Teraźniejszość
W tym momencie czyściła właśnie swoją łapę, na której jeszcze niedawno rozwijała się infekcja. Co za pech, że zapomniała odwiedzić Cisowe Tchnienie, gdy rana nie była jeszcze niczym poważnym. Nie zamierzała jednak tego rozpamiętywać, gdyż mimo wszystko niebieska medyczka uporała się z problemem. To naprawdę… godne podziwu. Zalotna Gwiazda, ponieważ wychowała się w lecznicy, od zawsze miała styczność z ziołami. Teraz stwierdzała, że były czymś naprawdę intrygującym. Niby kilka niepozornych listków i kwiatków… a dzięki nim wiele kotów mogło przeżyć. Szkoda tylko, że sama nie wiedziała o nich zbyt wiele. Znała oczywiście podstawy, gdyż jeszcze za młodu udało jej się podsłuchać i zapamiętać kilka ziół oraz ich właściwości.
Tak więc wypoczywała, podczas gdy jej pobratymcy harowali pośród mrozów i wichur. Przynajmniej do czasu. Nagle usłyszała zbliżające się w jej stronę kroki. Kilku kotów. To na pewno. Poza tym były szybkie, jakby spanikowane. Co takiego znowu się działo?
Do środka wkroczyła trójka kotów: Wrotyczowa Szrama, Seradelowa Łapa i Dyniowa Skórka. Na przedzie stała starsza, liliowa wojowniczka, która nieznacznie się trzęsła, choć ciężko było stwierdzić, czy z zimna, czy z przerażenia.
— Oby ktoś umierał, bo jeśli przerwaliście mi spokój tylko po to, by przekazać mi coś nieistotnego, to osobiście rozszarpię was tu i teraz — fuknęła liderka, patrząc na trójkę wyniośle.
Wrotyczowa Szrama zmrużyła oczy, kładąc uszy po sobie. Jej ogon kołysał się nerwowo na boki, a łapy wciąż dygotały.
— Z-Zalotna Gwiazdo… Gdy by-byliśmy na patrolu, to… — wydukała z trudem.
Gdy otworzyła pysk, by kontynuować, niebieska uczennica popchnęła ją barkiem. Miała zmarszczone brwi i zirytowany wyraz pyska. W przeciwieństwie do swojej matki, która wyglądała na przerażoną, ona była dogłębnie sfrustrowana.
— Na Mrocznych Przodków! Kto pozwolił tej fajtłapie gadać? — warknęła Seradelowa Łapa w stronę starszej, po czym postąpiła krok do przodu. — Wybacz mi, Zalotna Gwiazdo, że wcześniej nie zabrałam głosu. Chciałam ci przekazać, że podczas patrolu znalazłam na granicy bardzo niepokojące ślady. Chyba doszło tam do jakiejś bójki. Widziałam ślady krwi i strzępki futra, a także silny zapach samotników mieszający się z wonią jakiegoś Wilczaka — wyjaśniła pospiesznie, po czym pochyliła głowę przed liderką. — Nie byłam niestety w stanie rozpoznać, do kogo należał ten zapach, więc byłabym wdzięczna, gdybym mogła zaprowadzić cię w tamto miejsce, byś sama stwierdziła, kto padł ofiarą samotników — dodała.
Zalotna Gwiazda przez cały ten czas siedziała w milczeniu, z nieodgadnionym wyrazem pyska wpatrując się w swoją uczennicę. W końcu poruszyła się nieznacznie na swoim posłaniu i mruknęła:
— Dobrze. Jestem skłonna pójść tam z tobą — westchnęła, po czym spojrzała na Wrotycz i Dynię. — Wasza dwójka może już zejść mi z oczu — burknęła, podnosząc się z miejsca.
Starsza kocica prędko odwróciła się i wybyła z legowiska, a zaraz po niej wygramoliła się z niego Dynia.
— W takim razie prowadź, Seradelowa Łapo — poleciła swojej uczennicy, która bez wahania ruszyła w stronę wyjścia z azylu. Była niczym ciało bez duszy, wykonujące każdy rozkaz wydany przez Zalotną Gwiazdę. Czy liderkę to cieszyło? Jeszcze jak. Nie mogła sobie wymarzyć lepszego pionka. Wiedziała, że niebieska uczennica jest stworzona do czegoś wielkiego. Wiedziała, że czeka ją chwała i chluba.
W ciszy zmierzały w stronę miejsca, o którym opowiedziała Seradela. Po wyczerpującej wędrówce wśród śnieżnych zasp w końcu udało im się tam dotrzeć. Na szczęście przez ostatni czas nie napadało zbyt wiele świeżego śniegu, toteż ślady wciąż były wyraźne. Zalotna Gwiazda przycisnęła nos do ziemi, zaciągając się wonią tego miejsca.
Wtedy zamarła.
Gdy znajomy trop wypełnił jej nozdrza, niemal instynktownie struchlała. Jej źrenice zwęziły się gwałtownie, wyglądając teraz niczym dwie sosnowe igły. Futro na karku zjeżyło się, a serce zabiło szybciej.
— Cienista Zjawa… — wymamrotała, unosząc głowę.
Jej dzikie spojrzenie spoczęło na Seradelowej Łapie, która w pierwszej chwili drgnęła nieznacznie pod jego ciężarem. Dopiero po chwili niebieska wyprostowała się dumnie.
— Czy coś się stało, Zalotna Gwiazdo? — spytała, patrząc na liderkę z oczekiwaniem.
Szylkretowa nie mruknęła ani słowa, a zamiast tego zwróciła głowę w stronę samotniczych terenów. Parszywi samotnicy! Jak oni w ogóle śmieli tknąć kogoś tak świętego, jak Cienista Zjawa? Jak śmieli choćby podnieść pazura na jednego z najbardziej szanowanych członków Klanu Wilka?
— Dużo się stało, Seradelowa Łapo — burknęła przywódczyni, przenosząc wzrok na uczennicę. — Wracaj do obozu. Ja jeszcze przez chwilę tu zostanę — oznajmiła.
Seradela skinęła głową i natychmiast ruszyła w stronę azylu.
Zalotna Gwiazda w końcu przysiadła, wpatrując się w naruszony, splamiony krwią śnieg przed swoimi łapami. Gdzieniegdzie leżały jeszcze strzępy futra, a w powietrzu nadal unosiła się boleśnie znajoma woń.
Wcisnęła pazury w śnieg, zaciskając mocniej zęby. Czy to mogła być prawda? Czy jej syn — Cienista Zjawa — naprawdę został zabity i zabrany przez jakąś bandę bezklanowców? Ciężko było stwierdzić, ilu ich było, lecz na pewno wielu. W przeciwnym razie bury poradziłby sobie z nimi — to nawet nie podlegało dyskusji. Zalotna Gwiazda wierzyła, że kot, którego niemal od narodzin wychowała, byłby w stanie przeżyć starcie z jednym, dwoma, a nawet trzema samotnikami. Musiało ich być… więcej. Znacznie więcej.
* * *
Nie zatrzymała się ani na moment. Pewnym ruchem wskoczyła na mównicę. Wiedziała już, co musi powiedzieć. Każde słowo zdążyła ułożyć w myślach podczas długiego czuwania w miejscu, gdzie jej jedyny syn oddał życie za Klan Wilka. Nie zasługiwał na to, by odejść w zapomnienie.
Brązowe ślepia powoli objęły całą polanę. Kolejne koty podnosiły uszy, przerywały swoje zajęcia i zwracały ku niej spojrzenia.
— Klanie Wilka... mam wam do przekazania wiadomość, której żadne z nas nie chciało nigdy usłyszeć — oznajmiła donośnym, smętnym głosem.
Gdy wszyscy zebrali się pod mównicą, odczekała jeszcze kilka uderzeń serca, pozwalając, by niepokojąca cisza zaczęła ciążyć nad obozem.
— Dzisiejszy dzień zapisze się w historii naszego klanu jako dzień żałoby. Dzień, w którym straciliśmy jednego z naszych najwybitniejszych wojowników. Odkryłam, że Cienista Zjawa nie żyje.
Po polanie przebiegł szmer.
— Został zamordowany. Zamordowany z zimną krwią przez tchórzy, którzy nie mieli odwagi spojrzeć mu w oczy jak równy z równym. Odebrano mu życie tylko dlatego, że do samego końca bronił terenów należących do Klanu Wilka… — przerwała na moment — i gdyby sprawcą okazał się którykolwiek z naszych pobratymców, własnymi łapami rozszarpałabym zdrajcę, a jego wnętrzności zgniłyby w błocie ku przestrodze dla każdego, kto odważy się podnieść łapę na tak szlachetnego kota. Tym razem jednak zagrożenie przyszło spoza naszych granic. Z terenów samotników, bo to właśnie oni odpowiadają za śmierć mojego syna — splunęła z pogardą.
Jej ogon wściekle przeciął powietrze, zanim kontynuowała:
— Nie wiem, ilu ich było. Wiem jedynie, że musiało ich być wielu, bo tchórze zawsze polują w grupach! Zapamiętajcie moje słowa: każdy obcy kot, każdy ślad, każdy zapach może należeć do morderców Cienistej Zjawy. Od tej chwili macie obowiązek zgłaszać mi wszystko, co wyda wam się podejrzane. A gdy ich odnajdziemy... sprawiedliwość dosięgnie każdego z nich!
Zgromadzone koty po raz kolejny zaczęły wymieniać między sobą spojrzenia, a także szepty.
— Ale nie pozwolę, byśmy zapamiętali dzisiejszy dzień wyłącznie jako dzień straty. — Unosząc wyżej głowę, rozejrzała się po swoich pobratymcach. — Cienista Zjawa nie był zwykłym wojownikiem. Był prawdziwym wzorem Wilczaka. Kotem, który bez chwili zawahania oddał własne życie za bezpieczeństwo swoich pobratymców. Takie czyny nie mogą zostać zapomniane. Takie czyny zasługują wyłącznie na nagrodzenie. — W jej głosie brzmiała duma. — Dlatego od tej chwili w Klanie Wilka istnieć będą odznaczenia dla najwybitniejszych spośród nas. Tytuły, na które trzeba będzie sobie zapracować!
W jej oku pojawił się błysk.
— Pierwszym z nich jest Powiernik Cienia. Tytuł nazwany na cześć Cienistej Zjawy. Otrzyma go każdy, kto wykaże się bohaterstwem wykraczającym poza obowiązek wojownika. Każdy, kto poświęci własne zdrowie lub życie dla dobra Klanu Wilka — oznajmiła, a po chwili jej spojrzenie na krótką chwilę złagodniało. — Pierwszym Powiernikiem Cienia zostaje pośmiertnie Cienista Zjawa.
Po chwili kontynuowała:
— Do tego grona dołączają również Pustułkowy Szpon, który podczas wojny z Klanem Klifu oddał oko za naszą wygraną, Trzcinniczkowa Dziupla oraz Lamentująca Toń, których poświęcenie również na zawsze zapisze się w historii naszego klanu. — Po tych słowach odchrząknęła. — Powstaje również tytuł Opiekuna Tchnienia, przeznaczony dla kotów, które uratowały życia tych krytycznie zagrożonych lub tych, które przez wiele księżyców wiernie służyły klanowi jako medycy. Pierwszą nosicielką tego tytułu zostaje Cisowe Tchnienie.
Na moment umilkła, by podsycić napięcie.
— Ostatnim z nowych odznaczeń jest Strażnik Tajemnic. Tytuł dla tych, którzy własną czujnością ochronią Klan Wilka przed zdrajcami, spiskowcami i każdym, kto spróbuje zatruć naszą przynależność od środka — wyjaśniła. — Nie są to jednak puste słowa ani ozdoby. Kot, który zdobędzie którykolwiek z tych tytułów, stanie się bohaterem naszego klanu. Otrzyma pierwszeństwo u medyka, pierwszeństwo zabierania głosu oraz prawo wyboru własnego ucznia. Jego słowa będą znaczyć więcej, ponieważ udowodnił już, że potrafi poświęcić dla Klanu Wilka więcej niż inni.
Spojrzała po wszystkich zgromadzonych.
— Z tymi słowami chcę, aby każdy młody kot dorastał z marzeniem o zostaniu Powiernikiem Cienia, Opiekunem Tchnienia czy Strażnikiem Tajemnic. Chcę, aby każdy wojownik wiedział, że największym zaszczytem nie jest życie długie, lecz takie, które oddane było Klanowi Wilka.
Przez kilka uderzeń serca polana ponownie pogrążyła się w ciszy. Została ona przerwana dopiero wtedy, gdy Zalotna Gwiazda zaczęła skandować imiona kotów, które przyjęły dziś nowe tytuły:
— Cienista Zjawa! Pustułkowy Szpon! Trzcinniczkowa Dziupla! Lamentująca Toń! Cisowe Tchnienie!
Synu, lepiej nigdy w życiu nie pokazuj mi się na oczy, bo będzie wstyd…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz