Dzień zabicia Króliczej Gwiazdy.
Zauważył, jak z wieży wychodzi Królicza Gwiazda. Ogon Ciernia nerwowo podrygiwał, patrząc z nienawiścią na kocura. Czy to pogoda, czy jakoś jego własny humor go do tego skłonił, wstał, przechadzając się do kocura. Zatrzymał sie tuż przed nim, na co starszy spojrzał na niego zdezorientowany. — Okropna dziś pogoda, nieprawdaż? Jeśli mam być szczery, jest coraz mniej zwierzyny, a Klan Burzy jest… Coraz słabszy. Ciekawi mnie dlaczego, co? Przecież tak świetnie przewodzisz klanem, patroli jest tak wiele, że wręcz na siebie wpadają. — spojrzał na niego z fałszywym uśmieszkiem. Lider zamrugał, zmęczonym wzrokiem spoglądając na Ciernia.
— ...Gradobijący Cierniu, o co ci chodzi?
— Chodzi mi o to, że uważam, że… Mówiąc delikatnie, robisz się stary, Królicza Gwiazdo. Nie wyciągasz konsekwencji kotom, które popełniają błędy, a potem… Cóż, dzieje się, co się dzieje. Myślę że wiele kotów się ze mną zgodzi, że czasy świetności Klanu Burzy są już tylko wspomnieniem. Królicza Gwiazdo, moim zdaniem powinieneś odstąpić funkcji lidera Klanu Burzy.
Dymny wpatrywał się w wojownika. Po chwili omiótł wzrokiem pozostałe koty w obozie, przestępując z łapy na łapę z dyskomfortem.
— Czy to źle chcieć dożyć sędziwego wieku? — odparł po chwili, marszcząc brwi. — Nadal pełniąc funkcję, którą otrzymałem od mojego poprzednika? Gradobijący Cierniu, ja rozumiem, że nie każdemu można dogodzić... Ale nie musisz wytykać mi w pysk moich błędów.
— Nie, nie jest to złe. Jednak czy nie uważasz, że krzywdzisz tym resztę Klanu Burzy? Mamy cierpieć, abyś ty poczuł się lepiej? Królicza Gwiazdo, nie twierdzę, że… Zawsze byłeś złym liderem. Jednak musisz wiedzieć, że w pewnym momencie zaciera się granica, a ty stoisz już za nią. — Nie odpowiedział, zapewne szukając właściwych słów. Jego pysk zmarszczył się, a spojrzenie uciekło w bok. Widząc, że lider nie ma nic do powiedzenia, prychnął. Wiele słów które wypowiedział nawet nie były bliskie tego jak bardzo nienawidził lidera. Zawodzące Echo wysunął pysk z Kamiennej Wieży.
— Ojcze? Gradobijący Cierniu? — miauknął, powoli wychodząc. — O co chodzi?
— My? Tak tylko rozmawiamy o Klanie Burzy, bo… Nie uważasz, Zawodzące Echo, że jest w nim coraz gorzej? — Kocur rzucił kątem oka spojrzenie na ojca. Podszedł bliżej i stanął naprzeciwko Ciernia.
— ...Klan widział na pewno lepsze dni — przyznał po paru uderzeniach serca — ale jesteśmy silni. Ja i Królicza Gwiazda robimy wszystko co możemy, aby Klan Burzy rozwinął się na lepsze.
— Czy aby napewno wszystko? Gdyby tak było, mój ojciec zostałby wydalony z klanu jeszcze przed zabiciem mojej matki. Pomyślałeś o tym? Zawodzące Echo, musisz to widzieć. Chyba, że trzyma cię sam sentyment do ojca. On ma już swoje księżyce, dla niego samego i jego zdrowia byłoby lepsze odpuszczenie.
— Wybacz, że nie posiadam umiejętności czytania kotom w myślach i przewidywania tego, kiedy zdradzą klan — mruknął, ton jego głosu przybierający kwaśną nutę.
— Za to ja przewiduję, że Królicza Gwiazda zrujnuje nasz klan, a nawet że już to robi.
— Gradobijący Cierniu — ostrzegawczo podniósł głos. Kątem oka rzucił spojrzenie na ojca, któremu najwyraźniej łapy wrosły w ziemię, a usta skleiły żywicą — Krytyka jest niepotrzebna. Jeśli nie masz niczego wartościowego do powiedzenia, to zachowaj to dla siebie.
Spojrzał przez chwilę na kocura. Po chwili w końcu prychnął.
— Cóż, Zawodzące Echo, być może po prostu ty i Królicza Gwiazda powinniście-
Nagle ni stąd, ni z owąd do obozu wpadł czekoladowy burmski wojownik. Za nim zagrzmiało. Zdyszany Bąbelkowy Plusk wbiegł w centrum obozu, krzycząc:
— OGIEŃ! PALI SIĘ! — miauczał z chrypką. Zakasłał. Bąbelkowy Plusk spojrzał na Króliczą Gwiazdę. — ZARAZ OGIEŃ DOSIĘGNIE OBOZU! — dodał ze zdartym gardłem. Widać było jak młody wojownik się trząsł. Cierń spojrzał na spanikowanego Bąbla. Ogień? Pomyślał w tej samej sekundzie o Pierzu, który nie był teraz w obozie… Kocur znalazł się przy swoim bracie, który patrzył na niego lekko wymownie. Co mógł poradzić, złość wzięła nad nim górę i to z dobrych przyczyn! Razem z bratem udali się prawie na koniec. Coraz bardziej oddalali się od pierwszej grupy. Podmuchy wiatru niosły ze sobą okropny gorąc i zapach dymu... W ułamku sekundy z jednej strony drogę zagrodził im ogień. Z gardła Sójczego Błękitu wyrwał się mało elegancki wrzask. Odwróciła się w drugą stronę, jednak jasne, rosnące płomienie skutecznie uwięziły ich w jednym miejscu.
— Nie, nie — mruczała pod nosem, puszczając Króliczą Gwiazdę i odbiegając kawałek dalej. — Nie! Zaczęła panikować. Odwróciła się do reszty, z szeroko otwartymi oczyma, po czym po raz kolejny wydała z siebie zaskoczony krzyk, gdy za grupą dojrzała innych wojowników. Takich, których nie było wtedy w obozie, i za którymi ciągnęły się same nieszczęścia. Nie wiedziała, co ich czeka. Cierń stał na wzgórzu obok Pierza, patrząc na koty zebrane w kole ognia, z którego praktycznie nie było wyjścia. Widział uśmieszek Pierza, jednak odwrócił wzrok. Nie chciał myśleć o tym, co zaraz się stanie. Nagle koty na końcu orszaku podskoczyły, słysząc z tyłu głośny, głęboki śmiech. Na tle ognia Sójczy Błękit mogła zauważyć dwie kocie sylwetki. Jedna chuda, o ostrych rysach, natomiast druga masywniejsza. Pierwszy z nich ruszył pewnym krokiem w stronę wojowniczki.
— Co za ciepłe spotkanie, nieprawdaż? — zaczął głos spokojny, zbyt nienaturalny i zbyt nieodpowiedni w obecnej sytuacji. Kot nagle się zatrzymał, zachowując pewien dystans między nimi. Nastąpiła nieprzyjemna cisza, którą zakłócało trzaski dochodzące z ognia. Kocica obok napięła mięśnie, gotowa do ataku.
Sójczy Błękit wytrzeszczyła oczy, widząc oświetloną przez ogień połowę pyska rozmówcy. Wielkie, szmaragdowe oko, w którym odbijały się tańczące płomyki. Nienaturalnie szeroki uśmiech zagościł na pysku rudego burmskiego. Patrzył na wojowniczkę z góry, specjalnie zadzierając brodę ku górze. Zmrużył lisie ślepia i skinął niespodziewanie głową do Nieustraszonego Chomika, która niczym dzikie zwierzę kilkoma susami znalazła się bliżej starszych.
— Jesteście otoczeni — miauknął z uśmiechem.
Kocica rozejrzała się po ognistym kręgu, widząc następujące koty; Bąbelkowy Plusk, Rudzikowe Skrzydełko, Dziki Berberys, Zwiewny Mak, Gradobijący Cierń... aż w końcu jej wzrok spoczął na umięśnionym synie Kminkowego Szumu, który podszedł do niej na niebezpieczną odległość. Tańcujące Pierze.
— Widać, że wasz przywódca już was nie uratuje, co? — szepnął, pokazując na skulonego Króliczą Gwiazdę. - Och... jak mi was szkoda. Biedne króliczki... — słodził, wyraźnie z nich szydząc. Pokręcił głową i się odsunął, krążąc wokół Burzaków. Uśmiech nagle zniknął. Teraz patrzył na nich z czystą pogardą.
—... Ale nie ma teraz czasu na współczucie. Same zapędziłyście się w kąt, głuptaski.
Wtedy spojrzał na Ciernia. I wszystko stało się tak jasne jak ogień. Ogień, który zaczął pochłaniać coraz to więcej terenów należących do Klanu Burzy. Cierń patrzył na lidera z furią w oczach. Zaczął okrążać go, jego futro było nastroszone, pazury wysunięte… a u lidera było widać strach. Lider cofnął się, obnażając zęby. W jego oczach widać jednak przerażenie, a ruchy są nieskoordynowane i gwałtowne.
— Co wy sobie wyobrażacie?!
— My? Odbieramy to, co należało do Klanu Burzy. Wolność, lepsze dni, tego chce Klan Burzy! Nie zapchlonych starców takich jak ty. To koniec Królicza Gwiazdo. — warknął Cierń. Na co lider odpowiedział tym samym. Uśmiechnął się triumfalnie, zerkając na resztę starszych.
— Zawodzącego Echa tu nie ma, już cię nie obroni, nieprawdaż? Zasługujesz na to, aby umrzeć, Królicza Gwiazdo. Tak jak musiała umrzeć moja matka! Zapłacisz mi za to, że nie powstrzymałeś go. Że przez ciebie mieliśmy zdrajcę w klanie! — zaśmiał się, wręcz nienaturalnie. — Nawet przed sobą masz zgraję zdrajców, którzy zakończą twoje panowanie!
Z otworzonymi w przerażeniu oczami Królicza Gwiazda dalej się cofał.
— Przynosicie temu klanowi większą ruinę, niż ja moimi rządami! — zawarczał. Zaśmiał się na słowa lidera.
— Nie rozśmieszaj mnie. Może popatrzysz sobie na to, jakie przyniesiemy rządy temu klanowi z Klanu Gwiazdy, co staruszku? — powiedział kocur, kucając, po czym zanim Królicza Gwiazda zdążył zareagować, wyskoczył na niego, wgryzając się w jego gardło. Lider krzyknął z przerażeniem, wstał, po czym zaczął się wierzgać, przez co srebrny skończył na jego plecach. Wbił pazury w jego futro, teraz gryząc jego kark. Starał się odepchnąć Ciernia, jednak stare kości już nie do końca współpracowały. Wierzgał się pod nim, charcząc i plując krwią. Gradobijący Cierń został w końcu zrzucony, jednak od razu podniósł się na łapy. W jego oczach było szaleństwo, a iskry płomieni odbijające się w nich tylko je podkreślały.
— Walcz, walcz Królicza Gwiazdo! Zatańcz tak, jak ja ci każę, pokaż jaki to z ciebie wspaniały przywódca, ocal ich! — znów wypuścił z siebie szaleńczy śmiech, teraz z syknięciem skacząc znowu na lidera. Wylądował na nim, teraz próbując zębami dosięgnąć jego brzucha. Lider zacisnął zęby i kopnął Ciernia w brzuch.
Odepchnięty leżał teraz niedaleko płomieni. Zmęczony, z zamglonym wzrokiem Królicza Gwiazda wykrwawiał się. Chciał podejść do Ciernia, jednak… Upadł. Cierń zafascynowany patrzył, jak lider powoli przestaje oddychać. Stał tak, zamarł wręcz, dopóki starszy nie wstał nagle, dysząc ciężko, plując krwią. Królicza Gwiazda podbiegł do niego, a Cierń dopiero teraz otrząsnął się z widoku. Skończył pod liderem, który usiłował teraz zadać mu cios, ale Cierń był szybszy. Zrobił mocne zadrapanie na jego brzuchu, przez które czarny zawył. Kocur odsunął się od Ciernia, który przez dym teraz też ciężko dyszał. Wyskoczył na dymnego, przekoziołkowali się chwilę, aż Cierń używając całej swojej siły odepchnął lidera w stronę płomieni. Jego futro zapaliło się, na co ten wrzasnął z bólu. Połowa jego pyska jak i grzbiet były w ogniu. Zaczął tarzać się w trawie, aby ugasić w końcu pożar z futra. Królicza Gwiazda ledwo stał, jednak wolą przodków znów ruszył w stronę srebrnego, bardzo powoli, jednak tuż przed nim osunął się na ziemię. Gradobijący Cierń dyszał, zmęczony, jednak zdobył się na triumfalny uśmiech. Podszedł do lidera, podnosząc jego pysk.
— Żegnaj, Królicza Gwiazdo. Po czym jak Pierze księżyce temu z całej siły uderzył nim o ziemię. I jeszcze raz. I kolejny. Z nosa i pyska lidera wydobywały się strużki krwi, a oczy były zamglone, jednak Cierń czuł potrzebę wyładowania frustracji. Lider tracił jedno życie po drugim, gdy tylko się budził, znów umierał. Aż stracił swoje jedno, ostatnie życie. Wziął ostatni dech, po czym… Umarł. Panowanie Króliczej Gwiazdy zakończyło się, a Cierń stał nad nim, pokryty krwią, z szałem w oczach, po chwili zdając sobie sprawę z tego, co zrobił. Zabił. Był nie lepszy niż jego ojciec. Zabił Króliczą Gwiazdę… Sójczy Błękit z wrzaskiem ponownie rzuciła się na Ciernia. Nie spodziewał się ataku, przez co zmęczony jeszcze wcześniejszą walką skończył pod kotką tuż po tym, jak przeturlali się kawałek. Wbiła zęby w kark kocura.
— Zapłacisz za to pchli zadzie! — Zaczął się wierzgać, zrzucając w końcu kotkę z pleców. Patrzył na nią teraz zły.
— Przykro mi, Sójczy Błękicie. Ktoś musiał to zrobić. Dobrze znasz prawdę, ten mysi móżdżek nie nadawałby się nawet na sprzątanie legowisk! — wyskoczył na kotkę, wgryzając się mocno w jej szyje, gdy ta wylądowała pod nim. — Przepraszam, Sójko… — wywarczał, podczas gdy jej futro zakrywało jego pysk. Szarpała się jeszcze przez chwilę, zanim ostatni oddech uciekł z jej piersi. Kocur odwrócił wzrok od nieżywej już kotki. Co on najlepszego wyrabia. Zaczął znów słyszeć głosy w swojej głowie. „Morderca.” „Jesteś jak twój ojciec.” — Nie, nie! Ja nie jestem taki jak on… — Skulił się obok ciała sójki, jego futro było nastroszone, trząsł się i ze złości i z emocji, jakie nim targały. — Nie jestem mordercą, ja… Uratowałem Klan Burzy… — Kocur wstał, otrząsając swoje futro. Zignorował głosy, które nadal krzyczały do niego z każdej strony, aby odbiec od miejsca zabicia obu kotów i pomóc reszcie. Niedaleko siebie miał Pierza, który próbował zaatakować Wełnistą Mszycę, jednak powstrzymał go Bąbelkowy Plusk. Poczuł potrzebę pozbycia się krwi z siebie, toteż wszedł do wody i obmył się z niej. Miał jej po prostu na sobie tak sporo, że zlizywanie bądź stopniowe zmywanie jej byłoby bezskuteczne. Normalnie woda by mu przeszkadzała, jednak teraz lodowate uczucie jakoś przywracało go do świadomości. Myślał o kotach, które teraz zabił. Spojrzał w niebo, na którym odbijała się łuna od ognia. Co on najlepszego zrobił…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz