BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pianka x Kotewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pianka x Kotewka. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2023

Od Spienionej Łapy CD. Kotewkowej Łapy

 Odetchnęła głęboko, słuchając kolejnego wykładu typowego dla Kotewki. Trudno było znaleźć adekwatną reakcję na te wszystkie słowa, gdyż już wszystkie je zużyła w przeciągu swojego krótkiego życia. Znała doskonale wszelkie opinie swojej siostry. No cóż. Cieszyła się, że czuła się aż tak przywiązana do jakiegoś tematu. Pełna pasji. W dodatku wraz z Gąską i Wirem wiedziała, że faktycznie je wykorzystuje. Zawsze ciekawe było widzenie wygiętej w dziwną pozycję Kotewki jako pierwsza rzecz z samego rana. 
Pianka pokiwała głową na potok jej słów, chociaż większości z nich nie słyszała. Spojrzała ku wyjściu z legowiska. Czas się wydłużał, słońce wschodziło wyżej i w końcu doszło do takiego momentu, w którym logicznym byłoby rozprostować łapy po popołudniowym odpoczynku.
— Dobra, dobra — mruknęła Tuptająca Łapa, wciskając się między zdania — zapamiętam każde to słowo, żeby je powtórzyć potem Kotewkowej Łapie na mojej ceremonii mianowania. Zobaczymy wtedy, kto ma lepszą poranną rutynę. 
Kotewka zachichotała, jakby było to najśmieszniejsze, co usłyszała tego dnia.
— Jasne, siostrzyczko — odpowiedziała śpiewającym tonem, wzruszając ramionami. — Chociaż wtedy już będę dawno po swojej ceremonii, więc mówienie do mnie starym imieniem będzie bardzo niemiłe z twojej strony. Ty z przyszłości będzie musiała bardzo przemyśleć swoje zachowanie, prawda, Spieniona Łapo?
Pianka poderwała się, zdając sobie sprawę z tego, że została właśnie postawiona w centrum uwagi. Odchrząknęła cicho. Spojrzała na obydwie siostry i odparła:
— To tylko hipotetyczna sytuacja… Aktualna Tuptająca Łapa nie jest niemiła. 
— Och, tak, to hipotetyczna sytuacja. Owszem! — od razu potwierdziła Kotewka, trochę zbyt entuzjastycznie kiwając głową. — Bardzo mało prawdopodobna. Dlatego, zamiast się nad nią rozwodzić, lepiej pomyślmy nad czymś ciekawszym. Wykonalnym.
Wszystkie trzy spojrzały się po sobie, dopiero po chwili kierując wzrok z powrotem na swoją siostrę. 
— Na przykład? — zagaiła Pianka, przekrzywiając główkę.
Były przyzwyczajone do jej dziwnych pomysłów. Dość ryzykowne było pozwolić im się rozwinąć, jednak w tym momencie wszystko wydawało się lepsze od kolejnego słowotoku. Ucichły, pozwalając Kotewce się wypowiedzieć:
— Jak już wspominałyśmy, coś za dużo tej teorii na treningach… dlatego trzeba wziąć sprawy w swoje łapy. 
— Co proponujesz? — spytała Wirująca Łapa, która dotąd przebierała łapą w mchu i spoglądała w przestrzeń, wyraźnie niezainteresowania. Jednak teraz skierowała wzrok prosto na Kotewkę, podobnie jak reszta. Jej słowa przykuły ich uwagę.
— Wspólny trening. 
Pianka otworzyła szerzej oczy na te słowa. Uśmiechnęła się szeroko. Już dawno chodziło jej to po głowie, ale żeby jej siostra (zazwyczaj zawłaszczająca Sroczy Lot całą dla siebie) na to wpadła… to było zaskoczenie!
— Zajęcza Troska wspominała o czymś podobnym — napomknęła Spieniona. — Powiedziała, że jeśli zbierzemy się wszystkie razem wraz z mentorami to będziemy mogły wybrać się do Brzozowego Zagajnika.
Jej siostrom zaświeciły się oczy na te słowa. Doszło do wręcz niewiarygodnego wydarzenia: wszystkie były jednej myśli. Żadna z nich nie musiała tego skomentować, by wszystkie wiedziały, że mają to samo zdanie. Sprawią, że ten plan dojdzie do skutku.
***
Żadna z nich nie przewidziała jednak tego, że ten dzień treningu z siostrami nadejdzie dopiero wtedy, kiedy pora nowych liści będzie już w pełnym rozkwicie. Pomiędzy niespodziewaną ciążą Zajęczej Troski i zmianami w mentorach, mało czasu było na bardziej wyszukane pomysły na treningi. W całym tym zamieszaniu trudno było robić postępy w nauce na wojownika. Na szczęście jednak wszyscy postarali się o jak najszybsze znalezienie dla niej zastępstwa. 
Nie była w stanie ukryć radości, kiedy dowiedziała się, że nie przejmie jej nikt inny, tylko mama. Zajęcza Troska była genialną mentorką, to prawda… ale za to lekcje ze Sroczym Lotem były spełnieniem marzeń. 
– Kotewkowa Łapo! jesteś już gotowa? – zawołała Pianka, wpychając głowę do ich legowiska.
– Tak, tak! Już idę…! – odpowiedział jej głos.
Słońce zaczynało już rzucać pierwsze promienie, a to oznaczało, że zostało im mało czasu. Jej siostra była nadzwyczaj dobra w pojawianiu się idealnie na czas, o czym przekonała się bardzo szybko, ale i tak przestępowała z nogi na nogę. Logistycznie szkolenie na raz dwóch kotów było bardzo trudne, dlatego też rzadko się takie coś praktykowało. Właśnie dlatego Kotewka i Pianka ostatnimi czasy często treningi spędzały razem. To było najlepsze wyjście. 
Po paru biciach serca, które zdawały się dłużyć w nieskończoność, Pianka zobaczyła zielone oczy siostry. Uśmiechnęła się szeroko i polizała ją po uchu, w ramach powitania. Siostra odwzajemniła ten gest. Długo jednak tutaj nie stały i pośpieszyły do ustalonego miejsca.
– Uff, mamy jeszcze nie ma – odetchnęła Pianka z ulgą. Przystanęły i spojrzały się na środek obozu, by od razu móc ją zobaczyć. 
– Widzisz? Przyszłyśmy nawet przed czasem, siostrzyczko – szybko skomentowała Kotewka, wypinając pierś. – Mogłaś przyłączyć się do porannego rozciągania, na pewno dobrze by ci to zrobiło. Jeśli będziesz chciała potem narzekać na zakwasy, to proszę nie do mnie.
Pianka uśmiechnęła się pobłażliwie, ale nie zdążyła odpowiedzieć na tą sugestię. Ni stąd ni zowąd pojawiła się przed nimi Sroczy Lot. Na jej czarno-białe futerko padały właśnie pierwsze promienie słońca. Zjawiła się idealnie. Jej wargi uniosły się na widok córek i ciepło je pozdrowiła:
– Dzień dobry, Spieniona Łapo, Kotewkowo Łapo. 
– Dzień dobry, Sroczy Locie – odparły obydwie w tym samym momencie. 
– Mam nadzieję, że jesteście wyspane? Dzisiaj poćwiczymy czegoś zupełnie nowego, dlatego dobrze, gdyby tak było – zaczęła mówić Sroka, kierując się już ku wyjściu z obozu. Na te słowa obydwie wlepiły w nią wzrok z zainteresowaniem. – Chodźcie, chodźcie. Opowiem wam wszystko w drodze na nasze miejsce docelowe.
Był to dzień wyjątkowo ciepły. Pianka zdążyła już przywyknąć do odmarzniętego nosa, dlatego pogoda ta była miłym zaskoczeniem. Kępy trawy poruszały się w takt delikatnych podmuchów wiatru. Szur, szur. Szuranie łaskotało je w uszy. Raz po raz leniwe odgłosy roślin przerywane była przed okrzyki nowoprzybyłych ptaków. Być może wprawione ucho Sroczego Lotu słyszało o wiele więcej, choć nawet dla Pianki otoczenie wydawało się zaskakująco głośne. Natura budziła się do życia.
W końcu ciszę narastającą między nimi przerwała Sroka, wreszcie rozwiewając ich ciekawość:
