Po mianowaniu na namiestnika
— Chcę być tak skuteczna dla Klanu Nocy, jak ty.
Trzcinowy Szmer zamruczała na pochwałę kotki. Nowa rola, której się doczekała wraz ze Żmijowcową Wicią oraz swoimi kociętami była naprawdę wyjątkowa. Teraz może jeszcze miała wątpliwości, czy jest godna temu wyróżnieniu. Chociaż w niedalekiej przyszłości pewnie się to zmieni.
Na dodatek jeszcze obrośnie w piórka, kiedy ktoś jeszcze wyrazi podziw jej osobie. Pewnie cieszyła się dobrą opinią wśród młodych wojowników. Może była jeszcze czyimś autorytetem? Sama Liljowa Pieśń zachwycała się nią, jak tylko mogła.
— Jeśli oddasz się całkowicie Klanie Nocy, to pewnie zostanie ci to później wynagrodzone. Pamiętaj, że zawsze liczy się lojalność do twojego przywódcy oraz rodu królewskiego. Tak przynajmniej nauczyła mnie sama Mandarynkowa Gwiazda, która była moją mentorką — wymruczała. A, że nie przepadała za srebrzystą kocicą, kiedy była terminatorką, to nikt oprócz niej oraz Żmijowcowej Wici nie musiał wiedzieć. Droga przez mękę w końcu zaczęła przynosić jej obfite plony.
***
Po ślubie Ulewnego Szkwału i Liliowej Pieśni
Nikt się nie spodziewał tego, że Liljowa Pieśń ośmieli się zaprosić na swój ślub samotnika, który na dodatek miał czekoladowy kolor futra. Czy kotka urodziła się wczoraj i nie wiedziała, że w Klanie Nocy nie przepada się za samotnikami, a tym bardziej, jeśli mają oni ów pechowe umaszczenia? Czysta głupota, o którą dotąd nie podejrzewała wojowniczki. Najbardziej współczuła jednak Ulewnemu Szkwału, który na to wszystko nie zasługiwał. Kocur powinien mieć godną partnerkę, która dostarczyłaby mu kociąt i sam powinien dostać awans. Teraz kocur snuł się smętnie po obozie niczym cień. Czasami droga do sukcesu musiała być usłana cierpieniem. Kocur musiał to zrozumieć.
***
Aktualne, Pora Opadających Liści
Od jakiegoś czasu Liljowa Pieśń, a raczej Bagno, bo tak została nazwana, siedziała na wyspie, gdzie było jej więzienie. Trzcinowy Szmer chciała jeszcze porozmawiać z więźniarką, jednak nie mogła tego zrobić teraz. Siedziała tymczasowo na polanie i obserwowała Błoto i Muszlę, kolejnych więźniów, którzy mogli chodzić po obozie i wykonywać drobne prace, które czasami przejmowali uczniowie. Owa dwójka więźniów właśnie czyściła źródełko, a ona przyglądała się ich żmudnej robocie.
Dzień minął bardzo szybko i pilnowanie Błota i Muszli przejęła Śnieżna Mordka, do której jeszcze później dołączyła się Czosnkowa Krewetka, a Trzcinowy Szmer mogła zapytać się Mandarynkowej Gwiazdy o parę spraw związanych z trzecią więźniarką . Miauknęła, oznajmiając swoją wizytę liderce i weszła do legowiska w korzeniach sumaka. Srebrna podniosła się dostojnie na swoim posłaniu, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie pomarańczowych oczu.
— Chciałam się zapytać, jak wygląda sytuacja z Bagnem. Czy można z nią rozmawiać? Wszyscy wiedzą, że jest matką kociąt, które przyniósł do żłobka Ulewny Szkwał. Tak samo, kto teraz jej pilnuje?
Mandarynkowa Gwiazda na pierwsze jej pytania skinęła bez wahania głową.
— Teraz pilnuje jej Rysi Bór. Nie powinien mieć problemu, że weźmiesz więźniarkę na spytki.
“Nie powinien mieć problemu, gdyż przychodzi do niego sama namiestniczka. Gdyby tylko postanowił mi odmówić, to miałby srogo przechlapane u Mandarynkowej Gwiazdy.”
***
Postawiła łapę na mokrym piasku wysepki, gdzie przetrzymywano więźniarkę. Panował półmrok. Na niebie deszczowe chmury starały się zasłonić wznoszący się dopiero na nieboskłon księżyc.
Ociekająca wodą podeszła do białego wojownika, którego nie dało się przeoczyć w gęstwinie. Kiwnęła mu głową, kocur odpowiedział jej tym samym, jednak na jego pysku malowało mu się zaskoczenie. Weszła do nory, która była więzieniem dla liliowej skazanej.
— Witam cię Bagno — miauknęła, wygodnie siadając w wejściu i zasłaniając światło księżyca, które wpadało do środka. — Chciałam z tobą porozmawiać trochę o ostatnich wydarzeniach…
Ciało liliowej się spięło. Zachowała milczenie i czekała, co powie Trzcinowy Szmer.
— Słyszałam, że zostałaś matką, Bagno.
— Wiesz, gdzie są moje kocięta? — przerwała jej błagalnym głosem. A w jej zmartwionych oczkach mogła dostrzec iskrę nadziei.
— Owszem, że wiem. Są bezpieczne w żłobku, tam, gdzie jest miejsce każdych niewinnych istot. Nie powinny one cierpieć z powodu twojej głupoty — przechyliła lekko głowę, starając się dostrzec mimikę pyska więźniarki. Liliowa westchnęła cicho. Czyżby było to z ulgi? Możliwe, o ile mogła założyć, że była dobrą matką i chciała jak najlepiej dla swoich kociąt. — Jeszcze chciałabym wiedzieć jedno… Czemu pozwoliłaś aby twój, jak mniemam brat, samotnik, dostał się na Wyspę Świetlikową? Nie wiedziałaś, jakie nastawienie do samotników mają Nocniacy? Nie chcę wierzyć, że nic na ten temat nie wiedziałaś. Nie żyjesz w tym klanie od wczoraj. Za jego śmierć możesz obwiniać, jedynie ty.
< Bagno? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz