść do słowa. 
- Może pokazałbyś mi okolicę? Jestem tu nowy.
- Oczywiście! Chodźmy tędy! Tylko... co to jest? - Wskazał na basen.
- To? Takie coś co utrzymuje wodę w miejscu. Nie jest fajne, uwierz. Należy do mojego brata, a on jest strasznie pomylony, więc lepiej się do tego czegoś nie zbliżać, chodźmy - Odsunął go od obiektu i razem wyszli na drogę. 
Chwilę tak stali, aż Sigma postanowił obrać kierunek. Szedł tuż obok niego, czasami wypytując o to, kto tu jeszcze mieszka. Kocur jednak dawał tak ogólnikowe odpowiedzi, że zaczął wątpić w to, czy wie gdzie w ogóle się znajdowali. 
- Stój! - Zatrzymał go, widząc jak jakiś dziwny Wyprostowany zagląda na ogródek czyjegoś domu. 
- Co jest grane? - szepnął mu do ucha. 
Nie wiedział co, lecz zachowanie tej istoty, nie podobało mu się. Wiele w swoim życiu przeżył. Widział złych i dobrych Płaskopyskich, a ten... ten coś ewidentnie knuł. 
- Widzisz tego Bezwłosego? - Wskazał ogonem na obiekt jego zainteresowania. 
Ten pokiwał głową. 
- On tu mieszka? - zapytał.
Odpowiedziała mu cisza i wzruszenie barkami. Eh... no tak... On sam nie zwracał uwagi na te stworzenia, więc nawet jeśli żyłby tu wiele księżyców i tak większości by nie spamietał. 
Wyprostowany nie zauważywszy, że jest śledzony przez dwójkę kotów, ruszył dalej, zaglądając do kolejnej posesji i kolejnej. Kiedy w jego kierunku wyszło młode, ten zaczął bawić się swoją nogą, wiążąc coś na niej. Było to bardzo, ale to bardzo podejrzane. Miał coś z tą łapą? Co on z nią robi? 
- Chcesz może... komuś skopać tyłek? - zapytał, gotując pazury do ataku. 
Już kiedyś kilka razy walczył z Bezwłosymi, więc mniej więcej wiedział gdzie uderzyć, aby ich zabolało. Może to był ten tak zwany "listonosz", nie groźny typ, lecz miał to w nosie. Czegoś szukał, a to budziło podejrzenia. Trzeba było go przegonić. 

<Sigma? Bijemy się?>

Od Lokiego cd Papieża

 Był zły. Zły na siebie, na Heimdala i Mimira. Dał się wykiwać! Teraz oni sobie siedzą i chłodzą w wodzie, a on grzał tyłek w słońcu jak skończony idiota! Już knuł, jak się zemścić. Nie mógł pozostawić tego bez odpowiedzi. Była to jawna zniewaga jego intelektu. Owszem, mógł przeprosić i wkupić się w łaski Mimira, dzięki czemu mógłby dostąpić zaszczytu pluskania się wraz z nimi, lecz to było haniebne! On nigdy przed nikim się nie płaszczył i nie zamierzał tego zmieniać. A niech mają ten "basen", jak to ujął Wyprostowany. W Siedlisku było o wiele bardziej ciekawszych rzeczy niż to! I właśnie zamierzał to sobie udowodnić, zakradając się na podwórko sąsiada. Dość łatwo prześlizgnął się na drugą stronę i skupił wzrok na dziwnej roślinie. Pierwszy raz widział takie kwiaty, więc usiadł i zaczął się na nie gapić, jakby skrywały przed nim jakąś tajemną wiedzę. 
- Hej, ty! Zostaw tulipany mojej Pani! - krzyknął czyjś głos. 
Odwrócił leniwie wzrok w kierunku niebieskiego, który kierował kroki w jego stronę. Szło mu to jednak opornie, przez jego bebech. Naprawdę? Jak można się tak spaść? Przecież to była ujma dla ciała. Oczami wyobraźni widział Mimira, który wylizywał miskę z każdego kawałka mięsa jakie serwował im Wyprostowany, a jego tusza rosła i rosła i rosła. Czas było chyba uświadomić braciszkowi, że to może się dla niego źle skończyć. Ale to dopiero, kiedy minie jego foch na tego drania. 
- Tylko je oglądam. Po co ta cała złość? - zwrócił się do kocura. 
- Bo to są jej ulubione kwiaty! Nie lubi, gdy ktoś je dotyka - wyjaśnił.
W sumie nie obchodziło go to. On mógł robić wszystko na co miał ochotę, a taki pierwszy lepszy tłuścioch nie miał nic do gadania. 
- Ups. No to je dotknąłem - na potwierdzenie swoich słów, musnął płatki łapą. 
- Zooostaw! Zepsujesz je! To święte kwiaty! Relikwia! 
Relikwia? W sumie... tak teraz przyjrzał się bardziej kocurowi i zauważył na jego szyi coś ciekawego. Zbliżył się do niego i trącił łapą ten krzyżyk. 
- Co to takiego? 
To chyba odebrało dech w piersi właściciela ogródka, bo aż się cofnął. Chyba nie przywykł do heretyckich łapek na jego medaliku. 
- To znak uwielbienia przez moich bogów! Znak wywyższenia i godności! Najważniejszy  na całym osiedlu. 
Wpatrywał się tępo w niebieskiego. Jego bogów? Nie sądził, że ktoś może czcić kogoś innego, kto nie zwał się Odyn. W sumie to nawet lepiej! Im mniej kotów w niego wierzyło, tym jego moc osłabnie i na pewno zdechnie w zapomnieniu! Od razu jego pysk rozświetlił uśmiech. Miał już niecny plan, jak mógł zburzyć potęgę ojca. Skoro według Mimria ich obserwował, to niech patrzy! 
- Naprawdę? Opowiesz mi o tych bogach? Ja w sumie szukam jakiejś wiary... Bo moja ostatnia... cóż. Wygnała mnie na koniec świata.

<Papież?>

Od Lokiego

 Po jakimś czasie w zasięgu jego wzroku pojawił się Wyprostowany. Czyżby załatwił już sprawę z tym śmierdzącym obiektem? W sumie... nie słyszał pisków braci, więc możliwe, że to okropieństwo nadal gdzieś tu leżało. Słysząc stukot, skupił uwagę na tym co ten Bezwłosy robił. A mianowicie mocował do tworzyciela wody, długiego węża. A to ci dopiero... Nie dość, że znosił jego chrapanie na cały dom, to teraz przynosił do domu jakiegoś gada? Jeszcze poił go ich wodą! Kiedy Wyprostowany odszedł, a jednocześnie czując, że intruz sobie na za dużo pozwala, zszedł z chłodnej powierzchni i stanął tuż przy zielonym stworze. 
- Słuchaj no! Starczy ci tego picia. Jest gorąco, więc nie wolno tyle pić, bo nie starczy tego dla mnie! Rozumiesz? - zwrócił się do niego. 
Ten jakby głuchy dalej żłopał. Zirytowany trzepnął go łapą, a ten nadal nic. Na dodatek śmierdział podobnie do prezentu Mimira. Nie mając wyjścia, musiał przejść do poważniejszych łapoczynów. Wysunął pazury i zaczął bić się ze stworzeniem. Miał naprawdę dość twardą skórę, ale nie z takimi walczył! Był silniejszy od potwora i już za chwilę przedziurawił jego brzuch, powodując wytrysk wody prosto w jego pysk. Zaskoczony, odskoczył i obserwował jak zielony wije się, mocząc całe pomieszczenie. 
- Loki! - usłyszał swoje imię z ust Wyprostowanego, który wrócił z powrotem i zaczął zakręcać dopływ wody. Wtedy dopiero wąż przestał obsikiwać powierzchnie, a on został chwycony pod pachę przez niezadowolonego Bezwłosego. 
- Ej! Zostaw mnie! - miauczał zaczynając się szarpać. Został wyniesiony na zewnątrz i rzucony pod okrągły przedmiot, który jeszcze chwilą był wewnątrz budynku, a który pokazywał z radością im wszystkim Płaskopyski. Tylko tym razem było inaczej. Był cały wypełniony wodą, a w nim siedział nie kto inny jak Mimir. 
- Dzięki, że oddałeś mi to cudo bracie! Nie sądziłem, że potrafisz być miły! - miauknął zadowolony. - Jest tu tak przyjemnie chłodno. Nie czuć w ogóle gorąca. 
- O tak... - Odwrócił się zaskoczony, widząc zbliżającego się Heimdala. - Naprawdę mnie zaskoczyła twoja decyzja. Może to wygnanie wychodzi ci na dobre? 
- Na dobre? - powtórzył skołowany. 
- Owszem. W końcu pierwszy raz w życiu zrobiłeś coś miłego dla nas i zrzekłeś się własnej wygody. - Czekoladowy wskoczył z pluskiem do wnętrza przedmiotu, opryskując brata, do którego dopiero teraz dochodziło co zrobił. 
Nie... Nie, nie, nie! Dał się zwieść! To wszystko była wina Wyprostowanego! Gdyby nie on, nie pomyliłby się tak bardzo co do tej rzeczy! Mógłby wcześniej zamontować to coś w ogrodzie, a później ich zawołać. Wtedy lepiej rozeznałby się w sytuacji i miał to małe jezioro na własność! 
- Jak chcesz możesz do nas dołączyć - zaproponował Mimir. Ten słodki, naiwny Mimir. 
Nie miał zamiaru teraz wszystkiego cofać i prosić o przebłaganie. Ucierpiałby na tym jego wizerunek, godność również, a ją cenił najbardziej. Dlatego też pokręcił głową, odmawiając.
- Tak jak mówiłem, mi to nie jest potrzebne - miuaknął i wrócił do chłodnego wnętrza domu. 
Przegrał... Doskonale o tym wiedział. Przez swoją impulsywną decyzję, stracił coś co przydałoby mu się w te upalne dni. Nie bał się wody... Wręcz lubił. Z chęcią pluskałby się i przeganiał braci. A teraz? Teraz pozostały mu tylko marzenia. 

Od Lokiego

 Przyglądał się dziwnej konstrukcji, która spoczęła tuż pod ich nosami. Najpierw była złożona i sflaczała, a po wysiłkach Wyprostowanego, to coś urosło i zajęło połowę pomieszczenia, w którym się znajdowali. On jak i jego bracia, zaczęli obwąchiwać to coś. śmierdziało niczym koła potwora. I co on chciał z tym zrobić? Tak się cieszył, kiedy niósł to całe pudło, a to wcale nie wyglądało na coś fajnego. Niech tylko nie twierdzi, że to było ich nowe posłanie! Za nic się na tym nie położy, a tym bardziej nie uśnie. Prześmierdnie mu przecież sierść. Wtedy też skupił wzrok na niebieskim, który chyba wyglądał na zaciekawionego tym przedmiotem. Wpadł na genialny pomysł, jak mógł się pozbyć tego ze swojego otoczenia. 
- Mimirze! - zwrócił się do kocura, który zwrócił pysk w jego stronę. - Bez żalu oddaję ci ten przedmiot. Jest cały twój.
- Naprawdę? - zdziwienie wypełzło na jego mordkę. Pokiwał głową. 
- Naprawdę. Te posłanie pewnie przysłał ci ojciec w darze. Uznał cię za godnego spania na nim.
Słyszący jego słowa Heimdall prychnął. 
- Jesteś pewien? Nie będzie już odwrotu. To będzie Mimira i on będzie decydował o tym, kto ma tam wstęp. 
O rany! Ależ był tym przerażony! Co go obchodził ten śmierdzący przedmiot? Jak im się tak podobał, to mogli go zatrzymać we dwójkę. Jego łapa nie zamierzała tam powstać. To jednak dało mu do myślenia. Nie spodziewał się po nich, że byli takimi flejtuchami. Wychodzi na to, że nie znał swojej rodziny. Może taki odór ich kręcił? A może już za dużo nawdychali się tych oparów i tak świrują? Prawdopodobnie tak było.
- Naprawdę - postawił sprawę jasno. - A teraz wybaczcie, nie mam zamiaru bawić się z wami w tym smrodzie - i tak jak powiedział, tak odszedł. 
Wrócił na zimną półkę, która chroniła zapasy Wyprostowanego przed kotami i rozłożył się tam jak pan i władca. Musiał nieco się ochłodzić. Ten skwar był naprawdę okropny. 

01 sierpnia 2021

Od Lokiego

No i stało się. Mimir padł jak długi i nie podnosił się już od kilku uderzeń serca. Zaniepokojony Heimdall zaczął go trącać łapą, miauczeć do niego słowa z nadzieją, że ten się podniesie i powie, że wszystko w porządku. Nie było go tylko dziesięć uderzeń serca, bo odprowadzał Wyprostowanego do drzwi, a jak wrócił zastał to! 
- To twoja wina! - w końcu zwrócił pysk w stronę Lokiego, który jak nigdy nic wpatrywał się nagle bardzo zainteresowany w magiczne pudełko. 
- Moja? To, że karma była za zimna, to też moja wina? Albo to, że deszcz nie spadł na ziemię również? - odpyskował. 
Miał naprawdę dość tego, że wszystko co złego się dzieję, było jego winą. No dobrze... Może i wystraszył Mimira tak bardzo, że ten zemdlał, ale robił już to tak wiele razy, że zazwyczaj ten się budził i nawet nie pamiętał co się stało. Teraz rzeczywiście trochę długo to trwało, ale pewnie się z nich zgrywał. Dobrze wiedział, że ten nie jest w stanie od tak sobie umrzeć. Nie bez umoralniającej gadki. 
Z Wyprostowanych, którzy kręcili dziwnym kołem, zerknął na ledwie hamującego wściekłość brata. Nie spodziewał się, że ten ruszy swoje cztery litery na kanapę i zacznie mu chuchać w pysk. Było to bardzo nieprzyjemne, a zapach był po prostu odrażający. 
- Słyszałeś o tym, aby inwestować w chrupki miętowe? - zapytał, rozpędzając odór ogonem. 
Heimdal westchnął, a on skrzywił tylko pysk. Tak... Taka tortura to i jego by zwaliła z nóg. Już teraz czuł się dziwnie wiotki. 
- Loki... Powiedz co się stało. Wiem, że nie potrafisz kłamać, więc czekam na wyjaśnienia. 
- A ja czekam na kolejny odcinek Wyprostowanych z kołem, ale mi przeszkadzasz - wymigał się od odpowiedzi. To było najlepsze, co mógł zrobić, by nie wkopać się bardziej. Po prostu przemilczeć temat. Wtedy ani nie skłamał, ani nic nie wyznał. Wiele razy ratowało go to z bardzo trudnych sytuacji i miał nadzieję na to, że i tym razem się uda. 
- Loki! Nie baw się ze mną w te swoje gierki mów co... - przerwał, bo usłyszał cichy jęk. 
Sam zerknął na Mimira, który odzyskał przytomność, teraz leżąc jak taki worek z uszami i rozglądając się na boki. 
- Gdzie ja jestem? 
Czyli się udało! Nic nie pamiętał, nie przyznał się, że to jego wina, więc był wolny! 
- W domu. Co się stało? Czemu zemdlałeś? - dopytywał go brat.
Tak jak się spodziewał Mimir nie miał pojęcia co się stało. Nawet stwierdził, że może usnął. Nie zwracając już uwagi na tą dwójkę, ruszył do szklanej bariery i zaczął oglądać spustoszenie jakie spowodowało słońce. Nie miał ochoty wychodzić na zewnątrz, żółta trawa i to parne powietrze zniechęcały. Jeszcze by popalił sobie poduszki łap. Po Wyprostowanym nie było śladu, a nie chcąc być nękanym przez Heimdala, wskoczył na zimną półkę, która przechowywała masę smakołyków. Rozłożył się tam, delektując się chłodem. 
Po jakimś czasie ich właściciel wrócił z dziwnym pudłem. Zeskoczył od razu na ziemię, udając się za tym stworzeniem do salonu, gdzie czekali już na nich bracia. Wyprostowany był bardzo czymś zadowolony. Mówił dziwne słowa, ale nauczony życia z tymi istotami, rozróżniał ich emocje. A ten był naprawdę w wyśmienitym humorze. Może przyniósł lek na wieczne naburmuszenie Heimdala? A może zapakuję go w pudło i odeśle do ojca? Ale by było cudownie! Bezwłosa łapa sięgnęła do pudła i wyciągnęła... coś dziwnego. 

c.d.n.

25 lipca 2021

Od Lokiego

Słońce grzało dzisiaj wyjątkowo mocno. Nie miał ochoty wychodzić w ten skwar, ale również wizja spędzania tego czasu z braćmi, nie była zachęcająca. Mimir od rana kręcił się z kąta w kąt, wzdychając i mamrocząc modły do ojca. Świr jak nic. Nadal nie pojął, że Odyn to drań, ale i zwykły kot? To, że miauczał do niego litanie nie sprawi, że nagle spadnie deszcz. A gdyby naprawdę do tego doszło, uznałby to za zbieg okoliczności. 
Heimdall również był nie w sosie. Ciągle podchodził do miski z wodą, a później dręczył Wyprostowanego głośnymi pretensjami o warunki w jakich przebywają. 
A on? On, wielki Loki, wpatrywał się w magiczne pudełko, gdzie mógł podglądać życie jakichś dziwnych stworów. Niby to ryba, ale taka duża z kłami? Obserwował jak dziwnie podskakuje na lądzie, po czym wpada do wody. Taki ktoś nie miał szans na przeżycie. 
Nagle uwagę jego od tego co dzieję się na ekranie, zwrócił sługus, który przytachał jakąś metalową konstrukcję. Chyba ją kojarzył... z dawnego życia. 
Wyprostowany podłączył jego ogon ze ścianą, po czym przyrząd ożył, wytwarzając zimny powiew wiatru. A no tak! To maszyna do jego tworzenia! Że też od razu jej nie skojarzył. Wyglądała inaczej niż ich stara, ale dawała ten sam efekt. 
Mimir, Heimdall i on sam, od razu znaleźli się w polu jego rażenia. Rozkoszowali się chłodem, tak bardzo, że ich problemy odeszły na drugi plan. 
- Widzicie? Modły działają - odezwał się Mimir.
Przewrócił oczami. No tak... Ten widział w tym boską ingerencję ojca. Najwidoczniej musiał mu przemówić do rozsądku, bo czekoladowy raczej nie oświeci niebieskiego.
- Żadne modły. To zasługa Wyprostowanego, a nie ojca - prychnął. - I nie! - Zatkał mu pysk ogonem, widząc jak ten chcę coś powiedzieć. Naprawdę nie miał ochoty i chęci, aby teraz zajmować się jego wymysłami. - Nie zaczynaj - ostrzegł go.
- Przestań dręczyć, Mimira - rozległ się głos Heimdala, który postanowił zainteresować się ich wymianą zdań. 
Od razu cały jego dobry humor minął. Wyczuwał kolejną umoralniającą gadkę. Trzepnął ogonem, odchodząc od rodzeństwa, które wdało się w dyskusję. Aby nie słuchać ich kłapania językiem, szybko wyszedł przez klapę w wielkich wrotach na zewnątrz. Gorzko tego pożałował, kiedy jego łapki zetknęły się z rozgrzaną ziemią. Sycząc i prychając, szybko przeskoczył przez płot i udał się na poszukiwanie jakiegoś cienia. Tak się złożyło, że w sąsiedztwie dostrzegł idealne miejsce. Po przejściu przez kolejne ogrodzenie, usiadł pod krzesłem. Tu miał ochronę przed słońcem, ponieważ z jednej strony okryty był przez jakieś śmierdzące napoje. Pierwszy raz się z czymś takim zetknął, dlatego powąchał je. Były otwarte i puste, ale zapach nadal się unosił.
- Nie kradnij napojów moich właścicieli - odezwał się czyjś głos. 
Przed nim stał dziwny kocur. Był czarno-biały w bengalskie cętki. Na jego oskarżenie, skrzywił pysk. Nie wrobi go w coś, czego nawet nie zamierzał zrobić!
- Że to? Za nic nie tknę tego, a co dopiero ukraść! Śmierdzi jakby coś w tym umarło. Ukrywam się tu tylko przed słońcem. Loki jestem, a ty to kto?

<Belzebub?>

21 lipca 2021

Od Lokiego

Jadł karmę, krzywiąc się za każdym razem. Yh... Obrzydliwa była. Co ten Wyprostowany im serwował? Widząc tą saszetkę z białym kotem, miał ochotę tylko zwymiotować. Kiedyś dawno im inną, jego zdaniem smaczniejszą. Smak ryby nie był tym, co chciałby poczuć już z samego rana. Dziwił się jak Mimir mógł to wcinać z takim entuzjazmem. 
- Uważał, bo ci zaraz uszy odpadną od tego - rzucił do brata, obserwując jak brudzi pysk. 
- Mrwrrrwwwww - coś mu chyba chciał zakomunikować, ale stwierdził, że posiłek ważniejszy od Lokiego. 
Jak coś mogło być ważniejsze od niego? Skrzywił się z niesmakiem, kierując wzrok na Heimdala, który oglądał coś w magicznym pudełku. Ich życie zaczynało wracać do normalności. Cała trójka już się zadomowiła w nowym miejscu. On oczywiście lepiej to zniósł niż czekoladowy, który miauczał całą noc jakieś modły. 
- Heimdall! Przestań się tak lampić w te obrazki, bo oślepniesz! - zażartował, aby ta kwaśna mina zeszła z jego pyska. 
Dostał oczywiście srogi wzrok jako odpowiedź. Jego sprawa, nie to nie.
- No to nic... idę. Wrócę wieczorem - zakomunikował i skierował kroki w stronę dziury w wielkich wrotach. 
Kiedy tylko za nimi zniknął, najstarszy z braci od razu wskoczył na parapet, aby przez szklaną barierę obserwować, gdzie to też wybiera się cały chaos.

***

Szwędał się po ulicy z nadzieją, że uda mu się spotkać jakieś koteczki. Okolica była ładna, więc miał nadzieję na równie interesujące sąsiedztwo. Omijał potwory stojące na uboczu, wcale nie zdenerwowany ich obecnością. Taki mu by podskoczył, a skończyłby w zadku Odyna. Jak na zawołanie usłyszał czyjeś miauknięcie. Sprawnie przeskoczył przez płot i dojrzał czarną piękność. Ta by się odnalazła pewnie w mrocznych zakamarkach Helheimu. Raz tam był, Wyprostowany jak nigdy nic wrzucił go w ciemność pełną ognia i strasznych rzeczy, a jakieś "duże oko" chodziło za nim krok w krok. Czuł się przez to obserwowany. Nigdy nie lubił tych oczu, były wielkie, czarne, a Wyprostowany ciągle podtykał mu to pod pysk. Oczywiście nie stchórzył. Przebrnął przez to dziwne pustkowie, spotkał kilka kotów i na tym się skończyła przygoda. W sumie... To nie dokońca, bo gdy przeszedł raz, zawrócono go i znów musiał iść, tak jakby Wyprostowanym nie spodobało się jego wykonanie. Pfff... dziwacy. Ale musiał teraz wrócić na ziemię. 
Podszedł do sąsiadki, mając nadzieję, że ta go nie przegoni od tak. Już mu się zdarzały takie przypadki. Ale musiał zaryzykować. Kto nie ryzykuje ten nic nie dostaję. 
- No witam, witam. Czyżby same podziemia cię zesłały pod moje łapy? - Nie ma to jak gadka na podryw, podczas pierwszej rozmowy. 

<Hagrid?>

14 lipca 2021

Od Lokiego

 Wskoczył na parapet i wyjrzał przez okno. Widoki tu mieli marne, musiał przyznać, ale nie narzekał. Mógł zacząć życie od nowa i nieco się zabawić, to było w tym momencie najważniejsze. Tylko jak na złość Wyprostowany nie otwierał tych olbrzymich wrót. Przecież nie ucieknie! Już i tak był na wygnaniu, więc gdzie by się podział? Kogo by dręczył jak nie braci, którzy obserwowali uważnie jego poczynania.
Widząc wzrok Heimdalla już nastawiał się na moralną gadkę. Och Loki to twoja wina, patrz gdzie doprowadziło nas twe sianie chaosu, ble, ble, ble.
- Loki... Musimy porozmawiać.
Ocho. Zaczyna się. Nawet nie drgnął, dalej obserwując świat za szklaną powierzchnią.
- Loki. Mówię do ciebie! - Głos brata zaczął być natarczywy. Niczym brzęczący komar. Strzepnął tylko uchem. Nie miał zamiaru wdawać się dzisiaj z nim w dyskusję. Stało się. Byli tu razem i nic tego nie zmieni. Żadnego płakania nad swoim losem.
- Zobacz bracie tylko na ta okolicę. Ciekawe czy mają tutaj piękne koteczki... - zmienił temat, co nie spodobało się Heimdalowi. Oczami wyobraźni widział jego skrzywienie.
- Na Odyna, przestań znów o tym...
- Ci! - przerwał mu. - Nie wzywaj imienia ojca naszego nadaremno. Jak to mówi Mimir? - Zwrócił w jego stronę głowę, widząc jak ten zaczyna się irytować. - On wszystko słyszy i ześle na nas karę... buuuu... bójmy się jego potęgi - sparodiował niebieskiego, który ślęczał sam w kącie i wyglądał jak kupka nieszczęścia. Prychnął tylko na to, cienias.
- Nie żartuj tak. Mimir nie jest szalony, wie co mówi. Ty za to nie rozumiesz w jakiej jesteś sytuacji! - prychnął czekoladowy, trzepiąc na boki ogonem.
- Wiem, drogi braciszku. Nastał dzień wolności! I co jak co, ale ja w przeciwieństwie do ciebie, zamierzam się bawić, a nie użalać - miauknął, trącając Heimdala w bark, przechodząc do innej części domu. Musiało istnieć wyjście z tych czterech ścian. Oszaleje jak będzie tutaj zamknięty wraz z tymi świrami.
- Jest tu tak cicho - z kąta odezwał się głos Mimira, który wyglądał jakby ocknął się z letargu. Przesunął wzrok to na Lokiego, to na Heimdala, po czym westchnął.
- Za cicho? Możemy zrobić tu nieco głośniej. Prawda bracie?! - uniósł głos, wbijając wzrok w starszego kocura, który ledwie panował nad swoimi nerwami.
- No dalej! Pokrzycz na mnie! Przecież to moja wina, że trafiłeś tutaj i jesteś skazany na mnie! Dalej! Wykrzycz się! Daj Mimirowi szansę poczucia się jak w domu!
Dalej nie obserwował zachowania brata. Doskonale wiedział, że ten nic takiego nie zrobi, nie przy kochanym, biednym, Mimirze. Aż rzygać mu się chciało. Szybko wskoczył na kolejny parapet i z radością stwierdził, że szklana bariera była uchylona. Starał się przecisnąć przez szparę, ale najwidoczniej miał zbyt twarde kości na taki wyczyn. Od przetrącenia sobie karku wybawił go ich opiekun, który właśnie wrócił do gniazda. Widząc co Loki wyczynia, chwycił go pod pachę, zostawiając na blacie wielką paczkę.
Nie podobało mu się to, że ta istota w ogóle go dotyka. Z jego pyska wyrwał się niezadowolony pomruk, który sprawił, że Wyprostowany go puścił, otwierając mu w wielkich wrotach, małą dziurę. Zainteresowany przeszedł przez nią, wychodząc na ogrodzony teren. Rozejrzał się po okolicy, ale zamiast zająć się zwiedzaniem, on już wyrwał do płotu, skacząc na niego ze zwinnością.
- Loki! Ani się waż! - Usłyszał głos Heimdala, który wyszedł tuż za nim.
- Wybacz, nie interesuję mnie zlot starszych, żegnaj - to powiedziawszy zeskoczył na drugą stronę, ignorując nawoływania czekoladowego.
Co on taki spięty? Normalnie czasami zachowywał się jak ojciec. Myśl o tym draniu, sprawiła tylko, że jego dobry nastrój uleciał. No i jak teraz miał znaleźć sobie rozrywkę, gdy spuszczono z niego cały zapał?
Nie! To był jego plan! Brat na pewno chciał, aby zaraz wrócił! Niedoczekanie jego! Skierował się kawałek dalej i przeskoczył przez kolejny płot, znajdując się na nie swoim terenie. Od razu też dostrzegł kota, który zwrócił na niego spojrzenie.
- Bez obaw. Jestem nowym sąsiadem. Loki, miło mi - zwrócił się do obcego.

<Anubis?>