– Dzisiaj poćwiczymy łowienie ryb. Każdy Nocniak z krwi i kości musi nauczyć się właśnie tej umiejętności. To ona odróżnia nas od innych klanów. 
Pyszczek Pianki od razu się rozjaśnił. Uśmiechnęła się szeroko. Było to coś zupełnie innego od tradycyjnego polowania. Była ciekawa jak dokładnie będzie to wyglądać. Do jej nozdrzy dochodził już zapach ryb i glonów, dlatego musiały znajdować się blisko wody.
– Świetnie! Polowanie tylko na gryzonie stawało się już powoli monotonne – mruknęła Kotewkowa Łapa. 
Obydwie nieświadomie przyspieszyły, chcąc jak najszybciej doprowadzić do tej lekcji.
– Szkoda, że odwilż przyszła dopiero teraz – przytaknęła siostrze Pianka. Wyciągnęła wysoko głowę, chcąc dojrzeć wodę zza drzew i traw. Było to jednak na razie niemożliwe. Musiały jeszcze przejść kawałek drogi. – Czy łowienie ryb jest trudne?
– Technika łowienia ryb znacznie różni się od tej jaką znacie z lądu. Trzeba mieć do niej o wiele więcej cierpliwości, ponieważ większość czasu musisz siedzieć nieruchomo i czekać na dogodny moment. Chwila nieuwagi, a szansa przepadnie. I wtedy trzeba znowu czekać – odparła ich mentorka, jednocześnie tłumacząc już skrótowo teorię łowienia. Zamilkła na parę bić serca, wpatrując się w przestrzeń. W końcu dodała – Moim córkom nie powinno sprawiać to kłopotu. Ja już pierwszego dnia dopadłam dorodną rybkę.
Zrobiło się jej ciepło w środeczku na tą uwagę. Przygryzła policzek, starając się powstrzymać głupi uśmiech od uformowania się na pysku. Skierowała wzrok na bok, ponownie się zamyślając i wsłuchując w dźwięki przyrody. Jednocześnie Sroczy Lot i Kotewka prowadziły jakąś ożywioną rozmowę, która kompletnie odeszła od poprzedniego tematu. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero szum wody. Zwolniły tempa. Drogę przesłoniły im trzcina i paprocie, nieodłączny element zbiorników wodnych.
Odsunęły chaszcze, za którymi ukazała im się niewielka, zarośnięta plaża. Zaraz za nią rozciągała się woda. Przejechała po niej wzrokiem, ledwo dostrzegając majaczące gdzieś w oddali brzozowe pnie. Po tamtej stronie rozciągały się już tereny Klanu Burzy.
– Jesteśmy już na miejscu. W takim razie bierzmy się do pracy – powiedziała Sroczy Lot.
Wybiła się i w jednym susie znalazła się nad wodą. Nie musiała dwa razy powtarzać. Dwie kotki od razu za nią pobiegły. Teraz w tafli odbijały się ich trzy pyski: dwa czarno-białe i jeden liliowo-biały. Pod nimi woda była nieruchoma, ciemna. Nie była w stanie dostrzec, żeby cokolwiek się w niej ruszało.
– Co się stało z rybami? – spytała Pianka, przekrzywiając głowę i dotykając łapą tafli, która zmarszczyła się pod jej dotykiem.
– To jest właśnie najtrudniejsza część łowienia. Musimy poczekać, aż ryby stwierdzą, że nie ma już zagrożenia i tutaj powrócą. Jeśli nie będziemy się ruszać, dotykać wody i zbyt głośno rozmawiać, to bardzo szybko się to stanie.
Kotewka cofnęła łapę jak poparzona i zastygła, zresztą podobnie jak Pianka. Obydwie wpatrywały się w taflę jak zahipnotyzowane, aż w końcu dostrzegły jakieś rozmazane, czarne plamy pod wodą. Zanim którakolwiek zdążyła zareagować, Sroczy Lot wyskoczyła do przodu i pacnęła łapę wodą. W jej pysku ryba szarpała się jeszcze przez krótką chwilę, aż zastygła nieruchomo. Gdyby tylko kotki mogły klaskać, najpewniej by to teraz zrobiły. Było coś bardzo imponującego w tym widowisku.
– To teraz kolej na was.
<Kotewkowa Łapo?>
[1434 słowa + łowienie ryb]
[Przyznano 34%]

04 sierpnia 2023

Od Kotewkowej Łapy CD. Spienionej Łapy

 Przewróciła oczami, słysząc tą dobroduszną wypowiedź siostry. Bzdura! Każdy powinien zostać mianowany w swoim czasie, a ona nie miała zamiaru czekać na swoje siostry! Bo oczywiste było to, że ona będzie pierwsza. A kto inny? Z jej super stylem życia i klasą? Poza tym, miała najlepszą mentorkę z nich wszystkich. One podostawały jakieś wywłoki, a ona ich matkę Sroczy Lot, która przecież była ideałem w kociej postaci. Z taką nauczycielką dojdzie choćby do gwiazd! Świetlana przyszłość była jej pisana i już nie mogła się doczekać tym, jaką wspaniałą wojowniczką będzie. Oczywiście jej siostry też będą super, ale… No nie aż tak fajne jak ona. Tuptająca Łapa zawsze chciała być tą lepszą, lecz nawet jej do stóp nie dosięga, więc jej porażki była najbardziej pewna. Wirująca Łapa… Była nawet dobra, ale brakowało jej tego czegoś. A Spieniona Łapa… Była Spienioną Łapą. Cóż, chociaż wydawałoby się, że jest najgorsza z rodzeństwa, to jej naiwne urocze zachowanie poprawiało humor. Była naprawdę słodką istotką, dlatego akceptowała to jej całe istnienie i nie chciała jej wykluczać z rodzeństwa. Jak długo będzie się zgadzała z resztą, tak długo mogła być z nimi na równo pomimo tego brzydkiego koloru futra. 
Poprawiła futerko na szyi, rozkoszując się tą chwilą we własnym posłaniu w legowisku uczniów. Ah, była już taka dorosła! Za niedługo zacznie zachwycać wszystkich w Klanie Nocy, którzy nawet nie mogli siebie z nią równać! Oczywiście dawała im porady jak być tak ekstra jak ona, ale niezbyt wiele kotów chciało słuchać… To jedynie pokazywało na jak niskim poziomie byli. Nawet nie próbowali być super! Może już zdali sobie sprawę, że nawet gdyby próbowali, to ich chęci spełzną na niczym? Było to bardzo zabawne. Ale no ile razy można komuś wciskać zdrowy styl życia, najwyżej będą dalej gorsi… Mogli jej pozazdrościć błyszczącej, zdrowej sierści, krzepy oraz energii na treningach.
- Oh skarbie, każdy by tak chciał…- zamruczała cicho, uklepując jeszcze trochę mech na swoim posłaniu.- Ukończyć jak najszybciej trening, żeby było mu ciepło na nocnym czuwaniu… Nic na to nie poradzimy, ale za to możemy się jak najbardziej starać. Jak coś to poczekam z wami na mianowanie…- widząc wściekły wzrok Wirującej Łapy i Tuptającej Łapy na jej przechwalanki, zachichotała słodko i uśmiechnęła się szeroko, pokazując swoje nieskazitelnie białe ząbki.- Oczywiście żartuję, siostrzyczki. Wszystkie jesteście boskie. 
Wiedziała, że teraz wśród nich zakiełkuje rywalizacja, ale nie przejmowała się tym. I tak była najlepsza, to po co przejmować się innymi? To oni mogli jej zazdrościć i psuć dobry nastrój sobie i innym. Czasem trzeba przyjąć do siebie porażkę, racja? 
- Nie ma co mówić o mianowaniu, skoro dopiero co zostałyśmy uczennicami!- parsknęła Wirująca Łapa, patrząc z lekką złością na Kotewkę. Ta jednak rżnęła głupa i tylko przekrzywiła lekko łebek.- Najważniejsze jest to, by teraz się postarać na treningu i dać z siebie wszystko, racja?
Spieniona Łapa pokiwała głową i już miała zabrać głos, kiedy przerwała jej Tuptająca Łapa.
- Przecież to oczywiste, że będziemy sobie dobrze radzić! Z dnia na dzień radzę sobie coraz lepiej… 
- No tak tak, a najlepiej może bierzmy z ciebie przykład i czcijmy jako boginię!- powiedziała na początku wściekła Kotewkowa Łapa, po chwili jednak się poprawiła i lekko uśmiechnęła. Ta co się zawsze musiała przechwalać, zołza jedna! I tak zawsze będzie od niej gorsza, bo kto tu był numerem jeden? No kto?- Pianka chciała coś powiedzieć, a jej tak niemiło przeszkodziłaś… Możesz mówić, kochana- mrugnęła do siostrzyczki, nie mogąc się doczekać co takiego uroczego znowu powie.
- Chciałam tylko potwierdzić słowa Wir… Musimy się skupić na treningu, ale na pewno będzie dobrze. Mamy super mentorów i na pewno skończymy szkolenie równie szybko!- powiedziała liliowa z lekkim, skrępowanym uśmiechem. Przewróciła oczami. No równie szybko, równie szybko… Mogły się dalej okłamywać sądząc, że mają z nią szanse. Skoro tak bardzo chciały, to nie miała zamiaru im przeszkadzać w tej syzyfowej pracy. 
- A wiecie co bardzo pomaga, by utrzymać dobrą formę i lepiej się czuć na treningu?- zagaiła i nawet to, że jej siostry wiedząc co nastąpi już zatkały uszy, jej nie mogło przeszkodzić.- Poranna gimnastyka. To jest najlepsza rzecz jaką możecie zrobić, by utrzymać dobry nastrój oraz oczywiście giętkość! Kilka ćwiczeń z rana z pewnością wam pomoże dojść do takiego poziomu co chcecie… Ja tak robię codziennie i czuję się świetnie! Poza tym medytacja zawsze po rozciąganiu też jest bardzo fajna. Pomaga wam oczyścić umysł i powstrzymać przed zmęczeniem. Zawsze trzeba nabrać duchowego spokoju przed treningiem, bo później chodzi się spiętym. Dzięki takiej rutynie na pewno wasze umiejętności wzrosną a wraz z nimi skróci się czas do waszego mianowania…
Tak, tak, ta cała gadanina nudziła wszystkich wokół, ale musiała im to powiedzieć! To był klucz do sukcesu, jej sprawdzone, czaderskie metody na życie. Mogły tylko pozazdrościć tego jak zdrowo żyła i szczęśliwie kroczyła przez trudności dnia codziennego!

[784 słowa]

<Pianka?>
[Przyznano 15%]

03 sierpnia 2023

Od Pianki (Spienionej Łapy) CD. Kotewki (Kotewkowej Łapy)

 Pianka przestawiła ciężar z łapy na łapę, rozglądając się ukradkiem po żłobku. Jej wzrok padał wszędzie, tylko nie na jej siostrę i na leżącego przed nimi robaka. Tak naprawdę jej chwila zawahania trwała jedynie parę bić serca. Brak odpowiedzi nie był opcją. Tym bardziej, że cisza oznaczałaby stwierdzenie, że Sroczy Lot nie jest ładna. Oj, a jak dalekie byłoby to od prawdy! Pianka całym swoim małym serduszkiem była pewna, że jej mama jest absolutnie najpiękniejsza i najbardziej olśniewająca z wszystkich kotek Klanu Nocy.
 Nie spoglądała bezpośrednio na Kotewkę, ale i tak czuła na sobie jej spojrzenie. Zmarszczyła nosek i wypaliła:
– Mama jest o wiele ładniejsza od Wzburzonego Potoku. To prawda.
Trzepnęła ogonem po ziemi, smakując słowa formujące się na jej języku. Rozejrzała się po żłobku, upewniając się, że znajdują się daleko poza polem słyszenia starszej kotki. Na szczęście stała ona do nich tyłem, gdzieś po drugiej stronie żłobka. Jej liliowe futro ledwo wyróżniało się na tle połaci. Siana, mchu i chwastów nieznanego pochodzenia.
– I? – dociekała Kotewka, unosząc brew. Wyglądała, jakby była zaledwie krok od tupania nóżką. Chociaż były podobnego wzrostu, Pianka miała wrażenie, jakby jej siostra nad nią górowała. Przełknęła ślinę. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Może to uratowałoby ją od nieuchronnej odpowiedzi. Kotewka jednak cały czas przed nią stała, a ziemia nie wyglądała jakby miała ją pochłonąć. Dużo siły zajęło jej powstrzymanie chęci cofnięcia się do tyłu. 
– To tyle. Mama jest najpiękniejsza z wszystkich kotek w Klanie Nocy, więc naturalnie… inne kotki nie dorównują jej do pięt.
– Czyli uważasz, że Wzburzony Potok jest brzydka, hm? Obleśna, okropna, jak ten robaczek, o – prawie śpiewającym głosem dodała od razu Kotewka, cały czas mając na nią baczne oko. Najwidoczniej dużą satysfakcję sprawiało jej wyciąganie tego typu słów z Pianki. Choć nadal wykrzywiała pysk i mrużyła oczami, jej wargi nieznacznie uniosły się w uśmieszku. Ot, tak delikatnie. Wręcz niezauważalnie. Pianka przejechała po niej wzrokiem. Zanotowała do siebie, że jej siostra wyglądała pięknie, nawet z tak nieprzyjemnym skrzywieniem pyska. Było to dla niej coś osobiście zdumiewającego. 
– Tak – wreszcie wydusiła z siebie. Kotewka jednak nadal miała wlepiony w nią wzrok. Pianka nie była pewna, czego konkretnie od niej oczekiwała. Większego przekonania? Nie potrafiła go w sobie zebrać. Przygryzła język. Po chwili namysłu dodała, ledwo otwierając pysk – a jej futro wygląda jak stare siano, wasze jest o wiele ładniejsze.
Triumfalny wyraz przejął pysk Kotewki. Stała na tyle blisko, że i tak zrozumiała każde jej słowo. Tym razem jej pysk wypełnił prawdziwy uśmiech:
– Dziękujemy Pianko, za twoje szczere zdanie, które oczywiście podzielam w całości.
Nawet kiedy kotka wreszcie zostawiła ją w spokoju, Pianka nadal nie potrafiła dobrze przełknąć śliny. Odchrząknęła, wpatrując się w robaka. Wił się we wszystkie strony. Przebierał nóżkami. Nie była na tyle blisko Wzburzonego Potoku, by żałować, że tak niemiło ją nazwała. Żadna z nich nie była jej fanką (chociaż Pianka tą myśl trzymała w ciemnym zakątku umysłu). W takim razie dlaczego ten moment wrył jej się w głowę? Czuła na sobie wzrok siostry, mimo tego, że ta była już od dawna pochłonięta w rozmowie z Gąską. Pianka w myślach wyrzucała z siebie cały czas te same słowa. Z czasem urosły one do olbrzymich rozmiarów, uciskając jej klatkę piersiową.
Brzydka. Obleśna. Okropna. 
Spojrzała na swój ogon. Ledwo widoczny na tle starego siana pokrywającego żłobek. Uderzenie serca. Poczuła się niewygodnie we własnej skórze.

Księżyce mijały w zaskakującym tempie, a każdy wschód i zachód zdawał się przychodzić szybciej niż poprzedni. Żłobek stał się za duży, by pomieścić ciągle rosnące kotki. Cztery córki Sroczego Lotu to było o cztery za dużo dla Wzburzonego Potoku, co kotka przekazywała im bardzo dosadnie każdego kolejnego dnia. Na szczęście dla niej, wraz ze zmieniającym się krajobrazem, zmieniły się również rangi kotek i wszystko, co było im znane. Zanim Spieniona Łapa mogła to wszystko przekalkulować, siedziała już w swoim nowym legowisku. Odetchnęła głęboko. Wydech ulatujący z jej pyska stał się biały. Nadal nie mogła od tego przywyknąć.
– Ahhh, tak. Jak dobrze. Czy wy też macie wrażenie, że ten mech jest jakiś wygodniejszy? – westchnęła z zadowoleniem Kotewkowa Łapa, przeciągając się w swoim legowisku.
– I jest tu o wiele więcej miejsca – dodała Wirująca Łapa, która ostatnie kilka chwil spędziła na dokładnym rozejrzeniu się po ich nowym miejscu zamieszkania. Koniec końców usiadła obok Pianki i Kotewki, choć jej wzrok nadal błądził dookoła w kontemplacji.
– No dobra, ale widziałyście legowisko wojowników? O, tam, zaraz obok nas. Prawie je widać między trzciną. Oni to mają dobrze… – mamrotała Tuptająca Łapa z okiem przyklejonym do ich ściany. –  Gdyby tylko nie ta Makowe Pole. Już tak niewiele dzieli mnie od rangi wojownika… 
Wir uniosła na nią sceptycznie brew i prychnęła:
– Niewiele? Na razie nawet nic poważnego nie zaczęłyśmy robić na treningach. Trochę teorii, to tyle.
– Być może, ale jesteśmy już bliżej, niż dalej. Mam nawet trudniej niż wy. Ale okropna mentorka czy nie, i tak wiadomo, kto będzie pierwszy. Ja. Mglista Gwiazda dostrzeże prawdziwy talent.
Kotewka i Wir w tym samym czasie spojrzały się na nią sceptycznie. Następnie rzuciły sobie bardzo wymowne, porozumiewawcze spojrzenie. Pianka nie mogła powstrzymać rozbawionego uśmiechu na ten widok. Wszystkie w tym samym czasie otworzyły pysk, by jakoś to skomentować, ale Kotewka jakimś cudem ubiegła całą trójkę:
– Sroczy Lot jest moim mentorem. Hmm, kto tutaj ma największe szanse na bycie pierwszą, drogie siostrzyczki? Zastanówmy się. 
Na dźwięk imienia swojej mamy wszystkie z powrotem zamilkły. Trudno było negować ten argument. Nie żeby którakolwiek chciała to zrobić. Jeśli ktoś miał być najlepszym mentorem, to w ich oczach była nim Sroczy Lot. Niezaprzeczalnie. Mimo to nad dyskusją nadal nie została postawiona kropka. Nic dziwnego, skoro całe ich krótkie życie wypełnione było marzeniem nad życiem wojownika, nowym imieniem i życiem. Tak różnym od tego w żłobku. Każdy chce, by jego marzenie spełniło się możliwie jak najszybciej.
– Najfajniej byłoby, gdybyśmy skończyły trening w tym samym czasie – wtrąciła wreszcie Spieniona Łapa, uśmiechając się ciepło do swoich sióstr i starając się załagodzić ich duchy pełne chęci rywalizacji. – Wtedy mogłybyśmy razem przeżyć nasze pierwsze czuwanie. Ach, jak miło by było! Tak właściwie to nie musimy aż tak się śpieszyć. Wolałabym, żeby ten moment przyszedł wraz z ciepłą pogodą… inaczej któraś z nas mogłaby się przeziębić…

<Kotewkowa Łapo?>

[1012 słowa]
[Przyznano 40%]

05 lipca 2023

Od Kotewki CD. Pianki

 W ciszy przyglądała się temu stworowi. Wijący się, brzydki i obleśny. Gdy tylko patrzyła na jego każdy, pokraczny ruch, coś w jej żołądku się przewracało, dlatego stała do niego jak i jej sióstr tyłem. Niestety robaczek sam w sobie był dość ciekawy, więc ukradkiem patrzyła na niego, wykręcając łebek do tyłu. Przypominał jej dużo kotów w jej klanie. Tak samo niefajne oraz obrzydliwe. Na przykład taki Kolcolistek. Również się wił i był nieznośnie brzydki. Jak można w ogóle było akceptować kota, który ma taki odrażający kolor futra? Wolała być czarno biała, tak jak jej siostry (odliczając Piankę, która była inna) oraz jej kochaną mamę Sroczy Lot. Zastanawiała się, czy istniał taki piękny czarny robaczek, tak samo dostojny jak kotka, emanujący tak uspokajającą aurą. Eh, gdyby tylko mogła być taka jak jej mama… 
-O czym wy w ogóle mówicie?!- pisnęła dramatycznym tonem, jeszcze raz odwracając się samą głową w ich stronę.- To jest tak… Tak… Obleśne! Po takim stworze brzuch z pewnością boli kilka dni! Bleh!
- To nie jest stwór, tylko zdobycz, ile razy mam mówić?- parsknęła Gąska, wyraźnie zawiedziona, że nikt jej nie doceniał tak jak chciała. Jaka biedna, niedowartościowana…
- Ależ rozumiem, że upolowałaś to i jesteś z tego dumna… Po prostu to jest takie brzydkie i niepotrzebne… Jeść powinno się tylko ryby, bo są najbardziej zdrowe. Mówię wam- powiedziała pewna siebie, od razu naprowadzając siostry na lepszą drogę żywieniową. Jak Gąska mogła w ogóle myśleć o zjedzeniu czegoś tak… futrzastego i malutkiego? Nie przegryzłaby go nawet, tylko wszedłby jej w żołądek! Zdawała sobie dobrze sprawę z tego, że rodzeństwo nie doceniało jej niesamowitych porad, ale tą naukę powinny wziąć sobie do serca. To byłoby niesamowicie upokarzające, gdyby musiała żyć z siostrami, które jedzą robale. Nie przyznałaby się do nich już nigdy, a i tak ciężko było jakkolwiek zaakceptować Piankę, która tak się odróżniała. Jedyny plus w tym wszystkim był taki, że zamiast sprawiać problemy jak to robiła Gąska, liliowa była nawet użyteczna i aż do zesrania słodka. Gdyby nie była jej siostrą, z pewnością by ją wyśmiała, ale z takim stanem rzeczy nie miała zbytnio na co narzekać.
- Ten robal przypomina mi Wzburzony Potok… Tak samo nieułożony oraz obrzydliwy- stwierdziła Wir, krytycznie patrząc na wijącą się gąsienicę. Kotewka przytaknęła, całkowicie zgadzając się z czarną.
- Tak… Tylko, że Wzburzony Potok wygląda jeszcze gorzej. Jakby coś ją zjadło i potem zwróciło- zachichotała, śmiejąc się z własnego przytyku. Zerknęła na bok na liliową siostrę.- Pianko, a ty co sądzisz?- wyrwała kotkę z zamyślenia.- Co jest ładniejsze, gąsienica czy Wzburzony Potok? Hm?
Wlepiła w nią jak najbardziej ostry wzrok, mając nadzieję, że odpowie tak jak to sobie wyobraziła. Wolała, żeby się z nią zgodziła, bo inaczej obraziłaby się na nią i już z nią nie rozmawiała nigdy! Pianka spojrzała gdzieś w bok, wyraźnie niezbyt chętna do rozmowy na ten temat.
-Nie wiem, czy można porównywać robaczka z kotem…
- Oczywiście, że można!- parsknęła, machając ogonem na boki z irytacji. Nie usłyszała od jej słodkiej siostry tego co chciała. Strasznie ominęła odpowiedź, a ona oczekiwała od niej jednego- stwierdzenia, że Wzburzony Potok jest brzydka.- To w takim razie kto jest ładniejszy, Sroczy Lot czy Wzburzony Potok? Jak myślisz? Bo pewnie jak większość się zgodzi, to nasza mama jest ta bardziej przystojna, ale ja wolę poznać twoją opinię… Zgodzisz się z tym, racja? I z tym, że matka tych pokrak dorównuje brzydotą robakowi?- zamruczała, mrużąc lekko oczy. Pilnująca ich kotka była po prostu głupia i obleśna, a ich mama? Chodzący ideał. Zastanawiała się, czy Pianka podzielała jej zdanie, czy może ukrycie lubiła kogoś innego niż Sroczy Lot. Nie rozumiała w ogóle czemu musiały siedzieć w żłobku z taką babą. Przychodził do niej tylko chłopak i na siebie krzyczeli. Strasznie żenujące. 

<Pianko?>

23 czerwca 2023

Od Pianki do Kotewki

 Promienie słońca rzucały delikatną poświatę na łąkę, która rozciągała się tak daleko, jak można było sięgnąć wzrokiem. Niezapominajki, konwalie, dzwonki, chabry. Kolory mieszały się w jedną połać, niczym takty niesamowitej symfonii. Widok ten można było opisać jako spełnienie marzeń. Prawdziwą radość dla oczu. Barwne kwiaty poruszały się wraz z wiatrem, któremu towarzyszył przyjemny dla ucha szum. Pianka na chwilę nastawiła uszy, skupiając się na przyjemnym dźwięku. Czy tak właśnie powinny brzmieć łąki? Nie mogła być pewna, ale skoro właśnie jedna z nich rozciągała się przed nią, to najpewniej tak. 
Pochyliła się nad jednym z kwiatków, wąchając roztaczający się w powietrzu słodki zapach. Ach, gdyby tylko mogła tu być już do końca dnia. A właściwie, dlaczego nie było to możliwe? No tak…
— Pianko! — donośny okrzyk, jak grom z jasnego nieba przerwał ciszę. Cały ten żywy obraz legł w gruzach, a kotka spojrzała z nieopisanym rozczarowaniem na małą kupkę niezapominajek leżących tuż przed nią. Były piękne, to prawda. Ale stanowiły jedynie podwaliny dla jej wyobraźni. Nozdrza wypełnił jej rybi smród, który był nieodłącznym elementem obozu Klanu Nocy. Każdy był do niego przyzwyczajony, choć nie równał się ani trochę z pięknymi zapachami, które stworzyła przed chwilą jej głowa. Zmarszczyła nosek i trzepnęła ogonem, porzucając raz na zawsze swoje fantazje i odwracając się do wnętrza żłobka. 
— Tak? Coś się stało?
— Chodź! Szybko, szybko! — odparł na jej pytanie głos jednej z sióstr, wyraźnie… podekscytowany? Poddenerwowany? Nie mogła być pewna.
Może właśnie jedna z sióstr zrobiła sobie krzywdę? Albo coś jeszcze gorszego? Serce zabiło jej szybciej. Poderwała się do biegu. Łapki miała na tyle krótkie, że zajęło to dłuższą chwilę, ale koniec końców znalazła się przy kotkach. Zabrała głośny oddech. Bieganie było o wiele trudniejsze od chodzenia, bez porównania. Tym bardziej, kiedy dopiero co nauczyłeś się tej pierwszej czynności.
Przejechała spojrzeniem po wszystkich zgromadzonych. Wir, Kotewka, Gąska. Na pierwszy rzut oka wyglądały na zdrowe (przynajmniej fizycznie, bo psychicznie nigdy nie wiadomo), dlatego wewnętrznie odetchnęła z ulgą. 
— Wszystko dobrze, prawda? —  zapytała jeszcze raz Pianka, przechylając głowę. —  Mam w czymś pomóc? Czegoś potrzebujecie?
Gąska i Wir spojrzały po sobie. Ich pyski przyozdobił malutki uśmieszek, jak gdyby zastanawiały się, jak podzielić się z nią zdobytą informacją. Za to Kotewka przewróciła oczami i spojrzała na sklepienie żłobka, jak gdyby znajdowały się tam rzeczy o wiele ciekawsze, niż ich towarzystwo. Dopiero wtedy Pianka dostrzegła, jak jej siostra dziwnie się zachowuje, ale zanim mogła o to wypytać, nagle jej wizję zakrył czerwony kształt. Wijący się, czerwony kształt. Pisk wyrwał jej się z gardła:
— Ahhhh!
Odsunęła się gwałtownie i upadła na tyłek. Przed nią stała Gąska trzymająca w pazurach wykrzywiającego się na wszystkie strony robaka. Wyglądał absolutnie obrzydliwie. Jego ciało pokrywało jakby futerko, choć w żadnym innym aspekcie nie przypominał kota. Nigdy nie widziała czegoś podobnego. Pianka wykrzywiła się, a jej wąsy nastroszyły.
— Widzicie! Mówiłam wam, że to… to coś! jest okropne i nie rozumiem, dlaczego musicie to tu przetrzymywać! — parsknęła Kotewka, nadal stojąc do nich plecami.
— To nie jest jakieś coś, tylko gąsienica — Wir odchrząknęła, wtrącając swoją uwagę. — Słyszałam, jak jeden z uczniów coś o nich wspominał.
Zapanowała nagle cisza, kiedy wszystkie utkwiły wzrok w robaku próbującym się wyswobodzić z pułapki. Jego wszelkie plany zakończyły się szybko fiaskiem. Został przyduszony jeszcze bardziej przez Gąskę. Biedak. Jej siostra przyjrzała mu się jeszcze bardziej, prawie dotykając go nosem. Piance nagle zrobiło się niedobrze na ten widok.
— Gąsienica, niegąsienica, jeden pies. W każdym razie podobno jest jadalna. — wymamrotała Gąska, ze wzrokiem cały czas utkwionym w zdobyczy. Pianka wreszcie podniosła się ze swojej niedorzecznej pozycji i otrzepując futerko z kurzu, zapytała:
 — Gąsko, jesteś tego pewna…? A co jeśli komuś stanie się krzywda po zjedzeniu tego? 
 — Nic się nie stanie. Jedzenie to jedzenie, a to moja pierwsza zdobycz. Zresztą nie mówię nic o jedzeniu tego teraz. Znaczy, wy i tak na pewno byście tego nie zjadły. To wiadomo.
Nikt nie odpowiedział na to oczywiste samochwalstwo. 
Za każdym razem, kiedy choć na chwilę ucichła rozmowa, ciszę wypełniał stukot małych nóżek. Wdzierał jej się w głowę i doprowadzał do obrzydzenia. Chociaż właściwie tym dłużej na niego patrzyła, tym mniej ohydny się stawał. Był mały, kolorowy, ruchliwy. Trochę jak motylek, tylko w brzydszej wersji. Był prawie taki, jak ona przy trójce pięknych siostrzyczek. Pianka delikatnie uśmiechnęła się do siebie, wpatrując w gąsienicę i obserwując jej ruchy.
— Ale po co jeść takie ciekawe stworzonko? Nie rozumiem — wymamrotała po dłuższym namyśle, spoglądając na kotki.

<Kotewka?>