— Och, kogo ja tu widzę. Czyżbyś zdążyła już dorosnąć, Rzekotko? — zapytała, jak się okazało, Niedźwiedziówkowy Pył.
Wesoła Łapa zmrużyła oczy. Czy ona… była dla niej miła?! Cóż to za święto! Wooooaaah!
— Ohoooo! — Rzekotka miauknęła przeciągle, ale pogodnie. — Ty jesteś jakaś taka dzisiaj w fajnym humorku!
Po chwili dotarły do niej słowa przerażającej wojowniczki.
— A urosłam! Jestem już prawie taka duża, jak Ropuszka! Mamusia mówi, że będę wysoka jak tatuś, ale muszę jeszcze poczekać, aż będę dorosła! — zaczęła swoją paplaninę. — Ale dorosła będę jak będę mieć mianowanie i takie długie imię jak Wy! A Pan Książę Rogaty Flaming bierze mnie na treningi i on to dopiero ma dłuuuugaśne imię. Czasem ciężko mi je wymówić! A czasami. — Tutaj zniżyła głos. — Kiedy nie ma go w pobliżu, to skracam troszkę jego imię! Iiiiii tylko nie mów mu o tym, bo to sekret jest!
~*~
Rzekotka wciąż była uczniem, pomimo że jej siostry zostały mianowane. Żabie Oko to w ogóle prędziutko zakończyła trening. Rzekotce było smutno, że teraz musiała już być kompletnie sama w tym legowisku z innymi uczniami. Przyjęła sobie za cel postaranie się na treningach, żeby Pan Książę Rogaty Flaming zobaczył, jaka była uzdolniona i żeby została wreszcie mianowana! Ciekawe tylko… co musiała zrobić, żeby zrealizować ten niecny plan? Może zadawać więcej pytań? O! O! Albo może rozmawiać z innymi kotami, którzy by coś na ten temat wiedzieli?
W międzyczasie, kiedy akurat Rzekotki nie było w obozie, atak przypuściły wydry wraz z dwójką kotów, których okrzyknięto zdrajcami. Wesoła Łapa była bardzo smutna, kiedy wróciła, a obóz był w strzępach, leżały martwe ciała tu i tam… dużo krwi i sprzątania. Wtuliła się w ciało Ropuszego Skoku, która uspokajała jej napady płaczu. Okropne! Jak te wydry tutaj, zabłądziły? Dlaczego musiały umrzeć? Ojej, Ojej! A ta kotka, Stokrotka? Ona była przecież taka śliczna! Wesoła Łapa patrzyła na sprzątające koty i pociągała noskiem.
Następnego dnia, kiedy nieco opadły emocje, szła smętnie przez obóz. Swój puchaty ogonek ciągnęła po ziemi, aż nie wpadła na jakiegoś kota. Nigdy nie była zbyt uważna…
Podniosła wzrok, dostrzegając ten sam przerażający pysk. Poczuła dreszcz wzdłuż kręgosłupa, ale odczytała go jako łaskotki. Kąciki jej ust się uniosły. Może ona jej pomoże z misją szybkiego mianowania?
— Dzień dobry, eeee — przywitała się. — Pani z trudnym imieniem!
Dotknęła kotki łapką. Była od niej niższa, ale niedużo. A to znaczyło, że urosła i była bliska dorosłości!
— Czy eee — zaczęła ponownie. — Bo moje dwie siostrzyczki miały już mianowanie, a ja nie. No i ja bym chciała znowu spać z nimi razem, bo teraz jestem całkiem samiutka w tym uczniowskim krzaczku. Czy wie pani, jak szybciej mogę zostać mianowana? Chciałabym dostać takie długie imię jak wy! Czy mam zadawać więcej pytań? A może dać prezencik Mandarynkowej Gwiazdce? Jak Pani myśli? Ojej Pani twarz nadal jest straszna!
<Niedźwiedziówko?>
[480 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz