Zgromadzenie
Spodziewała się, że zostanie wybrana na zgromadzenie. Już idąc na wyspę, zastanawiała się nad tym, z kim tym razem porozmawia. Może uda jej się zagadać do jakiegoś kota, który opowiedziałby jej co nieco o Klanie Gwiazdy?
Gdy rozsiadła się na kamiennej posadzce, podeszła do niej kremowa kotka. Była młoda, choć może trochę młodsza od niej. Pachniała ziołami i chyba Klanem Klifu, jeśli szylkretka dobrze pamiętała. Ale chwila, skoro pachniała roślinami, to może była uczennicą medyka?
— Cześć! Jestem Ćmia Łapa, a ty? — odezwała się nieznajoma.
— Smok — przedstawiła się, po czym uniosła jedną brew do góry. — Jesteś uczennicą medyka, co nie? Dostałaś już jakiś sen od Klanu Gwiazdy? — zapytała wprost.
— Em... Jeszcze nie dostałam, ale kto wie... — odpowiedziała. — Ty jesteś z Owocowego Lasu, prawda? Co u was? Podobno wy nie macie medyków...
Szylkretka skinęła głową.
— Tak! Nie mamy medyków, ale mamy za to dwie inne funkcje, mające za zadanie wykonywać obowiązki medyków — odparła, owijając ogon wokół łap. Nie była zbyt zadowolona z tego, że w Owocowym Lesie istnieli zielarze i uzdrowiciele, bo różniło ich to od klanów, które przecież wierzyły w Gwiezdnych Przodków. — Mniejsza o to. Może opowiesz mi co nieco o Klanie Gwiazdy? W Owocowym Lesie cały czas gadają o jakiejś Wszechmatce i mam tego dosyć!
— To bardzo ciekawe. Chętnie ci o nim opowiem. Klan Gwiazdy to nasi zmarli przodkowie, którzy nad nami czuwają. Czasami mówią nam jakieś przepowiednie, gdy jesteśmy w niebezpieczeństwie, ale nie wiem, kiedy ostatnio to było. Raz na księżyc idziemy do miejsca zwanego Księżycową Sadzawką i wtedy rozmawiamy z przodkami.
Wojowniczce bardzo spodobał się opis Gwiezdnych Przodków. Już kolejny raz utwierdziła się w przekonaniu, że mieli oni więcej sensu niż wiara Owocowego Lasu.
— Księżycowa Sadzawka? Byłaś już tam kiedyś? — zaczęła dopytywać. — A do tej Księżycowej Sadzawki idą wszyscy, czy tylko wyznaczone koty? I czy mogłabyś mnie do niej… pzemycić?
— Do sadzawki idą tylko medycy oraz przywódcy, gdy odbierają dziewięć żywotów. Jeszcze nie miałam okazji tam być, ale nie mogę się już tego doczekać! Podobno jest tam magicznie, tak przynajmniej mówi moja mentorka. Niestety nie mogę cię przemycić, ale mogę cię nauczyć więcej o Klanie Gwiazdy.
Szylkretce nie spodobała się odmowa ze strony uczennicy. Jak śmiała nie zgodzić się na to, by przemycić ją do Księżycowej Sadzawki? Toż to skandal!
— No weź! Spotkamy się kiedyś gdzieś po dlodzę i mnie zaplowadzisz… Nikt się nie dowie — mruknęła, po czym puściła kotce oczko. — Ja stalam się tak baldzo, by Owocniaki zaczęły wiezyć w Klan Gwiazdy… Myślę, że Pzodkowie chcieliby mi za to poglatulować. Chcesz ich od tego powstzymać?
— Hmmm... Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić. Cieszę się, że wierzysz w Klan Gwiazdy, na pewno to ich cieszy. Może nawet dostaniesz kiedyś od nich sen? Ale wiara w Klan Gwiazdy jest ściśle związana z Kodeksem Wojownika.
Smok nie dowierzała swoim własnym uszom.
— Co z tego, że jest związana z Kodeksem Wojownika? Ja jestem wojownikiem! — oburzyła się, uderzając końcówką ogona o kamienną posadzkę. — No ploszę… Nad telenami Owocowego Lasu Klan Gwiazdy na pewno nie ma żadnej kontloli, bo każdy wiezy we Wszechmatkę! Po co Gwiezdni Pzodkowie mieliby zaglądać do kotów, któle się ich wypalły? — kontynuowała, tym razem głosem pełnym żalu. — Czy naplawdę chcesz mnie tak odsunąć od Klanu Gwiazdy?
Uczennica jednak utrzymywała poważną minę.
— Nie chodzi mi o to, że jesteś niegodna tej wiary. Chętnie bym cię nauczyła go, na pewno byłabyś świetnym wyznawcą. Ale nie mogę cię zabrać do Księżycowej Sadzawki! To wbrew zasadom.
Szylkretka wciąż była nadąsana.
— Zasady są po to, by je łamać, czyż nie? — prychnęła. — Gdybym to ja nie postanowiła spzeciwić się większości, to nikt w Owocowym Lesie nawet by nie pisnął słówkiem o Klanie Gwiazdy! Należy mi się jakaś nagloda. Myślę, że Gwiezdni Pzodkowie będą w stanie nagiąć trochę ten swój szlachetny kodeks, jeśli dowiedzą się ode mnie o sytuacji w Owocowym Lesie. Poza tym nie musisz mnie zaplowadzać wplost pod Księżycową Sadzawkę. Możesz tylko wskazać mi dlogę, a za to nie spotka cię pzecież żadna kala, jeśli o to się boisz!
— Przykro mi, Smoku, ale co do Księżycowej Sadzawki nie zmienię zdania, ale może chcesz się o czymś innym dowiedzieć? — Klifiaczka próbowała załagodzić sytuację, jednak szylkretka tylko fuknęła pod nosem.
— Jesteś młodsza ode mnie, a zachowujesz się co najmniej tak, jak moja matka! — stwierdziła, patrząc kpiąco na kremową kotkę. — Gdzie się w tobie podziała ladość? Czy naplawdę nigdy nie poczułaś tej ekscytacji, gdy lobiłaś coś wblew zasadom? W takim lazie ci współczuję. Musieli cię baldzo kontlolować w tym Klanie Klifu, że wylosłaś na takiego nudziaza.
— Jako kociak rozrabiałam, fajnie było, ale wybrałam drogę medyka i mam na barkach wielką odpowiedzialność — mruknęła.
Wojowniczka przewróciła oczami.
— Klany powinny jednak co nieco nauczyć się od Owocowego Lasu. U nas nikt z funkcji podobnych do medyka nie lobi takiej wielkiej odpowiedzialności, przez co żadne nowo mianowane kocię nie musi od lazu lezygnować z wszelkich psot, by stać się nudną skolupą bez duszy. Tak jak ty… — westchnęła.
* * *
Odkąd tylko usłyszała o tej Księżycowej Sadzawce, nie mogła przestać o niej myśleć. Czy naprawdę, gdyby się kiedyś do niej dostała, udałoby jej się skontaktować z Klanem Gwiazdy? Wtedy miałaby niepodważalne dowody na to, że Gwiezdni Przodkowie faktycznie istnieją. Mogłaby im zadać tyle pytań, dzięki którym potem zaginałaby koty wierzące we Wszechmatkę… Może nawet udałoby jej się zdobyć od nich dziewięć żywotów? Nie była co prawda liderem, lecz według samej siebie była równie ważna! W końcu to ona stawała na rzęsach, by nawrócić tę dziurę zwaną Owocowym Lasem na właściwą wiarę, podczas gdy nikt inny się do tego nie kwapił. Nawet Śnienie! Ani ta białofutra kotka, która wyglądała, jakby sama spadła z nocnego nieba. Dali się uciszyć przez Owocniaków, którzy po prostu nie chcą przejrzeć na oczy.
Mimo wszystko może Śnienie lub Wróżka znali drogę do Księżycowej Sadzawki i byliby chętni zaprowadzić do niej szylkretkę? W końcu skoro żyli teraz w Owocowym Lesie, to nie obowiązywał ich żaden kodeks, o którym wspominała kremowa kotka na zgromadzeniu. Zawsze warto spróbować, choć Smok już teraz zakładała, że ta dwójka będzie równie sztywna co uczennica medyczki z Klanu Klifu. Wydawali się tacy poważni — na pewno nie będą gotowi, by zrozumieć wizję młodszej kotki, która tylko chciała dostać to, co jej się należy.
Choć nie miała zbyt wysokich oczekiwań, i tak postanowiła spróbować. Od razu skierowała się w stronę lecznicy, wiedząc dobrze, że najpewniej to właśnie tam przesiadywała dwójka kotów. Wróżka wciąż jeszcze nie doszła do siebie, a Śnienie nie odstępował jej na krok. Smok zastanawiała się, co ich łączyło. Czyżby byli w sobie zakochani? W końcu, dlaczego czarnofutry tak dużo czasu spędzał z nowo przybyłą? Gdyby byli zwykłymi znajomymi, czy nawet przyjaciółmi, Śnienie najpewniej bardziej skupiałby się na swoich obowiązkach niż na spotkaniach z Wróżką.
Pokręciła łbem, wchodząc do legowiska medyków. Zignorowała Modrogończyka, który stał nieopodal niej i przyglądał się jej w zdumieniu, i podeszła do Śnienia i Wróżki. Jej wzrok od razu spoczął na starszym kocurze, gdyż to z nim miała już okazję zamienić kilka słów i lepiej go znała.
— Hej, Śnienie! Słyszałam o czymś takim jak Księżycowa Sadzawka — zaczęła, uśmiechając się słodko i niewinnie. — Opowiesz mi o tym miejscu? A może nawet wiesz, gdzie ono leży i… mógłbyś mnie tam zaplowadzić? Albo może chociaż ona wie? — zapytała, podnosząc łapę i wskazując palcem na albinoskę.
<Śnienie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz