Kamienne Pióro zatrzymał się i zawęszył. Nie wyczuł jednak niczego wskazującego na obecność zwierzyny niedaleko. Westchnął i ruszył dalej. Nie chciał, żeby jego współklanowicze kładli się spać z pustymi żołądkami. To był jego obowiązek jako wojownika zapewnić im pożywienie. Tylko czy w tym lesie znajdowała się choć jedna mysz?
Usłyszał szelest gdzieś na prawo. Jego spojrzenie błyskawicznie tam powędrowało, a źrenice zwęziły się w skupieniu.
Zalała go fala rozczarowania, kiedy ujrzał Nocnego Śpiewaka i jego szeleszczące pióra w sierści. Miał nadzieję, że to zwierzyna. Zrezygnowany skierował się w stronę czarnego kota, z którym był na patrolu i zatrzymał się przy nim.
— Znalazłeś coś? — zapytał lekko zmęczonym głosem.
— Niestety nie. A ty?
Czekoladowy pokręcił głową, a następnie przestąpił z łapy na łapę.
— Wiesz… Chyba nigdy nie rozmawialiśmy za dużo, może chciałbyś ze mną zapolować?
— Jasne, możemy — odparł Nocny Śpiewak i ruszyli razem przez las.
Chwilę szli w milczeniu, rozglądając się za pożywieniem. Wierzchołki drzew kołysały się, co jakiś czas zrzucając z siebie śnieg.
— Tak sobie myślałem… Że w sumie to fajne te nowe odznaczenia. Wiesz które, Powiernik Cienia i inne… Chciałbym któryś z nich dostać. Raczej nie Opiekun Tchnienia, bo żaden ze mnie medyk, ale Strażnic Tajemnic, to jest coś. Albo Powiernik Cienia. Chciałbym umrzeć w obronie Klanu Wilka. Wtedy tuż przed śmiercią miałbym taką świadomość, że faktycznie się do czegoś przyczyniłem. Ale… Wątpię, żeby to się udało. Zawsze miałem marzenia, żeby być jak najlepszym wojownikiem, takim, który zapisze się w historii naszego klanu, ale… Jak widzisz, coś nie wyszło. Marny ze mnie bohater. Nie nadaję się na żadne z tych odznaczeń.
Nagle zorientował się, jak dużo nagle powiedział Nocnemu Śpiewakowi. Prawie nikt o nim tyle nie wiedział. Bardziej otwierał się tylko przed Korowym Szeptem. Dlaczego więc nagle podzielił się wszystkimi swoimi niezrealizowanymi marzeniami i ambicjami ze zwykłym wojownikiem, którego nawet za dobrze nie znał?
W Nocnym Śpiewaku coś było. Coś takiego wyjątkowego. Czuł się przy nim dobrze, był taki zrelaksowany i nie denerwował się, że kocur go wyśmieje lub pomyśli o nim źle. Sprawiał wrażenie takiego wyrozumiałego i takiego, który wszystko rozumie. I był taki spokojny. Cichy.
— Ale się rozgadałem — dodał z lekkim śmiechem. — A ty…? Też byś czegoś chciał albo… chciałeś i już ci się to udało?
<Nocny Śpiewaku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz