BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morska Łapa x Rusałkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morska Łapa x Rusałkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

14 lutego 2024

Od Rusałkowej Łapy CD. Morskiej Łapy

  Długo po poprzednich wydarzeniach. 

— Słyszałaś to? 
Niechętnie podniosła głowę. Wiatr szumiał w źdźbłach trawy porastającej tę część terytoriów Klanu Nocy, gdzieś na morzu jak zwykle powarkiwała bestia, a z lasu, który zostawiły za sobą, dobiegały pojedyncze trele porannych ptaków; poza tym jej ucho nie było w stanie wyłapać żadnego dźwięku na tle jej własnego chrapliwego oddechu. Posłała Morskiej Łapie pytające spojrzenie, z nadzieją, że gdyby nawet nierozproszony jeszcze wschodem słońca mrok pochłonął całkiem ten nieznaczny sygnał, samo milczenie przekaże jej intencje wystarczająco wymownie.
— Rusałka! Płetwo jedna! — usłyszała jednak w odpowiedzi, a naglący ton sprawił, że aż się skrzywiła. — Nawet nabrać się ciebie nie da! Śpisz tam na nogach, czy co?
— Śpię...! — rzuciła pod nosem, w nagłym rozdrażenieniu rozpędzając się, by bez większych ceremonii wyprzedzić siostrę w wysokiej trawie. — Chciałabym, wiesz? Gdyby tylko ktoś nie obudził mnie przed świtem, żeby zmyślać sobie niebezpieczeństwo...
— Ej! — żachnęła się Morska Łapa, w trymiga ją doganiając. Rusałkowej Łapie przemknęło przez myśl, że jeśli siostra zdecyduje się ją choćby lekko, żartobliwie trzepnąć, nie skończy się to dobrze dla nikogo; szczęśliwie żaden podobny atak nie nadszedł. Mogłaby nieco rozluźnić spięte mięśnie grzbietu, gdyby nie to, że poczuła na barku dotyk jej drżących wąsów, dobitnie świadczący o zirytowaniu właścicielki. — Przecież sama chciałaś! Cały czas... Czy to w obozie, czy na ćwiczeniach, mówisz, że wolałabyś być gdziekolwiek indziej, a od rana mamy przecież treningi, więc co innego miałam niby zrobić?
— Nic — odpowiedziała Rusałkowa Łapa po chwili ciszy. Zanim mogła mówić dalej, musiała krótko odkaszlnąć. — Masz rację. Przepraszam.
Jej siostra sapnęła z frustracją, ale nic nie odpowiedziała. Brnęły dalej przez rozkołysane wiatrem błonia. Było ciemno i szaro, główki polnych kwiatów wciąż spały ze stulonymi ciasno płatkami; może to właśnie było tym, na co zasługiwała, ta nicość i ten brak koloru — pomyślała Rusałkowa Łapa posępnie, stawiając kolejne kroki wśród mokrych źdźbeł, których dotyk, choć nie pozwalał usnąć ciału, był bezradny wobec ociężałości ducha. Jedynie nęcące zapachy zadawały kłam temu przygnębiającemu obrazowi, któremu pozwalała opanowywać swoją wyobraźnię. Zaciągnęła się głęboko, powietrze przesunęło się przez jej tchawicę ze znajomym szmerem. Nornice, gdzieś niedaleko. Gdyby chwilę poszukać, może nawet trafiłaby na bażanta. Tylko czy miała teraz siłę polować? I czy w ogóle chciała łowić zwierzynę dla tego klanu — bo sama nie była głodna wcale?
Dla Morzaka. Upoluje coś dla niej, coś ciepłego, pachnącego życiem, co da jej siostrze energię i siłę. Odkupi tym samym swoje winy, swoje niczym nieuzasadnione złości, którymi tak karygodnie ją zadrasnęła. Gdyby tylko jej łapy chciały ugiąć się odpowiednio...
— Tam coś jest! — Nagły okrzyk Morskiej Łapy sprawił, że aż się wzdrygnęła. Podniodła na nią oczy; doświadczenie podpowiadało, by nie robić sobie wielkich nadziei, jednak podniecenie na pysku siostry również nie dawało się ignorować i koniec końców Rusałkowa Łapa podążyła za jej wzrokiem na rozciągającą się przed nimi plażę, nie myśląc i nie spodziewając się absolutnie niczego.
Na jasnoszarym piasku wylegiwało sie olbrzymie, ciemne cielsko. Jgo płaskie powierzchnie, wraz z groźnymi wypustkami strzegące mrocznych wnętrzności, odbijały nikłe światło odległego brzasku, nie przypominając niczego, co Rusałkowa Łapa znała — chyba że z opowieści.
— Potwór — szepnęła, wpatrując się bez ruchu w odpoczywające stworzenie. — Skąd się wziął na plaży?
— Co nie! — Zanim się obejrzała, Morska Łapa ruszała już w dół łagodnego zbocza, u stóp którego rozpoczynał się piach. — Zaraz się dowiemy!
— Ciszej! — zganiła ją chrapliwym szeptem, zrównując się z nią pośpiesznie. Spojrzenie raz po raz uciekało jej w stronę nieruchomej bestii. — Na plaży nie ma gdzie się schować! Jeśli mamy podchodzić, to bardzo ostrożnie.
— "Jeśli mamy"... To według ciebie jest opcja, że nie?
Rusałkowa Łapa prychnęła, po czym uniosła kąciki pyska w nieznacznym uśmiechu.
— Oczywiście, że nie ma, tak jak nie ma mozliwości, że pozwolę, żeby to coś cię zeżarło. Może być tylko jeden Morski Potwór na terenach Klanu Nocy i to bynajmniej nie ten, który tam leży.
Morska Łapa zachichotała, jednocześnie patrząc na nią w tak ujmujący sposób, że w Rusałkowej Łapie pomimo słabego światła coś jakby się skruszyło. Jej oddech przyspieszył z lekka; żeby przywrócić go do normy, zaciągnęła się morskim powietrzem.
— Myślisz, że umie biegać po lądzie? — spytała siostra cicho, na szczęście stosując się do wcześniejszego ostrzeżenia.
— Te z Drogi Grzmotu podobno wyglądają inaczej, więc... może nie? — odszepnęła jej, zaprzęgając wszystkie zmysły, by z bezpiecznego schronienia kępy trawy jak najdokładniej wybadać intruza. Możliwość skupienia się na nowym zadaniu bardzo jej odpowiadała, nieoczywiste wyzwanie przynosiło ze sobą odświeżenie. — Ale wiesz, że Potwory to pupile Dwunożnych, a oni znają różne dziwne sztuczki. Próbuję ustalić, czy jakiegoś tutaj nie ma, ale... Sama spróbuj.
— Czysto — zawyrokowała Morska Łapa po chwili marszczenia nosa. — Naprzód, marsz, dzielny wojowniku.
Rusałkowa Łapa pokręciła głową, ale kiedy opuszczała trawę w ślad za swoją siostrą, na jej pyszczku malował się uśmiech. Zatrzymując się co kilka, kilkanaście kroków, żeby posmakować powietrza, dwie kotki ruszyły chyłkiem w stronę śpiącej bestii, na skórze której odbijały się już pierwsze oznaki świtu. 
— Może nie żyje? — odezwała się wreszcie Morska Łapa tajniackim szeptem, kiedy znalazły się ledwie dwie długości lisa od masywnego cielska. Z tej odległości Rusałkowa Łapa mogła w pełni podziwiać zdobiące jego powierzchnię znaczenia; w oczy rzucały się także dziwne, kolorowe narośle, które to wydymały się z zakrzywionych, podziurawionych boków niczym olbrzymie jagody, to zwisały podobnie do giętkich gałęzi. Niektórych z nich kotka nie mogła porównać z niczym, a zdawała sobie sprawę, że perspektywa, z której patrzy, kryje jeszcze wiele z nich przed jej wzrokiem.
— Nie wiem — odparła, po raz kolejny smakując powietrze w nadziei, że odnajdzie w nim jakąś wskazówkę; poza ciągłym przybieraniem na sile zapach pozostawał jednak niezmienny. Zmrużyła oczy, lustrując Potwora w skupieniu, po czym powoli zwróciła się do siotry. — Sprawdzamy...?
— Nihihihihi — odpowiedziało jej tylko, zanim Morska Łapa zbliżyła się do bestii na ugiętych łapach i, wyciągając szyję, dotknęła jej nosem.
Obie kotki zamarły w oczekiwaniu; upływały kolejne uderzenia serca, ale Potwór nie poruszał się, a jedynym dobiegającym ich dźwiękiem był szum wzmagającego się wiatru. 
— Jest zupełnie zimny — oświadczyła Morska Łapa, obwąchując miejsce dookoła tego, w którym odważyła się na kontakt z Potworem, po czym bez ostrzeżenia uderzyła w jego skórę łapą. Rozległ się cichy brzdęk, co zaskoczyło je obydwie; ponieważ jednak nic więcej się nie wydarzyło, kotka szybko się rozluźniła. — I twardy. Chyba naprawdę zdechł.
Rusałkowa Łapa również podeszła bliżej, by dotknąć ciała bestii, i wkrótce potwierdziła te spostrzeżenia. Podczas gdy Morska Łapa badała kolejny odcinek potworzego ciała, przyozdobiony dziwnymi łatami, jej siostra rzuciła okiem na drugi bok kreatury — a gdy i tam nie znalazła żadnych powodów do niepokoju, wróciła na swoje poprzednie miejsce i przypadła do ziemi.
Zaskoczony okrzyk Morskiej Łapy rozległ się równocześnie z głuchym uderzeniem łap o obcą, chropowatą powierzchnię. Rusałkowa Łapa natychmiast przykuliła się, szeroko otwartymi oczami wypatrując najmniejszych oznak zagrożenia. Kiedy przez dłuższą chwilę żadnych nie znalazła, powoli podniosła się, by stanąć pewniej na nogach, i zaśmiała się do wiatru.
— Łotrze! Draniu! — wykrzykiwała już siostra nad jej uchem po własnym udanym lądowaniu. Piekliła się tak żartobliwie, aż chichot Rusałkowej Łapy nie przeszedł w atak kaszlu. — Zdradziecka flądro, ty zawsze tak, tak z cicha pęk... Ej, bo płuca wyplujesz, Rusia... Rusia? 
— ...Nic mi nie jest — wymamrotała wreszcie, uspokoiwszy jakoś ten nagły napad. Gdzieś głęboko w drogach oddechowych wciąż czuła znajome, nieprzyjemne drapanie, ale podniosła głowę i otrząsnęła się. — Przynajmniej wiemy na pewno, że nie żyje, skoro nie obudził się nawet po takiej serii... Daj spokój — mruknęła z niezadowoleniem, odwracając głowę, kiedy Morska Łapa otarła się o nią opiekuńczo.
Grzbiet Potwora przedstawiał sobą zaskakujący widok. Wybrzuszenie, na którym znalazły się z siostrą, przechodziło w okazały garb, zaopatrzony na szczycie w multum podłużnych wypustek. Z obydwu stron obiegały go swego rodzaju wąskie półki, które, jak się okazało, biegły dalej ku tyłowi bestii, aby tam połączyć się i utworzyć ściany wielkiego wklęśnięcia z wyrastającymi tu i ówdzie kolejnymi bryłami wykrzywionych narośli. Przyglądającej się temu w oczarowaniu Rusałkowej Łapie, która właśnie wzdłuż ich biegu skierowała swoje pierwsze kroki, układ ten bardziej, niż czyjeś ciało, przypominał zabałaganione wnętrze legowiska uczniów. Może nie było to zresztą aż tak nieuzasadnione porównanie, biorąc pod uwagę, że w podobnych miejscach często panoszyli się Dwunożni.
Zeskoczyła do szerokiej niecki i z wolna ruszyła w stronę zadu bestii, wzrokiem pilnie śledząc kontury pozostawionych wokoło przedmiotów, podobnie niezrozumiałe, co "kolekcje" niektórych z jej kolegów. Czyżby Dwunożni naprawdę ozdabiali w ten sposób miejsca swojego zamieszkania? Serce załomotało jej szybciej na myśl, że te tajemnicze stwory miałyby być tak podobne do kotów. Chaos tej aranżacji wydał jej się bardzo bliski — jedynie w większej skali od tego, który znała, a kolory jej elementów, wywoływane dopiero z nocnych ciemności przez pierwsze promienie poranka, i niejednemu wojownikowi przypadłyby do gustu. Im dokładniej jednak się przyglądała, tym obok tego dziwnego wrażenia solidarności coraz silniej narastał dysonans. Detale ubarwienia tych specyficznych okazów były wprost niespotykane; kolory leżały obok siebie równo i gdy tworzyły linie, nie miały one w sobie nic z falujących delikatnie, rozmytych pręg na kociej sierści. Jedyne, z czym mogłaby je porównać, to wzory na piórach niektórych ptaków, ale analogia ta nie znajdowała wyjaśnienia dla nieskończonej powtarzalności, dla powtórzeń za powtórzeniami tych samych drobnych motywów, które z wolna zaczynała dostrzegać wszędzie dookoła siebie. Nawet pod jej łapami — gdy przyjrzała mu się bliżej, spostrzegła, że dno zagłębienia, identyczne z krawędzią, z której zaczęły zwiedzanie, jeśli nie liczyć kilku dodających otuchy błotnistych plam, nie było bynajmniej szorstkie samo w sobie, a pokryte niezliczonymi wypustkami, wszystkimi wzniesionymi jednakowo i perfekcyjnie równo oddzielonymi. Z niejasnym uściskiem w żołądku spróbowała ogarnąć wzrokiem to morze identycznych drobin, rozpływających się w cieniu, otaczające ją teraz ze wszystkich stron. Ziarenka piasku na plaży z zupełnie innego świata.
— Prędzej ja cię ugryzę, niż to coś! — Nawet wśród wzmagającego się wiatru dźwięczny głos Morskiej Łapy brzmiał jasno i wyraźnie. Rusałkowa Łapa szybko odsunęła łeb od ciemnoniebieskiej spirali równiutkich członów, którą jeszcze przed chwilą ostrożnie wąchała (choć strukturą przypominała roślinne włókno, zapach był zupełnie obcy, a nawet lekko gryzący), i odwróciła się, by ujrzeć siostrę górującą nad całym potworzym cielskiem ze szczytu jego uzbrojonego garbu. Kotka wyszczerzyła się i zabębniła łapami o jedną z połyskujących narośli bestii. — Do mnie, wojowniku! Mam coś lepszego niż zdechłe węże.
— Nie jest zdechły — przestrzegła Rusałkowa Łapa machinalnie, z pewnym zawodem opuszczając najnowszy obiekt swojego zainteresowania, żeby po bocznym obramowaniu w szybkich krokach udać się w stronę szczytu Potwora. Odkaszlnęła krótko. — Nie pachnie śmiercią. Nie pachnie wcale jak coś, w czym kiedykolwiek istniało życie.
— Nic tu nie pachnie w ten sposób! Poza jednym, niespodziewanym składnikiem, który może całkowicie odmienić... — Morskiej Łapie nie było dane dokończyć tego tryskającego siłą perswazji wywodu, bo ktoś inny wszedł jej w słowo, strzepując niecierpliwie ogonem.
— I nie wydaje ci się to dziwne? — naciskała Rusałkowa Łapa, obrzucając otoczenie gorączkowym spojrzeniem, żeby wreszcie przenieść je, zdeterminowane i zagubione jednocześnie, z powrotem na pysk siostry. — Że nie ma tu nic żywego, chociaż prawie codziennie widzimy, jak Potwory biegają po wodzie, słyszymy, jak warczą... A mimo to...? 
— No cóż, pewnie byłoby to dziwne, gdyby nie moje wspaniałe znalezisko... Ale żyj w niezrozumieniu, Rusałkowa Łapo, skoro brak w tobie szacunku dla wielkich darów przygody! — Odwracając się od niej ku czemuś na skórze Potwora, Morska Łapa ostentacyjnie prychnęła i przeszła kilka kroków z iście komiczną niezadowoloną miną. Rusałkowa Łapa zastygła na moment, drgnęła dziwnie, wreszcie odetchnęła krótko i czym prędzej doskoczyła do siostry, ocierając się przy tym o nią całym ciałem.
— ...Co tam znalazłaś?
Grymas na pysku Morskiej Łapy rozciągnął się w szelmowski uśmiech.
— Paszczę — odparła enigmatycznie, lecz z wyraźną dumą, zataczając łapą łuk wokół wyrastającej przed nimi struktury. 
Rusałkowa Łapa przyjrzała się w skupieniu temu odkryciu. Główną część wypukłości stanowiła sporych rozmiarów ciemnawa bariera w kształcie prostokąta, przepuszczająca zarys jakiegoś dziwacznego krajobrazu poniżej i otoczona na krawędziach warstwą miękkiej substancji, która zdawała się następnie wnikać w skórę Potwora dookoła. Powierzchnia bariery nie unosiła się płasko, lecz wystawała z bestii pod niewielkim kątem, a tam, gdzie wznosiła się wyraźniej ponad garb, pomiędzy nią a grzbietem pojawiała się szczelina. Kiedy uczennica ostrożnie wetknęła w nią nos, odruchowo cofnęła się — ale po tym, jak ponowiła próbę, spojrzała na siostrę szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami.
— Zapach Dwunożnych — powiedziała powoli, prostując się — ale żadnego bezpośrednio nie czuć. A gdzieś w tym wszystkim… mięso…?
— Prawda? — Morska Łapa napuszyła się tryumfalnie. — Powiedz jeszcze raz, że nie ma życia w Potworze!
— Nie... nie wiemy jeszcze na pewno — wymamrotała chrapliwie Rusałkowa Łapa, jednak zainteresowanie, z jakim przystąpiła do badania krawędzi szczeliny, mówiło zupełnie coś innego o zaprzątających jej myśli zmartwieniach. — Ach... Spróbuj wsadzić tu głowę, jak doliczę do trzech.
— Halo?! — padła odpowiedź z tyłu, ale nie trzeba było długo czekać, aż ciemnobrązowy łebek z podekscytowanym pufnięciem znalazł się tuż przy otworze. — Widzę, że się rozkręcasz, niesforny uczniaku.
Rusałkowa Łapa odburknęła coś niewyraźnego w odpowiedzi i sama również wetknęła nos do szczeliny, po czym rozpoczęła odliczanie. Gumowate krawędzi bariery sprawiały, że jej głos brzmiał, jakby odzywał się gdzieś z daleka.
— ...Trzy!
Obie kotki zgodnie zbarankowały krawędź bariery. Poskutkowało to czymś iście niezwykłym — pod naporem ich łbów bariera-szczęka ustąpiła i uniosła się, przepuszczając je obie przez nowo poszerzoną szczelinę do wnętrza potwora. Zapowiedziane wcześniej zapachy otoczyły Rusałkową Łapę, uderzając ze zdwojoną siłą. Mogła teraz wyraźnie zobaczyć, co znajdowało się pod nimi — szerokie połacie gladkiej zieleni, z mniejszymi wybrzuszeniami zdobnymi w fantazyjne wzory i porozkładanymi tu i ówdzie kolorowymi przedmiotami nieznanego pochodzenia i użytku; wszystko to zamknięte w pełnych zagłębień brązowych ścianach, zbiegających się, by utworzyć w głębi coś w rodzaju przewężenia. Co było za nim, tego kotka nie mogła już ze swego stanowiska dojrzeć.
— Wybornie. — Morskiej Łapie nie trzeba było żadnych dalszych instrukcji; zaraz za głową wkrótce przecisnęła przez szczelinę także barki, a wtedy nic już jej nie mogło przeszkodzić w przejściu przez nią w całości. Nim jej siostra się obejrzała, leciała już w dół, żeby wylądować miękko na zielonej powierzchni.
Rusałkowej Łapie przemknęło przez myśl ostrzeżenie: "paszcza" Potwora wciąż nie była szeroko rozwarta, a tuż za nią nie było żadnej półki, na której można by się wesprzeć, przeciskając się przez nią z powrotem; w wąską szparę trudno będzie wcelować. Chociaż śpieszyło jej się podobnie jak siostrze, żeby zwiedzić wnętrze, wysiliła najpierw mięśnie grzbietu, by wypchnąć szczękę bestii wyżej, i dopiero kiedy upewniła się, że na jedynie lekko ugiętych łapach można będzie przez nią przejść bez problemu, przymierzyła się do skoku w dół. Pozostawała zawsze kwestia tego, czy paszcza nie zamknie się przypadkiem sama, ale to, zniecierpliwiona z ekscytacji, postanowiła pozostawić Gwiezdnym.
Zielona masa okazała się dużo bardziej sprężysta, niż się spodziewała; zaskoczona jej odpowiedzią na uderzenie łap, odruchowo przywarła do ziemi. Z boku dobiegł jej chichot Morskiej Łapy; kiedy się odwróciła, ujrzała ją w jednym z zagłębień ściany, zajętą czymś smakowicie pachnącym, chociaż o niezwykle dziwacznym wyglądzie.
— Co ty najlepszego wyprawiasz!? — krzyknęła z rozpaczą, widząc, jak podłużne mięsne beleczki znikają kawałek po kawałku w pysku siostrzyczki. Chrypa załamała lekko jej głos. — Przecież to jedzenie Dwunogów! Tam może być wszystko, niestrawność, trucizna!...
— Hejże! Sio! Co kto znalazł, to jego! — Morska Łapa obroniła swoje frykasy przed zdenerwowanym atakiem. — Łotrze... Nie ma żadnej trucizny, przetestowałam osobiście i jako ekspert zatwierdzam. Am-mniam-mniam-am-mniam. Sama się tak ekscytowałaś mięsem, a teraz co...? Wszystko sama zjeść chciałaś, tak...?
— Niczego nie chciałam jeść! Chciałam się tylko dowiedzieć... przeanalizować... — Po tym, jak jej próby odebrania siostrze przysmaku zakończyły się fiaskiem, Rusałkowa Łapa zaczęła z frustracji krążyć po zielonym wyścielisku jamy. — Morze, ty gamoniu, jak ty umrzesz od tego, to...
Potężny wstrząs nie pozwolił jej dokończyć zdania. Przypadła do ziemi, szeroko otwartymi z przerażenia oczami lustrując otoczenie, w którym jednak zupełnie nic się nie zmieniło. Kiedy miała na nowo otworzyć pysk, by krzyknąć do Morskiej Łapy, wstrząs powtórzył się i zamiast tego z bezsłownym miauknięciem wczepiła się tylko pazurami w szorstkawą zieloną powierzchnię.
— Rusia? — usłyszała przestraszony głos siostry z zagłębienia, w którym ją zostawiła. Wyglądała z cienia oczami wielkimi jak spodki; jakiś szpargał Dwunożnych przewrócił się i leżał teraz oparty o jej bok. — Obudziła się...?
Rusałkowa Łapa poderwała się czym prędzej, żeby do niej podbiec; kolejny wstrząs sprawił jednak, że niemal przewróciła się na wejściu do dziupli.
— Wychodzimy, już — ponagliła ją drżącym głosem, z trudem powstrzymując się od uspokajających gestów na widok strachu na jej pysku. Morska Łapa szybko skinęła jej głową. Udało się jej wyskoczyć z zagłębienia tuż przed tym, jak potwór zatrząsł się po raz kolejny, po czym, inaczej niż wcześniej, zamiast na nowo skamienieć, zaczął lekko kołysać się z boku na bok, jakby unoszony na wodzie.
Rusałkowa Łapa przeklęła pod nosem i rzuciła się w stronę środka potworzej jamy, tam, skąd najdogodniej można było oddać skok do wyjścia.
— Ty pierwsza — rozkazała szybko, odsuwając się na bok, kiedy siostra do niej dołączyła.
— No weź — prychnęła Morska Łapa, jednak ona była nieugięta, a czas na sprzeczki skończył im się dawno temu. Kotka spięła mięśnie do skoku bez dalszych ceregieli.
W tym samym momencie z grzbietu Potwora dobiegło ich głuche uderzenie, a przejrzystą z tej strony barierę paszczy przesłonił głęboki cień.
Zastygłe w bezruchu, siostry obserwowały, jak cień szybko zmienia kształt, by w końcu przeistoczyć się w widziane z tak bliska, jak jeszcze nigdy dotąd, ciało Dwunożnego.
— Pryć! — Jeszcze zanim z pyska Rusałkowej Łapy padła ta szeptana komenda, kotki rozpierzchły się w przeciwne strony, umykając z pola widzenia przeciwnika. Wskoczyła czym prędzej do zagłebienia w ścianie jamy i z przerażenia niemal zemdlała, kiedy swoim impetem przypadkiem rozrzuciła zgromadzone tam błyskotki, które poprzewracały się z głośnym gruchotem. Zamarła w miejscu i spędziła tak dłuższą chwilę, oczekując rychłego przybycia Dwunoga, który, zwabiony dźwiękiem i niezadowolony z powstałego zniszczenia, z pewnością zabierze się do nich — do niej i do Morskiej Łapy, och, gdyby tylko nie była tak głupia, gdyby tylko uciekły wcześniej, gdyby tylko, gdyby tylko...
Zmuszając się do głębszych, wolniejszych oddechów, spojrzała w równie przerażone oczy siostry, spoglądające na nią z przeciwnego końca jamy.
Potwór tymczasem rozpoczął swój złowieszczy warkot.
 
[2900 słów]
[przyznano 58%]

11 grudnia 2023

Od Morza (Niesfornej Łapy) CD. Rusałkowej Łapy

 Niepewność i zdezorientowanie opanowywały ją coraz bardziej z każdym słowem Rusałkowej Łapy, aż w końcu Morze zaczęła przebierać łapami.
— Nowego… Nowego wroga?
Czyli jeszcze ktoś poza Mglistą Gwiazdą knuł przeciwko morzowo-rusałkowemu duetowi? Niedobrze… Gdyby musiały zmagać się tylko z dysfunkcyjną liderką, nie byłoby jeszcze tak źle, ale walka z dwójką wrogów mogła okazać się być znacznie bardziej męcząca. Co gorsza, Rusałkowa Łapa wyglądała naprawdę mizernie, co tylko utwierdzało Morze w przekonaniu, że nowy przeciwnik to ktoś doprawdy straszliwy.
— Hej! Rusia?! — Morze doskoczyła do siostry i natarła głową na jej bok w geście zniecierpliwienia, ale także troski i czułości. — Jeśli uciekłaś po to, żeby spotkać się z nowym wrogiem to… To nic się nie stało! Nie chcę się bić z tobą, tylko z tym łotrem! Tylko mi go wskaż!
— Nie bij się z nikim, Morzak — odpowiedziała jedynie Rusałkowa Łapa, a smutek i zmęczenie w jej głosie sprawiło, że Morze aż przejęła się trwogą.
Kotka otworzyła pyszczek, lecz do głowy nie przychodziła jej żadna inteligentna, waleczna odzywka, toteż jedyne co zrobiła to przycupnęła obok siostry i owinęła ją ogonem. Co prawda, była ciekawa wydarzeń, które doprowadziły ją do takiego stanu, ale uznała, że łaciata i tak zaraz powie co się stało, nie poganiała więc jej. I tak też się stało, bo chwilę później Rusałkowa Łapa rzekła cicho:
— Wygląda na to, że Biedronkowa Łapa nie chce mnie znać…
Morze przez chwilę patrzyła na uczennicę w milczeniu i analizowała to, co usłyszała, próbując dociec, w którym miejscu źle zrozumiała wypowiedź. No bo na pewno się przesłyszała, prawda? Pewnie chodzi o inną Łapę, a nawet jeśli mowa była o Biedronce, to Rusałka powiedziała raczej, że Biedronka nie chce jej gnać, albo drapać, albo cokolwiek innego. Lecz im dłużej nad tym myślała i im więcej możliwości wymyślała, tym mniej sensu w tym wszystkim widziała, aż w końcu dała za wygraną.
— Chyba nie do końca rozumiem — wyznała w końcu. — Biedronkowa Łapa nie chce się znać? Czemu? Jest głupia?
Rusałka pokręciła głową, a potem westchnęła żałośnie.
— No bo… Gdy poszłaś po jedzenie, ja zostałam przed uczniowiskiem i wtedy przyszła do mnie Krucza Łapa. Wiesz, kto to Krucza Łapa, prawda? — spytała, a Morze kiwnęła głową, albowiem kojarzyła postać starszej uczennicy z opowieści sióstr. — Zaczęła się ze mną kłócić, a Biedronkowa Łapa jak zwykle była po jej stronie… No i się posprzeczałyśmy, i wtedy Ronka uciekła z obozu, a ja pobiegłam za nią i wtedy… powiedziałyśmy sobie nawzajem różne rzeczy… Ona powiedziała czego nie lubi we mnie… A ja powiedziałam czego nie lubię w niej… I my chyba tak naprawdę w ogóle się nie lubimy! — Rusałkowa Łapa nagle z frustracją podniosła głos i uderzyła łapą w ziemię. — Może właśnie musiałyśmy tak sobie… porozmawiać! Może musimy przestać udawać, że mamy ze sobą cokolwiek wspólnego!
Morze patrzyła z trwogą na swoją siostrę. Chyba jeszcze nigdy nie widziała Rusałkowej Łapy tak złej, tak rozemocjonowanej… Nie wiedziała nawet, co ma robić. Zgodzić się z nią? Zaprzeczyć? Co najbardziej ukoiłoby zdenerwowaną siostrę?
— Myślę, że masz rację — odpowiedziała w końcu cicho, odrobinę niepewnie. — Znaczy się, na pewno masz coś wspólnego z Biedronkową Łapą, bo macie te same matki! Ale poza tym to myślę, że jesteście całkowicie różne. Bo Biedronka jest zawsze taka niemiła i mam wrażenie, że traktuje mnie jakbym była gorsza, mimo, że też jestem kotką! I jest wredna dla Piórolotka, mimo, że on nigdy nic jej nie zrobił! I zawsze musimy się starać, żeby zaprosić ją do zabawy, a ona i tak woli spędzać czas z tą całą Kruczą Łapą, która nawet jej chyba nie lubi! — W tym momencie również Morze była rozjuszona, gdyż przypominała sobie wszystkie momenty, w których starsza siostra potraktowała ją co najmniej niesprawiedliwie. — A ty… ty wcale taka nie jesteś. Ty jesteś miła i wrażliwa i… Nie wiem co powiedzieć! O wiele łatwiej mówi się o innych złe rzeczy — westchnęła. — Lubię spędzać z tobą czas! I cieszę się gdy cię widzę! I bardzo cię kocham, Rusałkowa Łapo, bo jesteś fajna i dobra! Nie to co Ronka…
Rusałkowa Łapa milczała, aż w końcu, po kilku uderzeniach serca, spojrzała na Morze z pewnym łagodnym, lecz smutnym uśmiechem.
— Ja ciebie też bardzo kocham, Morze — odpowiedziała jedynie.
Kociątko podniosło się i kucnęło obok siostry, wtulając się mocno w jej sierść, a uczennica polizała ją po uchu. Ich nowy wróg rzeczywiście zdawał się być mocnym przeciwnikiem, ale Morze czuła, że poradzą z nim sobie doskonale - wystarczy tylko, że będą przy sobie.

~ timeskip: po zgromadzeniu, mianowanie Kruczej, Morza i Piórolotka ~

Czy przypadkiem ośmieszyła lidera pięknej Klifiaczki na oczach wszystkich klanów? Tak.
Czy dostała ogromną naganę od zatroskanej Kawcze Serce, która całą noc zamartwiała się, próbując znaleźć zaginione kocię? Tak.
Czy była teraz jednym z głównych tematów obozowych plotek? Tak.
Czy dalej uważała, że warto było wymknąć się na zgromadzenie? Jak najbardziej!
To było po prostu niezapomniane przeżycie! Pierwszy raz znalazła się poza obozem i poznała tyle kotów z innych klanów! Jakby logicznie na to spojrzeć, dzięki temu doświadczeniu Morze była już właściwie w połowie wojownikiem… Niestety, Srocza Gwiazda nie potrafiła docenić jej starań i nie nagrodziła jej w żaden sposób.
Mimo wszystko, ekscytacja nie opuszczała jej jeszcze przez kilka dni. Nie docierało do niej, że to, co zrobiła, zostało powszechnie uznane za naganne, a wręcz przeciwnie - chodziła dumna jak najszlachetniejszy jeleń i non-stop opowiadała o wszystkim Piórolotkowi. A szczególnie chętnie wspomniała uczennicę Klanu Klifu, która teraz, przez mgłę wspomnień, jawiła jej się jako jeszcze piękniejsza… Opisała wygląd Tańczącej Łapy tak wiele razy, że nie zdziwiłaby się, gdyby na tym etapie również jej brat byłby w stanie ją sobie bardzo dokładnie wyobrazić. Oczywiście, nie miała nic przeciwko temu, tak długo, jak Piórolotek sam się nią zbytnio nie zachwyci…
Po jakimś czasie emocje zaczęły w końcu opadać, lecz mimo wszystko Morze wciąż zdawała się być pozytywnie nieobecna - dlatego gdy rano Kawcze Serce oznajmiła, że dzisiaj odbędzie się ich mianowanie, była w kompletnym szoku. No tak! Mianowanie! Coś, co było jej największym marzeniem od… właściwie to odkąd pamiętała. Już od wczesnego dzieciństwa śniła przyjemne sny o momencie, w którym wyrwie się ze żłobka, nauczy walki i polowania, zdobędzie przebojowe starsze koleżanki, a na końcu zostanie najwybitniejszym wojownikiem Klanu Nocy. Jak mogła o tym zapomnieć na rzecz jakiegoś tam zgromadzenia! Szczególnie, że wszystko przypomniało jej o nadchodzącej ceremonii - nieobecność sióstr, dojrzałe rozmiary jej i jej brata, a także rosnący brzuch Kawczego Serca, która najwyraźniej nawdychała się tak dużo żłobkowego powietrza, że sama zaszła w ciążę. Co prawda, fakt, że kocica była ciężarna, nijak się miał do mianowania, Morze uznała jednak, że dobrym pomysłem będzie wyznaczanie upływu czasu na podstawie wielkości jej brzucha.
— Zostaniemy uczniami! — wykrzyknęła Morze z ogromną ekscytacją gdy tylko dotarło do niej znaczenie nowiny.
— Zostaniemy uczniami! — powtórzył Piórolotek, któremu radość udzieliła się równie mocno.
— Od dziś będziemy chodzić na treningi! — Kotka doskoczyła do brata i spojrzała mu prosto w roziskrzone oczy.
— Będziemy! — zawtórował. — Ale… myślę, że dopiero od jutra.
— Co? Czemu od jutra?
— No… Gdy Rusałka i Biedronka były mianowane, to przecież po mianowaniu poszły spać. Rusia nawet spała z nami.
— Racja! — Morze była pod wrażeniem spostrzegawczości kocurka. — To w takim razie od jutra będziemy chodzić na treningi! I nauczymy się walki!
— I polowania!
— I polowania! I pewnie wielu innych rzeczy też!
— Na pewno!
W tym momencie Morze nie wytrzymała - roześmiała się głośno, po czym zbarankowała Piórolotka i zaczęła chodzić w kółko po całym żłobku (który obecnie był dla niej zdecydowanie zbyt ciasny).
— Ciekawe, kogo dostaniemy na mentorów — miauknął Piórolotek. Spojrzał na Kawcze Serce, która przyglądała się im z ciepłym uśmiechem na pysku. — Kawcze Serce, czy Srocza Gwiazda uchyliła ci rąbka tajemnicy?
— Właśnie! Na pewno coś ci powiedziała, w końcu to twoja babcia! — wykrzyknęła Morze.
— To jej ciocia, głupia gąsko.
— Co? Przecież Srocza Gwiazda jest już stara, na pewno ma jakieś wnuki.
— Gdybym powiedziała Sroczej Gwieździe to, co teraz o niej mówisz, odwołałaby twoje mianowanie i przytrzymała w żłobku przez co najmniej kilkanaście następnych księżyców! — zaśmiała się królowa, lecz nim Morze zdążyła zaprotestować i przeprosić, jej mina nieco spoważniała. — Chociaż myślę, że i tak ci się poszczęściło, łobuziaro. Moim skromnym zdaniem, uciekające z obozu kocięta są zdecydowanie zbyt niesforne i niedojrzałe do bycia uczniem, a co dopiero wojownikiem!
— Ach, ciotuniu… — koteczka uspokoiła się nieco. — Mówisz bez sensu! To, że udało mi się dostać na zgromadzenie, świadczy jedynie o tym, że jestem bardzo sprytna i inteligentna! Ja dziwię się Sroczej Gwieździe, że mnie za to nie nagrodziła.
— To, że udało ci się dostać na zgromadzenie, świadczy o tym, że jesteś nieposłuszna, a Klanowi Nocy niepotrzebna jest sprytna i inteligentna wojowniczka, która nie wykonuje rozkazów lidera — wypowiedziawszy te słowa, Kawcze Serce położyła łapę na czole Morza i porządnie je wyczochrała.
Mimo dobrodusznego tonu wypowiedzi, Morze zamilkła. Może rzeczywiście przesadziła? Nieposłuszeństwo rzeczywiście mogło przysporzyć kłopotów, a ona nie chciała być balastem dla Klanu Nocy. Widząc, że nagle spochmurniała, Kawcze Serce polizała ją po policzku.
— No, ale właśnie dlatego między rangą wojownika i kociaka jest jeszcze rola ucznia… Żeby wyszkolić was na najmądrzejszych wojów wszechczasów! — zapewniła kojącym głosem.
— Mam nadzieję, że mój mentor będzie miły — westchnął Piórolotek.
— Twoim mentorem będzie Trzcinowa Sadzawka — zachichotała Morze.
Kocurek w odpowiedzi uderzył ją w bark. Morze nie pozostała mu dłużna i kopnęła go tylną nogą, a po zaledwie chwili oba kociaki tarzały się po ziemi i toczyły bój na śmierć i życie, przy okazji śmiejąc się głośno i obrzucając się niepoważnymi wyzwiskami.
I właściwie, większa część tego dnia minęła im właśnie w taki sposób - niezwykle podobnie do wszystkich innych przeciętnych dni. Co prawda, towarzyszyły im ogromna ekscytacja i napięcie, lecz poza przekazaniem wieści ojcu, kociaki nie były w stanie rozładować tych emocji w żaden unikalny, odświętny sposób.
Nadszedł już wieczór i Morze właśnie zamierzała przystąpić do swojej rutynowej obserwacji wchodzących do obozu kotów, jednak nim zdążyła usadowić zadek na ulubionym punkcie obserwacyjnym, dorwała ją Kawcze Serce.
— Morze! Co ty wyprawiasz? — Królowa dopadła do kociaka i popchnęła łapą w kierunku żłobka.
— Jak to co? Robię to, co zwykle, ciotuniu! Obserwuję koty! — oznajmiła Morze, nieco zdezorientowana.
— Obserwujesz koty! — Kawcze Serce siłą posadziła kociaka przed wejściem do legowiska, po czym zaczęła go energicznie wylizywać. Kotka, lekko zirytowana, rozejrzała się i dostrzegła Piórolotka. Jego jasna sierść była lśniąca i ułożona. — Jesteś cała rozczochrana! Gdybym pozwoliła ci pójść w takim stanie na twoje pierwsze mianowanie… Ach, Piórolotku, pomożesz mi z myciem twojej siostry?
— Co? Nie! — Morze zaprotestowała głośno, z jakiegoś powodu czując ogromne upokorzenie na samą myśl o tym, że jej brat będzie wylizywał ją jak jakiegoś zakurzonego kociaka. — Łotrze! Gdzie z tym językiem! — Zamachnęła się łapą na kocurka, który momentalnie znalazł się przy niej i już zabierał się do czyszczenia jej klatki piersiowej.
— Morze, proszę cię, siedź spokojnie…
— Właśnie, stresujesz Kawcze Serce. Nie można stresować królowych — oznajmił Piórolotek. Podjął kolejną próbę wylizania futra siostry.
— Ja mogę sama! — Morze ponownie go odepchnęła, a żeby potwierdzić prawdziwość swoich słów, zaczęła intensywnie myć kępkę sierści tuż pod brodą. — Zresztą, co to ma być? Widziałeś, jak wygląda Rusia albo tata po powrocie z obozu? Cali brudni i rozczochrani! Taki właśnie jest obraz wojownika.
— Wracają brudni i rozczochrani, a potem natychmiast idą doprowadzić się do porządku — odpowiedział brat, a jego spokój i łagodna rzeczowość budziły obecnie w Morzu irytację tak wielką, że miała ochotę go poprzedrzeźniać. Zamiast tego mruknęła tylko, że będą wyglądać jak ulizane pieszczoszki pozbawione ducha walki.
Ostatecznie jej ciemna sierść została w miarę możliwości uporządkowana i zapewne Kawcze Serce kontynuowałaby swoje próby ujarzmienia niepoksromionego futra Morza, gdyby nie głośny krzyk Sroczej Gwiazdy, który nakazał wszystkim kotom zgromadzić się na środku obozu. W końcu! W końcu nadszedł ten moment! Koteczka z ekscytacji natychmiast zerwała się na równe łapy i nastroszyła futerko, jednocześnie niwecząc ciężką pracę, którą Kawcze Serce włożyła w misterne ułożenie długich włosów.
Morze z dumą i pewnością siebie wbiła się w tłum, torując drogę dla siebie i mniej śmiałego brata, aż w końcu przepchnęli się na sam przód. Usiedli najbliżej jak mogli i w zniecierpliwieniu oczekiwali dalszych słów liderki.
— Klanie Nocy! — przemówiła w końcu łaciata kotka, a wszystkie rozmowy ucichły. — Zebrałam was tutaj, abyśmy wspólnie mogli powitać w naszych szeregach nową wojowniczkę!
Morze zamrugała ze zdziwieniem. Wojowniczkę? Czyli jednak Srocza Gwiazda doceniła jej śmiałość i spryt? Zostanie od razu mianowana na pełnoprawnego członka klanu?
— Krucza Łapo, wystąp.
Ach. Jednak nie.
Morze spojrzała na czarną kotkę, która stała teraz na samym środku, tuż przed liderką. Ona, wojowniczką? Srocza Gwiazda chyba nie do końca przemyślała tą decyzję! Wszakże powszechnie wiadome było, że Krucza Łapa jest żałosna, wredna i pozbawiona honoru.
— Ja, Srocza Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Krucza Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — odpowiedziała Krucza Łapa. Mimo powagi sytuacji, Morze wyobraziła sobie, jak uczennicy nagle opada z cała sierść, przez co kotka momentalnie staje się łysa.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Krucza Łapo, od tej pory będziesz znana jako Kruczy Szpon. Klan Nocy wita cię jako swoją wojowniczkę!
Srocza Gwiazda ledwo zdążyła zakończyć swą wypowiedź nim rozpoczęły się wiwaty i okrzyki celebrujące awans czarnej kotki. Jednak stanowczy wzrok liderki, a także brak sygnału oznaczającego koniec zebrania, szybko uciszył koty.
— Dzisiejszy wieczór jest niezwykle owocny dla naszego klanu, gdyż witamy nie tylko nową wojowniczkę, ale także dwójkę nowych uczniów! — oznajmiła. — Morze, Piórolotku, wystąpcie.
Nareszcie. Morze, wyjątkowo, mimo rozsadzających ją emocji, zdołała w miarę spokojnie i dostojnie podnieść się i postawić te kilka kroków w kierunku liderki. Zdawało jej się, że Srocza Gwiazda spojrzała na nią w nieodgadniony, lecz zdecydowanie dziwny sposób. Nie miała teraz jednak czasu rozmyślać nad takim szczegółem, gdyż donośny głos liderki ponownie rozniósł się nad głowami kotów.
— Morze, Piórolotku, skończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście rozpoczęli trening. Piórolotku — zwróciła się do kocurka, a końcówka ogona Morza drgnęła. Ach, czemuż to on musiał być pierwszy? — od tego dnia aż do otrzymania imienia wojownika będziesz zwać się Piórolotkowa Łapa. Twoim mentorem zostanie Sumowa Płetwa. — Przerwała na chwilę, aby skierować swój wzrok na niskiego, szarego kocura. — Sumowa Płetwo, jakiś czas temu ukończyłeś swój trening i jesteś gotowy, aby szkolić własnego ucznia. Mam nadzieję, że przekażesz Piórolotkowej Łapie całą swoją wiedzę i doświadczenie.
Cały klan obserwował Sumową Płetwę, który wystąpił z tłumu aby zetknąć się nosami ze swoimi nowym uczniem. Piórolotkowa Łapa wyglądał na niezwykle zestresowanego, ale także uradowanego. Najwyraźniej ucieszył go wybór mentora. Ta uroczysta chwila nie trwała jednak długo, gdyż Srocza Gwiazda miała jeszcze jednego kociaka do mianowania.
— Morze. — Powiedziawszy to, zrobiła odrobinę nieco zbyt długą przerwę. Morze poczuła nerwowy ból brzucha. — Nie mogę zignorować twoich ostatnich poczynań, od ucieczki z obozu zaczynając, na karygodnym ośmieszeniu innego klanu kończąc. Dlatego też od dzisiaj, aż do momentu, w którym wykażesz się prawdziwą dojrzałością i posłuszeństwem, nazywać się będziesz Niesforna Łapa, natomiast twoją mentorką zostanie Makowe Pole. Makowe Pole, wierzę, że uformujesz Niesforną Łapę na honorowego członka Klanu Nocy i przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Makowe Pole wystąpiła z tłumu i stanęła przed Morz- Niesforną Łapą, jednak uczennica nie ruszyła się. Niesforna Łapa. Niesforna Łapa! To chyba był jakiś wyjątkowo nieśmieszny żart! Kotka wpatrywała się w swoją liderkę z niedowierzaniem, a rozczarowanie, wstyd i smutek malujące się na jej pyszczku były wręcz przytłaczające. Lecz Srocza Gwiazda niewzruszenie wpatrywała się w ślepia ciemnej kotki i nic nie wskazywało na to, że nagle odwoła wszystkie swoje słowa i oznajmi, że imię nowej uczennicy to jednak zwyczajne Morska Łapa. Niesforna Łapa wręcz czuła, jak w jej sercu rośnie rozpacz i żal i być może stałaby tam tak aż do końca świata, gdyby nie zniecierpliwiona Makowe Pole, która warknęła cicho, lecz ostrzegawczo.
Słysząc warkot swojej nowej mentorki, Niesforna Łapa ocknęła się z transu upokorzenia. Szybko i niezgrabnie zetknęła się nosami z wojowniczką, po czym wbiła wzrok w ziemię i powoli odsunęła się na bok. Srocza Gwiazda dalej coś mówiła, zapewne wygłaszała formułki kończące ceremonię, lecz uczennica już jej nie słyszała. Nie słyszała też kotów i nie wiedziała, czy skandują jej nowe imię. Wręcz otumaniona ruszyła w najbardziej znanym jej kierunku, czyli w stronę żłobka. Ignorując wszystko dookoła, weszła do środka i zwinęła się w kłębek pod najbardziej oddaloną od wejścia ścianą. Trwała tak przez dłuższą chwilę, z zamkniętymi oczami i pyskiem przykrytym ogonem. Nie zwróciła uwagi na odgłos kroków i ocknęła się dopiero, gdy poczuła na swojej głowie ciepło czyjegoś języka.
Otworzyła oczy. Tuż przed nią kucała Rusałkowa Łapa, wydawało jej się też, że widzi za nią jasne futro swojego brata.
— Morzak… — miauknęła łaciata i położyła łebek obok głowy swojej siostry.
— Nie jestem Morzak. Mam na imię Niesforna Łapa — odpowiedziała żałośnie. — Głupie imię… dla głupiego kota…
— Nie mów tak! Nie jesteś głupia! — zaprotestowała Rusałkowa Łapa, a Piórolotkowa Łapa pokiwał głową.
— Jestem bardzo głupia! Jestem najgłupsza w całym lesie! I będzie o tym wiedział każdy kot, któremu powiem, że mam na imię Niesforna Łapa. I moją mentorką jest… Moją mentorką jest twoja stara!
— Wiem! Ja też jestem zła! — Frustracja w głosie Rusałkowej Łapy była naprawdę szczera. — Ale… Morzak! Morska Łapo! Nie możesz teraz poddać się smutkowi i przeciwnościom losu! — mówiąc to, szylkretka stanęła na prostych, sztywnych łapach. — Rozumiem, że czujesz się teraz smutna i upokorzona, ale to są właśnie sytuacje, które testują twojego ducha walki! Musisz dumnie i godnie się z tym uporać, bo inaczej… Inaczej będzie siwy dym! Siwy dym, rozumiesz?
— Rozumiem… — wymamrotała. Może nie było tego po niej widać, ale podobało jej się, że siostra nazwała ją Morską Łapą.
— To dobrze, że rozumiesz. Ale czy to zrobisz?
— Co zrobię?
— Czy nie poddasz się przeciwnościom losu?! — Rusałkowa Łapa pochyliła się gwałtownie i przybliżyła do Niesfornej Łapy tak bardzo, że uczennica widziała przed sobą jedynie intensywnie spoglądające zielone ślepia.
— Nie… Nie poddam się przeciwnościom losu! — wykrzyknęła Niesforna Łapa, czując, że przemówienie siostry rzeczywiście podnosi ją na duchu.
— Dobrze! — uśmiechnęła się łaciata. — Dobrze… To w takim razie pójdziemy teraz wszyscy do uczniowiska. I spędzimy naszą pierwszą wspólną noc jako uczniowie!
— Tak! Do uczniowiska! — Niesforna Łapa podniosła się i rozjerzała się wśród zebranych. Dostrzegła, że była tu również Kawcze Serce, jednak kotka jedynie przyglądała się trójce młodziaków.
Z nowym, bojowym entuzjazmem opuściła żłobek i energicznym krokiem ruszyła w kierunku legowiska uczniów. Miała głupie i niefortunne imię, ale nie zamierzała pozwolić, by odebrało jej to radość z rozpoczęcia nowego etapu życia. A przynajmniej tak się czuła tak długo, gdy kątem oka widziała rude futro Rusałkowej Łapy i jasną sierść Piórolotkowej Łapy.

<Rusałkowa Łapo?>
3025 słów 
[Przyznano 61%]

02 grudnia 2023

Od Rusałki (Rusałkowej Łapy) CD. Morza (Niesfornej Łapy)

 — A tyn? — Wydobyło się z zaciśniętego na gałęzi pyska Piórolotka w towarzystwie kilku kropelek śliny. Koniec krzywego patyka zakręcił się w powietrzu, po czym bez krzty ostrzeżenia przewędrował z prawa na lewo tuż przed jej oczyma.
— Idealny! Fenomenalny wręcz! — ogłosiła z przesadzonym zachwytem, uchylając się jednocześnie przed kolejnym nieumyślnym zamachem, kiedy podekscytowany słowami pochwały kocurek niemal zatańczył w miejscu na mokrej ziemi. — Ale czy mogłabym cię prosić, Piórku... Mam sierść już ułożoną na ceremonię, rozumiesz...
Zastygł na moment i zamrugał, wpatrzony w nią, jakby stan jej futerka musiał potwierdzić osobiście.
— Ła! — wydał z siebie wreszcie. Nie umiała stwierdzić, czy taka była zamierzona treść komunikatu, czy to wciąż trzymany w zębach patyk zniekształcił jego słowa; chyba jemu samemu problem również rzucił się w oczy, bo po chwili bardzo ostrożnym, delikatnym ruchem odłożył zdobycz na ziemię i odezwał się już wyraźniej, głosem speszonym i pełnym skruchy. — Bardzo mi przykro.
— Jak poważnie! Liderką jeszcze nie jestem, wiesz. Ale już dziś wieczorem! — Jego nieco żałośnie wyglądająca postać pobudzała ją do harcowania. Błysnęła oczami i wyskoczyła do przodu, po czym zaczęła przechadzać się dookoła kocurka w teatralnych ruchach, zarzucając przy tym ogonem. — Zgadza się, Piórkolotku... W rzeczy samej. Awansuję na uczniaka i przenoszę się do uczniowskiego legowiska. Uczniowiska, można nawet rzec! Poznam tajniki świętego Kodeksu. Będę łowić olbrzymie szczupaki i odpierać ataki wrogich hord. Albo dzików. W każdym razie zupełnie niesłychane rzeczy. Ach, czy serce nie kraja ci się na myśl, że mnie tu nie będzie? Czy nie będziesz tęsknić za Rusałkową Łapą, wystawioną codziennie na tyle szkaradnych niebezpieczeństw? Musisz tęsknić, prawda?
Z głową odrzuconą do tyłu w dramatycznym geście zerknęła na niego, by spod przymrużonych powiek zobaczyć, jak przytakuje. Nie przeliczyła się; w połowie ruchu łepek kocurka zatrzymał się jednak i Piórolotek zastygł, zapatrzony gdzieś przed siebie.
— Cóż tam? — Nieusatysfakcjonowana, odwróciła się w tę samą stronę. Członkowie klanu jak zwykle zajęci byli rozmowami w niewielkich grupkach. Bez trudu dostrzegła Krzyczącą Makrelę perorującego właśnie w takim kameralnym towarzystwie, a trochę dalej i Przyczajonego Drozdonia, rzucającą mu krzywe spojrzenie spod opadającej łodygi pałki, pod którą miała w zwyczaju przechodzić, wracając do obozu po skończonym dniu pracy. Słowem, nic szczególnego, co mogłoby zaprzątnąć uwagę kociaka. Nieco zaniepokojona, porzuciła swoją grę i zbliżyła się do niego truchtem. — Piórolotku?
— No bo... — zawahał się. Łapami miął młodą trawę, która zazieleniła się w obozie po odejściu śniegów, a jego wzrok plątał się to po jej giętkich źdźbłach, to po plamkach na sierści Rusałki. — To nie tak, że nie będę! Będę tęsknić! Chyba! Wolę, żebyś nie była gdzieś daleko, w lesie albo w tym... uczniowisku. Nie chcę, żebyś odchodziła. Ale... — Zamilkł na chwilę, zanim odezwał się znowu. — Makowe Pole...
Przechyliła głowę, mrużąc oczy w skupieniu.
— ...Nie będzie już przychodzić do żłobka — dokończyła powoli, śledząc wyraz jego pyska. — Zostaniecie pod opieką cioci Kawki. Mama Pszczółka przechodzi do legowiska wojowników, więc Mak nie będzie miała po co się tam pokazywać. Zupełnie.
Piórolotek wypuścił z płuc powietrze, a jego puszysty ogonek poruszył się niespokojnie tam i z powrotem.
— Przepraszam, Rusia! — zawołał wreszcie bezradnie. — Ale naprawdę wcale nie jest mi smutno! Ani trochę! Kiedy pomyślę, że jej nie będzie... to...
— Piórolotku... — Z przejęcia reszta słów na chwilę uwięzła jej w gardle. W nieco nieporadny sposób przypadła do kociaka i pacnęła go puszystym ogonem w nos. — Nie mów takich rzeczy! Nigdy nie chciałam, żebyś był smutny! Nigdy przenigdy! Jeśli odejście Makowego Pola cię cieszy, to ciesz się z całego serca!
— A-ale... — Chociaż wyraźnie zadowolony z niespodziewanego przytulenia, Piórolotek wydawał się jednocześnie dosyć zagubiony. — To przecież twoja mama...
Rusałka westchnęła cicho, po czym lekko skoczyła na łapy i jedną z nich zaczęła mierzwić sierść na głowie kociaka.
— Prawda — stwierdziła, z psotnym uśmieszkiem przyglądając się, jak łaskotany kocurek kręci się i parska, rozbawiony pieszczotą — ale to też moja ceremonia. Zostaję uczennicą, na wszystkie rybie ogony! To nie byle co! I bardzo się z tego cieszę, dlatego chcę, żeby inni też cieszyli się razem, rozumiesz? Bo to naprawdę wyjątkowy dzień. I nowy początek — unikając jego zabłoconych łapek, polizała jego futerko w miejscu, które przed chwilą tak bezczelnie zaatakowała — dla nas wszystkich.
— Pokonany jestem! Pobito mnie! — wołał roześmiany Piórolotek, tarzając się po ziemi, na którą zdążyły posłać go łaskotki. Najwyraźniej ta rola weszła mu już w krew. 
— No to wstawaj, ciamajdo! Dziś nie jest czas na przegrywanie. Mamy całe Rybie Gniazdo do zbudowania!
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania...
Okrzyk poniósł się gromko po obozie Klanu Nocy i sprawił, że na ledwie zauważalny moment dwójka zastygła w bezruchu.
— No, no.. Wygląda na to, że też awansowałeś! — oznajmiła z nieco niepewną wesołością, jednocześnie badając pobieżnie, czy nic nie przylepiło jej się do futra. — Właśnie zostałeś głównym budowniczym. Gratulacje! A teraz ja...
— Powodzenia, Rusia! — Okrzyk Piórolotka skutecznie ukrócił jej słowną plątaninę. Skinęła mu głową, z dziwnym bólem serca rzucając ostatnie spojrzenie na umorusanego kocurka, po czym odwróciła się i odbiegła w kierunku sumaka, na którym Mglista Gwiazda już na nią czekała.
Czy to nie była prawda? Rzeczywiście nie mogła się przecież doczekać swojego mianowania już od wielu długich księżyców, a dzielenie podobnej radości z bliskimi czyniło ją dla kota nieodmiennie droższą i wspanialszą. Piórolotek cieszył się jednak nie z jej nowego statusu, w każdym razie nie głównie z niego, a przede wszystkim z rychłego zniknięcia Makowego Pola. Mimo to pozwoliła mu na to, zachęcała wręcz — czemu? Czyżby tak zależało jej na ogólnej atmosferze świętowania i szczęścia, że gotowa była przymknąć oczy na to, skąd się brała? Czyżby sama radość bliskiego jej kocurka była dla niej ważniejsza od jej źródła, choćby stało ono w sprzeczności z tym, czemu sama hołdowała? Z pewnością takie wrażenie sprawiła — chciała sprawić — swoim zachowaniem. 
A jednak dobrze wiedziała, że prawdziwym powodem dla jej poparcia Piórolotka było to, że skrycie sama z odejścia Makowego Pola cieszyła się nie mniej od niego.
To bolało — zyskać świadomość, że więcej ciepła i spokoju niż towarzystwo ukochanej niegdyś matki przynosi jej brak; jej własne uczucia budziły w Rusałce wstyd i niechęć, ale i jakiś rodzaj perwersyjnej satysfakcji, która nie pozwalała jej ich stłamsić. Z drugiej strony nie mogła również wyrazić ich głośno, co kazało jej tkwić w doprawdy nieznośnym stanie psychicznym zdrajcy, o którego postępkach nie wiedział nikt poza nim samym. Radość Piórolotka — jej radość, otwarcie wypowiedziana, była dla niej wybawieniem.
Potrząsnęła głową, odpędzając niepotrzebne myśli. Koty zaczynały już wylegać na krąg wydeptanej ziemi, który księżyce użytkowania utworzyły wokół największego drzewa, jednak wciąż pozostawało między nimi dość przestrzeni, by Rusałka bez trudu utorowała sobie drogę do miejsca w pierwszym rzędzie. Biedronka już tam siedziała, elegancka jak zawsze, z głową podniesioną hardo; tylko końcówka jej ogona, przewracająca się z boku na bok, zdradzała jej zdenerwowanie. Tłum za nimi zagęszczał się i stres udzielał się także Rusałce. Pośpiesznie dołączyła do siostry i usiadła obok, starając się nie zerkać niepotrzebnie na górującą nad nimi sylwetkę srebrnej przywódczyni. Świadomość, że znajduje się w tym samym miejscu, z którego zwykle musieli występować skazańcy podczas egzekucji, wystarczająco szargała jej nerwy; żeby odwrócić od tego własną uwagę, zajęła się wylizywaniem sierści. Musiała myśleć o czymś innym. Czemu właściwie Mglista Gwiazda zwoływała tylko koty, które umiały już same polować, skoro ona sama i Biedronka wcale do nich nie należały?
— Przynajmniej tyle. — Syk Biedronki przerwał jej rozważania. Przerwała pielęgnację i rzuciła jej niezbyt przychylne, pytające spojrzenie; siostra patrzyła na nią twardo, z niekrytym wyrzutem. — Nie przeszkadzaj sobie. Przyda ci się nawet ta amatorszczyzna, skoro miałaś coś tak ważnego do zrobienia, kiedy mama wołała nas na układanie sierści.
— Nie mam dwóch księżyców, żeby musiała mnie lizać matka. Odpuść sobie — warknęła i odwróciła głowę, wracając do wylizywania łapy, na której zagubiło się kilka ziarenek ziemi. Nie zamierzała dawać się wciągać w głupie kłótnie tuż przed ceremonią.
— A jesteś jeszcze jej córką? W końcu masz całe sześć! — Na dźwięk tych słów poczuła, jak spinają jej się wszystkie mięśnie na karku. Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciała zatopić pazurów w Biedronce, jak w tamtej chwili, ale wielkim wysiłkiem woli powstrzymywała się od odpowiedzi. — Nie musisz się aż tak starać z lizaniem. Tego błota nigdy nie zmyjesz.
— Fajnie się powtarza po Kruczej Łapie, co? — wyrzuciła wreszcie, zorientowawszy się co do sensu słów siostry. — Ciekawe, co jeszcze mogłabyś powiedzieć, gdyby tylko...
— Rusałko, Biedronko, wystąpcie proszę.
Przez jej ciało przebiegła fala chłodu. W pierwszej chwili była całkowicie pewna, że przywódczyni wzywa je, aby publicznie potępić ich sprzeczkę. Chociaż obydwie mówiły półgłosem, dla Rusałki nie było wątpliwości, że obdarzona przenikliwym spojrzeniem kocica może mieć także doskonały słuch, który każde ich słowo wyłapał bez większej trudności. Jej własne zachowanie wydało jej się nagle niezwykle dziecinne i głupie; pożałowała wszystkich swoich odzywek, do których tak bezmyślnie uciekła się, zamiast spróbować spokojnie wyjaśnić sytuację. Czy Mglista Gwiazda miała skazać ją za karę na wieczne kocięctwo? Chciała przepraszać, błagać, przyrzekać, cokolwiek, byle tylko zmienić jej zdanie. Serce biło jej szybko, ściśnięte strachem, a te kilka kroków, których od niej oczekiwano, wykonała z trudem.
— Biedronko, Rusałko — pauza ta przeciągała się dla niej niemiłosiernie — skończyłyście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostały uczennicami. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika, będziecie zwać się Biedronkowa Łapa i Rusałkowa Łapa. 
Powoli odetchnęła i przymknęła oczy. Gdyby ktoś w tej chwili przerwał ceremonię i ogłosił, że dalsza część odbędzie się dopiero następnego dnia, nawet by się nie pogniewała — nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła taką ulgę.
— Biedronkowa Łapo, twoim mentorem zostanie Tuptająca Gęś — kontynuowała Mglista Gwiazda gdzieś ponad jej głową. — Tuptająca Gęsi, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od Makowego Pola doskonałe szkolenie i wierzę, że przekażesz Biedronkowej Łapie wszystko to, co sama wiesz.
Uspokojona już nieco Rusałkowa Łapa, do której tylko z wolna docierało to, że przed chwilą zmieniono jej imię wobec samego Klanu Gwiazdy, niezupełnie była w stanie rozważać ten wybór mentora; kiedy jednak słowa liderki uświadomiły jej, że chodziło o byłą uczennicę Makowego Pola, poczuła w sercu ukłucie niepokoju. Nie znała dobrze wojowniczki, jednak jej bliskie powiązanie z jej matką nie wróżyło nic dobrego, jeśli chodziło o wpływ, jaki mogła wywrzeć na Biedronce.
Jej siostra zetknęła się nosami z czarno-białą kotką. Wyglądała przy tym nienagannie, a na swoje miejsce wróciła z lekkością. Chociaż, przejęta własnym losem, od momentu rozpoczęcia ceremonii nie poświęciła jej wiele uwagi, podejrzewała, że ona również najadła się strachu, wywołana znienacka na środek zgromadzenia, a więc utrzymanie takiego spokoju musiało kosztować ją wiele wysiłku — szczególnie przy jej charakterze. To mimo woli wzbudziło w Rusałkowej Łapie pewien podziw i postanowiła sobie, że ona sama nie będzie pod tym względem gorsza.
— Rusałkowa Łapo — wreszcie i do niej zwróciła się przywódczyni, a zdeterminowana kotka zmusiła się, by podnieść głowę w odpowiedzi. W jednej chwili stanęła w pełni swej małości wobec Mglistej Gwiazdy, jednego z kotów tego klanu, które przerażały ją najbardziej; stanęła z pozycji równej tej, z której Śnieżne Wspomnienie przyjmował swój wyrok, z której jeszcze przed jej narodzeniem słyszeć go musiał ojciec Kolcolistnej Łapy, podczas gdy srebrna przywódczyni nieodmiennie górowała nad nimi wszystkimi z wysokości gałęzi sumaka. Makabryczne wizje mignęły jej przed oczami, w zdenerwowaniu każąc jej nabrać do płuc powietrza, jednak była zdecydowana wytrzymać. Tę jedną krótką chwilę, w zamian za długie księżyce przygody i chwały. 
Wstrzymując oddech, wielkim wysiłkiem woli utrzymując spojrzenie wbite w złowróżbną postać przywódczyni, oczekiwała ogłoszenia, które miało położyć temu spotkaniu wytęskniony kres.
— Twoim mentorem zostanę ja, Mglista Gwiazda.
Z początku nie do końca dotarł do niej sens tych słów. Później słyszała już tylko szum krwi we własnych uszach i odrzucającą kakofonię, w którą zlały się wszystkie dobiegające z tyłu okrzyki.
Uderzenie łap o miękką ziemię posłało wzdłuż jej kręgosłupa dreszcz. Wciąż niedowierzająca temu, co się działo, spojrzała przed siebie — prosto w przeszywające oczy srebrnej kocicy, zimne jak odbicie nieba w dwóch lodowych kałużach, te, które pamiętała jeszcze z niefortunnej wycieczki sprzed wielu księżyców, i których spojrzenie doprowadziło ją wtedy do łez. Te same oczy patrzyły na nią teraz wyczekująco, domagając się dopełnienia dawnego zwyczaju.
Ciesz się życiem, póki możesz.
Zetknęła się z nią nosami. Jej pysk był zaskakująco ciepły, na przekór wrażeniu, jakie sprawiała, i nie padły z niego żadne słowa groźby, które w jej głowie nabrały niemal wyrazistości halucynacji. A jednak Rusałkowa Łapa cała drżała.
Nie doszła do siebie nawet, kiedy po zakończonej ceremonii spędziła dłuższą chwilę, kryjąc się w cieniu okalających obóz szuwarów.
Obrzuciła obóz niespokojnym spojrzeniem. Koty zdążyły już rozejść się do swoich spraw; nawet te, które pewnie chciałyby zamienić z nią kilka słów po ceremonii, zniknęły już z jej pola widzenia. Tylko przed wejściem do żłobka w ostatnich płomieniach zachodzącego słońca malowała się znajoma sylwetka.
Posłała Morzu rozpaczliwe spojrzenie, błagając w myślach Klan Gwiazdy, żeby dotarł do niej ten znak; na więcej nie było jej w tamtej chwili stać. Ku swojej niewypowiedzianej uldze po chwili spotkała się z nią wzrokiem i kilka uderzeń serca później brązowa koteczka pędziła już w jej stronę z furkotem długiej sierści.
— Morzuś... — szepnęła, osłaniając głowę łapami, kiedy tylko dołączyła do niej w szuwarach. — Przecież ona mnie zabije.
— Że co! — Poczuła dotyk miękkiej sierści kociaka, którego musiała zadziwić ta nieporadnie wykonana, wątpliwej przydatności postawa obronna. Zaaferowana Morze najwyraźniej zaczęła pukać w nią swoimi łapami, próbując jakoś przebić się do Rusałkowej Łapy. — Jak to! Nie pozwolę na to...! Niech tylko spróbuje, to popamięta moje wojownicze kły!
— Nie wytrzymam... Morze! — Poderwała się nagłym ruchem i wtuliła łeb w sierść na jej szyi, tak mocno, że mniejszego kociaka być może zupełnie zbiłoby to z nóg. — Kocham cię! Jesteś niesamowita, wiesz? Wiesz...? — Łzy cisnęły jej się do oczu; klatka piersiowa ściskała się w bólu. — Ale Mglista Gwiazda...
— Jest niepokojąca... Ale nie możesz się bać, Rusałkowa Łapo! — Morze nie mogła się za bardzo poruszyć, jeżeli nie chciała pozbywać się przytulonej do jej boku kotki, co chyba wprawiało ją w pewną niezręczność. Dla podkreślenia wagi swych słów pacnęła ją tylko ogonem. — Jak potem będziesz walczyć z wszystkimi łotrami zza granicy?
— Boję się właśnie tego, że w ogóle z nimi nie zawalczę! — wyrzuciła, uwalniając przyjaciółkę. — Aaa... Ona o wszystkim wie! Wszystko sobie ułożyła, rozumiesz? Przecież będę z nią w lesie zupełnie sama, żadnych świadków... W obozie powie, że zdarzył się wypadek, i wszyscy jej uwierzą... A nawet jeśli nie, to będą musieli! Bo jest liderką, chociaż morderczynią! Niech pies liże ten świat!
Nie mogła już dłużej powstrzymywać łez. Z chęcią wtuliłaby się na powrót w futro Morza, ale nie chciała plamić go swoją słabością. Przycupnęła więc tylko nisko, przykulona, ze wzrokiem i pazurami po równo wbitymi w ziemię. Co jakiś czas jej ciałem wstrząsały nieudolnie tłamszone spazmy płaczu.
— Jaki pies? — padło pytanie Morza, ale nie miała siły odpowiadać. Po chwili poczuła trącający ją nosek. — Rusia... Nie płacz! 
— Przepraszam — smarknęła, opierając się znowu o zaoferowany jej bok. — Ale ja po prostu... nie chcę umierać...
— Nie umrzesz! Ja pokażę tej całej Mglistej Gwieździe! Użyję swoich najlepszych ruchów i się nie pozbiera! — trajkotała Morze dalej, okraszając swoje zapewnienia uspokajającymi liźnięciami. Chociaż nie mogły one rozpędzić przygnębienia, które ogarnęło Rusałkową Łapę, przyjmowała je z wdzięcznością. — A tak w ogóle, to... Emmm... Jesteś pewna, tak zupełnie pewna, że ona ma taki okropnie niecny plan?
— Jeśli nie, to czemu wzięła mnie na uczennicę? — powiedziała cicho, kręcąc łbem. Znowu musiała pociągnąć nosem. — Nic nie rozumiem.
— Hm... Ciężka sprawa... — wymruczane zostało nad jej uchem. Nagle, bez ostrzeżenia, Morze zerwała się na nogi, pozostawiając ją z nieprzyjemnym poczuciem pustki i chłodu. — Ale wiem! W takim razie musisz zrozumieć!
Spojrzała na podekscytowaną Morze, jakkolwiek bardzo jej drogą, wzrokiem zmarnowanego kota.
— To jedyna taka okazja! — Mała brzmiała niezwykle pewnie. Łapami co i rusz uderzała o ziemię, dając upust podnieceniu. — No wiesz, ona zrobiła tę całą egzekucję, ale w sumie to nikt nie wie czemu! Jak do tego doszło? Co z nią nie tak!? Koty Klanu Nocy nie znają odpowiedzi na te pytania... Ale ty masz wyjątkową szansę, Rusia... Rusałkowa Łapo! Możesz zbliżyć się do niej jak nikt inny i poznać wszystkie jej sekrety! To będzie twoja tajna misja, nie możesz tego zaprzepaścić!
— Wiadomo, czemu ją zrobiła — zaoponowała Rusałka niemrawo. Pomimo łez, słysząc tę nieco niedorzeczną paplaninę, nie mogła powstrzymać uśmiechu. — Podobno mówiła, że kazał jej Klan Gwiazdy. Chociaż ja jej wcale nie wierzę. 
— No właśnie! Kłamie! Czyli jak nic coś ukrywa, to jasne jak słońce. A ty to odkryjesz! — Morze wyskoczyła i niemal ją zbarankowała, jakby poczuła, że tak negocjacje z tak opornym rozmówcą wymagają użycia jak najbardziej bezpośrednich środków. Rzeczywiście, Rusałkowej Łapie wyjątkowo trudno było szukać argumentów, z pomocą których mogłaby udowodnić niewykonalność takiego planu, kiedy niebieskawe oczy tej małej wariatki miała tuż przed swoimi, a swoim oddechem chuchała jej ona prosto w pysk. — Powiemy wszystkim w klanie i zostaniemy bohaterkami, i skończą się rządy tej okrutnicy! Rozciąga się przed nami świetlana przyszłość! Musisz spróbować! No. Próbujesz?
— Chyba... mogę? — Nie była do końca pewna, na co się zgadza, ale miała wrażenie, że Morze i tak zdecydowała już za nią. Strach, choć jeszcze nie przepędzony zupełnie, topniał w zetknięciu z jej fantazjami, a wizje świetności i chwały, które przed nią zakreśliła, zaczynały powoli rysować się w jej głowie. Przynajmniej na tę chwilę gotowa była uwierzyć, że może rzeczywiście nie zginie. — Dzięki, Morzak. 
— Kolejne zwycięstwo morskiego wojownika! — zawołała kotka radośnie, po czym psotnie zdzieliła ją łapą w bark. Rusałkowa Łapa nie pozostała jej dłużna. — Na pewno zostaniesz świetną uczennicą i wszyscy będą cię chwalić, zobaczysz... Pamiętaj, żeby mówić mi wszyściutko, czego się dowiesz! I zaklepać mi dobre miejsce w legowisku!
— Pokażę ci wszystkie bojowe chwyty i będzie z ciebie najlepsza wojowniczka w lesie! — przytaknęła ochoczo, bo pewien entuzjazm udzielił się już i jej, a Morze zamruczała z satysfakcją. Na wspomnienie legowiska uczniów Rusałkową Łapę przeszedł jednak pewien niepokój. Zdążył już zapaść zmrok; cienie wyległy z trzcinowych zakamarków, by objąć całą przestrzeń obozu. Nadchodziła pora snu, i gdy to sobie uświadomiła, doszło do niej także, jak bardzo jest zmęczona. Gdy jednak pomyślała o tym, że miałaby w tej chwili pertraktować z Biedronkową Łapą, której układy z jej czarną koleżanką na pewno obejmowały także rozmieszczenie posłań, jakakolwiek ochota, żeby udać się do nowego legowiska, jakby z niej wyparowała. 
— Mogłabym dzisiaj jeszcze spać z wami?
Chwilę później dwie nieduże kotki wchodziły już do wnętrza kociarni. Nawet w słabym księżycowym świetle Rusałkowa Łapa dostrzegła, jak czuwająca Kawcze Serce rzuca jej zaskoczone spojrzenie; odpowiedział jej błagalny wzrok, z którym trudno byłoby się jej dalej spierać, skoro Piórolotek spał już smacznie u jej boku. Przez nikogo niepowstrzymana, łaciata kotka umościła się zatem na wolnym posłaniu obok, mrucząc cicho, kiedy poczuła przy sobie ciepło Morza. To było dziwne uczucie — układać się do snu w żłobku, w którym nie było już ani jej matki, ani Biedronki, których obecność zwykle umilała jej te wieczorne chwile. Ale nie przeszkadzało jej to. W końcu miała przy sobie swojego arcyłotra.
Cokolwiek miało przynieść jutro, teraz panował spokój.
— Weź się suń trochę — szepnęła jej Morze, trącając tylną nogą. Rusałkowa Łapa cichutko parsknęła.
— Miłego spania — odszeptała, przesuwając się posłusznie, po czym bez ostrzeżenia wtuliła się w jej miękką sierść.
— Zasadzka...!
Dzień ten był pełen emocji, szczególnie dla świeżo upieczonej uczennicy, dlatego nie trzeba było długo czekać, aż obydwie kotki zapadły w sen.
***
— Rusałkowa Łapo? Rusałkowa Łapo, słońce już wstaje! Spóźnisz się na pierwszy trening.
Otworzyła zaspane oczy. Pierwszym, co zobaczyła, była brązowa sierść Morza, która to wciąż pochrapywała smacznie u jej łap, i widok ten napełnił ją poczuciem błogości. Dopiero potem doszło do niego nieprzyjemne wrażenie bycia szturchanym, i kiedy niezadowolona Rusałkowa Łapa obróciła głowę, pole widzenia przesłoniła jej postać stojącej nad nią Kawczego Serca.
— Hhh... — mruknęła coś niewyraźnego, po czym wreszcie doszło do niej, co kotka stara się jej przekazać. — Ach! Jeju, przepraszam, ciociu Kawko!
— To nie mnie będziesz przepraszać, tylko Mglistą Gwiazdę — wymruczała rozbawiona Kawcze Serce, podczas gdy Rusałkowa Łapa w pośpiechu, choć z żalem, zbierała się na nogi i zabierała do porannej toalety. Na dźwiek imienia przywódczyni kotka momentalnie zamarła z jedną nogą w górze. — Na twoim miejscu już bym tam biegła... Szczerze mówiąc, to nie za bardzo masz czas na takie rzeczy.
— Aj, ajajaj — bezwiednie wyszło z pyska Rusałkowej Łapy, która już czuła, jak w jej wnętrzu rośnie gula niepokoju — zgorszenie koniecznością pokazania się na pierwszym treningu z sierścią roztrzepaną na wszystkie strony połączone z przeczuciem rychłej śmierci. Postawiona zupełnie nagle w tak stresującej sytuacji, pewnie jeszcze dłuższą chwilę tkwiłaby w miejscu, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić, gdyby nie przeciągłe ziewnięcie przebudzonej właśnie Morze.
— Co się dzieje...? Atakują nas? — chciała wiedzieć, zanim jeszcze udało jej się porządnie wygramolić na łapy.
— To tylko Rusałka idzie na trening... Chociaż nie wiem, czemu stąd? — Rusałkowa Łapa, która właśnie miała powiedzieć, że właściwie to raczej nie pójdzie, zamknęła ze zmieszania pyszczek na nieco rozbawione spojrzenie ciotki. — No dobrze, nic złego się nie stało. Ale w legowisku uczniów naprawdę nie ma się czego bać.
— Wiem, ciociu — wymamrotała. — Po prostu...
— Szybko, Rusia! Nie możesz się spóźnić! Leć, leć, dzielny uczniaku! — Morze przypadła do niej, zanim zdążyła dokończyć. — Pamiętaj o swojej misji! Mam nadzieję, że ani myślisz się wycofać!?
— Oczywiście, że nie! — żachnęła się, chociaż miała przecież zamiar zrobić właśnie to. — Postaram się...
— Tak trzymać! No to biegnij! Będę czekać z wytęsknieniem! — Łapki Morza popchnęły ją w stronę wyjścia, tak, że aż się zatoczyła. W odwecie trzepnęła ją po głowie ogonem.
— Pa pa, Rusałkowa Łapo! Dasz radę! — zawołał również przebudzony Piórolotek. Zrozumiała, że nie pozostało jej nic, tylko udać się na trening.
— No już, sio! — miauknęła Kawcze Serce ze śmiechem, a Rusałkowa Łapa, oglądając się jeszcze za siebie ze słowami pożegnania, wybiegła ze żłobka w kierunku wyjścia z obozu, modląc się przy tym do Gwiezdnych, by pozwolili jej dożyć zachodu słońca.
***
— Morze! Morze! — zawołała, dopędzając brązowej kotki, która zdawała się właśnie knuć coś niesfornego w kępie bylicy. — Przeżyłam!
— Bu! Poddaj się! — Mała wyskoczyła na nią niespodziewanie, jakby nawet dostrzeżona nie mogła odpuścić sobie psikusa. Dla porządku Rusałkowa Łapa cofnęła się, przybierając przy tym wyraz wielkiego przerażenia, chociaż przepełniające ją emocje sprawiły, że nie wyszło jej to szczególnie przekonująco. Na szczęście Morze, uradowana widokiem kotki, nie wydawała się tym szczególnie urażona. — Noo, ja zawsze mówiłam, że ci się uda! To jaki raport, uczniaku?
— Eee...
Słońce rozpoczynało już wędrówkę w dół nieboskłonu, a niemal cały czas, odkąd pojawiło się na niebie, Rusałkowa Łapa spędziła na nogach. Nigdy wcześniej nikt nie wymagał od niej takiego wysiłku i samej kotce wędrówka z powrotem do obozu, podczas której dawały się jej poczuć wszystkie mięśnie łap, dłużyła się niemiłosiernie. Jednak jakimś dziwnym sposobem, kiedy tylko przekroczyła jego obronne umocnienia, zmęczenie momentalnie ustąpiło, zastąpione przez ekscytację. Oto wróciła, cała i zdrowa, z wycieczki do krainy pełnej niebezpieczeństw i rozmaitości! Dlatego teraz, kiedy mogła opowiedzieć o swoich przygodach, zamiast padać z jękiem na ziemię, prawie dreptała w miejscu niczym rozentuzjazmowany kociak. 
Nie straciwszy jeszcze zupełnie jasności umysłu, która na wzmiankę o ich tajnym planie kazała jej odczuć pewne napięcie, rozejrzała się ukradkiem, żeby upewnić się, że nikt niepowołany nie przysłuchuje się ich rozmowie.
— Właściwie to o Mglistej Gwieździe za dużo się nie dowiedziałam, ale słuchaj! Jakie my mamy olbrzymie tereny...!
— No wiadomo! W końcu jesteśmy w wielkim i potężnym Klanie Nocy! — Morze wydawała się nieukontentowana brakiem pożądanych wieści, ale najwyraźniej dosyć szybko to przełknęła. — I co? Spotkaliście jakiegoś wroga?
— Tego też nie... Ale nie rozumiesz! One się naprawdę ciągną i ciągną! I jest tam tyle pięknych miejsc, nie mogę uwierzyć, że to wszystko jest nasze! A to i tak dopiero początek. — Ogon Rusałkowej Łapy z ekscytacji uderzał co chwila o ziemię. — Szliśmy pół dnia, a nie dotarliśmy nawet do połowy granicy z Klanem Klifu. Byliśmy na plaży! Wiesz, ile tam jest rzeczy? Wygląda, jakby w nieskończoność ciągnął się piach, ale wszędzie leży tyle ładnych kamieni, muszelek, niektóre są puste, a w niektórych siedzą małże. Do tego jakieś przedmioty Dwunożnych, dużo miękkich, śmierdzących patyków, czegoś jakby suche, rozciągliwe glony, i jakieś takie podłużne, strasznie głośne, kiedy się na nie nadepnie... I widziałam kraba! I całe stado takich olbrzymich mew, Mglista Gwiazda powiedziała, że mogą być niebezpieczne! Było widać caaały horyzont, a w oddali pływały morskie Potwory i jeden z nich warczał tak głośno, i zostały za nim wielkie fale, które zaczęły te wielkie mewy kołysać na wodzie... — Tutaj sama zabujała się na nogach niczym poruszany prądem rzeki wodorost, by w ten sposób dobitniej przekazać Morzu komizm tej sceny. — Morski Potwór! Pasowałoby do ciebie... Robił mniej więcej tyle hałasu, co ty.
— Halo?! — obruszyła się koteczka, po czym zakręciła się jakoś bezładnie, jakby nie umiała zdecydować, czy to imię poczytać sobie za obrazę, czy komplement. Wreszcie doszła najwyraźniej do jakiegoś wniosku, bo znienacka wyskoczyła, powalając na ziemię nieprzygotowaną Rusałkową Łapę. — Grrry! Wrrry! Łagodne kołysanie? To nie ze mną, pierzaku! Mewowa Łapa idzie prosto na dno!
— Nie dam się falom! Nie! Czuj smak moich skrzydeł, Morskie Warczydło! — Przetoczyły się kawałek, a łaciatej wreszcie udało się uwolnić spod kocięcych łap. Szybko zmieniła pozycję i tym razem to Morze wylądowała przyszpilona do ziemi, gdzie teraz miotała się zaciekle, wyrzucając z siebie różnorakie epitety, które Rusałkowa Łapa zignorowała. — Właśnie! Słuchaj... Wyszłyśmy dzisiaj z Kaczą Łapą i Borsuczym Językiem, widziałaś? Bo akurat zbierały się o tej samej porze, i Borsuczy Język stwierdziła, że Kaczej przyda się powtórka z terenów, Klanowi Gwiazdy dzięki... Bo nie zostałam sama, i Mglista Gwiazda nie mogła mnie... no wiesz. — Ściszyła rozemocjonowany głos, ponownie rzucając nieufne spojrzenie za siebie. Nie wyglądało jednak na to, żeby ktokolwiek szczególnie się nimi interesował, więc zwróciła się z powrotem do Morza, która zdążyła podnieść się na łapy, już bardziej rozluźniona. — No ale wyszło tak, że ją cały czas odpytywały, a ja mogłam sobie po prostu iść obok i słuchać... I nie wiem, czy to dlatego, ale była dla mnie strasznie wredna! Cały czas mnie zaczepiała o jakieś głupoty i próbowała wyzywać, a kiedy na tej plaży podeszłam do wody, żeby spróbować, czy rzeczywiście jest taka słona, to wepchnęła mi do niej całą głowę...
— Że co! — Morze niemal zachłysnęła się powietrzem. — I potem stoczyłaś z nią zaciekłą walkę, żeby odzyskać honor, prawda? Prawda!?
— No... Nie do końca. — Widząc jej zdegustowaną minę, Rusałkowa Łapa rzuciła się do gorączkowych wyjaśnień. — Pod samym nosem Mglistej Gwiazdy... Ona mnie już kiedyś za to zganiła, wiesz! Jak ciebie jeszcze nie było na świecie! Nawet nie wiesz, w co bym się wpakowała...
Przerwało jej potępiające mlaskanie Morza.
— Pierwsza wymówka tych, którym brak ducha walki... No trudno! Skoro ty nie potrafisz, to ja zawalczę za ciebie! Gdzie jest ta cała Kacza Łapa, hę? — Kotka w kilku skokach znalazła się za Rusałkową Łapą, skąd omiotła cały obóz wyzywającym spojrzeniem. Uczennica czym prędzej ją dogoniła.
— Ejże! Nie możesz się bić za mnie. To mnie obrażono, więc to ja muszę zmazać tę hańbę — wyjaśniła, kiwając głową z wielką powagą, kiedy już zagrodziła jej drogę. — To ważne prawo tego świata. Tylko kot, który stracił honor, może go odzyskać! Jak by to wyglądało, gdybym wysłała do walki takiego Morzaka, zamiast bić się sama?
— Aha, czyli Morzak jest słabszy? Morzak nie zadowala? — W odpowiedzi na to podstępne zawodzenie Rusałkowa Łapa wywróciła tylko oczami z uśmieszkiem. — Uważaj, łotrze, bo zaraz będziesz mieć dwa honorowe pojedynki do rozegrania! Ale dobra, dla twojego honoru... Zaufam ci, Mewowa Łapo, i lepiej tego nie zepsuj! — przestrzegła Morze i uśmiechnęła się złowieszczo. — Inaczej Kaczuszka wyląduje na saaamym dnie!  
— Oczywiście — odparła, myśląc jednocześnie o nieobliczalności losu, który najwyraźniej kazał jej bić się z Kaczą Łapą choćby po to, żeby ratować ją przed niechybną śmiercią.
— Już miałam iść przeszukać uczniowisko... Przytrzeć nosa parszywcom... A teraz nic z tego — gderała pod nosem mała, trącając łapą grudki ziemi. Nagle podniosła łepek, a jej pyszczek rozpromienił się w chytrym uśmiechu. — Aha! I tak tam pójdę! Wczoraj uczynnie przenocowałam cię w moim żłobku, więc teraz kolej na ciebie. Rozumiem, że jestem oficjalnie zaproszona...
— Tak jakbyś tego potrzebowała! — prychnęła Rusałkowa Łapa, na co Morze poruszyła psotnie wąsikami.
— Gwiezdna racja! — Nie tracąc dłużej czasu, z buńczucznym chichotem i co sił w łapach pognała w kierunku wejścia do legowiska. 
Łaciata kotka czym prędzej popędziła za nią. Jej łapy wciąż bolały, ale nie przejmowała się tym wcale; z przyjemnością wyciągała nogi, skupiona jedynie na tym, by dogonić wirujący przed nią ciemnobrązowy ogon.
Wpadły do legowiska jak burza; tuż przed wejściem starsza dopięła w końcu swego i ostatnią króliczą długość Morze pokonała, posłana z dużą prędkością prosto na trawiastą wyściółkę przez nieprzyjacielski atak. Rusałkowa Łapa wylądowała obok, wyhamowując z trudem, i mimowolnie parsknęła śmiechem na widok wypiętego zadka, który wystawał z warstwy roślinek i pierza; zaraz jednak, tknięta niepokojącym przeczuciem, przeniosła wzrok na wnętrze legowiska.
Ze wszystkich stron odpowiedziały jej wrogie spojrzenia.
— Morze? — rzuciła zmartwiałym szeptem do koteczki, która właśnie z głośnym prychaniem wypluwała ostatnie ździebełka. Coś ścisnęło jej wnętrzności niby kleszcze. — Wiesz co... Po tym treningu jestem okropnie głodna, może byśmy coś zjadły, tak... w tej chwili...
— Że co...! — odpowiedziała oburzona Morze o wiele za głośno. — Łotrze! Jak możesz...
— Błagam cię, Morzak, bo inaczej umrę na miejscu.
Była już w połowie na zewnątrz. Mała kotka, jakkolwiek niezadowolona, nie miała wyboru — podążyła za nią, chociaż nie omieszkała obdarzyć przedtem mieszkańców legowiska pęczkiem barwnych wyrazów. Zanim Rusałkowa Łapa się obejrzała, tym razem to ona leżała rozpłaszczona na ziemi.
— To było nieczyste zagranie, Mewowa Łapo! Ośmieszyłaś mnie przed całym uczniowiskiem! Teraz będę musiała walczyć z każdym uczniem po kolei! — Pomimo całej dramaturgii swojego lamentu, Morze nie wydawała się tą perspektywą szczególnie zmartwiona. Więcej uwagi poświęcała udawanemu morderstwie, jakiego dokonywała właśnie na Rusałkowej Łapie. — Ale pierwsza będziesz ty! Nie będzie cię bolał brzuszek, kiedy Morski Potwór wyszarpie ci go własnymi pazurami! Grrrach!!!
— Jasne, Morski Potworze... Czy mogłybyśmy tylko... przesunąć się trochę... — wydyszała zabijana pomiędzy uderzeniami, które jej spięte łapy parowały z najwyższym trudem. Zanim jednak Potwór mógł dać jakąś odpowiedź, ich uszu dobiegło wołanie:
— Morze! Chodź tu na obiad!
— Trele morele! — sapnęła mała, wyprowadzając kolejny udany cios, po czym nagle jakby zawahała się i zmieniła zdanie. Zatrzymała walkę, odskakując w bok. — A może jednak dam ci tę przerwę na jedzenie, bo walczysz jak sparciały świstak... Momencik! Ukradnę nam żłobkową rybę i wracam. Nawet nie myśl sobie uciekać, flądro!
Wciąż dysząca na ziemi, Rusałkowa Łapa ledwie zdążyła ucieszyć z tego niespodziewanego ratunku, kiedy na ziemi tuż obok jej pyska odmalował się złowrogi cień. 
Przez chwilę miała ochotę wcale nie wstawać i po prostu pozostać na wilgotnej glebie tak długo, aż nie wchłonęłaby jej ciała niczym kupki zgniłych liści.
— Jak ładnie się bawicie! Na pewno będą z was wspaniałe wojowniczki — zamruczał znajomy głos z miodową słodyczą, a Rusałkowa Łapa, która właśnie stawała na nogi, poczuła, jak włos jeży jej się na karku. — Nie musisz tłumaczyć, gdzie spędziłaś ostatnią noc, Rusałko. Może trudno to będzie pojąć komuś takiemu jak ty, ale to widać.
— Nie zamierzałam — odpowiedziała sucho, rzucając Kruczej Łapie niechętne spojrzenie. Nic więcej nie przychodziło jej do głowy. Spróbowała się wyprostować, żeby przydać sobie pewności siebie, ale kiedy tylko przypomniała sobie, jak żałosne wrażenie musiała sprawiać ze swoim brudnym, poturbowanym łapami Morza futrem, większość śmiałości z niej wyparowała.
— Grzeczna mała. Wchodzić głębiej też nie zamierzałaś, mam nadzieję? — Nadal mówiła słodko, ale wysunięte pazury wskazywały jasno, że kryjąca się za tymi słowami groźba była jak najbardziej realna. Nieźle już zdenerwowana Rusałkowa Łapa jeszcze szukała dobrej odpowiedzi, kiedy w ciemnym wejściu do legowiska zamajaczył kolejny kształt.
— Pozwolisz, że ja się nią zajmę — powiedziała Biedronkowa Łapa głosem, w którym pobrzmiewało coś tak mrocznego, że jej siostra wstrzymała oddech. Podeszła do nich i stanęła koło czarnej; wyraz jej pyska był nieodgadniony.
— Ty! Nic innego nie robiłaś przez ostatni księżyc — zbyła ją Krucza Łapa, na co ogon jej koleżanki zawachlował wściekle w powietrzu. Nie przejęła się tym wcale; zamiast tego skróciła dystans pomiędzy sobą a Rusałkową Łapą w dwóch szybkich krokach i spojrzała na nią z góry, co przy jej posturze nie było szczególnie trudne. — Zajmować się... Jakby było czym. Zjeżdżaj stąd, głupie ścierwo, nikt cię tutaj nie chce. Chyba, że ty masz coś do powiedzenia? — odwróciła się w stronę Biedronkowej Łapy, która nie odpowiedziała. Milcząc, wpatrywała się tylko w obie kotki w wielkim napięciu.
— Mam prawo tu być jak każdy inny uczeń — wyrzuciła Rusałkowa Łapa, porzucając nadzieję na jakąkolwiek pomoc ze strony szylkretki. Całą siłą woli zmuszała się do pozostawania w miejscu, tak, żeby nie cofnąć się przed czarną ani na krok. Serce biło jej szybko; zaczęła przygotowywać się do ewentualnej konieczności obrony.
— Bo pęknę ze śmiechu. Kto ci je dał? Może Mglista Gwiazda? Dalej, idź do niej płakać, że jakaś straszna kotka nie pozwala ci wejść do legowiska. — Na samą myśl o wizycie dziupli przywódczyni szylkretka drgnęła; nie uszło to uwadze Kruczej Łapy, która zmieszyła ją kpiącym spojrzeniem. — Tak myślałam. No cóż, w krzakach też można ryczeć.
— Wystarczy — odezwała się wreszcie Biedronkowa Łapa, podchodząc do nich bliżej.
— Cisza! — wrzasnęła czarna; jej oczy błyszczały dziko. — Aż nie będę pewna, że się rozumiemy! Dalej, Rusałeczko, dziecko słodkie, jeśli mówić nie dasz rady, możesz kiwnąć głową... Odwrócisz się teraz i grzecznie wrócisz do kociarni, tam, gdzie twoje miejsce. Zostaniesz tam i już nigdy nie wetkniesz nosa do legowiska uczniów... — Uśmiechnęła się z sadystyczną satysfakcją. — Aha, jeszcze jedno. Pilnuj tej swojej wrzeszczącej kuli gnojowej, bo jak jeszcze raz ją tu zobaczę, to pożegna się ze światem.
Przez wszystkie mięśnie Rusałkowej Łapy przebiegł elektryzujący impuls.
— A w mordę chcesz?
Zapadła cisza. Szylkretka stała, delikatnie drżąca, z podniesioną głową i spojrzeniem wycelowanym prosto w oczy Kruczej Łapy, która zastygła przed nią w bezruchu. Przez chwilę, która wydawała się trwać wieki, kotki mierzyły się wzrokiem bez słowa.
— No powtórz to — wycedziła czarna, zbliżając się tak, że powietrzem dmuchnęła prosto w jej pysk.
— Nie pozwolę ci mówić w ten sposób o mojej siostrze. Dlatego pytam. Przestajesz czy chcesz w mordę? — Z emocji ledwie mogła wyraźnie wypowiadać słowa, ale nie ustępowała. Cofnęła się o krok, ale tylko po to, by dać sobie przestrzeń do manewru; spięła mięśnie, by w reakcji na najmniejszy ruch Kruczej Łapy przystąpić do ataku. Jednak kotka ani drgnęła.
Nagły, piekący ból w okolicy policzka sprawił, że syknęła; coś uderzyło w jej bok i musiała rozstawić łapy, żeby nie upaść. Zdezorientowana, potrząsnęła głową i czym prędzej wróciła wzrokiem do Kruczej Łapy. Kotka nie ruszyła się jednak z miejsca. Na jej pysku malowało się zdziwienie nie mniejsze, niż poszkodowanej; z wolna jego kąciki uniosły się jednak szyderczo.
Tuż obok niej z wyciągniętymi pazurami stała zaś Biedronkowa Łapa, z utkwionym w siostrze spojrzeniem czystej wściekłości.
Zanim Rusałkowa Łapa zdążyła odezwać się choć słowem, obróciła się i rzuciła biegiem w stronę wyjścia z obozu.
— Mówiłam — doszedł jej słodki głos Kruczej Łapy, ale już jej nie słuchała. Nie oglądając się na czarną, ruszyła pędem za znikającym w gęstwinie obozowych umocnień rudym ogonem siostry.
Nikt ich nie zatrzymywał. Z drugiego krańca wyspy dobiegały głosy; Rusałkowa Łapa rozpoznała w nich przeciągłe skargi rozsierdzonej Kaczej Łapy i cięty język jej mentorki, która swoją wychowankę postanowiła zatrzymać na dodatkowej lekcji technik pływania. Oddalający się prędko w przeciwnym kierunku szelest wskazywał jednak, że to nie tam kierowała się jej siostra. Czym prędzej podążyła jej śladem i kiedy dotarła do brzegu, głowa Biedronkowej Łapy wystawała ponad powierzchnię już w połowie szerokości rzeki.
Woda była zimna. Jej chciwe fale natychmiast zamknęły się ponad jej grzbietem, kiedy tylko do niej wskoczyła, a nieubłagany nurt zaczął spychać ją w stronę morza. Nie poddawała się jednak, uparcie młócąc wodę łapami, aż ten wysiłek nie pozwolił jej wreszcie chwycić zębami za wystający z drugiego brzegu konar. Odnalazłszy twardy grunt, podciągnęła się i stanęła w porastającej te tereny gęstej trawie.
Wilgoć przez chwilę mąciła jej w nosie; potrzebowała czasu, żeby wrócić na trop siostry, która znów zdążyła zniknąć jej z oczu, tym razem w nieznanym gąszczu. Węszyła coraz bardziej niecierpliwie, w końcu trafiła jednak na jej zapach i ruszyła dalej. Wysiłek zaczynał powoli dawać się jej we znaki. Oddychała coraz łapczywiej, mokra sierść ciążyła jej w biegu, ale zmuszała się do przyspieszania, przynajmniej do czasu, aż znowu nie odnajdzie Biedronkowej Łapy.
Wreszcie ją znalazła. Zatrzymała się tam, gdzie z rzadka pojawiające się na łące krzewy przechodziły w drzewa, a pod łapami, zamiast trawy, słała się warstwa zeschłych liści. Las. Rusałkowa Łapa jeszcze nigdy tam nie była; trasa, którą poprowadziła ją liderka na dzisiejszym treningu, omijała te tereny. Widząc, że siostra się nie rusza, sama zawahała się i zwolniła kroku.
Biedronkowa Łapa, jakby wyczuła jej obecność, kiedy tylko zbliżyła się nieco, natychmiast ruszyła na powrót biegiem prosto w leśną gęstwinę.
Nie mogła dać za wygraną. Nawet, jeśli jej nie widziała, siostra nie miała szans uciec bardzo daleko. Zawzięcie przedzierała się przez gałęzie, ignorując kaleczące jej łapy kolce, aż srebrne przejaśnienia sierści Biedronkowej Łapy nie zamajaczyły jej na brunatnym tle pni. Pokonała ostatnie kłęby jeżyny niezbyt zgrabnie oddanym skokiem i rzuciła się w jej stronę. Jeszcze tylko kilka króliczych skoków, jeszcze jedna długość lisa...
— No co! — wrzasnęła kotka, odwracając się jak oparzona; Rusałkowa Łapa ledwie wyhamowała tuż przed końcówką jej ogona. Jej pysk wykrzywiała ta sama złość, co jeszcze w obozie. — Do wieczora będziesz tak biec? Na pewno masz tyle świetnych rzeczy do roboty!
— Żartujesz sobie? — Po biegu nadal dyszała, ale na słowa siostry w jej wnętrzu aż się zagotowało. — Uderzyłaś mnie! A teraz będziesz mi mówić, że to moja wina?
— Wióry z drzewa zamiast mózgu — fuknęła tylko Biedronkowa Łapa i chciała odwrócić się, żeby odejść dalej w leśny gąszcz.
— Stój! Nigdzie nie idziesz, rozumiesz? Masz mi powiedzieć, o co ci chodzi, albo...
— O co mi chodzi! — podchwyciła nagle, wracając na miejsce. W jej głosie było coś strasznego, co kazało Rusałkowej Łapie cofnąć się o krok. — Oczywiście, że ty nie widzisz, o co mi chodzi!  
Kto mógłby się spodziewać, że zobaczysz cokolwiek poza czubkiem własnego nosa?
— Co ja ci niby zrobiłam? — krzyknęła wreszcie, tracąc cierpliwość do tej gadaniny.
— Nic! — syknęła jej siostra wściekle. — Zupełnie nic! Od kilku księżyców wciąż gadasz tylko o tych pchlarzach! Bawisz się z nimi! Siedzisz tylko z nimi, przez cały czas! A ze mną? A z mamą? Czy ty w ogóle jeszcze pamiętasz, co to znaczy "rodzina"?
— Piorun cię trzasnął? Ile razy ja cię zapraszałam, prosiłam, biegałam za tobą, żebyś tylko zgodziła się z nami wyjść... Nie chciałaś! To ty nie chciałaś! Więc czemu się dziwisz, że w końcu przestałam?
— Myślisz, że to było takie świetne uczucie, być zawsze tym drugim wyborem? Dodatkiem do dobrej zabawy jakichś śmierdzących sierotek? Bo tak to właśnie wyglądało! Wmawiaj sobie, że nie! — Uszy miała ściągnięte do granic możliwości; wyrzucane zdania wstrząsały jej całym ciałem. — Kazać mi niańczyć te lisie odchody i nazywać to zaproszeniem...! Dobre sobie!
— Znowu mówisz w ten obrzydliwy sposób! — Rusałkowej Łapie ledwie starczało powietrza, żeby krzyczeć. — Miałam spędzać z tobą czas, kiedy robiłaś wszystko, żeby uprzykrzyć go innym? Nie znoszę tego, wiesz! Zawsze to samo! Mam po dziurki w nosie tego gadania, twojego i matki!
— Ty naprawdę nie wiesz, gdzie jest twoje miejsce — wymamrotała Biedronkowa Łapa. Trwała tak chwilę, niczym porażona, po czym na jej pysk powoli wstąpił przerażający grymas. W jej oczach płonęła wściekłość zmieszana z boleścią. — Ale koniec tego. Najwyraźniej podjęłaś już decyzję. Na co tutaj stoisz! Idź spędzać czas ze swoją nową "siostrą", skoro tak ci z nią dobrze, i zostaw nas wreszcie w spokoju!
Głos załamał jej się na ostatnich słowach.
— W spokoju! Zaprzeczasz sobie sama — wyrzuciła Rusałkowa Łapa ze złością, po czym nagle zastygła; wzrok skupiła w jakimś nieokreślonym, odległym miejscu. — A jednak nie. Teraz rozumiem.
Biedronkowa Łapa milczała; słychać było tylko jej przyspieszony oddech i śpiew ptaków ponad ich głowami.
— Wiesz co — zaczęła powoli wobec tej ciszy, zwiększając tempo w miarę, jak znajdowała kolejne słowa — może rzeczywiście wolę mieć siostrę, która nie szykanuje swojego brata za to, że urodził się nie tej płci, która jej się podoba. Która nie umawia się za moimi plecami z sadystyczną tyranką. Która widzi jakiś świat poza swoimi uprzedzeniami, która umie się zdobyć na trochę dobroci i ciepła zamiast kolejnej wiązanki wrednych komentarzy, która nie chodzi krok w krok za naszą dysfunkcyjną matką! Może i tak! Może jest właśnie tak!
— Ty... — wycedziła Biedronkowa Łapa, w tak skrajnym napięciu, jakby w następnej chwili miała się na nią rzucić. Wtem jej pysk stężał. — Nie znam cię.
Rusałkowa Łapa nie odpowiedziała. Pozostała na miejscu, kiedy kotka przechodziła obok, wpatrzona w jakiś punkt na leśnej ściółce; nie odwracała się jeszcze długo, aż szmer kroków Biedronkowej Łapy zupełnie nie ucichł w świerkowym zagajniku. Wreszcie spojrzała za siebie — sylwetka czarno pręgowanej kotki właśnie na powrót znikała w trawie. Zacisnęła zęby.
Najwyraźniej już nigdy więcej jej nie dogoni.
Wszystko odczuwała tępo, gdzieś w środku otwierała się pustka, która w łagodnej atmosferze pogodnego lasku nie dawała się niczym zaspokoić. Rusałkowa Łapa siedziała w tym samym miejscu jeszcze dłuższą chwilę, po czym powoli udała się z powrotem do obozu.
***
— Tu jesteś! Parszywcze! — Oskarżycielski głos Morza kazał jej podnieść głowę. — Dzisiaj to naprawdę wąsy z tobą opadają! Brak słów na ciebie, brak słów! Prowokujesz honorowy pojedynek, a potem cichutko zmywasz się z miejsca zdarzenia, podczas gdy ja walczę na śmierć i życie, żeby zdobyć dla ciebie... Rusia...?
— To nic. Przepraszam, Morzaku. — Szybko otarła łapą wilgotny pysk. — Przepraszam. Pobijemy się jeszcze, na pewno...
— Proszę o raport — rozkazała koteczka nieco niepewnie. Rusałka milczała przez chwilę.
— Wydaje mi się, że mamy nowego wroga — odparła w końcu, odbiegając zmęczonym wzrokiem gdzieś między rzędy szuwarów. Ich kołysane wiatrem łodygi rzucały na kotki głęboki cień.
<Morze?>

[6736 słów]
[Przyznano 135%]

19 listopada 2023

Od Morza CD. Rusałki (Rusałkowej Łapy)

Plan Rusałki wydawał się być niesamowicie ciekawy i intrygujący, toteż Morze, wdrapując się na grzbiet Biedronki, niemal trzęsła się z ekscytacji. Jednak prawdziwa frajda wypełniła jej ciałko dopiero w momencie, w którym starsza kotka podniosła się i uniosła kociątko tak wysoko, jak te jeszcze nigdy w życiu nie było.
— Jak fajnie! — pisnęła Morze uradowana.
— Niefajnie! — prychnęła w odpowiedzi Biedronka. — Jesteś ciężka jak głaz.
Słysząc te słowa, koteczka rozpłaszczyła uszy na głowie, lecz powstrzymała się od odpyskowywania. Zdawała sobie sprawę, że wystarczył jeden gwałtowniejszy ruch ze strony Biedronki, aby poszybowała na drugi koniec żłobka. To nie tak, że nie chciała poszybować! Ale wolała najpierw skorzystać z przejażdżki, która zresztą zaaranżowana została koszem łez, potu i krwi Rusałki.
— No. To gdzie jedziemy? — padło pytanie ze strony łaciatej kotki.
Wyglądało na to, że Piórolotek pragnął zaproponować jakiś cel podróży, lecz krzyk Morza przerwał mu, nim w ogóle zdążył wypowiedzieć pierwsze słowo.
— Idźmy do obozu wrogiego klanu! I podbijmy tych łotrów!
— Głupia jesteś — parsknęła Biedronka. — Taka kulka jak ty nie podbiłaby nawet sterty brudnego mchu.
— Może i jestem głupia! Ale za to tobie brak ducha walki.
— Brak mi ducha walki? Mogę ci zaraz pokazać ducha walki!
— Ja myślę — wtrąciła się Rusałka — że możemy zrobić krótki spacer zapoznawczy po obozie. A potem… możemy odwiedzić uczniów i na sam koniec odstawić Morze i Piórolotka z powrotem tutaj.
Zapadła chwilowa cisza, w trakcie której Biedronka uniosła swój łebek nieco ku górze w akcie zadumy.
— Najpierw odstawimy robaki, a potem same odwiedzimy uczennice — oznajmiła w końcu, a zdecydowanie w jej głosie musiało dać Rusałce do zrozumienia, że nie zaakceptuje żadnych kompromisów.
Łaciata z wyrazem ulgi na licu kiwnęła głową, co zakończyło dyskusję i zapoczątkowało uroczysty wymarsz, podczas którego Piórolotek wymamrotał coś, co brzmiało jak “hurra!”. Po chwili gromada kociąt znalazła się na zewnątrz, a Morze natychmiast poczuła na nosie uderzenie chłodnego powietrza.
— Ale mrozi! — wykrzyknęła.
— Pogoda zimna jak… jak Biedronka — dodał Piórolotek.
I zapewne wynikłaby z tego kolejna przepychanka słowna, gdyby Rusałka w porę nie zaczęła bardzo głośno i wyraźnie przedstawiać wszystkim zgromadzonym pieńka, który znajdował się centralnie przed nimi. Z monologu łaciatej Morze dowiedziała się, że jest to bardzo ważny pieniek, ponieważ po całym dniu polowania klanowi łowcy odkładają na niego schwytane zdobycze. Koteczka chłonęła wiedzę niczym kępka mchu, a im dłużej słuchała opowieści, tym więcej myśli i zagwozdek rodziło się w jej łebku. Najchętniej zapytałaby starsze koleżanki o wszystko, lecz obawiała się nieco, że jeśli zbombarduje je zbyt dużą ilością pytań, to będą stały przy pieńku aż do zachodu słońca i nie zdążą zobaczyć niczego innego. Spytała więc jedynie, czemu obecnie na pieńku nie ma nawet najmniejszej myszki, na co Rusałka odparła, że nie wie, natomiast Biedronka odpowiedziała, że wszystko zostało pożarte przez wstrętne i zachłanne kocury.
— Straszne! One naprawdę tak dużo jedzą? — zaniepokoiła się Morze.
— Nie wydaje mi się…
— Naprawdę! — przerwała swojej siostrze Biedronka, napuszona się ze złości na myśl o żarłocznych samcach pochłaniających wszystkie zasoby klanu. — Myślą tylko o sobie i swoich własnych brzuchach! Zero empatii i współczucia dla głodujących matek i dzieci, takich jak my.
— Lotku! Jeju, Lotku! — Morze ze szczerym niepokojem w oczach spojrzała na brata. — Wy musicie się opanować!
Rusałka skrzywiła się, wyraźnie zakłopotana mizoandrią, która spadła na tą spokojną rozmowę niczym grom z jasnego nieba. Piórolotek wyglądał na równie zmieszanego, jakby nie wiedział, czy powinien bronić się, milczeć, czy obrócić oskarżenia w żart.
— Chodźmy dalej — rzekła w końcu łaciata, kierując się w prawo, w stronę legowiska starszyzny.
Gdy weszły do środka, entuzjazm Morza nieco przygasł, okazało się bowiem, że znajduje się tam jedynie śpiący Trzcinowa Sadzawka.
— Nie będziemy mu przeszkadzać… — mruknęła łagodnie Rusałka i wycofała się z legowiska tak szybko, jak się w nim znalazła.
— Nie będziemy, bo nikogo i tak nie obchodzi ten stary zgred — szepnęła Biedronka. Ciężko stwierdzić, czy komentarz dotarł do uszu jej siostry, jednak z całą pewnością dotarł do uszu Morza, która zareagowała nieopanowanym chichotem.
Właściwie, to reszta wycieczki minęła zgoła podobnie. Gdy gromada znalazła się w legowisku medyka, przez chwilę przyglądała się Strzyżykowemu Promykowi krzątającej się przy ziołach, lecz potem odeszła, twierdząc, że medyczce nie należy przeszkadzać przy pracy. Przy okazji Morze narzekała, że kręci jej się w nosie od tych wszystkich zapachów i że jeśli zaraz stąd nie pójdą, to zacznie kichać i obsmarka Biedronce całe futro.
Z szacunku, a także ze strachu, ominęły wydrążone w sumaku legowisko Mglistej Gwiazdy i skierowały się od razu na drugą stronę, do legowiska wojowników. Ku wielkiemu rozczarowaniu kociąt, okazało się, że jest ono prawie puste, a zostali w nim tylko ci, którzy byli obecnie najbardziej schorowani. Morze w myślach przeklęła porę dnia jaką był okres szczytowania słońca, porę zabójczo nudną, nieciekawą i niweczącą dziecięce marzenia. Myślała, że jej zawód nie może już jakkolwiek się powiększyć, lecz wtem, po wyjściu z legowiska wojowników - Biedronka bezceremonialnie otrząsnęła się, zrzucając z siebie kociaka. Co gorsza, Morze wcale nie pofrunęła, a po prostu spadła na ziemię z żenującym okrzykiem.
— Ronka, co ty? — Rusałka spojrzała na swoją siostrę i przekrzywiła głowę, nieco zdezorientowana jej zachowaniem.
— Właśnie! Co ty?! Łotrze! — zawtórowała wściekle miotająca się na ziemi Morze.
— Koniec wycieczki. Robaki wracają do żłobka, a my idziemy pogadać z uczennicami — oznajmiła Biedronka, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Na sam koniec uderzyła Morze ogonem. — A ty się tak nie aferuj, tylko podziękuj, że w ogóle chciało mi się ciebie nosić.
— Bardzo dziękujemy — miauknął Piórolotek, który zdawał się być rzeczywiście bardzo uszczęśliwiony. Morze jednak nie podzielała jego radości.
— Nie dopuszczę do tego! — Morze w końcu odzyskała równowagę i teraz stała na wyprostowanych łapach, dumna i gotowa. — Będę walczyć o swój honor! Przezwyciężę wszystkich łotrów! — Tu zrobiła małą przerwę i zanim ktokolwiek zdążył spytać, o czym ona w ogóle mówi, wykrzyknęła: — To ja sobie pogadam z uczennicami!
Nim ktokolwiek się zorientował, Morze zerwała się do biegu i popędziła w kierunku legowiska uczniów. I na nic zdały się zatroskane wołania Rusałki i wściekłe protesty Biedronki, która ruszyła za nią w desperacką pogoń.

*timeskip do mianowania, jeszcze przed objęciem rządów przez Sroczy Lot*

Morze jakoś nigdy nie zwracała szczególnej uwagi na różnicę wieku między nią i jej przybranymi siostrami. Oczywiście, były między nimi znaczące różnice we wzroście i inteligencji, jednak z każdym dniem coraz bardziej się zacierały. W końcu nastąpił nawet moment, w którym Biedronka nie mogła już wyzywać Morza od kulki utoczonej przez żuka gnojaka, ponieważ Morze przestała przypominać kulkę i obelga stała się co najmniej nieadekwatna. Również siłowanie się z siostrami przychodziło koteczce z coraz większą łatwością. Toteż nic dziwnego, że mianowanie córek Pszczelej Dumy było dla Morza czymś niesamowicie szokującym i nieprzewidzianym.
Nastąpiło to wieczorem, gdy słońce już w połowie skryło się za horyzontem, a członkowie Klanu Nocy gromadzili się w obozie po wielu godzinach mniej lub bardziej owocnej pracy. Morze w pewnym momencie jej życia doszła do wniosku, że bardzo lubi tą porę. Pewnego dnia po prostu usiadła przed wejściem do żłobka i wraz z Piórolotkiem zaczęła obserwować wejście do obozu, a także komentować każdego, kto przez nie przechodził. Ta z początku jednorazowa rozrywka szybko zmieniła się w zwyczaj, który kultywowała niemal codziennie - odpuszczała sobie tylko wtedy, gdy pogoda była nadzwyczaj paskudna. Czasem robiła to z Piórolotkiem, czasem z Rusałką, a raz czy dwa przyłączyła się do niej nawet Biedronka, lecz często zdarzało się, że siedziała sama. Nie przeszkadzało jej to, a wręcz przeciwnie, nierzadko po całym dniu sporów ze swą serdeczną rodziną wręcz cieszyła się, że może przez chwilę pobyć w samotności. Tak właśnie było i dzisiaj - Biedronka gdzieś się zawieruszyła w tym samym momencie, w którym Krucza Łapa i Nartnikowa Łapa wróciły z treningów, zaś Rusałka i Piórolotek skryli się pod ścianą obozu, aby zająć się rozwojem architektonicznego aspektu kociej kultury, to znaczy budową konstrukcji, która zdawała się składać z kilku krzywych patyków wbitych w wilgotną ziemię i rozrzuconych dookoła nich liści. Morze natomiast, spokojna i zrelaksowana, rozglądała się i analizowała poczynania wszystkich innych kotów. Pylista Burza, Poranny Ferwor i Ryjówkowy Urok siedzieli wokół Krzyczącej Makreli, który bardzo głośno opowiadał im o wenie twórczej, którą przyniósł mu widok topniejących śniegów i która wkrótce zaowocuje nową autorską pieśnią. Natomiast kilka lisich długości od Morza pięć kocic - Spieniona Fala, Drozdowe Futro, Kawcze Serce, Sroczy Lot i Okraszona Polana - żywo dyskutowały o zbieranych przez siebie kolekcjach i opowiadały, w jaki sposób udało im się je powiększyć przez ostatnie kilka dni. Jeśli ktoś nie był pogrążony w rozmowie, to dzielił języki z najbliższymi, delektował się kolacją lub szykował do snu. Wieczorny spokój wzbudzał w Morzu poczucie ciepła, bezpieczeństwa i relaksu, a komfortowa atmosfera sprawiła, że koteczka nawet nie zauważyła sylwetki liderki wspinającej się po gałęziach najwyższego w obozie sumaku.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się na środku obozu! — donośny wrzask Mglistej Gwiazdy przeszył powietrze. Chwilę później niemal wszystkie rozmowy ucichły, a koty zaczęły posłusznie gromadzić się przed górującą nad nimi przywódczynią.
Morze nastroszyła futerko z zaskoczenia, ale i podekscytowania. Co prawda, nigdy nie polowała, uważała jednak, że gdyby spróbowała, to poszłoby jej doskonale, a co z tym idzie, zasługuje na uczestnictwo w zebraniu klanu. Ostrożnie, uważając, by nie wpaść nikomu pod nogi i nie zwrócić na siebie uwagi, dołączyła do gromady. Zmartwiła się nieco, gdy zorientowała się, że na obrzeżach grupy nie ma ani jej rodzeństwa, ani nawet Pszczelej Dumy, nie zamierzała bowiem przeciskać się przez tłum tylko po to, by usiąść obok kogoś znajomego. Z ulgą zorientowała się jednak, że całkiem niedaleko widzi Śnieżne Wspomnienie. W kilku susach znalazła się przy ojcu, powitała go trąceniem nosa, po czym oparła się o kocura i pozwoliła, by owinął ją ogonem. Zauważyła, że prawie dorównuje ojcu wzrostem, lecz nie miała czasu, by poddać tą myśl jakiejś głębszej refleksji, gdyż głos Mglistej Gwiazdy ponownie rozległ się nad ich głowami.
— Rusałko, Biedronko, wystąpcie proszę.
Morze poczuła, jak zalewa ją nagła fala stresu - tak duża, że jej żołądek skręcił się boleśnie. Czy tego chciała czy nie, słyszała to i owo o Mgliściej Gwieździe i egzekucjach, które organizowała na oczach całego klanu. Czy to właśnie o to chodzi? Czy jej siostry zostaną teraz uznane za zdrajczynie i zamordowane?! Z rosnącą paniką spojrzała na dwie szylkretowe kotki, które wystąpiły na przód i stanęły tuż pod Mglistą Gwiazdą. Nawet z tej odległości Morze widziała, że mimo dostojnej postawy, obie są w rzeczywistości bardzo zestresowane, a szczególnie Rusałka. Morze zastanawiała się, czemu nikt nie próbuje ratować jej sióstr i była gotowa lada moment sama rzucić się w ich obronie, gdy Mglista Gwiazda - ku uldze kocięcia - kontynuowała swoją uroczystą wypowiedź.
— Biedronko, Rusałko, skończyłyście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostały uczennicami. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika, będziecie zwać się Biedronkowa Łapa i Rusałkowa Łapa. Biedronkowa Łapo, twoim mentorem zostanie Tuptająca Gęś — przerwała na chwilę, aby skupić wzrok na młodej wojowniczce — Tuptająca Gęsi, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od Makowego Pola doskonałe szkolenie i wierzę, że przekażesz Biedronkowej Łapie wszystko to, co sama wiesz.
Czarno-biała wojowniczka wystąpiła z tłumu i stanęła przed Biedronkową Łapą, aby zetknąć się z nią nosami. Między kotami rozległy się szepty, lecz szybko zostały one przerwane na rzecz kontynuacji ceremonii.
— Rusałkowa Łapo — przenikliwe spojrzenie lodowato niebieskich oczu zawisło na łaciatej koteczce. — Twoim mentorem zostanę ja, Mglista Gwiazda.
Rusałkowa Łapa otworzyła lekko pyszczek w niemym jęku, a futro na całym jej ciele stanęło dęba. Wzdrygnęła się, gdy Mglista Gwiazda zeskoczyła z gałęzi sumaku i wylądowała tuż obok niej, lecz mimo strachu, który objawiał się zarówno w jej spojrzeniu, jak i w mowie ciała, posłusznie zetknęła się nosami z nową mentorką. Ledwo to się stało, wśród kotów wybuchła wielka wrzawa - większość radośnie wykrzykiwała imiona nowych uczennic w akompaniamencie wiwatów i radosnych haseł, lecz Morze dostrzegła, że niektórzy szepczą coś w uszy sąsiadów, a ich spojrzenia były niepewne, a niekiedy nawet wrogie.
— Szkoda jej — mruknął Śnieżne Wspomnienie, a Morze obdarzyła go pytającym spojrzeniem. — No wiesz, tej twojej siostrzyczki, Rusałkowej Łapy. Trening pod okiem Mglistej Gwiazdy… — westchnął.
Nie musiał nic dodawać, albowiem ton jego głosu i nieobecne spojrzenie wyjawiało wszystko. Morze w odpowiedzi jedynie kiwnęła głową, a potem, nic już więcej nie mówiąc, wstała i ruszyła w kierunku żłobka. Miała niemały zamęt w głowie - powinna cieszyć się tym, że jej siostry zostały uczennicami, jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że to, co właśnie przydarzyło się Rusałce, to zapowiedź czegoś bardzo złego. Poza tym, dotarło do niej, że teraz, przez przynajmniej parę następnych księżyców, będą spędzały razem znacznie mniej czasu.
Gdy doczłapała już do żłobkowego wejścia, odwróciła się i po raz ostatni tego dnia obdarzyła obóz swoim spojrzeniem. Zauważyła, że Biedronkowa Łapa już zdążyła pogrążyć się w rozmowie z Tuptającą Gęsią, lecz, ku jej zdziwieniu, nie mogła nigdzie zlokalizować Rusałkowej Łapy i Mglistej Gwiazdy. Siostrę namierzyła dopiero, gdy skierowała wzrok na ściany obozu i rzucane przez nie mroczne cienie. To właśnie w ich mroku skryła się Rusałkowa Łapa, która jakby wyczuła na sobie spojrzenie Morza i nawiązała z nią zmartwiony, ale intensywny kontakt wzrokowy.

<Rusałko?>