BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocna Tafla x Upadły Kruk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocna Tafla x Upadły Kruk. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2023

Od Tchórzliwego Upadku (Upadłego Kruka) CD. Nocnej Tafli

Leżał skulony w cieniu, w samotności na obrzeżach obozu. Dalej czuł się dziwnie. Tak jakby coś zmęczyło jego umysł, by prawidłowo funkcjonował. Świat był... inny. Głosy przytłumione. Potrzebował odpoczynku i go dostał. Nie chodził na treningi. Irga dotrzymała obietnicy.
Nie zastanawiał się jednak nad tym długo, bo zaraz co innego zwróciło jego uwagę. Nocna Tafla podeszła do niego, bez słowa siadając obok. Była jak taki rzep przyczepiony do ogona. Dalej nie zrozumiał jaki miała w tym wszystkim cel. Nie ufał jej, a mimo to kocica się nie poddawała. 
— Ktoś cię zwolnił z treningów... — zauważyła. 
Wolno uniósł wzrok na pointkę, opadając pyskiem z powrotem na łapy. Jak żałosne to musiało być, że nie miał sił, by w ogóle unieść się na łapy. 
— Irga. Zemdlałem i powiedziała, że przyda mi się odpoczynek — mruknął ociężale.
Dalej nie pamiętał co dokładnie się stało nad jeziorem. To były tylko jakieś dziwne, niezrozumiałe dla niego obrazy, które w żadnym razie nie układały się w nic sensownego. Naprawdę musiał być padnięty. Czuł się wręcz... chory. 
— To... Nie brzmi za dobrze — przyznała. 
— Mhm... — Otarł łapą oczy. — Dalej jakoś mi tak ciężko. Nie jestem w stanie wzlecieć... wciąż dotykam ziemi.
— ...O czym ty mówisz? — spytała bez ogródek, tykając go łapą w konsternacji.
Posłał jej spojrzenie spod byka, ale nie zareagował na jej szturchnięcie. Naprawdę aż tak niezrozumiale się wysławiał? Może musiał przeliterować? 
— Mówię, że jest mi ciężko wstać na łapy — powtórzył, ponieważ ten jej dziwny wzrok zaczynał go irytować. Tak jakby uważała go za jakiegoś świra. No dobra... Może nie chciał uciec z Klanu Wilka, tylko toczyć tą bezsensowną walkę z liderem, ale ta o tym nie wiedziała. Starał się maskować swoje sekrety i cele. Nie ufał byle komu. 
— Aha... — mruknęła tylko — A ta końcówka  to...?
O co jej chodziło? Jaka końcówka? Głowa już go powoli od tego pobolewała. Teraz ona wyglądała mu na taką, która nie za bardzo kontaktowała ze światem, skoro go nie rozumiała. 
— Że leże? — Zmrużył oczy. — Dziwnie się zachowujesz. Nie mówię wyraźnie?
— Dość... dziwnego zestawu słów... użyłeś... — wytłumaczyła.  
Dziwne? Sama była dziwna. Ogólnie ta cała znajomość śmierdziała mu na wiele lisich skoków. 
— Normalne słowa. Może też potrzebujesz odpoczynku? Możesz usiąść i dotrzymać mi towarzystwa, jeśli chcesz. Jak trening? — zmienił temat, bo miał dość wnikania w to w jaki sposób się wysławiał. 
— Chętnie — zgodziła się na jego propozycję. — Przeżyłam. Nie było dzisiaj tak źle.
— To dobrze. Przynajmniej jedno z nas dobrze sobie radzi w życiu. — westchnął. — Mam nadzieję... że mi szybko przejdzie ten stan. Chciałbym wejść na drzewo.
Nie wiedział czemu, ale ta myśl trzymała go od jakiegoś czasu. Uczepiła się i nie chciała odejść. Ale... Nie mógł wstać, by w ogóle zbliżyć się do pnia. Jego łapy zdawały się ważyć tonę. 
Kotka skinęła głową. 
— O czym... Dokładnie rozmawiałeś z Irgą, Łasico? Bo od czasu rozmowy z nią coś przygasłeś — spytała szeptem. 
Słysząc to imię, jego źrenicę natychmiast się rozszerzyły. Zwrócił łeb w jej stronę, przybierając niezadowolony wyraz pyska. Znów to wspomnienie go zalało. Matka... Matka, która rozrywała mu gardło. Jej słowa. Nie. Nie mógł tego znieść. 
— Nie nazywaj mnie tak — syknął, strosząc sierść. — A co do twojego pytania to nie wiem. Wyszedłem za nią, bo chciała o czymś pogadać i po drodze zemdlałem. Ocknąłem się nad jeziorem.
Wojowniczka nastroszyła futro na karku na jego ton.
— Czemu mam cię tak nie nazywać?
Czemu? Wbił wzrok w swoje łapy, znów czując ten przeraźliwy ból. Tą niemoc. Matka... Jej słowa, że ją zawiódł. Że Kania byłby lepszym wyborem... Nie. Nie chciał mieć ze swoim przodkiem nic wspólnego. Nie był Łasicą. I już nigdy nie będzie. 
— Bo nie zasługuje na to imię. Nie pasuje do mnie. Brzmi jak dla tchórza, który kryje się w norze — prychnął. — Jestem... kimś od niego lepszym. Nie zginę w hańbie jak on. — z jego gardła wydobył się warkot, jak gdyby wierzył w to co mówił. Tak. Był kimś znacznie mądrzejszym. Nie będzie żadną ofiarą, która ma zginąć, bo ktoś sobie tak wymyślił. Śmierć tchórza, przeczyła jego wartością i hańbiła jego dobre imię. 
Pointka uniosła nieco brew.
— Skąd taka... nagła zmiana? — spytała — I w takim razie jak mam cię nazywać? Bo twoje imię wojownika chyba nie przypadło ci też do gustu, co się dziwić.
— Kruk — odpowiedział natychmiast, po czym usiadł, przekrzywiając łeb. — To przez... — szukał odpowiedniego słowa. — To przez to, że nie chcę być kimś kim nie jestem. Ten ptak i ja mamy ze sobą więcej wspólnego niż łasica. On umarł tchórzliwą śmiercią. Ja nie zamierzam. Chcę tworzyć własną historię, a nie podyktowaną przez kogoś innego. Nie jestem rzeczą — warknął do kotki, tak jakby myślała inaczej niż on.
— Czemu na mnie syczysz jak nie wiem? — spytała, nieco się odsuwając — Nie mówiłeś tego wcześniej, więc skąd miałam wiedzieć? I ładne imię.
Zmrużył oczy, po czym wzruszył ramionami. 
— Zmieniłem zdanie niedawno. — odparł na to. — Nie miałem okazji się wcześniej tym podzielić. Ale nie zmieniam płci! Dalej jestem kocurem, zapamiętaj! — prychnął pod nosem.
Jeszcze mu znów przyjdzie walczyć z tymi głupimi plotkami o jego osobie. Wolał postawić sprawę jasno, by wojowniczka sobie niczego nie dopowiedziała. 
— Mhm — usłyszał jej mruknięcie, na które tylko westchnął.  
Ich relacja była popaprana, ale co się dziwić. Byli dwoma osobnymi kotami, kierującymi się innymi celami w życiu. 
— Wybacz. Nie umiem w to bycie miłym. Zostaw mnie. Będzie mi lepiej w samotności. — Odwrócił od niej łeb. 
Słyszał jak kocica wstaję, po czym cicho odchodzi. Samotność od razu go ukoiła, przynosząc sen. 

***

*jeszcze przed karą Nocnej*

Czy ten dzień mógł być inny? Mógł. Pojawienie się Nocnej Tafli go zaskoczyło, a zwłaszcza to, że ta niosła w pysku dwie piszczki. Przyszła do niego, po czym podała mu jedną z nich, następnie siadając obok, ale nie tak blisko, jak dawniej. Czyżby wyczuwała, że wcale nie byli przyjaciółmi i dalej ją traktował jak kogoś podejrzanego?
Spojrzał na nią kątem oka, a następnie zwrócił spojrzenie na posiłek.
— Czemu tak się troszczysz? — zapytał się jej, ponieważ dalej nie potrafił przejrzeć jej motywów.
Dlaczego to robiła? Co ją pchało do tego typu gestów? 

<Noc?>

09 stycznia 2023

Od Nocnej Tafli CD. Tchórzliwego Upadku

*jakiś czas temu, przed karą i przed rozmową z Mrocznym* 
- Na pewno. Dzięki za troskę, ale nie jest mi potrzebna. To nic czego nie udźwignę - zapewnił. - Czemu tak w ogóle mnie szukałaś?
- Bo zniknąłeś na długo. Zmartwiłam się - odparła. Czy było to jednak zmartwienie o jego osobę? Nie do końca. Nocna Tafla czuła sympatię do Tchórzliwego Upadku. Ale jednocześnie za kontaktami z nim stała bardziej egoistyczna zachcianka. Wolała mieć sprzymierzeńca, nawet najsłabszego, któremu musiała chronić tyłek, niż nie mieć żadnego. - Nie wiadomo, co mogliby ci zrobić, gdyby odciągnęli cię na ubocze.
- Raczej mnie nie zabiją. Straciliby siłę roboczą, która odwala za nich czarną robotę. Jedynie Sosna stanowi zagrożenie, bo jest nieobliczalna i wątpię czy by uszanowała jakiś zakaz lidera - mruknął.
Tchórz miał racje, ale i tak wolała tak szybko nie tracić sojusznika. Skinęła głową, po czym przybrała pozycję bochenkową.
- Nadal chcesz uciec z klanu? - zawahał się mówiąc te słowa cicho na jej ucho.
- Może… ale coraz bardziej przeszkadza mi to, że musiałabym cię zostawić - wyszeptała, wbijając spojrzenie we własne łapy. Czy mówiła prawdę? Trochę tak, trochę nie. Jeśli będzie musiała uciec, to może uciec bez niego. Ale oczywiście fajnie by było mieć z kim zwiać. - No chyba że...chciałbyś zwiać ze mną - dodała jeszcze ciszej, proponując to Tchórzliwemu Upadkowi.
Poza Klanem Wilka mogłaby zacząć mu ufać w pełni. A że Tchórz wydawał się spoko, to czemu nie?
- Nie mogę uciec. Nawet gdybym bardzo chciał, nie mogę - powiedział, kładąc się przy niej. - Nie zrozumiesz...
Jego odpowiedź zaciekawiła ją.
- Czemu nie zrozumiem? - spytała, przysuwając się do niego.
- Bo nie jesteś mną. Dla ciebie to wszystko łatwe. Rzucić to wszystko i pozostawić za sobą.
- A czemu ty nie możesz? Masz tutaj po co zostawać? Traktują cię jak śmiecia - powiedziała do niego cicho - Masz kogoś bliskiego w tym klanie? - zapytała. - Ja miałam tylko Świetlikową Łapę.
Dalej ciepło wspominała swą uczennicę. Przeklęte bobry…
- Jestem świadom jak mnie traktują. Żyje jednak nie po to, by decydować o swoim losie. Muszę tu być i nie pytaj dlaczego, bo nie powiem ci i tak. - mruknął ponuro.
Ten sekret był dziwny. Nie podobało jej się to, że Tchórzliwy tak ryzykował, zostając w tym popapranym miejscu. Bo to świadczyło o tym, że mógł ukrywać przed nią coś ważnego, co mogłoby zmienić jej podejście do niego.
- W takim razie… ja też zostanę.
Czy mówiła prawdę? Sama nie do końca wiedziała, ale raczej to było kłamstwo. Bo by ratować własną skórę, była gotowa wiele zaryzykować.
- I tak by ci się nie udało ominąć patroli na granicy, by naprawdę stąd uciec - stwierdził sucho. - To już jest więzienie, a nie klan.
- Właściwie… miałam pewien pomysł… ale nie ważne - wyszeptała.
- Jaki? - zaciekawił się. - Zaskocz mnie.
- Patroli nie ma w nocy - powiedziała mu tak cicho, jak się tylko dało - A strażnik jest każdy na jedną noc. Starczy poczekać, aż mnie wybiorą - odparła cicho.
Czy dobrze robiła, że mu o tym mówiła? Niby nie miał powodów by ją zdradzić i by to mogło mu wręcz zaszkodzić, bo nie miałby kto go bronić przed Sosnową Igłą, ale nigdy nic nie wiadomo.
- Rzeczywiście mądre - przyznał, przysuwając się do niej. - I dokąd byś poszła, gdyby ci się to udało? Miałaś już coś na oku?
- Na jakiś czas pewnie zostałabym samotnikiem, a potem...może do Klanu Burzy albo Owocowego Lasu? Sama nie wiem. - powiedziała cicho.
- Założyłabyś rodzinę i żyła szczęśliwie... - mruknął wyobrażając sobie tą wizję, z którą dzieliła się z nim kotka. - Nie jesteś taka zła jak myślałem, że będziesz, wiesz? Całkiem cwana z ciebie bestia - pochwalił ją.
Skinęła głową, uśmiechając się lekko.
- Czy ktoś jeszcze wiedział o tym co planowałaś? Może jest więcej kotów, które są za naszą sprawą? Wiesz coś o tym?
- Nikomu poza tobą o niczym takim nie wspominam, nie chcę w końcu wylądować na dywaniku Mrocznej Gwiazdy - mruknęła cicho. - Niestety, tylko Różana Łapa czasem coś przebąkuje na Mrocznego, z tego co słyszałam. I podobno Astrowemu Migotowi nie podoba się jego imię, ale to chyba pomniejsza sprawa. Poza tym pewnie reszta jest też skryta - wyszeptała.
- Mhm... - czekoladowy wydał z siebie pomruk - Gdybyś dowiedziała się o kimś jeszcze, powiesz mi? Warto szukać sojuszników w tych czasach.
- Tak, jakby co to powiem ci. I też sądzę, że warto - cicho miauknęła.
- A co byś zrobiła, gdybyś miała dużo sojuszników? - zapytał, kładąc łeb na swoich łapach zamyślony.
Przybliżyła się, po czym wyszeptała mu do ucha:
- Zrobiłabym rewolucję przeciw mojemu braciszkowi i dała mu ostro popalić.
- Mówisz? - prychnął, uśmiechając się lekko. - W jaki sposób popalić? Wrzuciłabyś go do dołu i torturowała?
- Przez jakiś czas tak, a potem zabiła, żeby na pewno nie udało mu się jakimś cudem uwolnić - powiedziała cicho, kładąc łeb na łapach.
Nie planowała tortur, ale by bardziej zachęcić do siebie Tchórzliwego, mogła dodać to do swego planu „co gdyby…”.
- Masz może jakiś... głębszy plan pod tym względem, czy mówisz to tak o? – dopytywał.
- Na tortury pomysłu dokładnego nie mam - odpowiedziała.
- Chodzi mi o to jak wepchać go do dziury i uwięzić. Ma wielu sojuszników. Byłoby trudno to zrobić bez planu.
- Prawda. Ale coś bym na pewno wymyśliła - odparła cicho.
- Brat musiał dać ci ostro w kość skoro go tak nie cierpisz. A co myślisz o Irdze? Wiesz, że są parą?
- Wiem, że są parą. Nie mam jakiejś rozbudowanej opinii na jej temat...ale na pewno jest piekielnie inteligentna. - mruknęła.
Łasica lubił ją wypytywać o jej zdanie na różne tematy. Ale ilość jego odpowiedzi na jej pytania nie równały się z tymi jej, co nie podobało się Nocnej.
- Mhm… Coś o tym wiem... Powiedz mi... Znałaś moją matkę? Wiesz jak trafiła do Klanu Wilka?
No to ją zaskoczył. Czemu pytał o własną matkę? Chciał znać jej opinię, by się przekonać, jak wiele mieli wspólnego? A może z jakiegoś innego powodu.
- Słyszałam, że mój brat był w pewnym patrolu. Podobno była wtedy walka z jakimiś samotnikami i jednego on zabił. A potem dołączyli do klanu twoi rodzice. - miauknęła - Nie znałam za dobrze, ale wiem, że nie lubiła Mrocznej Gwiazdy i teraz chętnie uścisnęłabym jej łapę. – wyszeptała zgodnie z prawdą.
- Mówiła ci, dlaczego zdecydowała się na ciąże? - dopytywał dalej.
- Nie rozmawiałam z nią za bardzo - zaczęła - jak już mówiłam, znałam ją głównie z widzenia i tego, co mówili inni i własnych obserwacji – powiedziała - nie wiem, może jakaś wymiana zdań kiedyś się odbyła, ale nie była na pewno to jakaś rozmowa, która zapadłaby mi w pamięć - mruknęła.
- Mhm... a z twojego punktu widzenia była złą matką? Wiem, że nie masz doświadczenia w tych sprawach, ale mnie to ciekawi.
Te pytania robiły się coraz dziwne, ale w temacie Ości nie musiała nic a nic kłamać, ani nie miała nic do ukrycia.
- Raczej wydawało mi się, że o was dbała...więc nie. Chyba nie była złą matką. Ale mnie nie wychowywała, więc co ja tam mogę wiedzieć?
- Irga twierdzi, że mnie nigdy nie kochała - wyznał jej, siadając pod jakimś drzewem.
Spojrzała na niego.
- A więc to dlatego wyglądasz jak zbity pies - miauknęła, bo nareszcie jego stan i te pytania miały jakąś rację bytu. Delikatnie objęła go ogonem. - Nie słuchaj jej. Żadnego z nich. Chcą cię złamać, wiesz to. - dodała cicho. Czekoladowy wzdrygnął się nieznacznie na ten gest. Posłał jej spojrzenie spod przymrużonych oczu.
- Kazała mi obserwować kocięta w żłobku. Bym zobaczył jak traktują swoje dzieci "prawdziwe" matki. Dostrzegłem różnicę. Mojej nigdy nie było przy mnie. Ojciec się mną zajmował, bo było to wywyższanie kotek ponad innych, więc sądziłem, że wiesz coś więcej, co wtedy robiła.
- Niestety. - odparła - Ale to były takie czasy, chyba nie jej wina - dodała.
- Czyli to była wina Bezzębnego Robala?
- No chyba - miauknęła.
- Wiśniowy Świt jakoś nie zostawiła swoich córek i nie kazała ojcu ich wychowywać - zauważył.
- A czy to że Ości nie było tak często, jak ojca, sprawia, że była złą matką z twojego punktu widzenia? - spytała. - Chyba nie było jej też rzadko - dodała.
- Pamiętam, że przychodziła nas nakarmić. Opowiadała historię o wujku i tym dlaczego go nie było wraz z nami. Potem mówiła, że musi wracać do pracy. I w sumie... To tyle... To się powtarzało. Sądziłem, że to normalne zachowanie, a raczej... chciałem się oszukiwać. A co jeśli naprawdę jestem tylko narzędziem? Co jeśli, nie przejęłaby się moją śmiercią?
- Wtedy byłaby złą matką. Ale tego nie wiemy, przecież nie żyje - mruknęła.
- Właśnie... właśnie, że żyję. Ujawniła się na zgromadzeniu Mrocznej Gwieździe. Dlatego jego psy zaczęły węszyć, myśleli, że się z nią spotykam.
Zaraz…to Ość żyła? Rozwarła swe morskie oczy, po czym zamrugała.
- Serio? - spytała zdziwiona.
- Tak. - odparł sucho. - Jakimś cudem przeżyła.
Zamilkła na chwilę.
- Masz wątpliwości, czy to dobrze?
- Nie. Cieszę się, że żyję. Mam wątpliwości... Czy jej na mnie zależy.
- Skoro ty tego nie wiesz, to ja nie znam na to odpowiedzi tym bardziej. Ale nie daj się zmanipulować Irdze. Wyciągaj własne wnioski - miauknęła tylko.
- Mhm... Wiem to. Wiem co robi. Jest w tym dobra. Przeraża mnie.
Nadstawiła ucha.
- Mhm. - mruknęła tylko, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- A ty jesteś do kitu w pocieszaniu - stwierdził mierząc ją ostrym spojrzeniem.
To on chciał pocieszania czy odpowiedzi na pytania?
Na to tylko zdjęła ogon, po czym wstała.
- Okłamywać cię nie będę, bo wiele rzeczy nie wiem. - miauknęła, odchodząc.
<Łasico?>

27 grudnia 2022

Od Tchórzliwego Upadku (Upadłego Kruka) cd Nocnej Tafli

Nie rozumiał jej. Była... dziwna, a przez to podejrzana. Czy naprawdę była do niego pozytywnie nastawiona? Jakoś nie chciał w to wierzyć. No bo jak to? Siostra Mrocznej Gwiazdy? Wielkiego tyrana i mordercy miała się z nim zaprzyjaźnić tak z własnej woli?
- Powiedz mi... Ty naprawdę mnie lubisz? W sensie... tak na serio? - zapytał, chcąc dowiedzieć się wprost, co na ten temat sądziła. Wiedział, że musiał wziąć jej słowa z dużym dystansem. Mogła zawsze mu wcisnąć kit, aby tylko do niego się bardziej zbliżyć. 
- No, a coś ty myślał - spytała, delikatnie dając mu kuksańca.
- Nic - mruknął pod nosem. Nie powinien mówić kotce, że podejrzewa ją o to, że była podstawiona, by się do niego zbliżyć na rozkaz Mrocznej Gwiazdy. - Lepiej zapolujmy i wracajmy do obozu, dobrze?
- Dobrze - zgodziła się z nim, po czym ruszyli na polowanie.

*** 

Gapił się pusto w swoje łapy, wyglądając żałośnie z tak przygarbionym ciałem. Dalej przeżywał spotkanie z zastępczynią, które przybrało dziwny obrót. Stracił przez to wszystko apetyt. Wszystko poszło nie tak! Irgowy Nektar wiedziała o jego planach. Nie miał pojęcia jak. Domyśliła się? Szczwana z niej była bestia. Musiał się jej pozbyć w pierwszej kolejności. Nie widział innego wyjścia. Przecież starał się wyglądać jak najmniej podejrzanie! Nie zamierzał jednak się poddawać. Jeszcze ją zwiedzie i nabije się na gałąź, gdzie zdechnie w męczarniach, złota szmata. 
- Co się stało? - wyszeptała ze zmartwieniem w głosie Nocna Tafla, siadając obok niego. 
O nie... Wysłali swojego szpiega. No świetnie. Czy powinien kazać jej spadać? Jak miał dalej zachowywać się przy pointce? Czy ten plan matki miał jeszcze jakiś sens? 
- Nic... - burknął pod nosem, cały spięty. - Tylko Sosna znów uprzykrza mi życie. - skłamał, unosząc powoli zmęczony wzrok na kocice. - Gdzie byłaś? - starał się zmienić temat, byle tylko nie gadać o nim.
- Szukałam cię - wyjaśniła. - Na pewno to tylko Sosna? - spytała - Bo nie widziałam cię jeszcze aż tak przybitego.
Szukała go. Kolejny dowód na to, że był pod obserwacją. Nocna Tafla nigdy nie zostawiała go samego. Było to irytujące. Strasznie mu wadziła i plątała pod łapami niczym zagubione kocię. Całkiem niezła sztuczka, ale nie zamierzał się na nią nabrać. 
- Na pewno. Dzięki za troskę, ale nie jest mi potrzebna. To nic czego nie udźwignę - zapewnił. - Czemu tak w ogóle mnie szukałaś?
- Bo zniknąłeś na długo. Zmartwiłam się - odparła. - Nie wiadomo, co mogliby ci zrobić, gdyby odciągnęli cię na ubocze.
Zmartwienie... Sztuczne czy prawdziwe? Ciężko było stwierdzić. Wojowniczka dobrze grała uczucia. Musiał w jakiś sposób dowiedzieć się, czy nie była podstawiona. Tylko... To wymagało kolejnego planowania i odstawienia tego co miał zrobić na dalszy plan. Eh... Nie mogli mu ułatwić tej sprawy. Musieli mącić. 
- Raczej mnie nie zabiją. Straciliby siłę roboczą, która odwala za nich czarną robotę. Jedynie Sosnowa Igła stanowi zagrożenie, bo jest nieobliczalna i wątpię czy by uszanowała jakiś zakaz lidera - mruknął.

<Nocna Taflo?>

23 grudnia 2022

Od Nocnej Tafli CD Tchórzliwego Upadku

Niedawno po powrocie ze zgromadzenia, odbyło się krwiste show, zafundowane przez jej brata. Kolejny pokaz niepotrzebnej, nieuzasadnionej brutalności i dominacji nad klanem. Sosnowa Igła zbiła Cienistą Łapę, obecnie Ruinę, tak, że aż krew się lała. Do tego wnuczka Irgi musiała powiedzieć, że jest wstydem, co było bardzo upokarzające. Tym bardziej Nocna Tafla utwierdziła się w fakcie, że nie chce tak skończyć i że najchętniej by uciekła z tego cyrku. Oby chociaż Irgowy Nektar zabolało, że jej wnuczka stała się taką hańbą. Chociaż pewnie jako partnerka jej brata podzielała jego zdanie. Przed chwilą odbył się też ambaras z Przebiśniegową Łapą. Jej brat wygnał kolejnego kota po Słowiczej Łapie, najwyraźniej to też było na jego liście ulubionych rzeczy do robienia, ale i tak Przebiśnieg nie skończył najgorzej. Oby duchy nie pozwoliły mu zostać zjedzonym w pierwszą noc przez jego częściową ślepotę.
Teraz szła za Tchórzliwym Upadkiem, który po tym przedstawieniu z pointem wychodził z obozu. Postanowiła mu towarzyszyć, by z nim pogadać w bardziej odosobnionym miejscu, czyli poza obozem, a także by na pewno kultyści się do niego nie przyczepili o to, że wychodzi sam, tak na wszelki wypadek.
Cicho szła za Łasicą, a gdy oddalili się wystarczająco od obozu, a kotka rozejrzała się po terenie uważnie, zrównała z nim krok.
- Kolejny pokaz terroru mojego braciszka, super - miauknęła nieco cicho, kopiąc jakiś patyk. - Mam dość tego cyrku - mruknęła.
- Mhm... - mruknął pod nosem, ewidentnie nie w humorze. Czekoladowy cały był spięty. Najwyraźniej groźba tego, co mógł mu zrobić lider, jeśli odkryje to co Tchórzliwy o nim sądził, dała o sobie znać w jego myślach. - Lepiej uważaj na słowa. Jego psy są wszędzie i mają długie uszy.
Tchórzliwy Upadek miał rację. Choć starała się rozmawiać o newralgicznych rzeczach cicho, nie mogła mieć pewności, że nie są obserwowani. Rozejrzała się więc, aby upewnić się, że nikogo nie ma. Gdy nie wykryła niczyjej obecności z powrotem odwróciła głowę ku Łasicy.
- Wiem. Dlatego zawsze rozmawiamy cicho. - mruknęła, jeszcze raz skanując wzrokiem teren.
- Patrząc w taki sposób zachowujesz się podejrzanie, wiesz? - upomniał ją wzdychając głośno. - Nie rozgląda się. Udajesz, że nie widzisz, gdy ktoś patrzy i idziesz dalej.
- Jesteśmy sami w lesie, nikogo tu nie ma – miauknęła. Wiedziała, że zachowuje się nieco podejrzanie, ale jeśli ktoś ich śledził, warto było się rozejrzeć.
- Możliwe, że nie. Ale czy masz pewność? Zawsze ktoś może kryć się przed naszym wzrokiem. Dużo tu kryjówek. Tylko otwarta, niezalesiona przestrzeń jest bezpieczną strefą - wyjaśnił, idąc dalej przed siebie.
- W sumie racja - wyszeptała. W Klanie Burzy to mieli dobrze. Jej towarzysz szedł w ciszy, nie komentując jej słów. Stanął w pewnej chwili słysząc pękającą gałązkę. Zwrócił łeb w tamtą stronę. Ona zrobiła to samo, gdyż zaniepokoiło ją to.
- Słyszałaś?
- Tak - szepnęła ledwie słyszalnie, a jej czujność wzmogła się tym bardziej. Stała tak w bezruchu, próbując wyłapać jakiś dźwięk. Wtem usłyszała szmer i nawet nim odwróciła głowę już wiedziała, że ktoś jest za nimi.
- Nie w te stronę - zażartowała Sosna. Ona jak i Łasica odwrócili się do burej z kamiennym wyrazem pyska.
Czyli najwyraźniej Tchórzliwy Upadek miał nosa.
- Co tu robisz? - zapytał.
A czy to nie było oczywiste? Pewnie znowu chciała im dopiec, a szczególnie jemu.
- Mogę zapytać was o to samo. Randka? – Kotka zmierzyła Nocną wzrokiem.
- A co? Zazdrosna jesteś? - spytała dość poważnym tonem.
Nie podobało jej się to, że cętkowana tak często czepiała się wszystkiego, co tylko związane z Tchórzliwym Upadkiem i nie tylko. Ze wszystkich z bandy Omena musiała przyznać, ta osobniczka była najbardziej irytująca.
- Niby o co? Nie kręcą mnie szczyle - prychnęła, mierząc ich wzrokiem. - Nocna Taflo, nie wtrącaj się w rzeczy, które cię nie dotyczą. Wracaj do obozu - poleciła jej.
Najpierw ją obraża, pytając o randkę, a teraz mówi, że ją to nie dotyczy i żeby wracała do obozu, rozkazując jej to, jakby była panią świata? O nie nie, Nocna nie miała zamiaru tak po prostu odejść.
- Nie - miauknęła. - Nie jestem ci podległa. Jesteśmy na równej randze, a ja wyszłam z Tchórzliwym Upadkiem. To ty wracaj do obozu, bo nie ufam, że zostawisz go w jednym kawałku.
Bura w odpowiedzi syknęła na nią wrogo, co było dość przewidywalne. W jej oczach pojawiły się złe iskry.
- Nie martw się tak o niego. Nie należy do ciebie i nie ty decydujesz o jego losie. - powiedziała co wiedziała. - Szukacie Przebiśniegowej Łapy? - Wbiła w niego wzrok.
- Nie - odpowiedział zgodnie z prawdą Łasica. - Mam pod ogonem twojego ucznia. Nie nadajesz się na matkę i najwidoczniej też na mentorkę, skoro nie potrafisz nauczyć jednego kota polować.
- O ty smarkaczu! - Zacisnęła zęby. - Szkoliłam twojego ojca!
- I umarł - zauważył, co podniosło jej ciśnienie. Nocnej aż chciało się z tego śmiać, choć zachowywała powagę. No to nieźle odwrócił sytuację, nie ma co.
Sosna jak zwykle nie powstrzymała swej furii, z warkotem rzucając się na syna Ostu, lecz ten szybko umknął za pointkę, ratując tak swoją skórę .
- Sosnowa Igło. - miauknęła z powagą - Ty też nie masz prawa decydować o jego losie, a tym bardziej używać go jako swojej zabawki do gryzienia. - miauknęła, unosząc łeb wyżej i prostując się bardziej, ukazując swą muskulaturę. - Odsuń się. Masz obsesję. - miauknęła.
- Mam takie prawo. Jest w końcu śmieciem, którego zostawiła jego matka. Tylko sprzątam - syknęła pod nosem bura - To żadna obsesja. Powinnaś zauważyć, że to zdradziecka krew. Broniąc go upadasz nisko. Powinnaś stanąć po naszej stronie – bura również uniosła wyżej łeb, by górować nad kocicą.
- Jest wojownikiem twojego klanu. - miauknęła hardo Nocna Tafla, stawiając krok do przodu - Może i stoi najniżej w wojowniczej hierarchii, ale ty nie masz prawa osłabiać jednostki z powodu twojego widzimisie, bo z jednostek składa się klan. - miauknęła. - I czy po naszej stronie, ma znaczyć po TWOJEJ stronie? No bo jakoś nie słyszałam, by Mroczna Gwiazda lub Irgowy Nektar kazali ci bić Tchórzliwego Upadka gdy tylko go zobaczysz. - miauknęła.
- Jesteś pewna? Twój "przyjaciel" wie co mam na myśli, prawda? - rzuciła widząc jego wzrok.
Na to zdziwiła się nieco, ale tego nie okazała. Nie mogła ufać Sośnie, że nie mówi prawdy tylko po to, by móc zlać syna Ości. Ale jej słowa zaiście były ciekawe.
- O niczym nie wiem – rzekł Łasica.
Cętkowana wojowniczka wciągnęła wściekle powietrze. Nocna Tafla, już widziała, jak się w niej gotuje, ale była na to gotowa. To chyba była stała cecha Sosny, że lubiła innym dokuczać, a potem, gdy ci nie dawali jej robić co tylko jej się żywnie podobało, żyłka jej pękała.
- A ty co? Jego matka, że go bronisz? - syknęła do czarnej - Jest dorosły. Niech sam sobie radzi z problemami, a nie chronisz mu tyłek wronia strawo!
- A może. - rzekła - Sama powiedziałaś, że jego matki już nie ma, bo nie żyje. - miauknęła. - ja tylko dbam o to, żeby ten twój wieczny szał jakbyś została ugryziona przez wściekłą wiewiórkę, nie był powodem do stopniowego osłabiania Klanu Wilka. - miauknęła.
- Że co takiego?! Ja osłabiam klan? Spójrz na siebie wywłoko! Miernota, która ledwo daje radę z obowiązkami, bo zaraz pada na ryj! - syknęła, a z jej pyska zaczęła lecieć piana. Ha. Nie była bardziej zmęczona, niż inni wojownicy. Jak widać, Sośnie chyba kończyły się argumenty, co było zdaniem pointki jej samej i Tchórzliwemu Upadkowi na korzyść.
- To siostra lidera, więc uważaj - zwrócił się do burej niespodziewanie czekoladowy, od razu zwracając na siebie uwagę wojowniczki.
- Ha! Jakby go obchodził ten szczur! Nie widziałam byś z nim rozmawiała jak z kimś bliskim. Może dlatego zadajesz się z ta wronią strawą? - Wskazała na niego ogonem. - Knujecie spisek?
- A na co mi spisek? - spytała - Podważ jeszcze raz moją lojalność, to pójdę z tym do Irgowego Nektaru. Nie będziesz mnie bezpodstawnie obrażać.
Co jak co, ale nie miała zamiaru pozwolić Sosnowej Igle tak po prostu zrujnować jej reputacji w oczach Omena. Prawda, nie miała z nim większej relacji. Ale to oznaczało, że nie była ona ani dobra, ani zła w jego oczach. I wolała nie stać się w jego mniemaniu wrogiem, bo to mogłoby się źle dla niej skończyć.
- Myślisz, że Irga coś mi zrobi? - Uniosła brew. - Mi bardziej ufa niż waszej dwójce. Ale proszę bardzo. Leć się poskarż. - Uniosła wyżej łeb, po czym ich minęła, dając pointce ogonem po pysku.
Nie odezwała się, znosząc to z godnością. Spojrzała jeszcze przez ramię, patrząc na to, jak Sosnowa Igła odchodzi. Usłyszała, jak jej towarzysz odetchnął z ulgą. - Okropna jest - mruknął pod nosem, kierując kroki dalej przed siebie. - Szkoda, że nie da się z nią coś zrobić.
- Racja – mruknęła w odpowiedzi Nocna Tafla.
<Łasico?> 

16 grudnia 2022

Od Tchórzliwego Upadku cd Nocnej Tafli

— Hej — mruknął równie bez życia. Wszystko go bolało. Czuł się tak, jakby ktoś go skopał. Musiał jednak wytrzymać. Oczy mu się wręcz kleiły. Zjadł szybko posiłek w kilku kęsach, oblizując pysk. Przyjemne ciepło od razu rozlało się po jego ciele. O tak... Tego potrzebował. Jeszcze tylko sen i będzie powtórnie przeżywał to piekło. 
Kocica leżała bez życia obok niego, co też zauważył. Zdziwił się, bo nie przypuszczał, by brat ją cisnął. To on odwalał większość brudnej roboty, nie mając nawet czasu, by gdzieś usiąść i odsapnąć. 
— Co taka padnięta? — zapytał, starając się przejrzeć jej sylwetkę, mając nadzieję dostrzec, że to wszystko było udawane. Nie było. Wojowniczka naprawdę zdawała się wyczerpana.
— Rano zaczepił mnie Mroczna Gwiazda i powiedział, żebym po ćwiczeniach poszła na patrol łowiecki. Byłam jeszcze na innym polowaniu więc teraz padam — wyjaśniła. 
No ciekawe... Czyli w końcu brat się do niej odezwał? Sądził, że ze sobą nie rozmawiali. Dalej zachowywał czujność, zapamiętując każde słowo, które wychodziło z jej pyska. Może i ostatnio ich relacja się polepszyła, ponieważ kocica wiele razy pomagała mu w obowiązkach, ale było to aż zbyt podejrzane, by mógł zaakceptować, że pointka była z nim szczera. Musiał odkryć o co naprawdę jej chodziło, dlatego też zamierzał dalej ciągnąć tą znajomość, by przekonać się na własnej skórze, czy miał do czynienia z przyjacielem czy też wrogiem. 
— Też padam. — westchnął ciężko. — Ale nie mogę się poddać. Gadałem z liderem, wiesz co mi powiedział? — prychnął pod nosem na samo to wspomnienie. — Że zasługuje na cierpienie i w żadnym wypadku nie ogarnie swoich psów. Muszę przyzwyczaić się do tej niesprawiedliwości. To już Różana Łapa nie jest przez niego tak piętnowana jak ja. — podzielił się z nią tymi słowami, by zobaczyć jej reakcję. 
Nocna Tafla nieco uniosła głowę.
— Jak będziemy razem siedzieć, to mogą ci zrobić mniej. — zasugerowała. — Już na Sosnowej widać nieco efekty. 
Oho... Kolejny sygnał. To była troska czy może co innego? Chciała go od siebie uzależnić? Może chodziło o zdobycie zaufania? Mogło to być prawdopodobne. W zasadzie... Akurat to mu nie przeszkadzało, bo rzeczywiście, gdy siedział z morskooką Sosnowa Igła trzymała dystans, łypiąc na niego tylko wrogim okiem.
— Prawda... Sosna nie lubi szczekać przy kimś, kto może mnie bronić i się nie zgadzać z jej punktem widzenia — Wibrysy mu zadrgały. — Doceniam twoje towarzystwo pod tym względem. — Wojowniczka uśmiechnęła się w odpowiedzi, po czym wydała z siebie pomruk zadowolenia. Wyłapał to i zapamiętał. — W zasadzie... Rozmawiasz z bratem? Mówił ci coś ciekawego? — zadał dość niewinne pytanie, aby wybadać sprawę, jak bardzo blisko kocica z nim była.
— Rzadko z nim rozmawiam. Ostatnia nasza rozmowa przed tą dzisiejszą była... wiele księżyców temu. Ale nie traktował mnie ani trochę jak siostrę. Bardziej jak zwykłego wojownika, z którym go nic nie łączy. A już na pewno nie więzy krwi — mruknęła na chwilę się zamyślając. — Mówił niewiele... tylko zauważył, że, cytuje "czemu tyle kotek ma obsesję na punkcie wylizywania swojego futra" i do innych rzeczy też się nieco doczepiał. Ogólnie, typowy on, czyli pokazuje swoją wyższość — mruknęła cicho, tak żeby tylko on ją usłyszał. Mądre posunięcie. Nikt nie powinien słyszeć o czym rozmawiali. Nawet jeśli wojownicy byli od nich dość daleko i nie mieli szans podsłuchać ich słów, to ostrożności nigdy za wiele. 
— Rozumiem... — westchnął ciężko. Nie dowiedział się nadal nic a nic. Nocna Tafla była bezużyteczna w tej sprawie. — To dobrze, że cię nie zaczepia. Powiedziałabyś mi jednak, gdyby mnie z kimś obgadywał? — zapytał, chcąc wiedzieć czy mógł liczyć na to z jej strony.
— Oczywiście. Jeśli tylko o czymś takim się dowiem, powiadomię cię. Mam nadzieję, że na ciebie też mogę liczyć, jakby co — dodała, po czym przymknęła oczy i zapadła w sen, i to nie w legowisku wojowników, a w kącie obozu.
Spojrzał na to zaskoczony, gdy ta tak po prostu usnęła. Rzeczywiście była padnięta. No nic. Nic jej się nie stanie jak tu trochę pośpi. Obóz był bezpiecznym miejscem, a było ciepło na zewnątrz. Sam jednak skierował się do legowiska wojowników, nie mając zamiaru zasnąć poza bezpiecznym gąszczem krzewów. Naraziłby się tak na jakiś nieśmieszny żart Sosnowej Igły lub innego idioty. Ułożył się na swoim mchu, po czym odpłynął w sen.

***

Był zaspany i kleił się do boku Oszronionego Słońca, który widząc to uniósł brew. Szturchnął go, wybudzając i posyłając mu naganne spojrzenie. Ugh... Poranne wstawanie nie było jego pasją. Ze zwieszonym łbem czekał na mistrza, czując jak znów zaczyna przysypiać. Ewidentnie potrzebował wolnego. Nie dostałby go jednak, nieważne jak bardzo by umierał. To był ich sposób na złamanie w nim ducha walki. Nie mógł do tego dopuścić. 
Słysząc głos do wymarszu, wstał ciężko i udał się za resztą ze zwieszonym łbem. Wpadł przez to na pointke, nie zauważając jej przez zamazany wzrok. 
— Uh... Nocna Taflo, to ty?
— Tak. Też jesteś wypompowany z energii? — spytała.
— Mhm... Miałem w nocy... nieciekawe spotkanie — ziewnął, przypominając sobie jak został zaciągnięty przez Sosnową Igłę, wręcz siłą, na ubocze. 
— Jakie spotkanie? — zdziwiła się. 
— Sosna wyciągnęła mnie wieczorem na musztrę z Trójoką Wroną. Padam na pysk. — jęknął.
Wolał zapomnieć o tym wszystkim. Kocica była wariatką. Nienormalną i chorą. Na dodatek zadawała mu pytania, na które nie dostała odpowiedzi, przez co podsycił tylko jej gniew. Nie żałował jednak tego. Nie zamierzał z nią gadać, a zwłaszcza na tematy, które brzmiały dla niego dość niekomfortowo. 
Zdziwiona spojrzała na niego.
— Na Duchy... — mruknęła tylko. — Możemy walczyć razem. Też jestem padnięta, więc szanse będą dość wyrównane.
— Dobra. Ale nie pozwól, by ktoś się pomiędzy nas wepchnął jak wtedy — przypomniał jej o ostatniej sytuacji.
Skinęła mu głową.
Gdy dotarli na miejsce i Chłód wydał już tak dobrze znany im rozkaz, ustawiła się naprzeciw niego.

***

Gdy Przebiśniegowa Łapa został wygnany, a większość kotów się rozeszła, nie wytrzymał i po prostu opuścił obóz. Nie potrafił wyjaśnić dlaczego, ale czuł ogromną potrzebę, aby wyjść stąd natychmiast. 
Słyszał za sobą kroki. Domyślił się, że to była pointka, która przyczepiła się do niego jak rzep do ogona. Szła za nim w ciszy... Tak jakby była jego cieniem, który miał zadanie go śledzić. Myśl, że naprawdę pracowała dla lidera, coraz częściej kołatała mu się w głowie. Nigdy nie był sam. Tak jakby bali się, że pójdzie spotkać się z matką i zdradzi ich sekrety. Gdy oddalili się wystarczająco od obozu, a kotka rozejrzała się po terenie uważnie, zrównała z nim krok.
— Kolejny pokaz terroru mojego braciszka, super — miauknęła nieco cicho, kopiąc jakiś patyk. — Mam tego dość.
— Mhm... — mruknął pod nosem, ewidentnie nie w humorze. Był cały spięty, chociaż to co się stało nie powinno go ruszać. Wręcz cieszył się, że bachor Stokrotki dostał za swoje, a ślepy point tak uprzykrzył życie Sośnie, że ją szlak trafił. Co innego jednak powodowało w nim te dziwne obawy... Lider. Lider, który coraz bardziej go niepokoił tymi swoimi rozmowami, które ucinał z nim od czasu do czasu, a który pokazał mu swoim werdyktem jaką władze dzierżył. Nikt mu się nie sprzeciwił. Czuł strach wilczaków, ale i też chorą satysfakcję poniektórych z nich. Sycili się cierpieniem niczym żądne krwi bestie. Mroczna Gwiazda zmienił Klan Wilka nie do poznania. 
— Lepiej uważaj na słowa. Jego psy są wszędzie i mają długie uszy — przestrzegł kocicę. Odważne słowa jak na nią. Mówiła szczerze, czy to była kolejna próba na przebicie się przez jego obronę? Jeżeli sądziła, że jej przytaknie, to się myliła. Nie mógł pozwolić sobie na błąd zwłaszcza, że Nocna Tafla wciąż była dla niego bardzo podejrzana. 
Pointka rozejrzała się, ale nie zauważyła nikogo, więc z powrotem odwróciła głowę ku niemu.
— Wiem. Dlatego zawsze rozmawiamy cicho. — Jeszcze raz przeskanowała wzrokiem teren.
— Patrząc w taki sposób zachowujesz się podejrzanie, wiesz? — upomniał ją wzdychając głośno. — Nie rozgląda się. Udajesz, że nie widzisz, gdy ktoś patrzy i idziesz dalej. 
Nie była zbyt mądra. To już zauważył. Nie rozumiała co przeżywał każdego dnia, jak musiał zręcznie lawirować, by nie wpaść w pułapkę, która mogła pozbawić go głowy. Gdyby jednak co do niej się mylił i była z nim szczera, to obawiał się, że wpadnie prędzej czy później z ogłaszaniem swoich poglądów w taki sposób. Dość często łapał ją na tym, że lubiła narzekać na brata. Czy ktoś jeszcze zasłużył na ten zaszczyt, aby poznać jej opinię? 
— Jesteśmy sami w lesie, nikogo tu nie ma — powiedziała co wiedziała. 
No tak, jakby nie zauważył. 
— Możliwe, że nie. Ale czy masz pewność? Zawsze ktoś może kryć się przed naszym wzrokiem. Dużo tu kryjówek. Tylko otwarta, niezalesiona przestrzeń jest bezpieczną strefą — wyjaśnił, idąc dalej przed siebie.

<Nocna Taflo?>

10 grudnia 2022

Od Nocnej Tafli CD Tchórzliwego Upadku

- Bo ci, którzy nie chcą poddać się memu bratu i przetrwać jednocześnie, powinni trzymać się razem - miauknęła mu bardzo cicho na ucho, po czym sama zwinęła się obok niego w kłębek i zasnęła.
***
Tego dnia nie spędziła z Tchórzliwym Upadkiem. Rano sam Mroczna Gwiazda przydzielił jej patrol, który co prawda miał odbyć się po treningach, ale i tak. Dlatego tego dnia postanowiła jeszcze bardziej się postarać, by czarny na pewno nie uznał, że przyda się jej jeszcze więcej obowiązków. Chciała pokazać, że na co dzień też jest bardzo użyteczną wojowniczką, by się po prostu odpierdolił. Rano, po zrobieniu przebieżki po obozie, poszła na samotne polowanie. Widziała patrole porozstawiane na granicy. Ych. Naprawdę nie lubiła ich widoku. To miejsce zamieniało się w jakiś cholerny obóz pracy...
Ledwo co wróciła z polowania z dwoma wiewiórkami, a już trening się zaczynał. Potem musiała pójść na wyznaczony przez lidera patrol łowiecki, z dobranym jej przez brata Trójoką Wroną oraz Krzaczastym Szczytem - tego drugiego ona sama wytypowała. Chętnie wzięłaby ze sobą Łasicę, ale nie chciała go dobijać. Już i tak Irga fundowała mu dużo roboty.
Potem jeszcze zdała raport z patrolu Mrocznemu, bo ten akurat był niedaleko.
Dopiero teraz, już pod wieczór, siłą zmuszając wymęczone łapy do ruchu, podeszła do Łasicy, jedzącego spokojnie jakąś piszczkę.
- Hej - miauknęła zmęczonym głosem, kładąc się plackiem obok kocura.
<Łasico? Padam na ryj :c>

09 grudnia 2022

Od Tchórzliwego Upadku cd Nocnej Tafli

Irgowy Nektar sobie z nich kpiła. Ewidentnie coś było na rzeczy. Czemu miałaby połączyć ze sobą ich czwórkę? Dwa psy Mroczej Gwiazdy, jego sojusznik i on. Brzmiało to jak wyrok śmierci. Zamordują ich? Patrząc na to, że był padnięty po ćwiczeniach, to możliwe. Ruszył jednak za nimi, aby nie mieć kłopotów. Ciągnął się na tyłach, nie chcąc rozmawiać z Sosnową Igłą, która oglądała się za ramię, sprawdzając czy za nimi podąża. A może już tak miało być zawsze? Dali go pod obserwację? Nie uwolni się spod ich oka nawet na moment? To były czarne myśli, lecz nie obawiał się tego. Nic na niego nie mieli. Nic, a nic. 
Droga mijała im w ciszy. No... prawie. Bura rzucała od czasu do czasu swoje głupie uwagi. Ignorował je jednak, co ewidentnie podnosiło jej ciśnienie. Na szczęście nie próbowała go zaatakować. Czyżby dostała już słowną reprymendę i zaczęła się zachowywać? Oby... Chociaż wiele by dał, aby zobaczyć łajanie tej wściekłej ropuchy. 
Szli i szli, a mu łapy powoli zaczęły odpadać. Obejrzeli całą granicę z Klanem Burzy... Całą! Na szczęście nie działo się na niej nic podejrzanego. Jedyne co rzuciło mu się w oczy to inne patrole, które pilnowały granic, rozglądając się za uciekinierką. Starał się nie zerkać nachalnie w tamtą stronę, ponieważ nie mógł dać po sobie poznać, że wiedział, że gdzieś tam żyła jego matka. Ta tajemnica musiał z nim pozostać jak najdłużej. Inaczej... musiałby zacząć wprowadzić plan "B", który ustalił wraz z matką, gdy dojdzie już do jej odkrycia.
Patrol zaczął się dłużyć, ale w zasadzie nie był zły. Nauczył się ignorować burą. Ta codziennie psuła mu tyle krwi, że się po prostu do tego przyzwyczaił. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuł się zmęczony. 
Po skończonym obchodzie i przekroczeniu progu obozu, od razu skierował kroki do legowiska, ale wyrosła przed nim Irga z tym swoim nieodgadnionym spojrzeniem. Świat ewidentnie go nie znosił. 
- Tak? - Miał nadzieję, że nie zacznie robić mu wyrzutów, że nie pada jej do łap, jak pewien van. 
- Jest jeszcze dużo do zrobienia, Tchórzliwy Upadku. Przez ostatnią wichurę nieco ucierpiała zapora wokół obozu. Pomóż Wścibskiemu Nochalowi to naprawić. 
Wspaniale... Czyli lider nie kłamał, że zrzuci na niego większość roboty. Już powiadomił swoją zastępczynie, by go zaharowała na śmierć. Łapy go bolały, a czekał go kolejny wysiłek. Koszmar. Odszedł od kocicy kiwając łbem i zostawiając Nocną gdzieś w tyle. Musiał uśpić ich czujność, a więc zmuszony był się ich słuchać. Tylko... ile tak wytrzyma?
- Pomogę ci - usłyszał obok głos pointki. Czemu za nim poszła? Jego czujność tylko się wzmocniła. 
- Dlaczego? - Położył po sobie uszy, kierując się do miejsca, które zostało naruszone przez wiatr. - Jesteś zmęczona po treningu i patrolu, a to dodatkowe obciążenie. 
- Bo chcę. - miauknęła, po czym podeszła do Wścibskiego Nochala, która naprawiała uszkodzone miejsce. - Dzień dobry... Wścibski Nochalu. Tchórzliwy Upadek Przyszedł pomóc z robotą, a ja z nim. 
- To nie gadaj a rób. Te gałęzie się poprzesuwały, trzeba je dać jak poprzednio i wzmocnić - poinstruowała ich srebrna z tą swoją krzywą miną. Jej też nie podobał się ten wyzysk, ale zasłużyła. Mogła nie wspierać tej głupiej rebelii Bezzębnego Robala. 
Podszedł do gałęzi, które wisiały dziwnie na boku, po czym zaczął je przesuwać w odpowiednie miejsce. Kosztowało go to wiele sił. To nie była łatwa robota, ponieważ kawałki drzewa były ciężkie. Dojrzał, że Nocnej Tafli szło to nieco sprawniej, bo była dość duża i masywna. Aż jej tego pozazdrościł. 
Trochę im to zeszło, ale udało się naprawić szkody i przywrócić zaporę do poprzedniego stanu. Przywodziło mu to na myśl pułapkę bez wyjścia. Tylko jedna droga pozwalała im opuścić to miejsce. Gdyby była zatarasowana, nikt by stąd się nie uwolnił. Ciężkim krokiem, skierował się do legowiska wojowników. Miał dość na ten dzień wszystkiego. Powłóczył łapami, próbując nie przewrócić się po drodze i nie upaść.
Położył się na mchu, od razu zwijając w kłębek. Skierował wzrok w stronę Nocnej Tafli, która zaczęła częściej spędzać z nim czas. Aż... za bardzo jak na niego... Dalej nie pozbył się dziwnego wrażenia, że wojowniczka została nasłana na niego przez jej brata. Nie potrafił zrozumieć co chciała tym wszystkim osiągnąć. 
- Dlaczego właściwie mi pomagasz? - zadał to pytanie, chcąc dowiedzieć się w końcu prawdy.

<Nocna Taflo?>

06 grudnia 2022

Od Nocnej Tafli CD Tchórzliwego Upadku

*jakiś czas temu*
Było jej ciepło i przyjemnie. Stara dobra ciemność otulała ją, zapewniając komfortowy odpoczynek, jakim był sen. Przyjemne ciepło ogrzewało ją do tego z jednej strony. Czuła się po prostu dobrze, wypoczywając.
Jakiś odgłos przedostał się nieco przez barierę jawy i krainy kociego morfeusza, jednak został zignorowany. Potem powtórzył się. A potem poczuła kopniaka, przez co kontakt ze światem śniących został zaburzony, a Nocna zaczęła wracać do świata żywych.
- Lepiej zajmij się swoimi dziećmi. Kunia Norka coś nie wyszła ci udana. - rzucił znajomy głos do burej .
Otworzyła oczy, wybudzona, a orientując się, iż to co popsuło jej drzemkę, to kłótnia Tchórzliwego Upadku i Sosnowej Igły, uniosła na matkę medyczki spojrzenie morskich oczu. Z kamiennym pyskiem wbiła spojrzenie prosto w zielone oczy burej kotki, mrużąc przy tym ślipia. Przydupaska jej brata, i główna dręczycielka jej potencjalnego sojusznika. Nawet teraz musiała go męczyć, przy okazji budząc pointkę? Ugh. Nieznośna była, jednak Nocna Tafla była powściągliwa, przez co ta opinia nie wyszła z jej pyska.
Sama bura wojowniczka nie przejmowała się chyba za bardzo obecnością Nocnej, bo kipiała ze złości z powodu słów, które padły z pyska syna Ości i Ostu. Ona i Łasica patrzyli, jak wkurw Sosny osiąga apogeum. Jak się trzęsie, a piana nalatuje do jej pyska. Ciekawe widowisko. Ale z boku.
- Odszczekaj to smarkaczu! - Zamachnęła się łapą, ale na szczęście czekoladowy uskoczył, wpadając tym sposobem na pointke, czego ta się nie spodziewała. Nie Tchórzliwy nie zwrócił jednak na to uwagi.
- Zostaw ich Sosnowa Igło – rozległ się głos Krzaczastego szczytu stojącego za burą, posyłającego wspólniczce Mrocznej Gwiazdy naganne spojrzenie.
No, no. Pierwszy uczeń jej brata zareagował. Dobrze to o nim świadczyło. A sądząc po stanie jego uszu, nie był w tym całym kółku adoracji lidera, co tym bardziej było na plus.
Nocna sama również postanowiła zabrać głos. Wstała, podchodząc do burej kocicy.
- Sosnowa Igło. Twoje zachowanie jest naganne. Zaczepiasz innych wojowników, bijesz ich. Rozumiem, że twoja wściekłość przyćmiewa ci umysł, ale na dzisiejszym treningu pokazałaś, do czego może doprowadzić twoje zachowanie. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała zwrócić na to uwagę Chłodemu Omenowi, a może nawet Mrocznej Gwieździe, bo to robi się nie tylko męczące, ale też potencjalnie niebezpieczne dla ogółu. - miauknęła.
Jej słowa miały bardziej rozwścieczyć Sosnową, choć Nocna z zewnątrz nie sprawiała takiego wrażenia, kryjąc swe prawdziwe zamiary. Chciała zobaczyć, jak cętkowanej podnosi się ciśnienie. Niech ma za swoje.
Plus, sama Nocna Tafla mówiła jednocześnie na poważnie. Chętnie naskarży na. Sosnową Igłę, bo jej zachowanie było widoczne jak na łapie i w ten sposób też mogła napsuć kotce nieco krwi.
- Pff... Możesz mi podskoczyć, larwo. – bura uniosła wyżej łeb. - Twój brat ma cię pod ogonem. Ale dobrze. Proszę bardzo. Broń tej wroniej strawy - Wskazała na czekoladowego, na co ten się skrzywił. - Stoczysz się jak on - rzuciła tylko i odeszła.
Ha. Rezygnowała. Sama była tchórzliwa, a nie Łasica, który miał bardziej wskazujące na to imię. Ale nie ma co, to wojowniczki ten do niej trochę pasowało, bo jak igła lubiła się wbijać i być irytująca.
- Mnie ma, ale twojego zachowania już może nie mieć - odparła ze spokojem Sosnowej.
Tymczasem Krzaczasty Szczyt wrócił na swoje miejsce, ciężko wzdychając.
Łasica za to spojrzał na Nocną, zaciskając pysk i myśląc pewnie nad słowami burej wojowniczki.
- Czemu mnie tuliłaś? - zapytał w końcu.
- Nie wiem. Chyba przez sen się do ciebie przysunęłam, bo byłeś ciepły. - miauknęła, nieco kłamiąc.
- Rozumiem... - miauknął tylko cętkowany, układając się w pozycji bochenkowej. Czekoladowy wojownik przymknął na powrót oczy. Po chwili burczenie wydobyło się z wnętrza trzewi brata Kaniej Łapy. Ten sapnął ciężko, kładąc łeb na mchu.
- Przyniosłabyś mi coś ze stosu? Tak jednorazowo.
Ta prośba sprawiła, iż Nocna w duchu ucieszyła się. Czyli zaczynał jej ufać a ich relacja przeradzała się w coraz pozytywniejszą. Czarna skinęła mu w odpowiedzi głową, po czym ruszyła w stronę wyjścia. Podeszła do stosu, następnie chwytając dwie piszczki, po czym wracając do czekoladowego. Wzięła sobie jedną dla siebie, bo sama była głodna.
Gdy dotarła do kocura, usiadła obok niego, podała mu jedną z przyniesionych porcji po czym usiadła obok niego, jedząc swój posiłek. Kocur ułożył sobie mysz pomiędzy łapami, po czym zaczął ją skubać, przełykając kęsy. Ona również konsumowała zwierzynę, a gdy skończyła posiłek oblizała pysk. - Za niedługo pewnie Irgowy Nektar ogłosi dzisiejsze patrole - mruknęła.
- Mam nadzieję, że mnie w nim nie będzie - Skrzywił pysk, oblizując łapy po posiłku. - Chcą nas wykończyć. Ćwiczenia, patrole i polowania. Nikt tak długo nie pociągnie. W końcu zaczną padać wszyscy jak muchy.
- Tak. A niektórzy jeszcze muszą prowadzić treningi swoim uczniom. Zdaje mi się, że to jakiś rodzaj selekcji. Chcą wyselekcjonować najsłabszych, by się ich pozbywać. – mruknęła, nieco zbyt spokojnie jak na to, co właśnie stwierdziła.
- Mam nadzieję, że aż tak nasz lider nie oszalał. – kocur pokręcił łbem, wpatrując się w swoje łapy.
Kotka jednak nie miała zamiaru owijać w bawełnę, ani tak po prostu zepchnąć tematu gdzieś na bok.
- Mi się wydaje, że to dokładnie to. - miauknęła, po czym wyszeptała mu na ucho, mimo, iż już i tak mówiła tak cicho, że tylko on mógł ją słyszeć - to mocno do niego pasuje. Gdy byliśmy częścią samotniczej sekty, ten, kto nie był na tyle silny, by nadążyć za grupą ginął. Stąd to pewnie zaczerpnął. - miauknęła - Dlatego mam zamiar przyłożyć się trochę do tych treningów i wzmocnić. Jestem duża, ale jednak moja technika nie jest tak dobra, jak co niektórych - mruknęła.
Na jej słowa czekoladowy położył po sobie uszy. Wiedziała, że to co mówiła malowało przyszłość członków Klanu Wilka w ciemnych barwach, ale nie bała się. Nie miała zamiaru dać się wygryźć.
- Ja również nie zamierzam pozostać w tyle. – rzekł cętkowany, co dobrze przyjęła Nocna. I tak powinno być. Nie mogła stracić jedynego na obecną chwilę kota, który nadawał się na jej sojusznika.
- Więc mamy wspólny cel - miauknęła. - nie mam zamiaru dać się zabić jego grupce, bo mój mentor nie przekazał mi wszystkiego co przydatne - mruknęła.
- Mnie szkoliła nasza uciekinierka. – prychnął Łasica. - Wręcz zależało jej na tym, bym był słabeuszem. Nie wyszło jej to. Gdy pokonałem jej siostrę, widziałem jej zdziwienie. Nie przypuszczała, że uda mi się zaliczyć egzamin. Tutaj jest podobnie. Nie wierzą we mnie.
- To że jeszcze im się nie udało cię wykończyć, starczy mi za dowód – miauknęła, chcąc dodać mu nieco… otuchy? Nadziei? A może po prostu, by bardziej zaskarbić sobie jego zaufanie i sympatię? Syn Ostowego Pyłu uśmiechnął się. Nocna Tafla również się uśmiechnęła.
I wtedy właśnie podeszła do nich Irga, co sprawiło, iż czarnej kotce nieco zrzedła mina, jak i również jej towarzyszowi.
Wzrok złotej przewiercał na wskroś siedzącego obok siostry lidera wojownika.
Od Irgi biła mroczna aura. Aura niebezpieczeństwa i pewności siebie. Zdawało się, jakby wszystko wiedziała. Jednak Nocna zdawała sobie sprawę z tego, że Irga nic nie mogła im od tak zrobić, gdyż uważali na ton, by nikt nie mógł ich usłyszeć. Jednak jej obecność mimo to budziła nieco w kotce niepokój, a świadomość że zastępczyni specjalnie pofatygowała się do podejścia do ich dwójki pokazywała, że Irga zwracała na nich jakąś uwagę. I to się Nocnej bardzo nie podobało, czego jednak nie pokazała.
- Widzę, że się dogadujecie – miauknęła nowoprzybyła - Miło mi to widzieć. Wpatrywała się dalej w Irgę, nie okazując krzty emocji. Słowa kotki nie były niestety odpowiedzią na pytanie, co było przyczyną, a raczej, przepraszam, wymówką do tego, by podejść do nich i pokazać im swoją wyższość jak i wzbudzić w nich niepokój. Dzięki tej świadomości jednak, Nocna była w stanie zachować spokój. Wiedziała w tym momencie, co mniej więcej jest celem manipulacyjnym Irgi i to sprawiało, że sytuacja ta była nieco mniej niepokojąca. Choć dalej niepokojąca.
- Ta... Czego chcesz? – zapytał Łasica złotą, posyłając jej wrogie spojrzenie.
- Sprawdzam jak mają się wojownicy – odparła zielonooka. Napięcie w powietrzu chyba nieco zgęstniało, jednak Nocna starała się zachować zimną kalkulację i po prostu obserwować, co zrobi pręgowana kotka.
- Dobrze - burknął tylko Łasica w odpowiedzi zastępczyni, nie wchodząc z nią w głębsze dyskusje.
Gdy ta odeszła, pointce zrobiło się nieco lżej, choć dalej trzeba było zachować ostrożność. Po momencie cicho przysunęła się bliżej Łasicy, po czym wyszeptała mu ukradkiem na ucho:
- Dziwne to było.
- Nie dziwne. Mądre. Zauważyła - szepnął, odprowadzając złotą wzrokiem. - Zauważyła zmianę. - sprostował, gdyby kocica nie zrozumiała co miał na myśli.
- Nie do końca rozumiem, co masz na my- udając nieco, jakby nie ogarnęła. Czemu? Sam Klan Gwiazdy wie. - a, masz na myśli to, że teraz spędzam z tobą czas, tak? - spytała. - mam tylko nadzieje, że uznaje to za pozytywną zmianę. - mruknęła jeszcze, tutaj zgodnie z prawdą.
Pewnie będą obserwowani z cienia. Ale na pewno nie cały czas, w końcu przydupasy Mrocznego miały nie tylko pilnowanie ich na karkach. Mysie móżdżki nie znajdą jednak na nich nic, bo jak na razie, nic niedozwolonego nie zrobili.
Zapadła cisza. Czekała i czekała, a odpowiedź nie nadchodziła. Czyżby jej towarzysz się zamyślił? Szturchnęła go lekko.
- Wszystko dobrze? - wyszeptała - w ich oczach zachowujemy się chyba wzorowo...nie robimy w końcu nic podejrzanego, a naszych rozmów nie słyszą... – mruknęła, chcąc go nieco uspokoić by tak się nie martwił, bo jeszcze nie było w końcu o co.
Kocur po jej kuksańcu zaraz szybko się poprawił, słysząc jej pytanie.
- Tak. Dobrze. Może i wzorowo, ale to nie oznacza, że jesteśmy niewinni. Nie są głupi. – odpowiedział na to, o co wcześniej pytała.
- Niestety. Ale niczego nam nie mogą zarzucić. A karanie nas bez powodu, wiąże się z pewnym ryzykiem mimo wszystko... - mruknęła.
Po chwili zostały przydzielone patrole. I kto został do nich wybrany? Ona, Tchórzliwy, Chłodny Omen...i Sosnowa Igła. Nosz…to była wyraźna ingerencja zastępczyni, śmierdząca złotą na kilometr. Zrobiła im patrol mieszankę wybuchową. Pachołki jej brata plus ona i Tchórzliwy Upadek. Do tego jednym z tych pachołków była dręczycielka Łasicy. No cóż. Na szczęście chyba Chłód nic wielkiego do nich nie miał i z własnej inicjatywy nie zacznie im bruździć. Oby…
Postanowiła uważać na tym patrolu, bo mimo wszystko, mógł być przykrywką do czegoś większego. Raczej nie, ale ostrożności nigdy za wiele. Patrol się zebrał, po czym wyruszyli.
Jej potencjalny sojusznik którego sympatię chciała sobie zaskarbić, ciągnął się na tyłach, nie chcąc pewnie mieć do czynienia z Sosnową, która co chwila oglądała się za ramię, sprawdzając czy za nimi podąża. Droga mijałaby im w ciszy, gdyby nie bura, która rzucała od czasu do czasu swoje komentarze odnośnie czekoladowego, co było puszczane mimo uszu nawet przez Chłoda. Do tego to, że syn Ości ignorował jej słowa, ewidentnie podnosiło ciśnienie kotce, co było naprawdę przyjemne do oglądania z perspektywy Nocnej.
Szła sobie w ciszy obok Łasicy, napawając się tym widokiem.
<Łasico?>

24 listopada 2022

Od Tchórzliwego Upadku cd Nocnej Tafli

Nieco jego kondycja się poprawiła. Ciało potrafiło szybko się regenerować z czego był zadowolony. Jednak mniej cieszył się z widoku Sosnowej Igły, której sylwetka rzuciła mu się w oczy. 
Ze zwieszonym łbem zaczął wpatrywać się w piszczkę, zastanawiając się nad kolejnymi krokami, starając się zignorować burą sylwetkę. Musiał coś zrobić. Jakoś odciąć się od tej jędzy, by nie była w stanie do niego podejść. Rozejrzał się po otoczeniu, a widząc Nocną Tafle, wpadł na pewien pomysł. Wstał ciężko, po czym podszedł do wojowniczki, mając nadzieję, że zgodzi się być jego tymczasowym tłem. 
— Mam sprawę... — zwrócił się do niej.
Kocica wyglądała na zdziwioną, lecz skierowała na niego wzrok.
— Jaką? — spytała cicho, nadstawiając zaciekawiona ucha.
— Czy mogę z tobą chwilę posiedzieć? To głupie wiem, ale może jak będę z kimś rozmawiał i spędzał czas, to się ode mnie odwalą — burknął pod nosem, zerkając na czające się na niego łapska "psów" Mrocznej Gwiazdy.
— Oczywiście. Nie ma sprawy.
Łatwo poszło. Aż podejrzanie za łatwo. Zbliżył się, zachowując czujność. Nocna Tafla może i była miła, ale nie mógł dać się zwieść. Mogła to robić wszystko w jakimś celu. Jak inaczej mógł wyjaśnić fakt, że po tylu księżycach się nim zainteresowała? 
— Jak chcesz to możesz gadać o czym chcesz. Byle było widoczne, że jestem zajęty.
Skinęła głową, siadając z nim gdzieś na uboczu.
— Czujesz się już lepiej? — zapytała.
— Trochę. Nadal boli mnie ciało. Jednak nie aż tak, jak wtedy. Siniaki szybko się goją, gorzej z tym — Wskazał łapą na swój pysk. —Twój kochany braciszek podobno mnie oszpecił, gdy byłem nieprzytomny. 
Ta myśl powodowała w nim szczerą nienawiść i wzburzenie. Van go dotknął swoimi parszywymi łapskami, a on nie był w stanie nic zrobić. Musiał to być dla niego wspaniały widok. W końcu leżał u jego łap, tak jak jego zdaniem powinien. Jak on go nie cierpiał. Właśnie z tego powodu nie rozumiał decyzji swojej matki. Jak miał się zachowywać i nie sprawiać problemów, gdy ta wronia strawa bawiła się nim jak jakąś zabawką? Ale jeszcze za wszystko zapłaci. Musiał się pomęczyć, by zebrać później owoce swojej ciężkiej pracy. 
— Hm. Zawsze można potraktować to jako, że jesteś silny. W końcu to przetrwałeś. Ja jestem nawet dumna z moich blizn. Na początku ja i mój brat byliśmy w sekcie samotników, tam też panowały dość... brutalne zasady. Dlatego mam to — Wskazała na ciemne blizny pod oczami. — zdobyłam je podczas rytuału inicjacji. Mroczny zawsze żałował, że też ich nie dostał, bo ceremonię przerwały borsuki. Przypominają mi, że uciekłam przed tymi stworami.
Szkoda, że te borsuki go nie zeżarły. Wtedy na pewno problem rozwiązałby się sam. Nie powiedział jednak tego na głos, bo nadal nie wiedział czy mógł ufać kotce. Mogła być nasłana przez swojego brata, by wyciągnąć z niego jakieś informacje.
— Ta... Bo kto normalny kaleczy się dla poczucia dumy — prychnął. — Ja wiem czemu to zrobił. — Wbił pazury w ziemię. To nie była duma. Miały mu przypominać nie o chwale, a o liderze i tej sytuacji jaka miała miejsce. By już nigdy nie zapomniał, co kocur mógł zrobić oraz kim był. 
— Też to wiem. Zawsze możesz to zignorować, i zrobić mu na przekór. Jak będziesz dumny z tej blizny, to może go nawet krew zaleje — ostatni kawałek wyszeptała, a na jej pysku pojawił się delikatny, cwaniacki uśmieszek.
— Nie jestem masochistą tak jak jego synalek, który łasi mu się do łap, by mu przywalił — syknął. — Jeżeli będę dumny ze świadomości, że mnie oszpecił i jestem tak naprawdę śmieciem, którego łatwo może się pozbyć, to się ucieszy. Wiesz czemu? Bo uzna, że mnie złamał. Nie zamierzam bawić się z nim w żadne jego gierki.
— Jak wolisz.
Po jakimś czasie siedzenia razem w ciszy, kocica wzięła piszczkę ze stosu. Czas szybko minął, a zaraz miał się zacząć kolejny trening, przez co wojownicy znów zaczęli się tłoczyć.
Siedział i oczekiwał na wyruszenie. Lepiej już się czuł. Wątpił czy teraz dostanie jakieś fory. Ostatnim razem, gdy był bezużyteczny, Chłodny Omen pozwolił mu obserwować walkę, nie biorąc w niej udziału. Był mu za to wdzięczny. Nie spodziewał się aktu litości po kimś takim, ale najwidoczniej się co do niego mylił. Teraz jednak, gdy wyzdrowiał, musiał do tego podejść ponownie. Niestety...
Skierował kroki ku wyjściu z obozu, gdy ich mistrz pojawił się na horyzoncie i dał znak do wymarszu. Nie cierpiał tych szkoleń. Może i były przydatne, ale strasznie szybko pozbawiały go sił. Nie podobało mu się to, bo gdy wracał do obozu, padał na mech i zasypiał jak kociak. Czyżby to był plan lidera? By nie mieli sił na sprzeciw wobec niego lub co gorsza... by nie widzieli co on knuje, gdy słodko śnią?
Gdy tylko dotarli na miejsce, Nocna Tafla usiadła obok niego, czekając na rozkazy Chłodnego Omenu. Długo nie musieli ich oczekiwać, bo rudy dość sprawnie poinformował ich co mieli robić. 
Zaczęli tak jak zawsze od rozgrzewki. Tym razem wepchnęła się pomiędzy niego, a Nocną Tafle Sosnowa Igła, która z uśmiechem zaoferowała, że dzisiaj się z nim zmierzy.
Sierść mu się uniosła na grzbiecie, ale nie skomentował. Miał szansę się zemścić. Obić jej ten głupi ryj. Przyjął wyzwanie, unosząc  wyżej łeb i mordując ją wzrokiem. Niech wie, że go nie złamała. Dostrzegł, że nie spodobał jej się ten widok. Zapominając o pointce, zmierzyli się w pojedynku, który jego zdaniem nie był zbyt uczciwy. Kocica drapała i zachowywała się jak jakiś wściekły borsuk. Udało mu się jednak kopnąć burą kilka razy po pysku, słysząc jej żałosne jęki bólu. To poprawiło mu jakoś nastrój. 
Następnym etapem była symulacja wojny. To było ciężkie. Każdy atakował każdego. Musiał być uważny. Przemykał pomiędzy łapami walczących, by zdobyć pióro. Nie było to łatwe, zwłaszcza że ktoś musiał oszukiwać. Poczuł pociągnięcie za ogon, po czym uderzenie w łeb. Zasyczał wrogo na Sosnową Igłę, której wzrok palił go żywym ogniem. Przecież byli w tej samej drużynie! Co ona robiła?! Wyszarpnął się, umykając w tłum, na szczęście ją gubiąc. Zbliżył się do Nocnej Tafli, łapiąc oddech i rozglądając się niespokojnie po otoczeniu. 
— Sosna chyba się na ciebie mocno uwzięła — skwitowała Noc. 
No co ona nie powie... Zauważył już to od jakiegoś czasu. 
Wojowniczka zamiast bezsensownie biegać za piórem, obserwowała, czekając na odpowiedni moment, co było całkiem mądrą taktyką. Gdy dostrzegła, że pióro odlatuje nieco dalej od innych wojowników, a ci zajęci praniem się po pyskach nawet tego nie zauważają, rzuciła się na nie, chwytając w pysk. Następnie ruszyła w stronę drzewa, na którym siedział rudy van, jednak ktoś wskoczył jej na grzbiet. Sosnowa Igła. Co ona na przodków robiła?! Zwariowała czy jak? Poruszył się niespokojnie, obserwując to całe zajście. Zauważył, że pióro poleciało do góry. Krzaczasty Szczyt wyskoczył za nim w powietrze, ale udało mu się tylko kłapnąć obok niego zębami. Nagły podmuch wiatru sprawił, że przedmiot poleciał wprost do niego. Czy to był jakiś znak od natury, o którym tak często opowiadał mu Oszronione Słońce, gdy był mały? 
— Łap! — usłyszał wrzask pointki, która dalej leżała jak długa pod kocicą. 
Podskoczył i złapał pióro, po czym pognał do rudego, który był tym faktem bardzo zaskoczony. Ha! Wygra i udowodni wszystkim, że nie był żadnym beztalenciem. Sosna biła się z Nocną, więc mogły mu podskoczyć. Był już tak blisko, wręcz wystarczyło się wspiąć, lecz Trójoka Wrona nie pozwolił mu na to, szarpiąc za jego kark i zwalając na ziemię. Czarny zaczął rozglądać się za piórem. Najwidoczniej nie zauważył, że przez ten nagły ruch, obiekt wlazł mu bardziej do pyska, przez co dalej trzymał go w zębach. Teraz tylko się nie wydać. Uniósł się ciężko na łapy i wycofał. Koty szukały pióra, bijąc się raz za razem, oskarżając o kradzież. Wykorzystał ten chaos i wspiął się od tyłu do mistrza, który uniósł brew na ten jego czyn. 
— Co ty robisz? — zapytał zimno, lecz zaraz jego pysk rozdziawił się w zaskoczeniu, gdy wypluł mu pióro pod łapy. Uśmiechnął się do niego szeroko. 
— Wygrałem. — To słowo sprawiło, że Sosnowa Igła krzyknęła na całe gardło, zadzierając łeb na gałąź. 
— Oszukiwał!
— On oszukiwał? — spytała głośno Nocna Tafla — Jestem z twojej drużyny, a ty rzuciłaś się na mnie, gdy niosłam pióro. I nie tylko na mnie. — dodała. — Mogliśmy już dawno wygrać, gdyby nie twój sabotaż, Sosnowa Igło. Na prawdziwej bitwie też masz zamiar szkodzić własnemu klanowi? — spytała.
— Nocna Tafla ma rację Sosnowa Igło. Twoje zachowanie było nieodpowiedzialne. Na wojnie walczycie ramię w ramię, nawet jeśli jesteś z kimś skłócona. Dobro klanu jest najważniejsze — upomniał ją Chłodny Omen, a mu aż poszerzył się uśmiech, wpatrując się w pełne oburzenia oblicze kotki. 
— Mówiłeś, że wszystkie chwyty dozwolone! — oburzyła się bura.
— Owszem. Jednak w przypadku drużyny przeciwnej, a nie swojej. Jak Nocna Tafla dobrze zauważyła, gdybyś jej nie powstrzymała, to byście wygrali — Kocur pomasował się łapą po skroni, widząc jak ta fuka coś pod nosem i odchodzi. 
Następnie zwołał z powrotem koty, ucząc ich jak powinni zachowywać się w danej sytuacji. To było przyjemne, bo siedział i słuchał, uprzednio schodząc z drzewa i zajmując miejsce obok pointki, która się do niego uśmiechnęła, wskazując na wciąż wkurzoną i mamroczącą pod nosem Sosnową Igłę. 
Uśmiechnął się na ten widok. Miała za swoje. Jeszcze jej się podwinie noga. Wierzył w to. 
Po skończonym treningu wrócili do obozu. Od razu opadł na mech, stękając zmęczony. Koszmar. 
— Mam tego wszystkiego dość — warknął na głos.
Kocica ułożyła się obok niego, po czym powiedziała:
— Przynajmniej Sosnowej Igle się dostało — miauknęła do niego cicho, uśmiechając się.
Rzucił okiem na wojowniczkę. Ostatnio coś za bardzo się do niego kleiła. Było to dziwne. Nie za bardzo to rozumiał. Chciała coś tym sposobem uzyskać? Ale co? Przecież wiedziała, że był tu nikim. 
— Ta... Prawda. Widzisz jednak, że sama się mnie uczepiła. Ja nic nie robię, a ona zaczyna.
— To prawda —zgodziła się z nim, ziewając.
Również ziewnął, zarażony tym odruchem od starszej kocicy. Westchnął, kładąc łeb na mchu. W takim stanie niewiele mógł zrobić. Irytowało go to. 
— Obudź mnie później, bo znów nic nie zjem.
— Dobrze. — Usłyszał tylko, nim oczy uciekły mu w głąb czaszki. Sapnął ostatni raz, po czym zapadł w głęboki sen, wyczerpany jak nigdy dotąd. 

***

Spał i było mu nawet ciepło. Tak przyjemnie. Wtulił się bardziej w mech, orientując się, że ktoś dyszy mu do ucha. Otworzył zaspany oczy, a widząc Sosnową Igłę z tym jej kpiącym uśmieszkiem, zamrugał próbując odegnać sen i zorientować się co znowu zrobił, że ta poczwara tu była.
— No proszę, proszę. Znalazłeś sobie mamusie? — zakpiła. 
Nie wiedział o co jej chodziło, dopóki nie zobaczył Nocnej Tafli. Ta jeszcze spała. I to obok. Zjeżył się, posyłając jej chłodne spojrzenie. — No co powiesz? Jedna wronia strawa zdechła i już ją zastępujesz inną? Jak tak bardzo ci brak ciepła, to z chęcią upuszczę trochę z ciebie krwi. Na pewno od razu się rozgrzejesz. 
Położył po sobie uszy, unosząc łeb i odsuwając się od pointki, wybudzając lekkim kopniakiem.
— Lepiej zajmij się swoimi dziećmi. Kunia Norka coś ci nie wyszła udana. — rzucił do burej. 
Dojrzał jak siostra lidera wybudza się ze snu i unosi spojrzenie na kocicę, mrużąc przy tym oczy.
Widział jak Sosna nie może tam wytrzymać ze złości. Jak się trzęsie, a piana nalatuje do jej pyska. Najwidoczniej uderzył w jej słaby punkt. 
—- Odszczekaj to smarkaczu! — Zamachnęła się łapą, ale uskoczył, wpadając tym sposobem na pointke. Nie zwracał jednak na to uwagi. Liczyło się to, że Sosna znów dostała kociokwiku przy świadkach.
— Zostaw ich, Sosnowa Igło — Krzaczasty Szczyt odezwał się za burą, posyłając jej naganne spojrzenie. I dobrze. Niech ma za swoje wredna jędza.  

<Nocna Taflo?>

21 listopada 2022

Od Nocnej Tafli Do Tchórzliwego Upadku

Zbliżało się południe. Nocna Tafla wyszła z legowiska wojowników, po czym usiadła gdzieś z boku. Niedługo wszyscy się zbiorą. Owinęła ogonem łapy, które zaczynały jej marznąć. Po chwili zaczęła wylizywać swój bok, na którym coś chyba osiadło. A przynajmniej tak się jej zdawało. Gdy uniosła spojrzenie dostrzegła Tchórzliwy Upadek. Kocur niedawno został pobity przez Sosnową Igłę, i teraz nosił bliznę na pysku. Miał w sumie szczęście.
Spasiona Świnia skończyła o wiele gorzej. Dlatego właśnie Noc chciała uciec z Klanu Wilka, bo miała dość tego cyrku. Jednakże Łasiczy Skowyt pokrzyżowała jej plany. Przez nią jej tatuś się wkurzył i teraz opuszczenie klanu było trudniejsze, bo granice były pilnowane. No cóż, chyba jeszcze trochę będzie musiała zostać i poczekać na odpowiednią okazję.
Po chwili wbiła spojrzenie swych morskich oczu w Tchórzliwy Upadek, dostrzegając, iż ten zauważył jej obecność.
Widząc, jak kocur przenosi spojrzenie na własne łapy, odwróciła nieco wzrok, ale dalej kątem oka na niego patrzyła.
Bądź co bądź, też nie podobała mu się władza. Różnica między nimi była taka, że ona nie mówiła tego głośno i starała się nie narażać. Ciekawił ją w sumie.
Chciałaby się o nim więcej dowiedzieć. Wiedziała, że był synem Osta i Ości, z czego ten pierwszy został zabity przez jej brata, a druga również najpewniej gryzła piach. Pamiętała, jak Omen zostawił ją na początku wędrówki. Wyglądała bardzo źle. Nie wiadomo, co czarny zrobił liliowej wcześniej.
Łasica działał pochopnie, narażając się kultystom. Ale przynajmniej dzięki temu, ona mogła go obrać na cel. Miała zamiar znaleźć sobie jakichś sojuszników w tych ciężkich czasach. Może i czekoladowy nie był idealnym wyborem – znany z pogardy do lidera i bycia synem „zdrajców”, poniżany na każdym kroku przez kultystów…ale był. I mogła mieć nieomal pewność, że nie zdradzi potencjalnego sprzymierzeńca. To by działało tylko na jego niekorzyść, a już i tak miał w Klanie Wilka przekichane, żeby nie powiedzieć gorzej. Więc, czemu nie spróbować?
Po chwili większość wojowników była już na miejscu, a w obozie zrobiło się tłoczno. Do tego zaczęli z jakiegoś powodu ściągać do jej miejscówki.
Lisie łajno.
Bez słowa odeszła na bok. I akurat dziwnym trafem okazało się, iż trafiła na miejsce obok syna Ości.
Zapadła cisza. Dość niekomfortowe. Postanowiła więc ją przerwać. Nie planowała tego, aby zaczynać próbę nawiązania kontaktu z kocurem teraz, ale trudno.
- Jak mocno cię zbiła? - wyszeptała cicho w stronę cętkowanego.
Ten słysząc pytanie uniósł łeb na pointke. Położył po sobie uszy.
- A co cię to obchodzi? - prychnął pod nosem. - To moja sprawa.
Wiedziała, jaki miał temperament. Początki mogą być trudne, ale efekt może być ich wart.
- A coś. - odparła tylko. - lepiej jest się nie wychylać - dodała jeszcze bardzo cicho, dobrze mu radząc. Po chwili dostrzegła sylwetkę rudego syna lidera, który chyba miał właśnie rozpocząć zajęcia.
Czarna wstała, a to samo zrobił Tchórzliwy Upadek, krzywiąc się. Skierowała się za resztą poza obóz, w miejsce gdzie zwykli trenować.
Dość szybko okazało się jednak, iż kocur nie był w stanie zdolny nawet stawić porządnego kroku. Poleciał na Nocną Tafle, opierając swój bok o jej ciało. Ta jednak go nie odepchnęła. On za to sapnął z bólu, odsuwając się od kotki.
- Uważaj - burknął pod nosem.
Spojrzała na niego spode łba.
- Zdawało mi się, że to ty na mnie wpadłeś, Łasico - miauknęła, po czym wzruszyła ramionami - ale będę uważać.
Specjalnie użyła jego starego imienia. Bądź co bądź, chciała z nim nawiązać dobrą relację. To mogło dodać jej u niego plusa.
Ten stanął twardo na ziemi, rzucając jej spojrzenie. Chyba był tym zaskoczony. - Tak. Prawda. Wpadłem – miauknął. Oho. Chyba podziałało, bo przyznał jej zasłużoną rację. Szło to w dobrym kierunku. Znów skierowali się za tłumem, on wolniej niż przedtem. Pysk krzywił się raz po raz, z powodu bólu, co nie umknęło uwadze Nocy. Udało mu się na szczęście bez wywrotki przejść przez tunel w krzewie i wyjść poza obóz. Ona również szła powoli, dostosowując tępo do kocura. Szkoda by jej było, gdyby coś mu się stało. Mieli podobne poglądy. Mógł jej się przydać. Stracić tak po prostu potencjalnego sojusznika byłoby źle.
Gdy usiedli na miejscu treningowym, ten spojrzał na nią pytającym spojrzeniem.
- Czemu ze mną szłaś? – spytał.
- Może nie chciałam, byś się wywalił - mruknęła mu do ucha, po czym spojrzała na Chłodnego Omena, czekając na to, co rozkaże. Cętkowany prychnął pod nosem.
Chłodny Omen jak zwykle zarządził ćwiczenia w parach nim stoczą prawdziwą bójkę. Nocna Tafla przygładziła swe futro jeszcze przed walką. Niespodziewanie
cętkowany przysunął się do niej.
- Walczmy. – powiedział.
No, no. Była pozytywnie zaskoczona.
- Dobrze. – miauknęła bez zbędnej zwłoki. Następnie ustawiła się w bojowej pozycji, po czym bez pazurów zaczęła okładać jego grzbiet łapami. Tak, by wyglądało, że się stara, ale aby nie zrobić mu większej krzywdy. Wolałaby poćwiczyć na kimś, na kogo zdrowie nie musiała uważać, ale trudno. Treningi w końcu były codziennie, nie uciekną. A jego postawa była dla niej korzystna, bo widać, że jak na razie budowanie nowej relacji szło całkiem nieźle.
Łasica starał się unikać ciosów, ale nie za bardzo mu to wychodziło, przez niedawne pobicie. Gdy mistrz (Nocna Tafla nie chciała tak nazywać rudego, ale cóż, w końcu musiała) zbliżył się do nich, dość prosto pozbawił czekoladowego oparcia. Ten upadł na ziemię, tak jak wskazywało jego oficjalne miano, i już nie wstawał. Nie był w stanie.
- Beztalencie - prychnął rudy van, zerkając na Nocną Tafle. - Twój partner nie nadaję się do niczego. Idź do Oszronionego Słońca, poćwiczycie we trójkę. Ja zajmę się Tchórzliwym Upadkiem.
Nie podobało się jej zostawianie kocura samego z synem Mrocznego. Dobrze jej szło zaskarbianie sobie pozytywnych uczuć, a przynajmniej budowanie jakiejś nici porozumienia z synem Ości. Niestety nie mogła się od tak buntować, bo mogło jej się za to dostać.
- Dobrze - mruknęła więc tylko. Gdy rudy van się odwrócił, posłała Łasicy ciepłe spojrzenie. - Przeżyj. - wyszeptała mu do ucha, po czym skierowała się w stronę brata i jego partnera do treningów.
Powalczyli przez chwilę. Nocna Tafla dawała z siebie wszystko, starając się pokonać brata. Niestety, rudy kocur okazał się bardziej utalentowany niż ona. Nie zmieniało to faktu, że mimo to starała się go pokonać, nie dając za wygraną.
Potem jeszcze robili symulacje wojny.
Gdy wracała, dostrzegła idącego gdzieś z boku czekoladowego. Hm? Nic mu się nie stało? To dobrze. Przynajmniej kolejny jej plan, tak jak ten z ucieczką, nie weźmie tak szybko w łeb.
Widziała, jak ten udał się do medyka po zioła. Postanowiła więc, iż pójdzie sama do legowiska wojowników. Podeszła do swego legowiska. Następnie położyła się na wygniecionym mchu.
Po jakimś czasie w wejściu dostrzegła znajomą sylwetkę. Oszpecony niedawno przez lidera kocur usiadł w kącie. Nie był tak daleko od niej, a że nikt nie zwracał na nią uwagi, cicho przemknęła w cieniu, po czym przysiadła się przy kocurze.
- Ty też uważasz, że to, iż teraz granice są pilnowane jest całkiem wymowne? Mój braciszek nie chce, żebyśmy pouciekali spod jego reżimu - mruknęła bardzo cicho, bo naprawdę nie chciała wpaść w kłopoty. Jednak chętnie chciała porozmawiać z kocurem na tematy polityczne, by nieco go wybadać. Ten posłał jej nieufne spojrzenie.
- Mam to gdzieś. Szuka pewnie swojej córeczki. - Skrzywił się na wzmiankę o jej bracie. Jej również coraz bardziej było nie w smak, że byli rodziną, ale trudno. Przynajmniej znała go nieco lepiej, niż inni, choć ich kontakt urwał się dawno temu. Znała jego przeszłość w sekcie, to mogło jej coś dać.
W odpowiedzi na słowa Łasicy położyła głowę na łapach.
- Tia. Łasicza go mocno wnerwiła. - wyszeptała.
- Dobrze mu tak. Trzeba było lepiej wychować dziecko. - mruknął, strzepując uchem. Zgadzała się z nim. Mroczny nie umiał nawet porządnie sprawić, by inni chcieli go słuchać. - Podobno kazał jej zajść w ciążę i dlatego nawiała. Nie dziwie się.
- Ja też. - odparła. Przez chwilę milczała, po czym miauknęła - szkoda jednak tych granic. - mruknęła - uciec można było, a teraz ścieżka ewakuacji, jakby mu odbiło jeszcze bardziej, jest utrudniona. - wyszeptała.
- Chcesz uciec? - Spojrzał na nią podejrzliwie. No, czyli był inteligentny, skoro się domyślił. Jak na razie jednak nie chciała potwierdzać jego domysłów. Ukradkiem spojrzała swymi morskimi ślipiami w bok, bo kocur mówił głośniej od niej. Na szczęście, nikt nie pożądany ich nie usłyszał, co było bardzo na plus. - Dlaczego miałoby ci na tym zależeć? To twój brat. Żyjesz jak królowa. Masz przywileje. Co powiesz to uczyni.
- Pfff - prychnęła - to nie prawda. – miauknęła, nieco oburzoną tym, że uważał ją za lizodupkę. Oczywiście, chętnie posmakowała by władzy, ale już dawno zauważyła, że czarny kocur miał ją i Oszronionego w dupie. Swoje dzieciaki też nie najlepiej traktował. - zauważyłeś, żebym była w jego kółku? Nie wiem, czy w ogóle pamięta, że ma jakieś rodzeństwo w tym klanie. Nic nawet o mnie nie wiesz. Nie zniżyłabym się poza tym do tego poziomu - wycharczała cicho. Ten zmrużył oczy.
- Prawda. Nie wiem. Ale ty pewnie dużo wiesz o swoim bracie, mam rację? Wychowaliście się razem.
O. Czyli miał chrapkę, aby się o liderze czegoś dowiedzieć. Czyli wiedział, że wroga trzeba znać, by móc z nim walczyć.
- Wiem, że jest podstępny i fałszywy, i sadysta z niego - miauknęła. - a to mięso z dzika jakieś podejrzane. Ogólnie cała ta jego grupa pachnie spiskiem na sto długości lisa. - rzekła cicho - chyba sam to wiesz. - dodała, kładąc głowę na łapach i przymykając oczy.
- Nie da się nie zauważyć tego, że jego psy mają naderwane uszy. Mroczna Gwiazda jest głupi jeśli sądzi, że nikt tego nie zauważy. To zbyt... podejrzane, że akurat wszystkim coś urwało te uszy w tym samym miejscu.
- Prawda. Ale przynajmniej dzięki temu wiadomo, na kogo uważać i kogo unikać – wyszeptała pointka.
- Tak... Może dla ciebie to proste. Ja ich nie szukam, a i tak mnie znajdują - Skrzywił się na wspomnienie Sosnowej Igły.
- Za bardzo się wychylasz. Mówiłam ci już to. Udawaj grzecznego. Może się uspokoją. - mruknęła mu do ucha dobrą radę. Dobrą zarówno dla siebie, jak i dla niego. Jeśli przestanie im się podkładać, to stanie się nieco bardziej przydatny dla niej.
- Zabieraj ode mnie tą gębę - fuknął, odsuwając jej pysk od siebie, co mocno jej się nie spodobało. - Ja nic nie robię. Nawet na nich nie patrzę. Sami do mnie pochodzą i zaczepiają.
Prychnęła w odpowiedzi na jego gest, po czym odsunęła się. Ta, nie patrzył na nich, na pewno. Dobrze wiedziała, że kocur nie mógł się powstrzymać, mimo świadomości konsekwencji swych czynów. Nie rozumiał, że potrzeba było dyskrecji? Położyła się, zamykając oczy.
Usłyszała, jak ten również zamknął ślipia, zapadając w sen.
***
Szła przez obóz, po porannym polowaniu. Jakiś czas temu wróciła, ale robiła jeszcze kilka kółek w cieniu, ot, tak dla trenowania, jakby to co fundował jej rudy van, wielki „mistrz”, jej nie wystarczało.
Niespodziewanie, dostrzegła, jak jej pewien czekoladowy znajomy, podchodzi do niej.
- Mam sprawę...
Zdziwiona spojrzała na niego. No, no. Robiło się ciekawie…
- Jaką? - spytała cicho morskooka. Nadstawiła ucha, zaciekawiona.
<Łasico?>