BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczele Żądło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pszczele Żądło. Pokaż wszystkie posty

02 marca 2019

Od Pszczelego Żądła

(Lasku, Rudziku, postanowiłam odpisać wam w jednym opku, bo jestem leniwą kluchą)

- Zastanawiam się, jak będą mnie nazywać wasze d-dzieci. Wyobraź sobie, jakby nazywały mnie wujkiem albo j-jakoś tak, to by było takie niezręczne - zachichotał Rudzik, na co Pszczele Żądło uśmiechnął się ciepło.
- Będą cię nazywać, jakkolwiek sobie zażyczysz - odparł ze skinięciem głowy. - Chociaż, gdyby Wschodząca Fala oznajmiła mi, że mam drugiego ojca, też czułbym się z tym faktem niezręcznie. Kiedyś i tak się dowiedzą, prawda?
- W-W odpowiednim czasie na pewno - wyjąkał medyk Klanu Lisa. - Ale n-na pewno zrozumieją.
- Obyś miał racje... - westchnął cicho szylkret.
- Leśny Strumień ciągle prosi o z-zioła uspoka-ja-jące - oznajmił nagle arlekin, czym klifiak przejął się jeszcze bardziej. - Może p-powinnyście pogadać?
- Jasne - Ciężarny kotko-kocur zamruczał cicho. - Przekażesz jej, żeby tu przyszła, w razie gdybyś ją spotkał?
Rudzik kiwnął głową wznak potwierdzenia. Jest bardzo kochanym kocurkiem, tylko za dużo się zamartwia, co bywa irytujące. Pożegnał się i zniknął, zostawiając Pszczółkę samego, jednak na szczęście nie na długo.
Wkrótce zawitała tu Lasek. Dymna kotka usadowiła się obok szylkreta, zaś on wtulił się w ciepłe ciało partnerki. Faktycznie, pachniała ziołami...
- Nie mogę się doczekać... - Owinęła go ogonem, po czym zaczęli dzielić się językami.
- Ja też nie - Pszczele Żądło uśmiechnął się. Coś nagle wpadło mu do głowy i koniecznie musiał się z tym podzielić, zanim poruszy temat ziółek na uspokojenie. Był pewien, że kotka z Klanu Wilka będzie zadowolona.  - Chciałbym, żeby jedno z kociąt nazywało się Dymek, niezależnie od płci. Co ty na to?
Lasek mruknęła zadowolona i wtuliła się czulej w partnerkę.
- Co ja na to? Cieszę się!
- To... zgadzasz się?
- Mhm - zamruczała i polizała ciężarnego między uszami.
- Jest jeszcze jedno - zaczął nagle. - Widzę i... czuję, jak bardzo się denerwujesz ciążą. Rudzik powiedział mi, że bierzesz od niego zioła. - Tym razem to on liznął ją w czółko. - Nie masz czym, wiesz? Czuję się dobrze, a niedługo zostaniemy rodziną. I jestem pewny, że będziesz dobrą matką. Co ma pójść nie tak, hm?
Leśny Strumień milczała, zapewne wspominając, kiedy to ona została matką kociąt, których miała ochotę się wyrzec. Pszczele Żądło wierzył, że to był dla niej naprawdę ciężki okres w życiu i miał nadzieje, że ten cały Ostrokrzewiowy Liść zdechnie w męczarniach za swoją obojętność. Na Chryzantemę również był wściekły. "Na Gwiezdnych, co z was za idioci!", chciałby powiedzieć, jednak jego aktualna wiara w Klan Gwiazdy i ich idiotyczne zasady ulegała poważnym wątpliwością. Lasek potrzebowała wsparcia, a dostała je dopiero po fakcie. Teraz również potrzebowała, zważając na to, co przeżyła dawniej i co przeżywa właśnie w tej chwili.
- A co jak coś nie tak może pójść przy porodzie? Jak stracimy kocięta? Albo co najgorsze, ciebie?
- Coś nie tak? - Kotko kocur parsknął śmiechem. - Nic z tego, skarbie! Zaraz ci pokażę, jak się rodzi kocięta bez komplikacji! Hej, troszkę pozytywnego myślenia!
Lasek zaśmiała się krótko. Może rozluźniła się chociaż na chwilkę? Miał taką nadzieję...
- Kocham cię - szepnął szylkret. - Zawsze będę cię kochał.
Wkrótce kotki zasnęły wtulone w siebie.

***
Kiedy zaczął się poród, spanikowana Leśny Strumień wybiegła z legowiska po Rudzika i Małego Synka. Kocury wzięły, co trzeba i natychmiast ruszyły w kierunku Pszczelego Żądła. Klifiak jęczał z bólu, aż mroczyło go w oczach. Rany, co to za męczarnia... w duchu modlił się do kogokolwiek o szybkie zakończenie tego bolesnego przeżycia i o to, żeby kocięta urodziły się zdrowe, gdyż na pewno nie musi znosić tego wszystkiego po to, żeby maluchom stało się coś złego.
Do tego ta kałuża krwi...
Rudzik krzyczał do Małego, jednak oszołomiony Pszczółka nie potrafił odróżnić jego słów. Coś jednak zapaliło się w serduszku, kiedy ujrzał pierwszego kociaka na świecie. Jeju, jaki on był przesłodki!
I znów przeszła go fala gorąca i paraliżującego bólu. Był świadomy, że Leśny Strumień czeka za zewnętrz tak zdenerwowana, że Oset musiał ją powstrzymać od czegokolwiek głupiego. A skoro asystował mu Krogulec, musiało być tam naprawdę poważnie...
Pszczółka dyszał z bólu, chociaż samopoczucie poprawił mu widok kolejnego z kociąt.
- To kocurek! - Mały uśmiechnął się pocieszająco. - Masz kotkę i kocurka!
Gdyby coś nie rozrywało go od środka, zapłakałby ze wzruszenia. Już płakał, ale z bólu.
- Chwila! J-Jeszcze j-eden... - oznajmił Rudzik.
Szylkret dyszał i zrobiło mu się słabo. Krwawienie nie ustawało, a po minie Rudzika zauwałył, że nie wróży to zbyt dobrze.
Ale... ważne, że kociaki będą zdrowe. Czuł się bardzo zmęczony tym porodem. Ostatnie, co zobaczył, zanim stracił przytomność to jego syn, Dymek. Tak, on na pewno będzie Dymkiem.
- Dymek... Tak, to będzie... Dymek - wydyszał ledwo, po czym zamroczyło go. Wydawało mu się, że zasypia, gdyż wiedział, że stracił sporo krwi. Niestety, już się nie obudzi. Umarł z myślą o kociętach i ukochanym Lasku.

<The end. Dzięki ludziki za sesyjki!>


17 lutego 2019

Od Pszczelego Żądła CD Leśnego Strumienia

Pszczele Żądło poczuł, jak zbiera w nim się złość. Co za ignorancja! Aż kopnął w jakiś niczemu winny kamyk, którym zaraz oberwał Szerszeń. Swoją drogą, chwilę później ten sam kocur został ochrzaniony przez wściekłą Lasek. Oh, biedny Szerszeń.
Kotko-kocur przeklnął pod wąsami i skulił się gdzieś w kącie. Policzył do dziesięciu i... Wtedy zrozumiał. Lasek była zazdrosna, tak? Miał rację? Jeśli tak to wcześnie go oświeciło! Jeju, przecież to naturalna reakcja z jej strony. Szylkret był głupi, wspominając o kocurze. Poczuła ryzyko zdrady, porzucenia, ale... Nie, Pszczele Żądło nie byłby do tego zdolny. Kochał dymną całym sobą i choć obrzydzała go myśl zrobienia tego z kocurem, to był gotowy na takie poświęcenia dla niej i dla ich przyszłej rodziny. Obiecał sobie, że jeśli znajdzie się jakiś kandydat, natychmiast po całej tej akcji, zerwie z nim kontakt. Nie chciał martwić swojej partnetki...
Był gotowy również zerwać ze swoją tożsamością kocura. W końcu to nie logiczne, żeby samiec miał młode. I tak nigdy nie zmieni płci i zostanie kotką do końca życia.
Przez jedną chwilę chciał odszukać Leśny Strumień. Zapytać się o jej zdanie, dostosować się do niego, ale zapewnić, że jednorazowa akcja mu starczy. Potem uświadomił sobie, że kotka potrzebuje czasu.
Zrobiło się późno, więc syn... A raczej córka... Potokowej Gwiazdy ułożyła się do snu. Zasnął z trudem i wyrzutami sumienia, gdy nagle poczuł znajomy zapach. To Leśny Strumień, która oderwała ją ze snu.
- Hej... Pszczółko... Ja przepraszam... Jeśli chcesz mieć dzieci, zgoda. Dla ciebie zrobię wszystko.
- To było urocze. - Pszczele Żądło wtuliła się w bok partnerki. - I zapewniam cię, że zrobimy to tylko raz, a potem przestanę się do niego odzywać... Kimkolwiek on będzie. Nie martw się, kochanie. W życiu bym cię tak nie skrzywdziła.
"Skrzywdziła". Dawno nie mówiła o sobie w żeńskiej formie...

***

A w kociarni wiało nudą. Rany, a o tym nie pomyślała, planując potomstwo. Jednak Rudzik i Czereśnia kazali jej się nie ruszać. Może i dobrze? Czuła ciężar młodych na każdym kroku, jednak z dnia na dzień nie mogła się doczekać, aż przyjdą na świat. Już je kochała i chciała dla nich kochającej rodziny, mimo iż miałyby dwie matki. Nietypowo, ale nie widziała przeszkód.
Pociechy dodawały jej codzienne wizyty Lasku.
- Hej, skarbie - Pszczele Żądło uśmiechnęła się, jak tylko dostrzegła partnerkę. - Co u ciebie?

<Lasku?>

16 lutego 2019

Od Pszczelego Żądła CD Rudzika

Można powiedzieć, że Leśny Strumień i Pszczele Żądło szybciutko zaklimatyzowały się w nowym klanie, pomimo nagłej zmiany terenu. Owa zmiana wyszła im na dobre, gdyż sporo kotów, w tym szylkret, narzekało na ciasnotę. Czereśnia podjęła dobrą decyzję, wyprowadzając swój klan na bagna. W końcu było na co polować, kotom nie brakowało pożywienia i przede wszystkim miejsca, a także nareszcie mogli się poczuć, niczym prawowity klan, osiedlając się niedaleko terenów Klanu Nocy (oh, dobrze, że nie Klifu ani Wilka, bo Pszczółka by tego nie zniosł). Najbardziej z tej zmiany cieszył się Rudzik, medyk Klanu Lisa. No ba! Od teraz miał ziół pod dostatkiem. Co chwilę znikał, żeby pouzupełniać zapasy, a kiedy dowiedział się, że dawny klifiak dość często pomagał Lśniącemu Słońcu, chętnie brał go na takowe wyprawy. W ten sposób zaprzyjaźnili się i Pszczele Żądło mógł śmiało powiedzieć, że został dla niego, jak niegdyś Lśniące Słońce w Klanie Klifu.
Może dlatego to Rudzik powinien zostać ojcem kociąt jego i Leśnego Stumienia? Chciał stworzyć ze swoją ukochaną szczęśliwą rodzinę, ale co miał zrobić, jeśli biologicznie nadal pozostawał kotką? Rudzikowi ufała na tyle, żeby... zrobić to. W końcu on mógł mieć potomstwo, zaś medycy innych klanów mieli swój kodeks, który zakazywał wszelkich związków, kontaktów płciowych, a potomstwa to już szczególnie. Oj, ciężkie życie kota podlegającego Gwiezdnych...
Pszczele Żądło odebrał liść bluszczu od jąkającego się medyka. Zostawił go na ziemi tylko na chwilę, gdy tylko chciał coś powiedzieć i zwrócił się do Lasku:
- Kochanie, mógłbym pójść sam z Rudzikiem? Mamy sprawy do omówienia... rozumiesz.
Kotka przytaknęła, domyślając się, co chodzi jego partnerowi po głowie. Wiadomo, że nie była z tego faktu zadowolona, jednak wiedziała, że któraś z kotek musiała się poświęcić dla ich planu. Odeszła bez słowa, zostawiając kocura i kotko-kocura samym sobie.
- M-Możemy już i-iść? - wyjąkał Rudzik.
- Tak, Rudziku - przytaknął szylkret.
Ruszyli w głąb bagien w poszukiwaniu ziół dla medyka. Było tu sporo roślinności, których Pszczele Żądło nie znał, a Lśniące Słońce nie miał okazji mu ich pokazać, gdyż po prostu nie rosły na ich terenie. W końcu znaleźli się na tyle daleko obozu, żeby padło to pytanie:
- J-Jaką s-sprawę do m-mnie m-masz, Psz-szcz-ółko?
Klifiak wziął głęboki oddech. Bardzo się stresował.
- Zapłodnij mnie.
- C-Co?! - Rudzik poszerzył oczy.
- To, co słyszałeś. Zapłodnij mnie. Ja i Leśny Strumień chcemy mieć dzieci. Problem polega na tym, że... no cóż. Wciąż mam ciało kotki. Nie mogę zajść w ciążę z Laskiem, ani nie mogę jej tego zrobić. Rudziku, musimy to zrobić. Proszę cię, jako bliskiego przyjaciela.
- T-Teraz? - I się chłopaczyna zestresował.
- Właź za ten krzaczek i nie pyskuj!

***

Mdłości nie ustawały. Cokolwiek zjadł, a miał wilczy apetyt, zwracał prędzej czy później. Czereśnia natychmiast to zauważyła i wypędziła świeżo ciężarnego Pszczele Żądło do legowiska królowych.
Ta... kiedyś nie wyobrażał sobie tu być. A jednak życie plecie przeróżne niespodzianki. O, ironio.
Odwiedzała go Lasek. Ona już niegdyś była w ciąży i rozumiała, co czuje. Tylko ona jedyna...
No i Rudzik, biologiczny ojciec. Też był tu mile widziany. Właśnie przyszedł.

<Rudziku?>



07 lutego 2019

Od Pszczelego Żądła CD Leśnego Strumienia

Chciałby powiedzieć, że tęskni za swoim klanem. Za kochającą mamą, za opiekuńczym ojcem, za Makiem i Lilią, za Lśniącym Słońcem, który był dla niego, niczym brat i za innymi kotami z Klanu Klifu. Chciałby, mimo iż nie rozstał się z nimi w najgorszych stosunkach; przecież nic się między nimi nie wydarzyło, w przeciwieństwie do sytuacji Leśnego Strumienia. Ale obiecał jej, iż będzie z nią nieważne, co by się działo. Kochał ją i chciał podążyć jej śladem, żeby ich związek nie był potępiany przez ich Klany oraz nie słuchać już tego pieprzenia o Gwiezdnych, a zwłaszcza o ich kodeksie wojownika.
Kodeks. Pff. Można powiedzieć, że właśnie z jego powodu zaczynała go drażnić ta cała wiara w Klan Gwiazdy. Nie chciał już mieć z nimi do czynienia. I Klan Lisa podzielał jego zdanie, co zdecydowanie podobało mu się w tym miejscu.
Również był pozytywnie zaskoczony gościnnością tutejszych kotów. Czereśnia okazała się całkiem milutką liderką, przyjmując dwie kotki z obcych klanów w swoje progi. Poznała też Rudzika, czyli,żebyże sympatycznego, medyka. Może zastąpi mu Lśniącego? Kto wie?
Jednak istniało coś, co nie pozwalało być mu w pełni szczęśliwym. Cóż, miał kochającą partnerkę, ale brakowało mu czegoś. Konkretniej... Kociąt. Tak, kociąt i szczęśliwej rodziny. Co też było ciekawe, gdyż pamiętał, kiedy wyznał Lilii, że nie czuje się kotką, tylko kocurem. Powiedział wtedy, że przeraża go myśl bycia królową. Coś musiało się zmienić, kiedy akurat nie patrzył? A nie patrzył, bo był zaślepiony Laskiem? W każdym razie w tamtej chwili chciał mieć potomstwo. Tylko... Jak oni to zrobią? Biologii nie da się oszukać - oboje są jednak kotkami, a Pszczele Żądło nie ma odpowiedniej... Rzeczy do spłodzenia kociaków. Ale... Miał plan.
Oczywiście Leśny Strumień wyśmiała go i omal się przez to nie udusiła. Dobrze, że Rudzik był w pobliżu. Jednak natychmiast po jego interwencji,  kiedy znów wymienili spojrzenia, szylkret spuścił po sobie uszy i zaczął przebierać łapami.
- Ja... ja wiem, że to głupie... A-Ale mówię całkiem poważnie. Jedna z nas zrobi to z kocurem i... No. Wychowamy je jak swoje. Skarbie, do szczęścia brakuje mi tylko rodziny i... Chciałbym ją założyć z tobą, ponieważ cię kocham. Ty już przeszłaś swoje, więc to ja mogę urodzić nasze kociaki. To... Co ty na to? Zgadzasz się? Bo wiesz... W razie czego, jakoś zniosę odmowę...
<Kochanie?>

19 stycznia 2019

Od Pszczelego Żądła CD Lśniącego Słońca

No tak. W jednej chwili zostajesz mianowany wojownikiem; po tylu księżycach ciężkich treningów i trwania w niecierpliwości lider klanu nadaje ci całkiem niezłe imię, które możesz nosić z dumą. Tym oto dostajesz własne kilka chwil sławy, kiedy inne koty składają ci gratulacje, rodzina mówi jak bardzo jest z ciebie dumna i zostajesz skąpany w blasku chwały. Jesteś przepełniony dumą, że, choć nie będzie łatwo, dostąpujesz zaszczytu spełnienia obowiązków wobec swojego klanu i klanu gwiazdy. Czujesz, że nareszcie zostałeś powołany do wyższego celu, jakby klan gwiazdy dał ci szansę na zrobienie czegoś wielkiego. Twój umysł jest przepełniony szczęściem i korzysta z chwili.
Ale nagle jakiś wredny typ przypomina ci o czuwaniu i zepsuł ci humor. Dzięki, Lśniący! Jesteś najlepszym kumplem na świecie! Pszczele Żądło trącił łapą ramię liliowego kocura.
- I tu mnie masz, staruszku - zachichotał szylkret. Zaś asystent medyka uśmiechnął się, co było bardzo pocieszającym widokiem, zważając na to, co ostatnio przeżył i że nie wszyscy zasługują na jego sympatię.
- Nie jestem stary - mruknął Lśniące Słońce.
- Jaaasne - zanucił syn Potokowej Gwiazdy, przypomniawszy sobie, że kocurek sam przyznał, iż odebrał jego poród. Oj, wcale nie jest taki stary! - Kogo ty chcesz oszukać?
- Oj no, siedź cicho! - Potomek Poplamionego Piórka zachichotał i tym zakończył droczenie się z młodszym kotko-kocurem.
Jakiś czas później, po jeszcze kilku spotkaniach z Leśnym Strumiemiem, zapadła decyzja, która ma odmienić życie obu kotek. I stał się ten dzień, kiedy Pszczele Żądło miał już wyruszać w drogę. Zostawić za sobą cały klan, bo przecież tylko tak mógłby być z dymną kotką z klanu wilka bez ograniczeń i bez łamania kodeksu wojownika. I chociaż miało się to obejść w tajemnicy, czuł, że musi kogoś poinformować. Kogoś zaufanego. Nie chciał, żeby jego bliscy się zamartwiali i żeby nie widzieli go jako zdrajcy. Chciał po prostu przekazać wiadomość od siebie, kiedy zauważą, że go nie ma. Żeby nie został źle zrozumiany.
A więc...
Lśniące Słońce.
W dniu planowanej ucieczki, o świcie, Pszczele Żądło udał się do legowiska medyka. Obudził przyjaciela i udali się w zaciszne miejsce, gdzie nikt nie miał prawa ich usłyszeć ani zobaczyć. W każdym razie, tutaj czuł się bezpiecznie.
Kiedy asystent medyka skończył jojczeć, szylkret zaczął:
- Leśny Strumień planuje ucieczkę. Nie wiem gdzie, ale na pewno jak najdalej od klanu wilka. Powinienem przekazać tobie pewną wiadomość, ponieważ nie chcę, żeby wszyscy się martwili o mnie. Wyruszam z nią. To... To jest silniejsze ode mnie, dobra? Kocham ją, Lśniące Słońce. Tylko w ten sposób możemy być razem, a wątpię, że ojciec przyjmie ją do naszego klanu. Wolę to, niż przynieść wstyd rodzinie, że ledwo zostałem wojownikiem, a już łamie kodeks. Powiedz to mojej rodzinie, kiedy zauważą moją nieobecność. Przekaż im, że ich kocham i będę tęsknił. Ale kocham też Leśny Strumień i nie zostawię jej, kiedy mnie potrzebuje. Lśniące Słońce, ciebie też kochałem, jak brata. Cieszę się, że mogłem cię poznać. Życzę ci jak najlepiej i będzie mi cię brakować. A teraz muszę już iść.

<Kończymy~>

15 stycznia 2019

Od Pszczelego Żądła CD Wschodzącej Fali

(Akcja wątku dzieje się przed ucieczką Pszczelego Żądła)

Pszczele Żądło nie miał najlepszego dnia. Miał się spotkać z Leśnym Strumieniem, a zamiast tego nagle cały klan czegoś od niego potrzebował. Bywało, że z takich powodów odpuszczał sobie przyjemności ze swoją partnerką i zdążył się do tego przyzwyczaić, jednak cały problem polegał na tym, że kotka z klanu wilka miała mu coś ważnego do przekazania, a szylkretowy kotko-kocur już dawno się tak nie niecierpliwił, jak tego dnia. Jednak biedakowi nie dawano spokoju i włóczył się po obozie; na pewno nie bez konkretnego zajęcia.
Najpierw kochany ojciec rozkazał odwiedziny u babci Pręgowanego Grzbietu. Nie było ochotników do wyjmowania kleszczów starej kotce, tak więc na pomoc matce, Potokowa Gwiazda wysłał swoją córkę... To znaczy, syna. Owszem, Pszczele Żądło nie był z tego zadowolony, aczkolwiek przystał na rozkaz lidera i udał się do babci. Potem w paradę wprosił się Lśniące Słońce, który poprosił o zaniesienie ziół Żądlącemu Językowi. Również i na tą prośbę szylkret przystał, to też przyszedł do ciotki i podał jej zioła. Ta uśmiechnęła się z wdzięcznością i odesłała siostrzeńca. Później brał udział w akcji pod tytułem "Głuszka, złaź z drzewa" i przekazał kilka wiadomości od ojca lidera. Wystarczająco pracowity dzień, prawda?
A potem doszły go słuchy, że nie popisał się jako łowca kleszczy. Wydawało mu się, że wyłapał je wszystkie, aczkolwiek Potokowa Gwiazda poinformował go, iż przeoczył jednego i ma wrócić do Pręgowanego Grzbietu. Pszczele Żądło pomruczał wściekły pod nosem i leniwie udał się do legowiska starszyzny.
— Wróciłam. — W towarzystwie starszych, Pszczele Żądło uważał się za kotkę, gdyż nie był pewny, czy takie tradycyjne koty zrozumiałyby jego uczucia wobec własnej tożsamości.
Pręgowany Grzbiet podniosła się na głos wnuczka i kiwnęła głową.
— Ah, to ty. Łapanie kleszczy to nie jest twoja specjalność, prawda? — Chociaż kotka powiedziała to w żartach, syn lidera odebrał to jako zrzędzenie, chociażby dlatego, iż miał kiepski humor.
Pszczele Żądło przewrócił oczami i zaczął węszyć w poszukiwaniu pozostałego kleszcza we futrze babci.
— Masz kogoś na oku, skarbie? — spytała niebieska, mając nadzieję na towarzyską gadkę z wnuczką.
— Eee... Nie — skłamał szylkret. Chociaż starsza kotka miała w sobie krew klanu wilka to wolałaby przemilczeć swój związek z Leśnym Strumieniem.
— Coś mi się nie wydaje — Pręgowany Grzbiet uśmiechnęła się lekko. — To dokąd tak się wymykasz przed świtem?
— Na polowanie, a gdzie bym mogła?
— Nie wiem, ale liczę na to, że doczekam się prawnuków.
Pszczółka nie miał siły, żeby cokolwiek odpowiedzieć. Akurat poczuł w kłach kleszcza. Zmiażdżył go zębami i wypluł dwa metry przed siebie.
— Wiesz, Pszczółko... — zaczęła babcia Pręgowany Grzbiet. — Nie umiesz kłamać i zachowujesz się, jak twój ojciec za młodu. A prawda jest taka, że nie masz się czego wstydzić.
— A gdybym wybrała kota z innego klanu albo po prostu kotkę to nadal nie muszę się wstydzić? — Syn Potokowej Gwiazdy wybuchnął. — Nie wydaje mi się. Pozwól mi to przemilczeć, dobra? Tak trudno wam uszanować, że nie chcę o tym rozmawiać?
Pszczele Żądło wybiegł z legowiska starszyzny. Myślał tylko o spotkaniu się z Leśnym Strumieniem. Już za długo zwlekał. Musiał tam się pojawić, choćby nie wiedział co.
Ale nagle...
— Kim jest ten szczęściarz, o którym myślisz? — zanuciła Wschodząca Fala.
Mimo wieku mamusia potrafiła się skradać, jak młody uczniak. Pszczele Żądło podskoczył z zaskoczenia. Kochał matkę całym swym serduszkiem, ale to kolejna ciekawska osoba, która zaczyna podejrzewać go o związek z kimś. I jak tu się nie wkurzyć? Nie chciałby, żeby Wschodzik znała prawdę. To złamałoby jej serce... Prawdopodobnie.
— Nikim, mamo. O nikim nie myślę — westchnął szylkret, kłamiąc jak z nut. — To... Potrzebujesz czegoś? Bo tata kazał mi iść na polowanie i no... Trochę się spieszę.

<Mamoo?>

05 stycznia 2019

Od Pszczelego Żądła CD Księżycowej Łapy

Niegdyś już to przeżywał. Pamiętał, jak jako kociak zawiesił się na ogonie starszego kota, a potem uderzył o drzewo. Nie potrafił złapać oddechu; przychodziło mu to bardzo ciężko. Lilia krzyczała, matka była przerażona, a ojciec się wściekł. Spędził wtedy dwa księżyce w legowisku Różanego Kwiatu, która stwierdziła złamane żebro. Pamiętał jej zaskoczenie, iż Pszczółka szybko się zregenerował. Bardzo chciał o tym zapomnieć i nie przeżywać tego po raz kolejny.
A jednak...
Tak jak tamtego dnia leżał w bezruchu; oszołomiony bólem i samym wydarzeniem. Tym razem nie miał problemów z oddychaniem, jednak ten sam palący ból poczuł w przedniej łapie. Mentalnie pragnął nią poruszyć, chociaż fizycznie nie potrafił się przemóc. Próbował się podnieść, lecz coś kazało mu leżeć i odpocząć. I... Pomyśleć, co się właśnie wydarzyło. Już nie chodzi o to, że Księżycowa Łapa celowo go naszedł, ale że... Cholera, jak on mógł? Na pewno znalazłby jakiś punkt zaczepienia, gdyby tylko nie poddał się szokowi (nie przyzna nawet samemu sobie, że się bał). To nie jest zachowanie godne wojownika.
Księżycowa Łapa ostrożnie zszedł z drzewa. Krzyczał, ale Pszczele Żądło nie potrafił odróżnić słów. Chociażby dlatego, iż był pogrążony we własnych myślach i bólu.
Były członek Klanu Lisa zostawił go samemu sobie. Jednak wkrótce wrócił z Różanym Kwiatem i jeszcze jednym wojownikiem. Zmotywowała go do wstania i oparcia się o kocura, który jej towarzyszył. Z bólami dotarli do legowiska rudej szylkretki.
Różany Kwiat i Lśniące Słońce wsmarowali w niego jakieś zioła na znieczulenie, dzięki czemu łatwiej było im nastawić jego łapę. Gdy się ocknął, łapę już miał unieruchomioną gałęziami i liśćmi.
I znów był skazany na leżenie i nudę. A co najgorsze, nie spotka się z Leśnym Strumieniem. Cholera...
- To było głupie - zaśmiał się pod nosem Lśniące Słońce
- Nic mi nie mów - warknął szylkret. - Chciałem tylko pokazać temu kretynowi, gdzie jego miejsce. Myślisz, że wspinaczka na to drzewo to mój pomysł?

***

Liliowa Łapa nie podążała za nim. To dobrze, ale wciąż miał wyrzuty sumienia, że złamał jej serce, a lada moment złamie Makowi, ojcu i matce. Nie licząc tego mysiego móżdżka Księżycowej Łapy, będzie tęsknić za klanem. A tego akurat nie chciał już widzieć na oczy, odkąd złamał mu łapę. Co prawda, była już sprawniejsza i zdrowa, aczkolwiek nie mógł mu tego wybaczyć. To chyba jeden z mniejszych powodów, dlaczego opuszcza klan. Głównym była Leśny Strumień. Po prostu nie chciał prowadzić podwójnego życia. Spotykał się z nią potajemnie, co było bardzo niewygodne. Kochał ją, więc chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu. Tylko w ten sposób mogli być razem - uciec, daleko przed siebie. Może do Klanu Lisa?
Pszczele Żądło podążył naprzód, nie oglądając się za siebie

<Done!>

Od Pszczelego Żądła CD Liliowej Łapy

Jakiś głos wyrwał go z zamyślenia. Drgnął lekko, jednak na jego pyszczku pojawił się uśmiech, kiedy dotarło do niego, że to słowa Lilii. Chciała pójść na polowanie. No tak, im więcej jedzenia dla klanu, tym lepiej. Poza tym, ostatnio spędzały ze sobą tak mało czasu - Lilia szkoliła się na wojowniczkę, a Pszczółka... Cóż. Spotykał się z Leśnym Strumieniem.
Już nie wspominając o tym, że Pszczele Żądło musiał wykorzystać czas, który mu został, gdyż lada moment nigdy nie będzie mógł zobaczyć Liliowej Łapy. Ani Makowej Łapy, ani matki... Ojca, Lśniącego Słońca, Poplamionego Piórka, Okopconej Łapy. Nawet będzie tęsknił za tym kretynem Księżycową Łapą.
Ale... Konieczność, a chęci to dwie różne rzeczy.
- Jasne - Pszczele Żądło kiwnął głową. - Chodźmy!
Szylkretowa kotka pisnęła radośnie i wybiegła naprzód. Jej brat podążył tuż za nią.
"Muszę jej powiedzieć o Leśnym Strumieniu" - pomyślał, kiedy jego siostrzyczka skoczyła za nornikiem, by lada moment złapać go w swoje ręce. Taa... Chyba faktycznie powinien. Nie chciał mówić całej prawdy, ale nie chciał również martwić Lilii, kiedy nagle zniknie z klanu. Ufał jej i wiedział, że go zrozumie, dlatego czuł, że nie zrózga go za łamanie kodeksu wojownika.
- Dobra robota - pochwalił szylkretkę.
- Dziękuję - Uśmiech Liliowej Łapy był taki beztroski... Oh, gdyby tylko wiedziała.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. - Nie przyszło mu to łatwo. - Pamiętasz, kiedy przyłapałaś mnie na ucieczce, a ja nie chciałem ci powiedzieć dokąd idę i zamiast tego nakrzyczałem na ciebie? Uh... Chodzi o to, że poznałem kogoś i spotykam się z nim potajemnie. Nazywa się Leśny Strumień i jest wojowniczką Klanu Wilka. Ja... Ja kocham tą kotkę, Lilio. Ale klan nie będzie zadowolony z takich wieści.
Liliową Łapę najwidoczniej zamurowało. Milczała przez dłuższy czas, a Pszczele Żądło zaczęły dręczyć wyrzuty sumienia.
- Przysięgam na Klan Gwiazdy, że nikomu nie powiem - oznajmiła w końcu, aczkolwiek z jakiegoś rodzaju żalem w głosie. Może nie dowierzała?
- Dziękuję, Lilio...

***
Nadszedł czas. Pszczele Żądło wymknął się z legowiska dla wojowników. Przed wyruszeniem w drogę chciał zobaczyć po raz ostatni Liliową Łapę i Makową Łapę w legowisku uczniów. Ale pech chciał, żeby jego szylkretowa siostra nie spała.
- Pszczółka? - spytała zaspana. - Co ty tu robisz?
Nie zastanawiając się dłużej, Pszczele Żądło wymruczał słowa pożegnania:
- Żegnaj, Lilio. Opiekuj się Makiem i rodzicami.
I zniknął. Natychmiast ruszył na spotkanie z Leśnym Strumieniem.

<Lilia? Możesz odpisać, ale zakończ wątek.>

01 stycznia 2019

Od Pszczelego Żądła CD Lśniącego Słońca

Pszczele Żądło. Wow, jak dumnie to brzmi. Co jak co, ale ojciec potrafił wybierać imiona. Chociaż wiedział, iż zostanie tak nazwany dzięki swojej nauczycielce, która idealnie zgadła imię dla kocuro-kotki. Poplamione Piórko musiała szepnąć kilka słów Potokowej Gwieździe. Inaczej nie ma opcji, żeby szylkret dostał takie, a nie inne miano wojownika. Zresztą nie ma nad czym rozkminiać. Podobało mu się jak został nazwany; imię Zaskrońcowego Syku również brzmiało dumnie. Oboje świeżych wojowników polizało się między uszami w ramach gratulacji.
Wkrótce Pszczele Żądło przedostał się przez tłum uścisków do Lśniącego Słońca. Koniecznie musiał z nim porozmawiać. Ostatnimi czasy asystent medyka nie czuł się najlepiej. Nadal przeżywał śmierć swojego rodzeństwa. Biedactwo... Dlatego był ciekaw, jak się miewa syn jego, już byłej, mentorki.
— Gratulacje — Lśniące Słońce uściskał szylkreta
— Dziękuję — Syn lidera kiwnął głową. — Jak się czujesz?
— Trochę... Lepiej. Dzięki, że pytasz. — Mimo wszystko, ta odpowiedź nie usatysfakcjonowała Pszczele Żądło. Jakoś nie mógł się przekonać. — A Ty? Jak się czujesz jako wojownik?
— Wiesz, Lśniący... To tak jakbyś pracował na coś bardzo ciężko, a potem okazało się, że osiągnąłeś to. Znasz to uczucie. Przecież sam niedawno zostałeś mianowany. Jedyną różnicą jest tytuł... No i że asystent medyka jest tylko jeden, a nas, wojowników, wielu. Też czułeś to ciepło na sercu, prawda? To bardzo miłe uczucie...
— Ano — odparł liliowy. — Mógłbyś mi pomóc w zbieraniu ziół? Musimy uzupełnić zapasy.
— Jasne — Pszczele Żądło skinął głową.

<Lśniący? Ja wiem, że bida z nędzą. Chodź, naćpamy się~>

29 grudnia 2018

Od Pszczelego Żądła CD Leśnego Strumienia


- K-Kocham cię… Pszczela Łapo, a właściwie to Pszczele Żądło – Leśny Strumień wtuliła główkę w futerko kotko-kocura. Pszczele Żądło drgnęła.
A-Ale to nie było jakieś negatywne drgnięcie. Wręcz przeciwnie, był zaskoczony wyznaniem przyjaciółki. Ta, przyjaciółki… Właściwie, syn Potokowej Gwiazdy czuł to samo. Im częściej się spotykały, tym bardziej to czuł. Lubił jej towarzystwo i nikomu jeszcze nie mógł tak zaufać, jak Leśnemu Strumieniowi. Wylewał na nią swoje żale, w szczególności o straconej nadziei na miłość z Poplamionym Piórkiem, a ta go wsparła. Cieszył się jej towarzystwem i… Lasek wydawała się czuć podobnie. Pszczele Żądło nie miał wątpliwości, że coś ich połączyło i chyba tylko dzięki temu nie przeżywała jakoś szczególnie faktu, że jej dawna ukochana znalazła sobie partię z pomocą swojego syna – Lśniącego Słońca. Nie rozpaczała, ponieważ miała kogoś innego na oku, a mianowicie Lasek, do której strasznie się przywiązała, mimo iż nie znały się długo. Po prostu obie kotki potrzebowały się wzajemnie i… tak wyszło.
- To… wariactwo, Leśny Strumieniu, ale ja też cię kocham – Pszczele Żądło objął ją łapką i zamruczał cicho.
- Ulżyłeś mi – Kotka z Klanu Wilka odetchnęła solidnie.
- Chciałbym, żeby ta chwila trwała zawsze… - mruknął szylkret.
- Ja też, Pszczele Żądło. Ja też…
Para tyknęła się noskami, a wojownik liznął dymną po policzku.
- Trzeba jeszcze załatwić formalności – zachichotał kocuro-kotka. – To… będziemy razem?


<Lasku?>

27 grudnia 2018

Od Pszczelej Łapy (Pszczelego Żądła) CD Liliowej Łapy

Ze względu na stan Poplamionego Piórka po utracie potomstwa i brak zastępstwa na dany dzień, Pszczela Łapa miała... To znaczy miał chwilkę dla siebie. Z tego powodu postanowił odwiedzić swoje zauroczenie (zdecydowanie "wygodniejsze", nawet jeśli chodzi o kotkę z innego klanu, niż Poplamione Piórko). Ta, zauroczenie, jednak szylkret miał nadzieje na coś więcej. Chociaż początki znajomości z Leśnym Strumieniem były trudne, to jednak kotki stały się dla siebie ogromnym wsparciem, a ich spotkania czystą przyjemnością. Z tego powodu uczucie do dymnej z Klanu Wilka miało prawo istnieć. Właśnie Pszczela Łapa się do niej wybierał.
Ale nie był sam. Czuł to. Ten zapach... To na pewno ktoś znajomy. Skupił się. To była bliska mu woń. Lilia...?
- Mam cię! - Przechytrzył młodszą siostrę. Co ona...? Czemu go śledziła?
- Przepraszam. - Spuściła smutno wzrok. - Byłam ciekawa dokąd idziesz. Nie gniewaj się, dobrze?
Pszczela Łapa wzdrygnął się. Ufał swojej siostrze, kochał ją, ale nie potrafił jej powiedzieć o Leśnym Strumieniu. Wiedział, że nikomu się nie wygada, ale... Nie, Liliowa Łapa nie jest na to gotowa.
- Właściwie to nigdzie - skłamał, starając się brzmieć przekonująco. - A co z tobą? Nie powinnaś trenować?
- Tak, ale...
- No to trenuj i mi nie przeszkadzaj - warknął. Nie chciał tego robić, to do niego nie podobne, ale po prostu musiał jakoś zbyć Lilię.

***

No i stało się. Pszczele Żądło. Brzmiało zacznie. Szkoda tylko, że ojciec natychmiast kazał patrolować teren. Miał również wziąć ze sobą siostrę i jej mentorkę. Przynajmniej będzie miał okazję przeprosić siostrzyczkę.
Lilia wlekła się z tyłu, więc Pszczele Żądło zwolnił i wyrównał z nią krok.
- Przepraszam za to, że byłem wredny dla ciebie. Naprawdę chciałbym ci powiedzieć, dokąd wtedy szedłem, ale nie potrafię się przemóc. Ale nie musiałem zachowywać się jak dupek z tego powodu. Wybacz...

<Lilia?>

21 grudnia 2018

Od Pszczelej Łapy CD Księżycowej Łapy

— Na to wygląda, że Poplamione Piórko nie jest złą mentorką — pochwaliła ją Wierzbowe Serce, która dziś zastąpiła jej mentorkę.
Ojciec powiedział, że póki Poplamione Piórko nie dojdzie do siebie, Pszczela Łapa ma trenować wraz z siostrą i jej nauczycielką. Cóż, Liliowa Łapa była wręcz przeszczęśliwa, że mogła popisać się przed Pszczelą Łapą. Zaś ta druga... Niezbyt. Tego dnia miała się zobaczyć z Leśnym Strumieniem. Owszem, obie kotki ostrzegały się wzajemnie, że ich plany może nagle trafić szlag, jednak mimo to wolałaby jej towarzystwo niż być tutaj.
W ogóle przestała się czuć dobrze w klanie...
— Możliwe — odparła Pszczela Łapa i zerknęła na drzewo, na którym przesiadywał sobie wróbelek.
Uskoczyła na nie z rozpędu i, mimo iż wbicie pazurów wywołało chropnięcie kory, to ptaszyna i tak nie zareagowała na hałas. Zaczęła więc wspinaczkę; cichą i zwinną. W końcu udało jej się dotrzeć na odpowiednią wysokość i wspięła się na gałąź tuż pod wróbelkiem.
Skoczyła. Dorwała go w swoje szpony.
I przyszła kolej na Lilię.

***

Zmęczona kierowała się w stronę legowiska, gdy nagle poczuła, że coś na nią wpadło.
Ah, to ten kretyn, który obraził jej ojca. Nosz, na chwasty i ciernie!
— Ej, uważaj jak chodzisz, idiotko!
Ah, kolejny debil, któremu trzeba uświadomić jej... jego płeć? I kto tu na kogo wpadł, halo!
— Po pierwsze, to ty wpadłeś na mnie, a po drugie jestem kocurem.
— Kocurem? Chyba dziwolągiem! Jeszcze może idź podrywać kotki, Pszczoło, a może teraz powinnaś się nazywać Trzmielem, dziwaku? — zadrwił kocurek.
Zastanawiała się, co tu miało być obraźliwego. Lubiła kotki, a bycie dziwakiem... Cóż, bywa. Swoje dziwactwa też lubiła.
— Taa, mam jedną kotkę na oku — przyznała z szyderczym uśmiechem na twarzy. — Na pewno ładniejszą i milszą od ciebie. Nawet błyszczy potencjałem, którego ty nie masz, wymoczku.
Obróciła się teatralnie i weszła do legowiska. Kilka chwil wystarczyło, żeby zasnąć.

<Księżyc?>

Od Pszczelej Łapy CD Lśniącego Słońca.

Lśniące Słońce. Wiedziała, że cwaniak dobierze sobie imię idealnie! Była z niego taka dumna z jakiegoś powodu, mimo iż powinna nim gardzić. Jednak nie nienawidziła go, ponieważ wybił jej z głowy głupoty i zamiast przez całe życie cierpiała tylko przez chwilę. Później poznała Leśny Strumień i nagle znów wszystko zaczęło mieć sens. Była mu za to wdzięczna.
Chociaż... Tym razem Lśniące Słońce potrzebował jej. Albo kogokolwiek bliskiego. Najpierw była strata Cichej Łapy, co dla asystenta medyka i jego matki ogromnym ciosem. Sama Pszczela Łapa była roztrzęsiona, gdy znalazła kotkę wyplutą na brzeg rzeki bez tułowia. Co za traumatyczny widok... Ale pewnie nie mogła porównać swoich przeżyć do przeżyć Lśniącego. Nie wiedziała, jak to jest, kiedy traci się kogoś bliskiego. I to podwójnie, gdyż nie tak długo po tym dowiedziała się o wypadku Obłocznej Łapy. Oh, niech Klan Gwiazdy się nad nim zlituje...
Nie no, Klan Gwiazdy to jednak zesłał na nich jakąś klątwę. Skoro dwóch tak dzielnych uczniów z potencjałem musiało odejść...
Właśnie o tym rozmyślała, gdy nagle podeszła do niej jej mentorka. Poplamione Piórko, której dziećmi byli właśnie Cicha Łapa, Obłoczna Łapa i Lśniące Słońce.
— Pszczółko... — W jej głosie było tyle żalu. Nie dziwiła się, zresztą tego dnia pochowała własne dziecko. — Rozmawiałam z twoim ojcem. Postanowiliśmy, że przez jakiś czas nie będę cię trenować. Będzie wyznaczał ci zastępstwa. Przepraszam...
— Rozumiem. — Przytaknęła szylkretka. — Naprawdę mi przykro z powodu Obłocznej Łapy.
— Mi też, moja droga. A teraz wybacz, ale chciałabym odpocząć.
Pszczela Łapa przytaknęła smutno i podeszła do stosu z upolowanym jadłem. Złapała skowronka w pyszczek i już miała udać się do legowiska, a jednak...
Lśniące Słońce wpatrywał się pusto w ziemię. Pociągał nosem, chyba szlochał. Zaś w łapce obracał swoje jedzenie. Nie miał ochoty jeść, a co dopiero podnieść wzrok na Pszczółkę.
Kotka odłożyła skowronka na bok. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc rozmyślała przez chwilę. Ostatecznie wtuliła główkę w jego liliowe ciałko.

<Lśniący?>

19 grudnia 2018

Od Pszczelej Łapy CD Okopconej Łapy

Kiedy dowiedziała się o niedyspozycji Poplamionego Piórka, Pszczela Łapa po raz pierwszy w życiu oszalała z radości, iż przepada jej trening. Myślała, że w końcu spotka się z Leśnym Strumieniem; że ją przytuli i znów będą mogły porozmawiać o swoich problemach. Emocje jednak opadły, kiedy Potokowa Gwiazda oznajmił, że "jako rekompensatę" zabierze ją na polowanie wraz ze swoim uczniem - Okopconą Łapą. Na osty i ciernie! Gdyby jakimś cudem udało jej się wymsknąć z treningu to i tak ciężko będzie się wytłumaczyć ojcu. Poplamione Piórko z łatwością łykała wszelkie kłamstwa, jednak ojciec... Nie, nie ma szans.
Wlekła się leniwie za rodzicielem i jego uczniem. W jednej chwili Okopcona Łapa zwolnił tempo i dołączył do szylkreta. Obdarzyła go ciepłym uśmiechem, gdyż robiła to wyjątkowo rzadko. Ostatnio nawet w ogóle z nim nie rozmawiała. Najwyższy czas to nadrobić.
- Pszczela Łapo, mogę ci zadać pytanie? - spytał Kopeć.
- Jasne, o co chodzi?
- Jak to jest mieć tatę lidera?
- Lider czy nie, to wciąż ojciec. Tylko z dodatkowymi obowiązkami. Nie ma dla nas dużo czasu, ale cieszę się, że mimo wszystko stara się go znaleźć. I nie martw się, Okopcona Łapo. Nie mamy jakiś specjalnych przywilejów. Jestem równy z tobą.
Czarnulek kiwnął głową.
- A jaki jest mój ojciec jako mentor?

<Okopcona Łapo? Aaale ruszyłam akcje...>

Od Pszczelej Łapy CD Leśnego Strumienia

Em, no dobrze? Co tu się właśnie wydarzyło? Szylkretowa kotko-kocur przyszła tu w pokojowych zamiarach. Tak pokojowych, że przedstawiciele obu klanów poszarpali się i o mało by się nie pozabijali nawzajem. Ale co Pszczela Łapa miała zrobić? Dać się zabić? Nie tego Poplamione Piórko ją uczyła. Broniła się, zapominając po co tu przyszła. Teraz przez swoją cholerną nieuwagę wylądowała w krzakach wraz z kotką, z którą miała zamiar się zobaczyć i porozmawiać z nią pokojowo o tym, co zdarzyło się dnia poprzedniego. Oh, tak pokojowo, że dymna aktualnie przygniatała jej nieszczęsne ciało samicy. Musiała przyznać, że to całkiem przyjemne doświadczenie i to z jakimi widokami na... Ekhem. Albo raczej byłoby przyjemnym doświadczeniem, tylko że w innych okolicznościach.
Oh, Klanie Gwiazdy, co ona sobie myśli? Może i była ładna, ale okropnie wredna i niewdzięczna.
- Czego chcesz, idiotko?! - zasyczała ta dominująca.
- Jak już to idioto - warknęła Pszczela Łapa. Nie miała jej tego za złe, że nie miała pojęcia, jak ma się do niej zwracać. W końcu to szylkret, zresztą całkiem myląca sprawa. Ale wypadało jej uświadomić, co nie?
- Co?
Chciała już odwarknąć "jajco", ale spójrzmy prawdzie oczy - ten wilczek przygniótł ją do ziemi. Trzymała łapy na jej gardle. Jedno złe słowo, a już byłaby martwa. Najpierw wypadałoby wykopać cielsko tej kotki z siebie, chociaż znając życie, te dwie natychmiast rzuciłby by się na siebie ponownie.
- To prawda, że urodziłam się jako kotka, co jest niestety widoczne gołym okiem, a jednak identyfikuję się jako kocur. Tym razem ci wybaczę tą zniewagę, bo nie mogłaś o tym wiedzieć.
- Nie interesuje mnie to - ryknęła dymna kotka. - Chcę wiedzieć, czego ode mnie chcesz.
- Na dobry początek chcę, żebyś ze mnie zeszła. Przybyłem tu w pokojowych zamiarach.
Członkini Klanu Wilka przewróciła oczami i niechętnie zwolniła uścisk. Wkrótce Pszczela Łapa była wolna. Otrzepała się z kurzu i zmierzyła wzrokiem swojego rozmówcę.
- W takim razie, co cię tu sprowadza, klifiaku?
- Nazywam się Pszczela Łapa, jestem synem Potokowej Gwiazdy - oznajmiła terminatorka. - Szukałem cię, żeby porozmawiać o tym, co się wydarzyło wczoraj. Po prostu lubię mieć wszystko poukładane w głowie, więc mam kilka pytań. No i też chcę ci powiedzieć, że nie masz podstaw, żebyś była taka wredna.
Wtem Pszczela Łapa usłyszała znajomy głos z daleka. Poplamione Piórko! Szukała jej! Niech ją piorun... Czy coś. Akurat teraz?
- Na osty i ciernie! - westchnęła szylkretka. - Posłuchaj, nieznajoma. Spotkaj się ze mną jutro w tym samym miejscu i o tej samej godzinie. To ważne, a nie chciałbym wojny między naszymi klanami czy coś w tym guście. To ja lecę!

***

Następnego dnia, Pszczela Łapa opuściła kolejny trening, żeby się spotkać ze swoją jakże milutką znajomą. Jednak kolejne pokojowe rozmowy przebyły nie tak tragicznie, jak ostatnio i o dziwo bez przemocy. Tak wiele się wyjaśniło. Leśny Strumień opowiedziała jej o niejakiej Chryzantemie, przez którą o mało nie wpadła w przepaść. Biedna Leśny Strumień. Nawet zaczęła ją rozumieć. Natomiast Pszczela Łapa w zamian za zwierzenia, wyżaliła się z nieszczęśliwej miłości do własnej mentorki.
I z jednego spotkania zrobiło się kilka. Towarzystwo Leśnego Strumienia sprawiało "synowi" lidera Klanu Klifu przyjemność i często opuszczała treningi, żeby zobaczyć się z dymną.
Lubiła ją. Lubiła jej towarzystwo. Trudno w to uwierzyć, ale stały się sobie bliskie. Tylko dzięki niej zapomniała o porażce z Poplamionym Piórkiem.
Lada moment znów miały się zobaczyć.

<Lasku?>

17 grudnia 2018

Od Pszczelej Łapy CD Lśniącej Łapy

Pszczela Łapa wtuliła głowę w pierś liliowego, wciąż pociągając nosem. Niby spodziewała się takiej odpowiedzi, jednak to nie znaczy, że przygotowała się na jej przyjęcie. A może owszem, przygotowała się, tylko zrobiła to źle, dlatego nie mogła opanować emocji? Czy to ważne? Chciała krzyczeć; chciała wybiec daleko przed siebie i się nie zatrzymywać. Ale coś ją tu trzymało i nie miała pojęcia co to takiego. Wśród tych rzeczy był na pewno Lśniąca Łapa, który objął ją ogonem.
Co ona narobiła? Nie powiedziałaby o swoich problemach nawet Lilii, a wygadała się Lśniącemu — synowi jej nieszczęśliwej i nieodwzajemnionej miłości Poplamionego Piórka. Co jej odbija? Przynajmniej jej myśli właśnie zakończyły wojnę — "daj sobie spokój, bo i tak ci się nie uda" biło na głowę "może jest jeszcze nadzieja?". To już koniec... Na pewno.
I jeszcze był Lśniący. Jedyną dobrą rzeczą w tej sytuacji to właśnie to, że dał się jej wypłakać we własne futro. Nie krzyczał, ani nie uciekł. Nie zwyzywał jej, ani nie odrzucił. Po prostu przytulił i zrozumiał. Grunt, że nadal mogła go uważać za swego przyjaciela.
Ale... Kiedy uczeń Różanego Kwiatu wspomniał o tym, że może jednak znajdzie kogoś z innego klanu, nie wiedzieć czemu pomyślała o dymnej kotce, którą uratowała całkiem niedawno. Cholera jasna, nie teraz...
— Kogoś innego... — wyszlochała. — Czy ja wiem? Nie chcę skończyć jako królowa. Nie pasuję tam i mam wrażenie, że powinnam być kocurem. Ale kto by chciał takiego odmieńca? Która kotka?
Pszczela Łapa pokręciła głową.
— Zresztą, nieważne. — Wyrwała się z uścisku przyjaciela, po czym skierowała się w stronę legowiska Potokowej Gwiazdy. Jeszcze nie wiedziała, jak się wytłumaczy ojcu, ale... musiała spróbować.

***

— Tato? Jesteś zajęty?
Potokowa Gwiazda właśnie rozmawiał z Omszoną Skórą. Kij wie, o czym. Nie obchodziło ją to. Zastępcy lidera nie powinno tu być.
— Pszczela Łapo? — Czarny kocur brzmiał nieco pogardliwie, jednak jednocześnie nieco zmartwił się o córkę.
— Mam pytanie, ale... nie chcę rozmawiać przy Omszonej Skórze. Wybacz, wujku. To nic osobistego.
Niebieski kocur skinął głową i odszedł, zostawiając ojca i córkę samych.
— O co chodzi, Pszczela Łapo?
— No bo... — Szylkretka zamarła. Dlaczego to musi być takie trudne? — Czy uczniowi można przydzielić innego mentora w trakcie treningu?
— Coś nie tak z Poplamionym Piórkiem? — Lider spojrzał na uczennicę z góry.
— Tak! Znaczy nie. Znaczy...
— Pszczółko... — Potokowa Gwiazda rozluźnił się, a na jego pyszczku pojawił się cień uśmiechu. — Nie znajdzie się dla ciebie lepsza mentorka jak Poplamione Piórko. Nie obchodzi mnie, co się między wami dzieje, ale zobaczysz, że lada moment wszystko będzie dobrze. Nie zmienię swojego zdania, że Poplamione Piórko powinna być twoją nauczycielką. Może mam z nią pogadać?
— Nie! — Tak się przeraziła, że o mało nie podskoczyła.
— Dobrze? — Przywódca Klanu Klifu uniósł wąsy do góry, zaskoczony reakcją starszej z córek.
— To, ja już pójdę...

***

Uniki. Wcale nie wychodziły jej tak źle. Natomiast w sparingach to Poplamione Piórko dostawała po głowie, a nie ona, jak za pierwszych treningów. Może mentorka specjalnie dawała jej wygrać? A może Pszczółka zaczęła kierować się nienawiścią do niej za to, że nie ma u niej szans. Chwała Lśniącej Łapie, że uwolnił ją od tego szajsu! Właśnie bez najmniejszego trudu powaliła syjamkę na ziemię i położyła łapki na jej gardle.
— Bardzo dobrze, Pszczela Łapo — mruknęła kotka. — Możesz ze mnie zejść.
Szylkretka posłuchała mentorki. Natychmiast wbiła wzrok w ziemię, byleby na nią nie patrzeć.
— Robisz postępy. Nie jesteś już tą samą kotką, co na początku.
— Kocurem — poprawiła ją prędko Pszczela Łapa.
— Kocu... nieważne. Zaraz! O co chodzi, młoda?
— Aaa, nieważne.
— No dobrze — westchnęła Poplamione Piórko i kończyła. — Na czym stanęłam? Nie jesteś tym samym kocurem, co na początku. Szybko nauczył...eś... Na Klan Gwiazdy, to brzmi tak głupio! No dobrze, szybko nauczyłeś się, jak być zwinnym. Wyćwiczyłeś nie lada krzepę i zostałeś dobrym tropicielem. Tylko ten cholerny skok. Resztę dzisiejszego treningu skupimy na nim, dobrze?
Pszczółka kiwnęła —  może raczej kiwnął, bo czas najwyższy przerzucić się na inną narrację — i udał się wraz z mentorką w głąb lasu, gdzie resztę dnia spędzili na polowaniu i skoku.
Może da radę wytrzymać do mianowania?
Może...
Jak tylko jego serce uspokoi ktoś inny. Będzie szukać odpowiedniej kotki.

<Lśniący?>

13 grudnia 2018

Od Pszczelej Łapy

(Baj, Cicha Łapo)

Niebieska szylkretka wsłuchiwała się w świst porannego powietrza. Siedziała przy krawędzi klifu, mając pod nosem widok na plażę. Tę samą, która rozszerzała się za obozem klanu. Z tą różnicą, że z jakiegoś nieznanego jej powodu widoki stamtąd bardziej zabierały dech w piersiach. Może dlatego, że horyzonty były znacznie szersze i że im bliżej wody tym bardziej roznosił się zapach bryzy morskiej? Całkiem możliwe.
Córka Poplamionego Piórka czekała, aż nareszcie zjawi się jej mentor — Słoneczny Blask. Tylko zanim się pojawi, może trochę minąć. Mówił, że ma coś do załatwienia, zanim przyjdzie na trening.
Tak więc czekała, bo co jej zostało?
A przynajmniej, dopóki nie poczuła szponów na swoich ramionach. Poczuła piekło na karku, kiedy coś wbiło się w jej kocie ciałko i nagle wzniosło się do góry wraz z drobną kociczką. Jastrząb (nie była do końca pewna, ale to bardzo prawdopodobne) przeleciał z nią nad wodą.
Próbowała się wyszarpać, mając nadzieje, że może akurat dotrze bezpiecznie na brzeg. Wielki ptak w końcu odpuszczał i rozluźnił uścisk. Tymczasem Cicha Łapa wstrzymała oddech, przygotowując się na zanurzenie.
Poczuła, jak lodowata woda przenika przez jej futerko. Wydawało jej się, że lada moment zamarznie. Ale nie mogła teraz o tym myśleć. Musiała się postarać, aby wydostać się na powierzchnię. Niestety ból po pazurach ograniczał jej ruchy, tym bardziej, że była przerażona krwią, która zebrała się wokół niej. Musiała więc błagać Klan Gwiazdy, żeby nie nasłał na nią rekina. 
Brakowało jej tlenu, a co za tym idzie — sił. Ostatecznie wynurzyła łepek i zaczerpnęła powietrza. A przynajmniej póki kolejna fala znowu nie posłała jej pod wodę. Cholera, czy ona stamtąd się wydostanie? Wierzgała się dalej, myślała tylko o powrocie do obozu. Musi walczyć, musi być dzielna.
Ale miała coraz mniej sił. Jej łapy powoli odmawiały posłuszeństwa, ciemniało jej w oczach, a krwawienie nie ustawało.
Nagle poczuła za sobą jakiś ciepły oddech. Kiedy zdążyła się zorientować, że napotkała rekina, jego kły już trzymały się jej szylkretowego ciałka.
To już koniec, wiedziała to. Pomyślała o tym w chwili, gdy paraliżujący ból przeszył całe jej tułowie, jakby coś je rozrywało. Bo je rozrywało, czuła to.
Ale... Nie mogła już tego zobaczyć. Ciemność nastała w jej oczach. Klanie Gwiazdy, opiekuj się tą młodą kotką.

***

Pszczelej Łapie podarowano tego dnia jej trening. Poplamione Piórko i Słoneczny Blask zorganizowali akcje poszukiwawczą Cichej Łapy. Potokowa Gwiazda chciał już w to włączyć Klan Wilka i Klan Nocy, jednak jego drogi zastępca zdecydowanie mu tego odradzał. Tak więc lider klanu zarządził, że jeśli przez kilka dni nie znajdą Cichej Łapy, zwrócą się do innych klanów.
Póki co wysłał swoich najlepszych wojowników na poszukiwania. Chciał również sprawdzić swoje dzieci, więc Pszczela Łapa, Liliowa Łapa i Makowa Łapa zostali podzieleni do trzech różnych obszarów.
Najstarsza córka lidera miała sprawdzić plażę. Zobaczyła coś, co przypominało jej Cichą Łapę. Patrząc z tej perspektywy pomyślała, że córka jej zauroczenia po prostu leży pół przytomna; że jednak żyje, a Poplamione Piórko nie będzie załamana, tylko będzie musiała wspierać kocię, które lada moment wyzdrowieje.
Niestety, mogła sobie pomarzyć. Przeraziła się na ten widok i omal nie zwymiotowała. Cicha Łapa... Cała poszarpana. I jeszcze te oczy — puste, wyszczerzczone z bólu oczy.
Natychmiast pobiegła po ojca. Po ojca, Poplamione Piórko... Kogokolwiek.
Nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje.

Od Pszczelej Łapy CD Leśnego Strumienia

Pszczela Łapa obejrzała się za niewdzięczną kotką i prychnęła pogardliwie. Ta, ta to miała tupet. Kotka z Klifu tylko lekko zboczyła poza teren w pogoni za zdobyczą i już jakaś siksa z Wilka ostrzy kły, że "hurr durr, to teren mojego klanu, spieprzaj". Nawet podziękować nie potrafiła! Serio, jakie znaczenie ma przekroczenie granicy, skoro jeszcze przed chwilą uratowała czyjeś życie? Nie, żeby się tym przechwalała, a raczej łączyła fakty. Jakie fakty? A takie fakty, że Klan Wilka to buraki.
Czy Pszczela Łapa zabiła jakiegoś kota z Klanu Wilka? No, wręcz przeciwnie! Czy pozbawiła Klanu Wilka jakieś zwierzyny? Nie, bo tropiła ją na terenach Klanu Klifu, a to, że ta wiewiórka przekroczyła granicę, a potem jakaś kretynka znalazła się na krańcu Głębokiej Ścieżki to nie jej wina.
Szylkretka warknęła niezadowolona na to wspomnienie i zawróciła. Gdziekolwiek kryła się Poplamione Piórko, pewnie wstrzymywała chichot.
Mentorka mogłaby już wyjść i zakończyć ten test, jednak póki tak się nie stawało, musiała wrócić do polowania.

***

— Jak tam trening? — spytała Liliowa Łapa, kiedy siostry dzieliły się językami w legowisku dla uczniów.
— Wolę o tym nie wspominać — westchnęła Pszczela Łapa. — Wkroczyłam na tereny Klanu Wilka.
— Przecież wiesz, że nie możesz... — zmartwiła się młodsza ze sióstr.
— Owszem, wiem — odparła druga calico. — Ale miałam powody.
— Huh...? Jakie?
— Była tam taka kotka. O mało nie wpadła w przepaść. Zareagowałam instynktownie, niewiele wtedy myślałam. Uratowałam ją, a ta zamiast podziękować, zwyzywała mnie od góry do dołu. Co z tego, że prawie pożegnała się z życiem, jak poluję na terenie jej klanu? Weź mi wytłumacz jej rozumowanie, bo naprawdę nie mam pojęcia, o co chodzi. Czy wszyscy z Wilka są takimi idiotami?
— Nie wiem, co ci powiedzieć. — Lilia pokręciła głową. — Może poprosisz ojca o dzień wolny od treningu i pójdziesz się z nią spotkać? Wyjaśnicie sobie wszystko.
— Ta, mam wejść na teren wilczków, żeby znowu zostać zaatakowana? Fajnie. — Ostatnimi czasy Pszczółka lubiła mówić ironicznie.
— Oświadczysz, że masz pokojowe zamiary.
— Niech tak będzie, ale tylko dlatego, że nie miałam szansy porządnie odpyskować tej kotce.

***

Nazajutrz Pszczela Łapa wymknęła się z obozu. Nie było sensu informować o jej "planie" ani Potokową Gwiazdę, ani Poplamione Piórko. Uznała, że chciałaby zobaczyć reakcje swojej ślicznej mentorki na jej zniknięcie. Zwróciłaby na siebie uwagę. Podążyła więc przez Przeprawę i przekroczyła granicę terenów Klanu Klifu. I już znalazła się przy Białych Pniach — zbiorowisku kilku białych drzew, które wyglądały conajmniej dziwnie. Oh, i na horyzoncie pojawiła się nasza niedoszła samobójczyni.
— Hej ty! — zawołała dymną z daleka, po czym ruszyła w jej kierunku.

<Lasku? Bida z nędzą, ale weź to zignoruj i chodź w krzaczki OuO>

10 grudnia 2018

Od Pszczelej Łapy CD Makowej Łapy

Dyszała ciężko, nie czując kończyn. Przed nią stała Poplamione Piórko — Niewzruszona i wcale nie wyglądała na zmęczoną. Nie to co Pszczela Łapa, która drżała w wycieńczenia.
— Całkiem nieźle, Pszczela Łapo. — Mentorka pochwaliła terminatorkę, na co tej drugiej serce zabiło szybciej i to nie tylko ze zmęczenia. — Musimy tylko popracować nad twoją wytrzymałością. Na polu walki nie masz czasu na przerwę.
— Jak mam poprawić wytrzymałość, Poplamione Piórko? — wydyszała Pszczela Łapa.
— Po prostu będziemy częściej ćwiczyć walkę. Nie masz się czym przejmować, moja droga. Wyćwiczysz to! — Dokładnie z tego powodu Poplamione Piórko jest najlepszą mentorką, jaką Pszczółka mogła sobie wymarzyć. Wytyka błędy, ale nie pastwi się nad uczniem, kiedy je popełnia. Tylko odpowiednio motywuje.
— Dobrze, Poplamione Piórko. To może skończymy na dzisiaj? — Uczennica kiwnęła głową. Postanowiła, że zaskoczy mentorkę i natychmiast rzuci się na nią, nim odpowie jej na pytanie, ponieważ... cóż, nie mogła się spodziewać. Tyle.
Kotki poturlały się po trawie i Poplamione Piórko próbowała ugryźć Pszczelą Łapę w szyję, jak tylko przejęła dominację, ale ta nie mogła przestać się wiercić. Na szczęście nie na długo, gdyż mentorka w końcu złapała uczennicę.
Pszczela Łapa zamarła. Poczuła dziwne dreszcze w chwili, gdy kły Poplamionego Piórka naciągnęły jej skórę. Dziwne, ale w jakiś sposób przyjemne.
Zaraz!
Chwila!
Pszczoła! Co ty odwalasz?!
Pszczela Łapa ocknęła się. Wydała z siebie bojowy okrzyk, po czym wpędziła w ruch tylne łapy, odrzucając od siebie syjamkę.
Poplamione Piórko wstała. Oszołomiona, ale wstała. Pokręciła głową i spojrzała na uczennicę.
— Nieźle — skwitowała z uśmiechem na pyszczku. — Kontynuujmy.

***

Pszczela Łapa wpełzła do legowiska wycieńczona i obolała. Była tak zmęczona, że nawet odpuściła sobie jedzenie. Ułożyła się obok brata, najwidoczniej przygnębionego czymś.
— Hej, Maku. — Wtuliła się w jego mięciutką sierść. — Wszystko dobrze?

<O, hej, bro!>

Od Pszczelej Łapy CD Liliowej Łapy

Pszczółka rzuciła siostrze pytające spojrzenie. Wspólny trening, tak? Jeśli tylko w ten sposób nie będzie myśleć o Poplamionym Piórku to czemu nie? Może wymienią się mentorkami? Wtedy będzie korzystniej dla szylkretki. Wciąż jednak będzie musiała poradzić sobie z tęsknotą. Oh, dlaczego to musi być takie skomplikowane?
— Czemu nie? — Starsza ze sióstr wzruszyła ramionami i odgryzła kawałek myszy. Przez chwilę zastanawiała się, czy opowiedzieć Lilii o swoich "problemach". O uczuciach do Poplamionego Piórka, których sama nie potrafi zaakceptować i o nieustającej bójce myśli zwanej "serce przeciwko rozumowi". Cóż, Lilia nie jest osobą, która natychmiast poleciałaby z tym do ojca albo rozpuściła plotki. Jest zaś osobą wyrozumiałą, szanującą prywatność innych, a w szczególności własnej siostry. I przede wszystkim jest taka kochana! Bez problemu mogłaby wypłakać się na jej ramieniu i powiedzieć, co ją drażni. W końcu to jej siostra i nie chce, żeby się martwiła. Jednak... nie, po prostu nie. Nie miała siły, odwagi ani słów, żeby jej to powiedzieć. Wybacz, siostrzyczko.
Ale może jej powiedzieć, kim jest... od jakiegoś czasu.
— Pszczela Łapo, wszystko oki? — Liliowa Łapa liznęła Pszczółkę między uszami.
— Ta — westchnęła siostra. — Tylko... Tylko się zamyśliłam.
— Poszukajmy Wierzbowego Serca i Poplamionego Piórka — zasugerowała uczennica. Pszczółka podążyła za nią.
Po drodze Pszczela Łapa zatrzymała się przy żłobku. Świecił pustkami. Ni królowych, ni kociąt. A póki co nie zapowiadało się na nowy miot w Klanie Klifu. Szylkretce przypomniało się dzieciństwo spędzone tutaj. Było piękne, ale mimo tego to miejsce budziło w niej dreszcze. W końcu opustoszałe, no nie?
— Dziwne uczucie... — Liliowa Łapa najwyraźniej podzielała zdanie siostry.
— Nie chciałabym tu wrócić, wiesz? — wyznała Pszczółka. — To znaczy... nie mam urazu do tego miejsca. Księżyce spędzone tutaj mogę zaliczyć do najszczęśliwszych, ale... Nie chcę tu wracać jako królowa. Chcę być wojowniczką. Ta myśl mnie przeraża. Czuję, że to do mnie nie pasuje... Lilio, ja... nie czuję się, jak kotka. Mam wrażenie, że powinnam być kocurem. Nawet zwracanie się do mnie, jak do kotki zaczyna mnie drażnić.

<Lilio? Już jestem.>