Dwunożni odwiedzali kocięta coraz częściej. Teraz wizyty były codziennie i trwały dłużej niż zazwyczaj. Luna nie znała tych wyprostowanych. Malutka poznawała to po spiętym ciele matki. Kocica zaczęła być też bardziej opiekuńcza w stosunku do swoich dzieci. Nawet, nie że troskliwa, po prostu chciała spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Jak gdyby bała się, że zostaną jej one odebrane.
Przecież do ukończenia dwóch księżyców jeszcze dużo czasu, prawda? Czy dwunożni mogli wybrać ich wcześniej? I czy to powód do zmartwień? Mama zawsze traktowała tę procedurę jako zaszczyt. Do Malutkiej dopiero teraz dotarło, że może Luna po prostu nie chce się oddzielać od swoich kociąt.
Poprzedniego dnia, podczas kładzenia dzieci do snu, kocica wspomniała również, że jej następny miot może być też ostatnim. Powiedziała, że okociła się już cztery razy i nie wie, czy wyprostowani dalej będą ją rozmnażać.
Okazało się, że mama także urodziła się w tym pomieszczeniu, ale nigdy nie została wybrana. Dwunożni zechcieli ją zatrzymać jako rodzicielkę, aby dostarczała im nowych kociąt. Gdy urodzi piąty miot, prawdopodobnie zostanie wybrana i opuści to gniazdo.
Czy to oznaczało, że jeśli jakieś kocię nie zostanie wybrane, pozostaje w hodowli? Lunie musiało być trudno patrzeć, jak całe rodzeństwo powoli ją opuszcza, a ona nigdy nie wychodzi. Choć kocica nie wydawała się smutna, opowiadając o tym dzieciom. Cały czas dodawała, że to wielki zaszczyt zostać w pomieszczeniu i przekazywać dobre geny kolejnym pokoleniom.
Pisk Nali wyrwał Malutką z rozmyślań. Siostra trącała ją w bok.
— Chodź! — miauknęła. — Mama chce nam jeszcze coś poopowiadać.
— Mam wrażenie, że zaraz mi pęknie łebek — potwierdził Riko.
Malutka wzruszyła barkami.
— Mama po prostu chce nas przygotować na życie z dwunożnymi — odparła.
— Jasne, wiem — miauknął brat — Ale czy my już nie wiemy wszystkiego? Umiemy korzystać z kuwety, przyjmujemy stały pokarm, nie hałasujemy, przesypiamy całe noce, umiemy obchodzić się z dwunożnymi, wiemy, aby nie niszczyć niczego z gniazda, oprócz specjalnie przygotowanych przez dwunożnych do tego drapaków…
— Dobra, chodź — ponagliła go Nala. — Nie każmy mamie długo czekać.
Kocięta popędziły do miękkiego kamienia. Wskoczyły do pudła i ułożyły się przy mamie. Malutka wcisnęła pyszczek w jej futerko, szukając sutka. Gdy tylko zaczęła ssać, Luna przekręciła się na brzuch.
— Nie dzisiaj, Malutka — miauknęła smutno.
— Co? — Przechyliła główkę biała koteczka. — Jestem głodna!
Riko położył ogon na barku siostry. Ta przeczuwała, że dzieje się coś bardzo złego.
— Masz miękką karmę w swojej miseczce, prawda? Spróbuj ją zjeść, a głód przeminie.
Malutka nagle wszystko zrozumiała. Moment wybrania zbliżał się nieubłaganie.
— Nie chcemy przecież, abyś w nowym gnieździe miała trudności z przyjmowaniem pokarmu, prawda? Lepiej, aby twój brzuszek się przyzwyczaił do prawdziwego jedzenia — wyjaśniła kocica. — Twoje rodzeństwo odstawiło mleko już dawno temu.
Malutka zaskoczona spojrzała na siostrę. Jak mogła tego nie zauważyć?
Nala dostrzegła jej pytający wzrok.
— Ze dwa wschody słońca temu — odparła wymijająco. — Riko trochę wcześniej. To pewnie on będzie wybrany jako pierwszy.
Jej brat wypiął dumnie pierś, a Malutka czuła jedynie strach. Wszystko działo się zbyt szybko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz