— Przyszedłem po mysią żółć. Muszę wyciągnąć kleszcze starszym — wyjaśnił neutralnie, w jego umyśle pojawił się nagle pewien pomysł. Niebieska była już sama w takim wieku, w którym koty dawno zasiadywały swoje miejsca w norze starszych… z pewnością wiedziała wiele, przeżyła przynajmniej jednego przywódcę. Starsza kiwnęła głową, chociaż do tej pory wyglądała na dość… zestresowaną? Przynajmniej tak mu się wydawało, ponieważ atmosfera dookoła zdawała się dość nieprzyjemna, zbita wręcz, w taką kulę przykrości. — Cisowe Tchnienie…? — podjął się, chcąc załatwić to jak najszybciej. Kocica zamrugała, poruszając lekko futrem na boku, jakby wyrwana ze swego rodzaju transu.
— Mhm?
— Czy… mogłabyś opowiedzieć mi o poprzednich przywódcach Klanu Wilka? — poprosił, co jego samego zdziwiło – raczej nigdy nie robiło mu różnicy, o czym rozmawiał z pobratymcami, o ile nie był to dla niego drażliwy temat, lub o ile nie interesował go wcale. Tym razem jednak wiedział, że medyczka była wspaniałą skarbnicą wiedzy, nawet jeśli nie należała do najbardziej wylewnych. Wycofała się do swojego składziku, w którym widać było masę poukładanych i posegregowanych ziół, a już uderzenie serca później wróciła do kocura. Położyła przed nim rzeczy, o które ją poprosił, na jej pysku zawitała swego rodzaju, leciutka ulga. Podrapała się za uchem.
— Błękitna Gwiazda, który żył dawno, dawno temu, został zastrzelony, co sprawnie ukróciło jego rządy. Był kotem o miękkim sercu, pozwalającym nawet najsłabszym do nas dołączyć. Nie każdy z tych kotów był wart uwagi — Szalej słuchał jej z zaangażowaniem, patrząc cały czas na pysk, śledząc mimikę, jakby chciał w niej dopatrzyć się jakichkolwiek najmniejszych zmian. — Wieczorna Gwiazda, czyli kot, który objął rządy tuż po nim, był również słaby, nawet gorszy… sami nasi przodkowie się go pozbyli.
Uczeń poruszył ogonem odrobinę. Sami przodkowie? Zatem… czyli gdyby tylko zechcieli, tamtego dnia, zabiliby go. Ale tego nie zrobili. Mieli taką moc, aczkolwiek z niej nie skorzystali. Rudy zastanawiał się, w jaki sposób mogli ją wykorzystywać i czy pozbywanie się kotów przychodziło im szczególnie łatwo. Czy często takie rzeczy miały miejsce? Sądząc po tym, że usłyszał pierwszy raz o takiej sytuacji, raczej nie. Kocica wyglądała tak, jakby skupienie się przychodziło jej z trudem, a słowa wylatywały z jej pyska z niechęcią.
— Sosnowa Gwiazda była wspaniałą przywódczynią, wręcz prezentem dla całego Klanu Wilka. Naniosła do serc każdego z nas nadzieję, której tak bardzo potrzebowaliśmy po dwóch nienadających się na własną rolę przywódców. Po niej Nikła Gwiazda, który był neutralny. Poza wojną z Klanem Klifu o tereny nie wydarzyło się za jego panowania za wiele. Teraz przewodzi nami Zalotna Gwiazda.
O Sosnowej Gwieździe również słyszał po raz pierwszy. Czy pamiętało o niej więcej kotów? Jak dawno stąpała po tych terenach? Nikła Gwiazda nie był wcale tak dawno, z pewnością lwia część Wilczaków go pamiętała, a jednak Szalej nigdy nie usłyszał o nim choćby słówka. Może gdyby tylko kogoś zapytał… jednak skoro nikt o nim nie wspomniał, może nie było nawet sensu. Może był nieistotny i słaby jak poprzedni przywódcy poza paroma wyjątkami.
Rudy kiwnął głową na słowa kocicy, przyglądając jej się jeszcze przez jakiś czas, aż wyszedł wreszcie z legowiska z mchem w pysku.
Wszedł do legowiska starszyzny, a gdy tylko starsi go dojrzeli, jego uszy spotkały się z pomrukami, ale i chrapaniem odpoczywających starszych. Trzcinniczkowa Dziupla uniósł łeb z łap, pysk skierował w stronę kocurka, zupełnie tak, jakby go wyraźnie widział. Rudy zerknął na niego neutralnie. Długo był starszym. Gdy pierwszy raz przyszedł tutaj, do obozu, szary już wtedy zasiadywał swoje miejsce w krzewach. Gąsiorkowy Trzepot rozciągała się na jednym z posłań i gdy tylko przysiadła, zaczęła językiem dość energicznie przejeżdżać po swoich białych łapach, potem zahaczając o uszy i kończąc wreszcie na jedwabistym, gęstym ogonie. Jej sierść stała się lekko zmatowiona, a pysk pokrywały siwe włoski. Była niezwykle podobna do Kalinowego Powiewu, a raczej… niebieska wojowniczka do niej. W dodatku zauważył pewne podobieństwo u niej i u drugiego starszego również, wszyscy mieli oklapnięte uszka i szare futra. Żółtooka spojrzała na Blednącą Łapę, a następnie poruszyła w jego kierunku łapą.
— Blednąca Łapo, wiesz ile wojowników potrzeba do złapania myszy? — zagadnęła, chichrając się. Kocur pokręcił łbem, nie odkładając jeszcze mysiej żółci, jakby o niej zapomniał. — Wszystkich, bo trzeba najpierw zwołać ich na patrol! — powiedziała, po czym wybuchnęła głośnym śmiechem. Jaskółcze Ziele, wygodnie ułożona tuż obok, położyła łapę na nosie jakby w lekkim niedowierzaniu, a potem machnęła kruczoczarnym ogonem.
— Blednąca Łapo, mam kleszcza na grzbiecie, o tu — zagadnęła, wskazując łapą miejsce, które miała na myśli. Srebrny zastrzygł wąsami, szybko domyślając się, dlaczego w ogóle go zawołała, a następnie podszedł do niej i nabrał trochę mysiej żółci na mech, starając się przy tym nie pobrudzić samemu. Ciężko było zmyć z siebie ten smród, zastanawiał się jak inni uczniowie byli w stanie znosić coś identycznego. Ale nie mógł narzekać – następna rozmowa przy Ciernistym Drzewie była tego warta. Musiał robić to, co kazał mu Pszczeli Rój, ponieważ to od niego w głównej mierze zależało to, czy wybiorą się danego dnia na trening, czy też i nie. W dodatku to z jego polecenia właśnie przyszedł tutaj i zaczął zajmować się starszyzną Wilczaków.
— Eee nie znacie się! — zawołała jeszcze żółtooka, łapą machając do góry i do dołu na przemian, śmiejąc się jeszcze przez parę uderzeń serca. Rechotała tak głośno, że Podstępna Kłamczucha odwróciła się na drugi bok posłania, marszcząc nos, aż wreszcie zarzuciła przednie łapy na głowę i zatkała swoje uszy, a Trzcinniczkowa Dziupla przybrał delikatnie zaniepokojony wyraz pyszczka.
— Kocię by wymyśliło lepszy dowcip, ten był słaby! — burknęła łaciata, córka Borsuczej Puszczy, a Gąsiorkowy Trzepot zmarszczyła nos.
— Ty się nie znasz, nie odzywaj się! — odpowiedziała jej, zadzierając nos do góry niczym obrażone kocię. Były jednymi z najstarszych kotów w całym Klanie Wilka, a zachowywały się tak, jakby należeli do najmłodszych, co było dość nietypowym widokiem, chociaż może potrzebowali poczuć się tak, jeszcze podczas swoich kilku bądź kilkunastu księżycach życia, jakie im pozostały teraz na odpoczywaniu. Szalej przyłożył mech do kleszcza wczepionego w skórę Jaskółczego Ziela i trzymał go tak, aż nie poczuł ześlizgującej się kulki, która następnie wylądowała tuż przed jego łapami. Czarnofutra westchnęła z ulgą. Poszło łatwiej, niż myślał. Słyszał, że będzie musiał je wyciągać zębami, a tu proszę… Odór był co prawda nieznośny. Kłębek mchu wydzielał go dość sprawnie, jednak samo pozbycie się pasożyta było niezwykle proste.
— Taka jesteś pewna?
— A skończ już! Lepiej powiedz nam, co ostatnio zobaczyłaś w centrum! — powiedziała ze zniecierpliwieniem Gąsiorkowy Trzepot, marszcząc brwi. Końcówka jej kity podrygiwała nerwowo, widać było, że zależało jej na zmianie tematu. Zaczęła wściekle drapać się za oklapłym uchem tylną łapą.
***
Wichura huczała dookoła, rozrzucając po terenach Klanu Wilka z upływem czasu coraz to większe górki śniegu. Drzewa zostały obsypane śnieżnobiałym puchem gęsto, z gałęzi co jakiś czas zsypywał się nadmiar na grunt tylko po to, żeby zrobić miejsce na kolejną dawkę śniegu. Blednąca Łapa brodził przez coraz wyższe zaspy w celu odłożenia zwierzyny na stertę. Wrócił właśnie z jednego z treningów ze swoim mentorem, zwierzyny było teraz mniej niż kiedykolwiek wcześniej. Przy takich warunkach ptaki spłoszyć było tak niezwykle łatwo… były w stanie dostrzec kota, szczególnie o tak jaskrawym ubarwieniu z niezwykle daleka i zanim Blednąca Łapa zdążył jakkolwiek zareagować, już wzbijały się w powietrze i odlatywały prędko, to zasiadując jedną z gałęzi, to wyruszając gdzieś daleko, tam, gdzie prowadziły chmury. Nornice i wszelkie gryzonie pochowały się do swoich norek, wyglądając z nich tak rzadko, że samo spotkanie ich zapachu graniczyło z cudem, a co dopiero ślady łap czy jakiekolwiek wskazówki, które by mogły naprowadzić go na ich obecność… Będzie musiał jakoś się nauczyć polować w takich warunkach.
<Cisowe Tchnienie? Może opowiesz mi kiedyś więcej o tych kotach albo o kimś dla siebie ważnym?>
[1334 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz