Sen
Ćmia Łapa otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła. To nie było legowisko medyka. Znajdowała się w lesie. Grube konary otaczały ją z każdej strony, a ich czubki drzew sięgały nieba. Mgła lekko muskała jej futro, ciągnąc się ociężale po ziemi. Wtedy zrozumiała, że śniła. Czy to był… Klan Gwiazdy? Spojrzała w niebo, nie było tam ani jednej gwiazdy, ale w sumie, jeśli gwiazdy to dusze przodków, a znajdowała się na ich terenie, to pewnie jest pośród nich, prawda? Nagle usłyszała za sobą szelest. Obróciła się ostentacyjnie i ujrzała cień przemykający między drzewami. Przyjęła pozycję obronną, przestraszona nagłym ruchem. Zaraz potem zza zarośli wyszła kremowa kotka o zielonych oczach, długich uszach oraz o długim ogonie. Kotka uśmiechnęła się przyjaźnie i machnęła kitą.
– Witaj, Ćmia Łapo. Nazywam się Pikująca Jaskółka i jestem twoją babką.
Uczennica otworzyła szerzej oczy. Trójoki Zając opowiadał jej o niej, chociaż jedynie tyle, że Ćma wiedziała, że była z nią spokrewniona. Kukułczy Wdzięk zaś o tym, że kremową zabił Gąsienicowy Ogryzek. Ale jak mógł on zrobić to sam wojowniczce, która została mianowana na zastępczynię? Musiał mieć jakąś pomoc albo jakoś ją omamił.
– Witaj, babciu – przywitała się. – Czemu mnie tu przysłałaś?
– Aby się zobaczyć z moją wnuczką. – Poczochrała krótkoogonową po głowie. – Oraz by cię ostrzec.
– Ostrzec? – Ćma postawiła uszy do góry. – Przed czym?
– Raczej przed kim. Na tym świecie jest wiele okropnych oraz przerażających kotów, ale lepiej uważaj na… Mirtowe Lśnienie, bo na przywódcze imię sobie nie zasłużył.
Kotka zrobiła wielkie oczy. Wiedziała, że coś było nie tak! Jednak nie miała dziwnej obsesji! Może jednak bycie złym było genetyczne?
– Co on takiego zrobił? – zapytała się.
– Och, pamiętam to, jakby to było wczoraj. Otóż pewnego, pięknego dnia, kiedy moje rany po zaciętej walce z mewami się zagoiły i miałam niedługo pójść do przodków po dziewięć żywotów oraz otrzymać imię lidera, Mirtowe Lśnienie wyskoczył na mnie i kazał mi opuścić Klan Klifu, inaczej mnie zabije. Nie mogłam zostawić mych kochanych pobratymców oraz mego domu, gdy grasował ktoś tak chętny na władzę, a więc powiedziałam mu, że albo mnie puści, albo będzie musiał zabrać mnie do grobu. Wściekł się i zaczęliśmy walczyć. Niestety, poległam, a on… zatarł ślady i udał, że otrzymał imię przywódcy. Teraz robi wszystko, aby mieć władzę absolutną nad klanem! Jesteście w niebezpieczeństwie!
Ćma otworzyła pysk z szoku. Morderca!
– To okropne! Jak on mógł podważyć wolę Klanu Gwiazdy!
– Wiem. Nie możemy pozwolić, aby ktoś taki nadal terroryzował Klan Klifu, a więc decyzją Klanu Gwiazdy jest to, aby zginął.
Serce kremowej ścisnęło się. Nie była gotowa na taki werdykt, ale cóż, to była decyzja Klanu Gwiazdy.
– Dlaczego więc mi to mówisz, Pikująca Jaskółko, skoro on ma umrzeć za waszym dekretem?
– Gdyż to właśnie tobie chcemy zlecić to zadanie. Klan Gwiazdy potrzebuje wiernych medyków, którzy będą wypełniać nie tylko obowiązki związane z leczeniem, ale również by słuchali mądrości ich przodków. Wy jesteście klifem, na którym postawiony jest obóz.
Brzmiało to racjonalnie. Dla niej to zadanie było najłatwiejsze, była medyczką, a poza tym, do jej obowiązków należała komunikacja z Klanem Gwiazdy.
Ale coś jej nie pasowało. Kątem oka rozejrzała się po okolicy. Nic podejrzanego. Spojrzała na futro Jaskółki. Jeżeli to kotka z Klanu Gwiazdy, to czy nie powinna mieć błyszczącego futra tak jak świecące punkty na niebie? Futro kremowej było matowe, wręcz pochłaniało światło, zamiast je odbijać. Przyjrzała się uważniej. Dom gwiezdnych przodków był pełen zwierzyny, a według opowieści rodziców, dusze żyły w ich najlepszym wcieleniu. Była zastępczyni była zakurzona i prześwitywały jej żebra. Kotce znów włączyła się podejrzliwość. Czyżby trafiła… do Mrocznej Puszczy? Zrobiła krok w tył.
– Dziękuję ci, Pikująca Jaskółko, może coś spróbuje zrobić.
Kotka zablokowała uczennicy drogę.
– Sprawa jest poważna, Ćmia Łapo. Jeśli go nie powstrzymamy, zniszczy cały Klan Klifu!
– Ty go zniszczysz! Co zrobiłaś, że jesteś w Mrocznej Puszczy?
Kotka zawarczała.
– Zajęłam się problemem! Pozbycie się go było moim obowiązkiem – wykrzyknęła zielonooka. Czy poprzez “pozbycie się” miała na myśli… zabójstwo? – Wiem, że Klan Gwiazdy mnie tu wtrącił, ale nie oznacza to, że jestem zła! Ten rudy nami manipuluje, Ćmia Łapo. Ale my jesteśmy ponadto. Chcę, tylko aby moi potomkowie nareszcie przestali się męczyć! Przecież to był taki dobry i otwarty dla wszystkich pobratymców klan, a teraz…
Słowa babci do niej przemawiały, ale nie. Nie mogła. Była przyszłą medyczką Klanu Klifu i nie zamierzała się jej dać zmanipulować!
Kotka musiała się bronić. Tylko jak, skoro nie przeszła szkolenia wojownika? Zauważyła szparę pomiędzy łapami Jaskółki. Schyliła się i się prześlizgnęła. Była pół liderka chciała złapać ją za ogon, ale ze względu na jego długość, nie udało jej się to. Odskoczyła trochę, wzięła pierwszą lepszą gałąź i rzuciła ją wprost na nią.
– Nie dam ci się!
– Cóż, chciałam po dobroci, ale użyje bardziej radykalnych środków. Jeśli mi nie pomożesz… czeka cię zagłada. Chciałoby się pożyć dłużej, nieprawdaż? Chociaż ukończyć szkolenie…
Kremowej zatańczyły złowrogie iskierki w oczach, po czym uniosła jedną wargę ku górze. Żółtooka zamachnęła się i krzyknęła;
– Wynoś się. Z mojej. GŁOWY!
Zaatakowała wojowniczkę gałęzią. Nie wiedziała, czy zrobiła jej coś poważnego, ale była pewna jednego. Zadziałało, bo chwilę po tym niemalże z krzykiem obudziła się w legowisku medyka. Jej serce biło jak szalone, a zimny pot oblał jej skórę. Co za koszmar. Usiadła, a dreszcz przebiegł jej po plecach. Zaczęła się zastanawiać. Jej poglądy i z góry zakładanie rzeczy, o mało co nie doprowadziły jej do popełnienia morderstwa. Może… może właśnie było odwrotnie, niż zakładała? Tylko dlaczego chciała zabić Lśniącą Gwiazdę? Może właśnie kogoś zabiła, a kocur ją zdemaskował? Tylko czemu nie powiedział tego wprost? Może nie miał dowodów? Albo pokłóciła się z Gąsienicowym Ogryzkiem, a Lśnienie miał z nią sojusz czy coś? Po jej umyśle przebiegały przeróżne myśli. Z jednej strony była przerażona, z drugiej szczęśliwa. Przerażona, bo babka okazała się zdrajcą i o mało jej nie zabiła. Szczęśliwa, bo dała jej radę. Miała na barkach nową tajemnicę i skoro naprawdę istniała Mroczna Puszcza, to Klan Gwiazdy również. Narcyz nie miał racji, bycie medykiem to nie tylko zbieranie ziół i leczenie chorych, ale również bliska relacja z przodkami. Na razie miała styczność z tymi mrocznymi, ale kto wie, może gwiezdni zaproszą ją żywą w swoje progi…
Nieoczekiwanie do legowiska weszła jej siostra, Słonkowa Łapa. Miała nadzieję, że to nic poważnego i nie widziała jej w stanie szoku…
<Siostrzyczko?>
[1028 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz