BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aksamitna Chmurka x Kwiecista Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aksamitna Chmurka x Kwiecista Łapa. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2023

Od Aksamitnej Gwiazdeczki (Aksamitnej Chmurki) CD. Kwiatusiowej Drzemeczki

„Naprawdę nienawidzę cię".
Przez te słowa zastygła w bezruchu na dłuższą chwilę. Wlepiła swój wzrok w ślad za córką, a jej ostatnia sentencja powtarzała się w jej uszach niczym mantra. Głos córki był przesycony dziwnym gniewem, którego Aksamitka nie spodziewała się po swej małej kopii.
Przekręciła w końcu głowę, pochylając ją. Zmusiła się do spojrzenia na własne łapy. Biel pokryta piachem. Brud po kolejnej zabawie w berka.
— Aksamitko? — Zadrżała. — Wszystko w porządku? Pokłóciłaś się z Kwiatusiową Drzemeczką?
Krewetka stała nad nią, już dawno przekraczając jakiekolwiek wyznaczone granice przestrzeni osobistej. Szylkretce oczywiście to nie przeszkadzało, akceptowała bliskość każdego, a w szczególności tych, którzy rozumieli jej spojrzenie na świat.
Czy się pokłóciły?
Ona przecież nie byłaby zdolna do tkwienia z kimś w niezgodzie. Ona była miła, więc inni odpowiadali jej tym samym (chociaż nie zawsze bywało to widoczne). Ona nie mogłaby się z kimś "pokłócić".
Sama sugestia zabrzmiała dla niej jak bluźnierstwo. Mimo to uśmiechnęła się szeroko, zerkając na wojowniczkę.
— Oj głuptasku, oczywiście, że między nami wszystko w porządeczku! Jak najlepszym! — oświadczyła, zrywając się na równe łapy. — Kwiatuszek po prostu... Pobiegła się schować. Bawimy się w chowanego, a ona troszeczkę się obruszyła na stwierdzenie, że z łatwością ją znajdę. Wiesz, młoda jest i głupiutka, ale to przejdzie, jak dorośnie! — zapewniła, odchodząc żwawym krokiem, nim ta krótka wymiana zdań zamieniłaby się w jakąś poważniejszą rozmowę.
Oczy ją dziwnie szczypały. Musiała długo i często mrugać, aby pozbyć się tego uciążliwego uczucia.
„Nienawidzę cię" — Kwiatuszek nie miała tego na pewno na myśli. Pewnie chciała pójść na przygodę życia z ojcem, ale nie potrafiła tego poprawnie przekazać. Jak już się uspokoi, to przegadają temat panowania nad własnymi emocjami.
Coś mokrego spłynęło po jej policzku.
Zerknęła w górę.
Nie padało.

***

Jej córka długo nie wracała. Nawet Niedźwiedź zdołał przytaskać jej do obozu siostrę, nim prawda o losach Kwiatek wyszła na jaw. Nim zaciekawione spojrzenia wojowników padły na nią, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
To... To nie mógł zrobić żaden kot. To nie było jakkolwiek moralne. Okropne, bestialskie posunięcie, godne jedynie prawdziwego potwora.
Ale ona nie mogła się przez to załamać. Ani przez chwilę nie mogła pokazać reszcie, że nie czuje się najlepiej. Była w końcu Aksamitką! Tym wesołym, uroczym promyczkiem słońca na ziemi! Uśmiechała się, ignorując słowa innych.
Zdarza się. Tragedię się zdarzają. Niektórzy po prostu młodo umierają.
Ugryzła się w język. Bolało. Już nie wiedziała nawet co. Wszystko. Ból był wszędzie. Dlaczego ostatnie słowa jej własnego dziecka miały taki okropny wydźwięk? Czemu jej to powiedziała? Przecież... Miała poznać swoją ciocię! Misiowi nic nie zdarzyło się na tej podróży, a ona zrobiła jej z tego taki wielki problem!
„Naprawdę nienawidzę cię".
Nawet wiatr podsuwał jej te słowa do uszu. Przychodziły znikąd i uderzały w nią znienacka.
Zmrużyła oczy, gdy coś mokrego kapnęło na jej nos.
Tym razem to był deszcz. Padało. Niebo płakało za nią.
Bo ona nie mogła. Ona musiała się uśmiechać. Inaczej nie byłaby sobą.

04 sierpnia 2023

Od Kwiecistej Fantazji(Kwiatusiowej Drzemeczki) CD. Aksamitnej Gwiazdy(Aksamitnej Gwiazdeczki)

 Gdy się obudziła, było to gwałtowne i z dodatkiem przestraszonego, zdezorientowanego syknięcia. Nie widziała nic na oczy i dopiero po chwili ciemność odeszła, wraz z szumem w uszach, zostawiając jedynie ból głowy.
Nie była już u dziadka Szamana. Była u ich medyka, tuż obok dostrzegła tatę i gdzieś w tle Morskie Oko. Z jakiegoś strony widok burego przywołał łzy i chybotliwe wciągnięcie powietrza.
— Tato! — rzuciła się w jego stronę, choć bolały ją tylne łapy, jakby ktoś szurał nimi po ziemi i wtuliła pyskiem w futro, plącząc pazury w sierść, jak mały kociak.
Nie mogła mieć pewności dlaczego, bo dziadek był miły, ale gdy zaczynała odpływać, jakiś jej ukryty instynkt bił na alarm.
 I znów, nie wyczuwała tu śladów matki. Nie było jej tu, gdy czuła się źle.
***
Nie zwracała zbytnio uwagi na to, co działo się na zgromadzeniu czy w ich klanie. To znaczy, nie chciała zwracać, ale było ciężko. Jej nowe imię było jej wcześniej obojętne, ale wraz z usłyszanymi głosami była coraz bardziej mu niechętna. Wciąż czuła też żal do liderki. Podobno porzuciła ją śpiącą tuż po wejściu do obozu. Nigdy nie spytała jak się czuła. Nie przejęła się. Jak bardzo nie chciała kiedyś wierzyć w słowa Srokosza, te coraz bardziej potwierdzały się.
Dlatego też jej pysk zesztywniał, gdy tak podobna do niej kotka usiadła obok. Nie wspominając o tym, jak bardzo chciała odpocząć teraz sama.
— Ah Kwiatusiowa Drzemeczko, tak się staram, a oni dalej marudzą! Zaraz się jeszcze zarażę i też będę ciągle narzekać, straszne!
Ugryzła się w język, by nie zasugerować, że może mieli rację, narzekając. Że może to matka była głupia. Narzekała tylko na tatę, jakby to ona nie uprzykrzała im życia na każdym kroku. Oblizała podniebienie. Nie widziała taty od zgromadzenia i bała się, że ich porzucił. Przez głupotę Aksamitki. Powiedziała coś i nie wytrzymał. Chciała to usłyszeć, jakby tak było. Może po to, by móc zamachnąć się na nią łapą, wyżyć budującą się frustrację.
— A gdzie tata? Nie widziałam go od zgromadzenia.
— Poszedł po twoją ciocię.
— Jak to ciocię? Przecież... Mam już tu ciocię...
— Tamta jest inna. Fajniejsza. Jej się z pewnością spodoba to, co się u nas aktualnie dzieje! Na pewno ją polubisz. Lisiaczkowy Puszeczek to jednak rasowa zrzęda przy niej. O, jak już twój tatuś przyprowadzi Daglezje, to zaprosimy ją i pójdziemy jeszcze raz na obiad do twojego dziadka! Szkoda, że ostatnim razem nie wyszło… 
Powoli zamrugała, czując, jak coraz bardziej sztywnieją jej mięśnie, a sierść unosi się wzdłuż całej linii kręgosłupa.
— Kazałaś… Kazałaś mu odejść za tereny? Do obcych?
— Jakie odejść! — zaszczebiotała wesoło — Wróci, jak tylko złapie Daglezję!
Zacisnęła zęby tak mocno, że zabolały.
— A pomyślałaś, że może stać mu się krzywda?! — wrzasnęła z płaczem w głosie, zwracając uwagę większości, jak nie całego, obozu
 — Oj tam, nic mu nie nie stanie, nie bądź głupiutka! A nawet jeśli, zawsze macie mnie! Jestem dużo lepsza od Puszystego Niedźwiadka.
— Czy naprawdę jesteś aż tak- aż tak tępa! To daleko! On jest sam! — wstała, gwałtownie machając ogonem — Nie chcę zostać z tobą! Chcę tatę! Jeśli ktoś mógłby zginąć, to tylko ty! Należy ci się! — tknęła ją parokrotnie łapą, jakby chcąc dźgnąć bez wyciągania pazurów — Ciągle tylko go obrażasz! Nie interesuje cię nasze dobro! Porzucasz nas — coraz trudniej było jej wypowiadać słowa, za szybko oddychała, w emocjach zapomniała wszystkich rzeczy z listy "co wypomnieć matce", którą przygotowywała od księżyców, gdy Srokosz otwierał jej oczy na jej zachowanie. 
— Naprawdę nienawidzę cię. — syknęła — Idę czekać na tatę na granicy.
Wciąż wściekle machając ogonem, odeszła, rzucając kilka krzywych spojrzeń na gapiące się wciąż koty.


<Aksamitko?>

Od Aksamitnej Gwiazdy(Aksamitnej Gwiazdeczki) CD. Niedźwiedziej Siły(Puszystego Niedźwiadka) i Kwiecistej Fantazji(Kwiatusiowej Drzemeczki)

Ściągnięcie córki taki spory kawał okazało się dla niej dość sporym wyzwaniem. Kwiatuszek była leciutka, ale że Aksamitka siłą nie grzeszyła, to ciągnięcie za kark śpiącej kotki pochłonęło jej dużo czasu. Co rusz zatrzymywała się jeszcze, by popodziwiać piękno przyrody, a przy okazji licząc, że młodsza zaraz to się zbudzi i wspólnie potuptają do domu.
Swoją drogą Niedźwiedź jak zawsze musiał wszystko popsuć. Nie powinno go co prawda obwiniać o to aż tak, bo sama po niego poszła, ale liczyła na inne zakończenie tej sytuacji. Sądziła, że jak sprowadzi go do jego ojca, to zobaczy, jak super się bawią i przestanie o nim tak źle mówić. Ostatecznie stracili szansę na dobry obiad.
Zasapana w końcu dotaszczyła kotkę do obozu. Obecni wokół wojownicy wydawali się zmartwieni stanem jej dziecka, ale zapewniła ich, że ta jedynie ucięła sobie drzemkę i zaraz będzie biegać pełna sił. Już ktoś inny zaniósł ją do legowiska medyków, a Aksamitka z uśmiechem na pysku próbowała po raz drugi uciec z własnego klanu, licząc, że jak się pospieszy, to natknie się jeszcze na Szamana.
— Zwariowałaś? Czego nie zrozumiałaś po naszej ostatniej rozmowie, że mój ojciec chce was zjeść! — Położyła nisko uszy po sobie, słysząc głos Niedźwiedziej Siły za plecami.
Zdążył wrócić. A to pech. — Wszystkiego, bo kłamałeś! Twój tatuś jest milutki i chciał nas poczęstować czymś dobrym, a ty jak zwykle robisz problemy tam, gdzie ich nie ma! — burknęła.
Bury westchnął cierpiętniczo, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Gdzie jest Kwiatuszek? — zapytał twardo. — Nie wierzę, że wciągasz w to naszą córkę...
— No u medyków, ale nie martw się, od spania jeszcze nikt nie umarł — oświadczyła. — Poza tym w ten sposób regeneruje się, więc to zdrowe. Aj Misiu, głupiutki czasem jesteś, że nie rozumiesz takich podstaw — dodała, patrząc na niego z niezadowoleniem.
Kocur jej dalej nie słuchał, bo od razu skierował swe kroki do wskazanego przez nią miejsca pobytu ich córki. Aksamitkę ciekawiło, czemu tak przeraża go urządzanie sobie drzemek. Może Niedźwiedź nie lubił tracić czasu na spanko?
Nie znała go jeszcze z tej strony, zazwyczaj wydawał się leniwy i ospały, ale skoro tak się sprawy miały, to nie będzie tego komentować. Nie mogła jednak zawieść dziecka i sama iść na smaczne jedzonko, toteż postanowiła tę podróż przełożyć na inny dzień.

***

Ostatnie zgromadzenie nie poszło po jej myśli. Nie otrzymała takiego odzewu, na jaki liczyła, a na dodatek Misiu powiedział, że własna siostra wszczyna jakiś bunt przeciw niej! Szylkretka ze skrzywionym nosem spoglądała na liliową pointkę. Dlaczego nawet najbliżsi nie rozumieli, jak ważna jest miłość i radość w tych czasach?
— Ah Kwiatusiowa Drzemeczko, tak się staram, a oni dalej marudzą! — westchnęła, padając przy leżącej na uboczu obozu córce. — Zaraz się jeszcze zarażę i też będę ciągle narzekać, straszne!
Młodsza rozejrzała się niespiesznie, z lekka ignorując słowa matki.
— A gdzie tata? — zapytała. — Nie widziałam go od zgromadzenia.
— Poszedł po twoją ciocię — odparła ze spokojem.
— Jak to ciocię? Przecież... Mam już tu ciocię...
— Tamta jest inna. Fajniejsza. Jej się z pewnością spodoba to, co się u nas aktualnie dzieje! Na pewno ją polubisz. Lisiaczkowy Puszeczek to jednak rasowa zrzęda przy niej — dodała. — O, jak już twój tatuś przyprowadzi Daglezje, to zaprosimy ją i pójdziemy jeszcze raz na obiad do twojego dziadka! Szkoda, że ostatnim razem nie wyszło... — westchnęła, śliniąc się z lekka na samą myśl o pysznym posiłku, jaki mógł przygotować im Szaman.

<Kwiatek?>

28 lipca 2023

Od Niedźwiedziej Siły (Puszystego Niedźwiadka) CD. Kwiecistej Fantazji (Kwiatusiowej Drzemeczki) i Aksamitnej Gwiazdy (Aksamitnej Gwiazdeczki)

 Spotkał Aksamitkę, gdy wracał z patrolu. Nie miał pojęcia co tu robiła. Stanął jak wryty, rzucając jej pytające spojrzenie. Ta uśmiechnięta od ucha do ucha, jak zawsze zresztą i ogłosiła mu radośnie, że była z Kwiecistą Fantazją u jego ojca. Czas jakby się zatrzymał. Miał ochotę złapać ją za barki i potrząsnąć, drąc się na nią szaleńczo czy oszalała. Ile razy jej tłumaczył, że nie powinna mieszać dzieci w to wszystko?! I to jeszcze zorganizowała za jego plecami spotkanie z jego ojcem! Ojcem kanibalem! 
— Gdzie ona jest?! — zapytał dość ostro i stanowczo, rozglądając się po otoczeniu, by ujrzeć futro swojej córki, całe i zdrowe, wcale nie zjedzone przez własnego dziadka. 
— Nie bulwersuj się tak, Misiu. Wszystko jest w porządku, jest bezpieczna. Twój tatuś był taki miły, zaprosił nas na obiad. Chodźmy to zdążymy! — pisnęła radośnie, a on już jej nie słuchał.
Pognał w tę pędy do jego jamy. Wiedział gdzie mieszkał, w końcu raz dał się nabrać na te jego sztuczki i prawie skończył w ogniu. Od tamtej pory omijał to miejsce szerokim łukiem. Ale właśnie to tam zawsze przygotowywał swoje potrawy, dlatego też nie czekał na partnerkę. Wściekłość go wręcz paliła w opuszki łap, gdy sadził ogromne susy. Czas tu się teraz liczył najbardziej. Nie wiedział w końcu ile minęło uderzeń serca odkąd Aksamitka wyruszyła go szukać. Ale ona była nierozważna... Ugh... Szkoda słów. Mówił jej, że jego ojciec jest niebezpieczny, to nieee... Nie znał się. 
Możliwe, że szczęście mu dopisało, ponieważ wpadł na miejsce w idealnym momencie, gdy Szaman próbował rozpalić ogień. Rozejrzał się i dostrzegł leżącą na ziemi kotkę, nafaszerowaną ziołami jak jakieś dane podawane u Wyprostowanych. Zabije go! Zabije drania! 
Rzucił się na kocura, splatając się z nim w uścisku. Syczał na niego groźnie, wgryzając się w jego gardło. Chciał go zabić tu na miejscu. Nie mógł zaszkodzić jego rodzinie! Nie mógł! Kopnięcie w brzuch odebrało mu dech. Upadł na bok, a staruszek docisnął go do ziemi, dusząc swoją potężną łapą. 
— Och... Przyszedłeś. Jak miło. Właśnie miałem przygotowywać potrawę. — Oblizał się. 
Co za potwór! Starał się go ugryźć, ale ten trzymał go w żelaznym uścisku. Potrafił sobie radzić z krnąbrnymi posiłkami. Nie zamierzał jednak tu ginąć i posłużyć za jego kolejne danie. 
— Zostaw... Ją — wychrypiał, drapiąc pazurami kończynę kocura, który cofnął ją, dając mu po pysku. Ale przynajmniej odetchnął i udało mu się uwolnić spod ciężaru. 
Zaraz jednak poczuł jak Szaman wbija się zębami w jego kark i zaczyna ciągnąć po ziemi niczym niesforne kocię. Wyrywał się i szarpał, mając gdzieś, że powodował tym sposobem u siebie ból. Samotnik nagle zamarł, jakby zmienił zdanie i przyciągnął go do siebie, obejmując łapą. Zdumiony zamrugał, dostrzegając biegnącą w ich stronę Aksamitkę. 
— Je-jestem, ha... — dyszała, łapiąc oddech. — Ale Misiu wystrzeliłeś! Ledwo cię dogoniłam. — Spojrzała na ich dwójkę, a na jej pysku zakwitł uroczy uśmiech. — Awww... Mówiłam, że się kochacie! 
— Tak. Ja i mój synek właśnie tuliliśmy się na zgodę — powiadomił Szaman, wciąż go przyciskając łapą do siebie. 
— Ja też chcę! Też! — I nie czekając na odpowiedź ich dwójki, dopadła do drugiego boku czekoladowego. 
Skrzywił się na to, próbując uwolnić się z uścisku tej dwójki. Musiał sprawdzić co z jego córką! Wciąż leżała i nie ruszała się. Ale jednocześnie Szaman miał jego partnerkę. Jego kły były bliżej jej gardła niż młodsza. Musiał myśleć. Jak uratować dwie idiotki nie dając się zabić ojcu? Samotnik zaśmiał się przyjaźnie, posyłając mu uśmieszek pełen zadowolenia. Poczochrał go łapą po łbie, wypuszczając, przez co upadł na ziemię. 
— Przepraszam za Misia, niezdara z niego — usłyszał głos Aksamitki, która dobrze się czuła przy boku czekoladowego. Posłał tej dwójce zimne spojrzenie, zbierając się na łapy. 
— Wracamy do obozu. Już! — wydał rozkaz, mordując kocura wzrokiem. 
— Ale Misiuuu! A co z obiadem? — partnerka wydała z siebie niezadowolony pisk.
— Nie będziemy zjadać Kwiatuszka! Po moim trupie! Aksamitko zabierz ją do obozu, leży tam! — Wskazał na młodą łapą, chcąc pokazać jej, że ich córka była nieprzytomna. 
Kocica rzuciła okiem w tamtą stronę, ale nie wyglądała na zmartwioną. 
— Och... Usnęła... To przez to, że tak długo się tu wlekłeś, Misiu. Znaleźć cię było ciężko, a ty przecież taki duży, że cię powinno widać nawet na końcu terenów! — miauknęła oburzona. 
Otworzył pysk, ponieważ nie wiedział jak na to zareagować. Szaman zaśmiał się, bawiąc się najwyraźniej wyśmienicie. 
— Wiesz Misiu... Z racji tego, że potuliliśmy się na zgodę pozwolę wam odejść — powiedział Szaman z kpiącym uśmieszkiem. 
Zaraz coś go trzaśnie. Kocur wręcz kpił mu w pysk! Przynajmniej odpuścił. Chciał już stąd natychmiast zwiewać, póki miał jeszcze szansę. 
— Cooo? Ale ja nie chceee! — oburzyła się szylkretka. — Niech Misiu sobie idzie. Zaprowadzi Kwiatuszka do obozu, a ja tu zostanę. — Przytuliła się ponownie do czekoladowego, jak gdyby znalazła sobie jakiś wygodny mech. 
— Nie! — od razu krzyknął, pakując się pomiędzy nią a kocura, oddzielając ich od siebie. — Ty zabierz Kwiatuszka, a ja z nim zostanę — palnął, co spotkało się z ich zaskoczonymi spojrzeniami. — Muszę z nim pogadać. Jak ojciec z synem. Chciałaś, abym dał mu szansę, więc pozwól mi z nim porozmawiać... — nie wierzył, że to mówił, ale to była jedyna szansa, aby Aksamitka jak najszybciej się stąd zmyła i uratowała życie swoje i ich córki. 
— No dobrze... Dobrze... — Przewróciła oczami, idąc do Kwiatuszka. — Ale na następny obiad przychodzimy całą rodziną! — ostrzegła, łapiąc córkę za kark, a następnie zawracając z nią do obozu. 
Liczył na to, że medyczka jakoś jej pomoże. Nie miał pojęcia co samotnik jej podał czy też zrobił, że ta straciła przytomność. Gdy się oddalili, odwrócił się do czekającego ojca ogarniając, że przez ten cały czas siedzieli bardzo blisko siebie. Skrzywił się i cofnął, mierząc się z nim chwilę spojrzeniem. 
— Daj nam spokój. Poluj sobie na samotników, a nie moją rodzinę! — warknął w jego stronę. 
Czekoladowy oblizał się, robiąc krok naprzód. 
— Podobno więzy krwi smakują najlepiej... Oj nie gniewaj się — mruknął widząc jego wrogą minę. — Twoja ukochana mnie lubi, powinieneś brać z niej przykład... — zamilknął, a gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi, kontynuował. — Widziałeś się z matką? Minęło już tyle księżyców, a ona wciąż odrzuca moje zaproszenia. 
— Dziwisz się? — Uniósł brew, cofając się ponownie. 
— Może odrobinę. Podobno kot z wiekiem pragnie powrotów do przeszłości. Liczyłem na to, że na starość mnie przynajmniej odwiedzi... 
Nie z nim te numery. Samotnik nie miał szans wziąć go na litość. Nie był głupi. 
— Jeżeli jeszcze raz nafaszerujesz moje dziecko z zamiarem zjedzenia to cię zabiję — zagroził, szczerząc wrogo kły. 
Szaman uśmiechnął się do niego miło, tak jakby właśnie mu nie groził. To była chwila moment, a znów leżał pod jego potężnymi łapami, czując ucisk na gardle. 
— Coś mówiłeś? Hm? Może potrzebujesz teraz ojcowskiego wychowania... 
Spiorunował go spojrzeniem, szarpiąc się niczym ryba, starająca się wyrwać na wolność. 
— Już spokorniałeś? — zapytał dostrzegając, że nie rzucał już w jego stronę żadnymi słowami. Czekoladowy nachylił się do jego ucha, a następnie wyszeptał słowa, które sprawiły, że zamarł. Gdy go puścił i odszedł, leżał jeszcze chwilę na ziemi, wgapiając się w miejsce, w którym był. 
Wychodziło na to, że miał coś jeszcze do zrobienia... Nie zamierzał jednak ruszać w tę pędy do tego miejsca. To mogła byś w końcu pułapka. Musiał zweryfikować jego słowa. Tego jeszcze brakuje, aby Aksamitka poznała jego drugiego ojca! Podniósł się na łapy, a następnie biegiem pognał do obozu. Najpierw należało sprawdzić co z córką i czy przeżyła bliskie spotkanie z dziadkiem. Dopiero potem zmierzy się z przeszłością.

<Kwiatek? Aksamitko? Żegnam>

27 lipca 2023

Od Kwiecistej Fantazji (Kwiatusiowej Drzemeczki) CD. Aksamitnej Gwiazdy (Aksamitnej Gwiazdeczki) do Niedźwiedziej Siły (Puszystego Niedźwiadka)

 — Dzień dobry panu — zbliżyła się kilka kroków, by być bliżej mamy, bo jednak nie była tak odważna, jak ona — Mówił... Niewiele. Tylko trochę. Że... Jest pan niemiły. — nagięła trochę słowa ojca, uznając, za byłoby niegrzecznie powiedzieć komuś, że jest groźny i miała nie słuchać się matki, by iść w odwiedziny. Co właśnie zrobiła. Tata byłby zły, więc nie chciała się przyznawać do tego w przyszłości.
Z pyska kocura nie znikał życzliwy uśmiech. Pochylił nieco łeb, aby być na poziomie jej oczu, ponieważ nieco nad nią górował. 
— Och? Ja niemiły? Skądże. Twój tata widzę, że wciąż żywi do mnie urazę... — westchnął smutno, zerkając na mamę. Trochę zrobiło jej się żal starszego kocura. — Cieszę się jednak, że jego partnerka jest rozsądniejsza. Chciałybyście mnie odwiedzić w mojej norze? Słynę z pysznych dań, których na pewno nigdy nie miałyście w pysku. A od dawna nie miałem gości... więc byłoby mi bardzo z tego powodu miło.
Aksamitka energicznie pokiwała głową, nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony córki, która spojrzała na nią za wskazówką.
— Oczywiście! — pisnęła. — Coś czułam, że pan biedny i samotny, więc na pewno chętnie zostaniemy. Ale nie na długo, bo teraz jestem liderką w klanie, więc mam duuużo obowiązków na głowie i muszę to potem ogarnąć.
— No proszę... Gratulacje — pochwalił, po czym skierował kroki przed siebie, prowadząc gdzieś obie kotki. 
— Zapraszam do środka. — Wskazał wejście do jamy, stając za nimi. Byli coraz dalej od swoich terenów, a zapach podrażnił jej nos.
Mama gwałtownie zatrzymała się, z szerzej otworzonymi oczami.
— Albo wiesz co? — mruknęła, zerkając na córkę. — Co ty na to, byś została chwilę sama z dziadkiem, a ja pójdę po tatę? Na pewno polepszy mu się humor, jak zobaczy, jak się dobrze dogadujemy. Szkoda, żeby też nie skosztował tych pyszności, które na pewno ma pan do zaoferowania — dodała, zerkając na Szamana.
Spojrzała kątem oka na uśmiechającego się wciąż przyjaźnie kocura, potem patrząc na matkę i kiwając jej głową na zgodę. Tata zawsze był dobrym wyborem, a głupio byłoby mówić mamie, że nie chciała, by wiedział. Jeszcze by mu powiedziała i by się bardziej zdenerwował.
Z zadowoleniem wymalowanym na pysku zostawiła córkę i ruszyła w stronę terenów Klanu Klifu.
Dziadek uśmiechnął się miło do wnuczki, po czym objął ją ogonem, wprowadzając do swojej jaskini. Było tu o dziwo przytulnie. Przypominało kotce bardziej nie norę samotnika, a legowisko medyka. Wonne zioła były posegregowane w kupki, a świeży zapach trawy miło rozchodził się po nosie. Kocur poprowadził ją na mech, który był świeży, czysty i miękki w dotyku. 
— Chciałabyś może pomóc mi wybrać zioła dla naszego dania?
— Zioła do zwierzyny? — zmarszczyła nosek — Nie znam się na tym, nic takiego u siebie nie robimy. Jeszcze bym coś zepsuła…
— Nie zepsujesz. Spójrz na te. — Pokazał jej pąk świeżego czegoś, zielonego i postrzępionego. — Powąchaj. Ładnie pachnie, prawda? — Następnie przejechał rośliną po futrze kotki, wplatając jej zioła w futerko. — Teraz będziesz pachnieć jak dziadek.
Zaśmiała się krótko, śledząc rośliny kątem oka.
— Tak, całkiem przyjemnie. Skąd to masz, dziadku? Może pokazałabym tacie jak będziemy w domu razem z jakąś zwierzyną, którą sama upoluję!
— Znajduje — rzekł zgodnie z prawdą. — Zwykle w ogrodach należących do Wyprostowanych. — Pochwycił szczypiorek, zaciągając się jego aromatycznym zapachem i jego także wplótł w sierść wnuczki. — A to majeranek. — Pokazał kolejną roślinę, która skończyła ponownie w jej sierści. — Ma intensywny zapach, ale komponuje się cudownie z potrawami.
— Wchodzisz do dwunożnych? — szeroko otworzyła oczy — Nie boisz się? Zabierzesz mnie kiedyś? Proszę! — zrobiła słodkie oczka
— Owszem wchodzę i nie, nie boje się. Zwykle robię to, gdy ich nie ma. Jeżeli twoi rodzice pozwolą, to chętnie cię tam zabiorę — zapewnił, a następnie skierował kroki do składziku, kładąc przed kotką masę roślin, które zaczął ładować do pyska myszy, faszerując ją, a następnie podając wnuczce. — Zjedz. Chętnie poznam twoją opinię czy smaczne.
Zgarnęła mysz do pyszczka, zaczynając ją ciamkać. Prawie ją wypluła na nieznaną teksturę roślinności, ale z grzeczności powstrzymała to i skończyła
— ... Dziwne. — przyznała — Nie mówię, że nie dobre! Tylko inne. — szybko się wytłumaczyła.
— Owszem. Inne. Mało kto docenia dobrą kuchnię — mruknął, zgarniając ziółka i tworząc z nich niby legowisko. Kwiatuszek poczuła zaraz dziwną senność, która z każdą chwilą ogarniała ją coraz bardziej. Chwilę próbowała rozbudzić się, rozmawiając z dziadkiem, ale główka coraz częściej jej opadała…

<Tato ratuj>

27 czerwca 2023

Od Aksamitnej Chmurki (Aksamitnej Gwiazdy) CD. Kwiecistej Łapy (Kwiecistej Fantazji)

Szerszy uśmiech zagościł na jej pyszczku. Uwielbiała entuzjazm tego dziecka, na wszystko się zgadzała, nie to, co Niedźwiedź, który zawsze miał jakieś "ale" i tłumaczył to posiadaniem "zdrowego rozsądku". Przecież ona nie była chora, więc jej rozsądek też nie mógł być!
— Wtedy spotkaliśmy go w okolicy Złotych Kłosów, więc tam zaczniemy nasze poszukiwania — oświadczyła, prowadząc córkę we wspomnianym kierunku. — To naprawdę niezwykle miły kocur, polubisz go, a on ciebie — zagwarantowała jej, wesoło mrucząc pod nosem.
— Nie bierzemy nikogo ze sobą? — zapytała młodsza, rozglądając się w przelocie. — Bo tata właśnie do nas idzie.
Aksamitka momentalnie zatrzymała się, przez co drepcząca za nią kotka miała bolesne zderzenie z jej tyłem. Zastępczyni Klanu Klifu powędrowała wzrokiem za siebie, odkrywając, że bury kocur rzeczywiście do nich zmierzał.
— Idziecie na polowanie? — spytał.
— Nie, idziemy do twojego taty! — zawołała wesoło Kwiecista Łapa, a pointka gdyby mogła, to by całkowicie pobladła. Mina Niedźwiedziej Siły mówiła sama za siebie.
— Odejdziesz na moment, skarbie? Muszę chyba porozmawiać z twoją matką — rzekł z powagą, a ich córka, choć chwilę się wahała, spełniła wolę ojca, odsuwając się na kilka większych kroków.
Aksamitna Chmurka dyskretnie też zaczęła się wycofywać, ale jej partner gwałtownie jej to uniemożliwił.
— Zwariowałaś? — zapytał, wpatrując się w nią z niedowierzaniem. — Powiedziałaś jej o moim ojcu?
Kotka przewróciła oczami. Już zaczynał przeżywać ten temat niczym znerwicowana królowa, której ktoś nie wymienił posłania.
— Wyluzuj Misiu, rodzina to ważny aspekt życia! Powinna go poznać, sam nas zapraszał i był niezwykle miły...
— On nie był miły, on chciał nas zjeść, tak samo jak zjeść będzie chciał ją. — Zastrzygł uchem w kierunku młodszej szylkretki. — Aksamitko, jesteś zastępczynią, nie możesz zachowywać się w ten sposób! — oburzył się.
Zamrugała, nie ruszając się z miejsca. Dopiero po chwili cicho prychnęła, przekręcając pysk w stronę oczekującej ich wielkiej przygody córki.
— Nigdzie nie idziemy, bo tatuś nie chce, żebyśmy się dobrze bawiły — rzuciła głośno, głosem przepełnionym urazą. — Będziemy siedzieć i się nudzić całeeeee dnieee — podkreśliła z wyrzutem.
Bury zmrużył oczy i westchnął głośno.
— Wiesz dobrze, że nie o to cho...
— Jesteś zazdrosny, bo twój ojciec lubi mnie bardziej od ciebie! — burknęła, wymijając go i trzepiąc ogonem w nos. — Nie ma co się dziwić, skoro z ciebie taki ponurak — dodała oskarżycielsko, zostawiając z nim córkę.
Co on sobie myślał? Przecież to był taki świetny plan, aby odwiedzić osamotnionego teścia, a ten zachowywał się, jakby co najmniej prowadziła ich na śmierć!

***

Jej córcia była już wojowniczką, inna zdecydowała się na drogę medyka, a jeszcze dwie kolejne dalej się szkoliły. Minęło sporo czasu od ich nieskutecznej próby odnalezienia Szamana, a skoro teraz Grzyb oddał jej posadę lidera, to ona tu rządziła i Niedźwiedź nie mógł jej dłużej czegokolwiek zabraniać.
Specjalnie wysłała kocura na patrol, żeby tym razem nie mógł im przeszkodzić. Odnalazła szylkretkę w legowisku wojowników i lekko szarpnęła ją za ogon.
— Chodź Kwiatuszku, nasza przygoda na nas czeka — zamruczała. — Tylko szybko, zanim twój ojciec wróci.
Szylkretka podniosła na nią zaskoczona wzrok, podwijając łapy pod siebie. Po chwili przytaknęła i wstała, ruszając za nią posłusznie.
Tym razem udało im się opuścić obóz i dojść do obszaru Złotych Kłosów. Lekka mżawka zdecydowanie im sprzyjała, bo ich ślady i zapach ginęły w kroplach deszczyku. Aksamitka szła z nosem w górze, szukając wzrokiem jakichkolwiek oznak, że ktoś tu bytuje.
Doskonale pamiętała ich pierwsze spotkanie, ale wśród jasnych źdźbeł nie dostrzegała niczego czekoladowego. Jedynie prześwity drzew w oddali myliły ją swoją brązową barwą.
Czuła, że Kwiatek się zniechęca. Kręciły się tak dosyć długo, ale po Szamanie nie było żadnego znaku. Pewnie Niedźwiedź wrócił już z patrolu i począł szukać ich dwójki. Jeśli był sprytny (a niestety, zdarzało mu się być mądrym) to pewnie przypomniał sobie, że bardzo chciały odszukać jego ojca. Nawet ostatnio wspominał, że jeśli znowu przyjdzie jej to do głowy, to ma to sobie z niej od razu wybić.
— Mamo! — Podekscytowany głos córki wyciągnął ją z zamyśleń. — A tam? — Wskazała łapką w dal, gdzie pośród złotych kłosów przesuwał się ciemny, większy od nich kształt. — Chyba ucieka.
Rzeczywiście, przesuwał się w przeciwną od nich stronę.
— O nie — załamała się kotka. — Musimy go dorwać! — krzyknęła z determinacją i z niebywałą jak na nią prędkością, popędziła w stronę ich zbiega.
Niedźwiedź najpewniej skarciłby ją teraz za nieodpowiedzialność, bo przecież mógłby być to ktoś obcy, albo nawet jakieś wygłodniałe zwierzę. Gdy jednak szarpnęła czekoladowy kształt za ogon, a spojrzenie ciemnych oczu spoczęło na niej, ulga ogarnęła jej ciało.
— Dzień dobry! — Puściła jego ogon, uśmiechając się szeroko. — Panie Szaman, pamięta mnie pan?
Kocur wpatrywał się w nią chwilę z lekkim zawieszeniem, a potem kąciki jego pyska uniosły się w górę.
— Oh, jakbym mógł zapomnieć pysk tak uroczej damy? — zamruczał. — Aksamitkowe... Aksamitka, prawda? — upewnił się, zerkając na kryjącą się w oddali Kwiatek. — A cóż to za panna ci towarzyszy? Mojego syna tu nie ma? — spytał ze smutkiem w głosie.
— No ni, głupek dalej na pana marudzi, że pan zły i zjada koty. A ta tutaj to nasza córka, Kwiatuszek! No chodź bliżej, w końcu poznasz dziadka! — Machnęła łapą. — Mamy ich cztery, może kiedyś je pan pozna! — dodała z ekscytacją.
Szaman wyprostował się, skinając w jej stronę głową.
— A więc witaj, Kwiatuszku. Czy mój syn cokolwiek ci o mnie opowiadał?


<Kwiatek?>

05 czerwca 2023

Od Kwiecistej Łapy CD. Aksamitnej Chmurki

Nie była pewna, co ze sobą zrobić, po powrocie z treningu z Białą Zamiecią. Miała ochotę jeszcze trochę potrenować, ale nie z mentorką. Wciąż miała trochę żal do niej. Wychodząc ze żłobka, miała nadzieję, że jej mentorem zostanie tata. Nie mogła też sama opuścić obozu, więc była zawiedziona.
Rozwiązanie samo jednak się znalazło, w postaci ich mamy, która podeszła i zaczęła rozmawiać z Kwiatuszkiem, a częściowo sama ze sobą.
— W sumie to mamy czas. Co powiesz na spontaniczną wycieczkę?
Nie podobało jej się, jak mówiła, że tata nie jest najlepszym tatą i że jest niemiły, aż zmarszczyła nosek na te słowa. Co ona wiedziała o byciu rodzicem, jak tyle siedział z nimi kocur. Dosłownie teraz cieszyła się z tego, że jej córka nazwała ją mamą. Chyba przede wszystkim źle czuła się z tym słowem. Powinny mieć to za sobą. Nie to, że mamy nie kochała, ale wtedy zostawiła je w żłobku i rzadko przychodziła i jakoś tak… nie czuła z nią takiej więzi, jak z tatą. Nie zamierzała jednak odpuścić spędzenia z nią czasu, gdy tylko czasami miały wspólne chwile, tym bardziej bez reszty rodziny, a tym bardziej nie chciała, by ominęła ją wycieczka. Aż świerzbiły ją łapki na pójście w teren poza treningiem i z kimś innym niż Białą Zamiecią i to szybko przyćmiło jej niezadowolenie.
— Tak! Chodźmy! Bardzo proszę mamo! Chodźmy spotkać dziadka Szamana! — podskoczyła w miejscu, wesoło prostując ogon.

<Mamo?>

[przyznano 5%]

02 czerwca 2023

Od Aksamitnej Chmurki Do Kwiecistej Łapy

Intensywnie tarła łapą polik, próbując pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, jakie zagościło u niej kilka księżyców temu. Zabawa z uroczą pszczółką okazała się błędem, bo choć pasiasty owad z meszkiem na sobie sprawiał wrażenie niewinnego, tak naprawdę był niedobrym potworkiem. Użarł ją w kończynę i odleciał hen daleko, w stronę słoneczka.
Starała się ignorować opuchlizny i bóle, ale w tym momencie prawdopodobnie przeobraziło się to w coś poważnego. Niedźwiedź omal za kark nie wyniósł jej do medyków, którzy nazwali to infekcją. Ci również skarcili ją za to, że nie przyszła wcześniej, a potem natarli to czymś dziwnie pachnącym i wcisnęli do pyska jakieś ziółka.
Po paru dniach zaczęła czuć się lepiej, a i łapie wrócił normalny wygląd. Zafascynowana, po odzyskaniu energii, biegała intensywnie po obozie. Zawsze z dumą zaglądała wieczorami do legowiska uczniów, gdzie czwórka jej córek odpoczywała po treningach.
Wszystkie były takie urocze! I w większości podobne do niej. Tylko Promyk miała trochę burego w sierści po tatusiu, ale poza tym była też szylkretką, jak ona! W przekazywaniu genów była o wiele lepsze od Niedźwiedziej Siły, widać, że ten musiał się jeszcze wiele nauczyć.
Słońce przyjemnie spiekało jej grzbiet. Rozejrzała się po obozie i wręcz jej zaświeciło w oczach, gdy spostrzegła jedno ze swoich dzieciąt. Ją Wilcza Pogoń często zaczepiała w losowych momentach dnia, więc i ona pójdzie śladem mamy i będzie łazić za pociechami i pytać je o dosłownie wszystko.
— Kwiatuszku, Kwiatuszku — zaszczebiotała, ocierając się o bok kotki. Była już taka duża! Jeszcze do niedawna plątała jej się między łapami, a teraz doganiała ją wzrostem. Ciekawe, czy będzie taka ogromna jak jej ojciec, czy raczej skończy niska jak matka. — Jak ci dzisiaj minął dzionek? Dobrze było na treningu? Zaprzyjaźniłaś się z kimś? A, no i czy coś jadłaś? — zalała ją falą pytań. — To ważne, pamiętaj, że musisz dużo jeść, aby urosnąć! Tylko nie jak tata, bo to lekka przesada — stwierdziła.
— Wszystko dobrze mamo...
— O jacie, to takie słodkie, kiedy to mówisz! — pisnęła podekscytowana, przerywając jej w pół zdania.
Kwiecista Łapa zamrugała i lekko przekrzywiła głowę.
— Co było słodkie w tym co powiedziałam? — spytała.
— "Mamo" — powtórzyła, uśmiechając się szerzej niż zwykle. — To takie miłe to usłyszeć! Ja ci będę częściej mówić "córciu", dobrze? Tak będzie sprawiedliwie — mamrotała. — Bycie rodzicem jest wspaniałe. Ja też miałam świetną mamę, i ty też masz super mamę, tyle nas łączy! — ekscytowała się. — Twój ojciec może nie jest jeszcze najlepszym ojcem, ale pewnie kiedyś też będzie. Jego tata też jest super, wiesz? Poznałam go kiedyś. Tata był bardzo dla niego niemiły, a to taki dobry kocur się okazał. Powinniśmy go kiedyś odwiedzić — oświeciło ją. — Nie wiem, czy uda nam się go znaleźć, ale wiem, w jakich okolicach mieszka. Ma na imię Szaman, na pewno jak o niego popytamy, to go znajdziemy — zapewniła, spoglądając w górę. Słońce górowało na środku nieba, a to oznaczało, że ten dzień będzie jeszcze długi. — W sumie to mamy czas. Co powiesz na spontaniczną wycieczkę?

<Kwiatuszku?>

Wyleczeni: Aksamitna Chmurka