Przeszłość
Gapił się w drewniany sufit, jakby został na nim namalowany sam Klan Gwiazdy. Wiercił się w posłaniu matki, nie mogąc znaleźć dogodnego miejsca na obserwowanie. Miał wrażenie, że dni i noce od jakiegoś czasu są tym samym, co dla niego kiedyś była Rudzikowe Skrzydełko i mleko, którego już niestety ruda nie chciała produkować i Kurczątko musiał za to jeść jakieś… szare myszki, które szybko się kończyły. Jedna nie satysfakcjonowała kocurka; on chciał więcej, więcej i więcej… dziwne, że nie przytył. Ba, stawał się coraz dłuższy i rósł w górę. Jedyne, co pozostało z małego kocięcia to jego pusty wzrok i neutralny wyraz pyska.
Granatowe, wielkie oczy przeskanowały otoczenie i wstał, zanim w wejściu pojawiła się jego siostra. Perłówka, bardziej ekscentryczne dziecko Rudzik, próbowała przekonać brata do zabawy w chowanego. Wiele nie musiała powiedzieć, bo prawdę mówiąc, Kurczątko był bardzo znudzony obecnym stanem życia. Próbował schować się w głośnym, kamiennym słupie, ale prędko został przyłapany na gorącym uczynku przez Śnieżycową Chmurę i zaniesiony z powrotem do żłobka. I tak zabawa się skończyła. Dosyć szybko, jednakże lepiej niż inne wersje zdarzeń.
***
Kurza Łapa rzucił mokrym mchem w Perłówkę. Znajdowali się w Łapkowie, prawdopodobnie chcąc zrobić coś użytecznego razem.
— Broń się! — pisnął z uśmiechem. Młodzieniec zdawał się powracać do swojej osoby, ale za każdym razem, gdy mówiono o nim w pozytywnym sensie, Kurczak żenująco zadziwiał. To tak, jak z dwunożnymi i ich podrobionymi zającami. Powiedzą coś miłym głosem i zdechną od zauroczenia. Przykra, lecz romantyczna sprawa, czyż nie?
Perłówka odwróciła głowę na dźwięk słów brata idealnie, żeby zimny mech uderzył ją prosto w twarz.
— To nie czas na gry — prychnęła, otrzepując pysk.
Kotka miała trochę mchu we własnej łapie i z uśmieszkiem rzuciła nim z powrotem, przyjmując żartobliwie postawę bojową.
Kurczak parsknął i wyszczerzył ząbki do siostry.
Nie spodziewał się kontrataku ze strony Perłówkowej Łapy. Zaskoczony, zdjął z siebie mokry mech. Zamrugał, spojrzał na nią i uśmiechnął się złośliwie.
— A, masz! — zawołał, rzucając z impetem zimnym mchem. Zachichotał.
Rodzeństwo rzucało się mchem przez parę set uderzeń serca, dopóki zabawa nie stała się nudna dla Kurzej Łapy. Brat odchrząknął i zaczął z powagą (jak gdyby to on nie zainicjował tej gry):
— No dobra, dobra… wystarczy. Zróbmy coś z tym mchem, zanim przyjdzie Skrzydlata Płomykówka… albo Cyklonowe Oko. Nie marzy mi się siedzieć na zadzie całego dnia, słuchając ich przemowy na temat naszego zachowania.
Rodzeństwo spoważniało i poszukało więcej materiałów. Kurza Łapa przytargał więcej zajęczego puchu na miejsce pracy. Zaczęli od prostego segregowania, ale syn Rudzikowego Skrzydełka nie umiał pojąć czarnej magii, jaką to było ułożenie z tak małej ilości mchu wielkiego posłania. Pozostawił tworzenie legowisk Perłówkowej Łapie, której nawet się podobała ta praca. Kurza Łapa natomiast przynosił jej niezbędne przedmioty i obserwował.
Po zrobieniu trzech legowisk siostra padła na plecy i oznajmiła, że nic więcej nie zrobi. Uczeń przewodnika pożegnał się z nią, ruszając z powrotem do starego obozu. Może tym razem coś odkryje?
Kurza Łapa, znowu myszkując w legowisku lidera, znalazł coś wreszcie przydatnego. I to nie było akurat mokre posłanie. Skryte we wnęce między cegłami zawiniątko z liśćmi znajdował się spory zapas nasion maku. Uczeń triumfalnie zawył w starym obozie. W końcu! Prędko zszedł z kamiennego słupa z zawiniątkiem, starając się niczego nie wysypać z nadmiaru emocji. Pokaże Wdzięcznej Firletce, na pewno będzie z niego dumna! I to jeszcze te ziarna były nienaruszone. Ciekawe, co w sumie było tyle ważnego w maku dla Króliczej Gwiazdy… albo Zawodzącej Gwiazdy, nim się stał przywódcą.
[Event Klan Burzy: Przeszukiwanie starego obozu.]
[Event Klan Burzy: Uwicie nowych posłań z zapasu traw, puchu i mchu.]
<Perłówkowa Łapo? Pobawimy się jeszcze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz