BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rusałka x Makowe Pole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rusałka x Makowe Pole. Pokaż wszystkie posty

23 stycznia 2024

Od Makowego Pola CD. Rusałkowej Łapy

 Mijały księżyce, a jej córki w końcu zostało uczennicami. Oczywiście miała bardzo wygórowane oczekiwania względem swojego potomstwa, dlatego też co jakiś czas sprawdzała ich postępy w nauce. Dzisiaj także udała się w kierunku legowiska, w którym odtąd Biedronka z Rusałką przebywały. Liczyła na to, aby usłyszeć od nich, że w końcu zostaną mianowane. Nie chciała nawet myśleć o tym, że kotki mogą mieć jakieś problemy z polowaniem czy też walką. W końcu były z jej krwi! No... prawie, bo za ich powstanie odpowiadał jej wyklęty i zamordowany brat, ale tak czy siak były z nią spokrewnione nie tylko przez łączące ją uczucie z ich matką. 
— Rusałkowa Łapo? — zawołała widząc jak córka właśnie kierowała swoje kroki na posłanie z mchu. 
Najwidoczniej zjawiła się w idealnym momencie, bowiem kocica musiała dopiero co wrócić ze swojego treningu. 
Słysząc jej głos, uczennica stanęła i odwróciła w jej stronę głowę. Makowe Pole skróciła dzielący je dystans, po czym kontynuowała. 
— Jak ci idzie trening? Liczę na to, że niedługo ujrzę cię dumnie reprezentującą nasz ród, gdy zostaniesz mianowana wojowniczką. 
O tak... opowiadała już Pszczelej Dumie jak cała ich rodzina uczci ten moment. Zrobią sobie spa nad rzeką, trochę zrelaksują się i poplotkują. Oczywiście zaproszą jeszcze Cedrową Rozwagę. Bez przyjaciółek babski wieczór był w końcu skazany na porażkę! A ona cóż... musiała mieć wokół siebie kółeczko adoracji, które wychwalałoby jej wielkość. 
Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że nie została liderką. Nadawałaby się na to stanowisko idealnie! Patrząc na poprzednie kotki, które były w tym miejscu, ona nie dałaby się tak łatwo obalić. 
— Gdzie twoja siostra? — dodała, rozglądając się przy okazji po otoczeniu, zauważając brak Biedronki. 

<Rusałko?>

04 listopada 2023

Od Rusałki CD. Makowego Pola

 Ledwie powstrzymała krzyk, kiedy Piórolotek bezwładnie uderzył o wyściółkę z mchu, brutalnie popchnięty łapą jej matki. Makowe Pole zawisła nad nim niczym piękny drapieżny ptak, odgradzając go od Rusałki i jej siostry; pomiędzy jej smukłymi łapami, których mięśnie kipiąca złość wprawiała w delikatne drżenie, dostrzegała jednak na tyle dużo, by widzieć, jak na głos kotki puszysta sierść malucha staje dęba na całej długości grzbietu.
— Gdyby się nie urodził, to nie byłoby problemu. Mogli go zostawić tej samotniczce, po co go zabrały? — warknęła kocica. Rusałka poszukała spojrzeniem ratunku u drugiej matki, jednak zawiodła się. Na pysku Pszczelej Dumy malował się ból, ale nie wstawała. Leżąca u jej boku Morze zaczęła poruszać się niespokojnie, starając się wyjrzeć ponad jej łapą na rozgrywającą się scenę.
— Sroczy Lot już na starość głupieje, tak samo jak liderka! Nie pozwolę, aby ten szczyl myślał, że jesteśmy jego rodziną! — znów zagrzmiał głos Makowego Pola. Stało się jasne, że to ostrzeżenie kierowane nie tylko w stronę drżącego u jej nóg Piórolotka, ale i do wszystkich zgromadzonych. Kiedy kotka już myślała, że matka ma zamiar znowu uderzyć kocurka, ta odwróciła nagle głowę i Rusałka wstrzymała oddech, przeszyta uważnym spojrzeniem jej chłodnych, zielonych oczu. — A wy się nawet do niego nie zbliżajcie.
Jej klatka piersiowa nagle stała się dla niej za ciasna. W obliczu straszliwej groźby, którą skrywał w sobie przecież ten wzrok, poczuła się niczym niezgrabny owad wobec bezlitosnych łap żądnego rozrywki kocięcia. Nie, to byłby los lżejszy niż tego, w którym oczy Makowego Pola doszukały się winy.
Zawsze trochę się jej obawiała. Może nie chciała przyznać się do tego przed samą sobą, ale to była prawda — kiedy matka sięgała po ostrzejszy ton, niejeden raz przechodziły ją dreszcze. Rozumiała jednak, kto jest przedmiotem jej nienawiści i by odegnać niepokój, sama pragnęła przydać się jej w walce z obmierzłymi kocurami, które przynosiły światu tyle zgryzot, panosząc się wszędzie tuż poza bezpiecznymi granicami żłobka. Skoro jednak je przekroczyła, zamiast hord niszczycielskich samców uderzyła ją nieczułość i okrucieństwo, którym w większości hołdowały nie kocury, a kotki; Makowe Pole, kiedy wreszcie mogła ujrzeć ją w akcie dominacji nad osobnikiem znienawidzonej płci przeciwnej, znęcała się nad bezbronnym kocięciem, które nie żyło jeszcze nawet księżyca. Nad jej Piórolotkiem, obok jego siostry jedynym symbolem dobroci i ciepła w tym mrocznym, zatrważającym świecie.
— Jakby ktokolwiek miał chcieć go oglądać — prychnęła z boku Biedronka, a Rusałka zacisnęła zęby. Już nigdy więcej nie da się wciągnąć w zabawę z siostrą podczas karmienia kociąt. 
— Mamo — zaczęła cicho, błagalnie, zbliżając się do Makowego Pola o kilka ostrożnych kroków. — On przecież nic nie zrobił...
— Zrobił tyle, że się urodził! To już za wiele — usłyszała w odpowiedzi, wymówione z takim niepohamowanym wstrętem, że aż się skuliła. Zanim kotka znów się odezwała, jej oblicze nieco złagodniało. — Jesteś jeszcze młoda i może nie widzisz zagrożenia, jakie stanowią kocury dla społeczeństwa, ale kiedyś zrozumiesz, że to obrzydlistwo trzeba dusić w zarodku. Nie zgadzam się, żeby ktoś taki zatruwał życie wam i mamie Pszczółce.
Opuściła wzrok na Piórolotka, którego małe ciało, o kształtach niewidocznych niemal pod warstwą białego futerka, trzęsło się w spazmach z trudem hamowanego płaczu.
— No i na co wyjesz, smarku. — Kocica trąciła go ostro po głowie, kiedy ich uszu dobiegły pierwsze pojękiwania.
Klanie Gwiazdy, to nie mogło dalej trwać.
— Sama zatru... — W ostatniej chwili ugryzła się w język. Słowa same rwały się z jej pyska, nie mogła już znieść tego, na co patrzyła, ale w ten sposób nie da rady pomóc Piórolotkowi. Na myśl o tym, jak blisko posunęła się do rozpętania wojny z matką, przez jej ciało przemknął chłód. Wtem coś innego przyszło jej do głowy. — ...ję. Zatruję mu życie. Masz rację, mamo. Teraz widzę, jaki jest obrzydliwy, kiedy tak żałośnie płacze.
Na chwilę w żłobku zapadła niemal całkowita cisza, przerywana tylko cichutkim łkaniem kocurka. Najwyraźniej nawet Makowemu Polu trudno było znaleźć odpowiedź na taką nagłą przemianę, bo uprzedziła ją w niej mała Morze:
— Nie, Rusia! Nie! — odezwał się jej cichy, spanikowany głosik. Rusałka musiała skupić całą siłę woli, żeby się nie odwrócić. Zamiast tego, wymijając łapy Makowego Pola z największą nonszalancją, na jaką było ją stać, zbliżyła się do Piórolotka, i spojrzała z pogardą w jego okrągłe, przerażone ślepia.
— Ale myślę, że jesteś niesprawiedliwa — ciągnęła dalej, starając się, jak tylko mogła, by jej głos nie zadrżał — w tym, że zatrzymujesz go dla siebie. My z Biedronką też chciałybyśmy się pobawić, wiesz? Nasze koleżanki z legowiska uczniów na pewno ucieszą się, jeśli będą mogły pokazać temu... czemuś, gdzie jego miejsce. 
— Nie chcę go nawet dotykać — padła z tyłu sucha odpowiedź Biedronki. Odwróciła głowę; siostra patrzyła na nią twardo, z tak nieprzejednaną podejrzliwością, jakby miała przebić ją na wylot. Uszy Rusałki uciekły do tyłu.
— ...Nie musisz. Ale Kruczej Łapie na pewno się spodoba, jeśli będzie mogła go trochę poturbować — odparła z wymuszoną słodyczą, albo przynajmniej czymś na jej kształt, po czym szybko wróciła do Makowego Pola... a przynajmniej spróbowała, bo gdy tylko spotkała się z matką wzrokiem, jej oczy natychmiast odbiegły gdzieś w dół. Wybrnęła z tego, obrzucając Piórolotka kolejnym wyuczonym spojrzeniem nieskrywanej odrazy. — Nie pozwolę mu zapomnieć, że to nie jego dom. Ani przez chwilę. To jak, mogę go sobie wziąć?
— W takim razie… Ależ proszę, młoda damo. — Makowe Pole popchnęła zapłakanego kociaka w jej stronę. Nie czekając, aż się rozmyśli, położyła na nim łapę. — Cieszę się, że zrozumiałaś. Może do Sroczego Lotu wreszcie dotrze, że nie chce go tutaj ani jeden kot.
— Mak! Nie możesz napuszczać ich na siebie! Przecież to okrutne — dobiegł jej z tyłu głos Pszczelej Dumy. Kotka zerkała na nich oczami szerokimi jak kwiaty słonecznika, jednocześnie siłując się z Morzem, która z całej siły próbowała jej się wyrwać. Serce Rusałki ścisnęło się, kiedy patrzyła na małą kotkę cierpiącą podobnie do niej samej jeszcze kilka kwart temu, ale nie mogła podarować jej i mamie nic oprócz rzuconego ukradkiem współczującego spojrzenia. 
— Kogo ja napuszczam? Ewidentnie naszym dzieciom też przeszkadza obecność tego szkodnika, a skoro tak, to nie widzę powodu, żeby zabraniać im okazywania tego. Jeśli się pcha tam, gdzie go nie chcą, to musi się dostosować i tyle. Możecie już iść — zwróciła się do Rusałki, a ta kiwnęła głową, chwyciła Piórolotka za skórę na karku i nie zwlekając dłużej, wybiegła ze żłobka. Podążył za nią tupot łap Biedronki.
Na zewnątrz siąpił lekki deszcz. Radość, jaką poczuła z faktu udanej ucieczki, szybko ustąpiła miejsca napięciu. Jeśli prędko nie znajdzie dla kocurka odpowiedniego schronienia, cały plan legnie w gruzach. Ale gdzie go szukać? I jak zmylić trop? Ruszyła niepewnym kłusem w stronę grupki kotów przesiadujących pod legowiskiem wojownika, pod ciężarem kociaka ślizgając się nieco w błotnistej ziemi, kiedy coś dużego z impetem uderzyło w jej bok, pozbawiając ją tchu.
— Zdradziecka żmijo! — Usłyszała syk tuż nad swoim uchem. Na tle pochmurnego nieba sylwetka Biedronki stawała się jednym olbrzymim cieniem. 
— Weź się odczep — sapnęła Rusałka, gramoląc się na nogi z błotnistej kałuży. Zdenerwowana, rozejrzała się za Piórolotkiem; leżał odrobinę dalej, w połowie pokryty błotem, podobnie jak ona sama. Przytuliła go do siebie opiekuńczo, mrucząc coś pocieszającego.
— Ty naprawdę zwariowałaś — wymamrotała Biedronka po chwili ciszy, po czym na bark Rusałki spadł kolejny dobrze wymierzony cios. — Jeśli myślisz, że to cię usprawiedliwia…! Oszukałaś nas! Okłamałaś mamę! I jeszcze bezczelnie wspominasz Kruczą Łapę, żeby przekonać mnie do pomagania tej bezużytecznej stercie kłaków!
— Nie było innego wyjścia! — prychnęła, ciaśniej otulając ogonem kocurka, który znowu drżał; poza tym nieznacznym ruchem wydawał się nie mniej bezwładny od kulki z mchu. Musiała jak najszybciej zapewnić mu ciepły kąt. — Słuchaj, możesz mnie okładać ile chcesz, ale zostaw w spokoju Piórolotka. On nic nie zrobił.
— Co mnie obchodzi jakiś Piórolotek! — niemal wrzasnęła Biedronka, pazurami żłobiąc ziemię. — To ty jesteś winna! Ty! I jeszcze popamiętasz!
Już spięła mięśnie, przygotowując się do przyjęcia kolejnego ciosu, ale siostra nie zaatakowała; odwróciła się tylko i odbiegła pasmem trawy w stronę żłobka. 
Rusałka poczuła się, jakby stanęło jej serce.
— Co się tutaj dzieje? — Czyjś głos dobiegł jej uszu jakby z drugiego końca tunelu. — Czemu jesteście cali w błocie? Rusałka?
— Ciociu Kawko — wyszeptała bezwiednie, podnosząc wzrok na kotkę, która niezauważenie znalazła się tuż obok nich. Czy ona się nada? Wszystko dookoła się jej rozmywało; nie umiała się już nad tym zastanawiać. — Ciociu Kawko, błagam… Weź go, weź Pió… Piórolotka i… i… ach. Nie wiem! Nie wiem! Nie mam pojęcia!
— W porządku, wezmę, ale wciąż nie rozumiem, co się…
— Proszę! — Tylko na te słowa czekała. Na pożegnanie wtuliła pyszczek w sierść kocurka, dodatkowo mażąc go sobie błotem. Ze wszystkich sił starała się wykrzesać z siebie jakiś plan, ale strach paraliżował jej myśli. — Mama… Mama Mak chce mu zrobić krzywdę… Może mi zrobić krzywdę, jak się dowie… Ciociu! Musisz jej powiedzieć, że chciałam go zabić! Błagam cię! Ja już dłużej nie mogę!
I zanim kotka zdążyła zadać jej jakiekolwiek inne pytanie, Rusałka na łeb, na szyję odbiegła w stronę okalających obóz szuwarów, żeby skryć się pomiędzy ich łodygami.

<Mak?>

28 października 2023

Od Makowego Pola CD. Rusałki

 Widząc ciekawe spojrzenie kociąt, chrząknęła i podjęła opowieść. 
— Dawno temu była sobie kotka o imieniu Róża. Była piękna, lecz żyła ze wstrętnymi braćmi, którzy raz po raz brudzili jej nieskazitelne futerko! Koszmar! — syknęła, zaraz podejmując dalej. — Nikt nie wierzył w jej siłę, ponieważ w klanie liczyli się samce. Oni rządzili, a kotki miały się temu podporządkować. Ale Róża nie chciała. Była sprytna i dzięki temu owinęła sobie ojca wokół pazura. Ten na jej jedno słowo był w stanie przynieść jej piękne kwiaty, posiłki, a nawet obronić przed nachalnością obrzydliwych kocurów. Miała wszystko, chociaż nawet nie była córką lidera. Ale to miało się zmienić, bowiem jej ojciec został zastępcą. Uznała to za wielką szansę! Bo przecież tatuś należał do niej, mogła znów spróbować go przekonać, by dał jej to czego chcę. I gdy została już wojowniczką, najszybciej z całego miotu, oto nadeszła ta chwila. Stary lider zmarł, nowy wstąpił na skałę i zakrzyknął, że oto nadchodzą zmiany. Róża została jego prawą łapą, co wzbudziło taki szok, że wielu się sprzeciwiło. Zostali brutalnie uciszeni, ponieważ kotki uznały, że oto nadchodzi ich czas! Koniec rządów samców! Początek nowej ery! A Róża się nie poddawała w swych ambicjach. Rozkazywała ojcu, który chodził tak jak jej zagra. Nie on bowiem rządził, a właśnie ona! Każdy zachwycał się nad jej pięknem, lecz wybrała na swoje przyjaciółki tylko kotki, ponieważ zdawała sobie sprawę, że to w nich jest najprawdziwsza siła. I byłoby miło gdyby nie fakt, że kocury się zbuntowały! Chciały skrzywdzić Różę, pozbawić jej wszystkiego co było dla niej cenne i drogie. I wiecie co się stało? Nareszcie te zastraszone kotki, które żyły w cieniu kocurów wyszły im na przeciw. Rozpoczęła się bitwa, którą wygrały i oto nastał czas rządów prawa i sprawiedliwości. Buntownicy zostali wygnani, a klan rósł w siłę z każdym dniem, gdy coraz więcej pojawiało się w nim pięknych samiczek. I oto pouczająca opowieść moje dzieci. Bowiem Klan Nocy dąży do tego w tej chwili! Niedługo będziemy lśnić niczym gwiazdy. Klan Gwiazdy na pewno tego sobie życzy... Dlatego też pamiętajcie o złu jakie niosą kocury. Mogą was skrzywdzić i wykorzystać, aby ponownie przyrównać was do nic nieznaczących osób — zakończyła wpatrując się zadowolonym wzrokiem w kociaki, które miały tak wielkie ślepia, że ciężko było jej ocenić, czy to z zachwytu, czy może z szoku. Na pewno nie spodziewały się takiego morału, a Pszczółka musiała odchrząknąć, aby wybudzić je z tegoż transu. 
— No dobrze... To może już kładźcie się spać — zagoniła maluchy do siebie, otulając je ogonem.

***

Mordowała wzrokiem Piórolotka. Wyglądała tak jakby miała go rozszarpać na strzępy. Gdy tylko skończył jeść pokarm, który mu się nie należał, brutalnie odepchnęła go od Pszczółki. Nie było w niej ani grama litości dla dziecka, w których oczach dostrzegła łzy. Nie przejęła się tym, zagradzając mu dostęp do szylkretki, jak i reszty jej córek. 
— Wynocha podrzutku, już ci starczy tego mleka. Naucz się w końcu jeść mięso! — warknęła w jego stronę, co uniosło mu sierść w wyrazie przerażenia. 
O tak. Uwielbiała jak tak na nią patrzył. Niech wie, że jego życie było nic nie warte. 
— Mak! Proszę cię. Straszysz dzieci... —  Usłyszała obok głos partnerki, której serce krajało się na widok bólu malucha. 
— Gdyby się nie urodził to nie byłoby problemu. Mogli go zostawić tej samotniczce, po co go zabrały? Sroczy Lot już na starość głupieje, tak samo jak liderka! Nie pozwolę, aby ten szczyl myślał, że jesteśmy jego rodziną! — mówiła głośno i wyraźnie, by każdy to usłyszał. — A wy się do niego nawet nie zbliżajcie — zwróciła się do córek, patrząc znacząco na Rusałkę, ponieważ raz dostrzegła, że Pszczółka pozwoliła jej tulić tego lisiego bobka. 

<Rusałko?>

08 października 2023

Od Rusałki CD. Makowego Pola

Wyszły. Jakiekolwiek wahania, które pozostawały dotąd w sercu małej kotki, zniknęły bez śladu, przegnane podmuchem zimnego wiatru. Jej wąsy drżały z ekscytacji, kiedy przeciskała się przez gąszcz przewilgłych bylicowych łodyg, ale ona sama nawet nie zdawała sobie sprawy z tego podniecenia. Całą sobą chłonęła wszystko, co działo się wokół; każdy skrawek obrazu, który mogły wyłapać jej oczy spomiędzy pierzastych liści, zdawał się wypalać gdzieś w jej wnętrzu. Z biciem serca uświadomiła sobie, przemykając przez tę galerię kolorowych plam, że w obozie może mieszkać dużo więcej kotów, niż dotąd sądziła.
— Błeee — dobiegł jej z przodu obrzydzony głos skargi. Rusałka odwróciła łepek i pospiesznie przedarła przez ostatnie gałązki, aby zrównać się ze swoją siostrą, której rudy ogonek nastroszył się groźnie. Nietrudno było zresztą stwierdzić, dlaczego: przednie łapki Biedronki szpeciły plamy brunatnej brei, której bajoro rozciągało się teraz przed nimi, chciwie (i podstępnie) podpełzszy pod sam kraniec kępy bylicy.
— Ojoj — odezwała się Rusałka po chwili milczenia — ojejej.
Odpowiedziało jej przeciągłe spojrzenie spode łba. Zanim zdążyła się uchylić, na jej grzbiet spadło uderzenie nieprzyjemnej wilgoci.
— No...! — Aż zachłysnęła się ze złości. — Mysi móżdżku! Mamy się zaraz pokazać liderce!
— To co się ze mnie śmiejesz! — Biedronka tupnęła nóżką. Głos utrzymała jednak przyciszony, właściwie aż dobitnie, jakby chciała wytknąć siostrze jej własne niedostatki w tej materii.
— Gdzie niby się śmieję!
— W środku — padło oświadczenie. — W twoim sercu. Było szyderstwo w twoim "jej".
Zanim Rusałka zdążyła zdecydować, czy nazwać to całe oskarżenie najbardziej niedorzeczną rzeczą pod Srebrną Skórką, czy też zwyczajnie zaśmiać się siostrze w nos (przyznać trzeba, że podejrzenia Biedronki nie były bezpodstawne), tamta nieoczekiwanie skrzywiła pyszczek.
— Na tobie tego nawet nie widać — stwierdziła naburmuszona. — Wygląda jak kolejna plamka.
Obejrzała się na swój grzbiet. Rzeczywiście, cokolwiek Biedronka starała się na nim zmalować, nie odstawało szczególnie wyglądem od innych brązowych łatek, które pojawiały się gdzieniegdzie na jej rudym futerku. Było to ciekawe odkrycie — chociaż od mam często słyszała, że dzięki nim wygląda bardziej wyjątkowo, ją samą trochę wstydziły te dziwne plamki, szczególnie zaś największa, tak umiejscowiona, że nie umiała jej nawet objąć wzrokiem... Ale najwyraźniej i one miały swoje zalety.
— Nie martw się — miauknęła pocieszająco. — Jak się wytarzasz w tym błotku, to Mglista Gwiazda nie pozna, że ty nie masz takich super plam.
Kiedy Biedronka miała przypuścić kolejny atak, nauczona doświadczeniem kotka znajdowała już o kilka skoków naprzód, trzymając się od morza brei najdalej, jak tylko się dało. Na odsłoniętym terenie mógł zobaczyć ją cały obóz, ale nie dbała o to; rośliny nie ciągnęły się dalej i jeśli miały dotrzeć do celu, w końcu i tak musiałyby opuścić ich zasłonę, a obecne okoliczności nie pozwalały jej zatrzymać się tam ani chwili dłużej. Biegła więc co sił w stronę płomiennie ubarwionych sumakowych liści, zżymając się w duchu za każdym razem, kiedy po niedokładnie wymierzonym skoku gdzieś na ciele czuła kolejną drobinę mazi, ale nie zatrzymując się ani na chwilę, bo z tyłu już doganiała ją Biedronka z furkotem barwnych wyzwisk. Miała nadzieję, że nie obraziła jej śmiertelnie, byłoby to niewygodne i w końcu przykre, ale to nie był czas na naprawianie krzywd. Pędziła wśród kolorowych kształtów uczniów i wojowników, nieba, ziemi i wszystkiego pomiędzy, w ostatniej próbie osiągnięcia swych celów, jaką salwować się mogą ci opuszczający bezpieczną kryjówkę, wiatr znowu rozwiewał jej sierść i piekielnie jej się to podobało.
Wreszcie dopadła pnia drzewa i w chaotycznych ruchach rozejrzała się za wejściem do legowiska przywódczyni. Rzeczywiście, tak, jak opowiadała jej mama, szczelina ziała tuż nieopodal; widząc ją, odetchnęła z ulgą. Niedługo mogła się jednak cieszyć swoim znaleziskiem, bo już kilka uderzeń serca później rozsierdzona Biedronka dołożyła wszelkich starań, żeby przygrzmocić jej w łeb.
— No weź! Biedronka! Nie teraz...! — udało jej się wykrztusić pomiędzy atakami. Z trudem odpychała ubłocone łapy siostry. — W żłobku możesz mnie sobie pobijesz! Mogę być Wilczą Gwiazdą dwa razy! Ale teraz musimy wejść...
— Nie będę się z tobą bawić! Nie zasługujesz nawet na Wilczą Gwiazdę. — Biedronka nie przestawała jej okładać, ale mówiąc, musiała nieco zwolnić tempa. Nie przeszkadzało jej to w nasączaniu swojego głosu jadem. — Masz beznadziejne łatki i charakter też. Naskarżę na ciebie Mglistej Gwieździe!
Oczy Rusałki rozszerzyły się. Uniknęła kolejnego ataku i odskoczyła nieco dalej, żeby niepotrzebnie nie drażnić siostry. Nie sądziła dotąd, że Biedronka byłaby w stanie zrobić coś takiego. Czyli aż tak bardzo ją uraziła? Była aż tak okropna? Serce ścisnęło jej się z żalu i przez chwilę chciała zupełnie przestać się bronić, żeby tamta mogła dokonać zasłużonej zemsty, ale szybko uświadomiła sobie, że przede wszystkim musi Biedronkę powstrzymać przed wykonaniem jej dramatycznego planu. W odpowiedzi na natarcie siostry przypadła więc do ziemi, i kiedy już miała ją z tej pozycji odepchnąć, nad ich głowami rozległ się głos:
— Co się tu wyprawia?
Dwie koteczki natychmiast przerwały walkę i uformowały w jeden pstrokaty kłębek, z puchatym futerkiem umorusanym błotem i pyłem. Przestraszone ślepka wbiły wzrok w oblicze srebrzystej kotki, która właśnie stanęła w wejściu do szczeliny i sama spoglądała na nie wyczekująco, w sposób, który jasno dawał do zrozumienia, że nie pochwala takich ekscesów tuż przed swoim legowiskiem.
— Przepraszamy, Mglista Gwiazdo — zamiauczały chórkiem, instynktownie przylegając do siebie jeszcze ciaśniej. Na chwilę zapadła cisza, w której do kotek dotarły dźwięki obozu. Rusałka miała wrażenie, że ktoś parska śmiechem gdzieś za ich plecami, ale nie smiała odwrócić głowy. W końcu Biedronka cicho dodała: — Mamy skargę.
— Na Krzyczącą Makrelę — uzupełniła pospiesznie jej siostra, z niepokojem zerkając na pyszczek tamtej. Na szczęście zobaczyła tylko, jak kiwa łebkiem.
Mglista Gwiazda westchnęła.
— Mam nadzieję, że to nie jakiś żart — zaczęła, co pociągnęło za sobą gorące zapewnienia, że tak nie mogło być w żadnym wypadku. Niecierpliwie strzepnęła ogonem, uciszając kociaki. — W takim razie chodźcie do środka i powiedzcie szybko, o co konkretnie chodzi. I następnym razem nie bijcie się przed wejściem.
Przeprosiwszy raz jeszcze pełnym boleści głosem, dwie koteczki, teraz już zgodnie, podążyły za kotką do wnętrza legowiska.
***
Rusałka zamrugała, kiedy odbite od chmur światło poraziło jej oczy. Po wyjściu z półmroku szczeliny potrzebowała chwili, żeby przyzwyczaić zmysły do otwartej przestrzeni, ale przyjęła tę zmianę z wielką ulgą. Rozmowa z przywódczynią okazała się dla niej dużo trudniejsza, niż wyobrażała sobie koteczka, kiedy razem z siostrą planowały ją jeszcze w kociarni. Ciężar jej prowadzenia spadł w większości na Biedronkę; ona sama ograniczyła się do sporadycznego podpowiadania jej słów, przytłoczona przeszywającym spojrzeniem srebrzystej kotki. Radość z końca audiencji mieszała się w niej więc z poczuciem winy oraz pewną dozą urazy do Mglistej Gwiazdy, która pozostała tak niewzruszona nawet wobec argumentów matki.
— W jakich my czasach żyjemy? Rozmowa? Z kocurem? Phi! — Zniesmaczenie Makowego Pola tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że liderka potraktowała je niesprawiedliwie. Oczyma wyobraźni znów zobaczyła jej zniecierpliwiony wyraz pyska, który sprawił, że w sercu poczuła chłód. Z tłumaczeń starszych zrozumiała, że przywódczyni była kimś niezwykle ważnym — rządziła klanem, czyli całą tą niezwykłą grupą kotów, do której koteczka należała, i miała kontakt z samym Klanem Gwiazd. Dlatego nie spodziewała się, żeby liderka mogła być aż tak obojętna problemom najważniejszych członków swojego klanu, wśród których niewątpliwie plasowały się jej mamusie. Ta myśl bardzo ją zaniepokoiła i Rusałka cieszyła się, że teraz może już wracać z mamą, której przynajmniej zawsze mogła zaufać.
Wtem wyprzedzająca je nieco Makowe Pole odwróciła się.
— A wy, młode damy, informujcie nas o takich rzeczach! Mama Pszczółka się martwi. — Jej reprymenda sprawiła, że kotka aż się przykuliła. Całe to wyjście było głupią decyzją. Nic nie osiągnęły, a napędziły strachu mamusi. — Nie znikajcie tak bez zapowiedzi. Ruchy do żłobka. Raz, dwa.
Świat zaczął rozmywać się w oczach Rusałki. Jeszcze chwilę tkwiła niepewnie w miejscu, jakby łapy zapadły jej się za głęboko w wodnistą maź, po czym pomknęła przed siebie niemal na oślep, potykając się o grudy błota.
— Mamo, mamooo — zakwiliła, przypadając do łap Makowego Pola. — M-Mglista Gwiazda była taka straszna... I tak tam było ciemno... I my nie chciałyśmy zrobić nic złego, tylko tak... tak się...
Dalej już nic nie dało się zrozumieć, bo słowa kotki pochłonął płacz. Niewyraźnie poczuła z boku miękkie futerko Biedronki, a chwilę później dotyk szorstkawego języka matki na swoim łebku.
— No już, już, nie musisz się tak przejmować. Nic strasznego się nie stało. Ale teraz pora już wracać do żłobka.
— Nie płacz, Rusia — zamiauczała Biedronka przy jej uchu, ale takim ściśniętym głosem, jakby zaraz sama miała się rozpłakać, choćby z solidarności z siostrą.
— No właśnie, damie nie przystoi się mazgaić. A ty jesteś damą, prawda? — mówiła delikatnie Makowe Pole, podczas gdy jej córka nieporadnie gramoliła się na łapy. Rusałka pokiwała główką w odpowiedzi, zaciskając powieki, spod których wciąż cisnęły się łzy. — Świetnie. No to idziemy. Zaraz wrócimy do mamy Pszczółki i was obydwie pięknie wyczyścimy, bo tak to się nie można prezentować.
Ta perspektywa pocieszyła koteczkę. Ze wszystkich sił starała się zdusić szloch, który wciąż wydobywał jej się z gardła, stanąć prosto i iść przed siebie — spełnić oczekiwania mamy — pokazać, że umie się zachować jak prawdziwa dama, do bycia którą tak ochoczo się przyznała... Ale łzy wciąż zasnuwały jej pole widzenia, łapki trzęsły się i rozjeżdżały w błocie. Próba zrobienia kilku kroków naprzód skończyła się tym, że niemal wylądowała pyskiem w kałuży; tylko ostatnim wysiłkiem zdołała rozpłaszczyć się nieco obok.
Przytłoczona własną niemocą, skulona żałośnie w tym padole rozpaczy, podniosła zaszklone oczy na jedyną postać, która mogła ją z niego wybawić.
— Zaniesiesz mnie? — zapytała cichutko. Zatkany nos sprawił, że jej głos zabrzmiał prawie śmiesznie, a przez to jeszcze rozpaczliwiej.
Nie było wyboru. Chwilę później zapłakana koteczka kołysała się już w rytm kroków matki, a ich mały pochód zbliżał się przez błoto do wejścia kociarni.
***
Leżała na grzbiecie, umoszczona wygodnie w puchatym ogonie Pszczelej Dumy. Chłody wyprawy na zewnątrz uczyniły ciepło ciał matek jeszcze przyjemniejszym. Ziewnęła cicho i przeciągnęła się, na co Biedronka, którą właśnie kończyła wylizywać szylkretowa królowa, odpowiedziała jej ostrzegawczym kopnięciem.
— Hej, hej. Chociaż tu mi się nie bić — wymruczała Pszczela Duma i polizała córeczkę nieco mocniej, jakby akcentując tym swoje słowa. Kiedy Makowe Pole szczęśliwie przyprowadziła do żłobka ich dzieci, rzeczywiście zdawało się, że z serca spadł jej nie tyle kamień, co cały głaz niepokoju. Od tamtej pory nie ustawała w ich czułym przytulaniu, wycieraniu i wylizywaniu.
— Mamusiu — odezwała się sennie Rusałka, której w błogim rozmarzeniu przyszła na myśl scena ze snu — a co się dalej stało z Czarną i Wilczą Gwiazdą?
— Och, są dużo ciekawsze historie niż ta — padło niespodziewanie ze strony Makowego Pola.
Kotka podniosła główkę, ożywiona; poruszenie z boku dało jej znać, że Biedronka zrobiła to samo. Obie wlepiły w mamę pełne zainteresowania spojrzenie.
Jeszcze ciekawsza historia...! Czy mogły się w niej znaleźć koty jeszcze wspanialsze, niż legendarna założycielka Klanu Nocy dzielnie broniąca terytorium przed parszywym kocurem? Chociaż Rusałce trudno było to sobie wyobrazić, miała nadzieję, że tak. Skoro Biedronka twierdziła, że nie nadawała się już nawet na tamtego śmierdzącego wilczaka, być może znajdzie sobie teraz o wiele lepszą rolę do odegrania.
<Mak?>

04 października 2023

Od Makowego Pola CD. Rusałki

Zamrugała zaskoczona. Przecież te dwie jeszcze przed chwilą tutaj były! Tak się zagadały, normalnie jak za starych, dawnych czasów, że nie zauważyły, kiedy te dwie spryciule dały nogę. Dostrzegła pierwsze wyrazy zmartwienia, które wypłynęły na pysk Pszczółki. Nie dziwiła się. Szwędając się samotnie po obozie mogły natrafić na kocury, które bezczelnie by jeszcze je zaczepiały! Przecież po takim bliskim spotkaniu z płcią przeciwną, będą musiały je umyć! W jej głowie co rusz pojawiały się takie czarne scenariusze, które nie miały nic wspólnego z głodnym ptactwem, które mogło porwać młode hen daleko w przestworza. 
— Mak! — partnerka posłała jej coraz bardziej zlęknione spojrzenie, sugerujące jej, aby coś zrobiła. 
Ona w przeciwieństwie do karmicielki nie panikowała aż tak. Była raczej oburzona. 
— Znajdę je. Nie powinny odejść daleko — zakomunikowała, podchodząc do Pszczółki i ocierając się o nią w uspokajającym geście. 
— Pomogę. Mogły się rozbiec — zaproponowała Cedr, już wychodząc i rozglądając się za ich córkami. 
— A jeśli coś im się stanie? Nie wybaczę sobie tego nigdy! Przecież tak bardzo chciałam stworzyć nam rodzinę — w oczach niebieskiej zalśniły łzy. 
Makowe Pole polizała ją w policzek, co na moment uspokoiło szylkretkę. Na jej pysku pojawił się uśmiech, więc po raz kolejny ją pocałowała. Cóż nie było dzieci to trzeba było korzystać... Ale wracając, musiała wybrać się na poszukiwania. 
— Zaraz wrócę — zapewniła ukochaną, po czym wyszła ze żłobka.
Od razu w pysk uderzył ją powiew wiatru niosący zapachy nocniaków. Z pogardą wymalowaną na pysku przeszła obok kocurów, zadzierając głowę tak, aby pokazać swój status. Wierzyła w to, że była w końcu od nich lepsza. Mogli ją podziwiać, ale nic ponad to. 
Rozglądając się za maluchami, zaczęła zwracać uwagę na to jaki syf panował w obozie. To całe błoto przyklejało jej się do łap. Było tylko uprzykrzającym życie utrudnieniem. Sama myśl, że córki przedzierały się przez tą breję, tym bardziej wykrzywiła jej pysk. Musiała je znaleźć. I to prędko. Mogłaby skorzystać z wydeptanych w tym świństwie śladów, ale tyle osób przez ten teren przeszło, że na pewno się wszystko zatarło. 
— Znalazłam je — usłyszała przy uchu i zwróciła wzrok na przyjaciółkę. 
Cedrowa Rozwaga wskazała jej legowisko liderki. Makowe Pole zamrugała zaskoczona. Co one tam robiły? Przyśpieszyła kroku i zajrzała do wnętrza. Rzeczywiście. Dwa maluchy żarliwie o czymś opowiadały Mglistej Gwieździe. 
— Przepraszam cię za nie Mglista Gwiazdo — zwróciła się do srebrnej, gdy tylko ta uniosła spojrzenie z kociąt na nowego gościa. — Co mówiłyśmy o uciekaniu? — Tu spojrzała protekcjonalnie na córki, oczekując natychmiastowych wyjaśnień. 
— Ale mamooo! — zaczęła Biedronka. — To ważne! — zapewniała. 
Co było takiego ważnego? Niezbyt rozumiała. Zmarszczyła czoło, oczekując czegoś więcej. W tym przyszła jej na pomoc sama liderka. 
— Twierdzą, że Krzycząca Makrela zakłóca nocny spokój. 
Aaa... A więc o to chodziło. No to musiała przeprosić swoje pociechy, że zaczęła w nie wątpić. Wcale nie zawracały głowy kotki głupotami. Ba! Robiły bardzo ważną rzecz, jaką było donosicielstwo na te przebrzydłe kreatury. 
— Pszczółka co noc się przez niego budzi — prychnęła, podejmując się skargi. — Jak nie potrafi trzymać tej gęby zamkniętej to niech ktoś go zaknebluje! Kto to widział, aby drzeć pyska, gdy każdy chcę spać! A skoro przeszkadza to i moim dzieciom to żądam, aby coś z tym zrobiono! — Tu tupnęła władczo łapą, oczekując na wykonanie jej rozkazów. 
Co z tego, że nie miała w klanie władzy i musiała oczekiwać na decyzję Mgły. Nie robiła nic złego. Taka po prostu była. Wspaniała. 
— Porozmawiam z nim — dostały odpowiedź, która niezbyt ją satysfakcjonowała. 
— Rozmowa nic nie da. To ma intelekt Nastroszonego Futra i Błotnistej Plamy. Żadne słowa do niego nie dotrą. Tu trzeba użyć siły. Trzeba przestać cackać się z takimi niewychowanymi kocurami, bo się jeszcze rozpanoszą po klanie! — brnęła w to dalej, licząc na coś więcej niż zwykłe słowne upomnienie. 
Mglista Gwiazda zmarszczyła pysk, jakby wspomnienie o jej bracie nie było zbyt dobrym pomysłem. Powtórzyła, że coś z tym zrobi, ale nic ponad to. Dlatego też musiała zabrać dzieci z powrotem do żłobka, kiedy to audiencja u jaśnie pani dobiegła końca. 
Makowe Pole prychnęła, machając na boki ogonem niezbyt usatysfakcjonowana. 
— W jakich my czasach żyjemy! Rozmowa? Z kocurem? Phi! — Kręciła łbem. Spojrzała zaraz na swoje dwie pociechy, stojąc na środku obozu. — A wy młode damy informujcie nas o takich rzeczach! Mama Pszczółka się martwi. Nie znikajcie tak bez zapowiedzi. Ruchy do żłobka. Raz, dwa. 

<Rusałko?>

27 września 2023

Od Rusałki

 Długo wędrowała ścieżką wśród rzędów dziwnych, nieznajomych kształtów, zanim wreszcie stanęła na skraju zupełnie nowej gęstwiny. Pierzaste liście szeleściły tajemniczo ponad jej głową, kiedy ostrożnie podążała w głąb lasu, skąpanego w ostatnich promieniach słońca, którym leśny baldachim nadawał różaną barwę. Czuła koty, ale i nęcący zapach ryb w wilgotnym powietrzu. Woda musiała być blisko. Przemierzywszy w kilku susach ostatnie lisie długości dzielące ją od brzegu, podniosła łeb, a jej oczom ukazał się następujący widok: cały rząd drzew rumienił się pysznie pod szmaragdowym niebem, a jezioro poniżej, wiernie przyjmując ich obraz, czyniło tę ucztę dla oczu podwójną...! Było pięknie. Zapach obcych znikł zupełnie i poczuła się, jakby nie tylko widok, ale i jezioro, nad którym się roztaczał, i ziemia, na której stała — jakby wszystko dookoła zaistniało właśnie dla niej, przyniesione na świat pod jej władanie w delikatnych objęciach nadchodzącej nocy... Przyjęła dar jej mrocznych łap, ponad którymi, wraz z odejściem słońca, na niebie zaczynała jaśnieć już Srebrna Skórka. Od dziś niech te ziemie karmić będą pokolenia wojowników, którym niestraszne są ani ciemności, ani wodne tonie, bo nawet w najgłębszej z nich ich serca biją z niezachwianą pewnością, że z góry spoglądają na nich ich wielcy przodkowie, przychylni im już od matecznych chwil...!

Około południa rozpogodziło się niespodziewanie. Szare kłęby chmur, zasnuwające dotąd niebo posępną, niewzruszoną warstwą, rozsunęły się nieco, dając chłodnym promieniom słońca przystęp do nabrzmiałej wilgocią ziemi. Po długim maratonie ulew przyroda zdawała się oddychać z ulgą, a wraz z nią obóz Klanu Nocy, którego niemal na stałe już przemoknięci mieszkańcy zaczynali coraz śmielej wylegać na wspólną przestrzeń placu.
— Poddaj się, parszywy intruzie! Albo zgiń z honorem! — Zadziwiająco sporych rozmiarów futrzana kula przetoczyła się z impetem po wyściółce żłobka, żeby raptownie zakończyć swoją podróż uderzeniem w bok Cedrowej Rozwagi. Zaskoczona szylkretowa kotka, rozciągnięta dotąd swobodnie w okolicy wejścia do kociarni, wydała z siebie ostrzegawcze syknięcie; zorientowawszy się jednak w sytuacji, z rozbawieniem strzepnęła ogonem w kierunku nazbyt ruchliwej kuli, która zdążyła się już zresztą rozłamać na pół, ukazując jako swą materię dwa puchate kociaki.
— Przepraszamy, ciociu Cedr! — zawołały żałośnie, zanim zdążyła dosięgnąć ich jakakolwiek ostrzejsza reprymenda, wykazując nadzwyczajną trzeźwość umysłu jak na kogoś, kto ledwie zbierał się z ziemi po niespodziewanej kraksie. Odpowiedziały im serdeczne śmiechy.
— Uważajcie trochę bardziej! — przypomniała jeszcze Pszczela Duma małym winowajczyniom, zanim całkiem zmyły się z miejsca zdarzenia, po czym zwróciła się do siostry z przepraszającym uśmiechem. — Tak to wygląda, od kiedy nauczyły się trochę lepiej biegać.
Cedrowa Rozwaga przygładziła szybko rozczochraną sierść. Z głębi żłobka dobiegło kilka pisków i kolejne bojowe okrzyki, w tym coś patetycznego o rozrzucaniu kości wrogów na pastwę wron.
— Zupełnie się nie przejmuj, kochana. Takie małe to skarb, od razu po nich widać, że wyrosną na silne wojowniczki — zamruczała, ku wyraźnemu zadowoleniu obu matek. — A w porównaniu z legowiskiem wojowników macie tutaj prawdziwą oazę spokoju. Co nie, Mak?
— Nawet mi nie przypominaj — zgrzytnęła zębami srebrna kotka. — Zawsze wiedziałam, że Czapli Taniec ma kłaki we łbie, ale on jest po prostu niebezpieczny dla społeczeństwa! Mglista Gwiazda powinna go wyrzucić z klanu, dopóki go jeszcze doszczętnie nie zrujnował tą swoją głupotą! Ale zamiast tego dostał ucznia, żeby kolejny dureń darł mi się nad głową... Kocury! — warknęła z nieskrywanym obrzydzeniem.
Za jej plecami natomiast, w samym sercu "oazy spokoju", toczyła się właśnie najprawdziwsza bitwa na śmierć i życie. Po wymianie niezliczonych mniej lub bardziej udanych ciosów, płytkich zadrapań, z których większość utykała w grubym futrze przeciwniczki, i miękkich, choć zaciekłych kopniaków, to Rusałce udało się wroga przygwoździć do ziemi. Całym ciężarem swojego ciała naparła na grzbiet Biedronki, która dyszała, niezgrabnie próbując stanąć na nogi.
— Wreszcie poznałeś siłę liderki Klanu Nocy, przebrzydły Wilcza Gwiazdo! — wrzasnęła zwyciężczyni. — Oddaj cześć Czarnej Gwieździe albo umieraj!
Wydała z siebie wojowniczy warkot, aby jeszcze dotkliwiej podrażnić nerwy siostrzyczki. Wbrew swoim słowom wiedziała, że ta bynajmniej nie zamierza poddać się bez walki, ale była zdecydowana wykorzystać każdą chwilę przewagi, nim Biedronka wreszcie wyślizgnie się z jej uścisku, a ona znów będzie zmuszona toczyć z nią zaciekłe boje.
— Nie odpowiadasz, zapchlony kocurze? — miauknęła z pogardą, starając się naśladować ton głosu Makowego Pola znany z jej ze wzmianek o co nieznośniejszych osobnikach płci męskiej. — W takim razie zginiesz marnie z moich łap! A masz...!
Podniosła przednią nóżkę, przygotowując już w myślach odpowiedź na ruch ze strony siostry, który takie zelżenie naporu musiało niechybnie wywołać. Jednak żaden atak nie nadszedł. Biedronka zdawała się wręcz nie poruszać prawie wcale, i tylko jej dyszenie stawało się coraz głośniejsze...
— Bie... Biedronka? — Rusałka poczuła, jak sierść na grzbiecie staje jej dęba. W przerażeniu przez moment zapomniała nawet zejść z grzbietu siostrzyczki, ale kiedy w końcu to zrobiła, ta zakaszlała przeraźliwie, jakby zaraz miała wydać z siebie ostatnie tchnienie. — Wszystkie mamy! Na pomoc! Biedronka umiera! Ratunku! Aaaa...!
Jej ostatni okrzyk spowodowany był już jednak nie ewidentnie krytycznym stanem Biedronki, a jej nagłym wyskokiem, który zupełnie niespodziewającą się go Rusałkę w jedną chwilę zwalił z nóg.
— Podły Wilcza Gwiazdo! — wysyczała Biedronka prosto w jej pysk. — To ja tu jestem najlepszą Czarną Gwiazdą! Najczarniejszą ze wszystkich Gwiazd! A ty umrzyj, albo już do końca życia czyść moje piękne legowisko z koca!
Niesamowita ulga, jaką wywołał w Rusałce nagły powrót siostrzyczki z samej granicy życia i śmierci, szybko ustąpiła miejsca dotkliwemu poczuciu zdrady. Rozstrzygnięcie sporu musiało jednak chwilę poczekać, bo na pole bitwy właśnie wtargnęły zaniepokojone krzykiem matki.
Kiedy sytuacja już się wyjaśniła, kotki wróciły do wspólnej rozmowy.
— A więc rozumiesz, że ten skończony mysi móżdżek — kontynuowała temat Cedrowa Rozwaga z niewzruszonym spokojem, jakby chwilowe odejście kotek wcale nie miało miejsca — wymyślił sobie, albo ktoś mu nagadał, jedna rybka, że jeśli kot położy się spać, trzymając w łapie ważkę, to we śnie będzie mógł podglądać Klan Gwiazdy, czy jakąś taką podobną bzdurę. Pół biedy, gdyby po prostu sam ją sobie złapał, ale ten pętak najwyraźniej postanowił zabrać jedną z kolekcji Okraszonej Polany...
— No nie gadaj! — Pszczela Duma aż wstrzymała oddech z zaskoczenia, a Makowe Pole przeklęła pod nosem.
— Wyobrażasz sobie, co było dalej, Pszczółko — poskarżyła się, opierając się przy tym trochę mocniej o bok partnerki, co ta przyjęła z czułością. Nienawiść w głosie srebrnej jakby nieco zelżała, ale wąsy wciąż drgały jej ze obrzydzenia, kiedy opowiadała dalej. — Oczywiście, że ona się zorientowała, w końcu dba o te zeschłe robale jak o nie wiadomo co, no i gotowa chryja nad samym ranem. A ten palant jeszcze śmiał narzekać, rozumiesz, że przez nagłą pobudkę zapomniał swojego proroczego snu...!
Pomimo całego swojego gniewu, kotka aż zaśmiała się na myśl o takiej niedorzeczności, a reszta grupki wraz z nią.
— A wtedy przebudził się... Krzycząca Makrela — dodała Cedrowa Rozwaga iście grobowym tonem.
— Nawet nie wypowiadaj jego imienia — sierść Makowego Pola powędrowała w górę — bo zaraz tego nie zniosę, Cedr, nie zniosę! Zamiast go mianować, trzeba go było wkopać w ziemię przy granicy z Klanem Burzy, żeby ich odstraszał tymi wrzaskami! Przynajmniej na cokolwiek by się przydał!
— Ach... To on tak głośno krzyczał w nocy? To może to mnie obudziło, tak się właśnie zastanawiałam... — Nieopatrznie rzuconą uwagę Pszczelej Dumy przerwał nagły ruch Makowego Pola, która poderwała się jak poparzona, by spojrzeć uważnie na ukochaną. Cokolwiek było w jej oczach, musiało zrobić na szylkretowej piorunujące wrażenie, bo zajęło jej chwilę, zanim ze zmieszanym śmiechem dokończyła: — ...albo i nie. To w ogóle chyba było innej nocy, wszystko mi się miesza! Pewnie zwykły grzmot.
— Niech się modli, żeby to był grzmot — syknęła Makowe Pole, której ogon wskazywał, że wesołość partnerki bynajmniej jej nie uspokoiła — albo osobiście dopilnuję, żeby ten wymoczek nigdy więcej nie otworzył pyska!
Pszczela Duma jednak nie ustawała w swoich wysiłkach i wkrótce gesty kotki, zapewnionej, że sama jej obecność wystarcza ukochanej, by czuć się w zupełności bezpiecznie, zdawały się już łagodniejsze. Rozmowa zeszła na temat niedociągnięć pozostałych mieszkańców legowiska wojowników i tym sposobem kryzys został chwilowo zażegnany.
...Być może.
— To nie był grzmot — wyszeptał głos do ucha Rusałki. Spojrzała pytająco na siostrę, z którą już od dłuższego czasu wypoczywały po heroicznych bitwach w zgodnym kłębuszku, a od kilku chwil przysłuchiwały się także rozmowie dorosłych. — To było dzisiaj w nocy i na pewno ktoś krzyczał.
— Skąd wiesz? — zdziwiła się i szybko pożałowała swojego braku domyślności, gdy Biedronka zgromiła ją pełnym wyższości spojrzeniem.
— Bo nie spałam jak ty, popielico! Też się obudziłam. A mamusia opowiedziała mi o powstaniu klanu — pochwaliła się z taką miną, jakby osobiście wzięła udział w jego założeniu. Cała Biedronka! Rusałka zanotowała sobie w głowie, żeby przy okazji następnego zwycięstwa zelżyć siostrę jeszcze dosadniej. Ta tymczasem dodała, już bardziej ugodowym tonem: — No weź, ty mówiłaś, że ci się to przyśniło...
— Już rozumiem! — zapewniła skwapliwie, z niecierpliwością oczekując, aż Biedronka przejdzie do rzeczy. Jeszcze tego ranka siostrzyczka nie chciała jej wierzyć, kiedy mówiła o wszystkich widzianych we śnie wspaniałościach dziewiczych terytoriów klanu, o których tamta najwyraźniej usłyszała z pyszczka Pszczelej Dumy (nie pomagał fakt, że ich widok okazywał się dla obu koteczek zaskakująco trudny do opisania...), ale ostatecznie obie doszły do wniosku, że opowieść mamusi musiała dotrzeć jakoś do uszu nieświadomej tego Rusałki, czym wpłynęła także na jej senną wyobraźnię. Cokolwiek miało miejsce, sprawiło szczęśliwie, że żadna z sióstr nie straciła niczego z lekcji historii, którą mogły następnie zacząć do woli odtwarzać we wspólnej zabawie. Zdawało się jednak, że Biedronka zmierza do czegoś poważniejszego i, kto wie, może bardziej interesującego. — Ale o co chodzi?
— Słyszałaś, co powiedziała mama! To, że się z mamusią obudziłyśmy, to wszystko wina jakiegoś śmierdzącego "Krzyczącej Makreli"... — Koteczka aż tupnęła łapą, a jej oczy błysnęły groźnie, kiedy niemal wypluwała ostatnie słowo. — Kocura!
Rusałka uważnie zmierzyła wzrokiem siostrę. Jej czarno-srebrzyste futerko na grzbiecie stało nastroszone; łaciaty ogon poruszał się z lewa na prawo i z powrotem w niecierpliwym geście; pazurki lekko wysunięte, wąsy drgające co kilka chwil, spojrzenie z ukrytą w nim zapowiedzią wyrachowanej satysfakcji... Wszystko to zdawało się prowadzić kotkę do jednego słusznego wniosku.
— Chcesz go zabić? — spytała konspiracyjnym szeptem. — Ale Biedronko, kotów nie wolno zabijać w prawdziwym życiu! My nawet nie wiemy, jak on wygląda!
— Zabić go...! Żeby mnie zaraził jakąś ohydną samczą chorobą? Weź się puknij!
Rusałka zdecydowanie wolała jednak puknąć swoją siostrę, a ta nie pozostała jej dłużna. Na szczęście charakter sprawy był zbyt ważki i przepychanka wkrótce została zarzucona.
— Jest o wiele lepszy sposób — oznajmiła Biedronka nie bez pewnej dozy dumy, kiedy przylizała już nieco rozczochrane futerko. — Nie trzeba się w ogóle zbliżać do tej paskudy. Powiemy o wszystkim Mglistej Gwieździe!
Jej siostra zastanowiła się. Musiała oddać Biedronce, że to brzmiało dużo bardziej wykonalnie. Chociaż jak dotąd ledwie zdarzyło im się wyściubić nos ze żłobka, pamiętała z opowiadań mam, że liderka mieszka w wielkim sumakowym drzewie — wystarczyłoby więc szukać podobnego do tego, którego gałęzie co dzień oglądały nad swoimi głowami, tak ogromnego, jakie tylko uda się znaleźć. A właściwie zrobić to po kryjomu, niewidzianym przez nikogo, kto mógłby przeszkodzić im w tej misji; co do tego szylkretka była jednak spokojna. Nie na darmo ćwiczyły się przecież codziennie w sztuce skradania, żeby wyrządzać sobie nawzajem psikusy w najmniej niespodziewanym dla drugiej momencie.
Czy jednak musiały to robić? Biedronka wydawała się zdecydowana, a ofiara była w końcu kocurem, ale ona sama nie czuła do Krzyczącej Makreli szczególnej urazy... Zaraz przypomniała sobie jednak, z jakim wstrętem wspominała o nim Makowe Pole, i to z miejsca przekonało ją do działania. Mama na pewno będzie zadowolona, kiedy usłyszy o tym, że zatruwający jej życie kocur wyleciał z klanu. Będzie z niej dumna i bardzo ją pochwali... Dla tego warto było zignorować zasady co do opuszczania żłobka.
— Wystarczy powiedzieć, że przeszkadza naszym mamom, co nie? — odezwała się w końcu. Widząc jej gotowość do akcji, Biedronka wyszczerzyła się (nie był to jednak uśmiech przyjazny, a raczej złowrogi) i wystawiła ogon. Rusałka oplotła go swoim na znak zawartej zgody i również się usmiechnęła. — To znaczy, że nie zna swojego miejsca. Mglista Gwiazda na pewno zrozumie.
— Musi! — przytaknęła jej siostra zdecydowanie.
— W takim razie... przygotujmy się.
Zakończywszy w ten sposób swoją tajną rozmowę, siostrzyczki jak jeden mąż zabrały się za pieczołowite wylizywanie futerka. Wielki świat w żadnym wypadku nie mógł ujrzeć córek Pszczelej Dumy i Makowego Pola w stanie mniej niż zachwycającym.
— Widzę, że małe umieją zadbać o wygląd — pochwaliła je Cedrowa Rozwaga, rzuciwszy okiem na sylwetki pracujących z zapałem kociaków po tym, jak skończyła omawiać ostatnie przejawy nachalności Pylistej Burzy. Wszystkie trzy kocice spędziły chwilę, przyglądając się siostrzyczkom, zauroczone ich wysiłkami.
— Uczą się od najlepszych. — Pszczela Duma zwróciła czuły wzrok na Makowe Pole, na co ta zamruczała z zadowolenia.
— A jednak — jej szwagierka ściągnęła nieco brwi, jakby właśnie coś sobie przypomniała — ich zabawa była troszkę... dziwna. Przesłyszałam się, czy wołały coś o Czarnej Gwieździe...?
— A, to! Opowiedziałam im ostatnio o początkach Klanu Nocy... — W odpowiedzi na zdziwione spojrzenia pozostałych dwóch kotek speszona nieco Pszczela Duma poczuła się zobowiązana do dokładniejszych wyjaśnień. — Ten cały grzmot w nocy obudził też Biedroneczkę i bardzo chciała na dobranoc bajkę. Byłam zmęczona i to było pierwsze, co mi przyszło do głowy...
— Nikt cię nie ocenia, Pszczółko — zapewniła ją ukochana, podkreślając słowa uspokajającym liźnięciem. — Ale zdecydowanie trzeba im wprowadzić więcej żeńskich autorytetów. Nie możemy pozwolić, żeby wzorem siły dla naszych córeczek został jakiś stary pryk z legendy.
— Oczywiście! Ale nie martwiłabym się za bardzo — zamruczała Pszczela Duma z rozbawieniem, już bez śladu zmieszania. — Nie zdążyłam dojść wiele dalej, niż samo założenie klanu, więc mają jeszcze skrzywiony obraz, ale... Wygląda na to, że przez to uznały go nie tylko za bohatera, ale i za kotkę!
Ta rewelacja wywołała śmiechy i pochwały całego kółeczka. Naturalnie więc kotki odwróciły się raz jeszcze, aby objąć serdecznym spojrzeniem maluchy, które swoją twórczą interpretacją historii sprawiały światu taką radość.
Maluchów jednak nie było.
<Czy ktoś uratuje Makrelka?>