Nigdy nie chciała ani władzy, ani kociąt, ani nawet tego wszystkiego, co wiązało się z byciem partnerką najważniejszego kota w Klanie Klifu. Szkoda tylko, że doszła do tego wniosku już po tym, jak została zastępczynią, po tym, jak dowiedziała się, że jest w ciąży. Nie mogła nawet otwarcie, przed samą sobą, nienawidzić swoich synów, nie mogła syczeć na Lśniącą Gwiazdę, czy być zazdrosna o koty, które akurat zastępowały ją w jej obowiązkach. Jedyne, co mogła zrobić, to nienawidzić samej siebie. Dzieciaki nie zrobiły nic złego. Lider zachowywał się tak, jak mogła się spodziewać. Wszyscy wydawali się lepiej odnajdywać się w JEJ rzeczywistości niż ona. Nieźle krzywdziło to jej dume, zwłaszcza na samym początku. Czasami nawet czuła się winna, kiedy Migot i Firmament całymi dniami zostawali pod opieką Jastrzębiego Zewu. Ale to tylko czasami. Prędko też doszła do wniosku, że lepiej, aby jej synowie przebywali z kimś, kto faktycznie czuje potrzebę czuwania nad nimi. Tak było lepiej.
Mniej więcej wtedy zaczęła coraz częściej opuszczać obóz. Maluchy zostały odstawione od jej brzucha, a do żłobka dołączyła Kukułczy Wdzięk, za którą Miłostka bardzo przepadała. Wiedziała więc, że nieważne, czy wieczna karmicielka będzie akurat zajęta, to dwójka kociaków będzie pod czymś czujnym okiem. W końcu mogła być wolna. Wolna tak, jak wolna czuła się w Owocowym Lesie lub, kiedy przez krótki moment żyli jako samotnicy. Nie wiedziała, jak bardzo uciskały ją ściany kociarni, dopóki się z nich nie wyrwała. Za każdym razem, kiedy w końcu nadchodził zmrok, a jej kroki musiały kierować się z powrotem do obozu, w sercu budziła się tęsknota za przestrzenią i swobodą. W końcu doprowadziło to do tego, że w jej głowie faktycznie zaczynały buzować pewne plany.
Plany ostateczne.
Plany ostateczne.
Z każdym wschodem słońca, z każdym księżycem jej synowie stawali się więksi, silniejsi i bardziej rozbrykani. Wkrótce mieli opóścić żłobek i zostać prawowitymi uczniami. A ona miała powrócić do swoich zastępczych obowiązków.
Nie wiedziała, czy ma płakać czy rozrywać mech pazurami ze wściekłości i frustracji.
O ile zamknięte pomieszczenie było męczące, tak na myśl o swojej faktycznej oficjalnej roli w Klanie Klifu miała ochotę wyć. Nie czuła się odpowiedzialna za swoją społeczność, nie czuła się odpowiedzialna za ilość zwierzyny, za bezpieczeństwo granic. Szczerze, miała to gdzieś. Ta realizacja była niczym punkt zapalny. Już od jakiegoś czasu coraz częściej rozmyślała o ucieczce, która miałaby ją uwolnić z tych sideł. Samo marzenie o momencie, w którym opuści pewną nocą jaskinie z myślą, że nie będzie musiała do niej wracać, wprawiało ją w znakomity nastrój. Uśmiech nie znikał jej z mordki; wiedziała, że koty są podejrzliwe, zwłaszcza jeśli to właśnie ze swoich całodziennych spacerów wracała taka rozradowana. Nawet Kukułczy Wdzięk ją o to pytała, ale pointka milczała lub zbywała ją prędko z naturalną lekkością. Nie chciała, aby przyjaciółka się komuś wygadała. Zwłaszcza jej bratu lub partnerowi. Tym razem miała odejść sama. Wiedziała, że Wędrujący Wibrys dobrze czuł się tam, gdzie był. Nie miała zamiaru znów wydzierać go z spokojnego życia, które zdążył sobie zbudować. To nie był jego problem.
Dlatego też wybrała odpowiedni dzień. Wieczór poprzedzający mianowanie Firmamentu i Migotu. Nie było jej przykro, że ją ono ominie. Była świadoma, że kocurki niekoniecznie za nią przepadają, a jej zachowanie od samych narodzin przygotowało je na zawód, który przywita je wraz z jutrzejszym porankiem, kiedy ujrzą, że ich matka zniknęła w środku nocy.
Bo tak to wyglądało. Po prostu wstała, rozejrzała się po obozie, a kiedy mijała Słoneczne Oko, który czuwał przy wyjściu z obozu, mruknęła jedynie prędko, że musi załatwić potrzebę, a następnie rzuciła się pędem w kierunku Złotych Kłosów. Nie słyszała nic innego niż dudniące serce i dziarskie uderzenia łap o zimne podłożę. Pare razy niemal utonęła w grubej warstwie śniegu. Chłodny wiatr okazał się jednak kojący dla jej rozgrzanych policzków. Nie wiedziała, gdzie biegnie, ale była pewna, że miejsce, które opuszcza, i tak nigdy nie byłoby dla niej domem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz