Zgromadzenie
Smok właśnie zakończyła rozmowę z jakąś Nocniaczką, gdy nagle podeszła do niej kolejna kotka. Miała szylkretowe futro i pachniała lasem iglastym. Sajgon opowiadał swojej uczennicy o innych przynależnościach. To podobno Klan Wilka zamieszkiwał właśnie takie tereny.
— Masz bardzo ładne umaszczenie — powiedziała nieznajoma na wstępie, gdy tylko intensywne spojrzenie Owocniaczki spoczęło na niej.
— Wiem — Smok mruknęła krótko, uśmiechając się do kotki. — Poszczęściło mi się, czyż nie?
— Zapewne, gdyż dotąd nie spotkałam jeszcze takiego — przyznała. — Ja nie miałam takiego szczęścia. W ogóle jestem Zwęglona Kukułka z... — przerwała nagle.
— Zwęglona Kukułkaz? Ciekawe imię — stwierdziła szylkretka, uśmiechając się zadziornie. — Słyszałam o kukułkach, ale nie o kukułkaz. To jakiś nowy gatunek występujący tylko w Klanie Wilka? Bo chyba właśnie stamtąd jesteś, tak? — zapytała, przekrzywiając lekko głowę.
— Nie, nie, Zwęglona Kukułka, bez tego “z” na końcu, Po prostu... Nie byłam pewna, czy chcę się dzielić tym, skąd jestem, ale jak widać, nie muszę już o tym mówić. Tak, jestem z Klanu Wilka — potwierdziła z widoczną niechęcią.
Szylkretka wzruszyła ramionami.
— No, tylko Wilczaki tak mocno dają iglakami — stwierdziła. — Poza tym ja nazywam się Smok. Pewnie zastanawiasz się, co to takiego? Cóż, sama chciałabym to wiedzieć — zachichotała, poruszając wibrysami z rozbawieniem.
— Może racja. Wy za to z Owocowego Lasu nosicie na sobie subtelną woń owoców. Muszą jakieś rosnąć na waszym terytorium. I bardzo ładne masz imię, oryginalne, wręcz niepowtarzalne, zapisujące się w pamięć rozmówcy — przyznała Kukułka z lekkim uśmiechem. — Pewnie nosząc takie imiona, jest wam łatwiej, nie musicie zawsze dwóch członów wypowiadać oraz chyba pozostaje niezmienne, racja?
Uczennica skinęła głową.
— Tak, pozostają niezmienne. Całe życie mamy takie samo imię, o ile nie stanie się nic szczególnego — odparła. Cieszył ją taki system imion, choć czasami zastanawiała się, jak brzmiałoby jej własne dwuczłonowe imię. Pewnie jakoś imponująco! Mogłaby być Ognistym Smokiem… albo może Potężnym Smokiem? W każdym razie jej imię z pewnością budziłoby grozę w każdym przeciwniku! — A na jakiej podstawie nadają wam imiona? Czemu jesteś Zwęgloną Kukułką? Uważasz, że pasuje do ciebie to imię?
— Imiona w klanach to dość indywidualna kwestia. Często zostają w jakimś stopniu takie same, na przykład jako kociak nosiłam imię Węgielek, a moja siostra Kryształka. Teraz mam w imieniu człon Zwęglona od tego imienia, za to siostra teraz się zwie Ośnieżony Kryształ. Zależy tak naprawdę od lidera, to on nadaje nowe imię. Nie wiem skąd u mnie człon Kukułka, lecz może to ze względu na moją bardziej wycofaną naturę. Czy mi pasuje? Chyba w jakimś stopniu tak, jakoś się tym zbytnio nie przejmuję.
Smok trochę zaczynała się już nudzić tą rozmową, mimo iż kotka wcale nie wydawała się taka zła.
— Aha, to fajnie — odparła krótko, po czym usiadła i zaczęła wylizywać swoją łapę. Po chwili odstawiła ją z powrotem na ziemię i spojrzała na Zwęgloną Kukułkę. — To o czym chcesz gadać? — zapytała, licząc na to, że wojowniczka sama znajdzie jakiś ciekawy temat.
— W sumie ciekawi mnie czy wszędzie koty tak samo się szkolą, wierzą w jednych Przodków, czy praktykują coś niecodziennego i... może wątpliwego moralnie — odparła. — Widziałam, że wszyscy Owocniacy mają określoną ilość nacięć na uchu oprócz uczniów.
Szylkretka przewróciła oczami.
— Nie wiem, w Owocowym Lesie czczą Wszechmatkę, czymkolwiek to jest. Nigdy mnie to nie ciekawiło — przyznała obojętnie. Wiedziała, że większość Owocniaków wyznawała właśnie Wszechmatkę, lecz ona, chcąc być inna i ciekawsza, wolała nie deklarować się jako wierząca. — Co do tych nacięć, to tak, symbolizują one stanowisko danego kota — wyjaśniła, nie kwapiąc się jednak do rozwijania tego tematu. Nie, żeby w ogóle pamiętała, ile nacięć przypadało danej randze.
— Rozumiem. — Zwęgloną Kukułka skinęła głową. — Dziękuję ci bardzo za rozmowę, lecz muszę iść poszukać siostry.
Smok nawet nie przejęła się jej odejściem, a zamiast tego wróciła do wylizywania swojej łapy, jakby Wilczaczka w ogóle do niej nie podchodziła. Musiała jednak przyznać, że ci Przodkowie, o których wspominała szylkretka, trochę ją zaintrygowali. Może Śnienie, Poziomka i Koniczyna wiedzieliby o nich coś więcej? Smok bardzo chętnie zaczęłaby ich wyznawać, gdyby oznaczało to, że stanie się jeszcze bardziej wyjątkowa na tle swoich pobratymców.
Kilka dni po zgromadzeniu stwierdziła, że w końcu postara się zagadać do któregoś z kotów, które kilka księżyców temu zadomowiły się w Owocowym Lesie. Chciała mieć to już za sobą, żeby potem nie zapomnieć o tym tak samo, jak o lisiej mowie, o której wciąż wiedziała niewiele, choć przysięgała sobie, że się jej nauczy. Nadal jednak wierzyła, że kiedyś przyjdzie na to czas i w końcu pozna język lisów.
Teraz była jednak pochłonięta treningami, czyż nie? Kto miałby czas na naukę lisiej mowy, gdy musi walczyć o to, by już niedługo zostać mianowanym? Smok poprzysięgła więc sobie, że wróci do nauki tak szybko, jak tylko zostanie pełnoprawną wojowniczką, a czuła, że wydarzy się to już niebawem.
Uznała jednak, że zagadanie do Śnienia, Poziomki czy Koniczyny nie zaszkodzi jej w treningach i nie zajmie tyle czasu, co nauka całego nowego języka. Rozejrzała się więc po obozie, wypatrując któregoś z przybyszów. Jako pierwszy rzucił jej się w oczy Śnienie. Miał długie, czarne futro i zabawną brodę, która wydawała się wręcz nienaturalnie długa.
Szylkretka zaśmiała się pod nosem i szybkim krokiem podeszła do starszego.
— Hej, Śnienie! — mruknęła na przywitanie, zagradzając mu drogę.
Kocur uniósł jedną brew, najwyraźniej spodziewając się jakiejś zaczepki. Nie tym razem. Teraz Smok chciała się doedukować, a nie męczyć biednego staruszka.
— Tak? — odparł w końcu.
Na pysku szylkretki natychmiast pojawił się szeroki uśmiech.
— Opowiesz mi o tych całych Pzodkach? — spytała, robiąc w jego stronę słodkie oczka. — Spotkałam na zglomadzeniu jakąś Wilczaczkę, któla o nich wspomniała. Zaciekawili mnie i pomyślałam, że może coś o nich wiesz — dodała, poruszając wibrysami z niecierpliwością.
Czarnofutry wyraźnie zdziwił się jej prośbą, lecz po chwili skinął głową, i ruchem pyska nakazał jej pójść za sobą w bardziej ustronne miejsce. Tam przysiadł, a szylkretka uczyniła to samo.
— Jak już pewnie wiesz, w Owocowym Lesie wierzy się we Wszechmatkę. Jest to jednak wiara praktykowana wyłącznie przez Owocniaków. W innych przynależnościach wygląda to nieco inaczej. Wiem, bo sam z takiej pochodzę — zaczął wyjaśniać. — Zazwyczaj w klanach wyznaje się Klan Gwiazdy, którego członkowie są znani również jako Gwiezdni Przodkowie. W przeciwieństwie do waszej wiary nasza ma dowody na swoje istnienie. Przodkowie odwiedzają nas w snach, a także codziennie nad nami czuwają. Ponadto liderzy otrzymują dziewięć żyć, co jest niepodważalnym dowodem ich istnienia. Można uważać ich zasady czy osądy za niesłuszne, ale twierdzenie, że nie istnieją, byłoby zwyczajnie głupie i ignoranckie — stwierdził z poważną miną.
Po jego tonie łatwo było poznać, że bardzo cenił sobie wiarę w Klan Gwiazdy. Smok nie mogła lepiej trafić! Już podobali jej się ci cali Gwiezdni Przodkowie. Będzie miała się czym chwalić! Zaraz uświadomi wszystkim, że ta ich Wszechmatka to zwykła bzdura. Jak mogli być tak głupi, żeby nie wierzyć w Klan Gwiazdy, skoro mieli pod nosem tyle dowodów?
— Ten cały Klan Gwiazdy ma dużo więcej sensu niż jakaś głupia Wszechmatka! — oburzyła się, przewracając oczami. — Nie maltw się, postalam się wbić tym głupkom lozum do głowy! — zadeklarowała, wypinając dumnie pierś.
Już oczyma wyobraźni widziała, jak opowiada swoim znajomym o jedynej prawdziwej wierze.
— Masz bardzo ładne umaszczenie — powiedziała nieznajoma na wstępie, gdy tylko intensywne spojrzenie Owocniaczki spoczęło na niej.
— Wiem — Smok mruknęła krótko, uśmiechając się do kotki. — Poszczęściło mi się, czyż nie?
— Zapewne, gdyż dotąd nie spotkałam jeszcze takiego — przyznała. — Ja nie miałam takiego szczęścia. W ogóle jestem Zwęglona Kukułka z... — przerwała nagle.
— Zwęglona Kukułkaz? Ciekawe imię — stwierdziła szylkretka, uśmiechając się zadziornie. — Słyszałam o kukułkach, ale nie o kukułkaz. To jakiś nowy gatunek występujący tylko w Klanie Wilka? Bo chyba właśnie stamtąd jesteś, tak? — zapytała, przekrzywiając lekko głowę.
— Nie, nie, Zwęglona Kukułka, bez tego “z” na końcu, Po prostu... Nie byłam pewna, czy chcę się dzielić tym, skąd jestem, ale jak widać, nie muszę już o tym mówić. Tak, jestem z Klanu Wilka — potwierdziła z widoczną niechęcią.
Szylkretka wzruszyła ramionami.
— No, tylko Wilczaki tak mocno dają iglakami — stwierdziła. — Poza tym ja nazywam się Smok. Pewnie zastanawiasz się, co to takiego? Cóż, sama chciałabym to wiedzieć — zachichotała, poruszając wibrysami z rozbawieniem.
— Może racja. Wy za to z Owocowego Lasu nosicie na sobie subtelną woń owoców. Muszą jakieś rosnąć na waszym terytorium. I bardzo ładne masz imię, oryginalne, wręcz niepowtarzalne, zapisujące się w pamięć rozmówcy — przyznała Kukułka z lekkim uśmiechem. — Pewnie nosząc takie imiona, jest wam łatwiej, nie musicie zawsze dwóch członów wypowiadać oraz chyba pozostaje niezmienne, racja?
Uczennica skinęła głową.
— Tak, pozostają niezmienne. Całe życie mamy takie samo imię, o ile nie stanie się nic szczególnego — odparła. Cieszył ją taki system imion, choć czasami zastanawiała się, jak brzmiałoby jej własne dwuczłonowe imię. Pewnie jakoś imponująco! Mogłaby być Ognistym Smokiem… albo może Potężnym Smokiem? W każdym razie jej imię z pewnością budziłoby grozę w każdym przeciwniku! — A na jakiej podstawie nadają wam imiona? Czemu jesteś Zwęgloną Kukułką? Uważasz, że pasuje do ciebie to imię?
— Imiona w klanach to dość indywidualna kwestia. Często zostają w jakimś stopniu takie same, na przykład jako kociak nosiłam imię Węgielek, a moja siostra Kryształka. Teraz mam w imieniu człon Zwęglona od tego imienia, za to siostra teraz się zwie Ośnieżony Kryształ. Zależy tak naprawdę od lidera, to on nadaje nowe imię. Nie wiem skąd u mnie człon Kukułka, lecz może to ze względu na moją bardziej wycofaną naturę. Czy mi pasuje? Chyba w jakimś stopniu tak, jakoś się tym zbytnio nie przejmuję.
Smok trochę zaczynała się już nudzić tą rozmową, mimo iż kotka wcale nie wydawała się taka zła.
— Aha, to fajnie — odparła krótko, po czym usiadła i zaczęła wylizywać swoją łapę. Po chwili odstawiła ją z powrotem na ziemię i spojrzała na Zwęgloną Kukułkę. — To o czym chcesz gadać? — zapytała, licząc na to, że wojowniczka sama znajdzie jakiś ciekawy temat.
— W sumie ciekawi mnie czy wszędzie koty tak samo się szkolą, wierzą w jednych Przodków, czy praktykują coś niecodziennego i... może wątpliwego moralnie — odparła. — Widziałam, że wszyscy Owocniacy mają określoną ilość nacięć na uchu oprócz uczniów.
Szylkretka przewróciła oczami.
— Nie wiem, w Owocowym Lesie czczą Wszechmatkę, czymkolwiek to jest. Nigdy mnie to nie ciekawiło — przyznała obojętnie. Wiedziała, że większość Owocniaków wyznawała właśnie Wszechmatkę, lecz ona, chcąc być inna i ciekawsza, wolała nie deklarować się jako wierząca. — Co do tych nacięć, to tak, symbolizują one stanowisko danego kota — wyjaśniła, nie kwapiąc się jednak do rozwijania tego tematu. Nie, żeby w ogóle pamiętała, ile nacięć przypadało danej randze.
— Rozumiem. — Zwęgloną Kukułka skinęła głową. — Dziękuję ci bardzo za rozmowę, lecz muszę iść poszukać siostry.
Smok nawet nie przejęła się jej odejściem, a zamiast tego wróciła do wylizywania swojej łapy, jakby Wilczaczka w ogóle do niej nie podchodziła. Musiała jednak przyznać, że ci Przodkowie, o których wspominała szylkretka, trochę ją zaintrygowali. Może Śnienie, Poziomka i Koniczyna wiedzieliby o nich coś więcej? Smok bardzo chętnie zaczęłaby ich wyznawać, gdyby oznaczało to, że stanie się jeszcze bardziej wyjątkowa na tle swoich pobratymców.
* * *
Teraz była jednak pochłonięta treningami, czyż nie? Kto miałby czas na naukę lisiej mowy, gdy musi walczyć o to, by już niedługo zostać mianowanym? Smok poprzysięgła więc sobie, że wróci do nauki tak szybko, jak tylko zostanie pełnoprawną wojowniczką, a czuła, że wydarzy się to już niebawem.
Uznała jednak, że zagadanie do Śnienia, Poziomki czy Koniczyny nie zaszkodzi jej w treningach i nie zajmie tyle czasu, co nauka całego nowego języka. Rozejrzała się więc po obozie, wypatrując któregoś z przybyszów. Jako pierwszy rzucił jej się w oczy Śnienie. Miał długie, czarne futro i zabawną brodę, która wydawała się wręcz nienaturalnie długa.
Szylkretka zaśmiała się pod nosem i szybkim krokiem podeszła do starszego.
— Hej, Śnienie! — mruknęła na przywitanie, zagradzając mu drogę.
Kocur uniósł jedną brew, najwyraźniej spodziewając się jakiejś zaczepki. Nie tym razem. Teraz Smok chciała się doedukować, a nie męczyć biednego staruszka.
— Tak? — odparł w końcu.
Na pysku szylkretki natychmiast pojawił się szeroki uśmiech.
— Opowiesz mi o tych całych Pzodkach? — spytała, robiąc w jego stronę słodkie oczka. — Spotkałam na zglomadzeniu jakąś Wilczaczkę, któla o nich wspomniała. Zaciekawili mnie i pomyślałam, że może coś o nich wiesz — dodała, poruszając wibrysami z niecierpliwością.
Czarnofutry wyraźnie zdziwił się jej prośbą, lecz po chwili skinął głową, i ruchem pyska nakazał jej pójść za sobą w bardziej ustronne miejsce. Tam przysiadł, a szylkretka uczyniła to samo.
— Jak już pewnie wiesz, w Owocowym Lesie wierzy się we Wszechmatkę. Jest to jednak wiara praktykowana wyłącznie przez Owocniaków. W innych przynależnościach wygląda to nieco inaczej. Wiem, bo sam z takiej pochodzę — zaczął wyjaśniać. — Zazwyczaj w klanach wyznaje się Klan Gwiazdy, którego członkowie są znani również jako Gwiezdni Przodkowie. W przeciwieństwie do waszej wiary nasza ma dowody na swoje istnienie. Przodkowie odwiedzają nas w snach, a także codziennie nad nami czuwają. Ponadto liderzy otrzymują dziewięć żyć, co jest niepodważalnym dowodem ich istnienia. Można uważać ich zasady czy osądy za niesłuszne, ale twierdzenie, że nie istnieją, byłoby zwyczajnie głupie i ignoranckie — stwierdził z poważną miną.
Po jego tonie łatwo było poznać, że bardzo cenił sobie wiarę w Klan Gwiazdy. Smok nie mogła lepiej trafić! Już podobali jej się ci cali Gwiezdni Przodkowie. Będzie miała się czym chwalić! Zaraz uświadomi wszystkim, że ta ich Wszechmatka to zwykła bzdura. Jak mogli być tak głupi, żeby nie wierzyć w Klan Gwiazdy, skoro mieli pod nosem tyle dowodów?
— Ten cały Klan Gwiazdy ma dużo więcej sensu niż jakaś głupia Wszechmatka! — oburzyła się, przewracając oczami. — Nie maltw się, postalam się wbić tym głupkom lozum do głowy! — zadeklarowała, wypinając dumnie pierś.
Już oczyma wyobraźni widziała, jak opowiada swoim znajomym o jedynej prawdziwej wierze.
<Śnienie?>
[1229 słów]