BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosaćcowa Grzywa x Zabłąkany Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosaćcowa Grzywa x Zabłąkany Omen. Pokaż wszystkie posty

20 czerwca 2025

Od Zabłąkanej Łapy (Zabłąkanego Omenu) CD. Kosaćcowej Łapy (Kosaćcowej Grzywy)

Przeszłość, krótko po śmierci Sosnowej Gwiazdy

Był to cichy dzień, a przynajmniej dla Zabłąkanej Łapy. Nie tak dawno Sosnowa Gwiazda oraz Jadowita Żmija została zamordowana przez trójkę kotów, która odważyła się wystąpić poza normy Klanu Wilka z pomocą ich gwiezdnych przodków. Misja ich zakończyła się sukcesem, jednak co dalej? Wiedzieli, że z czasem pojawią się nowe zagrożenia, a ich kult nie upadnie przez śmierć dwóch kotek. Musieli zacząć działać. Omen wyciągnął Kosaćcową Łapę z obozu, pod pretekstem polowania i treningu razem z uczniem, podczas gdy wojownicy i mistrzowie byli zajęci swoimi sprawami. Zabłąkana Łapa prowadził go przez różne ścieżki, skręcając, przeskakując przewalone drzewa, a mimo wszystko nie obejrzał się chociaż jeden raz. Wiedział, że gdyby to zrobił, a ktoś śledziłby ich, to wskazywałoby na to, że coś kombinują... Nie mógł na to pozwolić. Znaleźli się w oddalonym miejscu, takim cichym i spokojnym, gdzie nikt by ich nie znalazł. Kocur nawet nie przejmował się udawaniem ślepoty, prowadząc ucznia. Zabłąkana Łapa zajął miejsce na trawie przy jednym z wysokich drzew, sprawdzając kierunek wiatru. Zabłąkana Łapa był ustawiony tak, że każdy zapach obcego prędko dotarłby do niego z drobną pomocą wiatru. Nie wyczuł nikogo.
— Musimy porozmawiać... O tym dniu i o tym, co będziemy musieli zrobić — powiedział srebrny, podnosząc wzrok na Kosaćcową Łapę.
— Przeszliśmy taki szmat drogi, aby porozmawiać? — Kocur uniósł brew, spoglądając prosto na Zabłąkanego. — Przecież te staruchy z kultu nie usłyszałyby nawet potwora przed ich brzydką, straszliwą mordą! — Uczeń zaśmiał się i usiadł koło niego. Kocur poklepał ogonem po grzbiecie starszego ucznia. Twardy, irytujący wzrok Zabłąkanej łapy tylko się nasilił, sprawiając, że Kosaciec spoważniał. — Ach, no, wiem... Ci gwiezdny gadali o tym. Zjednoczyć kotki, mamy sprzymierzeńców wśród nas i... ble, ble, ble. — Wytknął język na chwilę i machnął łapą, jakby przepędzał natrętną muchę. — Musimy coś z tym zrobić, tylko... co? Mamy pytać innych, czy wierzą w Klan Gwiazdy, czy w Mroczną Puszczę? Zapytasz mentora czy lubi mordować samotników lub torturować pobratymców, którzy mu się nie podobają? — zażartował i zachichotał nerwowo. — Chociaż... to nie głupi pomysł, ale trzeba dyskretnie. No, chyba, że masz coś innego do zaoferowania, Obłąkańcu — powiedział kocur.
— A co innego miałbym mieć? Oczywiście, że musimy być dyskretni. Trzeba będzie jeszcze porozmawiać z Brukselkową Łapą na ten temat... Nie wiem, czy chciałaby się na to zgodzić — mruknął kocur. — Ale wiesz, że jest to ryzykowne, aby łapy w to wpychać. Zabawa z tym jest równa wepchnięciu łap w mrowisko... — dodał, a Kosaćcowa Łapa machnął łapą w odpowiedzi.
— Brukselka na wszystko się zgodzi! — oznajmił, strzepując ogonem. — Ale to pewnie ty będziesz musiał do niej zagadać… Chociaż nie sądziłem, że to ty będziesz przejmować się słowami jakiegoś kota, a w dodatku ponownie podejmujesz się ryzyka! Nie wiem, co ciebie opętało. Może to ten baziowy kotek namieszał ci w głowie? — zaśmiał się młodszy.
— Dobra tam, nie narzekaj. Nie będzie to trwać wiecznie — mruknął uczeń, ruszając przed siebie. — Idę poszukać Brukselkowej Łapy, może i ona zgodzi się nam pomóc — odparł ślepiec. Zabłąkana Łapa nie czekał na kolejne irytujące słowa swojego “kolegi”. Tego samego dnia wyciągnął na spotkanie Brukselkową Łapę, której przekazał swój plan. Mimo, iż nie była do tego aż tak chętna, po chwili namawiania, kotka zgodziła się…

Teraźniejszość

Minęło już trochę czasu od śmierci przywódczyni i zastępczyni Klanu Wilka. Stopniowo wszystko ucichło, a temat śmierci tych dwóch sławnych kotek powoli został zapomniany… Teraz trójka wybrańców mogła zacząć działać, aby przywrócić porządek w Klanie Wilka. Kroczek po kroczku, a wiara w Mroczną Puszczę zostanie zapomniana na zawsze…

Koniec sesji

01 maja 2025

Od Kosaćcowej Łapy CD. Zabłąkanej Łapy

— To, że tyle gadasz to chyba rodzinne, tak? Jarzębinowa Łapa też mi nie dawała spokoju z pytaniami. Odpowiadając na twoje pytanie; nie, nie uciekłem z Klanu Nocy. Urodziłem się między samotnikami, żyłem tam, aż patrol Klanu Wilka nie znalazł mnie i Sowiej Łapy — wytłumaczył, starając się zachować spokój.
Zębatki zdawały się przestawiać w głowie Kosaćcowej Łapy, a myśli powoli formować, aż go nagle nie olśniło.
— To Sowia Łapa też był samotnikiem?! — powiedział zszokowany tą informacją.
— No co ty, serio? Długo ci to zajęło — odpowiedział sarkastycznie Omen.
— No a jak miałem wiedzieć, co? Każdy z was wygląda, jakby wychował się w Klanie Wilka! — zauważył Kosaćcowa Łapa. — Może I futrem pasujesz do Nocniaków w połowie, ale charakter taki jak u Wilczaków! Ponury, powaga, opanowanie, a jeszcze bardziej nudni! — rzekł dramatycznie. Westchnąwszy, spojrzał w górę na niebo.
— Ciekawe czy w innych klanach też tak jest. Każdy chciałby cię zagryźć, bo się cieszysz z życia? — Zmrużył oczy, gdy poraziły go oślepiające promienie światła. Potrząsnął głową i zwrócił swój wzrok na Zabłąkaną Łapę, próbując dojrzeć, choć nutę jakichkolwiek emocji oprócz powagi. — Nawet moja siostra, Jarzębina, powoli wpada w tę dziurę zwaną "staniem się Wilczakiem". Serio! Tylko siedzi w tym zapyziałym legowisku, w którym aż od groma kolorowych i dziwnych chwastów. Niby zioła, a może szykują się na zaciukanie kogoś z nas? — Skrzywił się — Nie wiadomo, co przyjdzie Cisowemu Tchnieniu do głowy, co nie?
Zabłąkana Łapa obrzucił go spojrzeniem, które kwestionowało słowa Kosaćca. Zanim mógłby wypowiedzieć się na ten temat, on dalej ćwierkał:
— Miodowa Kora nie jest taki sztywny jak oni, ale niezdecydowany i trudno, aby się z nim pośmiać. Prawie zawsze to ja muszę inicjować rozmowę, a on raz po raz przytakuje! Tylko czasami zabiera głos, a mówi tylko kilka słów, również niepewnie. Ale... — pomyślał, zdejmując swój wzrok znad ucznia na legowisko wojowników — To też mój mentor, a dużo mnie nauczył, bardzo dużo! — Na jego pysku malował się łagodny uśmiech, który zaraz przerodził się w złośliwy.
— A Ryś cię czegoś przydatnego nauczyła prócz narzekania na swoją egzystencję, Omenie? — żartobliwie powiedział i szturchnął go barkiem, zatrzymując wzrok na trochę mniejszym kocie. Niby starszy, a Kosaciec już go przewyższał! Może Ryś go zagładzała? Albo jako malec wybrzydzał i reszta nie miała siły, aby go nakłonić do jedzenia? Ale jego ciało raczej nie zdawało się być chore, może raczej tylko chudsze z niewidocznymi mięśniami. Natomiast Kosaciec był masywny oraz wielki, a śliczna i śnieżnobiała grzywa urosła i smyrała grzbiet Zabłąkanej Łapy. Jego łapy były o wiele większe, niż kiedy był kocięciem, a niebiesko szary, pręgowany ogon wydłużył się, a może tylko puszyste włosy na nim sprawiały takie wrażenie? Ale Kosaciec najbardziej pragnął pozbyć się koloru swoich oczu. Ciekawe czy kiedyś miał inne... Mama mu coś mówiła, że jak był mały, to miał niebieskie. A teraz zrobiły się takie jak u niej.

<Omenie?>
[462 słów.]

[przyznano 9%]

18 marca 2025

Od Zabłąkanej Łapy CD. Kosaćcowej Łapy

Omen tylko pokręcił głową zrezygnowany.
— Nie jest to aż tak długo. Lepiej dłużej trenować i wiedzieć więcej, niż się śpieszyć i zginąć z łap pierwszego lepszego samotnika — mruknął kocur.
— Ale żeby tak umierać? Można szybko się czegoś nauczyć i być w tym dobry! Ja bardzo szybko się wszystkiego nauczyłem i jestem w tym dobry! Ostatnio trenowałem z Brukselkową Łapą i poszło mi świetnie, chociaż i tak trochę dostałem po ogonie… Walczyłem też z Głupią Łapą! Oczywiście wygrałem tę walkę! A wiesz, czemu nazywa się Głupia Łapa? Dziwne jakieś to imię, Obłąkana Łapo… Kto by tak nazwał swojego kociaka? Moim zdaniem jest to smutne imię, aby nadać je kociakowi! Jak była mała, to nazywała się Głupek? Jest dużo niemiłych członów, które mają złe znaczenie. Na przykład klątwa, albo omen! Dziwne te człony, dlaczego ktoś by tak nazwał swojego kociaka, to ja nie wiem! — wymiauczał uczeń prosto do ucha kocura, zalewając go słowami.
Omen tylko podniósł na krótką chwilę wzrok, tylko aby zaraz ponownie go opuścić na dół.
— Gdy byłem kociakiem, to moje imię brzmiało Omen — mruknął, rozważając trzepnięcie kocurowi w głowę swoim ogonem. Może mógł się wytłumaczyć przypadkiem? Albo powiedzieć, że to samo się zrobiło… Jednak nim zdołał on podjąć decyzję, Kosaciec się odezwał.
— Och, wybacz mi, Obłąkana Łapo! Nie wiedziałem! Jestem pewien, że Klan Wilka nie miał nic złego na myśli, nadając ci takie imię — powiedział Kosaćcowa Łapa, starając się brzmieć w jakimś stopniu przepraszająco… Chociaż nie wychodziło mu to za bardzo.
— To nie Klan Wilka nadał mi to imię — odpowiedział Omen, czyszcząc swoje futro na piersi, nawet nie spoglądając na niego.
— Jak to? Przecież jak rodzisz się w klanie, to otrzymujesz imię, nie? — zapytał kocurek.
— Co ty mówisz? Przecież ja nie urodziłem się w klanie — prychnął srebrny, poprawiając swoją pozycję na wygodniejszą oraz siadając na ziemi. Owinął swój ogon dookoła łap, starając się je ogrzać. Oczywiście, Kosaćcowa Łapa miał delikatnie mówiąc gdzieś jego przestrzeń osobistą, więc nim on się obejrzał, ten już siedział obok, wbijając w niego swoje dwa brązowe ślepia.
— Nie urodziłeś się w klanie?! — krzyknął na prawie cały obóz, przez co Zabłąkana Łapa skrzywił swój pysk.
— Nie krzycz tak, uszy mi zwiędną… A ty co, nie wiedziałeś? — zapytał z nutką niedowierzania w głosie.
— A skąd to miałem wiedzieć! Z jakiego klanu wtedy jesteś? Uciekłeś może z Klanu Nocy? Tam byś pasował! Masz takie futro, dużo kotów podobnych do ciebie tam żyje… Może nie z osobowości, ale wyglądu na pewno! Ach, szkoda, że nie wiesz, jakie masz futro! Takie fajne w pręgi... — wymruczał uczeń.
— To, że tyle gadasz to chyba rodzinne, tak? Jarzębinowa Łapa też mi nie dawała spokoju z pytaniami. Odpowiadając na twoje pytanie, nie, nie uciekłem z Klanu Nocy. Urodziłem się między samotnikami, żyłem tam, aż patrol Klanu Wilka nie znalazł mnie i Sowią Łapę — wytłumaczył, starając się zachować spokój.
Zębatki zdawały się przestawiać w głowie Kosaćcowej Łapy, a myśli powoli formować, aż go nagle nie olśniło.
— To Sowia Łapa też był samotnikiem?! — powiedział zszokowany tą informacją.
— No co ty, serio? Długo ci to zajęło — odpowiedział sarkastycznie Omen.

[502 słowa]
<Kosaćcowa Łapo?>

[przyznano 10%]

Od Kosaćcowej Łapy CD. Zabłąkanej Łapy

Nie odstępował, uparcie dążył do swojego celu, jakim było rozmowa z Obłąkanym. Chciał, aby konwersacja była dłuższa niż zwykłe "Dzień dobry", a teraz mu się udało. Chociaż... Liczył na pozytywniejszy efekt, ale tym też mógł się zadowolić. Ważne, że gada!
— A tobie jak mija dzień? — zapytał starszy kocur niechętnie, licząc na krótką odpowiedź.
— Uuu, dużo by tu opowiadać! — stwierdził młodszy. — Chcesz skróconą wersję czy może...
— Skróć mi to — rzekł stanowczo Zabłąkana Łapa. Kosaciec niepewnie spojrzał w jego oczy, ale następnie uśmiechnął się złośliwie i zaczął, patrząc się w ziemię:
— No więc tak... Obudziłem się, rozejrzałem się po legowisku, jak zwykle, po czym wstałem i się otrzepałem. Ponarzekałem, jaka ta pogoda jest beznadziejna, po czym obudziłem Brukselkową Łapę, moją najdroższą przyjaciółkę, a ona na mnie syknęła i prawie mnie poharatała, gdybym się nie cofnął! Wiesz, jakie kotki mogą być niebezpieczne w tych czasach? Ledwo, co wstała, a już chciała mnie ubić! — powiedział i wziął dużo powietrza, kontynuując swoją wypowiedź. — Ty spałeś jak kamień, a ciebie bym nie obudził przecież, w końcu... Jesteś ślepy i chyba potrzebujesz więcej czasu na spanie, prawda? — Po czym pochylił łebek. — Chociaż, skoro jesteś ślepy, to chyba nie potrzebujesz spać, bo przecież masz cały czas zamknięte oczy! Ha, ha! — zaśmiał się. — Zabawne, co nie?
Srebrnoczarny kocur przymrużył oczy, ale Kosaćcowa Łapa nie zważał na to i mówił dalej:
— Potem wyszedłem z obozu, za zgodą mentora, abym mógł zapolować dla naszego klanu. Nie mogę sobie wyobrazić, że jak byłem mały, to wszystko dostawałem, a inni... Inni musieli polować dla nas, bo świeża krew jest ważna... A teraz obróciły się role i muszę przynosić zdobycze tym bachorom, co się pojawili znikąd! — prychnął. — Ojciec ich podobno porzucił, gdy zjawił się patrol, matki pewnie już nie pamiętają, a opiekę nad nimi, w połowie oczywiście, zajęła się moja siostra, Jarzębina. Cały czas za nimi lata, zamiast wziąć się do pracy i leczyć chorych oraz się uczyć! Mam wrażenie, że to Koperkowa Łapa jest niedoceniany przez medyczkę... Gdyby nie on, to nadal by mnie swędził zad. Twierdził, że miałem jakąś infekcję... — zamyślił się, a następnie zaczerpnął tyle powietrza, ile mógł, tylko po to, aby nie dojść do głosu przez Zabłąkaną Łapę
— Dobra, dość, odbiegasz od tematu... — stwierdził starszy i zamiótł ogonem podłoże, spoglądając mu prosto w oczy. Jedno uderzenie serca później jego wzrok stał się znowu nieobecny, jak u ślepych przystało, więc Kosaciec nie miał zbytnio podejrzeń o cokolwiek. Nie wyglądał na zainteresowanego tym, co opowiadał uczeń. — Idę, bo zaczyna...
— Słyszałem o twojej mentorce — Nagle spoważniał kocurek, a Zabłąkaną Łapę zainteresowała w końcu rozmowa. — A raczej, widziałem ją w legowisku uczniów. Myślałem, że dobrze cię szkoli! A sobie jednak odwlekała te treningi i zamiast cię szkolić oraz uczyć polować, posyłała cię do brudnej roboty w obozie? Leniwa pewnie była, co?
Słysząc słowa kocura, Omen zmarszczył swoje brwi.
— Leniwa? Rysi Trop nie była leniwa ani nie odwlekała treningu. Jest to głupia plotka, w którą każdy wierzy. Jednego dnia pozwoliła mi odpocząć, a trening mi się dłuży przez brak wzroku. Proszę cię, nie mów o niej w ten sposób. Jest ona dobrą wojowniczką — mruknął.
Kosaćcowa Łapa mocno się zdziwił słowami kolegi. Szybko się poprawił, choć raczej nadal wierzył w swoje.
— No to wybacz w takim razie, nie chciałem cię urazić. Tylko że masz już, chyba, z piętnaście księżyców? To chyba długie to odwlekanie, nie uważasz?

<Obłąkana Łapo?>
[552 słów]

[przyznano 11%]

16 marca 2025

Od Zabłąkanej Łapy CD. Kosaćcowej Łapy

Zabłąkana Łapa cicho siedział w obozie Klanu Wilka, odpoczywając po wykonywaniu swoich obowiązków. Był to ciężki dzień dla niego. Najpierw spędził cały ranek, czyszcząc legowiska, później kilka godzin polował, a na koniec wyciągnęli go jeszcze na patrol. W oczach ucznia wojownika była to tragedia, a nie przyjemność! Myślał, że jak będzie udawał ślepego, to może mu odpuszczą… Może by wysłali go do starszyzny, lub sprzedali samotnikowi, ale nie! Zrobili z niego tanią siłę roboczą, która mało wymaga i mało mówi. Może powinien więcej narzekać? Więcej się buntować? Chociaż nie, byłby to bardzo głupi pomysł. Nie potrzeba mu tego, aby któryś z wojowników strzelił mu z łapy w głowę. Już widział, jak wojownicy traktują tych, którzy się sprzeciwiają. Omen westchnął, gdy poczuł zimny dreszcz, który przeszedł jego ciało. Mało przyjemne uczucie. Planował powoli ruszać do legowiska uczniów, aby odpocząć, jednak nie! Jak zwykle los chciał go dobić, przez co zesłał mu na głowę drugiego ucznia. Bardzo głośnego ucznia, przez którego wielokrotnie miał ochotę zakopać sobie głowę w piachu, za każdym razem, gdy ten wykrzykiwał głośne “Dobranoc” co noc w legowisku uczniów.
— Cześć, Obłąkano Łapo! — usłyszał kocur, tracąc swoje resztki chęci do życia. Och, niech piorun go strzeli, on nie chciał tak cierpieć! Nim zdołał poprawić swojego “towarzysza”, ten mu przerwał, wykrzykując kolejne słowa. — Zaraz, nie tak… Yyy… Witaj Zabłąkana Łapo! — poprawił się. Cóż, tyle dobrego.
Zabłąkana Łapa niechętnie podniósł wzrok, spoglądając na Kosaćcową Łapę, cicho prychając na jego widok.
— Jak ci mija ten przecudowny dzionek, kolego? — rzucił kolejnym zdaniem Kosaciec.
— Zostaw mnie, zajęty jestem — prychnął, starając się odejść od ucznia, tylko aby ten za nim pobiegł, wskakując mu pod łapy. Jak dobrze, że nie był on faktycznie ślepy, bo by podeptał kocura… — Czego chcesz? — mruknął, nie kryjąc swojego niezadowolenia z obecności drugiego ucznia.
— Porozmawiać! — odpowiedział energicznie.
— A ja nie chcę — warknął krótko Omen.
— To ci nie dam spokoju, aż mi nie odpowiesz! — rzucił, podskakując za Omenem Kosaciec.
— Na Klan Gwiazdy… Dobrze, okej, porozmawiajmy, ale jak dorwę cię na treningu, to nie będę delikatny podczas walki — zagroził mu kocur, a niebieski energicznie pokiwał głową z zadowoleniem. Co za dziwak…
— Jasne! W takim razie jak ci mija dzień? — zapytał uczeń.
— Och, doskonale, aż chce mi się żyć — mruknął sarkastycznie Zabłąkana Łapa, a Kosaciec przekrzywił na bok głowę z zakłopotaniem.
— To dobrze? — miauknął.
— Nie! — prychnął, zamykając oczy z frustracji. Co za kot… — A tobie jak mija dzień? — zapytał niechętnie, licząc na krótką odpowiedź.

<Kosaćcowa Łapo?>
[400 słów]

[przyznano 8%]

09 marca 2025

Od Kosaćcowej Łapy Do Zabłąkanej Łapy

Pora Nagich Drzew. 
Akcja rozgrywa się, kiedy Kosaćcowa Łapa ma 8 księżyców, a Zabłąkana Łapa 15.

Śnieg. Biały, zimny puch okrywał niegdyś zieloną polanę w całości. Kocur nie lubił tej pory, bo była chłodna i jego klan głodował.
"Jarzębinowa Łapa musi mieć dużo pracy... W sumie to, kto by tę zimną pogodę uwielbiał? Chyba tylko rozpieszczony kociak, co zawsze dostaje coś do jedzenia od matki lub pobratymców!" — zastanawiał się.
Tylko jego czyste, gęste i długie futerko chowało to, co było pod spodem. Zapewne, gdyby nie miał tak dużo sierści, każdy byłby w stanie zobaczyć i nawet policzyć gołym okiem jego żebra. Spod jego małej, ale widocznej grzywki na główce, widniały brązowawe oczy, zmęczone po ciężkich treningach i łowach, na których skupiał teraz swoją całą uwagę. Nie chciał, aby jego pobratymcy głodowali; nie chciał zaniedbać swoich obowiązków jako uczeń wojownika. Mało teraz co wpadało w jego wielkie łapy, ale na pewno częściej niż u kotów kolorowych bez białego puchu na całym ciele, tym mógł się poszczycić białosrebrny kot.
Niedawno przy Jarzębinowej Łapie pałętały się kociaki bez matki, bez ojca. Brat dopytał się o ich przeszłość i doczekał się odpowiedzi dosyć smutnej. Bardzo współczuł dzieciom, że ich ojciec je porzucił; zachował się podle bez krzty miłości — mówiła siostra. Chociaż kocurek miał też i swoje zdanie
"Ich ojciec mógł ich przecież zostawić, bo wiedział, że z nimi będzie im lepiej. Może... chciał dobrze dla nich" — pomyślał. Tylko może to "dobrze" nie znaczyło, że on mógł zaznać tego bezpieczeństwa; tak myślę, przynajmniej mam nadzieję, że tak było. Dopowiedział w jej stronę:
"Stałaś się matką w tak młodym wieku, Jarzębinko! Mamusia byłaby z ciebie taka dumna!" Ta odpowiedziała prychnięciem w jego stronę i zagoniła maluchy do żłobka.
Jego uwagę przykuła płomiennoruda koteczka odznaczająca się na białym tle. Miała pręgi wijące się i zawijające po jej dużym ciele, jak i na długaśnych łapkach, a na brzuszku, klatce piersiowej i piersi futerko było rozjaśnione, prawie że kremowe. Oczy miała duże o kolorze mocnej zieleni niczym drzewa w Porze Zielonych Liści. Pyszczek radował się, a przynajmniej do niego. W jego stronę raz co raz uśmiechała się nieśmiało, może przez to, że kociaki tak zazwyczaj mają. Od Brukselkowej Łapy dowiedział się, jak ta pomarańczowa kulka z łodygą uniesioną w górę, z dużymi liśćmi się zwała. Roślina nazywała się dokładnie jak ta mała koteczka, czyli dynia! Zastanawiał się, co ten owoc... nie, warzywo, robiło w jego śnie.
Jego dzisiejszy trening z Miodową Korą bardziej polegał na pogawędce, w której w skład wchodziły pytania dotyczące kodeksu. Uczeń zdołał odpowiedzieć dobrze na większość, a przynajmniej tak sądził, bo mentor tylko zadawał pytania, a na odpowiedzi; milczał jak głaz.
Kocurek leżał teraz w swoim legowisku, powoli przysypiając. Nagrzał swoje posłanie i nie miał ochoty z niego wychodzić. Przez swoją wielką, lwią grzywę wyglądał znowu jak kulka mchu, który pokrywa biały puch, ponieważ schował swoje przednie łapki pod siebie, a ogonem przykrył lewą stronę ciała. Nazywał się Kosaciec, a raczej — Kosaćcowa Łapa. Jego futerko lśniło w promieniach słonecznych dobiegających z wyjścia legowiska uczniów. Ale coś przysłoniło światło, a raczej — ktoś przysłonił. Był to kot o srebrnym futerku połączonym czarnymi jak noc zawijasami. W różowiutkich uszach znajdowały się długie, białe włoski, niby kępki siwego mchu. Oczy były błękitne i zmęczone jak u Kosaćca, źrenice nie za bardzo czarne, co dziwne, a wyraz pyska nie za bardzo w humorze. A zwał się Zabłąkana Łapa, był trochę starszy od niego I bardziej doświadczony, jeśli chodzi o walkę, polowanie i wspinanie się na drzewa. Ale uczeń pamiętał, że drugiemu przeszkadzała jedna wada fizyczna, a była to ślepota; tak przynajmniej dosłyszał od innych. A może jego imię wzięło się od jego ślepych oczu?
"Zabłąkana Łapa mu w sumie pasuje..." — pomyślał. I zadrwił w myślach "Może jego wojowniczym imieniem będzie Zabłąkane Oczy?"
Kosaćcowa Łapa nagle wstał i kilkoma susami znalazł się tuż obok Zabłąkanej Łapy. Uśmiechnął się w jego stronę, a oczy mu zabłysły.
"Nie odpowiadał mi, jak się witałem, gdy wstawałem i wtedy, kiedy mówiłem dobranoc dla wszystkich uczniów" — stwierdził, przyglądając mu się. "Może dzisiaj będzie tym dniem, w którym w końcu się przywita w moją stronę." 
Szturchnął go w bark przyjacielsko i zaczął:
— Cześć, Obłąkana Łapo! Zaraz, nie tak... yyy... — Pogubił się i szepnął w jego stronę. — Witaj, Zabłąkana Łapo! — Teraz pewniejszym, mocniejszym głosem dodał — Jak ci mija ten przecudowny dzionek, kolego?

[719 słów]
<Zabłąkana Łapo?>

[przyznano 14%]